TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[Legenda] Krew i Szlam
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2014-10-15, 18:12   [Legenda] Krew i Szlam




Szlam i krew
Legenda Sarr’tasa i Finegra





Ostatnie lata przyniosły sporo zmian dla mieszkańców Millden. Najpierw tutejsze trakty i gościńce zadudniły od podkutych podeszw butów imperialnej piechoty. Zagony ciężkiego wojska w ciągu miesiąca zdołały dokonać tego, co nie udało się dekadom podjazdowej wojny z jorami – rozsypane i rozproszone plemiona jaszczuroludzi znalazły się pod jednym berłem jednego władcy. Nieliczne spośród tych najbardziej wojowniczych zostały pokonane w otwartym boju. Inne, bardziej trzeźwo spoglądające na świat, zgodziły się na pewne ustępstwa we własnej wolności kosztem możliwości zachowania dawnych wierzeń i obyczajów. Imperium nigdy nie chciało władać rahami. Po cóż potężnemu imperatorowi tacy obywatele? Imperium potrzebowało bagien, oceanu oraz wszystkiego, co się z nimi wiązało. Wojskowi inżynierowie w ciągu najbliższych lat pokryli bagna siecią dróg, traktów oraz drewnianych mostów stawianych na wysokich palach. Ludzie, wygrawszy jedną wojnę, natychmiast wypowiedzieli drugą, skierowaną przeciwko naturze. Z korzyścią dla Millden i jego populacji. Malutka kamienna strażnica wraz z otaczającymi ją domkami, leżąc w dość ważnym strategicznie i geograficznie miejscu, właściwie z dnia na dzień stała się centrum, z którego towary równym i wartkim strumieniem płynęły zarówno w stronę cywilizowanego świata jak i z niego – ku podmokłym ostępom dziczy. Fortuny powstawały równie szybko, co upadały. Nie brakowało zaś awanturniczych, odważnych dusz gotowych osiedlać się w tej okolicy oraz prowadzić własne juczne karawany z towarami. Millden zaś rozrastało się, niczym spragniona wilgoci gąbka chłonąc ludność, towary oraz idee. Domki rosły jak grzyby po deszczu, a malutka, kamienna strażnica dorobiła się nowych dwóch wieżyczek. Miasteczko otoczono ostrokołem, zaś wojskowy garnizon z pięciu żołdaków zesłanych tu głównie za karę stał się pełnoprawną jednostką wojskową, gotową bronić okolicy nie tylko przed co bardziej agresywnymi rahami, co zwykłymi rabusiami i maruderami.

* * *


Wszystkie te informacje były znane Sarr’tasowi. Młody, spragniony wiedzy rah nie raz i nie dwa, jako przewodnik, zapuszczał się w te rejony. Łowcy z jego plemienia również od czasu do czasu trafiali do Millden by handlować swoją zdobyczą w zamian za jakże pożądane , ludzkie wyroby. Plemię bohatera należało bowiem do tych bardziej postępowych. Położone o niecałe dwa dni drogi od granicy z Imperium świadome było bowiem zarówno zagrożeń płynących ze strony ludzi, jak i korzyści związanych ze współpracą z nimi. I choć używanie stalowych narzędzi było początkowo traktowane ze sporą dozą nieufności, a polowanie na zwierzynę w celach handlowych, a nie tylko na potrzeby zaspokojenia własnego głodu starszyzna uznawała za świętokradztwo – potrzeby większości przeważyły. Plemię, aby przetrwać, musiało się nauczyć współpracować z ludźmi. Tym właśnie miał się tego dnia zająć Sarr’tas. Z polecenia starszego wioski kierował się właśnie bagienną ścieżką pośród wysokich, ponad dwumetrowych traw w stronę Millden. Miał tam na rynku spotkać się z człekiem imieniem Dunnwat. Ciężki, skórzany tobół, który dźwigał bohater na plecach wyładowany był ziołami oraz innymi towarami, które miał mu dostarczyć. Była to zapłata za zakupiony na kredyt zestaw stalowych narzędzi z których plemię Sarr’tasa korzystało już od niecałego miesiąca. Teraz zaś przyszła pora obiecanej zapłaty. Starszy wioski wiedział, jak bardzo bohater lubi wyprawy pośród ludzi, więc pozwolił mu tym razem sfinalizować zapłatę za otrzymany towar. Po dniu wędrówki, Sarr’tas znajdował się jakąś godzinę drogi od Millden i wszystko zwiastowało, że dotrze tam bez większych problemów.

* * *


Nie można natomiast rzec, że Finegr znalazł się w okolicach Millden, ponieważ tego pragnął. Bez wątpienia bowiem sama mieścina, jak i związana z nią historia pozostawały krwawemu elfowi jak najbardziej obojętne. Komunę Finegra rzucił w te rejony bowiem los… los, oraz szlachecki nakaz opuszczenia ostatniego miasta, w którym zagościli na dłużej. Ktoś w końcu dodał dwa do dwóch, że fala drobnych kradzieży, jaka się przezeń przetoczyła to nie jest efekt pojawienia się gildii złodziei, lecz karawany elfów rozbitej u podnóża miejskich murów. A gdy do głosu doszły, jakże liczne w ludzkich społeczeństwach, rasowe uprzedzenia i stereotypy, na efekty nie trzeba było długo czekać. I nie ma dla naszej historii większego znaczenia, że w tym wypadku owe uprzedzenia i stereotypy okazały się być prawdziwe.

Karawana ruszyła więc na zachód, ku bagnom. Ciągnący się na wiele strzeleń z łuku korowód wozów porusza się jednakże powoli, a jego możliwości manewru pozostają silnie ograniczone. Zwyczajem jest zatem, że niezależnie od wozów, we wszystkich kierunkach karawana wysyła również zwiadowców – elfy, których zadaniem jest zbieranie informacji o okolicy, przez którą karawana wędruje. Nie inaczej było tym razem. Finegrowi powiedziano, gdzie planowany jest najbliższy postój komuny oraz przewidywany kierunek dalszego marszu tak, aby nawet po dłuższym odłączeniu był w stanie ją odnaleźć. Sam bohater miał zaś w sercu jedynie jedną misję – być oczami i uszami swojej społeczności. Jeżeli zauważyłby miejsce, w którym mogłaby ona osiąść na dłużej, miał o tym niezwłocznie donieść swoim starszym. W takich oto okolicznościach los rzucił go w okolice Millden. Wyładowane dobrami kolumny widział już z daleka. Na długo przed tym, gdy – idąc brukowaną, stałą drogą – dostrzegł pierwsze smużki dymów unoszących się z kominów ponad miasteczko. Tu kończyło się Imperium, a zaczynała dzicz. Finegr nie mógł wyobrazić sobie lepszego miejsca do rozpytania się o okolicy i zebrania paru wartych powtórzenia plotek. O ile, rzecz jasna, tutejsi nie będą mieli nic przeciwko obecności czerwonego elfa w okolicy.

[...]+1 punkt karmy za rozpoczęcie przygody
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-10-15, 21:02   

Slurp. Slurp. Slurp. Język Saar'tasa mimowolnie kilkakrotnie przejechał po prawej gałce ocznej. Młody rah wędrował ścieżką pośród wysokich bagiennych traw prowadzącą do ludzkiej osady. Z każdym krokiem opanowywało go coraz większe podniecenie, znów będzie mógł zobaczyć tych niezwykłych ludzi, a przy okazji przysłuży się wiosce. Slurp. Slurp. Slurp. Praktycznie na oczach gada ludzie przybyli na bagna i zaczęli je sobie podporządkowywać. Przez podmokłe tereny zaczęli wytyczać trakty, a gdzie niegdzie pojawiły się mosty. Przedsięwzięcie nad wyraz imponujące, co też bezsensowne. Dla Sca'Raha nie istniało nic bardziej absurdalnego. Ludzie poświęcili wiele nakładów sił i środków na coś co i tak przepadnie w bagiennych odmętach. Drewniane bele zgniją i rozpadną się. Kamienie zapadną się i zarosną sitowiem. Mimo to ludzie wciąż to robili, ba zdawać się mogło, że każde ich kolejne dzieło ma prześcignąć następne. Ostatnio nawieźli mnóstwo gruzu i skał, by uformować z nich słupy do nieba. Dziw nad dziwy i nader fascynujący. Ludzie w swym szaleństwie okazywali się również niezwykle przydatni. Współpraca z ludźmi dawała wiele korzyści, plemię Saar'tasa szybko się o tym przekonało. Metalowe narzędzia, które uzyskano na drodze wymiany, okazały się znacznie wytrzymalsze i praktyczniejsze niż te tradycyjne wykonane z kości czy kamienia. Ciężki skórzany tobół na plecak przypominał rahowi o tej umowie. Garść ziół i przeróżnych wioskowych wyrobów nie wydawał się zbyt duży za dostęp do solidnych i niezawodnych narzędzi. Starsi powierzyli Saar'tasowi niezwykle ważne zadanie i zamierzał się z niego wywiązać. Mimo, że droga wydawała się spokojna gad nie tracił czujności. Bacznie obserwował okolice i nasłuchiwał odgłosów zewnątrz. Wysunął język z pyska i wyłapywał zapachy z otoczenia. Sprawdził również czy w okolicy nie znajdują się cieplejsze niż otoczenie obiekty [...]termowizja. Nigdy nie wiadomo czy gdzieś nie czai się skutwiały jor. Jak to mówi, stare wioskowe pożekadło przezorny zawsze ubezpieczony. Slurp. Slurp. Slurp.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-10-15, 21:40   

Jebani ludzie, psia mać.
Przeklinał w duchu tych, którzy przepędzili jego Karawanę z ostatniej lokacji, jak nazywał miejsca gdzie jego rodzina się bogaciła. Gdyby mogli tam zostać jeszcze trochę dłużej, chociaż ze cztery dni... Z każdym wypadem córka rzeźnika pozwalała mu na coraz więcej. Ostatnio nawet wsunął jej rękę pod koszulę i mógł podotykać jej miękkich ciepłych piersi.
Fascynacja obcą rasą była jednak niewystarczająco silna, by mógł ją rozdziewiczyć.
O ile nie kłamała, że jest dziewicą, psia mać.

Tak jak dziewczyna była zauroczona, tak jej ojciec zawsze robił się czerwony i mocniej zaciskał palce na tasaku, gdy go widział w mieście.

Parę dni i rozłożyła by przed nim nogi.

A teraz musiał iść przez jebane pustkowie i szukać nowej lokacji.

Przynajmniej dali radę się trochę wzbogacić. Mieścina nie była wcale mała, a do tego mieszkało w niej parę większych rodzin, których domy miały dwa piętra i piwnice wyładowane jedzeniem, a w każdym pokoju wisiał obraz lub stała metalowa statua.

Chociaż wiedział, że wieprzowina będzie wypełniła przez najbliższy miesiąc jego jadłospis, było to lepsze niż głód, którego doświadczył parę miesięcy temu.

Teraz został wysłany na zwiady, chociaż próbował oszukać starszyznę, że się rozchorował.
Kontakty z osobami spoza karawany były jego najmniej ulubioną czynnością. Najlepsi ludzie, to śpiący ludzie. Nie odzywają się i można spokojnie, po cichu okradać ich domy.

I teraz będę musiał do nich kurwa iść, psia ich mać. Wypytać, co, gdzie i jak najlepiej się zatrzymać.

I tak też zrobił, skierował się w stronę kolumny wozów transportowych. W najlepszym wypadku zwinie jakiegoś srebrniaka z kieszeni jakiegoś nieuważnego handlarza.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2014-10-17, 14:50   

Nikt nie był świadomy czyhających na bagnach niebezpieczeństw, co jaszczurzy tropiciel. Nawet dla kogoś, kto spędził w tym środowisku całe swoje życie, kilkudniowa wędrówka przez moczary mogła okazać się niełatwym i wyczerpującym zajęciem. Kto wie, może właśnie ta kłoda, spokojnie przepływająca przez muliste oczko wodne okaże się gigantycznym aligatorem? A to pnącze, które nerwowym ruchem przed sekundą podróżnik strzepnął z ramienia okaże się dusicielem – mięsożerną rośliną? Saar’tas wolał nie podejmować ryzyka. Był już zbyt blisko celu. Co prawda, ryzyko, iż tak daleko na północ od starej granicy napotka jora było niewielkie. Jeżeli już, to jako członka ludzkiej karawany handlowej. O ile bowiem było mu wiadome, jorza populacja w Millden wynosiła dokładnie zero sztuk. Co prawda pod nowymi rządami Imperium wewnętrzne waśnie pomiędzy jego obywatelami były niemile widziane przez władze i surowo karane, ale mimo wszystko żaden z tych cholernych szczurzych szkodników wolał nie zapuszczać się tak blisko rdzennych terytoriów rahów.

Bohater szybko opuścił błotnistą ścieżkę, którą podążał, wychodząc na brukowaną, kamienną drogę. Grunt tu widocznie był dość stabilny, by pozwolić sobie na podobne konstrukcje. Saar’tas wiedział z własnego doświadczenia, że im dalej na zachód, w stronę morza, tym grunt bardziej obniżał się, czyniąc znacznie niebezpieczniejszym. Tutaj zaś, blisko wschodniej granicy ziemia była bardziej łaskawa, cierpliwie znosząc na swoim grzbiecie nawet ogromne ciężary ludzkich miast.

Po blisko godzinie marszu w ciszy bohater ujrzał pierwsze zabudowania Millden. Wysoko ponad kryte strzechami z bagiennych traw domków wznosiła się kamienna korona wieżyczek strażnicy. Charakterystyczny, ludzki, zapach dało się wyczuć już z daleka. Jeżeli chciał wejść do środka, musiał trzymać się obranego kierunku. Odkąd miasteczko zostało otoczone ostrokołem, wejścia doń nieustannie przy dwóch bramach – wschodniej i zachodniej – pilnowało kilku strażników. Wejście nie wymagało specjalnych pozwoleń i zezwoleń, lecz bohater był świadomy, że przybywających z bagien rahów traktowano tu z pewną dozą ostrożności i pilnie kontrolowano wnoszone przez nich przedmioty.

* * *


Ciężko powiedzieć, co mogło wkurwiać bardziej. Czy był to przykry, ciężki zapach pociągowych zwierząt? Zepsuty oddech wyziewów z ludzkich sadyb? A może generalny hałas i rozgardiasz, jaki zawsze towarzyszył ludzkim miasteczkom? Pyzate, czerwone twarze handlarzy, pokryte kilkudniową warstwą kurzu ze szlaku? Zaniedbane, brzydkie kobiety? Zaiste, wybór był trudny. Finegr nie zdołał nawet przekroczyć granicy Millden by już wiedzieć, że mu się tam nie spodoba. Nawet należąc do rasy pogrążonej w wiecznej pielgrzymce koczowników, potrafił zachować pewne, elfie, standardy życia. Nie ulegało natomiast wątpliwości, iż Millden znacząco od nich odbiegało.

Bohater szybkim, pewnym krokiem zdołał w ciągu godziny marszu dogonić najbliższą karawanę. Składało się na nią sześć wozów krytych materiałowymi plandekami, zaprzężonymi w po dwa konie każda. Nie licząc woźniców, kręciło się wkoło sporo ludu, z czego część z nich była zaskakująco dobrze uzbrojona. Nie wiadomo było do końca, czy Millden było celem ich wędrówki – wozy jechały powoli, zostawiając głębokie ślady na trakcie, co świadczyło o ich pełnym załadunku, czy też może stanowiło jedynie przystanek w dłuższej drodze. Wydaje się jednak, że nie miało to dla bohatera większego znaczenia. Mógłby zaryzykować, że zdoła wskoczyć do któregoś wozu na chybił-trafił, licząc, że znajdzie w nich coś cennego. Niemniej jednak szanse, że zostanie zauważony przez któregoś z członków karawany były niemałe. Dzień był pogodny i jasny, a pojawienie się nowej nie-ludzkiej figury na trakcie zostało już zauważone. Póki co jednak nikt nie kwapił się ani do tego, by go powitać, ani by z nim rozmawiać. Ludzcy handlarze mieli, jak się zdaje, inne sprawy na głowie.

Tymczasem miasteczko zbliżało się z każdym kolejnym krokiem. Bystre elfie oczy szybko zorientowały się, że bohatera czeka zajęcie miejsca w długiej na strzelenie z łuku kolejce. Nawet nie licząc karawany, do której się „dokleił”, przez bramą do Millden piętrzyła się spora grupka ludzi, wozów oraz koni. Każdy zaś cierpliwie musiał odsłużyć swoje u strażników kontrolujących wpuszczanie wszystkich zainteresowanych.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Ervin 
Uwieczniony w Historii
Żniwiarz



Wiek: 31
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 1100
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-10-17, 17:09   

Im bliżej miasta i karawany był, tym bardziej złość przeistaczała się w profesjonalny spokój. Oczywiście, ciągle słońce napierdalało, ludzie śmierdzieli a córka rzeźnika pozostawała dziewicą, jednak z każdym krokiem zbliżał się do powierzonego mu zadania. Nie mógł pozwolić, by jego jak zwykle zły nastrój mógł zaszkodzić jego rodzinie.

Od najmłodszych lat uczono go, że w wykonywaniu każdej pracy trzeba zachować profesjonalizm, niezależnie od tego co się myśli. A Finegr zawsze myślał w taki sposób, że łatwo mógł spierdolić każdą pracę.

Widział kolejkę. Będzie mieć czas na spokojne rozmowy i plotkowanie. W tym drugim nigdy nie był dobry. Nie wychwytywał niektórych niuansów językowych, które ludzie zwykle wplatają, by zawrzeć jakieś ukryte podteksty.

Czerwony elf zrównując się z karawaną, pozdrowił jej tylną straż uniesieniem ręki i cichym powitaniem.

- Skąd to idziecie, panie? - Jego wygląd bardzo pomagał w nawiązaniu kontaktów. Znoszony strój pokazywał, że podróżuje nie od dzisiaj, a jego młodociana twarz, mimo że nie najpiękniejsza, mogła odwrócić uwagę od drowiego sztyletu zatkniętego za pas, przykrytego koszulą. Słowa swoje skierował do pierwszego lepszego człowieka, który zwrócił na niego uwagę. - Zapewne ciężka podróż za wami, nie mylę się?

Wystarczy nakierować podróżnika na właściwy tor, a on już sam opowie Ci historię swojej tułaczki. Ludzie lubią się żalić, jak to ciężko mają.
_________________
W tym roku Sesja znów zaskoczyła studentów


Last.fm
Filmweb
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-10-17, 17:15   

Slurp. Slurp. Slurp. Język Saar'tasa po raz kolejny przejechał po gałkach ocznych przed którymi pojawił się pocieszający widok ludzkiej osady. Gad zasyczał radośnie, gdyż końcówką języka wyczuł dobrze mu znany zapach ludzi. Długa wędrówka w końcu zbliżała się ku końcowi i jak na razie minęła nadzwyczaj spokojnie. Tu na granicy wydawać się mogło, że nawet bagno podało się człowiekowi i straciło swą drapieżną naturę. Rah wiedział jednak, że to tylko ułuda. Nawet niepozorna jaskrawa żaba miała dość w sobie jadu by powalić trzech rosłych mężczyzn. Natura bywa zwodnicza i zawsze trzeba czuć przed nią respekt. Co do jorów większość z nich nie była na tyle głupia by zbliżyć tak blisko terenów Sca'Rahów, a ludzie z Milden mieli dość rozsądku by nie wpuszczać do swych sadyb tych zawszonych wylęgarni chorób. Łowca przystanął i zdjął ciężki wór z ramion. Czas na chwilę odpoczynku. Slurp. Slurp. Slurp. Rozciągnął się, by dać wytchnie zbolałym plecom. Następnie wyciągnął bukłak i łupił łyk wody. Wilgotny jeszcze język przejechał po gałkach ocznych dając miłe uczucie otrzeźwienia. Slurp. Slurp. Slurp.

Korzystając z krótkiej przerwy Saar'tas zastanowił się jak ma odnaleźć Dunnwata. Bezłuskowcy byli do siebie niestety cholernie podobni i nawet zafascynowany nimi gad miał często problemy z ich odróżnieniem. Wszyscy wydawali się mieć ten sam wystający nochal, który ponad wszystko szpecił im twarz i mieli tą samą śniadą karnację. Na szczęście szczątki sierści na twarzy i na głowie pozwalały jako tako ich odróżnić. Choć trzeba przyznać, że młody rah coraz lepiej opanował sztukę rozpoznawania ludzi. Nie mniej towar powinien trafić do właściwego człowieka, dlatego Saar'tas starał wyłowić z pamięci wszystkie wskazówki jakie otrzymał w tej sprawie od starszych. Poprawił również ułożenie przedmiotów w torbie by ułatwić ich przeszukanie. Rewizja go nie ominie. Ludzie byli strasznie podejrzliwi. Jak skończył przyjrzał się bramie, miał nadzieję, że zwyczajowa kolejka chętnych jacy chcą dostać do miasta jeszcze się nie uformowała. Poczym zebrał wszystko i ruszył raźnym krokiem ku bramie. Jego język tymczasem radośnie przejechał po gałce ocznej. Slurp. Slurp. Slurp.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group