Dziwne myśli krążyły wokół niego. Jednak musiał odstawić je na bok..
Czasu może i było dużo, ale jak to zwykle bywa, zawsze go zbraknie. Także z miejsca zajął się przygotowaniami. Odszukał najpierw swoje stare uzbrojenie, jeżeli w ogóle można je tak nazwać, i sprawdził czy nadaje się do użytku. Bądź co bądź to nie był spacerek czy też wyjście do karczmy. W szczególności, że nie miał zamiaru od razu ruszać we wskazane miejsce.
Miał bowiem pewien plan. Bo głupio mu było tak po prostu przyjść bez niczego. Dlatego też postanowił najpierw ruszyć ku krainą północnym. Tam gdzie udał się jego kompan podróży imieniem Marko. Możliwe, że uda mu się spotkać, paru podobnych i zaprawionych krasnali, którzy chętnie udadzą się wraz z nim, by przelać trochę krwi. Wprawdzie nie liczył na wszech ogromny sukces, jako że jego zdolności w nakłanianiu ludzi były przeciętne, ale zawsze warto spróbować. W końcu to są krasnoludy, a zbliża się bitka, jakiej mało.
Wszak nie wiedział, czy Erglasowi spodoba się jego pomysł, choć założenia dobre, to i tak ma nadzieje, że uda mu się go nakłonić na spólną wyprawę. Wiadomo, że sam szybciej i sprawniej dotarł by na miejsce, ale samemu podróżować nie jest przyjemnie.
Pitu pitu plany plany, ale wszystko musi mieć ręce i nogi. Potrzebne były wierzchowce, nadające się na teren typowo górzysty, oraz wszelkiego rodzaju zaopatrzenie. Jadło, wódka, sprzęt podróżniczy, kubek, i parę innych drobiazgów, co by nie skończyć podróży po pierwszym dniu.. Dlatego też miał pomysła, by jakoś wykorzystać ten.. dom w którym aktualnie się znajdował. Wiązały go silne emocje i wspomnienia, jednak nie będzie go tutaj przez długie dni, a za coś trzeba kupić to i owo.
Niemniej jednak na razie czekał na pojawienie się Erglasa, by omówić te i inne sprawy. W końcu, pozostał teraz sam, a od jego decyzji i obranej ścieżki, nie było już powrotu..
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Dzień minął na przemyśleniach i wstępnych przygotowaniach. Odszukał bohater swój stary ekwipunek i po drobnym oczyszczeniu, naostrzeniu oraz wypolerowaniu doprowadził go do porządku. Nadal nadawał się do użytku.
Noc spędził Muad samotnie i ku swojemu zdziwieniu, tym razem nie dręczyły go żadne koszmary. Miał problemy z zaśnięciem, głowę bowiem zaprzątały liczne przemyślenia, sen jednak w końcu nadszedł, był zaś równie spokojny jak z Shatt przy boku.
Dnia następnego wstał wraz z pianiem kura, był to bowiem dzień roboczy, bohater zaś miał swoje obowiązki w Erxeńskim miasteczku. Żmudna, nudna praca fizyczna jako pomoc kowala dawała szansę do dalszych rozmyślań. Elidiończyk zajmował się głównie zalewaniem formy do różnych narzędzi, jak i ich finalną obróbką, do której nie wymagana była zbytnia precyzja. Dzięki temu mógł amatorsko zaostrzyć swój krótki miecz. Włóczni z kła kataxxu ostrzyć na szczęście nie trzeba było, ów magiczny artefakt bowiem nie tępił się nigdy.
Gdy słońce chyliło się już ku zachodowi, Muadowi zaś skończył się tematy do przemyśleń, Gornan, jego dzisiejszy szef, zwolnił bohatera do domu.
Niedługo po powrocie i spożyciu szybkiego, prostego posiłku, przy drzwiach rozległo się pukanie. W chwilę po nim, nie czekając na zaproszenie, ostrożnie wkroczył przez nie do izby Erglas.
- Witaj Muad - rzucił krótko i radośnie zamykając za sobą drzwi, po czym rozsiadł się w jednym z krzeseł - To jak tam? Coś już konkretnego postanowiłeś?
Spojrzał na Erglasa w uniesioną głową i rzekł donośnie:
- Wyruszamy przyjacielu. Mamy wiele spraw do załatwienia. A coś mi się zdaje, że za długo czasu przesiedziałem tutaj, choć nie był to czas stracony. Niemniej, mam parę pomysłów i mam nadzieję, że mi w tym pomożesz.
Jednakże nim zaczął opowiadać o wysnutych przez niego pomysłach, w mig postawił na stole dwa kufle i nalał do nich czegoś do picia. Nie znalazł rzecz jasna żadne alkoholu, bo przez ostatnie miesiące nie było go w zasięgu, ale obowiązek gospodarza chciał wypełnić jak tylko mógł. W końcu kto gada o takich sprawach o suchej gębie?
- Słuchaj, jedna sprawa. To nie będzie łatwa wyprawa i jest nam potrzebny sprzęt. Sęk w tym, że nie mam zbytnio oszczędności, jedynie tą chatę. Dlatego też, skoro mnie ani ciebie tutaj nie będzie, myślałem o sprzedaży. Wydaje mi się, że wystarczy spokojnie na nasze potrzeby. To się załatwi, tak samo jak sprzęt. Dobrze, by było przejść po karczmach, czy są jakieś chojraki, które za względnie dobrą cenę pójdą z nami. Tak wiesz, na wszelki wypadek, a dodatkowo będzie miał kto graty nosić...
Zatrzymał się tutaj na chwilę i wziął porządnego łyka.
- Aaaa i wiesz co, tak sobie myślałem, że głupio będzie tak wpaść do Hurlika bez niczego. A patrząc na naszą drogę, jest duża szansa, że napotkamy po drodze paru długobrodych przyjaciół. Mam taki plan, by zaciągnąć paru do nas. W końcu, idziemy na wojnę, nie na piknik, więc może damy radę... chociaż nie wiem jeszcze jak... Co ty na to brachu?
Czekał z niecierpliwością co o jego pomysłach powie Erglas. Wprawdzie jego gadanie nie wiele by zmieniło, ale miło jest mieć aprobatę ze strony kogoś takiego jak on. Dobrze jest działać wspólnie, można wtedy zajść o wiele dalej, niż by to się mogło wydawać.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
W domu o dziwo rzeczywiście nie było żadnego alkoholu. Silna wola, którą wspomagała z pewnością obecność Shatt pozwoliła utrzymywać nałóg na wodzy. Daleko było jednak Muadowi do zwalczenia go całkowicie. Sama myśl o rumie sprawiała, że pragnął go niczym dotyku piersi swej kochanki.
Kochanki, której przez najbliższe miesiące, kto wie czy nie lata, przy nim nie będzie.
Nalał zatem bohater soku do obydwu kufli, Sam nie był pewien z czego był to napój. Shatt przyniosła go dwa dni temu, smak zaś przypominał mieszankę kilku różnych owoców, w które bogate były sady Erxen.
- Ha! - wykrzyknął Erglas, uderzając dłonią w stół z wyraźnym podekscytowaniem - To rozumiem! Wyprawa w poszukiwaniu chętnych do bitki! - przycichł na moment wyraźnie nad czymś się zastanawiając - Znam jedną tawern, w której można by znaleźć paru chętnych. Jak wiesz, w tym popapranym kraju nie ma zbyt wielu najemników czy pałających żądzą przygody mężczyzn. Wszystko przez te elfy, mówię ci. Najchętniej by siedziały na chudej dupie i wąchały kwiatki. - parsknął po czym uchylił łyka z kufla - Na szczęście tak z 50 kilometrów na zachód jest niewielka wioska, a w niej Miedziany Dzban. Najlepsza karczma w tych okolicach dla takich jak my. Prowadzi ją gość wychowany w Imperium, nie żaden wychowany wśród kwiatków świętoszek, co to strzeli do ciebie z kuszy gdy nazwiesz jakiś posążek anioła, pedalskim gołębiem. - z lekką irytacją wypisana twarzy rozmasował pojedynczy punkt na lewym ramieniu.
- Będę tylko musiał jakoś sam się stąd uwolnić. Moi zwierzchnicy raczej nie będą pozytywnie nastawieniu do zwolnienia mnie z niewoli... - spoważniał na twarzy, szybko jednak uśmiechnął się szeroko i klepnął dłonią w blat stołu - Ale coś się wymyśli! To jak sądzisz, kiedy będziesz gotowy by stąd ruszyć?
- Hmm zapomniałem o tym, że nie możesz szwędać się wolno. Cholera, trzeba coś wykombinować, bo nie po to wyruszamy by mieć za sobą ogon, i to jeszcze z Erxen.
