TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2008-06-21, 14:47
Bez skrupułów
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-03-26, 22:48   

Rashka skłonił się głębiej, niż ostatnim razem. Jego kocia twarz nie zdradziła nawet cienia emocji. Nawiasem mówiąc, ciężko było oczekiwać jakichkolwiek emocji po demonie. Nathian nawet żałował, iż jego wiedza na temat demonów była tak niewielka. Prawdę mówiąc, dziwo, jakie własnie oglądał, wydawało mu się bardziej jak wytwór jakiejś chorej fantazji, niż istota żywa.

Tymczasem, kotołak nie dość, że wyglądał imponująco i groźnie, to jeszcze żył, oddychał i gadał. Nad wyraz mądrze i uprzejmie. Nie ulegało jednak wątpliwości, iż w razie potrzeby, przyjazny kot stanie się prawdziwym drapieżnikiem.

- Tak, osoba, z którą zawarłem umowę wykazała się wyjątkową bezczelnością i przyzwała mnie do tej sfery przy pomocy rytuału nekromantycznego, śmiertelniku. Życia, ciała i dusze tych nieszczęśników posłużyły do utworzenia połączenia. Teraz są bezwartościowe. Ich usunięcie z misy czy z pentagramu nic nie da. Zgodziłem się na umowę i dotrzymam jej warunków, choćby za cenę życia. To umowa i jej wypełnienie wiążą mnie w tym planie, nie materialne symbole.

Mówiąc te słowa, nie drgnął nawet o krok. Nie uniósł głosu nawet o pół tonu.

- Nie przepuszczę przez drzwi nikogo bez znaku – zakończył dyskusję w sposób nie znoszący sprzeciwu.

Demon najwyraźniej nie zamierzał w sposób bezpośredni przeszkadzać towarzyszom przynajmniej dopóty, dopóki, nie postanowią siłą przejść przez drzwi. O żadnej pomocy jednak nie było mowy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-03-27, 15:58   

Nathian wysłuchał z uwagą całej wypowiedzi demona. Zaraz zaraz, cienki był z niego detektyw ale jedno mógł wywnioskować.

- Sir Trevorze, potrzebny nam jest znak! Rashka wcale nie jest zadowolony z tego, że został przywołany przez ten nekromancki sposób, jedynie musi wykonywać obowiązek to znaczy, że musimy przynieść znak. To oczywiste! Rozejrzymy się po poprzednim pomieszczeniu! Tam był nekromanta, być może to był ten, który przyzwał Rashkę, albo jego pomocnik! Nie ma chwili do stracenia - powiedział szybko, podniecony swoim odkryciem.

- Zaraz wracam - rzekł do demona i uśmiechnął się do niego szczerze.

Szybko odwrócił się na pięcie i wparował do pokoju, z którego tutaj przyszli. Od razu zaczął poszukiwania, rozejrzał się po całej komnacie, obejrzał wszystkie jego części, ściany i podłogi, ale również niechętnie obejrzał ciało nekromanty, jego ubiór. Z uczuciem mdłości zerknął również na palce, czy nie ma tam jakiegoś sygnetu lub znamienia.
Słowem, przetrząsnął całe pomieszczenie.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-03-28, 19:11   

- Będę czekał, nieznajomy - skłonił się lekko kotołak.

Uprzejmy demon. Do tego kłania się, jak pragnę zdrowia. Najwyraźniej są na świecie cuda i dziwy o jakich...

- Nathian! - szepnął sir Trevor, gdy znaleźli się już w pomieszczeniu ze stołem tortur i ciałem adepta.

Młodzieniec jednak już nie słuchał. Sprawnie i zgodnie ze swym zamiarem, tłumiąc mdłości zabrał się do przeszukiwania szat oraz ciała. Oprócz mikstury leczącej, którą zabrał już wcześniej, nekromanta jednak... nie miał przy sobie niczego. Ani mikstur, ani amuletu, ani pierścienia, sygnetu, paczki chusteczek czy nawet wykałaczki. Całym jego dobytkiem zdawała się być szata i chorobliwa wola, w jaką był wyposażony.

- To adept - mruknął paladyn - on tu tylko sprzątał, pobierał nauki. Do głębszej części krypty pewnie nawet nie miał wstępu - skomentował zimno efekty prac Nathiana.

Czy też może raczej ich brak.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-08, 15:22   

Nathian szczerze się zdziwił brakiem efektów swojej pracy. Był tak podniecony, prawie pewien, że tutaj znajdzie odpowiedź. Zawiódł się wyjątkowo. Słowa paladyna dodatkowo pogrążyły go w goryczy. Poddał się zupełnie.

- Skoro tutaj nic nie znalazłem, nie wiem gdzie dalej szukać. Jedyne co mi przychodzi do głowy to to, że tym znakiem może być pentagram. Taki jak był w komnacie z misą. Nie mogę zebrać myśli. Poza tym przyszedłem tutaj tylko i wyłącznie po łapy. Dlatego zwiedzę pozostałe pomieszczenia. Jeśli tam coś znajdę to przyjdę z powrotem. Jednak teraz nie widzę dalszego sensu żeby tu zostać - był zły na cały ten cmentarz. Mógł wybrać znacznie łatwiejszą pracę. Musiał akurat się godzić na coś takiego. Myślał, że będzie to wyglądało zupełnie inaczej. Denerwowały go zagadki i pytania bez odpowiedzi. Iluzje i nekromanckie ceremonie. Miał tego serdecznie dość. Marzył o ciepłej kąpieli bo nawiasem mówiąc cuchnął niemiłosiernie.

- Nic tu po mnie Sir Trevorze. - powiedział do paladyna - życzę powodzenia.

Skierował się w kierunku drzwi, których przedtem ominął. Miał nadzieję na spotkanie kolejnych zombie. Był gotowy na walkę. Poprawił ekwipunek czując bijące serce. Ostrożnie otworzył drzwi, oświetlając sobie wnętrze kamieniem.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-09, 20:26   

Sir Trevor skrzywił się lekko.

- To takie łatwe, prawda? Poddać się – rzekł – Machnąć na wszystko ręką, powiedzieć, że nic mnie nie obchodzi i odejść w swoją stronę? Myśleć tylko o pieniądzach?

Mówił całkiem spokojnie, ale Nathian czuł skrywany w tej wypowiedzi wyrzut.

- Ja, wyobraź sobie, nie zamierzam stąd wychodzić. Poczekam. Pokręcę się po okolicy. Kto wie, może spotkam kogoś, gdy będzie tu wchodził... kto wie? A ty rób jak chcesz, nie zamierzam cię zatrzymywać.

Wzruszył lekko ramionami.

- Pentagram to tylko znak – rzekł prychając nieco gniewnie – powtarza się w większości rytuałów nekromantycznych. Nie ma większego znaczenia w naszej sprawie, jak sądzę. Demon mówił o czymś innym. Czymś niewielkim, czymś o wielkim znaczeniu dla władcy tej krypty... ale teraz, co za różnica? Gdybyś oszczędził tego tutaj – podbródkiem wskazał martwego adepta – może coś byśmy od niego wyciągnęli...

Kolejny wyrzut. Te padające z ust paladyna bolały szczególnie, wbijając się w dumę i ambicję Nathiana niczym rozpalone pręty.

Młodzieniec jednak ruszył już w stronę drzwi. Uchylił je lekko z bijącym sercem, gotów na najgorsze, lecz jego oczom ukazał się wyjątkowo znajomy widok. Korytarz wyłożony kamieniem, zakończony drzwiami, w połowie swojej długości znikający w odnodze na zachód. Odnodze zdumiewająco przypominającej tą z iluzją i kolcami, jaka Nathian już widział.

Deja vu?
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-10, 16:40   

- Robisz mi wyrzuty jakbym był tutaj z powodu tego zawszonego nekromanty. Nie zamierzam brać udziału w tym przedstawieniu, jakbyś nie zapomniał przyszedłem tutaj po to, aby zarobić. Na co mi chwała tego, który wybawi cmentarz od nieumarłych. Jak dla mnie to jeszcze gorzej, nie będę miał na co polować. Nie widzę sensu, abym miał zostać tutaj z tobą. Nie ma innych pomieszczeń oprócz tego, które jest przede mną. Do tamtego póki co nie wejdziemy. Dlatego na mnie już pora Sir Trevorze. - Nathian nie czuł w sobie złości, ani urazy z powodu skarg paladyna. W jego środku jakby coś przeskoczyło. Skrywana osobowość uwolniła się w tej wypowiedzi. Zimne fakty. - powodzenia paladynie - dodał ponownie.

Obrócił się na pięcie i zniknął w korytarzu prowadzącym ku nieznanemu. Nie wiedział czy postąpił dobrze, z kolejnymi krokami pojawiały się wątpliwości. Paladyn pokrywał w nim swoje nadzieje, a ten się mu tak odpłacił. Utrudnił mu poszukiwania odpowiedzi, zabijając adepta i w dodatku porzucił w najtrudniejszej sytuacji. Nie było mu szkoda tego, że się poddał w tej sprawie bo ona go nie dotyczyła. Było mu szkoda Sir Trevora, który bądź co bądź towarzyszył mu przez pewien czas i w jakiś sposób się z nim zżył. Ogarnęło go poczucie samotności. Czy aby poradzi sobie samemu w tej dziwnej krypcie?

Krok za krokiem stąpał w kierunku załamania w murze. Nauczony poprzednimi przypadkami, zachował maksymalną ostrożność przysuwając się do krawędzi ściany. Nasłuchiwał chwilę po czym ostrożnie zajrzał do środka...
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-11, 19:24   

Sir Trevor westchnął z dezaprobatą, jak gdyby najzwyczajniej w świecie nie chciało mu się tracić czasu na kłótnie z młodym gniewnym. Szkoda mu było chyba zarówno czasu, jaki i sił, tudzież szeroko pojmowanych nerwów.

- Nie jestem tu dla chwały - wypalił tylko, jakby te słowa Nathiana zabolały go szczególnie mocno - Rób jak uważasz. Do tej pory i tak więcej było z ciebie problemów, niż pożytku. Ja zostanę tutaj. Jeśli będzie trzeba, z pomocą Aesira pokonam strażnika, lub po prostu poczekam, aż zejdzie tu jakiś inny nekromanta. Ty, jeśli chcesz, udaj się we własną pogoń za złotem.

To powiedziawszy odwrócił się, zostawiając Nathiana jego własnemu losowi.

Młodzieniec, nie ryzykując dalszej kłótni z paladynem, zagłębił się w korytarz.

Ostrożnie dotarł do wnęki, po czym wychylił część głowy za jego krawędź. Mimowolnie westchnął czując, jak w jego głowie nagle zakręciło się szalenie, jak gdyby po wypiciu mocnego alkoholu. Przed oczami pojawiły mu się otępiające mroczki. Słyszał.. szepty?

Potem wszystko ucichło.

Jego oczom ukazał się dokładnie taki sam widok, jaki całkiem niedawno sprawił, iż zamarło mu serce - pomieszczenie było pułapką, a z jego obniżonej poważnie podłogi wystawały zaostrzone, drewniane pale. Tym razem jednak nie widział żadnej iluzji, ani żadnej nagiej kobiety.

Albo tu iluzji nie było wcale, ale po prostu udało mu się przez nią przejrzeć.

Z obecnej pozycji mógł iść albo naprzód, albo wrócić do komnaty z sir Trevorem i martwym adeptem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-12, 09:22   

Nathian przystanął chwilę przy ścianie. Rozejrzał się dokładnie po całej wnęce z palami. Szukając śladów martwych poszukiwaczy przygód. Skoro było ich tylu, mogli się rozdzielić, część pójść w stronę prawą, a część w lewą. Przystanął przy krawędzi i poświecił sobie kamieniem. Nie zamierzał tam włazić, lecz chciał zdać sprawę Kellermanowi po wyjściu z krypty.

Czuł ukłucie żalu z powodu swojego postępowania wobec Sir Trevora. Zrobił to chyba zbyt pośpiesznie. Jednak, jeśli teraz by do niego wrócił, paladyn zdenerwował by się jeszcze bardziej. Bał się o niego, że ten spróbuje pokonać demona. Jakoś w to nie wierzył żeby zwykły śmiertelnik był w stanie walczyć z potworem, do którego przywołania potrzebne było ludzkie życie. Postanowił sobi, że jak tylko odkryje co jest za kolejnymi drzwiami wróci do niego.

Wrócił do poprzedniego korytarza, po dokładnym zbadaniu co się znajduje we wnęce. Skierował swoje kroki w stronę drzwi po jego lewej stronie z zamiarem otworzenia ich. Otworzył drzwi szykując się do walki.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-13, 09:49   

Przewidywania Nathiana okazały się błędne. Nachylenie się nad dołem i przyświecenie sobie kryształem nie przyniosło właściwie żadnego rezultatu. O ile za rezultat można uznać dokładne obejrzenie kilkudziesięciu, naostrzonych topornie uderzeniami jakiegoś ostrego narzędzia drewnianych pali długości może półtora metra wystających z kamiennej podłogi. Sprawą problematyczną był sposób, w jaki pale owe tam umieszczono - właściwie wbijając je w kamień - ale można było to założyć na karb wszechobecnie tu występującej magii. niektóre pale pokryte był krwią, lecz - jak Nathian zauważył - były to rdzawe, dawno już zaschnięte plamy. Nawet, jeśli ktoś tu umarł, to dawno temu został już wyjęty z dołu kaźni... i z całą pewnością nikogo tu nie było w ciągu ostatnich dni.

Najwyraźniej grupa, o której mówił Kellerman zginęła w poprzednim dole, oraz została poświęcona do przywołania demona. No, chyba, że w następnej komnacie znajdą się jakieś ciała.

Nathian cicho westchnął.

W następnej komnacie były ciała, tak jak przypuszczał. Cztery, ubrane w podarte resztki zgniłych szmat, ciężko powłóczące nogami, wypełniające komnatę mdłym, słodkim odorem śmierci i rozkładu.

Cztery dość żywe ciała, jak na... trupy.

Liczba tym dziwniejsza, że w komnacie, przy przeciwległej ścianie znajdowały się tylko trzy, topornie wykute w kamieniu sarkofagi, których płyty leżały nieopodal, totalnie roztrzaskane.

Puste oczodoły zombie zwrócił się w stronę intruza niemal w tym samym momencie, w którym ów pojawił się w pomieszczeniu. Szykowała się kolejna walka, tym razem z przeważającym liczebnie wrogiem. Nathian przez małą chwilę zastanowił się, czy aby nie przesadził. Pomoc paladyna mogła okazać się dość przydatną.

Ale teraz było już chyba za późno na wątpliwości.

_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-15, 20:32   

Nathian ogarnął całe pomieszczenie wzrokiem. Trudno nie zauważyć liczebnej przewagi przeciwnika, dlatego Nathian ostrożnie wycofał się wgłąb korytarza. Tak, że przed nim był tylko wąski pas między ścianami, w którym skutecznie mógłby atakować najwyżej jeden zombie. Miał ochotę wpaść do środka i roznieść ich w pył, ale nauczony na swoich błędach wolał nie ryzykować. Nawet przy tak niezdarnych potworach jakim są zombie. Poza tym, koszty leczenia sprawiłyby, że ta wyprawa byłaby całkowicie nadaremna.

Wyżej uniósł tarczę i mocniej ścisnął miecz, zagrzewając się w duchu do walki. Czuł jak organizm wstrzykuje adrenalinę do jego żył. Wszystko jakby zwolniło. Czuł tylko niemiarowe uderzenia serca o swoją klatkę piersiową. Spokojnie czekał na poczwary. Zombie są zbyt głupie, żeby wiedzieć co to taktyka, był pewien, że rzucą się na łeb na szyję w jego kierunku, w jednym tylko celu. Aby zabić.

Czuł, że da sobie radę. Podczas poprzedniej walki z tymi nieumarłymi był w gorszej sytuacji. Otaczało go trzech zombiech, a mimo to, w jakiś sposób udało mu się wyłapać ich uderzenia. Teraz czuł, że da sobie radę, choć nie raz zwodziła go ta pewność siebie, dlatego starał się opanować swoje emocje. Do walki podejść z rozwagą i trzeźwym umysłem. Był w pełnej gotowości bojowej.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-15, 21:13   

Tępe spojrzenia zombie omiotły Nathiana od stóp do głów dreszczem, którego nie umiał nawet opanować. Chłopak powoli rozumiał, na czym polegała straszliwa skuteczność umarłych, jako strażników i sług. Większość walk wygrywali oni tak naprawdę już na chwilę przed tym, zanim się one zaczęły. Ludzie w większości obezwładnieni strachem najzwyczajniej w świecie nie byli w stanie z nimi walczyć. Umierali, zabijani przez własne lęki. Stracić głowę w takiej sytuacji było najgorszym, co młody wojownik mógł zrobić.

Nathian od stracenia głowy był daleki. Miał już niejakie pojęcie o walce z umarłymi i miał też swój pewny – jak mu się wydawało – plan, który zagwarantować miał mu pewne zwycięstwo.

Półtora kroku, jakie wykonał w tył, z bronią wyciągniętą przed siebie, gotową do zadania ciosu, odezwało się szurającym echem w korytarzu. A potem się zaczęło.

Zombie wyrwały do przodu jak wypuszczone z procy. Właściwie przez chwilę Nathian zdziwił się, że poruszały się tak szybko. Znacznie zwinniej od tych z poprzedniej komnaty. Na dziwienie się jednak czasu nie było. Zombie był już tuż przy nim, już wznosił miecz do cięcia....

trzask

Przez chwilę miał ochotę wybuchnąć śmiechem. Zombie nie dobiegły do niego. Dwaj barczyści niegdyś zapewnie mężczyźni, obecnie szerocy nieumarli, o pokrytej parchami i wrzodami, ropiejącej skórze i strzępach zgniłego ubrania na sobie starli się ciałami w progu drzwi. Obaj próbując jednocześnie przejść przez nie, zaklinowali się na moment, blokując je zupełnie.

Na moment. Sądząc po ich pomrukach pełnych wściekłości i po pełnej agresji szamotaninie, wyrwanie się z tej nieoczekiwanej pułapki było kwestią sekund.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-16, 16:01   

Gdyby nie to, że był w sytuacji zagrożenia życia, pewnie by się gromko roześmiał na widok nieporadnych umarlaków. Tak się rozpędzili i im tyle z tego wyszło. Ale postanowił odnotować sobie w pamięci, że nie wolno lekceważyć szybkości nieumarłych. Szczerze się zdziwił widząc jak w potężnych susach biegną w jego stronę.

Przynajmniej ta część planu wypaliła. A błąd przeciwnika należy mądrze wykorzystać. To chwilowe zablokowanie kończyn zombiech dało mu potężną przewagę. Skrępowane potwory chwilowo nie mogły nic na to poradzić.

Pora na zmianę planu na bardziej ofensywny.

Nathian szybkim skokiem dopadł do potworów zablokowanych w przejściu. Korzystając z impetu od razu wykonał potężne pchnięcie swoim ostrzem w brzuch przeciwnika. Lewa ręka z tarczą, była w pełnej gotowości. Nie wiadomo na co ich jeszcze stać. Nie trafienie w takiej sytuacji graniczyło z cudem, chyba, że zombie w jakiś sposób wytrąci mu miecz z ręki.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-19, 10:34   

Inicjatywa należała do Nathiana. Zgodnie ze swoim planem, błyskawicznym susem znalazł się tuż przy dwóch zaklinowanych zombie. Miecz wzniósł się do cięcia i opadł błyskawicznie na nieumarłego po prawej stronie wojownika.

W innej sytuacji cios ten można by uznać za wyjątkowo nieporadny. Teraz jednak, gdy przeciwnik był unieruchomiony, nawet tak kiepski cios w zupełności wystarczył, by trafić go wprost w śmierdzące cielsko. I to trafić nad podziw skutecznie.

Umarły zawył rozpaczliwie, widząc, jak jego prawa dłoń oddziela się od reszty ciała i szybuje po pięknej paraboli gdzieś, w głąb komnaty.

Nathian mimowolnie uśmiechnął się sam do siebie. Uderzył z pełnią własnych możliwości. Ten zombie nie wytrzyma już drugiego tak silnego ciosu.

Uśmiech zszedł mu z twarzy, gdy zobaczył, co robi drugi jego przeciwnik.

Drugi zombie korzystając z tego, iż nagle przejście stało się nieco luźniejsze, ruszył do ataku. Nie wzniósł jednak on pazurów do cięcia. Zamiast tego, wyrzucił obie łapy przed siebie próbując... chwycić tarczę człowieka. Na moment nawet mu to się udało, Nathian jednak szarpnął gwałtownie ręką do tyłu, wyrywając się z uścisku.

Co ten umarlak chciał zrobić?

Za drugim podejściem, sprawa stała się bardziej zagadkową. Łapy zombie pewnie i mocno chwyciły tarczę Nathiana z obu jej stron, zaś chłopak i nieumarły złączyli się w dziwacznym uścisku rodem z zawodów zapaśniczych.

Cuchęło potwornie.

Ranny zombie (pod wpływem ran) oraz dwoje pozostałych póki co nie włączyli się do starcia.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-19, 14:32   

Może cios nie wyszedł Nathianowi tak jak chciał, bo planował przebić potwora sztychem, ale póki co efekt był w miarę dobry. Zombie nie mógł póki co walczyć, blokował przejście dla innych a poza tym bez jednej łapy jego szanse na pokonanie chłopaka znacznie się zmniejszą.

Już miał zamiar atakować ponownie gdy powstrzymał go drugi potwór! Co on miał zamiar zrobić? Dlaczego nagle złapał go za tarczę?

Były tylko dwie odpowiedzi. Albo był na tyle głupi, że uznał drewnianą tarczę, za kończynę bohatera, albo na tyle mądry żeby wytrącić mu z rąk jego osłonę, aby ułatwić sobie późniejszy atak. Bez znaczenia na zamiary, trzeba jak najszybciej mu przeszkodzić.

Dlatego Nathian obrał sobie jako cel, zombiego który trzymał go za tarczę.

Zaparł się silnie o podłoże i szarpnął z całych sił tarczę w swoją stronę. Plan zakładał, że zombie poleci na niego z impetem. Jeśli to się uda, chłopak z prawej strony wysuwa miecz przed tarczę, tak żeby siła, która popchnie go do przodu, nabiła go na ukryte ostrze. Jeśli to nie poskutkuje, Nathian po prostu bierze krótki zamach z zamiarem ucięcia poczwarze głowy.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-22, 07:23   

Przez chwilę walka zamieniła się w zwykły pojedynek wrestlingu. Zarówno zombie jak i młodzieniec zaparli się silnie o podłoże, wyciągając korpusy w przeciwne strony i ciągnąc z całej siły. Zupełnie, jakby obaj wiedzieli, iż zależy od tego ich życie. Ten, kto osłabnie, ten, kto da się przeciągnąć, znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. Zombie zapewne szybko padłby w wąskim korytarzu od ciosów chłopca. Nathian z kolei musiałby walczyć z kilkoma przeciwnikami jednocześnie, w krępującym otoczeniu, co również mogłoby zakończyć się dla niego tragicznie.

Już w pierwszej sekundzie walki Nathian poczuł, iż jego przeciwnik jest niemal idealnie tak samo silny, jak on sam. Wiedział, że wyrwanie się nie będzie łatwe. Mimo to szarpnął gwałtownie, wyciągając przed siebie miecz..

Zombie nagle zluzował uścisk. Tarcza, ramię, a w konsekwencji cały Nathian poleciał do tyłu na 1,5 kroku. Miecz, który w planach miał zagłębić się w trzewiach nieumarłego, przeciął jedynie powietrze.

Umarli tłoczyli się. Gnietli. Ryczeli. Śmierdzieli.

Drugi zombie, który miał dostęp do chłopca, ten z poważną raną, zamachnął się szponiastą łapą. Cios ten jednak był na tyle nieefektywny, iż uniknięcie go było zwykłą formalnością.

Walka trwała nadal. W drzwiach wciąż tłoczyli się dwaj nieumarli. Powoli dopychał się do nich również trzeci, poirytowany bezczynnością. Zaiste, nie grzeszyli intelektem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-24, 14:54   

Nathian szczerze się zdziwił widząc zachowania zombiech. Dla niego były to po prostu bezwolne machiny do zabijania i pożerania jeszcze żyjących. Jak bardzo się mylił! Potwór, który próbował zabrać mu tarczę najwyraźniej nie zrobił tego od tak. To było z jego strony bardzo mądre jak na zombiego. Wytrącenie tarczy w takim momencie walki, dało by im nieznaczną przewagę. Dzięki temu wiernemu kawałkowi drewna, chłopak przeżył już wiele ataków.
Poza tym, potwór zadziwił go swoją siłą. Ich ciała z tego co mu się wydawało, powinny być na pół zgniłe, powinny ulec zniszczeniu przy tak dużym natężeniu siły. Nie dość, że ten zombiak wytrzymał napór Nathiana to jeszcze dysponował sporymi mięśniami.

"Muszę być bardzo ostrożny - pomyślał - nie doceniłem swojego przeciwnika po raz kolejny, postaram się nie popełnić tego błędu ponownie"

Przypomniał sobie sytuację w której to dostał w głowę od zbira oraz nie dopilnował maga. Gdyby nie to, pewnie wiedziałby teraz gdzie się znajduje kryjówka magów, dlaczego go poszukują i co od niego chcą. Dlaczego jego rodzice zginęli. Teraz nie myślałby o tym jako o chorej pomyłce, której on sam stał się ofiarą. Być może wyjasniło by się parę faktów, które dręczyły w nocy.
Zebrała się w nim złość, której nie umiał pohamować.

Lecz jednak tym razem nie skoczył tak jak uprzednio do przodu. Stanął w pozycji obronnej naprzeciwko umarlakom, czekając na to, który pierwszy podejdzie pod ostrze. Nie zamierzał się drugi raz złapać na to samo.

Gdyby obaj umarli jakimś sposobem zmieścili się w korytarz, w ataku priorytet ma ranny zombie. Zupełnie martwy jest znacznie mniej groźny niż teraz z tą raną. A co dwóch nieumarłych to nie jeden.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-24, 22:17   

Nathian całkiem słusznie założył, iż nie ma sensu samemu pchać się prosto w objęcia przeciwnika. Ten bowiem nie dość, że intelektem nie grzeszył, to jeszcze sam chętnie pakował się prosto pod miecz. Co lepiej dla wojownika, w wąskim korytarzu traciła na znaczeniu największa wartość bojowa umarłych – ich liczba, agresywny atak i napór na obrany cel. Gdyby zombie rzucili się całą czwórką na chłopca, ten zapewne nie przeżyłby nawet chwili. Jego uniki i pancerz stanowiłyby minimalne zabezpieczenie przeciw brutalnej sile wroga. Teraz jednak, w korytarzu, mógł swobodnie zasłaniać się tarczą, wycofywać i oddawać cios za ciosem.

Pierwszego – rannego już wcześniej – zombie położył właściwie z miejsca. Jednym zgrabnym ciosem rozpłatał go niczym karpia – od obojczyka aż po pachwinę. Umarły stęknął jeno rozpaczliwie po ludzku i wyłożył się na kamienną posadzkę jak długi.

Leżące truchło 'towarzysza' w żaden sposób nie przeszkodziło jednak dalszym nieumarłym przeć do przodu. Nathian mimowolnie zadrżał widząc pokraczne, zgniłe sylwetki zombiech, sunące w niezgrabnych susach w jego stronę. Ich cienie, tworzone przez ściskany w ręku kryształ światła, tańczyły obłędnie na ścianach wąskiego korytarza.

Drugi, zdrowy zombie, również nie wyszedł z ataku bez szwanku. Nathian zaatakował po raz drugi, tym razem równie skutecznie, choć może nie aż tak potężnie. Mimo to poczuł znajomy opór miecza, gdy ostrze przejechało umarłemu po korpusie z suchym trzaskiem rozcinanej, pustej skóry i zgniłych ubrań.

Zombie jakby tego nie zauważył, napierając całym ciałem na Nathiana. Tylko drewno tarczy dzieliło teraz wojownika od ciała trupa. Smród, jaki bił od przeciwnika niemal odurzał. Nathian krok za krokiem zmuszany był do cofania się. Powoli tracił grunt pod nogami. Domyślił się też, o co chodzi. Pozostała trójka umarłych napierała na niego, starając się przygnieść go masą, obalić na ziemię i zwyczajnie zagryźć – podobnie jak to miało miejsce wtedy, w jaskini.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-25, 09:39   

Tego akurat Nathian obawiał się najbardziej. Nie podejrzewał, że potwory będą w stanie wogóle go trafić. Taka pewność siebie. Ale tego, że monstra naprą na niego całą swoją siłą w kilku to jest najgorsze co może się mu zdarzyć. Gdyby mógł teraz ocenić ile mu zostało miejsca do drzwi!

Jednego potwora powalił całkiem zgrabnie, jednak kolejne już nacierały na niego. Smród i cienie sprawiały, że powoli traciły siły. Cuchnąca morda zombiaka, tuż przy jego tarczy, odrażające. Na miękkich nogach zwinął się w skośnym cięciu. Celował w pysk potwora, który stał najbliżej. Był już bardzo wyczerpany po poprzedniej walce więc wolał nie ryzykować.

Po ciosie odskoczył z dala od przeciwników. Gdyby zombie naparły na niego całym swoim cielskiem, byłoby z nim krucho. Odwrócił się szybko i zerknął jaka odległość dzieli go od drzwi. Jeśli coś pójdzie nie tak, będzie musiał wrócić do komnaty nekromanty.

Już miał powoli dość tego cmentarzyska. Spędził tu już ponad godzinę, w smrodzie, strachu i wyczerpaniu. Tylko tych trzech zombie dzieliło go od wyjścia i świeżego, jeśli tak można nazwać zapach miejskich rynsztoków powietrza.

Pomyślał o Sir Trevorze, czy radzi sobie z zagadką. Ciekawe czy mu się uda.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-26, 00:35   

Sytuacja powoli obracała się na niekorzyść Nathiana. Nieumarli napierali. Młodzieniec atakował coraz bardziej chaotycznie i nieporadnie.

Plan zdawał się być prostym. Ciachnąć przeciwnika przez łeb i odskoczyć, dając sobie nieco więcej pola do manewru, przed ewentualnym natarciem. Niestety, nie wszystko poszło po myśli Nathiana. W momencie, gdy uniósł miecz do pchnięcia w stronę pyska potwora, ów wykonał manewr, którego bohater się nie spodziewał – zwyczajnie popchnął go.

Nathian momentalnie stracił równowagę i poleciał do tyłu. Pchnięcie nie było specjalnie silne, ale wystarczyło, by bohater stracił kilka cennych sekund na łapanie pionu. Te kilka sekund wystarczyło. Nahian skrzywił się z bólu, gdy poczuł, jak pazury zombie przedostały się przez zasłonę pancerza i dostały do jego ciała. Rana nie była ani głęboka, ani groźna. Jednak stanowiła zapowiedź tego, co mogło się stać za moment.

Nathian nadal się wycofywał. Trójka zombie zaś napierała bezlitośnie, za nic mając sobie póki co starania wojownika mające na celu ich zatrzymanie. Do drzwi zostało jakieś 3 metry. Nathian znajdował się dokładnie na wysokości przejścia w stronę dołu z kolcami.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-27, 08:21   

Sytuacja Nathiana z sekundy na sekundę stawała się co raz to gorsza. Za każdym atakiem zombiech przybliżał się nieubłaganie do drzwi. Przez głowę przeleciała mu myśl czy aby nie powinien się teraz całkowicie wycofać.

Na dodatek ta rana. Nie była zbyt dotkliwa, ale zawsze ból przeszkadzał w walce. Smród, ciasnota, ciężar ekwipunku, widok przerażających twarzy jeśli można to tak nazwać, zombie. To wszystko zebrało się w jedną całość, chwilowo przenosząc wygraną na szalkę zombie. Musi szybko coś wymyślić. Nie miał szczęścia do tego rodzaju przeciwników, wtedy w pierwszej komnacie był z paladynem i szło znacznie prościej. Gładko wyłapywał tarczą nieporadne ciosy potworów. Teraz było inaczej. Musiał być bardzo zmęczony, albo po prostu monstra bały się wtedy paladyna i atakowały znacznie słabiej i mniej celnie.

Nie zamierzał się tak łatwo poddawać. Prawą stopę postawił dalej od siebie. Zapierając się o podłoże z całych sił. Tarczę wysunął nieznacznie do przodu, powyżej ciała. Ścisnął ją bardzo mocno, na wypadek gdyby zombie znowu wpadł na pomysł żeby ją mu wyrwać z rąk. Sam skulił się nieznacznie, tak żeby uchronić głowę i skorzystać z masy ciała, aby lepiej się zaprzeć o ziemię.

W tej zupełnie obronnej pozycji mógł atakować tylko pchnięciami. Bo każde większe zamachnięcie się mieczem odsłoniło by pancerz, który jak widać, potwory z łatwością potrafią rozedrzeć.

Dwa szybkie ataki w najbliższego potwora, oba mierzone w brzuch. Ten był już ranny także, nie powinien sprawić większych kłopotów. Ale za nim czaili się już następni, gotowi do ataku. Oby wytrzymał choć kilka chwil.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 11:57   

Tym razem efekt był tyleż efektowny co i efektywny. Mocne zaparcie się o podłoże i wysunięcie przed siebie tarczy zapewniło doskonałe zaplecze pod dwa szybkie i mocne pchnięcia, jakie miał w planach Nathian.

Miecz dwukrotnie zagłębił się w trzewiach zombie. Ten zamlaskał jeno, otwierając i zamykając przegniłe, rozpadające się usta i wywalił się jak długi u stóp młodzieńca.

Dwa padły. Dwa zostały.

Kolejny w rzędzie nieumarły rozbił się o tarczę Nathiana niczym fale o skały na brzegu. Zdołał, powłócząc nogami, dotrzeć na wyciągnięcie ramion i zadać cios, lecz jego łapy odbiły się niegroźnie od drewna.

Ostatni zombie bezmyślnie napierał na kompana od tyłu, powodując, iż ten tracił równowagę i nie dość, iż miał trudności z atakowaniem, to jeszcze sam stawał się łatwiejszym celem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-04-29, 17:32   

Uczucie, które towarzyszyło wbijaniu się miecza w trzewia stwora nie było najprzyjemniejsze, jednak przyjęło mu to znaczącą ulgę. Co dwa zombie to nie trzy. Jeszcze przed chwilą czuł strach, jednak teraz z odwagą spojrzał na nieporadne zombie potykające się jeden o drugiego w korytarzu.

Jeszcze tylko ci dwaj i może wrócić na powierzchnię.

Zastanawiało go jeszcze co robi Sir Trevor. Dlatego postanowił sobie w duchu, że jeśli wyjdzie z tego cało to powróci do poprzedniej komnaty. Oby tylko nie podjął walki z demonem, bo to najgorsze co może zrobić.

Gdyby demon zabił paladyna...

Nagle Nathian poczuł przemożną ochotę żeby ruszyć do przodu i zaatakować z furią zombiech. Jednak przypomniała mu się sytuacja w podziemiach starucha Zarra, dlatego zreflektował i w tej samej pozycji wyprowadził dwa kolejne pchnięcia, które okazały się wyjątkowo skuteczne podczas potyczki z martwym obecnie potworem. Emocje trzeba zostawić na później. Trzeba wziąć przykład z Sir Trevora i podczas walki zachowywać zimny spokój.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-30, 18:24   

Taktyka, jaką obrał Nathian, spełniała swoje zadanie wyjątkowo dobrze. Tym bardziej, że pomagała mu w tym wąskość korytarza... i ciało ledwo co pokonanego zombie. Pozostali nieumarli nie umieli przez niego przejść, nieporadnie stawiając kroki i wpadając na siebie. Brak im było rozpędu i siły, która zmusiłaby chłopca do dalszego wycofania się.

Nathian zaś mógł bronić się tarczą i kąsać. Cios za ciosem.

Gdy tylko łapy umarłego śmignęły mu przed twarzą, spiął się w ataku i wyprowadził skuteczne pchnięcie. Miecz ponownie z mlaśnięciem zagłębił się w przegniłych trzewiach stwora. Drugi cios wojownika nie był tak skuteczny, lecz efekty pierwszego były w wystarczającym stopniu zadowalające. Zombie stał, mrucząc gniewnie z bólu... i blokując przejście ostatniemu z grupki umarłych.

Sytuacja coraz bardziej obracała się na korzyść wojownika. Jak widać radził sobie nieźle i bez pomocy paladyna. Choć nie ulegało wątpliwościom, iż z nim u boku walka trwałaby znacznie krócej.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-05-02, 09:15   

Nathian rozluźnił się, nie było już tak strasznie jak na początku. Był z siebie dumny, pokonał dwóch nieumarłych z lekkim draśnięciem na brzuchu. W porównaniu z tym co było w jaskini starucha Zarra? Teraz czuł że wygra, cięcia wchodziły gładko, a on nie miał problemów z parowaniem kontr przeciwników. Był tylko zmęczony już dosyć długim przeszukiwaniem podziemi. Kilka walk wyczerpało jego organizm. Marzył o gorącej kąpieli i miękkim łóżku w domu... Pozostaną mu tylko marzenia.

Jeszcze tylko dwa potwory dzielą go od całkowitego oczyszczenia krypty, przynajmniej tej, do której mógł wejść.

Wykonał szybkie pchnięcie w rannego już zombie, jeśli potwór nie przeżyje to Nathian odskakuje do tyłu. W innym przypadku, po prostu dobija monstrum. Liczył na to, że jeśli będzie dostaczenie daleko od ostatniego z poczwar, uda mu się wyprowadzić dwa ciosy przy braku kontry.

Jeśli liczyć, że dostanie trzy złote monety za łapę, to już będzie dwadzieścia siedem błyszczących krążków, kosztem własnego zdrowia, nerwów, dwóch bandaży i jeszcze paru rzeczy z plecaka. Całkiem nieźle jak na pierwszy raz.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-03, 20:52   

Nathian odzyskiwał wprawę i pewność siebie. Miecz tylko błyskał, bezlitośnie opadając na jego wrogów. Ci zaś nie mieli nic do powiedzenia. Wolni, bezskuteczni wobec szybkości i pancerza wojownika byli w stanie tylko... paść u jego stóp. Zombie, którzy niegdyś przerażali, teraz wzbudzali jedynie litość.

I umierali. Już na dobre.

Jedno szybkie pchnięcie wprost w trzewia potwora i już kolejny umarły upadł z rumorem na kamienną posadzkę korytarza. Walka nadal trwała, Nathian odskoczył lekko do tyłu, dając ostatniemu zombie pole do rozpędzenia się. Kreatura jednak sunęła miarowym tempem w stronę młodzieńca. Chłopak z pewną grozą zauważył, iż zombie ponownie próbuje chwycić go za tarczę i wywrócić. Póki co jednak manewr ten niezbyt mu się udawał.

Z czwórki potworów został jeden. Trochę długo to trwało, ale efekt był zadowalający.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group