Dotyk chłodu - akt III
Kroniki Fodrina, Stefana i Taigi - epilog
10 dnia Merris o świcie drużyna ruszyła do miasta. Po długiej, tygodniowej delegacji, przepełnionej trudem, nieoczekiwanymi zwrotami akcji, walką zbrojną oraz śmiercią (czy może nawet hekatombą?), miała wreszcie moment na spokojną, niezmąconą podróż przez erxeńskie lasy, wzgórza i pola. Deszcz sączył się z nieba, ale nie był on tak intensywny, jak dnia poprzedniego. Wciąż jednak nieprzyjemnie wlewał się za kołnierz i do butów.
Nie było to jednak problemem. Po ostatnich wydarzeniach wszyscy chętnie godzili się na tę drobną nieznośność, jaką był deszcz, wiedząc, że najgorsze i tak już za nimi… acz plotki o nadchodzącej wojnie wciąż tkwiły z tyłu głowy i budziły niepokój, ilekroć się o tym pomyślało. Wszak trochę czasu minęło od wyruszenia na tę wyprawę, a im dalej od jeziora Erx, tym wolniej przepływały informacje. Dlatego o obecnej sytuacji w chorze wiedzieli właściwie tyle, ile wiedzieli w momencie opuszczenia miasta.
Noc spędzili w wiosce Staro Selo. Noc ta, chociaż spokojna, zdecydowanie komfortową nie była. Dwa tuziny zdezorientowanych, świeżo osieroconych dzieci wymagały opieki, a rąk do pracy było za mało. Na szczęście ze Starego Sela było już blisko, więc rano, bez większych przeszkód i po ustaniu deszczu, drużyna wyruszyła dalej i dotarła pod mury jeszcze tego samego dnia.
Ku ich uldze, mało co się zmieniło w Vodenitsku przez ostatni tydzień… prócz tego, że samo miasto nagle stało się iście zmilitaryzowaną twierdzą, wypełnioną liczną zbrojną szlachtą i zmobilizowanymi prostaczkami. Coś zdecydowanie wisiało w powietrzu, a drużyna wkraczająca do miasta z wozem wypełnionym dziećmi i drugim wozem wypełnionym bronią przykuwała spojrzenia. Zbrojni kończyli właśnie przegrupowanie i mieli czym prędzej ruszyć na południe. Podobno wojska Radomira Zlatnosŭrtskiego miały kroczyć z Hristogradu na północ i lada chwila dotrzeć do Karlovego Mostu – wioski, która stała przy prawym brzegu u ujścia rzeki Sivy przecinającej chorę zapadną na pół. Rzeka jest zbyt szeroka, by przekroczyć ją bez strat, mawiała większość mieszkańców Vodenitska. A most jest solidny, kamienny, ale wąski i łatwy do wybronienia. Nie ma mowy, by ci buntownicy i uzurpatorzy dostali się na drugi brzeg.
Delegacja została powitana iście królewsko, przez burmistrza Zlatana Nosyjevića, jego prawą rękę elfa Colwyna Flùra Dearga, kapitana straży miejskiej Davetha Súilighéara, przewodniczącego Krasnoludzkiej Kompanii Handlowej Adolfa „Długą Brodę”, a nawet vodenitskiego biskupa, Valentina Svetoslavova. Mnogie pochwały spadały na bohaterów niczym ciepły, przyjemny deszcz. Otrzymali pochwały za powstrzymanie niebezpiecznego heretyka, który swoimi bluźnierczymi czynami zaburzał mir i podżegał strony do bratobójczej wojny, a także za polepszenie stosunków z krasnoludami z klanu Słonej Wody i dostarczenie miastu wozu pełnego broni i pancerzy. Ten orszak powitalny, a także lista osób witających przybyszy, nie mówiąc już o przypadkowych żołdakach wykrzykujących pochwały, mogłoby zasugerować, że misja ta okazała się znacznie ważniejsza, niż wstępnie przypuszczano. Jak bardzo? O tym mieli przekonać się już wkrótce.
Fodrin Żelazny
Fodrin odprowadzony został przez Adolfa „Długą Brodę". Krasnolud dziękował Fodrinowi, że sytuacja między miastem a Saltbergiem została ustabilizowana, a przede wszystkim, czego chyba nikt się nie spodziewał, nawet Suncevscy z Mali Gaju zaczęli wchodzić w długotrwałe pertraktacje z klanem Słonej Wody. „Dobra robota, bałem się, że miastowi i Suncevscy nas wychujają w ten czy inny sposób, ale wszystko wygląda na to, że z tej rudy da jednak radę wykuć solidny topór. A kto inny miał tego dokonać jak nie nasz miejski zbrojmistrz? Terter może i gadał te swoje słówka, ale wieść niesie, że to ty mu dupę ratowałeś więcej niż raz, więc bez ciebie i całą delegację chuj by strzelił. No i żaden dverg nam nie padł na tamtej wyprawie, co też uważam za niemały sukces”.
Jednakże całe to spotkanie nie przerodziło się w samo perorowanie o wspaniałości dokonanych czynów.
„No, tylko dalej pozostaje problem z tym żelazem. Wiadomo, dwie brakujące sztaby wróciły, ale dlaczego znalazły się w tym Sivo Brdo w pierwszej kolejności? Tym bardziej że tamci flisacy, co zwozili dostawę, twierdzili, że nie mają pojęcia, jak to się mogło stać. Coś tu jest grubymi nićmi szyte i najlepiej wziąć tamtą trójkę na spytki, jak znowu w mieście zawitają”.
Taiga Sokolov
Taiga została wychwalona za uratowanie dzieci przed niechybną śmiercią. Sam biskup Valentin Svetoslavov, chociaż zajęty wieloma sprawunkami, przyjął Taigę do siebie, by własnoręcznie złożyć jej podziękowania. „Wielki to gest, Taigo. Tam, gdzie mężowie stają w szranki i dokonują mordu, mało kto myśli o losie ich dzieci, które teraz nie mają ojca, wzoru do naśladowania. A co dopiero w przypadku, gdy zarówno matka, jak i ojciec rzucają się do walki i w tej walce padają. Dlatego teraz Sivo Brdo ma małe szanse na zregenerowanie swojej populacji. Nie dlatego, że doszło tam do bitwy, ale dlatego, że doszło tam do bitwy, gdzie kobiety szły ramię w ramię z mężczyznami”.
Biskup zapewnił, że przywiezione do miasta sieroty będą od tego momentu pod opieką Kościoła. „Obecnie żyjemy w niespokojnych czasach, ale będziemy w stanie znaleźć dom dla naszych nowych pociech. Masz tutaj moje słowo. Co prawda Daveth Súilighéar coś tam się… pultoszył, że ten wóz z dziećmi powinien być również wypełniony bronią. Ale twój czyn znaczy więcej niż tysiąc wozów z bronią. Bunt południowców zostanie wkrótce stłamszony, a podżegacze ścięci. Już i bez dodatkowej broni mamy kolosalną przewagę – całe Erxen przeciwko jednemu rodowi. Nie wspominając nawet o tym, że i Asterion Mistrz po naszej stronie stoi i błogosławi naszą wyprawę”.
Następnie przyszła kolej na konfrontację z kapitanem straży. Tym, który sam nie tak dawno temu posłał ją na misję do Saltbergu. Daveth Súilighéar może i był już starym elfem, ale nie oznaczało to wcale, że wiek zdołał utemperować jego usposobienie. A Taiga mogła być tego świadkiem.
„No Taiga, brawa brawami, ale kurwa, nie takie było twoje zadanie! Terter może i wykonał to, co jemu było polecone, ale to nie znaczy, że będziesz podpinać się pod jego sukces! Przywiozłaś broń do miasta, dobrze. Zbroje również, w porządku, przydadzą się. Ale tej broni jest zdecydowanie za mało, nie tak się umawialiśmy! Nie takie było twoje zadanie. Ja rozumiem, że ciężko to logistycznie zaaranżować z tamtego zadupia. Dobrze, że przynajmniej pierwszą transzę przywiozłaś, ale z tego, co się dowiedziałem, to nie podpisałaś żadnej umowy z krasnoludami na kupno dodatkowego sprzętu! A wyprawianie poselstwa do nich znów zajmie dużo czasu, za dużo, by miało to już teraz jakiś sens. No powinienem cię wypierdolić na zbity ryj! Jednakże… cóż, odszukaliście za to sprawców całego zamieszania. W tej wiosce Sivo Brdo cały ten sprzęt należał do miasta i chociaż wciąż kurwa nie wiemy, kto za tym zamieszaniem stoi i, przede wszystkim, jak udało im się to wszystko wywieźć z miasta, to daje nam to pewien punkt zaczepienia. Może nawet przydasz się przy śledztwie, kto wie?”
Stefan Terter
Stefan Terter jeszcze tego samego dnia przyjęty został na prywatną audiencję przez burmistrza miasta, Zlatana Nosyjevića. Zlatan nie ukrywał radości, a Stefan sam czuł, że powoli obrasta w piórka, bo i miał ku temu powód. Poprawił niespokojne relacje między miastem, Malim Gajem i Saltbergiem, wyklarował sytuację z żelazem i bonusowo pochwycił heretyka. Krasnoludy znów są chętne handlować, a Suncevscy zyskali pewność, że miasto zawsze przybędzie im z pomocą, gdy tylko o nią poproszą.
Nie wszystko jednak było tak kolorowe. Burmistrz wypomniał, że szkoda wielka, że sam sprawca nie został sprowadzony od razu do miasta, tylko zabrany do Malego Gaju, ale sam już przedsięwziął kroki, by wyprawić delegację, a biskup Valentin Svetoslavov ma kroczyć na jej przodzie, by osądzić zbrodniarza. Dalsze relacjonowanie szczegółów wyprawy poruszyło wreszcie temat krasnoluda Borka Krwawego. Burmistrz Zlatan stwierdził, że nie kojarzy, by ktokolwiek taki zawitał ostatnimi dniami do miasta. Później, gdy Stefan poruszył temat w koszarach, obawa potwierdziła się. Ani Borko, ani żadna elficka delegacja z Sivo Brdo nigdy nie przekroczyła murów miasta.
Następnego dnia Stefan został zaproszony przez samego miejskiego biskupa, Valentina Svetoslavova, by po tak wyczerpującej wyprawie zarówno dla ciała, jak i dla ducha, udał się do niego na spowiedź. Podczas odosobnionej rozmowy pogratulował mu pochwycenia heretyka, ale też zganił za to, że nie trafił on od razu do miasta, tylko jest przetrzymywany w Mali Gaju. „Suncevscy co prawda mają z nami silną więź, ale więź ta jest wykuta w srebrze. Dopóki handel kwitnie, dopóty mają powód do współpracy. Niemniej wciąż podlegają pod innego bojara i innego duksa i wygląda na to, że nie kwapią się, by sprowadzić nam tego więźnia do miasta. I skoro, jak to mówią, cały ten urok zaklęty był w tych diabelskich flakonach z sercami… to może wystarczyło tylko je rozbić, miast zabijać? Może dało się uniknąć tej całej rzezi wioski, jaka miała miejsce? Osiągnąłeś sukces dla miasta, ale czy osiągnąłeś sukces dla swojej duszy, dla swojego zbawienia?”
13 dnia Merris, dwa dni po powrocie do miasta, miasto to było już opustoszałe z rycerzy, giermków, zbrojnych, chłopskiego ruszenia, markietanek i innego pospólstwa, które im towarzyszyło. Cześć ruszyła lądem, a część mnogimi statkami, które czekały niecierpliwie w porcie. Tego samego dnia do miasta przypłynęła z Saltbergu grupa krasnoludzkich flisaków, a Taiga miała okazję porozmawiać z nimi w pierwszej kolejności. Oraz oclić, naturalnie.
Przywieźli ze sobą kolejną, tym razem zgodną porcję żelaza, a Fodrin Żelazny, jak sam jego tytuł sugerował, na żelazie znał się jak mało kto. Sprawnym okiem zlustrował towar – były to solidne sztaby, znacznie lepszej jakości w stosunku do chłamu, jaki przyszedł do kuźni w zeszłym tygodniu. A jego mistrz, Rugrin „Mieczotwórca” nie przyglądał się temu bezczynnie, tylko głośno i jowialnie wyraził aprobatę. „No, teraz to można kuć z tego porządną broń! A nie tylko sztyleciki i groty strzał, jak z tamtego gównożelaza”.
Flisacy nie byli tymi, z którymi ostatnio mieli styczność Fodrin i Stefan. Przekazali natomiast informację, że i w Saltbergu od tamtego czasu nie widziano ani Arnulfa, ani Vincenta, ani Marlana. Także ich łódź przepadła, a Taiga mogła potwierdzić, że nie było jej nigdzie w miejskich dokach. Zupełnie jakby odpłynęli w nieznane, w kierunku wielkiego jeziora Erx.
Nowi flisacy prócz towaru przywieźli ze sobą wiadomości z gór. Rozmowy idą ku dobremu i może uda się jakoś rozsądnie podzielić teren niezależny między Saltbergiem a Mali Gajem, co przekłada się też na to, że dobre żelazo będzie teraz regularnie spławiane do miasta. Pochwycony prezbiter Ithel Mílegrian dalej siedzi w zamknięciu u Suncevskich, a Steren Láidir siedzi za to w swojej wiosce tak jak siedział, nieprzerwanie zajęty rozpaczaniem nad losem swoich prostaczków.
Ponadto, już bez większości świadków, Fodrin otrzymał coś jeszcze od flisaków. Mały list napisany w języku kamiennym, bez żadnych pieczęci czy podpisów, zawierający w sobie podziękowania za wypełnienie misji oraz zapewnienie, że jak tylko Fodrin znajdzie tych flisaków, którzy zgubili tamte dwie sztaby żelaza, oraz zaprowadzi ich do Saltbergu, to „umowę, którą swego czasu omawialiśmy, będziemy mogli uznać za wiążącą”.
Reszta tego dnia minęła spokojnie, wręcz błogo. Na odpoczynku, łataniu ran, powrocie do pracy i nadrabianiu zaległości społecznych. Bo w Vodenitsku, mimo tego, że w skali miasta nie działo się tak wiele, to w skali lokalnych społeczeństw, w przeciwieństwie do kresów, czas płynął znacznie szybciej.
A wieczorem, już po zajściu słońca, do miasta dotarł posłaniec. Z wieścią, że Karlowy Most dostał się w ręce wroga.
Droga z Sivo Brdo była dla Taigi niezwykłą udręką. Właściwie począwszy od niemal nieprzespanej nocy w kaplicy sioła wraz z pokaźną grupą dzieciarni. 24 w wieku od niemowlaka do 3 ludzkich lat. Jak ze starszymi można było jakkolwiek nawiązać kontakt, to już z najmłodszymi... zmrużenie oka było skrajnie trudne.
Poukładanie dzieciarni w wozie prostym zadaniem też nie było. Rzucenie owiniętych bąbli na wóz nie było dla Taigi do zaakceptowania, więc jechała na wozie razem z nimi. Trzymając w rękach raz jedne, raz drugie, będąc tulona przez siedzące obok trzecie. Nie była w stanie odpowiedzieć na pytania, niektórych z nich "gdzie mama i tata?", "czemu nie możemy zostać", "gdzie jedziemy".
Opieka zdecydowania nie była już domeną Taigi, której co większa nierówność pod kołami wybijała z przyśnięcia. Dopiero wieczorem przy Staro Selo mogła liczyć na chwilę spokojniejszego snu, gdy pomogły lokalne baby przejęte historią dzieciarni. Nie było też zaskoczeniem, gdy noc przeleciała tak szybko, że celniczka nie za bardzo odczuła postój. Natomiast druga część drogi odbiła się na niej jeszcze gorzej. Nagromadzenie zmęczenia i drugi dzień podróży sprawił, że kobieta wręcz słaniała się na nogach, a proste czynności wymagały nie lada skupienia. Ba, sam wjazd do Vodenitska najpewniej by przespała, gdyby nie okrzyki żołdaków. Z powitania pamiętała piąte przez dziesiąte, choć najważniejsze rzeczy nie uszły jej uwadze. Tak też, gdy trafiła do swojego mieszkania nie zdążyła nawet zdjąć butów i poprawnie położyć się na łóżku. Zaległa połową ciała, odbijając mokrą plamę na łóżku. Prawie cały 11 meris przespała. Dopiero 12 meris poczęła nadrabiać zaległości i poświęcać swoją uwagę na raport, którego chciała złożyć Súilighéarowi. Potrzebowała zrzucić ze swoich barków brzemię świadka wydarzeń jak i roli Stefana, który był niepoczuwającym się winowajcą krzywd które spadły na Sivo Brdo.
Fragmenty raportu Taigi Sokolov napisał/a:
Po zebraniu informacji, które łączyły napaści na ludność z Sivo Brdo, plan Stefana Tertera był oparty jedynie o zebranie wojsk ze strony krasnoludów i ludzi jak i bezpośrednim wezwaniu sioła do podporządkowania się.
Podejrzani, znani z akcji partyzanckich i wywrotowych, posiadający znaczną ilość oręża. Znani byli z akcji stawiania oporu i chęci pozostania w ukryciu. W żaden sposób przez Stefana Tertera nie zostało to wykorzystane, w celu ujawnienia specyfiki grupy, motywacji, celów, czy nawet liczebności.
Wyrażone przeze mnie obawy jak i uwagi dotyczące widocznego nastawienia do bitki zostały zignorowane. Rezultat bezpośredniego wezwania był niemal oczywisty, mimo to Stefan Terter był przekonany co do słuszności realizacji zadania po swojemu: podejrzani albo podporządkują się woli Stefana Tertera albo będzie bitka.
Rozkazy Stefana Tertera nie miały na celu przełamania oporu mieszkańców.
W chwili, gdy w dłoniach chłopów pojawiła się broń, momentalnie zaczął się mord na wszystkim, co podeszło a nie było człowiekiem lub krasnoludem. Mordowani byli mężczyźni, kobiety, jak i dzieci ledwie potrafiące unieść w dłoniach miecz.
Plan nie zakładał żadnego wsparcia medycznego potencjalnym rannym w wyprawie.
Nie zostali wyznaczeni sanitariusze. Nie zostały poczynione żadne przygotowania w celu zwiększenia ilości posiadanych medykamentów. Stefan Terter dysponował jedynie garścią swoich opatrunków osobistych i dopiero po bitwie poszukiwał dodatkowej doraźnej pomocy medycznej po obecnych w wyprawie. Po błyskawicznym wyczerpaniu się znikomej ilości opatrunków, nie zostały poczynione żadne kroki, w celu organizacji dodatkowych opatrunków prowizorycznych. Opiekę medyczną otrzymało zaledwie paręnaście osób ze skali paruset mieszkańców skazując na śmierć tych, którym życia można było uratować.
Rekonesans po bitwie ujawnił mechanizm zachowań mieszkańców, którego przyczyną było magiczne odebranie wolnej woli zaklętych osób. Osoby te zachowywały się w sposób normalny powierzchownie, jednak w przypadku dekonspiracji, czy pod sugestią Wielebnego Ittela, potrafiły zaatakować.
Dalsze ujawnione dowody wykazały, że zniszczenie odpowiadającego danej osobie magicznego naczynia z sercem, powodowało zdjęcie uroku, a ślady operacji na klatkach piersiowych w miejscu serca znikały, sugerując iż w magicznym procesie wycięcie serca było bardziej symboliczne niż dosłowne.
Proces uroku okazał się całkowicie odwracalny, czego dowodem jest zanik rany serca Zdrawka, który był towarzyszem Stefana Tertera, jak i powrót do normalnej świadomości opatrzonej garstki elfów.
Stefan Terter nie wykonał żadnych czynności ustalających efekt zniszczenia magicznych naczyń z sercami na ocalałych elfach.
Podczas powrotu z Sivy Brdo do Vodeniska Stefan Terter nie wykazał żadnej woli wsparcia innego delegata administracji w realizacji ponadprogramowych zadań koniecznych do zapewnienia bezpieczeństwa eskortowanej ludności, nawet w przypadku skrajnego przeciążenia przez dysproporcje liczby funkcjonariuszy do liczby ludności.
Zadanie podpisania umowy z krasnoludami okazało się być uzależnione od relacji krasnoludów z ludźmi. Dopiero po wspólnej wyprawie relacja ta uległa poprawie i dopiero wtedy czynności związane z podpisaniem umowy były możliwe. Jednakże ograniczone zasoby ludzkie jak i potrzeba zajęcia się wozem odzyskanej broni jak i wozem dzieci doprowadziły do ultimatum:
- Udać się do Slatbergu w celu podpisania umowy, gdzie dzieci zostaną w siole, w którym ilość osób będąca w kondycji fizycznej zdolnej do opieki była niemal żadna, a los dzieci byłby skrajnie niepewny, gdyż Stefan Terter odmówił eskorty dzieci do Vodenitska. Zabranie całego wozu dzieci do Saltbergu i powrót do Vodenitska, mając do dyspozycji 2 osoby, byłoby logistycznym koszmarem i wielce ryzykowną decyzją zarówno dla dzieci jak i dla przedstawicielstwa miasta.
- Powrót ze Stefanem Terterem do Vodenitska, wraz z bronią i dziećmi, korzystając z dodatkowej liczebności w celach bezpieczeństwa, pozostawiając niepodpisaną umowę z krasnoludami. Największe bezpieczeństwo broni jak i dzieci, dostarczenie "pierwszej transzy" broni, zgodnie z wytycznymi w zadaniu, jak i dostarczenie ponadprogramowej ilości pancerza, kosztem braku podpisania umowy z krasnoludami.
Przy braku wiedzy o ilości skradzionej broni, a jedynie o wielkości zamówienia, przy braku wiedzy, czy ilość odzyskanej broni wpłynie na wysokość zamówienia, które jest nieprzewidzianymi kosztami dla miasta na tle nadchodzącego większego konfliktu, mimo rażącego odstępstwa od otrzymanego polecenia, decyzja ta została podjęta z pełną świadomością.
Przy faktograficznym raporcie, Taiga pozwoliła sobie na osobne dodanie własnych wniosków, w którym sformułowała swoje zdanie bardziej dosadnie.
Wnioski wolne w raporcie Taigi Sokolow napisał/a:
Jednotorowe podejście do zadania Stefana Tertera, przyzwalanie, nakierowywanie do przemocy ku wspólnemu wrogowi, nie miało celu zminimalizowania ofiar ludności ani prewencji przed otwartym konfliktem, czy dojściem do prawdy, albo rozpracowaniem siatki przestępczej.
Pół tuzina krasnoludów, półtora tuzina chłopów ludzkich a ponad 200 elfów. Taka dysproporcja jest daleka od wymierzania sprawiedliwości, a bliższa celowo zorganizowanej zemście w celu pogodzenia stron, co niechybnie było zadaniem Stefana Tertera. Stefan Terter szukając poklasku po stronie krasnoludów jak i ludzi zorganizował rzeź, która skończyła się unicestwieniem całego sioła będącego wasalem rodziny Nosyjeviczów, jednocześnie całkowicie odcinając się od losu sierot, przypisując sobie całkowite zwycięstwo.
Jakim człowiekiem trzeba być, by lekką ręką zacząć mordować całą wioskę?
Za tą krótkowzroczność zapłacą jeszcze niewinne osoby, gdyż cała wiedza, którą można było uzyskać została zaprzepaszczona, a fanatycy dalej są na wolności, choć w zdecydowanie mniejszej liczebności, to i tak wystarczającej na wykonywanie partyzanckich napaści.
Nalegam więc, aby kwestię heretyków nie uznawać za zamkniętą i zająć się zebraniem informacji jak i wytropieniem pozostałem bandy, zanim znowu komuś stanie się krzywda i kolejne dziecko pozostanie sierotą na terenach Nosyjeviczów. Wielebny Ittel powinien być przesłuchiwany przez elfa, w celu odtworzenia największej ilości informacji, niż być szybko pozbawiony życia w celu wymierzenia kary.
Tak też cały 12 meris spędziła na uporządkowaniu wspomnień, myśli i emocji, gdyż jako urzędniczka nigdy wcześniej nie była wystawiona na tak bezpośredni konflikt, nie bacząc nawet na jego okoliczności. Taiga walczyła też z własnymi myślami jak rozmawiać o całym zajściu z rodziną. Może i z początku mogli nie łączyć wątków? Może dałoby się ugrać nie rozstrząsywanie tematu prostolinijnie go ignorując? Może można było wcisnąć inne zmyślone rzeczy? Może po prostu ich unikać tak długo, aż wydarzenia z Sivo Brdo nie będą ich interesować? Problem w tym, że właśnie po wydarzeniach z Sivy Brdo, Taiga strasznie zatęskniła za swoją rodziną i przez chwilę nie chciała od niej uciekać. W końcu nie dziwota, gdy była świadkiem mordu na tak wielu rodzinach, z którego też niańczyła sieroty przez dwa dni...
W końcu się przemogła i dopiero 13 meris pojawiła się u rodziców o zaskakująco wczesnej jak na nią porze. Jakież to szczęście na licu jej rodziców i rodziny sprawiło, to jej samej było ciężko doszukać się w pamięci czegoś podobnego. Sama też dopiero późnym wieczorem uświadomiła sobie jak bardzo tego potrzebowała. Nawet pomimo pytań, co zaszło w Sivo Brdo, rodzina uszanowała to, że Taiga nie chciała o tym rozmawiać i odmówiła odpowiedzi. Celniczka po prostu chciała się nacieszyć tym, że ma do kogo wrócić i że nie jest na świecie sama.
Stefan Terter
ns. Inspektora Celnego
Urzędu Celno-Skarbowego
Kŭshta s kranove, Vodenitsko
- wykreślić, wpisać ratusz
RAPORT
z wyprawy dyplomatycznej do Saltbergu
spisany na podstawie notatek służbowych z 1-11 merris 380 OZE
przez inspektora celnego Stefana Tertera
(wersja wstępna, dokonać wykreśleń, przepisać na czysto i złożyć w magistracie)
Hasła przedmiotowe:
Miejsca: Mali Gaj, Saltberg, Sivo Brdo, Vodenitsko, rzeka Sreburnica.
Osoby: Baldwin Mądry, Belran Pierścieniobrody Baldwinssonn, Borko Krwawy, Engelbert Trzykrotnie Pogrzebany Jovanssonn, Fodrin Żelazny, Ithel Mílegrian, IvoTwarda Gęba z Mosekledde, Lochlinee Chassantori, Osmund Czernokrzew Gawrelssonn, Quin Złamana Tarcza, Stefan Terter, Steren Láidir, Symeon z Mali Gaj, Svetomir z Chernej Góry, Taiga Sokolov, Tychomir Suncevski, Vladan Suncevski, Yorath z Mali Gaj, Zdravko z Krairechen.
Zdarzenia: bitwa w Sivo Brdo z 9 merris 380 OZE, dotyk chłodu, dywersja w Vodenitsko, filakteria czarnych serc, herezja elfów, kłopoty klanu Słonej Wody, misja dyplomatyczna, misja inspektoratu, problemy z żelazem, rozszerzenie wpływów Vodenitsko na Mali Gaj i Saltberg, sekretna szopa w Sivo Brdo, sekta „Pana”, zażegnanie konfliktu między Mali Gajem i Saltbergiem.
Abstrakt: Misja dyplomatyczna zlecona Stefanowi Terterowi przez burmistrza Zlatana Nosyjevića polegająca na przywróceniu dostaw żelaza do Vodenitsko i zbadaniu przyczyn destabilizacji granicy chory Zapadno i Crnodrvrckiej zakończyła się sukcesem. Odkryty kult „Pana” został zdemaskowany, a odpowiedzialny za filię kultu wielebny Ithel Mílegrian z Sivo Brdo został pojmany. Udało się zaprowadzić pokój między skonfliktowanymi krasnoludami z Saltbergu i rodem Suncevskich, kolejnym krokiem będzie rozszerzenie wpływów Vodenitsko jako gwaranta rozejmu i podziału ziemi niczyjej. Skradziona broń z Vodenitsko została w znacznej części sprowadzona do miasta.
Przebieg misji:
1 merris 380 OZE, preludium
W zastępstwie Taigi Sokolov (dalej p. Sokolov) zostałem wysłany wraz z Fodrinem Żelaznym (dalej p. Żelazny), Zdravko z Krairechen (dalej p. Zdravko), Svetomirem z Chernej Góry (dalej p. Svetomir) oraz Ivo Twardą Gębą (dalej p. Gęba) do portu Sreburnenickiego, w celu odbioru dostawy żelaza z Saltbergu. Przed południem dotarli do portu flisacy z klanu Słonej Wody: Arnulf, Vincento oraz Marlan, lecz jak zeznali mieli kłopoty związane z dostarczeniem wszystkich sztab żelaza. Miało być sztab 20, lecz dostarczono ich tylko 18, a zdaniem p. Żelaznego, kruszec ten miał niską jakość. Przetransportowano sztaby do kuźni w Vodenitsko, a adept Ingolf zajął się ich zabezpieczeniem. Z uwagi na konieczność przeprowadzenia zmian w dokumentacji wynegocjowałem stwierdzenie dostarczenia 16 sztab, co też zostało podpisane przez flisaków – protokół dostawy 001 z 1 merris 380. Dwie sztaby miały być rekompensatą za niedostarczenie ich w pełnej liczbie i niskiej jakości reszty. Flisak Vincent przyznał, że krasnoludowie pod wpływem alkoholu zagubili dwie sztaby, lecz pojawiła się również wersja jakoby na uskoku na Srebrnicy w okolicach Mali Gaju doszło do utraty części ładunku.
Kwestia niedostatecznego ładunku została przekazana burmistrzowi, wielce szanowanemu i podziwianemu Zlatanowi Nosyjevićowi, który polecił mi osobistą wyprawę do Saltbergu w celu zorientowania się w przyczynach dostaw kruszców niskiej jakości oraz ich niedostateczną ilość. Jako przyboczni wystawieni zostali mi: p. Żelazny, p. Zdravko, p. Svetomir oraz p. Gęba. Zorganizowanie aprowizacji podróży i koszty zostały ujęte na dalszych stronach niniejszego raportu. Z rzeczy wartych szczególnego odnotowania był zakup dużego pudła czekolady w rzeźbionej drewnianej oprawie, która to miała być sprezentowana Baldwinowi „Mądremu”. Mimo rzadkości na rynku tak ekskluzywnego towaru, udało się wynegocjować obniżenie ceny, a w konsekwencji koszt podarku wyniósł tylko 750 oboli.
Nie wspomnę o tym, że wieczorem odwiedziłem jeszcze matkę, która dość późno zreflektowała się, że odebrała dla mnie list od sprytnego Boyana Fillipova, szkoda że ludzi na jego poziomie nie mamy więcej w Vodenitsko. W Hristogradzie miało dojść do powołania armii, która będzie zdolna zająć nie tylko Vodenitsko, lecz i całą chorę Zapadno. Modlitwa moja, ta wieczorna, spłynęła w intencji szybkiego zakończenia konfliktu, lecz rozum, który ona obudziła podpowiadał, że tylko przewaga sił zakończyć może konflikt, tak jak to genialni stratedzy w Imperium zauważyli: si vis pacem - parabellum. Pokój osiągnięty tylko kosztem przygotowania do wojny, a ja w poczuciu własnej głupoty nie mogłem wyszukać w myślach potencjalnych sojuszników, którzy stanęliby po naszej stronie i odwlekli naszą rzeź. Musiałem aż wyjść do szynku i odświeżyć umysł wyższą dyskusją. Na szczęście spotkani czcigodni elfowie okazali się dobrymi interlokutorami, a szczególnie pan Colvyn. No i nie uniknąłem wpuszczenia do uszu plotek, jakoby w górze rzeki był olbrzym, jakoby nasza miejska alchemiczka była trucicielką, a karczmarka ze „Zlatani Cekić” zwykłą dziwką. Okazało się rychło, że karczmarka to jedna z faworytek p. Żelaznego, więc dla jego czystości spokoju liczę na to, że to ostatnie jest w tym wszystkim najmniej prawdziwe. – wykreślić ostatni akapit
2 merris 380 OZE Powinienem wspomnieć w raporcie, że początek dnia odsłonił pijaństwo przydzielonej mi świty. Tylko p. Żelazny wykazywał się jako tako brakiem efektów upojenia alkoholowego, lecz i tak zionęło od niego niemiłosiernie. Obiecałem jednak, że zdyscyplinowanie do końca podróży sprawi, że ten ustęp notatki służbowej zostanie pominięty. – wykreślić
Zebranie drużyny napotkało problemy natury logistycznej, gdyż zorganizowanie i załadowanie wozu trwało dłużej, niż było to zaplanowane. Drugą przeszkodą było niższe tempo podróży do Starego Sioła, gdyż podróżując niesprawdzonym osobiście środkiem lokomocji należało powoli testować jego wytrzymałość. Okazała się jednak, że lokomocja wozu jest wystarczająca i problem ten nie pojawił się w dalszej części podróży. Kolejnym punktem przesądzającym o opóźnieniu był brak p. Sokolov, która miała z nami podróżować do Saltbergu. W ostatniej chwili przed wyruszeniem otrzymaliśmy informację o tym, że p. Sokolov realizuje wciąż zadania terenowe i dołączy do nas tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Pokonany dystans tego dnia to tylko 24 km.
W Starym Siole zostaliśmy przyjęci przez starszego wioski – pana Bryna. Niestety p. Zdravko użył całego swego sprytu, aby jeszcze tej samej nocy, którą spędziliśmy w Starym Siole wprawić się w stan upojenia alkoholowego. Został on jednak oporządzony przez p. Gębę, p. Żelaznego i p. Svetomira, w konsekwencji czego nie narobił niedyplomatycznych problemów.
Ze spraw wartych odnotowania należy wskazać odnalezienie w rzece zwłok. Półelf mężczyzna o dużym nosie, stroju wskazującym niski stan, który zmarł w wyniku przemocy, tj. przebicia trzewi ostrym przedmiotem, który przed śmiercią został usunięty z ciała – mogła to być włócznia. W Starym Siole nie był on znany, stąd pojawiło się przypuszczenie, że mógł on pochodzić z okolic Siwego Wzgórza. Ciało zostało pochowane w okolicy Starego Sioła.
Nie mógłbym jednak zapomnieć, że nim wyjechałem z Vodenitska zdałem list dla Raji. Boyan mnie przestraszył, lecz jeżeli coś powinno po mnie pozostać, to moja biblioteka, zapiski naukowe i dobra pamięć córki. Wyjeżdżałem z myślą, że mogę już nigdy nie zobaczyć swojej rodziny lub co gorsza wrócić do miasta, które będzie oblężone. Nie wiem czy spowodowałem panikę w domu Swetosławów, lecz lepsza panika, niż zaskoczenie działaniami zbrojnymi. Mają oni majątki, mogą wynieść się daleko od miasta nim zostanie ono odcięte od Erxen. Z myślą, że coś uczyniłem w tej kwestii opuściłem miejskie mury. Jedno spojrzenie przez ramię z siodła mego Bucefała i wiele kłębiących się myśli w drodze do celu. – wykreślić
3 merris 380 OZE
Rano zostały uzupełnione zapasy wody i po zebraniu drużyny oraz zorganizowania p. Zdravko, wyruszyliśmy do Siwego Wzgórza. Szlak wiódł przez tereny leśne, co trochę utrudniało orientację, gdyż wiosenne szlaki szybko zarastają w tej części Erxen, lecz kierunek został dobrany w sposób poprawny.
Nim udało się dotrzeć do Siwego Wzgórza na szlaku został odnaleziony, na pierwszy rzut oka ranny krasnolud. Pośpiesznie osobiście wyruszyłem w celu udzielenia mu pomocy i to był błąd – wykreślić. Krasnoludem okazał się Borko Krwawy, który zastawił pułapkę na podróżnych. Zostałem przez niego schwytany, a za uwolnienie mnie zażądał wydania mu kosztowności i broni. Korzystając z fortelu odwróciłem jego uwagę, a niesamowitą inicjatywą wykazał się p. Żelazny, który pokonał w mgnieniu oka znaczny dystans i dopadł napastnika, pokonując go w zwarciu. Umiejętność naśladowania głosów pierwszy raz mnie uratowała, ale cieszę się, że poznałem tę sztukę – wykreślić, zbyt osobiste. Borko Krwawy porzucił swój klan i pałał się napaściami, a ostatnimi czasy bywał na południu. Związany i wrzucony na wóz, pod strażą p. Gęby dotarł z nami do Siwego Wzgórza wieczorem tego samego dnia.
Siwe Wzgórze nosi ślady architektury krasnoludzkiej, o czym zaświadcza dom pana tejże wioski – Jaśnie Pana Sterana Ledira. Zostaliśmy jednak przyjęci chłodno, jeżeliby nie używać słów – niechętnie. Pozwolono nam rozbić obozowisko przy wejściu do wioski, co też zostało uczynione przez p. Zdravko i p. Gębę. Dnia następnego miał się odbyć proces, w którym miałem pełnić rolę oskarżyciela, zgodnie z art. 37 ust. 1 dekretu karnego.
Z uwagi na swą znakomitą postawę i podjęcie zasadnej inicjatywy w kwestii spacyfikowania napastnika – Borka Krwawego, p. Żelazny tego dnia został pierwszą pozytywną wzmiankę w notatkach urzędowych, co zostaje niniejszym zostaje ujęte w raporcie.
Muszę przyznać, że gdyby nie p. Żelazny, to byłoby już po mnie. Chociaż to tylko niewykształcony krasnoludzki prostaczek bez szkoły, to jest jednak „dvergiem czynu”. Dobrze, że nikt nie widział, jak spociłem się ze strachu, gdy przystawiano mi sztylet do gardła, bo mógłbym stracić w oczach swej kompanii. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i nawet nie pisnąłem ze strachu. – wykreślić
4 merris 380 OZE
W nocy p. Zdravko z uwagi na wypoczywanie w trakcie dnia został postawiony na straży i miał być zmieniony przez p. Svetomira. Ten drugi nie został jednak obudzony i rano spostrzegłem, że p. Zdravko zaginął. W pierwszej chwili wyglądało na to, że kolejny raz oddał się alkoholowemu popędowi, lecz nie został odnaleziony, a oschła reakcja wielebnego Ithela z Siwego Wzgórza mogła wskazywać, że coś mu się stało. Kolejne wysiłki związane z odnalezieniem zaginionego, co warte odnotowania – realizowane w gronie drużyny, gdyż elfowie z Siwego Wzgórza nie byli kwestią w ogóle zainteresowani, nawet ci postronni, były ukierunkowane na spenetrowanie szopy, gdyż była jednym miejscem, w którym nie przebywał żaden elf, a swoimi rozmiarami nadawała się na miejsce ukrycia.
Nie była to udana próba, gdy p. Żelazny był ustawiony na czatach, a p. Gęba i Svetomir mieli narobić hałasu i przyciągnąć uwagę ewentualnych elfów. Od tylnej strony szopy było okienko do którego się wspiąłem, a po zbadaniu wnętrza za pomocą kamienia świetlnego, niechybnie zleciałem z drabiny i spanikowałem na widok plamy krwi i dziwnego dźwięku, który do mnie wówczas doszedł. Chyba mój raban był większy, niż robiony przez p. Gębę, gdyż niebawem po wyskoczeniu z szopy przez to samo okno, z którego przybyłem pojawił się wielebny Ithel. On wiedział, że chciałem dostać się do szopy i wiedział, że mi się to nie uda. Kiedyś słyszałem, że p. Sokolov zna się na tajnikach dyskretnego poruszania, chociaż to mogła być plotka. Czułem wstyd, że sam tego nie potrafię. Wiedziałem, że nie uda mi się ani teraz, ani w przyszłości niepostrzeżenie dostać do tej szopy, a z całej świty byłem najbliższy tego, aby cokolwiek uczynić w tej kwestii. Była to porażka. – wykreślić
Niestety nie udało się spenetrować szopy, a niebawem przy tej próbie pojawił się wielebny Ithel, który przypomniał o nieodległym terminie rozpoczęcia procesu.
P. Svetomir i p. Gęba wysłani zostali na poszukiwanie towarzysza wyprawy, a z p. Żelaznym wybrałem się na proces Borko Krwawego, który miał rozpocząć się w południe. Po otwarciu postępowania odesłani na poszukiwania mieli przyjść, aby złożyć zeznania. Z uwagi jednak na niechęć rasową, bijącą od wielebnego Ithela i obojętnością na to Jaśnie Pana Ledira, p. Żelazny nie został dopuszczony do procesu, podobnie jak niebawem przybyły p. Gęba. Rasizm emocjonalny wyrażany przez wielebnego Ithela, tak charakterystyczny dla pospolitego plebsu, wskazywał że ten elf o wysokim stanowisku nie jest dostatecznie wykształcony i rozeznany w kwestiach natury politycznej. Nie było mi dane sprawdzić wiedzy teologicznej wielebnego, lecz to co sobą reprezentował na pozostałych polach było niezadowalające i zwróciło moją uwagę. – wykreślić
Oskarżony Borko Krwawy, o napaść na funkcjonariusza m. Vodenitsko, w czasie pełnienia przez niego obowiązków służbowych i w związku z pełnieniem tych obowiązków, usiłowanie rozboju i stawianie oporu przy zatrzymaniu nie chciał brać udziału w postępowaniu. Wobec powyższego zreferowano przebieg zdarzeń i przyjęto zeznania od p. Svetomira na okoliczność napaści i usiłowania rozboju. Z uwagi na biedę, w której znalazł się Borko Krwawy, wcześniejszą stygmatyzację i brak programów resocjalizacyjnych, oskarżyciel zdecydował się wnieść przed sąd o nadzwyczajne złagodzenie kary, tj. karę 6 lat pozbawienia wolności w kompanii karnej galerniczej. Okolicznością łagodzącą była również współpraca oskarżonego z oskarżycielem, poprzez przekazanie informacji o aktywności p. Ivana Kovacevca na południe od rzeki Sreburnica, która to aktywność objawiała się zabijaniem i gwałtami, a przy analizie słów oskarżonego, można było dojść do wniosku, że nosi ona ślady dywersji lub działalności zbrojnej powyżej progu wojny, w przypadku legitymizowania tej działalności.
Borko Krwawy został skazany i zgodnie z wolą Jaśnie Pana Ledira miał zostać doprowadzony do m. Vodenitsko w celu odbycia kary.
Datek w świątyni został złożony ze środków własnych.
Nie mogłem już wtedy ufać tym elfom. O ile Jaśnie Pan Ledir był po prostu myślami w innym świecie, o tyle wielebny Ithel coś ukrywał. Skorzystałem z chwili jego nieuwagi i włożyłem pod koszulę Borko Krwawego swój sztylet. Obawiałem się, że nie spotka go sprawiedliwość i nawet rzekłem do niego – „Musi sobie pan teraz radzić. Borko, nie daj się zabić.” Było to niespełna dobę po tym, jak o mało mnie nie zabił, lecz wybaczenie w kwestiach indywidualnych jest oznaką osoby wykształconej i nawet taki wulgarny prostaczek, jak Borko Krwawy, który nie zasługuje nawet na tytułowanie go „panem”, jest godzien przebaczenia i sprawiedliwości. Nie mogłem dla niego zrobić już nic więcej. – wykreślić
Obserwowani przez wielebnego Ithela późnym popołudniem opuściliśmy Siwe Wzgórze prosząc o przekazanie p. Zdravko kierunku, w którym się udaliśmy. Poinformowanie wielebnego Ithela o swojej kolejnej następnej lokalizacji było błędem, co zostanie opisane poniżej.
Po kilku godzinach podróży, niemal na noc, dotarliśmy do dwóch chałup przy rzece należących do gospodarza Veselko. Tam też spotkaliśmy się z p. Quinem Złamaną Tarczą (dalej p. Quin) oraz p. Sokolov. P. Sokolov nie umiała wytłumaczyć swojego późnego przybycia, zachowywała się w sposób zawadiacki i nie była skłonna wykazywać się należytą estymą wobec funkcjonariusza wyższej rangi. Z tego tytułu winna mieć postępowanie dyscyplinarne, co zostało odnotowane w notatkach służbowych.
Dodatkowo byłem na nią zły, że nie zjawiła się rano. Gdyby ktoś o jej umiejętnościach dostał się do tej przeklętej szopy, to może znalazłbym dowód na to, że p. Zdravko został zabity. Nie przybyła, spóźniła się, a ja nie byłem w stanie zrobić niczego od kiedy wielebny Ithel zaczął obserwować moje ruchy. Miałem wtedy już tę wiedzę, że te lekkie zachowanie, brak dyscypliny i szacunku będzie w przyszłości sprawiać coraz to większe kłopoty. Straciłem człowieka przez spóźnienie jedynej osoby, która mogłaby coś w tej sprawie zrobić. – wykreślić
Zgodnie z relacją p. Sokolov ze zbrojowni m. Vodenitsko zniknęła broń tj. 50 erxeńskich mieczy, 97 łuków oraz 198 krótkich włóczni. Mogło to wynikać z błędów szacunkowych lub dywersji. Kwestia ta została przekazana przez Dabetha Sulikheara, a odpowiednia reprymenda spotkała ponoć kwatermistrza p. Ratomira Suncevskiego. Z uwagi na taki obrót spraw, do zadań misji dodany został punkt związany z uzyskaniem maksymalnej liczby uzbrojenia w celu uzupełnienia braków w zbrojowni.
Cóż wtedy mogłem sobie pomyśleć, jak nie to, że oto w przededniu wojny moje miasto zostało właśnie rozbrojone? P. Sokolov przyniosła fatalne wieści, a ja jedyne co mogłem zrobić, to rozwiązać problem, bo p. Sokolov nie wyglądała na kogoś, kto może w ogóle sobie poradzić ze złożoną tematyką. Wśród ludzi niewykształconych, najgorszym elementem są ludzie, którzy twierdzą, że mają wiedzę i nie zdają sobie sprawy ze swoich braków. Rzewniej w Ivanogorodzie śmialiśmy się w ten sposób ze „studentów” ad hoc, którzy po wysłuchaniu jednego wykładu powtarzali bezmyślnie całe kwestie, bez zrozumienia ich sensu. Wtedy też VVV uknuł termin „nieświadomy idiota” na takowych. O ile bowiem p. Żelazny, p. Gęba i p. Svetomir zdawali sobie sprawę, że są przeznaczeni do prostych zadań, z powodu swoich braków formalnych, o tyle p. Sokolov ta kwestia umknęła. – wykreślićNieświadoma idiotka. – wykreślić
5 merris 380 OZE
W nocy drużyna została zaatakowana. Gospodarz Veselko padł pierwszy, a chałupa w której zostaliśmy ulokowani podpalona. Siedmiu elfów, prawdopodobnie nasłanych przez Ithela, chciało nas zabić poza zasięgiem wzroku Jaśnie Pana Ledira. Walka była zacięta, a ja otrzymałem cios w korpus, który mógłby zakończyć się tragicznie, gdyby nie moje umiejętności leczenia. Mniej szczęścia miał p. Svetomir, który został zabity przez napastników. W odparciu ataku wykazał się ponownie p. Żelazny i p. Gęba, których zdyscyplinowanie, zmysł walki i doskonałe wyszkolenie, pozwoliły odeprzeć atak, a nawet pojmać jednego z napastników. Przeciętne sukcesy w walce osiągnął słynący z waleczności p. Quinn, a p. Sokolov okazała się całkowicie nieprzydatna. Z uwagi na odniesienie obrażeń, dość szybko zostałem wyłączony z aktywnego starcia, chociaż pozostałem na placu boju, aby wspierać drużynę. Chociaż nawet bez tej włóczni, którą mi wbito w bok, czy raczej w plecy, pewnie niewiele bym zrobił. P. Żelazny drugi raz ocalił mi życie i pierwszy raz ocalił całą drużynę. – wykreślić
Po walce okazało się, że elfowie byli uzbrojeni w broń, która z wysokim prawdopodobieństwem pochodziła ze zbrojowni w m. Vodenitsko. Pojmany elf niewiele mówił, więc zdecydowałem zabrać go do Mali Gaj, który miał był kolejnym przystankiem na naszej drodze. Pochowaliśmy poległych, zebraliśmy na wóz broń i korzystając z przeprawy, którą zapewnił nam zmarły gospodarz Veselko, przeprawiliśmy się na stronę chory Crnodrvrckiej. Przed wieczorem trafiliśmy do Mali Gaj i zostaliśmy przyjęci bezpośrednio we włościach Jaśnie Pana Tychomira Suncevskiego.
Zgodnie z otrzymaną relacją odnaleziono w okolicy jedno ciało krasnoluda oraz dwa topory: jeden z inskrypcją „Jebać kurwy”, a drugi z inskrypcją „Wszystko jest kamieniem” – spisane w języku kamiennym. Dostrzeżono również wozy z trupami, które zostały dowiezione do Mali Gaj. Z przekazanej relacji wynikało, że doszło do ataku na włości rodu Suncevskich, a podejrzenie o przeprowadzenie tego ataku padło na Klan Słonej Wody z Saltbergu. Korzystając ze swoich znajomości wyperswadowałem pomysł ataku na Saltberg i skupiłem uwagę rodu na przyprowadzonym jeńcu.
Podczas przesłuchania jeniec był bardzo oporny, lecz przede wszystkim uwagę zwracały jego nienaturalnie błękitne oczy. Zareagował on jedynie na udawanie przeze mnie głosu wielebnego Ithela i wypowiedział sentencję „Nie obdarował serca Panu, gdy inni mu serce oddali”, po czym zmarł poprzez działanie mrocznej magii, która sprawiła, że jego ciało stało się zimne. Efekt ten rozpoznać należy jako „Dotyk chłodu”. Elfowie już podczas walki zdradzali objawy zauroczenia lub wpływu magii, lecz dopiero teraz znalazło to potwierdzenie. Obdukcja nie wykazała istotnych zmian w ciele zmarłego, prócz nienaturalnego chłodu ciała i dziwnej blizny na piersi, która mogła pochodzić od wcześniejszej śmiertelnej rany.
Wynegocjowane zostało przez mnie, otrzymanie eskorty do granicy ziemi niczyjej i jutrzejsze wyruszenie do Saltbergu wraz z odnalezionymi toporami.
6 merris 380 OZE
Czterech zbrojnych eskortowało naszą świtę do granicy ziemi niczyjej, po czym zostaliśmy dostrzeżeni przez zwiadowców krasnoludów i zaprowadzeni do Saltbergu. Okazało się przy tym, że p. Żelazny zna się z Osmundem Czernokrzewem, co zostało wykorzystane w czasie pobytu u krasnoludów. Niestety p. Sokolov obniżała prestiż, zachowując się w sposób nieprzyzwoity, godząc w dobre imię wyższej rangi funkcjonariuszy. W czasie podróży wykazała się arogancją, budzącą zdziwienie butą, a co gorsza nie wykonywała poleceń przełożonych.
Przyjęcie u Jaśnie Pana Baldwina „Mądrego” było godne i zgodne z najwyższymi zasadami etykiety. Zgodnie z pierwotnym planem Jaśnie Pan Baldwin „Mądry” otrzymał w prezencie czekoladę, a prezent ten bardzo mu się spodobał. Szybko ustalono, że topory otrzymane od Suncevskich należały do zaginionych krasnoludów Adalberta oraz Eggeharta. Dzięki odzyskaniu toporów nastąpiła możliwość oddania czci poległym krasnoludom.
Jaśnie Pan Baldwin „Mądry” przeprosił za niedyspozycyjność żelaza i ograniczenie jego dostaw. Wskazał, że sprawa ma przyczyny w tym, że Klan Słonej Wody musi się teraz zbroić, gdyż grozi im konflikt z Mali Gajem i każdy okruch żelaza się liczy. W długiej dyskusji udało mi się przekonać Baldwina „Mądrego” co do kwestii wygaszenia konfliktu i źródeł dywersji zarówno na ziemiach Saltbergu, jak i na tych należących do Suncevskich. Wszystkie argumenty zostały przyjęte i aby nie były tylko gołosłowne, należało zorganizować wyprawę w celu ujawnienia winnych.
Podczas wieczerzy u Jaśnie Pana Baldwina „Mądrego” nie popisała się kurtuazją p. Sokolov, która odmawiając gościny zasłaniała się byciem w ciąży. Strasznie to zdziwiło gospodarza, jak również mnie, gdyż nie byłem o tym wcześniej informowany. Jako sprawcę zaciążenia wskazała p. Sokolov niejakiego Juliusa, który miał być imperialnym żołnierzem. Krasnoludowie wznosili toasty za „młodą parę” i gratulowano p. Sokolov, lecz nikt nie przypuszczał, że funkcjonariusz miasta Vodenitsko mógłby płodzić bękarta. Ostatecznie po zrobieniu kolejnej awantury p. Sokolov uświadomiła sobie, że nie przygotowała sobie miejsca na nocleg i pozostał jej tylko schowek na miotły. Z uwagi, że takie przebywanie w magazynie obniżałoby prestiż m. Vodenitsko, zdecydowałem się samodzielnie zorganizować p. Sokolov miejsce do spania w komnacie drużyny. P. Sokolov skorzystała.
Nie da się ukryć, że zachowanie tej niewykształconej prostaczki było poniżej jakichkolwiek standardów. Teraz mogę tylko się zastanawiać czy p. Sokolov jest taka w dni powszednie, czy jest to związane z trafieniem w moment wstydliwego krwawienia. Ba! Lub jak wtedy myślałem, złymi prądami krwi związanymi z noszeniem płodu. Nie ukrywam, że Jaśnie Pan Baldwin „Mądry” był zawiedziony, że p. Sokolov nie napiła się z nim alkoholu, więc musiałem ją wyręczyć. Czy mi się to podobało? Kwadrans wymiotowania i wstręt do jedzenia na niemal godzinę. Nawet miałem uśmiech na twarzy, gdy się dowiedziałem o tym, że p. Sokolov będzie spała w schowku na miotły. Ale to był alkohol, a nie postępowanie godne człowieka wykształconego. Pomogłem jej i nawet, gdy była ukryta za kocem, który przewiesiłem przy jej łóżku, aby miała trochę prywatności, tak myślałem o niej. Kobieta oszukana przez jakiegoś Juliusa, wyprawiona w świat i samotna. Jej postępowanie wtedy wydawało się takie niezawinione, a będące konsekwencją zwykłej prostackiej chuci. Nie winiłem jej, tylko współczułem. – wykreślić
7 merris 380 OZE
Jaśnie Pan Baldwina „Mądry” zorganizował 17 krasnoludów, którzy mieli być zbrojnym ramieniem mojego planu rozwiązania kryzysu. Pierwszym toporem został syn wielmożnego jaśnie pana, Jaśnie Pan Belran Pierścieniobrody Baldwinssonn. Jego prawą ręką podczas wyprawy został p. Engelbert Trzykrotnie Pogrzebany Jovanssonn, a drużyną zwiadowców dowodził p. Osmund Czernokrzew. Misja była prosta – jeżeli moje słowa były wczorajszej nocy prawdziwe, a były, to ród Suncevskich nie stoi za atakami na Klan Słonej Wody, lecz jest w to zamieszczana trzecia siła, która chce skłócić Saltberg z Mali Gajem i wykorzystać ich sąsiedzkie walki dla swoich celów. Wyruszyliśmy do Mali Gaj.
W obszarze ziemi niczyjej doszło do żenującego zdarzenia. Po tym, gdy rozmówiłem się z Jaśnie Panem Belranem Baldwinssonnem podeszła do mnie p. Sokolov. Korzystając z okazji rozmówiłem się z nią odnośnie jej ciąży.
Będąc w pełni dojrzałym emocjonalnie i wykształconym człowiekiem zaproponowałem jej, ożenienie się i poniesienie ciężaru wychowanie nie swego dziecka, aby ulżyć kobiecie i nie przynosić hańby magistratowi, gdy okazałoby się, że można tak po prostu zaciążyć funkcjonariusza m. Vodenitsko. – wykreślić
P. Sokolov stwierdziła jednak, że nie jest w ciąży, że nie ma żadnego Juliusa, a wszystko to zostało wymyślone przeze mnie (sic!). Zdziwiony wybuchem emocji p. Sokolov, nie wiedziałem już co jest prawdą, a co fałszem w tej kwestii, ani tym bardziej nie spodziewałem się, że rękawica, która zsunie się z jej ręki będzie coś oznaczać. Jako kulturalny człowiek podniosłem rękawicę, którą upuściła p. Sokolov, a następnie dowiedziałem się, że to było wyzwanie na pojedynek (sic!). Zachowanie p. Sokolov zdziwiło mnie jeszcze bardziej i nie wiedziałem, czy mam uznać jej słowa za poważne i wzywać p. Żelaznego, aby stanął z nią w szranki, jako osoba zbliżonego stanu, czy po prostu ją zignorować. Wybrałem drugą opcję, a następnie zostałem publicznie wyzwany od tchórzy, co prawdopodobnie w tym wymiarze miało oznaczać brak chęci walki z kobietą w ciąży. Na szczęście pora było ruszyć w dalszą drogę, a p. Sokolov nie kontynuowała tego tematu. Prawdopodobnie zrozumiała, że jest tylko głupią prostaczką... – wykreślić ostatnie zdanie Nie muszę dodawać, że celem p. Sokolov nie było nic innego, jak spowodowanie obrażeń bezpośrednio u wyższego stopniem funkcjonariusza m. Vodenitsko, a nie obrona własnej, jakkolwiek prymitywnie rozumianej czci i honoru. Z uwagi, że wciąż dokuczały mi wtedy obrażenia po ciosie zadanym włócznią kilka dni temu i gdyby szalony plan p. Sokolov się ziścił prawdopodobnie nie doszło by do negocjacji między Suncevskimi i Klanem Słonej Wody, a co za tym idzie cała misja ległaby w gruzach. Przyjęcie szampierza w moje miejsce, jak nakazuje etykieta, mogłoby spowodować obrażenia u dziecka p. Sokolov, stąd za samą próbę pojedynku należy się p. Sokolov postępowanie dyscyplinarne.
Jeszcze tego samego dnia dotarliśmy do Mali Gaj, a na nasze spotkanie wyjechało czterech jeźdźców, z czego dwójką z nich był Jaśnie Pan Vladan Suncevski oraz Jaśnie Pan Lochlinee Chassantori, którzy po rozmówieniu się ze mną zorganizowali miejsce na rozbicie obozowiska krasnoludom, a nas wzięli na zamek. Nim jednak się oddaliliśmy p. Sokolov czyniła w mym kierunku niedwuznaczne aluzje o podłożu seksualnym, a także przy sojusznikach krasnoludach opowiadała o swojej aktywności łóżkowej, co nie brzmiało jako żarty. Ta dziewoja-prostaczka przeszła samą siebie. Musiałem aż prosić Belrana, aby w nocy nie chędożyła się z dvergami, bo i to mogłoby jej przyjść do głowy. – wykreślić Poprosiłem p. Quina, aby pilnował p. Sokolov przez noc, co też uczynił.
8 merris 380 OZE
O poranku zostaliśmy podjęci śniadaniem w towarzystwie Jaśnie Pań Dajany Suncevskiej i Ivony Suncevskiej, a następnie dołączyli do nas Jaśnie Panowie Vladan i Tychomir. Podczas śniadania wykazał się p. Żelazny, który niespodziewanie udowodnił, że zna się na etykiecie. Zaważyło to na tym, że wielmożni państwo dostrzegli, że krasnoludowie mogąc być cywilizowani.
Doprowadziłem do rozmów między rodem Suncevskich, a Klanem Słonej Wody. Trwały one kilka godzin, lecz cały czas panel był przeze mnie moderowany i jako mediator z rangi m. Vodenitsko podyktowałem najtańsze dla m. Vodenitsko rozwiązanie konfliktu. W efekcie spisano traktat, którego treść z podpisami złożyłem 11 merris 380 OZE w kancelarii magistratu, w celu dokonania odpisów – vide Umowa z podziale ziem z 8 merris 380 OZE, spisana w Mali Gaj. Najważniejszymi postanowieniami było m.in. podział ziemi niczyjej, wspólne działanie w celu zażegnania niebezpieczeństwa ze strony trzeciej siły, zaprzestanie wzajemnych ataków, niezakłócony spław żelaza przez rzekę, wpisanie m. Vodenitsko jako gwaranta pokoju między stronami i mediatora ewentualnych sporów.
Dowództwo nad połączonymi siłami Mali Gaj oraz Saltbergu przypadło mojej osobie, z majestatem m. Vodenitsko. Wyeksponowałem chustę ze złotą wieżą w górnym czerwonym polu i połową białego młyńskiego koła w dolnym niebieskim polu przy otrzymanej w Saltbergu stalowej kolczudze. W kwestiach taktyki zdecydowałem się przewodzić pięcioosobowej radzie wojennej, w skład której prócz mnie wejść mieli Jaśnie Pan Vladan Suncevski, Jaśnie Pan Belran Pierścieniobrody Baldwinssonn, p. Lochlinee Chasantorii oraz p. Engelbert Trzykrotnie Pogrzebany Jovanssonn.
Następnie odbyta została przeze mnie rozmowa z wielebnym Yorathem, które prosiłem o modlitwę i wstawiennictwo w kwestii rozwiązania kwestii herezji zawiązanej przeciw Asterionowi. Wielebny był przychylny i obiecał błogosławić drużynę przed wyruszeniem w drogę. Pojawiła się jednak błędna myśl po stronie wielebnego Yoratha, gdyż uznał, że lodowacenie elfa było anomalią, za którą mogą być odpowiedzialne pałające się magią krasnoludy. Było to na tyle nieprawdopodobne, że wyprowadziłem wielebnego z błędu. Niestety wielebny Yorath nie znał dobrze wielebnego Ithela z Sivo Brdo, stąd nie otrzymałem dostatecznych danych, aby móc dotrzeć do wielebnego w dyskusji, którą układałem sobie w głowie, a która miała wydarzyć się następnego dnia.
Datek w świątyni został złożony ze środków własnych.
Poza tym wielebny wykazywał się podobną dozą prymitywnego szowinizmu, co wielebny Ithel, ale nie mogę odmówić mu przynajmniej zamysłu taktycznego. Oto padła oferta, abym ufających mi krasnoludów wysłał na pierwszą linię walk, gdy się zdarzą, a wielebny widać miał co do tego przekonanie, aby ich wytracić. Obiecano mi stanowisko, nie mogę zaprzeczyć, że intratne. Lecz to tylko bzdury. Kolejne mamienie światłego człowieka przez niewykształconego fanatyka. Cóż mogłem obiecać, jak nie prawdę? Uczciwie stwierdziłem, że będąc decyzyjny w kwestii strategii nie pozwolę na wytracenie sił z Mali Gaju i nie będę stosował taryfy ulgowej dla Saltbergu. Balans sił będzie na rękę m. Vodenitsko, a do niego potrzeba, aby każda ze stron była na tyle silna, aby nie skusić drugiej strony do wojny. Przy małych oddziałach utrata sześciu woja mogłaby się źle skończyć, a pomny tego zagryzłem zęby. – wykreślić
Podczas pierwszej części dnia ujawnił się charakter Jaśnie Pana Vladana Suncevskiego, który uderzył swą żonę Dajanę. Uderzenie nie miało na celu wywołanie u niej obrażeń, lecz uspokojenie jej, wskazanie miejsca w hierarchii i upokorzenie. Wymierzony cios w twarz nie był pierwszym, którego doświadczyła Jaśnie Pani i zapewne nie będzie również ostatnim. Nie wiem jaki udział w tej reakcji Jaśnie Pana Vladana miała p. Sokolov, która wcześniej rozmawiała z nim dość zażyle. Możliwe, że działania panicza Suncevskiego miały charakter popisowy, ale nie zarejestrowałem tego, czy samo uderzenie w twarz było dostrzeżone przez p. Sokolov. Kwestia ta nie była poruszana z p. Sokolov. P. Żelazny nie interweniował. I dobrze. Łzy kobiety i jej upokorzenie to mała cena za pokój. – wykreślić
Kapłan, wielebny Yorath, zjawił się odziany w karmazyn i z rydwanu błogosławił wyprawie, a członkowie naszej świty uczynili poprawne symbole asteriońskiego kręgu. Było to już popołudnie, gdy świta wyruszyła w celu spenetrowania pobojowiska przy kopalniach Mali Gaj. Łącznie było nas wówczas 18 (słownie: osiemnaście) zbrojnych z Mali Gaj, 17 (słownie: siedemnaście) zbrojnych z Saltbergu oraz 5 (słownie: pięciu) wysłanników z m. Vodenitsko. Łącznie 40 (słownie: czterdzieści) dusz. W grupie było wciąż sześciu krasnoludzkich zwiadowców, którzy ubezpieczali nasze flanki, a do kopalni prowadzili nas p. Sokolov, Jaśnie Pan Vladan oraz p. Osmund. Drogę znał tylko Jaśnie Pan, lecz pozostali służyli oczyma, aby żaden ślad nie został przegapiony. Zatrzymałem oddział w bliskiej odległości od kopalni przy Mali Gaj, aby tak liczna świta, nieobeznana ze sztuką wykrywania śladów, przeszukiwania i tropienia, nie zadeptała śladów. Na miejsce wybrali się tylko: p. Sokolov, Jaśnie Pan Vladan oraz p. Osmund, z czego ten ostatni niebawem wrócił.
Oględziny miejsca wykazały, że w ataku na kopalnię zginęło 18 (słownie: osiemnastu) górników/cywili. Napastnicy nie weszli do kopalni, nie byli również nastawieni na rabunek. Co warte odnotowania – nikt z zaatakowanych nie szukał schronienia w kopalni. Atak miał charakter czystki rasowej. Przy samej kopalni wciąż były widoczne ślady krwi, w liczbie 6 (słownie: sześciu), które wskazywały wyraźnie miejsca, gdzie dokonano morderstw, a dalej ślady wskazywały również, że coś było ciągnięte przez zarośla w kierunku rzeki. Odnaleziono po śladach świeżo zakopane zwłoki elfa w rynsztunku, który został przemieszczony po śmierci, na wskazywały zachowane ślady opadowe. Strój wskazywał na chłopską profesję. Martwy elf miał dużą dziurę w klatce piersiowej, która prawdopodobnie spowodowała jego zgon. Miał na sobie ślady krwi, ale nie krwawił tak obficie, jak przy takich obrażeniach powinno się krwawić. Z treści żołądkowej wykryłem, że spożywał zioła i produkty mączne, co potwierdziło, że prowadził wiejski tryb życia, a atak miał charakter quasi spontaniczny, skoro nie wydano wojującym porcji mięsa. Ponownie uzbrojenie elfa mogło pochodzić z m. Vodenitsko.[...]
Ostatnio zmieniony przez Pythonius 2021-08-31, 01:22, w całości zmieniany 1 raz
W kwestii identyfikacji śladów wykazała się p. Sokolov, która skutecznie wytropiła pogrzebanego elfa, a także odnalazła bród na Sreburnicy, przez który zapewne przeprawili się w dwie strony napastnicy. Data tych działań wskazywałaby, że mógł być to ten sam oddział, który zaatakował nas w nocy z 4 na 5 merris 380 OZE. P. Sokolov działała z poświęceniem i nie wahała się nawet przeprawiać wpław przez rzekę, aby odnaleźć ślady. Wiele dzięki temu wskazało, że napastnicy zmierzali do Sivo Brdo, co było kolejnym dowodem na to, że dzieją się tam sprawy, które wykraczają poza granicę porządku publicznego.
Wracając p. Sokolov wykazała się nielichą ciekawością i nawet wypytała mnie o moje życie rodzinne. Zdziwiło mnie to, ale i uszczęśliwiło, bo dzięki temu mam wiadomość o tym, że przynajmniej nie jestem przedmiotem plotek. Niestety historia mojego brata chyba jest znana. Trudno, prostaczki tego nie zrozumieją. A cóż za pytania dostałem, gdy tylko p. Sokolov dowiedziała się, że mam córkę o imieniu Raja i jest już dorosła! Jaki jest jej ulubiony kolor? – Zielony. Jakie jest jej ulubione danie? – Gulasz mojej matki Sijany. Jakie jest jej ulubione miejsce? – Mój pokój w naszej kamienicy. Odpowiedzi bezbłędne. Zdziwiło to p. Sokolov, a ja miałem satysfakcję, że jej jakaś prostacka intryga została zduszona w zarodku. P. Sokolov nie dopytywała skąd to wiem, więc nie musiałem mówić, że od swojej matki, która z moją córką częstokroć plotkuje. Nigdy o takie rzeczy nie pytałem Raji i nie uważam, że to byłyby poważne pytania. Pytałem ją o teorię infernocentryczną Hopperiusa, zasady ruchu posłańców astralnych, twierdzenie Gibbiego, rodzaje jednostek morskich z pierwszego wieku od zjednoczenia Erxen, ale nie o takie głupoty. I tak czasami zalewała się łzami, gdy krytykowałem jej brak wiedzy, ale zawsze wtedy gładziłem po głowie wskazując, że nie wie tylko dlatego, że nie miała poważnej akademickiej edukacji. Przynajmniej Raja jest na tyle inteligentna, że nigdy nie protestowała – wykreślić
Wróciliśmy na noc do Mali Gaj, a krasnoludowie rozbili obozowisko w pewnej odległości od warownej części osady. Po wieczerzy zakwaterowano w komnatach członków drużyny, z wyjątkiem p. Sokolov, która z uwagi na wymoczenie ubrań miała otrzymać najlepszą komnatę. Była to jedyna bezsprzecznie poprawnie wykonana część misji przez p. Sokolov.
Jeszcze przed snem myślałem o Taidze. Wstydzę się tego. Była wieczorem znośna, a wcześniej zaradna. Zupełnie niepodobna do tej p. Sokolov, którą miałem okazje obserwować i znosić przez ostatnie dni. Czy to, że była w swym tropicielskim żywiole sprawiło, że odzyskała zmysły? Czy działania dyplomatyczne, konwenanse, etykieta, intelekt i wiedza tak ją przytłaczają, że zamienia się w nieznośnego bachora? Błądziłem myślami długo, lecz nie doznałem tych emocji, których szukałem. Nie było Taigi, a było tylko urojenie o niej. Jest tylko p. Sokolov. – wykreślić
9 merris 380 OZE
Dzień okazał się deszczowy. Cała świta przeprawiała się z wozami i końmi przez rzekę, korzystając przy tym z zasobów z Mali Gaj. Po południowej stronie rzeki zarządziłem poruszanie się w kierunku Sivo Brdo w formacji bojowej, aby w razie czego być gotowymi do odparcia ataku. Jedyne jednak, co zwróciło po drodze uwagę zwiadowców była jakaś persona, która, bądź może nierozpoznane zwierzę, które pojawiła się w polu percepcji w okolicach wzgórza.
Zbadano okolicę Sive Brdo i rozpoznano dziwny, dość rytmiczny, lecz powolny odgłos bijący od strony rzeki. Brzmiało to jak jakiś mechanizm, który musiał być potężny, lecz ukryty głęboko pod ziemią. Aż zastanowiłem się, czy to nie ten mechanizm wygnał mnie z szopy z Sivo Brdo, gdy pierwszy raz bezradnie ją penetrowałem. – wykreślić Nie mogąc jednak znaleźć jego źródła i tracąc z każdą chwilą szansę na zaskoczenie potencjalnego oponenta, zarządziłem dalsze działania rozpoznawcze.
Przy odkrytym przez zwiadowców zachodnim wejściu na wzgórze zorganizowałem zebranie rady wojenne, aby przemyśleć strategię działania. Zdecydowałem, a rada poparła mą myśl, aby podzielić wojsko na dwie grupy uderzeniowe – krasnoludzką i resztę. Krasnoludowie mieli dostać się wąskimi schodami na górę i czekać z ewentualnym atakiem na sygnał, a ludzie, wraz z drużyną z m. Vodenitsko i wierzchowcami przedostać się normalną drogą na wzgórze. Po oszacowaniu czasu dotarcia na szczyt ruszyliśmy.
Przed bitwą
Popołudnie. Świtę wpierw dostrzegli chłopi, których wysłałem po wielebnego Ithela i Jaśnie Pana Ledira, a ci przyszli kilka chwil później. Na pierwszy rzut oka nie wyglądało na to, że byli gotowi na nasze przyjęcie. Wyjaśniłem powód swego przybycia wraz ze świtą, lecz Jaśnie Pan Ledir, jak również wielebny Ithel nie byli zainteresowani faktem, że napadnięto moją drużynę, że napadnięto krasnoludów w Saltbergu, że napadnięto na ludność w Mali Gaj. Uznano to za „bzdurę”. Niespodziewanie zjawił się p. Zdravko o którym przypuszczałem, że jest już nieżywy. Zdziwiło mnie to bardzo i kilka chwil przerwałem dyskusję, aby wypytać członka swej drużyny, lecz nic nie wiedział. W pierwszej chwili wydawało mi się, że jego słowa i poziom niewiedzy graniczący z ignorancją są efektem niskiego wykształcenia, braków elementarnej edukacji, którą p. Zdravko wymienił na butelki trunku, lecz wkrótce było mi dane dowiedzieć się, czy naprawdę jest powodowana ta niewiedza. Wróciłem do wielebnego Ithela i Ledira. Pierwszy ukazując p. Zdravko oznajmił, że cały czas tu był, a ja miałem wyjść na niewiarygodnego. Nie wiedział o tym, że odkryto również ślady oddziału, który zmierzał w te stronę po masakrze w kopalni Mali Gaj oraz, że elf dotknięty chłodem, którego pojmaliśmy niedaleko zabudowań gospodarza Veselko był wrażliwy na jego głos, który sam udawałem. Skrzywił się na wieść o tym, że wiem o oddawaniu serca Panu. Niestety Wyjaśniłem wówczas Jaśnie Panu Ledirowi, którego nie podejrzewałem o konszachty z wielebnym Ithelem, lecz tylko o nie akademicką ignorancję, że na jego ziemiach działa spisek wymierzony w Erxen. Wielebny Ithel zaoponował, a ja wskazałem jak możemy uzyskać dowód. Jaśnie Pan mi nie uwierzył i wyruszył w obstawie swego sługi Laviona do swego domostwa. To był błąd Jaśnie Pana Ledira, który w konsekwencji doprowadził do wystąpienia jego ludu przeciw nam. Cała wiarygodność m. Vodenitsko i nasza misja zależała od tego, czy uda się udowodnić, że elfowie są zamieszani w herezję. Zarządziłem zbadanie szopy. P. Żelazny udał się w celu otworzenia bramy, lecz drogę zastąpił mu chłop, który zaczął go blokować i szarpać. Zezwoliłem na fizyczne odparcie naruszeń interwencji, lecz oto zjawił się drugi z chłopów, więc i p. Gęba musiał zadziałać. Kiedy chłopi ruszyli większą grupą nakazałem obronę interwenientów, lecz bez robienia większej krzywdy agresorom. W ciągu kolejnych czterech bitewnych oddechów świta rozpędziła pierwszą falę chłopów za pomocą swych butów i pięści. Z tej grupy prawie nikt nie zginął, lecz większość straciła przytomność pod wpływem razów.
Bitwa
Niestety wielebny Ithel zdążył zniknąć nam z oczu, a z zabudowań zaczęli wychodzić uzbrojeni w broń skradzioną w m. Vodenitsko elfowie. Jaśnie Pan Vlatan wykazał się tu inicjatywą i posiekał pierwszych napastników. Zagwizdałem dając znać krasnoludom do działania i zorganizowałem linię obrony dostrzegając, że elfowie mają zimne błękitne oczy i są pozbawieni strachu. Uświadomiwszy sobie krytyczne położenie skupiłem swe wysiłki na dowodzeniu oddziałem, który w razie paniki mógłby zostać otoczony i wybity. Pod naporem elfów zbrojni Suncevskich dwa razy uginali się, lecz w końcu udało mi się wprowadzić dyscyplinę i łańcuch obronny nie został przerwany. Skutecznym rozwiązaniem było w krytycznych punktach – flankach – rozmieścić najlepszych wojowników tj. p. Gębę, p. Quinna, Jaśnie Pana Vladana, p. Żelaznego i p. Lochlinee. Skutecznie rozbili oni próby okrążenia, a centrum nie dało się wyprzeć. W obwodach garstka żołnierzy wspomaganych przez p. Zdravko rozbiła próbę zamknięcia walczących w kotle. Niestety podczas walki zrejterowała p. Sokolov, która poczęła biegać między zabudowaniami. W pierwszej chwili rozkazałem jej, aby pojmała wielebnego Ithela, lecz nie ustaliłem tego, czy niewykonanie tego rozkazu było spowodowane niesubordynacją, czy skalą wykraczającą poza możliwości p. Sokolov. Dwóch naszych ludzi zostało poważnie rannych przy obronie centrum, a ja sam przy kolejnych chwilach boju musiałem osobiście sięgnąć po broń i raniłem jednego z napastników. Niebawem elfowie zostali wyparci z placu głównego, lecz pojawiły się noszące ślady uroku młodsze pokolenia. Niestety wciąż stanowiły one zagrożenie dla świty, a próba powstrzymania obrony mogła skończyć się klęską, gdyż z uwagi na braki informacyjne nie byłem w stanie ustalić jak skutecznie radzą sobie krasnoludowie z Saltbergu.
Po bitwie
Krasnoludowie nie potrzebowali wsparcia, gdyż skutecznie walczyli w ścisku i odparli wszystkich elfów. Zmoczone deszczem piaski Sivo Brdo nie piły łapczywie krwi poległych i rannych, stąd przyszło nam niebawem poruszać się w błotach krwi, lecz nikt się nie speszył. Kolejny raz w walce wykazał się p. Żelazny oraz należy wspomnieć o skuteczności p. Gęby oraz p. Quina, którzy wytrzymali w trudnych warunkach. Lekko ranny został p. Lochlinee, lecz nie był to czas na pomoc rannym, gdyż dopiero po czasie rozeznałem się w tym, że bitwa skończona. Zakazano dobijania rannych, przegrupowano połączone siły, a wraz z małym oddziałem, m.in. Jaśnie Panem Vladanem, p. Żelaznym, p. Gębą, Jaśnie Panem Belranem i p. Quinem weszliśmy do Świątyni Asteriona, gdzie ujrzeliśmy heretyka Ithela, który był zaskoczony tym, że udało nam się odeprzeć jego marionetki. Szybkie uderzeni wyprawiło wielebnego Ithela do świata snów, chociaż nie ukrywam, że p. Żelazny trochę zbyt dużo siły włożył w ten cios i prawie zabił wielebnego Ithela. Po zabezpieczeniu świątyni mogłem kontynuować rozeznanie. Wnet odnalazłem Jaśnie Pana Ledira, który skrył się u siebie w domostwie. Nie był oczarowany, lecz przerażony i wtedy już wierzył w moje słowa. Uświadomiłem sobie, że bitwa się skończyła i należy zająć się rannymi.
W pierwszej kolejności opatrzyłem dwóch rannych żołnierzu Suncevskich, a po chwili, gdy ich stan był stabilny uratowałem jeszcze siedmiu mocniej rannych, po dokonaniu wstępnej selekcji, aby wyłączyć tych śmiertelnie rannych, elfów. Wybór był prawidłowy, gdyż wszyscy przeżyli. Podczas ich opatrywania nic szczególnego nie zwróciło mojej uwagi, przy czym może być to spowodowane tym, że w krótkim czasie musiałem pomóc wielu osobom i skupiałem się na ranach. Krasnoludowie i ludzie zabezpieczali wtedy teren, a dowódcy dyscyplinowali oddziały, aby powstrzymać dobijanie rannych i rabunek. Pierwszy raz dłużej rozmówiłem się z Jaśnie Panem Ledirem, który obiecał nam wszelką pomoc. Odnalazłem wówczas p. Sokolov, która była wciąż w wielkim szoku. Nakazałem jej sprawdzenie szopy, gdzie odnaleziono klapę do ukrytego pomieszczenia pod podłogą. P. Sokolov była jednak zbyt przerażona, aby dokonać inspekcji pomieszczenia, a potrzebny był ktoś z m. Vodenitsko, kto mógłby zaświadczyć, że nie podrzucono dowodów zdrady w zamęcie walki. Wyczerpawszy zapasy opatrunków ruszyłem zabezpieczyć pomieszczenie pod szopą.
Wejście do tej szopy ponownie było ciężkie, mimo tego, że wchodzili i wychodzili z niej moi przyboczni. P. Żelazny, sama jego obecność dodawała mi pewności, że nic mi tym razem nie grozi. – wykreślić
W samej szopie były zboża i nic wartego na tę chwilę uwagi, lecz pod klapą była drabinka do podziemia, gdzie odnaleziono jeszcze 11 mieczy, 8 łuków oraz 6 włócznie, które skradziono z m. Vodenitsko. Ciekawsze jednak było odnalezienie dwóch sztab żelaza, które ewidentnie pochodziły z Saltbergu i których flisacy Arnulf, Vincento oraz Marlan z Saltbergu nie dostarczyli do portu Sreburnenickiego 1 merris 380 OZE. Odnaleziony został również mechanizm spustowy i kamienne ukryte przejście w ścianie, które po kilku próbach udało się otworzyć. Wskazówką był rytmiczny huk, który słyszeliśmy wcześniej przy rzece. Tu był wyraźniejszy, więc wyczekaliśmy na niego, wcisnęliśmy przycisk i pchaliśmy jednocześnie kamienne drzwi. Tajne przejście zostało otworzone, chociaż mam przypuszczenie, że może nawet bez oczekiwania na huk mechanizmu zwolnienie przycisku mogłoby odblokować drzwi i uczynić je podatnym na przepchnięcie. Tak oto okazało się, że za tym pierwszym ukrytym pomieszczeniem jest kolejne, więc w grupie, do której prócz siebie dołączyłem: Jaśnie Pana Vladana, p. Zdravko, p. Gębę, p. Żelaznego, p. Quina i p. Sokolov, zeszliśmy do podziemia, aby zbadać ukryte zakątki Sivo Brdo do końca. W dość nisko schodzącym tunelu widzieliśmy kanał, przez który przelewała się woda, lecz nie to było najciekawsze.
Filakteria
Naszym oczom ukazały się błękitne, niemal bijące światłem słoje wypełnione cieczą, w której zanurzone były czarne serca. Ustawione na licznych półkach, przez znaczną długość tunelu. Widok był szokujący, lecz rozpoznałem działanie tajemnych mocy i doznałem olśnienia. Natychmiast zarządziłem sprawdzenie klatek piersiowych członków drużyny, a szczególnie p. Zdravko, który został odnaleziony w wiosce, chociaż przypuszczałem, że nie żyje. Podszedłem do p. Zdravko i w tej jednej chwili jego oczy zaszły błękitem, a palce silniej ścisnęły broń. Uderzenie obuchem wybiło mi dech z piersi, lecz nie połamało żeber, więc mogłem ostrzec towarzyszy. P. Żelazny dobiegł pierwszy i uniemożliwił p. Zdravko ponowne zaatakowanie mojej osoby. O ile pierwszy cios został zatrzymany przez zbroję, o tyle drugi mógł okazać się poważniejszy w skutkach. Jaśnie Pan Vladan również wykazał się inicjatywę i rannego zaklętego p. Zdravko dobił. Przykro było patrzeć na śmierć towarzysza, lecz w sercu został on pożegnany już dawniej. Na piersi członka drużyny odnalazłem bliznę po „usunięciu serca”. P. Zdavko był pod wpływem uroku. Uzbroiwszy się w obuch p. Zdravko zebrałem drużynę, lecz p. Sokolov nie była w stanie kontynuować wyprawy. Odesłałem ją dalej, a sam zarządziłem rozbicie wszystkich filakteriów. Niebawem błękitny proch wirował w całym tunelu, a uwolnione od uroku serca zaznawały ukojenia. Z modlitwą do Asteriona, aby przyjął zaklętych, poczęliśmy patrzeć jak ostatnie okruchy szkła rozbryzgują się w świetle naszych latarni, pochodni, czy mojego kamienia świetlnego, a następnie ruszyliśmy, aby sprawdzić czy nienaturalne zimno ciała p. Zdravko odeszło. Nasz towarzysz był martwy, ale cieplejszy, a jego nienaturalna blizna na klatce piersiowej zniknęła – Asterion wysłuchał naszych próśb. Jedno z serc w słoju zostało przeze mnie zabrane, aby ukazać w magistraturze i dnia 11 merris 380 OZE trafiło do skarbca. W dniu 12 merris 380 OZE zostanie ono zaprezentowane Jego Ekscelencji Valentinowi Svetoslavovi.
W głębi tunelu znaleźliśmy tylko zawalone przejście do mechanizmu, który powodował ten rytmiczny huk. Z uwagi, że odgruzowywanie go zajęłoby wiele godzin, a może i dni, zdecydowałem, że ta kwestia może zostać odłożona w przyszłość.
Elfowie zostali odczarowani, wszyscy, którzy przeżyli nie mieli na klatkach piersiowych blizn. Po rozmowie z Jaśnie Panem Ledirem utwierdziłem się w przekonaniu co do słuszności swej wiedzy o tych magicznych pojemnikach na serca. Jaśnie Pan nie wiedział nic o podziemiach w swojej wiosce. Spenetrowawszy siedzibę wielebnego Ithela odnalezione zostały jeszcze dwa serca w słojach, które osobiście robiłem oraz buteleczka z zieloną wodą, która może być eliksirem młodości, a którą to butelkę złożyłem dnia 11 merris 380 OZE w skarbcu ratusza.
Przesłuchanie wielebnego Ithela nic nie dało, a z uwagi na to, że nie godzi się stosować tortur bez uprawnień, zdecydowałem, że wielebny zostanie doprowadzony do m. Vodenitsko, na co pierwotnie wszyscy przystali, w tym delegaci z Mali Gaj. Wybrawszy się dokonać przeglądy zebranych broni, których to zbieraniem zajęli się w ramach zabezpieczenia terenu nasi podwładni ze świty przeoczyłem fakt, że p. Sokolov rozmówiła się z Jaśnie Panem Vladanem i obiecała mu, że wielebny Ithel trafi do Mali Gaj. Gdy już wróciłem zostałem postawiony przez p. Sokolov przed faktami dokonanymi, a wycofanie słowa danego przez funkcjonariusza m. Vodenitsko, nawet takiego, który nie miał uprawnień do decydowania w danej kwestii, byłoby rażąco dyplomatycznie i narażało na zniweczenie całej misji dyplomatycznej. Jest to ostatnia poważna przewina p. Sokolov podczas realizacji misji.
Jeszcze tego samego dnia załadowano wozy bronią, a także zliczono rodziny w których przeżyli rodzice i podliczone sieroty po walce. Nikt z zaczarowanych nie pamiętał co się stało, lecz to normalne efekty czarów uroku. Sierot okazało się, że jest 24 (słownie: dwadzieścia cztery) i niestety w aktualnym stanie rzeczy są one ponad liczbowe wobec możliwości mieszkańców wioski. Uradzono, że zostaną zabrane do m. Vodenitsko. Jeszcze przed snem, który spędziłem wśród rannych złożonych w domu Jaśnie Pana Ledira, sporządziłem dwie wiadomości – pierwszą dla Saltbergu, a drugą dla Mali Gaj, w której panów włości informowałem o przebiegu wydarzeń.
Był to najintensywniejszy dzień jaki miałem od wielu dni, a nawet lat, nie licząc maratonów pism Augusta Roeeńczyka. Jaśnie Pan Ledir był już wtedy pijany winem o snuł opowieści o swojej żonie Nerys. Nie odnalazłem jej ciała. Wiele razy zmieniał zdanie co do tego co zrobić, zostać, iść... dochodziło do niego, że to wszystko przez jego własne zaniedbania i ignorancję. Miałem go za wyrafinowanego myśliciela i był jedną z najlepiej wykształconych osób, z którymi miałem ostatnio szansę rozmawiać. Cóż z tego, skoro w ostatecznym rozrachunku okazał się zwykłym prostaczkiem. To był tryumf mojego wykształcenia, moich ciężkich lat studiów, nad jego pańskim wykształceniem. Gdybym miał jego środki, to byłbym już dawno doktorem. Zmęczony dniem, obleczony prawdą. Mogłem iść spać. – wykreślić
10 merris 380 OZE
Nocleg w Sivo Brdo nie należał do przyjemnych. Zorganizowani wartownicy spisali się i w nocy nie doszło do napaści, co było na tym etapie zmagań dość niepewne, lecz z perspektywy dnia wydawać się może jednak bardziej prawdopodobne. Nie było również zgonów po stronie rannych. Zbadałem rannych raz jeszcze i dokonałem przeglądu połączonych sił. Zebrała się ostatni raz rada wojenna w niezmienionym składzie, a następnie rozdzielone zostały dalsze kwestie wyprawy. Mali Gaj z Saltbergiem mieli razem opuścić ziemię Sivo Brdo, a drużyna z m. Vodenitsko przez Stare Selo wrócić do magistratu. Tak też się stało.
Podróż była utrudniona z uwagi na obłożenie wozów bronią, która została zebrana po bitwie, a także obowiązkiem opieki nad sierotami. Dzień nie był przepełniony istotnymi zdarzeniami. Wczesnym wieczorem dotarliśmy do Stare Selo.
Chociaż zostałem poproszony, aby wyłożyć jednemu z ciekawskich elfów kwestie rekultywacji terenów leśnych w zakresie przekształceń gruntu rolnego trójpolowego. Byłem zaskoczony, że p. Sokolov poprosiła mnie o to. Szczęśliwym słuchaczem wykładu został w nagrodę Vladek, który chyba zrozumiał niegodność swej pozycji wobec prelegenta. Nie byłem jednak speszony i uczyniłem mu ten honor, a p. Żelazny nawet czującego zawstydzenie Vladka trzymał, aby już więcej nie próbował uciec. – wykreślić
11 merris 380 OZE
Rano wyruszyliśmy z Staro Selo i już blisko popołudnia dotarliśmy do m. Vodenitsko. Wyprawa została zakończona.
I całe szczęście zakończona sukcesem, chociaż z p. Sokolov przy boku nie było to takie pewne. Po przyjęciu przez Zlatana Nosyjevića jestem pewny, że moje zasługi zostaną docenione, chociaż wszystko jeszcze się okaże, gdyż do sukcesu potrzebne jest jeszcze skuteczne poprowadzenie m. Vodenitsko w nadchodzącym konflikcie. Jak przegramy, to moje starania pójdą w niwecz, a jak wygramy, to inni mogą mieć niebawem na koncie więcej zasług, niż ja. Jutro czeka mnie jeszcze wizyta u Jego Ekscelencji Valentina Svetoslavova, który zaprosił mnie na prywatną spowiedź. Muszę jeszcze dwukrotnie przeczytać swój raport, nauczyć się znaczniejszych fragmentów na pamięć i zdać biskupowi raport, lecz już bez wniosków końcowych. Może to i lepiej, że rozmówię się z kimś inteligentnym, będzie łatwiej takiej osobie zrozumieć jak dużym obciążeniem w ostatnich dniach była dla mnie p. Sokolov. – wykreślić
Nie. To ja byłem obciążeniem dla siebie. Wyprawa była trudna i kilka razy mogłem zginąć. Miałem bardzo dużo szczęścia i wiele go też straciłem. Bzdury. Kartki raportu stracą na ważności w ciągu kolejnych dni, a za dziesięć lat będą istotne tylko dla historyków wydarzeń. Nie wszystko wyszło tak jak chciałem, ale to też bzdura. Chcenie to bzdura, a dążenie do chcenia bzdura. Sukces prawda, ale sukces też bzdura. A jak prawda jest bzdurą, to czyż musimy ją odkrywać? – przecież to nic nam nie da, prócz kolejnych fabrykowanych przez świat bzdur. I ile w tym wiedzy? Wiem, że bzdura, a to już jakaś wiedza. I tyle niewiedzy. Kim jest ten Pan? Czy to dywersja wojenna czy przypadek? Jak dywersja, to wiedza, a jak przypadek to bzdura. Ale tyle trudów dla bzdury? Utrata dwóch ludzi dla bzdury? Nie. Złożeni na ołtarzu wiedzy, jak otulony w kir alchemik, który dowiedział się, że odkrył trutkę, a później już nic nie wiedział, ale inni wiedzieli to jedno. Ubrać czarny strój. Oto żałoba. Smutek to nie bzdura. – wykreślić
Ocena służby:
Drużyna stanęła na wysokości zadania. Dwóch członków świty – p. Zdravko i p. Svetomir stracili swe życie, przy czym pierwszy trochę z własnego niedouczenia i braków intelektu, a drugi z powodu przeogromnej siły napastników. Żywoty te nie zostały jednak oddane na darmo i przysłużyły się do osiągnięcia końcowego rezultatu. Sukces działań drużyny nie miał charakteru przypadkowego, lecz wynikał z odpowiedniego dysponowania czasem i zasobami, a także niekiedy heroicznego poświęcenia. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że ponownie w tym samym składzie drużyna, nawet z najsłabszym ogniwem, osiągnęłaby ponownie wysokiej klasy sukces.
Fodrin Żelazny, ocena celująca,
P. Żelazny wykazywał się wysokim zdyscyplinowaniem, zaangażowaniem ponad przeciętną, wysoką inteligencją sytuacyjną oraz wysoką wolą działania. Skuteczność p. Żelaznego była zaskakująco wysoka, a dzięki niestrudzonej woli trwania na stanowisku i karności w wykonywaniu obowiązków, można było na niego liczyć i dokonywać skutecznych predykcji co do przyszłości. Nie można również zapominać o męstwie p. Żelaznego w boju, a de facto uratowaniu dwukrotnie misji przez załamaniem z powodu śmierci poniżej podpisanego. Co więcej p. Żelazny wykazywał się tak niezwykłą, nie tylko niecodzienną, etykietą na dworze Suncevskich, co mogłoby dowodzić, że w przeszłości zdobył wykształcenie w tym zakresie.
Z uwagi, że p. Żelazny jest wysoce utalentowany, należy na ten moment wykorzystać jego talent przy polecaniu mu kolejnych misji, szczególnie, gdy nie będą wykraczały poza zakres nałożonych na niego typowych obowiązków. Z przyjemnością będę pracował z p. Żelaznym w przyszłości.
Wnoszę o oficjalną pochwałę p. Żelaznego.
Ivo Twarda Gęba, ocena dobra,
P. Gęba jest zorganizowany i skory do pomocy, nie szczędzi sił i wykazuje się zaangażowaniem. Podobnie jak p. Żelazny jest on osobą zdyscyplinowaną i chętną do pracy. P. Gęba dobrze radzi sobie w boju i realizuje odpowiednie taktyki bojowe, lecz brak mu tak wysokiej finezji, jak p. Żelaznemu. P. Gęba nie jest wykształcony i ma braki w rozeznaniu sytuacji, a jego kompetencje ograniczone są do wykonywania poleceń, nie mniej jednak, wykonuje on polecenia w sposób sumienny i przy nadzorze nad wykonaniem, są one realizowane w sposób znakomity.
P. Gęba będzie mógł być wykorzystany w kolejnych misjach, pod warunkiem, że będą one ograniczone w zakresie jego kompetencji, tj. gdy będzie wykonywał bieżące rozkazy, a kalkulacje i opracowanie strategii działanie będą pozostawione komuś o lepszym rozeznaniu sytuacyjnym.
Quin Złamana Tarcza, ocena dostateczna,
P. Quin był przez większość czasu podróży ograniczony koniecznością niańczenia p. Sokolov, więc nie dane mu było rozwinąć w pełni skrzydeł. Na pewno p. Quin jest waleczny i dobrze radzi sobie w boju, a co ważniejsze przestał wykazywać się brawurą, jak wtedy w 374 OZE. Misja zyskała na jego udziale, chociaż działania p. Żelaznego i p. Gęby miało dalej idące pozytywne skutki.
W przyszłości p. Quin może być spokojnie wysłany na kolejne misje, szczególnie te, w których będzie konieczność wykazania się na polu walki. Nie miał on okazji wydawać rozkazów, lecz podejrzewam, że mógłby poprowadzić mały oddział w działaniach militarnych.
Taiga Sokolov, ocena rażąco niedostateczna,
P. Sokolov obniżała prestiż urzędu, m. Vodenitsko oraz budziła naprzemiennie litość i zażenowanie. Najwyraźniej zapomniała o tym w jakim celu została wysłana na misję, gdyż dopiero w okolicach 9 merris 380 OZE przypomniała sobie, że nie została wysłana w podróż krajoznawczą, tylko w celu dokonania zamówienia. Nie dość, że spóźniła się z wyprawą, rozbijała jedność drużyny nieustanną tromtadracją o swym smutnym losie, naopowiadaniu na dworze Baldwina „Mądrego” jakoby była w ciąży i wymuszając toasty na swoją cześć, dalej filtrując z p. Vladanem Suncevskim, pomimo, że poznała jego żonę, a na domiar złego porzucając go i obrażając, tchórzostwem w walce podczas działań w Sivo Brdo, tchórzostwem przy penetracji podziemi Sivo Brdo i, co najbardziej kuriozalne, po zadeklarowaniu, że jest w ciąży próbując stoczyć pojedynek (sic!) ze swoim przełożonym, przed całą kompanią krasnoludzką. Z jedynych rzeczy, które pozytywnie zrobiła p. Sokolov było odnalezienie ciała elfa po masakrze górników w okolicach Mali Gaj.
Wszystkie te zachowania można tłumaczyć albo rażącą niekompetencją, albo zorganizowaniem wyprawy w okresie wstydliwego krwawienia, które nawiedza kobiet zwykle co jeden cykl księżycowy. Mimo zdecydowanie negatywnej oceny nie uważam, że p. Sokolov powinna zostać zdymisjonowana lub zwolniona ze swej służby, gdyż raz wykazała się skutecznością. Obawiam się, że misja ta przerosła możliwości p. Sokolov, szczególnie z uwagi na jej braki edukacyjne i żenujące obycie. Na przyszłość powinno się p. Sokolov polecać proste zadania, które nie wymagają szczególnego myślenia, a także jak najmniej realizujące konieczność wykonywania poleceń. Praca w porcie w zw. z czynnościami celniczymi wydaje się szczytem możliwości p. Sokolov, wobec tego nie polecam powierzać jej kolejnych złożonych misji.
Rozliczenie kosztów wyprawy: budżet w obolach 1500
Opis wydatku // Koszt w obolach
Antałek piwa dla p. Żelaznego i wykarmienie przybocznych // 10
Obrok dla koni (72 porcje) // 24
Podarunek dla Baldwina Mądrego w postaci czekolady // 750
Racje żywnościowe (60 porcji) //160
Wypożyczenie koni ze stajni Suncevskich // 60 (depozyt: 400)
SUMA =1004; (z depozytem 1344)
Dnia 11 merris 380 OZE kwota 496 oboli została zdeponowana w Wydziale Skarbowym Magistratury. Członkom drużyny, p. Żelaznemu i p. Gębie nie wypłacono wynagrodzenia za okres od 1 merris do dnia zdeponowania środków. Winni otrzymać 1/3 z kwoty 24 oboli miesięcznego żołdu, czyli 8 oboli. Sugerowane wypłacenie premii za delegację, a p. Żelaznemu dodatkowo premię za uczynną służbę.
Uwagi końcowe:
1. Killian Ledir, związany z rodem Ledir z Siwego Wzgórza jest dekurionem w m. Vodenitsko. Należy go przesłuchać na okoliczność wcześniejszych kontaktów z wielebnym Ithelem.
2. W Siwym Wzgórzu znajduje się w podziemiach zasypane przejście do jakiejś maszynerii. Zebranie świty biegłej w sztuce górnictwa i poświęcenie kilku dni pozwoli na odkrycie mechanizmu. Przy stacjonowaniu oddziału wojskowego w okolicy Siwego Wzgórza można wykorzystać w celu infiltracji, gdyż istnieje mała szansa na to, że inżynieria ta może zostać wykorzystana w nadchodzącym konflikcie. Do realizacji tego zadania rekomenduję również siebie. Pierwsze podejrzenie – mechanizm młota wodnego, którym można spowodować poważne spiętrzenie się wody na rzece (flisacy wskazywali, że sztaby żelaza stracili przez rwący nurt). W przypadku wydania bitwy rzecznej można opanowawszy ten mechanizm niskim kosztem utrudnić działania przeciwnikowi na tym terenie.
3. Flakon z eliksirem młodości został zdeponowany w skarbcu m. Vodenitsko. Z uwagi na rzadkość tego typu rzeczy, należy rozważyć wydanie tego jako prezent w celu zdobycia sojuszników w nadchodzącej wojnie. Przed sprezentowaniem eliksiru jego właściwość powinna być potwierdzona niezależnie przez jeszcze dwóch ekspertów.
4. Z uwagi na zabezpieczenie rzeki Sreburnicy przez sojuszników m. Vodenitsko tj. Mali Gaj oraz Saltberg, należy rozważyć wykorzystanie przestrzeni w kampanii wojennej. Bród przy Mali Gaj pozwoli na szybką przeprawę lekkich wojsk i oddziałów wypadowych, w przypadku wciągnięcia armii nieprzyjaciela w głąb chory Zapadno.
5. Ustanowienie gwaranta podziału ziemi niczyjej między Mali Gaj, a Saltbergiem w postaci m. Vodenitsko pozwoli na permanentne objęcie wpływami całą rzekę Sreburnicę, która może pełnić rolę korytarza wewnętrznego dla chory Zapadno, a zwłaszcza dla m. Vodenitsko.
6. Z uwagi, że konflikt między Saltbergiem i Mali Gaj został zakończony, a w okolicy nie ma trzeciej znaczącej siły, zasadne jest wezwanie tych nowych sojuszników do walki o m. Vodenitsko, w zamian za ustępstwa na rzecz protektoratu podziału ziemi niczyjej.
7. Herezja i sekta Pana może stanowić zagrożenie dla integralności całego Erxen. Na tym etapie można wystąpić do Jego Świętobliwości Patriarchy w celu objęcia opieką kwestię likwidacji herezji, co może wiązać się z ustanowieniem przywilejów dla m. Vodenitsko, gdy problem będzie zażegnany, a instytucje do jego zażegnania powołane, zachowają swój status i realizację wynikającą z kompetencji nałożonych na m. Vodenitsko.
8. Sivo Brdo zostało wyludnione, a ziemia w okolicach będzie stała odłogiem. Zgodnie z dekretem nadań XX z 362 OZE, art. 50-53 m. Vodenitsko może żądać rekompensaty od Jaśnie Pana Ledira za niedopilnowanie swego ludu i konieczność interwencji. Zasadne będzie nadawanie ziemi bohaterom wojennym, jak również odpłata w niej kompaniom najmitów jako wolnym gospodarzom.
9. Flisacy Arnulf, Vincento oraz Marlan z Saltbergu 1 merris 380 OZE nie dostarczyli wszystkich sztab żelaza, deklarując, że zostały zagubione przez porywistą wodę, lecz odnaleziono je w Sivo Brdo. Należy przeprowadzić śledztwo i w fazie in personam zbadać udział wskazanych flisaków w sprawie.
Przepisać raport po obudzeniu się na czysto, pominąć wykreślenia i złożyć dwa egzemplarze – pierwszy dla burmistrza, drugi do archiwum magistratu. – ostatnie też wykreślić
Po zakończeniu czynności z przyjmowaniem towaru dla gildii Fodrin Żelazny zamyślony udał się na molo. Deski skrzypiały pod zwalistym cielskiem krasnoluda. Flisacy i tragarze skinięciem głowy pozdrawiali mężczyznę, a ten mimowolnym ruchem odpowiadał. Ręka Fodrina kurczowo była zaciśnięta na wiadomości otrzymanej z Saltzbergu. Krasnolud stanął na brzegu molo wypatrując się w spokojne wody jeziora Erx. Fale spokojnie rozbijały się o drewnianą konstrukcje, w powietrzu krążyły mewy wypatrując czegoś do uszczknięcia i skrzecząc jak to miały w zwyczaju. Po tygodniu podróży wrócił do miasta. Podróży, która wynikała z tęsknoty do młodzieńczego awanturniczego trybu życia. Pragnienia przygody... Przygody, której miał aż nad to. Prosta z pozoru misja odnalezienia zaginionych sztab i wybadania przyczyny obniżenia jakości żelaza, przerodziła się w misję dyplomatyczną łagodzącą spór między krasnoludami z Saltzbergu a ludźmi z Małego Gaju i wykryciem spisku heretyków zagrażającym wszystkim stronom. Sporo jak na zaledwie tydzień. W końcu jednak powrócił do domu. Domu? Czy tak mógł nazywać to miasto wielki polityczny i rasowy tygiel? Miał spore wątpliwości... Jeszcze nigdy nie czuł się tak obco w Vodenitsku. Kiedy osiadł tu dwadzieścia temu sądził, że ciężką pracą da się pokonać podziały. Nic jednak bardziej mylnego, nawet jako szanowany rzemieślnik i obywatel miasta ludzie i elfy niechętnie patrzyli na niego. Jedyną ostoją, spokojną przystanią była społeczność krasnoludzka, gdzie mógł czuć namiastkę tego co można nazwać “domem”. Tu w mieście nikły urazy i waśni klanowe, bledły wobec uprzedzeń rasowych. W mieście wszystkie krasnoludy stanowiły swojego rodzaju jeden wielki klan. W przeciwieństwie do swojego ziomka z wyprawy krasnoluda Ivo Twardej Gęby nie uważał, że opieka miasta może zapewnić bezpieczeństwo, tylko jedność wśród miejskich krasnoludów i chłołubienie tradycyjnym wartością. O skali uprzedzeń i nienawiści, przekonał się boleśnie w podróży. Gdziekolwiek się nie pojawili patrzyli na niego z niechęcia, nawet odrazą i nienawiścią. Obcy kulturowo, rasowo i religijnie. Gdyby nie uczestnictwo w miejskiej delegacji zapewne potraktowano by go znacznie gorzej w Małym Gaju i Sivo Brdo. Strach pomyśleć do czego mogło, by dojść. Pokiwał zrezygnowany głową to się chyba nigdy nie zmieni. Były, wszakże chlubne wyjątki ludzie, z którymi blisko współpracował: Stefan Terter ,Tajga Sokołow, Svetomir i Zdravko. Patrząc na leniwe wody Erx, Fodrin wspominał swoich towarzyszy podróży.
Szczególnie wyróżniał się tu Stefan Terter, który przy swoim gderliwym mądralińskim usposobieniu był człowiekiem, którego prawie nie da się polubić. Potrafił swoją bezmyślną paplaniną pełną żółci rozgniewać nawet kamień. Stefan nawet nie wie jak mało dzieliło go od utraty zębów, gdy miał czelność urągać czci Brianie Kamienne Serce. Jeszcze jedno słowo, a cierpliwy i związany umową Fodrin nie wytrzymałby tych wyssanych z palca kalumnii i zdzieliłby go prosto w kłapiącą jadaczkę. Można przyrównać Stefana do drzazgi w tyłku. Aż dziw bierze, że tak uczony człowiek nie potrafił zliczyć do dwudziestu. Czyżby nadmiar wiedzy szkodził na głowę... Kto wie, gdy nie ta afera z ilością sztab sprawa przeszłaby bez echa i cała wyprawa nie doszłaby do skutku? Jedno przypadkowe zdarzenie może rzutować na tak wiele... Nie był ów człek ani dzielny, ani bitny. Fodrin pamiętał jak piszczał jak ludzkie pacholęcie, gdy napadli ich elfi bandyci. Wiele można było zarzucić Stefanowi, jednakże był sumienny i biegły w tym co robił. W przeciwieństwie do większości ludzi nie patrzył na Fodrina poprzez przynależność rasową, a na jego stosunek do pracy i zaradność. W tym pragmatycznym podejściu do życia dwóch diametralnie różnych mężczyzn znalazło płaszczyznę porozumienia. Co również godne pochwały Stefan miał w sobie tak duże poczucie sprawiedliwość, że nawet dla swojego oprawcy bezklanowca Borko Krwawego zabiegał o uczciwy proces. Fodrin przymknął oczy wyciągając z mroków pamięci zdarzenie na trakcie. Podróżując natrafili na ciało krasnoluda leżące na drodze. Stefan chciał mu pomóc. Krasnoludem jak się później okazało był Borko. Borko wykorzystując fortel pochwycił Tertera i nastawał na jego życie. Gdyby Stefan nie wykazał na tyle przytomności umysłu by odwrócić uwagę napastnika, co dało czas Żelaznemu na unieszkodliwienie banity, całe zdarzenie mogło się źle skończyć. Ba Terter miał w sobie na tyle empatii by próbować zrozumieć zdesperowanego głodnego krasnoluda. Sam Fodrin nie był stanie wykrzesać z siebie tyle współczucia do bezklanowca, który sprzeniewierzył się temu co krasnoludzkie. Nader niezwykła podstawa Tertera... Podczas negocjacji między Małym Gajem a Saltzbergiem prowadzonym zręcznie przez Tertera, Fodrin nie do końca wierzył w czystość jego intencji. Sam Stefan stwierdzi: “Vodenisko bardziej ceni sobie srebro Suncevskich niż żelazo z Saltzbergu”. Te słowa mocno uderzyły w Fodrina. Interesy miasta czy nie, nie zamierzał pozwolić by oszukano i wykorzystano klan jego przyjaciela Osmunda Czernokrzewa Gawerlssona. Na brodę Ojca tak się nie godzi! Krasnolud uważnie oberwał Tertera, ten zrobił to co obiecał doprowadził rozejmu między Saltzbergiem, a Małym Gajem. Ba, nawet więcej dzięki jego zabiegom zjednoczył zwaśnione strony przeciw wspólnemu wrogowi i doprowadził to upadku heretyckich wichrzycieli. Stfan Terter tchórzliwy i wygadany człowiek dokonał tego co zdawało się nie możliwe sprowadził pokój na tamte ziemie, a Fodrin Żelazny był w tedy u jego boku wszystko widział i słyszał. Nie ulegało wątpliwości, że wydarzenia te zostaną odnotowane w archiwach klanu Słonej Wody.
Tajga Sokołow ludzka kobieta, celniczka długoletnia partnerka biznesowa Fodrina. Ile to już razem przeszli ocleń towarów dla gildii krasnoludzkiej? Nie sposób zliczyć.... “Hah Nie Tajga byłaby wstanie” - zaśmiał się w duchu krasnolud poprawiając zwichrzoną od bryzy brodę. Zawsze była dobrą towarzyszką do pracy czy kufelka piwa. Wyprawie pokazywała cieplejszą stronę natury ludzkiej niż ponure patetyczne zachowanie Stefana. Nie mniej ta dwójka nie powinna razem pracować. Stanowili razem mieszankę wybuchową jak czarny alchemiczny proszek i ogień. Fodrin przekonał się jak dziwna jest ludzka kultura dzięki Tajdze. Wciąż nie mieściło się w głowie krasnoluda, że można tak lekko myślnie żartować ze stanu błogosławionego. Na Córki Ojca tak się nie godzi. Jak można kpić z tego wzniosłego stanu. Ludzie chyba inaczej do tego podchodzą. Jeszcze dziwniejsza była reakcja Tertera, który na wieść o rzekomej ciąży Tajgi, chciał ją poślubić. Fodrin kompletnie nic z tych zajść nie rozumiał. Musiał mu umknąć jakiś niuans ludzkiej kultury... Kolejną rzeczą była sprawa pojedynku między Tajgą a Stefanem, na który to kobieta bardzo naciskała. W przeciwieństwie do krasnoludów, gdzie kobiety poza stanem błogosławionym, jeśli tylko mają ochotę imają się każdego zawodu i prawem są równe mężczyźnie, to u ludzi utarte jest, że kobieta jest słabsza i winna siedzieć w domu rodzic dzieci. Tym dziwniejsza było wyzwanie Tajgi. Zdaniem Fodrina wzięła się za to jak pies do jeża. Zamiast prosto mostu wyzwać Tertera mówiąc co na wątrobie siedzi, to Tajga upuściła przed nim rękawiczkę. Kolejny ludzki zwyczaj, którego krasnolud nie rozumiał. Podobno podniesienie rękawiczki to zgoda na pojedynek. Stefan był równie zaskoczony tym faktem jak Fodrin. Ostatecznie do pojedynku niedoszło, sprawę chyba potraktowano jako żart. Krasnolud uznał, że tak było lepiej, nie chciał się przyglądać temu dziwnemu widowisku jakim byłby ich pojedynek. Stefan mógłby jeszcze wpaść na pomysł, by wystawić Fodrina do walki jako swojego przybocznego. W tedy to byłby twardy orzech do zgryzienia.... Tajdze nie robiło znaczenia, że Fodrin był krasnoludem. Jednak raz na wyprawie, gdy pochwycili jeńca elfa zarzucała mu, że gotów jest go zamordować. Ostro się o to wtedy pokłócili. Owszem stosunki elfów i krasnoludów zawsze były napięte. Na brodę Ojca nie był potworem, by zabijać bezbronnego. Fodrin liczył się jednak z faktem, że jeniec może próbować zbiec. Cóż w tedy należało użyć siły. Tajga nigdy nie doświadczyła życia wojownika, chyba za dużo od niej wymagał, by mogła to zrozumieć. W mieście jedyne z czym się mierzyła to przemytnicy. Znacznie gorzej było podczas bitwy o Sivo Brdo. Stefan trzymał się jako tako choć był bliski załamania... Za to Tajga posypała się całkowicie, spanikowana biegała po całym siole. Nigdy pewnie nie widziała tyle krwi. Nawet dla tak doświadczonego wiarusa jak Fodrin, ta bitwa była ciężkim doświadczeniem. Nie chodzi tu o widok krwi, rannych czy zgiełk bitwy. Doświadczył w swoim życiu sporo różnych walk. Nie raz nie dwa bronił karawany przed bandytami. Fodrin poczuł dreszcz na plecach na samo wspomnienie. Elfy z Sivo Brdo byli przeciwnikami z jakim nigdy się nie spotkał. Parli naprzód bez strachu i wątpliwość, z tymi przeklętymi zimnymi oczami o niebieskiej poświacie, rzucali się na zbrojnych nawet nie uzbrojeni, przynajmniej pierwsza fala. Nie dbali o rany o ile nie wyłączały ich z walki, w tedy po prostu bezwładnie padali na ziemie. Ziemia Sivo Brdo szybko przemieniła w krwawe bajoro, na którym łatwo było się poślizgnąć. A ich przybywało i przybywało, nie ważne ilu padło od jego topora... Ciągle napierali.... Szli mężczyźni, kobiety i nawet dzieci... Elfie podlotki były najgorsze... Z równym fanatyzmem rzucali się na nich jak dorośli. Na brodę Ojca nie był potworem... Fodrin starał się je ogłuszać ciosami tarczy... Ręką krasnoluda zadrżała nerwowo na te wspomnienia. Bitwa szybko przerodziła się w rzeź. Tajga zarzucała Terterowi, że poszedł po najmniejszej linii oporu i doprowadził do rzezi, której można by uniknąć. Fodrin szczerze w to wątpił prędzej czy później musiało dojść do walk, nie dałoby się ukryć obecności czterdziestoosobowego oddziału. Wezwany do pokajania się sprawca całego zamieszania wielebny Ithel, przy demonstracji sił i obecności szlachcica rodu Sulcewskich, nie ukorzył się. Rozwiązanie mogło być tylko jedno walka. Gdy zawodzą słowa pozostaje użyć siły. Tajga nie potrafi tego zrozumieć... Tajga zawsze miała bystry wzrok. Dzięki temu potrafiła bezbłędnie wykryć kontrabandę i siała postrach u przemytników. Wyprawie jej wzrok też bardzo się przydał: pomogła przeszukać pobojowisko i znaleźć dowody przeciwko heretykom, a co ważniejsze znaleźć sekretne przejście do podziemi, gdzie heretycy ukrywali skradzioną broń i filakteria. Aż się broda Finroda zjeżyła na myśl tamtych korytarzach. Krasnoludy powinny schodzić bez lęku w podziemia. Te były inne... Zimne... Wilgotne... W powietrzu unosiła się nienaturalna aura grozy i niepewności. Nikt zebranych nie miał tęgich min. Długo meandrowali po mrocznych korytarzach aż w końcu je ujrzeli. Pomieszczenie wypełnione nienaturalnym bladoniebieskim światłem, gdzie heretycy złożyli plugawa filakteria. Szklane naczynia wypełnione pulsującym nienaturalnym światłem w której złożono serca heretyków. Niektóre wciąż pijące inne czarne i zmarniałe. Najgorsza podłość tej herezji. Mieszkańcom wioski wyrwano kawałek duszy, by walczyli bez strachu ni lęku...Bez wolnej woli.... Cóż za przekleństwo... Nawet w świetle zachodzącego słońca Fodrin czuł niepokój na samą myśl o tym. Tylko elf mógł wpaść na tak straszny plan i w dodatku uczynił coś tak straszliwego swoim własnym ludziom. Sama Tajga doświadczyła w tedy kolejnego ciężkiego szoku. Ich wizyta w podziemiach zakończyła zniszczeniem praktycznie wszystkich plugawych naczyń poza jednym, które Stefan wziął jako dowód. Bo bitwie Tajga zajęła się osieroconymi przez mieszkańców wioski dziećmi... Na ich własne szczęście były zbyt młode, by służyć walce i planach heretyka. Dobrze, że Tajga była na wyprawie, bo Fodrin nie wyobrażał sobie jak z tym problem mieli poradzić sobie ze Stefanem. To chyba przerastało ich możliwości. Fodrin rozmasował kark - “Może warto zawitać z flaszką do Tajgi i sprawdzić, jak się trzyma po tym wszystkim”.
Zdravko i Svetomir ludzcy pomocnicy Stefana. To były proste chłopy, można z nimi pośmiać, napić i ponarzekać na Tertera. Fakt może za bardzo ciągnęło i ich do alkoholu i kobiet. Zwłaszcza Zdravka, którego po upojnej nocy niemałym wysiłkiem Fodrin stawiał na nogi. Cóż każdy lubił się dobrze zabawić od czasu do czasu, ale trzeba pamiętać, by iść do roboty. To się nazywa odpowiedzialność. Fodrin musiał przyznać w duchu, że nie zdołał ich ochronić. Svetomir padł w boju podczas pierwszego ataku elfów buntowników. Zdravko doświadczył znacznie gorszego losu. Mężczyzna zaginął w nocy przy pierwszej ich wizycie w Sivo Brdo. Początkowo wszyscy myśleli, że znów zachlał lub poszedł na panienki. Mimo kilku godzinnych poszukiwań nie został odnaleziony. Terter znalazł dziwne ślady krwi w stodole, ale ze ze wględu na niechęć mieszkańców, nie byli stanie tego dokładnie zbadać. Może gdyby bardziej się na tym skupili Zdravka dało się uratować. Zdravko odnalazł się w najmniej oczekiwanym momencie, tuż przed bitwą o Sivo Brdo. Człowiek kompletnie nic nie pamiętał, dołączył do świty Stefana, gdy rozgorzała bitwa. Po walce, gdy penetrowali podziemia doszło do najgorszego. Kiedy byli przy komnacie z filakteriami oczy Zdravka zapłonęły na niebiesko i rzucił się na Stefana z okrzykiem “Uwolnijcie pana”. Fodrin nie wiele myśląc stanął na drodze opętanego nieszczęśnika, a Vladan celnym ciosem zakończył żywot nieszczęśnika. Stefan po oględzinach stwierdził, że Zdravko miał bliznę na wysokości serca a ciało miał nienaturalnie zimne. Nienaturalny chłód ustąpił, gdy rozbili filakteria. Fodrin miał nadzieję, że dusza Zdravka znalazła ukojenie. Jedyne co mógł zrobić Fodrin to zorganizować towarzyszom godny pochówek... Osobiście wykopał dół dla każdego z nich.
Wiatr zawiał gwałtowniej i zimne krople zrosiły twarz krasnoluda. Otarł ręką twarz. Wyprawie uczestniczył jeszcze półelf Quin Złamana Tarcza, ochroniarz Tajgi. Obaj mężczyźni nie przepadali za sobą. Fodrin sporo nasłuchał się o nim od swojego mistrza. Wciąż wymieniali się docinkami i nieuprzejmościami. Zapewne, gdyby nie Stefan i Tajga w końcu rzucili by sobie do gardeł. Fodrin czuł pewną satysfakcje, że wykazał się w bitwie o wiele lepiej od półelfa, a także wyręczył go w jego obowiązkach, gdy nie dopilnował bezpieczeństwa Tajgi w warowni Małego Gaju. To Fodrin przegonił Vladimira, gdy w nocy przystawiał się nachalnie do Tajgii.
Mawiają “Im dalej od Erx, tym dalej od Erxen”. Patrząc w toń jeziora Fodrin zdał sobie sprawę, że nie czuł tej tęsknoty. Podróż uświadomiła mu, że jego serce tęskniło za czymś zupełnie innym. Świeżym górskim powietrzem.... Twardym solidnym gruntem pod nogami... Zielonych hal... I widoków gór drapiących niebo swoimi szczytami.... Miejsce, za którym tęskni każdy krasnolud. Fodrin ujrzał je w Saltzbergu. Ziomkowie krasnoluda przyjęli go jak dawno niewidzianego syna albo brata. Pił i ucztował w salach mehra. Poznał uroczą rodzinę Osmunda. W Saltbergu zaznał chwilę oddechu jakiej od dawna potrzebował. Padła nawet propozycja, by się tam przeniósł. Oferta nader kuszącą. Mimo, że wywodził się z innego klanu czuł, że zostałby tam przyjęty jak swój. W końcu nie musiałby znosić niechętnych spojrzeń ludzi i elfów. Zerknął na siebie na cichnące miasto. Jakże różne od wczorajszego zgiełku wy maszerujących oddziałów. Wojna zbliżała się wielkimi krokami. Wojna, której nie rozumiał. Wojna ludzi i elfów. Nie była już tylko mrzonką, plotką przeskakującą z ust do ust, a faktem. Zbuntowany szlachcic zajął Karlowy Most. Nie trzeba było być geniuszem strategii, że chce oprzeć tam obronę albo co gorsza sforsować rzekę. Fodrin miał poważne wątpliwości czy chce brać udział w konflikcie tak mu odległym. Vodenisko przestaje być bezpieczną przystania. Rozwinął wiadomość z Saltzbergu i przeczytał raz jeszcze. Wciąż pootrzymują swoją propozycję. Pozostało wyjaśnić pewne kwestie. Wyprawa choć zakończona niewątpliwym sukcesem pozostawiła wiele pytań bez odpowiedzi. Jak żelazne sztaby znalazły się w Sivo Brdo, skoro flisacy zarzekali się, że wpadły do rzeki? W jaki sposób heretycy weszli w posiadanie broni skradzionej z miasta? Wielebny Ithel, którego z takim trudem schwytał Fodrin, znał wszystkie odpowiedzi. Wojownik światkiem jak wrzący z wściekłości za jego zbrodnie krasnolud omal je roztrzaskał wielebnemu czaszki. Jednak na nic wysiłek włożony w jego schwytanie, gdy Terter lekkomyślne pozwolił, by wymknął im się z rąk, oddając go Sulcewskim. Pozostali flisacy, ale tych nikt nie widział od tygodnia. Jak kamień wodę. Czyżby mieli coś do ukrycia i rozminęli się wtedy z prawdą? Zostali przekupieni? Zastraszeni? Oszukani? A co, jeśli tez skradziono im serca? To była przerażająca myśl … Jeśli można coś takiego uczynić człowiekowi i elfowi, czy też jest możliwe wobec krasnoluda? Zatrząsnął się cały z lęku. By znaleźć odpowiedzi na te pytania musiał odnaleźć flisaków. Nie wiedział nawet, gdzie zacząć poszukiwania. Musiał to przemyśleć. Schował liścik i odwrócił się w stronę miasta. szedł w górę molo. Postanowił, że przemyśli to przy kufelku ciemnego piwa. Za nim większa fala rozbiła się z pluskiem o drewnianą konstrukcje.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum