Nocą konary otaczających go drzew przybierały upiornych kształtów. Wyglądały jak ogromne ramiona dendroidów – upiorów lasu, gotowych go pochwycić i zmiażdżyć żebra w nieludzkim uścisku. Wyssać z niego duszę, cisnąć o ziemię, by tam gnił i rozpuścił na czynniki pierwsze, pożarty przez ścierwojady aż do gołych kości.
Nie miał pojęcia, jak długo biegł. Nie miał pojęcia gdzie jest. Czemu go złapano. Czemu go goniono. Czemu chciano go zabić. Na dobrą sprawę, nie wiedział nawet, jaki jest dzień tygodnia, miesiąc, rok. Co robił drow morderca. Kobieta, która rozszarpała Erxeńczyka na strzępy jak dzikie zwierzę. Wiedział tylko jedno. Że musi biec, biec aż do zdarcia stóp, do wyplucia płuc, do ucieczki, ucieczki, ucieczki jak najdalej. Wiedział, że musi
(się uwolnić, wyrwać z tej głowy, wydostać na zewnątrz, ŻYĆ)
zgubić nadciągającą bez wątpienia pogoń. Znajdował się jednak w całkowicie obcym mu terenie. Ervin podróżował swoim życiu całkiem sporo, zwiedził Źródła Natury i tereny ludzkiego Imperium. Erxen jednak stanowił dla niego całkowitą niewiadomą. Biegł. W związku z powyższym każdy kierunek był dobry. Noc była chłodna.
Po dwudziestu minutach biegu zwolnił tempa. Ciężki oddech przeszedł w ostrą zadyszkę. Ostatnich kilkanaście dni spędził w wozie, związany. Z kondycją było u niego na bakier. Mimo to nie słyszał odgłosów zbliżającej się pogoni. Napawało go to umiarkowanym optymizmem. Sprint przeszedł w trwający dalsze pół godziny trucht. Potykał się coraz częściej. Umiarkowane światło gwiazd pozwalało rozeznać się w okolicy wystarczająco, by nie wpaść twarzą w drzewo, lecz zmęczenie zaczynało dawać mu się we znaki. Wiedział doskonale, że
(zabiją go, wyprują z niego flaki, utopią we własnej krwi, jeżeli czegoś nie wymyśli)
nie będzie w stanie uciekać w nieskończoność jeżeli czegoś nie wymyśli.
Zatrzymał się na chwilę, sapiąc nieludzko. Każdy oddech sprawiał mu ból. Połykał powietrze, zupełnie, jakby się nim żywił. Pierś unosiła się mu i opadała jak kowalski miech, szybko, szybko, gwałtownie.
Szum.
Gdzieś w pobliżu płynęła woda. Był tego pewien. Rzeka? Potok? Strumyk? Wszystko jedno. Woda była wodą. Najlepszym miejscem do zgubienia pogoni. Po raz pierwszy od tygodni los się do niego uśmiechnął.
- Ervin...
I nic, nawet głosy z jego własnej głowy nie były w stanie go od tej myśli oderwać.
[...]Sesja jest nagrodą dla gracza za wygranie ostatniej edycji Quizu wiedzy o TALu. Serdecznie gratulujemy.
3 pkt. karmy dodano
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez DaMi 2012-06-20, 14:30, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-18, 18:58
Biegnij! Biegnij!
W uszach huczała mu krew. Ile razy w ciągu ostatnich miesięcy biegł tak, uciekając przed niewiadomym? Nie był pewien, czy było to tylko wspomnienie, czy tylko mu się wydawało, czy niedawno tak samo uciekał przed tym pierdolonym drowem? Ciężko było mu stwierdzić, ile czasu minęło od wspomnianych wydarzeń. I ciągle powtarzało się to, że w jego głowie panowała wrzawa, głosy przekrzykiwały się przez siebie, nie dając sobie nawzajem dojść do głosu, przez co docierały do jego... uszu? tylko niezrozumiałe krzyki. Uciekał. Zresztą, nie był pewny przed czym. Wiedział, że musi biec przed siebie najszybciej jak się da, bo inaczej zginie. To COŚ dogoni go i zagryzie, rozszarpie na strzępy i pożywi się jego mięsem. Od razu w jego umyśle pojawił się obraz Alii. Białowłosy potwór o niewytłumaczonej sile promieniującej z samej sylwetki, tak jakby samym zachowaniem pokazywała swoją wyższość nad wszystkimi, których spotkała.
Las, przez pierwsze pięć minut nawet nie zwrócił uwagi na otoczenie, w którym biegł. Jednak gdy tempo jego biegu ustabilizowało się, a przestał biec w szaleńczym szale (jak na szaleńca przystało), zaczął rozglądać się. Był przerażony.
Uciekaj. Proszę, uciekaj. Nie chce tutaj umrzeć! Oni są zaraz za Tobą! Nie słyszysz ich krzyków?
To krzyki, czy tylko wiatr płata figle jego zmysłom?
Zaraz wypuszczą psy gończe, wilki, duchy!
Powiedział inny głos.
Już wychodzą spomiędzy drzew, widzisz? Tam, za gałęzią!
To cień? Księżyc?
Serce zabiło jeszcze mocniej, przyspieszył trochę i zaczął brać większe wdechy, żeby bardziej dotlenić swoje mięśnie.
Drzewa wyszły ze swoich posad, rozpościerając gałęzie, próbując go otoczyć. Jednak on za każdym razem wymykał się z ich objęć i biegł dalej.
*nie będzie w stanie uciekać w nieskończoność jeżeli czegoś nie wymyśli*
Słowa jakby opisujące jego położenie, wypowiadające jego niewypowiedziane myśli, jakby rzucone w eter przez jakieś bóstwo, stwórce. Los? Nie słyszał tych słów. Znał swoją sytuację.
Biegł tak dobre 40 minut. Nie wiedział. Nie umiał rozpoznawać upływu czasu po drodze gwiazd, których nie widział, a nawet jakby miał taką możliwość, to nie patrzył się w górę. Patrzenie się w niebo jest zbyt powiązane z wiarą w Bogów. On nie miał żadnych. Dawno już przestał w jakichkolwiek wierzyć. Nawet, jeśli istnieli, to żaden z nich nie obdarzył go łaską. Dla niego równie dobrze mogliby nie istnieć.
Stop
CO TY ROBISZ DO KURWY NĘDZY?!?!?!?!
Zignorował ich. Wszyscy jak jeden chór zaczęli sprzeciwiać się jego nagłemu postojowi.
- zamknąć się, kurwa - rzucił w pustkę, nie był pewny czy wypowiedział te słowa na głos, czy tylko w myślach. Już dawno zatracił granicę.
Wytężył słuch. Miał przytłumione zmysły przez wielodniową pół-katatonię w "skrzyni", jaką była jego klatka. Musiał się wysilić, by dosłyszeć szum wody.
Rozterka. Woda była dobrym miejscem by zgubić za sobą ślad. Przejście/przepłynięcie na drugą stronę rzeki gubiło zapach. Jednak, z drugiej strony, jest to najlepsze miejsce na zasadzkę.
Szczęście w nieszczęściu. Jego mózg zwariował. Zniżył lekko sylwetkę, opuszczając głowę, by w razie nagłego ataku stanowić jak najmniejszy cel. Lekko szedł w stronę, z której, jak mu się wydawało, dobiegał szum. Jego oczy ciągle omiatały okolicę, chcąc wypatrzeć chociaż najmniejszy ruch. Był gotowy w każdej chwili zerwać się do biegu.
Czy człek naprawdę szalony jest w stanie zdać sobie sprawę z własnego szaleństwa? A może świadomość ułomności własnego umysłu jest symbolem tego, iż dusza wciąż walczy o pozostanie sobą? Czy rozmawianie z głosami było zachowaniem świadomym, czy też odruchem bezwarunkowym, czymś, nad czym nie panował? Były to pytania daleko wykraczające ponad jego możliwości poznawcze. Nie był to również czas i miejsce ku takiego rodzaju dywagacjom. Przecież musiał
(napić się piwa, oooo kurwa, napić się piwa, wychlać cały jebany OCEAN alkoholu)
(spierdalać stąd, uciekać, pogubić kurwa buty za sobą, jak najdalej, jak najszybciej, NA CO TY JESZCZE CZEKASZ?!)
(dziewkę... dziewkę zgwałcić... bogowie, minęły WIEKI od kiedy ostatni raz...)
myśleć rozsądnie. Póki co, woda zdawała się być jedyną sensowną drogą ucieczki w tym obcym mu, nieznanym terytorium.
- Ervin...
Jebane głosy.
Pół elf skulił się, ruszając do przodu. Bardzo szybko wydostał się zza linii drzew. Faktycznie, słuch nie mylił go. Środkiem zagajnika koryto wyżłobiła sobie rzeczka. Nie była ona szeroka, mogła mieć maksymalnie pięć, siedem metrów. Po obu stronach brzegu znajdowało się kilkunastometrowe pole drobnych, idealnie gładkich, owalnych kamieni naniesionych tu przez żywioł. Po drugiej stronie niebieskiej wstążki również wznosiła się mroczna ściana drzew. Ponieważ było ciemno, wojownik nie był absolutnie w stanie ustalić głębokości zbiornika. Rozsądek jednak podpowiadał, że nie mógł być on zbyt głęboki. W końcu był to bardziej strumyk, niż prawdziwa rzeka. Przekroczenie jej nurtu wiązało się jednak z pewnym ryzykiem. Przede wszystkim woda musiała być skurwysyńsko zimna, to raz. Po drugie, aby ją przekroczyć, musiał wyjść z bezpiecznego, liściastego otoczenia na otwarty teren. Żeby chociaż wiedział, gdzie się znajduje i gdzie ma uciekać!
(w domu, Ervin, w domu, z każdym krokiem coraz bliżej)
Ścieżka. Elf, uważnie obserwując drugi brzeg strumienia zauważył coś, co przykuło jego uwagę. Ścieżkę. W jednym miejscu pomiędzy drzewami następowała wyraźna przerwa, w oczywisty sposób powstała w sposób sztuczny. Może to zwierzęta wydeptały ją, prowadząc sobie drogę do wodopoju. Może nie. Może to pierwsza oznaka cywilizacji, ludzi, suchych ubrań i
(piwa!)
(dziwek!)
(krwi!)
ciepłego pożywienia?
A może jedna z tysięcy iluzji, którymi karmił go jego umęczony umysł.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-20, 19:07
Głosy w jego głowie wymyślały nowe zachcianki, marzenia, a on ciągle rozglądał się wokół, planując szybką przeprawę przez strumyk. Przyczaił się pod jednym z drzew, by stojąc lepiej ocenić sytuację w jakiej się znajduje.
Wolność. To słowo krążyło po jego głowie ponad wszystkimi kłótniami jego wewnętrznych głosów. To się teraz liczyło, pierwszy raz od bardzo dawna był wolny. Tak naprawdę wolny. Był panem swego losu i nic go nie ograniczało. Teraz tylko utrzymać ten stan jak najdłużej. Nie może spać spokojnie. Temu dziwnemu stowarzyszeniu na czymś zależało. Na czymś, co on miał. Nie będą chcieli tego tak po prostu odpuścić. Będą go gonić. A on nie mógł dać się złapać.
Nie spodziewali się jego ucieczki. To była jego nadzieja. Im szybciej znajdzie się w jakimś konkretnym, zamieszkanym przez ludzi miejscu, tym szybciej będzie mógł podawać się za kogoś zupełnie innego, udawać, podszyć się pod kogoś, tym szybciej będzie mógł czuć się bezpieczny.
Tymczasem był w lesie.
co będzie dalej?
Tak często zadawał sobie to pytanie.
CO DALEJ?!
Jakby chciał wykrzyczeć. Tak głośno by każda istniejąca istota mogła to usłyszeć. By w każdym planie wiedzieli o stanie jego ducha.
A jego duch nie był w najlepszej sytuacji.
Czuł się, jakby jego dusza roztrzaskała się na tysiąc kawałków. Jakby targało nim tysiące emocji w jednej sekundzie.
Gdyby mógł, odważyłby się, roztrzaskałby sobie głowę i wyrzucił wszystko co się w niej znajduje.
Cóż za dziwne przekonanie, że osobowość, dusza człowieka znajduje się w jego głowie.
Rozebrał się do naga. Przechodząc przez cholernie zimną wodę, wolał nie moczyć jeszcze dodatkowo ubrań, które nawet po wyjściu z niej będą ciągle mokre, i do tego będą jeszcze bardziej oziębiać ciało. Chciał przejść przez rzekę, ale nie wejdzie na ścieżkę.
Mogli po niej wędrować ludzi. A ludzie to w tej sytuacji duże zagrożenie. Ogólnie ludzie są zagrożeniem. Zawsze.
Jeśli nie zauważył żadnych ludzi, metalowych odblasków z lasu, położył złożone ubrania na głowie i przytrzymał je oboma rękoma. Nie będą skostniałe przez zimno. Podbiegł do strumyka w miejscu który wydawało mu się najwęższe, rozejrzał się szybko wokół, mając nadzieję, że żaden grot strzały nie mignie mu w oczach, odbijając blask księżyca.
Stawiał kroki możliwie jak najszybciej, byleby nie poślizgnąć się na zapewne śliskich kamieniach.
Jeśli udało mu się przejść bez większych problemów, po wyjściu na drugim brzegu pobiegł szybko w najbliższe drzewa i zaczął rozglądać się wokół, próbując strząsnąć z siebie jak najwięcej wody, by móc ubrać się, nie mocząc ubrań.
Ervin przylgnął do najbliższego z drzew, wlepiając spojrzenie w otaczający go mrok. Szum drzew i wody wypełniał jego uszy całkowicie. Noc chłonęła te dźwięki do tego stopnia, że wokół niego mogła maszerować cała armia imperialna, a on nawet nie zdałby sobie z tego faktu sprawy. Rzeczka miała nie więcej niż siedem metrów szerokości. Po obu jej stronach brzeg usłany był szerokim polem usianym ogromną ilością malutkich, owalnych, idealnie gładkich od żywiołu kamieni. Nie był to duży dystans. Coś, co spacerkiem można było pokonać w paręnaście sekund. Teraz, jednak, gdy się uciekało, zdawała się to być przeszkoda nie do pokonania. Nie było czasu do stracenia. Pogoń mogła znajdować się za nim i dostać go już w każdej chwili. Ervin, drżąc z zimna, zaczął zmagać się ze swoim ubraniem.
Okolica wyglądała bezpiecznie. W każdym razie na tyle, na ile pogrążony w absolutnych ciemnościach las mógł wydawać się bezpieczny. Ervin miał w sobie krew elfów, wychował się w źródłach natury, lecz jakieś dziwaczne zrządzenie losu sprawiło, iż jego ludzkie pochodzenie było w nim silniejsze. Bliskość z przyrodą nie dawała mu takich przywilejów, jak reszcie elfiej nacji.
Woda była
(KURWAAAAA...)
(Ervin ty idioto! Wszystkich nas pozabijasz!)
(Uciekaj, uciekaj, UCIEKAJ!)
zimna jak sam oddech piekieł. Ervin nigdy wcześniej w swoim życiu nie czuł podobnego zimna. Każde zakończenie nerwowe w jego ciele umarło, zamieniło się w maluteńki sopel lodu i przestało wysyłać wszelkie sygnały do mózgu za wyjątkiem jednego – bólu. Moment, w którym poziom wody sięgnął jego pasa, a fale rzeki zaczęły lizać go po brzuchu, później po torsie a wreszcie - ramionach był momentem, w którym myślał, że zemdleje. Że się przewróci, poślizgnie na wyślizganych przez wodę kamieniach pokrywających dno strumienia i runie twarzą prosto przed siebie. Utonie. A jego ostatnią zdrową myślą, będzie myśl o mrozie...
stracić przytomność na ułamek sekundy. Nie pamiętał nawet, jak się znalazł na drugim brzegu. Pamiętał tylko to uczucie, gdy wyszedł wreszcie z wody, ociekający od wilgoci, na kolanach tak miękkich, że załamały się pod nim w tym samym momencie, gdy uczynił pierwsze dwa kroki. Ervin przewrócił się na kamienisty brzeg. Pokonał w ciągu tych kilkunastu sekund zaledwie dwadzieścia metrów, lecz oddychał szybko i ciężko, jakby pokonał dwadzieścia kilometrów. Żył. Oddychał. Trząsł się, dostawał spazmów, a każdy łyk powietrza sprawiał mu ból. Ale żył.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-26, 08:52
Ciemność.
Cisza.
Zimno.
Ciemność?
Czy aby na pewno tym, co wypełniało jego mózg, była ciemność? Był brak wzroku, chwilowe odstąpienie zmysłu wzroku. Nie był w stanie skupić się na patrzeniu. Ostatnią rzeczą, jaką widział była woda, kipiąca pod jego piersią, wzburzona, chcąca wciągnąc go w otchłań.
Cisza?
W jego uszach huczała krew. Piszczało niemiłosiernie. Nie słyszał swojego oddechu.
Zimno.
Ból. Teraz czuł tylko te dwie rzeczy. Każda część jego skóry piekła, szczypała, bolała. Jakby najpierw wrzucono go do wrzątku, później wylano na niego kwas, a później zgnieciono wielkim głazem. Tak właśnie się teraz czuł. I wcale nie zapowiadało się, że ten stan miał się poprawić.
Nie spodziewał się takiego zimna. Wiedział, że będzie zimno, nawet bardzo. Ale nie aż tak! Nie spodziewał się aż tak oszałamiającego, zwalającego z nóg, zabierającego dech w piersiach mrozu. przenikającego do samych trzewi, płuc, mózgu.
Nie wiedział, co się wokół dzieje. Jakby znajdował się w wielkiej gorączce przez parę tygodni.
Jedyne co chciał teraz zrobić, to zarzucić suche ubrania na ramiona. Może rozłożą się na tyle, by chociaż trochę wchłonąć pierdoloną wodę, a na pewno chociaż częściowe przykrycie się pod odzieżą da mu ułamek wymaganego do powrotu do zdrowych zmysłów ciepła.
Jego ciało ociekało wodą. Do bladej z zimna, pokrytej gęsią skórką skórą koszula przylgnęła niemal natychmiast ciasną, mokrą warstwą. Oddychał głęboko, walcząc z ogarniającymi go dreszczami. Musiał się ogrzać, choćby minimalnie. Znaleźć jakieś suche miejsce z odrobiną ognia. Wiedział jednak doskonale, jak bardzo płonnymi były takie marzenia w miejscu, w którym się znalazł. Musiał się zdarzyć chyba jakiś cud, aby
(Podnieś głowę, idioto...)
(Patrz...)
(Tylko nie umieraj mi tu!)
w tej dziczy położonej pośrodku niczego znaleźć jakiekolwiek domostwo.
Jego zęby uderzały o siebie jak kastaniety. Wracał jednak do zmysłów. Po początkowym szoku termicznym jakiego doznało jego osłabione ciało, powoli odzyskiwał władzę nad swoimi kończynami. Musiał uciekać. Tej jednej rzeczy jego biedny umysł mógł być pewien.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-26, 16:03
Ciepłe punkty zaczęły pojawiać się na lodowatej mapie jego ciała. Powoli powracało czucie w najdalszych częściach kończyn, a zmysły zaczęły wracać do właściwej sprawności.
...lajmy stąd. ... są za nami! Słyszysz? ...yjesz?! ...urrrrwa! ...dnoś się i w nogi!
Chór, wręcz orkiestra głosów.
I on sam, jeden. W czarnym lesie, pośrodku niczego. Próbujący powstać, ruszać się, by jego mięśnie choć trochę wytworzyły życiodajne ciepło.
Półelf wstał. Nogi miał jak z waty. Uginały się pod nim w kolanach, drżały z zimna, osłabione i pokryte gęsią skórką. Mimo to jakimś niezwykłym cudem, ostatnim zrywem silnej woli bohater zdołał wykonać kilka pierwszych kroków i nie przewrócić się. Żył, psiamać! I zamierzał utrzymać ten stan rzeczy możliwie najdłużej.
(Ervin...)
(Nadchodzą...)
Dźwięki dochodzące z drugiego brzegu rzeczki naładowały całe jego ciało nagłym ładunkiem elektrycznym. Psy. Szczekanie psów. Ujadanie całej pieprzonej sfory. Nie miał pojęcia, kto go gonił – czy to ludzie Jaspisa? A może Erxeńczycy? Wiedział jedno – jeżeli szybko nie zacznie się ruszać, czeka go pewny powrót do klatki.
Przed nim ziała jedynie głęboka czerń lasu. Przerażająco obcego i nieznanego.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-26, 16:12
Psy. Zwierzęta. Nie spodziewał się tego. Kolejna rzecz, która go zaskoczyła. Co jeszcze go czeka? Złapał swoje ubrania, pewnie już prawie tak samo mokre jak on sam, przylepione do ciała, by wytrzeć sobie nimi twarz i tors. Woda oziębia. O wiele bardziej niż jego obecna nagość. Robił powolne kroki, niepewnie stawiając stopy na ziemi, tak, by się nie przewrócić. Kolejna próba powstania może już nie być taka łatwa. Mimo, że chciał znaleźć się jak najdalej tej rzeczki w jak najkrótszym czasie, pozwolił sobie na powolne tempo. Albo ucieknie powoli, albo nie ucieknie w ogóle.
Do lasu! Tam będzie cieplej! Ratunek!
Mrok pochłonął go niczym kochająca matka, tuląca dziecko do swych piersi. Nie posądzał się o taką siłę woli. Kolejne kroki, stawiane najpierw niewyraźnie, z osłabieniem, niezgrabnie, bardzo szybko przeszły w lekki trucht. Woda parowała na jego ciele, ogrzewana jego ciepłem. Żył. Żył. I za żadne skarby nie chciał wracać do
(niewoli)
(niebytu)
(krainy snów)
drewnianej klatki. Do maniaków, pragnących eksperymentować na jego ciele i duszy.
Ujadanie psów zbliżało się. Szły pewnie w jego kierunku. Gdy tylko dotrą do rzeczki bez wysiłku wpadną na to, że ją przekroczył. Zyska pewnie kilka minut, zanim gonitwa podejmie trop na właściwym brzegu wody. Musiał wykorzystać je mądrze.
Ervin zagłębił się w roślinność. Biegł. Rozruszane mięśnie rozgrzały się, same przypominając sobie, w jaki sposób powinny się zachować. Mógł tylko cieszyć się, że po takiej kąpieli nie chwycił go żaden skurcz.
(Ervin...)
Nisko zawieszona gałązka chlasnęła go boleśnie przez twarz. Odruchowo odwrócił wzrok w stronę przeciwną do uderzenia i wtedy zobaczył światło. Światło. Prawdziwe, jasne, złote światło pochodzące od ognia. Nie było to ognisko. Wyglądało bardziej jak światło bijące z okiennic ciepłego, suchego domostwa. Co robiło domostwo pośrodku Erxeńskich lasów? Tego Ervin nie wiedział. Jednego był pewien. Jeżeli tylko uda mu się
(zabić domowników)
(okraść ich)
(zastraszyć)
dostać do środka, być może otrzyma tam pomoc. Sam nie miał szans na przetrwanie w obcym mu terenie. Pogoń była już zbyt blisko, by mieć nadzieję na jej zgubienie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-26, 16:31
Pogoń. Światło. Las. Ciepło. Ucieczka.
Pięć słów.
Szaleństwo.
No dobra, sześć - opisujących jego obecną sytuację. Jego ciało powracało do własciwego działania, wiedział już, jak ruszyć nogą, żeby się nie przewrócić, pójść kolejny krok do przodu. Chociaż zawdzięczał to pewnie instynktowi i pamięci mięśni, a nie samemu sobie. Musiał uciekać, chociaż pogoń była już tak blisko, że wręcz słyszał krzyki wrogów. Musiał znaleźć się gdzieś, gdzie jest ciepło, bezpiecznie.
Światło.
To mogłoby być wybawienie. Ale jednocześnie mogła być to pułapka.
Nie ma ryzyka... Każdy wie jak się to zawsze kończy.
Zbliżył się do światła na tyle blisko, by móc dowiedzieć się dokładnie co je wytwarzało, i co znajdowało się w jego najbliższym otoczeniu.
Człowiek, który nie ma tak naprawdę już nic do stracenia nie zna takiego słowa jak „ryzyko”. On po prostu działa. Każda sytuacja będzie bowiem lepszą od tej, w której aktualnie się znalazł. Nie inaczej było w tym wypadku. Ervin nie miał najmniejszego pojęcia, co się z nim działo. Nie wiedział, jakim cudem znalazł się znowu w Sorii. Co się zmieniło w jego ciele i duszy. Czego dokładnie chcieli od niego szurnięci magowie, pieprznięci Erxeńczycy, demony, diabły, niebianie i cały panteon tysiąca piekieł. Z niewiadomych mu przyczyn każda osoba, jaką napotkał na swojej drodze, była nim zainteresowana. A przecież on chciał tylko
(właśnie, czego?)
chwili spokoju.
Odgłosy pogoni chwilowo przycichły. Napastnicy najwyraźniej mieli podobny problem z pokonaniem rzeczki w ciemnościach nocy co i on. Brakowało im jednak jego determinacji i woli przetrwania. Ervin korzystając z chwili oddechu skierował swoje kroki w stronę światła. Powoli przyzwyczajał się do wędrówki nocą przez las. Nawet nie potykał się tak często, jak dotychczas. Jego ciało ogrzewało się, dreszcze również mijały.
Światło pochodziło z budynku. Była to dużych rozmiarów chata. Nie, nie „chata”. Raczej mały zajazd. Wykonany z drewnianych bali budynek o dachu krytym gustownie ciętymi łupkami. Szereg kwadratowych, dzielonych na czworo okiennic wyglądało złotymi, jaśniejącymi ślepiami na wąską, piaszczystą dróżkę biegnącą przez las. Ze środka dochodziły uszu bohatera gwary rozmów. Słowa, choć niewyraźne i ciche brzmiały jak muzyka dla jego uszu. Z komina bił dym, widzialny na tle szarego nieba. W środku było ciepło, jasno.. znajdowali się tam ludzie, jadło i napitek. On zaś był biedny, zziębnięty i przemoczony. Co złego mogło się stać?
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-26, 16:48
Skąd zajazd w środku pierdolonego Erxeńskiego lasu? Mimo, że wiedział o istnieniu tego dziwnego państwa dopiero od niedawna, nawet jemu wydawało się dziwne to, że w środku nikąd znajdowało się coś takiego jak zajazd. Tak czy inaczej. Znów miał dwie możliwości.
Co robić?
Do środka Spierdalamy stąd!!!!!! Ciepło..
Zrobił jeszcze kilka kroków w stronę światła, jakby same jego promienie miały go ogrzać. Wziął mocniej w dłonie swoje ubranie, chcąc wycisnąć z niego jak najwięcej wody, by móc wejść do budynku chociaż troche ubrany. Dziwne, że w takiej sytuacji troszczył się o to, czy będzie nagi. Dziwne, że Trafił tak idealnie na takie miejsce. Zbieg okoliczności? Przypadek?
Co teraz?
Chciał się ubrać, miał nadzieję, że jego ciało pozwoli mu na to, by w odzieniu wejść do dziwnego miejsca. Musiał najpierw spojrzeć przez okna do środka, upewnić się, że jest bezpiecznie.
A pogoń?
Z wyrzniętej koszuli i spodni leciały całe strugi wody. Uczucie, gdy zakładał je ponownie na siebie było nawet gorsze niż ostatnim razem. Jego ciało zdołało się już jako tako przyzwyczaić do tego, że oblepia je mokra tkanina. Teraz, gdy zakładał ją na siebie ponownie, znów poczuł znaczący dyskomfort oraz chłód. Spodnie pod wpływem wilgoci skurczyły się, nieprzyjemnie macając zimnymi liźnięciami jedo uda, pośladki i pachwinę.
Oddałby teraz ostatni grosz za parę suchych gaci.
Ostatecznie pragnienie ciepła i spokoju zwyciężyło. Ervin opuścił mroczne, leśne schronienie by wyjść w okrąg światła, jaki zajazd rzucał na ścieżkę. Półelf ostrożnie zajrzał do środka przed okiennice. Ku jego skrajnemu zachwytowi, w środku ujrzał dokładnie to, co spodziewał się ujrzeć. Okrągłe stoły i siedzących za nimi gości. Kontuar z pracującą za nim barmanką. Kelnerki noszące półmiski. Kufle piwa. Był to widok, który rozwiał ostatnie resztki zdrowego rozsądku zalęgłego w jego umyśle.
Ervin nacisnął klamkę drzwi prowadzących do zajazdu i wszedł do środka.
Gwar rozmów umilkł jak nożem uciął. Spojrzenia wszystkich zgromadzonych wewnątrz osób utkwione zostały w nim. Klientela była zaś tyleż liczna, co różnobarwna. Nie brakowało tam elfów, krasnoludów, ludzi wszelakiej płci i rodzajów. Budziło to zastanowienie w umyśle Ervina. Z zewnątrz zajazd wcale nie sprawiał wrażenie dużego. Tutaj zaś siedziało dobre pół setki osób a jeszcze było miejsce do chodzenia pomiędzy stolikami, potężny kontuar z pracującą za nim kobietą oraz schody prowadzące na piętro. Ervin nie pamiętał, aby zajazd w ogóle miał drugą kondygnację.
- E’shen a’la?
Pytanie zadane zostało w języku, którego bohater nie rozumiał. To barmanka zawołała zza kontuaru. Gdy tylko zorientowała się, iż bohater nie rozumie tego, co powiedziała, rzekła:
- Podać coś?
W pomieszczeniu nadal panowała cisza. Spojrzenia wszystkich gości oraz trzech pracujących dziewcząt utkwione były w jego osobie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-26, 17:04
To było silniejsze od niego. Jego mania prześladowcza najwidoczniej w sytuacjach tak skrajnie ekstremalnych nie miała najmniejszego znaczenia. Tak czy inaczej, poczuł się dziwnie, wchodząc do "karczmy". Chyba można tak to nazwać. Nie miał złamanego srebrnika, miedziaka. Był przemoczonym do suchej nitki chorym psychicznie półelfem, który ledwo przeżył przejście przez jebany strumyk. Co mógł im powiedzieć? Jak by zareagowali?
Wydadzą nas! Musimy udawać. Najwyższy czas.
Sytuacja jest prosta. Obudził się w lecie, nie pamięta co działo się wcześniej. Stracił pamięć.
Obudził się w lesie.
To akurat się zgadzało. Przecież on nie pamiętał, co się działo wcześniej. Tylko jak przez mgłę. Co teraz?
Rozejrzał się spokojnie po karczmie. Wypatrywał znajomej twarzy, by móc się przed nią schować. Chciał też znaleźć jakikolwiek wolny kąt, jak najbliżej źródła ciepła. Kąt, zacieniony, klasyczny.
Nie miał pieniędzy.
Ervin nie odpowiedział na pytanie. Przez chwilę w karczmie panowała grobowa cisza. Potem ktoś się zaśmiał. Jedna osoba, nieśmiało, cichutko. Chichot został jednak pochwycony przez kolejną i kolejną i kolejną.
(zabiją nas, Erv...)
(wynośmy się stąd, proszę, mam złe przeczucia...)
(zabij pierwszego, najbliższego, wyrwij mu sztylet zza pasa i...)
Zajazd aż zatrząsnął się od chóralnego śmiechu zgromadzonych.
- Spójrz na niego, jaki zagubiony! – rzekł najbliżej siedzący osobnik.
Był drowem. Jego białe, długie włosy zaczesane na lewą stronę opadały na szpiczasto zakończone uszy. Jego czarna skóra pokryta była paskudnymi, żółtymi plamami, które zdawały się przemieszczać w niewiadomy sposób z każdym jego kolejnym ruchem.
- Nie ma pojęcia gdzie się znalazł, prawda?
Prychnęła siedząca nieco dalej szczupła, acz pewnie zbudowana kobieta, której białe jak śnieg włosy zdawały się kryć głębokie, pełne tajemnic, brązowe oczy. Rysy twarz twarde, acz piękne, nie oszpecone żadną blizną. Urodą dościgała nawet elfki. Smukła i zwinna, zdawała się być stworzona do życia w lesie.
- Dajcie mu spokój. Będąc na jego miejscu też sraliśmy pod siebie.
Powiedział to wysoki, lecz zgarbiony jor. Jego szczurzy ogon zawinięty był na lewą nogę nad kolanem. Sprawiał wrażenie słabo umięśnionego, lecz szybkiego i zwinnego. Na lewym ramieniu posiadał bliznę, a na prawym barku tatuaż przedstawiający dwa miecze.
- Ervin!
Półelf drgnął. Czy to pogoń go dopadła?!
Nie.
To barmanka. Znała jego imię. Albo był to kolejny wytwór jego chorej wyobraźni.
- Podejdź no tutaj, dzieciaku – przywołała go do siebie skinieniem ręki.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-26, 17:23
Ktoś znał jego imię.
I cały misterny plan w pizdu.
Stworzenie alternatywnej osobowości spaliło już na samym poczatku. Skąd do kurwy jasnej miał wiedzieć, że akurat szalonym, tak, to dobre słowo... SZALONYM zrządzeniem losu spotka kogoś, kto go zna. A on ni chuja nie wiedział, kim ta osoba jest. Barmanka. Spojrzał na nią uważnie. Wiedział, że miał głupi wyraz twarzy. Kim Ty jesteś, kobieto? Zdawał się pytać samym wzrokiem. Spoglądał na ludzi. Na dziwne osobistości. Może kogoś jeszcze tutaj zna? Może KTOŚ jego zna?
Białe włosy dobrze zbudowanej kobiety przypomniały mu o Alii, przez co nerwowo rozejrzał się wokół siebie. Cofnął się o krok. Może lepiej by było, jakby w ogóle w to miejsce nie wchodził? Jakby został złapany?
Gdzie on u licha jest?
Barmanka była srebrną elfką. Miała 175 centymetrów wzrostu nie sprawiała wrażenia zbyt masywnie zbudowanej. Mówiąc wprost, była szczupła i wyjątkowo smukła. Długie włosy o ciemnym, metalicznym kolorze nosiła rozpuszczone, zarzucone na ramiona. Oczy błękitnego koloru podkreślały białą cerę kobiety, wolną od blizn i innych niedoskonałości. Jej oczy budziły dwuznaczne uczucia w bohaterze. Przenikliwe, jak ostrze włóczni lub promienie gwiazd, a zarazem tak bezdenne jak górskie, zimne źródła.
Ervin nie miał najmniejszego pojęcia, kim była. Drow o żółtych plamach na skórze wydawał mu się znajomym, lecz jego osoby półelf również nie potrafił skojarzyć z nikim konkretnym. Może wspomnienie odległego, dawno zakończonego życia? A może kolejna pamiątka po wizycie w krainie snów? Może wspomnienie jednej z setek osób trwale zaklętych w jego ciele? Jednego był pewien. Kobieta o białych włosach nie była Alią.
- Skończ wreszcie i podejdź bliżej, u licha – rzekła elfia barmanka.
W zajeździe powoli zaczynały pojawiać się rozmowy. Najpierw nieśmiałe i ciche, stopniowo przybierające na sile, zamieniające się w normalny gwar, tak charakterystyczny dla karczm.
- Spędziłeś całe życie na wymyślaniu sobie kolejnych szaleńczych wizji by wreszcie zostać totalnie zaskoczonym przez coś, co wizją nie jest. Jakie to ironiczne – powiedziała, uśmiechając się z przekąsem.
Niemalże przyjaźnie.
Gdyby tylko to słowo miało tutaj zastosowanie.
Ervin nie miał najmniejszego pojęcia co się dzieje.
- Prędzej czy później każda zagubiona dusza trafia w to miejsce. Nie powinieneś być tak zdziwiony. – dodała z niemal matczyną czułością.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-26, 17:41
Niespokojny słuchał kolejnych słów srebrnej elfki. Nie wiedział, czy ta cała sytuacja działa się w jego głowie. Oby tak. Nie miał pojęcia, kim byli Ci ludzie, a to, że wydawało im się, że go znają, nie przyprawiało go o spokój. Tak czy inaczej, zaczęło się coś dziać. Wymagało to od niego chwili zastanowienia.
Goście zaczęli znów normalnie rozmawiać, co dodało mu trochę pewności. Nie był już w samym centrum uwagi.
Spokojnie, zaczekajmy, może nie chcą nas zabić. A przynajmniej nie znajdą nas tu tamci Rozbrzmiał spokojny głos w jego głowie. Brzmiał jak głos starca, doradzał, jakby całe życie spędził nad księgami i wiedział już wszystko. Powoli, lecz ostrożnie zbliżył się do kontuaru.
Prędzej czy później każda zagubiona dusza trafia w to miejsce.
Zamyślił się, wręcz melancholijnie zadumał nad swoim istnieniem. Trwało to chwilę, może dwie.
- Ja nie mam duszy - zachrypniętym, cichym głosem powiedział do elfki. - Moja już dawno umarła. Już nie wiem, czyja dusza mnie teraz zamieszkuje, ale na pewno nie moja własna. Zresztą, mam w czym wybierać.
W jej oczach było coś takiego, co sprawiało, że Ervin czuł się przed nią nagi. Zupełnie jakby kobieta widziała przez niego na wskroś, znając każdą jego myśl na całe lata przed tym, gdy pojawiły się one w jego głowie.
Polała mu piwa.
Kufel wykonany z klarownego szkła ze stuknięciem postawiony został przed nim na kontuarze. Piana ciekła mu po brzegu.
- Jesteś tam ciągle, Ervinie. Tak. To widać od razu, że masz towarzystwo, że musisz walczyć o każdą trzeźwą myśl, lecz wciąż tam jesteś. Po prostu chwilowo brakuje ci celu, to wszystko.
Brakowało mu celu. Brakowało mu sensu. Brakowało mu...
(kobiety)
(alkoholu)
(monet)
(zabijania)
czegoś, czego mógłby się uchwycić. Drogowskazu. Skarbu po drugiej stronie tęczy. Mety, do której mógłby dążyć. Brakowało mu
(siebie)
tego wszystkiego. Własnych myśli we własnej głowie.
- Myślę jednak, że będę w stanie coś z tym zrobić. Spójrz.
Spod kontuaru zaczęła wyciągać kolorowe arkusze elastycznego, połyskliwego papieru, rozkładając je na drewnianym blacie tuż przed nim. Jeden po drugim. Raz, dwa, trzy, pięć, kilkanaście.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-26, 18:02
Zamyślenie wyciszyło salę. Przynajmniej dla niego. Teraz liczyła się rozmowa, piwo i myśli.
Rozmowa.
Z kim? Kim była ta tajemnicza kobieta? Ciężko było mu powiedzieć. Ciężko było przypomnieć sobie każdą kobietę, którą spotkał w życiu, nawet jeśli była srebrną elfką. Nie pamiętał.
Piwo. Złocisty napój, którego nie smakował już tak dawno. Cieszył nim oczy, bardziej niż chciał się go napić. Przyłożył dłoń do kufla obejmując go, wkładając trzy palce - serdeczny, środkowy i wskazujący za "ucho". Podniósł je na chwilę z zamiarem wypicia drobnej ilości, ale skończyło się tylko na wyczuciu wagi pełnego kufla. tak dawno nie miał takich rzeczy w ręku. Nie mógł się doczekać, gdy dobędzie miecza półtora ręcznego. Chociaż w środku nocy wiedział, jak będzie leżał mu w dłoni, jak będzie ciążył, w jakim miejscu ma środek ciężkości.
Królestwo za miecz.
Barmanka zaczęła wyciągać coś spod kontuaru.
Spojrzał się na połyskujące kartki, a następnie na samą elfkę.
Może coś poradzić?
Przyzwyczaił się do nich.
Kufel był zimny. Zawarty w nim trunek był zimny. I pomyślałby kto, że jeszcze kwadrans temu Ervin wzdrygnąłby się w obrzydzeniem na samą myśl o chłodzie i chłodnych napojach. Teraz jednak, wewnątrz przytulnie ciepłej karczmy, w schnącym ubraniu i o palcach, do których wracało czucie, dotyk chłodnego szkła przynosił ulgę oraz ukojenie. Piwo było tym, czego potrzebował, nie jakieś chędożone cele oraz sensy istnienia.
Nie przełknął jednak nawet łyku. Już pierwszy obraz, który pokazała mu elfka sprawił, że odeszła mu ochota.
- Poznajesz go?
Drow miał na sobie zbroję w ciemno purpurowych barwach. Widać było że jest dość doświadczony. Jego prawe lico szpeciła zaś blizna w okolicy oka długa na około trzy centymetry.
Minęło już tyle lat...
Mroczny rycerz sprzed wieków, jakby się wydawało. Ervin nigdy nie zapomniał jego twarzy. Ten sam dupek, który wysłał go na niedorzeczną „misję” w świat w zamian za obietnicę nauki sztuki czarnych rycerzy.
Ervin miał ochotę roześmiać się, tak bardzo niedorzecznie dziś, z perspektywy czasu to wyglądało.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-06-29, 15:02
Cała karczma, razem z dziwnymi osobami znajdującymi się w środku, jakby przestała mieć znaczenie. Ważna była pierwsza kartka z narysowaną na niej postacią. Bądź co bądź, był podobny. Pamiętał go w dokładnie taki sposób jaki był przedstawiony na tej kartce. To przez niego zabił przyjaciela, przez niego zawędrował do przeklętego miasta pogrążonego w dziwnej chorobie. Przez niego wszystko się zaczęło. Przez tę jedną osobę znienawidzonej rasy rozpoczęło się pasmo wydarzeń, które doprowadziło go w to miejsce, do szaleństwa.
- Poznaję - odparł krótko - co to za kartki? - spytał, chcąc jakby ominąć temat drowa.
Dostawił kufel do ust i zaczął pić, myśląc, jak dawno pił ten napój. Stracił poczucie czasu, nie był pewny, ile czasu minęło od jego "odrodzenia" w sorii.
Paradoksalnie, w momencie gdy miał rzekomo rozłączyć się ze swoimi towarzyszami, oni zamilkli. Czuł ich strach, a zarazem smutek. Sam go odczuwał, na samą myśl o tym, że będzie sam na sam ze swoimi myślami. Miał nadzieję, że terapia barmanki nie zadziała.
Kobieta uśmiechnęła się, ale nie odpowiedziała. Zamiast tego na kontuarze zaczęły pojawiać się kolejne kartki. Kolejne obrazki. Kolejne kolory. Ervin nie widział nigdy czegoś podobnego. Papier na którym znajdowały się malowidła był gruby i elastyczny. Połyskiwał przy każdym poruszeniu, odbijając od siebie promienie światła z okolicznych świec. Każdy z portretów zachwycał ilością zawartych nań szczegółów. Ervin pochodził z królestwa elfów, wysoka sztuka, w tym malarstwo, nie była mu obca. To jednak stanowiło coś więcej od tworu uzdolnionego artysty. To wyglądało, jakby potężny mag żywcem wydarł z czyichś oczu widok i zaklął go w papierze.
Drow był tylko początkiem. Wahnsinn było kolejne. Obrazy spiętrzonych ciał. Dornost, miasto w królestwie ludzi, zanim stało się ono Imperium. Wanald, były paladyn Aesira. Więzienie. Las. Drewniana klatka na wozie. Jaspis. Alia. Pelios.
To było...
- Życie. Oto twoje życie. W każdym razie takie, jakim było jeszcze parę lat temu.
Głosy w jego głowie jeszcze nigdy nie milczały tak długo.
- Oto zaś – wymowny gest delikatną dłonią w jego stronę – jak wygląda ono teraz.
Wykrzywiła pełne usta w delikatnym grymasie przypominającym uśmiech. Ervin z głośnym przełknięciem upił odrobinę piwa. Było zimne.
- Zagubiłeś się, Ervin. Straciłeś swój cel, swój sens. Twoja opowieść w pewnym momencie utraciła jakąkolwiek ciągłość, stała się czystym chaosem i przypadkiem. Pewnie to jest powodem, dla którego znalazłeś się właśnie tutaj.
Jej wzrok powędrował po wszystkich zgromadzonych w karczmie figurach.
- Za tymi stołami znajdują się dziesiątki takich niedokończonych historii. Oni jednak pozostają poza możliwościami ratunku. Ty nie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum