TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Plan Zemsty Akt I - Powrót
Autor Wiadomość
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-02-20, 17:54   Plan Zemsty Akt I - Powrót

Plan Zemsty
Akt I
Powrót



"Lithius...
Nie mogę powiedzieć bym dobrze wspominał to miasto. W swoich wyprawach kupieckich przemierzałem niemal cała Sorię, zarówno ciężkie ziemie gogów, wietrzne pustkowia Serpensów, jak i mroźne lasy księżycowych elfów. Chyba jeno do samej Otchłani się nie zapuściłem, gdyż handel z żyjącymi tam istotami nie jest raczej możliwy. Przynajmniej handel jako ten pospolicie rozumiany przez większość śmiertelnych.
Wracając jednak do Lithius, gdyż o nim miałem teraz opowiedzieć. Nie było chyba drugiego miejsca, do którego wracałbym tak niechętnie. Przed dotarciem do którego byłbym tak pełen obaw. Nie to, żeby było to najgorsze z drowich miast. Sęk w tym, że do gorszych żaden rozsądny kupiec się nie zapuszczał.
Lithius jest miastem idealnie reprezentującym całe popaprane społeczeństwo mrocznych elfów. Miasto, w którym „prawo” kojarzy się jedynie z kierunkiem, „litość” czy „łaska” są bluźnierstwami, zaś „uczciwość” czy „niewinność” przypisać można było tylko noworodkom.
Już samo dotarcie do miasta wiązało się z mnóstwem niebezpieczeństw. Stada grasujących Warfów, Nocni Piechurzy i inne stworzenia, które zwykły człowiek spotkać mógł jeno w koszmarach. Tutaj jednak koszmary stawały się jawą.
Gdy podczas podróży nie utraciliśmy żadnego wierzchowca, nikogo z pasażerów czy ochrony, można było uznać to za sukces.
Na dotarciu do miasta koszmar się jednak nie kończył. Powozy pojedynczo wciągane windą na platformy wydawały się już bezpieczne. Nic jednak bardziej mylnego. Wystarczyła chwila nieostrożności, chwila nieuwagi, a można było nie tylko stracić swoje towary ale również wylądować gdzieś na ziemi z poderżniętym gardłem.
Szczególnie nie polecam odwiedzać Lithius komuś z lękiem wysokości. Poruszanie się na platformach i wąskich mostach wiszących kilkadziesiąt metrów nad ziemią z pewnością nie należy do przyjemnych. Najniższe kondygnacje, slumsy, znajdują się tam na poziomie 10 metrów. Im wyżej, tym bogatsze domostwa i tym ważniejsi mieszkańcy. I wbrew pozorom to właśnie tam wyżej jest bardziej niebezpiecznie. Tam gdzie mieszkają wysokie rody i bogatsi samotnicy. Nieostrożne spojrzenie, nieuważne ruchy, wszystko mogło rozgniewać tych „dumnych popaprańców”. Wystarczyło krzywo spojrzeć na Najstarszą z rodu, a mogli cię za to wypatroszyć.
Zaprawdę powiadam wszystkich moim następcom i kolegom po fachu. Jeśli odważycie się robić interesy z wysoko postawionymi drowami, wyjątkowo uważajcie na swe słowa, gesty i postawę. Handel taki potrafi być niezwykle opłacalny, jednak bardzo łatwo może się okazać tragicznym w skutkach.
Nienawidzę robić interesów z mrocznymi elfami...


Froiliar z Dornost – znany ludzki kupiec



Głowę Vesarda zaprzątało teraz wiele spraw, wszystkie jednak krążyły wokół pewnego stwierdzenia. Zdania, które dodawało otuchy, a zarazem ściskało gardło drowa. Powtarzał je w myślach niczym mantrę, jak gdyby miało mu to w czymkolwiek pomóc.
„Mam jeszcze sześć miesięcy”
Tyle to właśnie czasu dała mu Gildia Krwawych Ostrzy na odnalezienie zdrajcy i oczyszczenie się z zarzutów. Zadanie niełatwe, acz czasu, wydawać by się mogło, bez liku. Zapewne najlepszym miejscem na rozpoczęcie poszukiwań byłoby Haril’Ataa. Vesard jednak dopiero co przybył do tego miasta, pomysł wyruszenia natychmiast w drogę jakoś specjalnie nie podpasował bohaterowi. Szczególnie, że nadal miał 6 miesięcy. Całe sześć! W tym czasie mógłby przebyć trasę od Lithius do Haril’Ataa kilkadziesiąt razy.
Dodatkowo Lithius było znacznie przyjazne dla drowa niźli Haril’Ataa. Co by nie mówić, porównanie obu tych miast było jak porównanie złotego naszyjnika z pordzewiałym żelaznym widelcem. Tutaj wszędzie czuło się bogactwo, majątek. No może poza platformami położonymi najniżej. Pomijając jednak slumsy, w Lithius znajdowało się wiele zamożnych rodów tak jak i wiele posiadłości, należących do pojedynczych właścicieli. W Haril’Ataa, bohater mógł co najwyżej pozwiedzać zwykłe mieszczańskie domki, czy zaszczane rudery, które nie dorastały nawet do poziomu tutejszych slumsów.
Wydawało się, że o duży zarobek jest tu znacznie prościej. Dlatego też Vesard postanowił jeszcze trochę w Lithius pozostać.
Przechodził właśnie zamyślony przez jeden z wąskich mostów wiszących, łączących dwie platformy i dwa drzewa. Nie był już ani w slumsach, ani w najbardziej zamożnej części. Był gdzieś pośrodku, zdaje się, że nieopodal windy wjazdowej. Coś jednak przeszkodziło mu w dalszej wędrówce. Coś, a raczej ktoś. Ramie spotkało się z ramieniem uderzając o siebie wzajemnie. Wyrwało to bohatera z zamyślenia i pozwoliło na okazanie wszelakich zbierających emocji.
„Ktoś śmiał na niego wpaść” urosło nagle w umyśle stwierdzenie, popychane jakże powszechną u mrocznych elfów dumą. Słowa same zbierały się w krtani. Bohater jeszcze nie widział na kogo to wpadł, jednak zazwyczaj w takich sytuacjach słowa pojawiają się jeszcze przed dokładnym zbadaniem sytuacji. Bohater zaś miał możliwość ich wypowiedzenia, jeszcze nim zrobi to ten drugi. Dawało to swego rodzaju przewagę, a przynajmniej masowało ego.


W tak zwanym międzyczasie nadmieniona pewien czas temu winda ruszyła z miejsca. W niej zaś jechał pewien łowca, znany być może niektórym jako Łowca Cieni, czy też Ostatnim Tchnieniem. Innym zaś jako „pieprzony uciekinier”. Owszem zdarzyło się bohaterowi nie tak dawno temu uciec z pewnego niezbyt przyjemnego więzienia i niezbyt przyjaźnie nastawionego doń miasta drowów. Uciekł wraz z człowiekiem, srebrną elfką oraz parą elfów leśnych. Wszyscy jednakże rozdzielili się, zmierzając we własne strony. Nikt poza Errdilem, tak bowiem nazywał się ów łowca, nie miał zamiaru dłużej pozostawać w Puszczy Wiecznej Nocy. Bohater zaś, nie miał jeszcze ochoty na krainy co dzień owiewane wypalającym oczy słońcem. Co prawda nigdy go jeszcze nie widział, jeśli jednak opowieści były prawdziwe, oczy drowa na słońcu zmieniały się w popiół. Cóż, zapewne było to nieco przesadzone, niemniej jednak widok płonącej ognistej kuli na niebie, z pewnością nie byłby przyjemnym doświadczeniem dla mrocznego elfa.
Ruszył toteż bohater w swoją stronę i takim to sposobem trafił do Lithius.
Winda stanęła, ukazując bohaterowi pierwszą platformę. Na niej zaś dwójkę mrocznych elfów w czarnych skórzanych zbrojach z włóczniami. Nie trudno było stwierdzić jakie właściwie było ich zadanie. Kontrolowali mechanizm windy. Nań zaś składało się czterech umięśnionych orków, przykutych do drewnianego kołowrotu. Blizny i rany na ich ciałach pokazywały wyraźnie jak ‘dobrze’ są tu traktowani.
Cóż jeszcze rzuciło się w oczy bohaterowi ? Z pewnością kilka zabudowań umiejscowionych wokół pnia wielkiego drzewa, do którego należała ta platforma. Jednym z owych zabudowań była z pewnością jakaś karczma. Świadczył o tym umieszczony nad wejściem szyld, przedstawiający czarnego pająka.
Dwójka drowów beznamiętnie zmierzyła bohatera wzrokiem.
„Jakiś konkretny cel wizyty ?” spytał jeden z nich, wyraźnie znudzonym głosem.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-02-20, 18:43   

Elf momentalnie został wytrącony z dotychczasowych rozmyśleń.

- Co Ty do cholery robisz? Patrz jak leziesz... niedojdo -

Rzekł dość spokojnie, robiąc sporą przerwę w ostatnim zdaniu. Na twarzy bohatera pojawiła się powaga, przy czym wzrok Vesarda skierowany był raz to na ręce, raz na głowę "śmiałka". Chciał spamiętać twarz osobnika, który go szturchnął, zarazem obserwując jego ruchy. Robił to dla zwykłej pewności, gdyż z doświadczenia wiedział, że wśród drowów od sprzeczki do walki na śmierć i życie wiele nie brakuje. Vesard jednak nie zastanawiał się nad swoim dialogiem. Zrobił to odruchowo, tak jak na prawdziwego mrocznego elfa przystało. Co dziwniejsze, nie dobył broni, raczej było to spowodowane brakiem 'nastroju', który zaś spowodowany był krótkim czasem, czasem sześciu miesięcy... A może, aż sześciu miesięcy? Vesard tego nie wiedział, nie wiedział czy sześć miesięcy wystarczy... czy też nie wystarczy... Czy ma starać się szukać dowodów jak najszybciej, czy też odłożyć to na trochę później...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-02-20, 19:07   

Choć pozornie spokojny, beznamiętnie rozglądający się na boki, Errdil wcale nie czuł się zbyt pewnie. Nie chodziło nawet o fakt, że łowca, którego domem jest las, którego schronienie kryło się tam, gdzie inni dawno zabłądzili by, nie mogąc znaleźć własnego tyłka, pobyt w mieście był w oczywisty sposób stresujący. Nie chodziło o otaczające go setki mrocznych elfów, sprawiających, że samotny przez większość żywota drow czuł się jakby głowę schował w wielkim ulu, pełnym natrętnie brzęczących os.

Raczej świadomość, że ostatnie miasto, w którym przebywał, po paru godzinach obróciło się niemal w każdym calu przeciwko niemu. Każdy drow, którego Errdil napotkał, sprawiał, że dłoń drżała, chcąc zaciśnąć się na rękojeści miecza.

Wsłuchany w odgłosy lasu, tak nienaturalnie przeplatane odgłosami miejskiego życia, Tarandil spokojnie czekał, aż winda dotrze do celu. Rozmyślając, przypomniał sobie, jak na złość, przysłowie: Historia lubi się powtarzać.

Potrząsnął głową, chcąc wypędzić tę myśl.

- Po prostu odpoczynek. - Mruknął do strażnika, poprawiając łuk przerzucony przez plecy. Choć twarz drowa wydała mu się złowroga i podejrzana, odrzucił szybko tę myśl, wiedząc, jak bezsensowne ma ona podstawy. Trochę czasu minie zanim ten nawyk mu przejdzie.

Ruszył bez słowa dalej, sądząc, że strażnik nie będzie mu więcej zawadzał. Ruszył przed siebie, mierząc prosto do karczmy. Musiał przyznać, że miasta mają choć parę cech pozytywnych.

Jedną z nich były oberże. Nie ma to jak wypić kufel piwa, po tułaczce w lesie. To co, że często smakiem bardziej przypominało szczyny niż piwo, to co, że wystarczy jedno złe spojrzenie, by dostać po mordzie.

Pobyt w karczmie, zarówno spokojny jak i gwałtowny, to przecież pewna forma ralaksu.
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-02-22, 15:58   

Porywczość słów Vesarda zaiste jak ulał pasowała do typowego zachowania drowa. Drowa, który nie zamierza pożyć zbyt długo.
Gdy wzrok padł już na ową 'niedojdę', okazało się, że wcale na taką niedojdowatą nie wygląda. Mroczny elf wzrostem dorównujący bohaterowi, z krótko ściętymi włosami i przenikliwymi, złowrogo nastawionymi oczyma. Vesard natychmiast zauważył atramentowy płaszcz z wyszytym herbem rodowym na piersi oraz wystający spod niego miecz, na razie schowany do pochwy. Bohater nie miał pojęcia cóż to za ród, jednak już za chwilę miał się dowiedzieć. Gdyby tego było mało, za plecami owego drowa, szła jeszcze trójka. Dwie kobiety po środku oraz jeszcze jeden mężczyzna z tyłu. To chyba nie był najlepszy dzień dla bohatera.
"Coś powiedział wypierdku !? Jak śmiesz stawać na drodze Najstarszej z Rodu Ard'Ethil !?"
To zdecydowanie nie był jego dobry dzień.


Elfowi z włócznią najwyraźniej w zupełności wystarczyła taka odpowiedź. Jakby na potwierdzenie swego szczątkowego braku zainteresowania przybyszem, chwycił włócznie i delikatnie dźgnął najbliższego mu orka. Zapewne z nudów.
Ten nie odważył się nawet jęknąć. Bohater zauważył jak na twarzy niewolnika pojawia się chwilowy grymas i skrywany pod nim straszliwy gniew. Po chwili jednak całkowicie zanikł.

Ruszył łowca w stronę najbliższej karczmy. Rzeczywiście odpoczynek z pewnością by się przydał. Może nie był skrajnie zmęczony, jednak wygodnym łóżkiem i sutym posiłkiem w tej chwili z pewnością by nie pogardził.
Nim jednak dotarł bohater do drewnianych drzwi, nim dłoń spoczęła na klamce, coś innego przykuło jego uwagę. Na najbliższym moście wiszącym, prowadzącym do platformy nieco wyżej, na sąsiednim drzewie rozgrywała się właśnie dość ciekawa scena.
W owym wąskim przejściu, mniej więcej na samym środku stała naprzeciwko siebie niewielka procesja szlachciców oraz jeden samotny drow. Czyżby nie zauważył kto zbliża się z przeciwnej strony ? A może był na tyle głupi lub na tyle potężny by starać się zmusić do ustąpienia czwórkę drowów, z jakiegoś tutejszego rodu. To mogło być interesujące widowisko.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-02-22, 18:01   

Vesard zobaczywszy herb zmienił swoją dotychczasową postawę. Drow wiedział, że każdy osobnik obnoszący się z takim płaszczem, a raczej herbem na owym płaszczu to nic więcej, jak tylko kłopoty.

- Eh... Dobrze, niech będzie, że to ja wpadłem na Ciebie...A może nie na Ciebie, tylko na pana? Mniejsza z tym, powróćmy do tematu, tak więc był to zwykły przypadek, jakich pełno na tym zakichanym świecie... Najlepiej będzie, jak poproszę o wybaczenie i zejdę z drogi? -

Młody elf gotował się w środku. Rzadko zdarzało mu się tak 'poniżać'. Jednak, nie zależało mu tym razem na kłótni, a może nawet na walce. Postanowił ustąpić, nie chciał walczyć, a może raczej, nie chciał umierać. Nigdy nie wiadomo co po takich szujach, uważający się za lepszych, z racji urodzenia można się spodziewać. Kolejnym argumentem, który przemawiał za jego działaniem było doświadczenie życiowe, doświadczenie w którym to spotkał podobnego szlachcica, chociaż tamten okazał się zwykłym łącznikiem to nauczyło go to ostrożności wobec tego typu osobników.

No i fajnie... Mało tego, że mam problemy z gildią, to teraz jakiś zadufany idiota będzie mi tu udowadniał swoją wyższość... Brr, broń mnie boże, o ile jeszcze istniejesz przed takimi kretynami...

Vesard w tej chwili pragnął tylko znaleźć jakiś dogodny kąt, kąt w którym mógłby to wszystko spokojnie przemyśleć. A może pragnął jakiejś głębszej przygody, w której to mógłby zapomnieć o dotychczasowych problemach? Drow nie był pewien...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-02-22, 20:52   

Dostrzegłszy scenę, łowca lekko zwolnił kroku, jednak po chwili zrezygnował z poświęcania uwagi tej sytuacji. Skrajnie zmęczony nie był, ale dość było dobrym słowem w tej kwestii.

Poza tym instynkt oraz, niestety, doświadczenie podpowiadał mu, że lepiej nie mieszać się w takie zajścia. Można beknąć za byle gówno, a z kolei nigdy nie wiadomo, czy wśród kłócących się nie ma jakiegoś szlachcica. Wtedy beknięcie może się zmienić na stryczek.

Odwróciwszy głowę, wznowił marsz do karczmy.

Jak mam się bić, pomyślał, wchodząc i rozglądając się po oberży,To niech to chociaż nastąpi w miejscu ku temu przeznaczonym. I za jakiś rozsądny powód.

Ale najpierw kufel piwa...
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-02-22, 22:19   

"Najlepiej będzie jak zdechniesz, bezczelna glizdo !" warknął mężczyzna łapiąc bohatera za tak zwane fraki. Kolejnym szybkim i niezwykle silnym ruchem cisnął Vesardem na metr do tyłu.
Upadek na moście wiszącym byłby z pewnością poniżający, gdyby nie liny, za które można się było chwycić i owy upadek zamortyzować. Tako i bohater uczynił, pozostając na lekko ugiętych nogach.
Rozgniewać wysoko postawione drowy było niezwykle łatwo. Vesardowi zaś przychodziło to zaskakująco łatwo.
"Masz trzy sekundy by zebrać swój żałosny tyłek i zniknąć sprzed naszych oczu. Wpierw jednak pokłonisz się Pani rodu Ard'Ethil !" wycedził mężczyzna odsłaniając kobietę kroczącą za nim. Drowka była już dość stara, nie straciła jednak wiele z urody. Zadbane długie włosy opadały na ramiona, potem zaś na piersi. Czarna, jedwabną suknia, omiatała nogi niczym pajęczyna. Władcze, bezlitosne spojrzenie spoglądało na Vesarda niczym na gnój najgorszej jakości.

Duma, wielce powszechna cecha u mrocznych elfów. Wielu z nich także zgubiła. By przeżyć w mieście drowów, trzeba było znać swoje miejsce.


Errdil słyszał wypowiadane przez jednego z 'czwórki' słowa. Nietrudno było ich nie słyszeć, niosły się bowiem donośnie, wśród panującej prawie-ciszy. Tym bardziej postanowił ulotnić się do karczmy.
Ta wydawała się całkiem pospolitą, drowią karczmą. Sporządzone z drewna bądź czegoś drewnopodobnego stoliki rozłożone symetrycznie po całej sali w liczbie ośmiu. Przy każdym cztery krzesła, czyli liczba bardzo typowa. Jedynym źródłem światła w pomieszczeniu były skrzętnie uzbierane i zaszczepione w drewnianą ścianę, kolonie fluorescencyjnych grzybów. Owo nikłe światło sprawiało, że mroczne elfy mogły dokładnie widzieć wszystko w izbie.
Ta metoda oświetlania pomieszczeń była całkiem powszechna, choć zdarzał się i inne.
Za ladą stał mężczyzna o dość masywnej jak na drowa budowie. Siedział spokojnie na czymś bliżej nieokreślonym i obserwował całą izbę. Wzrok w tej chwili nakierował na Errdila, choć bez specjalnego zainteresowania.
Karczma była wypełniona niemal po brzegi. Jeśli bohater nie chciał przysiadać się do nikogo z obecnych, pozostawało mu jedynie jedno wyjście. Stolik tuż przy drzwiach wejściowych.
Dziewek karczemnych oczywiście nie było. W matriarchalnym społeczeństwie mrocznych elfów, prędzej można było się spodziewać męskiej dziwki niż kobiety pracującej w formie kelnerki.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-02-22, 22:39   

Vesard postanowił zastosować się do wskazówek drowa. Ukłonił się lekko, jednak najlepiej jak tylko potrafił. Następnie zmierzył do karczmy. Czasami właśnie w takich miejscach można było zaznać spokoju i chwil rozluźnienia, jednak tylko czasami. W podjęciu tej decyzji pomógł mu również fakt, że musi się stąd zmyć, a lepszego kierunku nie wypatrzył. W tym samym czasie na jego usta, aż cisnęły się słowa:

Jeszcze się kurwa udławisz tym rodem Ard'Ethil... Wielki mi panicz... Phi! Nie będę nawet tracił mego cennego czasu dochodzenie z Tobą

Drow wciąż gotował się wewnątrz, jednak teraz z racji, że musi kłaniać się jakiejś taniej dziwce, a jakby było tego mało, kulić głowę przed jakimś pryszczatym dziadem. Tym czasem, gdy swoich ulubieńców miał już za plecami na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek. Nadziei pozostawiał fakt, że domniemany szlachcic pozwoli mu w spokoju odejść.

Dobra... Muszę się napić, odstresować... Limit dzienny, spotykania szlachciców wyczerpany...Czas na zabawę...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-02-23, 00:01   

Łowca rzucając spojrzenia na lewo i prawo podszedł do karczmarza lekko zaskoczony. Szczerze mówiąc spodziewał się zwykłego kominka, albo chociaż lamp, ale grzyby wywarły na nim niecodzienne wrażenie. Może dlatego, że tak mało bywał w karczmach. Tak mało wśród ludzi. A raczej Drowów.

Zdziwienie nie trwało długo. Grzyby, czy lampy, pies to trącał, co za różnica.

- Kufel piwa, nic więcej. - Mruknął, zbliżając rękę do sakwy, gotów wyłożyć ile trzeba. Odebrał trunek i udał się do jedynego wolnego miejsca; stolika przy wejściu. Nie miał zamiaru sączyć piwa na stojąco.

Rozsiadł się wygodnie, popijając i obserwując otoczenie. Starał się nie przyciągać uwagi, choć podejrzewał, że w karczmie, w której jedynymi ruchami jest ruch stół-gęba w wykonaniu kuflem, wszystkie znużone oczy zwrócą się teraz w jego kierunku.

Zresztą, co za różnica.
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-02-23, 15:56   

Vesard miał dużo szczęścia, zdołał bowiem bez szwanku dojść do końca wiszącego mostu. Co prawda nieco ucierpiała duma bohatera, tą jednak zdołał ukoić kilkoma zapewnieniami i myślami. Czasami dumę należało odłożyć na bok, tego wymagało przeżycie w mieście drowów. Dlatego często właśnie w ramach ukojenia obolałej dumy, mroczne elfy wyżywały się na tych niższych o siebie. Zazwyczaj byli to niewolnicy.

Karczmarz spokojnie nalał do kufla pół litra złocistego płynu.
"Sześć srebrników" odparł beznamiętnie kładąc kufel na przed bohaterem. Nie wypuszczał go jednak z ręki, póki nie ujrzał zgrabnej sumki na ladzie.
Grzyby były dość dobrym rozwiązaniem w pogrążonym w mroku świecie drowów. Ogień w budynkach wykonanych w całości z drewna nie był dobrym pomysłem. Dodatkowo jasne światło przezeń dawane odzwyczajały od ciemności i raziły oczy mrocznych elfów.
Bohater po chwili zajął miejsce przy jedynym wolnym stoliku. Blat zawierał liczne ślady po ostrzach. Zarówno wycięte kreski, jak i wygrzebane przez ostrza dziury. Ciemne plamy, głęboko wsiąknięte gdzieniegdzie w drewno, mogły być po prostu winem. Errdil jednak miał wrażenie, że nie tylko wino przelewało się przez owy blat.
Piwo okazało się całkiem dobre. Gdyby sprzedawano tu podobne slumsowym karczmom szczyny, zapewne zmniejszyłaby się ilość klientów. Drowy w przeciwieństwie do krasnoludów nieczęsto się upijały. Było to po prostu zbyt niebezpieczne. Osłabiało zmysły i reakcje. Można było nawet spaść z platformy. Jeśli nie z powodu zataczania się, to z czyjąś pomocą.

Nagle do karczmy wszedł nowy osobnik. Czarna peleryna, ciemno szare spodnie, smukła twarz z blizną na policzku. Nie wyróżniał się specjalnie z otoczenia, co było raczej rozsądnym podejściem.
Vesard rozejrzał się po pomieszczeniu i nieco zmartwił go fakt, że brakowało tutaj bodaj jednego wolnego stolika. Mógł przysiąść zawsze na zydelku przy ladzie, jednak i tam towarzyszyłby mu poza karczmarzem, również inny osobnik o długich ciemno-szarych i niezbyt zadbanych włosach. Mógł również przysiąść się do któregoś ze stolików. Z tych najmniej obłożonych, można było wyróżnić trzy. Najbliżej siedział samotny drow w czarnym płaszczu z niewielką blizną na policzku. Popijał właśnie dopiero co rozpoczęte piwo.
Nieco dalej pod ścianą, stolik zajmował ostrzyżony niemal na łyso mroczny elf, wwiercający się spojrzeniem w talerz z mięsistym posiłkiem. Ostatni obłożony przez pojedynczą osobę stolik znajdował się po drugiej stronie pomieszczenia. Tak z kolei przesiadywał mężczyzna o grzywą włosów, zasłaniających twarz. Popijał coś z kielicha, przegryzając jakimś sucharem.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-02-23, 16:44   

Po względnym rozejrzeniu się drow stwierdził, że czekanie na kogoś, kto mu poda trunek jest równie głupie jak sprzedaż elfiego łuku w mieście krasnali. Jakby było tego mało, nie było wolnych stolików, w których to zwykł siadać. Tak czy siak w jego założeniach nie zamierzał się upić, jednak rozluźnić, choć trochę. Tak więc zmierzył do lady. Ponownie rozglądając się po sali opuścił lekko głowę.

-Kufel piwa...-

Rzekł po czym zaczął grzebać w mieszku. Czekał na odpowiedź, po czym położył należytą zapłatę przed oberżystą. Jednak nie zdejmował dłoni z monet, dopóki nie pojawi się przed nim kufel. Zrobił tak, gdyż kiedyś musiał płacić dwa razy za jeden 'trunek'.

Brak wolnych stolików... To źle... Chociaż, jeśli ich brak, to więcej ludzi w tawernie, a jeśli więcej ludzi, to mniej rzucam się w oczy...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-02-23, 18:24   

Łowca spokojnie spojrzał na nowo przybyłego, lecz tylko przez chwilę. Drow wyglądał jak każdy drow, nie był strażnikiem, przed którymi Errdil wciąż miał trochę lęku, żaden szlachcic, który za krzywe spojrzenie mógłby urządzić łowcy piekło.

Spuścił wzrok, popijając piwa. Jego smak odpowiadał mu bardzo, ba, po tak długiej tułaczce była to istna ambrozja. Westchnął, poprawiając się na krześle, ciesząc się, że udało mu się zająć ostatni pusty stolik.

Picie na stojąco nie było przyjemne.

Pogrążył się w rozmyśleniach, uciekając myślami daleko, w wspomnienia. Ot tak, dla zabicia czasu.
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-02-24, 11:17   

Po chwili kolejny kufel wypełnił się złocistym trunkiem, zaś sześć srebrników zniknęło z kieszeni kolejnego klienta. Tym razem był nim Vesard.
Nastąpiła krótka wymiana dwóch osób, które niezbyt sobie ufają. Gdy bohater zdjął dłoń z monet, karczmarz puścił kufel.
Teraz pozostawała kwestia miejsca. Picie na stojąco do przyjemnych nie należało i z pewnością nie po to przybył do karczmy bohater. Drow siedzący na zydelku tuż obok zerkał na złodzieja z ukosa. Z pewnością nie można było tego nazwać przyjaznym spojrzeniem. Bardziej przypominało sposób, w jaki drapieżnik patrzy na tłuściutką, kulawą zwierzynę.

Errdil nagle znalazł kolejny obiekt zainteresowania. Drzwi tuż obok lady otworzyły się niemal na oścież. Och, czyżby jednak ktoś tu obsługiwał ?
Z początku wydawać by się mogło, iż zza zaplecza wychodzi taca na dwóch koślawych, ciemno zielonych nogach. Jednak już po chwili, łowca stwierdził, iż jest to nikt inny jak goblin. Mała zielonoskóra istota przyniosła do jednego ze stolików tacę z jakimś posiłkiem.
Vesard także spostrzegł ową niewolniczą służbę karczmy.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-02-24, 11:33   

Goblin służący... Ha, pierwszy raz widzę takie coś... Nareszcie ktoś pokazał, gdzie jest ich miejsce... Zresztą, nieważne... Gdzie by tu usiąść... Lada odpada... Siadać na środku, czy przy wejściu... Przy wejściu łatwiej uciekać... Zaraz... Ale czemu miałbym uciekać... Brrr, zboczenie zawodowe... Ale zaraz, przy wejściu jest tylko jeden drow...

Vesard po chwili zastanowień zmierzył z kuflem do stolika przy wejściu. W trakcie drogi rozejrzał się ponownie, by upewnić się, czy ktoś nie zwolnił w tym czasie miejsca.

- Można się dosiąść? -

Rzekł, po czym czekając na odpowiedź przyglądał się ruchom elfa. Kolejne zboczenie zawodowe, wolał mieć na oku poczynania rozmówcy.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-02-24, 13:29   

Errdil zmierzył goblina zaciekawionym spojrzeniem, popijając jeszcze piwa. Pierwszy raz miał do czynienia z takim stworem, wcześniej nie widział nigdy przedstawicieli tej rasy, słyszał o nich jedynie.

Większej uwagi jednak nie poświęcił stworkowi, popijając dalej piwa.

Łowca zmierzył drowa znad kufla piwa, lekko wzruszywszy ramionami. Towarzystwa specjalnie nie szukał, jednak zwady również. Szlachcic pewnie by wypieprzył go ze stolika nie pytając o nic. Ten tu szlachcicem nie był, jednak Errdil postanowił nie kusić losu.

Wzruszył ramionami, teraz wyraźniej, by tamten mógł to zauważyć. Nie poświęcając jednak więcej uwagi rozmówcy, wrócił do kufla i wspomnień.
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-02-24, 22:57   

Goblin zaniósł tacę do stolika w odległym końcu sali. Pospiesznie zestawił zeń talerze i już miał uciekać na zaplecze, gdy jeden z siedzących podstawił biedakowi nogę. Żałosne stworzenie wywaliło się, uderzając już i tak obitą twarzą, w tacę. Czwórka siedząca przy owym stoliku wybuchła śmiechem, podczas gdy goblin szybko zebrał się z ziemi i wybiegł na zaplecze. Z długiego szpiczastego nosa ciekła strużka krwi.

Vesard zauważył, iż jego kandydat na stolikowego kompana nie wykazuje żadnej wrogości ni też sprzeciwu. Wzruszenie ramionami sugerowało, iż jest mu całkowicie obojętne, czy bohater dosiądzie się do niego czy też nie.
Na więcej Vesard nie śmiałby liczyć.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-02-24, 23:12   

Rozmowny to on jest... Może to i lepiej...

Drow również postanowił nie odzywać się, nie zależało mu na nawiązywaniu żadnych rozmów, tym bardziej znajomości. Tym czasem odsunął lekko krzesło, położył na stoliku piwo i usiadł. Po chwili do jego ust wpłynął trunek, trunek w którym to pokładał sporo nadziei. Rozglądawszy się po sali Vesard wiele rozmyślał o jego najbliższej przyszłości. Nie wiedział, co może teraz począć, tym bardziej, że do latania za rzekomymi dowodami wcale się nie kwapił.

Dobra... Postanowione, poszukam jakiejś roboty, nie będę tracił czasu na latanie za jakimiś idiotycznymi poszlakami... Bynajmniej nie teraz... Tylko gdzie takiej 'pracy' szukać? Sama mi w ręce nie wpadnie, chociaż.... Nie, takie przypadki zdarzają się tylko raz w życiu, a ja niestety takiego już uświadczyłem. Może karczmarz miałby coś dla mnie? Tylko co, podejdę i spytam się 'Mogę coś dla pana ukraść?' Nonsens...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-02-25, 15:06   

Łowca wciąż milczał, powoli sącząc piwo, delektując się jego smakiem. Zwrócił tylko przelotną uwagę na goblina, ze zdziwieniem zdał sobie sprawę, że trochę mu żal stworka...

Naprawdę nie nadaje się do tego społeczeństwa...

Przeczesał włosy dłonią, wyraźnie znużony. Taki rodzaj relaksu nie do końca mu odpowiadał. Z chęcią zapolował by sobie w okolicach miasta, kto wie, może za skórę jakiegoś okolicznego stwora dostał by trochę złota.

Ale najpierw skończmy piwko.
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-03-04, 18:18   

Gobliny są bez wątpienia dość specyficznymi stworzeniami. Bliższy kontakt z typowym przedstawicielem tej rasy potrafi doprowadzić do szewskiej pasji nawet najspokojniejszego człowieka. Nigdy nie okazują litości, współczucia czy jakiegokolwiek z uczuć wyższych. Ich odwaga jest równie sławna co ich lojalność. W środku bitwy potrafią nagle zmienić front, jeśli tylko pomoże im to przeżyć. Wredne, wstrętne stworzenia, których nikt na świecie nie szanuje i które w pełni sobie na to zasłużyły.
Gdy jednak widzi się jednego z nich w takim stanie jak owy służący. Pomiatanego, samotnego i umęczonego, można kompletnie zapomnieć o jego wrednej naturze i w miejsce nienawiści zagości litość do tego żałosnego stworzenia. Przynajmniej dopóki owe stworzenie nie napluje na twe buty.

Piwo powoli ubywało z kufla, zaś jego smak zadowalał zarówno Vesarda jak i Errdila. Oboje mieli ostatnio dość ciężkie dni i oboje przywitali te krótkie spokojne chwile z radością.
Goblin wrócił z kolejną tacą, zaś z prawej dziurki od wielkiego nosa wystawał kawałek brudnej szmaty. Szybki, acz niezbyt przyjemny sposób na zatamowanie krwawienia. Tym razem taca wypełniona była po brzegi różnego rodzaju jadłem i napitkami. Niewolnik ledwo utrzymywał równowagę, doniósł jednak ładunek do wyznaczonego celu. Tym celem był stolik tuż obok dwójki bohaterów. Taca dość ciężko wylądowała na blacie, co spowodowało uronienie paru kropel lub nawet całego łyka z stojącego przy krawędzi kufla. To najwyraźniej mocno zdenerwowało jednego z siedzących przy stole drowów. Złapał on goblina za brudną i postrzępioną szmatę służącą za ubranie i uniósł lekko do góry.
"Uważaj co robisz pokrako !" warknął, ciskając goblinem przed siebie. Tak się niefortunnie złożyło, że przed sobą, miał stolik zajęty przez Vesarda i Errdila. Goblin rozpłaszczył się centralnie na blacie, potrącając przy okazji kufle obu bohaterów. Wrodzona zwinność pozwoliła złapać oba na czas, nie pozwoliła jednak ocalić całości znajdującego się w nich trunku.
Dwa solidne łyki poleciały prosto na spodnie Vesarda oraz na koszulę Errdila.

Szybki rzut oka na stolik pozwolił stwierdzić, że siedzi przy nim trójka mrocznych elfów, z czego żaden nie należał do szlachty. Nie wyglądali także na specjalnie niebezpiecznych. Ciemne koszule i płaszcze, być może jakaś skórzana zbroja schowana pod nimi, choć pewności nie było. Wyposażenie mniej więcej widać było tylko u 'ciskacza goblinami' i wchodził weń krótki miecz oraz sakiewka.
Ot pospolity mieszkaniec wraz z dwójką równie pospolitych mieszkańców. Przynajmniej tak wyglądali.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-03-04, 18:44   

Kurwa, mało tego, że jakiś zapyziały idiota rzuca w moją stronę goblinami, to te gobliny wylewają mi piwo! Istny cyrk!

Nim Vesard przemyślał swoje działanie, odłożył kufel na stół i chwycił ręką goblina. W ułamkach sekund odrzucił go w stronę stolika, skąd przyleciał. Jednak jakimś cudem obyło się bez komentarza, jak to zwykł robić. Najzwyczajniej w świecie nie miał humoru, gdyż w jego głowie znów zawitał syndrom szóstki. Tymczasem rękę z przyzwyczajenie miał na rękojeści sztyletu, zaś sztylet pod peleryną. Nie chciał walczyć, jednak jeśli by do czegoś doszło, wolał być przygotowanym. Kolejną zagadką była reakcja jego sąsiada zza stołu. Podobno po czynach można rozpoznać cały charakter osobnika, chociaż sam drow w to nie wierzył.

Czy tych drowów to już doszczętnie popier... porąbało? Wchodzi taki jeden z drugim... no i trzecim do karczmy i myśli, że mu wszystko wolno... Niech tylko coś powie, chociaż słówko, to ja go nauczę kultury... Chociaż... Trzech na jednego, to niefajna bitka... Ale zawsze można krzyknąć "wojna na żarcie" i zrobić niezłą zadymę... Kolejny pomysł, kolejny kontrargument... W takich bijatykach można nieźle dostać po głowie, a tego nie chcę... Nie teraz. A może by tak kazać mu się przeprosić? Na szlachcica nie wygląda... Tylko jaki drow, bez wielkiego przymusu będzie gotów przeprosić? Chyba mało który... Zaraz... A jakbym sobie ja takie naszywki zrobił? I poudawał szlachcica? Ha, mogłaby być niezła zabawa... To jest wcale nie głupi pomysł...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-03-05, 09:02   

Errdil również nie tryskał humorem. Alkohol uderzył lekko do głowy, najwyraźniej wzmocniło go zmęczenie wędrówką.

A teraz ni z tego ni z owego, rozlewają mu piwko.

- Uważaj co robisz, pokrako - Syknął przez zaciśnięte zęby, mierząc tego ,który rzucił przenikliwym spojrzeniem swoich fioletowych oczu. Specjalnie powtórzył jego słowa, podświadomie i , o ironio, bez potrzeby podjuszając nieznajomego.

Wsparł goblina ręką, zerkając na swoją koszulę.

Niech wstaną. Niech zrobią pierwsi ruch.

Pod stołem ćwieki na rękawicy napięły skórę rękawicy.
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-03-07, 14:18   

Vesard może i nie był specjalnie silny, jednakże rzut goblinem nie należał do dyscyplin wymagających potężnej budowy. Lekkie, wychudzone i zmizerniałe stworzenie poleciało z powrotem do poprzedniego stolika. Bohater musiałby się nieźle starać, by efekt rzutu był inny niż zaistniały. Gdy na brzegu stolika stoi wypełniona trunkami i jadłem taca, zaś zielonoskóry leci w stolik właśnie od jej strony, efekt może być tylko jeden.
Powywracane talerze, jedzenie i napitek walający się po blacie, podłodze, trzech drowach i przede wszystkim goblinie. Czegóż więcej trzeba do rozpoczęcia burdy.
Całą trójka wstała od stolika, sięgając do pasa. Dwóch wyjęło krótkie miecze, trzeci zaś prosty nóż do rzucania. Atmosfera wyraźnie się zagęściła, zaś zamieszanie przyciągnęło uwagę zgromadzonych.
Przewaga liczebna trzech na jednego stawiała Vesarda w bardzo niekorzystnej sytuacji. Był on jednak jedynym, który sądził, że tak wygląda owa przewaga. Siedział przy stoliku z Errdilem, to wystarczyło, by wszyscy, łącznie z trójką wkurzonych drowów, wzięli ich obu za towarzyszy. Szczególnie zaś po słowach wypowiedzianych przez łowcę.
"Zapłacicie za to wszystko i jeszcze dołożycie drugie tyle rekompensaty !" warknął elf, który jako pierwszy wykonał 'rzut goblinem'.
 
 
     
Tarandil 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 34
Dołączył: 01 Lip 2007
Posty: 235
Skąd: z Nienacka
Wysłany: 2008-03-07, 15:27   

Łowca podniósł się od stolika, szybko, nie dając się wyprzedzić tamtej trójce. Odruchowo, instynktownie dłoń powędrowała do pasa, brzeszczot wyskoczył z rękojeści z sykiem, zawirował, zawył, przeciął powietrze. Nogą łowca odtrącił stolik, który zawadzał mu drogę do tyłu, zacisnął drugą dłoń na rękojeści miecza.

Zamarł w pozycji obronnej, szybkimi spojrzeniami markując otoczenie, szukając czegokolwiek, co mogło mu dać przewagę, jakiś element, który mógł sprytnie zastosować. Zmysły łowcy jednak główną uwagę skupiły na trójce elfów. Nie chciał dać się zabić w jakiejś zakichanej oberży.

- Zanim cokolwiek zrobicie. - Mruknął, uśmiechając się paskudnie - zauważcie, że początek burdy to wasza sprawka. Wydedukuj sobie, komu bardziej złoją dupę, a potem rób co chcesz. Czekam.

Ani na chwilę nie przestał się uśmiechać. Jeden ruch tamtych i łowca był gotów na natychmiastową kontrę.
_________________
Errdil "Ostatnie Tchnienie"

Wszyscy leżymy w rynsztoku..
Tylko niektórzy patrzą w Gwiazdy...
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-03-07, 19:02   

Chwila, a raczej sekunda wystarczyła, by Vesard stał już na nogach. Stanął tak, aby krzesło osłaniało jego nogi, a w razie potrzeby łatwo można było je unieść. Zaś ręką, która już od paru chwil była na rękojeści wyprostowała się. Sztylet błysnął w oczach drowa, w uszach zaś słyszał świst. Spojrzał kontem oka na jego chwilowego towarzysza niedoli, po czym z pełną stanowczością rzekł.

- Mówiłeś coś? Czy mi się raczej przesłyszało? Na pewno korzystniejsza dla Ciebie będzie ta druga opcja. No i zapomniałbym, schowaj te mieczyki, bo sobie krzywdę zrobisz, a jeśli nie zrobisz to Ci w tym pomogę. Wyrażam się chyba jasno? -

Drow, przez cały swój dialog ramię miał pod lekkim kontem w dół, zaś samo ostrze skierowane wzdłuż ręki. W gildii uczono go, że tak ostrze trzymają specjaliści. Niestety młody Vesard do takich nie należał, jednak troszkę poudawać można było.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-03-08, 21:34   

Gadana nie była najmocniejszą stroną obu bohaterów. Errdilowi nawet wydawało się, że brzmi całkiem groźnie, trójka oponentów jednak myślała inaczej.
Roześmiali się z wyższością, dając upust dumie. Najwyraźniej przewaga liczebna w zupełności im wystarczała.
Napięte chwile przerwał jednak donośny głos karczmarza.
"Chcecie burdy, zrobicie ją na zewnątrz !" niezwykła pewność siebie i wyższość emanowała z tego mrocznego elfa. Trójka drowów zawahała się. Po ich twarzach można było stwierdzić, że ukryta groźba w wypowiedzi karczmarza przemówiła do nich w znacznym stopniu. Ani Errdil ani Vesard nie orientowali się w jaki sposób ten jeden człowiek może tak doskonale utrzymywać porządek w swym dobytku, sposób ten musiał być bardzo skuteczny i dobrze znany trójce zawadiaków.
"Widzimy się przed karczmą ! Czekamy tam na was obu. Macie dług do spłacenia !" odparł "gobliński miotacz' wskazując ostrzem swego miecza wpierw na złodzieja, potem na łowcę.
Rzucając swe, zapewne godzinami ćwiczone, mordercze spojrzenia na bohaterów, cała trójka wyszła powoli z karczmy.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group