"Nie znasz dnia ani godziny,
nie znasz miejsca ni okoliczności,
gdy przyjacielowi przyjdzie pomóc,
gdy za przyjaźń trzeba będzie umierać"
Spotkanie po latach
Droga wiodła przez lasy królestwa, nie widziane dotąd przez żądnego wiedzy sarpensa. Był w nich od kilku dni, przeszedłszy już wiele mil wśród tego zielonego morza drzew, zwiedził wiele miejsc, spotkał wiele osób, nikomu jednak nie zaufał, z nikim nie przebywał zbyt długo. Jedyną osobą z którą nawiązał bliższą znajomość był człowiek, dzielny wojownik z którym rozstał się kilka lat temu i od tamtej pory nie widział. Niekiedy wspomnienia wracały do niego z czasów gdy razem podróżowali, wtedy pragnął wiedzieć gdzie ów człowiek się znajduje by znów móc się z nim spotkać, a może i znów wyruszyć razem na szlak, by zdobywać wiedzę i umiejętności. Tak, czuł się samotny, nie miał nic poza swym celem, swą drogą ku mistrzostwu we władaniu magią śmierci. Był jednak dopiero na jej początku i wiele jeszcze było przed nim.
Wyjątkowo tej nocy nie mógł zasnąć stąd nie rozbił obozu jak zwykle tylko nadal szedł przed siebie. Przyświecał mu księżyc i gwiazdy na spokojnym i czystym niebie. Nie mógł podziwiać otaczającej go natury gdyż zewsząd otaczała go czarna ściana lasu, rozpoznawał tylko najbliższe drzewa i krzewy. Szedł zamyślony nad sobą i swym życiem, jakby tej nocy miało się coś wydarzyć co będzie miało wpływ na dalsze życie Tasartira.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-12, 15:45
Tasartir wędrował samotnie w środku nocy po lesie, w kraju którego nigdy w życiu nie oglądał. W głowie cały czas kłębiły mu się myśli- "ciekawe co się dzieje z Wixem? jak dobrze było by jeszcze raz pozbyć się jakiegoś nadętego bufona żądnego władzy!". Tasartir od dłuższego czasu przebywał samotnie. Od czasu gdy postanowił zgłębić magię śmierci, nawet rodzice odwrócili się od niego. W duchu modlił się by na szlaku swej wędrówki spotkać swego przyjaciela.
Nocna wędrówka niemiłosiernie się ciągnęła. Wszystko było jednakowe, wszystko czarne, ciemne spowite przez noc. Dla Tasartira było to wręcz przyjemne środowisko lecz jednak zbyt nudne.
Minuty mijały przechodząc w godziny a godziny przybliżały maga do świtu. Nagle Tasartir poczuł wstrząs, dość silny jednak nie na tyle by można go nazwać trzęsieniem ziemi. Rozejrzał się wokół jednak nic nie zauważył. Już miał ruszyć w dalszą drogę gdy zobaczył między drzewami jakby migotanie. Raz pojawiało się raz znikało. Można było pomyśleć że to blask pochodni, ale czy na pewno, zresztą skąd mogła się tu wziąć pochodnia, a może to jacyś ludzie obozowali. W każdym bądź razie bez dokładniejsze zbadania mag nie mógł nic więcej wywnioskować.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-12, 16:14
Widok pochodni lekko wystraszył i zdezorientował maga. Nie był nawet pewien czy to rzeczywiście była pochodnia! Po chwili namysłu postanowił sprawdzić kto, czy co to jest. Pełen skupienia ruszył w kierunku migotającego światła. Szedł bardzo powoli i co chwilę rozglądał się, czy na ziemi nie ma niczego co mogło by sprawić, że mag zostanie zdemaskowany. Jego głowa była pełna obaw jak również nadziei na to, że spotka swego jedynego przyjaciela.
Droga przez las w środku nocy była dla maga wyjątkowo trudna i pomimo wszelkich starań by zachować cisze poruszał się jak przysłowiowy ogr w składzie elfiej porcelany. Hałasu robił co niemiara, tu złamana gałązka, to znów szata zaplątana w gałęzie. W pewnym momencie będąc zamyślonym nad spotkaniem ze swym jedynym przyjacielem który defakto mógł już od dawna nie żyć lub walczyć o lepszą pozycje w burdelu w Esendii, odgięta nieostrożnie gałąź powróciła na swoje miejsce uderzając maga w twarz. Uderzenie było na tyle silne że biedak aż siadł na tyłku. Przed oczami ukazała mu się cała konstelacja gwiazd po czym zaczęła się poruszać tworząc wir który po chwili znikł pozostawiając Tasartira siedzącego na obolałej dupie w którą wbił się cierń z rosnącej w pobliżu dzikiej róży.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-13, 15:33
Tasartir przedziera się przez gęstwinę. Nagle nieostrożnie odgięta gałąź wystrzela mu prosto w twarz. Stracił równowagę i usiadł ciężko na tyłku. Poczuł dotkiwy ból w pośladkach, a w oczch pokażały mu się gwiazdy.
Tasartir wstał powoli, lekko kołysząc się na nogach, rozcierając miejsce, w które gałąź strzeliła go w twarz. Wymacał kolec na dupie i starał się go wyciągnąć, cały czas zastanawiając się na cholerę mu łuski skoro byle kolec wbija mu się w dupę. Niemniej jednak, po tym zabiegu, postanowił dalej iść w stronę widzianego wcześniej światła. Robi to jednak ostrożniej, bo nie chce mu się wyciągać kolejnych kolcy z siedzenia.
Mag ruszył dalej przed siebie baczniej uważając na otaczającą go naturę i wszelkie niebezpieczne dla życia gałęzie. Co prawda nadal robił tyle hałasu co oddział orków jednak nie napotkał już żadnych problemów z dotarciem do dość sporej polany.
Widok jaki zobaczył przeszedł jego najśmielsze oczekiwania. Na środku polany stała ruina jakieś potężnej budowli. Ogień w niej płonął choć nie był zbyt mocno widziany w lesie a to za sprawą sterty kamieni które odcinały blask ognia. Jedynie ponad gruzowiskiem widać było lekką czerwoną łunę oraz gęściejszą chmurę dymu.
Tasartir stał na skraju lasu przyglądając się zastanemu widokowi pogorzeliska. Było wręcz nienaturalnie cicho. Nagły jęk zwrócił uwagę bohatera. Dobiegał gdzieś od ruin lekko na prawo od bohatera. Gdy mag spojrzał w tamtym kierunku zobaczył że kiedyś było tam wyjście z budowli teraz całkowicie zawalone kamieniami.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-13, 18:15
Tasartir wyszedł z lasu na skraj polany. Jego oczom ukazał się niesamowity widok. Wielka, paląca się, zawalona budowla. Nad budowlą widoczna była krwista łuna. Przywodziła na myśl zachodzące słońce. Od tego widoku po plecach przeszdł mu dreszcz. Z zapatrzenia wyrwał go jęk dochodzący od strony budowli na prawo od maga.
Po chwili namysłu Tasartir w najwyższym skupieniu idzie w stronę, z którego dochodzi ów jęk.
Mag ruszył w kierunku płonącej ruiny skąd słyszał dobiegający jęk. Nic nie widział, gdyż monumentalne gruzowisko ciągle przyciągało wzrok Tasartira. Im bliżej był zniszczonej budowli tym bardziej czuł siłę która zniszczyła ją, wyczuwał ogromne działanie magi śmierci.
Wszędzie było ciemno, nic nie widział aż do momentu gdy potknął się o coś, o coś co nagle jęknęło. Mag wystraszył sie nie na żarty jednak gdy zerknął w dół zauważył leżącą na ziemi postać. Pojękiwała cicho będąc jednak nieprzytomna. Mag nie mógł dojrzeć jej twarzy skrytej w cieniu jednak obok ciała zobaczył miecz który odbijał czerwień łuny bijącej znad ruin przywodząc na myśl miecz skąpany w krwi.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-13, 21:08
Początkowo widok owej jęczącej postaci wzbudził w magu strach, którego miejsce szybko zastąpiła czysta ciekawość. Połyskujący miecz, który leżał przy nieprzytomnej postaci na ułamek sekundy przywołał jakieś wspomnienie z jego przeszłości, lecz Tasartir postanowił nie zgłębiać się w nim. Szybko ocknął się się z zamyślenia i pochylił się powoli nad istotą, o którą chwilę wcześniej się potknął. Otaczająca to miejsce aura śmierci sprawiała, że bohater czuł zarówno strach, satysfakcję z tego, iż on również za jakiś czas będzie zdolny by dokonywać takich rzeczy, jak również frustrację spowodowaną tym że czeka go jeszcze długa nauka nim będzie godzien miana potężnego nekromanty. Tasartir skoncentrował wszystkie swe siły by wyczuć, czy sprawca tych zdarzeń ciągle znajduje się w pobliżu, ale jednocześnie sprawdza czy może pomóc rannej postaci.
Mag choć czuł oddziaływania magii i jej potęgę to jednak ani rodzaju zaklęć ani obecności sprawcy tego czynu nie mógł ustalić. Po nieudanej próbie Tasartir uklęknął przy nieznajomym by sprawdzić jego stan. Gdy tylko pochylił się dojrzał twarz tego człowieka i z zaskoczenia aż powstał ponownie. To było wręcz niewyobrażalne lecz leżąca na ziemi osoba była jego jedynym przyjacielem nie widzianym od tak dawna. Był w opłakanym stanie, nieprzytomny z widocznymi ranami ciętymi jak i oparzeniami, możliwe że miał także obrażenia wewnętrzne, jednak tych mag nie był w stanie dojrzeć. Leżał niespokojnie cicho pojękując, nie był teraz w stanie sam o siebie zadbać.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-14, 07:54
"NIE! To nie możliwe!"- pomyślał Tasartir- "Zaraz Ci pomogę mój przyjacielu..."- tym razem mag wypowiedział te słowa i bez chwili zwłoki zaczął szybko i energicznie przeglądać swój dość skromny ekwipunek. Po chwili która zdawała mu się trwać nieskończenie długo wyciągnął jakiś bandaż. Od razu po tym zabrał się za niezbędną pierwszą pomoc. Usiłował zatamować krwawienie ran i owinął je bandażem. Zaraz po tym rzucił się w głąb polany i zaczął szukać roślin które mogą pomóc mu na gorączkę, ból, czy pomogą w zasklepianiu ran na które nie wystarczyło bandaża. "Tylko mi teraz nie zejdź Wix!"- pomyślał Tasartir, gdy miotał się po polanie w poszukiwaniu owych roślin.
Mag wyciągnął w tempie ekspresowym swoje bandaże. Szybko także zaczął opatrywać swego przyjaciela. Co prawda praca ta wymagała wprawy której młody czarodziej nie posiadał jednakże po dłuższych męczarniach cały dostępny asortyment bandaży znajdował się na przyjacielu w lepszym i gorszym stanie opatrunku. Pozostało jednak nadal pięć ran które lekko krwawiły.
Mag szybko powstał i rozpoczął swe poszukiwania. Jednakże ciemność, prędkość poruszania jak i wiedza, a może szczególnie jego wiedza przeszkadzały mu w znalezieniu odpowiedniej rośliny, nawet jeśliby takowa rosła na tej polanie. Po chwili Tasartir stanął w miejscu dysząc jak kowalski miech i zdając sobie sprawę z beznadziejności swych działań. W ten sposób na pewno nie pomoże człowiekowi, musiał znaleźć inny sposób.
Nagły krzyk bólu z miejsca gdzie leżał wojownik przywrócił Tasartira do rzeczywistości.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-14, 13:20
Tasartir słysząc krzyk przyjaciela pomyślał, iż musi bardzo szybko zrobić coś co sprawiło by, że Wixendich pozostanie przy życiu. Postanowił sprawdzić co sprawiło, że Wix wydał tak straszliwy jęk, który niesamowicie przeraził maga. Puścił się biegiem w stronę miejsca gdzie leżał ranny i nieprzytomny wojownik. W czasie kiedy biegł w stronę gruzowiska wpadł na pomysł by sprawdzić czy sam ranny nie ma w swoim ekwipunku bandaży, którymi mógłby ocalić jego życie. Gdy przeszło mu to przez myśl od razu przyśpieszył bieg, by nie tracić ani sekundy więcej na bezsensowne działania.
(czar kupiłem i nauczyłem się go. ja nie wiem czy on tam powinien się znajdować, o to trzeba spytać Idrina.)
Mag ruszył biegiem w kierunku przyjaciela z obawy przed przedwczesną jego śmiercią. Gdy tylko dotarł do niego i pochylił się nad ciałem ten nadal cicho pojękując leżał nieprzytomny. Rany na ciele które nie zostały zabandażowane sączyły powoli krew która wolno spływała na ziemie tworząc czerwone gęste ścieżki na ciele i ubraniu. Tasartir nie zauważył nic co by naprowadziło go trop tego co spowodowało okrzyk bólu. Kolejnym działaniem zaplanowanym przez maga było przeszukanie ekwipunku jaki posiadał wojownik. Mag obszukał przyjaciela jednakże nie znalazł przy nim żadnych bandaży, a jedynie linę, racje żywnościowe, hubkę i krzesiwo oraz dwie nieznane szczelnie zamknięte czerwone mikstury.
Tasartir przypuszczał że są to mikstury leczenia lecz nie był tego całkowicie pewny, jednak to przeświadczenie było bardzo mocne.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-14, 16:44
"Na zgniłą dupę goga!" Krzyknął mag zauważając, iż wojownik nie posiada żadnych bandaży, a jedynie rzeczy codziennego użytku. Tylko dwie buteleczki zwróciły jego uwagę. Tasartir przypuszczał, iż może to być mikstura przywracająca zdrowie, lecz niestety nigdy nie miał z nią styczności. Aczkolwiek zastanawiał się czy nie jest to zwyczajne wino, bądź inna nalewka. "Oby to było to"- rzekł pod nosem mag i zaczął podawać Wixendichowi owy dziwny napój. Był pełen obaw co do tego posunięcia, lecz sytuacja która wyniknęła, nie dawała mu byt wielu opcji wyboru. "Zdrowiej druhu"- szepnął gdy skończył podawać wywar wojowi. Teraz przyszło mu czekać jedynie na efekty, które jak miał nadzieję będą dobre.
Mag po zabraniu jednej s mikstur odkorkował ją i podnosząc głowę przyjaciela przytknął wylot butelki do jego ust po czym przechylił pozwalając by płyn wpłynął mu do przełyku. W trakcie podawania płynu jakaś jego część musiał przepłynąć do niedomkniętych dróg oddechowych co spowodowało silny kaszel u wojownika. Płyn skończył się, Tasartir ułożył głowę przyjaciela na ziemi czekając na efekty, które od razu były widoczne, rany na ciele przestały krwawić, potem zaczęły maleć by w końcowym efekcie nie pozostawić nawet malutkiej blizny.
Wixendich otworzył oczy spoglądając w górę ku niebu. Od razu przypomniał sobie wszystko co się wydarzyło w ostatnich dniach. Rzeka z jej martwym lokatorem, obóz z resztą jego kompanów, oddział paladynów, przesłuchanie, tortury, podróż i atak na świątynie w którym byli bliscy zwycięstwa gdyby nie pojawił się demon Zarr'Tahir który wybił wszystkich niszcząc także świątynie i zabierając relikwie.
Wszystko to wróciło do wojownika w mgnieniu oka, każde wspomnienie odżyło przynosząc ból straty kompanów, mężnych paladynów z którymi troszkę już przeżył. Łza spłynęła po twardym obliczu Wixendicha. Wtedy też zauważył pochylającą się nad nim istotę. Sarpens było wnioskiem wysnutym przez umysł człowieka, tylko jakoś znajomy.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wixendich odzyskał przytomność i przejrzał na oczy. Leżał na ziemi. Wszystko go bolało. Żebra, głowa, plecy. Nad sobą zobaczył postać serpensa: "Ja Cię chyba skądś znam... A znam niewielu serpensów". Wojownik stanął chwiejnie na nogach. Uważnie zbadał wzrokiem serpensa, po czym szeroko z niedowierzania otworzył oczy. "Tas, przyjacielu..."- wyszeptał zduszonym głosem bohater po czym rzucił się mu w ramiona i serdecznie uściskał. Kolejna łza spłynęla mu po policzku...
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-15, 16:14
"Wix, druhu!"- krzyknął uradowany serpens, gdy dojrzał iż jego przyjaciel jest całkowicie zdrowy. "Co tu się stało? Kto ci to zrobił?!"- zaczął mag bez zbędnych ceremoniałów. Mimo, że wojownik był najlepszym i jedynym przyjacielem młodego maga, nie chciał on jednak okazywać swoich uczuć, ponieważ był zbyt dumny i wyniosły, mimo wszystko malutka łezka zakręciła mu się w oku. "Chodź opowiesz mi to przy ognisku"- szybko dopowiedział Tasartir.
"Dobra... Rozpalimy ognisko i na spokojnie pogadamy. Nazbierajmy drzewa. Ja zbiorę małe patyczki na podpałkę, a Ty duże gałęzie i konary, zgoda? Wciąż jestem osłabiony i nie mam w pełni przywróconych sił"- powiedział Wixendich, po czym zaczął zbierać małe patyczki, trawę i suche liście.
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Przyjaciele ruszyli na poszukiwanie drwa na ognisko. Wixendich zajął się poszukiwaniem niewielkich suchych patyczków na rozpałkę, a mag szukał większych konarów które starczyłyby na resztę nocy.
Wojownikowi poszło dość szybko i już po jakiś piętnastu minutach na ziemi uzbierała się średnia kupka suchych gałązek.
Tasartirowi poszukiwania zajęły trochę więcej czasu jednak i on niewiele później dostarczył spory zasób drwa.
Wojownik szybko rozpalił drwa które zebrał używając krzesiwa i hubki jaką posiadał. Już po paru minutach ogień wesoło płonął a przyjaciele zasiedli naprzeciw siebie. Mieli za sobą dość długi okres rozłąki i chęć wymienienia wspomnień była bardzo pożądana przez obu bohaterów.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-16, 21:48
Po kilku próbach Tasartir wygodnie usadowił się przy ognisku. Od razu przypomniał sobie jedną ze wspaniałych wspólnych podróży pełnych niebezpieczeństw, walki i przepełnionych adrenaliną aż do samego końca. Jego myśli jednak szybko rozpierzchły i oczyma wyobraźni zobaczył jeszcze raz wojownika sprzed godziny, całego zakrwawionego, niemal nieżywego. Przypomniał sobie również niewyobrażalne przesiąknięcie magią śmierci. "A zatem, opowiedz mi bracie, co tu się dziś wydarzyło? W co Ty się znów wpakowałeś?"- rzekł mag pełen troski i smutku. Cieszył się i dziękował bogom, że coś skłoniło go do wędrówki w te niepojęte dla młodego maga strony, w które nigdy nikt z jego rasy nie ośmielił się zapuścić.
Przez twarz Wixendicha przebiegł grymas bólu na myśl o kilku ostatnich dniach. "Więc, Tas... To było tak..."-wojownik zaczął i opowiedział przyjacielowi całą historię. Opowiedział mu o rzezi nad strumieniem, o paleniu zwłok, o dziwnym stworze, o paladynach, o groźnej sekcie, o relikwii, o walce z jej członkami, o przesłuchaniu jednego z nich, o walce w świątyni, o przybyciu Zarr'Tahira, o śmierci paladynów i o ucieczce z walącego się budynku. "I tak to było"- zakończył swoją opowieść Wixendich. Gdy wspominał bohaterską śmierć paladynów za swoją wiarę i całą ludzkość głos mu się lekko załamał, a oczy zaszkliły. Lecz szybko odzyskał panowanie nad sobą.
"Potem Ty mnie znalazłeś i odzyskałem przytomność. Gdyby nie Ty to z pewnoścą wykrwawiłbym się na śmierć. Dzięki, Tas... Teraz Ty lepiej opowiedz jak tutaj trafiłeś".
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Wiek: 35 Dołączył: 04 Maj 2008 Posty: 43 Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2008-05-29, 18:05
Tasartir zanim wypowiedział jakiekolwiek słowo, chwilę się zastanowił, starał się by jego twarz była pozbawiona wszelkich nieodpowiednich emocji. -"Właściwie to moja historia nie jest zbyt interesująca, ani tak przejmująca jak Twoja. Od czasu gdy nasze ścieki się rozeszły byłem praktycznie sam, zebrałem kilka ksiąg i zabrałem się za studia, lecz po pewnym czasie nie byłem w stanie zrobić nic sensownego. Postanowiłem więc wyruszyć na szlak, z nadzieją że jakimś niespodziewanym zbiegiem okoliczności trafię na Ciebie. Jak widać trafiłem!" -Tasartir znowu przez chwilę podumał w skupieniu, po cym zadał pytanie. -"Jaki masz plan? co chcesz, a może raczej chcemy zrobić w zaistniałej sytuacji? Wiesz, od dawna nie miałem okazji skopać kilku tyłków, a zatem, co powiadasz?" -Tasartir pełen koncentracji oczekiwał na konkretną odpowiedź.
"Często myślałem o tamtych czasach i o tym jakby to by było gdybyśmy się spotkali i znów wyruszyli razem w świat w poszukiwaniu przygód"- powiedział Wixendich w zamyśleniu przywołując przed oczy obrazy wspólnych chwil, przygód i niebezpieczeństw. "Mam nadzieję, że w zaistniałej sytuacji, po ostatniej mojej przygodzie, rozumiesz, że nie mam ochoty na kopanie tyłków. Widziałem zbyt wiele okrucieństwa i śmierci. Stary, to było straszne. Porzygałem się, gdy zobaczyłem tych ludzi w kawałkach w lesie. Masakra"- wojownik zrobił krótką pauzę ogdaniając od siebie te obrazy. "Wyśpijmy się dziś dobrze. Jestem bardzo zmęczony"- zbyt zmęczony jak na swój wiek pomyślał wojownik. "Jesteśmy, na północnym skraju puszczy. Sądzę, że jakiś dzień lub dwa drogi od Broln- miasta magów. Proponuję udać się tam. Może znajdziemy jakąś prackę i będzie jak za dawnych czasów. Co Ty na to, Tas?"- powiedział do przyjaciela Wixendich. "Prześpij się z tym i jutro pogadamy. A teraz miałbym prośbę- stań pierwszy na warcie, bo ja i tak bym usnął... Jestem kurewsko zmęczony. Jakbym biegł przez pół Sorii z orkiem na plecach. Staniesz?"
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum