Droga była dość przyjemna i odprężająca, zatem kilka godzin minęło niepostrzeżenie. Ilość drzew powoli małała, krajobraz przeżedzał się, na horyzoncie widać było już szpiczaste szczyty Krasnoludzkich Gór. Bohaterowie nawet nie spostrzegli się, gdy Las zmienił się w kamieniste wyżyny. Drzewa był nadal spotykane, jednak w dość niewielkim zagęszczeniu.
Przed Bohaterami wyłaniały się skały, tworzące coś przypominającego kamienny mur. Droga którą szli, kierowała ich natomiast do dośćszerokiego przesmyku, czegoś na wzór bramy. Gdy drużyna zbliżyła się do niej na odległość kilkunastu metrów, zza skał wyłonił się Krasnolud o czarnej zmierzwionej brodzie, brązowym pancerzu i wielkim toporze dwuręcznym trzymanym w pogotowiu. Zmierzył Bohaterów krytycznym spojrzeniem i odrzekł szorstko:
"Czego szukacie na Ziemiach Krasnoludów i czemu przybywacie z Plugawego Lasu ?"
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2006-06-24, 00:13, w całości zmieniany 2 razy
Mag spojrzał na Kapłana. Tym razem sytuacja jest spokojna, więc nie trzeba było się niczego obawiać. Tak przynajmniej mu się wydawało. Czekał, aż będą mogli dalej ruszyć.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Lipka podobnie jak inni towarzysze był zaskoczony lecz pod nosem dało się zobaczyć malutki podstępny uśmiech a jakby ktoś się przysłuchał, Demon cicho wyszeptał „znowu walka”. Ciężko było mu ukryć naturę Demona i wychowanie Mrocznych Elfów, lecz przez magów uczony był aby postępować zgodnie z sumieniem, które mówiło mu żeby za żadną cenę nie atakować kolejnych krasnoludów lecz przeczekać chwile na rozwój wydarzeń. Dlatego pogrążony w myślach i ciszy opuści głowę w dół czekając na odpowiedź kapłana.
Poczuł się zdziebko niezręcznie, wszyscy wlepili w niego teraz swój wzrok. Po chwili wyszedł na przód prowadzonego tu haremu i zaczoł spokojnym głosem:
- Jesteśmy podróżnikami wysokich mędrców, idziemy tą drogą z łaską Aesira ku naszemu celowi. A przybywamy z tych oto stron ponieważ to była najkrótsza nam znana droga do miejsca w które zmierzamy. Czy możemy przejść tędy? Zwarzywszy na przyjacielskie stosunki między naszymi rasami. - dopiero teraz zauważył jaką gape strzelił... przecież mają demona w 'drużynie' , oby krasnolud nie miał nic do przectwicieli tej rasy....
Niemniej czekał cierpliwie na odpowiedź krasnoluda, który najwidoczniej chciałby czegoś wzamian za przejście 'jego' ścieżką.
"Taa ? Najpierw chce zobaczyć co za rasa jesteście. Ty i ten drugi.." tu wskazał na Taletha "..zdjąc mi kaptury z łepetyn żebym się mógł przyjrzeć waszym gębom." odparł marszcząc krzaczaste brwi.
Lipka nagle niopodal zauważył coś co przykuło jego uwagę. Niewielki srebrzysty błysk wśród skał, kilka metrów na prawo od Krasnoluda.
Lipka spokojnie powiedział do krasnoluda
-Ty parszywa zakało krasnoludów- w tej chwili w ręce lipki pojawiła się ognista kula, ale dalej z grobowym spokojem kontynuował – Nie pozwalasz na kontynuowanie naszej wędrówki i nagle chcesz nas głęboko poznać?? – Lipka coraz głośniej mówił z trudem opanowując nerwy, ale nawet nie drgnął od początku jego wypowiedzi – Podczas gdy twoi „przyjaciele” czają się w krzakach i czekają na twój rozkaz??- Końcowy wyraz można by już nazwać krzykiem ale Lipka dodał krótko i po cichu do swoich towarzyszy – Przygotujcie się. –A następnie znów spuścił głowę wpatrując się w ognista kule gotową do użycia, kturą miał zamiar ewentualnie wypuścić do atakujących go istot. Od tego mometu milczał i nie poruszał sie ponieważ to był nowy sposób na opanowanie złości i agresji jaka w nim siedzi. Choć miał głowe delikatnie spuszczoną oczami rozgladał sie po krzakach starając sie wypatrzyć następnych znaków i policzyć typów kręcących się w krzakach.
Taleth zdjął kaptur tak, jak poprosił Krasnolud i powoli odsuwał się od miejsca, w którym dzięki Demonowi już na pewno rozgorzeje walka. Po raz pierwszy będzie walczył bez nakrycia głowy. Ciekaw był, jak mu pójdzie. Krasnoludy bywają zwykle drażliwe, i to zapewne też nie jest wyjątek. Jednakże Mag nie rzucał jeszcze żadnego zaklęcia. Czekał, aż wszzystko zacznie się rozkręcać.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Wzioł złapał się ręką za głowe, a raczej uderzył się. Tak właśnie wyglądała jego ocena wypowiedzi demona. Właśnie teraz dowiedział się czemu niektózi tak bardzo nie lubią demonów i już nie widzi im się.
Zagwizdał lekko w strone krasnoluda, by zwrócić jego uwage na siebie.
- Nie patrz na niego, może zachowuje się teraz jak widać, ale to wszystko przez pewien rodzaju dym którego się nawciągał niedawno. Proszę nie bierz tego do siebie. Jego umysł przez najbliższe kilka dni będzie tak funkcjonował. Przepraszam za jego zachowanie. Jestem Kapłanem Aesira i tak wyglądam. - z ostatnim słowem ściągnął jednym ruchem kaptur na chwile, tak by krasnolud mógł się napatrzeć.
Miał nadzieje że to wystarczy na przekonanie krasnoluda o dobrych intencjach... oby...
"O ty pierdolony Demonie, żebym ja ci zaraz nie..." zamierzaną wiazankę przekleństw przerwałjednak gwizd Kapłana.
Krasnolud po wysłuchaniu Bohatera i zobaczeniu jego odkrytej twarzy Bohatera przez chwilę się zawachał.
"Lepiej żeby ten twój popierdolony koleszka się uspokoił bo nie ręcze za sebie i moich chłopców." zza skał wynurzyło się tak jak przypuszczał słusznie Lipka, sześciu Krasnoludów z kuszami wycelowanymi w drużynę.
"Jeśli zaś chcecie przejść, będziecie musieli jakoś wynagrodzić mi obrazę, której właśnie doznałem. Powiedzmy 100 ZM. Oprócz tego, ten padalec ma szczerze przeprosić mnie i moich ludzi." Krasnolud wykrzywił usta w szyderczym uśmiechu.
"No nieźle, potrąci nam z wynagrodzenia. A może tylko temu Demonowi?" pomyślał Taleth. Widok kilku bełtów w jego brzuchu nie byłby zadowalający, toteż zapłata Krasnoludom i przeprosiny byłyby jak najbardziej na miejscu. Teraz czas na próbę dumy demonów - czy uda mu się przeprosić Krasnoluda? Oby.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
- Niech więc tak będzie. - podszedł powoli do krasnoluda, wyjął zza rękawa 100 złotych monet i wręczył je jemu. Chciał już iść, ale po chwili zawachania został jeszcze na sekunde.
- A tak poza tym, czy wiecie przyjacielu jak daleko stąd jest miasto Krag'Sur? Napewno znacie te ziemie dobrze. - zagadał do głównego krasnoluda. A demonie narazie zapomniał. Musi teraz zadbać sam o siebie, on nie będzie za niego przepraszał. A gdyby tego nie zrobił to by poszedł dalej....z samym magiem nawet.
Paladynowi sie zdawało sie że obecnei wszyscy o nim zapomnieli, i zapewne miał rację, co go nawet ceszyło. Oglądał z boku cały przebieg sytuacji. Nigdy nei wtracał sie w konflikty ras. Zwłaszcza tym razem, gdy wina mogłabyć po obu stronach, w takim wypadku miecz mógł być i zazwyczaj był rozwiązaniem. W głębi duszy jednak rodziła się gorycz, o co istoty potrafią walczyć i jak iw tym mają cel. Nie rozumiał tego, jednak postanowił sie nie mieszać.
-Nie płać mu – powiedział cicho do kapłana.
-Jeżeli jesteście dobrych intencji to czemu ukrywacie się po krzakach??- spytał Demon który zdążył opanować nerwy – Przepraszam was jeżeli jesteście jedynie „strażnikami” granic waszego terytorium i mam do was pełen respekt, ponieważ wasz spryt jest duży. Ale jeżeli jesteście zwykłymi bandytami którzy planują napady na bezbronnych kupców, a nie potraficie pozostać niedostrzeżeni w zaroślach bodźcie potępieni. Sami się osądźcie jeżeli jesteście tylko stróżami tych lasów przyjmijcie moje szczere przeprosiny, ale nie uważam ze moje słowa były warte 100zm. Wiem że Krasnoludy maja wojowniczą naturę i ich honor liczy się dla nich bardzo ale nie posiada honoru ten co okrada bezbronnych, a na początku wziąłem was za złodziei. – Demon najwyraźniej chciał przeprosić za ewentualną pomyłkę ale nadal miał się na baczności, ponieważ miał wielkie podejrzenia co dobrych zamiarów krasnoludów
Krasnolud jednakże już zdążył odebrać od Kapłana 100 ZM. Teraz patrzył się na Demona wyraźnie zdziwiony i zdenerwowany. Wpierw zastanawiał się czemu Lipka nazwał go strażnikiem lasu, przez chwilę myślał czy może uznać to za coś obraźliwego. Zdecydował się jednak nie roztrząsać już tej sprawy. Po przemyśleniu każdego słowa Lipki i szukaniu kolejnej możliwości zaczepki, zrezygnował i odezwał się tymi słowy:
"Pomyśl przez chwilę Demonie, jeśli nie jest to dla ciebie zbyt duży wysiłek." odparł prychając pod nosem "Czyż nie lepiej, jeśli ewentualni szpiedzy i inne padalce nie widzą kto pilnuje przejścia ? Łucznicy drzewołazów mają poza tym dobre oko, gdybyśmy wystawali zza skał mogliby nas powystrzelać." skrzywił się lekko i powrócił wzrokiem do Kapłana.
"Idźcie już i nie zawracajcie mi nam więcej głowy pókim mili. Do Krag'Sur macie jakieś pół dnia drogi."
-Jeszcze raz was przepraszam- dodał poczym ruszył i powiedział już wesołym głosem – chodźmy bo dzień nie trwa w nieskończoność.- Lipka chciał odwrócić uwagę swoich towarzyszy od zaszłego nieporozumienia.
Mag ruszył w drogę zadowolony, iż wszystko leży u niego na swoim miejscu. W myślach już miał Krag'Sur. Na pewno będzie im się chciało spać - podróże przez tereny Krasnoludów nie są tak "odprężające".
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Nie czuł satysfackji z tego co zaszło, bo odrazu wiedział jak to się skończy. Szedł dalej przed siebie nie odzywając się przez jakiś czas słowem. Miał nadzieje że tego typu zajścia nie będą już miały miejsca... a jeśli tak, to tylko demon na tym straci.
Krasnolud porzegnał ich kpiącym uśmieszkiem po czym zniknął gdzieś między skałami.
Zwykła piaszczysta droga, od tego momentu była kamienna. Podróż nią nie sprawiała jednak drużynie większego problemu, gdyż Krasnoludy obrobiły ją tak, by komfort podróży był jak najwyższy. Gdzieniegdzie co prawda pojawiały się pęknięcia, dziury czy nierówności. Upływu czasu i wielu stóp, toporów, kijów, kół powozów i tym podobnych, zatrzymać się jednak nie da.
Bohaterowie wędrowali tak przez kilka godzin, słońce już chyliło się ku zachodowi. Wtedy to ujrzeli w oddali wysokie mury, żelazną bramę, wieże strażnicze, wszystko zaśusytuowane na dość wysokiej skale. To z pewnością musiało być Krag'Sur, przypominało jednakże bardziej fortece niżli miasto. Kapłan po wstępnym oszacowaniu zdołał ustalić iż dojście do niego zajmie im od godziny do dwóch. Talethowi zaś, zdawało się, iż obecnym tempem dojdą tam nie wcześniej niż za trzy godziny. Lipka sam nie wiedział ile zajełaby im droga, wiedział tylko, że chętnie znalazł by się już mieście. Wszystkim już powoli udzielało się zmęczenie i głód.
Szkrzywił się lekko na głupote i zadowolenie demona z komsumpji kanapki. Jeszcze niedawno by został rozstrzelany przez krasie a teraz ni stąd ni zowąd bez słowa wcina sobie spokojnie jedzenie. On jest niemożliwy, jak on tak może? Wiele głupich i dziwnych stwierdzeń i pytań krążyło mu po głowie na temat tegoż kompana.
- Pośpierzmy się, to za półtorej godziny będziemy na miejscu. Skoro krasnoludy chodzą za dnia, to lepiej nie wiedzieć co chodzi nocą...
Mag usłuchał prośby Kapłana, sam też chciał się szybko znaleźć w mieście. Patrząc na demona stwierdził, iż jemu też kiszki zaczną zaraz grać marsza. Na razie jednak tylko modlił się w myślach, aby dalsza podróż była bezpieczna.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Ruszyli zatem pzyspieszając kroku, by jak najszybciej znaleźć sięw mieście. Słońce zaszło już zupełnie, noc się pogłębiałą, droga zaś, zmęczonym Bohaterom, dłużyłą się potwornie.
Po około godzinie wędrówki, okazało się, że nie przeszli nawet połowy drogi, jednak myśl o odpoczynku i posiłku w Gospodzie dodawała im otuchy i kazała iść dalej.
Do Miasta, skrajnie wyczerpani i głodni dotarli po około 3 godzinach. Ostatni kilometr drogi był najcięższy, gdyż prowadził wąską górską ścieżką. Jakże ucieszyli się Bohaterowie, gdy ich oczom ukazała się wielka żelazna brama. Nie było przy niej jednak nikogo, jedynie niewielka kołatka na wysokości pasa. Nad nią zaś zasuwana metalowa płytka, zapewne przeznaczona do wyglądania na zewnatrz, bądz w\ewentualnego wystawienia końca kuszy.
-Ja tam nie pukam- Powiedział Lipka – A może chcecie coś do jedzenia?? Przepraszam ze wcześniej nie zapytałem ale mi z głowy wypadło- dodał z uśmiechem na twarzy podsuwając pod bohaterów posiłek.
- Nareszcie - rzekł z ulgą Mag. Powody miał dwa. Doszli w końcu do bram miasta i Demon sobie przypomniał o kompanach. Polecił Kapłanowi jako przedstawicielowi grupy zapukać do bram. Noc spędzona przed bramami Krag'Sur na pewno nie byłaby miło wspominana.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum