TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Na ratunek Północy - Prolog
Autor Wiadomość
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2010-12-24, 16:12   Na ratunek Północy - Prolog

Na ratunek Północy - Prolog
Kroniki Muada




Nagi, jedynie z mieczem w dłoni i zimnym potem na całym ciele, biegł. Ile sił w nogach, ile powietrza w płucach, biegł. Uciekał? Tak. Niczym tchórz, niczym zdrajca, uciekał pozostawiając za plecami płonące domy, ciała ociekające resztkami krwi. Obdarty ze zbroi, obdarty z ubrania, obdarty z honoru, biegł.
Do uszu docierał charakterystyczny śmiech i donośne głosy wypowiadające słowa w przeklętym języku. Biegł czując za sobą cuchnący oddech, mając nieustanne wrażenie, że tuż za nim, tuż przy pozostającej z tyłu po każdym kroku pięcie, otwiera się paszcza z długimi, ostrymi niczym brzytwy zębiskami.
Nie obracał się jednak by to sprawdzić. To by go spowolniło. Krzyki bólu przemieszane z okrutnym śmiechem mroziły krew w jego żyłach.
Po co nadal trzyma miecz? Przecież ucieka. Miecz go spowalnia. Palce dłoni powoli zaczęły się otwierać...




Gaaah!

Człowiek zerwał się do pozycji siedzącej zaciągając łapczywie powietrze w czymś, co przypominało niemy krzyk. Serce kołatało w piersi, ciało pokrywał pot, szeroko otwarte oczy powoli podawały do umysłu informacje, że jest w dobrze znanym sobie pokoju, zaś to co miało miejsce kilka chwil temu nie mogło być prawdą.
Sen...to był tylko sen. Znowu ten sam sen...
Ostatnimi czasy miewał go coraz częściej. Nie każdej nocy, na tyle jednak często, by zaczynało go to irytować i niepokoić. Czasem trwał dłużej, czasem krócej, niektóre jego elementy zmieniały się, dwie jednak rzeczy pozostawały zawsze takie same. Po pierwsze budził się tuż przed wypuszczeniem miecza z dłoni, po drugie nawet po pełnym wybudzeniu, doskonale pamiętał cały sen. Wiedział doskonale do czego się odnosił…

Myśli o Elidionie niejednokrotnie powracały, Muad jednak nie miał najmniejszego pojęcia w jaki sposób mógłby pomóc swej ojczyźnie. W chwili, w której oddział Hurlika poległ w Puszczy Wiecznej Nocy, dalsze kontynuowanie misji samemu nie miało najmniejszego sensu. Sam jeden, nie przekonałby Imperium do pomocy Elidionowi. Sam jeden nie był w stanie zmienić losów wojny z Razud. To pewnie ta dołująca myśl popchnęła bohatera do podążania drogą najemnika, poszukiwacza przygód. Gdzieś tam w głębi wmawiał sobie, że jeśli tylko uda mu się uzbierać wystarczająco dużo złota, będzie w stanie w jakiś sposób wspomóc swój kraj. Być może wynająć niewielką armię, czy ogromną ilość najemników...
Oszukiwał jednak sam siebie i co najgorsze, w głębi duszy dobrze o tym wiedział.
To jednak miał już za sobą. Ten rozdział w jego życiu, dość krótki, acz bardzo intensywny skończył się, ustępując miejsca spokojnemu życiu w Erxen.

- Muad, co się stało? Znowu ten koszmar? - spytała zaspanym głosem kobieta leżąca w łóżku po lewej stronie bohatera. Przetarła oczy i spojrzała z troską na swego kochanka. Na imię miała Shatt. Była piękną kobietą o zielonych oczach i ciemnych, prostych, opadających za ramiona włosach. Prawie niezauważalnie zwężone u góry uszy, sugerowały domieszkę elfiej krwi, to jednak w Erxen było na porządku dziennym. Bohater gościł ją w swym łożu niemal każdej nocy, już od paru miesięcy. Można powiedzieć, że znajdywał w jej ramionach pocieszenie, ulgę. Obecne życie choć pozbawione dawnego dreszczyku emocji, niebezpieczeństw, konkretnego celu, dawało mu jednak szczęście. I pomyśleć, że kilka lat temu ganiał po górach w towarzystwie drowa i upadłej anielicy, każdego dnia walcząc o życie. Dużo się zmieniło...

Mniej więcej cztery lata temu rozstał się z tą dwójką. Drow zmarł, upadła anielica po prostu stwierdziła, że ma w dupie dalsze podróżowanie, zaś ich kontrakt uległ unieważnieniu. Od tamtej pory awanturnicze życie poszukiwacza przygód uległo pewnej zmianie. Skończyły się dziwaczne, niebezpieczne misje, walki z magami i demonami, czy choćby takie drobnostki jak poszukiwania krasnoluda Torgina. Zaczęła się bezcelowa, monotonna tułaczka i szukanie dla siebie nowego miejsca w świecie. Z początku sporo czasu spędził w Caligomonas, gdzie zajmował się wieloma doraźnymi pracami, które dawały mu utrzymanie i zajmowały jego umysł. Jego główną rozrywką na ten czas, oprócz picia dużej ilości rumu, były częste bijatyki w miejscowych karczmach. Był to swojego rodzaju sport, tyle że bez wyraźnej nagrody – jedynie satysfakcja bądź jej brak
Jego popadające w rutynę życie odmienił pewien krasnolud imieniem Marko. Okazało się, że dość dobrze znał jego ojczyznę, przez co mieli razem wiele wspólnych tematów. Oczywiście skończyło się wszystko ogromną ilością przelanego piwa, wódki i rumu, co zakończyło się kolejną rozróbą i przypadkowym zniszczeniem karczmy w której urzędowali. Niemniej jednak, bohater ponownie miał z kim podróżować. Nadal jednak bez celu i większego sensu.
Pierwszym z punktów zwrotnych okazał się, jak to zwykle bywa, pewien nietypowy przypadek. Podczas jednego nakrapianego alkoholem popołudnia, wychodząc przed karczmę w celu skorzystania z wychodka, czy też pobliskiego krzaka, dostrzegł w oddali trójkę jadących konno ludzi, podążających spokojnie drogą na północ. Nie byłoby w tym nic dziwnego, uwagę Muada zwrócił jednak ubiór jegomości, który zdawał mu się dziwnie znajomy. Wtedy nieco podpity wzrok zogniskował się na twarzy pierwszego z ludzi, najwyraźniej dowódcy tego niewielkiego oddziału.
Bohater ujrzał Hurlika Szarego Wilka, dowódcę oddziału Elidiońskiego, który wyruszył z prośba o pomoc do Imperium, jednak został zaatakowany przez drowy w Puszczy. Oddziału, którego Muad był członkiem.
Chwila szoku i niedowierzania wystarczyła, by wykrzyczane z opóźnieniem imię, nie dotarło już do uszu Elidiońskiego dowódcy. Muad próbował pobiec za nim, jednak przeciągająca się jeszcze z dnia poprzedniego libacja trochę osłabiła jego koordynację ruchową. Gdy kilka minut później Marko wyłowił bohatera zza krzaku, Muad nie był do końca pewien czy w rzeczywistości widział swego dawnego dowódcę, uznał jednak, że warto w tej sytuacji zawierzyć zmysłom.
Marko, jako dobry kompan wszelakich rozrywek jak i wspaniały dumny krasnolud, chętnie zobowiązał się pomóc w poszukiwaniach ów Hurlika.
Niedługo udało im się znaleźć pewne informacje, potwierdzające, że „pijacka wizja Muada” nie była jedynie przewidzeniem. Hurlik rzeczywiście zawitał do Caligomonas, ruszył zaś na północ, wgląd Gór Środka Świata. Dlatego też, dwójka bohaterów niezwłocznie spakowała się i ruszyła w ślad za nim.
Niestety bez powodzenia. Po długich, bezowocnych poszukiwaniach Muad z Marko postanowili zakończyć wspólną tułaczkę. Krasnolud miał swoje sprawy do załatwienia w Carphetii, człowiek z kolei, chciał z braku lepszego cynku, zbadać kraj na południu, z którego to wracał Hurlik z towarzyszami.
Erxen. Bohater niewiele wiedział o tym państwie, nie miał pojęcia czego właściwie ma się spodziewać gdy w końcu tam dotrze. Gdy pewnego dnia znalazł się w końcu na południowych zboczach Gór Środka Świata, nieco zdziwiony, w oddali ujrzał morze, przynajmniej tak mu się wtedy wydawało, w rzeczywistości patrzył bowiem na Erx, ogromne jezioro stanowiące sztandarowy obiekt w Erxen.
Ruszył bohater w stronę owego „morza” i rozpościerających się wszem i wobec zalesionych terenów.
Tak to znalazł się w granicach Erxen.

Niedługo po opuszczeniu gór, natrafił bohater na Erhivan, niewielką wioskę graniczącą z lasem. Zamieszkiwało ją wiele życzliwych rodzin ludzkich, z których niektórzy zdawali się przypominać półelfy.
Strudzonego, brudnego i głodnego wędrowca przyjęła pod swój dach pewna rodzina. Wtedy to Muad nie zdawał sobie jeszcze sprawy z faktu, jak wielkie szczęście go spotkało. Kąpiel w stawie? Zabicie i zjedzenie wolno biegającej kuropatwy? Czy nawet rozpalenie ogniska w pobliżu dębu, za to wszystko mógł bohater zapłacić głową, bądź skończyć z widłami w płucach. Kompletnie nieświadomy panujących w tym rejonie zwyczajów, mógł śmiertelnie obrazić miejscowych na tysiące różnych sposobów. Na swoje szczęście, wpadł w oko najstarszej z trzech cór gospodarza, który to tak hojnie go przyjął. Ta, imieniem Shatt, cierpliwie wytłumaczyła mu wszelkie prawa i zwyczaje, które winien znać. Z czasem, nauczyła go także języka urzędowego Erxen.
Muad zadomowił się w Erhivan. Zaczął trudnić się różnymi rzemiosłami. A to doglądać broni łowieckiej, a to próbując polować samemu, skrzętnie unikając kuropatw i dzików, które to w tych regionach Erxen uchodziły za święte. Przynajmniej przez większość dni w roku, w święto Kassadii bowiem, urządzano rytualne polowania i ucztę składającą się tylko i wyłącznie z tych właśnie zwierząt.
Bohater parał się również budownictwem, doglądaniem koni i trzody, naprawą, pracą w polu i wieloma innymi zadaniami, z pomocą których w końcu zaczęto traktować go jak prawowitego mieszkańca wioski.
Po kilku tygodniach pobytu w domu Ferruna, ojca Shatt, wioska udostępniła Muadowi własny przybytek. Po wyremontowaniu i wysprzątaniu, bohater w końcu miał własny dom.

Pomiędzy nim, a Shatt zaczęło iskrzyć już podczas pobytu w jej domu. Jej wstępne zauroczenie zaczynało wzrastać, Muad zaś zaczął odwzajemniać jej uczucia. Minęło jednak wiele czasu, nim doszło do pierwszej wspólnej nocy. Zwyczaje panujące w wiosce nie zabraniały współżycia pozamałżeńskiego, wymagały jednak udowodnienia swej wartości. Shatt zaś okazała się bardzo wierna zwyczajom swego ludu.
Dopiero po czterech miesiącach, gdy podczas polowania Muad uratował życie starszemu z dwóch synów Ferruna, ten pobłogosławił jego związek z Shatt. Od tamtej pory, zamieszkała ona wraz z Muadem w jego małej, skromnej izbie.

Życie stało się spokojne, radosne i nieco nudne. Do czasu.
Pewnego dnia spotkał bowiem bohater swoją przeszłość. Wędrowca z innej wioski, który wysłany został ponoć, by odpracować kolejną część swego wyroku, pomagając przy pracach w Erhivan. W pierwszej chwili Muad nie skojarzył owego osobnika, miał jednak nieodparte wrażenie, iż kiedyś wcześniej go widział.
Erglas, tak bowiem miał na imię, jako pierwszy zdał sobie sprawę z łączących ich korzeni. Okazało się bowiem, że tak jak i Muad, służył on w oddziale Hurlika wysłanego po pomoc do Imperium. Jako jeden z nielicznych, przeżył zasadzkę w Puszczy i wraz z dowódcą, po dłuższej tułaczce, powrócił do Elidionu.
Stamtąd, wraz z nowymi rozkazami, kilka kolejnych oddziałów ruszyło szukać pomocy wśród zamieszkałych przez ludzi krain. Hurlik, wraz z czterema kompanami, w tym Erglasem, udał się do Erxen. Tu ponoć, nieświadomi zwyczajów, złamali święte prawo kąpieli w stawie Fehilden. Jeden z ich towarzyszy, który dodatkowo zbezcześcił staw oddaniem doń moczu został zabity na miejscu. Reszta miała zostać uwięziona. Na szczęście możliwości dyplomatyczne jednego z ich kompanów okazały się bardzo przydatne. Udało się wynegocjować wypuszczenie Hurlika i trójki jego towarzyszy, jeśli tylko Erglas, pozostanie odpracować karę przez następne 8 lat.
Dwóch Elidiończyków zaprzyjaźniło się, spędzając wiele godzin na dyskusjach na temat ojczyzny, Hurlika i tragicznej sytuacji z Razud. To właśnie niedługo po spotkaniu dawnego towarzysza zaczęły się koszmary.

Muad poczuł dłoń delikatnie opadającą na jego spocone ramię.
- Wszystko w porządku? – spytała troskliwie Shatt.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2010-12-25, 16:40   

Nieustający koszmar, targający jego umysłem, nie dawał mu spokoju. Rozrywał go między dwa światy, ten Erxeński i ten Elidioński. Jeden pełen szczęścia, drugi pełen bólu. Ale mimo to te dwa, odległe od siebie, krańce świadomości tworzyły jego osobę. Nie mógł wyprzeć się ani jednego z nich. Czuł się rozdarty i przeczuwał zwrot, który mógłby zmienić na zawsze jego kierunek w życiu. A tym, który przebudził w nim tą śpiącą, ukrytą i zapomnianą część jego osoby był pobratymiec z ojczyzny - Erglas. Kto by przypuszczał, że dojdzie do tego tutaj?

Ukojenie w tych wszystkich myślach dał mu czuły dotyk i głos osoby, którą napełniony był każdy jego dzień, odkąd przybył do tej krainy. To ona dodawała mu siły i zaraziła go silną chęcią życia. Której wcześniej, tak bardzo mu brakowało. Właśnie tutaj i przy niej stał się panem własnego losu, ale czy na pewno? Czy może był to kolejny ślepy krąg w który mógł popaść? Nawet jeżeli tak było, to nigdy nie chciał by z niego zrezygnować.

O słodka Shatt, Ty zawsze wiedziałaś co siedzi we mnie. Znałaś moje myśli i pragnienia. Nigdy nie zostawiałaś mnie samemu sobie. I nawet teraz gdy chmury się zbierają jesteś przy mnie.

Ujął jej delikatną dłoń, z całą czułością jaką miał w sobie i rzekł spokojnie, starając się uspokoić.
- Tak. To ten sam, powracający sen. Koszmary przeszłości. One wracają.

Ucałował jej piękną dłoń i mówił dalej, nieco niższym głosem.
- Burza nadchodzi, tak myślę.. Nie chcę by nadeszła, bo nie wiem co przyniesie.

W tej chwili tak bardzo potrzebował jej dotyku. Tego kojącego, dającego ciepło i siłę. Nie chciał uciekać w alkohol, który był tak ważną częścią jego życia przed przybyciem do Erxen, do Erhivan. Wprawdzie można by mówić o nim, że jest uzależniony. Nawet niektórzy mówili, że po wypiciu paru kufli jest jeszcze większym skurwysynem, któremu nie warto wchodzić w drogę. Jednak ciepło Shatt stawiał ponad wszystko. I nie miał zamiaru go tracić.

Spojrzał na nią, w te jej cudne zielone oczy i rzekł:
- Rozklejam się, prawda?
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-01-03, 18:13   

Nikłe światło gwiazd i księżyca wpadające przez zamknięte okno nie pozwoliło bohaterowi przyjrzeć się obliczu Shatt, domyślał się jednak iż maluje się na nim smutek i troska. Ostatnio coraz częściej je dostrzegał. Czyżby ona także coś przeczuwała? Czy może to prorocze słowa Muada tak ją martwiły?

- Już wszystko dobrze... - odparła delikatnie wygładzając włosy elidiończyka drugą dłonią - Już cię tej nocy nie będzie dręczył - dodała powoli ciągnąć tułów Muada do pozycji leżącej.
Miała rację. Koszmar nigdy nie pojawiał się dwa razy tej samej nocy. Przynajmniej nigdy dotychczas.
Shatt wtuliła się swym nagim ciałem w bok bohatera, nie czyniąc jednak nic co sugerować mogłoby chęć do nocnej zabawy. Oboje dobrze wiedzieli, że po owym przykrym przebudzeniu, nic by z tego i tak nie wyszło.
- Śpij - szepnęła czule do ucha bohatera, po czym złożyła głowę przy jego ramieniu.

Brak jakiejkolwiek łuny, jak i całkowita cisza świadczyły o młodej porze nocy. O przynajmniej trzech godzinach dalszego snu.
Pewnie jak zwykle po koszmarze będzie miał lekkie problemy z ponownym zaśnięciem. Miał jednak wrażenie, że obecność Shatt i tak znacząco w tym pomaga. Kto wie czy bez niej nadal byłby w stanie wysypiać się każdej nocy.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-01-04, 19:37   

Jak zwykle mówiła prawdę i za to ją uwielbiał. Sny przychodzą i odchodzą, niczym fale morskie wzdłuż wybrzeża. Od zawsze i na zawsze. Zapewne to jest jego przekleństwo, że jest tutaj, a nie na dalekiej północy, do której należy. Wszystko ma swoją cenę. Ale czy na pewno jest ona sprawiedliwa?

Nie stawiał jej większych oporów. Wraz z powracającym spokojem pochłaniał każde jej słowa jak i dotyk, który sprawiał mu dużo przyjemności i dawał ukojenie, którego potrzebował. Od dawna już nie był sam. Miał kogoś, kto dodawał mu otuchy i energii.

Delikatnie ucałował Shatt w czółko i starał się już nie myśleć o koszmarze.
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-01-05, 09:31   

Spokojny oddech i bicie serca Shatt uspokajały go. Zgodnie z oczekiwaniami, gdy myśli bohatera dostatecznie się uspokoiły, sen ponownie owładnął jego świadomością.


Gdy zbudził się ponownie, słońce na dobre zagościło już na niebie, wypełniając jasnym światłem całe pomieszczenie. Nie było ono duże, wystarczało jednak by zmieścić łóżko, kredens, szafę, niewielką szafkę nocną i krzesło, na których złożone leżały ubrania bohatera. Nigdzie w okolicy nie było widać innego wyposażenia, które to swego czasu zwykł przeglądać po przebudzeniu. Teraz już nie musiał. Broń spokojnie spoczywała w szafie, drewniany ptak Razud spoczywał dumnie na kredensie w salonie. Magiczna Klepsydra, co nieco irytowało Shatt, stała spokojnie na szafce nocnej, utwierdzając bohatera w przekonaniu,że nadal żyje. Resztą porozrzucana była w najróżniejszych miejscach. Nawet zbroję rzadko teraz bohater przywdziewał.

Shatt nie leżała już obok niego, ciche dźwięki dochodzące jednakże z głębi domu, sugerowały, że ktoś w nim nadal przebywa. Zapewne jak to w jej zwyczaju, krzątała się w kuchni, przygotowując śniadanie dla obojga.

Muad nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy coś mu się jeszcze śniło tej nocy. To zaś był dobry znak. Gdyby koszmar nadszedł ponownie, z pewnością by go pamiętał.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-01-05, 22:35   

Cieszył się na widok poranka. Zawsze lubił ten stan rzeczy, gdy wszystko wraca do normy i jest pełen energii w nowym dniu. To tak jakby na nowo się narodził. A wiedział, że tego dnia narodził się w dobrym miejscu i przy wspaniałej osobie.

Przeciągnął się wszem i wobec. Napięcie mięśni przynosiło mu ulgę, która była znakomita na tą porę dzionka. Rozejrzał się po izbie. Wszystko wydawało mu się w znakomitym porządku. Chociaż wprawdzie kto inny mógłby twierdzić inaczej, ale w końcu jest u siebie.
Jednakże przez cały czas denerwowała go ta durna figurka. Wiedział, skąd pochodzi i czyimi rękoma została wyżłobiona, ale mimo to nie chciał jej wyrzucić. Był to dla niego bowiem pewien rodzaju monument, który miał mu zawsze przypominać kim jest i co w nim tkwi. Nie było dla niego istotne to, że wywoływała w nim negatywne emocje. Tak już musiało po prostu być.
Gdy jego uwagę przykuła klepsydra, jedyny co wpadło mu na myśl, to to, że będzie musiał to draństwo w końcu wywalić, bo tylko irytuje Shatt. A właśnie..

Słysząc odgłosy dochodzące z głębi izby, postanowił dłużej nie wylegiwać się w łóżku. Czas przywitać nowy dzień i swoją Panią. Szybko zatem zgarnął ubrania z krzesła i odział się. Następnie po cichutku zaczął kroczyć w kierunku kuchni.
"Ciekawe co tam się dobrego dzieje..." - myślał sobie.
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-01-13, 14:59   

Ubrany, rozbudzony i zadowolony z życia bohater opuścił sypialnie, wychodząc na dość krótki korytarz, stanowiący kręgosłup mieszkania. Od niego to odchodziły wszelkie pomieszczenia, tych zaś zbyt wiele nie było. Skromna łazienka zaopatrzona w bale, kuchnia oraz salon, który stanowił główne pomieszczenie i w którym to znajdowało się wejście do domostwa. Sypialnia znajdowała się naprzeciwko łazienki, kuchnia zaś naprzeciwko salonu, nietrudno zatem wyobrazić sobie układ tego niewielkiego budynku jak i centralnego korytarza. Na dwóch jego końcach, znajdowały się okna, wpuszczające promienie porannego słońca na powierzchnię drewnianej posadzki.
Choć Muad poruszał się cicho, skrzypiące deski w korytarzu uniemożliwiły przejście nawet tak krótkiego odcinka jaki dzielił sypialnię z kuchnią, bez wywołania lekkiego hałasu.

Nim bohater dotarł do drzwi, wypłynęła z nich Shatt, przyodziana w fartuch i z talerzami w dłoniach, na których spoczywał komplet sztućców. Co ciekawe cały ten zestaw sugerował trzy, nie dwie osoby.
Natychmiast dostrzegając zmierzającego ku niej elidiończyka, zrobiła krok w jego stronę i ucałowała go na dzień dobry.
- Twój koleżka postanowił zaszczycić nas swoją obecnością podczas śniadania - odparła z krzywym, nieco podirytowanym uśmiechem, po czym obróciła się na pięcie i zniknęła w salonie.

Koleżka? Muad dobrze wiedział o kogo mogło jej chodzić.
Przypuszczenia potwierdziły się gdy stanął w wejściu do salonu.
Shatt właśnie rozkładała talerze i sztućce na stole, zajmującym główną część tego pomieszczenia. Przy jednym z czterech krzeseł, siedział nieogolony mężczyzna o czarnych, opadających za ramiona włosach i charakterystycznej bliźnie przechodzącej po lewej skroni. Erglas, towarzysz broni, elidiończyk, przyjaciel. W zasadzie był w Erxen więźniem, po spędzonych tu latach miał jednak sporą swobodę. Posiadał nieco nieokrzesaną naturę, którą niespecjalnie, w przeciwieństwie do żyjącego w związku Muada, starał się ukrywać. Zapewne dlatego Shatt za nim nie przepadała.

- Muad, psubracie! Widzę żeś w końcu zwlókł się z wyra! - rzucił wesoło w stronę bohatera.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-01-14, 11:05   

Gość z rana? Czuł się trochę nie zręcznie zważywszy, że dopiero co wstał. Tak przecież nie przyjmuje się gości. Ciekawość zżerała go niezmiernie. Dodatkowo jeszcze ten uśmiech na twarzy Shatt, jakby był to ktoś, kogo najchętniej chciała by wyrzucić. Znał tą minę. I chyba nie wróżyło to niczego dobrego.

Zauważywszy Erglasa poczuł jakby deszcz nagle zaczął padać. Nie wiedział, czy się cieszyć czy się bać. Wprawdzie pobratymiec, ale jego ukochana jakoś źle znosiła jego obecność. I w sumie teraz sobie zdał sprawę dlaczego.
"Jakim ja musiałem być nieokrzesanym barbarzyńcą gdy tutaj przybyłem.." - przeszła mu myśl mimowolnie.

Nie to, że go nie lubił. Jednak jego osoba przypominała mu dawne czasy, które pozostawiły trwały ślad na jego osobie.

Uśmiechnął się do Erglasa, zajął szybciutko swoje ulubione miejsce przy stole i rzekł:
- Witaj przyjacielu! Co ciebie sprowadza, o tak wczesnej porze? Jak widzisz, ja dopiero co się zdążyłem ogarnąć z wyrem. Hehe. Czego byś się napił? - oczywiście nie proponował mu niczego alkoholowego. Tutaj w Erxen, mimo jego dawnych przyzwyczajeń, nie pijał tego typu trunków. Nigdy też nie proponował nikomu. Wiedział, że Shatt tego nie znosiła. Dlatego tylko w przypadku szczególnych okazji gdy ktoś proponował mógł się skusić na ciut czegoś pobudzającego...
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-01-17, 11:43   

Erglas znał już zwyczaje panujące w domostwie Muada, powstrzymał się zatem od wspomnienia alkoholu. Bohater zdawał sobie sprawę, że w innych okolicznościach, z pewnością jakaś forma napoju wyskokowego byłaby pierwszym wyborem.

- Skoro już pytasz, to chętnie napiję się ebaty - odparł, dokonując typowego, porannego wyboru. Shatt często przyrządzała ten, dość powszechny wśród miejscowych napój. Muad po raz pierwszy spotkał się z nim właśnie w Erxen. Liście parzone we wrzątku, nadawały wodzie aromat i czyniły z niej lekko pobudzający, smaczny trunek spożywany, niczym zupa, na ciepło.

Po kilku chwilach na stole pojawił się pokrojony bochenek chleba, odrobina miodu i trochę białego sera. Chwilę później pojawiły się trzy kubki z parującą cieczą o znajomym aromacie.

- Jedźcie - odparła Shatt życzliwym głosem, dosiadając się do stołu, po prawej stronie Muada.

Erglas nie potrzebował większej zachęty. Z uśmiechem kiwnął głową, po czym bez ogródek zabrał się za posiłek.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-01-19, 10:09   

- Dziękuję skarbie. - odparł do swojej Pani z uśmiechem.

Uwielbiał śniadanka przygotowane przez Shatt. Nic nie można było do tego przyrównać. Wcinał więc ze smakiem. Trochę tego trochę tamtego. Prawie bez opamiętania. Chociaż nie tak jak to zwykł robić. Osoba Erglasa jakoś nie dawała mu spokoju przy jedzeniu. Dlatego też, musiał przerwać na chwilę i ciągnąć temat dalej.

- Powiedz, co ciebie sprowadza do nas o tej porze? Coś się dzieje ciekawego w Erhivan?
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-01-26, 08:29   

Wynoszące się znacząco ponad horyzont słońce sugerowało porę dnia, o której Muad normalnie pracowałby w ten czy inny sposób wśród wraz z miejscową społecznością. Dziś była jednak środa, to zaś w Erhivan oznaczało dzień wolny od pracy. Muad nie do końca pamiętał czemu, miało to jednak jakiś związek z kultem, którym otaczano cyfrę 3. Dziwni byli ci Erxeńczycy.

Gdy bohater zadał swe pytanie, Erglas był właśnie w trakcie pałaszowania sporego kęsa chleba. To jednak nie przeszkodziło mu w odpowiedzi.

- Lhehpffiej dokhfhogńcz nahpghierw pffghoshhiłhhgek bho mhghożuheshhhz sssffię z wffrażhfhfenia zuauadffławhhhić - odparł, oczy zaś wyraźnie mu się zaświeciły.
Nie zważając na to czy wypowiedź była dla Muada zrozumiała, ni na fakt, że podczas tego popisu erudycji niewielkie resztki nie do końca przeżutego jedzenia wylądowały na talerzu, obok niego, jak i na jego dość krótkiej, acz równo przystrzyżonej brodzie.
Ciekawym było, że choć nie zawsze zwracał uwagę na higienę czy maniery, broda Erglasa zawsze była zadbana. Przypominał w tym nieco krasnoluda, co zresztą nie było wcale dziwnym dla Elidiończyka.
Shatt jadła spokojnie, nie zwracając uwagi na męskie towarzystwo.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-01-27, 12:46   

Starał się z całych sił nie pokazać Erglasowi, że mówienie z pełną gębą nie przystoi i mu się to wcale nie podoba. Nie miał jednak za złe. Wprawdzie Elidiończycy mają swoją ogładę podczas spożywania posiłków, dorównująca innym cywilizowanym nacją, jednak długi czas wojen i walk o przetrwanie, a w przypadku jeszcze Erglasa więzienie, mogło spowodować zrzucenie na niższy plan tego typu zachowania. Także, w tym domu, był tolerowany i traktowany jak równy, bez względu na zachowanie.. z deka irytujące..

Spojrzał tylko ukradkiem na Shatt, jaka jest jej reakcja na Erglasa. Wiedział, że ciężko znosi jego zachowanie.
- Skoro tak mówisz, to wolałbym się nie zadławić. - odpowiedział mu i zaczął dalej wcinać jedzenie. Tylko, że teraz to już nie w ten sam sposób jak chwile przedtem. Ponieważ jego myśli zaczęły kłębić wokół tego "wrażenia", które mogło by być wywołane tym co powie Erglas. Ah ta ciekawość..
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-01-28, 16:00   

Owszem, Erglas nie należał do specjalnie wytwornego grona, rzec można jednak śmiało, że wśród pospolitej Elidiońskiej braci, szczególnie oddziału bitewnego, pasowałby jak ulał. Bywały rody lepsze i bardziej wytworne, daleko im było jednak do imperialnej szlachty w manierach i zachowaniu. Z drugiej strony nie można było nazwać tej nacji dzikusami. Posiadali swoją specyficzną kulturę, w razie potrzeby potrafili zachowywać się kulturalnie i trzymać manier typowych dla mieszczańskiego domu.
Ci jednak, którzy w pierwszym rzędzie mieli okazję obserwować i uczestniczyć w koszmarach wojny z Razud, niejednokrotnie przestawali zwracać uwagę na tak nieistotne dla niej szczegóły jak kultura zachowania.
To w jaki sposób Erglas zachowywał się w domu Muada, było i tak jedynie ułamkiem tego, co towarzyszyło wojowniczej kaście Elidiońskich mężów podczas posiłków w plenerze. Szczególnie po zwycięskiej potyczce.

Po Shatt nie było widać dyskomfortu. Starała się zachowywać, jak na gospodynię przystało, Muad wiedział jednak dobrze, że nie był to dla niej przyjemny posiłek.

Zgodnie z przewidywaniami, pierwszy zakończył Erglas.
- Uaaaa, dzięki wielkie kochanieńka za posiłek - rzucił radośnie do Shatt, klepiąc się po brzuchu. Ta odpowiedziała miłym, zapewne nieszczerym uśmiechem.

Gdy domownicy w końcu zakończyli posiłek, Shatt zaś zebrała naczynia i uciekła z nimi do kuchni, Erglas pochylił się nad stołem i konspiracyjnym ruchem rzucił przed nos Muada złożony na pół skrawek pergaminu.
- Łap i czytaj. Tylko z krzesła przy tym nie spadnij.

Kartka była odrobinę wymiętoszona, zapewne w wyniku spoczywania gdzieś w odmętach ubrania Elidiończyka. Wyglądała na typowy list, sporządzony w języku, którego Muad dawno już nie miał okazji ujrzeć w piśmie. Elidiońskim.



Do braci ze szlachetnej Północy, ocalałych, niezdartych, wiernych swym matczynym ziemiom członków trzech Kampanii Szarego Wilka.

Nasze desperackie próby uzyskania wsparcia w wojnie z Razud dotychczas nie przynosiły żadnych efektów. Ziemie na których wychowaliśmy się, na których narodziły się nasze dzieci, dorastali nasi przodkowie, z miesiąca na miesiąc są nam odbierane. Przeklęta rasa podziemnych diabłów cały czas ma nad nami przewagę i choć heroizm i niezmierzona odwaga naszych rodaków utrzymuje straty w minimum, nie możemy bronić się w nieskończoność. Odkąd walki przeniosły się do centralnej części Starego Elidionu, byliśmy w stanie skutecznie odpierać ataki nieprzyjaciela. W końcu jednak nawet okrutne, przesiąknięte sadzą i ropą umysły diabelstw zaczęły się uczyć. Linia starć zaczęła ponownie przesuwać się na zachód.

W końcu jednak bogowie uśmiechnęli się do nas moi bracia. Gdy piszę te słowa, nasi serdeczni przyjaciele z krasnoludzkiego rodu Białych Szponów zabezpieczają znalezisko, które z cała pewnością pozwoli nam przekonać Imperium, by wsparło nas w tej krwawej wojnie. Miejcie nadzieję drodzy bracia, albowiem zbliża się czas wybawienia, czas zemsty. Zbliża się dzień, w którym przechadzając się po czarnych trupach Razud, odzyskamy to co utracone!

Zbierzcie się zatem za pół roku, 12 Ferrum, w stolicy kraju ludzi z Południa, Dorienburgu. Tam to zjawią się nasze statki i stamtąd to, jestem przekonany, niewiele dni później ruszy flota imperialna. Bądźcie tam, by razem z nami uczestniczyć w boju, który finalnie przechyli szale tej wojny na naszą korzyść.

Niech honor i duma was nie opuszczają.
Hurlik Szary Wilk


Obok podpisu widniała pieczęć, którą Muad pomimo upływu lat, poznałby nawet po pijaku. Wilcza łapa upstrzona specyficznymi spiralami i insygniami przywodzące na myśl pnącza. Ten to właśnie symbol reprezentował kompanie Hurlika, a przynajmniej pierwszą z nich, której członkiem około 5 lat temu był właśnie bohater.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-01-29, 12:03   

Na pierwszy rzut oka było widać, że jest podekscytowany, wynikało to z faktu, że tak dawno nie widział tego pięknego języka na piśmie. Można by powiedzieć, że w tej chwili wyglądał, jak małe dziecko, które dostało pierwszy raz w swoim życiu kolorową książeczkę. Później natomiast, cały świat przestał dla niego istnieć gdy czytał kolejno słowa listu, a nie robił tego zbyt szybko. Cieszył się każdym słowem.

Nie potrafił w to uwierzyć. Hurlik żyje, i po raz kolejny będzie tu na tych ziemiach południowych. Będzie gromadził braci i ma plan by powrócić do domu ze wsparciem Imperium. W końcu ta krnąbrna rasa poczuje smak porażki! Nareszcie!

Mógł niemal podskoczyć z radości, taki ogromny napływ energii miał. Wprost nie wiedział co z sobą zrobić. Wyszczerzył swoje zębiska w szyderczym uśmieszku, tak jak to zwykł robić za dawnych czasów, i skinął głową do Erglasa, dając znak, że właśnie na coś takiego bardzo długo czekał. Najchętniej to by zabrał swoje manele i ruszył już zaraz..

Jednak gdy usłyszał odgłosy w kuchni, wywołane przez Shatt, od razu spochmurniał. Ponieważ, podróż za Hurlikiem równała się pozostawieniu wszystkiego, co tutaj spotkał, to samo tyczyło się jej. Wiedział, że to nie jest nowina, jaką kiedykolwiek chciałaby usłyszeć. To nie będzie łatwe, ani dla niej ani dla niego. W sumie to nawet nie wiedział jak do tego podejść, coś takiego nigdy nie miało miejsca między nimi. A zabrać jej z sobą nie mógł, nie potrafiłby..

Uspokoił się trochę, wstał z krzesła i zapytał się kompana.
- Powiedz, ile to jeszcze czasu zostało, bo ostatnio nie liczyłem dni.

Wciąż trzymał list, jak największego skarbu jaki kiedykolwiek udało mu się zdobyć..
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-01-29, 15:15   

Erglas z Muadem niejednokrotnie rozmawiali o Elidionie, jak i o powrocie doń. Zawsze jednak był to jedynie tęskne myśli i odległe plany, które nigdy mogły się nie ziścić. Shatt również nie raz słyszała owe rozmowy. Z oczywistych względów nigdy nie napawały ją radością. Muad znał ją na tyle, by wiedzieć, że obawiała się tego dnia, który choć wydawał się odległy i niepewny, kiedyś zapewne miał nastać. Gdyby bohater ją poprosił, być może zgodziłaby się wyruszyć wraz z nim, byłby to dla niej jednak z pewnością ciężki wybór. Dodatkowo Shatt nie wiedziała co tak na prawdę czekałoby ją w owej podróży. Zarówno Elidion jak i droga doń nie był miejscem dla kogoś wychowanego w tak spokojnym i sielankowym miejscu jak Erhivan.

- Pół roku, prawie pół roku bracie. Dziś z rana dostałem ten list, wysłany zaś został priorytetową pocztą. Zaskakujące co ta magia potrafi wyczyniać. I powiem ci Muad, że choćbym miał odpracowywać trzysta procent normy, choćbym miał uciec czy wyrąbać sobie drogę z tego kraju, za pół roku z pewnością będę w chędożonym Dorienburgu!

Erglas wydawał się nie mniej podekscytowany od Muada. Zdawał się wprost promieniować entuzjazmem, na którego znak z niewielkim hukiem postawił łokieć na stole i wystawił dłoń w oczekiwaniu na uścisk rodaka.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-01-29, 17:12   

Zawahał się na chwilę, nie wiedząc czy dobrze robi. Ale przecież tu chodzi o Elidion! O jego ojczyznę! O te wszystkie dni spędzone na nieustannej walce o przetrwanie! Tu nie ma innej drogi już!

Uścisnął mocno dłoń Erglasa, na znak, że będą w tym Dorienburgu i nie spóźnią się nic a nic. To była sprawa, której nie mógł pozostawić samej sobie, choć wiedział, że to dopiero początek. Trzeba przygotowań i sprzętu na taką wyprawę, ale to też nie stanowiło dla niego problemu, szczególnie tutaj. Najbardziej się obawiał jak rozwiązać sprawę Shatt. Nie chciał jej zostawiać, ale też nie mógł jej zabierać ze sobą. Nie potrafiłby jej narazić na niebezpieczeństwo.

- Słuchaj Erglas, przyjdź do mnie jutro jeszcze, ale nie o tak wczesnej porze. Pogadamy co do reszty szczegółów i tak dalej.. Sam nie wiem jeszcze jak to się potoczy. Ciężko będzie mi stąd odejść.. wiesz chyba co mam na myśli. Musze o tym porozmawiać po prostu.. W porządku? - Starał się tak mówić by nie zwrócić zbytnio uwagi Shatt. Przyjdzie czas jeszcze by z nią o tym porozmawiać.
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-01-31, 10:30   

Erglas spojrzał na moment w stronę krzątającej się po kuchni Shatt.

- Aleś się przywiązał do tej dziewki. - odparł cicho acz z lekką, przyjazną kpiną - W porządku bracie. Wpadnę do ciebie tu jutro pod wieczór, gdy już z roboty powrócisz, ja zaś swoją zakończę.

Po tych słowach, nadal trzymając dłoń Muada powstał. Ściskając ją jeszcze raz, aż do granicy bólu, kiwnął głową, po czym spokojnym krokiem ruszył w stronę wyjścia.

- Na razie Shatt, słonko! Dzięki za posiłek! - krzyknął przez ramię na odchodne, po czym zniknął za drzwiami frontowymi.

Niedługo po tym, nim Muad zebrał jeszcze wszelkie rozbiegane myśli, do pomieszczenia wkroczyła Shatt.

- Czy coś się stało? - spytała troskliwie, kładąc dłoń na ramieniu bohatera i lekko pochylając się nad nim. Jej ciemne włosy musnęły delikatnie jego policzek.
Najwyraźniej nie słyszała o czym rozmawiali, zaś mina Muada zdradzała konflikt, który uczucia Elidiończyka toczyły wewnątrz jego umysłu.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-02-01, 12:47   

Nie wiedział od czego zacząć, więc zaczął od początku, bowiem tak było najprościej.

- Usiądź proszę - starał się mówić spokojnie, chociaż na pewno można było wyczuć zdenerwowanie w jego głosie.

- Erglas przyniósł mi ten oto list - podał jej by mogła zobaczyć - jest po Elidiońsku i został napisany przez Hurlika Szarego Wilka. Możliwe, że Ci wspominałem o nim, ale nie ważne. Za pół roku będzie w Dorienburgu, w celu zebrania wszystkich braci północy. Pisze w liście, że jest duża szansa otrzymania pomocy od Imperium. Wspomniał także, że linia frontu znów przesuwa się na zachód.. Skarbie, wiesz co to oznacza?

Nie chciał tego mówić, wolał by sama do tego doszła. Pewnie od czasu przybycia Erglasa do miasta, już wtedy wiedziała, że to prędzej czy później nadejdzie. Tak czy siak, mimo wszystko, sprawa dla niego jest przesądzona, w końcu jest wojownikiem - urodzony by walczyć.. tylko nie wiedział jaki efekt przyniesie to jego postanowienie.
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-02-02, 09:58   

Zgodnie z sugestią, czy też uprzejmym poleceniem, Shatt usiadła po prawej stronie bohatera. Uważnie przyjrzała się pergaminowi, uważnie także wysłuchała słów Muada. Z każdym kolejnym słowem głowa coraz niżej pochylała się nad listem, opadające włosy zaś coraz bardziej zasłaniały jej twarz.

Gdy elidiończyk skończył swój podekscytowany wywód, nastała cisza, która z pewnością napełniła go niepokojem. Nie widział twarzy Shatt, widział jednak, że dłonie trzymające pergamin lekko drżą.

- Oznacza to, że mnie opuścisz - odparła cicho, gdy bohater już rozważał czy samemu się nie odezwać. Głos lekko jej drżał, ciężko było jednak z niego wychwycić jakieś konkretne emocje.

Pochylała się nad pergaminem, zupełnie jakby uważnie studiowała jego treść. Wiadomym było jednak, że w obecnej chwili był to jedynie pewien punkt, na którym skupić można było swoją uwagę, czy też udawać, że się ją na nim skupia.

Muad dostrzegł jak kropla spada na powierzchnię listu, błyskawicznie weń wsiąkając.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-02-02, 12:54   

Zabrał jej list z rąk i odłożył dalej na stół. Ujął jej dłonie w swoje i starał się skupić uwagę na sobie. Spojrzał jej głęboko w oczy i spokojnym głosem rzekł.
- Nie głuptasie. - zaczął z uśmiechem - To oznacza, że na jakiś czas będę musiał wyruszyć by wspomóc braci. W końcu jestem wojownikiem, a moim rzemiosłem jest walka. I nigdy nawet sobie nie myśl, że Ciebie opuszczę. Po prostu mam teraz ważna sprawę do załatwienia. Mi też się to nie za bardzo podoba ale tak już jest. Rozumiesz skarbie?

Delikatnie ucałował jej dłoń i mówił dalej.
- No już koniec płakania, nic się nie dzieje.

Miał nadzieje, że tak źle nie wypadł. Oczywiście, bardzo dobrze znał Shatt, jak mało kto. Ale patrząc generalnie na jego relacje damsko-męskie to nigdy nie wypadał cudownie. Wręcz przeciwnie. Z kolei nigdy nie miał zbyt wiele czasu na tego typu rzeczy, walka przyszła akurat w tym momencie, i zabrała jego czas.

Nie okłamywał jej. Miał zamiar wrócić tutaj po tym ja wyrżnie wszystkich Razud jakich uda mu się spotkać na drodze. Wprawdzie nie wiedział ile to potrwa, ale nie miał zamiaru przedwcześnie umierać, to nie w jego typie. Poza tym uważał, że jeżeli Elidion upadnie, to plaga ruszy na południe, a takie małe Erxen na pewno nie będzie stawiało dużego oporu. Nawet jeżeli graniczy z Imperium.
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-02-04, 11:25   

Shatt nie protestowała, gdy bohater odbierał jej list, nie miała jednak najmniejszych zamiarów unosić głowy i spoglądać Muadowi w oczy. Swoje przemówienie zatem, niestety zmuszony był wygłosić ku jej włosom.
Przez cały czas lekko dygotała, zaś dłonie nie odwzajemniały uścisku, którym obdarzył je bohater. Kolejne krople skapnęły, tym razem na jej ręce i kolana.


Gdy elidiończyk zakończył, odpowiedź ponownie nie nadchodziła przez dłuższy czas, niźli mógłby sobie tego życzyć. Tak jak i poprzednio, nadeszła w końcu jednak, nim zdążył podjąć decyzję o ponownym odezwaniu się.
Głowa Shatt powędrowała w górę, zaś mokre od łez oczy spojrzały prosto na bohatera, przesyłając dreszcz wprost ku jego duszy.

- Nic się nie dzieje!? - pisnęła na wpół krzykiem, na wpół lamentem - Czy nie to samo mówiłeś opuszczając Elidion? Że w-w-wrócisz niedługo? - kolejne łzy popłynęły po policzkach Shatt, powoli acz skutecznie pogarszając samopoczucie Muada - Masz naturę wędrowca. Ile będę musiała na ciebie czekać? Pięć lat? Dziesięć? Na litość Świętej Ayasteir jedziesz na wojnę! Możesz nigdy z niej nie powrócić!
Dłonie dopiero teraz odwzajemniły uścisk. Mocniej niźli mógłby się bohater spodziewać.
Tak, to bardzo przypominało histerię. Choć nie była to histeria nieuzasadniona. Shatt miała rację.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-02-04, 12:22   

- Jest jedna, niezaprzeczalna różnica między Elidionem a Erxen, skarbie. Tutaj jesteś Ty. Tam nie mam praktycznie nikogo już, oprócz podstarzałego wuja, który nie wiem czy jeszcze żyje.

Zamyślił się na chwilę nie wiedząc co powiedzieć. Wiedział, że ma po części racje, ale on jest Muad. Patrząc na to co musiał przejść by dojść aż tutaj, nie można mówić, że wojna to dla niego coś strasznego. To po prostu codzienność, a on nigdy się jej nie poddał.

- Racja, jestem wędrowcem, ponieważ tak mnie życie nauczyło. Ale teraz już wiem, gdzie jest mój dom, ten najprawdziwszy. Jest tutaj, przy Tobie. Jednak nadchodzi taki czas, gdzie trzeba chwycić za oręż i zrobić z niego użytek, chociaż wolałbym tego nie robić. Wiesz, humor można mieć do jazdy konno, ale gdy nadchodzi walka, to się walczy. I proszę nie mów mi, że mogę nie wrócić, czy nie wierzysz już we mnie?

Czuł się jakby grunt pod nogami mu się zapadał. Sam nie wiedział do czego dąży. Ale miał nadzieje, że uda się jemu zapanować nad zaistniałą sytuacją.
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-02-06, 12:50   

Tym razem słowa bohatera, nawet dla niego samego brzmiały znacznie bardziej przekonująco. Czy jednak miało to wystarczyć? Przeto nie siebie starał się uspokoić i udobruchać. Być może jednak po części, siebie samego także starał się przekonać co do słuszności podjętej decyzji.

Oczy Shatt już na początku wypowiedzi ponownie powędrowały w dół, włosy zaś skutecznie do nich dostęp zblokowały. Tym razem milczenie trwało jeszcze dłużej, Muada jednak nie gnało do przerwania ciszy. Shatt musiała swoje przemyśleć, uspokoić się choć odrobinę, odetchnąć, dać ujście kolejnym łzom.

Trwało to minutę. Może dłużej. Ciszę przerywało jedynie pociąganie nosem i przerywane łkanie. W końcu jednak Shatt zdołała uspokoić się na tyle, by w końcu zabrać głos.
- J-j-ja wiedziałam, że k-kiedyś n-nadejdzie ten dzień. N-nie s-sądziłam jednak, że tak sz-szybko. N-nie zdołam cię p-p-powstrzymać, n-nie mam do t-tego p-p-poza tym p-prawa. - mocniej pociągnęła nosem, po czym ponownie uniosła głowę.
- Nie myśl jednak, że będę na ciebie w nieskończoność czekać. - rzuciła z zaskakującą determinacją. Słychać w tym zdaniu było nutę gniewu, wypowiedziane było jednak zaskakująco spokojnie. Brzmiało raczej jak groźba.
 
 
     
MuadDb 
Uwieczniony w Historii
Wędrowiec



Wiek: 37
Dołączył: 03 Paź 2005
Posty: 1161
Wysłany: 2011-02-06, 14:52   

Poczuł nagle jakby został przeklęty. Te jej śliczne oczy przebijały jego na wylot. Najchętniej to chciałby się schować gdzieś, jak takie małe zwierzątko, gdzieś za kamień. Ale niestety taka była prawda. To wszystko to jego sprawka, i nie może jej zmuszać by czekała na niego w nieskończoność. Z kolei patrząc na do z innej strony, musiał się jedynie wyrobić w czasie.

- Wiem.. - zaczął niepewnie, starając się unikać jej wzroku, jednak późnej skupił się na niej - Nie mogę zmuszać Cię o to byś czekała na mnie długo. Jednak chce Ciebie prosić, byś dała mi trochę czasu. Wiem, że proszę teraz o zbyt wiele, ale nic innego mi już raczej nie zostało..

Zbliżył się do niej na tyle ile się dało. Ucałował delikatnie w skroń i wtulił głowę w jej włosy. Robił wszystko ostrożnie, gdyż nie wiedział jak zareaguje.
- Pamiętaj, najważniejsze są te kilka chwil, na które czekamy. Choć drogą daleka, pełna żalu, bólu i goryczy. To ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. Nie trać wiary..
_________________
- Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2011-02-08, 11:42   

Shatt nie odezwała się już więcej. Nie protestowała też gdy Muad ostrożnie zbliżył się do niej. Najbliższe minuty spędzone były jedynie w ciszy przepełnionej cichym łkaniem i ciężkimi oddechami. Kryzys najwyraźniej został jako tako zażegnany. Czemu jednak w takim razie Muad czuł się jak kompletny skurwysyn?
Najwyraźniej nie było dobrego wyjścia z tej sytuacji. Posiadając dwa domy, nie można było bez wyrzutów, pozostawać wiernym tylko jednemu z nich.

Shatt w końcu opuściła dom Muada, ruszając jak to określiła, do swojego domu. Nietrudno było się domyślić, iż miała na myśli gospodarstwo rodziców. Muad nie był w stanie wywnioskować jakie właściwie emocje przeważały w jej kobiecym rozumku. Z pewnością ona sama nie była tego pewna. Miała sporo do przemyślenia i ułożenia sobie w głowie. Ach te konflikty emocjonalne. Zapewne czekała ją niejedna nieprzespana noc.

Świeżo zreformowany poszukiwacz przygód miał jednak również inne rzeczy na głowie. Zbliżała się bitwa. Powrót do krwawej brutalnej rzeczywistości, powrót na północ. Jeśli nie miałby żadnych innych planów, złapana karawana z Erxen w ciągu paru tygodni mogła dowieźć go do Dorienburga. Statek z Hexierius dotarłby tam z kolei dużo szybciej. Można by w takim razie opuścić przytulny raj dopiero za kilka miesięcy. Muad jednak najwyraźniej nie miał zamiaru wyruszyć z Erhivan prosto do stolicy Imperium.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group