Wysłany: 2026-09-02, 19:35 Na pograniczu światów - akt VI
Na pograniczu światów – akt VI
Kroniki Eleasa, Folletrisa i Silvii
8 dzień Arros. Poranek.
Był to zaskakująco chłodny dzień. Chmury snuły się gęsto po niebie, a wiatr dął od strony jeziora Erx. Nie pomagał również chłód bijący z ziemi, dając się we znaki o poranku, zaraz po przebudzeniu. Ani wizja tego, że na ten dzień wypadnie pełnia księżyca.
Wszystkie te nieprzyjemności były jednak małostkowe, nieważne, wręcz śmieszne. Dotrwali wszak do kolejnego dnia. W tym zapomnianym przez świat miejscu, między gęstymi bagnami a dzikimi górami. Dla Eleasa, Folletrisa oraz Silvii ta noc była spokojna, która mimo swoich warunków pozwoliła na zaskakująco solidny odpoczynek. Misja wyśledzenia i zabicia Evrona "Miastowego" Eviatarssonna zakończyła się sukcesem. On i jego spaczeni zausznicy zostali wybici, a w drodze powrotnej nie napotkali na żadne niebezpieczne stworzenie, oddział zwiadowczy Caerwyna Variella, ani krasnoludzkich niedobitków, domagających się zemsty za śmierć ich przywódcy.
Nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Poranek był spokojny. Zaskakująco spokojny… przynajmniej jeśli chodziło o tę okolicę. Wszak poprzedniego dnia działo się, ale po drugiej stronie rzeki płynącej od Grudic aż do jeziora Erx. Choć było to daleko, to dało się zauważyć, że była to wioska. Która stała w płomieniach.
Teraz jednak, w ten pochmurny i wilgotny dzień, nie widać było śladu po wczorajszych wydarzeniach. Za bardzo już oddalili się na zachód. Zamiast tego na południe widać było zarysy wioski Grudice. Gród na wzgórzu stał pewnie, tak jak do tej pory, niewzruszony na pożar, który miał miejsce wcale nie tak daleko od niego.
Pozostało kilka świec drogi, by powrócić do namiastki cywilizacji. Wystarczyło tylko zejść ze wzgórz i przeprawić się przez bagna.
Oraz zwinąć prowizoryczny obóz. Trójka naszych śmiałków siedziała przy sobie i kończyła poranny posiłek. Obładowani łupami, sukcesami i ranami, wracali w kierunku Grudic. Czy może raczej: w kierunku Meyera "Niezłomnego" Omerssonna i jego popleczników, których to ostatnio widzieli w Starej Wieży.
Można by pomyśleć: niesamowicie kuriozalna sytuacja, że dla tego elfa oraz dwóch półelfów to właśnie krasnolud będzie ich najbliższym sprzymierzeńcem. Cóż, los czasami potrafi płatać niesamowite figle. A obecnie cała ta trójka zdecydowanie nie jest w sytuacji, by mogła pozwolić sobie na przebieranie w sojusznikach.
Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Friedrich Nietzsche
Wspomnienia Eleasa
Na pograniczu światów – akt V
8 dzień Arros
W pochmurny chłodny dzień trójka wygnańców zwijała swoje obozowisko na bagniskach. Przez przewrotny los elf Eleas, półelfka Sylvia i człowiek z domieszką krwi starszej rasy Paweł nie pasowali do porządku panującego w Erxen. Zdani na siebie musieli przemykać między tym co znane cywilizacji, a tym co nieodkryte w odmętach dziczy. Wiele ostatnio się wydarzyło. Paweł i Eleas trafili do niewoli Variella i tylko dzięki pomocy rezolutnej dziewoi udało im się zbiec. Nie mieli jednak czasu na wytchnienie - musieli podjąć pościg za zbiegłym Evronem przywódcą krasnoludzkich apostatów. Po ciężkim starciu w końcu wymierzyli sprawiedliwość, a decydujący cios zadała Sylvia tym samym mszcząc bestialsko zabitą matkę. Znaleźli chwilę spokoju w odmętach bagnistych rozlewisk rzeki Sivej, jednak stan ten nie mógł trwać zbyt długo. Tego dnia przypadała pełnia.
Eleas starannie zacierał ślady ich bytności, rozmyślając o porannej rozmowie. Wschodzący tego wieczoru księżyc niepokoił całą drużynę. Ich niepozorna z wyglądu towarzyszka skrywała straszliwą tajemnicę. Sylvia od urodzenia naznaczona była klątwą wilkołactwa. Dzięki wrodzonej silnej woli kobieta potrafiła zapanować nad wilczą naturą i swobodnie przechodzić między ludzką, a zwierzęcą formą. Jej ponadnaturalne zdolności nieraz bardzo im pomogły podczas ich przygód - przyznał w myślach elf, zaskoczony, jak łatwo i swobodnie przychodziło jej działać w różnych postaciach. Wciąż jednak łowcy ciężko było przywyknąć to tych przemian, ale z każdym dniem stawało się to bardziej naturalne i niepokój obcowania z czymś nienaturalnym stopniowo zanikał. Prawdziwą jednak dla nich próbą miała być pełnia. W blasku miesiąca zew dziczy był najsilniejszy i według podań wtedy w wilkołaki wstępuje morderczy szał. Sama Sylvia obawiała się księżyca w pełni. Jej matka od maleńkości uczyła ją, by unikała wtedy ludzkich osad i zaszywała się głęboko w lesie. Tylko raz jej tylko zdarzyło zabić kogoś w tym trudnym czasie, gdy nieostrożny wędrowiec natknął się na nią. Historia zmroziła krew w żyłach elfa. Musieli coś zaradzić. Uradzili, by ruszyć w głąb bagna, aby zminimalizować ryzyko spotkania kogoś postronnego. Paweł zasugerował, by dodatkowo skrępować dziewczynę przed przemianą dla bezpieczeństwa. Półelfka zdecydowanie odmówiła tak radykalnego rozwiązania - wolała zachować swobodę na wypadek, gdyby pojawiło się zagrożenie. Zmartwieni mężczyźni zdecydowali, że odnajdą wysokie drzewo, na którym spędzą noc.
Tego ranka wygnańcy po omówieniu najważniej kwestii, przeszli do dyskusji co czynić dalej. Przede wszystkim należało poinformować Szare Kaptury, że los buntownika i odszczepieńcy został przypieczętowany żelazem. Początkowo Eleas optował, by od razu udać się do Skråningen, gdzie zapewne przebywał mehr Meyer. Droga do górskiej osady krasnoludów biegła przez bagniska, co czyniło ją niezwykle trudną i niebezpieczną. Towarzysze przekonali elfa, że lepiej wrócić do Grudic. W złupionej przez Evrona wiosce wciąż mogły jeszcze stacjonować siły lojalnych krasnoludów, a dotarcie tam wymagało tylko przekroczenia rzeki Sivej co na tym odcinku nie było zbyt trudne. Co zaś tyczyło się przyszłości dziewczyny, przyznała sama, że w Grudicach trzymała się jedynie na wzgląd na matkę. Teraz po napaści odmieńców nie miała już po co wracać do wioski. Wyznała, że od maleńkości zawsze czuła się obca przez swoją klątwę niezależnie czy pośród ludzi, czy wilków Po raz pierwszy ktoś poza matką wiedział o jej przypadłości i co ważniejsze zaakceptował to. Kobieta była im za to wdzięczna chciała dalej z nimi podróżować i pomagać im, mimo że byli poszukiwani. Mówiła wręcz, że razem mogą stworzyć nową watahę. Eleas polubił półelfkę łączyło ich wiele: szacunek i przywiązanie do natury, wyznawanie podobnych wartości, ale przede wszystkim w tym krótkim czasie ratowali sobie nawzajem życia. Warto mieć taką towarzyszkę i przyjaciółkę, na której można polegać. Elf jako wygnaniec oraz sierota wojenna rozumiał jej samotność i potrzeba znalezienia domu. Postanowił w duchu, że zabierze ją do sekretnej kongregacji Drzewa Życia, tam mogła odnaleźć upragniony dom pośród innych wyrzutków. Wierzył, że zżerca przychyli się do jego prośby i pozwoli jej dołączyć do konfraterni. Na razie jednak musiał swoje plany zachować w sekrecie, bowiem wiązała go przysięga zachowania tajemnicy. Sylvia zastanawiała się czy nie rozpocząć poszukiwań ojca, ale nawet nie wiedziała, jak zacząć. Snucie dalszych planów nie miało na razie sensu, bowiem zależało to w dużej mierze od tego co zastaną w Grudicach. Paweł rzucił jeszcze pomysł, by rozpuścić plotkę o ich rzekomej śmierci. Łowca wątpił w jej skuteczność tego pomysłu. Sylvia podchwyciła temat sugerując, by znaleźć podobnych im postury ludzkie ciała i ucharakteryzować na ich. Elf żachnął się wtedy, że nie chce mieć więcej krwi na rękach nawet jeśli ma to zmylić pościg za nimi. Towarzysze uświadomili mu, że to jego pierwszą myślą było zabicie kogoś, podczas szalejącej wojny domowej nietrudno trupy na gościńcach. Plan wykorzystania zwłok sam w sobie był makabryczny, ale łowcę przeraził fakt z jaką łatwością przyszło mu już rozważać zamordowanie kogoś. Stawał się coraz bardziej bezwzględny i okrutny, czy to efekt klątwy, która toczy go od środka. To raczy wiedzieć sam Astarion?
Drużynę niepokoił również widoki z prawego brzegu rzeki. W nocy dało się dostrzec łunę pożaru, a ranem wciąż unosiły się dymy. Na ziemiach dawnego pana Eleasa działo się coś złego. Sądzili, że po pokonaniu odszczepieńców Evrona zapanuje spokój na tych ziemiach. Mylili się. Podejrzewali, że tym razem to pokłosia wojny domowej. Elfa bardzo to zaniepokoiło, dalej na południe był jego dawny dom. Martwił się o siostrę i jej nową rodzinę, jednak jako banicie nie będzie mu dane ich już spotkać. Troska jednak pozostała. Dodatkowo niepokoiła kolejna wieszcza wizja Sylvi. Kobieta w swoich snach ujrzała armię wymaszerowującą z miasta nad wodą. Ponad sto elfów i ludzi zakutych w zbroje i uzbrojonych w włócznie, kusze i miecze. Na sztandarach mieli znak czarnego okręgu na białym polu oraz palenisko wpisane w brązowym trójkąt, nad którym górowała gwiazda w niebieskim tle. Pierwszy z proporców Paweł i Eleas doskonale znali, należał do Zakonu Wiecznej Walki, który ściągał ich za różne przewiny. Drugi pozostawał zagadką. Obecność tak dużych sił zakonu budziła ich niepokój, zwłaszcza, że nie znali ich celu. Nie mogli wykluczyć, że zakon opowiedział się po któreś ze stron w wojnie domowej albo była to odpowiedź na marsz apostatów Evrona. Łowca obawiał się, że mogli obrać za cel Drzewo Życia. Wtedy wszyscy z kongregacji byliby zagrożeni, w tym jego umiłowana Shea. Trwoga znów ścisnęła serce elfa. Muszą jak najszybciej zorientować się w sytuacji i opuścić bagno, ale najpierw trzeba przetrwać nadchodzącą pełnię.
W końcu skończyli przygotowania do wymarszu. Zwinęli posłania i namioty, zakopali popioły po ognisku oraz resztki z posiłków. Elf dodatkowo zatarł gałęziami ślady ich bytności, po czym wszyscy udali się w głąb bagien, by gdy nadejdzie pełnia, znaleźć się jak najdalej od cywilizacji.
***
W złowróżbnym blasku księżyca Eleas siedział na szczytowej gałęzi wysokiego drzewa opleciony ciasno linami. Elf nie dowierzał własnym oczom. Ta noc wydała się tak surrealistyczna. Zgodnie z planem po dniu wędrówki, zrobili obozowisko w dziczy przy wysokim drzewie. Nim nastał wieczór mężczyźni wspięli się na drzewo i przywiązali do gałęzi. Na dole Sylvia rozebrała się i nerwowo oczekiwała pełni. Wyzbyła się ubrań, gdyż przemiana z pewnością by je zniszczyła. Dziewczyna młoda i piękna swym nagim ciałem rozpalała zmysły. Ze względu na jej dwoistą naturę ich oczy miały wiele okazji ujrzeć jej wdzięki w pełnej krasie i przywyknąć do nich. Elf starał się je ignorować, mimo że jego ciało reagowało na nie instynktownie, to jego serce należało do Shea i pragnął być jej wierny. Paweł z kolei poddawał się naturalnym popędom i czynił różne awanse do dziewczyny, jak dotąd nieskuteczne. Mimo podniecających widoków tego wieczora w powietrzu unosiło się napięcie. Jak tylko pierwsze promienie księżyca oplotły ciało Sylvi jej ciałem wstrząsnął dreszcz i zawyła potępieńczo. W jednej chwili w groteskowej przemianie jej ciało wykręciło się nienaturalnie i porosło futrem. Ręce i nogi przekształciły się w łapy, a twarz się wydłużyła stając się pyskiem. Miejsce dziewczyny zajęła wilczyca. Transformacja z jednej strony była przerażająca, a z drugiej fascynująca. Jedyne co nie pasowało do obrazu wilka, były oczy niezmienione pełne inteligencji i takie same jak półelfki. Ku ich zdumieniu wilczyca nie warczała agresywnie ani nie szalała po okolicy, wbrew ludowym podaniom o krwiożerczych wilkołakach. Usiadła pod drzewem i zaciekawiona patrzyła w górę prosto na nich. Wyglądało na to, że Sylvi udało się zapanować nad zewem pełni. To było niezwykłe i cudowne zarazem. Paweł wbrew rozsądkowi i radom towarzysza zszedł z bezpiecznej korony drzewa. Wilczyca pozostała spokojna i nie rzuciła mu się do gardła. Eleas z jednej strony podziwiał, z drugiej przeklinał bezmyślną brawurę towarzysza. Nawet widząc dowody na brak zagrożenia ze strony wilkołaka, nie potrafił się zdobyć na odwagę, by zejść z drzewa. Zdjęty paraliżującym strachem trwał wtulony w pień drzewa w jego koronie. Nie mieli wszak pewności czy Sylvia oprze się zewowi księżyca przez całą noc i czy nagle nie rzuci się w szale na Pawła. Z niepokojem obserwował co się dzieje na dole w blasku miesiąca. Znudzony człowiek odwrócił się plecami do wilczycy i zaczął dźgać drzewo sztyletem, chyba próbując użyć jego magicznych właściwości. ‘Niefrasobliwość Pawła kiedyś będzie jego zgubą.’ - pomyślał zszokowany łowca trwając na drzewie. Mijały godziny, a Sylvia wciąż panowała nad sobą. W końcu zmęczony elf zapadł w niespokojny sen przywiązany do gałęzi w koronie drzewa.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Poranek należał do spokojnych. Wiatr znad jeziora przegnał większość chmur z nieboskłonu. Łowca ostrożnie zszedł z drzewa, unikając spojrzeń towarzyszy zawstydzony swoim wczorajszym tchórzostwem. Wygnańcy spożyli racje zdobyte wczoraj naprędce podczas wędrówki, po czym szybko zwinęli obozowisko i zatarli ślady po swojej bytności. Czas nieubłaganie gonił, musieli ruszać dalej. Ruszyli przez bagniska w stronę rzeki. Eleas i Sylvia przy pomocy kijów wyznaczali drogę przez mokradła, a nienawykły do dzikich ostępów Paweł dreptał za nimi zdecydowanie wolniej. Będąc na szpicy ta dwójka miała okazję porozmawiać. Elf zakłopotany przeprosił dziewczynę, że pozostał na drzewie, pomimo, że zapanowała nad klątwą. Ku jego zdziwieniu nie miała mu tego za złe - nawet stwierdziła, że każdy rozważny człowiek by tak uczynił. Rozmowa przeszła na naturę ich przekleństw. Mężczyzna powoli ulegał przeistoczeniu w krwawego elfa - istotę, która pod wpływem bólu z wyrastających spod skóry cierni przestawała naturalnie odczuwać emocje. Ponad wszystko bał się przeistoczenia i utraty siebie, dlatego tak rozpaczliwie szukał sposobu jej odwrócenie. Półelfka miała zgoła odmienne podeście. Urodziła się ze swoją klątwą i traktowało ją jako cześć siebie, ani przez moment nie przeszło jej przez myśl by próbować ją z siebie ściągnąć mimo problemów, jakie ze sobą nastręczała. Takie podejście kompletnie zaskoczyło Eleasa, klątwę zawsze traktował jak coś obcego co wisi nad nim jak fatum. Tak bardzo lękał się tego czym może się stać, że nigdy nie brał pod uwagę próby pogodzenia się z przemianą. To spojrzenie pozwalało na świeżo spojrzeć na sprawę. Jeśli nie zdoła odwrócić biegu klątwy, będzie musiał ją w końcu zaakceptować. Puki jednak miał siły i sposobność to będzie dalej walczył o zachowanie siebie. Kobieta wyznała również, że wszystko co wiedziała o klątwie wilkołactwa poznała od swojej matki. Nauczyła ją jak postępować by zminimalizować ryzyko odkrycia jej prawdziwej natury przez postronnych, a także podstaw zielarstwa oraz wpoiła jej wiedze na temat duchów lasu. Matka Sylvi z pewnością nie była zwykłą chłopką. Na rozmowach mijał im czas podczas marszu.
Koło południa przekroczyli rzekę, na szczęście na tym odcinku była dosyć płytka i szeroka, więc bez trudu pokonali ją pieszo, nawet zbytnio przy tym nie zamakając. Kierowali się na południe w stronę wioski, gdy niespodziewanie Eleas dostrzegł coś swoimi czułymi elfimi oczami. Znalazł stary trop w bagnisku, który z pewnością zwykły wzrok miałby trudności wyłapać. Ziemia była wgnieciona jakby leżało tam ciało, a wokół było sporo śladów bosych stóp. Postanowili zatrzymać się i to zbadać. Sylvia z pomocą swojego wilczego węchu ustaliła, że grupa z pewnością skierowała się na Grudice, co też potwierdzał zwrot śladów stóp. Paweł zaś, z pomocą magicznego sztyletu, wywołał wizje minionych wydarzeń. Człowiek ujrzał w nich grupę chłopów wyciągającą z bagna ciało, które było okropnie pokaleczone. Nieszczęśnik miał liczne rany kute i sieczne na plecach. Z pewnością był to efekt łupieżczego rajdu Evrona, okoliczne ziemie jeszcze długo będą nosić blizny po ataku zmutowanych krasnoludów. Niewiele mogli już z tym zrobić. Pewne pocieszenie dawał im fakt, że armia odszczepieńców została rozbita, a ich przywódcę dosięgła sprawiedliwość z ich rąk. W milczeniu ruszyli dalej.
W końcu dotarli na obrzeża wioski, którą przez chwilę obserwowali z ukrycia. Pośród zgliszczy kręcili się chłopi, porządkując rozgardiasz i ratując co się dało. Nigdzie nie dostrzegli zaprzyjaźnionych krasnoludów, za to grupa ludzkich konnych pilnowała porządku, a na ich czele stał nie kto inny jak Radko Izaplaninski. Eleas przetarł oczy ze zdumienia na widok mężczyzny. Ostatnio jak odwiedzali tutejszy gród, to gnił w lochu za próbę puczu, w której też maczali palce nim Sylvia do nich dołączyła. Łowca zachodził w głowę jak to możliwe, że jest teraz wolny i do tego wydaje rozkazy, tym którzy zamknęli go w kazamatach. Tą szokującą sprawę należało wyjaśnić, ale z naturalnych przyczyn Paweł i Eleas nie mogli tego zrobić, co powodowało, że tylko dziewczyna mogła dokonać rozeznania. Elf postanowił wtajemniczyć w dawne wydarzenia z Radko towarzyszkę. Uważał, że po tym co razem przeszli zasługiwała na prawdę, a do tego pełny w głąb sytuacje pomoże jej w działaniu. Zaczął, jak paręnaście dni temu Izaplaninski zwerbował jego, Pawła i Anhelma do pozbycia się Slobodana - zarządcy jakiego w grodzie pozostawił jego brat. Początkowy plan zakładał upicie namiestnika i wrzucenie go do lochu, jednak jak przyszło do działania Radko nagle stchórzył i się wycofał. Pozostali pozostawieni sami sobie, pijani i taszcząc pod pachami nieprzytomnego Slobodana. Eleasowi bardzo ciążyło to co się wtedy stało i chciał przyznać się do winy. Powodowany szaleństwem i alkoholem Anhelm udusił zarządcę i wrzucił zwłoki do wychodka. Elf był zbyt pijany, by zatrzymać towarzysza, ba nawet pomógł w pozbyciu się zwłok. Paweł nie dał dokończyć wypowiedzi łowcy, wszedł mu w słowo - stwierdzając szybko, że śmierć Slobodana była nieszczęśliwym wypadkiem po alkoholu. Elfowi wydawało się, że Sylvia zrozumiała co chciał powiedzieć między wierszami, nie miał jednak pewności. Ze wszystkich rzeczy jakich się dopuścił tej żałował najbardziej, gdyż była pokłosiem pijaństwa i całkowicie bezsensowna. Po niedokończonym wyznaniu mężczyźni ukryli się w zaroślach, obserwując jak towarzyszka rusza do wioski.
Trwali ukryci w zaroślach przez dwie świece, nim wróciła Sylvia. Kobieta wyglądała na mocno zirytowaną i podenerwowaną. Wyjaśniła im szybko, że próbowała pomówić z Radko, ale szlachcic ją zbył ze względu na niskie urodzenie. Z jej relacji wynikało, że nawet jego podwładni mieli już paniczyka dość, bo spluwali na ziemię za jego plecami. Elf przyznał w duchu, że zadufany w sobie i zapatrzony w księgi możny nie nadawał się na władcę, ba nawet jego brat tak myślał - wyznaczając pod swoją nieobecność na zarządcę takiego warchoła jak Slobodan i czyniąc tym samym wielki afront Radko. Kobieta aż kipiała z gniewu po tym co się stało, mimo niskiego stanu cechowało ją duże poczucie własnej wartości i niezależności. W złości zaczęła kląć i złorzeczyć na szlachtę. Eleas zgodził się z nią, że to nie urodzenie powinno decydować kto ma władzę, ale już tak niestety świat jest złożony i lepiej nie formułować takich myśli głośno. Próba przeciwstawienia się szlachcie zawsze kończyła się bardzo źle dla niego. Wspomniał, że trafił do lochu za zabójstwo rozbójnika tylko dlatego, że ten wywodził się ze szlacheckiego rodu. Pamiętał, jak został wybatożony za przeciwstawienie się sir Kovaceviczowi, gdy ten dobierał się do Shea – łowca aż nerwowo wyprostował plecy na samo wspomnienie tamtego bólu. W końcu przypomniał sobie, jak ogłoszono go banitą, gdy siłą odbił ukochaną z rąk Kovacevicza, który kupił ją, jakby była zwykłym bydłem i pohańbił. Świat był okrutny – bez wysokiego urodzenia człowiek stawał się nikim, zaledwie zabawką w rękach panów. Elf gardził światem, w którym jest się czyjąś własnością, jednak walka przeciw możnym była skazana na porażkę. Sylvia podzielała jego gniew, jednak jej hart ducha nie pozwalał jej milcząco znosić niesprawiedliwość mimo przestróg. Eleas martwił się, że jej zapalczywość sprowadzi na nią nieszczęścia - tak jak kiedyś na niego. Dziewczynie udało się dowiedzieć od chłopów, że uwolniony Radko nakazał krasnoludom opuścić Grudice, słysząc to Szare Kaptury zawróciły do Starej Wieży. Wieśniacy nie byli jednak w stanie rozwikłać zagadki uwolnienia szlachcica. Nie mitrężąc więcej czasu, wygnańcy udali się do Starej Wieży.
Pod wieczór dotarli do Starej Wieży, a w zasadzie do ruin, jakie po niej pozostały po bitwie z siłami Evrona. Centralna wieża obróciła się w zgliszcza, ostał się jedynie mur okalający. To właśnie tutaj krasnoludy urządziły swój obóz. Tym razem brodaczy było zdecydowanie mniej niż parę dni temu jak opuszczali to miejsce. Szare Kaptury przyjęły ich bardzo serdecznie, gdy Paweł pokazał im odrąbany łeb Evrona. W obozie zapanowała euforia i radość, krasnoludy otworzyły beczki z piwem i zaczęły świętować hucznie zwycięstwo. Biesiadnicy rzucali głową zdrajcy, kopali i pluli na nią. Bluźnierca nie zasługiwał na szacunek, podług krasnoludzkich wierzeń nie dane mu będzie przekroczyć po śmierci wierzeji Sal Ojca. Elf pamiętając do czego doprowadziło szaleństwo Evrona, nawet nie wzdrygnął się na to jak potraktowano jego szczątki. Paweł niemal natychmiast wpadł w wir zabawy, żłopiąc alkohol równo z krasnoludami i zabawiając ich opowieścią o pokonaniu zdrajcy. Brodacze nie mogli wyjść ze zdumienia i podziwu, że takie chucherka dały radę takiemu skurwysynowi. Zwłaszcza niedowierzanie budziło, że to Sylvia zadała decydujący cios. Na szczęście człowiek i elf mieli już taką estymę pośród Szarych Kapturów, że wystarczyło ich jedno słowo, by zamknąć gęby niedowiarkom. Elf z radością obserwował jak ich czyny i reputacja przyniosła owoce, pośród krasnoludów mieli prawdziwych sojuszników. Kiedy ciekawość brodaczy została zaspokojona, wyjawili im co działo się pod nieobecność. Delegacja z miasta Vodenistko najęła parę klanów do walki po stronie Nosyjeviczów w wojnie domowej, a także doprowadziła do uwolnienia Radko po ogłoszeniu, że jego brat poległ na froncie. Pośród krasnoludów Radko uważany był za dziwaka, jednak odnowił stare przysięgi między rodem Izaplaninskich, a klanem Szarych Kapturów. Odnowienie przysięgi wystarczyło, by zapanował znów pokój w Grudicach, mimo że Radko zażądał, aby krasnoludy opuściły jego ziemie. Mehr Meyer powrócił z większością sił do Skråningen, pozostawiając swojego brata Avnera na straży w celu wyłapania niedobitek sił Evrona. Wyjaśnił się los Grudic, wciąż jednak wojna domowa przypominała o sobie.
Zabawa trwała w najlepsze, Paweł nie przejmując się niczym, całkowicie zatracił się w hulance. Eleasa zaniepokoiły wieści o zrekrutowanej armii przez miejską delegację, wszak na tych ziemiach miał niegdyś dom. Elf postanowił wywiedzieć się dokładnie od Avnera co nowo sformowana kampania planuje. Stary krasnolud wyjaśnił, że zebrały się imponujące siły ponad dwie setki bród, mogły wpłynąć na losy wojny - zwłaszcza, że przeciwne siły ruszyły dalej na północ i miały niechronione rozciągnięte linie zaopatrzeniowe od strony Grudic. Wrogowie Nosyjeviczów nie spodziewali się zagrożenia po tej stronie rzeki. Plan delegacji wydawał się elfowi prosty i zmyślny zarazem. Na wezwanie odpowiedziały klany ze Svart Juvet, Landsbyen, Moseklede – reprezentowane przez Hildę przybraną matkę Anhelma i jej “córeczki”. Do tego miastowym udało się przekonać Meyera, by oszczędził zdrajców z armii Evrona, który nie poddali się spaczeniu i złożyli broń w zamian za służbę. Same Szare Kaptury odmówiły udziału w ekspedycji, ze względu na niepewne warunki – delegacja jedynie obiecała zapłatę i nie wypłacając nawet zwyczajowej zaliczki w złocie. Sformowana kompania ruszyła w dół rzeki łupiąc okoliczne wioski. Na to ostatnia wiadomość zmroziła łowcę, tam właśnie znajdowały się ziemie jego dawnego pana. Co prawda jego dawny dom Sumska Dolina położony był bardziej na południe w głąb lądu, ale kto wie, jak potoczą się losy wojny. Serce Eleasa drżało na samą myśl, że coś może stać się jego umiłowanej siostrze albo jej rodzinie. Chciał pognać ich ostrzec, ale jako banita ryzykowałby ponownym schwytaniem. Kompletnie nie wiedział co czynić. Ze swej strony wraz Sylvią ostrzegł też Avnera, że Zakon Wiecznej Walki również w dużej sile wymaszerował w nieznanym celu. Wygnańcy w swej opowieści ominęli aspekt wizji i dla niepoznaki zasłonili się pogłoskami. Stary krasnolud był im wdzięczny za ostrzenie, ale podobnie jak oni nie rozpoznał drugie sztandaru - słabo znał erxenskie rody. Przyjaźń między wygnańcami, a klanem krasnoludzkim jeszcze bardziej się pogłębiła. Cieszyło to łowcę, że chociaż tu mieli bezpieczną przystań, do której mogli powracać.
Tego wieczora krasnoludy sobie folgowały, nie żałowały jadła i napitków - było wszak co świętować. Tańce, hulanka i swawola trwały w najlepsze w całym obozie. Rozochocony Paweł przekonał do zabawy Sylwie i porwał do tańca. Eleas początkowo nie miał nastroju na celebracje. Mężczyzna pogrążony w myślach o siostrze, wpatrywał się pusto w blask ogniska. To tego dochodził jeszcze strach przed nadużyciem alkoholu, ostatnim razem skończyło się na zamordowaniu Slobodana. Obawiał się co może zrobić, gdy straci nad sobą kontrolę. Niespodziewanie z ponurych rozmyślań wyrwała go podchmielona półelfka. Dziewczyna zaczęła nagabywać, by odrzucił smutki precz i dołączył do zabawy – wszak pokonali Evrona. Pod jej wpływem łowca się poddał, ostatecznie dołączył do hulanki pijąc i wywijając hołupce. Ich wspólny taniec robił wrażenie ze względu na przyrodzoną im elfią grację i poczucie rytmu, choć nie obeszło to specjalnie pijanych krasnoludów. Podczas zabawy wyszło, że wśród brodaczy nie ma szlachty i choć są rody, to pozycji w nich decydują czyny i zaradność. Łowcy nader ten system się spodobał, w jego mniemaniu usuwał niesprawiedliwość wynikające z urodzenia - dużo lepiej niż rządy w Erxen. W pijackiej euforii Sylvia wzniosła gniewny okrzyk - “Jebać szlachtę!”. Zebrane krasnoludy podchwyciły zawołanie niemal natychmiast. Początkowo elf niepewnie dołączył do skandowania cicho i niepewnie, ale z każdym zawołaniem okrzyk był głośniejszy. Wszak w Starej Wieży nie było możnowładców i ich pachołków, można więc było dać upust złości i frustracji bez konsekwencji. Eleas pierwszy raz od tragicznej śmierci Anhelma dał w pełni porwać się zabawie i pofolgował sobie, odrzucając na chwilę troski. Mężczyzna nie zdawał sobie sprawy jak bardzo było to mu potrzebne, w końcu choć na moment znalazł spokojną chwilę. Wypił całkiem sporo, by zaszumiało mu w głowie, ale nie na tyle, by stracić kontrole. Inaczej było z jego towarzyszami, którzy zaczęli pić na umór. O Pawła się nie martwił, wiele razy już chlał podczas ich przygód, gorzej było z Sylvią, która kompletnie nie nawykła do alkoholu. Pijana dziewczyna wskoczyła na skałę i zaczęła wyć do księżyca. Elf musiał się nieco nagimnastykować, by ją stamtąd ściągnąć. Resztę nocy pilnował towarzyszki, by nie zrobiła sobie krzywdy ani przypadkiem nie ujawniła swojej natury. Podtrzymywał ją literalnie i na duchu, gdy wyzbyła z siebie nadmiaru alkoholu gwałtownie wymiotując. Ostatecznie odholował ją do wspólnego namiotu, gdzie razem legli pośród zapijaczonych krasnoludów. Tej nocy dzięki alkoholowi szybko zasnął.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Poranek zastał Eleasa we wspólnym namiocie. Elf czując lekki dyskomfort, przeciągnął się i ze zdumieniem odkrył, że nie ma w pobliżu Sylvii jedynie chrapiące niemiłosiernie krasnoludy. Wyszedł zaniepokojony na zewnątrz. Obóz po nocnej hulance stanowił jedno wielkie pobojowisko. Avner przy ogniu szykował wielką jajecznicę dla wszystkich. Łowca skinął mu głową, ale nie miał pewności, czy stary krasnolud to dostrzegł. Następnie zauważył Pawła leżącego pod kamiennym murem z pustym dzbanem w rękach, a zaraz obok przewieszoną przez blanki Sylvie. Podszedł do nich zmartwiony i sprawdził ich stan. Człowiek cuchnął jak gorzelnia i mocno chrapał, ale nic mu raczej nie dolegało. Dziewczyna za to wyglądała jak siedem nieszczęść, a zza muru czuć było fetor wymiocin. Musiała się wymknąć z namiotu jak zasnął i wrócić do picia z Pawłem, pomimo jego przestróg. Kiepsko się to skończyło. Czując troskę i odpowiedzialność za stan półelfki, pomógł jej zejść z murów i doprowadzić się do porządku przy beczce z deszczówką. Dziewczyna niemrawo podziękowała mu za pomoc. Przy niej elf był dużo spokojniejszy. Miał nietuzinkowych przyjaciół, ale wiedział, że zawsze może na nich polegać. Tak jak i oni na nim. Towarzystwo w końcu zebrało się na śniadanie, a przyrządzona przez Avnera jajecznica pozwoliła postawić ich na nogi.
Po śniadaniu i odzyskaniu części sił, przyszła pora na omówienie dalszych planów. Przywódca krasnoludów zapowiedział, że jak tylko się upewnią, że wytępiono w okolicy już wszystkie resztki po zmutowanej armii Evrona powrócą do domu w Skråningen. Im radził uczynić to samo, twierdząc, że jego brat z pewnością godnie ich przyjmie i sowicie wynagrodzi. Taka propozycja była bardzo kusząca dla banitów, jednak wtedy Eleas podzielił się troską o siostrę z towarzyszami. Elf zadeklarował, że gotowy jest ją ostrzec o nadchodzącym zagrożeniu, mimo ryzyka schwytania. Paweł pesymistycznie stwierdził, że może być już na to za późno. Za to Sylvia wykazała się większym optymizmem twierdząc, że jeśli się pośpieszą zdążą z ostrzeżeniem. Dziewczyna zaoferowała nawet przekazać wiadomość w jego imieniu, wszak nie była poszukiwana ani znana w tamtych okolicach. Po dogadaniu szczegółów, towarzysze zgodzili się ruszyć wraz z Eleasem do Sumskiej Doliny, nie bacząc na zagrożenie. Elf czuł wielką wdzięczność za ich pomoc i zrozumienie, w tych trudnych czasach ciężko o oddanych i prawdziwych przyjaciół, a on niewątpliwie miał takich. Co zaś tyczyło się nagrody ustalili z Avnerem, że przekażą mu broń i pancerz Evrona do przetworzenia. Okazało się bowiem, że zdrajca posiadał przedmioty z niezwykłego metalu - zimnożelaza, w którym zaklęty był arktyczny chłód. Ten niezwykły kruszec topił się wbrew logice w bardzo niskich temperaturach, a tajemnice jego obróbki znały jedynie krasnoludy z odległego miasta Gwynn lub klanu Górokrążców. Sędziwy krasnolud obiecał, że w zamian za zapłatę znajdzie odpowiedniego rzemieślnika i zrealizuje ich zamówienie na dwie lekkie zbroje dla mężczyzn, pałasz na wzór elidoński, jury, kastety oraz kilkadziesiąt grotów przebijających i z zadziorami. Po skończonej naradzie, wygnańcy zebrali swoje rzeczy, pożegnali się wylewnie z krasnoludzką drużyną i ruszyli w stronę Sumskiej Doliny. Opuszczając Starą Więżę dostrzegli wbitą w ziemię pikę, z zatkniętą na nią głową Evrona. Plugawy krasnolud miał wywalony pociemniały język, a na czole wydrapany runiczny napis - “chuj”. Taki był koniec zdrajcy i apostaty.
Ruszyli, omijając główne trakty i zagłębiając się w dziką gęstwinę. Eleas prowadził, poruszał się szybko i pewnie, bez trudu odnajdywał drogę w lesie. Doskonale znał te tereny. Niepokój o los siostry napędzał go do działania, jednak musiał zwolnić kroku, aby Paweł mógł za nimi nadążyć. Przy takim tempie pokonali do wieczora dwie trzecie drogi. Jutro koło południa powinni osiągnąć już Sumską Dolinę. Nie zdecydowali się na forsowny marsz, mimo powagi sytuacji, gdyby coś się działo nie mieliby siły, aby zareagować. Choć było to trudne elf wiedział, że muszą zachować ostrożność. Nie chciał narażać towarzyszy bezmyślną szarżą w nieznane. Korzystając z osłony drzew rozbili obóz. Posiłkując się ostatnimi promieniami słońca i blaskiem ogniska łowca przeczytał niedoręczony list do siostry. Parę tygodni temu starał się w nim wyjaśnić czemu przypadł mu w udziale los banity, jednak nigdy nie zdołał go nadać - nad czym mocno ubolewał. Może teraz z pomocą Sylvii zdoła doręczyć list siostrze. Podczas lektury uronił kilka łez, nad utraconym bezpowrotnie domem i rodziną. Otarł policzki, opanowując wzruszenie, drżącą ręką dopisał ostrzenie przed nadchodzącą wojenną zawieruchą. Jak skończył pisać starannie złożył list i przytłoczony emocjami położył się na spoczynek.
Niedoręczony list spisany w jezyku leśnym do Essen Empuse[...]
17 Merris 380 OZE, Wieczny Las
Najukochańsza siostro
Obawiam się, że zważywszy na me czyny nie będę mógł nigdy więcej ujrzeć twej pięknej twarzy. Ubolewam nad tym przeogromnie, jednak uczyniłem to co należało. Shea, która skradła me serce trafiła w ręce niegodziwych ludzi. Okropieństw, które uświadczyła nie będę przytaczać, gdyż mogą zbudzić trwogę w tym delikatnym sercu. Nie mogąc znieść widoku tych makabrycznych czynów siłą obiłem ją z rąk oprawców. Moje ręce zbrukała krew, a sam stałem się wygnańcem. Wybacz mi siostro, że nie będę mógł dłużej stać u twego boku i Cię chronić. Wierzę, że jednak wydoroślałaś i nabrałaś sił od czasu, gdy uciekaliśmy przed wojną. Nie jesteś też sama. Masz kochającą rodzinę, która o Ciebie zadba. Niepokoją mnie rzeczy, o których usłyszałem. Ostrzegałem Cię, że związek z człowiekiem nie będzie łatwy zważywszy na ich krótkie żywota. Dopuszczając się zdrady ranisz nie tylko swego męża, ale też narzeczoną kochanka. Nie pochwalam drogi jaką obrałaś. Biedny Hedwyn został obłożony straszną klątwą i teraz błąka się po lasach przemieniony w bestię. Klątwa zaś ma być karą za jego występki. Mam nadzieję, że wyciągniesz wnioski z tej smutnej historii i będziesz postępować właściwie. Bywaj w zdrowiu najdroższa siostro.
Źle się dzieje w państwie Erxen. Ze względu na to co się stało nie mogę być już dłużej przy tobie i Cię chronić. Choć myślami jestem przy tobie. Mam nadzieję, że jesteś w dobrym zdrowiu. Pewnikiem nigdy już się nie zobaczymy. Muszę udać się na banicję. Miejcie się na baczność wrogowie Zlatnosurskich wynajęli kompanie krasnoludów i plądrują wioski w dół rzeki Sivej. Doszły mnie też pogłoski, że z miasta wyruszyła komturia zakonu. Wojna znów stała się naszym udziałem. Żałuję, że przyszło nam żyć w tak niespokojnych czasach. Dbaj o siebie i rodzinę. Miejcie się na baczności.
Twój Kochający brat
Eleas
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Poranek następnego dnia był wyjątkowo ciepły. Paweł miło zaskoczył wszystkich przygotowując strawę z tego, co akurat mieli pod ręką. Nie uszło uwadze elfa, że człowiek powoli radzi sobie co raz lepiej poza cywilizacją, choć jeszcze wiele nauki przed nim. Żywot banity był ciężki, musieli się przystosować, jeśli chcieli przetrwać. Po śniadaniu zebrali obóz, starannie zamaskowali ślady swojej obecności i ruszyli w dalszą drogę. Podczas marszu w leśnej gęstwinie, Eleas opowiedział towarzyszom o swojej siostrze i dzieciństwie. Dawno temu w czasach młodości, które elf już ledwo pamiętał, mieszkał wraz z rodziną w innej chorze na północy. Wszystko było jak za mgłą, jego wczesne lata jak i siostry wydawały mu się beztroskie. Do czasu, gdy nadeszła inwazja demonicznych hord Strażnika. Północne chory Erxen zostały, wtedy doszczętnie spustoszone. Straszliwe wspomnienia z tamtego okresu, wciąż nawiedzały łowcę w koszmarach. W desperacji jego rodzice poddali się rytuałowi przemiany w krwawe elfy, by zmylić sługi Strażnika. Następnie on sam wraz siostrą mieli zostać przemienieni. Bluźnierczy rytuał był wielką obrazą wobec Astariona Mistrza. Zakon dowiedziawszy się o mrocznej kongregacji, natychmiast uderzył na nią z całą mocą. Dokładnie wtedy, gdy próbowano przemienić jego samego. Niedokończony rytuał, obłożył go klątwą i fatum. W chaosie jaki zapanował, rodzice przekazali mu siostrę i nakazali uciekać. Tamtego dnia widział ich po raz ostatni, pewnikiem zginęli od mieczy zakonników. Długo błąkał się po dziczy i bezdrożach wraz z siostrą, uciekając daleko na południe, chyba opatrzność i duchy lasu nad nimi czuwały, skoro udało im się przetrwać. W końcu znaleźli schronie na ziemiach pana Variella, jego przyjęto w poczet łowców, a siostra została służką. W myślach Eleas wciąż czuł do siebie żal, że zamiast okazać wdzięczność przez pokrętny los, swoimi działaniami zbrukał imię swojego dobrodzieja. Z biegiem lat Essen wyrosła na przepiękną elfkę - kontynuował historię siostry. Wyszła za dobrze sytuowanego człowieka Tomislava Vedrana, pomimo jego ostrzeżeń, że żywoty ludzkie są znacznie bardziej kruche niż ich rasy. Tomislav wniósł do małżeństwa spory posag, okazałą chatę i syna z pierwszego małżeństwa Aidena. Początkowo para było szczęśliwa, Essen powiła Tomislavowi dwójkę dzieci najpierw Josifa, a następnie Jasmin. Eleas wolał nie myśleć o tym, że zarówno Aiden jak Josif byli już wieku poborowym i mogli zostać zwerbowani do pańskiej drużyny, która ruszyła na wojnę domową. Perspektywa, że mogli pod Mocvarami spotkać się z kłami i pazurami Sylvii, gdy pomagała im uciec z niewoli - była przerażająca. Łowca nie podzielił się z towarzyszami swoimi obawami, lękając się, że formułując je nagłos, mogły stać się prawdą. Jak to możliwe, że jego życie tak się skomplikowało... Potrząsnął głową, odganiając myśli i powrócił do opowieści. Zbiegiem lat cień położył się na małżeństwie siostry, tak jak przewidział - Tomislav postarzał się i podupadł na zdrowiu, a Essen wciąż była młoda i piękna. Młodzieńczy duch wciąż kipiał w sercu jego siostry. Tak sprawy się miały, nim zmuszony został być banitą. Nie wspomniał, że Essen wciąż pełna energii, wdała się w romans z Headwynem i co to na niego sprowadziło - to nie był odpowiedni moment. Bardzo chciał pomówić o tym siostrą, zganić ją za frywolność i przypomnieć, że w ten sposób ranni rodzinę, a ponad wszystko - wesprzeć obecnością. Wątpił jednak, czy kiedykolwiek zamieni słowo z siostrą... Towarzysze wysłuchali uważnie historii, dopytując o szczegóły wyglądu Essen i miejsca jej zamieszkania. Niezmiennie, pomimo ryzyka byli gotowi pomóc elfowi. Eleas przekazał list do siostry Sylvii i przestrzegł ją, by o nich nie wspominała, jak dotrą do Sumskiej Doliny. Kobieta z uśmiechem powiedziała, że wie, jak zachować dyskrecje. Łowca cieszył się w duchy, że mimo trudnej sytuacji w jakiej jest, znalazł tak oddanych przyjaciół. I tak na rozmowach minęła im podróż.
Koło południa wygnańcy dotarli na obrzeża wioski i z ukrycia ją obserwowali. Coś było nie tak, mimo wytężania wzroku nie dostrzegli mieszkańców ani żadnych zwierząt z inwentarza. Chaty zaś stały nietknięte i nie było żadnych śladów świadczących, że doszło tu do starcia. Ta niepokojąca cisza z jednej strony pozwalała elfowi nieco odetchnąć, z drugiej zaś napełniała go głębokim zmartwieniem. Sylvia korzystając z przyrodzonych mocy ruszyła na zwiad. Paweł i Eleas wyczekiwali w niepewności jej powrotu. Elf zwierzył się przyjacielowi, że sam już nie wie co czynić - z jednej strony bardzo chciał spotkać się z siostrą i jej wszystko wyjaśnić, a z drugiej nie chciał jej obarczać kontaktami z banitą jakim się teraz stał. Człowiek w swoim zwyczajem udzielił niecodziennej i kontrowersyjnej rady. Zasugerował, że jeśli tak bardzo zależy mu na siostrze powinien ją wywieść w bezpieczne miejsce, a gdyby się nie zgodziła - porwać ją. Eleas nie wiedział co na to odpowiedzieć, aż nim wzdrygnęło na myśl, że miałby w tak brutalny sposób zakłócać spokój siostry. Essen po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa znalazła w końcu szczęście - nie mógł jej tego odebrać i skazać na los wyrzutka. Do tej pory znajdował pocieszenie w tym, że chociaż jego ukochana siostra wiodła sielankowe życie. Wiedział też, że elfka zmarnieje z dala od rodziny. Nie był wstanie, nawet dla spokoju własnego ducha, wywieść ją w bezpieczne miejsce, odzierając ją z własnego życia. Tak też odpowiedział człowiekowi, który zdawał się zupełnie nie podzielać jego rozterek w tym temacie.
Korzystając z nieobecności Sylvii, mężczyźni mogli omówić dalsze plany. Eleas korzystając z okazji, że zapuścili się tak daleko na południe, zaproponował powrót na płaskowyż, gdzie rosło Drzewo Życia. Przede wszystkim chciał poinformować zżercę o powstrzymaniu buntu Evrona, który przepowiedziany był w wizjach druida. Paweł się zgodził z tym, choć bez większego entuzjazmu. Elf również chciał poprosić mędrca o parę kropel krwi. Wiekowy zżerca był w pełni przemienionym krwawym elfem, jego krew mogła pomóc w badaniu nad klątwą i sposobem na jej odczynia ojcu Pawła oraz piastunowi Hevelovi. Człowiek po raz kolejny zaskoczył towarzysza, stwierdzając, że ma podobną prośbę do druida. Paweł chciał wysłać fiolkę krwi wraz z listem z prośbą o wyjaśnienie do alchemiczki Konkordii. Krew krwawego elfa była jej ponoć potrzebna do stworzenia lekarstwa dla chorej wnuczki. Eleas był zaskoczony wręcz dziecięcą naiwnością towarzysza, że po tym wszystkim co się stało wciąż się łudził, że stara szlachcianka ma dobre intencje wobec nich. Nie tak dawno temu przecież, dzięki Sylvii dowiedzieli się, że Konkordia oskarżyła Pawła i Anhelma o mord na zakonnikach. Sam człowiek zarzekał się, że działali wtedy z jej polecenia. Podstępna alchemiczka obarczyła całą winą swoich podkomendnych. Elf nie znał bardziej wyrachowanej i dwulicowej osoby niż ta stara kobieta – sam się o tym boleśnie przekonał. Konkordia udawała dobrą panią, obiecując pomoc w odzyskaniu Shea, gdy wykupił ją Kovacevic. Jej słowa były, jednak puste i fałszywe, gdy przyszło działać umyła ręce i pozostawiła kochanków samych sobie. Prawda była taka, że potrzebowała go jako przewodnika i źródło kontaktu z Headwynnem. Jak tylko spełnił swoją rolę pozbyła się go jak bezużytecznego przedmiotu. Wszyscy możni byli tacy sami traktowali ich instrumentalnie, nawet jego dobrodziej Variell. Elf dusił w sobie frustrację i złość na niesprawiedliwość świata, boleśnie świadom jak niewiele może zrobić przeciwko niej. Niewiele, mógł poradzić na rozterki towarzysza. Przestrzegł go, że dalsze utrzymywanie kontaktu z alchemiczką, może sprowadzić na nich kłopoty. Eleas postanowił, jednak zaufać osądowi przyjaciela, jeśli dalej chce pomagać Konkordii nie będzie oponował. Nie pojmował często logiki i zachowania Pawła, ale wiedział, że w trudnej sytuacji mógł na niego liczyć, w przeciwieństwie do fałszywych słów na pozór życzliwej szlachcianki... Ostatnią sprawę jaką mieli omówić, była kwestia Sylvii. Łowca chciał poprosić zżerce o dopuszczenie kobiety w szeregi kongregacji Drzewa Życia, w podzięce za jej pomoc i jej związki z duchami lasu. Ku jego uldze Paweł rozumował podobnie, też widząc w Sylvii przyjaciółkę i podporę jaką może się stać dla ich sprawy – ze względu na rezolutność i niecodzienne umiejętności. Mężczyźni co rzadkie, tym razem byli jednomyślni.
Po dłuższej chwili powróciła Sylvia i szybko przestawiła towarzyszom, co zastała w osadzie. Wioska okazała się całkowicie wyludniona, wyglądało na to, że mieszkańcy w pośpiechu zebrali inwentarz i co cenniejsze rzeczy, by następnie się skryć przed potencjalnym zagrożeniem. Eleas odetchnął w duchu, słysząc, że jego dawni znajomi wykazywali się ostrożnością i zapobiegliwością. Elf chyba martwił się nad wyraz. Po raz kolejny Paweł zszokował kamratów swoim kontrowersyjnym planem. Człowiek zasugerował, by podłożyć ogień pod opustoszałe chaty, aby zmylić i zniechęcić potencjalnych napastników. Ten radykalny pomysł odjął pozostałym na moment mowę. Wstrząśnięci ostatecznie odparli, że nie zniszczą czyiś domów, by zmylić napastników - dopóki istniała szansa, że jak minie zagrożenie mieszkańcy będą mogli powrócić do swych chat. Zwłaszcza Eleasa mocno obruszyła ta propozycja. Łowcy nie był w stanie zniszczyć swojego dawnego domu – to nie podlegało dyskusji. Zirytowany elf postanowił jeszcze wraz Sylvią sprawdzić, dokąd udali się uciekający wieśniacy. Zdziwiony reakcją towarzyszy Paweł, pozostał sam skryty pośród drzew.
We dwoje bez trudu odnaleźli ślady uchodźców. Ślad był bardzo wyraźny, ponad setka stóp wraz z wozami ruszyła leśnym traktem biegnącym na południowy zachód. Łowca bez trudu rozpoznał drogę do Flasników - niewielkiej osady drwali wewnątrz lasu. Skryta wewnątrz kniei wioska otoczona palisadą, lepiej nadawała się do obrony niż Sumska Dolina. Elf w końcu miał pewność, że jego dawni znajomi jak i przede wszystkim siostra są bezpieczni. Z jednej strony radowało to jego serce, z drugiej czuł niepohamowaną tęsknotę za Essen. Znów nie było im pisane się spotkać i wszystko wyjaśnić. Tak chyba było lepiej dla ich obojga - nie chciał bez potrzeby narażać Essen ani swoich towarzyszy. Taki los wygnańca... Sylvia położyła mu rękę na ramieniu, by dodać otuchy i oddała niedoręczony list. Skinął w podzięce i ukrył złożony papier w połach płaszcza. Nim zawrócili chwilę jeszcze rozmawiali o pomysłach Pawła - elf dodatkowo powiedział o insynuacji porwania siostry. Kobietę po raz kolejny zszokowała bezkompromisowość i bezwzględność towarzysza. Przyznała, że nie jest to coś co uszczęśliwiłoby jego siostrę, jednak Paweł na swój dziwny pokrętny sposób chciał pomóc - w jego planach nie było złej woli. Skołowany łowca się z tym zgodził, człek był nietuzinkowym kamratem, na którym jednak można było polegać. Następnie rozmowa zeszła na klątwę krwawych elfów. Wiszące nad jego głową przekleństwo nie dawało spokoju elfowi. Wyznał, że lęka się prześladującego go fatum i tego czym może się stać pod wpływem cierni. Sylvia stara się dodać mu otuchy mówiąc, że nawet z klątwą można żyć tak jak w jej przypadku i pozostać sobą. Przekonywała, że mając ponure myśli ściąga na siebie zły los. Przyznała, że ją też prześladuje pech jak wtedy, gdy wypiła przez pomyłkę eliksir miłości i przez co dostała jeszcze rozwolnienia. Zapewniła, pomimo że jej godność ucierpiała to nie podda się ponurym myślom. Ta anegdotka rozbawiła elfa. Lekkie podejście Sylvii do problemów i jej pogoda ducha, sprawiły, że Eleasowi też udzielił się optymizm, a niepokojące myśli na chwilę go opuściły. Kobieta stwierdziła też, że choć jego ojciec dokonał bluźnierstwa w oczach Asteriona to zrobił to, by chronić rodzinę, a nie z chęci rozsiewania zła. Następnie zwierzyła się, że nie ma pewności czy jej ojciec w ogóle chciał, by przyszła na świat - zniknął przed jej narodzeniem. Elf początkowo nie wiedział co na to odrzec. W końcu chcąc pocieszyć przyjaciółkę, powiedział, że nieważne, co przyniesie przyszłość, on zawsze będzie przy niej. Znajdując w sobie oparcie i pocieszenie, zawrócili w stronę Pawła.
Człowiek ze znudzoną miną czekał w miejscu, w którym się rozstali. Kiedy znów byli w komplecie, Eleas przyznał, że jego bliscy zdają sobie sprawę z zagrożenia i skryli się w głębi lasu we Flasnikach. Z bólem serca elf dodał, że mając pewność o bezpieczeństwie siostry nie ma sensu dalej ryzykować. Mężczyzna nie chciał narażać dalej towarzyszy na ryzyko schwytania ani Essen na oskarżenia o konszachty z wygnańcami. Nie była to łatwa dla niego decyzja, zwłaszcza, że Paweł dalej optował za bardziej radykalnym rozwiązaniem. Ostatecznie człowiek pozostawił decyzję towarzyszowi, wpędzając go dodatkowo w poczucie winy mówiąc, że ostatecznie to jego siostra. Elf przełknął gorzką pigułkę, wierząc, że wybrał najrozsądniejsze rozwiązanie dla wszystkich. Przez moment zapanowała między nimi cisza. W końcu mężczyźni przerwali milczenie, mówiąc o dalszych planach. Oznajmili, że chcą się udać w głąb lasu, gdzie czekają na nich przyjaciele, a pośród nich ukochana Eleasa - Shea. Przyznali, że nie mogą zdradzić więcej, bo wiąże ich przysięga, byli jednak przekonani, że dziewczyna za pomoc, jakiej im udzieliła i związki z duchami lasu – zostanie dopuszczona do tajemnicy. Zaskoczona półelfka entuzjastycznie zgodziła się na ich propozycję. Przygnieciony własnymi troskami elf, nie dostrzegł jednak kryjącego się w oczach towarzyszki panicznego lęku przed odrzuceniem. Po naradzie wygnańcy szybko zatarli ślady swojego bytowania i czym prędzej udali się w głąb Wiecznego Lasu, omijając dla bezpieczeństwa szerokim łukiem Flasniki. Pod wieczór rozbili obóz w gęstwinie, a Paweł ćwiczył się w rozstawianiu sideł.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Rankiem dął silny wiatr ze wschodu. W rozstawione sidła nie wpadła żadna zwierzyna, człowiek wydawał się tym w ogóle niezrażony. Wygnańcy wręcz już rutynowo przygotowali razem śniadanie, a po nim zwinęli obóz i zatarli po sobie ślady. Nie mogli pozwolić sobie na mitrężenie, długa droga była przed nimi. Elf prowadził ich pewnie w głąb leśnej gęstwiny. Niewiele mówił idąc, pochłonięty własnymi myślami. Tęsknota za utraconym domem walczyła z nim z nadzieją, że znów wpadnie w objęcia ukochanej. W połowie dnia pokonali rzekę Sumice, która na szczęście dla nich na tym odcinku nie była zbyt rwąca i głęboka. Maszerowali przez niedostępne knieje aż do wieczora i rozbili obóz nieopodal leśnego jeziora. Znudzony monotonnym dniem Paweł dźgał piasek z pobliskiej plaży, korzystając przy tym z nadnaturalnych mocy sztyletu. Elfa dziwiła niefrasobliwość, a jaką towarzysz czerpał z mocy tego tajemniczego artefaktu. Człowiek ostrzegł ich, że po okolicy kręcą się wilki. Eleas zmartwił się, że mogły to być to samo stado, które na początku roku zaatakowało drwali na przecince. Niespodziewanie wtrąciła się Sylvia mówiąc dziwny i metaforyczny sposób pełen wilczych alegorii. Dziewczyna przyznała ku ich zdziwieniu, że zna tę watahę. “Ongiś za zgodą księżyca, wadera przyzwoliła mi dołączyć do watahy.”- ciągnęła półelfka - “Wilki choć nieufne pozwoliły mi razem osaczać ofiarę i smakować krwi. Obnażone kły błyskały w ciemnościach, a pazury rozrywały miękkie soczyste ciała. To był dobry księżyc”. Kobieta uśmiechnęła się do nich, ukazując wydłużone kły, po czym dodała z delikatnym rumieńcem, że teraz oni są jej watahą. Mężczyźni patrzyli na nią skonfundowani, już drugi raz byli świadkami tego niecodziennego napadu. Cieszyło ich jej wyznanie, choć ciężko było ją zrozumieć w tym niezwykłym stanie. Eleas starał się dopytać Sylvię, czy podróżując z watahą widziała gajowego. Gajowy był potężną istotą - personifikacją duchów lasu, która ponoć rozkazywała wilkom. Będąc w tym stanie dziewczyna, nie potrafiła zrozumieć pytania. Łowca opisał więc gajowego jako kroczące drzewo. Sylvia wybuchła wtedy perlistym śmiechem, kwitując - “Żartowniś z tego naszego basiora, każde szczenię wie, że drzewa same nie chodzą’’. Nie widząc już szans na porozumienie się z przyjaciółką w tym dziwnym transie, Eleas udał się na spoczynek. Nim przyszedł sen, do jego uszu dochodziły dalsze dziwne wywody półelfki.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Noc minęła spokojnie w sercu Wiecznego Lasu. W chłodny poranek wygnańcy usiedli razem do śniadania, podczas którego Sylvia zwierzyła się im z wizji jakiej doświadczyła w snach. Kobieta miała niejasne przeczucie, że to co ujrzała już się wydarzyło. W sennych marach, dostrzegła starszego elfa wchodzącego w zgliszcza chaty. Tam starzec ukrył coś pod ciałem pięknej kobiety o kasztanowych włosach, która leżała w nienaturalnej pozie przy ścianie wśród tego, co pozostało z izby. Sylvii ciężko stwierdzić czy kobieta wciąż żyje, wręcz zdawała się być z kamienia. Nikt z zebranych nie potrafił zinterpretować tej wizji. Mimo licznych pytań o szczegóły wyglądu postaci ze snu, nikt nie był w stanie ich rozpoznać. Przez jeden straszny moment Eleas zastanawiał się czy kobieta ze snu była jego siostrą. Serce zabiło elfowi z trwogi. Ostatecznie postanowił jednak odrzucić tę myśl - wizja była zbyt niepewna, by katować swój umysł fatalistycznymi scenariuszami. Dość już miał trosk i zgryzot. Wygnańcy wielokrotnie przekonywali się, że wizje stawały się jasne często dopiero wtedy, gdy doświadczyli ich skutków na własne oczy.
Nadszedł moment, w którym musieli się rozstać. Mężczyźni poprosili kobietę, by zaczekała do ich powrotu. Sylvia zgodziła się na to, uśmiechając się niepewnie. Eleas błądzący myślami nad ponownym spotkaniem z ukochaną, nie dostrzegł w oczach towarzyszki niepokoju. Półelfka odrzekła, że do czasu ich powrotu pójdzie polować. Wygnańcy opuszczając obozowisko, usłyszeli za sobą pojedyncze wilcze wycie. Łowca poprowadził Pawła w głąb leśnych ostępów, tam, gdzie niemal nikt już się nie zapuszcza. Pamiętając przestrogi zżercy obróci ubrania na lewą stronę, by duchy lasu ich rozpoznały. W końcu dotarli do stóp płaskowyżu, z którego ścian wyrastały korzenie Drzewa Życia. Pierwszy wspinaczkę rozpoczął Eleas, będący w dobrej formie elf nie miał z nią większych problemów, dopiero na ostatnim odcinku musiał posiłkować się pomocą magicznych korzeni na których znajdywał oparcie. Nieco zziajany osiągnął szczyt, padł na kolana i z ulgą ucałował ziemię. Zerknął na dół za Pawłem. Nie nawykły do wysiłku człowiek radził sobie znacznie gorzej. Przy pierwszej próbie sunął się na tyłek. Nigdy nie zdołałby osiągnąć szczytu, gdyby duchy lasu nie ulitowały się nad nim i magicznymi pnączami nie wciągnęły na górę. Po wielu dniach wędrówki powrócili do miejsca, które mogli zwać domem.
Pierwszym, który ich powitał, był Bradan Krucze Oczko – dawny kompan Anhelma z kompanii najemniczej i ten, który prowadził ich w sekrety kongregacji. Zbrojny zaskoczony obecnością tylko ich dwójki natychmiast zapytał o brakującego. Z bólem serca wyjaśnili mu, że pochłonięty narastającym szaleństwem Anhelm brutalnie odebrał sobie życie. Mężczyzna był wyraźnie zszokowany tym co usłyszał, zwyczajowy uśmieszek goszczący na jego twarzy natychmiast zniknął. Wyznał też, że zawiódł w swojej misji – zakon wyruszył w stronę Wiecznego Lasu z zamiarem zniszczenia Drzewa Życia i odegnania ducha króla. Eleas wzdrygnął się w duchu – sprawy znów się komplikowały, płaskowyż był zagrożony. To o tym mówiła jedna z wizji Sylvii – komturii zakonu maszerującej zniszczyć Drzewo Życia. Była ich jedynie garstka wobec potęgi bractwa rycerskiego, elf jednak zamierzał walczyć ze wszystkich sił o swój nowy dom - dochowując przysięgi Świętemu Drzewu jak i duchom lasu. Paweł wysnuł śmiały plan porozumienia się z duchem króla. Łowca wątpił jednak, by zjawa niegdysiejszego tyrana, którą ongiś zżerca spętał za jej grzechy, chętnie poszła na współpracę z nimi. Niemniej należało czym prędzej skontaktować się z druidem i omówić te palące kwestię.
Bradan zaprowadził ich w głąb płaskowyżu, w którego sercu dumnie wyrastało majestatyczne Drzewo Życia. Pod rozłożystymi gałęziami schronienie znalazło wiele istniej żyjących razem w harmonii. Pozostali członkowie kongregacji również wyszli im na spotkanie: stary ludzki pustelnik Vatroslav, elfi rycerz Finbarr Tintreach oraz grupka elfek Sorcha “Słoneczny blask”, Fionnghuala “Biegnąca Przez Śmierć” oraz Shea “Jaskółka”. Serce Eleasa zabiło mocniej na widok ukochanej. Pobyt na płaskowyżu służył Shea, dziewczyna odzyskała dawny blask i serdeczny uśmiech, który brutalnie odebrał jej niegdyś Kovacevicz. Elfka pisnęła z radości, rzuciła się w ramiona łowcy i pocałowała go namiętnie - rozwiewając wszelkie jego wątpliwości czy jest jej godny. Rozanielony kochanek pewnie chwycił Shea, robiąc z nią piruety. Czekał na to tak długo, po ciężkich przeżyciach znalazł wytchnienie w jej ramionach. Paweł przywitał się z pozostałymi członkami kongregacji, dając zakochanym czas dla siebie. Pierwsze chwile upłynęły im na chciwych chaotycznych pocałunkach stęsknionych kochanków, dopiero jak nacieszyli się sobą to wymienili parę zdań. Eleas opowiedział jej pokrótce o tragicznej śmierci Anhelma, wojnie domowej zbliżającej się do ich starego domu i nowym zagrożeniu w postaci zakonu. Przez tę krótką chwilę dzieliła jego troski i smutki. W jej ramionach znajdował pocieszenie i oparcie, a miłość, która ich łączyła, zaleczała pustkę rozrywającą dotąd jego serce. Jaskółka i Cień znów byli razem, jednak nie mogli w pełni nacieszyć się sobą - zżerca oczekiwał pod drzewem.
Zżerca oczekiwał ich pod drzewem pogrążony w medytacji. Krwawy elf nosił szatę utkaną z jesiennych liści, jego skóra przybrała czerwony odcień przez krew sączącą się z kolców wyrastających z ciała, a jego policzek zdobiła blizna po poparzeniu. Mędrzec wyraźnie był zaskoczony obecnością tylko ich dwójki poprosił o wyjaśnienia. Bez zwłoki opowiedzieli o buncie Evrona, tragicznym losie Anhelma, a także pomocy jakiej udzieliła im Sylvia i jej niezwykłych darach. Druid wielce zmartwiło samobójstwo półelfa, ciągle powtarzał, że jego wizjach wyraźnie widzi trójkę wędrowców, którzy sami naznaczeni przez los potrafią go odmienić. Twierdził, że śmierć Anhelma zaburzyła równowagę wzoru, a konsekwencji tego zdarzenia nie potrafił przewidzieć. Eleas na prośbę mędrca podjął się próby rozwikłania starej przepowiedni, która mówiła trójkolorowej rzece, która najpierw była szara, potem brązowa, a na końcu czerwona. Ongiś sam zżerca ich przestrzegał, że czerwona rzeka nie może wezbrać i wyjść z brzegów. Elf stwierdził, że szara rzeka reprezentuje spokojny bieg Sivej płynącej przez Skråningen, zaś brązowa moment, gdy spiskowcy wywołali lawinę błotną, która uderzyła w osadę, natomiast czerwona - symbolizowała krew jaką przelali krasnoludzcy apostaci w Grudicach. Mędrzec przerwał opowieść łowcy, dopytując czy czerwona rzeka rozlała się. Eleas zaprzeczył, twierdząc, że buntownicy Evrona zostali rozbici, a sam prowodyr zabity - krasnoludy co prawda najęły się w wojnie domowej, jednak nie maszerowali już by nieść wszystkim w Erxen śmierć i pożogę. Loegaire wyraźnie uspokoiło wyjaśnienie elfa, a jego uwagę zwróciła postać Sylvi, o którą wypytał dokładnie. Po otrzymaniu wyczerpujących odpowiedzi, stwierdził los nie znosi próżni - “Półelfka tak jak wy silnie naznaczona jest przez wzór i przeznaczona jest do wielkich czynów. Muszę z nią pomówić, ma rolę do odegrania w tej historii”. Eleas ucieszył się w duchu, że jego przyjaciółka zostanie dopuszczona do sekretów Drzewa Życia i może przyłączy się do sprawy – co byłoby bardzo pomocne dla nich. Zżerca nie dał im czasu na zastanowienie, ostrzegł ich, że zagrożenie sprzed trzystu lat powraca – nadchodzi czas ognia. Łowca w myślach zastanawiał się, czy wieszcz nie mówi o zakonie – wszystko na to wskazywało. Krwawy elf podzielił się też kolejną wizją. Ujrzał wioskę usytuowaną na zboczu przy tamie, przy której szalał ogień na pobliskich polach i lasach. Mieszkańcy nie zdołali ugasić pożaru i w desperacji zburzyli tamę. Woda pochłonęła ogień, ale wezbrana uderzyła też w miasto leżące w dole rzeki. Na koniec Loegaire dodał złowróżbnie, że ogień się zbliża. Próbowali zinterpretować przepowiednie, ale żadna znana im lokalizacja nie spełniała warunków - Skråningen choć przy rzece nie posiadało tamy. Być może wizja jak to często bywało stanowiła metaforę. Czas prędzej czy później da im odpowiedzi. Dalsze narady odłożyli do czasu wtajemniczenia we wszystko Sylvii. Eleas ruszył czym prędzej sprowadzić dziewczynę, w tym czasie Paweł podjął rozmowy z mieszkańcami płaskowyżu, a także spotkał ponownie sarnę, którą kiedyś ocalił od niechybnej śmierci za koźlątka.
Zejście z płaskowyżu było dużo łatwiejsze niż wspinaczka, elf poradził sobie z tym bez trudu. Łowca nie mitrężąc ruszył w stronę obozowiska nad jeziorem i zastał Sylvię przy oprawianiu zdobyczy. Dziewczyna uradowała się na jego widok i wstała wtulając się w niego. Eleas wciąż przepełniony euforią po spotkaniu z ukochaną, nie zauważył, że jego towarzyszka zareagowała na jego powrót o wiele mocniej niż powinna. Półelfka odetchnęła z ulgą, słysząc, że zostanie dopuszczona do tajemnicy. We dwoje zwinęli obóz, a elf wytłumaczył jej, że na płaskowyżu w głębi kniei rośnie Drzewo Życia chronione przez duchy lasu. Ze smutkiem dodał, że wielu nie rozumie jego wartości i znaczenia, przez co pragnie je zniszczyć. Sylvia skitowała to przepełnioną goryczą sentencją, że ludzie boją się tego co obce i niezrozumiałe. Eleas pojął jak trudno było dziewczynie żyć zachowując w tajemnicy wilczą klątwę - na szczęście teraz nie będzie musiała już skrywać swojej natury. Kiedy zebrali obóz, mężczyzna polecił przekręcić towarzyszce ubranie na lewą stronę - zrobiła to bez słowa mimo wielkiego zdziwienia. Następnie ruszyli w głąb gęstwiny, szybko docierając do podnóża płaskowyżu. Ich dwójka nie miała problemów ze wspinaczką na górę w przeciwieństwie do wcześniejszych prób Pawła - sprawnie osiągając szczyt. Dziewczyna na chwilę oniemiała przytłoczona majestatycznym widokiem Drzewa Życia. Eleas pamiętał, jak pierwszy raz ten widok również odebrał mu mowę. Na przywitanie Sylvii wyszli mieszkańcy płaskowyżu, których pokrótce przestawił elf. Kobietę tak duża liczba nieznajomych przytłoczyła, ciężko jej było wysłowić się. W pamięć zapadły powitalne słowa Vatroslava - “Wszyscy jesteśmy sługami losu. Jesteśmy równi”. Symbolizowały jednocześnie ciężar ich obowiązków jak i harmonię w jakiej żyli. Na dalsze uprzejmości nie mieli czasu zżerca oczekiwał.
Eleas z uśmiechem przysłuchiwał się rozmowie Sylvi z druidem. Dziewczyna usiadła naprzeciw mędrca i z dziecięcą ciekawością wypytywała o wszystko. Krwawy elf cierpliwie odpowiadał na każde pytanie, nie obawiając się jej skrywanej natury. Zżerca bez trudu dostrzegł jej złożony wzór i przyrównał go do skomplikowania u jej towarzyszy. “Los nie znosi próżni” - ciągnął Loegaire - “Wizjach zesłanych przez Drzewo Życia dostrzegłem trójkę wybrańców dotkniętych przez los, zdolnych do jego zmiany. Syna zdrajcy, Syna okrutnika i Syna chciwca... Duchy nie bez powodu tu wezwały. Czy zechcesz dołączyć do naszej społeczności?”. Kobieta entuzjastycznie kiwając głową przyjęła propozycję. Eleas czuł wielką ulgę i radość, że Sylvia stanie się częścią kongregacji i nie będzie już musiał niczego przed nią ukrywać - ich braterstwo będzie w końcu kompletne. Druid nakazał się obmyć się dziewczynie w sadzawce, zmywając tym samym stare grzechy z siebie. Sylvia nieśmiało zapytała w jakieś formie ma to uczynić wilka czy człowieka. Zżerca spokojnie odparł, że w formie w jakiej przyszła na świat. Półelfka nie zmieniła swojej postaci, rozebrała się i zanurzyła w stawie. Następnie pod Drzewem Życia wyrzekła się fałszywych proroków i ofiarowała swoją duszę drzewu. Słowa przysięgi przypieczętowała spożywając jabłko ze świętego drzewa. Kobieta opadła bezwiednie na trawę, zasypiając momentalnie, gdy duchy lasu zesłały jej kolejne wizje. Ceremonia dobiegła końca, a zebrani zaczęli się rozchodzić. Dalsze rozmowy będą kontynuowane, gdy Sylvia się przebudzi. Eleasowi przeszły ciarki przez plecy, gdy był świadkiem tego mistycznego wydarzenia - teraz w pełni byli związani niciami losu. Nim odszedł przykrył z troską nagie ciało towarzyszki kocem - miał wrażenie, jakby ich wzory nierozerwanie się sobą zmieszały. Elf spędził wieczór z Shea opowiadając jej ze szczegółami swoje przygody podczas długiej rozłąki oraz jak wielokrotnie towarzysze ratowali mu życie. Kochanka czule wtulała się w niego, zafascynowana, a niekiedy zlękniona opowieścią. W jej ramionach czuł się wolny od trosk i okropieństw jakich doświadczył. W tej jednej chwili odnalazł spokój jakiego tak długo pożądał. Paweł zaś pod korzeniami drzewa życia zakopał palec Anhelma - czyniąc z płaskowyżu symboliczny grobowiec przyjaciela, który przysiągł chronić.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Rano Bradan przebudził po kolei wygnańców i poprosił, by udali się przed oblicze zżercy. Były najemnik był wyraźnie zdenerwowany i gotowy do drogi. Zaniepokojony tym Eleas ucałował czule Shea i czym prędzej ruszył na spotkanie. Pod drzewem czekał na ich trójkę mędrzec jak zwykle pogrążony w zadumie i medytacji. W samej naradzie brał też udział Bradan. Na samym początku Sylvia opowiedziała o wizji zesłanej przez Drzewo Życia. Kobieta ujrzała armię zakonu maszerującą w głąb lasu. Półelfka w swoim śnie natchniona mocą duchów lasu przemieniła się w ogromną waderę przewyższającą w kłębie tura. Opowiadała, jak swoim wyciem wystraszyła wierzchowce zakonników, a samych rycerzy łapała zębami i wyrzucała poza las. Łowca był zaskoczony litością towarzyszki, gdy doświadczył podobnej wizji to wykorzystał otrzymaną moc, by nieść śmierć z ukrycia zakonnikom. Elfa przestraszyła własna bezwzględność, lękał się tego czym może się stać. Mężczyzna pochwalił Sylvię za jej wstrzemięźliwość i poddał w wątpliwość własne działanie. Półelfka położyła mu rękę na ramieniu dodając otuchy i powiedziała, że wcale nie jest bezduszny, a jego czyny wizji były motywowane chęcią ochrony bliskich mu sercu. Eleas uśmiechnął się na te słowa, wsparcie przyjaciółki pomagało mu się zmierzyć się z własnymi demonami. Wyraził się też po raz kolejny wątpliwości czy postąpił słusznie sprzeciwiając się swojemu panu dobrodziejowi. Sylvia pewnie odpowiedziała, że mimo pomocy jakiej kiedyś udzielił elfowi to urodzenie nie dawało mu prawa do traktowania kogoś jak swoją własność. Skołowany mężczyzna przyznał jej rację, cieszył jest, że jest obok by mu przypomnieć, że to niesprawiedliwość systemu, a nie jego bezwzględność pchała go do bezkompromisowego działania. Eleas zastanowił się głośno, czy to chęć ochronny bliskich pchnęła jego ojca do bluźnierczego aktu. Na chwilę zapadło milczenie. Nikt z zebranych nie potrafił dać odpowiedzi na pytanie elfa, nawet sam zżerca.
Po chwili Sylvia wróciła do swoich wizji, tym razem dzieląc się tą, która tyczyła się bezpośrednio niej. Wyraźnie rozemocjonowana dziewczyna powiedziała, jak ujrzała w snach swoją matkę i bogato odzianego mężczyznę, który swoją postawą przywodził na myśl kupca bądź mieszczanina. Półelfka z przejęciem stwierdziła, że intuicja jej podpowiada, że owa tajemnicza persona jest jej ojcem. Nim wizja się rozwiała mężczyzna miał jeszcze powiedzieć matce Sylvii, że mezalians nigdy nie był im pisany. Kobieta wyraziła głęboko skrywane w sobie pragnie znalezienia ojca, wypytała też zżerce o sposoby wywoływania i kontrolowania wizji. Mędrzec stwierdził, że mógłby ją uczyć kroczyć świadomie pośród snów jednak wymaga to wielu lat nauki. Nie zniechęciło to rezolutnej Sylvii do działania. Eleas też wyraził chęć pomocy w poszukiwaniu jej ojca, jak tylko wszystko się uspokoi. Elfa zastanowiła też sama postać jej ojca - jeśli był tak majętny czy nie był też chciwcem z wizji zżercy? Czy więc to Sylvia miała zastąpić Anhelma w plątaninie losów jako córka chciwca? Los nie znosi próżni... Pewne sprawy zaczęły nabierać sensu. Łowca jednak zachował swoje przemyślenia dla siebie, nie do końca pewny własnej interpretacji.
Po omówieniu wizji Sylvii zesłanych przez Drzewo Życia przeszli w końcu do właściwej części narady. Zżerca rozpoczął dość enigmatycznym stwierdzeniem, że w naturalnym porządku przetrwa silniejszy, a słabszy zostanie pożarty. Po czym dodał, że niezmiernie rzadko zdarza się, by istniały tylko dwa rozwiązania. Wtedy głos zabrał Bradan informując, że został wysłany z misją przekonania zakonu, że zniszczenie Drzewa Życia sprowadzi zagrożenie na wszystkich mieszkańców chory. Były najemnik z wyraźnym zażenowaniem w głosie przyznał się do porażki - fanatyczni rycerze nie zamierzali w ogóle wysłuchiwać argumentów. Druid wyjaśnił, że utrata Świętego Drzewa będzie niewyobrażalną tragedią i doprowadzi do uwolnienia trzymanych dotąd w ryzach sił starej nocy - goblinów, myrkydii i krzykaczy. Eleasa aż wzdrygnęło na te słowa. Pamiętał mgliście myrkydie - sto lat temu służyły w armii Strażnika i siały spustoszenie w północnym Erxen. W ciąż lękał się tych bestii i czasem nawiedzały jego koszmary. O krzykaczach słyszał tylko niepokojące pogłoski - były to blade pokraczne istoty żyjące w ciemności i lękające się światła. Owe stwory niewiele większe były od dziecka, ich głowy były nieproporcjonalnie wielkie, wyposażone w szerokie paszcze z ostrymi zębiskami. Najgorszy był ponoć ich przeraźliwy skowyt, który potrafił nawet oszołomić. Pojedynczo nie były groźne, jednak zwykle żerowały w grupie - co czyniło z nich spore wyzwanie dla każdego śmiałka, który stanąłby im na drodze. Co zaś się tyczy goblinów choć owiane złą sławą bledły przy pozostałych nocnych marach. Elf poczuł się przytłoczony stawką jaka została postawiona na szali. Jeśli zawiodą całe Erxen będzie zagrożone. Porażka nie wchodziła w grę.
Mędrzec zerknął po zebranych i zapytał ich jakie cele im teraz przyświecają. Eleas i Sylvia natychmiast odparli, że chcą chronić Drzewo Życia i kongregacje. Myśli elfa były skupione głównie wokół obrony ukochanej Shea - nie chciał po raz kolejny stracić miejsca, które może nazywać domem. Targany wyrzutami sumienia Bradan zapowiedział, że zrobi co w jego mocy, by spowolnić marsz zakonników. Paweł zaś ze złowieszczą determinacją zadeklarował, że pragnie zniszczyć bractwo rycerskie, by już nigdy nie stanowiło dla nich zagrożenia. Druid skinięciem głowy przyjął każdą odpowiedź. Człowiek znów zabrał głos - sugerując, by spuścili powstrzymywane stwory wprost na swoich wrogów. Niespodziewanie poparła ten pomysł półelfka - twierdząc, że odwróciłoby to uwagę od Świętego Drzewa. Loegaire zastanawiał się przez chwilę nad ich słowami, nim odrzekł, że raz uwolnionej mrocznej siły nie zdoła już poskromić i nie jest w stanie zrobić tego wybiórczo. Zżerca wyjaśnił, że tak w jak jego wizji woda ze zniszczonej tamy ugasi pożar, ale też zniszczy wszystko wokół tak Drzewo Życia ocaleje kosztem całej krainy, po której rozpełzną się potwory. Wiekowy elf przyznał, że jest to ostatnia deska ratunku po jaką chciałby sięgnąć. Sylvia po wysłuchaniu słów druida, wycofała się z początkowego poparcia dla tego planu - wyraźnie dając do zrozumienia, że śmierć niewinnych nawet dla tak ważnej sprawy jest nie do zaakceptowania.
Eleas gorączkowo szukał w myślach rozwiązania, które nie przyniesie tak wielu strat. W końcu elf zwrócił uwagę na sformowaną na północy kompanię najemniczą krasnoludów. Animozje i urazy między krasnoludami a zakonem trwają od wieków - postulował. Mędrzec przyznał rację łowcy - konflikt między rasami ciągnie się od stuleci, ale prawo wojenne dopuszcza wojska zaciężne. Krwawy elf obawiał się, że samo opowiedzenie się krasnoludów po jednej ze stron w wojnie domowej raczej nie sprowokuje zakonu do interwencji. W tym przypadku nie możemy sobie pozwolić na zwykły łut szczęścia - ciągnął. Zżerca przyznał również, że stworzone przez Evrona wypaczone krasnoludy stałyby się celem bractwa rycerskiego, jednak dla zachowania równowagi musieliście interweniować natychmiast. Łowca przeczesał nerwowo włosy dłonią- Loegaire miał rację nie mogli liczyć na przychylność losu w tak palącej sprawie. Problemy jakie nadchodziły zdawały się nie mieć dobrego rozwiązania.
Nieoczekiwanie Bradan zabrał głos, przypominając, że pierwszym celem zakonu będzie odegnanie ducha króla Bielisława Silnego. Temat podchwycił natychmiast Paweł, sugerując, by uwolnić lub porozumieć się ze zjawą. Krwawy elf zgasił entuzjazm człowieka poddając w wątpliwość skuteczność planu - Bielisław za życia był okrutnym i małostkowym władcą z pewnością nie będzie chciał pertraktować, a wolny zapragnie zemścić się na tych co go uwięzili. Loegaire przyznał też, że póki duch pozostanie w lesie będzie osłabiony, ale jeśli uda mu się uciec poza knieje będzie próbował opętać kogoś i odzyskać władzę wstrząsając obecnym porządkiem w Erxen. Mędrzec chwilę się zastanawiał nim rzekł, mimo spętania król ma zadziwiająco dużo mocy - jeśli zakon nie zebrał wystarczająco dużo magów starcie z nim będzie bardzo ryzykowne. Eleas potwierdził słowa druida, że przy pierwszym spotkaniu zjawia bez trudu powaliła Pawła za bezczelność, ale co dziwne jemu samemu nic nie zrobiła, gdy odmówił wejścia z nią w układy. Niespodziewanie głos zabrała Sylvia, deklarując gotowość do uwiezienia ducha w swoim ciele i użyciu jego mocy przeciw zakonowi. Kobieta wierzyła, że dzięki swojej silnej woli nie ulegnie zgubnemu wpływowi Bielisława i łatwiej będzie go ponownie spętać. Łowcy na te słowa zadrżało serce – z jednej strony podziwiał odwagę przyjaciółki z drugiej zaś obawiał się o jej los. Sam Asterion mógł wiedzieć jak opętanie wpłynie na półelfkę. Eleas czując powagę sytuacji i determinację towarzyszki, nie wyraził na głos swych obaw. Zżerca stwierdził, że to bardzo ryzykowne i nie zamierza narażać jestestwa Sylvii. Następnie mędrzec rzekł, że słuchając ich wymiany zdań przyszedł mu do głowy pomysł jak poradzić sobie z problem. Wyjaśnił zebranym, że tyran w swej pysze nakazał wznieść swój grobowiec przy jednym z Drzew Życia, którego moc posłużyła później do spętania jego ducha. Sto pięćdziesiąt lat temu zakon niemal zniszczył to drzewo, jednak wciąż tli się w nim życie - ciągnął. Wstał, zerknął po trójcę wygnańców i rzekł, że jeśli zdołają odnowić więź z osłabionym Drzewem Życia to będzie w stanie poluzować więzły utrzymujące króla w ryzach tak, by mógł zmierzyć się z zakonem, ale nie na tyle by wyrwał się spod kontroli. Elf był pod wrażeniem mądrości i umiejętności druida – genialny plan pozwalał zwrócić wrogów przeciwko sobie i minimalizował ryzyko. Loegaire dodał jeszcze, ale by móc osiągnąć należy wlać żywice z naszego drzewa w pozostałości pnia zniszczonego, a niestety droga wiedzie podziemiami poprzez korzenie, w którym czają się potwory. Mędrzec zapytał ich, czy są gotowi zaryzykować przejście niebezpieczną ścieżką. Eleas natychmiast się zgodził, gotów poświęcić się dla ratowania nowego domu i ukochanej Shea. Elfowi zawtórowali Paweł z Sylvią. Zżerca skinął im głową z szacunkiem, a następnie z namaszczeniem za pomocą rytualnego sierpa rozciął korę wiekowego drzewa. Z rany na gałęzi wypłynęła fosforyzująca żywica, którą ostrożnie zebrał krwawy elf do fiolki. Loegaire na zakończenie wymówił słowa mocy i rana na drzewie momentalnie się zagoiła. Mędrzec przekazał wygnańcom fiolkę z wielką estymą.
Po omówieniu najważniejszych spraw Eleas zebrał się w sobie i poprosił zżercę o fiolkę krwi. Elf wyjaśnił, że potrzebuje próbki do badań nad metodami zdjęcia klątwy. Do tej prośby dołączył również Paweł, argumentując swoją potrzebę chęcią pomocy alchemiczce Konkordii w poszukiwaniu leku dla wnuczki. Łowca wciąż nie pojmował logiki i motywacji przyjaciela, ale postanowił zaufać jego osądowi. Obaj w ciszy z pokorą czekali na decyzję druida, który wyraźnie zaskoczony ich propozycją, zastanawiał się dłuższą chwilę. W końcu mędrzec za pomocą sierpa naciął płytko skórę dłoni, wypełnił swoją krwią dwie fiolki i przekazał mężczyznom. Eleas z szacunkiem pochylił głowę, następnie ostrożnie owinął cenny dar lnianą chustą i ukrył w połach swojego płaszcza. Elf odczuwał radość po długich poszukiwaniach, w końcu zrobił kolejny krok, który przybliży go do zdjęcia z siebie klątwy.
Po naradzie trójka wygnańców zebrała się, by omówić dokładnie przygotowania do czekającego ich trudnego zadania. W pierwszej kolejności podzielili się wiedzą i spostrzeżeniami na temat potworów wymienionych przez zżercę. Ich niezwykłe trio posiadało szeroki zakres doświadczeń, co nie mogło dziwić, patrząc na to, kim byli: łowcą, wilkołakiem i aspirującym czarodziejem. Sylwia zaproponowała, by pod ziemią polegać na jej czułym wilczym węchu, a także obwąchała dokładnie Drzewo Życia, by nauczyć się rozpoznawać jego zapach – co miało ułatwić nawigację w mrocznych tunelach. Eleas wpadł na pomysł, by z wosku i knotów przygotować proste zatyczki do uszu, które miały ich ochronić przed zgubnymi wrzaskami krzykaczy. Paweł stwierdził, że pozyska kryształy świetlne, które są pewniejszym źródłem światła niż pochodnie i zdołają oślepić oraz zdezorientować potwory starej nocy. Po ustaleniach rozdzielili się, by zebrać swoje rzeczy i dokończyć przygotowania. Elf spotkał się też Shea. Kobieta wpadła w rozpacz słysząc, że jej ukochany ledwo co wrócił, a już ruszał na kolejną niebezpieczną misję. Elfka wpadła ramiona kochanka, tuląc go mocno do siebie i nie zamierzając puszczać. Łamiącym się z bólu głosem pytała, czemu zawsze to on musi się narażać. Eleas w odpowiedzi mocno ją przytulił i pocałował namiętnie. Kiedy usta kochanków się rozdzieliły mężczyzna przyznał, że nie wie czemu los wybrał jego, ale zrobi wszystko, by chronić swój nowy dom i móc być z nią razem. Starał się pocieszyć Shea, mówiąc cokolwiek by się działo zawsze do niej wróci. Wzruszenie odebrało im mowę. Trwali tak wtuleni w siebie aż nadeszło ponowne wezwanie od zżercy.
Nadszedł czas próby. Druid czekał na nich u stóp Drzewa Życia, skinął wygnańcom głową w geście szacunku i za pomocą magii osłonił wejście do podziemi skryte za korzeniami. Patrząc w ciemny tunel Eleas poczuł na plecach ciarki niepokoju, choć lękał się nieznanego jego determinacja była silniejsza. Za to Sylvia wyraźnie się wzdrygnęła. Kobieta wyznała, że panicznie lęka się ciasnych przestrzeni po tym jak za szczenięcia będąc pod postacią wilka, została schwytana przez kłusownika w ciasną klatkę. Obaj towarzysze okazali jej wsparcie, a wdzięczna półelfka wyznała, że da radę, jeśli będą przy niej. Opanowawszy własne drżenie Sylvia przemieniała się w wilczycę, a elf pomógł jej zatkać uszy. Następnie łowca osłonił swój narząd słuchu. Paweł odmówił użycia zatyczek, twierdząc, że ktoś z nich powinien coś słyszeć - co w przyszłości miało się na nim zemścić. Zeszli w mrok, w podziemiach w ich nozdża uderzył zapach zatęchłego powietrza i wilgoci. Sylvia szła niepewnie na przedzie w formie wilczycy, za nią ostrożnie stąpał Eleas, na końcu szedł Paweł przyświecając im magicznym kamieniem. W nienaturalnym blasku pogrążone w bezruchu korytarze były niezwykle niepokojące. Szli przez parę świec prowadzeni przez wijące się korzenie Drzewa Życia poruszane przez zżerce.
Po paru świecach dotarli tak daleko, że wpływy druida osłabły całkowicie. Korzenie pozostawały nieruchome, wskazówki już do nich nie docierały. Byli już zdani na siebie. Elf ze zdumieniem okrył, dzięki swojemu czułemu wzrokowi, że w tej części podziemi większość korzeni była już martwa, jednak parę wciąż wyglądało na żywe. Idąc śladem żywych korzeni powinni dotrzeć do pozostałości pnia. Nie było to jednak tak proste. Sylvia nastroszyła się i stuknięciami łapy dała znać o zagrożeniu. Nim przestała uderzać naliczyli parędziesiąt stuknięć. Zdecydowali ruszyć boczną drogą, mając nadzieję, że unikną większej grupy. W kolejnym załomie wilczyca wyczuła dwa zagrożenia dając im sygnały łapą. Podkradli się cicho w stronę nieznanego. Ujrzeli w kawernie parę krzykaczy zajętych sobą. Groteskowe nagie stwory przypominały dzieci z nienaturalnie bladą skórą, na której wyraźnie przebijały się wszystkie żyły, a ich szerokie paszcze były pełne ostrych jak brzytwy zębów. Całą trójką aż wzdrygnęło, żadna opowieść nie mogła ich przygotować na ten widok. Eleas napiął łuk, Sylvia podkradła się do jednego ze stworów. Chcieli po cichu pozbyć się zagrożenia, znów jednak fatum ciążące nad elfem dało o sobie znać. Łowca nie zauważył w mroku jaskini, że strzała jaką dobył miała złamaną lotkę, przez co zamiast trafić cel ze stukiem uderzyła w ścianę - alarmując przy tym potwory. Ich nieludzki wrzask przebijał się nawet przez zatyczki powodując wzdrygnięcie u Sylvii i Eleasa, zaś Paweł zgiął się z bólu a z uszu popłynęła mu krew. Nie zastanawiając się długo elf wydobył kolejną strzałę z kołczanu i strzelił, tym razem powalając krzykacza. W tym samym czasie wilczyca skoczyła i rozerwała gardło drugiego potwora. Nieco oszołomiony Paweł podleciał szybko i wbił sztylet w truchło. Człowiek chwilę trwał bez ruchu doświadczając wizji, nim zaczął szybko otwierać i zamykać dłonie przed nimi. Z przerażeniem zdali sobie sprawę, że czaiła się tu horda bestii. Nim zdążyli zareagować kilkadziesiąt krzykaczy wypadło z korytarza wrzeszcząc przeraźliwie aż ze ścian sypał się piach, a im w uszach dzwoniło. Sylvia momentalnie zasłoniła pozostałą dwójkę, wpadając między stwory szarpiąc je pazurami i kłami. Eleas wypuszczał strzałę za strzałą niosąc zgubę potworom aż ramię zaczęło boleć go od napinania łuku. Paweł krwawiąc obficie z uszu i zwijając się z bólu, rozkruszył kamień świetlny w dłoni sprawiając, że kawerna na chwilę rozbłysła światłem dnia. Magiczny blask otumanił stwory dając im szansę na zwycięstwo. Człowiek wspomógł ich walce wywijając mieczem. Nastał chaos, z którego udało im się wyjść obronną ręką. U ich stóp leżał chyba z tuzin martwych krzykaczy, nie mieli jednak czasu świętować - za załomu dobiegały skrzeki kolejnych stworów. Horda splecionych ze sobą bestii, wijących się bez składu i ładu wylała się prosto na nich. Przerażeni i przytłoczeni ich liczbą zaczęli uciekać. Wilczy nos Sylvii prowadził ich przez tunele, a Paweł spowalniał hordę rzucając co jakiś czas kamień świetlny powodując u nich tym wielkie zamieszanie. Eleas biegł potykając się o wystające kamienie i korzenie. Elf przez chwilę czuł, że te ponure tunele mogą się stać jego grobem. Myśl o powrocie do ukochanej pchała mężczyznę do działania. Czasami puszczał strzałę w stronę nadbiegającej hordy powodując w niej ogromny chaos, gdy martwa bestia spowalniała pozostałe. W końcu dotarli do pnia, w którym czaiły się dwa stwory. Paweł przekazał Sylvii do pyska fiolkę z żywicą, po czym dołączył do Eleasa osłaniając wilczycę. We dwójkę pokonali krzykacze po krótkim acz zajadłym boju. W tym samym czasie wilkołaczka skoczyła na pniak i rozbiła fiolkę z żywicą. Udało im się, wykonali zadanie. Teraz musieli tylko stąd uciec. Kluczyli po meandrujących tunelach wciąż ścigani przez rozszalałą hordę. Nos Sylvi wskazywał im drogę do wyjścia, a rozbijane przez Pawła magiczne kamienie kupowały im trochę czasu. W końcu dopadli do tunelu, do którego znów sięgała moc zżercy. Korzenie za ich plecami zarosły przejście rozrywając parę stworów i blokując przejście. Biegli jednak dalej, nie mając ochoty się zatrzymywać.
W końcu dotarli na powierzchnię płaskowyżu zziajani, pokrwawieni i umorusani ziemią, ale wciąż żywi. Na miejscu z niepokojem czekali członkowie kongregacji. Shea widząc Eleasa rzuciła mu się natychmiast na szyję. Elf przytulił momentalnie ukochaną, znajdując upragnione wytchnienie od minionego koszmaru w jej ramionach. Łowca poza paroma skaleczeniami, otarciami i siniakami był względnie cały. Gorzej przedstawiał się stan Sylvii, a zwłaszcza Pawła, którego brak zatyczek mocno pokarał. Na szczęście dla nich Sorcha była biegła w uzdrawianiu i pomogła im dojść do siebie. Zżerca podziękował im za ich poświęcenie i skuteczne działanie. Mędrzec powiedział, że musi teraz przemyśleć kolejne kroki i mają teraz czas na odpoczynek, na który z całą pewnością zasłużyli. Eleasa ucieszyła perspektywa paru dni spokoju, dzięki czemu będzie mógł nacieszyć się bliskością ukochanej. Paweł zaskoczył raz jeszcze, prosząc krwawego elfa o parę kropel żywicy z Drzewa Życia. Sam cel prośby człowieka pozostał nieznany, mimo to zżerca na nią przystał okazując zaufanie. Elf miał nadzieję, że kolejny nietuzinkowy pomysł Pawła nie przyniesie im kłopotów. Zebrani pogratulowali wygnańcom sukcesu i rozeszli się do swoich zajęć. Nadszedł czas zasłużonego wypoczynku.
Wieczór tego dnia Eleas spędził z Shea. Kochankowie rozpoczęli od długiej relaksującej kąpieli w stawie. Następnie ciesząc się swoją obecnością wymieniali się czułościami pod ciepłym kocem. W końcu zmęczona elfka usnęła wtulona w ukochanego. Mężczyzna nie mógł zasnąć, rozmyślając patrzył w niebo, przeczesując dłonią rude włosy swojej wybranki. Serce łowcy wypełniały radość i szczęście, że w końcu może zaznać bliskości Shea. Po wielu dniach tułaczki czuł, że w końcu odnalazł swoje miejsce na ziemi. Jednak nad jego nowym domem wciąż wisiało zagrożenie w postaci zakonu. Nie potrafił stwierdzić, czy duch króla będzie wystarczającą przeszkodą dla rycerzy, by odciągnąć ich od poszukiwań Drzewa Życia. Dopiero czas to pokaże. Na razie mógł, tylko poczekać na dalsze polecenia od zżercy. Wiedział, że zrobi wszystko by ocalić to miejsce i chronić ukochaną. Ucałował czule czoło śpiącej Shea. Martwił się też lokacją grobowca Bielisława, który był położony niedaleko Flasników, gdzie ukrywała się jego siostra. Miał nadzieję, że odzyskująca siły zjawa tyrana nie zagrozi mieszkańcom osady. To co zrobili było konieczne dla ratowania Drzewa Życia, uwolnienie koszmarów z podziemi przyniosłoby jeszcze większe zniszczenia. Sam zaczął się zastanawiać jak można, by odegnać zagrożenie. Komturia zakonu była zbyt silna, by walczyć z nią otwarcie. Takie starcie byłoby samobójstwem. "Jakby tak zastosować jakiś fortel" - przeszło mu przez myśl - "A gdyby zdołali spreparować fałszywy cel dla zakonu". Na własne oczy widział potęgę Drzewa Życia, musi pomówić z szacownym Loegaire czy coś takiego byłoby w ogóle możliwe. Chyba lepszego rozwiązania nie mogli sobie wyobrazić, niż to jak fanatyczni rycerze przekonani o własnym zwycięstwie opuszczają las. Pomyślał też o swoich towarzyszach, teraz jak była chwila spokoju mógł z nimi spędzić więcej czasu. Bardzo polubił Sylvię, wiele ich łączyło - podejściem do życia i bliskość z naturą, a nawet to, że byli dotknięci klątwami co prawda różnymi, jednak potrafi częściowo przez nie zrozumieć swoje rozterki. Miał wrażenie, że powoli zaczynał traktować półelfkę jak młodszą siostrę. Bardzo chciał, by tak jak on znalazła nowy dom i ukojenie na płaskowyżu - z pewnością uczyniła pierwszy krok. Postanowił, że zapozna ją z Shea - wierzył, że kobiety przypadną sobie do gustu i zaprzyjaźnią się ze sobą. Może też jak już wszystko się uspokoi to wspomoże Sylvie w poszukiwaniach ojca - jego przyjaciółce naprawdę na tym zależało. Następnie pomyślał o Pawle, o którym tak naprawdę niewiele wiedział mimo wielu wspólnych przygód. Przeszłość człowieka owiana była tajemnicami i niedopowiedzeniami - nigdy jej nie dociekał uznając, że sam ją zdradzi, jeśli uzna to za stosowne. Z Pawłem dzieliło go niemal wszystko, a połączyła tak naprawdę znajomość z Anhelmem i wspólnego niedola. Człowiek miał wiele szalonych pomysłów, ale jedno było pewne nieważne co można było na niego zawsze liczyć - elf chciał odwdzięczyć się tym samym. Eleas nie wiedział nawet co jego towarzysz chce osiągnąć. Czy wrócić do ojca uratowanego z niewoli krasnoludów Evrona ? Czy odzyskać przeklętą księgę, która doprowadziła Anhelma do obłędu? Czy próbować wyjaśnić sprawy z podstępną Konkordią? Z pewnością powinien z nim o tym porozmawiać i okazać wsparcie. W końcu zmęczenie dało o sobie znać i elf usnął w ramionach ukochanej pod rozłożystymi gałęziami Drzewa Życia.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum