Tak, postacie zostaną odświeżone. Na pewno jednak postaramy się odtworzyć posiadane przez Wasze postacie punkty szczęścia, które zostały im po ostatniej przygodzie.
We wtorek dostaniecie PDF, który zostanie wydrukowany na sesję i będzie stanowił podstawę mechaniki. Robiąc z Szopenem postać dokonuję zmian wyłączając z niego oczywiste "OP!".
Python, a masz może jakiś log zmian z wersji 2015 na 2017 albo z wersji sprzed tygodnia na wersję wtorkową? Mam już kilkanaście punktów, które chciałbym przedyskutować i wolałbym nie pogubić się w aktualizacjach.
Nie mam. Mimo próśb Idrina o wiele łatwiej jest mi usiąść, zacząć edytować dany plik, a następnie go zapisać. Mam stare wersje plików, ale nie robię między nimi porównań.
Niestety RPG to nie czysta matematyka i niektóre równania wychodzą tu czasem zupełnie inaczej, więc ciągle balansowanie części fabularnej i mechanicznej oznacza wiele poprawek tego samego. Jestem świadomy wielu kruczków systemu. Z tego też względu jestem, jak widać od lat, liberalny w kwestii modernizowania swoich postaci pod kontem zmian systemu, aby zachować ich głębię.
Jutro wysyłam wersję podręcznika do wydruku w ramach przygody "Ostatni powiew zimy" akt II. Tradycyjnie w nocy, więc te jutro może być pojutrzem. Jeden egzemplarz będę miał wydrukowany na stół (ponad 200 stron).
EKHART 2465
ENGELHART 3115
GERWAZY 1985
ILDEOFONSA 2650
OTTO 2330
Sesja oficjalnie zakończona.
Wciąż w "świecie" wisi sporo PDków do zdobycia, gdyż:
a) Większość zadań indywidualnych nie została zakończona;
b) Wątki główne zostały liźnięte i opracowane (nawet nie do końca) w etapie zdobywania informacji. Pozostał etap przetwarzania informacji i etap wykorzystywania informacji, a nie muszę przypominać, że na moich sesjach to ten ostatni jest najwyżej notowany.
Problemem okazało się po pierwsze: zbyt późne rozpoczęcie sesji (sobota 1:30), w konsekwencji czego straciliśmy cały blok grania. Po drugie przy odgrywaniu postaci liczba 5 graczy okazała się zbyt śmiałym wyzwaniem. Miała być sesja akcji, a wtedy pięciu graczy jest jak znalazł. Do śledztw trójka, nawet czwórka jest o niebo lepsza. Trochę z winy graczy, a trochę z mojej nieprzewidywalności Waszych działań Drużyna zebrała się zbyt późno (i to tylko raz!), dlatego wymiana informacji pozostała na opłakanym poziomie i każdy musiał zdobywać je indywidualnie, a to wydłuża czas. Zabrakło taktyki zdobywania informacji, gdyż nikt nie zainwestował dostatecznie w znajomości, wiedzę, a tym bardziej w plotkowanie (które króluje na moich sesjach już przez sześć przygód). Ktoś w ogóle poszedł sprawdzić tablicę ogłoszeń przy Ratuszu? Trzy razy Gracze pomylili wątki, z czego Szopen dość poważnie (co uniemożliwiło wcześniejsze poznanie się drużynie).
Z tej lepszej strony. Kompozycje postaci okazały się dość spójne i podobały mi się rozwinięcia, które zostały dokonane. Widzieć kolejny raz jak Engelharta musi tłumaczyć się ze współpracy z kultystami - bezcenne. Widzieć jak postać Idrina musi wydostać się z siedziby Kościoła - już norma. Ilda i jej wycieczka do wariatkowa - urokliwa. Będzie trzeba jednak spotkać się i to w najbliższym czasie, gdyż w przyszłym roku zapomnicie w ogóle co się działo.
No, a poza tym wypadałoby zamieścić jeszcze jakieś wspominki widziane oczami postaci, jak również kolekcję cytatów.
Ostatnio zmieniony przez Farewell 2017-08-30, 20:16, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2017-08-31, 23:41
Ok, garść cytatów z sesji:
Cytat:
MG (in character: Dagmara): Zakonne życie nie jest tak bezpieczne...
Engelhart: Czyżby i tutaj gobliny zachodziły?
Mira (głosem naśladującym Dagmarę): Nie, ale ja bym chętnie zaszła
Python (jako głos w głowie Ekharta): Jebać Mymkrafta! Jebać zakon! Jebać! I się nie bać!
Szopen (o zabiciu kata przez Ekharta): No i będziesz się tłumaczył jego rodzinie...
Ervin do MG(o dorwaniu przez inkwizytorów Nubijki): Jakie mogę mieć na ten temat zdanie?
Szopen: Ja bym na twoim miejscu zastanawiał się czy biała osoba pali się jak drewno, a czarna jak węgiel
Python: Tekst sesji - Ile masz na minusie?
Python: Ty, Otto, zdałeś, ty, Ekhart też, a ty, Gerwazy, widzisz to, co zawsze
Na kartce, którą Engelhart dał do przekazania komuś Ildefonsie: "Nie umiesz czytać "
Python: Rzuć sobie na opanowanie
Idrin: Że co? Że na opanowanie zwieracza?
Farewell: Rzyganie nie jest złe... To nie jest jakiś wyrok...
Szopen: A szybkie wyciągnięcie próbowałeś?
Farewell: Jest jeszcze zdolność komplementarna "szybki spust"
Ervin: I wyciągnięcie ze zwarcia?
Farewell: Gwałt to trochę zwarcie i zręczne dłonie
Python: Gwałt to porażka w teście uwodzenia...
Farewell: Ale przecież Ty masz zwarcie słabe...
Python: Zwarcie słabe, ale jakie zwieracze!
Python (Bodaj o chorobach w świecie gry): To jest ważne... Wypadający odbyt...
DaMi: Mechanicznie to może być trudne...
Engelhart do Ekharta: Jeśli cierpisz na jakąś chorobę, nie wiem, może spadłeś mamie na głowę, to powiedz nam...
Engelhart: Takiego zla to nie znajduje się na ulicy... (może z pół dnia po akcji z kręgiem z krwi i piór na środku miasta)
Farewell: Jak w mieście jest głód to nie idziesz piec chleba, jesteś strażnikiem!
Co do opracwania sesji oczami gracza... jestem w trakcie przepisywania i opracowywania materiałów, podejrzewam, że do środy powinnam mieć większość rzeczy ogarniętych i coś zamieszczę
Kolejny nudny dzień.
Gerwazy powoli odsłonił kurtyne od namiotu. Włożył głowę i rozejrzał się wkoło. Większość trupy już leżała w swych leżach. Pomieszczenie rozświetlało zaledwie kilka święc. Mrok zakrył już większość placu.
Gerwazy zauważył w półmroku ruch. Podszedł ostrożnie do znajomej postury. Brudo jeszcze nie zasnął. Nie pierwszy raz bóle w stawach nie dawały mu zmróżyć oczu.
Gerwazy nachylił się do boku Bruna i wyszeptał:
- Pomożesz mi?
Bruno kiwnął głową na znak porozumienia. Nie pierwszy raz pomagał Gerwazemu zdjąć zbroję aby nie budzić swych córek.
Gerwazy ruszył w stronę wyjścia. Podszedł ostrożnie do znajomej ławki, i zaczął zdejmować rękawice.
Brudo po chwili doszedł. W dłoniach trzymał gliniane kubki i święce a pod pachą butelkę. Starzec wszystko po kolei odłożył i zaczął powoli luzować elementy zbroi.
Gerwazy odwrócił się do Bruna i na chwilę zamilkł w bezruchu
- Jak nastrój w namiocie?
Bruno spojrzał na niego. Spuścił wzrok w dół i dalej rozpinał zbroję.
- A jak ma być? Dzieciak ciągle płacze. Reszta nie lepiej. Jakby inkwizycja to było mało.
Bruno schylił się do butelki, chwylił ją i potrząsnął.
Otworzył i zaczął wylewać zawartość do kubków. Nie żałował trunku.
- Łap. - burknął podając kubek Gerwazemy.
Gerwazy chwycił pewnie. Przystawił kubek do kubka.
- Za co?
- Za koniec naszych problemów. - Bruno uśmiechnął się pod nosem i zaczął łapczywie pić palącą ciecz.
Gerwazy wypił szybko całość. Na koniec się skrzywił. Dawno nie maił okazji się lepiej napić.
- Dobra, ale za dużo pali jak dla mnie. Pierw zdejmijmy ze mnie to żelastwo, wolę pić na siedząco.
Siłacze zaczęli zdejmować kolejne kawałki zbroi. Gdy już wszystkie znalazły się na ziemi Gerwazy zaczął wskładać je wszystkie do worka.
Gerwazy przeciągnął się, wykrzywił kark to w lewo to w prawo, zrobił zamach ramionami dla rozluźnienia i zbliżył się do ławki.
Bruno w tym czasie zaczął napewniać ponownie kubki. Gerwazy usiadł obok Bruna i wziął kubek.
- Wkurwia mnie to wszystko. Wkurwia mnie Mia, wkurwia to miasto, ci ludzie. Rzuciłbym wszystko chętnie w cholere.
Brudo się zaśmiał.
- Pij, bo smęcisz. - stuknął kubek Gerwazego i zaczął pić trunek.
Gerwazy wypił zawartość kubka i zaczął kontynuować.
- Ostatnio zabrałem Mia i dzieciaki do drogiej karczmy. Trochę nawet za drogiej. Chyba szlachata tam się stołuję...
- I co zabrakło ci grosza? -Bruno się zaśmiał.
- Tak. Gdy ta głupia cipa potrafiła się chociaż raz opanować i nie robić scen. Zamówiłem wyrafinowane żarło a jej się jeszcze zachciało wina za 12 szylingów jakby już 10 szylingów za obiad na 4 osoby to było mało. Człowiek się stara się dogodzić a i tak wychodzi jak zawsze wielki chuj.
- Za 10 szylingów to musiałem nieźle tego wieczoru podupczyć – dodał Bruno i zaczął dopijać reszte
- Kurwa!. A już prawie zapomniałem jak kobieca dupa wygląda. Mam naprawdę chwilami ochotę wyruchać jej siostrę. Po chuj się żenić. - na chwilę umilkł i dodał - Polej jeszcze.
Bruno zaczął ponownie polewać.
- Jak bym miał być okazje znowu w Twoim wieku to bym ruchał wszystko. Stare młode, kurwy i kurwy. Dopóki byłby grosz ruchał bym. A jak by się skończył by się skończył to też bym ruchał. Tyle, że na żebry.
Gerwazy się uśmiechnął. Przeciągnął długiego wąsa.
Bruno powstał, i ruszył w kierunku namiotu.
- Skoczę po jeszcze jedną butelkę bo ta się zaraz skończy.
Gerwazy wykorzystał chwilę samotności i przelał resztkę płynu do swojego kubka i wypił za jednym zamachem.
Po chwili wrócił Bruno z butelką.
- Coś znalazłem. Polej nam. - po czym Bruno zasiadł na ławce.
Gerwazy chwycił butelkę wstrząsnął.
- Skończyła się daj drugą.
Bruno podał butelkę a Gerwazy zaczął polewać.
- Widzę, że spragniony dziś jesteś. Szlachcic cię wkurwia.? - dodał Bruno po czym podrapał się po przerzedzonym czerepie.
Gerwazy przez chwilę patrzył nie ruchomo w mrok i zaczął mówić kołysząc jednoczesnie kubkiem.
- Powiem ci, że dobrze trafiłem chyba. Da się z nim dogadać. Choć ciągle znika i mnie nie zabiera ze sobą. Pewnie zajmuję się jakimiś szemranymi interesami.
Eskortowałem go tu z Arheim a potem siedział u cyrulika i miał sraczkę ze dwa dni.
Bruno parsknął śmiechem po czym podniósł kubek – Za szlachecką sraczkę!
Gerwazy przez chwilę się śmiał.
Chlasnęli. Bruno od razu zaczął polewać. -Słucham, kontynuuj.
-Skończyłem na szraczce. Co tu dodam? - Gerwazy chwilę się zastanowił - Moje dni u niego wyglądają dość przeciętnie. Niby cały czas obserwuję. Ale wiesz. Trochę słabo widzę. Prawdę mówiąc ledwie co widzę. Was tu po konturach dobrze rozpoznaje. Ale na mieście to słabo. Boję się trochę, że jak zacznię się kiedyś zadyma to wyjebie szlachcicowi przypadkiem. Na szczęście nikt nie podchodzi. Jeszcze z miesiąc muszę go niańczyć. Byle nie zachało mu się ruszyć w góry. Średnio mi się chce tłuc z goblinami w lesie. Kurwa, pijemy.
- Za kurwa gobliny, aby zawsze miały kogo włożyć do gara. - odparł Bruno.
Chlasnęli z uśmiechami na twarzy. Bruno wysiorbał resztkę i zagadał.
- A nie myslałeś aby szlachcica tu do naszych ściągnąć. Byśmy może trochę grosza mu skubneli. Przyda Ci się mała premia – po czym klepnął Gerwazego w plecy.
- Nie wiem. Grosz groszem, ale może jakbym mu się przysłużył to bym u niego pracował. Na szlacheckim wikcie zawsze jest co włożyć do gara. A Frida i Laura muszą coś jeść. Może i Mia byłaby milsza.
Ten Otto jest jakiś dziwny jak na szlachcica. Trochę jakby był prostym człowiekiem jak my.
Nie robił mi problemu abym zostawił go i poszedł po lekarstwo dla małej.
- Jak mała się teraz czuję? - zafatygował się Bruno.
- Jak sam widzisz. To lepiej to gorzej. Ten klimat raczej nie służy jej. Ostatnio nawet zdobyłem trochę lekarstwa od jednego woja.
Słyszałeś o heretyku z toporkami?
- Coś tam mówili. Tego dnia co Tele zabrała ta hołota, kogoś jeszcze ścigali. - Bruno splunął w grymasie gniewu.
- Właśnie ten ktoś dał mi lekarstwo dla małej dzień wcześniej. Wypytywał mnie o tą sprawę z kolesiem w klatce i innych dziwne sytuacje ale bardziej wyglądał na kogoś kto chce walczyć z tym dziadostwem. W sumie źle skończył. Jego szlachetny przyjaciel Engelhart wydał go inkwizycji. Żałosna szlachecka kurwa.
Kojarzysz tego straznika co wypytywał o lwa?
- Ano kojarzę. I co z nim? - zainteresował się starzec.
-To on. A zgadnij kto złapał małego? Ten fajfus. Przez niego dzieciak nie ma teraz ręki. Chujek też nie miał problemu z wydaniem swego kolegi na tortury. - Gerwazy kontynuował coraz agresywniejzym głosem.
- A to skurwesyn! Zapamiętam go sobie. A jak znajdę to utłukę jak psa jego mać – Bruno powstał i splunął wymachując gniewnie rękoma.
- Uspokój się i polej. Zajmę się nim w odpowiednim czasie. - Gerwazy spojrzał przenikliwim wzrokiem na Bruna.
Bruna chwycił butelkę i rozlał resztę zawartości do kubków po czym usiadł.
- Co zamierzasz?
Gerwazy przez chwilę milczał. Przychylił się do Bruna.
- Przez całe swoję życie nauczyłem się jednego. Każdy szlachic krwawi tak samo czerwono jak byle chłop. A może nawet bardziej jak tłusta świnia.
Sam nie wiem. Może wybiję mu parę zębów, może skróce o dłoń a może nic nie zrobię.
To szlachcic a tacy są nie tykalni w mieście.
Poza tym chodzi z uzbrojoną kobitą. Szpetna z ryja ale dobra z serca. Dziewucha z sioła. Może dlatego. - Siłacz zamilkł na chwilę, po czym dodał.
-Nie mam jakoś pomysłów co dalej.
Bruno się chwilę zastanawiał. Wziął małego łyka.
- Może chłopkę dobrze wygrzmocisz. Te to zawsze chętne na dymanko – Bruno zamilkł
- Iiii? - dopytał Gerwazy
- Zmęczonej babie nie będzie chciało się walczyć. Ja bym tak zrobił. -starzec kontynuował.
- To za co teraz pijemy? - dopytywał Bruno.
Gerwazy chwilę milczał.
- Za szybko śmierć dla Teli. - wypowiedział poważnym tonem.
Bruno patrzył przez chwilę niemo na smutną twarz Gerwazego.
- To moja wina. Nie ochroniłem jej. - Gerwazy zaczął łkać - Pierdolony Engelhart! Na chuj jest on strażnikiem jak nie może nawet zainterweniować. Pierdolone miejskie bydło. Spaliłbym ich kurwa żywcem. Przyjebał kawałem kamienia. Jebane kurwy... zajebie wszystkich.
Bruno chwycił za ramię Gerwazego - Uspokój się!
- Sam się kurwa uspokój! Kto będzie nastepny? Jedna z nas skończy na stosie, mały kurwa nie ma reki, a kto będzie następny? Którąmś wyruchają? Komuś poderżną gardło? Co dalej? PYTAM SIĘ?
Bruno chwycił kubek i podniósł go do góry. - Pijemy i idziemy spać. Na dziś wystarczy.
Przechylili i wypili.
Gerwazy przetarł twarz rękawem.
Bruno wziął toboły Gerwazego i poszedł w kierunku wejścia.
Przy wejściu obejrzał się jeszcze na Gerwazego. Ten siedział wciąż na ławce.
- Gerwazy chodź! - powiedział opiekuńczym tonem
- Zostaw mnie. Muszę coś przemyśleć.- odparł roztrzęsionym głosem Gerwazy.
Bruno skinął głową , zabrał toboły do środka.
Gerwazy chwilę rozmyślał. Zimno szybko przypomniało mu, że musi wracać.
Pożegnalnie chwycił łąwkę i cisnął ją w dal. Ławka się rozleciała. Gerwazy poszedł do namiotu.
Dla zorientowania się w przygodach i ogólnie kampaniach, wstawiam poniżej narracje i opisy wydarzeń.
IN ARTICULO MORTIS
Karawana do Bradenmarku
W ponurym korytarzu panują mrok i chłód. Wytarta podłoga jest zdobiona tylko kurzem i śladami wędrówek myszy. Na końcu korytarza zza lekko uchylonych drzwi wygląda mała komnata. Szara cegła otula stare, wypaczone regały, a drewniany stół cicho i zalotnie muska drewniane krzesło. Przeszklone okno pozwala, aby z Miasta Tańczących Świateł wpadło doń odrobinę białych promieni bijących z kryształów, którymi zdobiona jest główna ulica. Spokój tego miejsca zaburzają kroki twardej podeszwy butów, na których starzec w szarej szacie zmierza korytarzem do komnaty. Świeczka płonąca w krótkim świeczniku oświetla pełną powagi wieku, malowaną zmarszczkami twarz, plamiastą rękę chwytającą za klamkę drzwi i klucz wiszący na jego szyi.
Starzec rozkłada księgę i kończy romans krzesła ze stołem, aby otworzyć kluczykiem zamek w księdze. Rozsiada się wygodnie i bierze głęboki oddech skupiając swoje stalowe oczy na opasłym dziele, które przed nim leży. Nalewa wina do pokaźnego kielicha i wącha bordowy trunek, aby opanowawszy drżenie ręki otworzyć księgę na stronie tytułowej.
In Articulo Mortis
Wypuszczone powietrze z ust zostaje zastąpione pierwszym łykiem wina i wędrówką do odległego świata przeszłości. Starcze palce lustrują pierwsze strony na których autor dzieła spisał i ponumerował opowieści. Nie interesowało go tło, zbiory tłumaczeń i komentarze naukowe, a jedynie zapis tragedii. Strony zostały przewrócone niemal do połowy tomiska, aby spotkać napotkać pierwsze opowiadanie – zapis historii od której wszystko się zaczęło.
Karawana do Bradenmarku
Świt jest ledwo widoczny przez padający śnieg i szare, ciężkie chmury zalegające na niebie. Na dziedzińcu posiadłości Kastell Rumpey można dostrzec cztery wozy na płozach zaprzężone w konie i ludzi zbierających się do podróży. Za chwilę wszyscy mają wyruszyć do swego miejsca przeznaczenia – miasta Bradenmark znajdującego się blisko Bergarg, pasma górskiego stanowiącego granicę między Bergmarkiem, a Abschirlandem...
Postacie: Ada Braun, Felm Oldryn, Gunter von Falke i Otto von Gluck.
Zimą 698 roku Drużyna została najęta przez Teobalda von Rumpeya w celu ochrony zorganizowanej przez niego karawany z Castell Rumpey do Bradenmarku. Karawana miała dostarczyć do miasta towar na wymianę, korespondencję oraz więźniów z okolicznych band złapanych przez Straż Szlaków, w tym także jednego wytatuowanego krasnoluda. Dodatkowym zadaniem karawany było doprowadzenie Dagmary von Rumpey z polecenia jej ojca do klasztoru. Podczas podróży karawana została napadnięta przez Leśnego Diabła i straciła ona przywództwo, w wyniku czego oczy wszystkich spadły na najwyższą rangą - Adę Braun. Bohaterka z pomocą poznanego następnego dnia po ataku Luttfrieda Odo-Schwalbego i jego ludzi została doprowadzona do Neuheim, gdzie okazało się, że Dagmara woli jednak Luttfrieda, niż podróż do klasztoru. Niebawem jednak nie zbóje stali się problemem, lecz powstające z martwych żywe trupy, animowane mocą tajemniczego zwoju, który znalazł się w posiadaniu jednego z karawaniarzy. Po uporaniu się z pierwszą falą trupów Drużyna zajęła się Luttfriedem, który okazał się Leśnym Diabłem i odebrała mu zrabowane dobra w spisku uknutym z jednym z Rogerem - więźniem transportowanym do Bradenmarku. Dobra ostatecznie zostały odebrane Drużynie, a ludzie, którym przewodziła Ada Braun poważnie przetrzebieni, lecz ostatecznie udało się im dotrzeć do Bradenmarku, gdzie Dagmara trafiła do klasztoru, skóry do handlarzy, a zwój do Ordo Sancti Ignis, gdzie został ceremonialnie spalony.
Ostatni powiew zimy (Akt I)
- bez narracji
Postacie: Ada Braun, Alicja Leonarda zu Vogtritter, Eric Ellesar Wald, Henryk von Heul i Otto von Gluck.
Ada Braun leczyła swych najbliższych ludzi opłakując śmierć przyjaciela w starciu z Leśnym Diabłem, gdy Otto zorientował się, że potrzebuje swej dowódcy i jej ludzi w celu odnalezienia Felixa Schillera. Ada w wielkich bólach zorganizowała trójkę wyrzutków i wyruszyła z nimi oraz Ottem do Frabern. W siole tym okazało się, że wieśniacy korzystali z dobrodziejstwa potwora, który zalągł się w okolicznej kopalni i wysyłali do niego "bohaterów", którzy byli zabijani, a oni rekwirowali ich ekwipunek w celu odsprzedaży. Drużyna rozprawiła się z potworem, a następnie dokonała rzezi we Frabern nie szczędząc przy tym nawet dzieci. W drodze powrotnej jednak doszło do sporu o relewantne "fanty" i Otto został zaaresztowany przez Adę Braun, która do obozu pod Bradenmarkiem dosłała swych dwóch ludzi, którzy się wykurowali podczas ostatnich dni. Champion Ady Braun w osobie Alicji zu Vogritter skutecznie pokiereszował Henryka von Heula, który wraz z Erickiem z Lasu wsparli Otta, a następnie samego Otta, który z połamanymi żebrami salwował się ucieczką. Ludzie Ady jednak padli trupem wcześniej i na placu boju pozostała tylko Alicja oraz kryjący się w zaroślach Eric. Ten wykorzystał swój łuk i trzecią strzałą przebił głowę championa Ady Braun zadając przy tym retoryczne pytanie: Gdzie jest twój bóg paladynko? Ranni zostali doprowadzeni do Arheim, gdzie spotkali Adę Braun, lecz nie dobiła ona Otta, czy Henryka, gdyż uniemożliwił to jej Deder sługa von Glucków. Zabrawszy ze sobą jaj araliki Ada Braun uciekła ze łzami niemocy na zachód.
O diabelskiej błyskawicy (Akt I)
Blask świecy migocze na twarzy ogarniętego lekturą starca, który właśnie zmrużył oczy wczytując się w ostatnie wersy rozdziału:
Los dokonał transakcji ponad wolą młodej awanturniczki. Trzej jej przyjaciele, mentorzy, w zamian za trzy jaja przerażającej bestii. Żywot ludzki w zamian za żywot potwora. Nie tego się przecież spodziewała. Skłócona ze swymi podkomendnymi musiała po prawdzie salwować się ucieczką, gdyż Ellesar i Herr Gluck nie mrugnęliby wtedy okiem, gdyby przyszło im poderżnąć jej gardło. Warownia Arheim mogła okazać się świadkiem jej udręki, lecz się nie stała. Ada Braun wyruszyła jeszcze tego samego dnia do Silberheim, niedaleko Klöm. Jej przygoda jednak jeszcze się nie zakończyła.
Refleks światła zatańczył w kryształowym kielichu, gdy starzec upił wina. Przełykając je czuł niedosyt, lecz nie ten powodowany zbyt skromnym łykiem, lecz ten powodowany zagadką związaną z dalszym biegiem tej historii. Wtem opasłe tomisko zostało zamknięte i otworzone ponownie na pierwszych stronach. Krótkie spojrzenie na spis treści i staranne odliczanie kolejnych rozdziałów, aż w końcu oczy spoczną na tym jednym – O diabelskiej błyskawicy.
Przebudzenie roku 698, 9 dni do trzeciej świecy. Popołudnie pochmurnego dnia nieopodal Klöm. – Trup – stwierdził rzecz oczywistą Winand klęcząc przy ciele jakiegoś młodego chłopca. Śniegi ustępując odsłoniły nagie zwłoki nieszczęsnego małolata, który w czasie srogiego mrozu musiał zostać zabity. – Herr Engelhart! Trup ma na piersi dziwną ranę. To chyba błyskawica. Diabelska błyskawica.
Kilka dni temu Engelhart von Grün, jego podkomendny Pawlus von Stauffenberg i czterech członków jego drużyny: Beda, Odon z Rheinlandu, Rudiger „Schweigend” i Winand z Elbrost wyruszyli do Klöm i właśnie teraz znaleźli się w okolicy miasta. O dziwo nim ujrzeli mury miasta już ich oczom ukazał się pierwszy trup – młody chłopak, którego ciało zmrożone zimą zostało właśnie wyciągnięte z resztek zbitego śniegu leżącego w cieniu drzew przez Winanda i Bedę. Ciało prócz śladu na klatce piersiowej nie ma innych oznak obrażeń, a chłód winien dobrze zakonserwować różne ślady. Teraz w dodatniej temperaturze ciało dość szybko się popsuje, a co za tym idzie w okolicy rozwieje zapach przedwiośnia – zapach gnicia.
Postacie: Ada Braun, Engelhart von Grün oraz Pawlus von Stauffenberg.
Enelhart przybył do Ostwaldu, gdzie miał podjąć służbę w straży miasta Klom. Niestety dla niego z uwagi na koneksje pewnych możnych została do jego oddziału dołączona neurotyczna awanturniczka Ada Braun. Okazało się, że w okolicy działa jakiś morderca, który poluje na dzieci w celu wykorzystania seksualnego. To co na początku wydawało się zboczeniem, okazało się działaniem kultu, którego ślady badała Drużyna. Trop prowadził do Reisheim - ziem Aegidiusa von Reisa, lecz nim się Drużyna zdążyła tam dostać Engelhart uszkodził karnie jedno z cennych jaj Ady Braun i zmusił ją do podjęcia szaleńczej gonitwy na mokradła w celu odnalezienia Giftigenmessy - wiedźmy. Sztuka ta została utrudniona, gdyż na Adę czyhali elfowie, a na nich zaś czyhali jorowie oddający cześć Rogatemu Szczurowi. Zaprowadzona przed oblicze Proroka Cieni. "Pravakta Sado" był ojcem lokalnego kultu Nehir Nuzula i protektorem wiedźmy, a wspólną mocą ocalili oni błogosławione jajo. Na bagna jednak zmierzał również Engelhart z Pawlusem i bez trudu trafili oni przed oblicze wiedźmy. Okazało się wnet, że Pawlus nie akceptował rozwiązań swego dowódcy Engelharta, wobec czego porwał Adę Braun i ulokował ją w domu duchownych, którym potajemnie służył, w Klom. Ada wiedziała, że to skończy się dla niej rychło stosem, dlatego zabierając jaj zbiegła do znajomej starowinki mieszkające na obrzeżach miasta i wyruszyła w swą dalszą podróż. Gdy Engelhart powrócił do Klom odnalazł Pawlusa i dał mu po mordzie.
O diabelskiej błyskawicy (Akt II)
Starzec wyprostował się łagodnie unosząc swój wzrok w zamyśle. Zdawało się, że analizował to, co jeszcze chwilę temu jego oczy tak skrzętnie przyjmowały, a co jego umysł składał w zdania, aby na końcu wydobyć z tego myśli. Na jego czole pojawiła się zmarszczka świadcząca o zdziwieniu, którą blask padającej od dołu świecy wyolbrzymił dodając starcowi dodatkowych piętnastu lat. Ten jednak o tym nie wiedział, a jakby i nawet, to opowieść ta była dla niego w tym momencie ważniejsza. Pełen podziwu dla von Stauffenberga, za jego intrygę i Ady Braun za jej obronę spojrzał jeszcze raz na stronę, którą przed chwilą doczytał do końca i spokojnie podniósł wzrok o kilka linijek tekstu. Stara dłoń delikatnie przejechała po ostatnich wersach akapitu opasłej lektury, a starzec wczytywał się w zamieszczone tam słowa:
Drzwi chatki Omy Konrady zamknęły się, gdy tylko Ada Braun je przekroczyła. Była bezpieczna, ale tylko na miarę chwili. Ranna, skonfliktowana z rodziną, zdradzona przez towarzyszy. Niektóre rany zagoją się w przeciągu kolejnych dni, a inne będą jątrzyły się do końca jej żywota. Teraz jednak, tak ona, jak i jej cenne jaja, były bezpieczne. Stara Konrada jeszcze raz pomogła niespokojnej duszy i ten przedostatni raz zamknęła drzwi do swojej chatki. Untersied miało być dla Ady schronieniem tylko na chwilę, ale właśnie tej chwili potrzebowała na to, aby złapać oddech.
Rozdział opowieści „O diabelskiej błyskawicy” nie kończył się jednak na tych słowach, a starzec doskonale to wiedział oglądając w blasku świec grubość stron pozostałych do ostatniej kropki. Wziął łyk wina i zwilżył językiem swe usta przewracając stronę. Świece zatańczyły, gdy opadający papier podniósł delikatny podmuch. Nim się uspokoiły starzec uchwycił oczyma pierwszy akapit kolejnej strony:
Rozpalony kominek napełniał prywatną komnatę Ludwiga von Dolcha przyjemnym ciepłem, a niespokojne płomienie tańczyły rzucając światło na jego twarz, ramiona i list, który trzymał on w swej dłoni. Pieczęć, chociaż złamana zdawała się być doskonale rozpoznawalna z odległości trzech kroków. Właśnie w tej odległości stał Engelhart von Grün i widział, że list od Landgrafa Gerarda zu Gestirn-Ostwalda wywołał na twarzy komendanta grymas niezadowolenia. Jego niewładna lewa ręka, kikut pamiętający dawne dni, drżał teraz oparty o biurko. Stara twarz wyłoniła się Engelhartowi zza białej kartki, a Bohater ujrzał jak refleksy ognia podkreślają rozsierdzenie spokojnego na co dzień człowieka. Usta von Dolcha mogły otworzyć się tylko w celu wyrażenia oburzenia. I istotnie – właśnie w tym celu zostały otworzone. – Powiedźcie mi von Grün! Jak kurwa do tego doszło? – Wybuchnął von Dolch rzucając w stronę Engelharta list, który z uwagi na swą lekkość mógł jedynie opaść do stóp Überhauptkriegera.
Postacie: Ekhart, Engelhart von Grün, Otto von Gluck i Pawlus von Stauffenberg
Pawlus został pobity, ale zwyciężył. Wstawiennictwo Wielkiego Kapłana sprawiło, że otrzymał on śledztwo w sprawie kultu, a Engelhart miał zostać jego pomocnikiem. Próbując zażegnać konflikt Pawlus poddał się pod komendę dawnego dowódcy, który otrzymał do pomocy dwóch dodatkowych ludzi. Okazało się to bardzo potrzebne, gdyż w jego Drużynie pogrom spowodował błodbyt - rodzaj paskudnej biegunki. Śledztwo było kontynuowane, a nieufność w Drużynie wzrastała. Pierwszy wypad na ziemię von Reisa przyniósł tylko ofiary po spotkaniu szalonego sługi Aegidiusa nazywającego się Rainer von Heul. Powiesił on członków Drużyny na drzewie i pozostawił na powolną śmierć. Bohaterowie się uratowali, lecz reszta oddziału już nie. Okradzeni i pobici wrócili do Klom zdając raport potwierdzający kweres w Reisheim, lecz tajna misja Pawlusa - odnalezienia brata Romualda z zakonu św. Siegvaarda - spełzała na niczym. Raport okazał się jednak wystarczający i wyprawa do Reisheim przesądzona, gdy okazało się wnet, że Bohaterowie służą różnym siłom. Pawlus Kościołowi, Engelhart Straży, Ekhart Shandalarowi, a Otto Gizeli. Ostatecznie kwestie polityczne miały zakończyć się zgodnie z wolą Mymkrafta - pojedynkiem Pawlusa z Engelhartem. Engelhart dał Pawlusowi po mordzie po raz drugi i skorzystał z pomocy Gizeli oceniając siły Strażnicy na zbyt skromne. Rozpoczął się podjazd w konsekwencji którego siły dowodzone przez Rainera zostały rozbite przez Gizelę, a w międzyczasie Drużyna przedostała się do siedziby Aegidiusa zdając sobie sprawę, że nie wiedzą jak mogłyby wyglądać dowody herezji. Na szczęście w piwnicach twierdzy odnaleźli oni Aegidiusa Oszukanego, który mierzył się z faktem swej nieśmiertelności. Uwolniony od klątwy Reisfreiherr odszedł w niebyt, a brat Romuald został ocalony, chociaż nikt nie wiedział kim jest ten zakonnik z którego wytaczano krew. Drużyna wróciła w tryumfie, gdy paladyni wysłani przez Kościół oczyszczali ogniem siedzibę rodu Reis. Rainer uciekł, a Pawlus złożył rezygnację i odszedł z paladynami.
Ostatni powiew zimy (Akt II)
Światło pełgającej świecy tańczyło na twarzy starca, który delikatnie przesuwał palce po ostatnich wersach rozdziału „O diabelskiej błyskawicy”.
Pawlus von Stauffenberg przeżywał chwile ekstatycznych spazmów dusząc w sobie świadomość przegranej, lecz nie dał poznać paladynom tego, że jego wiara w Mymkrafta nie brała się z woli dostąpienia jego łaski, a raczej woli obdarzenia potępieniem tych, którzy go upokorzyli. Gdy on oddalał się od Wachtturm, jego dawni sojusznicy zbliżali się do miejsca w jego sercu, gdzie nie było już nawet echa litości.
Chwała zwycięzcom nie przypadła jednak po równo, gdyż nie każdy z nich znany był ze swego imienia. Ostwald usłyszał o Engelharcie von Grünie, lecz pozostali byli przecinkami w wersach milczenia. Milczeli oni rozstając się rychło i milczano o nich, gdy wracali do swoich pryncypałów. Ten jeden z nich pozostał, aby można było wskazać go palcem, aby zrobiono na jego cześć ucztę i aby stał się symbolem bardziej nośnym, niż płonące Reisheim. Czy Engelhart podejrzewał, że wszystkie te pochwały i pieśni są tylko po to, aby raniony, lecz nie zniszczony kult w pragnieniu wróżdy nie miał wątpliwości na kim się mścić? Nie było to wtedy ważne, tak jak ważne były awanse, dary i wiwaty. To co było resztą, to już inna historia.
Ostatnia kropka zamarzła w oku czytelnika, gdy ten swą sfatygowaną ręką począł wracać do spis treści opasłego tomiska. Jego wycieczka do niekanonicznej opowieści zaburzyła chronologię tragedii, lecz nie była w stanie nasycić jego ciekawości. Teraz zaś upewniwszy się w stronach otworzył księgę na fragmencie, który jeszcze niedawno kąsał jego spojrzenie.
Los dokonał transakcji ponad wolą młodej awanturniczki. Trzej jej przyjaciele, mentorzy, w zamian za trzy jaja przerażającej bestii. Żywot ludzki w zamian za żywot potwora. Nie tego się przecież spodziewała. Skłócona ze swymi podkomendnymi musiała po prawdzie salwować się ucieczką, gdyż Ellesar i Herr Gluck nie mrugnęliby wtedy okiem, gdyby przyszło im poderżnąć jej gardło. Warownia Arheim mogła okazać się świadkiem jej udręki, lecz się nie stała. Ada Braun wyruszyła jeszcze tego samego dnia do Silberheim, niedaleko Klöm. Jej przygoda jednak jeszcze się nie zakończyła.
Przypomniał sobie ostatni fragment, lecz już nie uciekał od tego co dalej. Wziął kolejny łyk wina ze swego kielicha i przewrócił stronę księgi. Kolejna przygoda już łechtała jego ciekawość.
Postacie: Ekhart; Engelhart von Grün; Gerwazy; Ildefonsa, córka Hansa; Otto von Glück
PRZYGODA W TOKU
Granice w Ogniu
Przebicie
Płomyk łagodnie tańczy na czubku świecy i oświetla twarz przepełnioną zadumą. Oto przy nakrytym stoliku, w pełnej przepychu komnacie, pali się jedna tylko woskowa świeca, a w jej blasku siedzi starzec o siwej brodzie, wąsach i głowie skrytej pod kapeluszem spod którego widać dłuższe siwe włosy. W fotelu, po drugiej stronie pokoju siedzi młody człowiek o twarzy zdradzającej podniecenie. Ciemne brwi drgają, a w jego czarnych oczach odbija się płomyk świecy. Starzec sięga ręką do misy z owocami, która leży przy świecy i sięga po ziarenko winogrona. Jasny owoc spoczywa w jego ustach, które delikatnie przegryzają miąższ. Chłopak ewidentnie czeka, aż usta starca otworzą się i miast przyjmować pokarm, same zaczną karmić. – Czy już jesteś gotowy dziadku do opowieści? Już chyba pół godziny czekam, aż zaczniesz i... – chłopak zamilkł zrozumiawszy, że jego dziadek zbiera myśli. Młodzieniec jest głodny i chce być nakarmiony słowami. Starzec ponosi wzrok, a jego szare oczy zdają się mówić: już czas. Przełyka pokarm i otwiera swe usta.
Powiadają, że wojna jest świeżym podmuchem w zatęchłym pokoju. Nic tak nie buduje męstwa jak walka o słuszną sprawę, walka o swój dom i świetlaną przyszłość swych bliskich. O to walczą rycerze - prawdziwi wojownicy. Cóż jednak, gdy jest się najmitą, strony wojny są tak samo podłe lub wróg nie jest po tamtej stronie murów, lecz po tej samej co ty? Widziałem wojnę i widziałem ten słynny świeży podmuch. To śmierć wtedy dęła w róg ludzkich cierpień. Dęła z całej siły, a my pytaliśmy wtedy: dlaczego?
Wszystko zaczęło się dziesięć dni po św. Fridzie. Był to miesiąc zielonych traw, a rok 698 zbliżał się ku końcowi. Wsie leżące po stronie Malburgii zostały wtedy najechane przez rycerzy z Zakonu Szlachetnej Krwi, a rycerze ci pochodzili z Rheinlandu. Wsie te należały do rodziny von Schultzów, dla których najazd ten był niczym policzek. Reichsfreiherr Markward von Schultz zebrał rodzinę, która znów zebrała swych wasali, a wszyscy oni razem ruszyli na mieścinę Oltren, która leżała za północną granicą. W miesiącu burzy następnego roku Oltren uległo. Kilku mieszczan wtedy zginęło, a chłopi służący u rodziny Wildsteinów zbiegli na wolność.
Niedługo później wysłano poselstwo z Krone do Oltren, aby dokonać wizji lokalnej i rozstrzygnąć sprawy związane z tymi walkami. Stronom jeszcze wtedy nie zależało na wojnie, gdyż ledwo w 668 roku podpisano ostatni raz pokój między Rheinlandem, a Malburgią. Pokój to który kosztował Malburgię sto tysięcy koron, lecz ani piędzi ziemi. Mówiło się później o rozmowach, które prowadzone były w dworze Wildsteinów niedaleko Oltren. Malburgię reprezentował Otton von Friche, a Rheinland Wolfgang zu Rotter-Herr. Obaj zabrali ze sobą dyplomatów, aby mówili i zbrojnych, aby bronili tych co mówią. Rozpoczynał się wtedy miesiąc złotej tarczy roku 698, ale słońce nie było tak złote jak zawsze.
Rozmowy zdawały się być proste. Zakon miał zapłacić za zniszczenie wsi, a von Schultzowie za zniszczenie Oltren. Wszystko miało być zgodne z literą prawa, jak również z logiką. Sprawa się jednak skomplikowała. Nie minęło nawet pięć dni negocjacji, gdy doszło na dworze Wildsteinów do zbrodni. Nikt wtedy nie wiedział co się na prawdę stało, a ludzie relacjonowali sprzeczne wersje. Ostatecznie ci którzy uciekli do Krone po rzezi złożyli raport o tym, że poselstwo zostało wyrżnięte przez rycerzy Zakonu i żołdaków Rheinlandu. Ci, którzy po rzezi zbiegli do Schwertburga twierdzili, że żołnierze von Frichego przelali w demonicznym szale krew posłów i żołnierzy. Wielu mężów wtedy zginęło, a w zupełności wszyscy posłowie z obu stron. Dlatego też wydarzenie to nazwano „Rzezią dyplomatów”. Nie dalej jak w połowie miesiąca było pewne – będzie wojna.
Jeszcze przed rozmowami obie strony zgromadziły na granicy pewne siły, aby w razie czego ruszyć na wroga lub odeprzeć jego atak. Chwilę później do granicy zaczęły spływać kolumny wojsk i pierwsze bitwy były na wyciągnięcie ręki. Pobór chłopów, pospolite ruszenie szlachty, wynajmowanie najmitów. Tylko cesarz mógł wtedy swym słowem zatrzymać szaleństwo, ale nie było wtedy cesarza, gdyż uwięziony on został przez Henryka Czarnego, co inną jest historią.
Dosyć jednak tych ogólników. Nie one są tutaj ważne, to nie wykład historyczny. Opowiem ci o wydarzeniach szczególnie ważnych dla tej wojny, które stały się domeną pewnej grupy śmiałków. Będziesz musiał uwierzyć w każde z tych słów, nawet gdy rozum będzie podpowiadał ci, że jest niemożliwym to co słyszysz. Skup się na słowach i wybacz jeżeli kilka razy wyrażę się dość niejasno.
Postacie: Breg Kramel, Cuthbert Tinuuns Mark Kramel i Olvo Mętne Sadło.
Drużyna przedostając się w ramach zwiadu na północną stronę Grossegehöltz odnalazła mnicha Cuthberta, który miał zostać stracony. Doprowadzony przed oblicze dowódcy Drużyny Cuthbert został przyjęty w szeregi tych, którzy nie lubią Rheinlandu. Niestety zwycięstwo było tylko chwilowe, gdyż niebawem zjawiła się chorągiew Rheinlandu, która wybiła cały oddział Drużyny, a także chłopów w których siole się rozbili. Drużyna ukryła się podczas starcia i tylko to uchroniło ich przed śmiercią. Koszmar jednak zjawił się po walce, gdyż na pobojowisko po odejściu żołnierzy przybyły dwa splugawione stwory, które niegdyś były ludźmi. Zebrali oni w przeklętym rytuale krew zabitych do czary, a gdy tylko skończyli, to Drużyna z nimi skończyła. Wraz z dziwnym znaleziskiem udali się Bohaterowie do Lärchedorfu, aby złożyć meldunek o rozbiciu oddziału i dziwnych zajściach. Nim jednak raport został złożony miasto w którym znajdowała się blisko połowa armii Malburgii zostało oblężone przez Rheinland. Niedługo później podejrzenia naczyniu rozpalił czarodziej Gwidon „Erzhand”, który uznał informacje od Bohaterów za ważniejsze od armii za murami miasta. Arbogast von Burke wysłał Bohaterów do Malheim w celu skontaktowania się z czarodziejem Rubikonem, który służy samemu Kaiserowi, a który to jest ponoć najpotężniejszym magiem w Siegvaardzie. Droga do Malheim była trudna, ale Bohaterowie podołali. Ostatnia prosta do warowni była jednak najtrudniejsza, gdyż w jej otoczeniu oczekiwał ich gog, którego zadaniem było odebrać naczynie krwi. Przegrał. Niebawem Drużyna została przyjęta przez jedynego awatarę w Siegvaardzie - Rubikona, a ten opowiedział o Fuileadan - naczyniu krwi wytworzonym przez Cailleachów. Opowieść o tej starej frakcji elfów nie była długa, a kropką było zniszczenie naczynia za pomocą czystej mocy. Jasnym się stało, że ta wojna ma drugie dno.
Zapowiadam sesję w dniach 8-10 grudnia 2017 roku.
Przygoda: Ostatni powiew zimy, Akt III.
Gracze: Dark, Ervin, Far, Idrin, Mira, Szopen.
Miejsce spotkania: Toruń. - Tu adnotacja. Jeżeli Ervin załatwi miejscówkę w Łodzi, to sesja zostanie zostanie tam zlokalizowana. Jest na to jednak szansa tak mała, że Gracze znów będą musieli pofatygować się do Torunia.
Warunki sine qua non: Karty postaci muszą być uzupełnione do 3 grudnia. Idrin przygotuje format karty, każdy sobie wydrukuje kartę i ją wypełni. Chcę zobaczyć zdjęcie karty w dobrej rozdzielczości, a na sesji każdy musi mieć kartę fizycznie przy boku.
Szopen robi własną wersję Talkulatora. Jeżeli ją skończy, to podeśle reszcie Graczy, aby przyśpieszyć ewentualne prace nad postaciami.
Postacie:
Dark - Eric oraz Pawlus,
Ervin - Otto
Far - Engelhart
Idrin - Ekhard oraz druga postać
Mira - Ilda
Szopen - Gerwazy
Gracze z podwójnymi postaciami nie będą używały dwóch postaci przez całą sesją. Jedna postać będzie główną, a druga poboczną. Poboczna postać będzie miała do wykonania "cut scenki". Obie postacie muszą mieć zrobione karty.
Z mojej strony.
Na ostatniej sesji nastąpiło niewłaściwe przyśpieszenie akcji z mojej strony. Brakowało opisów i ożywiania świata. Tutaj się to zmieni. Z uwagi, że nie będzie możliwości wprowadzenia 6 oddzielnych sesji (dla każdego Gracza), a tym bardziej ośmiu (dla każdej postaci) Gracze otrzymają wytyczne dla swoich postaci - tzw. "złote myśli", których realizacja będzie niejako obowiązkowa. Ma to na celu wytworzenie czegoś co nazywa się "Drużyną", a co myślałem, że zawiąże się na podstawie informacji, które macie w swoich rozpiskach początkowych przy zdobyciu informacji o tym, co w "trawie piszczy". Nie udało się to, więc trzeba to niestety uczynić ręcznie.
Nie jestem fanem ograniczania Graczy i postaci, ale w dwie noce i 4 bloki sesji nie uda mi się poprowadzić sesji do któregoś z możliwych finałów bez tego ręcznego sterowania. Niestety jako Gracze będziecie musieli pomyśleć o odgrywaniu współpracy swoimi postaciami. Zostanie jednak stworzona do tego namacalna platforma logiczna, więc każdy jakieś uzasadnienie takiej współpracy znajdzie.
Oczywiście jak zawsze jestem pod telefonem i w razie czego odpowiem na to lub inne pytanie. Proponuję również, abyście pomyśleli o wspólnym transporcie do Torunia z Łodzi, co zmniejszy koszty imprezy. Prawdopodobnie 29 listopada zostanie otworzona Biedronka pod moim blokiem, więc koszty wyżywienia nie powinny być wysokie.
Jak zawsze zapewniam miejsce do spania. W pokoju, gdzie ostatnio spali Far i Ervin nie ma mebli, ale załatwię dmuchane materace, aby każdy miał dla siebie legowisko. Wszyscy wiedzą, że Dark chrapie, więc polecam współlokatorom zainwestować 1,40 pln na stopery.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2017-12-12, 17:22
No to garść cytatów z sesji, have fun!
Cytat:
Python: Płać 5 punktów szczęścia, żeby zrobić unik
Idrin: Przyjmij w ciacho
Farewell: Przecież Pyth nie zabije cię na początku sesji...
Ervin (po usłyszeniu o OP efektach trafień strzałą: Co..? Ale teraz to w ogóle nie opłaca się walczyć...
Engelhart (O ranie Ildy): Chyba spadła ze schodów jak szła po ziemniaki
MG jako Deder: Her, nie martw się, matka mi mówiła, że kobiety mogą wiele dni krwawić i nie umierać!
MG jako Zyngram: Pamiętajcie... Dostałeś kredyt zaufania
Szopen: Ale to provident...
Python: Puk-puk, puk-puk
Ervin: Ktoś puka do drzwi?
Python: Drzwi nie wytrzymują tego pukania...
Python do Ervina: Stawiasz jakiś opór?
Ervin: Nie
Python: A dajesz się zrzucić ze schodów?
Ervin: Nie
Python: No to stawiasz opór...
(Note: Albin - dzieciak z cyrku, któremu ujebali prawą dłoń za kradzież)
Python: Inkwizytor zaczął rozdawać dzieciakom ciasteczka, podszedł do Albina, który wyciągnął lewą rączkę - nie, nie, prawą - Ale ja nie mam prawej... - Nie ma rączki, nie ma ciasteczka...
Python: Pozwolę ci rzucić za inteligencję, ST 15
Szopen (chwilę po rzucie): A co dostanę za 13?
Python: W celi jest sufit na jakieś 1,70, jak jesteście wyżsi to musicie się schylać
Dark (patrząc w kartę): 1,68m...
Eric: Znacie Hansa Kawkę?
Otto: Kogo?
Eric: Wzięli mnie za niego
MG jako Deder: ... Mnie wzięli za nogi...
Idrin opisuje Bernadettę
Dark: ...A ma odsłonięte kostki?
Idrin(o zachowaniu Bernadetty): Jak Pavlus jest dość sztywny to ona jest dość luźna
Bernadetta: Jesteście z Bradenmarku?
Dark (szukając w karcie): To jest dobre pytanie...
Eric (opowiada o ratowanych dzieciach Bernadetcie): Potraktowanie tak zwanym męskim gwałtem
(cisza) Idrin: Co???
Mira: No, w dupę
Szopen: U nas to jest na prałata
Bernadetta do Engelharta: Co sprowadza cię, her, do Bradenmarku?
Szopen: Seksturystyka klasztorna...
Bernadetta o Adzie: Nie zauważyliście, że miała takie skłonności?
Engelhart: Do palenia wiosek?
Bernadetta o jajkach: Było to dla niej dużym obciążeniem
Engelhart: No... Trochę ważyły...
Python: Engelhart zsiadł z konia. Widać, że był często używany i dosiadany
Mira: Koń czy Engelhart?
Python: Słyszeliście koncert pałowania...
Engelhart do Bernadetty, która wpadła na niego uciekając: Ja to was w ogóle, baby, nie rozumiem, wy to się tak szybko w ludziach zakochujecie...
Spowiednik: Czym zgrzeszyłeś?
Engelhart: Nie przykładałem się wystarczająco do obowiązków
Spowiednik: Masturbowałeś się?
Engelhart: Nie, to nie należy do moich obowiązków
Szopen: My jesteśmy brzydcy, ale mamy czyste i piękne serca...
Ilda coś tłumaczy Bernadetcie odgrywanej przez Idrina
Reszta grupy: Co? O co jej chodzi?
Mira: Oj, cicho tam, kobieta kobietę zrozumie...
Mira powtarza, co Ilda mówiła Engelhartowi podczas sesji, dziwiąc się, że tych informacji nie wykorzystał
Farewell: Powtórzysz mi to jeszcze raz na sesji, bo wygląda na to, że moja postać miała twoją w dupie
Python (O Mii, która ogłaszała się jako prostytutka): Dobra gospodyni jednym pierogiem wykarmi całą rodzinę
Szopen: Myślmy jak kultyści...
Farewell do Idrina: Powiedz fabularnie, że mnie potrzebujesz...
Dark i Szopen rzucają na spostrzegawczość, która z córek jest podobna do Gerwazego. Dark z sukcesem
Python: No, wyglądają trochę jak Gerwazy
Szopen (rozgoryczony): A trochę jak i pół miasta...
Szopen (mając przy sobie słoik ze spalonym, jeszcze raz spalonym i dźgniętym mieczem kultystą w formie pająka, który przyuważyła Bernadetta): One men, one jar...
Python: Zauważyliście jakiś pierścień
Dark: Kurwa, znowu musimy iść do Mordoru...
Drużyna po zorientowaniu się, że Ekhart miał poszlaki: Shiiiiit
Python: To było takie murzyńskie...
MG jako strażnik, który coś przeskrobał: Her Grun! Dogadamy się!
Engelhart: Ja wybaczam ludziom, ale nie ich czynom...
Podczas przesłuchania
Engelhart: Komu służycie?
Python jako więzień: Kaizerowi!
Otto: Kim jest Kaizer?
Szopen, wykorzystując test na wyważanie drzwi: 50!
Python: no, drzwi jeszcze wytrzymały
Szopen: Kurde tu potrzeba dwóch zawodowców...
Python o inicjatywie: Teraz Bruno
Szopen (rzuca na wywarzanie drzwi): Otwieranie zamków!
Python: Szopen, słyszysz z tej szopy hałas
Szopen: Co widzę?
Python: No... Szopę widzisz...
Python (o dotyku Cienia): Nawet jeśli Bernadetta była kiedyś molestowana to to jest gorszy dotyk
Idrin: Nie, akurat nie była!
Python do Ervina: Rzuć za prowokację czy strażnicy zaczną krzyczeć z Tobą
Ervin: 40
Mira: Krzyczałabym!
Python (o nieudanym buffie dla miecza Gerwazego): Rzuć na efekt katastrofy magicznej, czym więcej tym gorzej, rzuć sobie k100
Szopen: 88... Wydaję punkt szczęścia! Pewnie wypadnie 99...(rzuca) Fak! 99!
Theobald: Nie mówię tego tak ładnie, bo mam tylko podstawowy siegvaardzki. Taki biznes inglisz.
Theobald: Z mordy typowy pobożny krasnolud
Theobald (o geothyrze): Mogę wam wskazać drogę i was prowadzić, ale nie będę tego wydobywać. Mam żonę i dziecko.
Szopen opisując siebie Adzie: ..... I generalnie widzisz, że to będzie Twój przyszły chłopak!
Idrin: Gdzie jego sprzęcior?
Far: no nie mam ze sobą wideł
Szopen: Mam takie pytanie, a nie, już sobie odpowiedziałem
Szopen: Takie pytanie jako gracz - a Olvo jaki jest gruby?
Szopen (po grze) ona tak utrzymuje status piastuna - po prostu się puszcza co jakiś czas
(Far po wyjaśnieniach głównego mędrca) : wyjaśni ktoś o co chodzi?
Mira do Szopena, którego było słabo słychać: Weź go do buzi.
Far : Ej, Idrin, bo my mieliśmy taką zagwozdkę, czy Ada Braun mogła by obecnie pokochać?
MG "widzisz świetny, ale to świetny krasnoludzki tyłek"
Far "Męski?"
O zakończeniu sesji z uwagi na późną godzinę: spanie expa ci nie da
O Olvie - butanik
(Ada kombinujące fundusze na wyprawę): kobold z dedykacja dla tych co nie idą na wyprawę
(Ada wynik: - 9) łykam jak pelikan
Beatrycze: Olvo, opowiedz coś o sobie
Pel: Poprawiam fałdy tłuszczu
Olvo: ładne tu macie puszcze
Ada: Puszcze?
Olvo: Nie, się puszcza, tylko taki las duży
Pyth: robicie coś jeszcze?
Far: tak.... idę się wyszczać
Brond: Piasnunie, co myślisz?
Ksawery: Wiele myślę, ale nic sensownego.
Szopen: Jestem człowiekiem, ale moje gender to krasnolud
MG:Co robicie w trakcie podróży?
Szopen: Wyglądam jak czujny, ale odpoczywam
Szopen (w domostwie BROK) : Ja ofiarowuję im antałek krasnoludzkiego ale.
MG: ...Dzieci się cieszą...
Ksawery: Olvoooo, a jak lodowe krasnoludy zapisują swoją wiedzę? Na tabliczkach lodu?
(podczas wyliczania wytrwałości z uwagi nocowania pod deszczem)
Szopen: To może niech ktoś podkręci krasnoluda, by było cieplej w namiocie?
Szopen - Kopanie grobów to górnictwo?
Szopen: Teobaldzie, czy w pobliżu ciała widziałeś jakieś nadgryzione szyszki, które sugerowałyby, że to elfy zrobiły?
Szopen (o uspokajaniu Kligo): my z Beatrycze wychowujemy go bezstresowo
MG odgrywając prowokujące koboldy: Długie brody! Robią lody!
Sprowokowany Szopen offgame, chcąc strzelić zza drugiej linii mówi do drużyny: Możecie uklęknąć?
Wywabiając koboldy z tuneli. Ksawery: Macie złotą monetę? - Brond: To nie są Żydzi.
Szopen, rzucając wybuchową miksturą: Bogowie, miejcie mnie w swojej opiece!
Dark, offgame: ...chyba nas...
Mira odnośnie dokończenia sesji napisała w dniu 12.01.2021: Pyth, 1 dzień wystarczy? XD
(Faktycznie sesja skończyła się 11.06)
Ada przemowa): kopalnie wydłubane przez waszych ziomków
MG jako kobold :
(do ziomków) Ej, mam pomysł! (już głośno) Przepraszam. Mam zupę, chcę przejść, mam zupę!... (jako MG) rzuć sobie na spostrzegawczość... (sukces) Widzisz, że kobold nie ma zupy
notatki z sesji: kamilo -kobold
MG:
No dużo tych ciał jest. 66 ciał koboldów rzucone na kupę.
Szopen:
Założyliśmy klinikę aborcyjną!
Dark o zagrożeniach na sesji: bossy lina, sraczka, debilizm
Testy na podcieranie dupy.
MG: Rzuć na spostrzegawczość.
Pelios: -6;
MG: Myślisz, że to od was śmierdzi;
Pelios: Na wszelki wypadek przepraszam.
Dark o zagrożeniach na sesji: bossy lina, sraczka, debilizm, łatwowierność
Idrin : jeźdźcy apokalipsy dzisiejszej sesji
Far: mogę w niego zaszarżować z metra?
Mira: śmiertelne sytuacje : Oczekiwania graczy - śmierć w walce, podczas chwalebnych czynów
rzeczywistość - upadek z wysokości, bo ktoś nie chwycił liny i prawie wybuchł wraz z częścią drużyny; śmierć poprzez zabicie przez innych graczy, śmierć przez sraczke we własnym gównie
Ksavery: wolałbym by nie znaleźli mojego szkieletu w pozycji srającej
Pyth: Ada jest całkowicie zdrowa poza tym że jest wycieńczona, osrana, ranna i ujebana... Poza tym jest zdrowa
Far: Poluzowyje sobie pasek od spodni i czekam na najgorsze.
Olvo obwiązuję linę na Ksawerym przed wciąganiem w górę. (wynik -25)
Idrin: Trzeba kitrać z przodu Ade, Ksawerego...
"Zemsta będzie, ale na naszych warunkach" - Theobald o nieuniknionej potyczce z elfami
Mg (opisujący działanie szóstego zmysłu): Mierzwią Ci się włoski na jajach - grozi Ci niebezpieczeństwo
Idrin jako Ada Braun, po wielu sesjach: Kto umie po siegvaardzku?
Wszyscy: Wszyscy!
Ksawery do Ady, pogardliwie: Szczurzanko
Ksawery do Beatrycze: Limit miejsc leżących jest wyczerpany. Weź się prześpij.
<podczas dobierania ludzi do odgruzowywania zasypanego wejścia do kopalnia
Szopen: To może niech Beatrycze sobie odpocznie, chyba, że praca w kamieniołomach jest dobra na krasnoludzką ciążę.
<rzut Ady na podcieranie dupy>
k20:20!, przerzut!
k20:20!, przerzut!
k20:8
Mira: Dupa tak czysta, że aż wylizana!
<podczas rzucania na intuicję, czy Ksawery mówi prawdę>
MG: Wydaje się wam, że Ksawery mówi całkowitą prawdę.
Far, po dłuższej ciszy: To ile kurna on ma na blef...?
Mira: każdy kto twierdził, że Ada nie jest dobrym dowódca już nie zyje
Po badaniu biegunki Ady Braun Olvo rozpoczyna opis: Patrzy na Adę, która jest gówną zainteresowaną;
Ksawery: Niech tylko się nie zesra ze szczęścia.
Ksawery o trollach w tunelu: Ciekawe czy lubią jaja.
Brond: Wygrzane w geothyrze najlepsze.
Nagroda dla gracza Dark: bystre oko
Drużyna, podejmująca decyzję, że postać darka nie będzie jadła przez kolejny dzień.
Dark: ...otrzymujecie ujemne punkty przyjaźni...
Ksawery o jedzeniu racji ze złapanej kozy: Zjedzmy to, nim oszczają nasze racje!; Theobald: Będziemy jeść w walce.
Ostatnio zmieniony przez Farewell 2021-06-30, 18:23, w całości zmieniany 3 razy
Brond: Piastunie, co myślisz?
Ksawery: Wiele myślę, ale nic sensownego.
(obgadują postać Fara)
Far: rzucam na słuch
(Theobald wykonuje rzut na przekonywanie żony na bara-bara): -14
Pyth: dostajesz ścierą przez plecy
(Pyth po kolejnym przerzucie k100% za szczęście Szopena): mieliście nie wydawać szczęścia na głupoty
Szopen: to ty marnujesz moje szczęście
O żołdzie:
MG: Warunki dobre, ale nie aż tak jak było z Adą Braun.
Głos Idrina: To była suka, ale dobrze płaciła.
Szopen: Dobrze płaciła, bo przy kobiecie dowódcy łatwiej zginąć.
Python: odpiszcie sobie racje za 11 dni
Theobald: ile to w rzepie?
MG jako krasnolud do Theobalda: stać Cie w ogóle na konkubinę?
Theobald: stać mnie, żeby wyjebać Ci w mordę!
Theobald: W tym progresywnym mieście pewnie nawet się za babami nie oglądają.
Theobald (w rozmowie z kurwami): Mówicie, że każdy orze jak może, a wasze pizdy to chyba trójpolówki.
Pyth jako żona denata do matki denata: zamknij się stara kurwo
Pyth jako matka denata do żony denata: zamknij się średnia kurwo
Pyth jako młoda kurwa (wnuczka denata): gwałcą, gwałcą!
Ksawery: jak można zgwałcić kurwę?
Dark: Brond słucha tego wszystkiego jakby był na elfim kazaniu.
Brond: Mój brat strzela w pizdę mojej kochanki.
Dark, oburzony, grając byłym zmarłej Beatrycze, Brondem: czemu walczymy z Beatrycze, a nie ze starą Theobalda?!
Theobald po tym jak Ksawery kazał się umyć: Co? Tego w przysiędze nie było.
Szopen po przysiędze: Kiedy będzie przysięga?
Szopen do Theobalda: Masz ciężką chorobę psychiczną.
Far: Z Pythonem nawet katar jest ciężki.
Theobald: Za ile bierzesz lachę?
Python jako NPC: Za kogo mnie masz?! ...nie mniej niż dwa srebrniki.
Ksawery po otrzymaniu wpierdolu przy wyborach wodza: Bogowie mnie pokarali za to, że się umyłem. Trzeba było zachować tradycję.
Python: Moja żona po tym jak Far odwołał sesję w piątek i zwalił to na mnie w wiadomości Whatsapp uznała, że podjąłem bardzo dobrą decyzję.
Theobald nagabywany przez właściciela Burdelu: Mam jakiś bonus za puste jądra?
Ksawery: mój brak decyzji jest decyzją
Dark: Chcę osłonić własnym ciałem Ksawerego
Python: hmm... zadeklaruj anty-unik
Python o winie piastuna Raggora - zamieszki były spowodowane jego akcjami, powodowane słuszną sprawą, ale głupio wykonane
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum