TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Farewell
2012-10-27, 01:39
Pokłosie postępu - prolog
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-13, 22:50   Pokłosie postępu - prolog

Pokłosie postępu - prolog
Kroniki Dalina



Już po pierwszej godzinie jego umysł zaczął wariować. Spowity ciemnością obraz nie pozwalał dostrzec niczego, nawet przysłowiowego czubka własnego nosa. Brudna, lepka podłoga, wytłumione krzyki współwięźniów zza muru oraz klaustrofobiczne wymiary celi – to było wszystko, co jego zmysły pozwoliły wychwycić.
Nic dziwnego, że po godzinie przestał się kontrolować. Zaczął wyobrażać sobie obrazy, by wypełnić pustą, czarną przestrzeń. Pierwszy pojawił się Brend. Ubrany na biało, mocno kontrastujący z wszędobylskim mrokiem, który go okalał. Nie mówił nic. Kręcił tylko głową i stukał butami o kamienną, zimną podłogę. Dalin nie wiedział, ile to zajęło: minutę, godzinę, czy całą wieczność. Jego zmysły przestały poprawnie funkcjonować. Potem pojawiła się Branda. W identycznie białej sukni, krzątającej się po celi. Mówiła coś, czego wojownik nie był w stanie zrozumieć. Niewyraźnie, innym językiem. Całkowicie ignorowała krasnoluda, leżącego niemrawo pod wilgotną ścianą.

Kilkanaście godzin. Chociaż sam czuł się, jakby przesiedział w więzieniu całą dekadę. A potem było jeszcze gorzej. Słyszał kroki, jedne z wielu, które jego zmęczony umysł wymyślał. Jednak te, prawdziwe, okazały się być ciężkimi uderzeniami butów, które zatrzymały się dokładnie koło niego. Szczęk w drzwiach, kilkukrotny klekot a następnie skrzyp ciężkich drzwi wszystko wyjaśniły. Ostra struga światła wpadła do środka celi, oślepiając Dalina tak mocno, że dalszą drogę musiał pokonywać z zamkniętymi oczami.

- Idziemy – skwitował krótko strażnik. Wojownik poczuł, jak po raz kolejny boleśnie związują mu ręce z tyłu.

Dopiero później, gdy wreszcie się zatrzymali, zaryzykował lekkie rozwarcie oczu. Musiał obejść budynek, gdyż stał teraz do niego plecami, od nieznanej mu strony. Obok niego stała dziewiątka innych, równie zrezygnowanych więźniów. Piątka krasnoludów, trójka ludzi, jeden jor. Podobnie jak Dalin mrużyli oczy i wpatrywali się bezradnie przed siebie. Stał tam gruby, dumny krasnolud z nienagannie zadbanym wyglądem i z ciężkim, złotym łańcuchem zawieszonym na szyi. W dłoni trzymał długi kostur, zwieńczony u góry metalową kulą. Obok niego stał dowódca straży. Jego i Dalina spojrzenia spotkały się, na co ten zareagował paskudnym, pełnym satysfakcji uśmiechem. Z boku dało się dostrzec pieniek katowski jak i samego kata, czekającego cierpliwie na nadciągające wyroki. Wszędzie wokół stali uzbrojeni strażnicy. Dziesiątki, każdy identyczny, nieruchomy, niczym posąg wykuty wiek temu, stojący w tym miejscu od wieków.

- Dawno nie mieliśmy tylu złoczyńców, co dnia dzisiejszego – odezwał się gruby krasnolud, stukając kilkakrotnie laską. – Myślałem, że Gwynn wreszcie stało się całkowicie czystym miastem, bez przestępczego półświatka. Myliłem się. Mogę tylko kontynuować moją nieprzerwaną pracę, aż osiągnę upragniony cel. Nie traćmy więc czasu.

Dalin stał jak wryty, gdy po krótkim przemówieniu grupa strażników podeszła do więźniów, wyprowadzając na środek dwójkę ludzi. Sędzia, bo tak później nazwał się gruby krasnolud ze złotym łańcuchem, przedstawił im zarzuty. Wielokrotne morderstwo połączone z gwałtem. Egzekucja została wykonana na miejscu. Topór posmakował pierwszej krwi i nic nie wskazywało na to, by tylko na tym poprzestał. Jorowi nie przedstawiono nawet zarzutów, bezceremonialnie pozbawiając go głowy. Potem przyszła jeszcze kolej na złodzieja i kolejnego mordercę. Łącznie piątka. Dwójka krasnoludów, dwójka ludzi oraz jor.

Reszta z więźniów, wliczając w to Dalina, musiała zaczekać, aż wyroki śmierci ich poprzedników zostaną przeprowadzone. Dopiero potem przyszła kolej i na nich. Na całą piątkę.

- Wasze czyny są najgorsze ze wszystkich – wykrzyknął wzburzony sędzia. – Bestialskie, nieludzkie, zasługujące na więcej niż śmierć! Toteż ja, sędzia główny miasta Gwynn, skazuję was na karę dożywotnich robót kopalnianych na terenie Gór Granicznych! Zabrać ich!

W tym momencie kilku współwięźniów wybuchnęło kontrolowanym śmiechem. „Zwykła robota na kopalni?” – zaśmiało się paru z nich. Tylko jeden stojący z boku krasnolud przełknął ślinę, a jego oddech stał się wyraźnie szybszy.


* * *


A potem znaleźli się na wozie. W karnym konwoju, złożonym z trzech konnych oraz wozu, na którym znajdowała się mała, metalowa klatka. W środku tej klatki siedziała piątka więźniów. Czwórka krasnoludów oraz człowiek. Każdy ubrany był podobnie, w proste, płócienne i znoszone szmaty. Jedynie Dalin odstawał od reszty swoją skórzaną zbroją wraz z innym krasnoludem, odzianym nieco bardziej „bogato” aniżeli pozostała czwórka. Jego ubranie miało szykowne, choć podniszczone wykończenia, a buty uszyte były z lepszej jakości skóry. To właśnie ten krasnolud zareagował inaczej, aniżeli cała reszta na przedstawiony im wyrok.
Byli już w drodze. Dalin nie mógł wiedzieć, ile podróż im zajmie. Ile będzie zmuszony przebyć w ciasnej klatce, gdzie zwykłe podniesienie ręki mogło być arcytrudnym manewrem, wprost nie do wykonania. Więźniowie byli ściśnięci do granic możliwości. Nikt nie miał zamiaru się odezwać, poruszyć, pasywnie przyglądając się sobie nawzajem. Głód pogłębił katorgę wojownika, która dopiero miała się zacząć. Głód oraz pragnienie, zwłaszcza te ostatnie, uzupełnione kilkoma procentami alkoholu. Wiedział, że to dopiero początek. Że najgorsze jeszcze przed nim. Głód zwielokrotni się, suchość w ustach stanie się nie do zniesienia. Że umrze nie pod katowskim toporem, nie zabity w walce, a z wyczerpania organizmu, ze zmęczenia, z choroby. Najpaskudniejsza śmierć, jaka mogłaby spotkać wojownika.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-14, 14:17   

Przegrał
Ogarnęła go ciemność. Wygłuszonej celi słyszał jeno odgłosy bicia własnego serca oraz własne myśli.
Stracił wszystko.
Najpierw ukochaną w kopalni...
Potem cała ta sprawa z tym cholernym szlachcicem, w rezultacie został wygnany stracił dom...
Następnie własnymi rękami omamiony przez maga zabił swojego szwagra i jednocześnie najlepszego przyjaciela...
Teraz tkwił w lochu bez szans na ucieczkę. Pozbawiony resztek honoru i dumy. Przed oczami wciąż widział rozwścieczoną ciżbę i wyraz triumfu komendanta....
Stracił również okazję do zemsty i odzyskania wewnętrznego spokoju....
Nie miał już nic...
Czekał na śmierć, zapewne tylko to go czeka. Wszystko na marne. Nawet bogowie nie zdołają mu pomóc. A nawet jeśli coś mogą, wcześniej nie kwapili się z interwencją, dlaczego mieli by teraz robić cokolwiek. Rozpacz stała się jego udziałem.

***


W tych ciężkich dla niego chwilach pojawili się jego bliscy. Widma nie przyniosły jednak ulgi pogłębiły tylko mękę wojownika. Brend kręcił tylko głową i stukał o podłogę. Nie był stanie mu powiedzieć ani słowa, a ni nawet spojrzeć mu w twarz. Potem pojawiła się Branda mówiła coś, ale nie był wstanie jej zrozumieć. Przypomniał sobie jej ostatnie słowa, które rozumiał. Czyżby zmienił na tyle, że już nigdy nie zrozumienie swojej ukochanej, ani ona jego? Ta perspektywa wydawała się gorsza od śmierci. Zawył z bólu.

***

Drzwi celi rozwarły się nadszedł czas. Dzień sądu. Ruszył bez słowa za strażnikiem. Ustawili go wśród innych przestępców. Znów ujrzał dowódcę z wyrazem triumfu na twarzy. Przez chwile chciał się na niego rzucić i zetrzeć mu z gęby ten uśmieszek. Jednak nic nie zrobił, stał jak zamurowany. Przemowa w ogóle do niego nie dotarła. Obserwował proces. Po pierwszej egzekucji, był pewny, że czeka go ten sam los. Był mordercą i wielokrotnym podpalaczem. Jego winna była bezdyskusyjna. Los jora z szokował krasnoluda, wydawało się, że stracono go za samą przynależność rasową. Krew wojownika zagotowała się na tak jawną niesprawiedliwość. W końcu nadeszła jego kolej. Sądził, że czeka go śmierć, jednak pomylił się. Stał jak wryty. Nie wyraził żadnej emocji. Ani strachu ani ulgi. Wiedział, że nie trafi do zwykłej kopalni, ale jednocześnie puki żył ciągle istniała szansa dorwania Jarpala.

Nadzieja powoli zaczęła odżywać w krasnoludzie.

***


Upakowali ich do wozu jak jakieś bydło. Z trudem mogli poruszać rękami. Dalin sądził, ze najgorzej musiał się czuć człowiek. Poczuł wściekłość na strażników. Chcą go odrzeć z jego dumy. Chcą by umarł z wycieńczenia i z pragnienia jak jakieś zwierzę. Postanowił, że nie da się złamać. Będzie żył jakby dalej był zwykłym krasnoludem, czekając na jakąś sposobność. Spojrzał na swoich towarzyszy nie doli. Może pora zjednać sobie nowych przyjaciół tam dokąd jadą mogą się przydać. Ignorując pustkę w żołądku zwrócił się do tego z więźniów, który wiedział cokolwiek.

- Zwą mnie Dalin! Zdajesz się wiedzieć gdzie nas zabierają?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-14, 19:23   

- Chuj mnie obchodzi twoje imię - parsknął jeden ze współwięźniów, łypiąc na Dalina spode łba. Blizny na jego twarzy mogły bez trudu konkurować z tymi na ciele samego berserkera. Widoczne z każdego miejsca, niektóre świeże, inne stare, blade i mniej widoczne.

- No Góry Graniczne czy coś tam - odpowiedział inny z krasnoludów, już nieco milszym tonem. - Nikt z nas nie ma pojęcia, co to jest. I trudno, dopóki pozwolili nam pożyć, to jest dobrze.

Na tę wypowiedź kolejny, dobrze ubrany krasnolud zareagował ponurym śmiechem.

- Dobrze? Naprawdę tak uważasz? Jeś...

- Szczym ryj, nie z tobą rozmawiam! - przerwał mu drugi. Jego kruczoczarne włosy opadały mu na oczy, a sama twarz była mocno blada, tworząc posępny obraz krasnoludzkiego odmieńca.

Ostatni ze współwięźniów, człowiek, nie ingerował w rozmowę pozostałej czwórki. Siedział z boku, odizolowując się od całej reszty. Co wyglądało komicznie biorąc pod uwagę ciasnotę klatki, która nie pozwalała mu na nic, nawet na swobodne poruszenie dłoni. Człowiek ten miał kasztanowe włosy i kilkudniowy zarost. Wyglądał na trzydzieści parę lat, chociaż Dalin był pewny, że miał o wiele mniej. Pobyt w celi również i na nim odcisnął swoje piętno.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-14, 19:51   

Dalin łypnął groźnie na bliznowatego, postanowił go sobie zapamiętać, może kiedyś wyładuje na nim swoją złość. Rozmowa nie zmierzała w stronę, którą zamierzał. Nie mógł się jednak dziwić wóz dzielił z najgorszymi mętami z Gwynn. Jeśli wierzyć sędziemu byli tak niegodziwi, że nie zasłużyli na śmierć. Co jest więc gorsze od śmierci? Gdzieś w jego umyśle pojawiła się niechciana odpowiedź: "Życie bez złotki! Życie ze świadomością, ze zabiło się własnego szwagra! Moje pieprzone życie!"

- To zawrzyj ryj jak nie wiesz! - Warknął. - Ty wiesz! - Zwrócił się do tego najlepiej odzianego. - I boisz się tego! - Zwrócił się do tłumu. -Do kurwy nędzy! Myślicie, że wysłali by nas do jakieś kopalni w Górach Granicznych, jeśli by nie wierzyli, że to los gorszy od śmierć! - Ponownie zagadnął do "bogatszego". - Co za przekleństwo czyha na tamtej ziemi?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-14, 20:42   

- No, kurwa, proszę... - uśmiechnął się krasnolud z twarzą przeoraną bliznami. - Odgryźć to się potrafisz. To mi się podoba.

Najlepiej odziany krasnolud, osobnik o jasnych, niemal białych włosach spojrzał na berserker. Nieśmiało podniósł blond głowę.

- Dobra, to gadaj, skoro wiesz - kontynuował pierwszy krasnolud, zwracając się już w kierunku jasnowłosego. - Może faktycznie będzie z ciebie pożytek. Niemniej i tak z twoim mizernym wyglądem nie pożyjesz sobie długo.

Lepiej ubrany zignorował komentarz. Poczekał, aż każdy się uciszy i zaczął opowiadać swoim nadal niepewnym, ale donośnym głosem.

- Mało kto wie, co się dzieje w Górach Granicznych. Czy to w ogóle teren należący wciąż do nas, czy może do orków czy Siegvaardu. W sumie mało kto się tym przejmuje. Mieszkamy wszak zbyt daleko: jakieś kilka, kilkanaście dni drogi.

- No dobra, konkrety! - burknął krasnolud z blizną.

- My... to znaczy... - kontynuował niepewnie. - Tak jak mówiłem, mamy szmat czasu. Tamte tereny są przede wszystkim niezbadane. Niebezpieczne. Nikt o zdrowych zmysłach nie kieruje się w tamtą stronę, nawet najbardziej zidiociali poszukiwacze przygód. Z racji, że tereny te są właściwie jeszcze w dzikim stanie, to wciąż można znaleźć bogate rudy wszelakich metali, nawet tuż przy powierzchni. Prosperują tam kolonie karne, każda złożona z więźniów, takich jak my. Nie licząc bijącego mrozu, metrowych zasp, głodu, ciężkiej, całodniowej pracy, niebezpieczeństw w niezabezpieczanych kopalniach, do tego wszystkiego dochodzi jeszcze najgorsze ze wszystkich. Nie jesteśmy tam sami.

Ostatnie zdanie powiedziane było mrocznym tonem, skutecznie oddziałując na trójkę słuchaczy. Nawet człowiek, do tej pory niemrawy, odwrócił się lekko w kierunku jasnowłosego.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-14, 21:06   

Całe to gadanie o orkach i dzikich terenach nie zrobiło wrażenia na krasnoludzie. Nic co nie było problem pionierskich ziem, nie ma w tym nic strasznego. Ale to ostatnie zdanie brzmiało złowieszczo.

- Orkowie? Tfu! - W miarę możliwość splunął po za wóz. - Żaden problem dla wprawionego wojownika. Przynajmniej będzie się czym rozerwać! - Zaśmiał się krótko. - Nie jesteśmy sami! Co to ma znaczyć?! Orkowie biegają po naszych kopalniach?

Wątpił by chodziło o orków. Ten plugawy pomiot nie budzi takiej grozy. W takim razie co? Próbował wysilić umysł czy kiedykolwiek słyszał coś o tamtych terenach.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-14, 22:12   

- Ha! - wykrzyknął krasnolud. - Modliłbym się o orków! Ale tutaj mamy do czynienia z kimś innym, z kimś, kto równie dobrze jak my potrafi odnaleźć się w ciasnych tunelach, w ciemnych kawernach. Orkowie może i na powierzchni by coś zdziałali, ale pod ziemią...

Przerwał, by odkaszlnąć. Wykorzystał to krasnolud z blizną.

- Potrafisz walczyć, co? - zwrócił się do Dalina. - To widzę, że nie będę musiał sam stawać do walki, kiedy napotkamy wreszcie na te potworki, czy co tam w głębi siedzi. Gobliny? Nie, przecież to są cioty, nie przeciwnicy. To musi być coś innego, coś...

- Kojarzycie plemię Razud? - kontynuował srebrnowłosy. - Bardzo mało wiadomo o tych kreaturach. Podobno tworzą cywilizacje jak inne rasy rozumne i bardzo dobrze czują się właśnie w podziemiach. Są naszego wzrostu i siły, ale zwinnością dorównują elfom. Ich czarne jak noc ślepia oraz zęby rozstawione po całej szerokości paszczy...

- Dobra, dobra - przerwał mu blady krasnolud, który po tym opisie stał się jeszcze bledszy, o ile było to w ogóle możliwe.

Dalin spróbował przypomnieć sobie, czy on sam słyszał kiedyś o Górach Granicznych. Sama wzmianka o plemieniu Razud była dla niego niemal obca, nie licząc sławetnych w jego wiosce opowiastek, którymi straszy się małe dzieci, by poszły spać. Że "przyjdzie Skaeling i cię zje". Było to bardzo skuteczną metodą wychowawczą. Jedyne, co usłyszał o tamtych terenach, była wzmianka, że są one bogate we wszelakie złoża i prędzej czy później, gdy już surowce przy większych miastach wyczerpią się, na Góry Graniczne uderzy spora finansowa ofensywa. Póki co jednak tereny te pozostają niezbadane i obce. Góry Środka Świata są na tyle rozległe i ucywilizowane, by nie zawracać sobie głowy jakimiś kolejnymi, dzikimi terenami.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-15, 11:03   

Na pytanie bliznowatego Dalin mimowolnie się wyprostował i napiął mięśnie. Spojrzał na krasnoluda. Wojownik instynktownie wiedział, że na trafił na kogoś podobnego do siebie. Zastanawiał się czy posiadł sztukę przekuwania gniewu w silę. Ktoś taki mógłby okazać się wartościowym towarzyszem w mrokach kopalni. Jednak rudzielec nie był wstanie się powstrzymać przed próbą małej prowokacji.

- Jeśli potrafisz coś więcej niż przyjmować ciosy, to pokażemy tym stworom, że kopalnie należą do krasnoludów!

O ile do bliznowatego naprał trochę sympatii to do bladego poczuł odrazę. Osobnik robiący w gacie słuchając zwykłej opowieści jest nic nie wart zarówno jako krasnolud jak i jako wojownik.

- Kurwa co ja Ci kurwa mówiłem! - Ryknął na bladego. - Zamknij ten zawszony ryj i daj mówić innym jeśli sam nie masz nic do powiedzenia! Ty jebany tchórzu! Boisz się samych słów! Szczyl jesteś czy mężczyzna?! - Urwał na chwilę. - Razud, Razud... - Mruknął do siebie. - W moich stronach tymi potworkami straszono dzieci. - Spojrzał z niesmakiem na bladego. - Mój dziadunio mawiał, że jak się nie będę słuchał to przyjdzie Skaeling i odgryzie mi uszy. HEHE! Czyli one naprawdę gdzieś tam są? Już nie mogę doczekać! Kontynuuj! - Zwrócił się do "bogatego", po czym łypnął groźnie na bladego. - A tym tchórzem się nie przejmuj!

"Tam coś musi być inaczej te bogate tereny dawno zostały by podbite. Razud może... Silne jak krasnoludy, zwinne jak elfy." - Zastanawiał się w myślach berserker. - " Zapowiada się ciekawa odsiadka!"
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-15, 12:50   

Krasnolud z blizną pokręcił głową.

- Nie mam zamiaru walczyć o czyjeś kopalnie, zwłaszcza, że jestem więźniem. Wystarczy mi, że będę w stanie obronić własny tyłek przed tymi maszkarami, tylko na tym mi obecnie zależy.

Następnie Dalin wybuchnął krzykiem. Kontrolowanym, skierowanym w kierunku ciemnowłosego. Ten nie zareagował na docinki wojownika, ale odwrócił wzrok, by nie nawiązywać bezpośredniego kontaktu.

- Dobra, spokój mi tu - zaryczał bliznowaty. - I naprawdę, rudy, wprost "nie możesz się doczekać"? Serio? I jak będziesz z nimi walczyć? Gołymi rękoma? Przerdzewiałym kilofem? Grudą ziemi?

- Tak jak już wspominałem - kontynuował jasnowłosy - bardzo mało wiadomo o tych stworzeniach. Może i jest coś więcej, ale ja sam znam tylko te szczegóły, które wam podałem. Tworzą prymitywne cywilizacje, jeszcze bardziej zacofane niż orkowe. Podobno swoje ofiary "wykorzystują" do najmniejszej kosteczki. Walczą bez ładu i składu, mają improwizowane bronie, chyba, że w ręce wpadnie im broń po pokonanym przeciwniku.

Nagle wóz podskoczył na wyboju. Klatka podniosła się, a wszyscy w niej zgromadzeni uderzyli boleśnie głową o sufit.

- ...rwa jego mać - syknął mężczyzna z blizną. Jego włosy były nijakiego koloru, ni to brązowe czy szare, takie bardziej... mysie. Miał je związane z tyłu głowy w długi, pojedynczy kuc.

- Ale to nie jest potwierdzone czy coś, nie?... - odezwał się "tchórz". - W sensie, że oni chyba żyją gdzieś indziej, w jakimś Eladonie czy coś tam.

- Cokolwiek to jest - spointował bogaciej wyglądający krasnolud - na pewno musi być to coś, co zabiło już niejednego więźnia, a i strażnikom nie spędza snu z powiek. Tylko głupiec mógłby nie brać tego zagrożenia na poważnie.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-15, 13:34   

Tak jak sądził Dalin blady krasnolud był po prostu tchórzem, bał się nawet spojrzeć na wojownika.

- Chodźby gołymi pięściami! - Odparł bliznowatemu i wyszczerzył się obłąkańczo. - Jeśli się pojawią, postaram się, by mnie zapamiętały!

Nagle wóz podskoczył na wybojach, a Dalin rypnął się w łeb o dach klatki. Dał upust swojej złości wtórując bliznowatemu.

- Kurwa! - Poczym zachował się bardziej jak klient dorożki, a nie więzień. - Nie wieziesz kartofli idioto! - Za milkł przysłuchując się rozmowie. - Na pewno nie wysyłają nas na piknik do miłej chłodnej kopalni! Czy to Razud czy nie przekonamy się na miejscu! Faktem jest, że tam coś siedzi i zabija!
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-15, 13:47   

Dwójka strażników siedzących na przodzie wozu nie zareagowała na ziemniaczany komentarz Dalina. Być może najnormalniej w świecie nie usłyszeli, lub też po prostu nie mieli zamiaru usłyszeć. Cały tunel był cichy, czasami tylko orszak mijał się z innymi uczestnikami ruchu. Wciąż jechali po głównej drodze, którą to Dalin wraz z Brendem przebyli, kierując się do miasta.

- Mamy jeszcze mnóstwo czasu - odrzekł siwy mężczyzna. - Tydzień, może nawet i dłużej. Jeśli mielibyśmy przez cały ten czas leżeć w tej klatce, to wątpię, byśmy w ogóle byli w stanie ustać na własnych nogach. Zwłaszcza, że póki co nie mają zamiaru dać nam nic do jedzenia.

- Oby coś rzucili - wtrącił się nielubiany przez Dalina ciemnowłosy. - Zależy im przecież, byśmy w tej kopalni robili, a nie zdechli podczas podróży.

Minęła krótka chwila ciszy, przerywanej miarowym hałasem skrzypiących kół i żwiru, który znajdował się pod nimi. Potem odezwał się krasnolud z blizną.

- To może czymś się zajmiemy w tym czasie? Ruszyć się będzie trudno, ale porozmawiać zawsze możemy.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-15, 13:54   

- Mam wrażenie, że nie będą się na mi troskliwie opiekować! - Mruknął, próbując zagłuszyć burczenie w brzuchu i zapomnieć o suchości w gardle. Kiedy ostatni raz miał w ustach krople alkoholu. - Warto by się czymś rozerwać! Co proponujesz?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-15, 14:17   

- Kurna, nie wiem - odparł naznaczony blizną towarzysz Dalina. - Coś mi się wrzyna w tyłek.

- Może - zaczął siwy - po pierwsze się sobie przedstawimy? Skoro mamy spędzić w tej klatce kilkanaście dni, to warto się lepiej zapoznać. Powiedziałeś, że nazywasz się... Dalin, tak? Miło mi, jestem Ghathnar Kazaan.

- Varruk, dla przyjaciół Var - mruknął mężczyzna z mysimi włosami.

Ostatni, jak zwykle, odezwał się ciemnowłosy, blady mężczyzna. Pomasował się w tył głowy i odpowiedział:

- Ygdgrim.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-15, 14:29   

Dobre na początek przynajmniej zna imiona swoich towarzyszy, chociaż wydawało mu się, że blady zmyślił swoje. Jak można nazywać się Ygdgrim? Ale nie zamierzał jednak poruszać tej kwestii. Imię to drażliwa sprawa.

- Miło was poznać. - Odparł, a jego spojrzenie powędrowało na tego, który nie odezwał się jeszcze. - A ty człowieku? Znasz nasz język?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-15, 14:37   

- Chujowe imię - wtrącił Varruk, kierując te słowa w stronę ciemnowłosego.

Krasnolud nie zareagował, nie licząc krótkiego, ale wymownego "spierdalaj". Człowiek natomiast, zaczepiony i zapytany przez Dalina o język, powiedział tylko krótkie coś, czego nie potrafił zrozumieć.

- Imperialny - odparł Ghathnar. - Poczekajcie sekundę.

Po czym i on przeszedł na język Imperium, przeprowadzając krótką rozmowę z człowiekiem. Jego kasztanowe włosy, niemyte od tygodni, przylepione były do twarzy. Ręce zaciśnięte były na prętach klatki, nieruchome. Odpowiedział tylko kilkoma słowami. Reakcja srebrnowłosego mogła wyrazić wszystko, co ten mu powiedział.

- Nie chce się z nami zadawać. Twierdzi, że jest niewinny. Imienia z wiadomej przyczyny również nie podał.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-15, 14:48   

Odpowiedzi człowieka nie zrozumiał. Dalin nie wróżył długiej przyszłości człowiekowi w kopalni, który nie rozumiał krasnoludzekiego i jego samego niewielu będzie w stanie zrozumieć. Do tego taki skryty.

- Jak nie chce to niech nie gada! Założę się, że wszyscy na tym wozie są równie niewinni! Phi! Co on sobie myśli, ze imię mu ukradniemy?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-15, 15:46   

- Zdechnie sam, jego problem. Lepiej trzymać się razem, to może jeszcze trochę pożyjemy - burknął mężczyzna z blizną.

Wóz jechał dalej. Po przebyciu długiej drogi po głównym i szerokim trakcie, odbił w pewnym momencie w prawo, na nieco mniejszą, ale i tak zadbaną drogę, szeroką, i dobrze oświetloną. Ta mogła mieć może z dwanaście metrów szerokości i cztery wysokości. Tutaj droga była ze zwykłego kamienia, który na szczęście i wygodę pasażerów wygładzony był do perfekcji. Wóz nie skakał, a ból w plecach Dalina nie odzywał się już od dłuższego czasu.

- Pierdolę go - powiedział Ygdgrim, odwracając się lekko w jego kierunku. - W sumie to za co siedzicie? - zapytał, próbując przełamać lody między nim, a całą resztą. By nie było, to ja sam zacznę.

Odchrząknął.

- Jestem złodziejem. Włamuję się do domów, mieszkań, sklepów, kradnę fanty i sprzedaję. Nie mam za to w zwyczaju napadać na nikogo bezpośrednio, grozić bronią. To nie w moim stylu. Nikogo nigdy nie zabiłem i dalej nie zamierzam. Złapali mnie jak chciałem sprzedać kolejne kosztowności u dobrego znajomego pasera. I, kurwa, ten skurwiel mnie wydymał! Zaraz jak wyszedłem od niego, rzuciła się na mnie trójka strażników. Tak, o, z dupy.

Zrobił krótką pauzę, zebrał myśli.

- W sumie nie wiem, dlaczego posłali mnie na roboty. Nic takiego "większego" zdawałem się nie zrobić, co by zasługiwało na taką karę.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-15, 18:02   

- Tak, lepiej trzymać się razem. - Zgodził się z bliznowatym wojownik. A potem przysłuchiwał się temu co ma do powiedzenia blady. - Morał z tego taki, że trzeba uważać z kimś się zadaje. - Odparł enigmatycznie przyglądając się uważnie Ygdgrimowi. - Skoro już musisz wiedzieć... - Postanowił podzielić się częścią swoich przygód z nowymi kompanami, ale nie które fakty przemilczał. - Przybyłem do miasta z towarzyszem, aby załatwić pewną sprawę. Pewien krasnolud chciał nas orżnąć, a my chcieliśmy wyrównać rachunki. Niestety facet nie chciał po dobroci. Nie miał głowy do interesów to też ją stracił! Hehe! - Dalin roześmiał się na wspomnienie dekapitacji Dogrima. - Nie przewidzieliśmy jednak, że w całą kabałę w mieszał się mag. Mój towarzysz zginął... - Mimowolnie wojownik zacisnął dłonie w pięści. - ... ja sam cudem uszedłem z życiem. Przy okazji poszła z dymem jakaś chata. Jeszcze dopadnę tego jebanego maga! - Wrzasnął rudzielec nie kontrolując emocji. - W każdym razie obudziłem się szpitalu, a uśmiechnięty komendant straży po informował mnie, że stryczek już na mnie czeka. Postanowiłem nie czekać i dałem dyla! Zwinąłem miksturę leczniczą i chodu! - Krasnolud słowem nie wspomniał o udziale Donii w jego ucieczce. - Niestety ten skurwiel ze straży wziął za punkt honoru dorwanie mojej skromnej osoby! Zaciukałem jednego psa którego za mną wysłał, sukinsyn nie chciał się poddać. W ogólnym zamieszaniu poszedł z dymem sklep alchemika. Potem przebiłem się przez jedną z bram, ale chuj wysłał za mną kawalerię! Hah trzeba było aż pięciu, by mnie sprowadzić na tą szopkę, którą nazywali procesem! A jaka jest wasza historia?

Spojrzał na 'bogatszego" i bliznowatego. Zdziwił się własnymi słowami, opowiadał to tak lekko i chełpił się własnymi czynami. Czyżby naprawdę stał się kryminalistą?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-15, 20:43   

- To ta straż to rzeczywiście banda idiotów, skoro ot tak pozwoliła ci uciec - roześmiał się Varruk. - A ich ludzie... szkoda słów! Sam zaciukałem jednego - kontynuował, płynnie przechodząc do własnego wątku. - Zaraz po tym, jak rozbiłem czaszkę jakiegoś dumnego szlachcica w gospodzie, ha! Tymi rękoma! - tu wystawił obie dłonie do góry, czyli na całe dziesięć centymetrów: na tyle, ile pozwalała ciasnota klatki.

Wóz po raz kolejny podskoczył. Tym razem delikatniej, jednak efekt był jak najbardziej nieprzyjemny.

- No, trochę pomógł mi w tym twardy jak kamień stół, przy którym siedział. Ale wiecie, powód miałem jak najbardziej słuszny. Nie chcę wam głowy zaprzątać, powiem tylko, że to była kwestia honorowa.

Sytuacja ta przypomniała Dalinowi jego własny "pojedynek" ze szlachcicem, który zmusił go do opuszczenia rodzinnych stron. Gdyby tylko nie pojawił się on tego dnia, kto wie, może nie siedziałby teraz zamknięty w klatce, a dalej pracował na rzecz klanu, bez zbędnych problemów i nagromadzających się wyrzutów sumienia?

- Mój przypadek jest chyba najbardziej niekonwencjonalny - zaczął Ghathnar, kręcąc wolną ręką wąsa. - Otóż... Malwersacje. Różnego rodzaju. Zaczęło się niewinnie, wiecie, przekręt w banku na niewielką kwotę. Podrobione nazwisko na wekslu, potrzebowałem parę złotych monet. Nauczył mnie tego wszystkiego wuj. Dostałem pieniądze, zadłużyli moją ofiarę, a ja rozpatrzyłem kontynuowanie tego przedsięwzięcia. Szło mi nad wyraz sprawnie. Wymuszałem coraz to większe kwoty, nawet przez pewien czas miałem szlachecki tytuł. No, wszystko da się kupić, jak ma się pieniądze. Niestety stałem się nieostrożny, złapali mój trop no i... jestem.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-15, 22:24   

- Doskonale Cię rozumiem! Z panem magiem też mam nie dokończone sprawy honorowe! - Zwrócił się do bliznowatego. Owy krasnolud co raz bardziej mu się podobał. Mieli ze sobą tyle wspólnego. Czyżby znalazł pokrewnego ducha? - Honor jest najważniejszą sprawą dla wojownika. - Odparł z pełną powagą. - A ile na takich malwersacje można zarobić? - Zagadną Ghathnara dla potrzymania rozmowy. - W sumie dobrze, że wskoczyłeś do kieszeni tym błękitno krwistym dupką do kieszeni! Połowa z nich nigdy nie zhańbiła się uczciwą pracą.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-15, 22:49   

- No widzisz, jednak jest tu ktoś, kto ciągle ceni sobie sprawdzone, odwieczne prawa, jakie rządzą tym światem, nie pieniądze czy władza, ale poczucie własnej godności - odparł mężczyzna z blizną.

Drugi z zagadanych krasnoludów powtórzył charakterystyczny gest zawijanego wąsa.

- Najgorsze jest to, że w Gwynn rządzą właśnie takie typy: gnuśni, pasywni, żyjący na ciężkiej pracy biednych. Na dodatek wszystko strzeże ta pieprzona gwardia, co zamyka w więzieniu każdego, kto wyściubi choćby czubek nosa ponad resztę. A co do zarobku... - tu zatarł kościste dłonie - to może on osiągać niewyobrażalne wręcz nominały. Kilka dobrych fałszerstw, podpisów, a nagle stajesz się właścicielem pięciu wsi i setki chłopów. Ot tak. Oczywiście im wyżej będziesz celował, tym z większym ryzykiem masz do czynienia. Ja niestety przekroczyłem tę cienką granicę.

A powóz jechał dalej. Droga prowadziła nieprzerwanie przed siebie raz poszerzając się, to raz zwężając, bez ładu i składu. Niemniej wciąż była to nienaganny trakt, po którym bardzo przyjemnie można było się przemieszczać. Oczywiście, jeśli liczyć półsiedzenie w ciasnej klatce za przyjemność.


* * *


Droga ciągnęła się ślamazarnie. Już po kilku godzinach ciało Dalina zesztywniało, a nogi błagały o możliwość ich wyprostowania. Orszak jechał dalej, niewzruszony zachciankami więźniów. W ogóle nie przystawał, nie zatrzymywał się. Jeśli ktoś miał potrzebę: załatwiał ją prosto z wozu, bezceremonialnie. Z naturalnej przyczyny ta ekskluzywność nie dotyczyła samych skazańców, przez co już pod wieczór wnętrze klatki, no, nie pachniało najlepiej. I nikt nie chciał się do tego czynu przyznać.

W dzień jeden z powożących spał, drugi natomiast prowadził konie. W nocy działo się na odwrót. Czasami konni znikali i pojawiali się po paru godzinach, ale zawsze przynajmniej jeden z nich pozostawał przy wozie. Nawet jeśli nie byłoby obecnie żadnego, a na czele powozu jeden z dwójki krasnoludów by spał, to i tak szanse na ucieczkę były bliskie zeru. Wytrzymała, metalowa klatka, zamknięta na gruby, podwójnie zamknięty łańcuch zdawało się być barierą nie do pokonania.

Noc była identyczna jak dzień - z tą różnicą, że większość ze współwięźniów spała. W tym i też Dalin.


* * *


Kolejny dzień wyglądał tak samo, jak poprzedni. Silne uczucie głodu i pragnienia, niemal fizyczny ból związany z brakiem alkoholu oraz ogólne zmęczenie ciała, zmuszone do przebywania w niewygodnej pozycji. Dalin obudził się pierwszy. Cała reszta jeszcze spała, a nawet jeden z krasnoludów, Varruk, chrapał donośnie.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-16, 14:39   

Słowa Ghathnara skłoniła Dalina do refleksji. Przekręty na sumy, których wojownik nie był wstanie sobie wyobrazić, stawiały tego krasnoluda w zupełnej innej lidze niż resztę więźniów. Rudzielec nie mógł zrozumieć, że kogoś kto zdolny jest manipulować liczbami i podpisami by zdobyć majątek pozwolono żyć. Z nich wszystkich stanowił największe zagrożenie, w krótkim czasie może wyrządzić ogromne szkody. Żadne morderstwo czy kradzież nie mogły się z tym równać. W lepszych czasach szwagier przestrzegał go przed takimi cwaniaczkami. Ów oszust w działaniach przypominał Jarpala, który bezczelnie przywłaszczył sobie kopalnie Brenda. Rudzielec czuł się zdezorientowany, nie potrafił określić jakie emocje czuł do Ghathnara. Nagle wpadła berserkerowi pewna myśl. Najlepszą formą zemsty na magu było by odebranie mu tego co najbardziej kocha pieniędzy. Oszust mógłby być doskonałym narzędziem do tego celu. Myśli wojownika zdominował obraz przegranego Jarpala puszczonego jeno z samymi gaciami oraz moment własnego triumfu jak oznajmia przeklętemu magowi, że to jego dzieło. I na tych wizjach upłynął mu czas aż do wieczora.

***


Dalina zbudził głód i pragnie. Rozejrzał się i widząc ze reszta śpi postanowił ich nie budzić. Popatrzył na swoje ręce, trzęsły się jak osika. Oddał by worek złota za kieliszek wódki. Strażnikom chyba zbytnio nie zależy, by dowieść ich w pełni sił do kopalni. Przyjrzał się ochronie wozu, chciał wiedzieć ilu ich pilnuje i jak są uzbrojeni. Rozglądał się także za czymś do jedzenia może uda się to zwędzić przez kraty.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-16, 15:06   

Głód, pragnienie, czy zdrętwiałe ciało były niczym w porównaniu do niesamowicie palącej potrzeby napicia się alkoholu. Od kilku miesięcy Dalin nie doświadczył tej niedogodności, jaką przysparzał mu jego zmęczony, uzależniony organizm. Już sama myśl o tym powodował niekontrolowany ból w głowie, jakby dziesiątki igieł jednocześnie chciało wbić mu się do wnętrza mózgu. Nie było to jeszcze na tyle poważny problem, by wojownik przestał normalnie postrzegać rzeczywistość, czy zaczął zamieniać się w warzywo, niczym wampir pozbawiony świeżej krwi. Ręce oczywiście trzęsły się, a głowa bolała, jednak póki co było to w miarę do zniesienia.

Spojrzał przed siebie, na dwójkę strażników, którzy siedzieli na przodzie wozu. Jeden z nich, ten siedzący po lewej, prowadził konie. Drugi wyglądał, jakby spał. Droga nie zmieniła się znacznie: wciąż był to zadbany, często uczęszczany trakt, szeroki, dobrze oświetlony. Z boku wozu zauważył natomiast tylko jednego konnego. Nie wyglądał na zmęczonego, a wręcz przeciwnie: raz po raz przyglądał się więźniom, idąc na ich wysokości, trzymając dystans pięciu metrów.

Potem przyszła pora na głębszą lustrację wozu. Klatka ustawiona była na tyłach, jednak łańcuchy trzymały ją w wystarczającym stopniu, by nie poruszyła się o więcej niż dwadzieścia centymetrów w każdą stronę. Reszta wozu skryta była pod płachtą. Ta była niestety zbyt daleko oddalona, by nawet najbardziej zręczna osoba dałaby radę do niej dosięgnąć. Półtora metra, mniej więcej. Zdecydowanie za dużo.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-10-16, 19:28   

Nie znajdując nic interesującego ani pośród strażników ani na wozie Dalin rzucił jeszcze okiem na blokujący wyjście łańcuch. Potem próbował znaleźć swojemu udręczonemu umysłowi i ciału jakieś zajęcie. Cokolwiek byle nie myśleć o alkoholu. Liczył pochodnie, "szyby świetlne", zakręty, załomy w skale na mijanych ścianach tunelu. I czynił tak walcząc z nudą i pragnieniem dopóki nie wydarzyło się coś ciekawego.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-10-18, 21:11   

Łańcuch był mocny. Ciężki i wielki, taki, którego same ogniwa momentami były większe od i tak masywnej kłódki, która trzymała je w całości. Ta z kolei miała wejście na klucz od zewnętrznej strony, a na dodatek, co nie umknęło uwadze Dalina, zamek zabezpieczony był na dodatek ciężką metalową płytką, której podniesienie wymagało siły, będąc niemożliwością dla znajdujących się wewnątrz klatki. Drugi łańcuch i druga kłódka były dokładnie takie same, skutecznie zabezpieczając metalową bramkę przed otwarciem. Gdy krasnolud spojrzał w górę, ujrzał kolejną bramkę. Ta była malutkich rozmiarów, bo mierzyła może dwadzieścia na dwadzieścia centymetrów. Zabezpieczona była pojedynczą kłódką.

Chwila zastanowienia nie przyniosła jednoznacznej odpowiedzi, czemu owa klatka miałaby służyć. Pochodnie na ścianach stały się łatwiejsze do poskromienia. Dalin, z braku innych rozrywek, zajął się ich liczeniem. Jedna, druga...

Przy Pięćdziesiątej czwartej usłyszał jakiś ruch na przodzie wozu. Przy pięćdziesiątej dziewiątej - stukanie w pręty klatki. Oraz stukot metalowego mechanizmu u góry. bramka podniosła się, jakiś ciężki, owinięty w papier pakunek spadł wprost na nogi Dalina. Nim zorientował się, co się stało, kłódka znów się zamknęła, a strażnik, odchodzący od więźniów, rzucił tylko krótkie, suche "smacznego".

Wydarzenie te obudziło srebrnowłosego. Reakcja wiązana przeskoczyła na pozostałych skazańców, przez co po chwili żaden z nich już nie spał, jedynie leniwie się przeciągając i patrząc zlepionymi oczami na dziwne zawiniątko na kolanach Dalina.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group