TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Plan Zemsty Akt I - Powrót
Autor Wiadomość
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-06-30, 15:13   

Stał jak otępiały patrząc na wszystkich. Z jednej strony jakaś frustratka, z drugiej zaś strony Errdil pełen zwątpienia, a jakby było tego mało, stał jeszcze taki jeden... Truciciel, który chyba również nie wiedział jak mamy się tam dostać.

-No właśnie. Jakiś plan?-

Powiedział dodając temu wiele ironii. Westchnął głęboko po czym ponownie przejrzał drogę do magazynu.

Następnie zaczął śledzić wzrokiem kobietę.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-07-02, 20:26   

Zadziwiającym jest jak wolno czasem dociera do umysłu sfrustrowanego śmiałka właśnie zasłyszana informacja. Vesard na ten przykład zadał swe pytanie, choć chwilę wcześniej usłyszał na nie odpowiedź. Mogło mieć tu miejsce jakieś zakrzywienie czasoprzestrzeni, bądź zwykłe otumanienie i zablokowanie przepływającym przez uszy słowom drogi do mózgu. Niemniej jednak chwilę po zadaniu owego trafnego pytania, doszło do bohatera co przed chwilą powiedział jego truciciel.
Tak plan był, koncentrował się natomiast wokół pewnej wyraźnie wnerwionej drowki.
Drowki, która właśnie zeszła z pomostu i nie zwracając najmniejszej uwagi na oddalonych o kilkanaście metrów bohaterów, ruszyła dalej, w stronę kolejnego pomostu.
W okolicy nie było praktycznie żadnych osób postronnych. Drowy raczej się tu nie kręciły, nie było sklepów, usług, a można się było natknąć na jakiegoś sfrustrowanego bądź znudzonego szlachcica. Owa pustka była raczej korzystna, póki bohaterowie nie chcieli skrywać się w tłumie, praktykować kradzieży kieszonkowej bądź znaleźć źródło informacji wśród przechodniów.

Sirion w międzyczasie przekonał się, że pod pomostem wszem da się przejść, wiązałoby się to jednak z długą wędrówką, zwisając z krawędzi linowego mostu. W ten sposób bohater byłby doskonale widoczny dla wszystkich poziomów wieżyczek strażniczych.
Do siedziby Dol'Galair pomimo jej trój-kondygnacyjnej budowy, dało się najwyraźniej wejść tylko z poziomu, na którym znajdowali się teraz bohaterowie.
Vesard natomiast nie odkrył nic nowego w drodze do magazynu, poza faktem, że zwodzony pomost doń prowadzący wykonany był z jakiegoś metalu, miast z drewna. Jeśli nie była to jakaś zadziwiająca, bądź umagiczniona ruda, z pewnością był bardzo ciężki.
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-07-06, 15:23   

Errdil tylko westchnął ciężko, wywracając do góry oczyma.

- Organizacja zajebista, nie ma co.. - Mruknął pod nosem, odprowadzając elfkę wzrokiem. Po chwili ponownie zwrócił znużone spojrzenie na Siriona. - Daj spokój człowieku, to ma być twój plan? PO TO ci była lina? Ehh, pomysł z otruciem musiał być naprawdę niezwykłym dla ciebie przebłyskiem inteligencji.. Obawiam się jednak - Dodał, bezczelnie rozkładając ręce. - , że tutaj nie ma co na to liczyć.

- Chcesz znów się za jakąś panienką uganiać, droga wolna. - Ziewając, łowca przysiadł na chwilkę, poprawiając znów klamry oraz wiązania przy butach. - Ja nie zamierzam.
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-07-06, 17:24   

-Nie ma Kurwa jak wspaniały plan!-

Warknął głośno do Siriona. Złapał parę mocnych oddechów, spojrzał oponentowi prosto w oczy i kontynuował. Głosem najzimniejszym, jakim tylko potrafił mówić.

-Daj już sobie spokój... Daj tą odtrutkę i pójdź w swoją drogę... Nie zamierzam czekać, aż dowiesz się, jak wtargnąć do tego domu...-

Przerwał na chwilę połykając ślinę.

-Idź do domu, napij się mleka... A jak już coś wymyślisz to załatw sobie grupę, zapłać im, a sukces będzie murowany...-

Mówił z coraz większym przekonaniem. Miał nadzieje, że może w ten sposób uda mu się przekonać swojego "mocodawce".
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-07-07, 09:25   

- Ależ ja was nie trzymam, droga wolna, spadać - odparł Sirion patrząc uważnie za dziewczyną. Po chwili ruszył za dziewczyną i nie już więcej nie zwracając uwagi na tych dwóch durniów którzy wyobrażali sobie nie wiadomo co, zresztą z każdą chwilą czuł że ich nie potrzebuje. Szybko podbiegł kawałek do przodu, cały czas rozglądając się wokół. Pomocnicy których sobie wybrał i na których wydał złoto denerwowali go i przeszkadzali, zaczynał mieć ich serdecznie dość. Zdenerwowany choć z zewnątrz spokojny przyspieszył kroku. Jeżeli nie było nikogo w pobliżu zaczepił kobietę.
- Hej kim jesteś? - zapytał - mam interes do Ciebie, opłacalny interes.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-07-07, 10:07   

Zróbmy krótkie podsumowanie obu stron. Po jednej, dwójka mocno wkurzonych i poddanych niesprawiedliwym cierpieniom drowów. Dwójka, która kompletnie nie ma ochoty pomagać swemu mocodawcy oraz która jako kartę przetargową ma...no właśnie...nie ma karty przetagowej.
Z drugiej strony jeden mroczny elf, chcący włamać się do jednego z najpilniej strzeżonych budynków w mieście.Drow, które wymuszeni podwładni zaczynają już denerwować. Drow, który stracił na nich całkiem sporo pieniędzy, Ci zaś teraz najwyraźniej wolą po prostu umrzeć. Z kolei jego karta przetargowa to trucizna płynąca w żyłach pozostałej dwójki oraz antidotum.
Jakby nie patrzeć na zachowywaniu dumy, ignorowaniu i besztaniu drugiej strony lepiej wychodził Sirion. On bowiem mógł obejść się bez łaski dwójki drowów, byłby na tym tylko stratny. Vesard i Errdil z kolei bez Siriona mieli przed sobą wizję śmierci. Być może nierozważnym było wkurzanie swego truciciela.


Drowka szła dość szybkim tempem, jednak Sirion zdołał dogonić ją bez większych problemów jeszcze nim wkroczyła na kolejny wiszący most. Pierwsze pytanie nie było może zbyt trafnie dobrane, zwróciło jednak wystarczająco uwagę kobiety, by odwróciła się i spojrzała na Siriona wzrokiem mówiącym 'Popierdoliło cię !?'.
Ostatnie dwa słowa dały chyba najwięcej w tej krótkiej rozmowie. Bohater dostrzegł przebłysk na twarzy nieznajomej, zupełnie jak gdyby trafił w czuły punkt.
Przebłysk szybko jednak zniknął zaś w jego miejscu pojawiła się złość i obrzydzenie.
"Spieprzaj fagasie." ponownie odwróciła się swym zgrabnym tyłeczkiem w stronę bohatera po czym ruszyła na most.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-07-07, 12:20   

Krągłości dziewczyny robiły wrażenie na Sirionie i chętnie zamieniłby skok na chwile przyjemności z tą dziewką, jednak to było istotne, ważniejsze niż jej tyłek i to co mógł z nim zrobić.
Szybki rzut oka wokół by rozwiać wątpliwości co do postronnych obserwatorów, a gdy takowych nie znalazł szybko przebiegnięte kilka kroków i mocny uchwyt ręki na ramieniu dziewczyny.
- Mówiłem poważnie, choć wydaje mi się że Ty wolałabyś nauczyć się latać, to akurat mogę zapewnić za darmo, więc jak pogadamy czy chcesz sprawdzić jak szybko i czy dostatecznie szybko wyrosną Ci skrzydła z tego cudnego tyłka którym tak wspaniale zamiatasz? - zapytał zimnym szeptem wprost do ucha dziewczyny. Był blisko dziewczyny jednak stale pozostawał czujny, kto wie jak szybko potrafi wywijać sztyletem i gdzie go ma.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-07-07, 12:38   

Stał, patrzył jak odrętwiały. Mimowolnie osunął się na nogach i usiadł na platformie. Zaczął myśleć. Sporo myśleć.

-Kiedy mi ten chuj zaaplikował tą truciznę... Kiedy...? Może wtedy jak jadłem? Tak, tak... Na pewno wtedy... Chociaż...? Nie... Zauważyłbym to... Bezapelacyjnie... A może to nie on mi dał tą truciznę? Może... Może kucharz? Przecież to on upiekł mi potrawę... Tak... Albo i karczmarz... Ktoś z nich... Na pewno...-

Wstał natychmiastowo. Spojrzał na Errdila i rzekł.

-Jadłeś coś w tej karczmie, w której spotkaliśmy się po raz drugi?-

Poczekał jedynie sekundę i kontyunował.

-Jak domniemam, również jesteś otruty... Czy wiesz może kto mógł nas bezpośrednio otruć?-

Odczekał chwilę, towarzyszyło mu przy tym parę głośnych sapnięć. Kontynuował.

-Mam pewne przypuszczenia... Karczmarz, lub kucharz nas otruł... Proponuje złożyć mu wizytę, co Ty na to?-

Tym razem wymówił swój dialog spokojnie. Tak jakby znalazł pewne wyjście z tej całej, zakichanej sytuacji. Spojrzał jeszcze za siebie, potem z powrotem na Errdila.

-No, chyba, że wolisz pracować dla tego ochlajtusa... Choć i tak zapewne, nie dostaniesz za to upragnionego antidotum-

Vesard miał mętlik w głowie. Nie był pewien, czy robi dobrze, czy też może źle. Wiedział, że coś musi zrobić, a obecna sytuacja wydała mu się odpowiednią porą.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-07-08, 11:36   

Errdil, w oczywisty sposób, słowa Siriona zignorował, kończąc poprawianie ekwipunku, pogwizdując pod nosem. Gdyby Truciciel czuł się tak pewnie w kwestii swojej myśli, nie musiał by brać łowcy do pomocy, to było oczywiste.

Co prawda fakt, że widział budowle, jej zabudowania, warowną wręcz budowę, strażników uzbrojonych po zęby, i miał do tego świadomość, że przyjdzie mu się tam bez jakichś ważniejszych powodów włamywać, działał niezbyt krzepiąco na jego myśli.

Teraz jednak Errdil pozwolił sobie na chwilkę relaksu. Znów znajdując oparcie, czekał spokojnie na dalszy ciąg wydarzeń, dalej gwiżdżąc pod nosem jakąś starą, zapomnianą melodię. Żałował, że nie miał fletu przy sobie, tego, który musiał zostawić w mieście drowów, uciekając stamtąd.


Otworzył jedno oko, zerkając na poddenerwowanego towarzysza, drowa, z którym, bogowie raczą wiedzieć, w takich czy innych okolicznościach, związał swój los.

I teraz, ten sam Los wpierprzył ich w dość parszywą sytuację..

Czyżby znów, w dwójke, mieli by z tego wybrnąć? Może to wcale nie jest zbieg okoliczności..

Co tu rzec; Łowca był prosty drowem, od małego wierzył w takie znaki. Dodawały w swój sposób nadziei, motywowały..

A w tej sytuacji szukał każdej podpory..

- Wiesz.. - Mruknął przeciągle, zerkając w dal za Sirionem. - Nie ma wątpliwości, Ten "ochlajtus" jak go nazwałeś, nie miałby czasu samym nam podać trucizny. Poza tym, cały czas rozmawiał z karczmarzem, szeptali miedzy sobą niczym kochankowie. Stawiał bym więc jednak na karczmarza. - Łowca wyciągnął ręce do przodu, splatając palce, wyłamując je z trzaskiem do przodu. - Kucharz, raz, nie miał z drowem kontaktu, dwa, nawet jeśli podał coś, to dostał to wcześniej od karczmarza. Wiec, sumując, wszystko sprowadza się do karczmarza...

- Tu jest jednak kolejny problem. - Uśmiechnął się smutno. - Karczmarze mają w tym mieście jakiś rodzaj protekcji ze strony domów rządzących. Pamiętasz sytuację wczoraj w nocy? - Łowca beznamiętnie pokazał Vesardowi jeden z jeszcze widocznych siniaków, po jego wczorajszych przeżyciach. - To za ten incyndent pod karczmą, za tą trójkę patałachów, którą, było nie było roznieśliśmy jak chcieliśmy. - Zaśmiał się ponuro. - Aż dziw, że później nie zaliczyli twojego pokoju. Miałeś szczeście.

- Ale wiedz do czego zmierzam. Alternatywy w sumie mamy dwie. Dorwać karczmarza, wypytać, ale narazić się na problemy z szlachtą. Lub po prostu dostać kucharza, nie ryzykując zbyt wiele, może jedynie tym, że nie będzie miał takich informacji, jakich pragniemy..


- No, ale... - Zerknął znów w dal za Sirionem. - Ale w takim wypadku musieli byśmy tego Casanove na jakiś czas zostawić. - Uśmiechnął się jadowicie. - Co ty na to?
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-07-08, 12:10   

-Mam go w dupie... Prędzej, czy później zginie... Jedyną rzeczą, która mnie obchodzi to moje życie... A co się za tym wiąże, również Twoje życie...-

Spojrzał na Errdila, zaś jego policzki lekko się zmarszczyły.

-Mówisz, o jakiejś protekcji karczmarzów? Dziwne... Skąd takie rychłe pachołki łakome na każdego miedziaka mogły nabrać takich wpływów? Pewnie muszą płacić szlachcie jakieś grosze od prowadzenia tego chlewu...-

Rzekł po czym głośno chrząknął.

-Zaczniemy od kucharza... W sumie kucharz mniej znaczy od właściciela.. A dostać się do niego możemy przez... Hmmm...Okno?-

Ostatnie słowo wymówił retorycznie.

-Jeżeli to nic nie da, to wizytę złożymy jaśnie karczmarzowi... A jeżeli boisz się szlachty, to możemy zrobić to tak, by nawet nie wiedział z kim ma do czynienia... A nawet jeśli, to zawsze jest możliwość poderżnięcia gardła..-

Mówił z dość dużym przekonaniem, jakby sam powoli zaczynał wierzyć w te absurdalne plany.

-To jak... Idziemy do karczmy?-
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-07-10, 11:25   

- Dokładnie. - Westchnął, podnosząc się z ziemi. - Karczarze mają ochronę, ale w zamian muszą domom płacić haracz, nie można tego inaczej nazwać.

- Myślę, że należało by zacząć od kucharza, tak jak mówisz.. Nie ma jednak sensu wpadać do karczmy w środku dnia... - Zastanowił się przez chwilę nad swoimi słowami. - Gdybyśmy, kurwa, wiedzieli tylko, kiedy tutaj jest dzień lub noc.. Przecież ten kucharz nie może wiecznie stać za patelnią! musi czasem spać..

- Ale racja, warto by już teraz wrócić do karczmy i rozejrzeć się. Może akurat trafimy na okazję, przy której wyciągniemy z zasrańca co trzeba.

Zerknął raz na ziemię, upewniając się, że niczego za sobą nie zostawił.

- Zostawmy Siriona, później mu powiemy, że obchodziliśmy budowlę dookoła, szukając innej drogi. - Dodał, uśmiechając się jadowicie.

- Tylko nie zapomnij o kapturze. Wolałbym, żeby nas nie poznano.
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-07-11, 10:45   

Sirion być może spodziewał się podobnej reakcji u dziewczyny, nie zmieniło to jednak faktu, że odczuł spore zaskoczenie, gdy zwinna, szybka i bardzo silna dłoń zdzieliła go z tak zwanego 'liścia' po poplamionym policzku.
Bohater zatoczył się lekko, samemu o mało co nie rozpoczynając podróży w jedną stronę prosto w paszcze flory i fauny Puszczy.
"Jak śmiesz samcze !" warknęła dobywając zza pasa zakrzywiony sztylet "Chyba nie wiesz gdzie twoje miejsce parszywy kmiocie !"
Drowka wedle przyjętych norm nie była szlachcianką. Była jednak kobietą z rasy mrocznych elfów, a już sam ten fakt stawiał ją ponad Sirionem. O ile gwałcenie leśnych elfek czy kobiet z rasy ludzkiej było na porządku dziennym i nikogo nie burzyło, o tyle niestosowne zachowanie względem drowek nie uchodziło za mądre. Te zazwyczaj były bowiem silniejsze od mężczyzn, także od młodu wychowywane był w poczuciu własnej wyższości, przynajmniej nad mężczyznami.
Szczególnie duma u mrocznych elfek była niezwykle silnie rozwinięta. Duma zaś jest u drowa tym silniejsza, im wyższą społecznie pozycję zajmuje.


Nieznacznie zmroczony nagłym atakiem na swoją osobę skrytobójca nie zauważył nawet oddalających się pseudo-towarzyszy. Ci zaś choć widzieli całe zajście, postanowili wyruszyć do karczmy, w nadziei odnalezienia odpowiedzi na nurtujące pytania, jak i pomocy. Pomoc... To słowo może nie najlepiej pasowało w tym akurat wypadku jak i w tym akurat miejscu.


[Tak, teraz odpisuje tylko Pier, chyba, że nagle pozostała dwójka zmieni zdanie]
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-07-11, 11:16   

"Kurwa mać, żeby mnie baba biła, głupi drowie trzeba ją było przez łeb zdzielić a nie za rączki chwytać" - pomyślał Sirion rozmasowując policzek po tym uderzeniu. I jak to miał w swym zwyczaju najpierw zrobił potem pomyślał. Sztylet pojawił sie w dłoni.
- Pierdol się suko, zarobek był możliwy teraz kurwo zginiesz, nawet jeśli miałaby to być ostatnia rzecz w mym życiu. - warknął przez zęby i rozpoczął wolne i ostrożne podchody, kobieta była szybka, naprawdę szybka, a co za tym idzie mógł tu zakończyć swój żywot i choć wzburzona krew pchała go do ataku wiedział że nie może tego zrobić na ślepo. W momencie w którym był w stanie sięgnąć kobiety jego ręce jak i ciało rozpoczęły taniec ostrzy.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-07-14, 21:18   

Tak oto negocjacje zmieniły się w zwykłą, okolicznościową walkę. Zwykłe szukanie informacji, może wspólnika przekształciło się w pojedynek już nie na słowa, a na sztylety. Tak to bywa gdy trafi na siebie dwójka nadpobudliwych drowów.
"Toś sobie kurwa teraz nagrabił. W końcu sobie na kimś odreaguję !" syknęła przez zaciśnięte zęby kobieta. Wymiana ciosów była szybka i niezwykle soczysta. Można jednak rzec, iż raczej jednostronna.
Sirion nie miał większych problemów z unikaniem ciosów wkurzonej kobiety, zaś jego taniec ostrzy doskonale trafiał tam gdzie powinien. Zwinny i zgrabny piruet obdarował drowkę rozcięciem na podbrzuszu.
Ta wyglądała wyraźnie na zaskoczoną, nie wyglądało jednak na to, by zamierzała uciec czy zaprzestać walki. Sirion, pogrążony w swym swoistym tańcu nie był w stanie zbyt dobrze stwierdzić emocji elfki, wyczuwał jednak, iż wręcz pała ona determinacją.
Tak zgubną i charakterystyczną dla drowów potrzebą uspokojenia nadszarpniętej dumy.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-07-22, 14:08   

Udany atak wcale nie ucieszył Siriona, kobieta nadal mogła walczyć i nadal stanowiła zagrożenie niczym zranione zwierze. Jego ruchy nadal płynnie przechodziły od figury do figury zaś sztylet miał ponownie upić trochę drowiej krwi z jej ciała. Uwaga, skupienie, wyczekanie i precyzyjny atak który miał pozbawić jego przeciwniczkę broni.
Tak naprawdę nie chciał jej zabić, potrzebował jej wiedzy, a może pomocy. Chciał ją pokonać i zadać kilka pytań, chciał wreszcie zacząć swą misję, a że miał już dość tych dwóch idiotów z którymi zamierzał wykonać ją i srodze sie pomylił, dlatego pragnął zjednać sobie sojusznika, a tamtym dać umrzeć w męczarniach. Jednak sposób na sztylety chyba nie był najlepszym sposobem zjednywania przyjaciół. Przyjaciele, czy Sirion potrafił mieć przyjaciół, kiedyś sądził że tak, teraz wszędzie widział tylko wrogów lub osoby którymi będzie mógł sie posłużyć, słowo przyjaciel straciło sens liczył się tylko cel. Brak autorytetów zaowocował brakiem szacunku dla czegokolwiek oprócz siły. Sirion chciał siły, władzy, gotowy był sie zaprzedać za nią, gotowy był sprzeniewierzyć sie każdej zasadzie by zdobyć władzę. Tak przyjaciele nie byli potrzebni, ale żywa drowka owszem.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-07-23, 11:07   

Sirion radził sobie zaskakująco dobrze. Jego przeciwnik albo kompletnie nie potrafił posługiwać się bronią, albo miał po prostu pecha.
Zwinnie wyprowadzony cios przejechał po prawej dłoni, co zgodnie z życzeniem pozbawiło drowkę broni. Ta wypuściła sztylet, syknęła przeciągle i chwyciła się za zranioną dłoń. Wzrok nie ujawniał strachu, nadal przepełniony był wściekłością i determinacją. Sztylet ugrzązł między deskami pomostu, wystarczyła niewielka pomoc i spadłby na dół, prosto w odmęty flory puszczy.
Wzrok drowki padł na sztylet w tym samym momencie co wzrok Siriona. Ułamek sekundy później wzrok obojga spotkał się. Bohater był pewien, że drowka za moment schyli się po sztylet, ta myśl, to postanowienie wprost z niej biło. Wystarczył ułamek sekundy kontaktu wzrokowego by się o tym przekonać.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-07-25, 11:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-07-23, 16:05   

Sirion zadowolony z ataku nie poprzestał na tym lecz w tanecznym kroku obrócił sztylet w dłoni po czym wymierzył cios kobiecie. Atak ten miał ogrodzić dziewczynę od broni określając zwycięzcę w tym pojedynku, a także dając możliwość by dalsza część znajomości z drowką była już negocjacjami w których przewagę miał posiadać Sirion i to on miał dyktować warunki, to on miał mieć władzę choćby tylko na chwilę, choćby tylko nad jedną kobietą.
Choć miał przewagę, choć każdy zamierzony cel osiągał a kobieta żadnego wiedział że nie można świętować już w tej chwili. Determinacja i duma drowów była na tyle silna że mogła w ułamku sekundy zmienić oblicza tego pojedynku, a tego Sirion chciał uniknąć, chciał wygrać, zrobić kolejny kroczek w kierunku swej zemsty.
- Poddaj się suko, a przeżyjesz! - powiedział Sirion władczym głosem starając się zastraszyć dziewczynę choć czuł że to sie nie uda.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-07-25, 12:05   

Tym razem o dziwo sytuacja nie potoczyła się po myśli Siriona. Jego cios, nie był już tak celny jak poprzednie. Bohater poczuł tkaninę muskającą jego palce, jednak nic poza tym. Elfka po prostu uniknęła ciosu i mimo obrażeń zwinnie i szybko wyciągnęła sztylet ze szczeliny. Trzymając go w lewej dłoni wykonała zgrabny obrót w przykucu, który zakończyła odskoczeniem do tyłu poza zasięg Siriona.
Nie wzięła sobie do serca słów bohatera, sama jednakże nie atakowała. Jej wzrok nadal ukazywał niezmierny gniew i determinację, stanowczo nie miała zamiaru się poddać nawet w obliczu tak tragicznej sytuacji.
Dłoń krwawiła, zwilżając deski pomostu kropla po kropli. Długie włosy zasłoniły połowicznie wykrzywioną w gniewie, choć nadal całkiem ładną twarz.
"O co ci w ogóle chodzi pierdolony plamisty skurwielu!?" warknęła przez zaciśnięte zęby.
O ile nic w kompleksie skóry bohatera nie zmieniło się przez ostatnie godziny, nadal miał na twarzy pokaźne żółte plamy. Niestety, a może na szczęście ujrzenie swego oblicza nie było proste.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-07-25, 12:20   

Sirion zaklął w duchu za brak powodzenia w jego akcji.
"Że też teraz musiało opuścić mnie to cholerne szczęście" - pomyślał po czym odwrócił sie do elfki i stanął w pozycji gotowej do ataku jak i do obrony
- O to głupia suko że potrzebuje informacji za którą chciałem Ci zapłacić, teraz jednak uważam że za potrzebne mi informacje możesz otrzymać własne życie. Jednak jeśli nadal wolisz ozdabiać deski swą juchą to nie ma sprawy, mogę otworzyć więcej miejsc w Twym ciele. - dodał cedząc słowa przez zaciśnięte w złości zęby i patrząc na drowkę z nienawiścią. - Więc jak ślicznotko odpowiesz na pytania czy potańczymy jeszcze chwilę?
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-07-25, 12:43   

"Żeby mi samiec tak pyskował, nieprawdopodobne..." syknęła chyba bardziej do siebie niźli dla uszu kogokolwiek innego. Chłodne rozeznanie w sytuacji najwyraźniej przywróciło elfce rozsądek. Nie dała po sobie poznać chociażby w najmniejszym stopniu, iż Sirion w jakikolwiek sposób ją pokonał czy też uwłacza jej dumie, zupełnie jak gdyby sama łaskawie postanowiła przerwać walkę.
Zachowaj twarz nawet podczas porażki...wtedy porażka nie jest tak widoczna. To właśnie oszukiwanie samego siebie pozwalało drowom zachowywać dumę nawet gdy musieli komuś ustępować.
Elfka użyła sztyletu by odpruć rękawy od swej sukni. Nie było to specjalnie trudne zważywszy na nagie ramiona i co za tym idzie niewielkie połączenia samych rękawów z resztą ubioru.
Chwyciła sztylet w zęby rękaw zaś rozpoczęła jakby nigdy nic przygotowywać do opatrzenia krwawiącej dłoni.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-07-25, 13:22   

- Moment suko, najpierw odpowiedzi potem rany, a sztylet wbij w deski. I nie mam ochoty czekać, więc zrób to już albo.... - Sirion zawiesił głos - ... popłynie znów twa czerwień. I obnoś się tak tą pieprzoną dumą, wszyscy ją mają w dupie, a najbardziej ja. Duma zabija dziwko, liczy się władza reszta to gówno, a najbardziej śmierdzi właśnie duma. - przerwa znacznie dłuższa w oczekiwaniu na reakcje drowki.
Od czasu Desadi nie miał w sobie już tej cholernej dumy która tak mocno cechowała drowów a która prowadziła ich zazwyczaj do śmierci. On wyzbył sie tego, jak i miłosierdzia. Inni stanowili teraz dla Siriona narzędzia, nie miał już nawet współpracowników, były tylko cele i możliwości ich osiągnięcia. Drowka była takim właśnie narzędziem które jeśli się nie przyda to trzeba wyrzucić. Sirion tak to widział, i tak miał zamiar postąpić.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-07-29, 20:52   

Wsłuchując się w słowa Siriona, drowka pospiesznie zawinęła materiał wokół krwawiącej dłoni. Widać było zaciskającą się szczękę, nie czyniła tego jednak z bólu i było to dla bohatera jasne. Czyniła to z wściekłości.
Gdy Sirion zakończył swą pełną słodyczy i wrodzonej dobroci przemowę, elfka zdążyła prowizorycznie zabandażować dłoń. Spojrzała nań z niekrytą wściekłością. Myśli, które kłębiły się w tej ślicznej głowie z pewnością wprawiłyby w zdumienie i lekkie przerażenie niejednego zabijakę. Cisnęła sztyletem. Niewielki dreszczyk przeszedł przez ciało bohatera, zdołał jednak powstrzymać odruch uniku, który umniejszyłby jego przewagę i okazał słabość charakteru. Sztylet wbił się w deski mniej więcej w połowie odległości między stopami obojga.

"Skończ to swoje filozoficzne pieprzenie bo zrzygam się jeszcze zanim wypłynie ze mnie całą krew!" warknęła przyciskając zdrową dłoń do rany na podbrzuszu.
Sama myśl o drowce błagającej o litość czy pokornie przyjmującej rozkazy od nieznajomego nie-szlachcica wydawała się niezwykle abstrakcyjna i nierealna. Sirion znał na tyle swoją rasę by wiedzieć, iż nie ujrzy tego widoku chociażby poddawał swą ofiarę powolnym i bolesnym torturom.



Errdil i Vesard w międzyczasie starali się na własną rękę, bez pomocy truciciela, zażegnać swój problem. Chwilę trwało nim dotarli do znanej już skądinąd karczmy. Jeszcze przez okno ujrzeli bohaterowie, iż nie obfituje ona w gości, żaden zaś nie zwracał specjalnej uwagi. Za ladą siedział ten sam osobnik, którego zdążyli już poznać i który był jednym z podejrzanych o ich obecny stan. Poza oknami do izby karczemnej i drzwiami frontowymi, na pierwszy rzut oka nie było nic widać. Budynek jednak nie dochodził do samego pnia wielkiego drzewa. Z pobieżnych obserwacji, bohaterowie mogli wywnioskować, iż przy samym pniu znajduje się wąskie przejście, zapewne obejmujące tylne wyjścia z okolicznych przybytków. Ta karczma zapewne także takowe posiadała, chociażby w celu wyprowadzania śmieci. Errdil już zdążył się przekonać, że jedna ze stron wychodzi prosto na koniec platformy i odmęty puszczy, druga jednak stanowiła swoistą uliczkę między karczmą, a podniszczałym domostwem o bliżej nieokreślonym przeznaczeniu.



[Jako, że wyjeżdżam, macie sporo czasu by odpisać i ustalić co robicie. Domino i Tarandil, póki nie ingerujecie w otoczenie i nie potrzebujecie moich opisów (innymi słowy póki gadacie między sobą) macie zezwolenie na większą ilość tur. Wiecie o co chodzi.]
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-08-17, 14:20   

Zbliżając się do platformy, Łowca natychmiast zaczął taksować otoczenie wzrokiem. Odruchowo. Wszak zaczynał polowanie, tutaj każdy detal miał znaczenie, każdy krok decydował o tym, czy zadanie się uda. I czy przeżyje.

Zatrzymał się kilkanaście metrów przed karczmą, przystanął, sięgając do torby. Nie zamierzał wyciągać niczego, starał się po prostu wyglądać i zachowywać się całkiem naturalnie, tak, by nikomu ze świadków nie zapaść w pamięć. Wciąż obserwując otoczenie, badając każdy szczegół, jego dłoń przypadkiem wylądowała na bukłaku z winem.

A co tam, pomyślał, odkręcając butle.Jeden łyk nie zdezorientuje..

- Łyknij przed akcją, tak dla smaku. - Wyciągnął bukłak w stronę Vesarda, drugą dłonią wycierając mokre od płynu wargi. Zaśmiał się ponuro. - Spokojnie, nie jest otrute.

- No to słuchaj, plan działania jest taki. - Errdil zakręcił bukłak, zamknął torbę. - Widzisz, tamto wąskie przejście, koło tej chaty? Tam pewnie drzwi tylne do karczmy są, a jak wiadomo, kuchnia pewnie gdzieś blisko tyłów, żeby mogli wszelkie ścierwo wyrzucić. No więc, pójdziemy tamtędy, otworzymy sobie drzwi, nie mogą być zamknięto o tej porze. Jeśli będą, usadowimy się grzecznie pod nimi, i poczekamy, aż kucharz wyjdzie, by ten gnój wyrzucić. Gdy będziemy w środku, działamy profesjonalnie i po cichu. Umiesz się skradać? - Łowca sięgnął do torby, wyciągnął kawał łatwopalnej tkaniny. Nie sądził, że takie będzie jej zastosowanie, a jednak; zadziwiające, jak użyteczny przedmiot. - Jeśli tak, wpadniesz do kuchni, ja będe tuż za toba. Nie ogłuszaj go, tylko włóż mu to szybko do gęby i powiedz prosto; Albo albo będzie cicho, albo zapalimy mu to gówno w gębie. Wyprowadzamy go i przepytamy w tylnej uliczce. Potem.. - Aż nazbyt wymownym gestem łowca wskazał dłonią przestrzeń puszczy, rozciągającą się po drugiej stronie uliczki.

- Jeśli wyjdzie do nas, bo drzwi będą zamknięte, robimy tak samo, tylko wypytujemy go od razu, bez wyprowadzania na zewnątrz, oczywiście. Wszystko jasne?
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-08-18, 19:05   

Trzymając bukłak w rękach zaczerpnął parę łyków, po czym powolnym ruchem ręki wysunął go w stronę owego Errdila. Vesard myśli miał różne, jednak w większości przemawiały do niego informacje, że owy drow również jest złodziejem. Bo skąd można znać tyle informacji o różnych sposobach włamu i tym podobnych? Niezmiennie bardzo chciał przerwać swojego oponenta w jego monologu, by to wtrącić swoje zdanie. Jednak ta sztuka nie udała mu się wcale. Jednym słowem został "zagadany". Wyczekał więc do końca rozmowy.

-Wszystko się zgadza, ale nie wiem, czemuż to ja miałbym iść przodem? Ty pójdziesz - Ty znasz lepiej plan-

Odpowiedział bardzo zdecydowanie.

[Wybaczcie za takiego posta. Ujrzawszy brak Karty Postaci straciłem siłę..Na wszystko...]
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-01, 12:36   

Lot jej sztyletu na chwile zmroził go i wstrząsnął, reakcją powinna być jej śmierć, nie zrobił tego jednak i teraz w duchu dziękował swoim skołatanym nerwom za to że nie zdradziły go przed nią. Teraz gdy był już prawie pewny swej pozycji i braku zagrożenia z jej strony mógł pozwolić sobie na niewielkie rozluźnienie, nie całkowite bo czy jest ktoś kto może zaświadczyć że baba nawet pokonana a szczególnie drowka nie zrobi za chwile czegoś idiotycznego. Był prawie pewien że nie ma takiej osoby stąd jego gotowość pozostawała na wysokim poziomie, zaś oczy kontrolowały ruchy kobiety.
W pewien dziwny i niejasny sposób postać drowki jak i jej zachowanie imponowały mu, choć ciągle wydawały się głupotą. Może jeszcze niedawno byłby taki jak ona, dumny, nie pozostawiający miejsca na ugięcie sie by żyć, by zdobyć co się chce. Teraz wiedział tylko prawdziwa władza dawały takie prawo by kark pozostał zawsze sztywny.
Popatrzył zimno na nią, usta wykrzywił mu grymas obrzydzenia, a słowa ociekały jadem.
- Jak chcesz suko, to umieraj z dumą na twarzy, ja będę żył i bez tego pierdolonego obciążenia. Teraz pytania. Kim jesteś i jaką masz pozycje w tym domostwie? Wiesz jak dostać się do niego niepostrzeżenie? .
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group