"Czy to nigdy się nie skończy, czy tylko śmierć jest w stanie mnie uwolnić" - zastanawiał się każdy z bohaterów pojawiając się w kolejnym miejscu swej drogi. Jeden przeszedł przez błękitną toń teleportu, drugi zaś wychodząc z gorącej komnaty ognia znalazł się w chłodnej i ciemnej komnacie. Widział co się w niej znajduje, widział to dzięki swym oczom które wyszkolone w Puszczy wiecznej nocy były w stanie widzieć rzeczy dokładnie pomimo małej ilości światła. Widział dokładnie że stoi w kącie pomieszczenia, kilka kroków w lewo znajdowała się jakaś woda, czuć było od niej wilgocią. Gdzieś daleko przed sobą widział ciemniejsze pole, zapewne ścianę tego pomieszczenia.
Wojownik przeszedłszy przez portal stanął w ogromnej komnacie pięknie oświetlonej umieszczonymi w pozłacanych stojakach pochodniami. Podłoga wykonana z szarego szlifowanego kamienia wyglądała jakby przed chwilą skończono sprzątanie. Zobaczył przed sobą kilka ciekawych elementów znajdujących się w pomieszczeniu. Przed nim znajdowały się okrągłe schody wykonane z rzeźbionego drewna oraz fontanna, otoczona przez cienkie ścianki z drewna z czterema wejściami na narożnikach oświetlona jeszcze intensywniej niż sama komnata. Woda w fontannie pluskała wygrywając swe cudne dźwięki. Patrząc w kierunku fontanny i lekko przysłonięte przez wytryskującą wodę gdzieś dalej majaczyły identyczne drewniane schody jak te które zobaczył zaraz po tym jak otworzył oczy. Oprócz tych intensywnie przyciągających oczy rzeczy Rohin zauważył przed sobą w znacznej odległości niewielkie drzwi a także duże drzwi pałacowe na lewo od siebie.
Gdy bohaterowie spostrzegli już wszystkie bądź prawie wszystkie elementy wystroju salą wstrząsnęło zdanie które już dobrze znali, jak i jego znaczenie:
"Zabij lub zgiń sam!"
Niebieski - Rohin
Czerwony - Vesard
Informuje graczy że komnata ta nie jest zwykłą areną i jest kilka ukrytych elementów które mogą wam pomóc w walce z przeciwnikiem czy nawet uratować życie. To tak by pobudzić ciekawość graczy.
komnata.jpg
Plik ściągnięto 12022 raz(y) 93,5 KB
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Niech chuj strzeli wszystkich magów! Zajebać takich to mało! Cóż to ma być!? Jakiś jebany sen maniakalnego psychopaty!?
Burzył się w środku, jednak tylko przez chwilę. Teraz, gdy znał już całe wnętrze, a głos mówiący dość jednoznaczne "zabij lub zgiń sam" przemówił mu do rozsądku. Musiał zabić, bo zginąć samemu wcale mu się nie chciało...
Lecz z drugiej strony... Tym razem nie widział swojego przeciwnika, nie wiedział kim on jest... Może to jakiś zaprawiony w boju mag? Może jakiś niedojebany, sprytny raptus? A może ktoś, kto uważa miecz za świętość zaś zbroję płytową za jedyną słuszną drogę? Nie wiedział, a to jeszcze bardziej rozbudzało w nim ciekawość i zdenerwowanie...
Widział całe wnętrze. Jakąś wodę, jakąś ścianę... Z racji, że nie chciało mu się brać kąpieli miał zamiar iść w kierunku ściany. Jednak jeszcze nie teraz, teraz musiał się przygotować.
Sięgnął do plecaka, po dwa kryształy siły. Oba włożył w schowki u pasa. Tam będzie łatwiej ich dobyć...
Następnym utrapieniem Vesarda, było pytanie - czy wychlać już teraz miksturę zwinności, czy może poczekać, aż będzie jasnym z kim będzie musiał toczyć walkę? O ile wtedy zdąży takową wypić... No cóż, ryzykował, mikstura wciąż tkwiła w jego pasie.
Trucizna... Wylać ją na ostrze, czy poczekać? W końcu może trafić na kogoś, kto jest nań odporny... Znów ryzykował, nie wylał jej na ostrze - również spoczywała w pasku...
Następnym krokiem było upewnienie, że reszta mikstur leczących leży na swoim miejscu. Tak też było, więc ruszył.
Szedł wzdłuż muru, który znajdował się najbliżej jego - dotykając i pocierając go co chwila. Głupio byłoby wpaść w jakąś zasadzkę, a takowe z reguły kryją się gdzieś po środku pomieszczenia. Przynajmniej miał taką nadzieje... Nie śpieszył się, szedł powoli. Starał się kłaść dość ciche i uważne kroki. Musiał dotrzeć do ściany znajdującej się naprzeciw jego, musiał znaleźć jakieś wyjście - nie wierzył, że jest to jedyne pomieszczenie w którym to przyjdzie mu walczyć, tak więc zdziwieniem byłoby dla niego, jeśli ta sala nie miałaby jakichkolwiek wyjść...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-11-17, 22:28, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 33 Dołączył: 05 Gru 2007 Posty: 288 Skąd: Radom
Wysłany: 2008-10-15, 16:41
Kolejny raz to nieoczekiwane i mrożące krew w żyłach uczucie zagrało i zahuczało zarówno w stanie fizycznym jak i psychicznym. Nie dość, że było to dziwne, nie dość, że "straszne" to jeszcze musiało płatać figle.
Wojownik zdając już sobie sprawę z tego co się dzieje, rozejrzał się w około, aby sprawdzić, gdzie tak wogóle się znalazł. Na pierwszy rzut oka na arenę bitewną mu to nie wyglądało. Wręcz wesoło pluskająca woda, rozpromieniona z pośród ciekawo zabudowanej fotanny skłaniała, aby siąść obok niej i delektować się jej pięknem i spokojem. Wojownik nawet miał zamiar odpocząć, chwilę przy tej piękności, ale słowa które ni z tego ni z owego zabrzmiały zmieniły jego plany.
"Zabij lub zgiń sam" - taaak jasne...
Rohin więc rozejrzał się i ruszył. Wpierw jednak wyposażył się w swój Bojowy Miecz. Przewidywał, że przeciwnik gdzieś tu jest i musi być czujny. Zaciekawiła go niebiańska poświata, która objawiała swe oblicze zaraz przed nim. Zaczął powoli stąpać w jej stronę, w skupieniu obserwując wszystko wkoło. Nie miał pojęcia co się stanie. Nie miał pojęcia. Ciekawość jednak nie pozwalała na to, aby tego nie sprawdzić. Wszedł więc w pole jaśniejącego światła.
Walka rozpoczęła się, a jej główni aktorzy weszli w swe role i ruszyli by odegrać możliwe że ostatnią scenę w swej drodze do zwycięstwa. Mieli wiele miejsca i wiele czasu a i rzeczy do oglądania było wiele.
Drow po przełożeniu do pasa uznanych za najbardziej potrzebne rzeczy ruszył wolnym krokiem wzdłuż ściany. Dotykał jej palcami co jakiś czas, czuł wilgoć, a poruszone jego dłońmi mchy czy inna roślinność wydzielały bardzo nieprzyjemny aromat zgnilizny. Szedł uważnie rozglądając się i dokładnie badając możliwość wystąpienia pułapki, jednakże takowych nie znalazł. Po przejściu sporego już odcinka zauważył na ziemi kratę z grubego i pordzewiałego drutu. Wyglądała na bardzo ciężką i raczej niemożliwą do ruszenia. Prowadziła zapewne gdzieś do kanałów odprowadzających wodę i inne nieczystości. Drow był w stanie obejść ją idąc dokładnie tak jak do tej pory. To co wcześniej wydawało mu się ścianą teraz widział już dokładnie i jego przypuszczenia nie okazały się omyłka. Jeszcze kawałek drogi przed nim znajdowała się ściana a w niej sporych rozmiarów drzwi na lewo od obecnej pozycji złodzieja.
Nagłe uczucie kręcenia w nosi zatrzymało go w miejscu, to były zapewne pyłki tych roślin które poruszył dotykając ścian, uczucie narastało chcąc uwolnić się od intruzów w jego układzie oddechowym.
Wojownik spokojnym krokiem ruszył w kierunku fontanny, wszedł między cienkie ścianki odgradzające ją od reszty pomieszczenia. Było tu bardzo jasno a blask pochodni odbijał się w wodzie wtryskiwanej przez fontannę. Rohin przyjrzał się wodzie która była krystalicznie czysta i czuć było od niej świeżością i lekkim chłodem. Wojownik poczuł suchość w gardle, jednak ruszył dalej. Obchodząc fontannę miał okazję przyjrzeć się jej dokładnie. Zobaczył płaskorzeźby na górnej szerokiej kolumnie które przedstawiały różne sceny. Południowa rzeźba przedstawiała staruszka który leżał złożony na łóżku niemocą, do niego podeszła dziewczynka ze szklaneczką, ten wypił i powstał z łoża ruszając w pole z kosą na ramieniu. Gdy Rohin szedł dalej zobaczył kolejną scenkę na zachodniej stronie fontanny. Przedstawiała ona rycerza z dużą dziurą w piersi po klindze miecza. Leżał brocząc krwią. Podszedł do niego jego giermek z kubkiem wody, ten wypił płyn a rana zrosła się i wojownik wsiadł na swego rumaka odjeżdżając w towarzystwie swego giermka. Rohin szedł dalej i dotarł do rogu źródełka i był prawie pewien że na północnej stronie fontanny zobaczy kolejną scenkę jednak z obecnej pozycji jeszcze tej strony nie widział dokładnie, choć kątem oka był w stanie ocenić że jakieś rzeźby jednak się tam znajdują.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Stał w miejscu. Wypuścił powietrze - nosem, następnie zatkał owy nos prawą ręką. Oddychał ustami, powoli i mocno. Zawsze pomagało, jak chciało mu się kichnąć - miał nadzieje, że i tym razem pyłki dadzą się poskromić...
Jeśli przeszło - ruszył dalej. Cały czas trzymał się blisko ściany, jednakże tym razem jej nie dotykał...
Na wysokości kraty zerknął ostrożnie przyglądając się co jest na dole. Nie spodziewał się jednak znaleźć tam czegoś ciekawego, a tym bardziej swojego przeciwnika... Ruszył dalej. Gdy tylko wyminął kratę zmierzył do tych większych drzwi.
Musiał szukać swojego przeciwnika, gdyż głos który usłyszał był dość jednoznaczny...
Gdy tylko znalazł się przed drzwiami poszukał dziurki na klucz, jeżeli takowy znalazł zajrzał tam, jeśli jednak nie to starał się je otworzyć, bardzo powoli i ostrożnie, zerkając przy tym na całe pomieszczenie...
Głupio byłoby zastać swojego przeciwnika z wyciągniętą bronią, toteż Vesard z między czasie dobył swoją prawą ręką sztyletu...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-11-17, 22:33, w całości zmieniany 2 razy
Minęły kolejne sekundy pojedynku w którym obaj przeciwnicy nadal skradali się do siebie szukając najlepszego momentu do ataku.
Chwycił się za nos, mocno ściskając po czym zaczął głęboko oddychać, po chwili chęć kichnięcia przeszła, a złodziej mógł ruszyć dalej i tak jak postanowił już więcej nie dotykał ściany. Gdy przechodził obok kraty zerknął do środka gdzie zobaczył jedynie mieniące się delikatnie lustro wody. Ruszył w końcu w kierunku drzwi do których udało mu się bez problemów dotrzeć i które zdołał obejrzeć.
Drzwi były wykonane z drewna dębowego, poza dwiema klamkami nie było na nich więcej innych elementów. Nie było zamków, judaszy czy innych zdobień. Drzwi były ciężkie i proste i zamknięte przynajmniej na razie.
Wojownik stał w miejscu namyślając się nad jakimś bardzo złożonym problemem myślowym, a jako że był wojownikiem to szło mu to topornie.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Drzwi. Dość potężne... Oby tylko naoliwione...
Krótkie przemyślenia. Działał instynktownie.
Otwierał powoli. Dokładnie i powoli.
Nie chciał narobić hałasu, który bądź co bądź działał na jego niekorzyść.
Otwierając oglądał stopniowo całe pomieszczenie. Miał nadzieje, że jego przeciwnika tu nie ma... Nie chciał walczyć, jeszcze nie chciał...
Nie chciał się również zastanawiać co go tu sprowadziło, jakie to nadludzkie siły chciały, by miał stoczyć tu walkę na śmierć i życie.
Choć z poprzedniej walki miał już pewne doświadczenie. Mimo wcześniejszych przekonań teraz już wie, że to nie sen. Odczuwał ból, normalny ból...
Sztylet dzierżył w dłoni, na wszelki wypadek...
Z drugiej zaś strony był ciekaw, z kim bądź z czym przyjdzie mu stoczyć bój...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-11-17, 22:38, w całości zmieniany 5 razy
Wiek: 33 Dołączył: 05 Gru 2007 Posty: 288 Skąd: Radom
Wysłany: 2008-10-18, 09:17
Człowiek dokładnie przyjrzał się całemu otoczeniu. Nawet ta przepiękna fontanna sprawiała uczucie jakiejś innej, opuszczonej. Także Rohin wolnym i spokojnym krokiem ruszył ku niej. Spojrzał w wodę, zastanawiając się nad sensem całej tej walki. Zaraz potem zdając sobie sprawę, że czas działać ruszył w kierunku drzwi, znajdujących się przed nim, widząc, że to pomieszczenie zbyt wielkie nie jest. Warto jest jednak wiedzieć co się tam znajduje...
Kolejne chwile upływające pod znakiem spokoju i ciszy oraz ogarniającego wszystkich niepokoju. Walka która czeka na rozpoczęcie, walka która czeka na krew i śmierć, walka która musi jeszcze poczekać…
Drow otworzył powoli drzwi, szły opornie ale cicho, otwierały się zaś na pomieszczenie pełne światła z wiszących na ścianach pochodni, które po ciemnościach poprzedniego pomieszczenie mocno oślepiły bohatera. Po chwili jednak przyzwyczaił się do blasku pochodni i mógł rozejrzeć po pomieszczeniu. Na środku pomieszczenia znajdował się duży basen i choć można się było spodziewać w nim krwi to jednak w tej walce nie było żadnego paladyna stąd w basenie znajdowała się czysta woda, no może lekko chlorowana. Przed sobą Vesard ujrzał kolejną kratę ściekową, za basenem zaś znajdowała się ściana choć miała ona po obu swych stronach przejścia do pomieszczenia znajdującego się za nią. Na prawo od wejścia drow zauważył proste schody biegnące gdzieś do góry. Na lewo zaś znajdowały się kolejne podwójne i równie masywnie wyglądające drzwi. Od złodzieja zależało teraz gdzie się uda.
Wojownik zaczął przeszukiwać wszystko co zobaczył wokół fontanny jak i ją samą obchodząc ją dookoła. Nie spieszył się cały czas mając na uwadze drzwi które były jak się zdawało jedynymi wrotami do tej komnaty. Szedł więc wokół fontanny skoncentrowany jak i ciekawy. Od strony północnej zobaczył osobę która mając najpierw wykręcone nogi pod dziwnymi i nienaturalnymi kontami wypija wodę w kubku przyniesionym przez dziewczynkę a następnie bawi się z tą dziewczynką nosząc ją na barana i biegając wraz z nią. Zaś zachodnia strona ukazywała matkę z dzieckiem na ręku któremu trzeba było pomagać przy oddychaniu. Matka nalała w małe usteczka dziecka kilka kropli wody, a następna scena przedstawiała to samo dziecko jednakże dużo starsze które biegało i grało w piłkę. Wojownik zauważył też że na szczycie fontanny stoi posąg zbudowany z czworga dzieci i każde sika wodą do fontanny.
W całym czasie kiedy wojownik szukał i oglądał fontannę i rzeźby z każdej strony nic się nie wydarzyło w komnacie w której się znajdował.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Schody? Czyli, że są dwa piętra? Kurwa...
Nie..
Chociaż...?
Na jednym pewnie jestem ja, a na drugim jakiś skurwiel którego trzeba zarżnąć...-
Szybkim, dystyngowanym krokiem pobiegł w prawo. Opierając się lekko o ścianę zajrzał co znajduję się u końca schodów.
Jeśli nie było tak przeciwnika, potwora, zauważalnej pułapki bądź innego pieroństwa skradając się ruszył.
Sztylet wciąż był w pogotowiu.
Kto wie, kiedy i gdzie jego oponent wyskoczy zza ściany sypiąc w niego gradem uderzeń?
A kto w ogóle wie, czy te uderzenia nie będą magicznymi?
Jakimiś związkami ognia, czy też innymi cholerstwami?
No właśnie... Kto o tym wszystkim wie? Kto za tym stoi? Kto wymyślił tą cholerną zabawę?
Chyba jakiś psychopata...
On w każdym bądź razie nie wiedział, toteż wolał dmuchać na zimne.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-11-17, 22:38, w całości zmieniany 3 razy
Wiek: 33 Dołączył: 05 Gru 2007 Posty: 288 Skąd: Radom
Wysłany: 2008-10-20, 21:01
Wojownika zdziwiły zarówno i sceny jak i sam fakt nimi zainteresowania. Było to coś w stylu bicia się podświadomości ze świadomością, albo mózgu z nogami. Przede wszystkim zastanawiało go co te sceny mają znaczyć. Jasne promienie pochodni padały na pomieszczenie a szczególnie na fontannę.
Z drugiej strony jeśli mam spotkać się z wrogiem to wypadało by wiedzieć jakim. Światła tu było pod dostatek, więc przeciwnik nie miałby raczej szans na przejście niezauważonym. Także Rohin nie mając specjalnych pomysłów co do scen, które mu się ukazały począł dokładniej przeszukiwać miejsce wokół fontanny jak i ją samą. Zawsze mogą być inne wskazówki.
Oczywiście cały czas trzymał wyjęty miecz w pogotowiu. A jego wzrok co chwila wędrował a to w jedno przejście a to w drugie.
A jedyna myśl jaka przychodziła mu na głowę to, że należy, a raczej wskazane jest napić się tej wody, wtedy kiedy jest się rannym. Na razie jednak Rohin nie miał zamiaru zrobić czegokolwiek. Całe to miejsce wydawało się dziwne...
I znów to samo, czas mijał sekundy a oni nadal się nie widzieli i nadal szukali się nawzajem.
Sztylet cały czas trzymany w pogotowiu nie przydawał się na razie na nic, choć kto wie może na górze. Wszedł po schodach i … zszedł lecz w innym pokoju. Ten był ciemny, pusty. Na środku stały trzy okrągłe stoły z krzesłami ustawionymi dookoła nich oraz kilka trupów które cuchnęły. Nic poza tym Vesard nie zauważył no może poza trojgiem drzwi, jednych na ścianie znajdującej się naprzeciw niego i drugich znajdujących się po prawej stronie oraz trzecich niewielkich po przeciwnej stronie pokoju na lewo od miejsca w którym się znajdował.
Wojownik w końcu postanowił działać a dokładnie chciał sobie zaczerpnąć troszkę płynu, szukał jedynie jakiegoś bukłaka, jednak niestety żadnego takiego wokół fontanny nie znalazł. Wszedł zatem poza ścianki okalające fontannę jednak i tam w zasięgu wzroku niczego tam nie było. Stąd czas był najwyższy na działania.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Gdzie... gdzie ja..
Przecież...
Chociaż...
Ale jak...
Kurwa...
Krótkie chwile przemyśleń. Zrezygnował z zastanawiania... To wszystko jest dziwne. Nie takie jakim powinno być... Dlaczego.. Po co?
Nieważne...
Rozejrzał się, a to mu chwilowo wystarczało.
Musiał działać dalej. Tylko gdzie teraz pójść?
Gdzie teraz się znajdował? Zgubił rachubę - ale to chyba normalne... Przecież o to dokładnie chodziło twórcy tego całego dziwactwa... Ta niepewność, niestabilność, niemożliwość... Nie. W tym świecie nie można użyć słowa nie możliwe. Ten świat jest pełen nieprawdopodobnych rzeczy, ale nie niemożliwych. A to znacząca różnica.
Ruszył, parę metrów przed siebie.
Ciała... Te go jedynie denerwowały. Skąd się tu wzięły? Być może to poprzedni uczestnicy tej chorej gry? Kto im to zrobił? Nie wiedział kto, a i szczerze mówiąc mało go to obchodziło... Wiedział jedno - nie chce spotkać tego czegoś za wszelką cenę...
Toteż z tego powodu wciąż szedł najciszej jak tylko potrafił.
Gdy tylko znalazł się przed drzwiami, które były po jego prawej stronie ponownie przez nie zajrzał. Otwierał powoli, dokładnie i ostrożnie... Rozglądał się przy tym po wnętrzu, sztylet zaś trzymał w pogotowiu.
Co go czeka za drzwiami? Z jakim cholerstwem przyjdzie mu się zmierzyć na tej hm... arenie?
Ciekawość... Pierwsza droga do grobu...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-11-17, 22:39, w całości zmieniany 1 raz
A także teraz czas i miejsce okazały się tajemnicą w której obaj bohaterowie wciąż żyli w nieświadomości…
Elf przeszedł ostrożnie przez całą komnatę aż dotarł do drzwi, identycznych jak i te które napotkał dotychczas. Otworzył je najciszej jak potrafił a oczom jego ukazała się duża komnata pogrążona w ciemności, poza obszarem ściany na której znajdowały się kolejne drzwi, to miejsce było dość dobrze oświetlone przez dwie pochodnie zawieszone po obu stronach kolejnych dużych wrót. Oprócz tego Vesard zauważył ogromny stół z dużą ilością krzeseł i taką samą ilością trupów. Smród tej komnaty był mocno wyczuwalny, ciała gniły i śmierdziały powodując że aż zatrzymywało drowi oddech. Drow dostrzegł także trzy ogromne pajęczyny, jednak na całe szczęście bez ich gospodarzy, czy jednak ich tu nie było, tego nie mógł być pewien.
Czas znów chyba stanął gdyż wojownik stał w miejscu bez żadnego poruszenia, bez ani jednego ruchu ręką czy nogą, nawet powieką nie poruszył. Jednak czy jego przeciwnik też był taki bierny, raczej nie.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Mam Cię ptaszku
Chciałby rzec Vesard. Jednakże nie mógł, ponieważ nie znalazł jeszcze swojego oponenta.
Znalazł za to jakieś cholerne pajęczyny, które nie wróżył nic dobrego... Może to właśnie te pająki są jego przeciwnikami? Może na tej arenie przyjdzie mu stoczyć bój ze zwierzętami, nie z humanoidami? Nie wiedział - a to go tylko denerwowało...
Ruszył jednak do drzwi które oświetlały pochodnie. Gdy tylko znalazł się przed nimi ponownie ostrożnym ruchem zaczął je otwierać penetrując przy tym otoczenie...
Może tu będzie jego przeciwnik? Może teraz go zabije?
Miał nadzieje, chociaż pewności nie miał żadnej...
Z drugiej zaś strony ta gnida gdzieś się chowa - toteż czemu nie miałaby się chować właśnie tutaj?
Sztylet trzymał w pogotowiu, by w razie nagłego napotkania swojego przeciwnika ciąć go w sposób akrobatyczny w miarę możliwości, bądź sposób zwyczajny...
Drow działał instynktownie - przecież do tego był stworzony, by mordować i siać zniszczenie... Czasem w to powątpiewał, jednak nie tym razem...
Oby los był dla mnie tak łaskawy, by kolejnym moim przeciwnikiem był jakiś skurwiony drzewołaz...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-11-17, 22:39, w całości zmieniany 1 raz
Czas, wyrocznia wszystkiego, sędzia który wszystko i wszystkich rozlicza, czas pozostały do momentu w którym wszystko się rozwiąże i komnata swą porcję krwi otrzyma. Czas czekał lecz już nie długo…
I znów powtórka, drow ostrożnie rozglądając się przeszedł niespiesznie przez całą komnatę, a gdy dotarł do kolejnych drzwi spotkała go niespodzianka. Drzwi były identyczne jak wszystkie inne które do tej pory spotykał. Otwarcie ich wymagało dokładnie tyle samo energii i czasu co i innych które zdążył już otworzyć. Otwarcie ich dało jednak przynajmniej dwa wnioski, jeden to że komnata do której wszedł była cholernie mocno oświetlona, wręcz blask bił od niej jak od małego słońca, a dwa że zobaczył swego przeciwnika stojącego lekko lewym bokiem w jego kierunku, aczkolwiek drow widział przede wszystkim jego plecy. Tamten go nie zauważył, nie zauważył także poruszających się drzwi, stał jak zaklęty wpatrując się w podłogę. Oprócz tych dwóch głównych wniosków umysł Vesarda zarejestrował także kilka drobnych szczegółów tej komnaty, choć nie były one istotne na tle tego co zobaczył do tej pory. Oprócz przeciwnika po lewej stronie były schody a dalej małe drzwi, zaś naprzeciw bohatera była ściana za którą było przejście po jego prawej ręce, no i pełno pochodni, można rzec że ogrom. Słychać też było plusk i szum wody dochodzący zza ściany która przysłaniała mu widok na wprost.
Czas nadal bawił się z wojownikiem pozostawiając go jak słup soli w miejscu w którym stał, czyżby nogi mu wrosły w ziemię czy może uprawiał on jakąś medytacje, dość że wystawiał swe ciało na razy przeciwnika.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Zdziwienie Vesarda było wielkie. Nie spodziewał się spotkać już tutaj swojego przeciwnika... Przynajmniej był to humanoid.. Ale jakiś taki dziwny. Może to pułapka?
A co tam..
Sztylet wciąż dzierżawił w ręce, znajdował się już poza drzwiami.
Domknął bardzo, bardzo ostrożnie drzwi po czym zaczął skradać się do swojego przeciwnika... Może ten go nie usłyszy i Vesard będzie wstanie zadać mu śmiertelną ranę... Gdyby jednak mu się nie udało, to będzie się bronił, ile sił...
Z drugiej strony światło - sala była bardzo jasna... Nie sprzyjała mu - ale cóż zrobić. Gdyby jego przeciwnik zmierzał ku niemu mógłby się wycofać, ale póki go nie widzi, Vesard był zmuszony wykorzystać sytuacje.
Tymczasem jednak, gdy się skradał rozgniótł wolną ręką kryształ siły. Następnie, gdy tylko jego przeciwnik był w zasięgu jego uderzeń chwycił sztylet oburącz - co powinno zwiększyć siłę jego uderzenia i wbił mu sztylet w okolicy obojczyka i szyi, najgłębiej jak tylko mógł kręcąc co sił w rękach. Miał zadać cios, bolesny bądź śmiertelny, ewentualnie chwilowo paraliżujący... Tam nie powinno być zbroi - tam powinna być miękka i bardzo słaba skóra swojego przeciwnika...
Teraz nie myślał dużo, teraz miał nadzieje, na to, że jego przeciwnik nie go nie dostrzeże...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-11-17, 22:40, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 33 Dołączył: 05 Gru 2007 Posty: 288 Skąd: Radom
Wysłany: 2008-10-27, 20:03
Sceny te rzeczywiście były bardzo zastanawiające jak i intrygujące. Z jednej strony wojownika nachodziła wielka i momentami przeważająca chęć zaczerpnięcia choćby łyka wody z fontanny, z drugiej zaś strony strach przed potencjalną pułapką w postaci trucizny, lub czegokolwiek innego, równie niebezpiecznego, tą chęć odpychał.
Rohin w pewnym momencie sam nie wiedział co począć. Pić nie pić? Iść, czekać? Przeciwnik czekał...
Hmm... Nagle coś wpadło wojownikowi do głowy. Począł szukać jakiego bukłaka, ewentualnie innego opakowania, które by uchowało trochę wody. Jeśli w pomieszczeniu "czterościennym" czegoś takiego nie było Rohin ostrożnie, nie sprawiając większego hałasu prześliznął się na zewnątrz.
No i wreszcie się zaczęło. Gdy wojownik wyrwany z transu ruszył do drzwi z zamiarem wyzwania swego przeciwnika na walkę ten właśnie biegł w jego kierunku. Drow pochylony ze sztyletem w ręku zmierzał wprost na niego. Nie był na to gotowy, stanął jak wmurowany. Jednak odległość jaka ich dzieliła była wystarczająca by ochłonąć z pierwszego szoku i gdy ten dobiegł wojownik był w stanie normalnie walczyć, a raczej obronić się przed sztyletem. Drow wyprowadził pchnięcie, które wojownik wręcz z dziecinną łatwością wyminął.
W tym momencie podchody zakończyły się a walka rozpoczęła na dobre.
komnata_l9indy.JPG
Plik ściągnięto 11783 raz(y) 96,05 KB
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie wypaliło... Ten skurwysyn był dziwny, ale żywy... Jeszcze żywy...
Najpierw dla zmylenia parę kroków w tył, coby jego przeciwnik miał trudności z oddaniem ciosu... Musiał go ominąć. Gdy tylko stał na bezpiecznej odległości obrócił się z pięty i pobiegł w kierunku drzwi...
Biegł tak szybko, by ten wojownik go nie dogonił, o ile w ogóle podejmie taką próbę.
Jego celem było to ciemne pomieszczenie ze schodami, w którym to powinien mieć przewagę...
Szybkie, energiczne otworzenie drzwi i te sprawy... W miarę możliwości pociągnięcie bądź pchnięcie ich ręką, gdy będzie wychodził...
Oby tylko los tym razem się nad nim zlitował...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-11-17, 22:40, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 33 Dołączył: 05 Gru 2007 Posty: 288 Skąd: Radom
Wysłany: 2008-10-29, 16:02
Noo nareszcie! Walka. Wojownik nie zastanawiając się zbytnio nad swoją obecną sytuacją wykonał poprzeczny atak w stronę nadbiegającego elfa. Taaaak! Poznał swego przeciwnika i trzeba było zakończyć to co się zaczęło...
Filozfii tu nie było. Walka na śmierć i życie.... Tak.
Wojownik ruszył do ataku jednak ten zrobił kilka kroków w tył po czym wykonał obrót. W tym momencie człowiek miał go na wyciągnięcie swej broni, zadał poprzeczne cięcie. Jednak drow był dużo bardziej zwinny niż myślał wojownik, łatwo wywinął się od ciosu i ruszył biegiem w kierunku drzwi oddalając się od przeciwnika. Wojownik ruszył za nim. Tak obaj wbiegli do pomieszczenia które oświetlone było tylko przez dwie pochodnie. Drow nie zwalniał, przebiegł całą komnatę po czym zniknął z oczu wojownika za kolejnymi drzwiami. Znów obaj walczący nie widzieli się nawzajem. Znów walka chyba wróciła do początków bez żadnych krwawych szczegółów.
komnata_l9indy.JPG
Plik ściągnięto 11766 raz(y) 97,13 KB
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Odwrócił się twarzą w kierunku drzwi. Zamknął je. Powoli zrobił parę kroczków do tyłu.
Odpoczywał, bowiem biegł szybko i miał zadyszkę...
Przeczuwał, że jego przeciwnik będzie bał się wejść do tej komnaty, bynajmniej przez chwilę...
Był to bowiem czas na odpoczynek, czas na zregenerowanie sił...
Nie mógł przecież przystąpić do walki na wpół żywy z przemęczenia...
Vesard nie zamierzał stąd wyjść. Czuł się tu dobrze.
Miał ciemne pomieszczenie, w którym to dobrze widział, a jego przeciwnik niekoniecznie...
Niedaleko miał schody. Ostatnia deska ratunku...
Jednym słowem, drow był niemalże pewien, że stąd nie wyjdzie...
Czuł się jak w domu.
Jednakże pozorny zawsze bezpieczny. Stał w pozycji defensywnej... Nie znał odwagi tego karła, nie wiedział, na co go stać...
Gdy tylko zajdzie taka potrzeba Vesard zada cios w sposób akrobatyczny, tnąc i robiąc fikołek w prawą stronę - przez bark...
Przynajmniej teraz już nie był bardzo ciekawy... Teraz znał swojego przeciwnika - no i ziściły się jego obawy, bowiem przyszło mu walczyć z wojownikiem, człowiekiem, który od młodu był ćwiczony do walki...
No cóż, mógł polegać jedynie na swoim sprycie i zwinności...
I polegał.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-11-17, 22:40, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 33 Dołączył: 05 Gru 2007 Posty: 288 Skąd: Radom
Wysłany: 2008-10-29, 19:42
Wojownik po dłuższej chwili baaaaardzo głębokiego zastanownia czy też może wywołania jakieś presji u przeciwnika postanowił zacząć działać. W jego działaniach nie było żadnej filozofii. Czas zakończyć walkę.
Wyszedł z pomieszczenia z fontanną i skierował się w stronę drzwi, po czym krzyknał najgłośniej jak mógł - " Dobra koniec zabawy! Jedziemy z tą walką! - po czym cofnął się do ściany zasłaniającej fontannę. Przygotowany na nadchodzącego przeciwnika z wyjętym mieczem czekał...
Na walkę...
I zaczęło się od nowa. Cisza ciemność i brak walki. Komnata domagała się krwi.
Nic się nie stało, drzwi pozostały zamknięte, nikt przez nie nie przeszedł. Także głosów nie było słychać. Wszystko było w jak najlepszym stanie. Cisza i ciemność i ... i bezpieczeństwo
Wojownik przeszedł na umówione miejsce i tam stanął twarzą do drzwi. Nic poza tą prostą czynnością się nie wydarzyło.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum