Droga przez ból i wyrzeczenia, droga przez dążenie do doskonałości i eliminowania błędów. Jakże jest ona trudna z porównianiem do ścieżki zła. Ilu schodzi na złą drogę. Ilu robi to tylko dla swojej przyjemności nie myśląc o przyszłości.
Ja wybrałem tą pierwszą drogę. W moim życiu nie było zbyt wiele przemocy, a nie uczyłem się tylko walki jak prosty wojownik. Musiałem chodzić na zajęcia do klasztoru wyśmiewany i pogardzany przez moich rówieśników, ale oto kim teraz jestem, oto kim teraz będę. Zaprowadzę inkwizycję na tym świecie, w którym to doszło do katastrofalnego rozpanoszenia się demonów i wszelkiego zła. Za jaką cenę? Cenę życia jednostki? Cenę życia milionów, cenę powstrzymania jednego złego uczynku? Na pewno nie dla sławy. Sława zmienia człowieka. Mam sny, że kiedyś zostanę tym, który poprowadzi świętą krucjate, jednak do tego daleka droga. Muszę być bardzo ostrożny, aby nie dostać się w ręce zła. Ah jak łatwo wpaść w jego sidła, a jakże trudno z nich wyjść.
Gdy zakończyłem szkolenie udałem się razem z innymi nowicjuszami na wschód, tereny paladynów. Jakże moje serce zabiło, gdy zobaczyło upragniony ląd. Gdy usłyszało dobroć w głosach, gdy wiedziała, że nie ma tutaj zła. Pierwszy raz było naprawdę szczęśliwe. I wiedziałem, że teraz mogę nieść dobro oficjalnie. Jaka radość mnie objęła gdy zostałem jednym z nich, jednym z paladynów ...
"A więc tak to wszystko wygląda". Clathel był już po ceremoni. Minęła tak szybko! Były momenty strachu, pewności, szczęścia, zwątpienia. Teraz jednak dostałem zadanie. Okaże się czy jestem paladynem. Prawdziwym paladynem. Będe mógł zaprowadzać inkwizycję! Ludzie widząc na mojej piersi znak Aesira będą wiedzieć, że należę do Bractwa! Będę wszędzie tam gdzie zło, smutek i zniszczenie aby je wyeliminować. Taaak. Teraz wreszcie stanę ze swoim prawdziwym wrogiem. Oko w oko z wampirami.
Jak to jest gdy cały świat obraca się przeciwko tobie ... jak to jest gdy chcesz nieśc dobro a spotyka ciebie zniewaga i pogarda. Czy nie ma sprawiedliwości na tym świecie? Jestem rozgoryczony tym co się dzieje ... To śmieszne! Ktoś wezwał mnie, paladyna abym zabił kobiete, czy on sobie zdaję sprawę z mojego kodeksu, z moich wartości? Czemu nie wynajął zabójcy? Nie jestem zadnym wybrańcem ... I jeszcze te lochy ... Mam nadzieję, że sen ukoi wewnętrzny ból ...
Życie Paladyna ... mówią że to życie pełne wyrzeczeń i pozbawione przyjemności ... Wiem, że tak nie jest. To co się stało, stać się musiało. Nie mogłobyć po prostu zrządzeniem losu. To było zapisane wraz z przeznaczeniem. W głębi duszy czuję, że ta sprawa ze złotokim jegomościem nie jest zwykłą aferą. Tutaj dzieje się coś złego ... Ale ja tam jeszcze wrócę ... jeszcze wrócę ...
Śmierć w imię czego? W IMIE CZEGO PYTAM? To wszystko jest chore, ten świat jest chory ... dopiero teraz, po tylu latach sobie uświadomiłem sobie, że nie ma naprawdę dobra i zła. To śmieszne ... dopiero teraz naprawdę mogę być sobą. Mogę nieść pomoc, nie dobro. Nie muszę wykrzykiwać niczyjego imienia. To wszystko jest tak źle zorganizowane, ten świat jest nie na miejscu. Czy naprawdę Stwórca na to wszystko pozwala? A może go już dawno nie ma? Może nigdy nie istniał? Muszę to przemyśleć ... sam jako ja.
Zginęli ... wszyscy. Śmierć Bogów była dla mnie piekącą blizną po biczu. Straciłem sens życia, znajdując się na terenach krasnoludów upadłem. Straciłem jakikolwiek honor i godność. Jak gorzkie jest to życie. Jak miałem przyjąć to, że wszystko co do tej pory osiągnąłem, czym żyłem straciło jakikolwiek sens i wartość? Dręczyły mnie koszmary nocne, wizje powracały a ja byłem coraz bliżej obłędu. Szwędałem się po ulicach miasta, do którego dotarłem wraz z poprzednią drużyną, której nawet nie miałem czasu poznać. Aż nagle stała się rzecz straszliwa. Miasto zostało pogrążone. Ulicami płynęła krew, ostatnią postacią jaką widziałem było coś ... czego nie da się opisać. Dostałem takzę propozycję. Ostatnią w moim życiu. Zostania wampirem. Prawdą było, że nie byłem paladynem, prawdą było, że splamiłem honor, jednakże nie przystapiłem. Umarłem. Jednakże matka tchórza nie płacze ...
Niewiele mi już zostało. Jestem już martwy? Czy ja jeszcze żyję? Gdzie ja w ogóle jestem? Moją głowę zalewają setki pytań, a na morzu niewiadomej nie pływa żadna, chociażby najmniejsza odpowiedź. O szalupie już dawno zapomniałem. Kilkukilometrowy marsz przyprawił mnie o lekką gorycz ściskająca moje gardło. Kiedyś ... kiedyś, gdy byłem paladynem ... pomodliłbym się. Jak bardzo mi tego brakuje. Dlaczego upadłem? Dlaczego Aesir opuścił ten świat? Nigdy nie sądziłem, że przyjdzie mi przeżyć coś takiego. Nie pomodlę się do mojego boga ... nie mam do kogo się modlić. Zresztą czy którykolwiek z bogów, nie licząc diabelskich pomiotów, chciałby słuchać płaczu, pokory i skruchy takiego grzesznika, nędzarza jak ja?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum