Wysłany: 2006-03-13, 23:36 Dziedzictwo Pradawnych - Akt I
Akt I
Sesja „Wertepa”, Taletha, Clathela i Lipki
Kolejność dowolna, ustalane jedynie przy zejściu się przynajmniej 2 graczy. Ma jendak nie być sytuacji, w której dwóch graczy pisze na raz posta.
„Poznaliśmy już początek historii Kapłana o nieznanym imieniu, co prawdy wśród Elfów szukał, Maga co Demona w ciele Krasnoluda unicestwić próbował, Paladyna co niesłusznie oskarżony w więzieniu męki przeżywał i Demona, który spokój wojownika duszy przywrócił. Czas by postacie te, połączyła wspólna przygoda, wspólne losy. Jak się to stało i co z tego wynikło, wnet wam opowiem.”
Niewielka to była Karczma, lecz nękana często przez Krasnoludów najazdy. Lud ten jednak nie zwykł niszczyć takich miejsc, kradli zatem co najwyżej kilka beczek z trunkami raz na pewien czas. O dziwo lokal ten nadal funkcjonował, gdyż tak blisko granicy z Królestwem Krasnoludów, wielu Elfich wojowników miało ochotę wypić co nieco, pośpiewać lub zwyczajnie odpocząć. Los właśnie tutaj skierował Demona o imieniu Lipka, który przybył aż z dalekich północnych krain, dalszych nawet niż Puszcza Wiecznej Nocy. Zmierzał spokojnie w stronę krain jego prawdziwych braci, których nie dane mu było jeszcze spotkać, nie miał tam jednak żadnego większego celu.
W oczy rzucał się także Paladyn, który w kącie sali siedział samotnie odpoczywając po podróży. Po tym co spotkało go w jego rodzinnych stronach, postanowił na pewien czas je opuścić. Udał się zatem na północ, do pięknych Elfich Lasów.
W Karczmie był jeszcze jeden człowiek, Mag o imieniu Taleth. Niedawno przebywał w krainach Krasnoludów, nie był to jednak najszczęśliwszy okres w jego życiu. Gdy Demon w ciele Krasnoluda uciekł w zaświaty, Taleth postanowił skierować się w stronę przyjaźniejszych terenów, Elfich Lasów.
Oprócz tej trójki, czas umilało sobie jeszcze kilku Elfów. Atmosfera nie była jednak zbyt gwarna. Rozmowy toczone były spokojnie i po cichu, niektórzy nucili cicho pieśni, które nie pasowały zbytnio do Karczmianej atmosfery w innych Królestwach. Gdyby ktoś, kto choć raz odwiedził Karczmę Krasnoludów zawitał tutaj, stwierdziłby z pewnością, iż jest to jej całkowite przeciwieństwo.
Nagle drewniane, sfatygowane po licznych napaściach, drzwi otworzyły się na ościerz. Przez próg wkroczyła postać w niebieskawej todze, z kapturem zasłaniającym twarz. Był to Kapłan, nazywany przez wychowujących go mnichów Wertep. Nie znał swego prawdziwego imienia.
Z pewnością nie był on zwykłym człowiekiem, nie bez powodu nosił też kaptur.
W poszukiwaniu prawdy o samym sobie zawędrował do Krain Elfów, gdzie spotkał się z Elfią Panią o imieniu Ethelini, która rzuciła nieco światła na całą tajemnicę. Obecnie wypełniał dla niej zadanie, dzięki któremu mógł odkryć jeszcze więcej. Miał udać się do Królestwa Krasnoludów, gdzie wśród wysokich gór i tysiąca jaskiń miał znaleźć istotę z pradawnej rasy o niezwykłej mocy, Lurtianina. Rasa ta wyginęła w bliżej nieokreślonych okolicznościach całe wieki temu, niewielu już o niej nie pamięta w obecnych czasach. Niewielu także zdaje sobie sprawę z tego, że najpotężniejsze magiczne przedmioty na Sorii, tak zwane Artefakty, są dziełem rzemiosła Lurtian właśnie. Krążą legendy, opowiadania i plotki, że kilku przedstawicieli tej pradawnej rasy przetrwało do dzisiaj, ukrywają się oni jednak, stroniąc od całego świata. Jedną z tych plotek miał właśnie zbadać Wertep. Dostał od Elfiej Pani mapę, z którą bez problemów mógł trafić w miejsce docelone. Zadanie to jednak utrudniał pewien fakt. Kapłan bowiem miał doprowadzić żywego Lurtianina przed oblicze Ethelini. Elfia Pani wiedziała jak trudne byłoby to zadanie, ułatwiła je zatem Wertepowi, dajać mu pewien potężny, magiczny przedmiot. Przypominał on srebrną strzałkę, o długości około 10 cm. Posiadał jednak niezwykłą zdolnośc. Trafiona bowiem nim osoba, traciła wszelkie magiczne właściwości na pewien, dość długi czas. Według Ethelini, Lurtianin nią zraniony, nie powinien być w stanie używać magii przez około 6 dni. Strzałka była niestety tylko jedna, traciła zaś swe właściwości po dwukrotnym użyciu.
Kapłan dostał na drogę również sakiewkę w 1600 ZM, które miały posłużyć mu do opłacenia dodatkowych członków drużyny. Sam bowiem nie zdołałby podołać takiemu zadaniu. Nie mógł jednak zatrudnić ni Elfów, ni Krasnoludów, bowiem nie mogli by oni wejśćspokojnie do Królestw swych wrogów.
Gdy Kapłan rozejrzał się po Karczmie, ujrzał 3 osoby nadające się na członków drużyny, Demona i dwóch Ludzi, z nimi mógłby bez problemu wejść do Królestwa Krasnoludów.
Mag kończył już jeść. Siedział w karczmie zadowolony, iż w końcu karczma, do której zawitał, nie jest przepełniona spitymi Krasnoludami. Zastanawiał się, jakie przygody czekać go będą w krainie elfów. Nie paliło mu się jak na razie do nich - chciał odpocząć po długiej wędrówce. Nie da się zaprzeczyć jednak, że pieniądze też by mu się przydały. Podczas podróży zdał sobie sprawę, że nigdy nie nosił ze sobą mikstur wspomagających. Wysnuł z tego wniosek: na następną przygodę przygotuje się w należyty sposób - przygotuje sobie żywność na drogę, kupi mikstury leczenia i many, oraz zabierze rozum ze sobą.
Rozmyślania przerwała mu postać, która weszła do tawerny oraz fakt, iż jedzenie się skończyło. Zbadał przybysza ciekawym wzrokiem i czekał na dalszy rozwój sytuacji.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Lipka popijał mleko które z trudem wysępił od barmana. Rozejrzał się po karczmie położył głowie na ladzie po czy powiedział „ale to życie jest popierdolone”, nękała go zagadka Skadi nie wiedział kin była i miał nadzieje że to się niedługo wyjaśni.
Paladyn Clathel siedział z opuszczoną głową trzymając się pełnymi blizn rękami za przetłuszczone już włosy. Nie był on ostatnimi czasy w dobrej kondycji. Starał się jednak nie złamać zasad i honoru i nie szukał pocieszenia na dnie butelki. Kapłan wzbudził zainteresowanie u Paladyna, po znamionach widział, że natrafił na brata. Przestał wiec się użalać i wpatrywał się zaciekawionym wzrokiem wyczekując dalszego rozowju wydarzeń.
Wszedł do środka karczmy spokojnym krokiem. Nie chciał mieć nieprzyjemności, szczególnie teraz gdy miał przy sobie tyle złota jak nigdy przedtem. Złoto... przecierz dla niego jest mało warte.
Rozejrzał się dookoła i usiadł przy najbliższym wolnym stoliku. Gdy usiadł jego uwage przykuł Demon... który odziwo był w obecności innych ras takich jak ludzie,elfy czy tez krasnoludy. Trochę to dziwne było dla niego, i jeszcze fakt że pił mleko?
Od zawsze uważał że demon żaden wróg, a ten tutaj tym bardziej. Więc gdy tak przez chwile siedział zdobył się na odwagę i podszedł do demona. Starając się by nie dojrzał twarzy spod kaptura.
- Witam przyjacielu... coś cie trapi? -spytał z niespokojem
O przybyszu niewiele można było powiedzieć, całe ciało skryte miał pod togą. Ruchami z pewnością nie przypominał Elfa, musiał być zatem człowiekiem. Clathel już wiedział, iż przybysz jest Kapłanem, jednak najwyraźniej tylko on o tym wiedział.
Wertep wzbudził niewielkie zaciekawienie wszystkich w Karczmie, nie na długo jednak. Po chwili wrócili do swych poprzednich czynności.
Lipka, będący najbliżej Kapłana, poczuł znikomy zapach krwi.
Paladyn spojrzał z lekka zawiedzionym wzrokiem, na odwróconego teraz plecami do niego kapłana.
Wstał z miejsca zbierając rzeczy, hełm trzymał pod pachą, resztę rzeczy zaś w plecaku. Podszedł do nieznajomego oraz klepnął go lekko w ramię.
- Witam mości pana. Jeżeli mnie wzrok nie myli przyjacielu jesteś kapłanem? - rzekł Clathel uprzejmym głosem usmiechając się przy tym lekko.
Taleth zaniósł pusty talerz do karczmarza. Coś dziwnie ciągnęło go do podejścia do przybysza, jednak na razie tego nie uczynił. Zauważyl w jego towarzystwie demona. Jego widok przypomniał mu scenę z pogoni za krasnoludem - dwa potężne demony stojące naprzeciw siebie, spierające się o Krasnoluda, a właściwie demona w jego ciele. Postanowił nadal przyglądać się zbierającej się grupie poszukiwaczy przygód.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Podniósł lekko ramiona gdy Palladyn go dotknął. Tak jakby jakiś ogromny pająk mu wskoczył na ramie. Nie był przyzwyczajony do niespodzianek. Szczególnie teraz gdy był niepewny.
Demon nic nie mówił.. więc odwrócił się do człowieka skrywając przed nim swe oblicze tak długo jak się da.
- Tak jestem kapłanem... a ty jak mniemam Palladynem? - uśmiechnął się lekko pod kapturem.
- Dobrze że jest tutaj któs kogo moge być pewny. Czy mógłbyś mi pomóc w pewnej sprawie? - zapytał starając się mowić w miare normalnie, nie tajemniczo.
Demona zdziwiło wcześniejsze nagłe pytanie Przybysza. Przez chwilę oniemiał, a gdy chciał odpowiedzieć, Paladyn zwrócił uwagę tajemniczego człowieka. Nieco rozzłościło Lipkę to, iż jest ignorowany.
Karczmarz przyjął talerz z krótkim podziękowaniem, po czym natychmiast zniknął za drzwiami do kuchni.
Paladyn teraz również poczuł ledwo wyczuwalny zapach krwi, nie wiedział czy to zmysły go mamią, czy może jest to prawdziwe uczucie.
Clathel czuł się dziwnie w obecnośći nowo poznanego kapłana, jednakże szanował on każdego napotkanego człowieka czy istotę, w Wolsungu zaś nie wyczuwał złych chęci, a już na pewno nie dało się wyczuć zła.
Paladyn pokiwał głową, tym samym sie zgadzając. Rzekł
- Mój oręż jest do twojej dyspozycji! A w czym problem bracie - spytał zaciekawiony problemem kapłana.
W międzyczasie patrzył także na pozostale postaci. Podążając wzrokiem za magiem stwierdził, że jest on dość tajemniczą, nieznaną mu postacią, na demona zaś patrzył z lekką pogardą. To także było zło i jemu także nie zamierzał ufać.
- Poprostu musze odszukać pewną osobę, której nigdy na oczy nie dano mi ujrzeć. Boje się jednak że ta wyprawa jeśli mogę ją tak nazwać jest dla mnie samego zbyt niebezpieczna. Byłbym wdzięczny gdybyś mógł mi towarzyszyc pod czas podróży i urzyczać mi swoich talentów fechtunku. - rozgadał się jak nigdy przedtem. Jednak unikał celu. To nie jest stosowne miejsce by mówić wszystko. Jest dobry i nie kłamie... a mówienie nie wszystkiego nie jest kłamstwem.
- Niestety myśle, że jednak będzie nam potrzebna jeszcze pomoc ze strony innych. Nie wiem, może jakiegoś maga. Ten demon też wygląda na dobrego do zaufania. W końcu jakoś przeżył tu i nadal się trzyma.
Mag dłużej nie czekał - gdy usłyszał, że rozmowa toczy się wokół "sprawy", zapomniał o wszystkim, co mu się ostatnio przydarzyło podczas podróży, i podszedł do wędrowców. "Od przygód można się jednak uzależnić" powiedział sobie w myśli. Gdy doszedł do celu, przedstawił się i zapytał:
- Witam, wędrowcy. Słyszałem, że rozmawiacie o jakiejś sprawie, z którą macie problem. Być może mógłbym się wam przydać w podróży?
Na szczęście demon, który właśnie stał przy nim w karczmie, wcale nie przypominał tamtych potężnych bestii znad pola walki, toteż niechęć Maga szybko ustąpiła. Szykowała się kolejna wędrówka.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Lipka obrócił się twarzą do rozmawiających postaci po czym uważnie śledził ich rozmowy i ruchy, po czy dodał od siebie
-Może ja też dołączę się do waszego zadania? Może moja magie nie jest jeszcze doskonała ale zrobię co w mojej mocy.
Wertep czuł się nieco rozerwany, musiał teraz rozmawiać z trzema osobami naraz. Rozwój sytuacji byłjednakże pomyślny, gdyż nie musiał nawet nikogo przekonywać.
Co poniekjtórzy goście Karczmy, przyglądali się z zaciekawieniem zgromadzeniu osobników z innych ras.
Paladyn widząc demona uśmiechnął krzywo po czym rzekł
- Zawalczę u twego boku wielki kapłanie, ale obawaim sie że ten demon moze splamić mój honor! - Popatrzył na Lipkę podejrzliwym wzrokiem - Nie chcę nikogo przedwcześnie oceniać - dodał, gdyż zrozumiał że popelnił błąd od razu przekreślajac maga - Tak wiec panowie co robimy w tym kierunku?
Tylu naraz. Pogubił się trochę w tym i jedyne co zdołał wymysleć to było jedno.
- Może byśmy wyszli w jakieś cichsze miejsce do rozmowy? - szepnął do wszystkich tak by tylko oni usłyszeli.
- Tutaj wiele oczu się na nas patrzy i wiele uszu jest nadstawionych. A nie warto ryzykować.
-Mądrze mówisz, kapłanie. Nie warto.. - powiedział Mag i dodał -Gdzie proponujesz iść?-
Taleth zastanawiał się, po co tym razem przyjdzie mu podróżować. Rozejrzał się po karczmie w zamyśleniu. "Kogo stąd interesowałyby sprawy, o których rozmawiamy?" Zadał sobie w myślach pytanie. Ostrożności jednak nie za wiele. Czekał na decyzje pozostałych.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
-Ja nigdy nie splamię honoru moich towarzyszów broni- zapewniał Lipka. Obserwując sytuacje zarzucił kaptur na głowę i powiedział
-Macie racje to miejsce nie jest bezpieczne- następnie wyszedł przed karczmę.
Gdy cała czwórka zbierała się już do wyjścia, drzwi od Karczmy otworzyły się na ościerz z wielkim rozmachem. W przejściu stał Krasnolud o brązowej brodzie podzielonej na dwie spięte kity. W rękach trzymał wielki dwuręczny topór. Wszedł pewnym krokiem do pomieszczenia za nim zaś 8 innych Krasnoludów, uzbrojonych w topory jednoręczne.
Cała Karczma zamarłą, nikt nie śmiał nawet głośniej odetchnąć.
Domnimany przywódca grupy obiegł wnętrze szyderczym spojrzeniem, zatrzymując je o ułamek sekundy dłużej na czwórce nietypowych gości Karczmy. Wzrok jego w końcu spoczął na Karczmarzu, który wyglądał bardziej na zawiedzionego, niż przestraszonego.
Krasnolud zaśmiał się głośno.
"Zapewne wiesz Filianie po co przyszliśmy. Dawaj ty szybko 4 beczki piwa, a moze te wasze piękne Elfie buźki nie będą musiały posmakować stali."
Kilku Elfów nerwowo zaciskało pięści, niektórzy trzymali dłonie na sztyletach, bądź innym, niezbyt imponującym orężu.
Ponieważ Lipka był demonem prawym i wierzącym szybko przyszykował się do ataku i w każdej chwili był gotowy pocisnąć płomieniem w Krasnoluda.
-Lepiej odejdź, póki my tu jesteśmy nikt nic stąd nie ukradnie! Prawda chłopaki?!- widać było po Lipce ze obudził się w nim ogień walki.
No tak.. przeciwnik miał przewagę liczebną, jednak nie znaczyło to, że nie opowie się za swoimi nowymi towarzyszami. Równie szybko jak demon przyszykował się do rzucenia zaklęcia. W głębi duszy jednak chciał, aby wszystko rozstrzygnęło się bez walki. Szoda było mu tawerny.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Gdy wszyscy powiedzieli co powiedzieć chcieli, wyszedł na przeciw krasnoludowi który najwidoczniej nie wiedział co znaczy słowo kultura. Najpierw jednak odwrócił się w stronę palladyna i krótko rzekł:
- Zostaw go i opuść miecz - powiedział sucho lecz zdecydowanie.
- A teraz - tu spojrzał na kranluda. - wy też zostawcie swoją broń tam gdzie ich miejsce. Wypadałoby zapytać się jeśli się czegoś chce, szczególnie jeśli to nie jest twoją własnością. Może jednak usiądziemy tu przy tym stoliku i porozmawiamy.. przyjacielu. - nie bał się słów, chciał by płynęły z jego ust niczym strumień świeżej wody, który oczyszcza. Krasnoludy nie zrobiły na nim żadnego wrażenia.
Zarówno Taleth, jak i większośc Elfów w Karczmie wiedziała już jak zareagują Krasnoludy na słowa trójki Bohaterów.
Wpierw spojrzeli po sobie nie dowierzając temu co słyszą. Po chwili zaś ryknęli głośnym śmiechem.
"Wygląda na to chłopaki, że jacyś pieprzeni obrońcy wdów i sierot nam się napatoczyli. Chyba nie za bardzo zdają sobie sprawę z kim próbują zadzierać." odparł przywódca bandy powstrzymując śmiech.
Taleth zauważył, iż Karczmarz właśnie schował się pod ladą. Co poniektóre Elfy, także poczęły odsuwać się ze swoimi siedzeniami do tyłu.
Byli jednak i tacy, którzy podbudowani mową Poszukiwaczy Przygód, trzymali już ręce na swym orężu.
Chyba warto by przedstawić tej padlinie gdzie jej miejsce." odparł przez zaciśnięte zęby przywódca Krasnoludów. Jego kompani podnieśli topory, po czym rzucili się na Bohaterów.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum