TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Farewell
2014-03-23, 22:16
Ostrzem y obuchem
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-01-02, 15:02   Ostrzem y obuchem

Zabójstwo jest zawsze zabójstwem, bez względu na motywy i okoliczności. Przeto ci, którzy zabijają lub przygotowują zabójstwo to przestępcy i zbrodniarze, bez względu na to, kim są. Królami, książętami, marszałkami czy sędziami. Nikt z tych, którzy obmyślają i zadają przemoc nie ma prawa uważać się za lepszego od zwykłego zbrodniarza. Bo wszelka przemoc z natury swej nieuchronnie wiedzie do zbrodni.

- A. Sapkowski, Medytacje o życiu, szczęściu i pomyślności




Ostrzem y obuchem
Kroniki Ethana i Dalina





- Panie, ja mistrza Lovgana Jarpala szanuję i kocham niemal jak brata!

Droga ciągnęła się niemiłosiernie. Tak, jak podczas podróży z kompanami broni Ethan mógł porozmawiać z nimi na jakieś interesujące tematy, wliczając w to dyskusję na wiele osób, skracając czas jazdy do wyjątkowo małych rozmiarów, tak kompania Dalina, rudobrodego krasnoluda, który stał się jego kompanem ot tak, nagle, z przypadku, zbiegu okoliczności, oraz, a nawet przede wszystkim woźnicy, przy których jeden gadał nic, a drugi cały czas, bywała ciężka do zniesienia. I nie dlatego, że nie było o czym dyskutować, o nie. Ale ten ciągły, męczący monolog jednego aktora, który trwał tylko godzinę, a zdawał się być całą wiecznością.

- Najlepszy, u którego żem pracował! A doświadczenie w tym zakresie mam spore, oj spore!

Dalina również irytowała ta podróż. To nie to samo, co jazda ze szwagrem, z którym mogli przedyskutować nawet te ciężkie, wymagające zaufania tematy. Teraz nie miał się komu zwierzyć. A jego wspólnik, do tej pory oddający inicjatywę, nie wypowiedział przez całą podróż ani słowa.

- Mówię wam, wykonywać polecenia podług rozkazów i wikt zapewniony!

Nie, żeby rudobrody zdołał coś powiedzieć. Musiałby mieć spory talent nie tylko dyplomatyczny, ale przede wszystkim w tonacji głosu. A przegadanie, czy raczej przekrzyczenie siwobrodego, starego krasnoluda trzymającego lejce, nie wydawało się możliwym czynem.

- A jak ktoś odwróci się mu przeciwko, mimo wszystkich dóbr, jakie otrzymał, to niech potem nie narzeka na swój los! Ja żem się nie odwrócił i patrzajcie, jak mam się dobrze! Całą rodzinę utrzymuję, żonę, trójkę dzieci, nawet ojca jeszcze, który sędziwy jest, ale się trzyma! Dwieście sześćdziesiąt dwa lata! I mówi, że to zasługa tego, że dzień w dzień wódkę pije, że to konwersuje organizm, czy coś. Coś w tym musi być, dlatego my, długobrode, tak długo żyjemy, w porównaniu do was, ludzi, panie!

Wyjechali zachodnią bramą, prosto na trakt, którym ongiś Dalin jechał, gdy pierwszy raz z Brendem wkraczali do miasta. Drewniane koła wozu skrzypiały na nierównościach terenu. Wokół widać było dziesiątki innych powozów, pieszych podróżnych, czy samych konnych. Wszyscy w pośpiechu, z towarami bądź ważnymi listami do przekazania najwyższym stopniem. Życie w mieście tętniło pełnią życia, nawet poza jego murami.

- A ja sam sobie takie fatałaszki sprawiłem! Ładne to, ale nie, żeby przesadnie się ukazywać innym, bo pomyślą, żem gbur i wywyższać się lubię. A tego nie chcę, oj nie! Bo żem dalej człek prosty, ale pieniądza to ci u mnie dostatek!

Ubrania krasnoluda faktycznie były solidnej jakości. Szyte na miarę, ozdobione drobnymi dodatkami. Wszystko w kolorach ciemnego brązu i bieli.

- Oni wszyscy, to jest moja rodzinka, mówią, zdejm to, jak ty wyglądasz? A ja im, że co w tym szkodzi, jak to i ładne, i wygodne, że buty wreszcie nie piją mnie w stopy a gatki nie przedzierają się na rzyci? No i trza fason zachować przed innymi szlachetnymi, bo sam służę jednemu! Co by to było, jakby z przedostatniego poziomu wyjechał jakiś obdartus z pokiereszowanym, starym wozem, co? To od razu świadczy o naszym możnowładcy, że ma takie stado prymitywów u siebie na działce. A ja takiego świadectwa wystawiać przed nim nie będę, oj nie!

Wreszcie zrobił chwilę przerwy na złapanie oddechu i napicia się wody. Przekazał lejce Ethanowi, siedzącemu po jego lewej, a po prawej od Dalina, a sam sięgnął gdzieś za siebie, do jego małej sakwy, i wyciągnął z niej bukłak z wodą. Błogosławiona chwila ciszy.
Ostatnio zmieniony przez Farewell 2014-01-02, 23:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2014-01-02, 15:30   

- Ja chce mieć tylko tyle by mieć za co jeść i spać oraz jakoś godnie żyć. Za dużo pieniędzy szkodzi, uderza ci wtedy głupota do głowy i nawet najlepsi ulegają degradacji. Ci wszyscy szlachcice mają za dużo pieniędzy, wywalają jedzenie podczas gdy niektóre dzieci umierają z głodu. Mistrz Jarpal przynajmniej wyedukowany mądry a nie tylko zgarniający kasę i nie umiejący nic poza tym a to się ceni. Przypuszczam że jest od niedawna bogaty, jeszcze nie został zniszczony przez pieniądz . Dobrze wnioskuję?

Ethan w sumie nawet polubił ten swoisty monolog woźnicy, zwykle wolał raczej słuchać niż gadać. Nie wiedział co rudy woli ale również wydawał się milczący. Ciekawe ile jeszcze drogi zostało...
_________________
Wady użytkownika: Trauma Podwójne dno
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-02, 15:54   

Z każdym słowem woźnicy narastała wściekłość Dalina. Miał ochotę wykrzyczeć temu zaślepionemu krasnoludowi całą prawdę o jego ukochanym panu, że to zwyczajny oszust i złodziej. Mający za nic honor i życie innych, pozbywających się tych, którzy są zbędni. Parający się przeklętą magią! Żaden szanujący się krasnolud nie powinien wykorzystać magii, to nie naturalne! Milczał jednak, aby się nie zdradzić, ale im dłużej tego słuchał tym trudniej było mu tego słuchać. Zgrzytną zębami, odwrócił się prawo i począł obserwować drogę. W końcu na jedną magiczną chwilę krasnolud zamkną gębę, jednak rudzielec wiedział, że nie potrwa to długo jak tylko zwilży swoje rozgadane gardło znów zacznie ten swój pieprzony monolog. Jeśli znowu będzie słuchał tych bzdur może nie wytrzymać nerwowo. Trzeba spróbować zwrócić gadatliwość woźnicy w innym kierunku.

- Praca dla pana Lovgana to rzeczywiście wielki prestiż. Jeszcze nigdy nie spotkałem krasnoluda tak majętnego, który byłby gotowy przyjąć do pracy kogoś z ulicy. - Zaczął, choć wewnętrznie chciał zawyć. - Niech chciałbym zawieść jego zaufania! Słyszałeś coś może o miejscu do, którego nas wieziesz? Podobno nawiedziła je plaga goblinów, a nasz pan pragnie byśmy się odpowiednio zajęli się tymi małymi skurwielami!

W końcu wojownik mógł zakląć przyniosło mu to małą ulgę.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-01-02, 16:28   

Zarówno Dalin, jak i Ethan zdążyli wypowiedzieć swoje kwestie, nim woźnica odstawił bukłak od ust i wrzucił go z powrotem do sakwy. A pił zachłannie, jakby pozbawiony napitku przez bite dwa dni.

[...]Dalin: Test: Wola: k20(19) + 16 = 35 // ST = 30
Sukces


Dalin absorbował pochlebne słowa o Jarpalu niczym gąbka na dnie morza. I mimo wszystkich zakłamanych epitetów, jaki to nie miałby być doskonały, niezniszczony przez pieniądz krasnolud, berserker bez problemu zapanował nad gniewem. Chociaż nie zawsze musiało tak być, a podróż miała jeszcze trochę potrwać. Dlatego więc postanowił zmienić temat rozmowy.

[...]Dalin: Test: Blef: k20(1) + 8 = 8 - 10 = -2 // ST = 18
Porażka


Ale gdy zaczął z przekonaniem mówić o pracy na rzecz znienawidzonego szlachcica, trudno było nie usłyszeć dosadnej ironii, jaka wychodziła z ust krasnoluda. Ethan wyłapał to doskonale. Po minie drugiego krasnoluda można było wnioskować, że on również zrozumiał przekaz.

- Nie powiesz chyba, że to, co robicie dla mistrza Jarpala, to jakieś zaściankowe prace? - staruszek wykrzywił twarz w zdziwieniu i lekkiej złości. - Co, może dziwisz się, że tak szybko was zbył ze swojej posiadłości? Toż to wielce pracowity i uczciwy człek, prawdziwym krasnoludem godnym być zwany. Mówisz tak, jakby ten ci coś zrobił, ale pieniądze i tak przyjmujesz, sprawunki wykonujesz! Nic to, kłócić się nie lubię, bo to ośla robota. Ale o goblinach wam opowiedzieć mogę, o tak! Bo sam mistrz poinstruował mnie o tym, i się z wami podzielę wiedzą, coby wam nie było nie wiadomo, co tak się wyprawia.

W pewnym momencie wóz zwolnił i odbił w lewo, w boczną dróżkę. Była ona niedaleko tej, z której przyjechał powóz Brenda, jeno droga do Kamieńca znajdowała się troszkę dalej, jakieś pół kilometra może albo nawet i mniej.

- Mistrz Jarpal wyniszczony przez piniądz faktycznie nie jest, trafne słowa! On majętny stał się nawet nie tak dawno temu, owszem, ale trudno pedzieć, kiedy to nastąpiło, bo jak to w życiu uczciwych, on stopniowo zdobywał majątki, bogacił się, kształcił, więc naprawdę nie wiem. Jeśli momentem przełomowym uznać mamy tę nową posiadłość, w której obecnie mieszka, to było to dwa lata temu, jakoś tak. Ale służyć mu służyłem już dawniej! Wcześniej miał też posiadłość, jeno mniejszą, ulokowaną na bodaj siódmym piętrze.

Droga była szeroka, ale wraz z upływającym czasem stawała się coraz węższa. W porównaniu do głównej drogi handlowej Gwynn, którą jechali. Ta obecna droga była nadal wystarczająco szeroka, by zmieściły się trzy wozy, jeden obok drugiego.

- Gobliny to plaga, gorsza jak ta, szarańcza! My szarańczy nie mamy, bo to zmora was, ludzi, i pewnie też elfów i innych, którzy mają ciepło na swych terenach. Mój wuj ongiś pracował na posiadłości ludzkiej, w Carphetii, i mówił, że chociaż chłodnawo, to i tak ta zmora przylatywała raz za razem, co lato. I w mig, jak stały rośliny na polu, tak po chwili nie było już nic do uratowania. A to ponoć widok straszliwy, jak taka wielka chmara, prawie jak chmura burzowa, tylko przy samej ziemi. I tak bzycząca, bzzzzzzz. Okropieństwo! Z dwojga złego wolę chyba gobliny, te są w mniejszej ilości i nawet cieszący oko jest widok takiej kupki zabitych goblinów. A kiedyś sam pałałem się wojaczką, ale dostałem mieczem pod udo, coś mi tam poprzecinało, krew trysnęła, ja żem prawie przytomność stracił. No i potem noga zagojona, ale sprawność już nie ta sama. Tym bardziej że już stary byłem to i wracać do tego awanturniczego życia zamiaru nie miałem. Bo rodzina na utrzymaniu, dzieci już samodzielne, ale i tak ojciec, jeszcze świętej pamięci matula... Więc jakbym i ja zginął w jakiejś wojaczce, to tylko płacz po mnie by pozostał i masa gęb do wykarmienia, a co oni by beze mnie zrobili, hm? No właśnie, dlatego więc zmieniłem zajęcie, a w końcu dostałem propozycję od pana Jarpala, bogowie, miejcie go w swojej opiece! Sam spadł mi z nieba, zaoferował niesamowite warunki pracy, no i tak tutaj trafiłem.

Zamilkł, podrapał się w tył głowy.

- Zaraz... bo chyba zgubiłem wątek. O co pytałeś?
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-02, 16:53   

Dalin nigdy nie był dobry w układaniu przemów. Był prostym i uczciwym krasnoludem, więc nic dziwnego, że nie potrafił pozbyć się ironii z głosu, gdy mówił o najbardziej znienawidzonym wrogu. Na szczęście woźnica był gadatliwy i jego przemyślenia utonęły w potoku słów. By bardziej się nie pogrążać Dalin rzucił tylko:

- O gobliny i instrukcje
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2014-01-02, 17:19   

Ethan zauważył że rudy lubił bawić się słowami i tak jakby czasami był zwolennikiem "ulepszonej prawdy". Trzeba uważać na niego. Tymczasem woźnica ponownie zaczął gadać a Ethan uważnie słuchał. Może w gąszczu zachwytu nad Jarpalem oraz bzdetów z życia krasnoluda dowie się czegoś ciekawego. O szarańczy nie wiedział na przykład zbyt wiele bo żył w mieście, o goblinach też zbyt dużo nie wiedział.
_________________
Wady użytkownika: Trauma Podwójne dno
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-01-02, 17:49   

- A, gobliny! Właśnie, gobliny! My tu gadamy o nich, coś tam, jak to je fajnie zabić, a tu nagle zbacza się z tego tematu na rzecz innych. Raz tak miałem jak musiałem jakieś papiery w mieście oddać, tam, do tego budynku administracji. Oni tam tylko siedzą i przybijają pieczątki i pewnie zgarniają większe pieniądze za swoją pracę niźli większość społeczeństwa! Mówię wam, a jak oni się denerwują, jak czegoś zabraknie, a jak począłem im gadać o tym, dlaczego idę i kto ja w ogóle zacz, że moja familyja na mym utrzymaniu, no, nie licząc latorośli, bo to prężne chłopy są, ale nie takie chłopy, jak się mawia, tylko że silne męże z nich wyrosły! Jeden się wyprowadził, wojaczką się zajmuje, jak jego papa, tyle że ten nie taki włóczykij, tylko taki jak wy, że wraz z klanem, zgodnie z prawem, stoi na straży porządku! Ja mu mówię: chodź no, gdzie ty się wybierasz, jak masz tutaj, w Gwynn, doskonałe warunki do życia, że mógłbym mu załatwić prace u mistrza Jarpala, a on że nie, że nie chce być ograniczony przez mury miasta. Rozumiecie? Ograniczony, jakby to jakaś klatka dla bydła była! No ale co mi do tego, jak to dorosły i w sumie roztropny jest, Mynk go ochrzciłem i dobrze mu się powodzi, tylko zarabia mało, a rany też go kosztują swoje.

Wyminęli jakiś wóz jadący z naprzeciwka. Poza tym jednym droga była pusta.

- Kiedyś zmądrzeje i wróci, ja mu pedziałem, żeby sobie babę znalazł, bo wstyd w rodzinie, że drugi brat ma już piękną dziołchę i dwójkę dzieci, a ten nadal nic! No bo oczywiście, zasłania się tym, że niebezpieczny to fach. I nic nie da sobie wytłumaczyć. A wy, mężowie, macie jakieś sympatie, albo żony? Bo wasza robota też może być niebezpieczna, ale to nie znaczy, że nie można mieć żonki, co będzie czekać z gorącym obiadkiem na wieczór, po ciężkim dniu pracy. Ach, tęsknię już za moją, kuchnia mistrza Jarpala jest smakowita, ale gdy pomyślę o tym, co moja potrafi zgotować... Mniam, aż ślinka cieknie.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-02, 19:12   

Opowieść woźnicy sprawiła, że myśli Dalina powróciły do przeszłości. Wspomnienia szczęśliwego życia rodzinnego, jakże odległe. Po tym wszystkim co go w życiu spotkało wydawały się jeno szczęśliwym snem. Przed oczami stanęła mu roześmiana Branda nachylająca się nad stołem. Choć było to tak dawno pamiętał to jak dziś. To była ich dziesiąta rocznica. Tego dnia Złotka przeszła samą siebie, przygotowała baranią pieczeń i własnoręcznie upiekła chleb. Zapach duszonego mięsiwa i świeżego pieczywa rozchodził się po całym domu. Krasnolud nie pozostał dłużny, za radą Brenda kupił najdroższy miód pitny jaki mógł dostać. Wydał na to całą miesięczną pensję, ale było warto było. Dalin był gotów dla swej ukochanej zejść do piekła. Zresztą małżeństwu nigdy nie zależało na pieniądzach, ważne, że byli razem... Po kolacji godnie uczcili rocznicę, cud, że łoże to wytrzymało... Rudzielec uśmiechnął się pod nosem. Od czasu powrotu do Sorii jeszcze nigdy nie uśmiechał się tak szczerze i beztrosko. Wojownik nabrał sympatii do gadatliwego woźnicy. Nieważne dla kogo pracował, był poczciwą chłopiną kochającą swoją rodzinę.

- Rodzina i klan są najważniejsze w życiu każdego krasnoluda. Twój syn też w końcu to zrozumie, może po prostu nie poznał odpowiedniej kobity. Wój bowiem potrzebuje kobity twardszej niż on sam. Takiej co umie o siebie zadbać, co nie będzie narzekać i utyskiwać, gdy mąż jest na służbie. Takiej, która rozumie go bez słów. Cóż wiem co mówię, miałem szczęście poznać taką rezolutną krasnoludkę. Piękniejsza była od każdej elfki... Włosy miała w kolorze najcenniejszego z kruszców. A oczy błękitne niczym najczystszy szafir. Aż dziw bierze, że pokochała kogoś takiego jak ja. - Z twarzy krasnoluda promieniała radość na same wspomnienie swojej Złotki. - Wiedziała, że rolą mężczyzny jest służba klanowi. Sama zaś była górnikiem, zresztą jak każdy w okolicy. Los jednak nie był dla nas łaskawy. Kurwa! - Rudzielec zacisnął pieśni w niemym geście bezsilności. - Potężny zawał w kopalni pogrzebał ją żywcem. Mimo całej swojej siły nie zdołałem przyjść jej z pomocą na czas! Kuźwa! - Rozpostarł palce i spojrzał na nie. Znów przeżywał ten straszliwy dzień, jego ręce lekko się zatrzęsły. Po policzkach spłynęło mu parę łez, lecz mimo wysiłku nie potrafił ich powstrzymać. - Teraz do kurwy nędzy nie mam już nikogo! - Krzyknął z emocji i otarł łzy. W myślach zaś dodał: "Dzięki Jarpalowi!'. - Nie mając już niczego do czego mógłbym wrócić zacząłem wędrować po świecie. Dbaj o swoją rodzinę! Nigdy nie wiadomo co przyniesie los. Mam nadzieję, że doczekasz się jeszcze wielu wnuków. Ciekaw jestem czym zajmuje się reszta twoich dzieci?

Dalin całkowicie zapomniał o goblinach pod nawałem własnych wspomnień i świadomości, że na świecie zdominowanym przez skurwysyństwo jest jeszcze miejsce dla szczęśliwej rodziny.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2014-01-02, 22:00   

- Jest czas na przygody i jest czas by ustatkować się oraz związać z jakąś babą. Nawet w przypadku krótkowiecznych ras trzeba mieć czas na przygody i wolność młodzieńczą. Na baby przyjdzie czas. U elfów jest ciekawie, tam masz bardzo długą młodość. Tak długą jak życia innych ras. Ja na razie nie planuję żadnego związku, lubię taką sytuację jaka jest. Trzeba się wyszaleć bo potem pozbywasz się wolności i nie możesz wyruszyć sobie w podróż bo już jest żona, dzieci. A co do twojej żony Dalinie to przykra historia ale skoro rodzina i klan są najważniejsze to dlaczego wędrujesz jako samotny najemnik? Co z twoim klanem i rodziną?

Ethan coraz bardziej uważał że krasnolud coś ukrywa, może to po prostu kiepskie wypowiadanie ale ten krasnolud był bardzo dziwny. W sumie nie wiedział czy chce się dowiedzieć prawdy. Czasami lepiej nie wiedzieć.
_________________
Wady użytkownika: Trauma Podwójne dno
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-01-02, 23:59   

Stary krasnolud wpatrywał się w ciszy w Dalina, jak ten opowiadał o swoich utrapieniach, jak zwierzał się ze swojej przeszłości. Był zaskoczony szczerością oraz ilością słów, wymieszanych z siłą emocji. Jeśli to też było przekłamanie, to rudobrody popisał się niesamowitym kunsztem blefu. A tak to Ethan czuł, że mówi prawdę. Łza nie przemknęła niezauważenie, wwiercała się w skórę i dziurawiła tunel, aż nie zjechała niżej, wnikając w ubranie.

- Och, to wielki smutek... Przykro mi bardzo z powodu twojej straty. Mój dziad ze strony ojca pracował w kopalni, a żeśmy zżyci byli, to jak razu pewnego trzęsienie nastało, to i w moim sercu ból wielki się pojawił. A to straszna katastrofa była, tuzin górników pomarło, w tym też mój dziadunio. Jak ja wtedy rozpaczałem! Płakałem na oczach wszystkich, a najgorsze było, że nawet nie miałem możliwości go ratowania, bo byłem daleko i do domu żem wrócił dopiero po trzech dniach od tego wydarzenia. No i się dowiedziałem tej tragicznej wieści.

Zrobił przerwę, sam nie chciał dalej drążyć tego tematu. Miast tego odpowiedział na polecenie Dalina: by dbał o swoją rodzinę.

- Dobrze prawisz, rodzina i klan to podstawy. Jak utracisz jedne z nich... Moje pozostałe dzieci mają się doskonale, wdały się we mnie. Też jak byłem mały bywałem okropnie awanturniczy, a one wyssały to z mlekiem matki. No, tylko tak mówiąc, bo matka ich spokojna jak górski potok, ale temperamentu to w naszej rodzinie od groma! A i wnuków się doczekałem, a jakże! Piątkę ich mam, obrodziło pokaźnie! Jeden syn jednego bajtla, drugi aż czwórkę! Jak już kiedyś odejdę od pracy i siądę wygodnie w fotelu, to będę mieć całą moją rodzinę wokół mnie. Rodzinę, którą żem stworzył, a to chyba najlepsze osiągnięcie jakie można w życiu dokonać, a nie jakieś góry pieniędzy. Piniądze owszem, konieczne są, ale by ubrać i wyedukować moje pociechy. Co za dużo to niezdrowo, jak to mawiają w moich stronach.

Odbili w pewnym momencie w prawo, na rozwidlającej się drodze. Teraz kierowali się trasą jeszcze węższą, zdolną do zmieszczenia może dwóch wozów. Wóz, którym podróżowali, nie był na szczęście duży, typowy dla handlowych. Ten miał transportować tylko istoty żywe, a tył skrócony został do minimum.

- Niedługo będziemy na miejscu - rzekł woźnica po zaskakująco długiej przerwie nie mówienia niczego. - Miałem wam o zielonkach poopowiadać. No to na pewno wiecie, że to walczy w grupach i dość chaotycznie, że zawsze mają swojego króla, który wyróżnia się wyglądem czy też ubiorem. Te tutaj z tego, co mi powiedział mistrz Jarpal, przejęły kopalnię i trzeba je wybić co do jednego. Jak szczury, ale nie lubię tego określenia. Szczury to mądre zwierzęta są, moja siostrzenica paręnaście lat temu miała szczura takiego wytresowanego, ja jej mówię, by pozbyła się tego gryzonia, że na co to komu, że to tylko worki ze zbożem rozgryza, wierci tunele w drewnie i ani się nie rozejrzysz, a tu już całą rodzinkę sprowadził. Ale nie, te szczury są mądre i wiedzą, co dla nich dobre. Jak go udomowiła, a taki mały był jeszcze, wymyła z tego całego brudu, to był taki milusi, no, że aż chciało się na ręce wziąć. A sprytny, i jak skakał! Widzieliście kiedyś jak szczury skaczą? Na dwa metry, jak nie więcej!

Rozwarł szeroko ramiona usiłując pokazać wspomniane dwa metry. Zapomniał przy tym, że w obu dłoniach trzyma lejce, co poskutkowało szarpnięciem za nie i nagłym zatrzymaniem wozu. Gdy zorientował się już co takiego się wydarzyło, trzepnął nimi i wznowił jazdę.

- To, tego... No, tutaj jest miasteczko też, ale nazwy nie znam, jakieś takie małe, jak każde inne, a mamy ich tu mnóstwo. Ty - skierował te słowa do Dalina - na pewno wiesz, jak to działa, że jak w jednym miejscu jest żyła, to na pewno w innych miejscach też coś będzie, bo może ona rozpościerać się na wiele mil. Tak jest w tym przypadku. Kopalnia na kopalni. Trudno zapamiętać każdą z nich. Tylko dlaczego akurat tutaj gobliny? No, możliwe, że się dokopali do niższych poziomów, przebili do innych jaskiń, gdzie, naturalnie, zielonki przebywały. I zaczęło się. Goblin to jest nic, ale przy zmęczonym całodniową pracą i nieznającym się na broni górniku, gdzie na każdego przypada 5 goblinów... Mój dziad miał kiedyś okazję napotkać ich kilka. I wcale zielone nie były, a raczej takie ciemnozielone, bardzo ciemnozielone, jak takie szmaragdy w mocniejszych, mroczniejszych odcieniach. A niektóre to w ogóle zielono-sraczkowatowe, jeśli wierzyć relacjom. No, to mój dziad obeznany w broni był, a miał tylko sam kilof, którym wywijał podobno tak zręcznie, że sam dziesiątkę powalił, nim ktokolwiek się zorientował, co się dzieje. I dlatego jestem zdania, że każdy, nawet górnik, szewc czy królewski błazen bronią posługiwać się powinien. Przeto ja sam ćwiczyłem, wszyscy moi synowie ćwiczyli i ich synowie, bo wstydem jest nie potrafić samemu obronić się przed jakimś pieprzonym goblinem. Tyle wam powiem.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-03, 00:45   

Pytanie Ethana zaskoczyło Dalina. Było niezwykłe trafne. Wydawało się, że człowiek uważnie się przysłuchiwał, kto wie może kiedyś wynikną z tego kłopotu. W zalewie słów woźnicy, brak odpowiedzi najpewniej nie zwróciło by uwagi. Jednak człowiek pewnie i tak wróci do tej rozmowy. Kłamstwo nienajlepiej mu wychodziło. Prawda być może to najlepsze rozwiązanie.

- Jak już mówiłem nie mam już nikogo. Co do klanu... - Westchnął szkoda, że nie miał się czego napić. - Po śmierci żony zacząłem pić i to ostro. Kurwa, nawet nie wiecie jaką traumą może być śmierć ukochanej. Przez długi czas żyłem od walki do kieliszka. Aż w końcu wyzwał mnie jakiś zasmarkany szlachciór. Rozwydrzony szczyl! Kurwa jego mać! Rzecz jasna odmówiłem, nie chciałem kłopotów. Skurwiel jednak zrobił coś niewybaczalnego. Zżył z pamięci mojej ukochanej! Zajebałem go na miejscu! - W oczach krasnoluda pojawiły się iskierki szaleństwa. - Za ten czyn zostałem wygnany! Straciłem nawet własny dom! Pewnie dalej był nędznym pijakiem, gdybym nie spotkał mistrza Farfina. Dzięki jego pomocy i nauką stanąłem na nogi.

Zamilkł i spojrzał na drogę. Gobliny nie są zbyt nie bezpieczne, ale jak się zbiorą w większą grupę... Jak to mówią "Kiedy wrogów kupa, nawet wój to dupa." Ważniejszą informacją było to, że Jarpal najpewniej szuka innych dość do żyły platyny. Być może również martwił się, że prędzej czy później gobliny przedostaną się do kopalni w Kamieńcu.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2014-01-03, 00:52   

"Tylko nie znowu gadki o rodzinie i dzieciach... wśród tych tatuśków zaraz wykituje..."

Ethan nie lubił tych całych gadek o rodzinie, był zbyt młody na dzieci. Czasami myślał nad tym co się dzieję z jego rodzicami ale pewnie prowadzą podobny żywot jak wcześniej.

- Ja tam wybyłem z domu i postanowiłem żyć na własną rękę. Rodzina nie jest taka zła ale to jest twoje życie i należy je przeżyć po swojemu, w tamtym nudnym mieście nie miałbym szansy się rozwinąć. Ludzie nie mają przywiązania do terenu, klanu czy rodziny. Jest to pewnie przyczyna dlaczego tak bardzo się rozprzestrzeniamy. Jeśli gdzie indziej jest szansa na lepszy los to czemu by się tam nie udać. Takie są różnice kulturowe i żadna nie jest zła. A co do zielonych to myślę że są zbyt chaotyczne, jedyne co mają to ten grupowy szał oraz możliwe zdradzieckie sztuczki. Ale tak w otwartym boju to nie stanowią zbyt dużego zagrożenia. Chociaż kto wie co nas czeka, ja tam zawsze jestem w pełni przygotowany do roboty.
_________________
Wady użytkownika: Trauma Podwójne dno
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-01-03, 01:22   

- Twoja historia tym bardziej jest tragiczna, aż dziwota, aż zapiera dech w piersiach, że mimo tych wszystkich złorzeczeń losu nadal potrafisz stać dumnie, z wypiętą piersią. Niewielu znam takich, oj nie. Właśnie mój ojczulek, jak mateńka dobrodziejka odeszła do krainy bogów, to zaczął pić, a pił za trzech, co, mówić o krasnoludach, rzeczą jest niemałą. Z czasem mu przeszło, udało mu się zżyć ze śmiercią, ale wódka pozostała. W mniejszych ilościach, i, jak już wspominałem, codziennie ją pije. No i co ja mogę z tym zrobić? Toż to jedyna rzecz, która trzyma go na duchu. Dzieciaki, wnuki i prawnuki również, ale to w gorzałce znalazł zapomnienie. Tylko to potrafi uśmierzyć ten ból po stracie, przeto nie dziwota, iż sam piłeś. Każdy przez to przeszedł lub przejdzie. Niestety lub stety, byle nie zatracić się w wódzie, bo to tak, jakbyś sam zmarł. Bo to trupa z człeka robi, nikogo więcej!

Droga wiła się niczym wąż, koleiny dawały we znaki świadcząc, że dawno już zjechali z główniejszych szlaków. Właściwie wkroczyli już na takie trasy, które były typowe dla połączeń do małych miasteczek i wiosek: niewyrównane, wąskie tunele, rzadziej oświetlone, mało uczęszczane.

Dalin czuł, że znajduje się niedaleko Kamieńca. Ostatnio jechali podobną trasą, tylko zboczenie było nieco dalej, ale czas podróży nie różnił się zbytnio. No, był lekko krótszy, co należało logicznie wydedukować. Poza tym ten wóz był lżejszy, nie przewoził żadnych ładunków, a i woźnica operował nim tak sprawnie, że wymijali większość dziur, wypiętrzeń, co pozwalało zaoszczędzić naprawdę sporo czasu.

- Obrażanie własnej żony uważam za czyn godny potępienia. Tfu, gdyby sam jakiś taki złotawy chłopek powiedział choć słowo, to pal licho wyższość klasową, pal licho tytuły, prawa, ale jak bogowie świadkiem, też bym zajebał! Ale świat stworzony jest do bycia niesprawiedliwym, a jedna śmierć drugiej śmierci nierówna. Ten twój szlachcic musiał być naprawdę zepsuty i butny. Tak to już z takimi bywa, którzy zachłysnęli się pieniądzem, poczuli wyższość.

Spojrzał na Ethana.

- Mistrz Jarpal pewnikiem nie posłałby dwóch silnych wojów na coś, co leży poza ich możliwościami. Bo po co miałby mieć z tego korzyść? Zresztą kupa goblinów i ich prymitywna broń to małe piwo przy kimś, kto ma choć skrawek jakiegoś pancerza na sobie. Drewnianymi lagami, kamieniami dużo nie uczynią, ale za to i wy macie gorzej, bo ciężko jest trafić. Ruszają się jak jakiś uliczny tancerz, który stanął w płomieniach. Niemniej wiecie, są w kupie, przez co nie trzeba zbytnio celować, a raczej wymierzyć solidne, szerokie cięcie, to i trzech na raz się zabije. Mój dziad ponoć jednym atakiem pozbawił życia siedmiu zielonków. A warto przypomnieć, że miało to miejsce w kopalni, gdzie on uzbrojony był oczywiście tylko w kilof. Siódemka, no aż trudno to sobie wyobrazić!
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-03, 01:57   

Dalin doszedł do wniosku, że prawda o Jarpalu złamała by serce woźnicy. A prawda była taka, że pieniądze przeżarły go na wskroś aż do szpiku kości. Wojownik był święcie przekonany, że sprawiedliwość zostanie wymierzona i to jego własnym toporem.

Po kolejnych słowach woźnicy rudzielec wybuchnął rubasznym śmiechem.

- Słowo daje zuch chłop był z tego twojego dziadunia. Jak będziemy mieli trochę wolnego czasu musimy wypić razem za pamięć jego wyczynów. Kto wie może uda się wyrównać jego rekord albo nawet przebić toż to kurw świetna okazja do napicia będzie! Gobliny do tchórze pewnie będą wiać do mysiej nory jak już parę padnie!
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2014-01-03, 04:36   

Ethan po prostu zamilknął i tylko przysłuchiwał się opowieścią, Dalin wydawał się jednak szczery a nawet jak coś ukrywał to wynikało to pewnie z tego że prawda była zbyt bolesna do przypominania. Współczuł mu i czuł że ten krasnolud wiele przeżył, no i trochę to rozjaśniło dlaczego wcześniej walczył ze szlachcicem, widocznie nie lubił ich. No ale kto lubi...

Za to woźnica nie dość że ciągle gadał o tej swojej rodzince to jeszcze opowiadał dziwne historie o dziadku. Za chwilę okażę się że jego dziadek sam zabił smoka jednym uderzeniem kilofa. No ale nie zamierzał burzyć tej wizji, mu nie przeszkadza a niech krasnolud cieszy się z "walecznego" dziadka.
_________________
Wady użytkownika: Trauma Podwójne dno
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-01-03, 06:35   

Twarz woźnicy przybrała malowniczy wygląd. Krasnolud rozpromienił się, słysząc propozycję rudobrodego.

- Och, musimy, a jakże! Jak tylko wrócimy do posiadłości pana Lovgana, to zasiądziemy sobie w kantynie, zjemy coś, napijemy się, może nie pogadamy o goblinach, bo to na pewno już zdołamy zrobić podczas drogi, ale zdrówko wypić możemy! Już czekam na wasze rekordy, ile kto wybił tych goblinów! Osobiście postawię kufelek przedniego piwka zwycięzcy - roześmiał się.

Zdążyli już zauważyć podczas swojego krótkiego pobytu na włościach szlachcica, że wszelakie produkty spożywcze były dostępne za darmo. Nie tylko obiad, ale i cała spiżarka, która, wbrew pozorom, wcale mała nie była.

- A właśnie, co do powrotu, to ja was zostawię, odjadę, i wrócę za jakieś cztery godzinki. Wybaczcie że tak późno, ale pan Jarpal kazał mi siebie gdzieś zawieść, a on zwykł tylko do mnie ograniczać swoje środki transportu. Zrobię to jak najszybciej, ale wam penetrowanie tych tuneli nie powinno zająć znacznie mniej czasu. Tym bardziej, że przestraszone gobliny, kiedy przetrzebi się ich szeregi, stają się bojaźliwe jak małe, zasmarkane elfiątka. Jedynie grupa ich trzyma razem, ale pojedynczo... No, wyłapać ich będzie może nie trudno, ale na pewno zajmie wam to większą część dnia.

[...]Dalin: Test: Kondycja: k20(19) + 28 = 47 // ST = 30
Sukces


Nagle Dalin poczuł coś, co nie zdarzało mu się od dawna, odkąd nie popił srogo na jednej z pijatyk z tysiąca, na których był. Zabrało mu się na wymioty. Wóz skakał po kamieniach mimo najszczerszych chęci woźnicy, a przesadnie pełny żołądek robił swoje. Krasnolud jednak tylko odczuł reakcję jego organizmu, nie podporządkował się jej. Daleko mu było, by zmuszony został do wydalenia pysznego obiadu, jaki został mu podany w kantynie. Kilka sekund i przezwyciężył tę chęć na tyle, że ta zniknęła całkowicie, nie pojawiła się ponownie. A przy tym nikt z towarzyszy nie zdołał tego dostrzec, że byle podróż potrafi mieć taki wpływ na rosłego woja.

- Za minut parę winniśmy być na miejscu. Och, a tak świetnie mi się z wami rozmawiało! Zobaczysz, że jak ponownie spotkasz się z mistrzem Jarpalem, to zmienisz nastawienie do niego! To jest inna osoba niż taki typowy, dumny szlachcic, a już na pewno odmienny od tego, którego wspominałeś. Wystarczy tylko trzymać się jednego: być mu lojalnym, a on odwdzięczy się dokładnie tym samym.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-03, 11:55   

Dalin beknął przeciągle. Od bardzo dawna nie zbierało mu się na wymioty. Gdyby była to wina samego jedzenia człowiek pewnie już dawno by się pochorował, w końcu jedli to samo. Rudzielec podejrzewał, że może być to sprawka tej tajemniczej mikstury. Przeklinał teraz w duchu, że nie pomyślał o próbie przeciwdziałanie jej przed wyjazdem. Teraz było chyba już za późno, by coś z tym zrobić...

Może uda się wyciągnąć jeszcze jakieś informacje z woźnicy. Trzeba jednak uważać, bo pomimo swojej gadatliwości może zacząć coś podejrzewać.

- W cztery godziny zdążysz? Wrócić do rezydencji, załatwić sprawunki pana i wrócisz do nas? Nie będziesz musiał gnać na złamanie karku?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2014-01-03, 12:27   

- Tam są jacyś górnicy czy teraz wszystko opustoszało? Jak skończymy to jest gdzie się podziać? Fajno że już dojeżdżamy bo mam chęć coś zrobić a nie tylko siedzieć i gadać.

Nie wiedział czy bekanie u krasnoludów to coś normalnego czy po prostu rudy był niekulturalny ale nie zamierzał tego roztrząsać. Niecierpliwił się kiedy dojadą, wreszcie jakaś rozrywka będzie
_________________
Wady użytkownika: Trauma Podwójne dno
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-01-03, 13:07   

- Będę musiał gnać. Samemu nieszczególnie chce mi się robić kolejną rundę tam i z powrotem, by przetransportować mistrza Jarpala z jednego miejsca w mieście do drugiego, ale mus jest mus. Uporam się najszybciej, jak się tylko da. Niecałe dwie godziny stąd do miasta, kolejne niespełna dwie w tę stronę. Musicie mi wybaczyć ewentualne spóźnienie. Właśnie, górników nie ma, bo przetrzebieni zostali przez gobliny, a reszta pewnikiem uciekła: jeśli naprawdę się postarały, to wewnątrz będą leżały gnijące ciała kopaczy, albo co gorsza, przypieczonych i zjedzonych nad jakimś prymitywnym ogniskiem. Już nie jedno się słyszało o tych małych, głupich bestiach! Może nawet trzymają kogoś żywego, w co wątpię, ale zawsze istnieje nadzieja. Mój dziad do końca nie przestawał wierzyć, że zostanie uratowany. Nie pytajcie, skąd to wiem. Po prostu, bo znałem go jak nikt inny. Na zewnątrz są chaty, nieliczne, bo nikt w tej wiosce nie mieszka, z tego, co wiem. A chaty też nie do pomieszkiwania, tylko typowe składziki i inne potrzebne kopalni budynki. Zresztą, dlaczego sami tego nie ocenicie?

Wyjechali zza załomu skalnego i ujrzeli wreszcie cel swojej podróży. Faktycznie, nawet określenie "wioska" było nie na miejscu, wszak Obszar jaskini nie należał do największych, zdolny do pomieszczenia trzech dużych drewnianych budynków, jakichś skrzyń ze sprzętem oraz, oczywiście, wejścia do jaskini. Niedaleko stał też wóz, większy niż tym, którzy przyjechali, załadowany w połowie worami i skrzyniami. Konie, które miałyby go pociągnąć, stały pod dachem jednej z chat, która była pozbawiona trzech ścian, przy czym dwie równoległe uzupełniały prostymi, pionowymi drewnianymi palami, by cała konstrukcja choć otwarta na wszystkie niemal strony, zachowywała stabilność. Dwójka koni stała cierpliwie wewnątrz, wpatrując się gdzieś w ziemię. Ale to Dalin spostrzegł, że ich żłoby były puste, bez skrawka słomy czy innej paszy. Również wody nie dało się dostrzec. Konie jednak stały.

Ale przyjezdni byli zbyt daleko, by zauważyć coś więcej. Stajnia, jako najbardziej wysunięty poza "wioskę" obiekt można było zlustrować bez problemu. Ale jaskinie, co dzieje się wewnątrz nich, czy wnętrze dwóch składzików skrywało kolejne gobliny...

- Ja was tutaj zostawię. Pilnujcie się i zabijcie w moim imieniu kilka z nich!

Wysiedli, zabrali cały swój dobytek, przygotowali broń, by dało się ją szybko wyciągnąć.

- Wrócę najszybciej, jak to tylko możliwe! Czekajcie w tym samym miejscu! - krzyknął na pożegnanie, po czym oddalił się szybkim tempem, takim samym, z jakim przyjechali. Woźnica nie bał się, nie chciał uciec jak najdalej od goblinów. Bardziej wyglądało po nim, jakby zależało mu na czasie. Co nie powinno podlegać wątpliwości.

Nastała cisza. Absolutna, przy której szept wydawał się być krzykiem, a beknięcie - lawiną. Z takiej ciszy można było wiele wyciągnąć. Że typowo głośne gobliny nie znajdowały się zaraz obok, w pierwszym budynku z końmi, tylko raczej dalej, w jaskini. Chyba, że te, usłyszawszy przyjazd wozu, postąpiły rozważnie i wyciszyły się, gotowe do zasadzki. Opcji było mnóstwo. A po głupim przeciwniku można się było spodziewać naprawdę wiele.

Tylko czy faktycznie cisza była ciszą idealną? Nie dla Ethana. Ten zasłyszał coś. Bardzo cichy, ale zrozumiały dźwięk. Metalowy i monotoniczny, zupełnie jakby ktoś walił o coś czymś stalowym z wielką siłą.

Całą "wioskę: było widać jak na dłoni, wszak znajdowała się trochę poniżej poziomu, na którym znajdowali się najemnicy. Do stajni po ich prawej mieli pięćdziesiąt metrów, do dwójki pozostałych budynków, stojących przy sobie - jakieś trzysta. A sama kopalnia znajdowała się najdalej, w litej ścianie tworzącą jednocześnie jedną z fizycznych granic tej drobnej miejscowości. Czterysta metrów, ale widać ją było dobrze.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-03, 13:33   

Dalin z siadł z wozu i na pożegnanie skinął woźnicy głową. Przez chwilę obserwował znikający w oddali wóz, a następnie rozejrzał się po okolicy. Miasteczko wydawało się puste nie licząc koni. Najwyraźniej gobliny się pochowały. W każdym razie nie zamierzał walczyć z problemami gastrycznymi. Coś trzeba na to zaradzić. Beknął przeciągle, pogładził się po brzuchu i rzekł:

- Kurwa chyba się przeżarłem! Rozejrzyj się trochę, a ja udam się na stronę!

Rozejrzał się poszukując sławojki lub jakiś gęstych krzaków. Następnie ruszył w ich kierunku, jednak cały czas zachowywał ostrożność. Jeśli wydarzy się coś niepokojącego natychmiast przerwie marsz. Jak dotrze do celu zdejmie plecak i postawi tak by topór był zawsze w zasięgu ręki, a następnie uwolni cztery żołądki od kłopotliwej zawartości. Dawno już tego nie robił, ostatnio kiedy zjadł spleśniał ser i pobił go zjełczałym kozim mlekiem. Oj w tedy togo ostro pogoniło...
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2014-01-03, 14:23   

Dźwięk zwrócił uwagę Ethana, uświadomił sobie że ktoś tutaj może być. Pokręcił tylko głową ze zniesmaczeniem gdy krasnolud poszedł załatwiać sprawy swojej natury. Postanowił sprawdzić najpierw stajnie oraz to czy w ogóle jest realna. Coś czuł że Jarpal mógł ingerować tutaj magią. Rozejrzał się po niej i przy okazji orientował się czy zbliża się do odgłosu czy nie. Zachowywał na wszelki wypadek czujność, może ktoś szykował zasadzkę? Jeśli w stajni nic ciekawego nie było to poszedł w stronę dwójki budynków i rozejrzał się po okolicy. Nasłuchiwał odgłosów, może coś jeszcze usłyszy. Następnie zanim wejdzie do budynków zerknął czy krasnolud już jest gotowy. Chciałby na niego poczekać, co 2 głowy to nie jedna.
_________________
Wady użytkownika: Trauma Podwójne dno
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-01-03, 14:45   

Sławojki jak na złość nie dało się odnaleźć, a pewnikiem było, że w każdej, nawet najmniej cywilizowanej mieścinie, miejsce do załatwiania swych potrzeb musiało istnieć. A krzaków także próżno było szukać. Ale cóż, tak to już bywa, gdy znajdowało się w krasnoludzkich tunelach. Jedyna oznaka czegoś "zielonego", była prostą grupką zbitych w jedną kupę niejadalnych grzybów, porastających ścianę niedaleko zatkniętej pochodni. Mimo, że miejscowość opustoszała, to światło wciąż emitowało ze ścian. Musiał zagłębić się dalej, w kierunku dwóch drewnianych budynków. Tam, między nimi albo i wewnątrz. Gdzieś na pewno.

Ethan z kolei udał się do stajni. Dotknął ją, poczuł jej zapach, parskanie koni na powitanie człeka. Trudno, by była to jakaś iluzja. Wszystko wydawało się być w doskonałym porządku. A tak, jak szedł dalej ku kopalni, tym głośniejsze stawały się odgłosy bicia metalu o skałę. Dalin, powoli zbliżając się do dwóch drewnianych konstrukcji, sam zaczął słyszeć doskonale znajomy dźwięk. Kilof. A kierując się częstotliwością, tych kilofów musiało być więcej. Dwa na pewno, bo on sam nie potrafiłby tak szybko obracać narzędziem, nawet, kiedy był u szczytu swych możliwości.

Ethan udał się więc po chwili za towarzyszem. Miał do niego kilkanaście metrów i starał się go dogonić, by nikt z nich nie wałęsał się osobno. Wyminęli budowlę od lewej strony, zaraz przy ścianie. W pewnym momencie musiał znacznie przyspieszyć, by go nie zgubić. Rudobrody znalazł wszak pożądane przez niego miejsce zbawienia: kibel. Stojący samopas zaraz przy jednym z budynków, który nie udostępniał wnętrza, otoczonego z każdej strony przez drewniane ściany wraz z drzwiami, obecnie zamkniętymi na kłódkę.

Budynek znajdował się po ich prawicy. Tak samo jak i wejście do tej mieściny. Stajnia stała też na prawo, ale trochę wyżej i bliżej. Naprzeciwko Dalina i stojącego za nim Ethana stał szalet. A za nim - kolejny z budynków. A za tym budynkiem, nieco dalej i w prawo wóz wypełniony jakimiś ładunkami. A za wspomnianym budynkiem, skręcając jednak w lewo, uplasowane było wejście do jaskini. Jaskini, z której raz po raz dobywały się dźwięki stukania. I raz, i drugi, i trzeci...

Kawerna.png
Niebieski - Ethan
Czerwony - Dalin
Jasnobrązowy - budynki oraz stajnia
Ciemnobrązowy - sławojka
Pomarańczowy - wóz
Plik ściągnięto 13448 raz(y) 1,65 KB

 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-01-03, 15:00   

Dalin bez trudu rozpoznał metaliczny odgłos stukania, jakże miły dla uszu górnika. Rudzielec wybuchnął śmiechem.

- Cóż mości Ethanie chyba nasz problem sam się rozwiązał albo gobliny nauczyły się kopać tunele. Kurwa! Skocze do wychodka, a ty sprawdź wóz.

Tak jak powiedział tak zrobił, zamykając się sławojce. Im przystąpił to rzeczy zdjął plecak i sprawdził czy w dziurze nie chowa się jakiś goblin. Nigdy nie wiadomo co tej durnowatej rasie skoczy do głowy. Jeśli uznał, że nic mu nie przeszkodzi rozpiął pasek i zdjął portki, a następnie oddał się "sztuce dumania".
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2014-01-03, 15:06   

- Idę sprawdzić wóz tak jak mówisz a ty rób to co musisz. Bądź ostrożny bo chyba mamy towarzystwo.

Rzekł po cichu i ruszył ostrożnie w stronę wozu. Przy okazji oglądnął każdy z budynków i sprawdził czy każdy jest zamknięty kłódką. Jeśli któryś nie był zamknięty to zostawiał go na później by sprawdzić go z Dalinem. Interesował go wóz, to skąd pochodził i do kogo należał. Konie wyglądały jakby stały tu przejazdem, wóz i odgłosy sugerowały że może ktoś tutaj dotarł. Zachodziło podejrzenie próby wykorzystania kopalni, kto wie czy nie spotkają kogoś innego niż gobliny. Jak na razie jednak przypuszczenia odkładał na bok i zajął się oględzinami wozu.
_________________
Wady użytkownika: Trauma Podwójne dno
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2014-01-03, 16:02   

Ethan udał się przed siebie, zahaczając przy okazji o obie drewniane budowle. Pierwsza była zamknięta i można ją było najwyżej wyważyć siłą. Druga z nich miała szerokie, dwuskrzydłowe drzwi od strony wozu, które można było otworzyć. Tak jak typowe stodoły na wsiach, tak i tutaj trudno było o jakiekolwiek zabezpieczenie. A nawet jeśli nie, to cóż było do kradnięcia, prócz worka za zbożem czy przerdzewiałych grabi? No, może w tym przypadku nie były to akurat te przedmioty, ale zazwyczaj obiekt słabo zabezpieczony tego zabezpieczenia po prostu nie potrzebuje. I tak jak postanowił, zostawił sobie te wrota na później.

A wóz, w pełni sił, stał na swych czterech kołach, między dwoma ciężkimi kłodami, coby nie stoczył się i nie wywołał zniszczeń. Zaprzęgu nie było, ale pozostały typowe, skórzane rzemienie, lejce i jakieś inne przedmioty, o przeznaczeniu których Ethan nie miał pojęcia, ale był niemal pewny, że odgrywają newralgiczną rolę w skutecznym powożeniu. Na tyle znajdowały się worki i skrzynki, które, po bliższych oględzinach, okazały się zawierać jakieś... kamienie? Minerały? Cokolwiek to było, była tego spora ilość.

Dalin natomiast zajął się mniej istotnym czynem ku robieniu postępów w pracy, a bardziej istotnym ku własnemu samozadowoleniu i uwolnieniu się od męczących go jakiś czas temu wizji wymiotnych, które do tej por na szczęście nie pojawiły się po raz drugi. Ale defekować i tak miał zamiar i nawet przez całą podróż odczuwał lekką potrzebę by usiąść i być sam na sam z sobą samym. Tak więc chwycił pewnie drzwi, szybkim ruchem otworzył je na oścież i...

Ujrzał nikogo innego, jak goblina. Grubego, paskudnego goblina z wyłupiastym lewym okiem, z czołem pokrytym ropiejącymi kawałkami jakichś wyprysków, z krzywą gębą z nienaturalnym lewostronnym zgryzem, z wystającymi zębami w kolorze korony płatków słonecznika, z nosem jak u olbrzyma bądź pazernego na pieniądz gnoma...

Goblin był całkowicie zaskoczony. Zdołał tylko wydusić ciche "kha", wciąż siedząc na dziurze i wpatrując się w intruza. Nie miał żadnej broni przy sobie, niczego, co mógłby użyć jako przedmiotu do samoobrony. Jedynie zaskoczenie w oczach. Nie strach, ale zaskoczenie, powoli przeobrażające się w gniew.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group