Wysłany: 2007-08-18, 14:56 Tlący się Płomyk Nadziei - Akt I - Test
Tlący się Płomyk Nadziei - Akt I - Test
Sesja Reggirta i Cohena
"Zimny długi korytarz wykonany z solidnych kamieni, pogrążony w mroku rozpraszanym czasem przez wątły blask pochodni. Miejscami podłoga przesiąknięta była krwią. Każdy krok odbijał się echem sprawiając że słyszalny był już z daleka. W końcu zakończył się on pomieszczeniem do którego mnie prowadzono. Wszedłem w momencie w którym demon rozciął swym ostrym jak brzytwa mieczem mojego poprzednika. Znałem go jednak nic nie mogłem poradzić. Głupiec odmówił choć mógł zachować swe życie. Ja nie mogłem teraz zginąć. Ona wyczekiwała mego powrotu. Nie zawiodę ją. Schodzę pewnym krokiem po schodach. Nie okażę swojego lęku. Pierś wypięta do przodu swobodny krok choć serce waliło mi niczym oszalałe. Stanąłem przed nim spoglądając na niego. Usiadł na tronie ułożonym z kości tych którym nie było dane przetrwać. Jego czarne skrzydła oplatały ramiona. Jego szczupła sylwetka ukazywała ukryte pod lekko żółtawą skórą mięśnie. Twarz miał pełna nienawiści i jego oczy... oczy które zdawały się przeszywać mnie na wylot. Serce niemal oszalało kiedy w nie spojrzałem.
- Będziesz mym sługą? - odezwał sie głębokim gardłowym głosem - Będziesz walczył, niszczył, zabijał w moje imię? Będziesz się rozkoszował cierpieniem słabych i nie okazywał litości stawiającym opór?
To... to nie byłem ja. Zwyczajnie nie mógłbym tego dokonać jednak ona wyczekiwała mnie... Kiedy to się zakończy powrócę do niej. Spojrzałem jeszcze kątem oka na ciało poprzednika, a właściwie jego połową wynoszoną z sali.
- Tak... Panie - odpowiedziałem widząc krzywy pełen sarkazmu uśmiech na jego twarzy.
Poczułem nagle jak coś pali mnie od środka. Wypala ślad na czole. Ból był okropny. Prawie zemdlałem.
- Twe słowo jest wiążące. Od dziś jesteś moim sługą. Jeśli je złamiesz, mój ogień będzie wypalał cię od środka powoli zabijając. Teraz odejdź.
Odwróciłem się idąc chwiejnym krokiem do wyjścia. Żyłem... A przynajmniej tak mi sie wydawało..."
***
Słońce przywitało Broln swymi delikatnymi promieniami budząc miasto ze snu. Mały niebieski ptak o czerwonej czuprynie usiadł na oknie Wieży Magów świergotając radośnie kiedy po drugiej stronie dwójka kompanów budziła sie ze snu. Nastał kolejny piękny dzień po gwieździstej spokojnej nocy. Lecz dwójka ta wiedziała że pogoda nie wystarczy aby uczynić ten dzień udanym. Musieli oni wyruszyć na długą i niebezpieczną wyprawę pozostawiając tutaj bliskie im osoby. Musieli powstrzymać demona którego przed wiekami musiał ujarzmić sam Aesir zakuwając w magiczne kajdany. Rozległo się pukanie do drzwi ich pokoju.
- Wstawajcie. Już świta. Śniadanie podano w jadalni. Czeka tam na was Aloxer pragnąc porozmawiać przed waszą podróżą.
Każdy dzień zaczyna nową historię. Każdy wieczór zamyka jej rozdziały.
Reggirt otwierając oczy zdziwił się sam sobie, że tak dobrze przespał tę noc. Tyle wydarzeń poprzedniego dnia, i tyle miało się wydarzyć. Jednak w jego głowie nie zagościł żaden, nawet najkrótszy i niepowiązany z jego życiem sen.
- Już wstaję - odpowiedział głosowi za drzwi. Nie zwrócił uwagi czy to Allaira, czy może jakiś akolita. Wojowik usiadł na łóżku i rozpostarł ręce na boki, szeroko przy tym ziewając. Następnie wstał i rozciągnał się podskakując przez chwilę w samej bieliznie. Następnie założył swoje ubranie, po czym spojrzał czekająco na Cohena.
Cohen chwilę jeszcze leżał na łóżku, starając się jakoś uporządkować w głowie feerię snów, widoków i marzeń, jakie nawiedziły jego głowę tej nocy. Spał bardzo źle i bardzo niespokojnie.
Pewne nawyki były jednak od tego silniejsze.
Wstał żwawo, nie ociągając się. Ukląkł pośrodku pokoju, twarzą skierowaną w stronę wschodzącego słońca.
"Dzięki ci, Panie, że pozwoliłeś mi przetrwać kolejną noc i witać kolejny dzień z Twym imieniem na ustach"
Modlitwa nie trwała długo. Paladyn ubrał się i widząc, że Reggirt również jest na nogach, spojrzał znacząco na drzwi.
- Nie zmieniłeś zdania? - spytał.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Reggirt obejrzał się i patrząc paladynowi prosto w oczy odparł:
- Nie.
Po chwili jednak zrobił zdziwioną minę i z równym zaskoczeniem dodał:
- Ale chyba ty też nie zmieniłeś? Wiesz, ja tam Zarr'Tahira nie widziałem jeszcze, to ciężko by było go odnaleźć.
Wojownik uśmiechnął się koncząc żart po czym śmiejąc się stwierdził:
- Gdybyś widział swoją twarz. Ha ha! Cohenie nie przejmuj się na zapas, bo to przynosi więcej szkody niż pożytku... Chodźmy do Aloxera.
Reggirt gwałtownie otworzył drzwi po czym radośnie krzyknął:
- Kto ostatni w jadalni ten czyści buty po podróży!
Gdy już nieco oddalił się i zauważył że paladyn nie ma chęci do zabawy wrzasnął w biegu jeszcze weselej.
- Ej sztywniaku! Bo będę specjalnie po końskich łajnach chodził!
Było niedopomyśleni,a że Reggirt za dwa tygodnie kończy dwadzieścia pięć lat.
Cohen faktycznie, w pierwszej chwili zgodnie z przewidywaniami Reggirta minę miał gdzieś pomiędzy "nie mówisz tego poważnie" a "żartujesz z rzeczy o których nie masz pojęcia". Po chwili jednak uśmiechnął się. Cały Reggirt. Znali się właściwie jeden - długi bądź co bądź ale jednak tylko jeden - dzień, ale Cohen czuł, jakby byli dobrymi znajomymi już od dawna.
Przeklęty żartowniś!
W biegu chwycił Amulet Aesira i założył go sobie na szyję.
Buty? Proszę bardzo!
- Mają być czyste na połysk! - krzyknął, w biegu mijając wojownika i uśmiechając szeroko.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ptak jeszcze chwilę pozostał na parapecie po czym radośnie sfrunął w dół wieży. Po dość szybkim pozbieraniu się z łóżek obaj bohaterowie opuścili swój pokój rozpoczynając bieg do jadalni. Dobiegli niemal równocześnie omal nie taranując przemierzającego korytarz młodego maga i nie wyrywając drzwi od jadalni z futryn. Na miejscu znajdywał się się już Aloxer stojący tuż obok suto zastawionego stołu. Uśmiechnął się na widok bohaterów.
- Widzę że od rana dopisuje wam dobry humor - powiedział - Siadajcie i jedzcie. Ja w między czasie powiem wam co zamierzam zrobić.
- Zamieniamy się w słuch - rzekł Cohen, siadając przy stole i nakładając sobie na talerz nieco jedzenia.
Jednocześnie ukradkiem rozgląda się wokoło, licząc na to, że gdzieś zauważy wchodzącą do pomieszczenia Alleirę. Miał nadzieję, że zanim wyruszą, dane mu będzie jeszcze się z nią pożegnać. Nie chciał, żeby ich wczorajsze - powiedzmy sobie wprost, skandalicznie głupie spotkanie, było zarazem ich ostatnim.
Spojrzał na Reggirta i zwalczył w sobie chęć rzucenia w niego jedzeniem. Ot, tak, dla śmiechu. Ten poranny 'wyścig' korytarzami magicznej uczelni znakomicie poprawił mu humor. Aż sam się dziwił, jak bardzo.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Humor humorem - odparł wojownik patrząc na Cohena wzrokiem mówiącym 'remis' - ale trzeba ćwiczyć nogi. Nigdy nie wiadomo jak długo będziemy gonić Zarr'Tahira, gdy ten będzie przed nami uciekał.
Reggirt śmiejąc się usiadł przy stole i od razu zbadał wzrokiem jakie śniadanie będzie jego ostatnim porządnym posiłkiem przed wyruszeniem w drogę.
Gdy tylko mag zaczyna swoją przemowę, wojownik powoli kładzie przed sobą najapetyczniejsze kąski.
Aloxer również usiadł na krześle na przeciwko nich i położył ręce na stole. Cohen choć przeszukiwał wzrokiem całe pomieszczenie jednak nie dostrzegł Alleiry. Drzwi które prowadziły do jadali również pozostawały nieustannie zamknięte. Mag rozpoczął przedstawianie swojego planu.
- Podczas kiedy wy udacie się po Berło Niebios ja postaram się uruchomić parę starych znajomości. Podczas swojego długiego życia miałem okazję poznać kilku z nich. Poza tym Zarr'Tahir nie stara się zbytnio ukrywać śladów swojej obecności tak więc będę również miał na oku każdy jego krok. Kiedy więc zdobędziecie artefakt powróćcie do Broln a ja i kilku mych znajomych wyruszymy z wami. Nawet nie próbuj się sprzeciwiać Cohenie ponieważ nie przyjmę decyzji odmownej - powiedział uprzedzając zapewne słowa paladyna. - Poza tym jak wiesz umiem zadbać o własną skórę. Swego czasu również spacerowałem po otchłani - dodał z uśmiechem - choć przyznam że ponownie bym już tam nie wrócił.
Cohen przełknął kęs tego, co akurat miał na talerzu, po czym spojrzał badawczo na Aloxera. Nawet bardzo optymistycznie nastawiona do życia osoba nie mogłaby odebrać tego spojrzenia jako miłego, czy sympatycznego.
"Nie ma co, normalnie rodzinny piknik. Kompania mi się powiększa. Jeszcze tylko Alleiry brakuje, by z nami pojechała.." pomyślał paladyn z przekąsem.
- Skoro tak postanowiłeś - skwitował plan maga krótko - każda pomoc nam się przyda - powrócił do kontynuowania posiłku.
Nie udało mu się pozbyć zupełnie goryczy z głosu. Doskonale słychać było, że Cohen jest tak obsesyjnie wręcz pochłonięty myślami o Zar'Tahirze, że najchętniej wyruszyłby w drogę samemu. I nawet gdyby zginął, wyniósłby z tego odrobinę chorej satysfakcji.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wojownik konsumował śniadanie w spokoju przysłuchując się Aloxerowi.
Nie było wątpliwości iż w ciele tego starca ciągle istnieje chęć nowych wyzwań i przygód. Zastanawiało wojownika też kim są znajomi maga. Wszak tak długowieczna osobistość musiała poznać w ciągu swojego życia wiele znakomitości... Krasnolud smokobójca? Elfia druidka potrafiąca zamienić się w potężnego niedźwiedzia? Zapewne gdyby zapytać Aloxera o kogoś takiego, wymieniłby kilka imion...
Reggirt spojrzał na Cohena:
- Wiem, że chciałbyś załatwić tę sprawę osobiście, podobnie jak ja chcę załatwić Elzaddara, jednak przyznaj sam, że samotna wyprawa na Zarr'Tahirana pewno przyniosłaby ci śmierć - wojownik dolał do swojego kubka więcej soku - Tego zaś, nie chce żadne z nas, a tym bardziej pewna dziewczyna, która o dziwo tu się nie kręci.
- Reggirt ma rację Cohenie. Szaleństwem jest stawiać czoła w pojedynkę swoim przeciwnością losu. Głupie poczucie dumy może sprawić, że zatracisz w nim samego siebie. Z dumą jest podobnie jak z zemstą - spojrzał nie przypadkowo także na Reggirta - Odbiera nam zdrowe zmysły podpowiadając co mamy robić. Obie mogą sprowadzić na skraj szaleństwa, skraj śmierci. O ile łatwiej byłoby gdybyśmy zamiast poczucia dumy przyjęli czasem pomoc innych. Zamiast ślepej zemsty przemyśleć wszystko zamiast na przekór rozumowi kroczyć nie bacząc na swoje życie. Może nie jestem najlepszym człowiekiem, może nie zbyt światłym w niektórych sprawach jednak los doświadczył mnie w życiu niejednokrotnie i wierzcie mi, niektóre rzeczy które wami kierują mogą być zgubne i z pewnością dobrze byłoby żebyście zaraz zamieniali je na lepsze - Aloxer starał się żeby brzmiało to ogólnikowo jednak każdy z bohaterów mógł się domyślić do którego w danej chwili skierowane są jego słowa.
Mag sięgnął po szklankę i napełnił ją wodą, po to by po chwili opróżnić jej zawartość do dna.
Wojownik skinął jedynie głową bardziej jako znak wysłuchania przemowy Aloxera, niż przyznanie mu racji.
Może i mag mówił prawdę, jednak cóż może on wiedzieć o zemście która tli się od lat w sercu Reggirta. Faktem jest, iż sam zapewne zginąłby podczas ostatniej podróży po otchłani, i tylko pomoc Cohena, zakończyła ją pozytywnie. Na pewno pojedynek z Elzaddarem będzie stoczony tylko pomiędzy nimi, a czas ukaże czy podczas starcia wojownika z magiem z boku będzie spoglądała zemsta. Nikt jednak nie wie, jak zachowa się w takiej a nie innej sytuacji. Wszak, gdyby każdy wiedział jaki skutek będą miały jego decyjze bałby się ryzykować... a bez podejmowania ryzyka człowiek stoi w miejscu.
Wojownik spojrzał na paladyna, w oczekiwaniu, że ten coś doda.
Najgorsze w przemowie Aloxera było to, że była prawdziwa. Mag zwyczajnie miał rację. Wszystko, co powiedział było prawdą. Cohen też to wiedział. Ba, wiedział to i bez słów maga.
I właśnie to go dobijało. Nie umiał sobie z tym poradzić. Poczucie winy zabijało go. I nie tylko z powodu Zarr'Tahira.
- Allaira nie chciała nam towarzyszyć przy śniadaniu? - spytał po czym zaraz dodał - Wyruszamy za jakąś godzinę. Muszę jeszcze choć trochę wyczyścić pancerz z pyłu i kurzu. Wczoraj nie miałem już na to czasu.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Hmm... Alleira wspominała że przyjdzie na śniadanie jednak najwidoczniej coś jej wypadło - powiedział po chwili mag - Widziałem ją jeszcze przed świtem w sali treningowej. Muszę przyznać że pierwszy raz widziałem żeby trenowała z taką zawziętością co nie znaczy że wcześniej nie wykonywała tego sumiennie. Co zaś się tyczy pancerza zdaje mi się że adepci którzy ostatnio złamali regulamin szkoły wyczyścili za karę wasz ekwipunek jeszcze wczoraj podczas naszego posiłku. Tak więc prawdopodobnie będziesz miał kilka chwil dla siebie. Póki co wybaczcie mi ale obiecałem pewnemu staremu druhowi że się z nim zobaczę sądzę Cohenie że spotkamy się u niego zanim wyruszycie w podróż - powiedział mając zapewne na myśli krasnoludzkiego kowala któremu paladyn zlecił wykonanie tarczy.
Skinął głową do Aloxera. Faktycznie, mało co, a o odwiedzeniu Ragfera przypomniałby sobie dopiero w chwili opuszczania Broln. Przez chwilę rozważał możliwość poszukania na własną rękę sali treningowej, ale ostatecznie odrzucił ten pomysł. Raz, że niezbyt wiedział, co miał powiedzieć Allairze a dwa, wątpił, że ją tam zastanie.
Odchylił się w krześle, popijając sok.
- A my, z wiecznego niepokoju... - mruknął pod nosem - wracamy? Muszę samemu przekonać się, na ile adepci spisali się z tym pancerzem. Wątpię, by magowie i ich delikatne rączki miały pojęcie o czyszczeniu metalu - dodał konspiracyjnym szeptem, uśmiechając się szeroko.
Mimo wszystko, nie chciał zaczynać dnia, zrażając do siebie swoim zachowaniem wszystkich wokoło.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Komu w drogę - odparł Reggirt odsuwając się od stołu - temu nowe buty.
Wojownik wstał, rozciągnął się, po czym rzekł:
- Za pół godziny spotykamy się przy głównym wyjściu. Trzeba mi skoczyć po cały swój sprzęt. Bo w takim stroju w jakim teraz jestem najwyżej do znajomego mogę skoczyć.
Reggirt udał się po swoje rzeczy, zabierając jeszcze jabłko ze stołu. Przygotowowuje swój ekwipunek bardzo dokładnie, począwszy od założenia zbroi po mocne zaciśnięcie klamry u butów.
Gdy tylko będzie gotów udaje się do głównego wyjścia.
Obaj bohaterowie dotarli po chwili do pokoju gdzie znajdywał się ich ekwipunek. Był on solidnie wyczyszczony co zapewne oznaczało że młodzi adepci musieli dość porządnie podpaść. Zarówno Reggirt jak i Cohen skrupulatnie założyli na siebie swój stary odświeżony ekwipunek oraz kilka nowych drobiazgów. Wkrótce więc obaj skierowali się w stronę głównego wyjścia. Po drodze minęli kilka, może kilkanaście osób lecz żadna z nich nie była tą którą być może pragnęliby ujrzeć. Wkrótce wyszli na zewnątrz. Gwar rynku o poranku rozlegał się w okolicy. Pogoda była nadzwyczaj piękna a delikatny wiatr przynosił ciepłe powietrze z południa.
Założenie pancerza, ekwipunku, przypięcie do pasa broni.... to było jak założenie drugiej skóry na siebie. Jak wejście w ciało zupełnie innej osoby. Jak metamorfoza. Cohen pełen rozterek. Cohen z poczuciem winy. Cohen darzący uczuciem kobietę umarł. Zniknął, jakby nigdy go nie było.
Pozostał tylko Cohen z Zakonu Strażników, uniżony sługa Aesira.
I tylko to się liczyło.
Alleira? Nigdzie jej nie było? Może to i lepiej. Może jej widok odebrałby mu te resztki odwagi i dumy które w sobie skrywał.
- Nie wiem jak ty - rzekł do Reggirta, bawiąc się Amuletem Aesira - ale ja muszę udać się do Ragfera po tarczę. Pójdziesz ze mną czy zaczekasz tutaj? - dodał po czym niezależnie od decyzji wojownika udał się najpierw do stajni po swoją klacz a następnie do karczmy w poszukiwaniu krasnoluda.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez DaMi 2007-08-23, 23:46, w całości zmieniany 1 raz
Wojownik po wyjściu z gildii zaczerpnął powietrza i zbadał wzrokiem rozciągający się przed nim obraz tętniącego życiem miasta.
Gdy paladyn zadał mu pytanie od razu z uśmiechem odpowiedział:
- Idę z tobą, co się będę sam szlajał. Jeszcze mnie ktoś napadnie.
Reggirt idąc do karczmy rozglądał się po okolicy i widząc przejeżdzający wóz uświadomił sobie jedną nader istotną rzecz.
- Apropo twojej Łuny, to trochę nie widzi mi się bieg za tobą na koniu. Jak wiesz nie posiadam własnego wierzchowca, a w dwójkę na jednym koniu raczej się nie zmieścimy. Nie jesteśmy przecież dziećmi a rosłymi mężczyznami z porządnym i zajmującym nieco miejsca ekwipunkiem...
Pomyślimy potem - skomentował będąc już przy lokalu.
Paladyn przed wyruszeniem w drogę do kowala zajrzał do stajni gdzie czekała na niego jego klacz. Koń ucieszył się kiedy ujrzał właściciela i zarżał radośnie. Następnie Reggirt i Cohen ruszyli w stronę karczmy "Pod Skrzydłem Wyverny" gdzie mieli zamiar ujrzeć Ragfera który całą noc poświęcił na wykucie magicznej tarczy dla paladyna. Kiedy weszli do środka świece na dwunastoramiennym żyrandolu były już zgaszone a w karczmie znajdywało się stosunkowo niewiele osób co nie było dziwnym o tej porze dnia. Przy jednym z stolików ujrzeli Aloxera oraz Ragfera rozmawiających ze sobą. Obok stolika leżało coś co w znacznym stopniu przypominało Cohenowi jego znalezisko z otchłani.
Cohen rozejrzał się wokoło. Jeśli w pobliżu zauważa jakiegoś pomocnika z karczmy (stajennego, dziewki służebne etc) prosi o krótkie przypilnowanie klaczy, wręczając mu/jej w dłoń srebrną monetę.
- To potrwa kilka minut dosłownie - mówi.
Następnie paladyn wchodzi do karczmy.
- Jesteśmy gotowi - oznajmia, podchodząc do Aloxera i Ragfera, ciekawie przyglądając się temu, co jeszcze wczoraj było skrzydłem Adramelecha.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Przy karczmie znajdywała się niewielka stajnia przy której siedział młodzian o rozczochranej czuprynie. Przyjął od paladyna srebrną monetę i wprowadził Łunę do stajni. Kiedy kompani podeszli do dwójki starych przyjaciół rozmawiających przy stoliku Aloxer obdarzył ich ciepłym spojrzeniem.
- Witajcie. Już gotowi do drogi? -spytał
Ragfer spojrzał na paladyna, na tarczę a następnie ponownie na niego.
- Tak chłopcze. To twoja nowa tarcza - powiedział z wyraźną dumą - Przyznam że to zniezwykle trwały i odporny na płomienie kuźni materiał. Udało mi się go wzmocnić specjalnym stopem metali dzięki czemu skrzydło zachowa sztywność pod naporem ostrza. Dołożyłem także z tyłu metalowy szkielet aby wzmocnić jego wytrzymałość lecz wątpię by było to konieczne gdyż mało co jest zdolne przebyć tak wytrzymały materiał jaki mi przyniosłeś. - Podniósł tarczę i przekazał ją wojownikowi - Niech ci dobrze służy.
- Jak macie zamiar przebyć drogę do klasztoru? - spytał po chwili Aloxer
Cohen dłuższą chwilę podziwiał tarczę, delikatnie wodząc dłonią po jej powierzchni. Ostatecznie chwycił ją pewnie, umieszczając ją na lewym ramieniu.
- Jest znakomita - rzekł w końcu - dziękuję.
Na pytanie Aloxera odpowiedział od razu, bez zastanowienia, tonem człowieka absolutnie pewnego siebie i swoich postanowień.
- Do Zakonu Strażników dojdziemy pieszo. Łuna będzie niosła większość wyposażenia. Zakon jest niedaleko, myślę że przed wieczorem będziemy na miejscu - ręka sama odruchowo skoczyła mu do sakiewki z relikwią na piersi - myślę że sir Gudenh zgodzi się dać Reggirtowi jakiegoś wierzchowca i wysłać przodem wiadomość do zakonu na północy, że przybywamy.. tak przynajmniej planowałem. Nigdy jednak nie podróżowałem tak daleko i nie wiem jak dużo czasu zajmie nam podróż na północ.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum