Opis: [...] Siv’ar nie różni się zbytnio wyglądem zewnętrznym od swych pobratymców: szare futro, czarne oczka, różowy nos i łapy, mówiąc prościej: typowy gigantyczny szczur. Gdyby jednak przyjrzeć się mu, stojącemu w tłumie innych Jorów, zauważyć można trzy cechy wyróżniające. Dwie z nich, wzrost i wagę, łatwo spostrzec nawet przelotnym rzutem oka. Siv’ar odrasta bowiem od ziemi na marne 127 cm i jest dosyć kościsty, co wspólnie tworzy marny, nawet jak na szczurołaka, widok. Trzecią cechą jest jego ogon, który został ukrócony o jakieś 20 cm pewnym cięciem ręcznego toporka, dokonanym przez niedoszłą ofiarę kradzieży z przeszłości Siv’ara.
Zacznijmy jednak od początku, a dokładnie od miejsca urodzenia. Siv’ar przyszedł na świat w osadzie o nazwie Dura, położonej na południowo-wschodnim brzegu Tellus d’Jor. Osoba która z jakiegokolwiek powodu chciałaby ją odwiedzić, będzie zmuszona trzymać nos tuż przy mapie, gdyż jest to miejsce tak niewielkie, ubogie i nieistotne że nie byłoby żadnym zaskoczeniem, gdyby kartograf zdecydował się całkowicie je pominąć. Nawet mieszkańcy i przyjezdni handlarze naśmiewają się z nazwy wioski, przekształcając ją na wersję która, ich zdaniem, lepiej oddaje klimat tego zakątka: Dziura.
Mówiąc o tubylcach, są to ekskluzywnie rodziny Jorów Szarych, "zjednoczonych" swoją tradycjonalnością, niechęcią do Imperium, niskim stanem majątkowym i widocznie wrodzoną , tendencją do wykazywania wszelkich społecznych patologii. Rodzina Siv’ara była idealnym tego przykładem. Był on najmłodszym ze swej 12 osobowej rodziny, składającej się z matki, ojca, pięciu sióstr i siedmiu braci. Najmłodszym, bo z czwartej (i na szczęście ostatniej) ciąży jego matki przyszła na świat co prawda czwórka dzieci, ale tylko jedno było żywe. Rzecz to tragiczna, ale kto znałby matkę Siv’ara nie za bardzo by się zdziwił. Zirna, bo tak miała na imię, mówiąc delikatnie , nie przykuwała zbytniej uwagi do swego stanu zdrowia. Kiepskiej kondycji nie polepszało wyjątkowe silne uzależnienie od alkoholu z którego nie rezygnowała nigdy, nawet w czasie oczekiwania na swe potomstwo. Zapewne z tego właśnie powodu Siv’ar charakteryzuje się tak mało imponującymi rozmiarami ciała. Ten sam nałóg charakteryzował jego ojca , Win’baka, który dodatkowo miał wyjątkowo agresywną naturę i przekonanie, że najlepszym sposobem na wychowanie dziecka jest wykrzyczenie mu wszystkich, czułych ojcowskich rad do ucha i dodatkowe wbicie ich w głowę prostym ruchem ręki w twarz.
Urodzenie się z bijącym sercem oznaczało więc dorastanie w towarzystwie swej niezbyt opiekuńczej rodziny. Lata jego dzieciństwa mijały na wczesnej życiowej lekcji zaradności. Spanie na pogniłej, drewnianej podłodze lub na zewnątrz, gdy atmosfera domu stawała się nieznośna , było codziennością. Wszechmorze, na szczęście, oferowało darmowe źródło kąpieli, mimo iż groziło hipotermią w zimniejsze dni. Jedzenie nie było różnorodne, najczęściej ograniczało się do chleba i paskudnej papki bądź zupy ze złowionych ryb. Czasem gdy rodzice byli zbyt ”zajęci”, on i jego rodzeństwo byli zmuszeni załatwić sobie jedzenie sami, zwykle od tych sąsiadów którzy posiadali ogródki, ale nie rodzinę lub czas by ich pilnować. Niestety, ten typ współpracy był szczytem dobrych relacji pomiędzy Siv’arem a jego siostrami i braćmi.
Tak naprawdę gardził on swoim rodzeństwem, nie mogąc doszukać się w nich na przestrzeni lat ani jednej pozytywnej cechy. Krius, Wik’kan , Loro i Sorol, najstarsi bracia, wdali się idealnie w ojca i podobnie jak on szwendali się po wsi, upijając przy byle okazji, czasem pracują przy połowie ryb lub wyrębie drzew i pojawiając się w domu tylko po to by spać na podłodze i robić awantury. Twory pozostałych dwóch miotów: Hrona, Kir’nyn, Sia’va, Hin’ma, Tu’ru, Wonr, Jubla i San’na nie wykazywali uzależnień aż w takim stanie, ale byli za to wyjątkowo zdeterminowani by dokuczać najmłodszemu bratu. Jednak to nie te nieprzyjemności sprawiały że Siv’ar nie mógł ich wszystkich znieść. Nie, tym, w jego oczach, było ich bezwzględne posłuszeństwo dla rodziców. Zirna i Win’bak traktowali całe swoje potomstwo z jednakowym brakiem czułości. Zaniedbywali je, oskarżali o wszystko, od kradzieży monet do bycia powodem kiepskich warunków ich życia i czasem wyżywali na nich fizycznie swą frustrację. Nikt z rodzeństwa nie łudził się że tak wygląda normalna rodzina, ale tylko Siv’ar sprzeciwiał się tej kolei rzeczy. Oczywiście oznaczało to tylko tyle, że dostawał w twarz częściej od innych dzieci, lub czasem nawet od nich. Miało to jednak swój plus, mimo iż młody Jor nie zdawał sobie z tego wtedy sprawy.
Był chuchrem, nie mógł walczyć, więc musiał nauczyć się unikania kłopotów wszelkimi możliwymi sposobami. Uciekanie przed rodzeństwem, chowanie się przed pijanym ojcem na dachu lub wśród starych skrzyń w piwnicy, skradanie się przez pokoje by uniknąć rzucającej naczyniami matki i kłamanie w żywe oczy każdemu kto go prawie przyłapał na gorącym uczynku, oto taktyka przetrwania której nauczył się młody Jor już w rodzinnym domu. Miał więc podstawy działania do swego przyszłego fachu złodzieja, jednak brak mu było jeszcze motywacji. Ta przyszła, gdy ojciec zmuszony był załatwiać sprawy w mieście i na polecenie krzyczącej żony, zabrał ze sobą dzieci.
Sześcioletni wtedy Siv’ar widział miasto pierwszy raz w życiu, i od razu pokochał to miejsce. Wszystkie te masywne budynki, towary na targowiskach, gwar ulicy, robiły na młodym szczurołaku niemałe wrażenie. Do tego, w jego rozumowaniu, miejsce to dawało mnóstwo szans na ucieczkę lub schronienie od kłopotów, ze wszystkimi swymi ciemnymi zaułkami, tawernami, dziurami w płotach i tym żywym morzem wszechrasowego tłumu, przepychającym się po ulicach. Tak więc oczywistym było że kiedy tylko Win’bak kazał ”smarkaczom” czekać w jednym miejscu, Siv’ar wykorzystał to by rozejrzeć się po tym nieznanym dla niego środowisku, kompletnie ignorując przy tym upomnienia i groźby rodzeństwa. Szedł więc razem z nurtem osób, przebiegając pomiędzy nogami (lub po stopach) z głową wpatrzoną we wszystko co rozpościerało się nad nim. Niestety, musiało się sprawdzić wkońcu ulubione powiedzenie ojca: „Kto patrzy w niebo, ten wdepnie w gówno.”
Siv’ar, zajęty akurat podziwianiem noży zawieszonych na straganie, zderzył się z czymś nagle i upadł na ziemię. Po podniesieniu głowy ujrzał przed sobą grubego, ludzkiego chłopca o małych, świdrujących oczach i nieprzyjemnej, pulchnej, piegowatej gębie. Dzieciak był o wiele większy od Jora, który, podnosząc się z ziemi, starał się wybełkotać przeprosiny. Nie zdążył jednak zrobić żadnej z tych czynności, gdy but dziecka trafił go w brzuch, wysyłając szaraka w tył.
Chłopak krzyknął coś w swym języku i postąpił pare kroków do przodu. Dopiero teraz Siv’ar zauważył czterech innych chłopców stojących za plecami agresora. Ten który go kopnął próbował teraz zrobić najgroźniejszą mine jaką potrafił, a jego koledzy uśmiechali się głupkowato. Mały Jor znał te wyrazy twarzy aż za dobrze, widział je wiele razy w szczurzej wersji u swych braci. Wiedział że na tym to sie nie skończy i trzeba działać szybko. W jednym momencie szczurołak rzucił się do ucieczki. Prawie natychmiast usłyszał za sobą radosny okrzyk, chłopięcy znak rozpoczęcia ”łowów”. Siv’ar nie patrzył się za siebie. Nie musiał, znał już ten widok: osoby biegnące z zaciśniętymi pięściami, oddychające ciężko w agresywnym podnieceniu i skupiające swój wzrok tylko na nim. Jorowi zdawało się jednak że da radę bez trudu uciec. Jego mała postura pozwalała mu manewrować pomiędzy ludźmi z łatwością, w przeciwieństwie do goniących go, zmuszonych do przeciskania, przepychania i wpadania na wszystko co stanęło między nimi a ich ofiarą. Siv’ar zaczął odczuwać nawet satysfakcję z całej tej sytuacji. Rozpierała go wręcz duma z tego jak trudny jest do złapania, jakie nędzne są starania dotrzymania mu kroku podejmowane przez tych ludzi. Radość szybko przeminęła kiedy rozkojarzony Jor skręcił w ciemną, długą uliczkę. Na wprost widział ślepy zaułek, stworzony przez ścianę budynku ale dróżka krzyżowała się z inną, tak więc biegł dalej. Złapał ręką róg ściany by nie przewrócić się przy zakręcie w lewo i stanął w miejscu. Kolejny ślepy zaułek. Szybko obrócił się na pięcie i chciał rozpocząć bieg na nowo, jednak ujrzał to samo. Stał teraz na skrzyżowaniu uliczek prowadzących do 3 ślepych zaułków i z tylko jedną drogą wyjścia, zastawioną przez pięciu zdyszanych, złych chłopców. Później Siv’ar zanotował sobie w myśli, że nieznajomość terenu to bardzo zła rzecz, jednak teraz nie miał czasu o tym myśleć.
Cofanie się pod ścianę tylko nieznacznie opóźniło moment kiedy ludzie doszli do Jora. Pierwszy był oczywiście grubas, uderzając szczurołaka prosto w nos. Krew pokapała na kamienny bruk. Na pojedyncze kopniaki i ciosy pozostałych nie trzeba było długo czekać. Siv’ar nie miał szans na ucieczkę, piątka przeciwników zajmowała sobą całą uliczkę. Mógł tylko siedzieć skulony pod ścianą, ochraniając rękoma na przemian głowę i brzuch. Strach jednak był zbyt wielki by po prostu tam siedzieć. Ta sytuacja była inna, w przypadku rodziny wiedział że nie zginie ale tutaj nie miał do czynienia z rodzeństwem czy z ojcem, nie wiedział do czego zdolne są osoby przed nim. Musiał zaryzykować, musiał się stamtąd wydostać. Kiedy herszt chłopięcej bandy odwrócił na chwilę głowę by rozpocząć falę śmiechu wśród swych kompanów, Siv’ar wyskoczył w górę. Brzuch chłopaka stanowił idealne podłoże do wspinaczki, wiec szczurołak szybko znalazł się tuż przy twarzy człowieka i nie tracąc czasu, wgryzł mu się w prawy policzek. Chłopiec krzyknął z bólu na całe gardło kiedy Siv’ar odrywał zębami kawałek jego twarzy. Inni cofnęli się nie wiedząc co robić. Przywódca bandy klęczał teraz trzymając się za ranę a Jor stał obok niego, wypluwając krew i kawałek mięsa. W końcu jeden z kolegów, niski wyglądający najmłodziej blondas, otrząsnął się z szoku i ruszył na Siv’ara . Szczurołak działał teraz instynktownie, zerwał woreczek uwieszony u pasa rannego. Była to długa sakwa, mająca na dnie jakąś ciężką zawartość, idealna prowizoryczna broń. Wskoczył na ramiona grubego chłopca i zamachnął się sakwą w twarz atakującego. Trafił idealnie w jego oko. Blond-włosy, zasyczał przekleństwem przez zęby i przesunął się w lewo, wpadając na swego kolegę. Teraz Siv’ar miał swoją szansę, widział drogę wyjścia i ruszył sprintem ku niej. Nie usłyszał za sobą krzyków, ale mimo to biegł dalej. Rozejrzał się dopiero kiedy znalazł kryjówkę za skrzyniami, leżącymi obok jakiegoś magazynu.
Nie widział swoich prześladowców, pewnie wcale za nim nie pobiegli, bardziej martwiąc się poszkodowanymi. Siv’ar osunął się na ziemię. Leżał w kałuży ale to go nie obchodziło, musiał odpocząć, złapać oddech. Miasto nagle straciło swój cały urok. Wszędzie jest zmuszony do biegu, do ucieczki, nawet tutaj. Nie było ani jednej rzeczy rekompensującej tego co właśnie przeżył. Jor przewrócił sie na bok. Równocześnie usłyszał metaliczny brzęk i poczuł że wciąż trzyma coś w dłoni. Spuścił wzrok i zdał sobie sprawę że wciąż posiada swą ”morderczą” sakwę. Z całych tych nerwów na śmierć o niej zapomniał. Jor podniósł lekko głowę, położył worek przed sobą, rozwiązał sznurek i zajrzał do środka. Monety! Natychmiast znalazł się w pozycji siedzącej i wsunął rękę do środka wyciągając jedną z jego nowych własności. Okrągła, lśniąca moneta. Siv’ar nigdy nie miał żadnej w ręku. Widział co prawda je u rodziców, ale nie pozwalali oni nikomu ich dotykać, nosząc je zawsze przy sobie. A teraz, Siv’ar miał własne! Posiadanie tych metalowych krążków było dla niego niesamowite. Zapomniał nagle o bólu, wstał na równe nogi i zaczął je przeliczać. Nie było tego wiele, ale wtedy ta garstka monet wydawała się być dla niego fortuną. Postanowił zrekompensować sobie trudy tego dnia na targowisku. Po drodze rozglądał się za ludzkimi dzieciakami, ale nie widział ich nigdzie i już nigdy ich nie spotkał.
Siv’ar nigdy nie zapomni smaku pierwszej rzeczy jaką kupił: jabłka. Było to najlepsze jabłko świata: świeże, duże, soczyste, słodkie i co najważniejsze, kupione za cudze pieniądze! Smak tego jabłka stał się smakiem nowo odkrytej, życiowej motywacji przyszłego złodziejaszka, dążenie do powiększania zawartości swej sakwy własnością innych. Od tamtego momentu Jor starał się kraść monety i rzeczy które mogły by mu się przydać przy każdej możliwej okazji. Miasto było za daleko by do niego jechać, więc trenował na kupcach przyjeżdżających do Dury. Lekcje te były trudne, raz nawet zaowocowały utratą końcówki ogona w przypadku wyjątkowo wkurzonego krasnoluda, ale uczyły wiele. Siv’ar wiedział jednak że Dura nie da mu tych samych możliwości co miasto, więc w końcu zaczął się szykować na opuszczenie rodzinnego, szczurzego gniazda by w wieku 16 lat odejść raz na zawszę. Obeszło się bez pożegnań, ojca znów nie było, matka spała na stole, reszta rodzeństwa robiła swoje rzeczy. Nikt pewnie nie zauważy przez wiele miesięcy (o ile w ogóle zauważą) że ich najmłodszy członek rodziny się już więcej nie pojawia. Teraz Szary Jor rusza przed siebie, w końcu wolny do odkrycia świata i wszystkich okazji które wpadną do jego lepkich łap.
Udźwig: 5 (50)
- Aktualny: 16,6kg (kara -6 do testów i współczynników opartych na refleksie, zręczności i do testów w których używa się atrybutu siły)
CECHY
Odporność na choroby
Odporność na temperaturę (+5)
Odporność na trucizny (+5)
Odrastające zęby
Pazury
Poduszki na stopach
Przeciskanie się
Szybkość (+1)
Widzenie w ciemności
Wola przeżycia
Zapamiętanie drogi
Zmysł węchu
Żer
Biegłość w zbroi lekkiej
Lepkie ręce
Otwieranie zamków
Rozbrajanie pułapek
Ucieczka
Wtopienie się w tłum
Wady:
- Chucherko
- Skąpiec
ZDOLNOŚCI
Bystry Kłamca I
Błyskawiczne dobywanie
Czujność I
UMIEJĘTNOŚCI Biegłości:
Akrobatyka Poziom 1 - Test = k20 + Re:20 + Poz.1 = k20 + 21
Kradzież kieszonkowa Poziom 2 - Test = k20 + Zr:20 + Poz.2 + 5 = k20 + 27
Otwieranie zamków Poziom 1 - Test = k20 + (0,5 In):6 + (0,5 Zr):10 + Poz.1 = k20 + 17
Skradanie się Poziom 2 - Test = k20 + Re:20 + Poz.2 + 10 = k20 + 32
Ukrywanie się Poziom 3 - Test = k20 + (0,5 Re):10 + (0,5 Zr):10 + Poz.3 = k20 + 23
Wycena Poziom 1 - Test = k20 + In:11 + Poz.1 = k20 + 12
Władanie: Broń biała: Sztylety Poziom 2 - Test = k20 + Zr:20 + Poz.2 = k20 + 22
Władanie: Broń miotana: Noże do rzucania Poziom 1 - Test = k20 + Zr:20 + Poz.1 = k20 + 21 Fałszerstwo Gra na instrumentach (1) Rozbrajanie pułapek Sztuka (2) Umiejętność (6) Unik Wiedza (2) Współczynnik: Inicjatywa Współczynnik: Obrona Współczynnik: Roztropność Władanie: Broń biała (2) Władanie: Broń miotana (2) Władanie: Broń strzelecka (3) Zakładanie pułapek Zmysł (1) Zmysł: undefined Poziom 0 - Test = k20 + Pe:17 + 2 + 2 = k20 + 21
Bez biegłości:
Blefowanie Poziom 2 - Test = k20 + Ch:15 + Poz.2 + 5 = k20 + 22
CZARY brak
EKWIPUNEK
(Razem: 16,6 kg) Wartość dóbr do zakupu: 199
Ubrania: 2 kg
Pas skórzany W: 0,2 kg
Płaszcz z kapturem W: 1 kg
Prosta koszula W: 0,3 kg - 9
Spodnie długie W: 0,5 kg - 8
Broń: 1,9 Kg
Pospolity nóż do rzucania x3: Nóż do rzucania: Miotane; SO: średnie - cięte, kłute;
Cechy: Krwawienie, Walka wręcz: Nóż do rzucania może zostać użyty jak zwykły nóż do walki wręcz, wszelako brak odpowiedniego uchwytu powoduje, iż broń ta w takiej sytuacji otrzymuje karę -5 do testów ataku (broń traktuje się tak, jakby była nieprzystosowaną do tego typu walki zgodnie z zasadami mechaniki). 3x Średnie // Tra: +1 // Obr: 3k8 // PI: 8 // Zas: 15m + Si // W: 1,5 kg (0,5 x3)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum