TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Infernus
2009-02-02, 22:33
Strażnica
Autor Wiadomość
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-04, 17:29   Strażnica

Strażnica
Kroniki Rohina
druga sesja człowieka wojownika


Słońce powoli chyliło się ku pagórkowatemu horyzontowi dając do zrozumienia, że za kilka godzin nastanie noc. Ot zwykłe popołudnie słonecznego dnia.

Może nie tak całkiem zwykłe, gdyż południowym szlakiem, powolnym krokiem przemieszczał się Rohin. Ranny. Na szczęście kondycja wojownika pozwalała mu utrzymać się na nogach mimo wycieńczenia i narastającego głodu. Mimo tego co kilkadziesiąt metrów zawroty głowy zmuszały go do położenia się, czy to informując wcześniej przeczuciem"siadaj, bo trzeba odpocząć" czy też bez takiej informacji, co skutkowało w jeszcze większych obdarciach kolan i łokci. Wojownikowi jednak było wszystko jedno czy padnie na ubitą ziemię będącą szlakiem prowadzącym na południe, w pole żyta po jego prawej stronie, czy zielone pastwisko po lewej.

Krew przynajmniej przestała się sączyć.

Kilka kilometrów marszu z kilkunastoma komendami 'padnij' było na tyle męczące że Rohin z uśmiechem przywitał widok który powoli wyłaniał się zza horyzontu.

Szlak przebiegał przez mały lasek, co dawało nadzieję na odpoczynek w cieniu.

Dawało też nadzieję na jagody czy mały potok z którego będzie można zaczerpnąć wody.

Woda.

Dopiero teraz Rohin uświadomił sobie że Granza znajdowała się nad rzeką która uciekała na zachód. Powrót by zaczerpnąć wodę nie wchodził raczej w rachubę. Wojownik sądził, że jego organizm wytrzyma jeszcze z pięć komend 'padnij'...

Na oko tyle razy upadnie nim dojdzie do lasku.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-04, 18:09   

Wycieńczenie! Strach! Zbliżająca się śmierć! Nie tyle co śmierć, acz cierpienie. Ono było odczuwalne najbardziej, co razem z bólem stanowiło wybuchową mieszankę. Niestety taką drogę wybrał wojownik, takiego dokonał wyboru - Rohin. Cóż zrobić.... Jest on człowiekiem, który nie patrzy na konsekwencje, nie bierze za nich odpowiedzialności. Może był? Czy teraz jest nadal? Sam tego nie wiedział. Co przyniesie mu los? Czy stanie się dla niego łaskawy? Czy pozwoli mu nadal się cieszyć życiem? Nędznym, ale jednak życiem. Sam tego nie wiedział. Zastanawiał się....

Zachodzące Słońce i zbliżający się las dawał człekowi nadzieję na chwilę wytchnienia i odpoczynku. Żałował teraz, że nie zaopatrzył się wcześniej w jakikolwiek prowiant czy płyn. Tego brakowało mu teraz najbardziej. Kromki chleba, łyku wody. Był wycieńczony i zmęczony. Rana dawała mu się we znaki. Wszystko nie szło po jego myśli...

Całą drogę zastanowienia, pytania... Czy jego wybór był dobry? Czy dobrze zrobił? Tam w tej dennej i zatrutej karczmie. Nie znał odpowiedzi na to pytanie i dał sobie już spokój. Nie chciał jej poznać.

Z trudem rozejrzał się po okolicy próbując wypatrzeć jakikolwiek strumyk czy szansę na pożywienie. Nie wiedział czy zdoła dotrzeć tak daleko. Pokona swoje rany czy raczej podda się i zostawi decyzję losowi. W tej chwili jednak nie miał takiego zamiaru. Walczył o przetrwanie... Brnął dalej.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-04, 18:28   

Wypatrywanie strumyka czy pożywienia nie miało najmniejszego sensu dopóki Rohin nie zbliży się do lasku... Może gdyby był łowcą z sokolim wzrokiem mógłby ocenić jak bujne runo rozprzestrzenia się pomiędzy drzewami. Nie był łowcą, ani łucznikiem. Był wojownikiem którego wzrok co kilka chwil tracił ostrość, a działanie reszty zmysłów jego mózg poświęcił na utrzymywanie pionu i powolne człapanie przed siebie.

Nadzieja na odnalezienie choć śladowej ilości pożywienia umocniła go na tyle by nogi zaczęły przebierać szybciej, co skutkowało, że drzewa tworzące przydrożny lasek rosły w oczach.

Gdy wojownik był na tyle blisko i postanowił odetchnąć, jego mózg po raz kolejny wysłał impuls do padnięcia.

Nogi same ugięły się pod Rohinem, by w końcu położyć się razem z nim w cieniu najbliższego drzewa wyrosłego przy szlaku. Kończyny odmówiły posłuszeństwa i nic nie wskazywało, że będą ochocze do działania w ciągu najbliższych minut.

Leżąc spokojnie wojownik odetchnął głęboko. Poczuł orzeźwiający chłód, choć nie wiedział czy jego źródłem był cień w którym spoczął, czy może zbliżał się wieczór.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-04, 18:46   

Co racja, to racja. Jak można ujrzeć cokolwiek będąc w takim stanie, dodatkowo kiedy całe otoczenie składa się z jedynie z najbliższego drzewa, które jest nadzieją na chwilę wytchnienia.
Kilka kroków, jeden ruch. Nagle niesamowite ciążenie na nogach, brak jakiejkolwiek władzy nad nimi i upadek ciężki, mocny i bolesny. Następny z kolei. Człek był do tego przyzwyczajony. Do bólu także a on potęgował się jeszcze bardziej, sprawiał niechęć i brak szansy na dalsze życie.

Szczęście w nieszczęściu, że właśnie tu wyrosło to drzewo. Gdy Rohin leżał zdawało mu się, że powoli odchodzi z tego świata. Walczył jednak i nie poprzestawał wierzyć w szansę na przetrwanie.

Cień ukoił zmęczenie a zbliżający wieczór natchnął bohatera do powstania i dalszej wędrówki. Jakże ciężkiej i jakże męczącej, ale ona była w tym momencie najlepszym pomysłem, gdyż innego nie było.

Spróbował wstać, ruszyć dalej...
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-04, 19:10   

Próba podniesienia się na nogi zaczęła się od przewrócenia się na bok.

Na tej czynności również się zakończyła, gdyż ból który przeszył ciało Rohina natychmiast odebrał wszelakie chęci do ruszania się. Zacząwszy od kolejnej próby postawienia się na nogi ukończywszy na powrocie do poprzedniej pozycji.

Znalezienie się na boku miało jednak swoje plusy gdyż przed oczyma wojownika pojawiło się małe stworzenie.

Przepiórka.

Ptak ten nieruchomo wpatrzony w kierunku Rohina siedział na granicy ostatnich łanów żyta, które towarzyszyły wojownikowi od opuszczenia wioski zwanej Granzą. Przepiórka liczyła najwyraźniej na to, że Rohin jej nie zauważył, więc przykucnięta siedziała jakieś dwadzieścia metrów przed oczyma człowieka. Zauważenie ptaka było cholernie trafionym szczęściem.

Od Rohina zależało jak to szczęście wykorzysta.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-04, 20:33   

Pierwszy ruch, pierwsza próba powstania nieudana, z drugą było podobnie. Coraz bardziej brakło sił, coraz bardziej odczuwalne było to niemiłosierne wycieńczenie. Rohin postanowił dać na wstrzymanie i chwilkę odpocząć.

Nagle..

Widok ten zaprał dech w piersiach wojownika. Ptak! Przepiórka! Natchnęło go coś co można nazwać niesamowitym szczęściem połączonym z nadzieją, którą teraz było to małe zwierze. Małe, ale jakże wielkie. A na pewno smaczne. Rohin mógł tylko marzyć o takim prezencie. Jednak los nadal o nim pamięta. Mięso. Świeże i pożywne. Było tak blisko, ale i tak daleko.

Rohin, aby nie spłoszyć zwierzyny wolno i starannie zdjął swoją koszulę i położył ją obok siebie. Próbował to robić nie zwracając na siebie większej uwagi. Chwilę po tej czynności zaczął wydawać dźwięk, który mógł być zarówno gwizdaniem, pochrząkiwaniem, miałczeniem, a nawet gdakaniem. Człek musiał spróbować wszystkiego, aby zachęcić zwierzę do przybliżenia się w jego stronę. Z początku wydawał ten dźwięk cicho i sprawdzał reakcję przepiórki. Jeśli na jakiś reagowała, zwiększał jego tonację. Jeśli zaś jakiś z dźwięków ją niepokoił natychmiast przestawał go wydawać. Gdyby znalazła się na wystarczającej odległości dość obszerna koszula i zarzucenie jej na zwierze powinno załatwić problem.

Taki miał plan i miał nadzieję, że coś z tego będzie, chociaż ból coraz bardziej wdawał się we znaki...
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-04, 21:46   

Plan który powstał w głowie wojownika był prosty i powinien się udać gdyby nie pewne szczegóły.

Po pierwsze by ściągnąć z siebie koszulę Rohin musiał podnieść się przynajmniej do pozycji siedzącej. Udało mu się to choć powstrzymując gwałtowne ruchy nie był w stanie zagłuszyć pojękiwań i stęknięć wydobywających się z jego ust.

Mimo tego przepiórka nie zareagowała, nawet nie drgnęła. Gdyby nie to że wiatr lekko poruszał jej brązowoszarym upierzeniem, wojownik mógłby uznać ją za bardzo szczegółową rzeźbę. Na całe szczęście ptak był żywy, a co za tym idzie - jadalny.

Z koszulą w ręce Rohin zaczął wydawać różnorakie odgłosy mające na celu przywołanie zwierzęcia do siebie. Niestety ani pomruki, ani piski, ani chrząknięcia, ani pomiaukiwania, ani gwizdnięcia, ani 'taś taś', ani 'cip cip', ani 'kurwa ty głupi ptaku' wyszeptane pod nosem nie skutkowały. Ptak nie zbliżył się ani na milimetr.

Ale i nie oddalił się na pół milimetra.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-04, 22:27   

Rohin spodziewał się trudności ze zdjęciem koszuli jednak zadziwił go fakt, że jęki jakie wydawał kiedy ją zdejmował nie poruszyły zwierzęcia i nie wzbudziły w nim jakichkolwiek podejrzliwych ruchów. To mogło cieszyć.

Niestety miało to i swoje złe strony. Wszystkie dźwięki jakie wydał w tym "kurwa ty głupi ptaku" czy inne nie dawały żadnego efektu. Człek pomyślał, że skoro to zwierze nie reaguje na to to może zainteresuje ją fakt jakiegoś jedzenia, a że w okół tylko trawa... Rohin wyrwał ostrożnie dłuższe źdźbło i zaczął zachęcać przepiórkę do przybliżenia się do niego. Spokojnie z gracją machał nią... Czasami próbował dodać jakiś odgłos typu "cip cip".

Jeśli ten sposób nie skutkował ostrożnie zrobił jeden ruch przed siebie, mając nadzieję, że nie spłoszy w ten sposób przepióreczki. Miał w głowie jeszcze kilka pomysłów, ale te w tej chwili wydawały mu się najbardziej realne.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-04, 22:40   

Przepiórka jednak ciągle siedziała w bezruchu.

W sumie po cholerę było jej potrzebne źdźbło trawy zerwane przez jakąś wielką istotę wydającą różnorakie odgłosy, skoro wokół znajdowało się milion równie podobnych źdźbeł które ptak sam mógł sobie zerwać.

W końcu litanię cip cipów przerwało odgłos dochodzący z żołądka Rohina. Donośne burczenie w brzuchu, o dziwo, strasznie późno dało znać o głodzie. Najwyraźniej organizm wojownika uznał potrzebę posiłku za mało istotną i zepchnął ją na dalszy plan.

Widząc, że działa tyle co nic, Rohin zdecydował się nieco zbliżyć do przepiórki.

Powoli zaparł się i posunął nogami po trawie ostrożnie zbliżając się do ptaka.

Ten jednak dalej nic. Czyżby był ranny? A może tylko czekał aż Rohin zbliży się na odpowiednią odległość by rzucić się na niego i wydłubać mu pazurami oczy?

Sądząc po gabarytach ptaka wojownik znajdował się jeszcze za daleko jak na drugą opcję. Odległość była na tyle wielka, że rzucenie koszulą miało szansę powodzenia równą wyrzucenia trzech szóstek na trzech kościach.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-04, 22:55   

Człek powoli tracił nerwy. Każda inna normalna przepiórka słysząc i widząc, takie szmery bajery uciekła by najprawdopodobniej w bezpieczniejsze miejsce. Ta była rzeczywiście dziwna. Nic nie mogło jej poruszyć. Zero jakiegokolwiek zainteresowania. Człek zaczynał się powoli zastanawiać czy jest ona prawdziwa? Czy może to zwierze to jakieś czary, albo zwykłe przewidzenie? Rohina zdrowym raczej nazwać nie można więc wszystko jest możliwe.

Dobrym znakiem było jednak znaczne przybliżenie się w jej stronę i dalsze nie zwracanie jakiejkolwiek uwagi na niego. Człek cały czas trzymał koszulę w pogotowiu. Wiedział jednak, że jeszcze nie czas. Spojrzał jeszcze na swój miecz. Może on jest dłuższy i nim zdoła dosięgnąć zwierzę? Zastanawiał się. Nie chciał popełnić głupiego błędu i stracić szansy na obiad.

Nadal spokojnie i bez żadnych gwałtownych ruchów człek przybliżał się w stronę przepiórki. Był przygotowany na jej ucieczkę... Koszula czekała na swą ofiarę....
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-04, 23:11   

Może i miecz trzymany przy pasie miał większy zasięg niż koszula, ale władanie nim wymagało większej siły i precyzji jeśli chciałoby się jednym ruchem unieruchomić ptaka.

Wtem sensacja!

Przepiórka cały czas trwająca w jednej pozie niczym gargulec nad bramami jakiejś twierdzy wykonała drobny ruch. Szybkie przekręcenie łebka i spojrzenie guzikowych oczu mówiące tyle co 'oho, zorientował się że tu jestem'. Faktycznie upierzenie zwierzęcia miało jako tako barwy maskujące zwłaszcza na tle łanów zboża. Taki kamuflaż jednak mógł zmylić co najwyżej lisa czy bezpańskiego psa a nie człowieka którego wzrok był dużo bardziej dokładny.

Mimo tego jednego ruchu ptak dalej tkwił z nadzieją, że Rohin zmieni swoje zamiary.

Kolejne przesunięcie ciała i zagryzienie wargi by nie wydać jęku bólu. Odgłos ten pewnie nie spłoszyłby ptaka, jednak nie warto było ryzykować.

Przepiórka nachyliła się nieco i rozszerzyła minimalnie skrzydła.

Nie było nic dziwnego w jej stanie gotowości. Odległość była wystarczająca by rzucić się na napastnika z pazurami. Oraz dość bliska by Rohin mógł rzucić koszulę z ponad pięćdziesięcioprocentowym prawdopodobieństwem pochwycenia ptaka.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-05, 09:11   

Następna dłuższa chwila skupienia, następne chwile grozy i chwile strachu. Zbliżenie się w stronę jedynego jadła jakie Rohin mógł sobie tylko wymarzyć. Przepióreczka stoi nadal. Zrobiła tylko jeden mały ruch. Ten ruch jednak dał znak wojownikowi, że nadchodzi czas. Musiał to zrobić i wiedział, że mu się to uda...

"Teraz, albo nigdy" - zagrało w myślach człowieka. Zdawał sobie, że ten moment będzie najważniejszy w całym przedsięwzięciu. Był przygotowany do ruchu.

Złapał dokładniej koszulę i zrobił to. Szybkim i zwinnym ruchem spróbował zarzucić ją na zwierza. Koszulę ułożył tak jakby była ona zarówno tarczą jak i taranem. Chciał zapobiec dodatkowych obrażeń, a wiedział, że gdyby zwierze go zaatakowało, zwróciło by się to do niego i łatwiej byłoby mu ją uchwycić.

Wszystko zależało teraz od szczęścia i decyzji przepiórki....
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-05, 13:04   

Rohin uznał moment za odpowiedni do działania. Nie było co zwlekać. Teraz albo nigdy.

Koszula szybko poszybowała w kierunku zwierzęcia. Jakby na nieszczęście wraz z ruchem ramion ból znowu rozszedł się po ciele wojownika uniemożliwiając mu perfekcyjne wykonanie obmyślonego planu.

Zwierzę było przygotowane na skontrowanie gwałtownego ruchu ze strony napastnika by wraz z jego inicjatywą zacząć działać. Mimo tego co sądził Rohin, przepiórka nie zaatakowała go tylko wyprostowała gwałtownie skrzydła i machając skrzydłami uciekła w biegu piszcząc. Niesamowite, że zwierzę które jeszcze kilka chwil temu tkwiło nieruchomo niczym zabójca czekający na swój cel, stało się teraz tak ruchliwe i głośne.

Koszula ledwo zahaczyła o skrzydło ptaka by po chwili nieruchomo pozostać na miejscu gdzie wcześniej siedziała przepiórka.

Pochwycenie potencjalnego posiłku nie udało się Rohinowi. Chyba jednak trzeba będzie mu ubrać koszulę i poczekać na inną okazję.

Oby przyszła ona wystarczająco prędko.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-05, 13:29   

Jedyne co przychodziło na myśl do głowy to znane i lubiane wszechobecnie słowo "Kurwa". Przychodziło mu na myśl przez następne kilka chwil, aby później całkowicie go załamać...

Teraz człek uważał się za głupiego, nieelokwentnego, bezmyślnego, niemądrego, chamskiego, egoistycznego, pojebanego, a przede wszystkim głodnego. Jak można nie wykorzystać tak dobrej okazji do pożywienia się. I możliwe, że jedynej.

Rohin zaczynał powoli przyzwyczajać się do tego, że nic mu nie wychodzi. Nawet złapanie głupiego ptaka. Czuł się bardzo niedowartościowany. Czuł się jak łajdak.

Gdy skończył swoje wyżalania postanowił jednak coś zrobić. Jak już umierać, to może chociaż z krzty honoru by się należało. Choć człekowi wydawało się to już niewykonalne, wręcz nie możliwe.

Co sił w nogach, rękach i innych częściach ciała spróbował powstać. Nie zakładał jeszcze koszuli. Wierzył, że po spojrzeniu w lewo czy w prawo znów ujrzy przepióreczkę, która będzie tylko czekała na swego konsumenta.

Spróbował wstać i rozejrzeć się. Chciał sprawdzić gdzie owe zwierze uciekło. Jeżeli na tyle daleko, że nie możliwe jest jego złapanie, człekowi nie pozostało już nic innego jak próba brnięcia do horyzontalnego lasku. Ostatniej nadziei...
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-05, 22:31   

Podniesienie się na nogi sprawiło tym razem mało kłopotów. Można wręcz powiedzieć, że przyszło gładko jak na stan w którym znajdował się aktualnie wojownik. I o ile wcześniej męczył go stan fizyczny, teraz jednak całkowicie załamał się psychicznie. Faktycznie szczęście nie dopisywało Rohinowi.

Złej passy nie przerwało też rozglądanie się za przepiórką. Ta zniknęła w łanach żyta równie szybko co piski wydawane podczas ucieczki przed napastnikiem.

Większy pech mógłby przydarzyć się jedynie wtedy, gdyby ptak rzucił się na Rohina ze złowieszczym zamiarem wydziobania mu oczu. Co przypadkiem było by na tyle niespodziewanym, że bardowie pisali by fraszki o morderczej przepiórce, a magowie i alchemicy szukali w pobliskiej roślinności jakiś pierwiastków i składników które mogły wywoływać taką agresję u tych płochliwych zwierząt.

I tak Rohin stał na poboczu drogi między laskiem a polem żyta. Stał wypatrując gdzie między łanami uciekła jego kolacja, zostawiając wojownika rannego i wycieńczonego z koszulą leżącą na ziemi.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-06, 16:01   

- Chociaż wstać mogę o własnych siłach - mruknął do siebie pod nosem człek. Prawdę mówiąc wcale go to nie ucieszyło. Może tylko poprawiło jego morale, a jeżeli już to nieznacznie. Cóż teraz miał zrobić? Głód grał w brzuchu, zmęczenie sięgało granic. Rana coraz bardziej dawała się we znaki...

Czy są jakieś pozytywne aspekty tej niemądrej podróży? W sercu człeka grała jedynie lekka nuta nienawiści i spostrzeżenia co aktualnie dzieje się na świecie. Cała sytuacja w karczmie była jedynie wykazaniem, że człowiek zapomina o najważniejszych aspektach życia i propaguje te gorsze. Po prostu rzecz biorąc "schodzi na psy".

Bardzo z tego powodu ubolewał Rohin. Wiedział, że takim zachowaniem i takim sposobem myślenia Ci ludzie nic nie zwojują. Może co najwyżej następną walkę i następną osobę na sumieniu. Nie tylko oni. Wojownik nadal trzymał się myśli, że to przez niego zginął jeden z podróżników - Bael.

Możliwe, że w imię zemsty los zsyła mu taką sytuację. A jest ona nad wyraz ciężka. Zostało mu nic innego jak próba ucieczki w stronę lasu, gdyż jedynie tam miałby szansę schronienia, przetrwania. I tak zrobił! Co sił w nogach ruszył przed siebie.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-06, 16:15   

Zniechęcony porażką w próbie pochwycenia sobie posiłku Rohin odwrócił się powoli na pięcie by uciec do lasu.

Ucieczką nie można było tego nazwać, było to raczej powolne dreptanie między drzewami. Przynajmniej wojownik nie upadał już tak często, gdyż zmęczone ciało znajdowało podporę na przydrożnych bukach i klonach.

Rohin zmierzał dalej. Bez sił. Bez nadziei. Bez posiłku. Bez koszuli.

Lasek okazał się dużo większy niż wydawał się wcześniej, nim wojownik do niego wszedł. Światło słoneczne znikało powoli między gałęźmi i liśćmi, tak samo jak jego źródło - ognisty krąg zatapiał się w łanach zboża pozostawionych za plecami wojownika.

Oby poparzył tę pieprzoną przepiórkę.

Po kilkunastu minutach Rohin zauważył po lewej stronie drogi krzewy ze znanymi mu owocami.

Jeżyny.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-06, 16:36   

Rohin męcząc się tą "wycieczką" w stronę lasu chciał od czasu do czasu zanucić sobie " Ach jak przyjemnie...", albo inną piosnkę w celu pokrzepienia swych sił. Niestety był zbyt męczony by cokolwiek z siebie wydusić, a i taka piosenka trochę siły zabiera, a jej człek posiadał zbyt mało. A głód uporczywie się nasilał.

Ucieszyło go to, że jednak udało mu się dobrnąć do lasu. I nie upadał tak często. Nadal jednak zamartwiał się ucieczką pysznego obiadu.

I znów napotkało człowieka szczęście w nieszczęściu. Jeżyny. Owoc, na który człek nie będzie musiał się szykować. Nie będzie musiał czatować z koszulą. Nie będzie musiał gdakać, psiakać i wydawać innych dźwięków. Nie ucieknie mu on, ani nie sprawi, żadnych problemów i kłopotów. Spokojnie zostanie w miejscu i poczeka na swego konsumenta.

Człek z lekkim uśmiechem na twarzy ruszył w stronę krzewu, jak w stronę karczmy z darmowym posiłkiem. Dodatkowo rozglądał się, czy aby nie spotka go jeszcze większe szczęście w stylu strumyka z czystą wodą, albo następnej przepiórki. Choć o niej prawdę mówiąc chciał jak najszybciej zapomnieć.

Gdy dobrnął do krzewu z owocami westchnął i zaczął pojedynczo zrywać co lepszy okaz i zajadać się nim. "Lepsze to niż nic" - przychodziło mu na myśl. A owocem próbował delektować się jak najlepiej.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-07, 01:10   

Rozglądanie się po lasku nie przyniosło wojownikowi niczego konkretnego. Nie było żadnej zwierzyny, ani źródła wody - strumyczka, jeziorka, potoczka, bajorka czy nawet kałuży. Wobec tego pozostawało podejść do upatrzonych wcześniej krzaczków.

Zaspokojenie głodu kilkunastoma owocami jeżyn było niczym rzucanie grochem o ścianę. I nie chodzi tutaj o odgłos który dało się słyszeć gdy jeżyny wpadały do żołądka Rohina, ale o to, że gdy kilka owoców przypomniało organizmowi wojownika o konieczności pożywiania się. Gdy krzaczek jeżyn opustoszał z ciemnych owoców, głód nie ustąpił a nasilił się. Nie było to na rękę człowiekowi gdyż krzaczek obok zawierał dwa razy mniej owoców, a trzeciego jak i kolejnych nie było w pobliżu widać.

Plusem owocowej przekąski było orzeźwienie w suchych ustach, gdzie smak jeżyn był pierwszym od dłuższego czasu smakiem niebędącym krwią, którą wojownik od czasu do czasu pluł.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-07, 14:55   

Chwila nieuwagi lub po prostu chwila łakomstwa i krzew z jedynym pożywieniem na jaki w tej chwili zdany był człek został ogołocony. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Rohin nie odczuł wcale, poprawienia stanu żołądkowego, nader wszystko stan się jeszcze pogorszył...

Wojownik nadal zgnębiony i niepocieszony zastanawiał się co dalej począć. Dopiero teraz zauważył, że zapomniał zabrać swojej koszuli, co sprawiło, że jeszcze bardziej poczuł się jak nieudacznik.

- Na co mnie los skazał? - westchnął pod nosem w nadziei, że usłyszy go jakiś człowiek, który pomoże mu podnieść się z takiej sytuacji. Możliwe, że podczas owego westchnięcia całkowicie zapomniał gdzie się znajduje.

Las. Ogołocony krzew nadal był jednym miejscem, na które spoglądał człek. Miał ciche nadzieje, że upatrzy gdzieniegdzie jakiś owoc. Jeżeli zdał już sobie sprawę, że drzewo jest puste postanowił ruszyć dalej.

- Ani strumyka, ani zwierza, nawet cholernych jeżyn zabrakło - rzekł donośniejszym głosem, po czym zwrócił się w stronę ścieżki. Próbował ujść kawałek. Miał nadzieję, że dalej ujrzy coś co go ucieszy. Niebezpieczeństwa się nie obawiał - trwał w nim cały czas.

Całą czas rozglądał się pieczałowicie...
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-07, 19:06   

Rohin szedł dalej rozglądając się uważnie na boki. Kroki stawiał pewnie mimo bólu, który rozchodził się od stóp wzwyż, gdy te tylko dotykały podłoża.

Po kilkunastu minutach marszu zauważył że nastąpił już wieczór. Za gałęziami i konarami rozpierającymi się nad jego głową znajdowała się szarawa przestrzeń. Nie minie godzina a niebo stanie się czarne niczym węgiel ukazując piękno nocy.

Las którym szedł nie był imponujący. Ot kilka liściastych drzew, w większości buków. Runo leśne gdzieniegdzie ozdobione różnorakimi krzaczkami. Niestety tylko jeżyny były znane wojownikowi jako jadalne, i oto znowu po lewej stronie pojawił się kolejny krzaczek tych słodkich owoców leśnych.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-07, 19:40   

Ból rozprzestrzeniał się wzdłuż ciała coraz bardziej to fakt. Ale im dłużej Rohin go znosił tym coraz bardziej się do niego przyzwyczajał. Można rzec hartował.

Ściemniało się. Człek wędrował dalej w nieznane, aż do następnego krzewu ubranego w jeżyny. Mały uśmieszek na twarzy zawitał, ale Rohin doskolane wiedział, że tym żołądka nie napełni. Co najwyżej zaspokoi go na kilka chwil. Ale cóż, zrobić...

- "Lepsze to niż nic" - westchnął w myślach i konsumował coraz to następny owoc. Skoro nadchodziła noc Rohin musiałby pomyśleć o jakimś ogniu. Przewidywał, że po pierwsze nie wiedziałby jak go rozpalić, a po drugie nie miałby czym...
Chociaż chrust może gdzieś by się znalazł.

Człek jednak ku przeciwnościom zaraz po zjedzeniu kilkunastu jeżyn ruszył dalej. Nie jadł ich więcej gdyż wiedział, co się stało kiedy za młodu przesadził z ilością skonsumowanych owoców, co skończyło się długotrwałą chorobą.

Ruszył dalej. Tym razem rozglądał się za czymś co pozwoliłoby mu rozpalić ogień, a tym samym zapewnić milszą noc. Przede wszystkim rozglądał się za krzemieniami lub innymi przedmiotami z których pomocą zdołałby rozniecić iskrę.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-07, 19:50   

Szukanie materiałów na ognisko nie było bardzo trudne. Zwłaszcza, że nie wyglądało by padało wciągu ostatnich dwóch dni. Las pełen był suchych gałęzi i gałązek, które idealnie nadawały się do rozpalenia ognia. Rohin pozbierał ich wystarczającą ilość.

Gorzej było z krzemieniem. W coraz ciemniejszym lasku ciężko było o odróżnienie kamienia od szyszki a co dopiero znalezienie takiego materiału który zapewniłby wojownikowi iskrę.

Rohinowi przypomniało się że widział kilka pojedynków gdzie aż się iskrzyło między mieczami. No ale nie ukrywajmy, miecz wojownik miał jeden i to jakości marnej. Do tego stan w jakim się znajdował wykluczał wszelakie gwałtowne ruchy.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2008-04-07, 20:06   

Człek spodziewał się, że materiał na ogień, a raczej jego znalezienie nie sprawi większych problemów. Problemem teraz będzie tylko rozpalenie ognia. Człek sprawdził dokładnie każde miejsce w celu poszukiwania krzemienia, ale powoli tracił nadzieję. Z rozpalenia jednak nie rezygnował.

Na początek Rohin spróbował znaleźć odpowiednie miejsce na rozpalenie ognia i przygotować chrust. Podszedł w stronę pierwszego drzewa którego gałęzie były wystarczająco wysoko nad ziemią, aby ogień ich nie mógł dosięgnąć. Około dwóch metrów od pnia spróbował wysypać piaskiem okrąg, który miał na celu trzymać ogień. Właśnie do tego okręgu naznosił chrustu.

Teraz został tylko fakt rozpalenia ognia. Człek z początku spróbował starodawnego sposobu tj. zebrał suchą trawę, której zapewne w okół nie brakowało po czym rozłożył ją na gałązkach, nastpępnie wziął jak najsuchszy kijek i w sposób kręcenia go bardzo szybko próbował rozpalić trawę.

Spodziewał się, że ten sposób może nie zadziałać, ale w tej chwili nie miał innych lepszych pomysłów.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-07, 20:21   

Próba obsypania okręgu piaskiem miała jedną poważną wadę. Nie było wokół piasku. Mimo tego Rohin zabrał się za rozpalenie ognia.

Najsuchszy kijek również nie spełniał oczekiwań wojownika. Był po prostu pokrzywiony niczym kręgosłup osoby staranowanej przez stado spłoszonych koni. Drugi z kolei był kształtu bardziej zadowalającego dzięki czemu Rohin mógł zabrać się za rozpalenie ognia wymyśloną przez siebie metodą.

Wprawienie kijka w szybkie obroty było jednak niemożliwe dla kogoś w takim stanie. Zmęczenie i obrażenia dały o sobie znać. Kijek kilka razy wypadł z rąk wojownika, a i dłoniom ciężko było nabrać odpowiedniej szybkości.

Metoda ta mogła się udać, jednak nie człowiekowi w takim stanie.

Kiedy wojownik miał zamiar wymyślić inny sposób na rozpalenie ognia usłyszał drobny hałas, przebijający się przez szumiące drzewa i pierwsze pohukiwania sów. Natychmiast obejrzał się za siebie by zauważyć łagodne źródło światła powoli zbliżające się od północnej strony lasku. Z tamtąd również dreptał tutaj Rohin.

Odległość nie była jednak wystarczająca by mógł stwierdzić co się zbliża. Była natomiast odpowiednia by zareagować nim okaże się skąd dochodzi światło.
_________________
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group