Wysłany: 2023-05-19, 15:33 Powrót do korzeni - akt III
Powrót do korzeni – akt III
Kroniki Erestora i Konkordii
29 dzień Merris nie obfitował w liczne wydarzenia. O poranku Zakon Wiecznej Walki opuścił wioskę, zabierając ze sobą elfa Heddwyna skazanego na powieszenie, a także Ivana "Dziedzica" Bogoljubivića, dotychczasowego kompana Erestora Carcharotha. Zakon, który do tej pory zapewniał wsparcie militarne i duchowe, zniknął szybko w gęstym lesie, eskortowany przez jeszcze gęstszy deszcz.
W wiosce pozostała garść niedobitków, na czele których stał Erestor Carcharoth oraz Konkordia "Kora" Havlíková. Prócz tej dwójki, która do tej pory wykazywała najsilniejszą inicjatywę, można było jeszcze wypatrzeć następujące osoby, podległe im w mniejszym bądź większym stopniu: czarodziej Tikhomir z Bladego Leża, Anna córka Kristiny, Igor syn Igora, Valentin Siwy zwany bękartem.
No i Štěpán Adamček. Przez cały ranek trudno było zlokalizować tego zwinnego, ulotnego najemnika. Igor syn Igora stwierdził, że widział go, jak odchodził wraz z zakonem. Valentin Siwy stwierdził, że widział go, jak odchodzi od zmysłów. Ale po paru świecach powrócił do drużyny, chociaż jego twarz wciąż wyrażała lekką pustkę i niepokój, jakby wciąż był udręczany przez spotkania z potworami panoszącymi się po lesie, czy to bezpośrednio, czy tylko we śnie. Teraz to Konkordia i Erestor działali, a on pozostał w cieniu, osłabiony niczym lekko tlący się ogarek.
Mimo ostatnich wydarzeń, mimo utraty wsparcia zakonu, mimo straty Heddwyna i mimo paskudnej pogody, ten dzień wydawać się mógł dość… przyjazny, nieciążący. Tego dnia można było wypocząć, zebrać myśli, nakreślić dalsze plany działania. Może nawet popracować nad sobą, odświeżyć dawno zapomnianą wiedzę, odkurzyć kości, nauczyć się języka? 30 dnia Merris religia asterionizmu nakazuje wstrzymanie się od nieobowiązkowej pracy i podróży, jednak czy misja znalezienia zła w Wiecznym Lesie nie jest wystarczająca, by działać? Zwłaszcza że tego dnia pogoda miała już bardziej sprzyjać.
Proszę o niezwłoczne dostarczenie listu do siedziby zakonu Evgenitów na Sveti Kamien
(adnotacja w języku erxen na zapieczętowanym symbolem Asteriona liście ukrytym za płaskorzeźbą przedstawiającą świętą Elene w kościele we wsi Bukovo, pozostała treść listu została spisana w języku leśnych elfów)
3 dzień Aross 380
wieś Bukovo
W obawie o własne życie i świadom wagi odkrycia jakich dokonaliśmy w Wiecznym Lesie drżącą ręką sporządzam tą wiadomość. Wiedza jaką zdobyliśmy nie może przepaść i musi dotrzeć do ludzi oddanych wierze Asteriona, a przede wszystkim do zakonu Ordo Æternus Bellum... Nawet jeśli zagrozi to naszym żywotom. Jeśli dojdzie do najgorszego powierzam tą wiadomość łasce Asteriona Mistrza i opiece świętej Elene. Z Bożą pomocą wiadomość dotrze do adresata.
Postaram się nakreślić pokrótce tło zaistniałej sytuacji dla lepszego zrozumienia czytelnika i ewentualnego późniejszego ułatwienia dalszych poszukiwań. Wyruszyłem do Wiecznego Lasu jako spowiednik i doradca duchowy szlachcianki Konkordii Havlíkovej objętej moją kuratelą wyniku procesu toczącego się w sprawie morderstwa zakonników z dnia 22 Meris roku 380 w Hristogradzie. Nie starczyłoby mi miejsca i czasu, by dokładnie przybliżyć sam proces. Dla czytelnika, jednakże mogą okazać się pomocne sporządzone przeze mnie raporty z przesłuchań jak i treść zapadłego wyroku. Najważniejszym dla spraw omawianych w niniejszym liście postanowieniem trybunału Świętego Oficjum, było zezwolenie i zobowiązanie Konkordii Havlíkovej, by wraz ze swoją drużyną poszukiwała źródła mocy w Wiecznym Lesie, które pęta w świecie materialnym ducha króla Bielisława I Silnego. Napomnę tylko bez szerokiego uzasadnienia teologicznego jak wielką zbrodnią wobec Asteriona Mistrza jest zniewolenie duszy i niedopuszczenie jej przed Jego Święte Oblicze. Poza mną, do drużyny pani Konkordii należeli: służka Anna córka Kristiny, woźnica Igor syn Igora, ochroniarz i przewodnik Štěpán Adamček, ochroniarz Valentin Siwy zwany bękartem, a także najęty magister magii Tikhomir z Bladego Leża.
Nim przejdę do dalszych wydarzeń, pozwolę sobie przytoczyć informacje, które udało się nam zdobyć na temat króla Bielisława I Silnego - samozwańczy król panujący przed zjednoczeniem Erx prawdopodobnie na obszarze zbliżonym do dzisiejszej chory Zapadnej, miał dać początek rodowi Zlatnosŭrtskich. Król zyskał swój przydomek względu za nawyk rozwiązywania wszelkich problemów przy użyciu siły, jak i posiadanie magicznych umiejętności. Bielisławowi albo jego synowi przypisuje się zdobycie Histogradu. W późniejszych latach ród Zlatnosŭrtskich zrzekł się korony i przyjął tytuł bojara. Dotychczas grób króla był uznawany za nieodnaleziony, jednak w poprzedniej ekspedycji drużynie Konkordii Havlíkovej udało się do niego dotrzeć.
Drużyna pani Konkordii wraz z odziałem zakonu Ordo Æternus Bellum dotarła do wsi Bukovo najgłębiej położonej osady w Wiecznym Lesie. Misją zakonników było odnalezienie ciał bestialsko zamordowanych braci. O szczegóły tej wyprawy odsyłał do raportów jakie sporządzi komtur Aeron Vidrović. Dodam tylko, że wyprawa zakończyła się sukcesem, dzięki wsparciu jaki okazała miejscowa ludność oraz ściśle kooperującej z zakonem naszej drużyny. Nieoczekiwanym wynikiem naszej współpracy było schwytanie groźnych orków kręcących się po okolicy. Ponownie zmuszony jestem odesłać czytelnika po więcej informacji do raportu sporządzonego przeze mnie z przesłuchania orków z dnia 26 Meris 380 roku we wsi Bukovo. Wraz z wypełnieniem przez zakon obowiązku wobec poległych braci, zostaliśmy pozbawieni opieki tych świętych mężów, którzy musieli powrócić do Histogradu. Gdybym tylko wcześniej posiadł informacje o sekretach tego lasu, zakon już, by mógł działać, a nasze życia nie byłyby zagrożone...
Powrócę na chwilę do wsi Bukovo. Przygotowując się do wyprawy natknąłem się na Dziennik Krucjat organizowanych przez Evgeniego II przeciwko Drzewom Życia i ich pogańskim obrońcom. Zaznaczę tutaj, że Drzewa Życia potężne magiczne źródła mocy związane z lasem i magią natury, służące pogańskim druidom w ich plugawych obrzędach, z który jeden wybija się w swej heretyckiej obrzydliwej naturze – pozwala bowiem związać dusze elfa z drzewem i uczynić tego nieszczęśnika fałszywie nieśmiertelnym! Nieśmiertelność jest przymiotem Boga! I żadna rasa w Sorii nie ma prawa, by sięgać po to co należne jest jedynie Asterionowi Mistrzowi! Nie muszę zaznaczać jak słuszne i zbawienne było wyrugowanie Drzew Życia dla dobra mieszkańców Erx. Autor dziennika dziwował się, że wieś Bukovo istnieje w sercu niegościnnego Wiecznego Lasu narażona na ataki krasnoludzkich łupieżców, wilków, żmiji, a nawet leszych. Autor powołując się na słowa ówczesnego kapłana Pirana ze wsi Bukova, że to sam Asterion otaczał wioskę ochroną. Notabene kapłan, którego spotkałem w wiosce również nosi miano Pirana i jak jego odległy antenat jest elfem głębokiej wiary. Z własnych obserwancji mogę stwierdzić, że mieszkańcy Bukova są oddani wierze i żyją zgodnie z naturą. Największa bolączką społeczności jest uszkodzony przez burze kościółek. Wydaje mi się, że nasz Pan faktycznie ukochał to miejsce i otoczył opieką. Również interesującym faktem jest to, że wioska nie podlega żadnemu rodowi szlacheckiemu, nawet mimo bliskości dwóch potężnych rodów Zamlinskich i Havlików. Podczas prowadzonego przez nas śledztwa w okolicach Bukova natknęliśmy się na wiele dziwów i niezwykłości. Należy odnotować próbę nawiązania kontaktu z wodnikami, sprawa ta nie jest jednak aż tak znacząca, by poświęcić jej więcej czasu, dlatego odsyłam czytelnika do sporządzonego przeze mnie traktatu dotyczącego tego spotkania. Zdołaliśmy również odesłać na wieczny spoczynek samodiwy. Wydarzenia te opisałem w osobnym traktacie, do którego odsyłam czytelnika po więcej informacji. Należy odnotować z całego zdarzenia, że te biedne umęczone dusze nim odeszły do światła Asteriona, wyznały z wyrzutem, że Leśny Płomień pozwolił im czekać wieczność na ukochanego. Miano to jest niezwykle istotne, wrócę do niego później. Dla całej sprawy najistotniejsze jest jednak to co się przytrafiło Štěpánowi Adamčekowi...
Niemal od samego początku od wkroczenia do Wiecznego Lasu Štěpán Adamček doświadczał dziwnych omamów i zarzekał się, że pośród drzew dostrzega przemykający cień. Nikt inny w orszaku nie dostrzegł podobnych zjawisk. Wiedziony wrodzoną dociekliwością i chęcią pomocy starałem rozwikłać zagadkę tych tajemniczych omamów. Problemy Štěpána nasiliły się w chwili, gdy zabił jednego z wilków rozkopujących grób przy drodze. Zderzenie to miało miejsce 24 Meris bieżącego roku. Jeszcze tej samej nocy muł należący do Štěpána został znaleziony martwy. Ku mojemu przerażeniu i zdziwieniu po zbadaniu truchła muła, ślady na nim były bliźniaczo podobne do tych jakie zadał z kuszy Štěpán wilkowi. Nie mógł być to zwykły przypadek. Na domiar złego wyniku omamów jakich doświadczał Štěpán doszło między nim, a magistrem Tikhomirem do ostrej sprzeczki. Štěpán obwiniał magistra o zabicie muła. Było to jednak niemożliwe, gdyż mag był w tym czasie widziany w zupełnie innym miejscu. To zdarzenie dało mi wiele do myślenia. Zacząłem wiązać te wydarzenia z jedną z istot wymienioną w Dzienniku Krucjat – leszym. Leszy zwany również leśnym dziadem, borowym, lasowym, gajowym wedle starych zapisków i podań ludowych to humanoidalna istota pokryta liśćmi chroniąca lasy, karcąca tych co niszczą lasy i nagradzająca tych co o nie dbają. Ponoć reaguje na dary, jednak oddawanie czci bożką czy duchom jest zabobonnym reliktem pogańskich wierzeń i stanowi ciężki grzech dla każdego sługi Asteriona. Wszelkie bałwochwalstwo powinno być tępione z wielką surowością! Leszemu przypisuje się zdolności do manipulowania przyrodą, rozkazywania zwierzętom, zsyłania mgieł i wpływania na los. W przeciwieństwie do większości duchów i mar wykazuje tylko niewielką podatność na srebro. Podobno przeciwko gajowemu najskuteczniejsza jest magia i ogień. Mimo rozpoznania źródła problemu nie potrafiłem pomóc Štěpáni. Modlitwa przynosiła jego skołatanemu umysłowi spokój jeno na chwilę. Z czasem prócz omamów doszły również koszmary. Nie ustawałem w wysiłkach, by pomóc Štěpánowi. Starałem się również przebadać za pomocą magii tego nieszczęsnego człowieka, bowiem jestem biegły w rozpoznawaniu klątw. Ku mojemu rozczarowaniu badanie nie przyniosło satysfakcjonujących rezultatów. Choć Štěpán był faktycznie pod wpływem magii z całą pewnością nie była o klątwa. Natury ciążącego na nim czaru nie potrafiłem zgłębić, jedyne co mogę orzec nie było to proste zaklęcie. Do dziś nie potrafię wyjaśnić czemu Štěpán był tak wrażliwy na moce gajowego, jednak nasilające się omamy tego biedaczyska stanowiły dla nas ostrzenie...
W toku naszych poszukiwań usłyszeliśmy, że do wioskę często odwiedza Bradan “Krucze Oczko” - elf podający się za kupca i lubujący się w pstrokatych strojach. Bradan zakochał się w miejscowej dziewczynie Fionoli i to wzajemnością. Na nieszczęście Fionola zapadła na ciężką chorobę chłodnostóp. Korzystając z mojej wiedzy medycznej zaleciłem biednej dziewczynie najlepszą możliwą dostępną kurację, czyli wygrzewanie stóp z przerwami przy ogniu. Najlepszym remedium na tą chorobę jest lekarstwo sporządzone Nikczemnika Polnego. Niestety roślina ta rośnie na stepach. Sama pani Konkordia również poszukuje tego zioła jako wzięta alchemiczna. Ku naszemu zdziwieniu Bradan jak usłyszeliśmy zarzekał się, że znajdzie lekarstwo. Bradana również wiedziono w towarzystwie mordercy zakonników Anhelma i Pawła. Mimo swojej deklaracji rychłego powrotu Bradan nie pojawił się w wiosce, póki był w niej oddział zakony. Te wszystkie informacje zaczęły budzić nas niepokój. W końcu pani Konkordia natknęła się na niego 1 dnia Arros, ten jednak zbiegł wymigując się od rozmowy. To było bardzo podejrzane... Štěpán starał się iść jego tropem, jednak zgubił go z powodu omamów, które go dręczyły. Poznałem Štěpán na tyle, że mogę poświadczyć, że jest człowiekiem potrafiącym odnaleźć się w lesie. Zachowanie leszego stało się teraz bardziej celowe. Postanowiliśmy ruszyć całą drużyną za Bradanem w bliżej nieznanym kierunku na zachód od Bukova. Tym razem Wieczny Las, a może nawet sam gajowy działał na zmysły wszystkich. Nie tylko znów poplątał tropy Štěpánowi, ale również oszukał moje czułe zmysły elfa. Uprzedzę czytelnika, że my elfowie wyposażeni zostaliśmy przez Asteriona zmysł, który niezawodnie wskazuje nam kierunek północny. Jednak nawet elfi zmysł został oszukany. Mało tego byłem światkiem jak góry, które mieliśmy przed sobą przez mrugnięcie znalazły się za nami. Na szczęście magister Tikhomir znalazł na o sposób odczytując kierunki dzięki zaklęciu zapisania i czytania z gwiazd. Niestety nie jestem w stanie powiedzieć czy wyznaczanie kierunku zgodne z naukami astronomii jest w tym przypadku możliwe. Dodatkowo dzięki swoim umiejętnością magicznym wykryłem na obszarze silne działanie magii, które nie było związane z klątwami. Wyposażeni w tą wiedze powróciliśmy do wioski.
Następnego dnia to jest 2 Arros postanowiliśmy jeszcze raz przeszukać dokładnie okolice, w którą udał się Bradan. By zwiększyć nasze szanse wyruszyliśmy jedynie w trójkę: ja, magister Tikhomir i Štěpán. Ja i magister posiadaliśmy zdolności magiczne, a Štěpán doskonale operował się w lesie. Mikstura sporządzona przez panią Konkordię zwiększyła zdolności poznawcze magistra Tikhomira na magię. Niestety nad czym ubolewam Asterion nie obdarzył mnie zmysłami pozwalającymi dostrzegać magię. Ze względu na czary wpływające na zmysły ruszyliśmy nocą, by móc skorzystać z umiejętność czytania gwiazd magistra. Nocna podróż przez magiczny las napawała niepokojem. Choć w swoim długim życiu wiele widziałem. Pamiętałem nadejście strażnika... To wciąż atmosfera tego lasu napełniała me serce trwogą. Jednak moim obowiązkiem jako sługi Asteriona było dociekać prawdy. Żar prawdziwej wiary dodawał mi odwagi i pchał do przodu. Początkowo prowadził nas Štěpán idąc tropem Bradana na zachód. Nie minęło wiele czasu nim nasze zmysły zaczęły zawodzić, tym razem byliśmy gotowi prowadzenie przejął natychmiast magister kierując się gwiazdami. Im dalej parliśmy na zachód tym silniejszą magię wyczuwaliśmy z magistrem Tikhomirem, choć ja sam musiałem się do tego posiłkować zaklęciami. Nasilały się również omamy Štěpán, udało mi się pokrzepić serce tego nieszczęśnika modlitwą. W oddali słyszeliśmy wycie wilków, przedsięwzięcie stawało się co raz groźniejsze. Czułem jednak, że zbliżamy się do rozwiązania tajemnicy. Nie mogliśmy zawrócić. W końcu natrafiliśmy na płaskowyż o niemal pionowych ścianach. Wspinaczka na niego byłaby karkołomnym czynem. Sam w sobie wydawał się naturalną formacją powstałą wyniku erozji lub nawet wstąpienia w niebiosa Asteriona Mistrza. To co było najbardziej niepokojące to setki wyrastających ze ścian płaskowyżu żywych korzeni. Wycie niebezpiecznie się zbliżało, jednak musieliśmy zaryzykować potrzebowałem czasu by rzucić zaklęcie. I na Asteriona poczułem potężne źródło mocy wypełniające korzenie i kumulujące się na płaskowyżu. W tedy wszystko stało się jasne. Na płaskowyżu znajduje się ocalałe z krucjaty Drzewo Życia, którego zazdrośnie strzeże leszy. Zakon Ordo Æternus Bellum musi się o tym dowiedzieć za wszelką cenę! Nasze poświecenie nie może pójść na marne! W końcu wilki nas zaatakowały. Koń magistra spłoszył się i poniósł go do Bukova. My ze Štěpánem ledwo uszliśmy z życiem. Moc dana mi przez Asteriona posłużyła do spętania jednego z wilków, a Štěpán wybronił się używając szerkszenu od pani Konkordii. Choć nie rozumiem czemu tak niebezpieczna trucizna była w rękach pani Konkordii, nie jest to składnik używany do produkcji leczniczych mikstur, to byłem rad, że posłużył do ratowania życia. Z woli Asteriona wszyscy powróciliśmy do wioski.
W wiosce dowiedzieliśmy się, że w nocy pani Konkordię odwiedził Bradan z toporem w ręce. Nikt kto zakrada się z bronią w środku nocy nie może mieć czystych intencji. Bradan ostrzegł panią Konkordię, że stanowimy zagrożenie dla lasu i jego tajemnice nie mogą być odkryte. Grozi, że leszy nas zabije, jeśli spróbujemy opuścić las. Tak samo jak zabił drwali z Szumskiej Doliny nasyłając na nich wilki. Obiecywał, że jedynym ratunkiem dla nas jest spotkanie z mędrcem Leśnym Płomieniem. Uważny czytelnik zauważy, że wspomniałem to imię wcześniej. Wiecznym Lesie nie tylko kryje się Drzewo Życia, ale funkcjonuję groźna heretycka konfraternia pod wodzą potężnego czarnoksiężnika Leśnego Płomienia zdolnego do zniewolenia niewinnych dusz. Zakon Ordo Æternus Bellum musi zostać o tym poinformowany za wszelką cenę. Bradan wspomniał również, że duch króla Bielisława nie zamierza odejść w zaświaty po uwolnieniu ze swego więzienia. Wola króla nie ma tu znaczenia, prawa Asteriona są jasne! Jeśli z własnej woli nie odejdzie do wiecznej światłości musi zostać odesłany!
Początkowo pani Konkordia chciała porozmawiać z Leśnym Płomieniem, jednak odradzałem jej to całą stanowczością. Nie można zaufać komuś kto od początku rozmowy kieruje w naszą stronę groźby. Czarownik miałby również nad nami przewagę zwabiając nas do miejsca, nad którym ma kontrolę. Jedyną naszą nadzieją jest wydostanie się z lasu. Musimy ostrzec naszych braci wierze za wszelką cenę! Wyruszymy dziś z determinowani ze słuszną racją po naszej stronie! Tak nam do pomórz Asterionie!
Na wypadek, gdyby złe moce okazały się silniejsze pozostawiam tą wiadomość w opiece Asteriona i świętej Elein. Prawda wcześniej czy później ujrzy światło dzienne.
Oddany sługa Asteriona
Brat Zakonny Evgenitów
magister nauk teologicznych
Erestor Carcharoth
(pod podpisem widnieje znak Asteriona)
(druga kopia listu znajdująca się w rękach Erestora Carcharoth została uzupełniona o dodatkowy wpis)
Jeszcze tego samego dnia spotkaliśmy się z Bradanem, by odmówić jego wspaniałomyślnej oferty. Pani Konkordia starała się jeszcze wynegocjować bardziej neutralne miejsce spotkania, jednak jej wysiłki spełzły na niczym. Bradan już bez skrupułów powtórzył, że jeśli spróbujemy opuścić las czeka nas zagłada. Nie zlękliśmy się, znaliśmy swoją powinność. Rozpoczęliśmy przygotowania do niechybnej konfrontacji i z modlitwą do Asteriona wyruszyliśmy. Na drodze pochłonęła nas mgła na szczęście Tikhomir był zdolny rozproszyć ją zaklęciem. Sam zaś nauczony obserwacją jakie poczyniłem pośród braci bitewnych w Bukovie doradzałem, jak rozstawić najlepiej nasze skromne siły. Lęki Štěpána nasiliły się niechybnie leszy się do nas zbliżał. Stare podania okazały się prawdą. Pierw gałęzie zaczęły się poruszać próbując strącić nas z wierzchowców, a korzenie próbowały oblatać końskie kopyta. Fałszywe głosy naśladujące nasze próbowały zwieść nas na manowce. Choć gajowy doskonale udawał ton naszych głosów to nie potrafił nadać im właściwej intonacji, dzięki czemu sprawne ucho było wstanie je rozpoznać. Następnie zaatakowały nas ptaki dziobiąc i szarpiąc pazurami, ledwo pochodniami się od nich odganialiśmy. Z mgły wynurzyły się wilki atakując nas zajadle nie bacząc w ogóle na płomienie. Z trudem dzięki wspólnym wysiłkom i magii magistra Tikhomira przegnaliśmy wilki. I w końcu z mgły wychyliła się ta plugawa istota. Niby człek z drewna zrobiony z brodą z liści utkany skąpany w szarej jakby żywej mgle. Leszy wysoki był jak dąb górował nad nami blokując drogę. Wezwałem Asteriona na pomoc pętając potwora łańcuchami z czystej światłości. Unieruchomiony stwór nic nie mógł uczynić oblaliśmy go oliwą i podpaliliśmy. To zaś było najbardziej przerażające choć stał w płomieniach nie wydawał z siebie żadnych dźwięków jakby co się z nim działo nie miało żadnego znaczenia. Stał w ciszy niewzruszony choć siekliśmy go i przypalaliśmy pochodniami. Nie wiem, czy coś zdołaliśmy tej istocie uczynić cokolwiek. Jak tylko wóz pani Konkordii minął spętanego leszego uciekliśmy w stronę cywilizacji. Nie niepokojeni zostaliśmy za sobą płonącego potwora. Co się z nim stało ciężko orzec... Nam dzięki łasce Asteriona udało się opuścić las w pełnym składzie choć niektórzy z nas byli mocno pogryzieni i podrapani. Postaram się dostarczyć jak najszybciej te wieści do zakonu Evgenitów na Sveti Kamien, a następnie do zakonu Ordo Æternus Bellum.
Tak mi dopomóż Asterionie!
Erestor Carcharoth
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum