TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Na pograniczu światów - akt II
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2023-01-23, 20:33   Na pograniczu światów - akt II



Na pograniczu światów – akt II
Kroniki Anhelma, Eleasa i Folletrisa





24 dzień Merris. Poranek. Było pochmurnie i wietrznie, a samo powietrze - czyste, górskie, zimne. To, co dla Anhelma było zimnym, kojącym, górskim powiewem, przypominającym o czasach spędzonych w Mosekledde, po chwili przerodziło się w lodowaty wicher, który zmiażdżył mu płuca i odebrał dech. Zdradziecki zachodni wiatr, a przynajmniej taka myśl mogła przyjść mu do głowy. A może to tylko przesadna interpretacja i próba nadania znaczenia rzeczom i wydarzeniom, które znaczenia wcale nie mają?

Obudzili się w kwaterze strażniczej, równie opustoszałej co zeszłej nocy. Na grodzie nie było wielu zbrojnych, którzy mogliby tu nocować. Ten budynek ewidentnie przystosowany do kwaterowania przynajmniej trzech tuzinów mężczyzn obecnie pewnie gości ich znacznie mniej, że pewnie i na palcach obu dłoni dałoby się ich zliczyć.

A jeden z nich jest Predrag, półelf śpiący brzuchem na swoim posłaniu, z rozwartymi ustami, z których sączy się regularna plwocina, wsiąkająca w siennik. Wiele wypił zeszłej nocy. Może nie będzie pamiętać wszystkiego, ale sam fakt picia z pewnością przypomni mu się o sobie… jak tylko się obudzi, co na razie się nie zapowiada.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2024-07-24, 15:20   

Wspomnienia Eleasa
Na pograniczu światów – akt II
Blues alkoholowy


Barka sunęła powoli przez mgłę, załoga złożona z chyżych krasnoludek pod wodzą Hildy Darsdatter uwijała się jak w ukropie, by bezpiecznie przeprowadzić łódź do celu. W akompaniamencie gardłowych krasnoludzich poleceń przeplatanych siarczystymi przekleństwami, krasnoludki posiłkując się bosakami starały się ominąć wszelkie kępy, głazy i kłody. Drużyna Hildy zmierzała do Skråningen, gdzie odbywał się targ i jak wieś niesie zwoływano hufce na wyprawę wojenną. Poza krasnoludami na barce znajdowała się również trójka tułaczy: półelf Anhelm przybrany syn Hildy, któremu reszta zawdzięczała zaokrętowanie, człowiek znany pod imieniem Paweł oraz elfi łowca Eleas. Cała trójka leżała na pokładzie pogrążona w niespokojnym śnie. Ostatniej nocy nie wylewali za kołnierz. Porywisty wiatr omiótł twarz elfa niosąc ze sobą krople wody. Eleas stęknął i się przebudził. Elf powoli podźwignął się na kolana i wystawił głowę za burtę. Chłodny wiatr częściowo łagodził skutki popijawy. Ból głowy, nudności czy suchość w ustach nie były największym problemem łowcy. Na duszy ciążyły mu wydarzenia do jakich doszło w Grudzicach. Skołowany i skacowany umysł starał ułożyć sobie to co zaszło…

Parę dni temu w trójkę opuścili bezpieczne pielesze drzewa życia. Eleas pozostawił na płaskowyżu swoją ukochaną Shea, choć rozłąka mu doskwierała musiał wyruszyć w podróż, by znaleźć sposób na zdjęcie klątwy jaka na nim ciążyła. Pozostała dwójce również przyświecały cele objawione przez drzewo życia. Anhelm poszukiwał magicznej księgi, od której zaczęły się jego prorocze wizje, a Paweł chciał dowiedzieć co się stało z jego ojcem – potężnym czarownikiem. Kompania obrała za cel wieże w której rezydował ojciec Pawła, sądząc, że czarownik również zdoła do pomóc w innych sprawach. Łowca bez trudu prowadził towarzyszy przez knieje. Elf zawsze czuł się lepiej w lasach niż sadybach. Podczas obozowania wydarzyło się coś…dziwnego. Alhelm i Paweł wpadli na jeden ze swoich nieprawdopodobnych pomysłów. Postanowili, że Paweł wytatuuje na dupie Anhelma twarz Konkordi. Wydarzenie to zdecydowanie przekraczało granice pojmowania łowcy. Czarę goryczy przelało stwierdzenie Anhelma po wszystkim – „Chcecie zobaczyć, jak sram Konkordią?”. Zdarzenie to pozostawiło na długi czas małą traumę w umyśle Elaeasa. Kompani elfa byli z całą pewnością nieobliczalni, kto wie może nawet szaleni. Jednak byli jego towarzyszami jako jedyni nie odwrócili się od niego w trudnej sytuacji. Teraz mogli liczyć tylko na siebie…

Woda chlusnęła w twarz elfa, pomagając wyzbyć się wspomnienia wytatuowanej dupy Alhelma. Łowca poczuł, jak żołądek zaczyna cofać się do gardła. Zdecydowanie lepiej skupić się na czymś innym… Eleas powrócił wspomnieniami do wędrówki po lesie, tamtego dnia po zwinięciu obozowiska odnalazł w lesie ślady dwóch ciężkich humanoidów. Niepewni kto jeszcze kręci się po kniei, postanowili sprawdzić dokładnie trop. Szybko zorientowali się, że ślady należą do dwóch orków. Elf zaskoczony obecnością zielonoskórych wolał pozostać w ukryciu. Paweł jednak przekonywał ich, że nie stanowią zagrożenia i ruszył z nimi porozmawiać. Łowca niepewnie obserwował spotkanie z ukrycia z łukiem gotowym do interwencji. Ku zdumieniu wszystkich Paweł nie dość, że znał język orków to też był z nimi w doskonałej komitywie. Okazało się, że zielonoskórzy zbiegli z posiadłości ojca Pawła. Drużyna wymieniła się z nimi paroma informacji oraz przedmiotami pochodzącymi od pokonanych zakonników. Coś niepokojącego wydarzyło się posiadłości. Paweł po raz kolejny udowodnił, że jest człowiekiem pełnym tajemnic. Pod wieczór dotarli do obwarowanej posiadłości. W jej pobliżu Eleas znalazł ślady walki sprzed kilku dni. Samej posiadłości bronił dobrze wyposażony oddział krasnoludów. Paweł wzburzony tym co działo się na ziemi jego ojca, chciał użyć siły wobec nich, gotów posunąć się nawet do tortur i morderstw, jednak jego towarzysze zdołali mu to wyperswadować. Elf rozumiał kipiące emocje jakie stały się udziałem Pawła, ale to z jaką łatwością snuł plany zemsty było niepokojące. Łowca w przeszłości również nie stronił od używania siły, jednak czynił to jedynie w obronie swoim i bliskich, jednak były granice, do których się nie posuwał… Starcie z tak liczną grupą, nie należało do najprostszych zadań, musieli działać rozważniej. Anhelm próbował jeszcze ułożyć się z krasnoludami, ale ci niebyli zbyt skorzy do rozmów. Kwestia odnalezienia ojca Pawła okazała się trudniejsza niż myśleli…

Eleas musiał się przesunąć robiąc miejsce przy burcie Anhelmowi. Nie szczędzili alkoholu w nocy. Elf zbierając myśli spojrzał do tyłu, gdzie powoli z horyzontu znikały Grudzice. Otoczona bagniskami wioska przy rzece z dobrze usytułowanym grodem warownym. Ta osada była najbliższa posiadłości ojca Pawła. Nie dowiedzieli się zbyt wiele od krasnoludów, ale podejrzewali, że w Grudzicach mogli coś wiedzieć. Zwłaszcza, że Anhelm miał kolejną ze swoich wizji. Widział krasnoluda rozmawiającego z potężnym barczystym mężczyzną z tarczą herbową przedstawiające psa biegnącego złotym polu nad górami. W wizji elfin wyłapał strzępki rozmów dotyczące zajęcia pracowni czarodzieja przez krasnoludy i doprowadzenia do przejęcia władzy w klanie. Człowiek nie oponował wobec planów krasnoluda twierdząc, że w wiosce i tak nikomu nie zależy na czarowniku odludku. Jak dotąd wszystkie wizje Anhelma się sprawdzały, było w tym coś co jeżyło włosy na karku Eleasa. Wzburzenie Pawła na tę wieść było naturalne. Ich towarzysz domagał się zdecydowanych działań z trudem zdołali wyperswadować mu użycie siły. Wspólnie uradzili najpierw zorientować się w sytuacji. Udali się do wioski przybierające nowe miano odpowiednio: Paweł - Stiepan, Anhelm - Igor, Eleas – Scath. Elf starał się pozostać w cieniu, jednak jego towarzysze mieli inne plany. Anhelm i Paweł chętnie rozpytywali o wszystko, rozdając przeklęte złoto i pozostawiając fałszywe tropy dla ewentualnego pościgu. Niespecjalnie przypadło to do gustu łowcy, który wolał pozostawiać po sobie jak najmniej śladów, jednak nie znał się zbytnio na ukrywaniu pośród ludzi, może jego towarzysze mieli racje w tym przypadku. Mimo chaosu w swych działań towarzysze Eleasa sporo się dowiedzieli. Łapiąc żaby z lokalnym chłopem usłyszeli od niego, że w wieży za miastem doszło do pożaru, w którym miała zginąć służba jak i sam pan tego miejsca. Wieść ta bardzo zasmuciła Pawła, który zwierzył się, że duch króla Bielisława zesłał mu wizji śmierci ojca oraz bliskiej przyjaciółki Wandy. Do tej pory człowiek nie bardzo dawał im wiarę tym wizją, ale w świetle tego czego się dowiadywali to wszystko zaczęło go przytłaczać. Eleas z Anhelmem pocieszali towarzysza, obiecując mu, że razem odnajdą jego ojca. Podczas łapania żab Paweł okrył przednimi kolejną tajemnice, pokazując im, że włada magią, dzięki której niewielkimi wyładowaniami powalał płazy. Łowca nie bardzo wiedział co o tym myśleć, sam nie znał się na magii. Umiejętności Pawła mogą okazać się bardzo użyteczne w ich misji. Natomiast podczas wizyty u lokalnego kapłana dowiedzieli się, że władca tych ziem Zoran Izaplamiński wyruszył na wojnę pozostawiając u steru swojego przybocznego półelfa Slobodana oraz brata Radko. Kapłan wielce pozytywnie wypowiadał się o Radku jako człeku uczonym natomiast o Slobodanie miał złe zdanie mając go za warchoła i gwałtownika. Co ciekawe opis Slobodana pasował do człowieka wizji z Anhelma. Nie mniej podczas rozmowy Anhelm zachowywał się bardzo dziwnie nawet jak na siebie, niemal obraził duchownego. Eleas zdołał uspokoić z trudem kapłana. Po wydarzeniach w lesie elf rozumiał, że ich postrzeganie Asterionizmu jest inne niż w reszcie chory to jednak nigdy nie słyszał, by ktoś wyznawał Asteriona i jednocześnie krasnoludzki panteon. Wydawało się, że takie zachowanie może sprowadzić na kogoś gniew któregoś z bogów, natomiast Anhelm uważał to za wspaniały pomysł. Co raz dziwniejsze zachowania półelfa mocno niepokoiły łowce…