Westchnął zaniepokojony problemem, który mógłby spieprzyć cały plan. Nie zastanawiał się jeszcze jak wyciągnąć Erglasa stąd. Pewnie będzie musiał pogadać z paroma ludźmi tu i tam. Będzie trzeba o tym pomyśleć.
- Trzeba będzie coś wykombinować, ale najpierw, muszę poszukać kupca na ten dom. Myślę, że nie powinno być z tym problemu. Później sprzęt.. hmm dajmy na to dwa dni. Trzeciego dnia możemy wyruszać. Tak mi się wydaje. - zamyślił się na koniec, czy przypadkiem nic mu nie umknęło.
Dawno nie planował niczego, co miało by mieć miejsce dalej jak jeden dzień. Za sprawą Shatt i całego Erxen jego myślenie całkowicie się zmieniło. Teraz jednak trzeba było powrócić do tego co było. Mimo zmian, musi się przestawić na inny tok myślenia.
- No a potem oczywiście zawitamy do tego Dzbana. I wiesz co, elfy jak to elfy. Masz dużo racji w tym co mówisz, ale wystarczy odpowiednie podejście i dobre słowo by zachęcić nawet takie spokojne charakterki do krwawej bitki. A powiedz mi, masz znajomości w tym Dzbanku? - zapytał z błyskiem w oczach.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
- Zachęcić te pojeby do krwawej bitki? Ha! Do przemocy nie problem, wystarczy, że im świętą kuropatwę czy inne cholerstwo ubijesz to ci z dupy krwawą bitkę zrobią. Ale nie sądzę byś któregoś z nich namówił do bitki na drugim końcu Sorii, za sprawę, która go nie dotyczy. - prychnął, po czym wydudlił kolejnego, sporego łyka soku.
- W Dzbanie znajomości mam takie, jakie może mieć częsty bywalec owego lokalu. Znam karczmarza, z wieloma innymi bywalcami też się znam. Raczej nas tam nie zabiją.
Słowo 'raczej" brzmiało dość niepokojąco, ale czymże byłaby jakaś karczemna bitka dla tak zapijacz...zaprawionego w bojach bohatera.
- A co do sprzedaży tej rudery - bez ogródek rzucił Erglas rozglądając się na boki - jak sądzisz, że znajdziesz kupca to dobrze. Ja tam nikogo nie znam. Może gdybyś mieszkał w jakiejś mieścinie bliżej stolicy, to bym ci kogoś wytrzasnął ale tutaj...
Cóż, sprawa ze sprzedażą mogła potoczyć się różnie. Na oko Muada, całość warta była z 5 Złotych Talarów, co na walutę Imperium dawało 60ZM. Nie było to może dużo ale za wiejską ruderę więcej raczej nie dostanie. Nie znał bohater w zasadzie nikogo w okolicy, kto mógłby być chętny na zakup. Potrzebna byłaby jakaś młoda para szukająca własnego kącika poza domami rodzinnymi i która owego jeszcze sobie nie znalazła. Wioska najmniejsza nie była, nie przypominał sobie jednak bohater by kogoś takiego w niej widział ostatnio.
- Racja. - rzucił zdecydowanie - Dobra. To ja lecę najpierw poszukać kogoś tutaj w okolicy, kto by chętnie kupił ode mnie tą chatę. Myślę, że kowal będzie kogoś znał, albo sam będzie chciał coś z nią zrobić. Później od razu sprzęt będzie trzeba załatwić.
Sprzęt sprzęt sprzęt.. to słowo nagle zaczęło mu dudnić w głowie, nie wiedząc czemu. Nagle popatrzył się na Erglasa i znów wpadł mu kolejny wspaniały pomysł.
- Aaa słuchaj - zaczął spokojnie - a w tym Dzbanie masz jakieś kontakty handlowe? I nie mówię tu o babci co sprzedaje maść na odciski. Da rade coś załatwić? - odczekał spokojnie chwilę, jednak od razu nowy pytanie mu się nasunęło, więc nie czekał z nim.
- I powiedz mi co z twoim sprzętem. Chyba nie przyszedłeś tutaj tak jak teraz stoisz, zabrali ci wszystko?
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Erglas uniósł prawą brew, przybierając przy tym minę nieco zamyślonego bądź zaskoczonego.
- Kontakty handlowe? W dzbanie? Tylko jeśli zależy ci na towarach bardziej....ekskluzywnych - odparł znacząco akcentując ostatnie słowo - Broń, zapasy i tym podobne zachcianki z pewnością znajdą się w którejś z większych wiosek czy chociażby w mieście, znam jednak paru co mogliby nam załatwić jakieś substancje, bądź urządzenia natury zakazanej. Zależy czego właściwie potrzebujesz.
- Dodam - rzucił po kilku sekundach pauzy - że w okolicach Dzbana, do owych towarów zaliczają się także cytryny i jagnięcina.
- Zaś co do mojego sprzętu - elidiończyk dopił zawartość kufla ostatnim, zachłannym łykiem - owszem zabrali mi go. Na dodatek nie pozwalają mi broni nosić. Jedyne co mam to to małe gówienko - podkulił nogę, stawiając ciężki, zbrojony but na krześle, podwinął opadającą nisko nogawkę i wyciągnął zza cholewy sporych rozmiarów sztylet. - Zawsze coś ale równie dobrze mogę drapać paznokciami - odparł z krzywym uśmieszkiem na twarzy.
- Wątpię by w ogóle kiedykolwiek zamierzali oddać mi moje rzeczy. Zdążyłem się już pogodzić ze stratą Berty - dłonie Erglasa mimowolnie zacisnęły się w powietrzu niczym na niewidzialnej rękojeści jakiejś broni dwuręcznej.
Ocknął się ze zdumieniem i rozejrzał wokół. Za długo siedział na tyłku w tym miejscu i przez to wszystko mu powoli idzie. Siedzą i gadają.. gadają.. gadają.. snują plany, miast brać się do roboty.
- Dobra koniec siedzenie i picia! - rzucił do kompana. Czas działać. Lece teraz do kowala, zapytać się czy zna lub mógłby znaleźć na szybko kupca na tą chatę. Załatwię wierzchowce i zaopatrzenie.. mam nadzieje. No i jakiś sprzęcik dla ciebie.. Ale za to ty! Wykombinuj jak się zabrać stąd szybko byśmy nie mieli ogona z twojego względu i idź do tego dzbana, popytaj się czy który chętny, a ja później do ciebie dołączę. Wypadałoby szybko się stąd zawinąć..
Musiał wrócić do dawnych zwyczajów, gdzie najpierw trzeba było działać, a później się myślało, czy było dobrze czy nie. Oczywiście planowanie jest ważne, ale on jest człowiekiem działania, on ma robić, nie myśleć zbytnio o sensie, bo ten, prędzej czy później się znajdzie.
- No już idziemy. - zaczął zbierać się do wyjścia.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
- Dobrze gadasz - rzucił entuzjastycznie Erglas, również zrywając się ze swojego miejsca. Uderzenie pięścią, które sprzedał stołowi na poparcie swoich słów przez chwilę wywołało w Muadzie drobny niepokój, czy aby mebel nadto na tych przejawach emocji nie ucierpi. Nie to żeby bohater jakoś specjalnie wyznawał zasady równości i dobrego traktowania domowego oposażenia, ale w końcu zamierzał ów dobytek sprzedać.
Obydwoje wyszli na zewnątrz, wystawiając twarze na ciepłe promienie porannego słońca. Tam, przed drzwiami rozeszli się każdy w swoją stronę. Muad do kowala, Erglas...zapewne do jakiejś karczmy.
Spotkać się mieli niedługo, by dalsze plany podjąć.
- Muad! Zaczekaj. - usłyszał Elidiończyk mniej więcej w połowie drogi do swego częstego pracodawcy. Głos ten należał do lekko przygrubego, podstarzałego mężczyzny o twardych rysach twarzy. Był to nikt inny jak Ferrun, ojciec ukochanej bohatera. Zbliżał się doń pospiesznym krokiem.
- Wiem co się stało między tobą a Shatt - podjął gdy tylko zbliżył się do swego niedoszłego zięcia - A przynajmniej tyle ile byłem w stanie z niej wyciągnąć. Od wczoraj nie wyszła ze swojego pokoju, a i do rozmów też zbyt skora nie jest.
Ferrun wyglądał na dość zmartwionego, nie wyglądało jednak na to, by żywił do Muada jakiekolwiek negatywne emocje.
- Zatem zamierzasz nas opuścić, czyż tak?
Czuł się trochę zmieszany i winny całego tego smutku - i w sumie racja. Jednak takie życie, trzeba robić to co należy. Nie mógłby żyć tak, siedząc tu i wiedząc, że jego bracia ruszyli na wroga, który wyniszcza jego ojczyznę.
- Ciałem i duszą tak, ale serce pozostawiam z wami. Nie chciałem żeby to tak wyszło. Nie mogę jednak stać bezczynnie gdy moi rodacy mobilizują się do walki z wrogiem, który splugawił moją ojczystą ziemię. Jestem wojownikiem Ferrunie, taki mój kunszt, moje miejsce jest na polu bitwy. - westchnął ze smutkiem na koniec.
- Postaram się jeszcze złagodzić jej ból.. o ile dopuści mnie do siebie. - popatrzył się w kierunku, w którym zmierzał. - Muszę iść, droga daleka i muszę zapasy zorganizować. - westchnął po raz kolejny. Nie lubił tego typu rozmów, napawały go odrazą, ale były konieczne.
- Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście. Nie zapomnę was i wrócę jak tylko uspokoi się. Rozumiesz?
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
- Ależ doskonale cię rozumiem Muadzie - odparł farmer, nieco zapewne zbijając z tropu bohatera, ton nie wyrażał bynajmniej smutnego pogodzenia się z losem, raczej szczere zrozumienie i coś więcej.
- Nie zrozum mnie źle. Nie mam zamiaru wytykać ci twych decyzji, czy przekonywać cię do pozostania. To działka mojej córy. Na bogów, cieszę się, że taki z ciebie równy chłop, co swego słowa na lewo i prawo nie strzępi. Uratowałeś mi nawet życie, psia mać.
Dlatego spytać się cię chciałem Muad, czy jakoś pomóc ci nie trzeba. Na wojaczkę ruszysz, dom pusty ostawisz, a droga przed tobą daleka.
"Kurde, nie spodziewałem się po nim tego.. dobry człowiek.. dobry elf.."
- Właśnie idę w tej sprawie do kowala. Nie mam zbyt wiele grosza przy sobie w tej chwili, a jedyne co mam, co ma jakąś wartość jest ta chata. A jak mówisz, jak wyjadę to dom zostanie pusty. - zrobił krótką przerwę, by lepiej zaakcentować to co chce powiedzieć. - Dlatego mam zamiar sprzedać komuś chatę, by na wierzchowce i zaopatrzenie mieć. Nie jestem tylko pewien, czy znajdę kogokolwiek w tak krótkim czasie, kto byłby chętny na kupno...
Miał nadzieję, że to właśnie sam Ferrun zaoferuje mu, że odkupi od niego chatę. Jeżeli nie, to może mógłby chociaż znaleźć lub doradzić w którym miejscu szukać. Kto jak kto, ale on to na pewno znajdzie jakiś sposób by przyśpieszyć jego wyjazd.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Ferrun zamyślił się chwilę, eksponując parę zmarszczek tu i ówdzie. W końcu jednak na twarzy wystąpił mu uśmiech, wzrok zaś na powrót zrównał się z wzrokiem Muada.
- To co byś powiedział, gdybym ja kupił od ciebie ten dom? Zapłaciłbym ci cztery talary, a dziewczęta wyszykują ci posiłek na tydzień bądź dwa. Dom wykorzystam na magazyn, a być może i ku czemu innemu, a gdy już załatwisz swoje sprawy i powrócisz do nas, będziesz mógł ponownie w nim zamieszkać. Musisz mi tylko obiecać jedno.
Zrobił lekką pauzę, spoglądając głęboko w oczy bohatera, jak gdyby wwiercić się chciał w jego duszę.
- Powrócisz do nas, do Shatt, jak tylko będziesz mógł.
Bał się, czekając na ostatnie słowa Ferruna. Nie lubił składać przesiąg. Ale gdy tylko ten skończył mówić, ulżyło mu. Gdyż to była dla niego rzecz oczywista, naturalna. Dlatego też nie unikał jego wzroku Ferruna i powiedział mu z uniesioną głową:
- Jestem człowiekiem, a człowiek długo nie może żyć bez serca. Jak tylko nie będę potrzebny, wyruszam w drogę do domu cały i zdrów. Może i idę na wojnę, ale odwalanie śmierci zostawię komu innemu. - na końcu uśmiechnął się, ukazując swoje zęby jak miał w zwyczaju.
- Nie wiem, jak mógłbym jeszcze ci dziękować Ferrunie. - uchylił karku na znak szacunku. Nie zawiodę Ciebie, ani Shatt. Masz na to więcej niż moje słowo...
- W takim razie, muszę jeszcze tylko załatwić wierzchowce, by móc wyruszyć. - skłonił się jeszcze raz Ferrunowi i ruszył dalej w stronę kowala i miejsc, gdzie może dostać dobre wierzchowce. Miał tylko nadzieję, że z Erglasem sprawa pójdzie po ich myśli..
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Ferruna najwyraźniej usatyswakcjonowała odpowiedź Muada, uśmiechnął się bowiem szczerze i poklepał bohatera po ramieniu.
Rozstali się wtedy, obydwaj z czystym sumieniem, by swoje sprawy dokończyć późniejszą porą.
Niedługo później, odwiedził Muad kowala, z którym pogawędził trochę na temat swych planów, potrzeb, jak i sytuacji na dalekiej północy. Kowal bowiem, swój chłop był i ciekawiły go historie bitwy z Razud. Zdecydowanie więcej w nim było z człowieka niźli z elfa, o ile w ogóle jakaś domieszka szpiczasto-uszastych w jego krwi się znajdowała.
Doradził on bohaterowi wędrówkę do gospodarstwa na pograniczu Lasu Berrieli, gdzie to ponoć stajnię swoją miał doskonały hodowca i jeździec, Firriendo. Jako, że było mu to po drodze, tam też swe kolejne kroki Elidiończyk zaplanował.
Nie ruszył jednak jeszcze tego samego dnia. Dogadał się z Erglasem, coby w południe dnia następnego, spotkać się przed miejscową gospodą. Tego dnia miał bowiem jeszcze pewne sprawy do załatwienia.
Wieczorem odwiedził gospodarstwo Ferruna, w którym przywitała go solidna kolacja. Oprócz Muada i gospodarza domu, przy stole zasiadła całą rodzina, włącznie z Shatt. Ta zdążyła już nieco ochłonąć i pogodzić się z całą sytuacją, smutku jednak nie kryła.
Ferrun starał się trzymać wesoły nastrój wieczerzy, nakrapiając ją w dużej mierze domowej roboty bimbrem i miodówką. Czy Muad chciał czy nie chciał, gospodarzowi odmówić nie mógł, w stan nieprzesadnego błogostanu dał się zatem wprowadzić.
Pożegnalna wieczerza zakończyła się dość późno, w całkiem cywilizowany o dziwo sposób. Para kochanków udała się do swego domu, w którym to spędzili ostatnią, upojną noc. Shatt wyraźnie starała się jak mogła, dostarczając Muadowi przyjemności, którym długo miał nie zapomnieć.
Dnia następnego, po stosownym pożegnaniu, odebrał bohater od Ferruna obiecane cztery złote talary oraz tobołek z racjami żywnościowymi, które starczyć mu miały na ze dwa tygodnie.
Gotowy do drogi, która zając mu miała niecały dzień, miał okazję poważnie zastanowić się, czy nie ma już nic więcej do załatwienia w mieścinie zwanej Erhivan. Do południa trochę czasu jeszcze miał, w okolicy zaś znaleźć można było zarówno sklep ogólny, jak i świątynię, pocztę, krawca i bank.
Z każdą chwilą było mu szkoda tej rodziny i tego miejsca, że musi pozostawić to wszystko za sobą. Tak wiele tutaj przeżył i się nauczył, a było to inne niż wcześniej. Jego życie zmieniło tor, a teraz znów wkracza na te stare wyrobione tory. A może to cały czas te same? Nie wiedział już co myśleć, ale najlepiej było jak nie myślał.
Byli już gotowi do drogi. Pieniądze są, żywność jest. Tak na prawdę oprócz dobrych wierzchowców od niejakiego Firriendo i jakieś broni dla Erglasa, przydałaby im się mapa imperium. Nie chciał znów włóczyć się tu i tam, tylko prosto do celu. Właściwie, to przydałaby mu się też mapa Gór Środka. Mimo jego znajomości terenu zawsze lepiej mieć coś takiego ze sobą, szczególnie, że postanowili odnaleźć też podziemnych ziomków, którzy mogliby im pomóc w wyprawie.
Ruszył więc zaopatrzyć się w dwie mapy, po czym poszedł spotkać się z Erglasem. Zakup wierzchowców i jakiejś sztuki broni to już drobnostka, także po ich nabyciu wyruszą zapewne w dalszą drogę.. oczywiście miał taką nadzieje.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Sklep ogólny w Erhivan nie należał niestety do najlepiej zaopatrzonych. Jedynie cud sprawił, że podstarzały mężczyzna prowadzący ten przybytek w ogóle znalazł jakieś mapy nie ograniczające się do obszaru Erxen. Cena zaś jaką sobie zażyczył za obydwie nieco zniechęciła bohatera do zakupu. Złotego talara lepiej było wydać na coś bardziej potrzebnego, w mapy zaś zaopatrzyć się w mieście bądź gdzieś indziej.
- Heh, dziwisz się? - odparł Erglas usłyszawszy przejścia Muada z mapami - Ja się dziwię, że ten dziadyga w ogóle miał mapę przedstawiającą coś bardziej skomplikowanego niż droga do najbliższego wychodka.
Prychnął pod nosem, po czym poprawił plecak sporej wielkości, zarzucony na ramię. Czynności tej towarzyszył brzdęk metalu i szkła.
- Zebrałem to i owo - odparł widząc mimowolne zainteresowanie Muada brzdękającym pakunkiem - załatwiłem też sobie przepustkę do miasta. - rozejrzał się ukradkiem na boki - Tam zgubimy obserwatorów - dodał konspiracyjnym szeptem.
- Czyli tak - rzucił pospiesznie, podnosząc gwałtownie głos i prostując się przy tym w dosyć marnej próbie zatuszowania uprzedniej czynności. - Idziemy do tego całego Fibździmendo, bierzemy konie i ruszamy do Kufla. Tam zgarniamy ewentualnych chętnych, kupujemy to czego nie dałoby rady zakupić w mieście i ruszamy na północ, barka do Rierden. To miasto, do którego dostałem zezwolenie, znajduje się przy północnej granicy Erxen. Tam czynimy ostatnie zaopatrzenia i ruszamy w góry.
Teraz tylko pytanie. Co dalej? Bo z tego co rozumiem mamy znaleźć jakiś klan krasnoludzki gdzieś w pobliżu terytorium Razud.
Tak na prawdę to spodziewał się więcej po tutejszych sklepach czy to z mapami czy nie. Ale cóż, nadal tutaj więcej elfów niż ludzi. Leśniki zawsze są słabo zorganizowane, przynajmniej takie miał zdanie o nich i nie wychodziło na to, że nie prędko je zmieni.
Postawa Erglasa wydawała mu się zdeka komiczna, jednak nie przeszkadzało mu to, ważne że miał druha, który od czasu do czasu potrafi zrobić coś ciekawego. Dawno nie miał takie towarzystwa. Wprawdzie, to odkąd wyruszył z północy to nie miał zbyt wielu okazji do spotkania swoich ziomków.
Zaniepokoiła go jednak wiadomość o niejakich 'obserwatorach'. Nie przypuszczał, iż ktoś chodzi za Erglasem i sprawdza jego poczynania. To może przyczynić się do pewnych opóźnień i problemów podczas podróży. Jednak ryzyko zawsze było wpisane w podróżowaniu.
- Dosłownie czytasz mi w myślach - odparł do druha z uśmiechem. - Załatwimy wierzchowce i ruszamy od razu. Mam zapasy na drogę, a jak zbraknie to nie ma też co się martwić. - zrobił tutaj dłuższą przerwę by zastanowić się nad dalszym planem. Przeczesał lekko swoją brodę i mówił dalej.
- Wiesz, nie powinniśmy zapuszczać się zbyt daleko na północ, nie teraz. Najlepiej jak przejdziemy lekkim łukiem przez te góry by dojść na czas do stolicy, gdzie jest spotkanie. Po drodze zahaczymy o niejeden klan. Raczej wątpię, byśmy mieli przejść przez Góry Środka.. i nie spotkali żadnego z naszych brodatych przyjaciół. Powinno ich tutaj być na pęczki.. znudzonych i chętnych do bitki..
- Dobra idziemy, po drodze jeszcze zobaczymy co zastaniemy. - rzekł i ruszył w stronę ów handlarza o dziwnym imieniu, który może zaopatrzyć ich w dobre do podróży wierzchowce.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum