TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[Legenda] Niezwykła codzienność
Autor Wiadomość
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-16, 21:45   [Legenda] Niezwykła codzienność

Historia postaci: (Karta zostanie dodana niebawem)

Historia ta krótką jest. Człowiek, o którym będę opowiadał nie ma ciekawej przeszłości, także i nie ma co się rozwodzić o jego życiu. Jedynie kilka prostych faktów, które są na tyle ważne, że doskonale obrazują osobowość tego człeczyny. Zwał się Ian. Mieszkał razem ze swoimi rodzicami w Granzie. Była to „Wieś niewielka, bo i po co większa. Bez palisady, bo i po co palisada. Z polami, bo te są zawsze. Blisko rzeki, bo ta niezbędna”. Nie działo się tam nic nadzwyczajnego. Ojciec był karczmarzem, matka wsiową praczką. Lata mijały spokojnie, do czasu, kiedy stał się dorosły i zaczął poznawać życie. Beztroskie dni odpoczynku zamieniły się w dni ciężkiej pracy, czy to pod surowym okiem ojca, czy zahartowanej matki.
Pewnego dnia szorując podłogę w karczmie swego rodziciela spotkał grupę wędrownych. Ludzie z północy. Poznał od razu, gdyż nie po raz pierwszy takich widywał. Pili oni, śmiali się, bawili, rzucając coraz to sprośniejsze żarty. Był pośród nich bard. Zwał się Ydun. Ian, chodź miał z nim kontakt jedynie przez kilka dni poznał go bardzo dobrze.Na tej znajomości by się skończyło, gdyby nie pewien incydent. Dnia pewnego do karczmy przybył wojownik. Niektórzy nazywali go Rohinem, inni Tym, Który Spierdolił Elfom. Zabawił się więc wraz z kompanią wesołków i pochlali nie mało. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie zdarzenie, które nastąpiło zaraz po tym. Do gospody wszedł Legion Sprawiedliwych, a owy Rohin wszczął walkę. Jedni mówią, że z powodu zemsty. Inni, że chciał bronić wioskę. Nie ma to większego znaczenia. Podczas tej walki, wojownika wspomogli Ydun i jego ziomkowie. Niefortunnie i z przypadku zginął jeden z jego najlepszych przyjaciół. Wojownik po skończonej walce uciekł. Chodzą pogłoski, że skoczył z jakiegoś wieżowca. Lecz to kolejny nieistotny fakt. Cały ten incydent obserwował Ian. Widząc szansę na wyrwanie się z Granzy skumał się z Ydunem, a że kompania miała jedno miejsce wolne przygarnęła go pod swoją pieczę. Ian wyruszył z nimi tak po prostu. Z dnia na dzień. Nie powiedział o tym swoim rodzicom. Nie czuł do nich nic. Nawet krzty przywiązania. Opuścił miejsce swego dzieciństwa, tak jak koń opuszcza coraz to kolejną stajnię.
Powędrował z nieznanymi w nieznane. Lecz jego interesował tylko Ydun i to czego mógłby go nauczyć. Dnia pewnego grupa rozstała się i każdy poszedł w swoją stronę. Bard uprzednio wybłagany przez Iana, przygarnął chłopka do swego domu. Ciężko nie było. Lata spędzone u ojca w karczmie nauczyły chłopaka pokory i zrozumienia. Wysłuchał tam wiele historii, dowiedział się o kulturze, religii i wielu innych aspektach życia codziennego. Jedyną rzeczą, której nie potrafił to składanie pięknych, wesołych i heroicznych rymów, którym przygrywa znakomita melodia. O to drugie się nie martwił, gdyż Ydun nauczył go brzdąkania na swej pomniejszej gitarce. Poezja sprawiała mu jednak wiele kłopotu, a jego jedyny kompan nie mógł z tym nic zrobić. Po kilku latach koncertowania po karczmach i placach większych miast Ian poczuł, że nadal nie jest samodzielny. Co więcej stał się chłopcem na posyłki dla Yduna. Przypomniał sobie to co zrobił kiedyś w Granzie i pomyślał czy nie udałoby mu się zrobić tego ponownie. Zdawał sobie jednak sprawę, że bez złota sobie nie poradzi. Wiedział także, gdzie Ydun miał swój mały skarbiec.
Pewnej nocy, korzystając z nieobecności barda zakradł się do jego pokoju i wywarzył siódmą deskę od ściany. Wyjął dwie sakiewki, pewny że w obu znajdowały się miedziaki. Zakrył dziurę. Wziął płaszcz, sztylet , nowe ubranie. Miał zniknąć bez żadnych niepotrzebnych wyjaśnień i jak do tej pory wszystko szło zgodnie z planem. Do czasu, kiedy ni z tego ni z owego do domu wrócił Ydun. Ian wiedział, że zrobi to teraz, albo nigdy. Wykradł się po cichu. Dobrnął jedynie do drzwi wyjściowych. Bard widząc płaszcz z kapturem na głowie uznał chłopaka za złodzieja i rąbnął go pięścią w głowę. Cios był na tyle silny i na tyle niefortunnie wykonany, że wywrócił ich obu. Ian nie wiedząc co robić wyciągnął ostrze. Nie ciął nim atakującego, lecz wcale nie musiał. Ydun spadł na niego niczym wieloryb w wodę i sam nadział się na wystający sztylet.
To co działo się później było totalnym nieporozumieniem. W popłochu i pośpiechu Ian wziął gitarę barda, sztylet i uciekł. Tak po prostu. Zostawił chłopa na pastwę losu. A najprawdopodobniej na nieuniknioną śmierć.
Teraz Ian, zwany także „Struną” pogrywa od czasu do czasu smutne ballady. Wprawdzie jeszcze nikt nie spotkał go na ziemiach północy, ale chodzą pogłoski, że tam wraca. Gdzie do tego czasu był? Poruszał się po traktach, szlifując swoje zdolności. Oraz poznał wiele nowych umiejętności, które teraz miały mu pomóc w ustatkowaniu się na poziomie. I bez żadnych wpadek.
Szkoda tylko, że jego przeszłość tak łatwo mu nie odpuści.

Wady: gadula, nieszczescie

Ekwipunek:
-8 Imperialnych Monet

Niezwykła codzienność


"A dorodny owoc rozkwitnął przy olśniewającym blasku swojego przyjaciela"
Kawałek ballady na temat "bycia i niebycia" mistrza pieśni: Olherma Wielkiego

Było już parę godzin po zmroku. Ian wraz ze swoim mistrzem, Ydun'em, znajdowali się w małym miasteczku zwanym Melkor, a konkretniej w karczmie "Brzęcząca Struna". Oberża, jak można wnioskować po nazwie, do normalnych nie należała, bowiem szczególny ucisk kładziono w niej na muzykę. Wielu młodych, początkujących grajków rozpoczynało od niej karierę, ale nie można też zapomnieć o wielu zawodowcach, którzy regularnie w niej dają pokazy swoich możliwości.
Klimat wewnątrz był bardzo pozytywny. Jak co wieczór, aż roiło się od klientów, którzy postanowili uczcić trudny dzień paroma piwami, wśród przyjaciół. Pomieszczenie było dość schludne, zaś z kształtu było idealnym prostokątem. Po jednej stronie, przeciwnej od wejścia, znajdowała się lada, za którą stał nigdy niestrudzony karczmarz, zwany wśród tubylców "Berkiem". Specjalnie stworzona dla artystów scena, znajdowała się w rogu, około czterech metrów od lady.

Ydun stał, opierając nogę o krzesło, na której spoczywała gitara. Czego jak czego, ale talentu muzycznego, owemu bardowi można było pozazdrościć. Nie dość, że prowadził całą piosenkę, która nosiła tytuł "Rzewne łzy mojej Eli", to śpiewał przy tym, swym nadzwyczajnie gładkim i czystym głosem.
Nie trudno się dziwić, że kobiety wzdychały do niego jawnie i otwarcie.
Ian jak zwykle musiał siedzieć za swoim mistrzem, uzupełniając jedynie swoją grą to, co tworzył Ydun. Czy aby na pewno dobrze zrobił, idąc w trasę muzyczną wraz ze swoim mistrzem? Czy jest wstanie wybić się, przy tak wielkiej klasy bardzie? Twierdził, że nie.

-A oczy jej... piękne, niczym szemrzące źródło pośrodku dzikiego boru.- Tymi słowami Ydun skończył pieśń, zaś obaj muzycy w tym samym momencie przerwali grę na swojej gitarze.
-A teraz moi mili... przerwa.-
Wyrecytował, w swój iście nonszalancki sposób. Ta wiadomość niejako ucieszyła młodego Iana, gdyż dłoń, a konkretniej opuszki palców, bolały go już od dociskania strun.
-To co, skoczysz mi po jakieś piwo? Najlepiej z sokiem z malin.-
Ydun zadał pytanie, po czym nie czekając na odpowiedź poszedł w stronę dwóch uroczych kobiet.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2009-09-17, 17:14   

"Brzęcząca Struna" - miejsce, w którym Ian uwielbiał przebywać. Miejsce, które kochał za swoją muzykalność i pogodność. Budynek, który wywoływał w nim masę pozytywnych emocji i pobudzał go do życia. Oraz oczywiście do pracy nad sobą samym. Patrząc, czy to na Yduna, na którego co prawda nie lubił patrzeć, czy na innych śpiewaków i grajków, mobilizował się. Chciał grać tak jak oni. Jego marzeniem było wejść na scenę i zaprezentować coś niesamowitego, niepowtarzalnego. I słyszeć jedynie brawa i wiwaty.
Niestety jak dotąd jedyne co mógł usłyszeć to wieczne gratulacje i pochwały dla swego "mentora". Nie zdawał sobie sprawy, że tak na prawdę ludzie nie wiedzą ile gracji wnosi on sam poprzez wspomaganie Yduna, na swej gitarze.
Jego trener był chyba najgorszym jakiego kiedykolwiek spotkał. Więcej Ian uczył się od przejezdnych. Co prawda były to raczej lekcje krótkie, ale bardzo ważne i pomagające w szlifowaniu swych umiejętności. W końcu ciężko, tak nagle, poprzez zamiatanie podłóg, rąbanie drewna czy nawet zwykłe "przynieś, wynieś" nauczyć się poezji. A nawet zwykłego składania rymów.
Niestety takie właśnie rzeczy Ian wykonywał najczęściej.
- To co, skoczysz mi po jakieś piwo? Najlepiej z sokiem z malin. - - zapytał po skończonej pieśni.
- Taa jasne... może jeszcze kurczak, wołowinka i szynka do tego - mruknął pod nosem młody Ian, kiedy Ydun ruszył w stronę dwóch kobiet. - Znalazł się jaśnie wielki pan, co myśli, że jest pępkiem świata. - dodał.
Ruszył jednak według polecenia w stronę karczmarza. Nie kwapił się do szybkiego dostarczenia "przesyłki". Co więcej: specjalnie, szedł wolno i rozglądał się w poszukiwaniu jakichś ciekawych zdarzeń. Bitka, kłótnia, czy nawet rozmowa o poważnych sprawach zawsze lepsza niż służba swemu "panu".
Gdy jednak doszedł do lady rzucił w stronę karczmarza:
- Szefie jest sprawa. - zatrzymał i zbliżył się - Macie może wywietrzałe piwo? - myślał nad ściszeniem głosu, ale w takim zgiełku i tak nikt by go nie usłyszał - Albo coś gorszego? Bo mam tu kompana, który lubi takie smakołyki i chętnie by sprawdził jakość waszego alkoholu. A jeśli by mu zasmakowało, choć on nawet odchody konia zjadł by z pierwszej ręki to pewnie poprosił by o dokładkę. A panu raczej nie zależy na takich opadach. No, bo pan taki porządny barman nie serwuje wywietrzałego piwa porządnym klientom. Nie prawda to?
Prawda czy nie, każda okazja jest dobra, żeby pogawędzić z barmanem. Zaczynając od rzeczy nieistotnych przechodząc do informacji na temat ukrytego skarbu. Ironia i sarkazm nawet w myślach są sensowne.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-18, 22:38   

Niedługo po poleceniu Yduna na scenę wszedł kolejny muzyk, którego imię bohaterowi znane nie było. Nie czekając długo, bez rozgrzewki, po czym można poznać dobrego muzyka, zaczął wydobywać dźwięki ze swojej harfy nucąc przy tym jakąś, zapewne, miłosną balladę. Klimat był wręcz idealny, szczególnie dla tak wrażliwych dusz, jakie posiadali bardowie.
-Co tam bełkoczesz?-
Odwrócił się jeszcze na chwilę Ydun zadając iście retoryczne pytanie. Kilka chwil później ów bard znajdował się już poza zasięgiem Iana.
Karczmarz patrzył na młodego muzyka z wielkim, a nawet ogromnym zdziwieniem. Po co mu był taki trunek? To pytanie w istocie go nie obchodziło. Grunt, żeby klient zapłacił.
-Wywietrzałe piwo powiadasz? Nie, nie posiadam takiego, aczkolwiek... Każdej nocy, po zamknięciu oberży zbieram kufle ze stołów. Czasem znajdą się takie, gdzie trochę zostało niedopitków, którym... najczęściej towarzyszą tak zwane "statki", co rzadziej.... charchy. Jeżeli zapłacisz połowę tego, co za normalne piwo, to może zleję Ci te pomyje do jednego kufla. Z pewnością Twój towarzysz będzie zadowolony z tego... kawału, jak mniemam?-
W jego głosie można było wyczuć rutynę, znudzenie i wszelkie synonimy tych słów. To co planował Ian było dość sprytne, ale czy, aby na pewno właściwie i przemyślane?
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2009-10-03, 09:28   

Spojrzał na karczmarza i zastanowił się przez chwilę. Jest sens być takim jak on? Po co bawić się w dziecko próbujące po raz wtóry zagrać komuś na nerwach? Zadał sobie te pytania i wywnioskował jedno: Trzeba wydorośleć.
- Dobra panie karczmarz. Nalej pan normalnego piwa. A przepraszam. Dolej pan jeszcze soku z - zatrzymał się na chwilę - porzeczek, albo z wiśni, tak z wiśni - powiedział młody bard, z pewnym odrzuceniem - Ale na wszelki wypadek jakby szefu zlewał już te piwa do jednego kufla to zostawić jeden schowany. Tak na wypadek. Bo być może jeszcze tu wrócę, gdy przyjdzie mi ochota, aby ten "kawał" jednak wykonać.
Czekając na złoty trunek słuchał barda, który dopiero co wyszedł na scenę. Zasypała go kolejna lawina przemyśleń i marzeń. Spoglądając na grajka widział tam siebie, nucącego heroiczną pieśń o wojnie i pokoju, o zdradzie i szczerości, o honorze i tchórzostwie...
O mieczu i pochwie... Taak...
Kiedy kufel wpadł mu w rękę zapłacił ze swoich pieniędzy wziął i wypił trochę. Coby nie było, że Ydun będzie sam popijał. Ruszył w jego stronę. Bez pośpiechu, rozglądając się po ludziach. W sumie to po kobietach. To, że Ydun ma wokół siebie dwie piękności, nie oznacza, że dla Iana tez by się coś nie znalazło. Najpierw jednak zaniósł piwo. Choć wcale nie było to dla niego priorytetem.
- A i nie było soku malinowego. Skończył się właśnie. Także masz tam porzeczkę, czy wiśnię.... - powiedział stawiając kufel przed Ydunem.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-10-10, 09:29   

Wie wiadomo czego nawąchał się młody bohater, wiadomo jednak, że to mocno zadziałało na jego głowę, gdyż:
Fakt, faktem nawiązał dialog z karczmarzem, w którym to poprosił o zwyczajne piwo, z sokiem. Ale żadnego piwa nie dostał, tym bardziej za nie nie zdążył zapłacić, a już z pewnością nie zaczerpnął z niego nawet malutkiego łyczka, ba, nawet nie zdążył doczekać się odpowiedzi karczmarza, która miała związek z owym piwem.
Czyżby jakieś urojenia?
Z pewnością tak. Bowiem Ian odwracając się od lady, wyobraził sobie, że stoi tam Ydun i, że nawiązał z nim dialog. Ciężka sprawa...
Na szczęście nikt nie usłyszał tego, co wypowiedział Ian. Co nim zawładnęło? Nie wiadomo.
Jednak powracając do rzeczywistości:
Karczmarz położył rękę na prawym ramieniu młodego barda, co zaowocowało tym, że szybko stanęli twarzą w twarz.
-To nie zawracaj mi tyłka jakimiś pierdołami... Jak będziesz chciał zwietrzałe piwo, to przyjdziesz i zapłacisz.-
Chrząknął przez chwilę, ukazując Ianowi głębie swojej paszczy.
-Piwo z sokiem z wiśni... to będzie jedna moneta.-
Powiedział, po czym wyjął spod lady kufel, przybliżył go do beczki nieznanego pochodzenia i zaczął napełniać go złocistym trunkiem.
Ian, wedle założeń - przygotował należytą zapłatę i w tym momencie mógł odebrać kufel, który teraz znajdował się przed nim, na ladzie.


[Zwolnij, zwolnij, nie przyśpieszaj :P ]
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group