Rozważania elfa przerwały okrzyki krasnoludek. Łódź niebezpiecznie blisko zbliżyła się do skały. Eleas podźwignął się, złapał za bosak i niemrawym ruchem odpychał łódź od skały. Wystająca z mulistej wody skała przywodziła na myśl gród warowny w Grudzicach wyrastający niespodziewanie z bagnistego terenu. Łowca udał się do grodu wraz z towarzyszami po rozpytywaniu w mieście. Razem uradzili, że podadzą się za najemników szukających pracy. Przy bramie zatrzymał ich wartownik Pedrag zwany pogardliwie Skazą. Od mężczyzny dało wyczuć się niechęć do Slobodana, jednak przy bramie nie chciał zbyt dużo mówić, za to chęcią porozmawiał, by po służbie przy dobrym alkoholu. Niezbyt ochoczo zaprowadził całą trójkę do włodarza. W izbie dostrzegli herb i zwalistego mężczyznę, dokładnie tak jak opisywał w swojej wizji Anhelm. Porośnięty gęstą brodą barczysty człek nie przywodził na myśl nobliwej osoby, przy stole żarł co popadnie brudnymi łapskami i obłapiał dziewki służebne. Zachowywał się pan tych włosi chodź bardziej przypominał świnie, która dobrała się do koryta. Jak się szybko okazało był to nie kto inny jak Slobodan, który w obyciu był przaśny i wulgarny. Eleas był przekonany, że jego dawny pan Lolarail Variell nigdy nie pozostawiłby w zastępstwie kogoś takiego. W oczach łowcy Slobodan urągał swojemu panu takim zachowaniem. Większość rozmowy ze Slobodanem prowadzili Paweł i Anhelm uchodząc za lepiej sytuowanych, elf zaś nie wydziwiając podał się za prostego najemnika i przewodnika, co dalekie od prawdy nie było. Goszczący ich włodarz gardził bratem pana domu mając go za tchórza i mola książkowego, a co zaś tyczyło się krasnoludów ewidentnie rozmijał się z prawdą i kręcił. Slobodan twierdził, że z dworku na uboczu zbiegły różne potwory, wymieniał szczuroludzi, orków i inne tałatajstwa, a krasnoludy z klanu Szarych Kapturów zaoferowały się z pomocą z ich wytępieniem. Włodarzowi taki obrót spraw był na rękę, więc zgodził się na „przyjacielską” pomoc krasnoludów. Po rozmowie cała trójka uradziła, że coś jest tu ewidentnie nie tak i postanowili dalej zbierać informacje. Wieczorem stawili się na spotkanie z Pedragiem zdobywając w osadzie sporą ilość bimbru. Tamtej nocy też nie wylewali za kołnierz. Eleas skrzywił się na samo wspomnienie, a jego aktualny stan zaczął też mocniej doskwierać. Zdecydowanie ostatnio nadużywał alkoholu. Spity wartownik z chęcią wylewał swoje żale na Slobodana, który od długiego czasu nim pomiatał i upokarzał. Slobodan zawdzięczał swoją pozycję temu, że od dzieciństwa trzymał się osoby dziedzica Zorana. Sam Zoran nie był lepszy od swojego towarzysza będąc butną zakałą rodu. Izoplamiński przez lata służyli Novosilcą, ale gdy wybuchła wojna Zoran widząc okazje sprzeniewierzył rodzinną tradycje i honor przechodząc na stronę Zlatnosurskich. Pedrag jako przyszłość rodu widział Ratko brata Zorana, który był oczytany i silny w wierze, niestety nie był głównym dziedzicem i nie cieszył się zbyt wielkim posłuchem przez wypadek z przeszłości, upadek z konia, okulał. Co zaś tyczyło się krasnoludów to wartownik stwierdził, że bardzo się rozpanoszyły po okolicy za przyzwoleniem Slobodana, ale przynajmniej pomogli rozprawić się z bestiami, które uciekły po pożarze w rezydenci, ponoć jedną z nich zamknięto w lochach. Ta informacja mocno zainteresowała Pawła, ale z Pedraga już nie dało się więcej wyciągnąć, gdyż wlał w siebie tyle bimbru, że padł. Po prawdzie cała trójka była wtedy też nieźle zrobiona. W tedy też zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Paweł i Anhelm wpadli na genialny pomysł, że wytatuują na tyłku Pedraga coś. Eleas był tak pijany, że nie oponował, gdy ściągnęli wartownikowi portki, chyba wtedy wydawało mu się to zabawne. Zdecydowanie nie można tyle pić… Towarzysze ochoczo zaczęli tytułować wokół odbytu nieszczęśnika napis „Anhelm i Slobodan”, ale byli zbyt zalani i wyszło „Ahew Slo”. Na szczęście w trakcie akcji ich nowo poznany kamrat się nie ocknął, będzie miał dziwaczną pamiątkę. Alkohol płynął dalej. Mocno zrobieni podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych Anhelm złapał Eleasa za przyrodzenie. Wyszła z tego spora awantura. Półelf tłumaczył się, że głosy mu kazały, bo nigdy nie trzymał elfiej fujary. To było dziwne, surrealistyczne i szalone doświadczenie. Łowca starał sobie tłumaczyć, że to był efekt alkoholu. Nie dało się jednak ukryć z dnia na dzień zachowania Anhelma stawały się co raz bardziej dziwaczne i szalone. Otrzeźwiawszy trochę po tym doświadczeniu odholowali zwłoki Pedraga do koszar, gdzie i sami zalegli.

Eleas wychylił się przez burtę nabierając wody na ręce i obmywając twarz. Starał się zmyć wspomnienia z tamtej hulanki, wiedział jednak, że stanowiły jedynie wierzchołek jego zmartwień. Popatrzył na odbijające się w wodzie zmarniałe oblicze. Wspomnienia wracały z wielką siłą. Cała trójka obudziła się skacowana po tamtej hulance w koszarach. Pedrag był w gorszym stanie i jeszcze się nie obudził, może tak było dla niego najlepiej. Udało im się wiele ostatnio dowiedzieć, jednak wciąż nie przybliżało to ich do rozwiązania sprawy. Paweł wpadł na pomysł, by spróbować wejść w łaski Slobodana i coś na tym ugrać. Nie mając lepszego planu, udali się na spotkanie z włodarzem. Jak się okazało tej nocy Slobodan również nie wylewał kołnierz, siedział w izbie w rozchełstanej koszuli nocnej, niedogolony z worami pod oczyma. Włodarz przystał na ich kompanie i był bardziej wylewny niż wczoraj, dodatkowo Anhelm i Paweł karmili go słowami, które chciał usłyszeć. Nie obyło się tęż bez alkoholu, samozwańczy gospodarz kazał polewać im wino do cynowych kubków, choć to zdawało się nadawać nawet do kryształów. Slobodan gadał dużo i chętnie: o tym jak Ratko ma psi ryj i boi się ciemności, a także o swoich obawach, że kapłan, Radko i Pedrag knują razem, by odebrać mu władze. Natomiast, gdy doszło do kwestii krasnoludów włodarz nabrał znów wody w usta, choć tym razem skierował ich do mehra Szarych Kapturów Omera "Ospałego" Orelssonna. Na słowa Pawła, że też był przetrzymywany i torturowany w rezydenci, Slobodan wyglądał na zaskoczonego sądził, że tylko bestie tam trzymano. Paweł na dowód pokazał na rękach ślady poznęcaniu się. Eleasowi było ciężko wyłapać czy jego towarzysz mówi prawdę. Paweł krył w sobie wiele tajemnic, jedną z nich była relacja z ojcem i jego „dom”. Po dłużej dyskusji samozwańczy gospodarz zgodził się im pomóc, jeśli w zamian przyniosą dowody zdrady podejrzewanych spiskowców. By pokazać swoje umiejętności dali do zrozumienia, że służka coś ukrywa na piersi. Slobodan bezceremonialnie przy wszystkich odsłonił jej piersi ukazując srebrny wisior. Chyba ich spostrzegawczość zrobiła wrażenie na włodarzu, a służką postanowił zająć się osobiście. Paweł zasugerował, że powinni się pokłócić ze Slobodanem, żeby spiskowcy wzięli ich za sojuszników. Samozwańczy gospodarz i Paweł wydarli się na siebie, a potem dali sobie po mordzie. Trzeba przyznać, że Slobodan to chłop na schwał silny i wielki jak dąb. Włodarz bez trudu ustał cios Pawła, a następnie powalił go na ziemie jednym ciosem, by następnie całą trójkę wyrzucić za drzwi. Plan Pawła się sprawdzał, strażnicy i słudzy wszystko widzieli, teraz wystarczyło tylko poczekać, aż wieść się rozejdzie…

Okrzyki krasnoludek wyrwały elfa zamyślenia. Załogantki barki posługując się łamanym erxeńskim i znakami migowymi przekazały im płyn na wzmocnienie. Był strasznie gęsty, ledwo przechodził przez gardło, ale pomagał. Po tym specyfiku cała trójka nabrała kolorów i sił. Nieco wzmocniony łowca wrócił do wspomnień. Po opuszczeniu Slobodana wrócili tymczasowo do osady, dając czas wieścią się rozejść. Anhelm zwierzył się, że nad ranem miał kolejną wizję. Półelf zobaczył tłum chłopów uzbrojony w widły i pochodnie rozpytujący o coś w Grudzicach. Cała trójka podejrzewała, że może chodzić o nich. Eleas ostrzegał towarzyszy już wcześniej, że po zamordowaniu zakonników nikt tej sprawy od tak nie zostawi – będą za to ścigani. Niefrasobliwość Anhelma i Pawła sprowadzi na nich problemy. Łowca chciał na tą wieść jak najszybciej opuścić Grudzice, jednak jego towarzysze sądzili, że przekupstwo w postaci przeklętego złota i rozpuszczanie fałszywych wici zapewni im bezpieczeństwo. Dodatkowo, by wkraść się w łaski chłopów zebrali dla nich sporo żab, a Eleas upolował jelenia po szybkim wypadzie do lasu. Przekazali wszystko co zdobyli lokalnemu kapłanowi, dzięki czemu przychylniej na nich patrzył mimo poprzedniego wybryku Anhelma. Kapłan był zaniepokojony obecnością krasnoludów w lesie i rezydencji oraz twierdził, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Kaznodzieja powiedział również, że podobno kolejna grupa krasnoludów przypłynęła rzeką od strony Karlowego Mostu. Duchowny narzekał, że gnuśny Slobodan nic z tym nie robi, gdyby tylko bogobojny Radko był u władzy na pewno przegnałby te bezbożne krasnoludy. Anhelm stanął w obronie krasnoludów, stwierdzając, że nie wszystkie są złymi bandytami oraz w jego stronach mieszkają porządne krasnoludy. Po krótkiej dyskusji między nimi, kapłan się zgodził, że nie wszystkie krasnoludy są złe. Po zakończeniu rozmowy zastanawiali się co zrobić dalej. Mogli zrealizować dalej plan współpracy ze Slobodanem, jednak miał układ z krasnoludami, o którym nie chciał mówić, nie było pewności czy im pomoże rzeczywiście. Drugiej strony był Radko, jeśli zdołaliby jakoś pozbyć się Slobodana mógłby pomóc w rozprawie z krasnoludami, jednak siłowemu rozwiązaniu sprzeciwiał się Anhelm. Nie mogąc się zgodzić jaką drogę obrać, udali się jeszcze nad rzekę przed powrotem do grodu. Przybyła tam grupa krasnoludów, a w zasadzie krasnoludek okazała się dobrymi znajomymi Anhelma. Grupa była pod przewodnictwem Hildy Darsdatter przybranej matki Anhelma, a pozostałe krasnoludki to jej podopieczne razem zmierzały na jarmark i podobno ogłoszone wezwanie wojenne w Skråninge. Samo wezwanie było plotką, bo nikt nie potrafił stwierdzić przeciwko komu zostało ogłoszone. Dobr okazja do najęcia się, w każdym razie... Anhelm wielce się ucieszył na te spotkanie. Eleas zauważył, że pośród krasnoludów jego przyjaciel jest dużo spokojniejszy rzadziej mówi do siebie czy kaleczy swe ciało. Łowca czuł się spokojniejszy na ten widok, wychowanie przez krasnoludy wiele wyjaśniało w zachowaniu półelfina. Pojawiła się przed drużyną szansa na szybkie opuszczenie Grudzic wraz z krasnoludkami następnego dnia, musieli tylko zakończy sprawy w grodzie. Tamtego wieczoru wszystko miało się wyjaśnić...

Eleas skorzystał, że aktualny odcinek rzeki był spokojny i oparł plecy o burtę. Przetarł ręką wilgotne włosy na spokojnie analizując wydarzenia tamtego wieczoru. Po powrocie do grodu spotkali Pedraga narzekał na pieczenie na tyłku. Nie dziwota po tym co zrobił Paweł i Anhelm, ale wartownik nie zorientował co się naprawdę stało. Pedrag słysząc, że chcą iść do Radko z radością udzielił im instrukcji. Nim doszli do celu Anhelm doświadczył kolejnej wizji. Ta nie przynosiła dobrych wieści. Konkordia połączyła siły z komturem zakonu wiecznej walki Aeronem Vibrovicem, by ich wytropić. Takiego obrotu spraw Eleas się spodziewał, choć jego towarzysze sądzili, że szlachcianka spłonie za sprzeciwienie się zakonowi. Ta stara jędza miała złoty język, każdego potrafiła zwieść i wykorzystać w swoich planach. Łowca boleśnie się tym przekonał, gdy porzuciła Shea na pastwę ludzi Kovacevicza. Jedyną dobrą wiadomością z wizji był fakt, że biedny Headwyn odzyskał ludzką postać. Konkordi i zakonowi w jakiś sposób udało się zdjąć klątwę. Elf miał złudną nadzieję, że jego dawnemu znajomemu się poszczęści. Nie ulegało wątpliwości, że są ścigani. Musieli działać rozważnie… W tedy nie mieli jednak planu. Przy domku Radka usłyszeli głośną kłótnie między nim a jego żoną. Małżonka szlachcica zarzucała mu, że chowa się po kątach jak ta kanalia Slobodan roztrwania jego ojcowiznę i dziewki po nocy bałamuci aż nie można spać. Żona Radka zarzuciła mu, że prawdziwy mężczyzna chwyciłby za miecz i przegnał hultaja. Ta kłótnia nie wróżyła zbyt dobrze, Radko nawet z własną babą sobie nie radzi, a co dopiero z rządzeniem. Drzwi domu szlachcica się odtworzyły i wykuśtykał z nich Radko lekko się chybocząc. Sądząc po zaczerwienionych polikach pewnie sporo podpił sobie. To była ich szansa. Szlachcic przyjął ich chętnie wieszając psy na Slobodanie wyzywając od złodziei, warchołów i lubieżników. Radko miał wielkie mniemanie o sobie i był święcie przekonany, że władza się mu należy pod nieobecność brata. Niestety ze straży tylko kilku ludzi stało po jego stronie reszta była za Slobodanem. Los chłopów szlachetnego pana niewiele obchodził. W Eleasie aż zawrzało ani Radko, ani Slobodan nie nadawali się do rządzenia. Czemu o losie innych decydują lepiej urodzeni. Obyciu szlachcicem decyduje kto w jakim rodzie się urodził, czemu ma to być wyznacznikiem władzy. Cóż za niesprawiedliwość. Łowca pomyślał o bandycie jakim był Kopacevicz, który łamał wszelkie prawa… O manipulantce Konkordi, która pod płaszczykiem dobroci wyzyskiwała innych… A nawet o swoim dawnym panu pan Lolarailu Variellu, który choć poczciwy to nie zawahał się sprzedać Shea od tak za odpowiednią sumę. Ten świat zdecydowanie był niesprawiedliwie rządzony i ułożony. Każdy powinien stanowić o sobie samym. Z dalszej rozmowy wynikło, że Radko sądził, że działali dla jednej ze stron w wojnie domowej. Szlachcic zgodził się przegnać bezbożne krasnoludy, jeśli pomogą mu usunąć Slobodana. Dał im nawet pieniądze na łapówki i sygnet rodowy na znak od kogo przychodzą. Radko potwierdził również, że w lochu zamknięto jakąś poczwarę co wyje po nocy. Opuścili dom szlachcica zadowoleni. Udało im się zdobyli dowód jakiego potrzebowali. Wciąż jednak nie byli w stanie zdecydować po czyjej stronie się opowiedzą… Ani Slobodan, ani Radko nie wydawali się dobrym wyborem. Pozostało im rozmówić się ze Slobodanem, dla bezpieczeństwa dali strażnikowi wino zbogacone o środek na przeczyszczenie, cokolwiek miało się stać usunięcie strażnika włodarza ułatwi zadanie. Samozwańczego gospodarza zastali, gdy zabawiał się z dziewką służebną. Slobodan przesadnie nic sobie z tego nie robił, że został nakryty. Ba nawet przystał na propozycję Pawła, by użyczył mu dziewki do zabawy. To zachowanie mocno odrzuciło Eleasa. Wspomnienie jak potraktowano Shea wciąż było niemożebnie bolesne. Elf już sam nie wiedział co myśleć o Pawle. Sądząc po odgłosach z drugiego pokoju człowiek skorzystał z nadarzającej się okazji do podubczenia. Na czas odejścia towarzysza zajęli włodarza winem i rozmową. W końcu podbity Slobodan wyznał, że trzymają małego orka albo goblina w kazamatach. Mężczyzna do końca nie wiedział co to jest, ale dostarczało żołdakom sporo ubawu. W końcu Paweł powrócił zziajany i odmieniony, coś chyba skłoniło go do podjęcia decyzji. Człowiek dał szybko znać towarzyszą umówionym znakiem, że pora zająć się Slobodanem. Anhelm natychmiast to podchwycił, a łowca nie wiedząc co czynić poszedł w ślad za towarzyszami. Zaczęli rozpijać włodarza, nawet dziewka służebna donosiła alkoholu, chyba Paweł ją do tego nakłonił. Półelf karmił samozwańczego gospodarza wiadomościami o zdradzie Radko pokazując na dowód jego sygnet i pieniądze na przekupstwo. Slobodan popadł w dziką radość, gdy dostał dowody jakich pragnął, przestał zważać na cokolwiek. Nader ciężko było upić tego zwalistego mężczyznę. Eleas nigdy w życiu nie wlał w siebie tyle alkoholu, jeszcze moment i straci kontrole. Elf nie mógł na to pozwolić, zaczął ukradkiem wylewać alkohol albo pomijać kolejki. Włodarz to zauważył wciekł się i wyrzucił łowce za drzwi. Przez długie minuty pod pity czekał na towarzyszy, słuchając odgłosów popijawy. W końcu usłyszał głuchy dźwięk padającego cielska, gdy wszedł do pokoju ujrzał zalanego w trupa Slobodana i Pawła przeszukującego go. Nadszedł czas rozstrzygnięcia. Eleas z Anhelmem mieli zanieść włodarza do Radko, a Paweł chciał jeszcze sprawdzić więźnia w lochu. Łowcy pomysł z lochem nie zbyt przypadł do gustu, ale był zbyt pijany by oponować. Spotkanie z Radko było rozczarowujące. Szlachcic mając podanego na widelcu rywala, nie był gotowy powziąć jakiś decyzji. Radko był zwyczajnym tchórzem, wolałby całą robotę ktoś zrobił za niego. Wystarczyło wtrącić Slobodana do lochu i zebrać lojalnych podkomendnych. Cała sprawę podsumowała doskonale żona Radko stwierdzając – „Ty to jednak cipa jesteś”. Szlachcic odprawił ich z kwitkiem. Zbyt wiele ryzykowali i pogmatwali. Pijany elf nie miał pojęcia co zrobić. Radko był zbyt tchórzliwy, by jakkolwiek im pomóc. Anhelm wpadł na pomysł, by przenieść Slobodana do wychodka. Złudna nadzieja, że to jakoś pomoże rozwiązać sytuacje, ale zawsze jakiś plan. Łowca wątpiłby to co zrobili rozeszło się po kościach, alkohol nie pozwał mu zebrać czystych myśli. Jak byli już wychodku Anhelm zaczął znów rozmawiać sam ze sobą. Elas chciał już odejść, ale półelfin zaproponowałby raz na zawsze pozbyć się Slobodana i wrzucić go do wychodka. Pijany elf niewiedzący co zrobić, z wahaniem przystał na propozycję. Łowca bał się zostawiają zbyt wiele śladów za sobą…

Eleas na wspomnienie tamtych wydarzeń szybko wstał i przechylił się przez burtę. Wspomnienie paskudnego fetoru wychodka… Dźwięku pękającego karku Slobodana, gdy Anhelm wykręcił mu szyję… Paskudne uczucie jakie im towarzyszyło, gdy upychali zwaliste cielsko włodarza przez ciasny otwór w sławojce… Plask ciała, gdy wpadło w fekalia…Widok powykręcanego ciała Slobodana zanurzającego się w gównie… Ta plątanina myśli sprawiła, że żołądek elfa nie wytrzymał i zwrócił całą swoją zawartość do rzeki. Nie przyniosło to jednak ulgi. Eleas czuł się okropnie zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nikt nie zasługiwał tak paskudny los nawet najgorszy wróg. Łowca zabijał już wcześniej z mieczem lub łukiem w dłoni, ale zawsze w obronie własnej lub bliskich, ale nie w taki sposób - podstępny i brudny, tylko w walce. Właściwie, dlaczego Slobodan zginął? Bo wiedział za dużo – to wydawało się wymówką. Istniała szansa ze skacowany włodarz leżący wychodu zapomniałby większości spraw, ale czy na pewno? Zatarli w ten sposób część śladów, ale nie wszystkie. Eleas był zbyt pijany, by powstrzymać szalone pomysły towarzysza. To był jeden z powodów śmierci Slobodana niemoc do podjęcia decyzji... Elf czuł, że coraz bardziej się stacza. Z każdym dniem stawali się co raz większymi wyrzutkami i banitami, znów zabili tylko w zasadzie po co? Czy zyskali coś na tym? Nie bardzo… Radko okazał się zbyt wielkim tchórzem, by w jaki sposób zadziałać. Tym bardziej bezsensowny i okrutny ten mord okazywał się w świetle dnia. Ta feralna noc nie skończyła się tylko śmiercią Slobodana....

Paweł wrócił z lochu przyprowadzając ze sobą… goblina przebranego za służkę. Czegoś takiego można spodziewać się po Anhelmie, ale Paweł wydał się bardziej rozgarnięty. To nie mogło się udać nawet w środku nocy goblin dla pijaka nie mógł uchodzić za człowieka. Eleas zachodził w głowę czemu jego towarzysz ratował to stworzenie. Gobliny miały paskudną reputację w Erxen jako złośliwe i okrutne stworzenia. Co bardziej zaskakujące Paweł znał goblina i coś ich najwyraźniej łączyło. Zielonoskóry nazywał się Sharku, co wedle słów Pawła znaczy starzec. Pokazali stwora Radkowi i opowiedzieli o tym co się działo. Szlachcic miał już ich zdecydowanie dość i kazał im się wynosić. Nie dziwne po tym co się stało. Ciekaw czy zbierze się nad odwagę, by przejąć władzę po Slobodanie… Z pewnością zaszkodzi też sobie jak zacznie o nich rozpowiadać. Łowca nie był niczego pewny, poza tym, że muszą opuścić jak najszybciej Grudzice. Jakimś cudem szalony plan z przebranym goblinem za służkę wypalił i udało im się przejść obok strażników. Mieli niewyobrażalne szczęście.... Okazało się, że Sharku był jednym z więźniów w rezydencji ojca Pawła i znał tajemne przejście do niej. Zielonoskóry w podzięce za ratunek, z chęcią ich tam zaprowadził. Zbliżał się świt i nie mieli czasu, go sprawdzić, jeśli mieli się zaokrętować u krasnoludek. Pozostawili goblina w kryjówce przy wejściu, umawiając się z nim na znak jakby mieli jeszcze kiedyś wrócić. Następnie szybko ruszyli na nabrzeże, by złapać barkę i opuścić Grudzice nim świt odkryje szaleństwo ich czynów.

Eleas przemył usta wodą, usuwając z niej ślady po wymiocinach. Wstał przeciągnął się i spojrzał w dal. Na horyzoncie rysowała się już krasnoludzka osada Skråninge. To była ich szansa. W tym miejscu mogli czuć się relatywnie bezpiecznie. Władza zakonu i możnych Erxen nie sięgała tak daleko, a z krasnoludami nie mieli zwady, ba Anhelm miał z nimi dobre kontakty. Mehr Szarych Kapturów mógł coś więcej wiedzieć ojcu Pawła, jak na tą chwilę to był ich główny trop. Być może na wielkim targu uda dowiedzieć się czegoś o księdze, której poszukuje Anhelm, a może ktoś pokieruje Eleasa jak ściągnąć z siebie klątwę. Czas pokaże, czy znajdą odpowiedzi na dręczące ich pytania… Elf odwrócił się zerkając na towarzyszy. Anhelma nękanego szaleństwem wojownika, na który pomimo oczywistych wad można było liczyć. Półelf targany swoimi demonami nigdy nie zawaha się pomóc towarzyszom na miarę swoich sił. Razem z Eleasem przeszli długą i burzliwą drogę. Następnie wzrok padł na tajemniczego Pawła. Elf nie miał o nim wyrobionego zdania. Podczas kilku niedawnych dni okazał się uzdolniony magicznie, a jego ojciec więził w swojej rezydencji przeróżne istoty. Błekitnokrwisty i to dosłownie człowiek znał język zielonoskórych, a los orków i goblinów leżał mu na sercu mimo, mimo że całe Erxen ich nienawidziło. Paweł miewał szalone pomysły, jednak sam myślał bardzo kreatywnie. Jego szybkie decyzje i nietuzinkowe pomysły pozwoliły im wyjść z niejednej opresji. Elfa dręczyły wątpliwości co do osoby Pawła, ale bez jego pomocy nigdy nie udałoby się zbiec spod wpływów tej podstępnej Konkordii. Towarzysze Eleasa mieli wady, ale byli jedynymi na którym mógł zaufać i polegać. Tylko działając razem mogą osiągnąć swoje cele w tym nieprzyjaznym świecie…
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group