TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: pierreau
2009-11-26, 11:35
Jak to czarny z garbatym na wojnę szli
Autor Wiadomość
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-12-22, 22:05   Jak to czarny z garbatym na wojnę szli

Piekło miejsce oczyszczenia czy skażenia, wszystko zależy od celu podróży i woli podróżnika.
Nieznany awanturnik który rzekomo stamtąd powrócił.


Jak to czarny z garbatym na wojnę szli


Poranek, czy można tak określić część cyklu, w którym wszyscy wstają i zabierają się do pracy w miejscu w którym czerwona łuna spowija wszystko i zawsze. Czerwone światło w krajobrazie ostrych jak brzytwa skał i gorącego czerwone piasku. Jałowość w każdym calu, w każdym miejscu i o każdej porze. Czas bez znaczenia, poza tym że w każdej sekundzie w tym miejscu odczuwany jest ból. Ból wyrządzany przez innych, ból zadawany przez siebie i ból istnienia w tym jakże wyobcowanym świecie. Nawet to że życie jest tam wieczne jest bólem, gdyż wiadomym jest że bycie w tym miejscu oznacza uczestnictwo w grze wielkich. Zwycięstwem jest pełny żołądek i choć chwila spokoju w innych przypadkach jest tylko żałość, nędza, ból i pragnienie śmierci które nigdy nie nastąpi. Ten obraz dla każdego byłby nie do zniesienia lecz jak od każdej reguły i od tej są wyjątki.
Trogin wyjątkowy osobnik który właśnie w piekle odnalazł swój dom choć to Soria była ziemią którą mógł pladrować, tu stał się tylko jednym z pionków na szachownicy demonów, lecz czy była to dla niego nowość, po latach spędzonych w bliskim towarzystwie Amoka takie miejsca i takie zwierzchnictwo było czymś wręcz naturalnym, czymś tak bliskim że bez tego demoniego bata nad swymi plecami Torgin czułby się zapewne samotny. Przeżył on już kilka chwil w tym środowisku, utratę członka i pierwsze swe odrodzenie. Znalazł towarzyszy zabaw jak i miejsce o które mógł dbać, a raczej zdobyć na własność lecz teraz wybieglibyśmy zbyt daleko w przyszłość. Otóż na chwilę obecną był….
- Wstawaj przykurczu jeden! Czas na patrol! – usłyszał krasnolud w tym samym momencie w który ciężki but wylądował miedzy jego żebrami. - Jak się ładnie spiszesz ten wspaniały topór będzie Twój. – powiedział barczysty człowiek pokazując Torginowi zardzewiały i powyginany topór. – Z tą bronią będziesz Panem piekła hahahaha – usłyszał rechot.
Prawie jak na zawołanie pojawił się jego znajomy i towarzysz, Kertian, elf spotkany przy bramie przybyć. Jak sam twierdzi za życia był skrytobójcą teraz też zajmował się kończeniem żyć innych choćby na krótki czas.
- Gdzie idziemy Rethar? – zapytał Kernit
- Pójdziecie w kierunku bramy przyjść, podobno dziś ma się pojawić Serander, a Heffan chce by ten pozostał jeszcze dłuższy czas poza życiem piekielnym.
- To gdzie jest Hesarra?
- Jest potrzebna gdzie indziej, musicie zająć się tym sami, hahahaha.
- To daj ten przykurczowi choć porządną broń.
- W sumie miał go dostać jak się wykaże ale będę dziś łaskawy, bierz. Topór z głośnym hukiem wylądował przed Torginem. I zabierajcie stad wasze dupy bo inaczej Heffan zrobi z nich wasz ostatni posiłek!

Kim miał się okazać drugi z bohaterów tej heroicznej podróży przez bezdroża piekła miała właśnie pokazać ta historia. Czy będzie tu prał swe brudne grzechy czy wleje mrok w swą duszę. Jego wybory i jego działania to pokażą. Teraz przydałby się mu jedynie…
Leżał nagi w tym samym momencie w którym usłyszał grzmot i w którym jego ciało doznało bólu w kontakcie z gorącym piaskiem. Jasność przez jaką przeszedł po spotkaniu z włucznią jego pobratymca była wystarczająca by w tym mrocznym świecie czuć się jak ślepiec. Czuł jednak gorąc i ostrość pisaku, czuł że nie powinien tu być, że chce wrócić lecz wiedział że przyjdzie mu za to zapłacić i to słono.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Kojot 
Żywa Legenda
Torgin Krwawy Topór



Wiek: 34
Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 2327
Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-12-22, 22:37   

Torgin obudził się w bardzo złym humorze. Trudno by nie zdenerwowała go taka pobudka. Tym bardziej, że już od dawna nie pił alkoholu.

- Zabieraj swoją brudną girę baryło! - odgryzł się krótko. Choć był wściekły musiał nad sobą panować. Trzeba było zacząć od postaw, w tej chwili krasnolud wiedział, że jest tylko pionkiem. W piekle było jednak dość podobnie jak na Krwawym Szczycie. Torgin miał doświadczenie. Wiedział, że w tej chwili musi posłusznie wykonywać rozkazy, piąć się w drabinie hierarchii... a potem, zdradziecko i bezlitośnie zabije wszystkich, którzy zaleźli mu za skórę. Postarał się zapamiętać twarz mężczyzny.

"Ten się śmieje kto się śmieje ostatni" pomyślał. Wtedy do głowy przyszło mu, że przecież w piekle tak naprawdę nie może nikogo pozbawić życia. Zdenerwowało go to jeszcze bardziej, ale pomyśli nad tym kiedy indziej.

Torgin wziął topór i dokładnie go obejrzał. Czuł się pewniej.

- Ruszajmy. Mam ochotę się zabawić.
_________________
"Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"

Torgin
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-12-22, 22:47   

Ból. Rzecz bardzo umowna... Można by na jej temat pisać rozprawki, a można by ją opisać w kilku błahych słowach. Jedno jest w tym najgorsze - otóż to, że ból zawsze pozostanie bólem i będzie boleć. Jakkolwiek śmiesznie to brzmi.
Gorący piach. Gdzie on u diabła jest!?
Włócznia... Aorta... Zdaję się, że już jej tam nie ma. Jakim cudem?
Strach. Nie otwierał oczu - bał się. Musiał coś zrobić, tylko co? Ruszyć się? A co będzie, jak okaże się, że nie może się ruszać?
Ponownie ogarnął go strach... Bał się śmierci. Czy on umarł? Czy dosięgnęła go ta straszliwa śmierć, której najbardziej się bał? Ta, o której bardowie układają straszliwe pieśni? Czy...
Przestał rozmyślać na ten temat. Łza spłynęła mu po policzku i najprawdopodobniej opadła na piach.
Jednak trzeba podjąć jakieś działania, przecież nie może tutaj tak leżeć i rozżalać się nad swoim nędznym żywotem. Spróbował poruszyć palcami u prawej dłoni, następnie u lewej. Trzeba było również sprawdzić dolne kończyny. Czy może poruszać palcami? Nie wiedział czego może się spodziewać, jednakże spróbował. Bardzo powoli i ostrożnie.
Lęk. Towarzyszył temu wszystkiemu. Straszny lęk. Chciał płakać niczym małe, cierpiące dziecko. Chciał krzyczeć i wrzeszczeć.... Gdyby tylko nie był tym kim jest... Gdyby życie nie nauczyło go twardych zasad przetrwania... No właśnie, życie. Po raz kolejny zadał sobie pytanie: czy to już koniec? Czy to koniec jego bestialskiego życia? Jeśli tak to... Żałował, że jego życie nie potoczyło się inaczej... Mógł przecież inaczej je wykorzystać. Mógł być inny, mógł wszystko zmienić... A może... Może jeszcze żyje? Leży właśnie u jakiegoś uzdrowiciela? Znowu pojawiła się wątła nadzieja. Nadzieja która nigdy go nie opuszczała.
Tymczasem nie wiedział gdzie się znajduję, ani co tu robi, wiedział jednak, że nie jest mu tutaj dobrze.
W dodatku ten gorąc... Skąd on się wziął? Może to za sprawą słońca, o którym to zaś słyszał od kupców? Nigdy nie widział go na własne oczy, nigdy nie czuł ich promieni. Czyżby teraz je poznał? I czyżby wcale nie był z tego powodu taki szczęśliwy?. Niektórzy mówią przecież, że słońce jest czymś wspaniałym, bez którego nie byłoby życia. Inni zaś mówią, że słońce jest utrapieniem mrocznego elfa... I chyba mają rację.
Ponownie spłynęła łza po jego poliku. Tym razem nieco wolniej i bardziej rozpaczliwie. Spróbował otworzyć oczy, chciał zobaczyć, gdzie się znajduję. Chciał przezwyciężyć ten pieprzony lęk...
Nim jednak otworzył oczy zaczął wspominać swoje życie.
Od najmłodszych lat byłem chowany przez cech.. Uważałem ich za braci, za drowów mądrych i szczerych... Przez wiele lat służyłem im jak ten przygarnięty pies. Wykonywałem ich polecenia, robiłem co mi karzą... Byłem dumny, gdy mnie chwalili, byłem szczęśliwy, gdy mnie uczyli... Później ich zamordowano, a mi z tym było źle... Uciekłem, próbowałem żyć inaczej, ale oni kurwa mięli racje. Nie da się porzucić od tak starego życia. Powróciłem do tego plugawego złodziejstwa. Czy ja dobrze zrobiłem? Może nie powinienem... Ale.. Przecież... Oni żyli. Posądzali mnie o zdradę... A ja dopiero tak późno zrozumiałem, że przez całe życie mnie okłamywali... Tak późno to wszystko pojąłem. Moja wina. Jaki ja głupi jestem... Cholera. Przecież ja nie jestem zły, cały czas próbowałem się okłamać, próbowałem im zaimponować... To wszystko przez nich... Albo.. Albo przeze mnie... Ale.. Po co? W jakim celu? Vesard, ty pierdolony frajerze! Zniszczyłeś swój żywot i to na własne, chędożone życzenie. A teraz? Gdzie jesteś? Czas się przekonać...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-12-23, 12:10   

- Daruj sobie pokurczu i ruszaj! Lepiej by się wam powiodło bo inaczej Heffon może być bardzo nie pocieszony a chyba nie muszę Ci mówić co się wtedy stanie. I nie, nie umrzesz ale będziesz cierpiał i to strasznie. – zaśmiał się człowiek po czym odszedł nie zwracając uwagi na Torgina.
Krasnal wstał biorąc ze sobą topór. Pierwszym zdziwieniem było odkrycie że to robota jego ziomków, to był najprawdziwszy Krasnoludki topór bojowy, drugi przyszedł chwilę później kiedy Torgin chcąc podnieść topór użył siły którą pamiętał z czasów życia, a która była nieadekwatna do potrzebnej. Topór okazał się niezwykle lekki, poręczny idealnie dopasowany do ręki. To znacznie poprawiło mu humor.
Wyszedł z uśmiechem i lekko duszą jednak gdy już był poza jaskinią zauważył że Kertian był już dość daleko stawiając długie i energiczne kroki.


Vesard leżał na gorącym piachu który parzył jego nagie ciało. Myślał o przeszłości choć to teraźniejszość domagała się uwagi. Rozpamiętywał czasy swych początków jako złodzieja i awanturnika. Życie z którego nie był dumny i za które przyszło mu zapłacić.
Otwarł oczy powoli dostosowując się do otaczającego go świata. Najpierw uderzyła go czerwień, wszechobecna czerwień. Czerwony piasek, czerwone niebo, czerwono-czarne ostre skały, czy to krew skaziła to miejsce czy może ognie piekielne. Rozejrzał się jednak nic poza piaskiem, skałami i rozlatującym się domem nic nie zobaczył. Nie było słońca, chmur, gwiazd ani księżyca, było tylko czyste czerwone niebo. Gdy zaś spojrzał za siebie zobaczył piękną w swej grozie nienaruszoną bramę bez drzwi. Za tą bramą widać było łąkę las i szybko płynącą rzeczkę z której właśnie piła młoda dziewczyna przykucnąwszy nad jej brzegiem.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Kojot 
Żywa Legenda
Torgin Krwawy Topór



Wiek: 34
Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 2327
Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-12-23, 12:46   

Krasnolud był zadowolony ze swej nowej broni. Poprawiło mu to trochę humor. Nie słuchał słów mężczyzny. Przez chwilę był całkowicie pochłonięty oglądaniem swojego nowego narzędzia mordu. Czasy swej świetności ta broń miała za sobą. Był to jednak topór krasnoludzki, który w rękach Torgina, ciągle mógł być niesamowicie zabójczy.

Torgin nie mógł się doczekać, kiedy będzie mógł go użyć. Na jego twarzy pojawił się lekki, ohydny uśmieszek.

Energicznie ruszył za Kertianem. Zaczął rozmyślać o alkoholu. Starał się policzyć dni jak długo już nie pił. Przez myśl przeszło mu, że mógłby dać znów wyrwać sobie klejnoty, jeśliby tylko dostał bukłak, jakiegoś dobrego, krasnoludzkiego spirytusu. Oczywiście pod warunkiem, że potem ocknąłby się znów, ze wszystkim na swoim miejscu, a bogatszym w spirytus.

Gniew zaczął znów w nim wzbierać. Miał ochotę kogoś zamordować, chociaż i to nie przyniosłoby mu ulgi. Musiał zdobyć alkohol. Mieszkańcy piekieł, przecież muszą coś pić.
_________________
"Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"

Torgin
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-12-23, 14:03   

Ujrzawszy otoczenie jego twarz straszliwie posmutniała. Kolejne łzy rozpaczy spłynęły mu po poliku. Nie wiedział gdzie się znajduję, bał się jednak, że jest to właśnie piekło. Stracił chęci na cokolwiek, nie chciał już się ruszać. Wolałby zostać tu i zapłakać się na śmierć. Jednakże musiał przynajmniej znać całe swoje otoczenie. Spojrzał przez swoje zaszklone, czerwone oczy za siebie.
Nadzieja. Zatliła się i rozpaliła niczym pożar w jego rodzinnych stronach, gdy to drewniane palisady płonęły podczas pożarów niczym nic nieznaczące kawałeczki węgla.
Łzy po raz kolejny poszły w ślad poprzednich, tym razem spowodowane były szczęściem.
Tak dawno nie był szczęśliwy... Nie miał pojęcia co się dzieje, gdzie jest, ani co tu robi. Zobaczył jednak jakąś bramę, za którą stały rzeczy niesłychanie piękne. Pierwszy raz w życiu ujrzał łąkę. Twarz jego rozjaśniała, po czym uśmiechnęła się niewyobrażalnie szczerze. Później dostrzegł las. Piękny, las. Łzy płynęły nieustannie. Nie próbował ich nawet wycierać rękawem, mrużył jeno oczy tak, by mu owe łzy zbytnio nie przysłaniały widoków. Płakał jak dziecko. Aż nagle ujrzał rzeczkę przy której kucała jakaś młoda kobieta.
Emocje wzięły górę. Vesard był radosny jak... Jak nigdy. Chciał znaleźć się przy tej dziewczynie, chciał napić się wody z tej rzeczki, a później położyć się u skraju lasu - na łące. Chciał móc patrzeć z bliska na tą kobietę, chciał pochwycić ją za dłoń i spojrzeć w jej nieskazitelne oczęta. A bynajmniej takie miał o niej wyobrażenie.
Musiał się tam znaleźć. Nie minęła sekunda, gdy to rozpaczliwie i pośpiesznie próbował się tam dostać. Najpierw przyciągał się rękami, później odpychał nogami. jednym słowem: czołgał się.
Później próbował wstać na kolana, by pokracznie i równie szybko gonić w swoje miejsce. Dalej chciał już tylko powstać i biec. Chciał tam być... Musiał tam być.
Vesard wyglądał żałośnie i rozpaczliwie. Nie przejmował się tym jednak w ogóle. Nie obchodziło go czy ktoś go teraz obserwuje.
Zatliła się nadzieja - i tylko to się teraz liczyło.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-12-23, 14:46   

Torgin z uśmiechem ruszył za elfem, choć dość szybko uśmiech został zamieniony grymasem mówiącym chce spirytusu to jednak nie ustawał w wysiłkach by dogonić Kertiana. Ten na chwilę skręcił do jednej z jaskiń by po chwili ponownie wyjść na drogę z czymś w ręku. Poczekał chwilę by krasnal do niego dotarł po czym rzucił mu coś skórzanego. Ten by złapać musiał coś odrzucić, nóż bądź topór, jasnym było że drugiego długo już nie wypuści z dłoni. Spojrzał pytająco na elfa.
- Prezent! Hehehe. To specjalna pochwa na topór. Zakłada się na plecy. Łatwy dostęp do broni i nie przeszkadza w poruszaniu się. – wytłumaczył Kertian.

W tym czasie drow ruszył nie zwracając w ogóle uwagi na otoczenie do miejsca które bo jego nadzieją celem życiowym, a może raczej pośmiertnym. Podciągnął się ocierając uda, brzuch i klejnoty, a lewą nogę rozcinając na wystającej niewiele ponad piasek skale by w efekcie podnieść się i biegiem ruszyć do bramy. Biegł w stanie euforycznej nadziei nie zważając na skały i pułapki, nie zważając na to że każde miejsce może zakończyć się jego śmiercią. Wreszcie dotarł do bramy i pędem wpadł na nią by przebiec do tego cudnego świata. Biegł ile sił w noga. Nagła siła odrzuciła go do tyłu, przeleciał około dziesięciu metrów po czym z impetem uderzył o ziemię tak że zobaczył mroczki przed oczami. Ból i gorąc powróciły dopiero po chwili wraz ze wzrokiem i obrazem zza bramy w którym nic się nie zmieniło, tak jak i w położeniu Vesarda, no może za wyjątkiem kilku ran, i otartych klejnotów z których sączyła się krew i piekły niemiłosiernie.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-12-23, 15:05   

Tak bardzo chciał jej dotknąć. Tak bardzo nie mógł tego zrobić... Czy to ma na tym polegać? Czy to jakiś chory sen? Czy może jakiś mag zabawia się jego kosztem? A co, jeśli to piekło?
Bał się nawet rozmyślać na ten temat. Tym bardziej, że teraz boli go znaczna część jego ciała. W tym jego przyrodzenie. Wszystko go piekło i szczypało, starał się jednak nie dotykać swoich ran. No, chyba, że jakieś większe krwawienie wymagało próby jego powstrzymania.
Złapał się lewą ręką za głowę, drugą zaś skierował w stronę bramy. Wyglądało to tak, jakby chciał ją wziąć i posiąść na własność. Coś było tak blisko, a tak daleko. Ale dlaczego? Drow był pełen zdziwienia.
-Gdzie ja u diabła jestem!?-
Krzyknął co sił w płucach, jakby chcąc sprawdzić, czy wciąż potrafi mówić.
Tymczasem na własne życzenie znajdował się w nieco gorszym stanie niż uprzednio. Doszedł jednak do wniosku, że bezsensownym jest leżeć na rozgrzanym piasku. Spróbował wstać, mimo, że nie było to łatwym zadanie - wciąż trzymając się lewą ręką za głowę. Te uderzenie nieco go oprzytomniało. Przestał płakać, wziął się do roboty. Przynajmniej wiedział już, że ta brama to coś... Niewytłumaczalnego. Jednakże przekonał się, że nie może tam pójść. I to chyba jest w tym wszystkim najgorsze...
Stał tak chwilę wpatrując się z żalem w łąkę, lasek, rzeczkę i dziewczynę. Patrzył, jakby widział tam wszystkie swoje pragnienia. Gdyby tylko mógł zaczerpnąć parę łyków błękitnej wody, gdyby tylko mógł poczuć zapach łąki, gdyby jego stopy mogły cieszyć się zielenią, a jego oczy widokiem pięknej dziewczyny...
Opuścił na chwilę głowę, jednak nie poddał się. Obrócił się w koło rozglądając się na wszelkie możliwe strony. Szukał jakiegoś życia, cienia bądź źródła orzeźwiającej wody.
Uprzednio widział gdzieś domek, tak więc ponownie rozejrzał się za nim - i gdy tylko go dostrzegł zmierzył do niego. Bardzo ostrożnie, kładąc stopę za stopą, bacząc, by nie skaleczyć się o wystające kamyki bądź inne tego typu pieroństwa.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Kojot 
Żywa Legenda
Torgin Krwawy Topór



Wiek: 34
Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 2327
Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-12-23, 15:08   

Na twarzy Torgina znów zagościł lekki, parszywy uśmieszek. Szybko odstawił na chwilę swoje rzeczy i założył pochwę na plecy. Tak rzeczywiście będzie znacznie wygodniej, a wygoda podczas długich wędrówek i w trakcie walki, jest bardzo ważna. Zaraz potem krasnolud powiesił sobie topór na plecach w pochwie, a w ręku trzymał nóż. Mógł mu się jeszcze przydać.

Spojrzał na Kertiana. Ten elf zaczynał mu się podobać. Niestety długie, koślawe nogi, oraz durne, szpiczaste uszy wykluczały jakąkolwiek sympatię. Torgin spojrzał jakie uzbrojenie posiadał elf.

- Dobrze. - rzekł Torgin. - Ruszajmy, mój topór wprost się pali, żeby nim sobie pomachać. Kim jest ten cały Serander?
_________________
"Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"

Torgin
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-12-24, 09:39   

Taa, elfy nie należały do pięknych przedstawicieli obywateli Sorii, nie dorównywały tym cudownym krasnoludom, ich wspaniałej proporcji, mocnym idealnie zbudowanym ciałom, które były niczym dzieło sztuki. Tak krasnale były najpiękniejszymi istotami w świecie, co do tego Torgin nie miał żadnych złudzeń.
Ruszył wraz z Kertianem ku wyjściu z obozu, co prawda nie było tu żadnych obwarowań, bram czy muru jednak oni dokładnie wiedzieli gdzie jest wyjście. Inne miejsca w obozie mogły okazać się nad wyraz niebezpieczne przez magię strażniczą jaka otaczała obóz w promieniu kilkunastu metrów.
- Serander to nekromanta i główny dowódca wojsk Quineza największego wroga Heffona. Oni dwaj prowadzą ze sobą walki od dawien dawna, lecz to podobno nie ich konflikt jest sprawcą tej wojny a demonów którzy za nimi stoją. Podobno dawno temu byli to przyjaciele którzy zginęli razem i razem znaleźli się w piekle. Poróżniła ich jakaś pierdoła o której pewnie nawet już nie pamiętają, tak rozstali się na jakiś czas by przemyśleć swe sprawy. W tym czasie do każdego z nich zwrócił się inny demon i pomógł założyć bandę, a później całą armię, by w efekcie rzucić go na drugiego. I tak oto przyjaciele są swymi wrogami, a wojna między nimi jest teraz naszą wojną w której zapłatą jest woda i żarcie a niekiedy i jakaś gorzała.
Serander zaś przybył do piekła niewiele po tym jak powstały zalążki band Heffona i Quineza. Obaj walczyli by przyłączyć go do siebie, zwyciężył Quinez i dzięki temu wiele zyskał. Teraz gdy Serander zginął Quinez jest osłabiony i Heffon chce zatrzymać maga jak najdłużej poza światem. Jak brama go wypluje musimy się bardzo spieszyć, gdyż jego siła jest naprawdę wielka i jeśli nie zdążymy go szybko zabić sami zginiemy. Twój topór będzie nam bardzo potrzebny, mam nadzieje że trafisz za pierwszym razem, nim otoczy się maiczną zbroją, potem nic już nam nie pomoże.

Gdy Kertian skończył mówić byli już spory kawałek za obozem. Krajobraz nie zmienił się za wiele jeśli nie liczyć że ich obozowisko było teraz mało widoczną skałą wśród innych na horyzoncie. Kertian wyciągnął coś z plecaka i podał krasnalowi.
- Masz łyknij sobie, wiem że po tym będziesz lepszy w tym co będziemy musieli zrobić. – do rąk krasnoluda trafiła skórzany bukłak.

Vesard krzyknął i choć udało się to wydobył się z gardła tylko namiastka krzyku zaprawiona zgrzytliwym pomrukiem. Woda, tak blisko a zarazem tak daleko, a usta wraz z gardłem wyschnięte na wiór błagały o wodę. Już nie dziewczyna i zieleń były najważniejsze lecz błękit wody i ta urojona w umyśle świeżość potoku, zimnej przeźroczystej wody której nigdzie nie było widać w tym parszywym odludziu.
Wstał, co było nie lada wysiłkiem, rozcięta noga piekła, klejnoty oparzone i zdarte szczypały jak i inne miejsca na jego ciele. Jednak udało mu się, wstał, rozglądnął się i dostrzegł ruinę domku. Nie widać jednak nigdzie było cienia, może to za sprawą tego że nigdzie nie widać było źródła światła. Czerwone światło było wszędzie i nigdzie, dobywało się zewsząd, docierając w każde miejsce barwiąc je w kolor krwi, tak dobitnie wskazującej na miejsce w którym się znalazł. Ruszył ku domostwu, choć marsz sprawiał mu udrękę, szedł przed siebie, by w końcu oprzeć się o gorącą na wpół zwaloną ścianę ruiny.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-12-24, 09:54   

Gdzie jest cień? Gzie jest słońce... Gdzie ja jestem? Jak się stąd wydostać...?
Cały czas te myśli krzątały się po jego biednej głowie. Podświadomie czuł, że jest w piekle, nie chciał jednak na ten temat rozmyślać, to mogłoby go bardzo.. zdołować.
Obolały i spragniony... Opierał się o ruiny, chyba jedyne co mu teraz pozostało.
Co rusz spoglądał na oddalającą się bramę. Tak bardzo chciał tam trafić...
Cienia którego pragnął uświadczyć w ogóle nie znalazł. Może jednak jest tu coś wartościowego? Jakaś stara pieczeń bądź łyk brudnej wody... Musiał to sprawdzić. Zaczął obchodzić ostrożnie dookoła ową ruinę, mijając wszelkie groźne kamienie leżące na rozgrzanym piasku. Przy okazji szukaj jakiegoś małego, poręcznego najlepiej ostrego kamyka - nigdy nie wiadomo, czy nie przydałby się w obronie przed... jakąś bestią? No właśnie. Już dawno obiecał sobie, że nie zamorduje już żadnej istoty myślącej. Co prawda można powiedzieć żartobliwie, że niektórzy ludzie nie myślą, ale to już temat na inną rozmowę. Nie chwalił się tym jednak nikomu i wcale nie zamierzał. To była jego sprawa osobista. W końcu to jego życie i jego wola. Nie chciał już więcej mordować drowów, ani innych humanoidów, których w życiu nie raczył spotkać bez powodu. Nie chciał, by przez jego szemrane próby kradzieży w akcjach ginęły, bądź cierpiały kolejne osoby. Tak samo jak nie chciał już kraść, bowiem zrozumiał, że nie można odbierać innym cudzej własności. Bo przecież każdy kto zarabia na swoje życie uczciwie jest osobnikiem lepszym, niźli kiedykolwiek był Vesard. Do takich właśnie doszedł refleksji jeszcze na ziemi, oby tylko dał radę spełniać swoje założenia w takim miejscu...
Tymczasem głównym celem jego poszukiwań było jakiekolwiek wejście, okno bądź ubytek w ścianie. Chciał przez nie zerknąć, by sprawdzić, czy jest w ogóle sens włażenie pomiędzy pozostałości budynku. A gdyby tak coś spadło mu na głowę? Tego właśnie się obawiał.
W dodatku wszędzie ten gorąc... Jak na złość. Przecież on nienawidził ciepła, nie był do niego przyzwyczajony...
Powoli uzmysławiał sobie, że znajduje się nigdzie indziej, jak właśnie w piekle. Nie chciał jednak na tę chwilę dopuszczać tego do świadomości.

Chciałoby się rzecz, że znalazł się w istnym piekle. Szkoda tylko, że tak dosłownie.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
Ostatnio zmieniony przez Domino 2008-12-24, 13:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Kojot 
Żywa Legenda
Torgin Krwawy Topór



Wiek: 34
Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 2327
Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-12-24, 13:06   

Krasnolud słuchał z zainteresowaniem. Musiał wiedzieć jak najwięcej o miejscu w którym się znalazł. Torgin już na samym początku, jak się tu pojawił, za swój główny cel ustalił, by być na szczycie tej całej piekielnej hierarchii. Nie mogło być tu przecież gorzej niż na Krwawym Szczycie. Ci wszyscy ludzie, elfy i jacyś nekromanci, są za cieńcy w uszach w porównaniu z NIM. Krasnoludem z Krwawego Szczytu. I to krasnoludem, który jako jedyny przeżył zniszczenie Szczytu.

Przez myśl przeszło mu, że jego pobratymcy, skoro umarli, najprawdopodobniej również trafili do piekieł. Miał jednak nadzieję, że tak nie jest. Torgin nie chciał ich spotkać.

- Ciekawa historia. - rzekł krasnolud. - Akurat jeśli chodzi o walenie toporem, to jestem pewien, że w tym nie ma na mnie chuja w całej tej dziurze.

Krasnolud mówił to z dumą.

- Możesz być spokojny elfie. Nekrofil zaraz znów będzie gryzł ziemię. - dodał, po czym splunął na ziemię. - Są tu jeszcze jakieś inne bandy?

Gdy Torgin dostał w swe ręce bukłak był trochę zaskoczony. Zaskoczony tą całą hojnością tego elfa. Ręce krasnoluda zaczęły się trząść.

Może to gorzałka?

Drżącymi rękoma odkorkował. Nim jednak wypił węchem spróbował wyczuć zapach alkoholu. Jeśli wyczuł, natychmiast wlewa sobie zawartość do gardła.
_________________
"Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"

Torgin
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-12-25, 10:51   

- Mam nadzieje że Twe przechwałki okażą się prawdą, naprawdę chcę w to wierzyć krasnalu – powiedział z zadumą na twarzy Kertian – Oby padł od jednego Twego cięcia bo inaczej… E tam pierdolić i tego maga, co? Pij to nie trucizna i długo jeszcze możesz nie dostać podobnej propozycji.
Torgin powąchał i choć nie uderzył w jego nos aromat krasnoludzkiego spirytusu to jednak był to alkohol, pewnie ludzki lub co gorsza elfi ale jednak alkohol.
- Inne bandy? Jest ich wiele ale liczących się cztery może pięć. W tym nasza, tak prawdę powiedziawszy to plasujemy się na szczycie wraz z bandą Quineza. – zerknął na Torgina i widząc go wlewającego w siebie duszkiem cały alkohol krzyknał – ej kurwa to był poczęstunek nie dar. Oddawaj bukłak zanim wszystko zniknie. Kurwa dać krasnoludowi alkoholu to będzie pił póki dna nie zobaczy.
Alkohol nie był mocny i przepływał przez gardło tylko z leciutkim drapaniem, mimo wszystko krew w żyłach Torgina przyspieszyła, humor się znacznie poprawił a i życie w piekle kolorów nabrało.
Okolica zaczynała wydawać się znajoma, a gdy krasnal spojrzał na horyzont zauważył kształt przypominający mu dawne wspomnienie, a może nie tak dawne, bez dni i nocy ciężko się było wyznać w upływającym czasie.

Vesard szedł wokół budynku wypatrując kamienia a przy okazji wejścia do budynku. Co ciekawe wejść było wiele, każda ze ścian była w jakiejś mierze zniszczona, wszędzie ziały dziury i wyrwy przez które można było się dostać do środka. Zaś w środku nie było niczego ciekawego, piach zasypał całą podłogę, gdzieniegdzie znajdowały się kikuty ścianek działowych, zaś sufitu czy dachu nie było w ogóle.
Kamieni przy obchodzeniu budynku było wiele, lecz jeden wręcz nadawał się do zadawania śmierci idealnie. Dłuższy niż pozostałe oszlifowany i wygładzony przez piasek nadawał się idealnie do zabijania. Przypadek czy los specjalnie dał mu do ręki narzędzie mordu, pozbawiając go za to schronienia przed gorącem jak i upragnionej wody choćby brudnej, zaś o posiłku nie mogło być mowy.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-12-25, 11:43   

Spojrzał na bramę. Tam było wszystko, czego pragnął... Czemu nie może tam pójść? Z jakiej racji? Patrzył się jeszcze przez chwilę z utęsknieniem.
Wstrząsnął głową, jakby chciał się opamiętać. Rozejrzał się w okół, czy znajdzie jakiś kolejny cel swojej podróży...
Teraz dzierżył kamień - którym to planował polować. Tylko na co?
Z drugiej strony: lepiej mieć niż nie mieć.
Wciąż nieświadomy gdzie się znajduje z nadzieją szukał czegokolwiek... Chociażby jakiejś oznaki życia...
Coraz bardziej trafiała do niego myśl, że znajduje się w koszmarnym piekle - jednakże nie miał pewności, co za tym idzie, miał nadzieje.
A może to tylko moja chora wyobraźnia? Jakiś głupi sen, którego sam nie potrafię pojąć? Tylko.. Co może oznaczać te niebo, piasek, brama... Może odzwierciedla moje życie? Pełne krwi i obłudy, a teraz chciałbym się zmienić, jednakże jest to niemożliwe... Tak, to z pewnością moja chora wyobraźnia..
Myślał przez chwilę jakby próbując przy tym zapomnieć o bólu i miejscu, w którym się znajduję.
Ale zaraz... Przecież... Ten włócznik, jak mu tam było.. Hm... Zahs. On mnie... zranił. Śmiertelnie zranił. Nie, to nie był sen, to działo się naprawdę... W takim razie... Skoro tamto działo się naprawdę, to gdzie ja teraz jestem? Czyżby... Czyżby tak właśnie wyglądało piekło? No, ale gdzie jest reszta takich niegodziwców jak ja? Gdzie są zabłąkane dusze szukające ukojenia? Gdzie są wieczne płomienie, na których kotłują się wielkie gary, a w nich utrapieni drowowie z rozpaczą wołają o pomoc? Zresztą, co ja myślę... Przecież piekło wyglądało tak jedynie w bajkach...
Gdy tylko Vesard podczas dalszych rozmyślań napotkał w zasięgu wzroku jakieś ciekawe miejsce, do którego mógłby dążyć to właśnie to czyni. Jeżeli jednak niczego nie widzi, udaje się do bramy.
Krok za krokiem, każdy z kolejną chwilą słabszy i mniej ostrożny. Był już zmęczony...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Kojot 
Żywa Legenda
Torgin Krwawy Topór



Wiek: 34
Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 2327
Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-12-25, 23:41   

Alkohol choć nie należał do najlepszych, dla Torgina był w tej chwili znakomity. Krasnolud już od długiego czasu nie pił. Jego organizm już wręcz wariował z braku alkoholu.

Torgin wypił sporą część zawartości, ale zostawił trochę elfowi. Tak na kilka łyków. Krasnolud był zwolennikiem, kulturalnego picia alkoholu i dzielenia się trunkiem, choć z trudem powstrzymał się od wypicia całości. Był jednak teraz w dużo lepszym humorze.

Beknął prostacko po czym oddał bukłak elfowi. Nie zważał na jego słowa.

- Jest mi kurwa dużo lepiej... - rzekł. - Skąd to masz elfie?
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-12-29, 13:12   

- To był kurwa mój zapas alkoholu zbierany od miesiąca za każdą udaną misję, a Tyś to wyżłopał za jednym zamachem – powiedział patrząc szeroko otwartymi oczami na bukłak – i bądź tu dobry dla pokurcza, ehhh życie, zaraz wróć, to śmierć jest do bani, hahahaha – zaśmiał się elf. – Dobrze że jest Ci lepiej, teraz powinieneś wykonać zadanie jak się należy, a to ważne, przynajmniej dla mnie. No ale koniec pogadanek dochodzimy do ce… - zamilkł w pół zdania. –Tam ktoś jest, mam nadzieje że to nie Serander, bo jeśli tak to już mamy przejebane. Musimy dostać się do tego budynku w którym ostatnim razem się spotkaliśmy, stamtąd będziemy mieli lepszy widok. – zakończył elf po czym lekko pochylony poruszał się zgrabnie i z precyzją zmierzając do ruiny budynku.

Drow jako że nie miał w zasięgu swego wzroku nic poza czerwoną pustynią i czarnymi skałami ruszył z powrotem w kierunku bramy. Widok jaki znów ukazał się jego oczom był tylko w jednym szczególe inny niż te uprzedni, brakowało tam dziewczyny, reszta pozostała bez zmian.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Kojot 
Żywa Legenda
Torgin Krwawy Topór



Wiek: 34
Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 2327
Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-12-29, 22:04   

Torgin przez chwilę stał nieruchomo i patrzył w stronę gdzie według Kertiana był ten ktoś. Poprawił topór który miał na plecach. Ręce już zaczynały go świerzbić, miał nadzieje sobie nim zaraz trochę pomachać.

Zaraz potem udał się za elfem w stronę tego budynku.

- Ktokolwiek by to nie był, zaraz poczuje smak mojego nowego topora. - mruknął Torgin. - Może to jakiś kumpel tego całego nekrofila? Ten cały Quinez, mógł wysłać jakiegoś przydupasa, by uratować dupę nekrofilowi.
_________________
"Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"

Torgin
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-12-29, 23:23   

Chciał patrzeć na ten widok godzinami.. Szkoda, że dziewczyna zniknęła, jednak nie było to, aż tak istotne...
Gdy tylko patrzył na ten cały obraz czuł się... Lepiej. Zdecydowanie lepiej. Zapominał na chwilę o tym co się dzieje w okół.
Jednak te pragnienie... Wody, tego mu właśnie teraz trzeba było. Chciał zwilżyć swoje usta, napełnić wodą swój przełyk. Tak bardzo chciał... Ale nie mógł.
Po chwili opamiętał się i postanowił wreszcie zacząć robić coś pożytecznego... Przecież nie może być tu sam. No i ta brama... Musi mieć jakiś cel. Trzeba przez nią wejść.. Tylko jak? W jaki sposób?
Vesard nie czekając długo zaczął przyglądać się wszystkiemu, co znajduje się przy bramie, wy w końcowym efekcie rozejrzeć się dookoła, jakby mając nadzieje, że tym razem ujrzy coś więcej niż piasek. Chociażby jakiś dym czy inną rzecz, która pozwoliłaby mu obrać jakiś konkretny kierunek swojej podróży...
Jeżeli nic nie znalazł, to postanowił zbliżyć się na bezpieczną odległość do tego "raju". Przyglądał się i rejestrował wszystko. Musiał przecież jakoś się stąd wydostać...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-12-31, 11:05   

Elf z Torginem dotarli do ruin nie zauważeni przez nikogo łącznie z czarnym osobnikiem łażącym wokół bramy. To podchodził to odchodził, w końcu zbliżył się znacznie do niej.
- Skurwysyńskie nasienie, pierdolony drow – zaklął szpetnie Kertian – Zabiłbym tego pierdoleńca od razu ale nie wiemy kiedy pojawi się Serander, a to on jest naszym celem. Kurwa! – chwilowa przerwa po czym nastąpił rzeczowy ton – Nie, pomocnikiem to on nie jest, jest nagi i łazi bez sensu, pewnie nowy. Przelazł przez bramę i nie wie co się stało, no i jak widzisz próbuje wrócić. Jak spróbuje to pewnie mu się nie spodoba jej reakcja. Hehehe – zaśmiał się złowieszczo – no czarnuchu skocz przez nią, na pewno chcesz, pragniesz tego, no spróbuj proszę – szeptał Kertian. Nagle grymas na twarzy elfa zasygnalizował Torginowi że coś się dzieje. Na potwierdzenie faktu elf szepnął – No krasnalu, przygotuj się zaraz się zacznie zabawa!

Vesard podchodził do bramy z ostrożnością, zapatrzony na piękno tego co znajdowało się po drugiej stronie. Jak nigdy pragnął tego, nawet narażając się na promienie słońca i tego szkodliwe skutki, chciał być po drugiej stronie. Chciał żyć.
Był naprawdę blisko gdy obraz w bramie zmienił się. Zrobił się czarny, bezdennie czarny, niczym bezgwiezdna noc i nawet dla jego oczu nieprzenikniona. Po chwili zobaczył na środku punkt, który z każdą sekundą powiększał się, rósł w oczach. Teraz Vesard widział już że obiektem do niego zdążającym jest człowiek. Po chwili był w stanie rozpoznać rysy twarzy. Pociągła, szczupła twarz, długie białe włosy zlepione brudem, zimne błękitne oczy, usta zaciśnięte w wąską kreskę tworzyły jego oblicze. Rozrósł się wypełniając całą bramę po czym jak wystrzelony z armaty przeleciał jak poprzednio drow kilkanaście metrów i z grzmotem w tle wylądował na ziemi bez zmysłów.

- Patrz Quinez przysłał wsparcie! – powiedział Kertian wskazując trójkę przybyszów oddalonych jeszcze o jakieś dwieście, dwieście pięćdziesiąt metrów. – Musimy szybko uporać się Seranderem , bo nie wiadomo kogo przysłali jemu do pomocy. – powiedział i już cicho i z gracją kota ruszył w kierunku nekromanty.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-12-31, 12:06   

Momentalnie otrzeźwiał. Co to za cholerna brama? Brama? Portal chyba bardziej by tu pasowało.
Oczy miał wielkie, niczym złote monety. Był zdziwiony, bardzo zdziwiony. Ale co tam się stało? Jak coś co było w tym obrazie wydostało się na zewnątrz? I kim jest ten... człowiek? No właśnie, Vesardowi zdawało się, że jest to człowiek. Najprawdziwszy człowiek, o którym do tej pory jedynie słyszał, ale nigdy go nie widział... Ogólnie rzecz biorąc ów drow nie wiele widział, gdyż jedyną obcą rasą jaką napotkał na swojej ścieżce życiowej był krasnolud, handlarz. Chociaż... Nie, widział jeszcze elfią kobietę ciągniętą przez mniemanego Siriona.
Widział mnie, czy nie widział?
Przeleciało mu przez głowę. Po chwili potrząsnął głową i obrócił się w jego kierunku, zaś bramę pozostawił poza swoimi plecami. Teraz nie była mu potrzebna, teraz istotny był osobnik, który znalazł się w podobnej sytuacji.
Wiedział, jak boli ten upadek. No właśnie, upadek. Teraz doszedł do wniosku, że wyleciał z tego portalu w identyczny sposób co teraz jego "towarzysz". To rozwiało wszelkie wątpliwości.
Może on coś wie?
Z taką nadzieją potruchtał w jego stronę zważając, by nie nadepnąć na kamienie. Swoją broń schował w miarę możliwości w dłoni - nie chciał wystarczyć swojej "nadziei".
Gdy tylko znalazł się na miejscu rozpoczął rozmowę.
-Witaj. W mych ojczystych stronach zwą mnie...- Urwał na chwilę. Zastanowił się chwilę po czym jakby chcąc splunąć spojrzał na ziemię. Kontynuował, nie zamierzał kończyć. -Mogę Ci jakoś pomóc?- Bo nic lepszego nie przychodziło mu do głowy. Ton głosu starał się utrzymać jak najmożliwiej normalny, nie chciał wzbudzić żadnych podejrzeń bądź niedowierzań.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Kojot 
Żywa Legenda
Torgin Krwawy Topór



Wiek: 34
Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 2327
Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-12-31, 12:23   

Torgin nie zastanawia się długo. Osobnik, który właśnie wyleciał na mordę z portalu, musiał być tym nekrofilem. Nadciągali również jego kumple. Należało działać szybko.

Krasnolud nie zwraca już nawet uwagi na swojego kompana. Świat zwolnił w oczach Torgina. Krasnolud wyrzuca swój nóż na podłogę tego budynku. Następnie biegiem wyskakuje z niego dobywając swojego wielkiego topora. Sprintem rusza na jeszcze leżącego w szoku przeciwnika i próbuje od razu, zmasakrować go całym ciężarem swojego topora.

Torgin nie ma żadnych wątpliwości i działa zdecydowanie, bez żadnego wahania. Nie zwraca uwagi na otaczający go świat. W oczach ma tylko żądze mordu i jeden cel. Leżącego na ziemi nekrofila.
_________________
"Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"

Torgin
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-12-31, 12:38   

Zacięcie na twarzy, gwarantujące wykonanie egzekucji bez względu na zaistniałe okoliczności. Sprint Torgina do leżącego maga miał w sobie coś z karykatury jednak każdy krok przybliżał go do celu. Ciężko wyglądający topór został wyciągnięty, ponownie zadziwiła krasnala lekkość tego narzędzia. Biegł przed siebie widząc tylko cel. Nie, jednak nie tylko, do maga zbliżał się drow, ten sam który wcześniej stał przy bramie. Jednak mimo zapewnień Kertiana ten nagus mógł być zwolennikiem Quineza. Już niewiele brakowało by dotrzeć do maga, tylko chwile.
- Zabij go! – usłyszał głos Kertiana – Szybko!
Mag spojrzał z klęczek na biegnącego Torgina wykonując rękami jakieś gesty.

Vesard widząc spadającego człowieka odnalazł w nim nadzieje na wydostanie się stąd, na informacje o tym gdzie się znalazł i jak tu przeżyć. Ruszył ku leżącemu na ziemi. Dzieliło go od niego niewiele, może kilkanaście kroków, może mniej. Wtedy go zobaczył. Niskiego i krępego krasnolud, biegnącego z ogromnym toporem w rękach i z żądzą mordu w oczach. Tak naprawdę cała twarz ją wyrażała, oczy jednak płonęły tym uczuciem. Drow chciał porozmawiać z nieznajomy lecz w tej sytuacji raczej na zwykła konwersację się nie zanosiło.

Serander spojrzał na krasnoluda i oczy rozszerzyły się, wyszły wręcz z orbit, ręce opadły wzdłuż tułowia, usta bezdźwięcznie się poruszały by w końcu wydać kilka dźwięków:
- Nie może być, to nie możliwe, skąd? – słowa, a w zasadzie ton wyrażał strach, bezgraniczny strach.
Chciał wstać lecz nie był w stanie, klęczał z oczyma utkwionymi w Torginie patrzył na broń przez niego dzierżoną i na pewną swą śmierć. Nie tkał żadnych zaklęć, ręce nieruchome, usta wciąż powtarzające zapewnienia.
- To niemożliwe!
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Kojot 
Żywa Legenda
Torgin Krwawy Topór



Wiek: 34
Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 2327
Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-12-31, 13:12   

Serce Torgina biło szybciej, a niedawno wypity alkohol krążył w jego żyłach. Czas jakby zwolnił. Torgin widział wyraźnie swoją ofiarę i jej strach. Dostrzegał każdy szczegół.

Mimo to umysł krasnoluda był w tej chwili czysty i nastawiony tylko na jedno. Na zabicie. Torgin w tej chwili nie czuł żadnych innych uczuć. Kierował się instynktem. Tak został wychowany od małego na Krwawym Szczycie. Od dziecka był szkolony do zabijania, przyzwyczaił się do tego i wiedział jak należy to robić. Krasnoludowi sprawiało to wręcz radość. Mordowanie było jego powołaniem i mordując, czuł się spełniony.

Próbuje trafić klęczącego przeciwnika swym toporem, by całkowicie go rozpłatać. Wie, że obok niego stoi drugi przeciwnik, ale krasnolud nie obawia się nagiego czarnucha. Nawet jeśli ma niebezpiecznie długą pytę.
_________________
"Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"

Torgin
Ostatnio zmieniony przez Kojot 2008-12-31, 13:16, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2008-12-31, 13:13   

Spojrzał na siebie, później na bezbronnego, zrozpaczonego człowieka, a następnie z powrotem na brutalnego, agresywnego krasnoluda. Czemu chciał zaatakować tego niewinnego osobnika? Co on mu takiego zrobił, by lecieć na niego z toporem? Co takiego uczynił, by miała go za to spotkać kara śmierci? Nie wiedział, ale zareagował bezzwłocznie, instynktownie.
Był niedaleko, a krasnolud z wielką chęcią mordu zbliżał się błyskawicznie, musiał działać. Parę zwinnych, szybkich kroczków by w efekcie odbić się stopami. Skoczył całym ciałem na klęczącą ofiarę, chcąc wytrącić ją spod nieuchronnego topora. Razem powinni przeturlać się na bok i uniknąć ciosu. A bynajmniej taką miał nadzieje i tak zamierzał zrobić. Teraz tylko potrzebował szczęścia, dużo szczęścia i odrobiny zwinności...
Po raz pierwszy w życiu wykonał manewr ratujący kogoś, a nie własną dupę. Po raz pierwszy... Jakież to żałosne.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
pierreau 
Mistrz Gry



Wiek: 49
Dołączył: 07 Lis 2006
Posty: 1618
Wysłany: 2008-12-31, 13:29   

Krasnolud rozpędzony niczym byk atakował z zawziętością i jedynym ważnym dla niego uczuciem, pożądaniem - pragnieniem mordu. Kilka kroków i będzie spełniony.
- Nie zabijaj, nie tym! - krzyknęła klęcząca osoba jednak słowa nie dotarły nawet do uszu bohatera.
Nagle z boku pojawił się czarny cień który uderzył w maga z siła która zniosła ich z toru Torgina, nim ten wyhamował swój rozpęd, naga kupa ciał wykonała jeszcze kilka obrotów by zatrzymać się, jedna na drugim.
Vesard leżał na człowieku odwróconym brzuchem do piasku, pozycja była cokolwiek poniżająca, jednak w głowie rozbrzmiała mu inna myśl, uratował go, ten biedny człowiek został uratowany.
- Kurwa mać, pokurczu miałeś go zabić! Zabić a nie latać wokół i wymachiwać tym żelastwem! - usłyszeli głos elf który szybko zmierzał w kierunku Vesarda i człowieka.
_________________
Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.

Gdzie ja jestem?
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group