W życiu Farewella Eärfalasa zbliżał się ważny moment. Już niedługo przestanie być młodzieńcem, a stanie się mężczyzną. W końcu sam będzie osobie stanowił i zyska pełnie praw. Będzie mógł w pełni przejąć obowiązki ojca, który z niewiadomych przyczyn opuścił rodzinę. Wśród elfów symbolem tego przejścia od niepamiętnych czasów był egzamin z magii. Ten sposób dowiedzenia swej wartości w społeczeństwie, którego filarem jest czarodziejstwo nie powinien nikogo dziwić, bowiem czy może być coś wspanialszego niż udowodnienie własnej mocy i pokazanie, że długoletnia nauka nie poszła w las. Farewell dokonał już pierwszego kroku. Dosłownie przed chwilą zakończył egzamin teoretyczny i już niedługo otrzyma termin egzaminu praktycznego. Obecnie jednak martwił wynikiem tego pierwszego. Jak zawsze w pełni wykorzystał czas jaki mu dano na pisanie. Poradził sobie ze wszystkimi pytaniami poza jednym. Nie dawało mu to spokoju. Idąc do głównej bramy Uniwersytetu Lar’dudanwall cały czas próbował znaleźć odpowiedź kartkując "Arkana magii" pióra Waltera Hermanna Nernsta. Po drodze mijał grupki studentów entuzjastycznie bądź nie omawiających egzaminy. Nagle z zadumy wyrwał go okrzyk:
- Fell!
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Egzamin dojrzałości. Coś, czego każdy mieszkaniec Księżycowych Lasów pragnie, bez względu na przekonania czy cele życiowe. Jest to coś, co świadczy o elfie. O jego wartości, o wiedzy i doświadczeniu. O możliwości stanowienia rodziny, nareszcie wchodząc w etap, gdy jego zdanie zaczyna się liczyć w rodzie. A na tym najbardziej mu zależało. Będzie mógł decydować, co robić po naukach. Doskonale wiedział, że bez ojca jego dom upadnie, że wreszcie okowy uniwersytetu opadną i będzie wolnym elfem. Że wyruszy w długą drogę poszukując go na rozległych elfich terenach, dopóki starczy mu tchu i grosza w trzosie.
Ale póki co, miał jeszcze egzaminy. Teoretyczny właśnie napisał, jak zawsze zostając ostatnim w sali. Nie lubił się spieszyć, a czas zawsze był po jego stronie. Po co wychodzić wcześniej, skoro można przekartkować stronice egzaminacyjnych zapisków i skorygować wszystkie błędy?
Wyuczył się dobrze, jednak jedno nie dawało mu spokoju. Jedno, jedyne zadanie odnośnie bardzo trudnego dokumentu Albrechta Sonnenberga, a konkretnie wyjaśnienia teorii Oblivionu. Farewell czytał zapiski znanego profesora z Dorienburgu. Czuł jednak, że nie wycisnął z tematu wszystkiego, co można było wycisnąć, że nie przelał na papier wiedzy, która w czasie egzaminu gdzieś nagle wyparowała.
Był perfekcjonistą. Chciał osiągnąć więcej, niż inni. Odbudować rodzinę, znów stanąć na arenie politycznej i być uznawany za godnego szlachcica.
W "Arkanach" nie miał szans na zdobycie takich sprecyzowanych informacji, jakich szukał. Zamknął książkę, chwycił ją jedną ręką i tak szedł z nią przy boku ku wyjściu. Mijając studentów rozmawiających o testach tylko przyspieszył kroku. Nie przepadał za dzieleniem się przeżyciami, opowiadaniem dziesięć razy, jakie pytanie było banalne, a jakie wzbudzało chęć użycia jednego z wyuczonych czarów na profesorze układającym zadania. Dopiero gdy usłyszał głos, głos wołający właśnie niego, na dodatek nie pełne imię, tylko pseudonim, jakim posługiwali się jego bliscy uczelniani znajomi, stanął i odwrócił się w stronę, z której usłyszał wołanie.
Perfekcjonizm cecha, która ma prowadzić do ideału. Jednak świat nie jest idealny. Zawsze pozostanie coś niedoskonałego. Staje się do solą oku perfekcjonisty, nie daje mu spokoju i zagłusza normalny tok myśli. Tak też było w przypadku Farewella, dla którego problem było jedno pytanie z setki innych. A konkretnie odpowiedź. Młody elf wiedział, że nie znajdzie odpowiedzi w zwykłym "Arkanach", może kartkował je tylko by jakoś zająć natrętne myśli. Po tej krótkiej dygresji zatrzasnął księgę i ruszył dalej. Znajdował się na głównym dziedzińcu uniwersytetu, a razem z nim mnóstwo jego kolegów. Wszyscy odświętnie ubrani na czas egzaminów mężczyźni w tradycyjne togi, a kobiety zwiększą już swobodą z najróżniejszego rodzaju suknie. Młody czarodziej bez trudu mógł bez trudu rozpoznać kto należał do jakiej katedry magii, tradycja nakazywała nosić szaty w barwach swojej szkoły magii. Tak więc, sam miał na sobie togę w kolorze jasnozielonym przypisaną dla magów iluzji. Po krótkiej obserwacji stwierdził, że tego samego dnia odbywały się również egzaminy dla: piromantów -płomienna czerwień, hydromantów - błękit oceanu oraz kreacjonistów - śnieżnobiała biel. W takim tłumie ciężko było wypatrzyć znajomych. W końcu dostrzegł elfa, który go wołał. Stał pod murem wraz z elfką. Farewell od razu rozpoznał swoich przyjaciół.
Chłopak Keigo Asano należał to tego samej katedry co Farewell, a świadczyła o tym dobitnie zielono jasna toga. Keigo był niewiele niższym od niego elfem, o krótkich blond włosach i niebieskich oczach. Asano z charakteru wydawał się całkowitym przeciwieństwem Farewella, rozbrykany, roztrzepany i lubujący się wszelkich rozrywkach za nic mający wszelkie teorię. Mawiał, że magia to sztuka i nie można jej w żaden sposób opisać. Keigowi nie można było jednak odmówić jednego niezwykłego wręcz naturalnego talentu do magii, to właśnie ta cecha sprawiła, że za przyjaźnił się z ambitnym Farewellem. Często we dwójkę testowali nowe zaklęcia i eksperymentowali z ich użyciem. Wiele można powiedzieć o Asano, ale zawsze można na niego liczyć. Należał do niewielu osób, które zwracały się do iluzjonisty per "Fell", zresztą sam był pomysłodawcą tego zdrobnienia.
Kobieta to zaś Kira Benihime. Wysoka elfa o dziana w długą płomienno czerwienną suknie skromnie wydekoltowaną. Posiada długie do pasa białe proste włosy oraz zielone oczy. Adeptka piromacji długoletnia przyjaciółka Farewella z czasów, gdy należał do innej katedry. Jako jedyna nie odwróciła się od czarodzieja, gdy ten zmienił katedrę. Większość piromantów otwarcie kpiła z niego, bo w ich mniemaniu wybrał podrzędną kategorię magii zamiast kroczyć ścieżką prawdziwej potęgi. Kira podobnie do Farewella była niezwykle ambitna, jej największym marzeniem było dostanie się do Rady Srebrnych Magów najważniejszego z organów skupiających wokół siebie najpotężniejszych magów Srebrnych Lasów.
Młody elf szybko dotarł do przyjaciół.
- Hej Far jak poszło? - Zapytała z przejęciem Kira.
- Nie zanudzaj go taki mi pytaniami. - Wtrącił się złośliwie Keigo. - Pan doskonały jak zawsze zgarnie najwyższą notę. Spójrz! - Niespodziewanie wyrwał Farewellowi podręcznik. - Jak zawsze z nosem w książce. O nie! - Podniósł wolumin najwyżej jak tylko się da. - Do ogłoszenia wyników mamy jeszcze dwa dni, czas by się trochę zabawić. - Uśmiechnął się szelmowsko. - Gdyby nie ja spędzilibyście życie zagrzebani w podręcznikach!
- Zachowujesz się jak dzieciuch! - Odparła Kira, jednak efekt reprymendy był słaby ponieważ cały czas się uśmiechała.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Książka nie pomogła mu zapomnieć o sromotnej porażce, jakiej doznał kilka chwil temu. Inni powiedzieliby mu, że jest przesadnym perfekcjonistą, że występuje w zwykłym wyścigu szczurów, a jego ambicje wielokrotnie go przerastają. Może. Ale Farewell czuł się z tym dobrze. Zawsze był sztywnym, skostniałym staruchem, jeśli chodziło o rozluźnienie się, doświadczenie różnorakich zabaw czy czegokolwiek, co odciągnęłoby go choć na chwilę od nauki. Aż sam się dziwił, że taki osobnik jak on dorobił się garści prawdziwych przyjaciół.
- Znacie mnie - mruknął, udając, że jest na siebie zły. - Zaskoczyło mnie jedno zadanie o Sonnenbergu, a tak to całkiem nieźle.
Nie zareagował, gdy Keigo wyrwał mu podręcznik. Nie przeszkadzało mu to. W głębi duszy nawet cieszył się, że jest ktoś, kto racjonalnie potrafi podejść do rzeczywistości i kto uchroni go przed całkowitym zramoleniem.
- Miło, że na mnie poczekaliście - zmienił ton głosu na bardziej przyjazny. - Może faktycznie warto gdzieś wyjść, zapomnieć o tej całej nauce... Na te dwa dni. Co proponujesz, Keigo?
- Do licha z Sonnenbergiem! Ten stary ramol pewnie ani razu nie rzucił porządnego zaklęcia. - Keigo prezentował wyjątkowy brak szacunku dla jednego z największych teoretyków magii. - Nie martw się nie ty jeden nie wiedziałeś co napisać. O wiele ciekawsze pytanie dotyczyło podziału iluzji ze względu na typ oddziaływania na podmiot zaklęcia. Niezwykłe, że nasza szkoła obejmuje tak skrajne techniki jak efekty magii umysłu a stworzenie fałszywego bodźca. Nie wspominając o ich mieszaniu... - Nagle urwał i rozczochrał włosy. Niezwykłe, ze tak proste zagadnienie zainteresowało Keigo. - Dosyć! Zaczynam się do was upodabniać.
- Kto z kim przestaje taki się staje. - Wtrąciła Kira. - Trochę wiedzy na pewno Ci nie zaszkodzi. Hihi!
Elfka roześmiała się filuternie, a chłopak łypną na nią groźnie wzrokiem.
- Ha Ha bardzo śmieszne. - Odparł bez entuzjazmu Keigo. - Nie wierzę, że tak szybko się zgodziłeś. Sądziłem, że trzeba będzie się trzeba poważnie nagadać zanim się zgodzisz. - Ciągnął dalej i w między czasie oddał książkę Farewellowi. - Słyszeliście może o "Piórze feniksa"?
- Ten nowy otwarty lokal. - Odpowiedziała Kira. - Ponoć właściciel pochodzi z Imperium.
- Dokładnie ten. Jego nazwa ma zachęcać żaków do wstępowania tam. Według legendy pióro feniksa samo pisze i odpowiada na pytania . Z nim żadne egzaminy nie są straszne.
- Naprawdę wierzysz w te dyrdymały. Zmarnował, byś tylko potężny komponent.
- Och mimo wszystko bym spróbował. - Elf mrugnął do znajomych. - To co zainteresowani?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Farewell zaśmiał się przy monologu Keiga. Zarówno on, jak i sam Farewell mieli wiele wspólnego, mimo widocznych już gołym okiem diametralnych różnic. Ale o to właśnie chodziło, o dopełnianie się nawzajem. Eärfalas, będący istnym "elfem bez życia", jak go zwali niektórzy spośród znajomych, oraz Keigo, osoba, która potrafiła oderwać zarówno siebie, jak i swe otoczenie od spleśniałych ksiąg i zakurzonych tomiszczy.
- "Pióro feniksa", mówisz? Nazwa obiła mi się o uszy, jednak nigdy tam nie byłem - jakbym w ogóle wstępował do jakichkolwiek lokali, dodał sobie w myślach.
Samo pióro, które miało zachęcać do wstąpienia, nie zrobiło na adepcie większego wrażenia. Dokładnie tak, jak wspomniała Kira: byłby to zwykłe marnotrawienie magicznego potencjału i prawdopodobnie niemałej fortuny. Farewell powątpiewał, jakoby zyski z niekoniecznie bogatych uczniów miałoby zrekompensować takie przedsięwzięcie. Ale plotka krąży dalej, i chyba właśnie o to chodzi.
- Doskonale znasz moją wiedzę o wszelakich miejskich przybytkach - odparł bez ogródek. - Zapewnienie nam rozrywki powierzam wam, toteż ja przystaję na tę propozycję.
Wymacał sakiewkę. Stać go było na zabawienie się, jednak z natury był cholernym skąpiradłem. Jeśli napitek w arendzie wynosiłby wielokrotność tego, za ile można ten sam kupić w sklepie...
Odrzekł Keigo i uśmiechnął się szelmowsko. Farewell dostrzegł, że jego przyjaciel wykonuje dziwne ruchy dłońmi, jakby miał w nich jakiś przedmiot, a po chwili zaczął nimi podrzucać. Twarz Asano wyrażała absolutne skupienie, nad tą nie codzienną czynnością.
- Co ty znowu wyprawiasz? - Spytała zaskoczona Kira, robiąc krok w tył.
- Za raz zobaczysz. - Odparł cicho elf.
[...] Farewell test wiedza magia: k(20)14+24+6=44 / ST=19 sukces
Farewell w przeciwieństwie do koleżanki doskonale wiedział co się wydarzy. W końcu poświęcił wraz z Keigiem sporo czasu na opanowaniu tego zaklęcia. Nie dość, że znał dokładnie skutki, jeszcze pamiętał kto i dlaczego opracował zaklęcie. Choć w tej chwili wiedza ta nie miała dużego znaczenia, bowiem zbliżał się kolejny popis umiejętności Asano. Jedyne czego nie wiedział to jak przyjaciel wykorzysta zaklęcie. Nim Farawell zdołał zareagować w rękach kolegi pojawiło się cztery tej samej wielkości kulę za to różnej barwy: jasnozielona, czerwona, błękitna i biała. Nie uszło uwagi młodego czarodzieja, że barwy owe stanowiły idealne odwzorowanie kolorów szat zgromadzonych na placu. Keigo przez chwilę ze znudzoną minął żonglował kulami, w pewnym momencie nawet teatralnie ziewną. Zwróciło to uwagę wielu studentów z placu, którzy to pilnie zaczęli śledzić ruchy iluzjonisty. W końcu opuścił ręce, ale kule nie spadły, a wręcz przeciwnie wzniosły się na wysokość jego głowy i zaczęły wokół niej orbitować. Nagle kule rozproszyły się w różne strony, by zatrzymać się na wysokości oczu niektórych zebranych: jasnozielona przed Farewellem, czerwona przed Kirą, która wpatrywała się w nią z nie małym zachwytem, a błękitna i biała przed zaskoczonymi studentkami hydromacji i kreacjonizmu. Nie uszło uwagi Farewella, że Keigo mruknął do nich zalotnie.
- Pora zapomnieć o egzaminach! - Krzyknął bohater całego spektaklu. - Czas się trochę zabawić!
Pstryknął palcami i wszystkie kule wzniosły się w niebo, by po chwili eksplodować w bez głośnej eksplozji na tysiące małych iskierek. Farewell zrozumiał, że Asano zmodyfikował lekko zaklęcie, zaiste miał wielki talent w tej dziedzinie. Na placu rozległy się brawa i okrzyki radości, choć parę osób kiwało z dezaprobatą głową. Benihime dołączyła do klaskających, a jej oczy lśniły od zachwytu. Jej twarz oświetlona najróżniejszymi barwami wyglądała przepięknie.
- Zazdroszczę wam! Możecie używać waszych zaklęć bez żadnych głupich obostrzeń i środ.... - Odparła elfka i nagle urwała. Jej oczy rozszerzyły się i utkwiły spojrzenie w prawym policzku Farewella. Poczym skierowało wzrok na ziemie, objęła się lewym ramieniem i odrzekła niepewnie. - Przepraszam Far... Ja nie chciałam...
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Farewella zaskoczył nagły pokaz magii kogoś, kto wydawał się być nią całkowicie znużony. Tak właściwie to Keigo mógłby być ostatnim elfem, który miałby właśnie w tym momencie skupić się na inkantacji jakiegoś skomplikowanego zaklęcia, by tylko oczarować publiczkę. Ale przecież on właśnie z tego powodu rzucał zaklęcia! Iluzja jest najlepszym, najłatwiejszym narzędziem do tymczasowego manipulowania wyobrażoną, nierzeczywistą materią. Wszak iluzja nic nie waży, toteż wysiłek jest proporcjonalnie lżejszy. Kolorowe, magiczne kule rozstrzeliły się wokół czarującego, zgarniając uwagę tych, którzy mogliby zostać oczarowani kunsztem magicznym. A takich osób było zaskakująco dużo. Farewell znał budulec zaklęcia, jednak ucieszył go fakt, że szkielet został przebudowany, by sekwencja została zakończona wielkimi, barwnymi eksplozjami. Urzekło to adepta na tyle, by pokiwać z aprobatą głową, jednak jego spokojna natura wyzuta była z chęci zaklaskania, czy ukazania jakichkolwiek większych emocji. Każdy znał go pod tym względem i zdołał się przyzwyczaić, a nawet uznać potaknięcie jako spory przejaw zainteresowania.
- Nic się przecież nie stało, za co mnie przepraszasz?
Farewell był zaskoczony reakcją przyjaciółki. Wszak była to tylko blizna, a ona zareagowała, jakby ten stracił własne dziecko, czy coś równie poważnego.
A może to zimna natura kalkulującego wszystko elfa, do której ten tak przywykł, zakrzywiła mu postrzeganą rzeczywistość?
- Ależ to malutka blizna, niektórzy rodzą się ze znacznie gorszymi. Byłem wtedy jeszcze niecierpliwym, młodym adeptem, podobnie jak mój brat obecnie. Nic dziwnego, że wybrałem arkana magii ognia, dążyłem do uzyskania i kontrolowania mocy, a ogień wydawał mi się najlepszą tego definicją. No, często praktykowałem bez kontroli profesorów, a przy tej dziedzinie było to dość surowo karane. Moją karę wymierzyłem sobie ja sam, ale nie uważam to za większy problem, naprawdę. Przywykłem już dawno, a niedługo wyćwiczę jakiś czar iluzji, który przykryje mi tę bliznę.
Odetchnął. Nie lubił prowadzić długich monologów.
- Ale nie mówmy o tym! Mieliśmy się zabawić, a póki co jesteśmy smutni jak przed egzaminami z historii magii. Chodźcie celebrować dzisiejszy dzień!
Komentarz Farewalla uspokoił Kirę. Dziewczyna podniosła głowę i niepewnie się uśmiechnęła. Gołym okiem było widać, że elfka bardziej przejęła się skutkami wypadku niż sama jego ofiara. Zimna natura srebrnego elfa dała osobie znać. Wszak dla iluzjonisty była to tylko mała blizna, którą da się zamaskować prostym zaklęciem. Pamiątka, która miała zawsze przypominać, że magia to nie zabawka. Tymczasem Keigo rozczochrał swoją fryzurę i udawanym zakłopotaniem przyjął owację tłumu. Po występie Asano atmosfera na placu zmieniła się diametralnie. Rozmowy na temat egzaminów ucichły prawie całkowicie zastąpiły je snucie planów na dzisiejszą noc.
- Fell nie poznaje Cię! Nie nawdychałeś się czegoś przypadkiem na wydziale alchemii?! - Odparł z uśmiechem Keigo i ruszył w stronę głównej bramy, a w ślad zanim ruszyli przyjaciele. Idąc kontynuował rozmowę. - Poważnie rozważ to całe maskowanie. Słyszałem, że dziewczyny lubią takie rzeczy. - Urwał by pomachać dwóm studentkom hydromacji, te roześmiały się perliście i entuzjastycznie mu odmachały. - I oczywiście popracuj nad historią. Dobrze to ubarwisz, a będziesz miał każdą. Gdybyś tylko nie był takim molem książkowym...
- Jak być miał choć trochę powagi, to może byś miał jakąś dziewczynę! - Zripostowała Kira. - Nie jesteśmy jakimiś barbarzyńskimi orkami by się bliznami zachwycać. Może chciałbyś jeszcze zaciągnąć za włosy jakąś do jaskini!
- To by zdecydowanie ułatwiło sprawę. Z kobietami nigdy nic nie wiadomo! - Odparł Asano, a Benihime spiorunowała go wzrokiem.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Keigo, gdyby moim priorytetem była płeć przeciwna...
Nie dokończył. Nie musiał. Doskonale wiedział że nauka, kształcenie siebie, by wyrosnąć na godnego reprezentanta swojej rodziny, była najistotniejszą sprawą. Po co miał uganiać się za dziewczynami, skoro i tak mariaż zapewnią mu rodzice, wybierając jakąś godziwą kandydatkę z inszego, wysoko postawionego rodu? Takie zabiegi jak eksponowanie siebie były dla adepta zwykłym marnotrawieniem czasu. Zresztą blizna, pff. Jak można być dumnym z nabytej blizny? To tak, jakby chełpić się przed znajomymi, że straciło się palec przy pracach ciesielskich. Totalny idiotyzm.
- Nie szukam przelotnych romansów. A nawet jakbym szukał tej "jedynej", to nie chciałbym jej znaleźć. Słowo rodziny jest w tej kwestii najważniejsze, zapomnieliście? Nie chodzi o swoje własne zachcianki, a raczej o możliwość kultywowania tradycji rodu, wzmacniania go więzami krwi. Zwykła, przyziemna miłostka jest po prostu głupstwem nad głupstwa.
Poniosło go. Miał się rozluźnić, zabawić, a znowu zaczął do wszystkiego podchodzić tak, jak zwykł robić. Stanowczo i racjonalnie. Ach, tylko współczuć jego przyjaciołom. Jak oni z nim wytrzymują?
- Mieliśmy rozmawiać o czymś zgoła innym! Znowu schodzimy na nieprzyjemne tematy, zamiast podyskutować o czymś przyjemnym, nie wiem...
Długo szukał odpowiedniego tematu, ale w końcu odpuścił. W jego głowie wciąż szalała nauka.
- Mieliśmy iść do tego "Pióra". Chodźmy, atmosfera naszego instytutu nie pozwala mi się rozluźnić.
Komentarz Farewalla wywołał długi atak śmiechu u Keiga, ale również u Kiry, z tymże natychmiast został zagłuszony jej ręką w ciche parsknięcie. Cóż z pośród trójki przyjaciół to właśnie Keigo był najbardziej liberalny. Fakt, że wywodził się z rodziny bogatego kupca, który z miłości popełnił wielki mezalians żeniąc się ze służką, tylko utwierdzał przekonaniu. A nie tylko pod tym względem rodzina Asano wybijała się z pośród skostniałego i konserwatywnego społeczeństwa srebrnych elfów. Jak na elfie standardy Keigo wywodził się wielodzietnej familii, był najmłodszym z czterech braci. Co do Kiry to była jedynaczką i miała podobne poglądy co Farewall w tej sprawie, jednak nigdy jakoś szczególnie nie wypowiadała się na ten temat.
- Nie przestajesz mnie zadziwiać Fell. - Odparł Keigo z uśmiechem. - Chcesz się zabawić, a jesteś poważny jak śmierć. Trochę dystansu! Nikt z nas nie mówił poważnie! - Na potwierdzenie jego słów Kira mrugnęła i uśmiechnęła się do Farewalla. - Tradycja, tradycją, ale mój ojciec powiedział mi kiedyś, że jeśli nie przeżyje prawdziwej miłości wiele w życiu stracę. A tak na marginesie widzieliście wskaźniki demograficzne. Nasza rasa praktycznie się nie rozwija. Ludzi w porównaniu z nami jest z dziesięć razy więcej!
- Nie możesz od tak porównać danych różnych ras. Jaki to ma sens? Ludzie wszak żyją dziesięć razy krócej. - Z kwitowała Kira. - Każde z nas ma więcej lat niż nestor z ich rasy.
W tak zwanym między czasie trójka elfów opuściła już terytorium uniwersytetu i ruszyła główną drogą w kierunku centrum miasta.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Farewell przyjął krytykę jego osoby z malowniczym, wręcz niepasującym mu uśmiechem na twarzy. Uwielbiał, nawet z premedytacją, rozpościerać wokół siebie przesadną aurę powielającą jego jakże skostniały charakter.
- Dopóki będziemy przebywać na terenie uniwersytetu, duch tego miejsca nie przestanie mnie nawiedzać - odparł spokojnie, wciąż trzymając usta wykrzywione w półksiężyc. - A co do ludzi... No cóż. Karaluchy tez się szybko rozmnażają, nieprawdaż?
Zaśmiał się sucho, a na pewno nie perliście. Standardowo, głośno wypuszczając powietrze z nosa w regularnych odstępstwach czasu. Nie lubił śmiać się z rozdziawioną gębą, pokazując cały garnitur zębów. Nie, żeby nie miał się czym chwalić, bo zęby miał białe jak śnieg Wysp Pierwszych Łowców. Po prostu uważał to za prostackie. Jak tysiąc innych rzeczy, przypominając o tym całemu światu dzień w dzień.
- Hah! - Keigo parsknął. - Czy na uczelni czy w domu ty zawsze zachowujesz się podobnie! Wybrany z emocji jak jakiś golem. Pewnie nawet w "Piórze" wiele się nie zmienisz. Co do karaluchów ich plaga może wygonić z domu.
- Nie przesadzasz? - Wtrąciła Kira. - Ludzie nie stanowią dla nas elfów żadnej konkurencji. Ich kultura jest taka zacofana. Wydaję się wręcz, że nie dawno przestali być barbarzyńcami. Wszak co chwila słyszy się o bezsensownych walkach w Imprerium, które nie tak dawno zyskało ten status. Nie tak dawno było jeno małym królestwem. Ludzkie państwo podbiło ogromny obszar, a jego rdzeni mieszkańcy niechętnie patrzą na nowych władców. Koszty utrzymania supremacji są ogromne. Moim zdaniem Imperium nie długo zachwieje się w posadach. Kolos na glinianych nogach.
- A ty chyba ich niedoceniasz? - Odparł poważnie Kira. - Imperium trwa w najlepsze, mimo tego co mówią sceptycy. W krótkim czasie wchłonęło wiele ziem docierając aż pod granice naszych lasów. Są przy tym tolerancyjni i otwarci na nowe idee. Nieludzie mogą żyć w pokoju dopóki przestrzegają prawa, nazywają to chyba pax humana. Nie zapominaj, że to właśnie ludzie ze wszystkich nieelfich ras mają największy talent magiczny.
I tak czas mijał przyjaciołą na rozmowie. Nim się zorientowali zeszli z głównej drogi i ruszyli w kierunku dzielnicy imigrantów. Wśród srebrnych elfów zawód karczmarza nie cieszył się wielką estymą. Jednak ktoś musiał się tym zajmować. Jak się okazało zaskakująco wielu ludzi była gotowa zawitać do lasów w poszukiwaniu lepszego jutra. Jak już spomniano "Pióro Feniksa" było właśnie takim przypadkiem.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Wypraszam sobie bardzo - odpowiedział na zarzut przyjaciela. - Wyprany z emocji jak golem to wyjątkowo nietrafne porównanie, wszak golemy, jak każdy wie, odczuwają emocje. Nie licząc tych, które do końca są pod magiczną manipulacją, naturalnie. Przecież sam wielki uczony, Daminicus, jak dobrze pamiętam to ludzkie imię, jako pierwszy położył kres wszelakim domysłom, jakoby golem...
Zamilkł. Znowu, cholera, znowu daje się ponosić swojemu... naukowemu temperamentowi? Czy jest to dobre określenie na stan, w którym aktualnie przebywał?
- Ludzie mogą być z czasem niebezpieczni. Jeśli dalej będą się tak rozrastać, to za sto, dwieście lat to my będziemy mniejszością Księżycowych Lasów i to my będziemy żyć w elfich gettach, pod imperialną władzą. Niemniej póki co nie możemy negować siły ludzi, a raczej powinniśmy wyciskać ile się da ze współpracy z nimi. Zarówno poprzez handel, jak i usługi.
Jego wzrok padł przed siebie, lustrując dzielnicę mieszkających obok. Wielu, naprawdę wielu wprost brzydziłoby się postawić nogę na przejęte przez Soryjczyków tereny. jednak on, Farewell Eärfalas, miał za chwilę zagłębić się w ludzkich czeluściach, a co więcej - zawitać w jednej z karczm ulokowanej wewnątrz nich.
- Daminicus ten spaślak... - Odrzekł Keigo ironicznie, a Kira skrzywiła się . Wszak Daminicius znany był jako jeden z największych myślicieli Sorii. Choć złośliwcy mówią, że przydomek "wielki" nie tylko tyczył się zalet umysłu. - Wszak jego teorie obalił sam Pythonius ojciec współczesnej filozofii podczas Wielkiej Dysputy. Nie sądziłem Fell, że popierasz ten jakże wątpliwy dogmat? Większość myślicieli odrzuciła na zawsze koncepcję, że golem posiada jakąkolwiek formę emocji.
- Darius z Naviculum zmodyfikował teorię Daminicusa, która uznawała, że każda istota posiada emocję. - Wtrąciła Kira. - Darius postulował, że istotą można nazwać tylko i wyłącznie twory posiadające dusze. W ten sposób golem nie istotą i nie posiada emocjii. Rozumowanie to mogło pogodzić oba nurty filozoficznie, jednak nie spodkała się z abrobatą, a wręcz ze sporą krytyką. Ale to i tak nic w porównaqniu z tym co spodkało Indryniusa po wygłoszeniu jego teorii o podziale czasu
- Zaraz czy to nie ten co rzekł " Idę tworzyć własną filozofię!".
- Dokładnie ten! Niewiedziałam Keigo, że interesujesz się filozofią. A niech to mieliśmy zapomnieć o nauce, a robimy coś zupełnie odwrotnego!
Potych słowach Kira roześmiała się. Srebrny elf zawsze pozostanie sobą, głód wiedzy tkwił nim głęboko, a do tego ciagle był podsycany przez władze uniwersytetu. Natury nie da się oszukać, nawet Keigo tego nie potrafił. Uliczny krajobraz zmienił się drastycznie. Typowa srebno elficka zabudowa ustąpiła konstrukcją: z drewna i kamienia wprost z Imperiumm, niskim potęrznym kamienym budynką krasnoludzkiego pochodzenia czy też wyśpiewanych drzewnych konstrukcji elfów zielonych. Lar’dudanwall miało bowiem największe getto cudzoziemców w całych srebrnych lasach. Powszechnie wiadomo, że księżycowe elfy mają niechęć do prac nie "artystycznych", a imigracji z chęcią je wykonają. Gdzie jest praca tam znajdą się kołacze.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Niektórzy zaś twierdzą, że tylko istoty rozumne, to jest humanoidy i goblinoidy posiadają duszę. To jest temat rzeka, którego jakoś nie mam siły znowu przerabiać. Kiedyś mogłem i kilka godzin debatować nad iście prozaiczne tematy, czy właśnie golem jest, a jeśli, to w jaki sposób, odpowiedzią na wszystkie tezy filozofów.
Na wzmiankę o ostatnim z myślicieli Farewell, podobnie jak Kira, zareagował śmiechem. Tym zwykłym, bez rozwierania ust i łapania much, a z charakterystycznym śmianiem się przez nos i wykrzywionymi w uśmiechu ustami.
- To już definitywnie nie jest wzór do naśladowania. Jego tezy są łatwe do podważenia...
A w tak zwanym międzyczasie wkroczyli już całkowicie do dzielnicy, gdzie można się było spodziewać, że dominować będą rasy wszystkie, tylko nie srebrne. Ludzie sprzątający chodniki, nieliczne krasnoludy prowadzące kramiki... Dobrze, że tereny zamieszkiwały też zielone elfy, które podtrzymywały elfi kunszt budowli, nie oddając swoich wpływów trywialnym w tworzeniu struktur ludziom czy krasnoludom, którzy robią wprawdzie bardzo solidne i praktyczne domy, jednakże były one zazwyczaj na tyle paskudne i surowe, że można się było cieszyć, że tylko nieliczni z mieszkańców Gór Środka Świata wykazali się inicjatywą zasiedlania Księżycowych Lasów.
Cała trójka wybuchła śmiechem, choć nie był on rubaszny i niekontrolowany, to i tak dawał wiele radości. W końcu udało im się trochę zrelaksować. Na ulicy można było dostrzec osobników wielu ras. Krasnoludów i ludzi przenoszących różne towary i zwijających swoje kramy. Grupkę leśnych elfów, która właśnie wróciła z polowania niosących wspólnie trofeum truchło wielkiego śnieżnego wilka. Farewell mógłby przysiąść, że w jednym zaułków przemykał się drow. Wśród srebrnych elfów nigdy nie mówiło się głośno o ich mrocznych kuzynach, jednak o ile zawody fizyczne nie cieszyły się tu dużym szacunkiem za to talent magiczny mógł otworzyć drogę do wszystkich drzwi bez względu na rasę. Prawda jest taka, że w tym społeczeństwie magia była wszystkim. Wśród przechodniów dało się również dostrzec rdzennych mieszkańców Srebrnych Lasów. Większości byli to studenci, jedyne co ich odróżniało to ich beztroska na twarzy i togi. Starsi przedstawiciele srebrnych elfów zdawali się mieć grobowe miny wyrażające pogardę dla tego miejsca, choć w ich oczach czaiła się niepewność, wszak ktoś mógł ich rozpoznać...
- Dotarliśmy.
Odrzekł Keigo zatrzymując się przed dużym budynkiem. Arenda miał solidne murowane fundamenty, kryjące zapewne świetnie zaopatrzoną piwnicę, z której wyrastała konstrukcja z drewna dębowego. Całość zwieńczał trójkątny dach pokryty ceglastą dachówką. Jednak to co przyciągało uwagę był szyld. Wykonany z grubej tafli szkła skrywającej... najniezwyklejsze pióro jakie kiedykolwiek widział Farewell. Pióro zdawało się być utkane z ognia. Rdzeń stanowił długi jasno biały płomień od którego odchodziły mniejsze czerwone płomyki tworzące chorągiewkę.
[...] Farewell test wiedza magia: k(20)19+24=43 / ST=39 sukces
Młody elf rozpoznał bez trudu magię iluzji. Zaklęcie zostało zamknięte specjalnie spreparowanym szkle. Dodatkowe komponenty sprawiały, że czar ciągle trwał, zaś warstwa szkła izolowała go od naturalnego magicznego tła. Farewell pamiętał nawet jakich ingrediencji użyć i jak je wykorzystać, by uzyskać podobny efekt. Nie to było jednak teraz ważne. Iluzjonista rozpoznał w tym dzieło przyjaciela. Trudno wyrazić to słowami, ale potrafił rozpoznać wzorzec jakim posługiwał się Keigo przy tkaniu zaklęć. To coś charakterystycznego dla każdego maga niczym odcisk palca. Owa subtelność jest jednak trudna do wyłapania, rozpoznanie jest możliwe tylko w tedy, gdy zna się doskonale twórcę zaklęcia. Obaj adepci spędzili mnóstwo czasu ćwicząc ze sobą o żadnej pomyłce nie może być mowy. Magia w praktyce...
- Cudowne. - Wszeptała Kira jakby bojąc się, że głośniejszy dźwięk rozwieje czar.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Farewell uśmiechnął się do siebie. Wiedza teoretyczna prędzej czy później zaczynała przynosić swoje owoce. A owocem tym było zidentyfikowanie pióra jako tworu samego Keigo. Robiło wrażenie.
- Bardzo interesujący twór! Jego autor wykonał kawał dobrej roboty - stwierdził po chwili, póki co nie ujawniając wyczytanej z zaklęcia wiedzy. A niech czerpie sobie satysfakcję ze sprytnej iluzji, a co!
Taki trik mógł jednak okazać się, przynajmniej na dłuższą metę, zabójczy. Jeśli cała nazwa szynku opierała się tylko na iluzorycznym szyldzie, a wewnątrz nie znajdzie się już "namacalnego" pióra, całkowicie materialnego, to rozczarowani odwiedzający mogliby już nigdy więcej nie powrócić. A że przybytków dla strudzonych studentów było aż nadto, to naprawdę żadnej różnicy by im to nie zrobiło, do którego pójdą danego wieczora.
Nie pozostało nic innego, jak przekonanie się na własne oczy. Szkoda czasu na mgliste teorie, kiedy odpowiedź znajdowała się tuż za drzwiami.
Keigo powiódł wzrokiem po twarzach przyjaciół, chłonąc każdą ich reakcję. Kira nie zdawała sobie sprawy z gry jaką toczą między sobą przyjaciele. Farewell nie dał po sobie nic poznać, że wie iż twórca zaklęcie stoi tuż przed nim. Spokojny i opanowany jak zawsze. Za to twarz przyjaciela przybrała minę pośrednią między rozbawieniem z całej sytuacji, a małym rozczarowaniem, że jeszcze nie został rozpoznany.
- Ten iluzjonista musiał mieć nie mały talent. - Odrzekł nie skromnie Keigo. - To jak wchodzimy czy dalej będzie podziwiać dzieło sztuki?
Nie czekając na odpowiedź elf ruszył do drzwi. Po chwili pozostała dwójka ruszyła za nim, choć dziewczyna chwilę się ociągała ciągle przyglądając się szyldowi. Z chwilą otwarcia drzwi do uszu Farewella dotarła niesamowita mieszanka dwóch dźwięków. Pierwszy rozpoznał niemal od razu, cudowne brzmienie z skrzypiec. Drugi nastręczał więcej problemów. Delikatny niski dźwięk, którego młody elf nigdy nie słyszał, pozostawał zagadką. Wnętrze arendy oświetlało migotliwe hipnotyczne światło pochodzące z kryształowych kul podwieszonych do sufitu, w których wirowały jaskrawe płomienie. Kolejna iluzja jednak już nie tak imponująca jak sam szyld. Na przeciw drzwi przy ścianie znajdowały się małe przedziały utworzone z nie wielkich ścianek pomiędzy którymi znajdowały się czarne skórzane fotele i stoły. Miejsca w owych przedziałach spokojnie wystarczyło dla szóstki elfów. Na lewo znajdowało się niewielka scena na której grali artyści. Wysoka elfka odziana w srebrną długą do kostek suknie grała na skrzypcach, zaś przysadzisty rudy krasnolud z fryzurą imitującą koguci grzebień grał na złotym instrumencie przypominającym odwróconą literę S. Farewell nie widział jeszcze nigdy takiego instrumentu, ale to właśnie on był źródłem tego niezwykłego dźwięku. Para muzyków nie pozostawała jednak w bezruchu. Grając poruszali się półkolami wokół siebie w niczym w tańcu. Pod sceną utworzono trochę pustej przestrzeni, na wypadek gdyby ktoś zechciał zatańczyć. Choć jak na razie nikt się na to nie skusił. Zaś na przeciwko sceny po drugiej stronie budynku ulokowana była lada za którą umieszczony pokaźny barek pełen butelek w przeróżnych barwach i kształtach. Po środku jak to w karczmarkach bywa znajdowały się stoły. Arenda nie była przepełniona tłumem, jednak i tak sporo osób zdecydowało spędzić w niej wieczór, głównie elfy choć dało się dostrzec paru ludzi i krasnoludów. Między stolikami krążyły ubrane w czarne zwiewne sukienki kelnerki, a symbolem ich była złota spinka w kształcie pióra zawieszona na piersi. Nim przyjaciele zdążyli się obejrzeć jedna z nich do nich podeszła. Farewell dostrzegł, że końcówki jej uszu nie były idealnie spiczaste, a w połączeniu z rudawym kolorem włosów i masą piegów na twarzy nieomylnie wskazywały na półelfkę.
- Dobry wieczór państwu w czym mogę służyć?
Nim jednak ktoś z trójki przyjaciół zdołał coś odrzec zjawił się niski łysawy grubawy człowiek z marnym wąsikiem pod nosem i gestem odesłał kelnerkę. A następnie ku zaskoczeniu pozostałej dwójki skłonił się w pas Keigowi.
- Mistrz wybaczy jest jeszcze nowa. Pański stolik jest gotowy tak jak mistrz prosił.
Na twarzy Keiga odmalowało się subtelne uczucie zakłopotania, widać jeszcze nie przywykł do swojego nowego tytułu. Zdumiona Kira uniosła jedną brew i pytająco rzekła:
- Mistrz?!
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Keigo uwielbiał się przechwalać i Farewell nie miał mu tego za złe. Nawet cieszyło go to w drobnym stopniu. Musiał być wielce dumny z tego, że nawet sam znawca iluzji nie potrafił rozpracować tego zaklęcia, ani kto stał za jego stworzeniem. Ale adept wiedział doskonale, że spontaniczne akcje nigdy nie były dobrym rozwiązaniem. Ani jego specjalnością.
Wkroczyli do środka. Pierwsze, co uderzyło elfa, to muzyka. Delikatna, smyczkowa nuta mieszała się z czymś, czego nie potrafił zidentyfikować. Jakiś orientalny, krasnoludzki instrument przykuł uwagę Farewella. Zaskakujące było to, jak bardzo... tolerancyjny? Był właściciel przybytku, że pozwalał na równoczesną grę elfki z, właśnie, krasnoludem. Cóż, urok dzielnicy. Nie przeszkadzało mu to zbytnio. Właściwie to prawie w ogóle, aczkolwiek duet dwóch elfów albo krasnoludów byłby bardziej odpowiedni, aniżeli elf plus krępy, rudy krasnolud. A gdy pojawiła się jeszcze półelfka pytająca o zamówienia oraz człowiek, to mieszanka ras była już kompletna.
Ale to nie ludzie, elfy, półelfy i krasnoludy zwróciły uwagę adepta. Nie była to muzyka, nie był to wystrój. A słowa. Słowa właściciela austerii.
- Czyżbyś, Keigo, zapomniał nam czegoś powiedzieć? - spytał, unosząc jedną brew.
- A, tak dziękuję! - Odparł człowiekowi Keigo, a następnie drapiąc się w tył głowy zwrócił się do pozostałych. - Chyba jestem winny jedno czy dwa wyjaśnienia, ale może najpierw usiądźmy!
Po tych słowach ruszył lawirując między stolikami do jednego z przedziałów pod ścianą, a przyjaciele ruszyli za nim. Skórzane fotele tworzyły wokół stołu literę U. Kira usiadła po środku zaś dwójka elfów po jej bokach. Choć zwykle pewny siebie Keigo teraz wyglądał na strasznie zakłopotanego, nawet lekko się czerwienił. Farewell nie widział jeszcze przyjaciela w takim stanie. Co prawda przywykł on do częstych przechwałek jednak zwykle dotyczyły one szczeniackich wybryków, a nie poważnych spraw.
- A więc słuchamy się mistrzu? - Odparła z rozbawieniem Kira przełamując ciszę i sprawiając, że Keigo jeszcze bardziej spąsowiał.
- Ym... - Zaczął nie pewnie chłopak. - Jak pewnie wiecie nieelfy mają bardzo ograniczone prawa. Nie mogą posiadać ziemi, co najwyżej ją dzierżawić. Ba nawet w sądzie nie mogą występować we własnym imieniu. Dlatego parę miesięcy temu w domu mojego ojca zjawił się człowiek Gaius Laris, którego poznaliście przed chwilą. Zaproponował on mojemu ojcu interes, kupno i wydzierżawienie ziemi pod budowę karczmy. Dokładna treść umowy de fakto nie jest mi znana. Jednak można śmiało powiedzieć, że "Pióro feniksa" jest własnością mojej rodziny. - Keigo rozłożył ramiona w szerokim geście, wydawał się dość skrępowany przechwałką na temat własnej rodziny, zwłaszcza, że pozostała dwójka była znacznie mniej majętna. Nigdy nie lubił przechwalać się majątkiem, co innego talentem. - Ojciec a kto ojciec, elf nie zwykle praktyczny nakazał mi doglądać interesu. - Zniżył głos przedrzeźniając swojego ojca. - "Nadeszła synu pora byś przestał być lekkoduchem i wziął się za sprawy poważne." - Roześmiał się, a Kira lekko się uśmiechnęła. - Tak więc podczas rozmowy z Larisem zasugerowałem mu, że z karczmy można zrobić atrakcję dla studentów i opowiedziałem legendę o piórze feniksa. Jak widać pomysł chwycił. Widzie te kulę pod sufitem. - Gestem głowy wskazał święcący obiekt. - Są mojego projektu, oczywiście bez licencji nie mogłem ich produkować na własną rękę. Zajęła się tym jedna z miejskich manufaktur. - Elf westchnął przeciągle jakby całe zdarzenie było ujmą na jego honorze. - Ale za to szyld był w całości moim dziełem. Kto jak to, ale ty Fell powinieneś rozpoznać je bez trudu?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- W takim razie gratuluję pomysłu - odparł po chwili. - I, jak tuszę, interes dobrze się kręci. Tylko dlaczego dopiero teraz nam o tym mówisz?
Rozsiadł się wygodnie w skórzanym fotelu. Tak, było to bardzo przyjemne w porównaniu do twardego drewna uczelnianych ław. Rozejrzał się raz i drugi, spojrzał na grający duet, na krasnoluda i na elfkę.
- Szyld naprawdę ci się udał. Nie chciałem ci od razu mówić, że wyczytałem z niego, że faktycznie, autorem tego zaklęcia jesteś ty. Ja już dobrze znam twoje techniki inkantacji... Ale jakoś nie chciałem tego ujawniać. Wolałem poczekać, aż sam to powiesz.
Zaskoczyło go to, jak rezolutny Keigo potrafił przedsięwziąć naprawdę poważny projekt. Nigdy nie ciągnęło go do ciężkiej pracy, a raczej bawił się wiedzą. Może i w tym przypadku tak jest, wszak budynek nie należy bezpośrednio do niego, tylko do jego rodziny, przez co omija go cały nawał papierkowej roboty i zostaje ta bardziej przyjemna część.
- Ja osobiście zgłodniałem - zmienił temat, rozglądając się za wyproszoną półelfką. - Mam nadzieję, że jadło macie równie okazałe, co samą arendę!
Krasnolud i elfka wydawali się całkowicie pochłonięci nad tym co robią. Zdawało się, że świat zewnętrzny przestał dla nich istnieć. Liczyła się tylko gra. Farewell dawno nie widział tyle pasji odmalowanych na twarzach. Tymczasem Keigo uśmiechnął się triumfalnie i rzekł:
- Ach wiedziałem, że się do myślisz. Nawet Ci powieka nie drgnęła!
- Eh.. - Westchnęła głośno Kira i pokręciła przecząco głową. - Wy i te wasze gierki! Dlaczego zawsze musicie mnie zaskakiwać? W każdym razie gratulację Keigo. Twoje dzieło jest wielce inspirujące. Chciałabym zobaczyć prawdziwego Feniksa.
- Wybaczcie, że ukrywałem to przed wami, ale cała sprawa ma jeszcze drugie dno. - Keigo poprawił włosy za szpiczastym uchem i wyszczerzył się radośnie. - Jako adept magii bez licencji nie mogę wykorzystywać mocy w miejscach publicznych. Jedynym sposobem zatwierdzenia szyldu było zrobienie go przedmiotem egzaminu praktycznego.
- Nie mów... - Wypowiedziała entuzjastycznie Kira, a jej oczy rozszerzyły się z radości, ale nie dane jej było skończyć ponieważ przerwał jej przyjaciel.
- Tak, dziekan wydał dzisiaj ostateczną decyzję. Trochę to jednak trwało, wiecie cała ta biurokracja. Nawiasem mówiąc otrzymałem wybitny. Hehe niezła historia! Chciałem to z wami uczcić jak już wszystko będzie wiadome, a po egzaminach jakoś nie było okazji by wam powiedzieć. O jadło i napitki się nie martwcie dzisiaj ja stawiam!
Jak na zawołanie zjawiła się kelnerka, która skłoniła się głęboko w stronę Keiga oraz podała wszystkim karty dań. Karta jak się okazało wycięta została w kształt płomienia, a test w niej napisano węglem. Ku zaskoczeniu Farewella, karta została podzielona na cztery sekcję obejmujące zarówno jadło i napitki tradycyjne dla regionów: Imperium, Źródeł Natury, Gór Środka Świata i oczywiście Srebrnych Lasów.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- W takim razie należą ci się sowite gratulacje! - Farewell uśmiechnął się, kiwając z szacunkiem w stronę Keiga. Jakich komponentów użyłeś, by nadać iluzji skomplikowany, płomienny ruch i wydłużyć czas trwania? Wątpię, byś zdecydował się na regularne podtrzymywanie czaru.
Kreatywność przyjaciela była ponadprzeciętna. Miało to swoje plusy i minusy, te drugie głównie podczas zajęć na uniwersytecie magicznym. Każdy wiedział, że mało który profesor lubił, gdy ktoś wychodził poza sztampowe schematy. Nawet, jeśli tok jego postępowania był dobry, a nawet i lepszy.
A karta dań prezentowała się znakomicie. Farewell nawet nie musiał sprawdzać, by wiedzieć, że odszuka swoją ulubioną potrawę. No, może jedną z ulubionych. Dla niego wybór był prosty. Złożył płomienne menu i odłożył na stolik.
- Pieczoną kaczkę z jabłkami. I sok pomarańczowy do tego.
- Opracowałem mieszankę czerwonego i białego fosforu w stosunku dwa do jednego. Trochę mi zeszło zanim odkryłem właściwe proporcję. Większość mieszanek było dość niestabilnych, gdyby nie rady Kiry nigdy by mi się nie udało!
- Dlatego mnie ciągle wypytywałeś, a ja sądziłam, że szykujesz wybuchowego figla!
- Na to nie wpadłem! - Zripostował Keigo i uśmiechnął się szelmowsko. - Cała reszta składników była sztampowa do bólu, nie będę was tym zanudzać. Co do podtrzymywania zaklęcia zdecydowałem się na rosę księżycową. Dosyć drogie rozwiązania acz niezwykle skuteczne.
Kelnera czekała spokojnie aż każdy poda swoje zamówienie. Pierwszy był Farewell, który zdecydował się na swoje ulubione danie. Następna była Kira, która wybrała zapiekany camembert z surówką warzywną i sok z malin. W końcu przyszła kolej Keiga i oczywiście nie obyło się bez komentarza.
- Ależ wy jesteście nudni tyle możliwości, a wy decydujecie się na coś tak klasycznego. - Keigo skrzywił się i dokładnie przestudiował kartę. -Hm... Poproszę baraninę na ostro w sosie Gunle...
- Gunre - Poprawiła elfa uprzejmie kelnerka, a Farewell znalazł danie przyjaciela w karcie, znajdowało się wśród potraw krasnoludzkich.
- Szklankę wody z górskich lodowców. I jakiś alkohol, przecież musimy to jakoś oblać. - Zastanawiał się przez chwilę. - Lampkę winna z Civitas. - Kelnerka spisała zamówienia, skłoniła się i odeszła w kierunku lady. - To może być ostatnia szansa by go spróbować...
- Masz na myśli ten zamach na komendanta Mejera. - Wtrąciła Kira.
- Tak, podobno leś.... - Urwał nagle w połowie zdania, a oczy rozszerzyły mu się ze zdumienia. - Zaraz skąd wiesz? Posłaniec z Imperium przybył dopiero wczoraj na razie wiedzieć powinny o tym tylko największe gildie i władze. Podsłuchałem rozmowę ojca.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum