TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Ostatnie poselstwo - akt III
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2026-02-09, 19:00   Ostatnie poselstwo - akt III



Ostatnie poselstwo – akt II
Kroniki Fodrina, Stefana i Taigi





29 Merris. Południe. Szlak Sisteskjold.

Ósmy dzień wyprawy.

Woda lała się z nieba, jakby sam Asterion płakał nad bratobójczą wojną w chorze zapadnej. Szlak górski, idący obecnie granią i będący lekko udeptaną ścieżką mknącą po kamienno-ziemnych zboczach i wzniesieniach, przeplatany okazjonalną trawą i niską roślinnością, stał się trudny do sforsowania. Deszcz spływał i meandrował między kamieniami, zdradziecko nawilżał glebę, ślizgał buty, wpadał za kołnierz i do oczu, bez ustanku, bez ucieczki. A upiorna wichura dorzucała od siebie upiorny gwizd w uszach, nagłe porywy targające ubrania czy też uderzające jak obuchem, zaburzając równowagę nawet twardo stąpających po ziemi krasnoludom. Było paskudnie i zimno. Na tyle zimno, że w pewnym momencie, miast deszczu, zaczął padać drobny, lepki śnieg. Trzeba było tę pogodę przeczekać.

Ponownie. Wszak podobnie wyglądało to trzy dni wcześniej, gdzie równie paskudna pogoda w ten sam sposób skutecznie sparaliżowała landsbyenską armię. Nie była to armia młoda, pełna werwy, zaprawiona w boju i gotowa na każde warunki. Była to armia zastępcza, poboczna, różnie wyszkolona, różnie zdyscyplinowana, różnie wyekwipowana, różnie odżywiona. Wszyscy jej członkowie mieli najlepsze lata wojaczki za sobą… czy może nawet nie mieli ich wcale.

- Nie ma sensu iść w taką pogodę! - krzyknął w języku kamiennym Halldor "Niezmordowany" Ketilssonn. Musimy gdzieś odbić i się schować!

Spojrzeli się za siebie. Widać było tam córkę Halldora, Gerdę "Kamienną Twarz", a także innych zgarbionych, powoli i nierówno sunących krasnoludów. Widać było Ivo „Twardą Gębę” Fridtjofssonna, załatanego i zregenerowanego, a także Quinna „Złamaną Tarczę”, którego przez ostatnie dni udało się wyprowadzić ze stanu agonalnego i niestabilnego, a wprowadzić w stan obolały, lecz bezpieczny. Obaj siedzieli na dwukółce, chociaż Ivo to już właściwie z przyzwyczajenia, bo, jak to na krasnoluda przystało, rany zagoiły się na nim jak na psie. A Quinn potrzebował jeszcze czasu, który wyjątkowo mieli. Był tam też Erik Gavranić, jeniec wojenny, który zachował jednak sporo swobody, w tym swoją broń, zbroję, a także konia, Iskierkę. Przez te osiem dni podróży trudno było znaleźć w nim jakieś zalążki nieufności, buntu, czy wrogości. Wręcz przeciwnie, zachowywał się on jak wzorowy jeniec, który nie miał zamiaru łamać słowa, które dał Stefanowi Terterowi jeszcze w wiosce Kraĭrechen.

Przynajmniej sama podróż była póki co spokojna, bez większych zaskoczeń. Szlak Sisteskjold był pusty, przewidywalny i zdatny do pokonania wozem, co dobrze wróżyło, zwłaszcza patrząc po tym, jak niekorzystnie rozpoczęła się ta delegacja. I nawet krążące co jakiś czas w powietrzu lamie, trzymające od armii dystans i ewidentnie wypatrujące jakieś łatwiejszej ofiary, nie potrafiły rozbudzić niepokoju w drużynie. W końcu stanowili armię. Uzbrojoną, gotową… Ale czy godną zaufania, gdy przyjdzie to zaufanie sprawdzać?
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2026-02-17, 16:56   

Krasnoludowie z dowódcami (sprawni/ranni):

Halldor "Niezmordowany" Ketilssonn (46/0)
Ziv "Strącający Lawiny" Zvissonn (42/5)
Hilda "Wszechmatka" Darsdatter (6/0)
Tamir "Kościana Koszula" Hillelssonn (40/0)

Krasnoludowie bez dowódców (sprawni/ranni):

Z rozbitej armii Kjella "Wędrowca" Lauritssonna (5/0)
Z rozbitej armii Ido "Gargulca" Illaissonna, z Gwynn. Kusznicy (10/0)
Z rozbitej armii Evrona "Miastowego" Eviatarssonna, ze Skråningen (9/0)
Z Gwynn (5/4)
Z Vodenitska (7/2)
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2026-03-13, 18:25   

Ostatnie Poselstwo

Akt III

Wspomnienia Fodrina



29 Merris


Pokaźna grupa krasnoludów wraz z delegacją z miasta Vodenitska rozbiła obóz w młodym sosnowym zagajniku. Młode drzewa zapewniały osłonę przed przenikliwym górskim wiatrem i śniegiem. Od paru dni maszerowali górskim szlakiem Sisteskjold, a zmienna pogoda charakterystyczna dla tego rejonu utrudniała podróż. Świeżo powołany oddział rozstawił namioty pośród drzew i rozpalił kojący zmysły ogień. Fodrin rozsiadł się przy ognisku popijając rozgrzewający wywar z igieł sosny. Bezpieczne schronienie i trzaskający płomień zawdzięczali Tajdze. Ludzka kobieta okazała się niezastąpiona w tych dzikich rejonach. Mimo trudnych warunków znalazła osłonięte miejsce na postój i potrafiła rozniecić ogień. Na domiar złego powoli kończyły się zapasy dla delegacji, która nie była przewidziana na tak wiele dni. Umiejętności celniczki pozwalały uzupełniać je na bieżąco. Dzięki niech będą Pasterzowi. Masywny krasnolud aż drżał cały na myśl, że rację zostały, by ograniczone. Straszliwa perspektywa...

Poza problemami z aprowizacją ta górska wyprawa dla Fodrina okazała się nader przyjemna. Mógł w końcu spędzić więcej czasu pośród swoich górskich ziomków. Skorzystał skrzętnie z tej szansy. Ze względu na marszowe tempo, mógł porzucić tą przeklętą dwukółkę. Konieczność wożenia wszędzie ze względu na tuszę, by nadążyć za delegacją była niezmiernie uwłaczająca. Za to ranny Ivo nie miał takich rozterek i bardzo chętnie korzystał ze środka lokomocji, nawet po tym jak mu się rany zagoiły. Fodrin nie tylko maszerował ze swoimi górskimi braćmi, wspólnie z nimi pracował, jadał, gawędził i bawił. Wojownik znów się czuł jak młodzieniec, który przemierzał Góry Zachodnie jako najemne ostrze. Dzięki swojej pracowitości, zaradności i jowialnemu usposobieniu zyskał sobie przychylność górskiej braci. Dręczące mężczyznę od kilku dni wątpliwości ustąpiły, znów się czuł w pełni dwergiem.

Dobra atmosfera panująca wśród krasnoludów udzieliła się też innym uczestnikom wyprawy. Przywódca delegacji Stefan Terter zrobił się mniej gderliwy i uciążliwy, nawet w stosunku do Tajgi, na którą wcześniej był niezwykle cięty. Ba główny inspektor celny stał się wobec kobiety dziwnie przymilny, choć dalej komplementy mieszały się z drwinami, ale tych ostatnich było zdecydowanie mniej. Fodrin mimo tylu lat spędzonych wśród ludzi nie potrafił pojąć co się w zasadzie rozgrywa na jego oczach. Niuanse erxeńskiej kultury pozostają wciąż niejasne dla niego... Stefan zauważył również zebrani dwergowie z klanu “Kościanej Koszuli” byli nader zróżnicowani. Krasnoludów dzieliły wiek, wyekwipowanie, a nawet doświadczenie bitewne od starych wiarusów po zupełnych śnieżaków. Nowo sformowana drużyna potrzebowała dyscypliny i zgrania, a po wskazaniu i Fodrin zaczął to zauważać. Z Terterem uradził, że należy rozpocząć treningi i musztry. I o inspektor zgrozo wyznaczył swojego następcę to tego celu. Krasnolud był co prawda świetnym wojownikiem, ale wszak nigdy nikomu nie przewodził ani też nigdy tego nie pragnął. Bardzo mu schlebiało, że celnik przekazał mu takie zadanie, jednak ciążąca na nim odpowiedzialność bardzo go męczyła. Pierwsza próba okazała się niemal spektakularną katastrofą, kompletnie nie wiedział, jak prowadzić musztrę. Na szczęście z pomocą przyszedł człowiek i wspomógł radą. Bez Stefana wszystko okazałoby się niewysłowioną porażką, a z jego pomocą uniknął całkowitego blamażu. Fodrin musiał oddać dowódcy, że posiada szeroką wiedzę w różnych dziedzin, która często pomagała wyprawie. Jeśli wojownik ma spełnić pokładane w nim nadzieję musi się znacznie podszkolić w sztucę dowodzenia. Był wdzięczny Stefanowi, ż e udzielił mu tak wielu cennych lekcji. Zamierza je dobrze spożytkować... Pierwszy sukces delegacji rozochocił mocno inspektora i wprawił w ogromny optymizm. Człowiek zaczął snuć daleko idące plany. W pierw zdobyć Karlowy Most, a następnie w zależności od sytuacji zdjąć oblężenie z klasztoru Dúnmara albo robić podjazdy na ziemiach na południe od Sivej, co w rezultacie odciążyłoby oblężone Vodenitsko. Dla prostego umysłu Fodrina i jego skromnego rozeznania w strategii ten plan wydawał się sensowny. Gorzej, że Terter nie przestawał na tym i sugerował nawet marsz na stolicę buntowników Hristograd. Nawet jeśli optymistycznie zakładać, że pozyskają pięćset bród do swojej sprawy próba zdobycia miasta wydawała się nierealną mrzonką. Nie wspominając już o szalonych opowieściach jako by Tajga była kluczem do zwycięstwa i ze sztandarem Vodenitska otworzyła wierzeje wrażej stolicy dla krasnoludzkiej armii. Toż to wierutne bzdury i absurd. Desperacja pomieszała trochę w głowie Terterowi. Te założenia były szalone i nie możliwe do wykonania. Mimo zdecydowanych sprzeciwów jego i Tajgi, ich dowódca nie rezygnował z tego pomysłu. Fodrin rozumiał jedno, Stefan gotów jest wiele poświęcić, by ratować swój dom, nawet kosztem krwi dwergów. Człowiek już nie raz dowiódł, ba nawet się do tego przyznał, że najważniejszy dla niego jest interes miasta. Na Ojca i Jego Synów nie pozwoli na to! Reprezentuje miejskie krasnoludy i nie będzie się biernie przyglądać jak jego górscy ziomkowie są wykorzystywani lub posyłani na zatracenie. Na tej wyprawie zyskają krasnoludowie tak samo jak ludzie i elfy. Jak inaczej mógłby zwać się dalej dwergiem Fodrinem “Żelaznym” Fadrinssonem. W końcu w pełni zrozumiał swoją rolę w tej wyprawie. Tylko krasnolud może naprawdę zatroszczyć się o interesy swoje rasy. Przypomni też w odpowiednim czasie Terterowi o jego obietnicach dotyczących ustępstw terytorialnych. Dwergi nie będą na tym stratne, o nie...

Pobyt pośród krasnoludzkiej kompanii służył też Tajdze. Kobieta stopniowo odzyskiwała pogodę i spokój ducha utracony po ponurych wydarzeniach w Kraĭrechen. Celniczka nawiązała też bliższą relację z Gedrą, a nawet zaczęła się od niej uczyć krasnoludzkiego. Obserwowanie budującej się relacji człowieka i krasnoludki było miłe sercu Fodrina i pokazywało, że mimo różnic jednak można wybić się poza podziały rasowe. Tajga niczym żywe srebro była niemal wszędzie w obozie. Nie dość, że kobieta zajmowała się zwiadem to jeszcze doglądała rannego Quinna oraz ich jeńca Eryka. Dzięki jej staraniom Quinn powoli odzyskiwał siły po ukąszeniu Lamii, a Eryk co raz bardziej się otwierał. Okazało się, że ich jeniec ma rodzinę w okolicy, do której się zbliżali. Siostra Eryka Antonella poślubiła Radka Izaplaniskiego, notabene brata niesławnego Zorana “Górskiego Gałgana”. Antonella zamieszkała wraz z mężem w grodzie w Grudicach i powiła dwójkę dzieci Igora oraz Mirosława. Eryk miał wielką nadzieję, że siostra wykupi go z niewoli. Plany te stały jednak pod znakiem zapytania, bo Stefan dalej chciał przebierać się za Kovacevica, by zyskiwać przewagę nad wrogiem, a Eryk jako jego giermek miał to uwiarygadniać. Pojawiły się też głosy, by młodzieniec pomógł w otwarciu wrót grodu w Grudicach, jednak Fodrin szczerze wątpił, by honorowy chłopak przystanie na taki podstęp... Humor Tajgi jednak jak zawsze niszczył Terter. Tym razem człowiek zasypywał ją dziwacznymi komplementami aż dziewczyna nie bardzo wiedziała co z nimi począć. Krasnoludowi również ciężko było pojąć intencje dowódcy. Najgorszy był jednak kolejny irracjonalny pomysł głównego inspektora, chciał rozeznać się w sytuacji klasztoru Dunmara i w tym celu posłać samotną Tajgę na przełaj przez góry na tereny opanowane przez wroga. To było szaleństwo, nawet nie byli pewni czy zbiorą dość sił do działań wojennych! Ranny Quinna nie zagoiły się w pełni, a nikt inny z drużyny nie dotrzymałby kroku celniczce. Wstyd się przyznać, ale mimo szczerych chęci pomocy kobiecie Fodrin wiedział, że tylko by ją spowolnił w tej ryzykownej misji. Mimo ostrego sprzeciwu jego i Tajgi, Stefan pozostawał przy swojej racji. Powołując się na dobro Vodenitska Terter, ostatecznie przekonał kobietę do ogromnego poświęcenia. Ta dwójka ludzi z pewnością była gotowa do wielkich desperackich aktów odwagi byle ratować swój dom. Stary wiarus nie potrafił wyjść z podziwu dla nich bohaterskiej postawy...

Tego dnia śnieżyca nie ustępowała, ukryci pod płachtami i kocami musieli przeczekać zawieruchę choć czas naglił.

30 Merris


Śnieżyca w końcu ustąpiła, a górski szlak znów stał się przejezdny. Delegacja miasta Vodenitska po ówczesnym pożegnaniu Tajgi, obserwowała w milczeniu jak kobieta opuszcza bezpieczne pielesze Sisteskjold i powoli znika między zalesionymi wzniesieniami. Stefan Terter ostatecznie dopiął swego wydając rozkaz swojej podwładnej. Po raz pierwszy chyba w tej wyprawie Fodrin zdecydowanie się sprzeciwił. Krasnolud jako zastępca dowódcy odpowiadający za bezpieczeństwo nie mógł przystać, by pozbawiać drużyny doskonałego przepatrywacza i narażać jego życie w tak karkołomnej misji. Nawet sporządzenie oficjalnej notki, tak ważnej dla urzędników nic nie zmieniło w jej sprawie. Wojownik widział na twarzy Tajgi zwątpienie i przestrach mimo ostatecznej zgody na ten ryzykowny wypad. Mężczyzna bardzo żałował, że przez swoją wielką tuszę i niezgrabność nie jest wstanie jej towarzyszyć. To było tak uwłaczające. Obiecał też celniczce, że pod jej nieobecność nie pozwoli Terterowi skompromitować sprawy przed mehrami klanów oraz w razie jak nie zdoła ich dogonić to pozostawi w Skraningen list w erxeńskim ze wskazówkami, dokąd się udają oraz pieczęciami od Stefana, a także jakąś adnotacją o brzozach. Zbrojnego rozbawiła kwestia dodatkowego wpisu, ostatniego czego się spodziewał do wrogich działań szpiegowskich, chociaż kto wie w tych dziwnych czasach... Fodrin przestrzegł też kobietę przed zagrożeniami czyhającymi w Górach Zachodnich. Najgroźniejszym stworzeniami na tych bezdrożach były lamię, a o ich zwyczajach przekonali się już boleśnie parę dni temu, po nich zaś tradycyjnie królowały niedźwiedzie i wilki, które także stanowiły zagrożenie dla samotnego wędrowca. Stefan zaś dorzucił swoje trzy grosze ostrzegając przed żerującymi na bagnach przy rozlewisku Sivej potwornych Myrkydiach. Te rewelację nie poprawiły nastroju ich zwiadowcy, ale pozwoliły się jej mentalnie przygotować na to co może ją spotkać po drodze. Chociaż tyle mogli pomóc... Co miało zostać powiedziane już padło, a Tajga zniknęła gdzieś w bezkresnych odmętach Gór Zachodnich. “Niech Pasterz prowadzi jej ścieżki” - pomyślał wojownik. Delegacja zaczęła się rozchodzić, by zebrać obóz i ruszyć w dalszą drogę szlakiem pośród gór.

1 Arros


Po całodniowym marszu rozbili obóz na wzgórzu, na południu dało się dostrzec ognie. Krasnoludy z klanu Kościanej Koszuli wieścili, że to z pewnością widać Skraningen. To była pokrzepiająca myśl dla Fodrina, mimo zmartwień o los Tajgi, w końcu mieli jutro dotrzeć do celu ich podróży. Krasnolud był zdania, że poprzez pozbawienie głównego zwiadowcy poruszali się po trakcie znaczniej wolniej niż powinni. Na dokładkę cała delegacja musiała zajmować się teraz poszukiwaniem dodatkowej żywności przeczesując okolice, co z pewnością ich spowolniało. Było to dosyć upierdliwe. Ludzka kobieta była nieoceniona w roli przewodnika... Pozbawiony swojego celu uszczypliwych uwag Stefan, skupił swoją uwagę na Quinnie przypominając jak wielokrotnie uratował mu życie. Większość tych historii była mocno przesadzona. Wojownik ziewnął przeciągle i wyprostował obolałe kończyny. Lepiej wypocząć przed jutrzejszym dniem wciąż czekała ich długa marsz ruta.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Ostatnio zmieniony przez DarkLord 2026-03-13, 18:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2026-03-13, 18:26   

2 Arros


W końcu po długiej wędrówce dotarli do celu. Schodząc z górskich ścieżek ukazał im się przepiękny widok na Skraningen. Krasnoludzka osada była wciśnięta w Góry Zachodnie, z trzech stron otoczona wzgórzami, a czwartej rozlewiskami i bagnami rzeki Sivej. Nie uszło uwadze wojownika, że miejsce to miało idealne naturalne walory obronne, a “Szare Kaptury” wzmocniły je jeszcze budując potężną warownie. Dwergom z pewnością musiało się powodzić, gdyż domy były okazałe, a okoliczne wzgórza przekształcone w tarasowe pola lub hale do wypasu. Z obrazem tym kontrastowały tereny zniszczone przez błotną lawinę. Wiele gospodarstw i pól było pochłoniętych przez niszczycielski żywioł. To był smutny widok. Na Górnika wydarzyło się tu coś strasznego...

Na drodze drużyny stanął krasnolud ze Skraningen, który przedstawił się jak Omri “Na skurwysynów cięty” Romersson. Na przedzie kompani niezmiennie kroczył dumnie Stefan, a krok zanim jak zwykle człapał Fodrin. Wyglądało to na rutynowe spotkanie dyplomatyczne. Terter gładkimi słówkami przedstawił delegację i członków klanu “Kościanej Koszuli”. Niespodziewanie jednak sprawy się zaogniły. Inspektor użył opacznie odraźliwego przydomka “Ospały” wobec mehra Omera, a nie właściwego “Kaptur”. Sytuacja była tym gorsza, że jak się szybko okazało szacowny Omer niedawno udał się do Sal Ojca. Jak na Ojca i Synów Stefan mógł popełnić tak kardynalny błąd i nie sprawdzić dokładnie jakie miano nosi mehr! Przez tego człowieka kiedyś broda mu wysiwieje... Nim opasły krasnolud zdołał zareagować Omri zaczął złorzeczyć człowiekowi i wygrażać pięściami w stronę dowódcy delegacji. Na wzgórzach pojawiło się nagle ponad tuzin kuszników. Fodrin pluł sobie w brodę, że nie wypatrzył ich od razu. Niemal doszło do rękoczynów, ale Terter dzięki swojemu giętkiemu językowi jakoś zdołał się z tego wyślizgać. Na Brodę Ojca byli blisko dyplomatycznej katastrofy... Jak emocje opadły Omri wyjaśnił im, że Evron “Miastowy” Eviatarssonn dokonał rozłamu w klanie, gdy mehr Omer leżał na łożu śmierci. Po puchu starsi wybrali na nowego wodza syna zmarłego Meyera “Niezłomnego” Omerssonna, a ten ruszył z lojalnymi mu siłami ukarać buntowników. Z każdym dniem sprawy delegacji komplikowały się co raz bardziej. Omri poprowadził ich w stronę osady w asyście podległych zbrojnych.

Kiedy schodzili w stronę osady, dołączyła do nic Tajga powracająca ze zwiadu. Dzięki niech będą Pasterzowi. Fodrin czuł, jak spada mu ciężar z piersi. Niepewność i troska los towarzysza mocno dawała mu się we znaki. Na szczęście to już było za nimi. Kobieta wróciła do nich cała i zdrowa, tyle że nieco wygłodniała. Nie dziwota po takim zadaniu też by żądał pieczystego albo baraniego udźca, na podróżnych racjach można przetrwać, jednak nic ze zastąpi dobrze wypieczonego mięska... Wieści jakie przyniosła celniczka napawały optymizmem. Wbrew czarnym wizją Stefana klasztor Dunmara trzymał się dzielnie i wciąż powiewał na nim ichni sztandar - biały mur z wieżą zamkową na czerwonym polu i dwoma gwiazdami po bokach. Tajga naliczyła około siedemdziesięciu wojów sił południa rozstawionych u podstaw twierdzy. Zuch dziewczyna! Jak raportowała zwiadowczyni, wróg nie szykował machin oblężniczych, a okręty na jeziorze blokowały dostępu do fortecy. Doskonałe wieści! Buntownicy szykowali się na długotrwałą blokadę, a nie szturm. Mieli czas na zebranie sił. Podczas zwiadu kobieta dostrzegła również łunę pożaru na Grudicami. Nie wiedzieli co to może oznaczać, przecież front był daleko stąd... Stefan był zachwycony wieściami z klasztoru i wychwalał umiejętności Tajgi pod niebiosa. Inspektor znów zaczął snuć swoje wielkie plany bitewne. Fodrin gotów był je poprzeć, póki były możliwe do realizacji i nie godziły w krasnoludzką rację stanu...

Po dotarciu do osady powitał kompanię kolejny odział zbrojnych pod wodzą Ivo “Karmiącego Ziemię” Doronssona. Dzięki przedstawianiu przez Oriego tym razem obyło się bez scysji, co bardzo ucieszyło Fodrina. Jedna awantura na dzień to aż nadto. Okazała się, że celem dowódców z Skraningen było sprawdzenie czy rozbite po bitwie siły Evrona nie zawróciły w celu zaatakowania wioski. Wszystko wskazywało na to, że jeśli już to zdrajca zbiegł w dół rzeki, a nie w jej górę. Wykonawszy swoje zadanie wodzowie “Szarych Kapturów” zaoferowali, że odeskortują ich jutro przed oblicze ich mehra i zaproponowali gościnę u lokalnego piastuna Hevela “Pojednawcy” Darssonna. Po długiej podróży kompania z chęcią na to przystała.

Piastun okazał się bardzo dobrym gospodarzem, gdyż przyjął ich pod swój dach, mimo że miał już gości. Poza Hevelem w domostwie znajdowała się jego siostra Hilda “Wszechmatka” Dardatter, Dalin “Szalony Topór” i starszy człowiek Albert D’aubigny, który niewiele mówił, ponieważ cały czas ślęczał nad papierami i księgami. Gospodarz jak nakazywał obyczaj przywitał ich chlebem i okowitą, a przy stole nawiązała się spora dysputa. Fodrin nie wtrącał się zbytnio do rozmowy uważnie słuchając kto co ma do powiedzenia, zwłaszcza jak zawsze gadatliwy Stefan i szacowny piastun. Hevel uraczył ich ponurą opowieścią o zdradzie jakiej dopuścił się Evron. To ten podstępny krasnolud rozpuścił fałszywe wezwanie na wojnę, a które przybyły z okolicy tłumnie dwergi i przy okazji nieświadomie krzyżując plany ich delegacji. Jego brat Avner “Szum Stali” Eviatarsson umyślnie spowodował lawinę błotną, a nawet targnął się na życie gospodarza, by zatuszować swoje zbrodnie. Krew zaczęła szybciej buzować w ciele Fodrina. Cóż za podłość i niegodziwość! Na brodę Ojca takie czyny nie są godne dwerga! Na szczęście kres temu skurwysynowi Avnerowi położył niejaki Anhelm Padelek, jak się okazało przybrany syn Hildy. Evron wykorzystał zamieszanie spowodowane przez lawinę i wywołał bunt. Zdrajca fałszywymi obietnicami zebrał pod sobą dwergi i poprowadził je do ataku na Erxen. Siły puczystów zajęły Starą Wieżę należącą do Alberta, a następnie złupiły Grudice i to właśnie stamtąd pochodziła ta łuna, którą widziała Tajga podczas zwiadu. Sam Meyer poprowadził atak na Starą Więżę obijając ją z rąk buntowników. W walkach ponownie wykazał się Anhelm wraz z towarzyszami Konkordiuszem i Celem, którzy wsparli Dalina i wspólnie zabili Mędrca z Gór, który potajemnie finansował intrygę braci Eviatarsson, a także uwolnili Alberta z niewoli. Finalnie Meyer przyjął bitwę w obronie Starej Wieży, gdy Evron przeszedł do kontrataku. Świeżo upieczony mehr odniósł spektakularne zwycięstwo rozbijając ostatecznie siły puczystów. Przywódca zdrajców okazał się na dokładkę tchórzem, gdyż uciekł z pola bitwy. Niestety wedle słów Hildy w walkach zginął Anhelm. Nieoczekiwanie wyszło też, że Ivo również znał poległego. Na chwilę zapanowała cisza przy stole, by uczcić pamięć lokalnego bohatera. Fodrin nie potrafił wyjść z szoku, że można wykuć tak podłą intrygę. To co tu się wydarzyło okrywało hańbą imię Ojca i Jego Synów! Gdyby nie jego zobowiązania wobec delegacji zaoferowałby swój topór w ściganiu tego skurwiela Evrona. Złość kipiała w krasnoludzie i niestety nie miała ujścia, jedyne co to mógł złorzeczyć po stokroć przeklętemu zdrajcy...

Po tym jak przebrzmiały ponure opowieści o zdradzie, Stefan wyjaśnił powody ich wizyty. Człowiek opowiedział o wojnie domowej w Erxen, kontrakcie najemniczym oferowanym przez miasto Vodenitsko, a nawet oferował ustępstwa terytorialne wobec klanów. To ostatnie entuzjastycznie poparł Fodrin, upatrując w tym szanse na sprawiedliwość dziejową dla swojej rasy. Im więcej osób będzie słyszało obietnice Tertera, zwłaszcza tak szacowne jak piastun, tym trudniej będzie się z nich wycofać. Inspektor wspomniał tez o swoim udziale w pojednaniu elfów z Mali Gaju i krasnoludów z Saltzbergu, podkreślając tym samym, że może pomóc w rozwiązaniu sporów między klanami ze Svart Juvet i Landsbyen. Wojownik potwierdził słowa dowódcy, choć już wiedział, że tamta misja dyplomatyczna była powodem chłodnej kalkulacji, wszak pokój sprzyjał handlowi z miastem... Niemniej pokój między klanami będzie z pożytkiem dla wszystkich ras w rejonie. Tak jak Stefan działał pod pryzmat interesów Vodenistka, tak Fodrin musiał zważać na sprawy krasnoludzkie. Tak już świat złożony jest. Dverg to niedawno zrozumiał. Działając jednak razem mogli wiele osiągnąć dla obu stron, potrzebny był jednak jakiś konsensus - złoty środek. Później Terter starał się pozyskać przychylność piastuna dla sprawy. Hevel konsekwentnie odmawiał, tłumacząc, że takie decyzje leżą w geście mehra, a w obecnej sytuacji wątpił też, że “Szare Kaptury” zaangażują się w kampanie wojenną, natomiast pozostałe klany mogły być zainteresowane ich ofertą. Konsekwencje zdrady Evrona komplikowały ich misje, ale wciąż mieli szanse pozyskać dwergi do swojej sprawy. Inspektor łatwo nie rezygnował, poprosił o błogosławieństwo Forseptu dla delegacji. Piastun odmówił tego gestu wobec niewierzących. To się zdawało tak oczywiste. Woj nie miał pojęcia co chciał tym zyskać lub ugrać Stefan. Kupczenie sprawami wiary nigdy nie było dobrym pomysłem. Hevel natomiast pobłogosławił chętnie Fodrinowi i Ivo. Krasnolud wraz z towarzyszem przyjęli je z estymą i należytą czcią konsekracje. Fodrin czuł na sobie powagę dziejów i wzrok bogów zwrócony w jego stronę. I co ważniejsze znów czuł celowość swoich działań, a męczące go wątpliwości rozwiewały się. Był i jest dwergiem, a pewne to było jak skała, na której stoi. Stefan w końcu zmienił temat i przeszedł do omówienia z piastunem oraz Hildą kwestii aprowizacji. I bardzo dobrze. Lubiący zjeść krasnolud nie chciał znów znaleźć się w sytuacji, że zmuszony jest wpierdzielać korzonki i runo leśne zwłaszcza podczas kampanii wojennej. Dobry wojownik to najedzony wojownik.

Stefan nie byłby sobą, gdyby nie próbował też nagabywać i prowokować gościa piastuna Dalina. Masywny rudy krasnolud budził niepokój Fodrina. Nawet jak na dwerga rudzielec był niezwykle umięśniony, a spod zbroi kolczej dało się dostrzec liczne blizny. Gość Hevela nosił też wspinały topór dwuręczny o misternie zdobionym trzonku i głowicy inkrustowanych złotem i kamieniami szlachetnymi. To wszystko sprawiało, że "Szalony Topór” z pewnością nie był ordynarnym krasnoludem i Fodrin zdawał sobie sprawę, że byłby naprawdę niebezpiecznym przeciwnikiem. Sprawy nie ułatwiał Terter rzucając kąśliwymi uwagami, w stronę rudzielca, gdy ten nie wykazał zainteresowania ani złotem, ani zaszczytami. Ten wprawiony wiarus jak sam twierdził był z dalekich stron i miał zadanie do wykonania, dlatego odmówił rekrutacji. Cóż to było za zadanie nie zdradził. Fodrin zachodził w głowę o co może chodzić. Dziwne, że tak doświadczony woj siedzi na tyłku u piastuna, gdy wszyscy ściągają zdrajcę. Może miał chronić Hevela albo chodziło o tego dziwnego człowieka ślęczącego nad księgami. To pozostało zagadką... Dalin okazał się rubasznym mężczyzną i ostrym języku, większość impertynencji Stefana puścił koło uszu. Dwa razy zrobiło się gorąco, gdy człowiek czynił aluzje do majętności rudzielca oraz odmówił picia tłumacząc się wrzodami. Fodrin już się bał, że dojdzie do mordobicia, ale znów celnikowi udało się z tego wyślizgać obracając wszystko w żart i podarowując monetę, by woj wzniósł toast w dalekich stronach. Dalin przyjął monetę i wybuchł rubasznym śmiechem, chyba docenił żart. To uratowało sytuację. Zbrojny nie mógł pojąć jak ktoś kto tak doskonale poznał ich mowę, lepiej niż niejeden dwerg i twierdzi, że zna ich zwyczaje, jednocześnie popełnia tak dziwaczne gafy...

Wieczorem stało się coś niespodziewanego do domu piastuna powróciły wychowanice Hildy. Młode, silne i chyże wojowniczki: Steinnun “Sięgająca Nieba” Avivdatter, Dagun “Burza Włosów’” Tallakdatter, Eydis “Zdarty Topór” Fjoturdatter, Gulla “Spokojny Duch” Torkeldatter i Tofa “Skarb Kopalni” Bjarterdatter. Fodrin sam do końca nie widział jak znalazł się w ich gronie pijąc i plotkując. Do tego Stefan dziwnie się zachowywał, spolegliwie pozwalał gromadzie na picie oraz prawił komplementy na lewo i prawo. Fodrin urzeczony urodą dziewcząt nie bardzo wiedział co począć, skupił się na tym na czym dobrze się znał broni i wojaczce, a z obu wypraw miał aż nadto opowieści. Na Brodę Ojca jak to jest, że bogowie nie poskąpili mu siły i odwagi, by stawał naprzeciw wrażych zastępów i potworów, a za to przy kobietach cały animusz znikał i zaczynał dukać jak młodzik. Cóż za paradoks, miał nadzieję, że nie strzelił jakieś gafy... W rozmowach wyszło, że dzieła jego rąk trafiły z Vodenistka aż tu na targ. Ta wiadomość mocno ucieszyła dwerga i napawała dumą, jego towary były doceniane daleko od cechu, w którym pracował. Za prawdę Rzemieślnik też go choinie obdarował. Tego wieczora nasłuchał się też opowieści o Anhelmie, miał on też położyć ostatecznie kres niesławnemu “Siwogębemu” i tym samym pomścić towarzysza z karawany Vaska Marionovica. Zacny to czyn pokonać tak niesławnego herszta banitów. Fodrin jako były najemnik, doskonale rozumiał solidarność w tym fachu i chęć pomszczenia kamrata i z chęcią pił zdrowie zmarłego Anhelma. Wojownik usłyszał tez o starym i uczonym krasnoludzie Efraim “Burzy Śnieżnej” Yoelssonn, który doradzał poprzedniemu mehrowi. W Skraningen cieszył się taką estymą, że nowy mehr Meyer powołał go do rady wojennej, mimo że nie był ani wojownikiem, ani dowódcą. Musiał być zaiste wielce doświadczony i mądry, aby otrzymać takie stanowisko. Zasięgnięcie rady o Efraima może pomóc w realizacji ich delegacji i jak sądził Fodrin może zainteresować jego dowódcę. Krasnolud spędził miło wieczór w doborowym towarzystwie śmiejąc się, jedząc, pijąc i bawiąc się. Gościna u Hevela pomogła za pomnieć o trudach górskiej przeprawy.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2026-03-13, 18:28   

3 Arros


Rankiem, gdy wszyscy szykowali się do wymarszu Fodrina zagadnął jeszcze piastun. Havel poprosił o prostą przysługę, doręczenie paczki od Alberta jego synowi Konkordiuszowi, który miał być w Starej Wieży. Konotacje rodzinne tej dwójki wyjaśniały zaangażowanie towarzysza Anhelma w konflikt z Evronem. Poczciwy dwerg nie mógł odmówić piastunowi, już i tak raz został sprowadzony do roli pocztyliona w tej wyprawie, przyjął więc zadanie nie dopytując się o zapłatę, wszak nie wypada. Już samo okazane zaufanie przez piastuna było wyróżnieniem w samym w sobie, lepszej zapłaty krasnolud nie potrafił sobie wyobrazić. Zabezpieczył paczkę w swoim plecaku i wrócił do reszty. Do zebranej drużyny poza obstawą dwergów pod wodzą Ivo i Oriego dołączyła również Hilda ze swoimi “córeczkami”. Marszruta w towarzystwie chyżych krasnoludek mijała bardzo przyjemnie...

Orszak opuścił bezpieczne pielesze Skraningen i przez wiele godzin przedzierał się przez niegościnne bagniska i rozlewiska rzeki Sivej. Mieli szczęście, że prowadzili ich zwiadowcy “Szarych Kapturów”, samej miejskiej delegacji zajęłoby to znacznie więcej czasu. Późnym popołudniem ich oczom pokazał się ponury widok złupionych Grudic. Nad osadą wciąż unosiły stróżki dymu pamiątki po rajdzie łupieżcy Evrona. Pośród pogorzeliska kręcili się lamentujący chłopi szukając ciał poległych i ratując resztki dobytku. Los warownego grodu pozostawał dalej nieznany. Na ten widok Fodrina ogarnęła złość. Sporo nasłuchał się już o buncie w Skraningen, prowodyr całego zajścia miał obiecywać tłumowi przywrócenie dvergom chwały i honoru Wojownika. Na tym pobojowisku nie widział ani chwały, ani honoru. Splądrowanie niechronionej wioski w żaden sposób nie przynosi splendoru Wojownikowi! Evron jawił się jako rządny krwi bandyta niźli wielki wódz. Topór aż świerzbił krasnoluda, by ruszyć w pogoń za zdrajcą, miał jednak inne zobowiązania... Widok ten źle wpłynął na ich jeńca. Młodzian szalał z niepokoju na myśl o nieznanym losie swojej siostry. Nie dziwota. Nawet stary wiarus jak Fodrin znalazł w sobie pokłady współczucia dla Eryka, nie potrafił oddać tego jednak słowami. Na szczęście była z nimi Tajga, która kierowana swoją empatią robiła co mogła, by potrzymać na duchu chłopa. Kobieta miała zaprawdę złote serce...

Kierując się w stronę Starej Wieży zostali przechwyceni przez czujki “Szarych Kapturów”. Obecność Ivo i Oriego pozwoliła na szybkie rozpoznanie. Powitał ich sam brat mehra Avner “Orkowa Zmora” Omerssonn. Poinformował ich, że sytuacja była wciąż napięta. Co prawda buntownicy zostali rozbici, ale wciąż ich małe grupki kryją się po lasach. Avner ujawnił też mroczne szczegóły buntu. Okazało się, że z pomocą Mędrca z Gór dokonano bluźnierczego rytuału przemieniając część krasnoludów powykręcane zmutowane zwierzęce formy. Według Omerrssonna skóra mutantów była niezwykle twarda, a ich mięśnie nienaturalnie rozrośnięte, tak że zbroje ledwo ich mieściły, zaś ich oczy płonęły piekielną poświatą. Porastające potępieńców włosy rozrastały się i zaczynały przypominać futro. Przestali odczuwać strach i ból, a ich zachowanie było bliższe bestią niż cywilizowanym istotą. Żaden z opętańców nie poddał się w walce nawet, gdy był samotny i otoczony. Aż wstrząsnęło Fodrinem na tę wieść, a w żyłach zapłonęła furia. To bluźnierstwo aż wołało o pomstę. Było jawną obrazą dzieł Ojca! Zbrojny bardziej niż wcześniej zapragnął ściągać tego skurwiela Evrona. Zdrada to jedno, ale bluźnierstwo przeciw Ojcu należało oczyścić krwią...

Prowadzeni przez Avnera dotarli do Starej Wieży albo tego co z niej zostało. Z samej wieży pozostały tylko zgliszcza, a wokół nich ostał się mur, w którym “Szare Kaptury” urządziły swój obóz. Przybycie tak dużej grupy zbrojnych wywołała spory tumult wśród ich sojuszników, niektórzy z nich myśleli, że siły Evrona przegrupowały się. Mimo, nawoływań Avnera, że swoi idą, załoga Starej Wieży zaczynała szykować obronę. Fodrin również się spiął, jeśli komuś poniosłyby nerwy doszłoby do niepotrzebnego bratobójczego starcia. Ktoś z delegacji mógłby zostać zraniony, a do tego nie mógł dopuścić. Na szczęście sytuacje rozładował stwierdzenie brata mehra, że najmilszym miejscem w Skraningen jest cipka Igi “Jedwabnej” Ivodotter. Wszyscy odetchnęli z ulgą i wybuchneli śmiechem, w tym Fodrin. Będzie co dziadkom opowiadać, niemała heca z tego powstała.

Na jednym z drzew przy drodze do Starej Wieży targany wiatrem wisiał krasnolud. Fodrin przystanął i przyjrzał mu się. Wojownik rozpoznał umarłego bez trudu, był to Borko “Krwawy”, którego ongiś powstrzymał przez zaatakowaniem Stefena. Podczas sądu nad Borkiem Terter ulitował się nad nim, doprowadzając do skazania krasnoluda na ciężkie roboty w kamieniołomie zamiast stryczka. Grupa, która miała doprowadzić skazańca do Vodenistka zaginęła. Borko jakimś sposobem udało się uciec i ruszyć na wezwanie wojenne do Skraningen. Atak na inspektora nie był pierwszą zbrodnią wisielca, wcześniej należał też do niesławnej bandy “Siwogębęgo”. Historię Borko uzupełnił Avner. Banita po przybyciu do osady najął się na służbę u Aharona i pomagał wykopach, które doprowadziły do osuwiska. Jakby tego było mało po puchu ruszył za Evronem. Borko nie uczył się w ogóle na swoich błędach. Jedyne co dobrze świadczyło o tym łapserdaku, to że odmówił udziału w bluźnierstwie i złożył broń podczas bitwy o Starą Więżę. Lista przewin krasnoluda była zbyt wielka, ostatecznie starszyzna skazała go na śmierć przez powieszenie. Banicie nie pomogły błagania o litość ani próby kupczenia informacjami o lokacji łupów zrabowanych przez “Siwogębęgo”. I tak o to zakończył swój smutny żywot Borko “Krwawy”. Fodrin czuł smutek choć nie za Borko, ten był jednym z najpodlejszych krasnoludów jakich znał, a zmarnowanymi szansami. Gdyby tylko Borko wyciągnął wnioski ze swojego niechlubnego życia mógł odmienić swój los, miał na to aż nadto szans. Być może mógł nawet odkupić się w oczach Ojca i znaleźć drogę do jego Sal Biesiadnych. Teraz jednak to już historia, a jego ciało powiewa na sznurze ku przestrodze innych, może chociaż tak odpokutuje swoje winy...

Za murami poza rozlokowanymi siłami “Szarych Kapturów” znajdowały się też namioty z rannymi i jeńcami, a także udzielono schronienia okolicznym chłopom, którzy zdołali umknąć pogromowi. Skala przedsięwzięcia i jego organizacja wzbudziła niemały podziw w Fodrinie co do nowego mehra, wszak krasnoludzki wódz miał niewiele czasu, by to wszystko przygotować. Miejską delegacje przywitała oficjalnie rada wojenna w składzie: mehr Meyer wraz z małżonką Jarą “Górską Lwicą”, Efrain “Burza Śnieżna” Yoelssonn, Harald “Góra” Krvissonn, mehr Svart Juvet Ziv “Strącający Lawiny” Zvissonn oraz mehr Landsbyen Tamir “Kościana Koszula” Hillelssonn. Stefan był w swoim żywiole rozpoczął rozmowę kwiecistym powitaniem, wręczając podarki i listy uwierzytelniające. W zawiłych meandrach dyplomanci było to jedynie wymiany uprzejmości, prawdziwe rozmowy miały odbyć się wieczorem. Fodina wyraźnie ta protokolarna szopka męczyła i nużyła, nie chcąc tracić czasu poprosił Avnera, by wskazał mu Konkordiusza. Okazało się, że człowiek obserwował przybycie delegacji z murów. Mężczyzna nie wyglądał zbyt okazale, nosił szaty podobne do skrybów z magistratury przybrudzone sadzą i pyłem, z pewnością musiał przeżyć wiele podczas ostatnich bitew. Towarzyszyła mu para elfów wyglądająca niepozornie w skórzniach również pokrytych sadza i pyłem, gdy Fodrin miał zgadywać uznałby ich za tropicieli. Mężczyzna uzbrojony był w łuk, a kobieta... Krasnolud do końca nie był pewny wyglądało jak naręczne pazury. Nietypowa broń. Ciekawa kompania nie ma co. Dwerg wręczył przesyłkę, Konkordiusz wyglądał na zadowolonego i zaciekawionego. Cóż nie było zbyt wiele czasu na zapoznanie, wymieli krótkie uprzejmości i rozstali się. Wszak w Starej Wieży miano dywagować o przyszłości regionu...

[...]
***SPOILER***


Okazało się, że pośród rannych znajdowało się też paru dvergów z Vodenistka, którzy dali się zwieść podszeptom Evrona. Stefan i Tajga ruszyli sprawdzić ich stan i w miarę możliwości im pomóc. Rada wojenna nie podjęła jeszcze decyzji co uczynić z jeńcami, a ta nie należała do najłatwiejszych. Może jako miejska delegacja zdołają na to wpłynąć. Nie to jednak zaprzątało uwagę Fodrina. Krasnolud mając chwilę spokoju postanowił działać, a nie być tylko biernym obserwatorem. Pora zadbać o interes dwergów. Mężczyzna będąc pod wrażeniem postaci Meyera chciał z nim pomówić, jednak ciężko było dostać się przed oblicze samego mehra. Ostatecznie udało mu się spotkać z Avnerem, który zapewnił, że przekaże wszystko bratu. “Orkowa Zmora” wyglądał na porządnego krasnoluda i dlatego Fodrin postanowił mu zaufać. Rozpoczął opowiadając o sobie jak spędził pośród erxeńczyków dwadzieścia lat i mimo ciężkiej pracy i poświęceń dalej pozostawał osobą drugiego sortu. Jak mimo życia pośród obcych zawsze troszczył się o los krasnoludzkiej społeczności. Zdał relację z pierwszej delegacji, gdy rozstrzygnięto spory między Saltzbergiem, a Mali Gajem. Przestrzegł też, że mimo doprowadzenia do pokoju między skłóconymi stronami Stefan Terter stawiał na pierwszym miejscu interes handlowy miasta. Opisał sytuacje na froncie wojny domowej. Północ wyraźnie przegrywała, a samo Vodenitsko było oblężone. Erxeńczycy desperacko potrzebowali krasnoludzkich najemników do odwrócenia uwagi wroga. Dramatyzm sytuacji sprawiał, że delegacja nie miała złota na zaliczki i była gotowa iść na ustępstwa terytorialne wobec krasnoludzkich klanów. Fodrin poradził, że by na tym skorzystać podczas negocjacji w celu uzyskania dla dwergów jak najkorzystniejszych warunków. Ostrzegł też, że Stefan kierowany desperacją może planować szalone ruchy, jak chociaż atak na Hristograd. Avner początkowo nie był przekonany do wyznań miejskiego ziomka, jednak wraz z rozwojem opowieści uwierzył w szczerość jego intencji. Brat mehra zapewnił, że poinformuje o wszystkim Meyera i dzięki wsparciu Fodrina górskie klany z pewnością nie będą stratne ani oszukane. Powracając do towarzyszy po rozmowie mężczyzna czuł wewnętrzny spokój i spełnienie w obronie interesów swoich braci.

***SPOILER***


W końcu nadeszły długo oczekiwane pertraktacje między miejską delegacją, a radą wojenną krasnoludów. Fodrin niewiele miał dopowiedzenia w tym dyplomatycznym spektaklu i siłą rzeczy został ograniczony do roli obserwatora. Stary wiarus miał jednak świadomość, że poruszone za kulisami tematy teraz dadzą owoce. Prym w debacie wiódł jakże inaczej Stefan Terter, a radę reprezentował głównie Meyer. Trzeba było oddać Stefanowi, że znał zwyczaje dwergów. Po wymianie uprzejmości człowiek szybko przeszedł do konkretów informując o sytuacji wojennej i ofercie miasta Vodenistko. Bez ogródek inspektor obiecywał złoto, ale też ziemię. Na tą propozycję chętnie odpowiedzieli merowie Ziv i Tarmir, wyraźnie zainteresowani rozstrzygnięciem sporów terytorialnych między swoimi klanami dzięki nowym nabytkom. To naprawdę dobrze rokowało sprawie miasta. Kolejnym omawianym punktem była kwestia jeńców. Stefan postulował, by dać im szansę odpokutować winny w walce jak nakazuje obyczaj. Inspektor zaskoczył wszystkich przytaczając przypowieść o sporze między Wojownikiem i Pasterzem, który zakończyła pokutną pracą Wojownika na rzecz poszkodowane brata. Bardzo trafny argument, który uznał też Fodrin. Dla jego błądzących ziomków najlepszą opcją była próba odzyskania honoru w walce niżli egzekucja w hańbie. Terter również starał się pozyskać dla sprawy “Szare Kaptury” argumentując, że atak buntowników Evrona na Grudice wciągnął już klan do wojny oraz niejasna sytuacja panującego w Grudicach rodu Izaplaniskich, którzy zmieli strony podczas wojny domowej - stawia dalszą współpracę w tym rejonie pod znakiem zapytania. Konkluzją człowieka było, że tylko jasne opowiedzenie się za siłami północy wzmocni klan i umożliwi uniknięcie oskarżeń o obojętność po wojnie. Meyer jednak miał niezmienne starał się zachować neutralność, nie na darmo znany był jako “Niezłomny”. Mehr dał do zrozumienia, że poradził sobie z buntem i przyszedł z pomocą napadniętej osadzi,e a tym samym dotrzymał zobowiązań. “Szare Kaptury” i Grudzice od lat egzystowały w pokoju i taką polityką chciał podążać dalej Meyer, nie mieszając się w sprawy wewnętrze Erxen. “Skraningen handluje ze wszystkimi Gwynn, Vodenistkiem i Hristogradem” - skwitował na zakończenie stary krasnolud. Stefan choć bardzo się starał nie był wstanie przekonać mehra. Fodrin chyba pierwszy raz w życiu był świadkiem, że ktoś nie dał się przegadać inspektorowi. Szacunek starego wiarusa do Meyera jeszcze bardziej wzrósł. Terter próbował jeszcze ratować sytuację odwołując się do tradycji Wojownika szukania chały i bogactw na polu bitwy. Inspektor argumentował, że śmierć w łożu nie jest godna dwerga. To był bardzo kiepski dobór słów, w obliczu faktu, że poprzedni wielce szanowany mehr dożył sędziwego wieku i zmarł w łożnicy. To można było wręcz odczytać jako potwarz. Fodrin poczuł się zażenowany słowami swojego dowódcy. Meyer jednak nie dał się wyprowadzić z równowagi, przypomniał, że Wojownik nie jest jedynym z braci i nie każdy dverg musi podążać jego ścieżką. “Rolą Wojownika nie jest jedynie zdobywać, ale także jeśli nie przede wszystkim obrona rodziny.” - Dumnie i pewnie odrzekł mehr. Fodrin po raz kolejny był pod wrażeniem mądrości starego krasnoluda. Na tym zakończyła się pierwsza runda rozmów.

Po na radzie Stefan był pełny nowych pomysłów. Jeszcze przed drugą turą rozmów chciał udać się do Grudic i dowiedzieć się czemu gród jest nadal zamknięty. Człowiek liczył, że zdoła przekonać Radka Izaplaniskiego do oporu wobec zdrady brata i powrotu rodu na służbę północy, a tym samym wykorzystać układ “Szarych Kapturów” z Grudicami. Kluczem planu do otwarcia wrót był Eryk, dla którego Radko był szwagrem. Fodrin miał mętlik w głowie, dynamicznie zmieniające się sojusze w wojnie domowej nie ułatwiały osądu bądź planowania. Chyba faktycznie warto się przekonać jakie jest stanowisko rodu Izaplaniskich. Wykorzystanie jeńca do tego było sprytnym rozwiązaniem, ale też ryzykownym. Kto wie jak to się potoczy... Kolejnym pomysłem Tertera było zaproszenie Efraina na śniadanie, w celu omówienia istotnych kwestii z narady. I to właśnie Fodrin został wysłany, by przekazać zaproszenie. Dostanie się do członka rady nie było proste, zwłaszcza, że wciąż dywagowali w zamkniętym gronie na temat oferty miasta. Avner pojawił się sprawdzić o co chodzi. Stary wiarus przekazał prośbę swojego dowódcy. “Orkowa Zmora” był zaskoczony zaproszeniem dla krasnoludzkiego mędrca. Jak się nad tym zastanowić, to tuż przed kolejną naradą mogło to przypominać próbę przekupstwa. Fodrin miał nadzieję, że Stefan nie wpadł na tak durny pomysł i nie obrazi rano sędziwego krasnoluda próbą przekupstwa. Zbrojny spędził chwilę na przekonywaniu brata mehra, że nie dojdzie do takiej próby i warto, by członek rady wysłuchał pomysłów człowieka, bo to może pomóc w negocjacjach. Zmęczony krasnolud wrócił do Tertera, ten nie był zadowolony, że tylko to zajęło i chyba coś zaczął roić już sobie w głowie. Fodrin po tym długim dniu nie miał już sił na humory człowieka, postarał się wyjaśnić jego ziomkowie obawiali się próby przekupstwa, dlatego tyle to zeszło. Inspektor zapewnił, że do tego nie dojdzie. To co wydarzyło się później było niespodziewana... Stefan pozwolił sobie na nie pasującą do siebie wylewność. Dowódca docenił wkład krasnoluda w wyprawę oraz jego cnoty i honor. Stefan chciał, by Fodrin towarzyszył mu w tym zadaniu nie tylko jako podkomendny, ale też przyjaciel. Mężczyźnie na chwilę odebrało mowę, słowa uznania mocno połechtały jego ego. Po wielu perypetiach i długim czasie współpracy, czasem dosyć trudniej, ta dwójka mężczyzn mogła nazwać się faktycznie przyjaciółmi. Łączyło ich poczucie obowiązku i determinacja, mimo sporych różnic rasowych i kulturowych. Fodrin przyrzekł, że wspomoże Stefana jak najlepiej potrafi we wspólnym zadaniu z korzyścią dla miasta jak i dwergów.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2026-03-13, 18:28   

4 dzień Arros


Poranek zaczął się dość nietypowo. Stefan zażądał od Tajgi, by przygotowała śniadanie. Kobieta ku zdumieniu dowódcy odmówiła, twierdząc, że nie leży to w jej obowiązkach. Po krótkiej sprzeczce Terter sam zabrał się za szykowanie posiłku, by nie było blamażu przed ich szacownym gościem. Fodrin rozbawieniem oglądał ten poranny cyrk, zadowolony, że spór nie dotykał go bezpośrednio. Dwójka ludzi czasami zachowywała się jak dzieci. Wysiłki kulinarne Stefana zaczęły rozpościerać w powietrzu przyjemny zapach. Opasły krasnolud chciał uszczknąć trochę, ale dostał chochlą po tłustych paluchach. Ku rozczarowaniu mężczyzny musieli poczekać na gościa... Efrain w końcu się zjawił i zasiedli do śniadania. Stefan stanął na wysokości zadania i posiłek był przepyszny, nawet szanowny gość to przyznał. Terter skorzystał z okazji i zagaił “Burze Śnieżną” o dalsze plany. “Szare Kaptury” nie zamierzały utrzymywać tu zbyt długo garnizonu, jedynie na czas eliminacji resztek sił Evrona i udzielenia pomocy poszkodowanym. Krasnoludy chciały unormować stosunki z Grudicami, ale o to było ciężko, póki wrota grodu były zatrzaśnięte na głucho. Następnie temat zszedł na kwestię jeńców. Efrain przyznał, że z poddało się z rozbitych grup: pięciu od Kjella "Wędrowca" Lauritssonna, dziesięciu od Ido "Gargulca" Illaissonna z Gwynn, dziewięciu ze Skraningen oraz dziewięciu z Vodenistka. Jakby ich połączyć powstał, by z nich mały oddział... Rada wojenna miała z nimi poważny problem z jednej strony dołączyli do zdrajcy, a z drugiej opamiętali się i nie przyjęli bluźnierczej komunii. Wielu optowała za ich egzekucją, sam Efrain to rozważał. Terter po raz kolejny się za nimi wstawił sugerując, by odkupili winny na wojnie i przeszli pod jurysdykcję miasta. Fodrin również upatrywał w tym szanse na odzyskanie przez nich honoru i godności. Po dłużej wymianie zdań z człowiekiem “Burza Śnieżna” przystał, że banicja i karna służba dla miasta będzie należytą karą. To była dobra wiadomość dla nich, mogą zyskać kilka dodatkowych bród i ocalić parę żyć. A kto wie po wojnie może osiądą w mieście... Zakończywszy śniadanie i konstruktywną wymianę myśli rozstali się z krasnoludzkim mędrcem.

Po śniadaniu delegacja się zebrała i zgodnie z planem ruszyła w stronę Grudic. Stefan po raz kolejny uraczył ich szalonym planem... Tym razem zdobycia grodu. Zarówno Fodrin jak i Tajga sprzeciwili się temu pozbawionemu sensu pomysłowi. Po pierwsze rozsierdziłby ich z trudem zdobytych sojuszników, wątpliwe by Meyer chciał kontynuować dalsze rozmowy jakby jawnie zaszkodzili jego planom. Po drugie jak mieli, by to zrobić do licha. Tajga usiądzie mu na plecach i razem przefruną przez mury... To było nierealne! Wręcz absurdalne! Logiczne argumenty nie trafiały do Tertera, ten tkwił w swojej wersji rzeczywistości. Ostatecznie doszło do wielkiej kłótni między przedstawicielami magistratu, obie strony oskarżały się o niekompetencje i wywlekały dawne sprawy. Cóż pewne rzeczy się nie zmieniają...

Przybycie do Grudic nie przyniosło oczekiwanych rezultatów. Okoliczni chłopi niewiele mogli powiedzieć na temat sytuacji w grodzie, jedynie tyle, że od czasu ataku krasnoludów nikt z stamtąd nie wychodzi i zdaję się wciąż lękają się brodatych. Fodrin musiał ze smutkiem przyznać, że po krwawej łaźni jaką zgotował Evron nie dziwiło to zbytnio. Wojownik zaproponował Stefanowi, by na czas rozmów poczekał na uboczu z Ivo. W obecnej sytuacji nie było co się unosić dumą, a to mogłoby pomóc w rozmowie z grodem. Inspektor jak zawsze wiedział lepiej i nie zamierzał rezygnować z krasnoludzkiej obstawy. Skutek był oczywisty, strażnicy na widok członków delegacji nawet nie chcieli zbytnio rozmawiać. Nawet powołanie się na konotacje rodzinne Eryka nic nie dało. Mimo starań Stefana wrota pozostały zamknięta. W końcu znużony strażnik pogroził im kuszą i musieli odejść. To była najbardziej spektakularna dyplomatyczna klapa w historii delegacji... Terter nie zamierzał odpuścić pozostawił na miejscu Eryka, który zobowiązał się do nawiązania kontaktu z siostrą. Do pilnowania jeńca człowiek wyznaczył Tajgę z Quinem. Fodrinowi ten pomysł się nie spodobał. Osobiście zgłosił obiekcie, że zbrojni z grodu mogą przechwyć ich branka, nawet wbrew woli honorowego młodzieńca. Jego protest został zignorowany, po raz kolejny... Nawet Tajga o dziwo poparła ten ryzykowny plan, tłumacząc, że możliwe korzyści są większe niż ryzyko. Krasnolud nie był przekonany. Nic to... Pozostawili wyznaczoną trójkę w Grudicach i powrócili do Starej Wieży na zbliżającą się drugą turę rozmów.

Po przybyciu do Starej Wieży mieli jeszcze chwilę przed rozpoczęciem rozmów z radą wojenną, dlatego też Stefan w asyście Fodrina postanowił zrobić obchód pośród rannych. Dwerg ze zdziwieniem odkrył, że pośród rannych najmitów z Vodenitska byli też zaginięci flisacy – Ardulf, Vincend i Marland. To właśnie przez dostarczone przez tą trójkę wybrakowane i niepełne zamówione żelazo było przyczynkiem do pierwszej delegacji. Mimo śledztwa wyprawa nie zdoła ustalić, dlaczego zaginione żelazo znalazło się w Sivo Brdo. Do flisaków pojawiło się wiele pytań, ale Ci nagle zniknęli z miasta. Zrządzeniem losu pojawili się właśnie tutaj, tak daleko od metropolii... Zbrojny nie mógł przejść obok nich obojętnie, postanowił wypytać nieszczęsne trio. Okazało się, że opuścili miasto, bo usłyszeli o wezwaniu wojennym ze Skraningen, a tam dali się zwieść Evronowi. “Noż kurwa puste łby...” - Z wrażenia wojak pociągnął się za brodę niedowierzając w takie zrządzenia losu. Zagadnięci o zgubione sztaby, zaczęli coś kręcić o silnych falach i przerzucać się na wzajem odpowiedzialnością. Fodrin miał już dość matactw, zagroził im, że porachuje im kości, jeśli nie usłyszy prawdy. Przyciśnięci flisacy wyznali, że mieli dość, że klan Słonej Wody robił ich w chuja w interesach i chcieli się odkuć sprzedając na boku ukryte w Sivo Brdo sztaby. Te geniusze zbrodni nie mieli jednak dogadanego kupca. Co za idioci! Miasto i Saltzberg kontrolowały wszystkie oficjalne kanały dostaw żelaza. Niemieli nawet szans niezauważenie zrobić tego szwindla. No po prostu! Kurwa no, nie! Widzisz Ojcze i nie grzmisz! Słono zapłacą za ten durny numer! Gildia i klan Słonej Wody dobiorą im się do dupsk... Co ciekawe ta banda kretynów nie miała pojęcia o skradzionej z miasta broni. Parę pytań pozostało bez odpowiedzi, ale chociaż cześć się wyjaśniła...

W końcu nastąpiła druga tura rozmów, tym razem omawiano konkretne szczegóły wyprawy wojennej i warunki służby. Na wstępie Meyer odmówił udziału “Szarych Kapturach” w tym przedsięwzięciu i wymógł zapis w umowie, że sformowana armia nie podejmie wrogich działać wobec Grudic. Było w to w niesmak Terterowi, ale nawet ze swoją złotą erudycją nie był wstanie przekonać mehra. Fodrin postanowił czuwać nad postawieniami traktatu jako zastępca szefa delegacji, aby niedoszło do sytuacji w jakiś sposób został naruszony ze szkodą dla dwergów. Kierowany desperacją Stefan miał naprawdę dziwaczne pomysły, mógłby dalej próbować wciągnąć “Szare Kaptuy” do wojny... Inaczej do sprawy dochodzili mehrowie Ziv i Tamir żywo zainteresowani udziałem w wyprawie. Zaproponowane przez człowieka warunki były niewystarczające dla górskich klanów. Niskie stawki bez zaliczki połączone jedynie z dzierżawą, a nie przekazaniem ziemi - budziły wątpliwości. Do tego dochodził niepewny status wioski Krairechen, która miała być przekazana w dzierżawę -lokalny możnowładca wciąż żył i miał do niej prawa. Terter musiał sporo się na trudzić w negacjach żonglując wysokościami stawek i premiami za toczone bitwy. W końcu krasnoludy wynegocjowały znaczący wzrost stawek, natomiast człowiek ograniczył ilość dowódców i zdefiniował ich jako dowodzących co najmniej trzydziestoma brodami. Fodrin z satysfakcją tego słuchał, widząc, że jego ziomkowie nie zostali oszukani i nie będą stratni na wyprawie. Kolejnym punktem obrad była kwestia jeńców. Meyer zgodził się, żeby odpokutowali swoje winy podczas wojny służąc pod miastem, ale wygnał ich na zawsze ze swoich ziem. Delegacja osiągnęła zdecydowany sukces, Stefan mógł słusznie otrąbić zwycięstwo swojej dyplomacji. Te błądzące dwergi na pewno im się przydadzą w nadchodzącej kampanii i zyskają też szansę odpokutować winy. Niespodziewanie inspektor proklamował na nowego dowódcę karnego oddziału nie kogo innego jak samego Fodrina. Krasnoluda aż zatkało z wrażenia spotkało go wielkie wyróżnienie i honor, ale też straszliwa odpowiedzialność. Decyzja Tertera pokazywała jak wielkim zaufaniem obdarza swojego zastępcę. Stary wiarus czuł wielką presję i niepewność w pokładanych w nim nadziejach. Wszak nigdy nikim nie przewodził i zwłaszcza tak dużej grupie. Ostatnia próba przeprowadzenia manewrów z klanem “Kościeanej Koszuli” zakończyła się totalnym fiaskiem. Na Topór Wojownika! Nie cofnie się dołoży wszelkich starań, by nie zawieść dowódcy, ale także powierzonych mu dwergów. Wiedział, że czeka go sporo pracy i nauki. Musi dać z siebie wszystko, zbyt wiele od tego zależy. Z niespodziewanym awansem może też dostanie stawkę dowódcy, Kto wie, ale to była kwestia już późniejszych rozmów... Rada omówiła następnie logistykę i strategię. Stefan zapewnił, że miasto będzie odpowiadać za aprowizacje oddziału oraz kształtować ogólny plan działać, natomiast w bitwie będą przewodzić rada dowódców. Inspektor zapowiedział marsz na Karlowy Most, a następnie zdjęcie oblężenia z klasztoru Dunmara. Dalsze działania wiązały się już z ruchami przeciwnika, zakładały związanie ich walką na północy w celu odciążenia miasta Vodenistka albo podjazdy na ziemie południowe, by odciąć wroga od zasobów. Mehrowie z aprobatą przyjęli ten plan. Terter dodatkowo zobowiązał się do ścigania zdrajcy Evrona, jeśli nadarzy się taka okazja. Avner dał znać, że za jego przyzwoleniem Konkordiusz wraz z towarzyszami ściga zdrajcę w dół rzeki i jak się czegoś dowie ma wrócić z wieściami. Wszystko zostało ustalone. Delegacja zyskała armię jakiej potrzebowała, a górskie klany godziwe warunki służby. Pozostało tylko podpisać stosowne umowy i traktaty wieczorem.

Podczas, gdy Stefan pieczołowicie przygotowywał stosowne dokumenty z Grudic powróciła Tajga z Quinem niestety bez Eryka. Jak się okazało Fodrin miał wcześniej rację, zbrojny z grodu przechwycili chłopaka jak tylko mieli okazję i nie zamierzali go zwracać. Cholernie to komplikowało sytuację i niweczyło misterne plany Tertera z dalszym podszywaniem się pod Kovacevicza. Tajga wywiedziała się też zarządca Slobodan z ramienia Zorana Izaplanijskiego, tragicznie zmarł w wypadku. Otóż pijany wpadł do wychodka i skręcił sobie kark. Cóż paskudna śmierć nieco ironiczna... Natomiast Radko trafił do lochu za sprzeciwienie się planom brata, który dołączył w wojnie po stronie sił południa. Poplątana sprawa nic dziwnego, że mając taki burdel nie chcieli nikogo wpuścić do środka. Terter był wściekły znowu zaczął snuć wymysły. Chciał zebrać armię i uderzyć na gród. Fodrin natychmiast zaoponował, byłoby to jawne naruszenie zawartego traktatu. Nie zamierzał na to pozwolić ani brać w tym udziału. Człowiek nieco ochłoną i zaproponował zastraszyć obsadę warowni. Dla krasnoluda też był to ryzykowny plan, jeśli zbrojni nie ulegną to skompromitują się na oczach wszystkich. Nie mogą wcielić przecież gróźb w życie... Wojownik szczerze wątpił w szanse uwolnienia Eryka. Inspektor zaczął bredzić coś o fałszowaniu listów Zorana. Miarka się przebrała! Krasnolud nie zamierzał słuchać ani brać udziału w tak niehonorowych działaniach. Zdecydowanie przeciwstawił się temu szaleństwu...

W końcu wszyscy się zebrali, by być świadkiem historycznego momentu zawarcia porozumienia między miastem Vodenistkiem, a górskimi klanami. Pośród nich był Fodrin z wypiętym dumnie brzuszyskiem, świadom, że jawnie przyczynił się do tego wydarzenia, dopełniając obowiązki wobec miasta, ale też pozostając solidarnym ze swoimi górskimi ziomkami. Stefan Terter uroczyście odczytał warunki spisanego przez siebie kontraktu i przyjął przysięgę lojalności i wierności od dowódców krasnoludów. Pod dokumentem złożyli podpisy Halldor "Niezmordowany" Ketilssonn mający za sobą czterdzieści sześć bród, Ziv "Strącający Lawiny" Zvissonn mający za sobą czterdzieści siedem bród, Tamir "Kościana Koszula" Hillelssonn mający za sobą czterdzieści bród oraz co stanowiło miłą niespodziankę Hilda "Wszechmatka" Darsdatter mająca za sobą niewielki odział swoich “córeczek”. To tego dochodzili jeńcy skazani na pokutną służbę, których było ponad trzydziestu. Fodrin zastanawiał się czy też nie złożyć podpisu, przedyskutuje to później ze Stefanem jak już uzyska dowództwo nad świeżo powołanym odziałem. W obozie zapanowała radość i podniosła atmosfera. Jutro mieli ruszać na wojnę. Stary wiarus zastanawiał się jak przemówić do swoich nowych podkomendnych. Prowadzenie ich i pomóc w odkupieniu win będzie naprawdę trudnym zadaniem. Zastanawiał się czy nie poprosisz Hildy o pomoc, szanowna krasnoludka mogła nad nimi roztoczyć trochę matczynej opieki i dopomóc w ich resocjalizacji. Jako “Wszechmatka” nadawała się do tej roli idealnie. To jednak zadania na przyszłość, teraz należało uczcić sukces delegacji. Gruby krasnolud ruszył przez obóz w poszukiwaniu dobrego trunku do wzniesienia toastu.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2026-03-22, 16:04   

Kroniki Dalina Szalonego Topora

Wspomnienia z wyprawy do Erxen

Część II

Ostatnie poselstwo III



Czarnobrody krasnolud przez dłuższą chwilę rzęził i sapał przy kominku walcząc uparcie o przywrócenie ognia, gdy jego towarzysz dworował sobie z jego prób rozwalony w wiklinowym fotelu. W końcu płomień znów wyskoczył ku górze radośnie z trzaskiem pochłaniając świeże drwa. Ursus wstał od kominka otrzepując ręce z pyłu i sadzy, następnie pogroził palcem rudzielcowi.

-Dalin nie myśl sobie, że pozwolę Ci tu skończyć! Noc jeszcze młoda! Czekaj mi tu spokojnie!

Gospodarz po raz kolejny zniknął w kuchni, z której dało się teraz słyszeć odgłosy przesuwania i brzęczenie glinianych naczyń. Po chwili krasnolud powrócił ściskając w rękach kolejny dzban miodu pitnego, który ze stukiem postawił na stoliku. Gość już się gramolił się do zejścia z fotela, ale na widok dzbanka oczy mu się zaświeciły, klasnął w dłonie i znów rozsiadł się w fotelu.

-No tak to kurwa możemy rozmawiać Ursus.

Czarnobrody ściągnął lak z dzbanka i odkorkował go z miłym dla ucha dźwiękiem, następnie wlał złocisty trunek do kufli. Krasnolud usiadł na drugim fotelu, po czym przyjaciele stuknęli się naczyniami i zakosztowali miodu. Rudzielec zachęcony alkoholem wrócił do opowieści.

-Na czym to ja mówiłem... Ach tak... Dni mijały, a piastun z magiem siedzieli nosem w książce. Dywagowali, mędrkowali, dysputowali... Ocipieć szło od tego!

-Coś z tego wyniknęło?

-A no kłótnia... Po przestudiowaniu tej cholernej księgi piastun Hevel doszedł do wniosku, że przemianę można odwrócić. Za to Albert był przekonany, że już za późno. Ostro się o to posprzeczali. Jakaś rozrywka przynajmniej była...

-I co który miał rację?

-A chuj wie...

-Jak to?

-A z takiego tyciego problemu... Żaden mutant nie złożył broni, ani tego skurwysyństwa nie dało się wziąć do niewoli. Przeklęci walczyli jak dzikie bestie do samego końca. Nie było na czym sprawdzać tych śmiałych teorii.

-Orzesz kurwa...

-Może to i lepiej... Po mojemu, taką hańbę i bluźnierstwo trzeba zmyć krwią. Niech sam Ojciec oceni ich grzechy! Jak dwerg po powrotnej przemianie mógłby żyć dalej z takim piętnem... Nie wyobrażam sobie tego.

-Kurwa... - Ursus poruszył się niespokojnie w fotelu i rozlał kolejną kolejkę. - Chyba masz rację...

W ciszy opróżnili kufle, przytłoczeni ponurym losem wypaczonych krasnoludów.

-Ciężko było wytrzymać z tymi molami książkowymi, gdyby nie siostra piastuna Hilda i jej “Córeczki”. Grupa młodych najemnych krasnoludzkich dziewoi, a Hilda “Wszechmatka” była ich przywódcą i przybraną matką jak jej przydomek wskazywał. Tak więc miał kto nam ugotować i było z kim pogadać. A i na kim oko zawiesić! Żałuj Ursus, że nie widziałeś tych chyżych dzierlatek! - Rudzielec zaczął gestykulować wulgarnie. - Dorodne piersi jak dzwony! Jędrne tyłki aż proszące się o klepnięcie! I topory ostre jak brzytwy! Buhaha!

-Kurwa Dalin nie za stary jesteś, by się za młódkami oglądać!?

-No już Ursus, pozwól staremu dwergowi potęsknić za młodością. Po tym wszystkim co się stało... - Rudzielec zwiesił głowę. - Z Brandą i Brendem...

-No już... - Czarnobrody poklepał towarzysza po plecach dla dodania otuchy i rozlał miodu. - Przeszłości nie jesteśmy w stanie zmienić. Ale rację masz popatrzyć nie zaszkodzi. Sam chętnie zrzuciłbym okiem na nie! Hah! Za Hildę i jej “Córeczki”!

Dalin ponownie odzyskał animusz i humor, podniósł kufel do toastu wtórując przyjacielowi. Krasnoludowie jednym haustem opróżnili zawartość swoich naczyń i ze stukiem odstawili na stolik.

-Monotonie tych dni, jak siedziałem i warowałem przy księdze jak nie przymierzająć kurwa pies pasterski, przerwało przybycie niespodziewanych gości. Proszę ja Ciebie delegacja erxeńska aż z samego Vodenitska.

-No proszę... A co chciały ludziska znad jeziora?

-No jak to kurwa co?! Naszych toporów i naszych bród! Wojna między nimi wybuchła o władzę. Dwie strony północ skupiona wokół tego całego Vodenistka i południe z Hristogradem na czele. Tak się składało, że północ tą wojnę przegrywało. A jak to mówią jak trwoga to do dwerga! Od co hah! Chcieli, więc nająć naszych do bitki z południowcami oraz by nabruździć im na tyłach!

-Ah, mogłem się domyślić...

-Dobra, ale po kolei... Na czele tej całej delegacji stał niejaki Stefan Terter. Z wyglądu mizerny gryzipiórek z zakolami za to kurwa wygadany za dwóch. Sam pieprzył więcej niż czarodziej i piastun razem wzięci, szkoda kurwa tylko, że nie wszystko z sensem. Jebaniutki mędrek miał zdanie na każdy temat i wciskał je każdemu. Aż mnie kurwica strzelała, jak słuchałem kilku jego wysrywów.... Co kurwa ciekawe znał nasz język i to tak, jak niejeden z tych urzędasów z Gwynn co gada przez nos ą i ę...

-Kurwa ciekawe indywiduum...

-Taa... Słuchaj dalej. Za tą mądralą chodził krok w krok tłusty dwerg. Kurwa takiego spaślaka to dawno nie widziałem. Skurwiel był tak opasły, że łatwiej było go przeskoczyć niż obejść. Ja pierdole wyglądał jakby na baryłkę naciągnięto kolczugę. Pamiętasz tego lodowczyka co kiedyś zszedł z wysokich szczytów. Jak on miał... -Rudzielec pstryknął palcami. - Jakoś na O... Ooo... Olvo chyba?

-A butanik Olvo “Mętne Sadło”!

-Ta butanik! To przy tym spaślaku Olvo uchodził, by za chuderlaka.

-Hah! Kurwa pierdolisz!

-Nie jak mi Ojciec miły! W każdy razie tłuściutki dwerg zwał się Fodrin “Żelazny”. Miał paskudną bliznę na mordzie z pewnością był twardy, skoro przetrwał taki cios. Niewiele godoł, ale baczył na wszystko zwłaszcza na tego człeka mądrale. Po mojemu był ochroniarzem jakimś, bo łypał na mnie spod łba jak miałem ochotę szurnąć gryzipiórka.

-Kurwa Dalin, każdy zaznajomiony z wojaczką będzie na Ciebie łypał, jak nosisz ten wielgachny topór dwuręczny ze sobą...

-Buhaha! Aż taki straszny jestem? -Wojownik wybuchł rubasznym śmiechem na komentarz przyjaciela. - Była też wśród nich ludzka kobieta. Tajga Sokolov bodajże... Też się nosiła jak urzędas, tyle ze była przybrudzona kurzem i błockiem, jakby wracała z długiej podnóży. Niewiele mogę o niej powiedzieć, rzadko się odzywała i tylko pazernie żarła pieczyste. Wygłodniała była jakby żarcia na oczy od dawna nie widziała. Nie dziwie się Hilda świetnie przyrządza mięsiwa...

-Narobiłeś mi smaka... - Ursus rozlał ponownie trunek do kufli. - To wypijmy za smaczną kuchnie Hildy.

Rudzielec ze śmiechem mu zawtórował, naczynia stuknęły o siebie dźwięcznie i znów złocisty miód pitny zniknął w gardzielach krasnoludów.

-Kurwa dobry ten miód! - Zachwalał Dalin przecierając usta. - W delegacji był jeszcze jeden dwerg Ivo, okazało się, że był z tej samej osady co Hilda i znał tego nieszczęsnego Anhelma. Niewiele z nim słów zamieniłem, bo z siostrą piastuna na stronie w spokoju rozmawiał.

-Nie dziwne. Paskudnie się ułożyło z całym tym Anhelmem...

-A no... Mieli jeszcze półelfa w drużynie Quinn “Złamana Tarcza”. Wyobraź sobie, że cały był poharatany i bandażach, a oko mu latało przy każdym słowie mądrali. Kurwa nieźle musiało się tam odpierdolić. Podobno lamia się na niego rzuciła...

-Kurwa jak lamia... Wszyscy wiedzą, że nie atakują niczego większego od owcy trzeba tylko omijać ich gniazda szerokim łukiem. Kurwa nie chcesz mi chyba powiedzieć...

Rudzielec kiwnął głową przytakująco.

-Kurwa ciekawa drużyna nie ma co...

Góral rozlał następną kolejkę, którą szybko wypili.

-Szczęki poopadały tym z delegacji jak usłyszeli od piastuna co na odpierdalał Evron z zausznikami. Jak zwiódł wszystkich, sprowadził lawinę błotną i wszczął bunt. Najlepsze ich miny były jak usłyszeli jak ten skurwiel wykorzystał fałszywe wezwanie wojenne i podpierdolił armię co sami chcieli zebrać, by pomaszerować na Erxen.

-Jebany skurwiel Evron nie tylko naszym napsuł krwi. - Ursus się skrzywił, ponownie rozlewając alkohol. - Ah szkoda, że ich min nie widziałem. Piękny to musiał być widok.

-Żałuj, Hah! - Dalin uniósł kufel i po raz kolejny wypili kolejkę. - Przedni widok. Mędrek próbował do sprawy pozyskać Hevela. Och jakże on był przymilny obiecywał złoto, ziemię, sławę i mediację w sporach. Chuj, że zaliczki nawet nie miał, a ziemię tylko w dzierżawę chciał dać.

-A to cwany kupczyk. Z tego co mówisz o języku śliskim jak wąż.

-A no... Ale z tymi mediacjami to coś narzeczy było. Urzędas opowiedział jak załagodził spór z elfami z Mali Gaju, a klanem “Słonej Wody”. Ponoć udaremnili spisek lodowych elfów, które w bluźnierczym akcie wycinali serca. Kurwa nie postawił, bym na tą historie funta kłaków, gdyby Fodrin nie potwierdził tego swoim słowem. Nie tylko u nas szerzyło się bluźnierstwo i apostazja. Kurwa nie dziwota, że Brimmigar pokierował mnie do Erxen.

-Kurwa mocno to wszystko śmierdzi. Zwłaszcza po tym co wyszło z tą księgą i nieoczekiwanym powrotem tego skurwiela Jarpala. Źle się dzieje w państwie Erxen.

-Kurwa racja. Kurewsko się wszystko tam gmatwa... - Rudzielec westchnął przeciągle i wrócił do opowieści. - Cóż Hevel nie był w ciemię bity i dał się zwieść pięknym słówkom. Mądrze wyjaśnił, że rolą piastuna jest doradzać i opiekować się klanem, zaś do mehra należy przewodzić klanowi i tylko on może odpowiedzieć na prośby delegacji.

-Mądrego zaiste mają piastuna “Szare Kaptury”. - Ursus zamaszystym ruchem rozlał kolejkę. - Wypijmy za Hevela “Pojednawcę”!

-Zdrowie Hevela! - Wojownik zawtórował kamratowi, a kufle stuknęły o siebie, a ich zawartość szybko zniknęła w gardłach krasnoludów. - Piastun uprzedził delegację, że wątpi by w obecnej sytuacji “Szare Kaptury” dołączyły do wyprawy, za to pozostałe klany oszukane przez tego skurwiela Evrona wciąż mogą być chętne do bitwy. Naszemu człeczynie nawet się coś udało w tej sprawie osiągnąć, bo z ciągnął ze sobą maruderów z klanu “Kościanej Koszuli”.

-No proszę jednak potrafi coś więcej niż mielić jęzorem.

-Zaskakujące... Naszemu mądralińskiemu w niesmak była ocena Havela. Począł w tedy obrazoburcze zapędy. Tfu! - Rudzielec splunął za plecy do miedzianej spluwaczki. - Prosił o błogosławieństwo Forseptu dla delegacji. Powiem tylko, że złamas nie był konwertytą. Ty to sobie wyobrażasz, niewierny błogosławiony przez Ojca!? Kurwa!!!

-Pierdole jaka obraza. Ludzie mają za nic cześć i wiarę. Kurwa tak kupczyć wiarą! Nie godzi się!

-Racja. Piastun podszedł do tego spokojnie. Zbyt spokojnie! Zwyczajnie powinien pogonić gryzipiórka. Kurwa porostu odmówił i pobłogosławił jedynie dwergą z delegacji. - Dalin zirytowany trzepnął pięścią w stół. - Zdecydowanie zbyt spolegliwy!

-Spokojnie Dalin to polityka, do niej trzeba chłodnej głowy. Piastun nie dał sobie wejść na głowę, a częściowo spełnił prośbę człeka. Wilk syty i owca cała.

-Myślisz... Kurwa nigdy tego politykowania nie zrozumiem! Polej no bo na sucho nie zdzierze!

Gospodarz uśmiechnął się pojednawczo i rozlał złocisty trunek między nich. Wybili szybko kolejkę na ukojenie nerwów.

-Taa tego mi trzeba było... -Ciągnął rudzielec. - Nas urzędas zaczął tedy kusić mnie, skoro z Hevelem mu się nie udało. Obiecywał mi łupy i chwałę za dołączenie do wyprawy. Odmówiłem rzecz jasna. Kurwa miałem większe zmartwienia na głowie niż erxeńska wojenka....

-Ta przeklęta księga!

-Dokładnie! Menda jedna nie mogła znieść odmowy. Zaczęła robić mi przytyki, że na zabiedzonego wyglądam porównaniu do tłuściocha co go ochrania. Oczywiście, że nie wyglądam jakbym wpierdolił tura na raz! Kurwa Ursus zagotowałem się tak, że miałem ochotę mu przypierdolić tak, żeby się butami nakrył. Człeczyna próbował się z tego wyślizgać pierdoląc, że nie zamierzał mnie obrazić i zaproponował kolejkę na zgodę. Gówno prawda, ale myślę sobie, że nie wypada wszczynać burd z gośćmi piastuna. Niech będzie napijmy się. I teraz wyobraź sobie, że już nalałem okowity do kufli, a ten łazęga wyskakuje z tekstem, że pić nie może bo ma wrzody. Kurwa mać! Sam oferuje a potem odmawia. Myślałem, że kurwica mnie trafi.

-Ten człeczyna prosi się o guza. I co jebnołeś mu?

-Powstrzymałem się, ale czekaj to nie wszystko... Mędrek wymyślił, że w zamian da mi złotą monetę, bym wypił jego zdrowie w dalekich stronach.

-Kurwa ja pierdole Dalin, przegina i to ostro!

-A wiesz co nawet mnie to rozbawiło! Buhaha! - Wojownik wybuchł rubasznym śmiechem i tym razem sam nalał kolejkę. - Przyjąłem złoto na zgodę, nie zawadzi by mieć w podróży za co zwilżyć gardło! Buhaha! - Wyciągnął za pazuchy monetę. - O zobacz maja na niej wizerunek tego ich najwyższego piastuna... Zobacz jaki śmieszny pieróg ma na łbie!

-Pokaż... - Czarnobrody ujął monetę i przyjrzał się jej. - Kurwa ty faktycznie pieróg! Haha! Nie poznaje Cię Dalin! Drzewiej już dawno byś pozbawił go zębów.

-Widzisz umiem się zachować! - Rudzielec odebrał monetę i schował za pazuchą, a następnie uniósł kufel w toaście. - Zdrowie Stefana Tertera najbardziej irytującego człowieka jakiego poznałem!

-Zdrowie pana mądralińskiego! HaHa! - Zawtórował towarzyszowi Ursus i opróżnili szybko kufle. - Co się jeszcze wydarzyło wtedy?

-Nie... Delegacja narobiła sporo szumu, ale zabawiła u Hevela jedną noc tylko. Z rana ruszyli poszukiwać mehra Meyera. Czarodziej i Piastun przekazali jeszcze paczkę z listem dla Konkordiusza z tym co się wywiedzieli z księgi. Może pomoże w walce z tymi obrzydliwymi mutantami... Eh najgorsze, że Hilda z córeczkami dała się skusić na obietnice Tertera i dołączyła do nich.

-Hah! Rozpaczasz, że musiałeś teraz patrzyć na dupy maga i piastuna!?

-Gorzej przyjacielu musiałem jeść to co ugotowali!

Obaj wybuchnęli rubasznym śmiechem.

-Później doszły mnie wieści z Grudic...

-Czekaj ta osada napadnięta przez siepaczy Evrona?

-Oho jednak słuchasz... Buhaha! Gród się jednak ostał. Tamtejsi możni zamknęli bramy na głucho pozostawiając chłopów na pastwę rębaczy Evrona...

-A to tchórzliwe chujki...

-Przykra sprawa... Okazało się, że tamtejszy zarządca niejaki... - Dalin chwilę drapał się po brodzie usiłując sobie przypomnieć imię. - Slobodan zmarł tragicznie, najebany wpadając do wychodka i skręciwszy sobie kark. Kurwa nie sądziłem, że drugi raz usłyszę, że ktoś zdechł tak haniebną śmiercią. Ojcze uchować nas przed tak wstrętnym losem!

-Kurwa paskudna śmierć rzeczywiście...

-To nie koniec... Radko brat dziedzica tych ziem, co ruszył na wojnę zmieniając strony, wypowiedział mu posłuszeństwo, wszczął bunt i trafił do lochu.

-Dobrze mu tak... Już się gubię w tej ich wojnie domowej kto z kim i dlaczego...

-Nie martw się też za tym nie nadążałem. - Rudzielec poprawił swój sumiasty wąs. - Co się tyczy znajomej delegacji to dotarli do Meyera i nawet coś wskórali. Co prawda “Szare Kaptury” odmówiły udziału w wojnie z Erxen jak przewidział piastun, ale za to “Lawinowcy” i “Kościane Koszule” za godziwe stawki dołączyły do wyprawy.

-Dobrze dla nich!

-Okazało się, że też paru popleczników Evrona poszło po rozum do głowy, odmówiło udziału w bluźnierstwie i złożyło broń.

-No mieli jednak coś między uszami!

-Ta dokładnie. Początkowo chcieli tych zdrajców stracić, jedna nasz mędrek wynegocjował, by zamienić karę na banicję i karną służbę. Dał im szanse, by w domenie wojownika zmazali swoją hańbę.

-No proszę. Dostali wielką szansę na odpokutowanie grzechów...

-Nie spodziewałbym się takiej litości po tym małostkowym mędrku. Ludzie potrafią zaskakiwać. - Wojownik rozlał resztkę miodu pitnego. - Wybijmy za siły zebrane przez Stefana Tertera będzie o nich głośno w Erxen!

-Zdrowie krasnoludzkiej armii! - Góral zawtórował przyjacielowi i stuknęli się kuflami. - Co było dalej?

-Nie rozpędzaj się tak... - Rudzielec westchnął i pomachał pustym dzbanem. - Nie ma już czym zwilżać gardła!

-Kurwa Dalin jak tak dalej pójdzie wychlasz mi wszystko co mam w domu...

W odpowiedzi usłyszał tylko rubaszny rechot wojownika.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group