Rudzielec nie był zaskoczony ruchem Brema, w końcu znał jego tajemnicę. Brimmigar, gdyby tylko chciał mógłby dać o wiele większy pokaz mocy niż dwie flaszeczki. Dla Dalina jednak to wystarczyło by wierzyć. Toast Farfina zawstydził krasnoluda. Czuł się jakby cały poczerwieniał od czubka głowy aż po koniuszki palców u stóp. Dopiero teraz zrozumiał jak wiele traci krocząc ścieżką zemsty. Pogrążony w mrokach własnej nienawiści nie dane mu będzie żyć pośród przyjaciół. Nie żałował jednak, są sprawy dla których należy się bezwzględnie poświęcać. Złożył już tak wiele przysiąg, a nie zwykł kłaść słów na wiatr. Droga którą wybrał to droga samotnika. Jest mścicielem nic tego nie zmieni. Łzy popłynęły z oczu wojownika i nawet nie próbował ich powstrzymywać. Odczekał aż wszyscy wypili jego zdrowie, po czym opróżnił swoją szklanicę.
- Kurwa nie wiem co powiedzieć! Zrobiliście dla mnie tak wiele. Gdy tu przybyłem byłem nikim! Marnym skazańcem, a teraz... - Rozłożył ręce. - Mam przyjaciół, a to jest cenniejsze niż całe złoto tego świata. Nawet ta spaniała broń jest niczym wobec wsparcia jakiego od was otrzymałem. Od czasu śmierci mojego szwagra i żony, nikt nie był mi tak bliski. Ach gdyby moje życie inaczej by się potoczyło z chęcią zostałbym tu z wami. Branda na pewno by was polubiła... - Otarł ręką łzy z oczy, gdyż powoli zaczynał tracić ostrość widzenia. - Tego kurwa Brend polej jeszcze. - Wzniósł napełnioną szklanice wysoko ponad głowę. - Wasze zdrowie! Wspaniałych, godnych towarzyszy! To był zaszczyt przebywać wśród tak zacnych krasnoludów i elfów!
Rzekłszy opróżnił szklanicę i złożył zgromadzonym głęboki ukłon.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Dalin podjął wybór. Trudny, jak się okazało, zmuszający go do pozostawienia przyjaciół i arkadii w której żyją, na rzecz dopełnienia zemsty i uregulowania rachunków w "dawnym" świecie. Nie żałował tego, mimo wszystkiego. Napitek poszybował do góry, wprost do gardeł krasnoludów. Berserker wypił już tego dnia dużo alkoholu, jednak wciąż pozostawał trzeźwy jak niemowlę.
- Nigdy nie byłeś nikim - sprostował Farfin. - Mimo obdarcia fizycznego, zachowałeś honor i wolę wojownika. A o to właśnie chodzi. By pomimo ciężkich warunków wciąż pozostać trwałym w wierze w siebie. Ty tego dokonałeś. W końcu sam zdecydowałeś się na odejście z Wyspy.
Berm podrapał się w tył głowy, słysząc polecenie Dalina. W końcu zreflektował się, że chodziło mu o niego i że krasnolud musiał się najnormalniej przejęzyczyć z emocji, czy tez z powodu alkoholu, który miewa zdolności rozwiązywania języka, jak i zwijania go z powrotem w kłębuszek. Polał więc wszystkim raz jeszcze, po czym odłożył opróżnioną już butelkę na bok.
Toast wzniesiony przez wojownika zwieńczył wymianę wzajemnych mirów. Pożegnał się z każdym, z kim miał okazję nawiązać kontakt. A szczególnie z kowalem, z którym to przez kilka tygodni ciężkiej, katorżniczej wręcz pracy zdołał nawiązać solidną więź. Ucznia z mistrzem, ale też zwykłą, przyjacielską. Zwykłą, ale jakże niecodzienną, wyjątkową.
Ach, gdyby tylko Brimmigar miał wyczucie dramatyzmu Dalin na oczach przyjaciół zniknął by w magicznej mgle. Cóż jednak bóg hulanek nie miał kaprysu by tak czynić, a stosowna chwila minęła i czar prysł. Dalin zapamiętał głęboko w sercu słowa, wiele dla niego znaczyły. Jedyne co pozostało wojownikowi to honor i należało go bronić. Ze wszystkich sił. Nawet za cenę śmierci.
- Na mnie już czas! Zegnajcie!
Odrzekł i poszedł do stołu odłożyć szklanice. Ruszył do wyjścia, a gdy stanął na progu odwrócił się by po raz ostatni spojrzeć na przyjaciół. Symbolicznie pomachał im na pożegnanie, po czym wyszedł. Nie wiedział właściwie co ma teraz robić. Ruszył przed siebie bez celu intensywnie myśląc. Podczas rozmowy z bogiem zasugerował, że powinno się to odbyć tak samo jak przybycie tyle, że... w drugą stronę. Że też musi sobie łamać głowę takimi sprawami. Kurwa! Jakby nie mógł dostać dokładnych wytycznych. Po minięciu paru uliczek krasnoluda olśniło. Wykoncypował, że powinien udać się do miejsca w którym po raz pierwszy się pojawił. Tak jak sobie uradził i tak też zrobił.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Brimmigar najwidoczniej nie chciał, by postać Dalina zniknęła nagle, w oparach nieprzebytej mgły. Może wolał, by wszystko było takie normalne, krasnoludzkie? Tak, jak sam sobą reprezentuje zwykłą, podręcznikową wręcz osobistość w przeciwieństwie do lwiej części rzeszy boskich reprezentantów, którzy brzydzili się takimi zabiegami, tak też i moment "odejścia" musiał być zaplanowany jako naturalny, bez zbędnych fanaberii.
Szklanica wojownika powędrowała na blat. Gdy tylko odwrócił się by odejść, ktoś złapał go za ramię. Berm.
- Weź jeszcze to - rzekł, wręczając Dalinowi półlitrową butelkę z ciemnego szkła, solidnie zakorkowaną. - Przypomniała mi się nasza rozmowa o tym elfie, co z wami pił, a raczej nie pił wcale. Jakbyś miał się kiedyś z nim spotkać, poczęstuj go tym trunkiem, samemu nie szczędząc sobie kolejki. Jeśli bogowie dopiszą, wasze drogi jeszcze się przetną, wtedy przypomnij mu pierwszą, niepisaną karczemną zasadę!
Klepnął raz jeszcze berserkera w plecy. Ten poszedł, przystając dopiero na progu. Otworzył drzwi, ciągnąc je do siebie. Wtedy też odwrócił się do swoich przyjaciół, którzy stali za nim, wciąż się w niego wpatrując. Pomachał im. Następnie wystawił nogę do przodu i ruszył, symultanicznie z procesem odwracania. Głową powracał niechętnie, powoli. Zbyt powoli. Nagle potknął się i coś uderzyło go w twarz. A właściwie to on twarzą na coś wleciał. Na coś ciemnego, brudnego. Była to obdrapana ściana, skądinąd znana mu już. Bardzo znana. Bardzo ciemna. Rozejrzał się. Obok stało łóżko. Łóżko wielkości karlego goblina, nie pokaźnego krasnoluda. Gdzieś przy nim plasowało się krzesło, które również musiało zostać przystosowane do wymogów zielonych poczwar, patrząc na mizerną konstrukcję, gotową do zarwania się ilekroć ktoś większy posadzi na niej tyłek. To było wszystko. Wszystko w bardzo ścieśnionej... spiżarce? Nie, nawet najmniejsza ze wszystkich spiżarek byłaby przynajmniej pięć razy większa, aniżeli pokój, w którym znalazł się Dalin. Czyżby to był...
Nie, niemożliwe.
Obrócił się za siebie. Drzwi jako jedyne stały na swoim miejscu. Rozwarte, jednak i one zmieniły się w topornie zbitą instalację spróchniałych desek. Zza nich dochodziły rubaszne śmiechy i zawołania. A jeszcze przed chwilą widać było garść życzliwych, przyjaznych osób, stojących wspólnie, wpatrując się w opuszczającego ich krasnoluda.
Powrócił. Tak nagle, bez zapowiedzi odszedł z Wyspy Bogów i powrócił na plan materialny Sorii. Pozostały tylko wspomnienia, doświadczenie i ciężar na plecach poświadczały, że podróż ta nie była czystą mistyfikacją zmęczonego umysłu krasnoludzkiego więźnia. Było to coś więcej.
A pierwszy punkt na liście sprawunków do załatwienia został właśnie odhaczony.
Dalin w toku swego szkolenia uczy się następujących rzeczy:
Atrybut: Zręczność + 1
Współczynnik: Obrona Poziom 4
Współczynnik: Inicjatywa Poziom 4
Zwarcie Poziom 1
Wykształcenie: Broń współczesna
Wiedza: Broń współczesna Poziom 1
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum