- No, smacznego! Tego Talina to też miasto nosi na ustach na równi z twoim imieniem!
Wieczór minął jak z bicza strzelił. Zjedli i praktycznie od razu wrócili do swych komnat, zmorzeni treningiem. Ethan położył się i zasnął od razu, ledwo zdążając się rozebrać.
* * *
Następne kilka dni upłynęło równie szybko.
Drugiego dnia poświęcili tylko chwilę na walkę. Ethan rozprawił się z jednym krasnoludem i z dwoma innymi przegrał, acz widać było, że Harn wysłał przeciwko niemu jednych z lepszych wojaków. Jeden z tych dwóch to Silny Gren, o którym wspominał Pat: umięśniony, powolny, acz morderczo wymachujący mieczem osiłek, a przy tym nader sympatyczny i honorowy w walce. Imienia drugiego z krasnoludów nie znał, ale jego taktyka polegała na zwinności, podobnie jak taktyka Cebularza, oddając inicjatywę i posiłkując się długim mieczem oraz tarczą. Czekał, aż jego oponent zaatakuje, a następnie wyprowadzał diabelnie skuteczną kontrę, wytrącając tarczą broń, grunt pod stopami i niekiedy zęby, gdyby tylko była to prawdziwa walka. Jego charakterek pozostawiał wiele do życzenia: pysznił się zwycięstwem i, czekając na aplauz znajomków, niekiedy starał się bawić ze swoim przeciwnikiem, nie uznając tego, że leży on na ziemi i pragnie zaprzestać walki.
Resztę dnia spędzili na iście katorżniczych ćwiczeniach. Pod koniec wieczora Ethan zdał sobie sprawę z istnienia mięśni, o których nie miał pojęcia. Każdy z nich, bez wyjątku, promieniował bólem, acz był to ten rodzaj bólu pełen satysfakcji, że dzień nie poszedł na marne, a każdy kolejny przybliża go do doskonałości.
Trzeci dzień polegał głównie na pojedynkach. Ethanowi udało się pokonać Silnego Grena i dwóch innych, przegrywając zaś z Zegrinem, krasnoludem, którego pokonał dnia pierwszego. Ale po obiedzie radził sobie coraz lepiej. Każda kolejna walka przychodziła z większym trudem, głównie z powodu zmęczenia, którego krasnoludy zdawały się w ogóle nie odczuwać. I tak po kolei dostawał po głowie, czasami dając sobie radę z mniej wymagającymi oponentami. Pat z kolei wyglądał jak z grobu wyjęty i podobnie też się poruszał. Kobieta natomiast aż do wieczora pozostawała niezmordowana, skutecznie pojedynkując się ze swoimi przeciwnikami. Nie wygrywała zawsze, co prawda, a mieczem operowała gorzej, niźli Ethan, ale był to niezły wynik jak na kobietę.
Ethan szybko popadł w rutynę i wpoił sobie codzienny cykl zajęć. Czwartego dnia jego organizm protestował, ale mimo to zmuszał się do dalszego treningu. Wtedy też skonfrontował się z Patem, który jego zdaniem był znacznie słabszym miecznikiem od większości ćwiczących na placu. Mimo to, stanęli przeciwko sobie. On uzbrojony w miecz i tarczę, a Ethan w sam miecz. Pat patrzył się w niego mieszanym spojrzeniem, pełnym niepewności i radości, że wreszcie będą mieli szansę skrzyżować miecze.
- No to co, pokaż, jak walczysz! Tylko bez taryfy ulgowej!
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2015-03-22, 16:11
Trochę czasu minęło i już się czuł lepiej, trening rozwijał go ciężką pracą a rutyna zaczęła wchodzi w rytm życia Ethana. Wciąż jednak czekał na jakąś misję, gdyby był elfem mógłby powiedzieć że może poczekać bo ma wieki na to ale w życiu człowieka ważny jest każdy dzień.
A dzisiaj jego przeciwnikiem był nowy kompan, Patt. Miał tarczę i miecz, może nie miał świetnych umiejętności ale Ethan wiedział też że nie jest to słabiak więc postanowił się skoncentrować. Zamierzał popracować nad swoją walką i swoimi atutami.
- Nie jestem tak dobry by musieć dawać taryfę ulgową. Nie oczekuj więc fajerwerków hehe.
Ethan uśmiechnął się, chwycił mocniej miecz w obu rękach i ruszył do ataku. Najpierw zaatakował oponenta szybkim ciosem w boku a następnie przygotowywał się do parowania. Ciekawe jak Pat będzie dzisiaj walczyć. Zdążył już go polubić, pomógł mu w oswojeniu się.
Ludzie i krasnoludy raźnie walczyli, a Harn krążył wokół nich i krzykiem korygował postawy walczących.
- Machasz tym mieczem jak cepem! - skrytykował jakiegoś krasnoludzkiego rębacza. - Tarcza wyżej, Pat, masz osłaniać swoją parszywą mordę, a nie jajka! Tych to i tak już dawno się wyzbyłeś! No, jazda!
Ethan wyjątkowo nie oberwał komentarzem. Może dlatego, że jego przeciwnik był łatwiejszym celem, bo zawsze istniało coś, co nie podobało się w nim Panu Cebularzowi. Nie, żeby kiedykolwiek pochwalił kogoś za dobrą walkę. Najlepszym pochlebstwem było milczenie.
Pat uniósł tarczę wyżej, ale nadal za nisko, jak dla Ethana. Ręka z wysiłkiem podnosiła ciężką osłonę, albo właściciel po prostu starał się miarkować wysiłek, by nie paść na wznak ze zmęczenia przed nastaniem wieczoru. Aczkolwiek z reguły tak czy siak pada trupem, czy stara się bardziej, czy też nie.
Ethan zaszarżował. Był szybszy i pewniejszy na nogach, a jego nagły atak kompletnie zaskoczył Pata i ten tylko cudem zdołał wywinąć tarczą tak, że miecz zahaczył o jej krawędź i poleciał dalej. Wybiło to co prawda tarczownika z rytmu znacznie mocniej, aniżeli atakującego, przez co kontratak, wyprowadzany na chwiejnie stąpających nogach, za opór znalazł tylko powietrze. Ethan nie musiał się szczególnie wysilać, by uniknąć tego godnego pożałowania cięcia.
Pat uśmiechnął się, powracając do stabilnej pozycji defensywnej. Spróbował zamłynkować pokazowo mieczem, ale jelec zakleszczył się w jego dłoni i zatrzymał brutalnie. Harn skomentował ten czyn w niewyuzdanych słowach, ale Pat nie zdawał się przejmować. Przywykł.
- Dalej, druga wymiana ciosów! Jeszcze złoję ci skórę!
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2015-03-24, 17:49
Tarcza powstrzymała w jego opinii bardzo dobry cios a on sam nie musiał zbytnio blokować ciosu. Pokazy Pata wywołały tylko śmiech, Ethan jednak dalej trwał w bojowej pozie.
Ethan odrzekł przed kontynuacją walki tylko:
- Życzę szczęścia.
Następnie przygotowywał się do sparowania następnego ciosu by po tym wykonać kontrę. Tarcza może mu ostatnim razem pomogła ale od wszystkiego nie uchroni. Do tego zamierzał wyciągnąć sztylet, czas trochę to urozmaicić.
Szczęście nie dopisywało Ethanowi, a pierwsza runda zakończyła się nieprzyjemnym dla niego remisem. Pat był słabszy i nie ulegało wątpliwości, kto mógł być rad z braku istotnych zmian po pierwszej wymianie ciosów.
A tym razem to on oddał inicjatywę, by następnie odwinąć się w kontrataku. Przeciwnik ruszył na niego, przestąpił prawą stopą do przodu i surowym wyciągnięciem dłoni, nagle i niespodziewanie, wykonał szybki i silny sztych, który poleciał prosto na klatkę piersiową Ethana.
Sparował w ostatniej chwili, z niemałym trudem. Miecze pocałowały się w połowie długości jednego i na końcówce drugiego. Ethan silnie naparł na oręż, przeniósł ciężar ciała na lewą stronę, odsunął zagrożenie wytrącając miecz Pata na bok, a następnie, wiedziony impetem, wykonał szybki półpiruet i skontrował od dołu, poprzecznie, tnąc po nogach. Pat nie miał najmniejszych szans. Stracił równowagę, majtnął źle ułożoną tarczą i zwalił się na plecy. Mimo miecza ćwiczebnego trudno było nie odnieść wrażenia, że do wieczora Pat zyska kolejny piękny purpurowy siniec do kolekcji. Wyciągnięty sztylet mógł trochę urozmaicić pojedynek, ale w tym momencie do walki, jak zawsze, wtrącił się Harn.
- Dość! Koniec! - machnął rękami jak dwoma wiatrakami, przystępując na zbyt bliską jak dla Ethana odległość. - Starczy tego pośmiewiska! Pat! Jesteś tu tyle czasu, a gówno z twojego postępu! Z miotłą ci ganiać, nie z mieczem! Wstawaj, już!
Garść krasnoludów przerwała trening. Wpatrzeni byli w scenkę odgrywaną właśnie przed Ethanem. Nie tłumili śmiechów. Pat wstał, wypluł piach i poszukał leżącego miecza.
- Ej, ty! - krzyknął Harn tak głośno, jakby mówił do kogoś na pierwszym poziomie Gwynn. - Raszka! Chodź tu!
Kobieta usłuchała. Przyszła bez słowa, nie oglądając się za swoim dotychczasowym partnerem.
- Weź przynajmniej ty mnie nie rozczaruj! - warknął Harn, przyzwalając na rozpoczęcie pojedynku. Pat stanął gdzieś z boku, masując obolałą nogę.
Raszka spojrzała na Ethana. Po raz pierwszy. Głębia jej ciemnozielonych oczu doskonale współgrała z płomienistymi, obecnie przewiązanymi szarfą włosami, a piegi na twarzy tylko podkreślały całość. Mimo potu lejącego się po twarzy była bardzo piękna, a skórzany kombinezon podkreślał to, co podkreślania było warte.
Jednak jej zachowanie przekreślało całą tę aurę powabu. Unosiła głowę wysoko i dumnie, z rezygnacją spoglądając na Ethana, jakby miała mierzyć się z kimś gorszego sortu.
W dłoniach ściskała dwa krótkie miecze. I bez słowa ruszyła do ataku.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2015-03-25, 15:35
Przynajmniej kolejna runda przebiegła lepiej, udało mu się sparować i wykonać dobry kontratak. Jego towarzysz widać było że nie był uzdolniony, znowu dostał po uszach od Cebularza. Tymczasem kolejnym jego przeciwnikiem była...tajemnicza Raszka. Mimo całego swojego piękna sprawiła że atmosfera była napięta i bojowa a ona sama już się szykowała do ataku. Czas sprawdzić umiejętności.
Ethan przygotował się do parowania a następnie sam uderzył najpierw mieczem a potem sztyletem. Postanowił spróbować czegoś nowego w pewnym sensie, umiał walczyć sztyletem mimo tego że preferował miecz ale jakoś rzadko używał obu broni. Uznał jednak że jeśli ma się rozwijać to nie może stać w miejscu i nie próbować nowych manewrów.
Raszka była szybka. I zwinna. W mig skróciła dystans dzielący ją i Ethana i jako pierwsza zaatakowała. Zawirowała jak w tańcu, tnąc dwoma mieczami w tym samym czasie, na skos, przez siebie. Nie było możliwości, by jednocześnie sparować oba cięcia i na to właśnie mogła liczyć kobieta. Jej przeciwnik nie ustępował jej jednak umiejętnościami, z gracją i satysfakcjonującym metalicznym dźwiękiem odbijając cios prawym mieczem, a boleśnie przyjmując na ciało miecz lewy.
Nie bolało tak bardzo, jak przypuszczał. Miecz krótki był szybszy, ale przypłacał swoją szybkość siłą ciosu. A w wykonaniu przeciwniczki ten cios był bardzo, bardzo słaby. Taki, no, damski. Zbroja zaabsorbowała większość impetu, a i ze zwykłym mieczem poradziłaby sobie bardzo dobrze.
Wtedy przyszła kolej na kontratak Ethana. Jego wymachy, jak przy Pacie wydawały się być wyprowadzane z błyskawiczną szybkością, tak przy Raszce były powolne i ślamazarne. Aż trudno było pomyśleć, jakimi epitetami należało okrasić ruchliwość Pata w pojedynku z Raszką.
Była przygotowana na cios i natychmiast wykonała wyuczony, instynktowny zwód. Ale Ethan nie dał się nabrać. Doskonale wiedział, co wykona zaraz kobieta i brutalnie to wykorzystał, trafiając ją prosto między piersi prostym, dokładnym pchnięciem. Kobieta zatrząsnęła się, parsknęła głośno, przyjmując impet, po czym nagle, bez refleksji, zaatakowała ponownie. Ethan nie miał kiedy sparować czy odskoczyć. Dwa ostrza poszybowały na niego, chlastając od dołu do góry, przejeżdżając po zbroi i nie trafiając w żadne odkryte miejsca, nie wywołując też dotkliwszych obrażeń, nawet nie po części takich, jakie on mógł jej wywołać poprzednim ciosem. Chociaż mimo to radziła sobie zaskakująco dobrze jak na kogoś, komu przeznaczone jest prząść i rodzić dzieci.
Wtedy, po raz kolejny, okazję na atak wyczuł Ethan, blefując mieczem i z zaskoczenia tnąc sztyletem. Opłaciło się. Raszka nie wyczuła w porę manewru i po raz kolejny skonfrontowała się z bronią przeciwnika w sposób somatyczny. Zaklęła cicho.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2015-03-25, 17:52
Dobrze mu na razie idzie, Raszka była utalentowana ale można było ją rozpracować. Ethan postanowił wykorzystać teraz swój ulubiony manewr i rozbroić przeciwnika w tym wypadku nie z jednej ale z dwóch broni. Następnie wykonał szybki cios sztyletem by dokończyć dzieła. Jeśli wszystko by się udało to był by w dobrej sytuacji a jeśli nie to będzie myśleć nad kolejnymi działaniami.
[...]Rozbrojenie mieczem
Rozbrojenie mieczem
Atak sztyletem.
Walczyli w ciszy, nie komentując swojego pojedynku, za towarzystwo mając jedynie dźwięki swoich i cudzych mieczy, ciężkie oddechy otaczających ich krasnoludów i gardłowe ich jęki przy wyprowadzaniu, parowaniu bądź otrzymywaniu ciosów.
A oni milczeli. Nawet, gdy ktoś został trafiony, wydawał z siebie najwyżej cichy stęk. Ale poza tym - cisza.
Raszka znowu zaatakowała jako pierwsza, wściekła po niedawnym ataku ze strony Ethana. Wściekła czy to na siebie, czy na niego - tego nie mógł wiedzieć nikt prócz niej samej. Odszyfrowywanie kobiecej logiki zakrawało o cud i spędzało sen z powiek uczonym, a próba podołania temu problemowi w samym środku walki zdawało się być tyle odważne, co po prostu niemożliwe.
Mężczyzna przestawił się na ofensywę. Nie zastanawiał się nad parowaniem słabych kobiecych ciosów, tylko myślał dalekosiężnie, by całkowicie wykluczyć oponentkę z gry. Tak więc kobieta zawirowała raz jeszcze, szybciej i agresywniej aniżeli poprzednio. I tym razem nie zaatakowała krzyżowo, a bocznie, wykorzystując niosący nią impet i chlastając przeciwnika równo szybkimi, acz potężnymi poziomymi cięciami, zaskakująco skutecznymi tym razem. Bo pomimo ciągłego spotykania się ze szczelną zbroją, uderzenia były znaczące. Na nieuzbrojonym celu już taki jeden atak wystarczyłby, by poszła zarówno aorta, jak i pachwina. Bo kobieta walczyła celnie i trudno było o to, by celowała w mniej newralgiczne miejsca.
Ale Ethan nie był nieuzbrojonym celem i dał o tym przypomnienie. Wyćwiczonym manewrem wybił Raszce broń na bok, na nieosiągalną w tak gwałtownie prowadzonej walce odległość. Kobieta zeźliła się raz jeszcze, chwyciła miecz oburącz i zaatakowała.
- Giń! Zdychaj wreszcie! - wykrzyknęła w morderczym szale.
Miecz trafił bezbłędnie, choć znów w niezmordowaną brygantynę. Nie oznaczało to jednak, że Ethan nie poczuł bolesnego ukłucia w klatce piersiowej, odbierając na ułamek sekundy dech w płucach. Na ułamek sekundy, bo po tym ułamku, bez patyczkowania się, tylko szybko i sprawnie rozbroił kobietę po raz drugi. Tak nagle, że ta tylko rozdziawiła lekko w zdumieniu usta.
- A niech cię! - wysapała. I rzuciła się na Ethana. Wywinęła się zwinnie, wyminęła prowizorycznie skleconą linię obrony, chwyciła go za ramię, podstawiła nogę i nieprzewidywalnie silnym pchnięciem pozbawiła oponenta gruntu pod stopami. Ten upadł na plecy, acz oręża z dłoni nie wypuścił.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2015-03-26, 17:07
Ethan najpierw ucieszył się że udało mu się rozbroić przeciwnika by następnie zostać zaskoczonym i upaść na ziemie. Raszka była widocznie wściekła bo zachowywała się jak wojak z karczmy którego obrażono. Może to duma, może to jej dziwna natura a może po prostu trafił na "ten" okres u kobiet. Ważne było to że leżał na ziemi a Raszka nie zamierzała poprzestać. Nie wiedział zbytnio co robić bo musiał jakoś sprawić że jego oponentka uzna koniec walki ale też normalne środki które by zastosował nie były raczej wskazane. Postanowił więc najpierw powrócić do stojącej pozycji by następnie okiełznać sytuacje. Nie wiedział co postanowi zrobić Raszka i jak dobra jest w walce bez mieczy więc obecnie miał niezbyt dużo informacji.
Wstał a gdy już wstał to zaatakował najpierw mieczem a potem atakował sztyletem. Czas sprawdzić na co jeszcze stać jego przeciwnika.
[...]Powstawanie
Atak mieczem
Atak sztyletem
Atak sztyletem
Duma czy specyficzny cykliczny okres w życiu każdej kobiety, ważne, że oddziaływał na jej sposób walki. A sposób ten był agresywny, niemalże niczym wprawiony w berserk Dalin, ona tak samo gwałtownie rzucała się i z równym fanatyzmem starała się doprowadzić do zakończenia walki na jej korzyść, nieważne, jakim kosztem.
I nim Ethan zdołał obeznać się w sytuacji po upadku tudzież wstać, Raszka po raz kolejny go uprzedziła. Piekielnie zwinnie skróciła dystans ich dzielący, skoczyła na niego i kolanami przydusiła go do ziemi, rękami łapiąc za nadgarstki wojownika, skutecznie uniemożliwiając mu wyprowadzenie planowanego manewru. Ciężar kobiety tylko powiększał motoryczny paraliż kończyn Ethana, aczkolwiek siła, z jaką zawierała swe dłonie na nim wskazywała, że może i pod względem refleksu górowała, ale w starciu siłowym nie wydawała się już tak pewna siebie.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2015-04-08, 18:15
"Dziwactwo" pomyślał Ethan, zaczął uwalniać się z uścisków a następnie uderzył kobietę sztyletem. Po pierwszym ciosie nastąpiły kolejne, nie wiedział jak uporać się z tą dzikuską ale parę ciosów powinno pomóc a jak nie to się coś wymyśli. Tą walkę chciał już zakończyć.
Kobieta nie mogła dorównać mu siłą, i chociaż to on znajdował się w gorszej pozycji, z łopatkami wkopanymi w zroszony potem piach, to nie dawał za wygraną. Już pierwsze szarpnięcia wykazały, jak delikatną osobę ma za przeciwnika. Nie minęła chwila, a wykręcił lewą dłoń w skutecznym manewrze uwolnienia ręki, po czym szybko i bezceremonialnie przywalił w kobiecą gębę. Przywalił, bo zwykłe "uderzył" nie opisywałoby rzetelnie tego, co zaszło. Mimo ćwiczebnej, stępionej do granic możliwości broni twarz Raszki nie wytrzymała, coś tam chrupnęło, a nos wybuchnął strumieniem lepkiej, ciepłej posoki, która powoli spływała po ustach u żuchwie Raszki.
- Skurwiel, jesteś już trupem! - wykrzyknęła, nie zluźniając uścisku na drugiej dłoni, wciąż pieczętującej prawicę Ethana.
Nie odpuszczała. Drugą, wolną ręką sięgnęła do cholewy. Ethan nie widział dokładnie. Krew skapywała rzadkimi kroplami na jego tors, mieszając się z piachem wzbitym w powietrze po upadku. Wtem coś błysnęło w powietrzu. Długi, metaliczny obiekt. Sztylet. Definitywnie nie ćwiczebny, za to perfekcyjnie naostrzony i śmiertelny. Kobieta zamachnęła się, ze wściekłą satysfakcją w oczach.
Ktoś chwycił ją za nadgarstek i boleśnie wykręcił, tak, że Raszka cała sobą poleciała jak długa na ziemię, twarzą ryjąc w piachu tłumiącym nadciągające kanonady wulgaryzmów.
- Kurwa, co wy tu odpierdalacie?
Nietrudno było się domyślić, kim była owa interwencyjna persona. Harn przygniótł obcasem wciąż zaciśniętą na sztylecie dłoń kobiety, tak silnie, że ta krzyknęła z bólu, aż w końcu nie wypuściła żelaza. Ethan rozejrzał się. Znów udało mu się przyciągnąć niemałą atencję ćwiczebnego anturażu. Mało kto kontynuował walkę, wszyscy jak jeden mąż wpatrzeni byli w dziko wijącą się kobietę, niczym rybę wyrzuconą na brzeg rzeki.
- Już do cna was popierdoliło! - wyrzucił z siebie Harn, podnosząc sztylet. - Broń ostra? Kurwa, znowu, Raszka?! Powiedz wprost, czy ty chcesz pozabijać wszystkich moich ludzi? Pierdolone baby! - wykrzyknął i zamachnął się. Kopnął kobietę pod żebra, tak mocno, że ta wywinęła w powietrzu i padła na wznak, na plecy, łapiąc się za brzuch i usilnie próbując złapać oddech.
- Nic ci nie jest? - spytał Pat, podchodząc do Ethana i wyciągając do niego dłoń. - Nie jesteś pierwszym, którego chciała tak urządzić.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2015-04-13, 20:52
"Dzikuska"
Tylko tyle mógł Ethan pomyśleć w tym szoku, po tym jak obezwładniono jego przeciwnika wstał a następnie odpowiedział na pytanie Pata który się pojawił.
- Nie martw się o mnie, lepiej martw się o nią. I co do cholery znaczy nie jesteś pierwszy, ona próbuje was zabić a wy jesteście popierdoleni i ją tu trzym acie? A teraz wybacz, muszę ochłonąć po tej dzikusce, nie sądziłem że znajdę tutaj coś takiego.
Ethan ogarnął się i skierował do łaźni, potrzebował się rozluźnić. Po drodze splunął w twarz Raszce która na początku była tajemniczo interesująca ale teraz stała się tajemniczo niebezpieczna.
- No... - zająknął się Pat. - Tego, wcześniej miała akurat na pieńku z takim jednym krasnoludem, co ją zbrukał srogo, ale to było przewidywalne, wiedzieliśmy, że coś się kroi. Ale teraz...
Ethan odszedł, zostawiając za sobą cały rozgardiasz. Po całym zajściu kąpiel była jak znalazł. Gorąca, przyjemna woda pochłaniała wszystkie negatywne emocje, jakie opanowały wojownika. Wypłukały gniew i zmęczenie, zostawiając tylko spokój i ciszę. Siedział i zażywał kąpieli w samotności, w towarzystwie dwóch krzątających się i służących parobków.
Nie był pewien, jak długo to trwało. W końcu ktoś podszedł do niego, jeden ze służących, chudy, ciemnowłosy młodzik, krasnolud służący za gońca, często widywany na terenie zamku w bardziej lub mniej wymuszonym biegu, a nigdy w pozycji statycznej, chyba że akurat odbierał polecenia. Ethan nie znał jego imienia i pewnie nawet nie była to nawet istotna wiedza; krasnolud owy był jednym z wielu tych szarych, wtapiających się chłopków wykonujących bardziej pospolite prace i doskonale wtapiające się w otoczenie.
Młodzik przystanął nad nim. Odchrząknął, założył ręce za plecy, wypiął pierś i wydeklamował:
- Czcigodny pan Harn wzywa Ethana do natychmiastowego zjawienia się na polu ćwiczebnym.
A po tych słowach poszedł, czy raczej pobiegł w sobie tylko znaną stronę.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2015-04-19, 00:27
Ethan odprężył się i pozbył się negatywnych emocji, gdy tak odpoczywał młodzik podszedł do niego i poinformował o tym że ma się stawić na polu ćwiczebnym. Ethan więc przygotował się do wyjścia i udał się na miejsce. Ciekawe co jeszcze ten dzień przyniesie, może informacje o jakiejś misji wreszcie.
Ethan posłusznie, acz z wielką niechęcią podniósł się, wytarł z wody, odział i ruszył na plac. Gdy tylko wychodził, w wejściu minął się z grupą akurat wracających z treningu wojaków. Na jego widok roześmiali się. Wszyscy, prócz Pata, który spojrzał nań z politowaniem. Cokolwiek miało to znaczyć, wyjaśniło się w następnych paru minutach.
Plac był pusty. Harn siedział na pobliskiej ławce, bawiąc się zdobycznym sztyletem - tym samym, który zabrał Raszce, nim ta zdołała go użyć. Gdy tylko ujrzał człowieka, stanowczym i niewymuszonym ruchem dłoni nakazał podejść naprzeciw.
- Widzę - zaczął mówić, nie spuszczając oczu ze sztyletu utkwionego pomiędzy dłonią a palcem drugiej dłoni - że nie minął tydzień, a ty i Raszka macie już ze sobą na pieńku.
Podniósł wzrok. I wstał.
- Od początku wiedziałem, że będą z tobą problemy. I nawet nie zdziwiłem się, że twoja buńczuczna natura da o sobie znać prędzej czy później. Ale to nic, w końcu nikt nie jest doskonały, prawda? - uśmiechnął się, co nadało jego twarzy groteskowy wyraz. - Konflikty to rzecz normalna i w dupie mam, o co poszło. Ale wiesz, dlaczego cię wezwałem? - uśmiech momentalnie zrzedł, zastąpiony przez standardowe zasępienie. - Bo ot tak spierdoliłeś z ćwiczeń, uważając, że drobny eksces jest wystarczającym powodem do tego, by dać nogę. Posłuchaj sobie dokładnie - skierował w jego stronę palec - u mnie nikt nie spierdala z treningów. Nikt nawet nie myśli o sprzeciwie. Możesz sobie być bohaterem Gwynn, ale dla mnie pozostaniesz nikim, dopóki nie dowiedziesz swojej wartości.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum