Cóż co do krasnoludów raczej nie stanowią aż tak dużego zagrożenia. Klany są podzielone i żaden nie jest sam wstanie sięgnąć po surowce. Raczej skończy się na dyktowaniu holendernie niekorzystnych warunków urukom w zamian za handel. Oczywiście istnieje mała szansa na ich zjednoczenie, w tedy kto wie...
Co do efektu wąskiego gardła to poważna sprawa, na pewno spowoduje utratę różnorodności genetycznej, ale nie jest równoznaczny z wyginięciem rasy. Być może napływ uruków z południa mógł zmniejszyć negatywne skutki.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Krasnoludy radzą sobie z najliczniejszą i jedną z najsilniejszych raz - Orogami, więc myślisz, że mniejsza większa armia klanowa złożona z pancernych krasnoludów nie rozniesie w drobny mak tych niedobitków, którzy przetrwali wojnę (nie mylcie przedwojennego stanu orków z powojennym)? Uwierz mi, że jest, ponieważ takie dzieci to osłabione genetycznie dziwadła nafaszerowane patogenami. Mają słabe organizmy podatne na choroby, więc styl życia orków po prostu zabije ich jeszcze w dzieciństwie. Na dodatek patogeny, śmiertelne choroby genetyczne albo takie, które uniemożliwiają, im samodzielne życie na przykład: dwie głowy, skrócone kończyny, białaczka, nowotwór i tak dalej. Mieszanie się tych samych genów to prawdziwa wylęgarnia czegoś takiego i zawsze kończy się wyginięciem rasy, bo miejmy na uwadze, że tacy Urukowie niekoniecznie znają się na genetyce, chorobach genetycznych, skutkach kazirodztwa... Raczej wezmą tą za klątwę i nie będą wiedzieli jak z tym walczyć. Południowi mają jeszcze gorzej, ale o tym już mówiłem, choć oni pozostawią po sobie spuściznę, a mianowicie Półuruków (albo półorków nie wiem jak to napisać), którzy już będą wstanie żyć jako obywatele Imperium (o tym też wspominałem). Z pewnością przyszłościowym synonimem tej rasy będzie "Cywilizowany Ork". Przyszłość południowych jest przesądzona, ale północni... Północnych mógłby ocalić gracz, który zmusi Uruków do stworzenia królestwa, bo tylko taka forma władzy będzie wstanie podejmować właściwe decyzje o przetrwaniu całej rasy. Po prostu, by ocalić rasę musi decydować za wszystkich, muszą istnieć silne miasta albo twierdze, gdzie słabe potomstwo będzie mogło przetrwać a ponad to niepodzielne terytorium, na które będzie można ewentualnie sprowadzić chętnych na rozmnażanie ludzi albo pozostałych zdrowych Uruków, którzy zapewnią, im niezmutowaną dostawę genów. Powiedziałbym, że takim graczem mógłbym być ja, ale nie sądzę, by Farewell chciał robić z mojej postaci króla. Co więcej jak na, to popatrzeć... Prędzej wybuchnie wojna między tymi idiotami niż powstanie solidne państwo.
Naprawdę sądzisz, że banda skłóconych brodaczy ruszy od tak na wojnę. Krasnolud mają możliwość spokojnej ekspansji w Górach Granicznych. Zdobywają upragnione surowce bez zbędnych walkach. Tym czasem na północny rosną w siłę tajemniczy Razud, kiedy w końcu się ujawnią zrobi się ciekawie... Nawet jeśli krasnoludy zdecydują się na kampanie wojenną wątpię by orki szare czy Imperium pozwoliło by tak po prostu na zwiększenie ich pozycji w rejonie.
Za bardzo demonizujesz tak silne efekty genetyczne wystąpiły by po bardzo długim okresie chowu wsobnego, a od wojny minęło zaledwie parę lat Sadzę, że orkowie mają dużo poszanowanie praw natury, a szamani będą czuwać by nie dochodziło do skrajnych przypadków kazirodztwa. Patogeny chorobotwórcze stanowią zagrożenie, ale zaraza która powali orka dla człowieka będzie o wiele straszniejsza. Każda banda idiotów zwykle się jednoczy przeciwko wspólnemu wrogowi, "bo bić naszych idiotów możemy tylko my" Pamiętaj też że istnieje niezależny chat Ergu, raczej nie będzie się spokojnie przyglądał zagładzie swoich braci, mógłby przysłać nawet korpus ekspedycyjny.
Droga do zostania królem (albo raczej Wielkim Chanem) orków jest naprawdę długa i kręta. Bardziej prawdopodobne jest zostanie sługą owego chana... Ale nigdy nie mów nigdy nikt się niespodziewanie, że zapijaczony banita i włóczęga zostanie boskim czempionem (co prawda boga hulanki)
Co do strat srebrnych długo się na tym zastanawiałem. Paradoksalnie to oni doświadczyli większych strat. Elfy są rasą długowieczną i mało liczną. Model rodziny 2+2 uważany jest tam za szczyt wielodziectwa. Rasa ma o wiele mniejszy potencjał odzyskania poprzedniej liczności niż orkowie. Większa część lasów zmieniła się w niegościnne pogorzelisko. A elfy utraciły swoją pozycję niezachwianej potęgi. Niemal zniszczone przez hordę barbarzyńców ocalone tylko dzięki pomocy leśnych. Największa hańba dla tego dumnego ludu w całej historii...
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Co do krasnoludów to nie będą oni stanowić realnego zagrożenia dla orków, dopóki siedzą sobie na swoich terenach. Klany krasnoludzkie są skłócone ze sobą i tylko potrzeba obrony swych terenów przed napaściami wrażych potrafi je zjednoczyć militarnie.
Nie po to Chińczycy budowali swój mur, by przeprowadzać ekspansję na Północ.
Tak też jest z brodatymi. Mogą iść w Góry Graniczne, ale orków dożynać nie zamierzają. Co innego z ludźmi, którzy jeszcze nie tak dawno temu wchłonęli sobie jaszczuroludzi i nie zawahają się przed dalszym powiększaniem swoich terenów.
Nie znam się na genetyce, ale co do statystyki to mogę wypowiedzieć się następująco: elfy srebrne teoretycznie mają mniejsze straty fizyczne, ale uszczerbek na dumie, prestiżu i psychice długo pozostaną w ich długowiecznych ciałach. Im odbudowa spalonych miast i wiosek oraz, a nawet zwłaszcza, przywrócenie liczebności narodu zajmą nieporównywalnie więcej czasu niż u orków, których tereny nie ucierpiały tak na wojnie a śmierć jest dla nich codziennością.
Orkowie mogą potrzebować zjednoczenia, by przetrwać aneksję do Imperium. Z drugiej strony Imperium nie ma fizycznie jak powiększyć swych północnych granic z tej racji, że wszystkie elfie szczepy blokują mu drogę, a podbieranie krasnoludom ich gór nie należy do najmądrzejszych decyzji, mimo ich dobrych relacji. To ostatnie dzieje się co prawda już teraz, gdzie w każdym większym krasnoludzkim mieście przybywa ludzi, ale to na pewno nie jest kwestia paru lat.
Ja to skwituje tak... Ja powiedziałem co jest, a wy co mogłoby być. Nie ma żadnego teoretycznie, bo orkowie no, ile razy mam powtarzać stracili całą armię (wybito wszystkich), a cała armia znaczy wszystkie samce, bo orkowie to nie ludzie tam wszyscy poszli na wojnę, a obecne pokolenie to nieliczne dzieci, które w tamtym czasie zostały na przykład Argbush. Gdybacie, a nie czytacie dlatego nie możecie na dobrą sprawę się wypowiadać, bo to tylko działa mi na nerwy. Przeczytajcie mój tekst dokładnie, a nie połebkach a ponad to tekst o wojnie, Urukach, Imperium i Srebrnych. Orkowie nie jednoczą się, bo nie mają z czego a ponad to do takich działań potrzebny jest gracz i takich graczy kuźwa nie będzie. Ja piszę o tym co jest i koniec kropka żadnego "a, jeśliby orkowie z Ergu z drugiego końca świata pomogli (bo przecież Urukowie to wrodzeni paladyni), a, gdyby orkowie z południa jednakby się zjednoczyli, a, gdyby wszystkim po cztery jądra zaczęły wyrastać to populacja znacznie, by się zwiększyła"... Stan faktyczny jest jaki jest i koniec pierdo... Tekst wymaga poprawy i tyle w tym temacie (wynik wojny jest po prostu jakąś abstrakcją bez uzasadnienia).
Krasnoludowie na pewną ostrzą kilofy chcąc wykraść skarby z terenów niezależnych, ponieważ wszyscy dobrze wiedzą, że Zieloni są zbyt prymitywni w metalurgii, by wydobywać coś poza srebrem i żelazem. Na domiar złego po wojnie stali się idealnym celem dla Drowów jako niewolnicy, a ludzie z Imperium chcąc zyskać terytoria na północy (otoczyli, by Elfie państwa, zyskali, by możliwość włączenia się w świat krasnoludów oraz kontaktu z północnymi państwami ludzi) z pewnością wyruszą z ekspedycją w celu zajęcia i skolonizowania Urukowych gór - terenów niezależnych (odzywa się tu słabości dzikusów - brak państwowości).
Jak raz gdybanie o przyszłości i tym co może być
Cytat:
Jak można było się spodziewać, wojna pozostawiła potężne zniszczenia po obu stronach konfliktu. Zdecydowanie jednak to Srebrni Elfowie doznali większych strat. Przedstawiciele Lasów są oczywiście powściągliwi w podawaniu jakichkolwiek danych, jednak szacuje się, że nawet jedna czwarta populacji mogła paść ofiarą orków. Północne tereny lasu, na których rządzili zielonoskórzy, a które wyjątkowo nie stały pobojowiskiem lub zgliszczami zostały w wielkiej mierze wykarczowane. Od tamtej pory ziemie te elfy nazywają „Czarną Blizną”.
Oficjalne podsumowanie strat elfów.
Cytat:
Po tak sromotnej porażce, a szczególnie po pojawieniu się nowego przeciwnika z siłą wojska, orkowie nie byli w stanie prowadzić skutecznie dalej walk. Pół roku po bitwie pod Lanelle, będzie to więc na przełomie lat 1511 oraz 1512 wojna zostaje ostatecznie zakończona traktatem w Guntruk Band. Orkowie zobligowani zostali do opuszczenia lasów elfów, choć dla nich, okazuje się, najgorszym z punktów było złożenie broni. Ustanowiono również całkowity zakaz wstępu dla zielonoskórych do Księżycowych Lasów, wyznaczono pas strefy zdemilitaryzowanej, szeroki na kilkadziesiąt kilometrów, na północy kraju elfów księżycowych. Oczywiście zwolniono jeńców wojennych po obu stronach, choć, co zrozumiałe nie było ich wielu. Jedyne niespełnione, bo zwyczajnie niemożliwe do spełnienia przez orcze plemiona, postulaty traktowały o reparacjach wojennych.
To zaś się tyczy orków. Brak tu jednak wzmianki o całkowitym unicestwieniu obu armii. Część uruków przetrwała. Upokorzeni i bez broni wrócili na swe ziemie.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Czytaj jeszcze raz aż do skutku i czego nie rozumiecie w słowach "Rzetelny wynik wojny", Tekst wymaga poprawy", "wynik wojny jest, po prostu jakąś abstrakcją"... Ja nie stworzyłem tego tematu po ty, by was pouczać i się z wami przekomarzać tylko po, to by taki Pelios rzucił okiem i stwierdził czy rzeczywiście jest jak mówię.
Argbush.
Akurat temat wojen orków i elfów zawsze był poza mną. Tutaj najlepiej wypowiedzą się MG którzy mieli z tym rzeczywiście do czynienia. Ja osobiście nie miałem z wojną styczności w ogóle.
Dlatego słuchaj ich, nie mnie.
Fakt że wykasowałeś wszystko, daje mi do zrozumienia, że nie zależało Ci aż tak bardzo na tym czy ktokolwiek to przeczyta.
Jeśli czujesz się poszkodowany zapraszam na gg, chętnie wysłucham wszelkich żalów i zastrzeżeń.
Za łatwo się poddajesz. Jeśli uważasz, że coś jest nie tak ze spójnością historii, prowadzisz dyskusję. To, że MG się z Tobą nie zgadza niekoniecznie znaczy, że ma absolutną rację.
Logiczne argumenty i spokojne konwersacje prowadzą do polepszenia całokształtu.
Nie, ale większości nie pokonam... Skoro skorygowanie tych abstrakcji się nie podoba, to tyle mnie to interesuje. Nie, to nie
"Większości"? Ja na przykład na forum bywam okazyjnie i mam bardzo denerwujący nawyk wtykania swoich trzech groszy do cudzych, dawno już zakończonych dyskusji . Niestety, usuwając treść swojego początkowego posta całkowicie mi to uniemożliwiłeś.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum