TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Czysta intuicja
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-12-18, 16:20   

Godzina była jeszcze młoda, więc Siv'ar bez problemów mógł kontynuować swój obchód wokół miasta. Cały czas szedł przez mniej istotne, rustykalne zabudowania, którym daleko było do solidnych, kamiennych, miejskich domów, ale i równie daleko było im do zwykłych słomowych chatek, jakich pełno w pierwszym lepszym siole. Siv'ar czuł się tu niemalże jak intruz, nieprzystosowany do przebywania wśród "tej jakości" budynków i ludzi. Ale cóż, wychował się w najpospolitszej szczurzej wsi, więc wymagań wysokich mieć nie mógł.

Ludzie dalej patrzyli na niego z ukosa, jak przechadzał się jedną z główniejszych dróżek. Była to rzecz jasna zwykła, błotna droga, lekko utwardzona przez rozsypany tam i ówdzie żwir, ale dalej błoto dominowało na tyle, by przejeżdżające tędy wozy raz po raz zapadały się w nie, a wyjeżdżone koleiny sięgały głębiej, niż można było przypuszczać.

Idąc tak dalej, natrafił w końcu na skrzyżowanie z solidną, brukowaną drogą, która wiodła do miejskiej bramy, której wielkość i prestiż wskazywał na to, że musiała być ona jedną z istotniejszych wejść do miasta, może nawet głównym, wszak prowadzącym od strony północnej, która wychodziła na całe tereny Imperium. Tutaj Siv'ar przystanął. Kamienny trakt był zaludniony, pełny wędrowców, wozów, ze stajniami i karczmami. Budynki przy głównej drodze wyglądały o klasę lepiej, niż wszystkie, które jor minął do tej pory.

Mógł iść dalej, starannie lawirując między wozami. Dalsza droga znów wracała do swej błotnej postaci i szła odrobinę w dół, co sugerowało, że podłoże musiało być jeszcze wilgotniejsze, niż normalnie. Poza tą jedną różnicą wszystko pozostawało bez zmian, przynajmniej na pierwszy rzut oka z daleka. Także i z obecnej perspektywy posępnie wysokie mury miasta odbierały wszelką nadzieję na wspinaczkę, a zaraz nad bramą skupisko strażników było naturalnie większe, niż wszędzie indziej. Nie, jeśli wszędzie mury wyglądały podobnie, to nie istniał cień szansy, by to przez nie dostać się do wewnątrz. Czwórka halabardników rewidujących wjeżdżających przed samą bramą nie wyglądała na takich, co nie dopatrzą się skrytego pod wozem jora. Sposób, w jaki przeszukiwali zawartość każdego z podjeżdżających wozów budził przeczucie, że nie robią tego w tak namiętny sposób dlatego, że ktoś subtelnie stoi za ich plecami i nadzoruje ich pracę, tylko po prostu dlatego, że są zwykłymi, cholernymi służbistami.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-12-18, 20:56   

Na widok pokaźnej bramy miasta, w złodzieju zrodziła się potężna chęć do znalezienia się po jej drugiej stronie. Wiedział jednak dobrze że było to na chwilę obecną niewykonalne. Próba prześlizgnięcia się byłaby pewnym samobójstwem. W końcu Jor wspomniał coś o "incydencie" który sprawił że jemu podobni nie są tam mile widziani. Mimo tego, szczurołak nie mógł powstrzymać wyobrażeń na temat tłumów, ulic, budynków i oczywiście dóbr jakie kryją się za tym irytująco stabilnym murem. Już same liczne przybytki które wymijał, pod względem architektury biły na głowę najlepiej zadbaną chatkę z jego rodzinnych stron.

"To prawie zabawne."
-myślał- "Tak długo chciałem znaleźć się w prawdziwym mieście. Myślałem że odległość i rodzina były problemami które mnie powstrzymują. A teraz? Stoję przed szeroko otwartym wejściem i nawet nie mogę przez nie przejść. Jak oni planują się tam dostać? Teraz nie mogę się doczekać naszego nocnego włamania, żeby tylko wiedzieć jak przejść na lepszą stronę muru."

Walcząc z pokusą wymyślenia sposobu ominięcia strażników, Siv'ar przeszedł przez skrzyżowanie, wkraczając z powrotem na błotnistą ścieżkę. Jego fantazje na temat niedostępnej części zabudowań mocno osłabiły zainteresowanie bocznymi zabudowaniami. Nie spodziewał się już zobaczyć niczego naprawdę godnego uwagi, jednak wciąż chciał poznać najwięcej terenu jak tylko mógł. Stare nawyki, opracowywania drogi ucieczki w nowym otoczeniu, tego wymagały.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-12-18, 22:11   

Przyglądając się uważnie bramie, Siv'ar mógł z dala dostrzec, jaka była ona zdobna, przepastna, ze zwisającą u góry kratą, która tylko czekała, aż nastanie noc, by odizolować miasto od świata zewnętrznego do czasu nastania świtu. Może i szczupły szczur potrafiłby przecisnąć się przez większe oka w kracie, lecz trudno było to stwierdzić z obecnej odległości. Si'ar zamiast tego ruszył dalej, wymijając z gracją wozy i podróżników, którzy z równą pogardą spoglądali na niego.

Przeszedłszy przez kostkę i wylądowawszy z powrotem w błocie, nieco głębszym, niż uprzednio, jor uświadomił się w jeszcze jednej rzeczy. Miasto to było olbrzymie. I to nie w stosunku do jego rodzinnej Dury, lecz najnormalniej w świecie, nawet w stosunku do wszystkich miast w których bywał. I zauważył to nawet nie wchodząc do środka, tylko obchodząc jego mury, jak wolno załamywały się, jak długo należało chodzić, by powolnie zachodzące słońce nie znalazło się gdzieś za plecami Siv'ara, lecz po jego prawicy.

Słońce zachodziło powoli. Bardzo powoli, ale zakładając, że miesiąc był późnojesienny, to i na dobę dłużej przypadała noc aniżeli dzień. Jor nie musiał się jednak gorączkować, że nie zdąży do pozostałych szczurów przed zmrokiem, aczkolwiek musiałby brać poprawki na to, ile czasu zajmie im wyjaśnianie wszystkiego, posiłek i zbieranie ekwipażu. Gdyby już teraz wrócił, to do zmierzchu pozostałaby godzina, dwie.

Dalsza okolica nie różniła się zbytnio. Po drugiej stronie drogi dominowały sklepiki, kramy i inne miejsca, gdzie szybko można było wyzbyć się z ciążących, imperialnych monet. Tak było przy samej brukowanej drodze, a dalej - to już standard. Chatki, domki, czasami jakaś pośledniejsza karczemka, czasami zamtuz, którego wygląd zewnętrzny i panie przed wejściem sugerowały, że wewnątrz przybytku syfilis zdawał się być najmniejszym zagrożeniem.

Po kolejnym oglądnięciu się na mury miasta, oczy jora wypatrzyły coś jeszcze, co wcześniej pozostawało zignorowane ze względu na bacznej obserwacji murów. Gdzieś ponad nimi, daleko w głębi miasta górowały najwyższe budowle, jakie Siv'ar kiedykolwiek widział, acz zastosowanie ich pozostawało dla niego zagwozdką. Były to strzeliste, białoszare budynki, jeden zakończony czymś w rodzaju kopulastej wieży, drugi zaś urywający się nagle, tylko delikatnie przechodząc w półkolisty dach. Był to tak zjawiskowy i nieprawdopodobny widok tych tak wysokich i smukłych konstrukcji, że Siv'ar niemalże w roztargnieniu wpadł na jakąś kobietę - tylko dzięki jego wrodzonej zwinności zdołał wyjść z tego bez kolizji, chociaż nie bez spostrzeżenia go przez zaskoczoną, może czterdziestoletnią kobietę. Nie wyglądała na bogatą, a i nie nosiła na widoku trzosu. Mimo to wzdrygnęła się i wyjąkała coś w języku, którego Siv'ar nie znał. Na szczęście nie krzyknęła i nie zwołała dzielnych mężczyzn, o których wokół trudno nie było. Całe zajście skończyło się tak szybko, jak się zaczęło, i chociaż nikt zdawał się nie gonić nagłego agresora, to jor poczuł się po prostu niezręcznie.

Mógł więc iść dalej bądź zawrócić. Opcja pierwsza kusiła jednym atutem: kilkadziesiąt metrów przed szczurem droga wykręcała się i przeobrażała się w most, który z dużą dozą prawdopodobieństwa zbudowany został w celu przeprawy przez rzekę. Było więc to kolejne nowe miejsce do zbadania ewentualnych dróg wejścia do miasta... bądź po prostu do napatrzenia się na fascynujące, ludzkie konstrukcje, których ujrzeć nigdy okazji nie miał.
 
 
     
Septem 
Nowicjusz



Wiek: 32
Dołączył: 02 Paź 2015
Posty: 32
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2015-12-20, 12:18   

Siv'ar zganił samego siebie w myślach. Znów chodził z głową w chmurach, nie mogąc się nadziwić widzianym za murem, gigantycznym budowlą. Z chęcią by się im przyjrzał z bliska, to prawda, ale na chwilę obecną nie znajdował się w mieście, tylko na błotnistej drodze wypełnionej ludźmi. Gdyby kobieta na którą o mało co nie wpadł zareagowała choćby odrobinę bardziej żywiołowo, wszyscy w około z chęcią wykorzystali by to jako pretekst do połamania mu kości. Złodziej odwrócił więc wzrok od tak go zajmujących murów i skupił się na tym co bezpośrednio go otaczało.

Mówiąc o jego otoczeniu, jor nie mógł nie pójść w stronę widzianego mostu. Czas był jeszcze przyzwoity, więc nie musiał od razu wracać. Z resztą, mógł przyśpieszyć kroku, lub nawet podbiec, w drodze powrotnej. Skupiając się dokładnie na wymijaniu wszystkich, Siv'ar wyruszył przed siebie z intencją wejścia na most.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2015-12-24, 18:11   

Most kusił swoim wyglądem, swoją pokaźnością. Był to największy most, jaki Siv'ar kiedykolwiek zobaczył. Solidny, kamienny, wiekowy, wyginał się łukiem nad przepastną rzeką, która przedzierała się przez miasto i kończyła w morzu. Gdy tylko chatki ustąpiły miejsca sporemu spadowi prowadzącemu do rzeki, widać było też znacznie więcej, niż przed momentem. Wszak zarówno droga, jak i owa rzeka posiadały swoich podróżników, tak różnych w wyglądzie i środkach transportu. Może gdyby Siv'ar wiedział nieco więcej o żeglarstwie, mógłby rozróżniać i nazywać konkretne, powoli zbliżające się łodzie, mniejsze i większe, towarowe i osobowe, wożące wszystko, co tylko można było wozić. A że woda potrafiła nieść daleko dźwięki, to uszom Siv'ara nie uszły głosy żeglarzy, trzepot źle dowiązanego foka tudzież jazgot różnorakiej, gdzieniegdzie zupełnie obcej dla jora zwierzyny.

Most był równie długi o szeroki, więc w połowie drogi Siv'ar zatrzymał się i dla odmiany spojrzał w stronę miasta. Rzeka nie przedzierała się przez jej środek, lecz skręcała dalej i okalała miasto od strony wschodniej; mury miasta nie był zatem przerwane, a zamiast tego dalej trwały nieprzerwanie w swojej ponurej nieskazitelności.

Dalsza droga za mostem była z ubitego kamienia, podobnie jak część drogi przed nim, który wywijał się, omijając zewnętrznym łukiem chatki i prawdopodobnie kontynuował poprzez poprzednią ubitą, kamienną drogę, którą Siv'ar miał okazję przekroczyć. A im dalej od rzeki, tym chatek było mniej, jedynie przy samym mieście i rzece jej okalającej uplasowanych było ich multum, tak jakby w nadziei, że bliskość tych murów miałoby zagwarantować jakiekolwiek bezpieczeństwo.

Dalej stojąc na moście i rozglądając się, Siv'ar wypatrzył również ustawione za jego plecami słońce, które powoli, krok po kroku obniżało swoje położenie. Mógłby co prawda iść dalej wzdłuż rzeki i murów miasta, między przyrzecznymi chatkami, mógł także ruszyć pokaźną, zatłoczoną drogą gdzieś w kierunku północnym. Tak właściwie to mógł zrobić przecież wszystko, na co naszła go ochota. W końcu i tak, wierząc słowom Jora, nic nie powinno mu się przydarzyć, nieprawdaż?
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group