Kamienne ściany, stalowa krata i tunel za nią, na końcu którego majaczyło światło dnia. Obaj bohaterowie nie mieli bladego pojęcia skąd się tu wzięli. Byli sami, w ciemności, obaj w podobnych sobie celach. Co dziwne, żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Dalin miał wrażenie, że znał już skądś to miejsce, jednak umykało mu to tak samo szybko, jak zanikały w umysłach bohaterów wspomnienia o ostatnich wydarzeniach ich żyć. Szum dochodzący do Cohena oraz Dalina odkąd tylko pojawili się w tym dziwnym miejscu, nasilał się.
Zabij lub zgiń sam!
Krata podniosła się z hukiem i droga do światła stanęła dla bohaterów otworem.
[...]To teraz zasady wypiszę:
- Bez używania Karmy (takie dwa tanki, jeszcze z karmą trzymającą przy życiu, to by nigdy się nie zabiły)
- Błąd nie zauważony od razu (przed kolejnym odpisem mg) poprawiony już nie będzie. No chyba, że na prawdę ostra gafa ;p
- Wygrany będzie miał pierwszeństwo do następnego pojedynku, jeżeli takowy będzie chciał rozegrać i jeśli ta walka skończy się przed powstaniem Ligi
Niech zwycięży lepszy (otwieracz do puszek anyone?)
Cohen prychnął pod nosem. Jakże życiowy okrzyk! Motto milionów lat ewolucji i prawa przetrwania najsilniejszych! On był paladynem. Jego te reguły nie dotyczyły. W jego wypadku to nie "zabij" lecz "obroń" stawało na początku tego zdania. Cóż robił jednak wobec tego w tym dziwacznym miejscu? Odległe wspomnienie innych, podobnych sytuacji tańczyło gdzieś na dnie podświadomości paladyna. Pozbawiony głowy pół elf, orczy mag otoczony sforą psów, ludzki mistrz oręża z magicznym mieczem, jorzy skrytobójca...
Otrząsnął się, jakby polany kubłem zimnej wody. To nie był czas i miejsce na podobne dywagacje.
[...]
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Dalin po raz kolejny obudził w nieznanym sobie miejscu. Często takie rzeczy zdarzały się krasnoludowi po ostrych libacjach, tym razem jednak nie czuł żadnych skutków kaca. Wojownikowi wydawało się, ze już kiedyś tu był. Podrapał się po brodzie i rozejrzał po celi. Gdyby rudzielec znał język spiczastołuchych określił by swoje uczucie jako Deja vu. W myślach Dalina pojawiło mgliste wspomnienie półelfiego szermierza, któremu ... któremu potężnym ciosem rozłupał czaszkę na dwoje. Pamiętał jak arena pokryła się czerwoną juchą, jakąś szarą galaretowatą substancją oraz białymi odłamkami kości. Berserk uśmiechną się drwiącą i splunął na podłogę.
...w swych zaplanowanych działaniach, całkowicie dla siebie wzajemnie nie wiadomych. Pierwsze sekundy pojedynku minęły bez wzrokowego kontaktu żadnego z przeciwników.
Cohen uśmiechnął się pod nosem. Był to bardzo, bardzo paskudny uśmiech. Jego przeciwnik czekał? Przygotowywał się? A może zwyczajnie był małym, ledwo odrosłym od ziemi karzełkiem, który był zbyt niewielki, by go dostrzec stojącego tutaj, gotowego do boju dumnego rycerza Aesria?
Prychnął cichutko z pogardą.
Czas nadszedł.
[...]
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Dalin nie dostrzegł w pobliżu żadnych śladów przeciwnika. Czyżby tym razem wystawili przeciwko niemu żałosnego tchórza, którego nie można nazwać wojownikiem. Tamten mieszaniec przynajmniej miał dość odwagi by stanąć z krasnoludem w oko w oko.
Faktem było, iż czas nadszedł, żaden z bohaterów jednak nie zdał się wykonać żadnych bardzo aktywnych czynności. Tyle przynajmniej jeden i drugi mogli stwierdzić. Nie było słychać żadnych nawoływań, żadnych okrzyków, prób zastraszenia przeciwnika. Żaden z kombatantów nie dostał jeszcze przez plecy toporem czy mieczem. Znikąd nie nadchodziły zatrute strzałki czy choć rzucone noże. Publiczność wyraziła swe znudzenie głośnym buczeniem.
Nic. Kompletne zero. Żadnych śladów obecności przeciwnika. To zaczynało się robić irytujące. Gdyby nie okrzyki tłumu, Dalin mógł by pomyśleć, że to jakiś dziwaczny sen. Ktoś chce tu widowiska, walki. A tu jedna wielka dupa. Nuda! Jak tak dalej pójdzie to może organizatorzy zachęcą ich jakoś do walki.
Nie było na co czekać. Paladyn został wezwany do tego miejsca w konkretnym, świętym celu. I zamierzał tego go zrealizować.
[...]
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Tak więc przeciwnicy nareszcie zobaczyli się wzajemnie. Paladyn wychodził dopiero ze swojego budynku, szybko zaczął jednak iść w kierunku przeciwnika, pokonując szybko identyczną odległość, jaką krasnolud zdążył do tej pory przejść, a nawet nieco więcej. Krasnolud znajdował się teraz w odległości osiemnastu metrów od środka areny, paladyn zaś w odległości szesnastu. Prosta matematyka pozwalała więc i na określenie odległości pomiędzy kombatantami.
Tłum zawył, czując, że tak pożądany przez nich rozlew krwi jest bliski.
Dalin trwał w bezruchu dłuższą chwilę. Wydawało mu się, że minęły miesiące od czasu, gdy po raz ostatni się poruszył. Czas wręcz zdawał się zatrzymać w miejscu. Świat to dziwne miejsce raz pędzi niczym lawina, a innym razem porusza się w istnym żółwim tempem. W końcu pojawił się jego przeciwnik. Ten skurwysyn kazał na siebie wyjątkowo długo czekać. Rudzielec uśmiechną się pod nosem na samą myśl o walce. Uznał jednak, że najpierw warto się czegoś dowiedzieć. Przerzucił sobie nonszalandzko topór na prawe ramię i krzyknął:
- Ktoś ty? - Po tych głowach popatrzył na publikę. - Co to kurwa za miejsce?
Miał nadzieje, że osobnik okaże się bardziej rozmowny od półelfiego szermierza. Wojownik na dobrą sprawę nie wiedział kogo pozbawił życia.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum