Nie raz gubiłem się, szukając imienia różnych postaci, które pojawiły się w moich sesjach, dlatego postanowiłem sporządzić spis, który ułatwi mi odpisywanie.
Postaci :
Merrik - ojciec Nathiana. Mimo wieku cieszący się dobrą kondycją fizyczną. Ciągle zrzędliwy, zamknięty w sobie. Uważał, że wysoko można dojść jedynie ciężką, fizyczną pracą. Przez lata pracował na majątek, dzięki któremu jego jedyny syn mógł pławić się w luksusach.Przypuszczalnie zginął podczas najazdu nieznanych sprawców na jego dobytek.
Ralf - prosty chłop ze wsi, który pracował na farmie ojca jako stajenny. sękaty i wyjątkowo toporny w swej budowie miał jeszcze jedną, trudną przypadłość - był chorobliwie nieśmiały i miał tendencję do jąkania się. Miejsce na gospodarstwie gwarantowało mu jedno: posiadał niesamowity talent do postępowania ze zwierzętami, a zwłaszcza końmi. Te rozumiały go właściwie bez słów i dosłownie piękniały z dnia na dzień pod jego opieką.
Zginął na pewno podczas najazdu bandytów na farmę.
Zarr - ex magik, poszukiwany listem gończym w wielu miastach za napaści, kradzieże i liczne zabójstwa.
Opierał się na kiju, zaś spod kaptura obszernego, choć już wysłużonego płaszcza podróżnego wystawała długa, brudno szara i pełna kłaków (zapewne niegdyś srebrno siwa) broda. Twarzy i oczu Nathian - mimo wysiłków - dojrzeć nie zdołał. Osobnik ów ponad wszelką wątpliwość był człowiekiem, lat sześćdziesięciu, lub może nawet więcej. Zgrabiona i słabowita postura nie budziła uczucia zagrożenia, więc nie było potrzeby pilnowania broni. Jedynym zagrożeniem, jakie starzec mógł stawić, to straszliwy atak kosturem, którym się podpierał...
Zginął podczas potyczki z Nathianem w jaskini zombie.
Strażnik - gwardzista, którego Nathian spotkał na szlaku prowadzącym do Dorienburga. Pomógł mu w rozwikłaniu sprawy starucha Zarra i wyleczył jego rany. Pojawił się ponownie, kiedy to Nathian wracając ze zniszczonej farmy z powrotem do miasta zatrzymał się na przejściu celnym. Po raz kolejny uratował mu skórę przepuszczając do środka za darmo.
Kowal Delvert - kowal Dorienburga prowadzący największą działalność w tym mieście.
Delvert był postawny, szeroki w barach, o bicepsach niczym niejednego udo mężczyzną. Koszula jaką nosił była przepocona i ciasno opinała jego ciało, co - w połączeniu z groźnie wyglądającą łysą głową - dawało dość wyraźnie wrażenie "nie zadzieraj ze mną" Ktoś, kto nie znał go na co dzień, zapewne nie chciałby spotkać się z nim sam na sam w jakiejś ciemnej uliczce.
Najważniejsza postać w aktualnej sesji. Jest póki co jedynym oparciem w nowym życiu Nathiana. Pomaga mu, dzięki wielkiej sympatii jaką darzył Merrika. Kuźnia Delverta to jedyne miejsce w całej stolicy gdzie chłopak znajdzie prawdziwe schronienie.
Sir Trevor - Osobnik zakuty w łuskowy pancerz skrzywił się wyraźnie. Był wysoki i dość przystojny, choć mógł być niewiele starszy od Nathiana. Maksymalnie dwadzieścia kilka lat. Typowy mężny rycerz, jak wyjęty z jakiegoś pieprzonego obrazka. Całość psuła tylko szrama po ciosie mieczem lub sztyletem, biegnąca wzdłuż lewego policzka. Nie była głęboka, a nadawała twarzy wojownika poważny i groźny wyraz.
Nathian aktualnie przeszukuje z nim cmentarne krypty, w poszukiwaniach przedmiotu, który wywołał problem zombie w mieście.
Nieznany magik - Był stary. Był stary, chudy, kościsty i lekko zgarbiony. Jego twarz, zmarszczona i skurczona, jak suszona śliwka była odpychająca. Cerę miał niezdrową i suchą, cienką jak pergamin. Ręce zakończone długimi i szponiastymi palcami. Jedno ucho niekształtnie wykrzywione. Mimo to z jego całej mizernej postury biła trudna do wytłumaczenia pewność siebie i... siła. Siła, która niosła ze sobą strach i zagrożenie.
Nauczyciel (wszystko wskazuje na Ydeona) - Widmo było wysokie. Miało może dwa metry wysokości. Zarazem było niezmiernie szczupłe, sprawiając wrażenie, jakby ledwo stało. Choć może to wina materii, jaka je otaczała? Podobnie jak cień, spotkany w krypcie pod Dorienburgiem, widmo nie było do końca materialne. Jego kontury drgały, ruszane niewidzialnymi podmuchami powietrza, a poły czarnej materii pozorującej płaszcz falowały dziwacznie, asymetrycznie. W zasadzie nawet to nie dziwiło.
Miejsca :
Dorienburg - Dorienburg, jako stolica Imperium musiał wyglądać tak, by każdemu zagranicznemu posłowi oko zbielało na sam jego widok. I - na demony i diabły! - tak właśnie było. Mawia się, że Essendia jest najpiękniejsza nocą, gdy wszystkie światła rozpraszają mroki nocy, czyniąc z niej miasto, które nigdy nie śpi. Mawia się, że w Broln klimat nauki, czar magii i powaga majestatycznej Wieży Hathira górującej nad miastem nadaje mu niepowtarzalną atmosferę. Ale, wierzcie mi, lub nie, Dorienburg był większy zarówno od Broln jak i od Essendii, nigdy nie zasypiał a do tego można znaleźć w nim było wszystko.
Szukasz określonego towaru? Pracy? Rozrywki? Sensu życia? Kieruj swe kroki do Dorienburga!
Wysokie na ponad dziesięć metrów, grube na tyle, by mogły na nich mijać się dwa załadowane po brzegi wozy mury okalały zwartym pierścieniem cały majestat metropolii. Baszty rozstawione co pięćdziesiąt metrów wyglądały jak mityczni Strażnicy - golemy zaprogramowane przez potężnych magów do pilnowania im tylko znanej tajemnicy. Z miejsca w którym stał Nathian strażnicy spacerujący za blankami wyglądali jak liliputy. Nad ogromem murów i dachami najwyższych budynków górował Zamek Królewski, położony w centrum miasta. Wewnętrzna forteca w fortecy. Labirynt korytarzy, moloch kolejnych murów, strzelistych wieżyczek, ostro zakończonych łuków okiennic. Flagi z herbem królewskim powiewały wszędzie.
Aktualne miejsce pobytu Nathiana. Stolica Imperium Ludzi.
Kuźnia Delverta - Metaliczne uderzenia młotów słychać było z równie daleka, co widać było dym buchający z komina. Budynek miał szeroką "werandę" do której głównej beli można było przywiązać konia.
Wnętrze kuźni powitało Nathiana znajomym gorącem, zapachem gotującej się stali, potu i stękaniem miechów. Że o dzwonieniu metalu o metal nie wspomnę. Wielki piec, zajmujący centralne miejsce budynku mógłby spokojnie zmieścić w sobie niejeden mały domek biedoty wiejskiej. Delvert niechybnie musiał być dumny z tej kuźni. Niewątpliwie jednej z największych w mieście, jeśli nie w królestwie. A na pewno oferującej największy wybór broni i pancerzy.
Cmentarzysko Miejskie - Cmentarz jak to cmentarz. Nie szokował niczym specjalnym. Może po zmroku wyglądał bardziej klimatycznie i strasznie, lecz obecnie wyglądał jak typowe, zadbane miejsce pochówku zmarłych. Ciepła woń rozkopanej ziemi, oraz zieleni drzew wypełniała nozdrza pospołu z przyjemnym zapachem mchu.
Równe rzędy nagrobków ciągnęły się jak tylko okiem sięgnąć, aż po wysokie mury miasta. Tuż pod murami właśnie Nathian dostrzegł największe grobowce.
Krypta Nekromanty - Oczom Nathiana ukazała się większa od poprzednich sala. Miała ona 17 metrów długości i kształt z grubsza przypominający odwrócony migdał. Po jej obu bokach stały cztery sarkofagi, po dwa na ścianę. Było tu dość jasno. Światło gwarantowały zielone świeczniki, stojące na wysokich słupach, dwa tuż przy Nathianie, dwa tuż przy przeciwległej ścianie. Każdy krok wojownika odbijał się zwielokrotnionym echem na kamiennej posadzce.
Nigdziebądź? - Nathian poczuł się, jakby znajdował się we wnętrzu czyjegoś żołądka lub innego organu. Ściany, sufit (znajdujący się dobre cztery metry nad nim) czy podłoga wykonane były z miękkiej, ugniatającej się pod jego ciężarem substancji. Pulsowały lekko czerwonawą poświatą, oraz calutkie pokryte były lepką, śluzowatą mazią, obecnie obficie pokrywającą również ubrania bohatera. Nie śmierdziało. Zapach był raczej neutralny. Mimo to psychologiczne wrażenie bycia upaćkanym w czymś takim niewątpliwie nie należało do przyjemnych.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum