TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Plan Zemsty Akt I - Powrót
Autor Wiadomość
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-04, 14:26   

Bukłak z winem został opróżniony przez dwójkę bohaterów niemal do końca. Ciepły, cierpki trunek z pewnością nie pozostawił po sobie miłego posmaku, jednak sam fakt zwilżenia gardła alkoholem wydawał się dodawać otuchy.
Zadanie bowiem mieli przed sobą niełatwe. Szczególnie Errdil wiedział jak zgubne może okazać się podpadnięcie karczmarzowi. Teraz zaś obaj planowali coś znacznie gorszego od 'odmówienie posprzątania'.

Wprawne oczy łowcy poczęły przeczesywać okolicę w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogło pomóc w tym śmiałym planie. Ta strona karczmy jednak nie przysparzała wielkiej pomocy, szczególnie, że nie od frontu planowali bohaterowie swój atak.
Errdil niestety musiał chwilę poczekać z odpowiedzią na 'propozycję' Vesarda, do karczmy bowiem weszła właśnie dwójka pospolicie ubranych drowów, mijając dwójkę intrygantów na swej drodze. Gdy rozważa się tak delikatne kwestie jak napad na kucharza, zawsze należy uważać na nieprzyjazne uszy. Co prawda żaden normalny mroczny elf nie poczuje się w obowiązku zameldowania czyichś niecnych planów z samej dobroci serca czy poczucia obowiązku. Jednak gdy w grę wchodzi zysk sprawa wygląda inaczej. Informacja przeto także jest kartą przetargową, zaś czasem jest cenniejsza niźli samorodek złota. Drzwi od karczmy zamknęły się po raz kolejny, bohaterowie mogli zaś dalej rozważać swe niecne plany.




Obrzydzenie i gniew wykwitające na twarzy drowki z pewnością przerastały te u Siriona. To jednak w tym momencie dowodziło jeno jego wyższości.
Mroczna elfka z pewnością doskonale rozumiała beznadzieję swej sytuacji, przez co tym bardziej gorzał w niej niepowstrzymany gniew.
Nagle jednak zdał się ustąpić... Ironiczny uśmiech wstąpił na jej lico, gdy z ust Siriona padły ostatnie słowa wypowiedzi.
"Zatem o to ci gnojku chodzi..." odparła bardziej do siebie niźli do bohatera "Jestem Erin, w posiadłości Dol'Galair pełniłam rolę opiekunki świątyni, póki mnie te skurwysyny nie wydymały." tutaj ponownie złość wstąpiła na całkiem atrakcyjne lico drowki, po chwili pauzy jednak powróciło do normy, wzrok jej zaś wbił się w mrok Puszczy po prawej stornie mostu.
"Dostanie się tam niepostrzeżenie jest jak na mój gust nierealne. Przynajmniej w zwykły sposób. Strażnicy zawsze są obecni, mają po trzy zmiany, wejście jest jedno nie licząc mostu zwodzonego do magazynu, tylnego wylotu i wszelkiej maści okien. Wszystko jest jednak obserwowane."
Tu wzruszyła ramionami robiąc dość obojętną minę. Zdawało się Sirionowi, że nagle drowka bardzo spokorniała.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-04, 14:51   

Sirion zawiódł sie na odpowiedzi dziewczyny. Liczył jednak że może uda mu sie wejść do środka tak by inni tego nie zauważyli. Nie zdradził sie ze swoją złością i zawodem. Szybko przeszedł do kolejnego pytania które mogło dać jeszcze jakieś efekty, choć powoli uważał że może mu sie nie udać to co zaplanował.
- No dobra to może wejdziemy tam nie całkiem niepostrzeżenie, może wprowadzisz mnie do środka? Możesz chyba tam wchodzić prawda? Dobrze na tym zarobisz, a skoro Cię tam oszukano to przy okazji będziesz mieć okazje do rewanżu. Więc jak Erin masz ochotę na małą grę z domem Dol'Galair? - zapytał z błyskiem w oku i niewątpliwą nadzieja na pozytywny oddźwięk z jej strony, pozostawiając jednak swe oblicze nie wzruszonym dla jej oceny.
Sirion podszedł do tkwiącego między nimi sztyletu i po wyrwaniu go z desek pomostu podał Erin zwrócony rękojeścią w jej stroną w drugiej trzymając miksturę leczenia lekkich ran.
- Masz wypij, pomoże. - powiedział spokojnie.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-04, 20:40   

Erin z przymrużonymi oczyma przyjrzała się twarzy bohatera, jak gdyby chciała odczytać z niej zamiary i myśli drowa.
Bez słowa wzięła od niego sztylet i po chwili wahania schowała z powrotem za pas. Następnie przyjęła butelkę, wciąż nie odrywając wzroku od oczu Siriona.
"Co chcesz zrobić...zabić kogoś, wykraść jakiś przedmiot?" spytała odkorkowując miksturę. Powąchała zawartość fiolki po czym szybkim ruchem wychyliła całość. Wzrok jej padł ponad ramię bohatera, zaś gest pokazał by wstrzymał się z odpowiedzią na zadane przed chwilą pytanie.
"Oddalmy się w jakieś miejsce gdzie nasza rozmowa nie dotrze do nieproszonych uszu." zaproponowała wyrzucając pustą fiolkę poza kładkę. Następnie przygotowanym uprzednio materiałem obwiązała najgorszą z ran. Tak słaba mikstura nie mogła do końca przywrócić jej zdrowia i sprawności.
Gdy już skończyła, Sirion przekonał się co było powodem zaprzestania rozmowy. Dwójka drowów idąca gęsiego przeszła tuż obok, wymijając torującego drogę bohatera wraz z ranną elfką.
Nie wydawali się specjalnie zainteresowani rozlewem krwi ani też faktem, że kobieta właśnie została poharatana przez poplamionego mężczyznę. Zasada miasta mówi
'Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy, jeśli nie chcesz go utracić.'
Oczywiście zasada ta nie tyczyła się osób o wpływowej pozycji i nieprzeciętnych umiejętnościach, ta dwójka jednak na takich nie wyglądała. Ot typowi przechodnie. Typowi dla drowiego miasta, toteż przy pasach wisiały krótkie miecze pod płaszczem zaś dało się dostrzec skórzaną zbroję.

Gdy dwójka oddaliła się już na kilka metrów, drowka wyminęła spokojnie Siriona, po czym odparła obojętnym tonem:
"Znam jedno dobre miejsce, chodź za mną."
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-04, 21:02   

Sirion popatrzył na Erin wzrokiem lekko podejrzliwym lecz w końcu uznał że lepiej będzie zaufać jej, miał przeczucie że może, choć początek ich znajomości był co najmniej kiepski, choć kto wie czy akurat taka postawa Siriona może przekonała dziewczynę do niego. To i niechęć do domu Dol'Gahar była kartą która mogła mu pomóc.
- Dobra Erin prowadź - powiedział po czym ruszył za dziewczyną. - Jak się czujesz? - zapytał choć tak naprawdę nie interesowało go jej zdrowie.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-04, 21:26   

"Jaki się nagle wrażliwy zrobił, psia mać." skomentowała pytanie Siriona nie odwracając się doń nawet.
Szła dość szybkim krokiem powracając na platformę, z której przyszła uprzednio. Gracja dopisywała jej, zaś zdarte rękawy z sukni nawet dodawały trochę uroku.
Przeszła tak dwójka drowów jedną platformę, pomost, potem zaś kolejną platformę. Na jej końcu, tuż przed kolejnym mostem elfka nagle skręciła w niewielką uliczkę pomiędzy dwoma sporymi budynkami domostwami. Te jednak były zniszczone, po części spalone i ogólnie opuszczone.
Drowka jednak upewniła się co do tego ostatniego zaglądając przez rozwalone okna do wnętrza domostwa znajdującego się bliżej krawędzi platformy.
Idąc dalej wzdłuż ściany drowka skręciła w prawo, wchodząc tym samym na tyły budynku.
Sirion bez większych oporów podążył za nią.

Miejsce wybrane przez Erin nie należało może do przytulnych, było jednak z pewnością ustronne. Przestrzeń między pniem drzewa, a ścianą zniszczonego domostwa sięgała w porywach dwóch metrów, okna, dziury jak i wyłamane tylne drzwi pozwalały upewnić się, iż nikogo nie ma wewnątrz, co Erin profilaktycznie uczyniła.
W porywach dało się nawet usiąść w miarę wygodnie na dwóch stosach belek, ułożonych tu zapewne właśnie w takiej potrzebie. Drowka jednak nie siadała.
"No dobrze, to teraz gadaj jakie szaleństwo skłania cię do zakradnięcia się tego domostwa."
Czy świadomie drowka nie użyła tutaj konkretnej nazwy, czy też był to przypadek tego bohater stwierdzić nie mógł. Wydawało się jednak sensowne unikanie pewnych słów w takiej rozmowie. Tak, na wszelki wypadek.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-04, 21:41   

Sirion szedł za drowką szybko przemieszczając w wybranym przez nią kierunku, po wejściu w wąskie uliczki Sirion najpierw sie zaniepokoił jednak po chwili uznał że dziewczyna wie gdzie idzie a on ma szanse na pomoc lub będzie musiał ją zabić. Miał nadzieje że jednak skończy sie to jej pomocą. Gdy dotarli do zniszczonych domów wiedział że teraz czeka go poważna rozmowa.
- No dobra skoro musisz wiedzieć to wiedz że bardzo potrzeba mi funduszy na pewną akcje w najbogatszym domu, a chciałem je zdobyć właśnie tu. Ty także możesz nieźle na tym zarobić, a zemsta napewno będzie słodka. Więc jak pomożesz mi Erin? - zapytał patrząc wprost w jej oczy, które notabene bardzo mu się podobały. Czekał na jej odpowiedź nie siadając stał naprzeciw niej podziwiając jej piękność, a było co podziwiać.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-04, 21:52   

Owszem, nawet jak na drowkę uroda Erin wybijała się nieco ponad standard. Szczególnie zdawał się pociągać Siriona fakt, iż jej ubranie jest zniszczone. Być może drow zaczynał właśnie rozwijać nowy fetysz związany niejako z gwałtami. Toteż podarte ubranie pasuje tu jak ulał.
Teraz jednak na głowie miał nieco ważniejsze sprawy. Zamierzał zakraść się do domostwa jednego z potężniejszych rodów. Tak poważnego zadania nigdy dotychczas nie podjął się w pojedynkę. Na dodatek miał to być jedynie wstęp do prawdziwego włamu. Choć z pomocą Dol'Galair ten drugi włam, mógł okazać się łatwiejszy.

"Straszliwie mnie wnerwiasz palancie...jednak oni wnerwiają mnie znacznie bardziej. Sama planowałam w jakiś sposób się na nich zemścić...można powiedzieć, że sama Olothia mi cię wysłała. Zaś jak przystało na kapryśną boginię, zadbała by spotkanie nie należało do przyjemnych." tu zerknęła w dół na główną z zadanych przez Siriona ran. Prowizoryczny bandaż przemókł nieco, najwyraźniej rana się nie zasklepiła. Nie było to dziwne zważywszy na niewielką moc mikstury. Nawet silne medykamenty zazwyczaj nie są w stanie zasklepić ran poważniejszych niż powierzchowne.
"Zgadzam się na twoją...propozycję. Sama zapewne mogla bym tam wrócić, nie wiem jednak w jaki sposób miała bym wprowadzić tam ciebie. Jakieś pomysły?"
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-04, 22:02   

Sirion także zerknął na ranę i zaraz też podał jej fiolkę leczenia średnich ran, po czym zwrócił sie do dziewczyny
- Kurwa a myślałem że Ty coś wymyślisz- powiedział Sirion lekko zdenerwowany - no dobra zastanówmy się. Możesz bez problemu wrócić do tego domu? Możesz potrzebować jakiś rzeczy i tragarza który to wszystko dostarczy? - zapytał z nadzieją.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-04, 22:15   

Z obojętnością wypisaną na twarzy przyjęła od Siriona kolejną fiolkę. Pospiesznie wypiła jej zawartość pozwalając pewnej dozie ulgi wypłynąć na wierzch kamiennego spokoju.
"Tragarz..." powtórzyła z wyraźnym zamyśleniem jednak bez entuzjazmu "Nie mogę od tak wnieść do środka czegoś bez ustalenia tego uprzednio ze szlachtą. Przynajmniej nic na tyle dużego, bym potrzebowała do tego tragarza. Poza tym któryś ze strażników mógłby poczuć się w obowiązku by zająć twoje miejsce. Tak coby nie wpuszczać nieznajomego. Jakieś inne propozycje?"

Sprawa nie wyglądała na prostą, Erin zaś pomysłami nie sypała. Sirion stanął przed pierwszym problemem, choć zapewne był to jeden z mniejszych w jego śmiałym planie.

Pustą fiolkę drowka odstawiła spokojnie na ziemię. Trudno było bohaterowi uwierzyć, że ta spokojna, skora do współpracy drowka, z którą rozmowa obecnie mijała całkiem przyjemnie i gładko była tą samą osóbką z którą dopiero co walczył na wiszącym moście. Zaiste kobieta zmienną jest i wiele ma twarzy.
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-05, 13:13   

Sirion coraz bardziej czuł sie załamany, tak jakby wszystko sprzysięgło się przeciw niemu by nie mógł wykonać tego co sobie umyślił. Stał przez chwile bezradni po czym z głośnym westchnięciem zwrócił się do Erin:
- Nie nie nie, ciągle tylko mówisz nie, ale chyba masz racje. Kurwa czy może być proste. - zasępił się starając się zebrać myśli - Dobara Erin, a co powiesz na to że jestem kimś kto ma pomóc Ci w odprawieniu jakieś ceremonii w Twej świątyni. Bo widzisz te żółte plamy to dzieło naszej cudnej bogini, naznaczyła mnie jadem kilkunastu pająków Arachidów. Od tamtej pory gdy je bliżej poznałem krąży we mnie ich jad który objawia się właśnie tymi znakami. Ceremonia mogłaby by być ku chwale i szczęściu rodu, a ja byłbym osobą która to zapewni. Może to ich przekona. Jak myślisz - plan był głupi ale co innego mógł wymyślić pospolity włamywacz.
Gdy skończył mimowolnie prześlizgnął sie oczami po jej ciele, po kształtach jakże kobiecych i jakże cudownych, po rozerwanym ubraniu, po nagich ramionach, była piękna a on jej pożądał, ale tak jak pożądał tej zielonej suki którą sprzedał, teraz pragnął jej wzajemności jej bliskości choć zdawał sobie sprawę że ona nigdy się do tego nie posunie.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-09-05, 16:42   

Tymczasem Vesard, czekając na odpowiedź Errdila przeżył kryzys. Kryzys wewnętrzny. Najprawdopodobniej dotarła do niego pewna wiadomość... Wiadomość, o jego śmierci.

Wyraz jego twarzy stał się nad wyraz ponury. W jednej sekundzie stał jak dziecko widzące lizaka, w następnej zaś jakby ujrzał coś strasznego, natomiast chwilę po tym jego mimika twarzy ukazała wyrazistą złość i niewyobrażalny strach. Opuścił głowę, na chwilę, zaś gdy ją podniósł jego oczy miały wyraz fanatyczny. Nadzwyczaj fanatyczny. Jednak w tym samym czasie, gdy Vesard podnosił głowę jego ręka wędrowała po sztylet. Mimowolnie wykonał cięcie. Cięcie wprost po szyi przeciwnika. Chciał patrzeć Errdilowi prosto w oczy, gdy ten będzie czuł jak ostrze przecina jego skórę, mięśnie, żyły, tętnice... Musiał to zrobić... Musiał zabić, zamordować przeciwnika... Nie chciał toczyć z nim walki...

Chciał choć raz zrobić w życiu coś perfekcyjnego...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-06, 22:18   

Erin ponownie zastanowiła się nad pomysłem Siriona, kompletnie nie zauważając ukradkowego prześlizgnięcia wzroku.
"Olothii już nie ma i wszyscy dobrze o tym wiemy." stwierdziła wzruszając ramionami "Mam nadzieję, że ty także ostatnich miesięcy nie spędziłeś w norze pod jednym z wielkich drzew i także wiesz o milczeniu bogów..." rzuciła szukając przymrużonymi oczyma potwierdzenia na twarzy bohatera.
"Świątynia jest już raczej symboliczną pozostałością, w której od czasu do czasu odprawiane są rytuały ostatniej nadziei. Mają tam także miejsca istotniejsze wydarzenia czy ceremonie. Ja nie jestem kapłanką, takie zaszczyty tycz się jeno szlachcianek. One odprawiają rytuały, ja jedynie doglądałam wszystkiego..."
Zdanie dokończyła z zaciśniętymi zębami, jak gdyby rozdrapywała świeżą ranę.
"W każdym razie ten pomysł także odpada."



Errdil zachowywał się dziwnie. Zwlekał z odpowiedzią, zerkając jedynie gdzieś poza plan materialny. Zupełnie jakby był w transie, bądź mocno się zamyślił.
Ten fakt jedynie pomógł Vesardowi, który w przypływie emocji, pod wpływem chwili zdecydował się na działanie dość radykalne.
Sztylet szybko acz pewnie powędrował do gardła nieobecnego łowcy. Ostrze przejechało po hebanowej skórze pozostawiając po sobie nieprzyjemne rozcięcie, które w ułamku sekundy wypełniło się krwią. Cios nie był idealny jakby pragnął tego bohater. Nie dokonał także tego, czego dokonać mógłby wprawny zabójca. Efekt jednak odniósł.
Errdil padł na kolana ściskając się oburącz za gardło. Szok, niezrozumienie, niepełne wybudzenie z transu, upływająca pospiesznie krew. Nadal żył, nie wykonywał jednak żadnych działań względem Vesarda. Śmierć zaś bez natychmiastowej pomocy lekarskiej była jeno kwestią czasu. O ile złodziej rzeczywiście przeciął tętnicę. Tego niestety pewien nie był.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-09-06, 22:33   

Sztylet... Sztylet umoczony w krwi swego niedawnego przyjaciela niedoli... Jednak czy był on przyjacielem? Nie... Nie według Vesarda... A bynajmniej nie w tej chwili...

W tej chwili drow złapał Errdila lewą ręką za włosy, lekko odciągając jego głowę do tyłu. W drugiej zaś ręce dzierżył nieustannie sztylet. W jego oczach widniał ból, strach i złość... Spojrzał swym fanatycznym wzrokiem prosto w jego oczy.

-Czemu Ty właściwie poddajesz mi jakieś plany, co!? Chcesz, żebym szedł przodem, żeby to mnie zabili, nie Ciebie! Przejrzałem Cię, a teraz Ci głupio! Z całą pewnością Ci głupio! Ale nie... Teraz za późno! - Złapał tchu. Jego oddech był szybki, nieregularny i płytki.-A wino? Też było zatrute? Strasznie jesteś przebiegły... Strasznie...!- Ponownie zrobił małą przerwę, jakby ktoś właśnie dusił go. Ciężko było mu mówić. Jednak kontynuował. -A po co właściwie mnie tu przywlokłeś!? Ha, już wiem po co! Chciałeś, żebym tu przyszedł tylko ze względu na to, bym nie pracował dla tego, jak mu tam.. Siriona! o! Chciałeś, żebym sczezł od tej pieprzonej trucizny! Nie... Tu się przeliczyłeś... Nie nabierzesz mnie tak łatwo... Wracam do niego, w tej chwili! Chociaż... zaraz... On się przecież obraził... Kurwa... Obraziłeś go po to, żeby nie dał mi odtrutki! I nie kłam, że Ty też jesteś otruty! Albo nie, najzwyczajniej to Ty jesteś jego współpracownikiem złamasie! Nie, nie powinieneś się z nim bratać... Przez Twoją głupotę teraz - Spauzował na chwilę. Cały zasapany ponownie zaczął nabierać wiele nieregularnych tchów. - Przez Twoją głupotę teraz umrę... Umrę, na zawsze... Czemu.... Czemu chciałeś, abym sczezł..!? - Czuł, jakby niewyobrażalna siła trzymała go za gardziel. Ciężko mu było oddychać, ledwo mówił. Kolejne jego słowa brzmiały raczej jak jakiś bełkot. - Nie, kurwa... To Ty chuju umrzesz przez moją lub Twoją głupotę!-

Oczy Vesarda były załzawione. Oddech, który to z trudem przyszło mu łapać wciąż był płytki i szybki. Ręce wciąż mu lekko drżały, krtań dalej uniemożliwiała normalną rozmowę. Opuścił na chwilę wzrok. Nie chciał, ani nie mógł czekać dalej... Ręka, która dzierżyła sztylet wciąż miała się na baczności. Czekała na wszelki atak swojego oponenta. Wciąż była gotowa do walki, której najprawdopodobniej nigdy już z tym drowem nie stoczy.

Vesard stał. Wciąż stał. Był w szoku.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-08, 12:40   

- Tak Erin wiem że bogowie zamilkli jednak słysząc że jesteś opiekunką świątyni i przywołując imię naszej wspaniałej Pani jako sprawczyni naszego spotkania sądziłem że może coś się zmieniło, że może jednak Jej wola dotknęła naszego świata. – odparł nadal patrząc na zmysłowe ciało drowki z wzrokiem wyrażającym zachwyt jej postacią – [i[I znów jesteś na nie, ciągle jesteś na nie a propozycji żadnych z Twojej strony nie słyszę. Masz wszystko zamiar negować, czy w końcu zdecydujesz się na coś? A może Ty lubisz wszystkiemu zaprzeczać co? Jak to z Tobą Erin jest?[/i]– zapytał zdenerwowany kolejną odmową Erin aczkolwiek możliwość patrzenia na jej kobiecą sylwetkę złagodziła całe napięcie z tym związane. Ponownie skoncentrował się nad możliwościami jakie mu pozostały, choć koncentracja była zbyt mocnym określeniem tego co Sirion teraz robił, gdyż Erin w znacznym stopniu pochłaniała jego myśli.
- No dobra Erin a co powiesz na to byśmy stali się kochankami, w końcu kobieta taka jak Ty ma potrzeby i nikt a na pewno strażnicy nie będą mieć podejrzeń jeśli sprowadzisz sobie chłoptasia do zabawy. Pomyśl to by mogło się udać, co Ty na to? – powiedział po chwili milczenia jednak pytanie zadane na końcu było zadane z nutka rezygnacji która tliła się w duszy Siriona. Drow był prawie pewien że kobieta jest zbyt dumna na takie rozwiązanie szczególnie teraz gdy Sirion nosił na swej twarzy dowody spotkania z wysłannikami Olothi która choć nie dawała znaku życia nadal zsyłała śmierć i ból ku swej uciesze, a przynajmniej tak sądził zrezygnowany drow.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-08, 22:00   

Monolog Vesarda nie spotkał się niestety z żadną konkretną odpowiedzią ze strony byłego kompana.
Ten nadal łapiąc się za gardło najwyraźniej nie miał zamiaru podjąć jakichkolwiek sensownych działań. Widać szok całego wydarzenia nazbyt go przytłoczył i oszołomił. Możliwe także, iż nadal tkwił w swym dziwnym transie, ciało zaś reagowało samoistnie.
Krew ściekała na deski platformy, brudziła ubiór Errdila, wytryskiwała także z ust wraz z odkrztuszaniem. Vesard znał się na anatomii wystarczająco by stwierdzić, że jest to dowód na ściekanie krwi do płuc drowa. Innymi słowy śmierć była jeno kwestią czasu.

Dwójka bohaterów najwyraźniej w końcu zwróciła na siebie uwagę. Wędrujący w oddali przechodnie pokazywali ich sobie palcami, zaś drowy siedzące w karczmie przy stolikach pod oknem z uwagą i niekrytym zainteresowaniem obserwowali całe wydarzenie.
Po chwili ze środka wyszedł także umorusany pokaleczony goblin w fartuchu przypominającym podartą szmatę. Zbliżył się do Vesarda wybijając go tym samym nieco z amoku.
"Pan każe by ty wywalić ciało za platformę jak skończyć." odparł chrapliwym tonem nieco łamaną wspólną mową. Goblin wyraźnie nie był zadowolony z życia, ciężko mu się jednak dziwić.



"Neguje? A co wolisz skończyć w sali tortur Gir'ghala?" oburzyła się Erin "To Ty tu jesteś zdaje się specjalistą od takiej roboty i to Ty koniecznie chcesz się włamywać do tej posiadłości. Więc zamknij tą poplamioną gębę i spierdalaj jeśli ci się coś nie podoba!"
Przerwała na chwilę, po czym nim jeszcze Sirion zdążył sensownie odpowiedzieć na jej nagły wybuch kontynuowała spokojniejszym tonem.
"Może i by ten twój nowy pomysł przeszedł ale chyba nie sądzisz, że wejdziesz tam od tak jako nowo poznany podejrzany kochanek, bez sprawdzenia. Na dodatek mieli by cię na oko. Prędzej kombinowałabym coś z dywersją i odciągnięciem uwagi strażników w jakimś miejscu bądź z transportem towarów do magazynu."
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-09-08, 22:16   

Vesard niemalże podskoczył słysząc goblina. Nie wiedział o jego obecności, nie słyszał jego kroków. Był zbyt przejęty. Jednakże po chwili odwróciwszy się do goblina, niemalże jakby wyrwany z transu niespodziewanie odpowiedział. -Powiedz swojemu panu... Że... Tak uczynię- Powrócił do Errdila. Wciąż patrzył mu się głęboko w oczy. Czekał, czekał, aż sczeźnie. Nie chciał kończyć zbyt wcześnie jego marnego życia.

-Cierp.. Cierp gnido.. Tak jak ja, gdy z bólu poderżnę sobie gardło... Z bólu, gdy będę umierał bez odtrutki... Z Twojej winy...-

Tym razem mówił przez zęby. Tak jakby zgubił gdzieś strach i ból, pozwalając, by nienawiść nim zawładnęła, pozwalając, by ta dobra połówka drowa odeszła w zapomnienie.

Nie miał pewności, czy ten cios jest śmiertelny dla jego oponenta, wiedział jednak, że jak z szyi cieknie krew to nie oznacza to nic dobrego. Wręcz przeciwnie... Od dawna uczono go w gildii, by mieć szyję zawsze schowaną, by spać tak, aby nikt nie był wstanie sięgnąć tego miejsca...

-Giń... Giń poczwaro...-

Właśnie wymówił ostatnie słowa, które zamierzał doń wymówić. Teraz pozostawało mu już tylko czekać... Czekać, aż sczeźnie i zostawi swój dobytek dla nowego właściciela... Jakie to typowe dla złodzieja...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-09, 07:30   

Lekki szok wywołany wybuchem Erin wręcz zelektryzował Siriona.
"Co też kurwa ona sobie myśli"
- Słuchaj głupia pizdo, myślałem że się dogadaliśmy, ale nie Ty ciągle swoje. Ja w każdej chwili mogę spierdalać, ale wtedy za sobą zostawię wrzaskliwe truchło pewnej wkurwiającej drowki, więc jakbyś mogła odpuścić sobie epitety i zająć się planem to byłbym wdzięczny, bo powoli zaczynam żałować straconych eliksirów.
- słowa wyszły zza zaciśniętych zębów, po chwili jednak mówił już spokojnie - Jednak trzeba przyznać że masz racje, ale znów myśląc o dywersji wszystkich oczu tam nie skieruje bo musiało by to być coś szczególnego a tego Ty mi nie zapewnisz, chyba że wyskoczysz z tych fatałaszków i zaczniesz dobierać się do strażników, co Erin? W końcu byś swe nerwy uspokoiła. Powiadają że na kobiece nerwy nie ma jak dobre rżnięcie. No ale spójrzmy prawdzie w oczy, nawet jak się rozbierzesz to raczej nikt Cię nie zechce, a Ty i flirt to chyba raczej złe zestawienie, prawda Erin? Hahahaha - zaśmiał się Sirion. Elf chciał zagrać na dumie tej kobiety, wyzwać ją do działania jej zaślepiony dumą umysł i ciało. Czy to miało poskutkować, był co do tego sceptycznie nastawiony ale jakaś iskierka nadziei tliła się w jego sercu.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-10, 20:55   

Krew sukcesywnie upływała pomiędzy palcami zaciśniętych na szyi dłoni. Vesard najwyraźniej trafił na tętnicę, upływ był bowiem całkiem spory. Na dodatek Errdil zaczynał krztusić się krwią, zaś miast dźwięków wydobywał z siebie jedynie bulgot.
W konwulsjach i automatycznym działaniu wyrwał się z uścisku złodzieja, tracąc przy tym garść włosów. Padł plecami na deski, po czym zaczął się zwijać w śmiertelnej agonii. Ciało jego poczęło nawet ustawiać się w mostek na głowie napinając niczym kark zjeżonego kota. Tyle, że w stronę przeciwną.
Czerwona kałuża gromadziła się na deskach platformy szybciej niźli w nie wsiąkała. Errdil bez wątpienia umierał. Jego działania natomiast przypominały raczej reakcje bezmyślnej zwierzyny. Mina nie zdradzała emocji, oczy miast z gniewem bądź strachem zerkać na Vesarda, zerkały jeno w pustkę. Dłonie miast podjąć próbę chociaż najmniejszej zemsty, bezcelowo ściskały szyję.
Łowca umierał, wydawało się to jednak być mu obojętne. Dziwne zaiste.

Goblin beznamiętnie zerknął jeszcze na wygibasy konającego drowa nim powrócił do wnętrza karczmy. Vesard mógłby przysiąc, że widział w oczach zielonoskórego dziką satysfakcję i sadystyczną radość. Zapewne jedyną, którą dostarczało mu jego obecne życie.



"I kto to mówi..." burknęła Erin przez zaciśnięte zęby, mrużąc śliczne, zawistne oczy. Oczywistym było. że piła do twarzy Siriona, która obecnie, przez plamy miała niewiele wspólnego z 'urokiem'. Widać było, iż całą gotuje się w środku, w końcu jednak zwyczajnie prychnęła, zbywając obelgi bohatera, jak gdyby było żałosną próbą obrony po czym kontynuowała już z większym spokojem.
"Dywersja nie musi obejmować wszystkich strażników. Gdyby zająć czymś jeden bądź dwa posterunki szanse wkradnięcia się byłyby znacznie większe. Szczególnie jeśli próbowałbyś od strony tylnego wylotu. Jednak bez umiejętności latania raczej się tam nie dostaniesz. Odciągnięcie strażników na tyle by niezauważonym wejść przez główne wejście z pewnością w grę nie wchodzi. Sądzę jednak, że dałabym radę zająć na chwilę co najmniej cały jeden posterunek."
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-09-10, 21:34   

Nie była to najlepsza chwila na rozmowę, nawet na tą, w której Vesard oskarżał Errdila o... O wiele rzeczy... Toteż jakby nigdy nic milczał. ..

Tymczasem drow widząc upadającego na ziemie elfa, położył swój but na jego szyi, a właściwie rękach doń przyległych. Przycisnął dość mocno, przy czym stanął dumnie. Rozejrzał się wokół, po czym przeszedł do powinności.

Już nie czuł goryczy, ani złości. Znów stał się zimny, przynajmniej pozornie. Wewnątrz jednak przeżywał kryzys. Jego głowę rozsadzało pytanie "Czy, aby na pewno dobrze zrobiłem?". Jakież to nienaturalne dla drowów... Tak, Vesard był inny... Inny niż reszta tych pieprzonych drowów. Jednak jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one. Skończył użalanie się nad sobą.

Czekając, aż mroczny elf wyzionie ducha sięgnął do jego kieszeni i mieszka w poszukiwaniu monet. Następnie obejrzał jego plecak, broń i resztę ciała. Szukał mikstur leczniczych, cennych i ciekawych przedmiotów, które to drowi zwykli chować po pasach, kieszeniach, schowkach w gaciach oraz innych, zdziwaczałych skrytkach.

Vesard traktował go jak trupa. Wciąż ciepłego trupa... Toteż nie zamierzał się chwilowo przejmować zdaniem owego Errdila. Nie obchodziło go wcale, czy sobie życzy, by go okradano czy też nie - tym bardziej, że owy osobnik i tak zachowuje się jakby zażył sporą ilość lewych narkotyków...

Jedni okradanie martwych nazywają rozbojem w biały dzień, inni zaś wolą twierdzić, że im się to bardziej przyda niż poległym. Vesard uznawał tą drugą opcje. A przynajmniej tak zmuszało go życie...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-11, 09:28   

Zastanowił się nad słowami drowki bo choć upierdliwa jednak myślała zadziwiająco skutecznie rozpatrując zza i przeciw to co usłyszała od niego. Sirion musiał przyznać że ta kobieta była dużo lepszym kompanem niż ta dwójka na których wydał swe pieniądze.
„Tylny wylot” – pomyślał po czym zwrócił się do dziewczyny
- Opowiedz mi o tym tylnim wylocie – powiedział cicho, a po sekundzie ciszy dodał jeszcze jedno pytanie – Transporty, jak często się odbywają i jak dokładnie są badane. Możliwe że to byłoby najlepsze rozwiązanie zwłaszcza gdybyś odciągnęła trochę uwagę strażników.
Jedna rzecz tylko martwiła Siriona a mianowicie strata jednej dawki trucizny, przy tej dziewczynie naprawdę by się przydała. Choć z drugiej strony podobała mu się, czuł do niej sympatie nawet pomimo jej cholernej dumy i ostrego języczka. Czy był w stanie poczuć coś do drugiej osoby, coś co nie było nienawiścią i wrogością, coś co nie wiązało się z wykorzystaniem. Obawiał się że już nigdy tego nie poczuje, choć teraz jakieś miłe uczucie kiełkowało w nim, pytanie były dwa, czy Sirion pozwoli mu się rozwinąć, a także czy dziewczyna jest także do niego zdolna. Drugie było chyba nawet bardziej absurdalne od pierwszego. Potrząsnął głową jakby zaprzeczając samemu sobie po czym zatracił się w wspomnieniach.
Przypomniał sobie drzewo na którym znajdowało się domostwo. Oglądał go przywołując w pamięci jego obraz, dokładnie oceniając szansę na wspinaczkę po nim z jakiegoś niższego poziomu będącego poza zasięgiem wzroku strażników.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-11, 19:32   

Oczy niemal wyszły z orbit Errdilowi gdy długi brązowy but Vesarda przycisnął zranione miejsce. Łowca nie krzyczał. Z gardła wydobywał się jeno bulgot i kolejne porcje wyrzucanej krwi. Spodnie, jak i buty złodzieja były już przez to dość mocno wybrudzone.
Podczas gdy Errdil konał i zwijał się w ostatnich męczarniach, jego oprawca przystąpił do przeszukiwań.
Poza ubraniem i dość interesującymi szelkami z miejscami na mikstury i kołczany Vesard znalazł ozdobny miecz, łuk kompozytowy, dwa kołczany strzał najwyraźniej różnego typu i sztylet. Errdil nosił na sobie dodatkowo skórzaną zbroję, ćwiekowane rękawice i utwardzane nogawice, w szelkach zaś miał 3 czerwone mikstury.
Dodatkowo drow miał ze sobą torbę. W niej natomiast znalazł bohater - Hubka i Krzesiwo, Koc, kawałek jakiejś tkaniny, żywnościowe racje, jakieś zwinięte ubranie oraz bukłak z, jak już miał okazję przekonać się Vesard, winem.
Oczywiście łowca nie omieszkał mieć przy sobie także odrobiny kasy pochowanej po dwóch sakiewkach. Całość składała się na 2 złote monety, 10 srebrnych i 2 miedziane.

Jeszcze w trakcie badania ekwipunku Errdila, ten rozpoczął konwulsyjne, przedśmiertne drgawki.
Tak, żywot tego bohater dobiegał końca. Miasto, szczególnie takie jak Lithius najwyraźniej mu nie sprzyjało. Został otruty, pobity, a w końcu zabity poprzez poderżnięcie gardła. Wszystko to w ciągu jednej doby.
Światło życia odpływało z twarzy łowcy wraz z ustawaniem drgawek. Krew odpływała, a wraz z nią ostatki sił życiowych, ostatki świadomości.

Errdil umarł.




"Wylot jest na najwyższym piętrze posiadłości, tam lądują i startują Vidraye."
Stworzenia te były jedynie pobieżnie znane Sirionowi. Z tego co orientował się we własnym ludzie, szlachcice czasem wykorzystywali te ślepe, podobne wiwernom stworzenia do szybkich powietrznych podróży. Był to rzadki widok jednak nie niespotykany. Vidraye wykorzystywały zmysł echolokacji podobnie jak nietoperze, dzięki czemu bez trudu mogły z dużą prędkością manewrować między drzewami Puszczy.
"Obserwuje go właściwie tylko jedna strażnica tuż ponad nim. Są także dwie poniżej, jednak te nie powinny dostrzec czegoś zbliżającego się od góry. Byłaby to całkiem dobra droga, nie wiem jednak w jaki sposób miałbyś nagle dostać skrzydeł."
Położenie wylotu nieco psuło plany Siriona dotyczące wspinaczki od dołu.
"Transporty natomiast mają miejsce raczej rzadko. O ile się nie mylę jeden ma być za kilka godzin, zdaje się dostawa żywności. Nie wiem jak dokładnie są badane, nigdy w żadnym sprawdzaniu nie uczestniczyłam. Gdy jednak już wszystko posprawdzają i ciebie nie znajdą, sądzę, że dałabym radę odciągnąć ich od magazynu na jakiś kwadrans. Może nawet uda się nieco ukrócić tym sposobem samo przeszukiwanie."
Na jej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Zapewne miała już w myślach jakiś plan, który skutecznie zająłby strażników.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-09-11, 20:27   

Nie zwracał już uwagi na Errdila. Przeszukiwał, będąc pewnym, że ten elf jest już bezbronny jak roślina... No, może nie ta roślina z puszczy, która to zwykła zjadać swoje ofiary...

Tymczasem przeszukiwał swoją ofiarę. Natrafił na wiele ciekawych rzeczy...

Na ubranie spojrzał tylko kątem oka - bo i po co komu jakieś ukrwawione ubranie jakiegoś ochlajtusa? Zobaczywszy jednak te nietypowe szelki, wyjął z nich trzy czerwone miksturki, schował je do plecaka, zaś same zwinął jak szmate w kłębek i ułożył nieopodal flakonów z czerwonym płynem. Następnie natrafił na miecz. Ten był nad wyraz ciekawy. Jego liczne zdobienia przekonały Vesarda, by to odwiązał od boku Errdila pochwę i przyczepił ją do swojego biodra, by bez chwili zwlekania wsunął doń owy miecz. Następnie pochwycił łuk i zarzucił go sobie na ramie, gdy to już uczynił chwycił kołczany i schował je do jego osobistych rzeczy. Zaraz po tej czynności powrócił do przeszukiwań i w ten czas napotkał sztylet. Wyuczona chciwość i skłonność do kradzieży zmusiła drowa, by i ten sztylet schować do jakże napęczniałego już plecaka. Teraz dopiero Vesard miał czas, by rzucić okiem na zbroję Errdila. Różniła się nieco od zbroi, którą osobiście nosił. Była twardsza, na pozór cięższa... Jednym słowem, nie dla złodzieja. Jednakże i tej Vesard nie omieszkał się nie zdjąć i nie schować w torbie. Dalej zdjął nogawice, które to też w miarę możliwości starannie złożył i schował w to samo miejsce, gdzie i resztę nowo nabytych przedmiotów. Całe szczęście, że owy elf miał na sobie zwykłe ubranie, a nie tylko samą zbroje. Gdyż w przeciwnym razie mógłby zostać posądzony o bycie homoseksualistą, ewentualnie nekrofilem, albo i jednym i drugim naraz.
Teraz, gdy Errdil wydawał się być pozbawionym większości broni oraz sprzętu podręcznego zabrał się za jego torbę. Przejrzawszy przedmioty z plecaka Errdila, zważywszy, że jego spodnie są już mokre od krwi, wyjął z niego owy komplet ubrań, by po chwili przełożyć je do plecaka. Nadszedł czas na czystą formalność. Vesard odpiął sakwy, po czym wysypał zawartość ma dłoń. Następnie zgrabnym ruchem ręki, jego monety wylądowały tuż obok tych, które Vesard posiadał od dawna.

Gdy już drow załatwił co miał załatwić niespodziewanie Errdila napadły konwulsje. -Nareszcie...- Wymówił przez zęby, po czym stanął tuż nad ciałem drowa.

-Obyśmy się nigdy więcej nie spotkali...-

Po wymówieniu tego krótkiego dialogu, złapał za nogi, po czym przeciągnął i zrzucił ciało martwego drowa z platformy. Następnie spoglądając przez chwile, jak jego mniemany przyjaciel niedoli leci w dół poszedł z powrotem do swojego, ciężkiego plecaka. Dźwignął go, po czym ruszył w kierunku najbliższego znanego mu targu bądź sklepu.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-12, 10:31   

Miejsce położenia wylotu całkowicie przekreśliło możliwość jego wykorzystania w celu dostania się do środka, jednak wiedza o nim i jego położeniu mogła się przydać w czasie gdyby konieczna była ucieczka. Sirion zarejestrował informacje przekazane przez Erin o wylocie jak i zwierzętach stamtąd wyruszających. Teraz jednak te dane nie były już istotne. Przeszedł w takim razie do dostaw. W tej chwili była to jedyna droga do środka jaką widział. Według Erin dostawa miała być za kilka godzin, pozostało poczekać i razem z transportem dostać się do magazynu. Pozostało dowiedzieć się o rozkładzie pomieszczeń.
- Erin chyba jedyną drogą do środka będzie przejażdżka z transportem ale jak już się znajdę w środku muszę wiedzieć jaki jest rozkład pomieszczeń w okolicy magazynu i w jaki sposób można przedostać się do głównego budynku i dalej aż do gabinetu lub sypialni głowy tego domu. Jesteś w stanie narysować mi taki plan domu bym łatwo mógł się po nim poruszać? – zapytał Sirion, na koniec dodając – czy chcesz potem dołączyć do mnie byśmy razem spenetrowali dom, a jeśli tak to gdzie się spotkamy?
Wreszcie coś zaczynało się kształtować, wreszcie będą mogli przejść do działania, jednak to uczucie zagrożenia spowodowane uśmieszkiem Erin, choć z samej wypowiedzi można było wnioskować że przygotowała coś specjalnego dla strażników to jednak drow czuł że ten uśmiech może mieć podwójne znaczenie i to go przerażało. Bał się choć wcześniej żadko to uczucie mu towarzyszyło. Zazwyczaj rzucał się w wir walki nie myśląc o konsekwencjach to teraz był wręcz przerażony. Czyżby dorósł i stracił zapał. A może wydarzenia w Desadi tak go odmieniły? Sam już tego nie wiedział, lecz wiedział że musi to zrobić, musi przygotować się do spotkania z mentorem najlepiej jak tylko będzie potrafił i albo znaleźć dowody swej niewinności albo zabić go.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-13, 20:45   

Zrabowane ciało Errdila już po chwili leciało prosto w ramiona Puszczy, gdzie z pewnością zajmą się nim wszelakiej maści stworzenia. Być może nawet nie doleci do ziemi, a już coś go porwie. Gdy Vesard zerkał na lecącego ex-towarzysza naszła go dziwna chętka, która czasem nachodziła drowy gdy zrzucały kogoś w odmęty Puszczy.

Łowienie.

Tak, biorąc pod uwagę tempo znikania zrzucanych ciał branie zwierzyny byłoby z pewnością duże. Mając odpowiednie wyposażenie można by przełożyć łowienie ryb uprawiane w spokojniejszych krainach, na swoją własną, drowią wersję. Pomysł zaiste intrygujący. Pozostawał jednak tylko pomysłem, Vesard nie słyszał bowiem by ktoś kiedykolwiek zrobił coś podobnego.

Gdy stracił już Errdila z oczu, gdy oddalił się on już poza zasięg nawet drowiego wzroku, złodziej porzucił dziwaczne pomysły i ruszył do swego plecaka.
Okazał się on dość ciężki, Vesard jednak nie był znowu aż tak słabowity. Dźwignął go bez bodaj stęknięcia i ruszył w stronę centrum miasta.

[Na Targowisko marsz. Z następnym postem nie musisz się spieszyć.]



"Dołączyć? Nie dzięki nie mam doświadczenia w skradaniu się po czyichś domostwach, zaś gdyby ktoś nagle zobaczył mnie w kwaterach głównej szlachty żadna wymówka nie byłaby mnie w stanie uratować."
Jedna z dłoni drowki wylądowała spokojnie na jej wciętej talii, druga zaś odgarnęła część włosów do tyłu.
"Natomiast co do planu budynku..." powiedziała bez kszty entuzjazmu "Byłabym w stanie sporządzić jakiś prowizoryczny plan, jednak nie tu i teraz. Najlepiej spotkajmy się w tym miejscu za godzinę bądź dwie. Do tego czasu postaram się sporządzić co trzeba."
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-09-15, 11:16   

"Spotkanie za dwie godziny, czemu czuje że mnie wykiwa. Cholera, przydałaby się trucizna, miałbym przynajmniej jednego porządnego pomocnika wartego ceny którą zapłaciłem. A tak kasy nie mam, trucizny nie mam, pomocników nie mam, niech zdychają gdzieś, i w dodatku muszę jej zaufać, choć jest ona w stanie mnie zniszczyć. Kurwa mać" - rozterki które targały umysłem Siriona były naprawdę poważne i bardzo realne jednak w tej chwili i tak nie miał nic lepszego.
Ruch jednej ręki na włosach i drugiej wskazującej jej kobiece kształty był niczym powiew ciepłego wiatru który delikatnie oplótł jego uczucie męskości i pożądania. Chętnie zostałby z nią tą godzinę czy dwie, jednak nie był tu dla przyjemności, był dla zemsty i ta powinna być głównym jego celem, dlatego dał odpłynąć tym gorącym myślą pozostawiając umysł zimnym i spokojnym choć może nie do końca.
- Dobra zgoda. Bądź tu najszybciej jak potrafisz. I ... - nie wiedział czy powinien to mówić czy nie jednak coś go naszło, coś tknęło go do wypowiedzenia tych słów i to do osoby którą jakiś kwadrans temu chciał spuścić z platformy - ...dziękuje Erin.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group