Dzień minął zaskakująco szybko. Czwórka ocalałych krasnoludów już z miejsca została wyprowadzona z wozu i - ku uciesze Dalina i całej reszty - wprowadzona do budynku osłoniętego przed bijącym wiatrem i śniegiem, padającym w niewyobrażalnej ilości. Niestety, to był jedyny pozytywny aspekt, jaki spotkał go od tego czasu. To i możliwość wyprostowania nóg, co jeszcze przez kilka godzin od dotarcia na miejsce sprawiało paraliżujący ból. Budynek, do którego weszli, był blady, okrągły, z dwoma wąskimi oknami, niczym masywny, krasnoludzki schron. Wnętrze nie prezentowało się zachęcająco: prócz paru mebli i krzątających się strażników całą resztę zajmowały szerokie schody prowadzące w dół. I tymi też schodami zeszli. Były strome i oblodzone.
Przeszli podziemnymi tunelami krótką chwilę, by zatrzymać się przed potężną, mocną kratą, skąd dało się słyszeć gwar cichych rozmów i nieprzyjemny klekot łańcuchów. Brama otworzyła się, a cała czwórka wepchnięta została do środka. Ciche rozmowy stały się głośniejsze, gdy kilka osób utworzyło krąg wokół nowych, leżących na ziemi krasnoludów.
Mimo wszystko warunki były "lepsze" aniżeli w mieście Gwynn. Pochodna na korytarzu oświetlała częściowo celę, miejsca było więcej, a i Dalin nie przesiadywał w niej sam. To dawało choćby szczątkowe nadzieje, że wojownik w najbliższej przyszłości nie zwariuje, nękany upiorami, które wytworzył jego własny, przemęczony umysł.
Krąg zacieśnił się. Ktoś wyciągnął rękę. Inny zaśmiał się. Trzeci chwycił pod ramiona najmizerniej wyglądającego Ghathnara i pomógł mu wstać. Dalin naliczył ich dziesięciu. Same krasnoludy, w tym jakaś połowa lodowych. Mężczyźni mieli miny wyrażające ambiwalentne uczucia. Wyglądali na zmęczonych, bezsilnych, a jednocześnie na uch ustach zawitał lekki uśmiech na widok nowych towarzyszy niewoli.
Jeden z nich pomógł Dalinowi wstać, chwytając go za dłoń. Zakasłał, strzepnął pył z ubrań wojownika. Robił to powoli, ostatkami sił.
- Powitać nowych! - jego głos, pełen entuzjazmu, był jednak cichy i słaby. - Mam nadzieję, że będziecie mieć więcej szczęścia niż gros z nas.
- Daję im tydzień - rzucił ktoś z tyłu.
- Zamknij ryj - odpowiedział inny. Był to starszy krasnolud, którego włosy były czarne z brudu, pozostawiając jedynie pojedyncze pasemka blond włosów. Potem dodał - Trafiliście do najgorszego pierdla w całej Sorii. Nim całkowicie zdechniemy może warto się przynajmniej przywitać?
Skłonił się nisko. Jego plecy zareagowały głośnym gruchotem kości.
- Mówią na mnie Dziadek. Siedzę tutaj już dwa miesiące i do tej pory przeżyłem wszystkich, stąd ten przydomek.
Dalin powitał z wielką ulgą opuszczenie klatki. W końcu mógł się rozprostować zdrętwiałe członki i miał nadzieje, że gdzieś w tej górskiej twierdzy znajdzie się choć odrobina alkoholu. Los człowieka był straszny, jednak wojownik w żaden sposób nie mógł mu pomóc. Ów człek był już martwy, gdy zapadła decyzja wysłania go do krainy, w która nawet wytrzymałych krasnoludów łamie. Rudzielca ciekawiło czy osobnik ów zapłacił najwyższą cenę za niewinność jak sam utrzymywał. Tego jednak zapewne nigdy się nie dowie. Berserk postanowił zapamiętać twarz grubasa, który powitał ich u wrót. Obwieszony orderami zdawał się być jakaś wielką szychą.
"Naprawdę chcesz trafić do moich koszmarów!" - Krasnolud uśmiechną się obłąkańczo pod wpływem własnych myśli. - "Tam prześladują mnie tylko umarli."
Choć marsz sprawiał mu ból cieszył się, że znalazł się w kompleksie. Mróz już tak nie doskwierał. Wepchnięty do celi przewrócił się i wdzięcznością przyjął pomocną dłoń.
- Dzięki! W lepszych czasach zwali mnie Dalinem. - Rudzielec powiódł wzrokiem po zgromadzonych. - Dajesz nam tydzień? Czyżby strażnicy tu nie karmili i trzeba się zjadać na wzajem.
Odparł ironicznie, starając się zamaskować własne przerażenie. "Co tu się kurwa dzieje, że wyczynem jest przetrwać dwa miesiące?" - Zastanawiał się zmieszany.
- Jak dobrze znów stać na własnych nogach! Jak długo tkwiliśmy w tej pieprzonej klatce? Ghathnar ty jeden próbowałeś zachować rachubę!
Czekając na reakcje innych Dalin zaczął przechadzać się po celi. Starał się przezwyciężyć ból i odzyskać dawną władze nad ciałem. Gdy już zwykłe ruchy zaczną przychodzić z dawną łatwością, rozpocznie ćwiczenia rozciągające, które pamiętał z czasów szkolenia.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Dalin usprawiedliwiał się co do śmierci człowieka. Nie miał na nią wpływu, nie mógł go ocalić, skoro on sam trwał w najlepsze w swojej dumie, w przekonaniu, że jest niewinny i nie zamierza się asymilować z przestępczymi członkami konwoju. Z krasnoludami-mordercami, rabusiami i oszustami. Umarł tylko ze swojej winy. Nie walczył o swoje, nawet nie starał się domagać o większą porcję przy dzieleniu żywności. Sam sobie zawinił.
"Grubas", który powitał grupkę recydywistów, zapadł wojownikowi w pamięci. Wszak nie było to trudne. Niski, szeroki niczym antał wypełniony winem, rudy. Obwieszony orderami i przypinkami raził odbitym światłem po oczach. Mimo surowych warunków, jakie panowały na zewnątrz, ten musiał odżywiać się nader dobrze. I tłusto. To pozostawało bez wątpliwości. Okrągła, pełna krost twarz dosadnie kontrastowała z nienagannym i wykwintnym ubiorem.
Wnętrze celi prezentowało się... normalnie. Dokładnie tak, jak można sobie takową celę wyobrazić. Podłoga utworzona była z kamienia, krzywego, zapadającego się nagle w pewnych miejscach i wypiętrzającego w kolejnych. Gdzieniegdzie była płaska, a gdzie indziej falista, jednak ogółem sprawiała wrażenie "prostej". Lity blok skały dało się również zauważyć na suficie czy ścianach. Te ostatnie skupiły uwagę krasnoluda: przykute były do nich łańcuchy, obecnie zwisające luźno, bez osobnika, który mógłby być w nie zakuty. Wyjątkiem była jedna osoba. W kącie stał, a raczej wisiał w okowach długobrody i zaniedbany krasnolud o czarnych, kędzierzawych włosach. Praktycznie nie było go widać - jedynie zarys twarzy i ślepie, odbijające płomyki pochodni zatwierdzonej na korytarzowej ścianie. To on właśnie raz po raz hałasował ogniwami łańcucha. Patrzył się na Dalina "z byka", jednak z jego ust nie wydostało się ani jedno słowo.
Pod ścianami, gdzie nie były przytwierdzone łańcuchy, leżały proste posłania. Wytarte sienniki, bez żadnego przykrycia. Uwadze Dalina nie uszedł jeden z kątów, który omijany był szerokim łukiem. Nos berserkera wyraźnie zasugerował, co mogło być tego przyczyną.
Przedstawił się. Zadał pytanie. Odpowiedzieli mu.
- Głód to małe piwo - odparł kolejny z więźniów. - Bardziej wyczerpuje nas praca, mróz, choroby. No i jeszcze jedna rzecz...
- No, czasami w kopalniach napotykamy się na "innych mieszkańców" - przerwał mu Dziadek. - Zazwyczaj kontakt ten kończy się śmiercią lub doszczętnym kalectwem, co i tak w naszych realiach równa się ze zgonem. Tylko nie trzęś od razu kuprem, bardzo rzadko się zdarza, że zapuszczają się do nas. Dobra, nieważne. Lepiej dobrze się wyśpijcie, bo pierwszy dzień jest zawsze najgorszy.
Odpowiedział, po czym podszedł pod jedną ze ścian, gdzie leżał siennik wraz z kawałkiem długiej skóry, którą ten się przykrył. Tym jego posłanie wyróżniało się od innych. Po nim większość współwięźniów również zajęła swoje posłania.
- Możecie zająć tamte w kącie - Dziadek wskazał miejsce, gdzie leżało pięć wolnych sienników. Po czym obrócił się na drugi bok i zamilknął.
Dalin nie czuł się zmęczony czy senny. Oczywiście, ból w nogach doskwierał mu, zimno obezwładniało, brzuch protestował, a mózg wariował bez alkoholu, jednak... wciąż pozostał fizycznie sprawny. Przynajmniej po części.
- Coś koło dziewięciu dni chyba - Ghathnar strzelił palcami i zaczął na nich wyliczać. - Nie wiem, na pewno ponad tydzień, a nie więcej, niż dwa.
- Pora się rozprostować, Dalin, nie sądzisz? - Varruk powtórzył rytuał ze strzykającymi kośćmi, za swój cel obierając swój monstrualny kark.
[...]Dalin może wydać punkty doświadczenia jak gdyby miał dostęp do wszystkich gildii za wyjątkiem Domu Mędrców. Nie ponosi on kosztów za takowy trening.
Uwagę krasnoluda przykuły łańcuchy. Zastanawiał się czy były sposobem karania niepokornych więźniów. Zwisający ze ściany osobnik nie budził sympatii. Postanowił, że kiedyś dowie się czegoś o nim, jednak nie miał aktualnie na to ochoty. Opowieść więźniów zdawała się potwierdzać plotki o Skaeling. Już nie długo wojownik będzie miał okazję przekonać ile prawdy jest w opowieściach o tych stworach. Wróg jego rasy. Wróg, którego można zabijać bez oporu i zastanowienia, ku chwale krasnoludzkiej rasy. Nie przerażała go perspektywa śmierci. Wydawało się wręcz, że los specjalnie rzucił tu berserkera by zrobił użytek ze swoich umiejętności. Od czasu śmierci Brandy tylko alkohol i adrenalina pozwalały mu zapomnieć o bólu. Spojrzał na bliznowatego, nadszedł czas by się trochę przygotować do walki.
- Masz rację Var! - Uśmiechnął się obłąkańczo i puścił oko do drugiego krasnoluda. - Dziewięć dni w tej pieprzonej klatce! Trzeba się rozruszać! Co powiesz na małe zapasy? - Poczym zwrócił się do wszystkich więźniów. - Nie ma Cię tu dużo rozrywek co? Zaraz coś zorganizujmy!! Macie coś by wyrysować krąg na podłodze.
Czekając na reakcję otocznia, dalej rozciągał zbolałe członki.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Dziewięć dni to o dziewięć za dużo! - mruknął Varruk, wykonując kilka skłonów. - Zapasy? Myślałem, że już nigdy, kurwa, nie zapytasz!
Kąciki jego ust zadrżały. Po chwili podniosły się do góry w pełnym satysfakcji uśmiechu. Jego ciało, stymulowane paroma podstawowymi ćwiczeniami, wracało do zdrowia.
- Serio macie na to siłę? - zapytał jeden z więźniów. - Ja na waszym miejscy bym się oszczędzał, ale w sumie obejrzałbym dobrą walkę.
- Ma ktoś kawałek węgla może? - odezwał się inny krasnolud, który podszedł bliżej do dwójki walczących.
- Łapcie! - wykrzyknął półprzytomny więzień leżący pod ścianą.
Mała, mieszcząca się w dłoni czarna gruda węgla wylądowała pod nogami Varruka. Ten chwycił ją i nakreślił porządny okrąg na ziemi, w samym centrum celi. Do tego czasu wokół dwójki zdążyła się zgromadzić spora widownia. Ponad połowa ze skazańców wybrała walkę, zamiast standardowo położyć się spać mimo, że zmęczenie wymalowane na ich twarzach było doskonale widoczne.
Dalin przeciągnął się kilka razy. Władza w nogach wróciła, jednak nadal odczuwał poważny ból i holistyczne zmęczenia ciała spowodowane głodem i pragnieniem. Mógł jedynie mieć nadzieję, że jego adwersarz jest w tej samej kondycji, przez co siły się wyrównają.
Var przybrał bojową postawę, zgiął nogi w kolanach, a ręce podniósł lekko do góry, na wysokość bioder.
Dalin nic nie odpowiedział na zaczepki innych więźniów, mierzył tylko wzrokiem Varuka. Zapewne była to ostatnia szansa by się trochę rozerwać przed śmiertelną harówką, a przy okazji sprawdzi na ile silny jest jego bliznowaty towarzysz. Wojownika martwiła trochę zmęczenie organizmu. Ręce ciągle trzęsły się od braku alkoholu. Nie był już tak sprawny jak w tedy, gdy rzucił strażnikiem. Nie zamierzał korzystać również korzystać z szału. Zapowiadała się ciekawa walka z godnym przeciwnikiem.
- A zasady! Walka kończy wypchnięcie poza krąg lub unieruchomienie przeciwnika na dziesięć sekund. Widownia będzie odliczać. Zgadzasz się?
Wzorem przeciwnika ugiął nogi i wysunął ręce do przodu.
- To dawaj!
Wykonał rękami prowokujący do ataku gest. Zamierzał wyprowadzić w pole Varuka. Udawał, że chce przyjąć na siebie impet uderzania, a tak naprawdę szykował się do złapania przeciwnika w chwili ataku. Prawą rękę przełoży mu za szyję, ale lewą od boku zamknie chwyt. Potem korzystając zaskoczenia przepcha krasnoluda za linie.
[...] Finta: udawanie postawy obronnej [/...]
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Nie ma sprawy. Właśnie chciałem coś podobnego dodać - odpowiedział mu przeciwnik.
Dalin czuł się osłabiony. Ręce dygotały mu od braku alkoholu, a nogi wciąż pragnęły, by krasnolud zrzucił z nich swój ciężar. Mimo to ten przystąpił do walki. Do ostatniego pojedynku, na którego ma jeszcze siłę.
Var również wyglądał na zmęczonego. Ktoś z widowni wykrzyknął "walczcie!". Zaczęło się. Oponent zareagował pierwszy. Wyskoczył do przodu w nagłej szarży. Dalin czekał cierpliwie. Schylił się, podniósł gardę i udał, że skupia się na defensywie.
- Ahh!
Varruk krzyknął, gdy jego ciężka pięść opadła na berserkerze. Jednak ku jego zdziwieniu ten dłoń miał rozwartą, zaskakując Dalina nagłym pchnięciem do tyłu. Dalin zareagował instynktownie, zapierając się na ziemi i ledwo co negując ten atak. Gdyby się powiódł, to byłby w ciężkiej sytuacji. Za nim pozostał jedynie metr dystansu do narysowanego okręgu. Przyszła kolej na jego ruch. Nagle wyskoczył, łapiąc adwersarza za ramię. Nie udało mu się zaskoczyć oponenta, a zmyłka nie zadziałała. Mimo to udało mu się wejść z przeciwnikiem w zwarcie. Na dalsze działanie zabrakło mu tchu, jednak póki co to on miał przewagę.
[...]
Inicjatywa:
Varruk: 23 - 3 = 20 (11,20 w rzucie o pierwszeństwo)
Dalin: 23 - 3 = 20 (11,4 w rzucie o pierwszeństwo)
Var: Szarża piesza - przewracanie (11 PI): k20(9) + 20 = 29 // ST = k20(6) + Si:23 + 5 - 3 = 31
Porażka
Dalin: Finta (10 PI): k20(8) + 13 = 21 // ST = k20(17) + 15 = 32
Porażka
Dalin: Wejście w zwarcie (6 PI): k20(16) + 13 = 29 // ST = 20
Sukces
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2012-11-04, 15:32, w całości zmieniany 1 raz
Nie wszystko poszło zgodnie z planem Dalina, jednakże Varrukowi też się nie udało się obalenie. Chwilowo walczący znaleźli się w klinczu, w impasie. Znajdowali się blisko granicy kręgu, a wojownik postanowił to wykorzystać. Po pierwsze i najważniejsze należało zagwarantować sobie przewagę pola, czyli mieć za sobą środek areny, a przeciwnika ustawić plecami do granicy. Rudzielec nie podejmie żadnego innego ruchu dopóki to mu się nie uda, by następnie wypchnąć adwersarza poza krąg.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Okrzyki publiczności dodawały walce prestiżu. Nawet w takim mało znaczącym dla świata miejscu duch walki nie zanikł, a chęć zwyciężenia nie ustawała. Dwójka przeciwników zmagała się w silnym uścisku, żaden z nich nie starając się ustąpić drugiemu. Szamotanina trwała długo. Widać było zmęczenie i spowolnione ruchy. Niemniej walka trwała w najlepsze. I z sekundy na sekundę przyspieszała, stawała się coraz szybsza.
Po kilku nieudanych posunięciach z obydwu stron Varruk przełamał rutynę i zanurkował pod ramionami Dalina. Następnie wolną, prawą ręką uderzył z całej siły w prawy bok krasnoluda, zmuszając go do obrócenia się na bok, plecami do zewnątrz kręgu. Wojownik przystąpił do kontrataku, jednak było już za późno. Varruk zaparł się nogami o twarde, kamienne podłoże i ani trochę nie zamierzał ustąpić. Co więcej, sam zaatakował po raz drugi. Całym ciałem naparł na Dalina, uderzając go i odrzucając do tyłu na dobry metr. Towarzyszyły temu głośne okrzyki podziwu. Kątem oka Dalin zauważył, jak mało dzieliło go do linii. Raptem niecały łokieć. Varruk nie był silniejszy od rudobrodego, oj nie. Nadrabiał za to zręcznością i doskonałą techniką walki. Berserkera uratowała chwila nieuwagi przeciwnika, którą ten skutecznie wykorzystał. Naparł na Varruka i przepchał go z powrotem do środka, odrabiając utracony metr. Dopiero teraz miał wystarczająco miejsca, by ewentualnie zamienić się miejscami z adwersarzem. Dalsze zmagania nie przyniosły większego rezultatu. Za plecami Dalina był ponad metr, a za plecami Varruka - niecałe trzy.
Walka trwała w najlepsze. Obaj przeciwnicy byli sobie równi. Varruk co prawda był słabszy, ale nadrabiał to techniką walki. Obecnie wynik zależał bardziej od szczęścia jednego z krasnoludów niż ich umiejętności. Jeśli walczący czegoś nie zrobią starcie może potrwać bardzo długo. Okrzyki tłumu odbijały się w uszach Dalina i sprawiały, ze jego krew przyspieszyła swój bieg po organizmie. Nagle zupełnie nieproszone otwarły się drzwi w umyśle berserkera, a za nich wylał się gniew i chaos. Zbyt często polegał na tej technice walki, zaczęła działać sama, automatycznie. Ciałem wojownika wstrząsnął spazm gniewu, a towarzyszył mu wrzask:
- Arrrghhh!
Zatriumfował szał, taktyka straciła na znaczeniu. Wojownik po prostu napierał do przodu.
Publika trwała wpatrzona w bezruchu. Dwójka siłaczy robiła co mogła, by pokonać swojego przeciwnika, by zatryumfować. Zmagali się długo, a żadna ze stron nie zdołała uzyskać przewagi. Varruk naparł nagle na Dalina z boku, podstawiając mu nogę i niebezpiecznie go przechylając. Ten zareagował błyskawicznie, odpierając atak. W tym momencie pozwolił sobie na podkręcenie tempa akcji. Wpadł w szalony berserk, który z zewnątrz nie był widoczny. Jedynie oponent wojownika mógł poczuć, jak dłoń na jego ramieniu mocno się zaciska, oczy zadrżały, a oddech przyspieszył. Varruk odczuł, jak coraz ciężej jest mu sprostać nagłemu przyrostowi werwy u rudobrodego. I jak ponosi tego dotkliwe konsekwencje.
Ku zdziwieniu i zaskoczeniu całej zgromadzonej publiki teraz to Dalin mógł pokazać kunszt swojej siły. Naparł na bliznowatego, który to, mimo wszelkich starań, nie mógł zrobić nic. Berserker, noszony siłą krzyku, najpierw huknął barkiem w klatkę piersiową Varruka odpychając go i zaskakując, a następnie uderzył w to samo miejsce obiema dłońmi.
Impet był niesamowity. Varruk w ułamku sekundy dosłownie poleciał na ponad dwa metry do tyłu, niemalże na granicę z linią. Tylko cudem udało mu się ustać na nogach i zareagować chwilę później. Tylko głupiec walczyłby dalej na tych zasadach, mając za przeciwnika złaknionego krwi berserkera. Zamiast zmagać się siłowo, postanowił zastosować kolejny trik. W pewnym momencie ustąpił napierającemu Dalinowi, a gdy ten stracił punkt oparcia, chwycił go w pasie, wystawił prawą nogę do przodu i przewrócił go plecami na twardy kamień, samemu lądując na nim. Złapał go za nadgarstki i spróbował przygwoździć go nogami, by zachować pełną kontrolę, jednak ten nie dał mu za wygraną. Manewr nie udał się, jednak to nadal Dalin był w gorszym położeniu. Wszak znajdował się na dole, mając na sobie Varruka.
[...]Varruk: zwarcie: k20(15) + 22 = 37 // ST = k20(20 + 15) + 20 = 55
Porażka
Dalin: berserk (+ 2 do szybkości, + 8 do siły, -2 do obrony)
Dalin: zwarcie: k20(15) + 28 = 43 // ST = k20(16) + 22 = 38
Sukces, przejście
Varruk: zwarcie: k20(20 + 5) + 22 = 47 // ST = k20(18) + 28 = 46
Sukces, parter
Dalin: zwarcie: k20(19) + 28 - 5 = 42 // ST = k20(2) + 22 = 24
Sukces
Varruk nie był stanie mierzyć się z siłą gniewu Dalina. Próbował się ratować przenosząc walkę do parteru, ale nie był wstanie unieruchomić wojownika. Nie ostudziło to zapału rudzielca wręcz przeciwnie. Krasnolud warknął i zaatakował wściekle. Starał się złapać oponenta za głowę obiema rękami, a następnie zwalić go z siebie na bok. Jeśli to mu się uda, berserk sam wespnie się na Varruka i przyciśnie własnym ciężarem do ziemi.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Wojownicy sapali i charczeli. Spleceni w wirującym uścisku próbowali przekierować szalę zwycięstwa na swoją stronę. Var naparł na rudzielca, próbując dosięgnąć jego szyi i obezwładnić go. Dalin jednak pozostał czujny. Zbił ręce przeciwnika, samemu kładąc swoje wielgachne łapy na twarzy oponenta. Chwycił jego głowę i nieprzyjemnie wykręcił na bok. Varruk był w tej sytuacji bezsilny, nie mogąc sprostać sile krasnoluda. Jego próba uwolnienia się spełzła na niczym, a sam został powalony na bok, obok Dalina. Ten wszedł na niego, całkowicie odwracając sytuację. Bliznowaty zaklął, gdy jego kolejny manewr osiągnął przeciwny skutek do zamierzonego. Wściekły berserker tylko przygwoździł kolanem rękę adwersarza, pozostawiając mu tylko jedną zdolną do działania.
Dalin nachylił się nad twarzą bliznowatego i posłał mu obłąkańczy uśmiech. Rudzielec już czuł się zwycięzcą. W myślach już słyszał odliczanie tłumu. Wystarczy wykonać ostatni ruch. Docisną kolanem unieruchomioną rękę, drugie zaś wcisną w klatkę piersiową Varruka. Łokieć wylądował na krtani przeciwnika. Chciał wydusić z adwersarza wszystkie siły do walki. Drugą ręką blokował ruchy wolnego ramienia Varruka. Wyszeptał przeciwnikowi do ucha:
- Kończymy?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Varruk nie zamierzał się poddawać. Wciąż walczył, uporczywie starając się dosięgnąć Dalina swoją drugą, wolną ręką. Nie osiągnął jednak zbyt wiele. Stracił dech pod mocarnym naciskiem na klatkę piersiową kolanem przez berserkera, wciąż targanego emocjami. Był cały czerwony na twarzy, a z nosa spadały kropelki słonawego potu. Naparł mocniej, tym razem łokciem na szyję bliznowatego. Ten głośno zacharczał. Jedyne, co mógł zrobić z wolną ręką, to szybko uderzyć nią kilka razy o kamienną posadzkę.
- D... dobra! Wygrałeś! - wysapał przez zaciśnięte gardło.
Dalin zwolnił ucisk, pozwalając Varrukowi na swobodny oddech. Gniew ustał, a szum w uszach ustąpił miejsca okrzykom wiwatu obserwujących całe to wydarzenie. Publiczność może nie szalała w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale była ożywiona i uradowana na tyle, na ile pozwalały tylko resztki kondycji po ciężkim dniu pracy.
- Świetna robota!
- Widzieliście, jak nagle zaatakował? A myślałem już...
- No całkiem dobre widowisko, co nie oznacza, że nie zrobiłbym tego lepiej.
Varruk poddał walkę. Gniew, który dodał sił Dalinowi odpłynął równie szybko jak się pojawił. Berserk nie spodziewał się, że szał tak łatwo ustąpi. Zwolnił tytaniczny ucisk z bliznowatego krasnoluda, poczym podniósł się na równe nogi i otrzepał. Łapiąc oddech spojrzał na swoje ręce. Trzęsły się. Nie chciał wpadać w szał jednak ciało zareagowała samo, jednak gdy już potęga gniewu nie była mu potrzebna opuściła go sama. Czyżby tracił resztki kontroli nad sobą. Nie miał jednak czasu tego roztrząsać okrzyki tłumu przypomniały mu, że zwyciężył. Uśmiechnął się pod nosem. Pokazał wszystkim, ze jest tu najsilniejszy. Ugruntował swoją pozycje. Musiał jednak przyznać, że Varruk jest dobrym wojownikiem i warto by mieć go po swojej stronie. Chwała zwyciężonym. Wyciągnął prawice, aby pomóc wstać krasnoludowi. Jak już wstał klepną go w plecy i objął ramieniem.
- Niezła walka! - Rzekł poczym powiódł wzrokiem po publice, a następnie rzucił wyzwanie tłumowi. - No dalej kurwa, który to zrobi lepiej niech stanie w kręgu!
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Dalin podniósł się, na co jego przemęczone ciało zareagowało niemym krzykiem. Walka kosztowała go nieco energii, wliczając w to wyniszczenie po użyciu szału bojowego. To samo można było powiedzieć o jego rywalu. Wyciągnął ku niemu dłoń, a ten przyjął ją i przy lekkiej pomocy wojownika wstał. Cała dwójka otrzepała się z pyłu, cicho tylko sapiąc. Nie byli zmęczeni w pełnym tego słowa znaczeniu: sama walka w normalnych warunkach nie zmusiłaby do uronienia choć jednej kropli potu na twarzy, jednak będąc w nierozruszanym, głodnym i spragnionym stanie, to każda czynność, jaką się podejmuje, zdaje się być tysiąckroć trudniejsza i mozolniejsza.
Ciężka dłoń krasnoluda padła na plecy bliznowatego. Dalin wykazał swoje uznanie w wolnym czasie pomiędzy jednym tchem, a drugim. Pomiędzy czwartym a piątym wykrzyknął do tłumu, rzucił wyzwanie.
Nikt nie odpowiedział.
- Wiadomo, niektórzy tylko mocni w gębie są - skwitował Varruk, poprawiając ubranie. - Dobra walka - dodał już ciszej, kierując swoje słowa do Dalina. - Masz piekielną parę w łapach, ale brak ci techniki. Cholera, nadal strzela mi w kościach - odrzekł, raz jeszcze gruchocząc masywnym karkiem.
Komentarz Varruka wywołał uśmiech na twarzy rudzielca. Złapał jeszcze jeden głęboki wdech poczym rzekł:
- Faktycznie nigdy nie trenowałem się w zapasach. Wolałem treningi wytrzymałościowe. Uff... - Krasnolud wziął kolejny oddech. - Za to dla Ciebie walka w zwarciu to nie pierwszyzna. Osobiście wole topór od strać wręcz. Znajdź jakiś to wyrąbie nam ścieżkę na wolność. - Dalin posłał bliznowatemu oko i serdeczny uśmiech. - No chyba dość wrażeń na dziś, co?
Wojownik spojrzał w stronę prycz. Wyszukiwał najdłuższego, wspominając to przeklęte łóżeczko z Gwynn i ból krzyża jakie spowodowało.
- Zwycięzca wybiera pierwszy łoże!
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Oczy Varruka zalśniły na wzmiankę o broni Dalina. Bliznowaty klepnął towarzysza raz jeszcze, podchodząc do miejsca, gdzie leżały wolne posłania.
- Uwierz mi lub nie, ale i ja wyspecjalizowałem się w używaniu tego oręża. Zarówno w formie jednoręcznej, jak i dwuręcznej. Cholera, gdybym tylko miał teraz
Oparł się o ścianę, złapał kilka oddechów. Dalin zdążył w tym czasie podejść do niego, by bliżej przyjrzeć się siennikom wyłożonym na ziemi. Również i pozostali członkowie konwoju przyglądali się rozlokowaniu i wyglądzie poszczególnych posłań. Każde z nich było identyczne, stworzone przez tę samą osobę, tego samego dnia, zużyte w dokładnie tym samym stopniu. Wszystkie pokryte były kurzem - musiały nie być używane od dłuższego czasu. Legowisk było wystarczająco dla każdego, jednak to Dalin jako pierwszy dokonał wyboru. Określenie "prycza" było absolutnie nad wyraz. W porównaniu to łóżka z Gwynn te były jeszcze gorsze, mniej wygodne, zapewniające minimalny komfort spania. Niemniej miejsca było wystarczająco, by dało się bez problemów położyć nie ryzykując, że zaraz czyjaś noga znajdzie się na twarzy innego. Na dodatek w kawernie panowało zimno. Można było tylko pozazdrościć Dziadkowi, że ten, w przeciwieństwie do całej reszty więźniów, miał jeszcze skórę, którą mógł się przykryć.
Wojownik wybrał posłanie pod ścianą, wydające się najdłuższe i najbardziej miękkie ze wszystkich. Potem cała reszta po kolei zajęła swoje miejsca. Bez sporów, wszak nie było o co walczyć. Każdy siennik był przecież taki sam.
- Dobra, chyba pora iść się legnąć - rzekł Var, kładąc się na boku.
Podobnie postąpiła reszta krasnoludów, którzy mieli już wyznaczone placówki. Każdy z nich, jak jeden mąż, zaczął kłaść się spać, a komentarze dotyczące walki powoli nikły.
Słowa Varruka pokrzepiły rudzielca. Wydawali się bardzo podobni do siebie. Może Varruk stanie się kimś więcej niż zwykłym towarzyszem niedoli. Dalin już taki był, że potrzebował kogoś komu mógłby zaufać, zwierzyć się. Kiedyś kimś takim był dla niego szwagier. Na całym świecie nie istniał nikt kto zdolny był zrozumieć rozmiar tragedii jaka dotknęła wojownika tak jak Brend. Brakowało mu starego druha. Położył się bez słowa na "pryczy" i postarał się ułożyć się wygodnie. Nim przyszedł sen pogrążył się w nostalgii.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Dalin odnalazł pokrewną duszę: kogoś, z kim mógł porozmawiać, trzymać się w trudnych, więziennych czasach. Potrzebował tego. Od czasu śmierci szwagra odczuł boleśnie fakt braku tej zaufanej osoby, która rozumiała go w każdej kwestii i która dzieliła z nim pasje.
Położył się na sienniku. Był zużyty, brudny, ale zawsze lepszy od twardej podłogi. Zimno kamienia przebijało się przez cienką warstwę słomy. Wojownikowi jednak nie przeszkadzało to. Zasnął natychmiast.
* * *
Zbudził go ciężki, obkuty but uderzający w nerki. Krasnolud najpierw przewrócił się na brzuch, potem poczuł ból i ocknął się, a na końcu dopiero zrozumiał, co się wydarzyło.
- Wstawać, kurwa! - wykrzyknął zachrypiały głos.
Niewyobrażalny ból i tępota w okolicach miednicy skutecznie paraliżowały jego dolne kończyny. Zdołał podnieść głowę i ujrzeć postać uzbrojonego w krótki miecz, opancerzonego strażnika, który stał nad nim i nad trójką pozostałych "nowych". Tylko oni pozostali w celi. Oni, i zwieszony na łańcuchach krasnolud w kącie sali. Innych towarzyszy niedoli nie dało się ujrzeć. W okolicy krzątała się jeszcze dwójka innych, podobnie uzbrojonych krasnoludów, w tym jeden, który małym kluczykiem luzował okowy ostatniego więźnia.
- Ruszać się! - wykrzyknął inny, stojący przy wejściu. W jednej dłoni miał pochodnię, w drugiej zaś wielki pęk kluczy.
W tym samym momencie zbrojny najbliżej Dalina począł "przebudzać" pozostałych. Pierwszy krzyknął Varruk, potem Ygdgrim, a na końcu Ghathnar Kazaan. Ten ostatni zareagował najgłośniej. Po strażniku widać było, że sprawia mu to niemałą przyjemność. I że nie zamierza na tym poprzestać.
Potężny kopniak w nerkę przebudził krasnoluda. Jęknął z bólu i przekręcił się na bok. Był zdezorientowany. Nie wiedział co się dzieje, ani gdzie jest. Dopiero po chwili umysł przypomniał mu, że jest banitą, mordercą tkwiącym w ciemnej celi, którego kopniakiem budzi strażnik. Dobry początek dnia...
- Oorzesz kurwa!
Warknął i spróbował się zerwać. Na szczęście ból przykuł go do pryczy, gdyby nie to rzucił by się na strażnika. Taka utarczka nie skończyła by się dla niego dobrze. Strażnicy mieli przewagę liczebną i byli uzbrojeni. Zapewne by stracił sporo sił, które tu w kopalni były na wagę złota i skończył zakuty w kajdany. Jedyne co mu się udało się osiągnąć to rozejrzeć się po celi. Znajomy strażnik zaczął budzić resztę, widać że to lubi jebany sadysta. Dalin postanowił zapamiętać jego twarz. Kiedyś trafi się okazja. Wojownik doskonale wiedział, ze w kopalni zdarzają się wypadki, los go straszliwe doświadczył. Uśmiechnął się obłąkańczo postanowił spróbować wstać najpierw do pozycji pół siedzącej, a później na równe nogi. Postanowił nie dać się sprowokować, słuchać poleceń i siedzieć cicho. Zacisną zęby, starając się pohamować swój wybuchowy temperament choć na twarzy pozostał wyraz gniewu.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Strażnik wiedział, gdzie powinien uderzyć, aby zadać największy ból. Wyszczerzył krzywe zęby na widok walczącego z własnym ciałem Dalina, powoli wstającego z ziemi. Bardzo powoli.
[...]Dalin: Odporność na ból: Sukces
Dał radę. Przezwyciężył paraliż kończyn. Podniósł tułów, zapierając się dłońmi. W tym momencie spojrzał na uzbrojonego krasnoluda. Czarna broda do pasa mogła być utożsamiona z co czwartym krasnoludem, jednak dziwaczne, skręcone wąsiki były już czymś, po czym można było zapamiętać tego osobnika.
Dalin podniósł się na nogi. Jego towarzysze, nie licząc Varruka, musieli mieć zaaplikowaną kolejną dawkę metalowej pobudki. Dopiero potem i oni wstali. Jako ostatni w całym kompleksie więziennym.
- Ruszać dupy! Z wami, nowymi, zawsze jest tyle cackania się! - wykrzyknął strażnik, naznaczając twarz Dalina licznymi kropelkami śliny.
Pytanie nasuwało się samo. Dlaczego inny skazańcy już wyszli, nie poinformowali nowych o rażącej pobudce, czy nawet nie postarali się o zaoszczędzenie krasnoludom bólu? Dlaczego poszli bez słowa, szelestu, lekkiego szturchnięcia boku jednego z leżących?
- Nareszcie... - prychnął więzień spod ściany, którego ciężkie metalowe okowy wreszcie zostały zluzowane. Pomasował nadgarstki raz, drugi, by zaraz potem po prostu udać się w stronę wyjścia.
Na pytanie dlaczego towarzysze ich nie ostrzegli mogło być wiele odpowiedzi. Mógłby to być rodzaj rytuału, kocówy nowych albo po prostu każdy troszczył się o własną dupę. Szczerze nie obchodziło to nic, a nic wojownika. Obecnie cały świat przesłaniał mu gniew nad którym ledwo co panował. Jeden impuls i zostanie zmieniony w niszczycielską silę. Dalin łypnął nienawistnie na wąsacza i napiął wszystkie mięśnie. Spojrzenie rudzielca zdawało się mówić "Zobaczymy czy będziesz taki hardy bez swych przydupasów sam na sam ze mną w mrocznym korytarzu?" i wyrażać absolutną rządzę mordu. [...] Zastraszanie (siła) Po czym ruszył powoli w stronę wyjścia.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Wojownik łypnął złowrogo na strażnika. Był wściekły i zdeterminowany. Wiedział, że wystarczyło jedno słowo, a straci nad sobą kontrolę, wpadnie w niszczycielski szał. Taką wiadomość przekazał niewerbalnie wąsaczowi. Pełną nienawiści, po której ten od razu powinien skulić się ze strachu i zawołać kolegów. Nic bardziej mylnego. Może to wina zmęczenia? Albo faktu, że jeszcze przez chwilą został ot tak poturbowany na dzień dobry, przez co to on był w tym miejscu ofiarą, a nie na odwrót. Zastraszanie nie wyszło mu tak, jak zamierzał. Zbrojny tylko parsknął, popychając go do przodu, w stronę wyjścia. W stronę światła.
Cała grupka wyszła z celi i skręciła w prawo, w stronę przeciwną do tej, z której przybyli. Zakuty niedawno w kajdany krasnolud szedł wraz z nimi, trzymając się najbardziej z przodu. Nie utrzymywał kontaktu wzrokowego z nowymi; niemniej jego postura i pewność kroku mogły świadczyć o pewnej dawce swoistej reprezentatywności.
Dwie minuty, nawet krócej. Wciąż nieszerokim, oświetlonym pochodniami korytarzem. Jedyne, co mijali po drodze, to kolejne metalowe bramy, pręty celi, które stały pionowo po prawej, dokładnie jak te, w których Dalin był zamknięty ostatniej nocy. Wnętrze jednak było puste, a światło nie sięgało tak daleko, by dało się dostrzec coś więcej, niż tylko dwa metry łysej skały przy samej otwartej więziennej bramce.
A popychający ich strażnicy ani na chwilkę nie pozwolili na postój i rozglądanie się po otoczeniu.
Wkroczyli do obszernej, rozświetlonej sali. Już na pierwszy rzut oka widać było, że pełniła ona kilka funkcji: pod jedną ze ścian stał szeroki kontuar, gdzie ubrany na szaro krasnolud nakładał i podawał pachnącą strawę członkom straży. Widok ten wywołał w brzuchu Dalina falę protestów. Przed ponad tydzień jadł gorzej niż źle. Wieczny głód dręczył go ilekroć pomyślał o pysznych, smakowitych daniach, jakie jadał w rodzinnych pieleszach...
Niemal połowa pomieszczenia zajęta była przez rzędy ław i stołów, przeznaczone nawet na setkę osób. Obecnie siedziało tam może trzech opancerzonych, zajętych posiłkowaniem.
Reszta, odgrodzona materiałowym parawanem, gromadziła z kolei wszystkich więźniów, których berserker zdążył poznać a także i tych, których widział po raz pierwszy. Było ich blisko trzydziestu, każdy równo umorusany i zrezygnowany. Ongiś przykuty do ściany krasnolud poszedł w ich stronę, na co pozostała czwórka nowych postąpiła podobnie. Gdy przyłączyli się do tłumu, dokładnie w tym momencie z tunelu, który niedaleko uchodził, wyszedł kolejny opancerzony strażnik. Stanął na prowizorycznym podniesieniu utworzonym ze starych, drewnianych skrzyń, omiótł gromadę wzrokiem i rzekł głośno, donośnie:
- Nasze towarzystwo powiększyło się o czterech silnych, pełnych zapału krasnoludów! Nowi, wystąpcie do przodu!
Powiedział to tonem nawet przesadnie miłym, troskliwym, jakby nagle chciał ich porządnie nakarmić i wypuścić na wolność, a nie puścić na ciężkie prace w kopalni. Dalin nie kojarzył osobnika. To na pewno nie był rudzielec z powierzchni ani ktokolwiek, kogo udało mu się do tej pory spotkać.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum