„Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga
Z Bogiem i choćby mimo Boga!”
- Adam Mickiewicz, Dziady, część III
Ar num Trun ir Karun
Kroniki Dalina
- Woda, dajcie wody!
- Co za...
- Ej, tutaj! Mam jeszcze jednego!
* * *
- Co tam się działo, cholera? Dajcie nóż!
- Wykrwawi się! Kurwa, ucinamy!
* * *
Obudziło go lekkie szturchanie w ramię. Czuł się paskudnie, jakby nie przespał trzech nocy z rzędu. Jego gardło było suche, ręce leżały niemrawo wzdłuż ciała. Czuł nieprzyjemne mrowienie przelatujące po nodze. Co gorsze, była to noga prawa. Lewej zupełnie nie czuł.
Minęła minuta, by następne, natrętne szturchnięcie i niewyraźne rozmowy nie zmusiły go do lekkiego otworzenia piekielnie ciężkich powiek. Widział niewyraźny, rozmazany obraz. Poruszył ręką. Leżał. Na żelaznym łóżku, przykrytym śnieżnobiałą, grubą narzutą, od czubków palców u nóg po samą szyję. Obok niego stały rzędy innych, tak samo wyglądających łóżek; większość z nich była zajęta.
Gruby paluch pchnął jego bok po raz kolejny. Nad nim pojawiła się bezuczuciowa twarz wysokiego krasnoluda o oczach i brodzie koloru węgla. Miał na sobie kolczugę oraz ciemnoniebieski tabard z bliżej niezidentyfikowanym znakiem na klatce piersiowej. Przy pasie miał miecz.
- Proszę dać mu odpocząć. Trafił do nas raptem trzy dni temu i jeszcze od tej pory... - lekki, flegmatyczny głosik, będący w mocnym kontraście z poprzednim głosem odezwał się gdzieś w pobliżu.
- To o trzy dni za dużo jak na kryminalistę! Nie rozumiem, jak prawo może pozwalać na coś takiego! Zabójca i podpalacz powinien od razu trafić na pieniek, a nie zajmować miejsca w szpitalu uczciwym obywatelom miasta!
- Dobrze, rozumiem. W takim razie...
- W takim razie słuchaj, co ci teraz mówię! Śledztwo wystarczająco dużo nas już kosztowało i nie dam się zatrzymać byle pretekstowi, by stosownie do czynu ukarać winowajcę! Wrócę tu jutro wraz z jutrzenką i nie obchodzi mnie, co powiecie na jego obronę! Zbrodniarz musi zawisnąć, i ja tego osobiście dopilnuję! Żegnam!
Głośny szum ruszających się, metalowych pierścieni.
Gniew! Ból! Krew! Ogień!
Cienie i szepty wśród dymów!
To były ostatnie rzeczy jakie pamiętał krasnolud. W jego głowie panował kompletny chaos, każde wspomnienie walczyło o prymat i nie zamierzało ustąpić. W rezultacie otrzymał zamazany obraz tamtej nocy, z którego nic nie wynikało. Czuł się zagubiony. Nagle przez mętne myśli przebiły impulsy z ciała. Jęknął.
- Argh!!!
Jeszcze nigdy tak go nie suszyło, miał ochotę się porządnie uchlać. Może to przez te gorące powietrze. Czuł się ociężały i obolały, ale najgorsze w tym wszystkim było to, że nie odczuwał nic z rejonu lewej nogi. Nogi w którą trafił ten skurwol Dogrim otumaniony eliksirami.
"Pieprzona magia!"
Zdał sobie sprawę, że leżał w łóżku, czyli jeszcze żył. W piekle nie mają łóżek, prawda? To wyglądało na jakąś lecznicę. Plan się powiódł. Ktoś chyba rozmawiał o nim, jednak nie dotarło zupełnie do niego o czym. Nagle z zakamarków pamięci pojawiło się jedno wspomnienie, dosłownie podrywając całe ciało do działania. O ile sił starczyło krasnoludowi zerwał się do pozycji siedzącej i krzyknął:
- Brend? Co z Brendem?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Mózg Dalina zaczynał powoli wracać do łask. Powoli.
Przypomniał sobie o zupełnie niedawnych zajściach w posiadłości alchemika. O walce, krwi, o wznieconym ogniu. O śmierci. Śmierci tylu osób. Ciągle czuł drażniący jego gardło dym, świadczący o tym, że pożar rzeczywiście musiał się dobrze roznieść. Spękane usta błagały o choć kroplę wody. Wszystkie cztery żołądki były puste, raz po raz domagając się jedzenia głośną symfonią burczenia.
Był wyczerpany. Nie czuł bólu, ale całe jego ciało stało się jednym, ciężkim klocem, które ledwo co mogło się poruszyć, a jakiekolwiek stanięcie na nogach było kwestią do naprawdę głębokiego przemyślenia. Zwłaszcza, jak czuło się tylko jedną nogę.
Ruszył rękami, zginając nimi kilkakrotnie. Potem podniósł się do pozycji półleżącej, na tyle, na ile pozwalało mu jego obolałe ciało.
- Brend? Co z Brendem? - wykrzyknął.
Cicha, flegmatyczna osoba przy łóżku okazała się być nieprzeciętnej natury młodą krasnoludką. Ubrana była w biały fartuch poplamiony krwią. Blond włosy miała spięte w kok. Podeszła szybko do niego.
- Ćśś! - przyłożyła palec do ust, kładąc smukłą dłoń na barku Dalina. - Bo jeszcze cię usłyszy. Uspokój się, już wszystko dobrze.
Pokój, w którym się znajdowali, był równie długi co szeroki. Znajdowało się w nim może 5 rzędów łóżek po dziesięć w każdym. Jego znajdowało się z przodu, niedaleko drzwi prowadzących do wyjścia. Wokół niego leżały inne osoby, niektóre jęczące z bólu, inne nieprzytomne bądź śpiące, a jeszcze kolejne zakryte ciemnym płótnem, leżące w samotności. Nie widział wśród nich Brenda.
- Bądź proszę cicho i nie rzucaj się jeszcze. Jesteś strasznie osłabiony, jedynie cudem udało ci się przeżyć. Nic nie mów, proszę, połóż się. Jeśli nasz dowódca straży dowie się, że się już przebudziłeś, zabierze cię od razu na szafot.
Powoli przez chaos w umyśle przebijała się do niego rzeczywistość, poważnie zaskakując krasnoluda.
"Szafot! Jaki kurwa szafot!"
Los po raz kolejny z niego zakpił, przeżył tylko po to, aby zaraz potem kazać go stracić. Już dawno stracił sens życia i nie bał się śmierci, ale zginąć jak jakiś bandyta na stryczku nie do pomyślenia. O ironio! Paradoksalnie nie o swój nędzny żywot się martwił, pobieżna obserwacja nie wykazała śladów Brenda. Perspektywa, która krystalizowała się w jego głowie była zbyt straszna by w ogóle ją roztrząsać. Postanowił się uspokoić i posłuchać rady medyczki.
- Hrrm... - Odchrząknął, straszliwie piekło go w gardle. - Nie tak łatwo mnie zabić.
Dodał już spokojnie uśmiechając się. Sam nie wiedział czemu się uśmiechną do medyczki. Może chciał dodać sobie i jej otuchy. A może dlatego, że jej włosy miał podobny kolor do złocistych loków Brandy, ale były ciut za jasne. Delikatnie opadł na posłanie, jednak nie zamierzał siedzieć cicho, musiał wiedzieć. Choć mówił cicho i powoli słowa sprawiały ból jego wyschniętemu gardłu.
- Wiesz co stało się z Brendem? Muszę to wiedzieć. To ważne. - Po tych słowach uświadomił sobie, że krasnoludka zapewne nie wie o kim mowa. - To mój szwagier. Był zemną. Blondyn, o ciemniejszych włosach niż twoje. Wiesz coś?
W jego ostatnich słowach dźwięczało wiele emocji. Strach i nadzieja mieszały się ze sobą tworząc przedziwną szokującą mieszankę. Czekał w napięciu na odpowiedź.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Drobny mętlik przeszedł, pozostał tylko lekki szum, zupełnie jakby poprzedniego dnia porządnie się schlał, a nie walczył o życie, upływające z niego z każdą sekundą. Właściwie gdyby stracił pamięć sprzed paru dni, to wszystko układałoby się niesamowicie porządnie: suchość w ustach, ból głowy, utrata przytomności, czy wreszcie jakimś magicznym sposobem wylądowanie w łóżku, przez zewnętrzną interwencję.
Ale za picie nie ścina się głów. Tego był pewien.
Bezlitosna kolej losu znów dała o sobie znać. Dane mu było przeżyć tylko po to, by dzień później dać się zabić wyrokiem jakiegoś strażnika? Skąd tak szybko do niego doszli, skąd wiedzieli, że to właśnie on, a nie ktoś inny podpalił posiadłość i zabił parę osób? W jego rodzinnej wiosce sprawa ta ciągnęłaby się tygodniami, w rezultacie i tak kończąc na samosądzie. Dalin był wyjątkiem. Nie chciał uciekać od nieuniknionego. Dobrowolnie poddał się karze, mimo tego, że była ona drastycznie dotkliwa. Bo czymże się jest, kiedy nie ma się własnego domu, do którego można by wrócić, odpocząć, odgrodzić się murem od całego świata zewnętrznego?
- Och, ty, kochanieńki, to nie do zdarcia jesteś. Or mar Kar, że tak powiem. Miałam już kilku takich i większość nie wyszła z tego, pomimo silnych leków, jakie im implikowaliśmy. Ludzie, czy elfy to były najliczniejsze przypadki. My trzymamy się już znacznie lepiej. Niestety, nie wszyscy wychodzą z tego bez szwanku...
Tu urwała, wpatrując się w kołdrę, pod którą schowany był Dalin. Mimo wszystko odwzajemniła uśmiech wojownika. Spokojnie wysłuchała jego pytań.
- Tamtej felernej nocy przynieśli was trzech. Najpierw ciebie, a po jakimś czasie dwójkę pozostałych. Naprawdę nie wiem, co z nimi, chyba ulokowali ich w innym skrzydle budynku. Mogę zapytać, jeśli chcesz, ale dopiero pod wieczór. Ciągle mamy natłok roboty.
Sięgnęła za siebie. Po chwili wyjęła okrągły, cynowy kubek i podała go Dalinowi. W środku była czysta, zimna woda.
Wieści były w połowie pozytywne. Dawały nadzieję, że Brend być może żyje. Jednak niepewność nie dawała mu spokoju. I jeszcze ten trzeci... Dogrim? Nie możliwie odrąbał mu łeb. To kto? Nagle doznał olśnienia. Na pewno ten strażnik. Wiadomość, że mógł przeżyć nie zbudziła jednak żadnych emocji w krasnoludzie. Śmiał w końcu zranić Brenda.
- Był bym bardzo wdzięczny za jakiekolwiek wieści. - Odparł spokojnie siląc się na uśmiech, jednakże ciężar zgryzot szybko go starł z twarzy. - Dziękuje!
Odparł z wdzięcznością przyjmując wodę od medyczki, jego gardło naprawdę tego potrzebowało. Pogrążył się we własnych myślach.
Or mar Kar.
Ile razy słyszał to powiedzenie, podczas swojego treningu, podczas długich wspinaczek wysokogórskich, biegów przełajowym, podnoszenia ciężarów czy wytrzymywania w zimnym strumieniu. Dowódca powtarzał to jak mantrę, poganiając do kolejnych ćwiczeń. Chyba się opłaciły, Dalin był niezwykle twardy nawet jak na krasnoluda. Ale czy był gotowy na to co go spotkało. Jego spojrzenie powędrowało za wzrokiem krasnoludki. Zacisnął rękę na kołdrze. Zawahał się na moment. W końcu zamaszystym ruchem odsłonił swoje ciało.
Co zobaczy?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Kobieta odgarnęła luźny kosmyk włosów padający jej na oczy.
- Też bardzo chciałabym ci pomóc. Jestem Donia.
Woda silnie wpiła się w zęby krasnoluda swym zimnem, spływając dalej po gardle, które doznało w tym momencie niemałej ulgi. Nie minęła chwila, jak Dalin jednym haustem wypił cały napitek, oddając puste naczynie w dłonie krasnoludki. Zaraz potem skupił swoje spojrzenie na kołdrze, przykrywającej go od mostka do samych stóp. Chwycił ją niepewnie dłonią. Nie wiedział, czego może oczekiwać. Nie czuł zupełnie jednej nogi, zupełnie jakby...
- Tylko proszę, naprawdę musieliśmy to zrobić z konieczności.
Narzuta poleciała na bok.
Cała lewa noga, od biodra do kolana owinięta była grubą warstwą materiału, przebijającego się czerwienią. Spróbował ją dotknąć: była. Nie stracił jej. Dlaczego więc nie mógł nią poruszyć, a dotyku zupełnie nie czuł? Co gorsza, jego wzrok powędrował niżej. Stopa również owinięta była grubym, szarym bandażem, chociaż, z tego co pamiętał, tam topór już nie doszedł.
- Wiem, że to będzie dla pana wielki ból, ale musieliśmy amputować panu serdeczny palec u stopy, czyli drugi od lewej. Z relacji świadków był pan przygnieciony gruzem i niestety... Bardzo mi przykro. Jeśli jest pan mieszkańcem naszego miasta, to może pan postarać się o refundację kosztów magicznego odtworzenia palca. Oczywiście, gdyby nie pewien szkopuł.
Wyjęła małą miseczkę wypełnioną zielonkawą mazią, którą zaczęła powoli wcierać w zranione udo krasnoluda. Nie czuł nic.
- Zaraz powróci panu zdolność do ruszania i odczuwania bólu w nodze. Niemniej jednak musi pan... uważać na siebie. Też ze względu na nieciekawą sytuację, jaka nastąpiła. Czy naprawdę jest pan winny dokonanej zbrodni?
Dalin patrzył otępiałym wzrokiem na swoją nogę. Zawinięta w bandaże, choć trochę zakrwawiona wydała się cała. Choć ją widział nie czuł jej w ogóle. To było dziwne uczucie. Musiał sprawdzić, bo ostatnich przeżyciach z magiem przestał ufać własnym oczom. Nie pewnie dotknął nogi, jakby miała zaraz zniknąć i ukazać kikut. Jednak nic takiego się nie stało, z ulgą poczuł opór. Z lekko rozdziawionymi ustami słuchał wyjaśnień medyczki, wodząc ręką po bandażu. Jego reakcja była niezwykła.
- HAHA Amputowaliście mi palec. HAHA - Śmiał się obłąkańczo, ale w jego głosie pobrzękiwała nuta wesołości. - O Brimmigarze spraw bym szybko się napił czegoś mocniejszego, bo obok czegoś takiego nie można przejść obojętnie. HAH - Spojrzał na krasnoludkę. - Wiesz myślałem, że... - Głos mu się na chwile urwał. - ...myślałem, że straciłem nogę. Jeśli palec ma być ceną za moje życie to chyba nie wygórowana cena? Nie sądzisz?
Uśmiechnął się łobuzersko, następnie zakrył nogę z powrotem kołdrą. Każda ranna, każda blizna dodawała wojownikom prestiżu, pokazywała ile przetrwali i jacy byli twardzi. Jego były dowódca i mentor Oin stracił rękę w walce z orkiem, nie przeszkodziło mu to zmiażdżyć łeb wroga potężnym młotem bojowym. Od tego czasu był legendą w rodzinnych stronach krasnoluda. Wojownika ciekawiło czy jemu też kiedyś przypadnie podobna sława.
- Jestem Dalin, jeśli Ci to nie przeszkadza Doniu to przejdźmy na ty? Cóż nie jestem mieszkańcem Gwynn. Myślę jednak, że bez palca u nogi można bez trudu funkcjonować i chodzić. Nie mylę się? Zbrodni, nie wiem? Jak wyjaśnisz o co mnie oskarżają to odpowiem na wszystkie pytania.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Krasnoludka wyłapała niepewny wzrok leżącego, kiedy ten delikatnie dotknął własnej, nieczułej kończyny. Początkowo lekko, potem zaś coraz intensywniej. Nic nie odczuwał. W tym też bólu spowodowanym głęboką raną, o którym pamiętał aż za dobrze. Z jednej strony mógł poczuć ulgę, że rana raz po raz nie przypomina o sobie, jednak z drugiej była to niesamowicie nienaturalna sprawa.
- Coś mocniejszego mamy, niestety, tylko do celów medycznych. Niemniej jednak niech pan dziękuje bogom, że zażądali tak małej stawki za ocalenie pana od śmierci. Kilkanaście minut więcej i... moglibyśmy teraz nie rozmawiać.
Uśmiechnął się i zakrył nogę kołdrą zaraz jak medyczka skończyła nakładać maść na zdrętwiałą kończynę. Nagle poczuł gwałtowne ciepło rozchodzące się po całej długości nogi. Nieprzyjemne drgawki wstrząsnęły nią, a palce same zagięły się i wyprostowały.
- Zaraz powinno powrócić krążenie, ale też tępe uczucie bólu.
- Jestem Dalin, jeśli Ci to nie przeszkadza Doniu to przejdźmy na ty?
Kobieta syknęła, zaciskając jednocześnie oczy.
- Ach, miałam ci powiedzieć, byś oszczędził sobie przedstawiania swojej godności! Teraz, jakby mnie przesłuchali czy, o zgrozo, przeskanowali pamięć, będą znać twoje imię... Dalinie.
Wojownik poruszył nogą. Zgiął ją kilka razy w kolanie, poruszał delikatnie. Czucie wróciło. Wytłumiony ból również.
- Ponoć zabił pan dwójkę krasnoludów i podpalił jakąś ruinę, która miała należeć do tego znanego alchemika, jak mu tam było... Czy to prawda? Proszę powiedzieć, że to nie ty, że to zwykła mistyfikacja!
Splotła nerwowo ręce na kolanie, a jej przyjazny wzrok przeszył krasnoluda na wskroś.
Dalin zastanowił się co ma teraz powiedzieć. Donia wyraźnie zmartwiła się wizją przesłuchania. Krasnoluda dręczyły wątpliwości. Czy mógł ją obarczać takim brzemieniem? Czy pozbawiać się linii obrony? Czy może to wyrafinowana próba przesłuchania? Nie z miejsca odrzucił tą myśl, nie był przecież jakimś "pieprzonym" drowem, który podejrzewa wszystkich o wszystko. Postanowił mówić prawdę, tak go nauczono. Kiedyś usłyszał, że Ci co mówią prawdę nie muszą niczego pamiętać. Jeśli stanie przed sądem powie to samo, a będzie to co ma być...
- Ach Doniu spokojnie poznałem twoje imię i zrewanżowałem się tym samym. Możesz spokojnie powtarzać moje imię innym, nie muszę się go wstydzić. - Rzekł na początek dumnie, przy okazji starając się uspokoić krasnoludkę. - Najpierw muszę Cię uprzedzić, że nie możesz postrzegać wszystkiego czarno biało, bowiem życie bywa zwykle szare. - Rozpoczął poważnie i robiąc krótką pauzę.. - Na pewno zabiłem Dogrima. Uciąłem mu łeb! - Poczym dodał dla uspokojenia medyczki. - Ale musisz wiedzieć, że to skończony skurwiel. I pełni sobie zasłużył. W Kamieńcu wyniku jego knować zamknięto kopalnie odpierając wielu krasnoludom pracę. Następnie po tajemnie z koleżkami rozpoczął potajemnie wydobycie. Wraz z szwagrem, który no ta bene przejął prawa własności kopalni przegnaliśmy go z Kamieńca. Jednak dalej knuł przeciwko nam tym razem chciał odebrać papiery szwagra na kopalnie. Przy pomocy alchemii chciał nas zabić. To właśnie on trafił mnie w nogę. - Przerwał, do głowy przyszedł mały pomysł. - Macie tu alchemika, który potwierdziłby by, że drań był pod wpływem mikstur? - Trzeba powoli budować linie obrony, gdyby ktoś potwierdził jego słowa miałby ułatwione zadanie. - Wznieciłem również ogień, ale nie zamiarem zniszczenia. Chciałem wezwać pomoc dla siebie i dla szwagra. Jak widać skutecznie. - Uśmiechnął się. Pozostała tylko kwestia drugiego trupa. Zastanawiał się czy chodziło o strażnika albo o zgrozo o szwagra. - Tamtej nocy wiele się wydarzyło. To drugie zabójstwo. Hm? Mówiłaś, że przynieśli nas trzech wtedy. To znaczy, że jeszcze żyli?
Czekał na odpowiedź ciekawe co wyniknie z tej rozmowy.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Nie wiedział, co odpowiedzieć. Czy wyznać prawdę, czy może zataić ją i wybrnąć z sytuacji skutecznym blefem? Tylko czy była to droga praworządnego wojownika?
Zdecydował się na prawdę. Wolał postąpić tak, jak każdy szanujący się krasnolud. Nie chciał być utożsamiany z żadnym drowem, który każde wypowiedziane słowo przeplatał kłamstwem. W jego zawodzie liczył się honor i szacunek. I do siebie, i do przeciwnika. I pragnął to zachować. Mimo wszystkich możliwych konsekwencji.
- Czyli jednak zabiłeś... - westchnęła. Przy dalszym potoku słów Dalina położyła palec na ustach i wymownie zasyczała. - Jeszcze musisz się poskładać po tym zajściu. Dużo rzeczy, które mówisz, zdaje się być niewiarygodna. Tylko czy faktycznie mówisz prawdę?
Odłożyła maść i kubek na tacę, leżącą na małym stoliczku nieopodal głowy krasnoluda. Ktoś na łóżku obok jęknął cicho. Jakiś inny leżący w oddali wykrzyknął głośno, charcząc nieprzyjemnie.
- Za zabójstwo nieszlacheckiego obywatela grozi co najwyżej kara grzywny. Do tej pory, z tego, co mi wiadomo, nie zidentyfikowano tego... Dogrima, któremu rzekomo uciął pan głowę. Zresztą, dużo z niej nie zostało. Podpalenie to już inna kwestia, bo pierw muszą właściciela odszukać. Niemniej jednak z "gminem", jak to nasz kapitan straży określa, dużego cackania nie ma. Duże kary, czasami wysyłka na północ i konieczność odpracowania swoich win w ciemnych, niebezpiecznych kopalniach, na granicach z Siegvaardem. Uwierz mi, Dalinie, wszyscy, którzy stamtąd wrócili... nie byli już tymi samymi osobami. Zachowali ciało, jednak dusza w nich prysła i umarła.
Na kolejne pytanie pokiwała tylko głową.
- Nie wiem, czy jeszcze żyli, ja pomagałam innym chorym i rannym, tamtej nocy tylko ciebie dostałam. Nie mam siły ni chęci, by udzielać się więcej. Cholernie ciężka to robota, uwierz mi. Alchemika tu nie trzeba, wystarczy dobry lekarz, a tych mamy w tym miejscu od groma.
Wstała z zydla, chwyciła za tacę.
- Teraz proszę, idź spać, wypocznij. Masz jeszcze jakieś pytania?
Dalin spojrzał na medyczkę pustym pełnym męki spojrzeniem. Dalin przeżył własne osobiste piekło i co najgorsze ciągle w nim tkwił. Żył bez swojej ukochanej i nie wyobrażał sobie nic gorszego.
- Ja już dawno straciłem sens życia i nic już dla mnie straszne. Będzie co ma być... Stanę przed jakimś sądem czy moje gminne dupsko zostało już skazane? - Uśmiechnął się drwił z własnego losu. - Czy jak odzyskam władze w nogach będę mógł od razu chodzić? Co się stało z moim ekwipunkiem? To w zasadzie wszystko. Jak byś się dowiedziała czegoś o Brendzie był bym bardzo wdzięczny za informacje.
Jak już zostanie sam skupi się nodze, będzie czekał aż odzyska czucie. Potem spróbuje sprawdzić na ile może nią poruszać. Zacznie od palców, następnie stopa, kolano i w końcu cała noga. Powolne ruchy tak, aby sprawdzić granice bólu.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Sens życia? - powiedziała cicho przez zęby. - Straciłeś sens życia?! - wyszczerzyła swe zęby w niemiłej dla oka złości. - Co ty wiesz o życiu? Wydaje ci się, że jedno niefortunne wydarzenie i możesz sobie wmawiać, że nie masz po co żyć? To dlaczego rozpaliłeś tam ten ogień? Mogłeś sobie umrzeć, a w mieście nie byłoby takiego harmidru! Przez dwie bite doby stoję nad twoim łóżkiem i staram się jak mogę, a ty twierdzisz, że i tak jest ci to obojętnie?
Zeźliła się jak osa. Osadziła pięść na biodrze i wwiercała się spojrzeniem w leżącego wojownika.
- Ech, może i jesteś zabijaką, ale co do śmierci, to uwierz osobie, która ma troszkę więcej doświadczenia w tej kwestii.
Wskazała ręką całe ogromne pomieszczenie wypełnione łóżkami. Na umierających i już umarłych. Na inne medyczki, które w pocie czoła pomagały każdemu po kolei, bez przerwy na odpoczynek.
- Jesteś z tego miasta? Masz tytuł szlachecki? Jeśli nie, to twój wyrok jest już przesądzony. Władza w nodze powinna ci wrócić po paru drobnych ćwiczeniach. Niemniej jednak ból nadal będzie doskwierał.
Chwyciła obiema rękami tacę.
- Ekwipunek jest schowany w specjalnym pokoju, niedaleko głównego wejścia. Tam trzymamy wszystkie przedmioty, które zabieramy od chorych i rannych. Inaczej zrobiłaby się tu ogromna rupieciarnia, plus powietrze zostałoby skażone tym wszelakim niesterylnym sprzętem.
Poszła.
- Przyjdę wieczorem - rzuciła na odchodne.
Dalin skupił swą uwagę na nodze. Najpierw zgiął palce, raz, drugi, trzeci. Ból odczuł tylko w tym miejscu, gdzie rzekomo palca miało nie być. Raz, dwa, trzy. Poruszał na boki nogą. Tu syknął lekko, czując natężony ból odzywający się z rany. Jednakże poruszać nią potrafił. Kolano, gdzie kończyła się blizna, zginało się bez większego oporu, niemalże bez odczuwalnych niedogodności. Jedynie samo poharatane udo wydawało się barierą nie do przebicia. Za każdym razem, jak nim poruszał, dosłownie zginał się cały w pół w eksplodującym, bolesnym uczuciu.
Dalin poważnie się zastanowił na d słowami medyczki. Skoro naprawdę życie go nie obchodziło dlaczego je ratował. Wielki paradoks, życie potrafi być naprawdę popieprzone. Po długiej wewnętrznej dyskusji znalazł w końcu odpowiedzi. Gdyby się podał i umarł było by to najprostsze rozwiązanie. Jednak śmierć to ucieczka od życia, zwykłe tchórzostwo. Jak by mógł spojrzeć w twarz swoim przodkom i Brandzie, zwłaszcza Brandzie. Po drugie nie chodziło tylko o jego bezwartościowe życie, musiał spróbować uratować Brenda. Brenda, którego sam zranił. Dalej nie wiedział co się z nim stało, ale ciągle paliła się iskierka nadziej, że jemu też udało się przeżyć. I w końcu argument ostateczny Jarpal Lovgan musi odpowiedzieć za swoje zbrodnie, chodź by miała być to ostatnia rzecz jakiej dokona wojownik. Lepiej rozumiejąc samego siebie postanowił podzielić się z przemyśleniami z medyczką jak znów do niego zawita, niech wie dlaczego pomogła mu walczyć o życie. Doszedł do wniosku, że był jej to winy za całą jej ciężką pracę.
Usiadł na łóżku zamierzał dalej ćwiczyć chorą nogę, a przy okazji rozejrzał się po sali. Chciał dokładnie ocenić w jakim pomieszczeniu się znajduję i jaka jest pora dnia. Jak już zaspokoił ciekawość rozpoczął ćwiczenia, która jak się wydawało będą pełne bólu. Powolnymi regularnymi ruchami chciał pokonać ból płynący z uda. Chciał go ujarzmić i przezwyciężyć. Jak nie wydarzy się nic ciekawego i poczuje silne zmęczenie położy się spać.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Mnóstwo myśli kotłowało się w głowie Dalina. Komentarz kobiety dotarł do niego i zmusił do jakiegoś zastanowienia się, dlaczego on sam postąpił tak, a nie inaczej. Że nie poddał się pasywności i śmierci, mimo że brata się z nią od dłuższego już czasu do tego stopnia, że z każdym uciętym łbem sam też traci cząstkę siebie. Sens życia. Branda nie chciałaby go widzieć, gdyby sam dokonał tego haniebnego czynu. On również nie mógłby tego znieść. On, dumny i nieustraszony wojownik, który ginie w niechlubny, niegodny sposób?
Dalin nie zwykł się poddawać. Pozostał cel, który pchał go do przodu.
Usiadł na łóżku. Nie bez trudności. Noga piekła go mocno, mimo to starał się nią poruszać. Do przodu, do tyłu. Sam ruch nie był zbytnio problematyczny, jednak minęły zaledwie trzy dni, jeśli wierzyć słowom medyczki. Przez ten czas nawet najżywotniejszy krasnolud nie byłby w stanie dojść do pełnej władzy w nodze. Nie z taką raną. Ruszać mógł, jednak wiedział, że gdyby postawił teraz nogę na ziemi i opierał na niej ciężar swego ciała, to nie skończyłoby się to kolorowo. Z jednej strony musiał leżeć i się kurować, z drugiej pchał go czas pozostały do przybycia rycerza i do rozsądzenia.
Naturalnie słońce w mieście nie było możliwe do zaobserwowania. Jednak komentarz krasnoludki, że "przyjdzie wieczorem" mogło zasugerować, że jest ranek, lub też popołudnie. Pomieszczenie wypełnione było łóżkami aż po same ściany. Było ich kilkadziesiąt, każdy w towarzystwie małego, drewnianego stolika. Leżący wypełniali lwią część pomieszczenia, pozostawiając tylko kilka wolnych miejsc. Przed nim, jakby podniósł się z pozycji leżącej i spojrzał przed siebie, za paroma kolejnymi łóżkami znajdowały się drzwi wyjściowe.
Potem zasnął.
* * *
Obudził go szczęk tacy położonej obok jego głowy. I delikatny głos znanej już skądinąd medyczki.
- Jesteś głodny może?
Trzy pozostałe żołądki wciąż zawierały w sobie dużą ilość pożywienia, by organizm nie domagał się o więcej.
Usiadła na zydelku obok niego, wpatrując się w krasnoluda wielkimi oczami. Twarz wykazywała odczucia zmęczenia, a ręce pokryte były niezliczonymi bąblami i bruzdami. Widać było, że przez ten czas faktycznie miała mnóstwo roboty.
Przebudzony wojownik poderwał się do pozycji pół siedzącej i przyjrzał się medyczce. Wyglądała na zmęczoną i styraną.
- Z chęcią coś zjem. - Odparł i uśmiechnął się. - Chciałbym Ci podziękować za twoją pracę bez tego nie rozmawialibyśmy teraz. - Spojrzał na Donię poważnie i zebrał się do zaplanowanego wyzwania. - Myślałem nad tym co mi powiedziałaś i jestem Ci winny wyjaśnienia. Dlaczego walczyłem w tedy o życie miałem wiele powodów. Cóż, gdyby się po prostu podał i uciekł od życia w niebyt, byłbym zwykłym tchórzem. Nie, kurwa to nie jest droga godna wojownika! - Z emocji podniósł głos, ale szybko się opanował. - Pozostała też kwestia krasnoluda, który mnie tak urządził. Nie pozostanę mu dłużny. Dług spłacę z nawiązką. - Oczy krasnoluda zabłysły na samą myśl o zemście. - I pozostała jeszcze najważniejsza kwestia nie byłem sam. Musiałem spróbować ratować szwagra. Dowiedziałaś się czegoś o Brendzie?
Umilkł i czekał na reakcję medyczki. Miał nadzieję, że w końcu pozna los szwagra jaki by on nie był. Napięcie odmalowało się na jego twarzy.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Talerz podstawiony pod nos krasnoluda nie zachęcał swoim wyglądem czy zapachem, niemniej jak na darmowy posiłek nie można było wymagać zbyt wiele. Składał się głównie z szarawej brei, której zapach sugerował, że złożona była z tłuczonych ziemniaków, kefiru czy mleka i czegoś jeszcze, czego nie potrafił na ten moment wyczuć.
Obok leżała cynowa łyżka i dwie skiby chleba. Dalej na tacy stał kubek, identyczny z tym, który uprzednio otrzymał od medyczki.
- Nie jestem zła - odparła. - I rozumiem twoje intencje. Proszę, jedz.
Rozejrzał się wokół. Większość leżących albo spała, albo leżała i skamlała w bólach. Noga Dalina nadal była daleka do doskonałości, ale nie odczuwał już aż tak natrętnych drgawek ilekroć poruszył nią choć o cal. Mimo to dalej nie byłby w stanie chodzić, jakby w tej chwili chciał zerwać się z łóżka i pójść przed siebie.
- Naprawdę chciałabym wiedzieć, co z nim. Najlepiej będzie, jak pomogę ci wstać i sam go odszukasz. Wiem, gdzie leżą wszyscy sprzed trzech dni, to szybko się z tym uporamy. Poza tym...
Westchnęła.
- Bardzo przypominasz mi mojego brata, Verna. Te same rude włosy, wyraz oczu i głęboki głos. Rok temu zabrała go straż. Został posądzony o kradzież z zabójstwem, co nigdy nie miało miejsca.
Przetarła ręką oczy.
- Powiesili go. Bez sądów, mimochodem. Chcieli odnaleźć kozła ofiarnego, ot co. Bez tytułu szlacheckiego dużo zrobić nie mogliśmy. Godzinę po zabraniu już nie żył. Dlatego pałam czystą nienawiścią wobec całej tutejszej skorumpowanej straży miejskiej. Dla mnie są zwykłymi bydlakami, którzy nadgorliwie odnoszą się swoją władzą. Wtedy nie udało mi się pomóc Vernowi. Dzisiaj mam szansę się zrewanżować. Myślę, że to bogowie zesłali mi ciebie, by dać mi szansę na odpracowanie winy.
Wzięła kubek w dłonie. Jej szkliste oczy wpatrywały się w twarz krasnoluda.
Dalin chwycił tace i zaczął jeść. Nie interesowało go za bardzo co spożywa, posiłek to posiłek, a potrzebował naprać sił. Spojrzał na medyczkę, zdaję się, że znalazł sojusznika.
- Rozumiem co czujesz sam straciłem kogoś bliskiego. Niestety tylko los mogę za to obwiniać, a na nim nie mogę się zemścić. Moją żonę pogrzebał zawał w kopalni. Wiesz masz podobny do niej odcień włosów. - Rozpromienił się na wspomnienie Brandy. - Obiecuje Ci, że nie dam się bezpodstawnie powiesić. To nie urodzenie, a nasze czyny powinny o nas mówić. Znajdźmy mojego szwagra! Dosyć majętny z niego krasnolud. Z jego pomocą może się uda mi się z tego wykaraskać. Nie ma co zwlekać!
Przesunął się na skraj łóżka i przygotował się na ból. Wiedział, że będzie ciężko, miał nadzieję, że z pomocą Doni uda mu się jakoś stać i chodzić. Jednak myśl, że pozna losy szwagra napędzała go do działania. Czekał na pomoc medyczki sam nie chciał ryzykować próby ustania.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Papka podobnie jak wyglądała, tak też smakowała. Była rozgotowana, przygotowana masowo, szybko, sztampowo, bez większej uwagi. Tylko chleb ratował częściowo sytuację, trafiając w kubki smakowe krasnoluda, w przeciwieństwie do szarawej brei, która była kompletnie wyzuta ze smaku. Porcja była skromna, toteż żołądek zapełnił się tylko po części.
- Pomogę ci.
Przesunął się na krawędź łóżka. Noga automatycznie zareagowała gorącym uczuciem bólu. Talerz oddał medyczce.
- Poczekaj, nie ruszaj się.
Sięgnęła po kubek, podała go Dalinowi. Ten odruchowo go przyjął. Zawartość miała kolor trudny do zauważenia, głównie z powodu prawie żadnego oświetlenia w pomieszczeniu. Mógł to być przezroczysty, czerwony czy nawet i czarny napitek. Zapach podpowiadał coś więcej. Była to skądinąd znana już mocna woń goryczy.
- Nie pytaj, skąd to mam - dodała szeptem. - Napij się, pomoże ci odzyskać siły.
Dalin z trudem przełykał kolejne porcje bezpostaciowej szarej breji, która we wszystkich multiuniwersach znana jest jako jedzenie szpitalne, na szczęście miał chociaż chleb, którym mógł popchnąć to bez smakowe 'kulinarne dzieło" wprost do żołądka. Z wdzięcznością przyją od Donii płyn na popicie.
- Dziękuję.
Odrzekł i zbliżył kubek do ust. Nagle na moment zatrzymał kubek w pół drogi, gdy poczuł zapach goryczy. Nim zdążył wysnuć jakieś dziwaczne podejrzenia przypomniał sobie co mówił szwagier, gdy pił miksturę leczniczą, że była straszliwie gorzka.
- No to do dna!
Wlał w siebie zawartość kufla srając się nie uronić, ani kropli. Wiedział, że jeśli zadziała jak tamten lek poczuje najpierw ból, więc zacisnął zęby. W życiu pił już najróżniejsze rzeczy....
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
W momencie gdy kobieta odkładała resztki po posiłku na tacę, Dalin zbliżył kubek do ust. Był pewien, że jest to nic innego jak mikstura lecznicza, która w tym momencie była istnym panaceum na wszystkie problemy krasnoluda. Podniósł spód i wlał w siebie całą zawartość jednym, szybkim haustem. Medyczka nie spodziewała się aż tak gwałtownej reakcji z jego strony, przypatrując się tylko z na wpół uchylonymi ustami.
Pierw poczuł palący ból w dawno nie nawadnianym gardle. Chwilę potem jego żołądek się rozgrzał, uwalniając ciepło na całe ciało, w szczególności w dolne partie ciała. Płyn był cholernie gorzki, niczym najmocniejsze krasnoludzkie piwo. Noga odezwała się tępym bólem, a uszkodzone mięśnie odruchowo napinały się i popuszczały. Zacisnął zęby, przez co powstrzymał się od ewentualnych krzyków budzących chorych śpiących. Widział, jak skóra na udzie zasklepia się, powoli przechodząc w jedną cienką, ledwo co zauważalną czerwonawą strużkę. Ból ustąpił, a po ranie nie było prawie ani śladu. Jedynie drobna blizna i ciemniejszy kolor skóry na nodze uświadamiały, że to wszystko wydarzyło się naprawdę i że to nie jest wymysł zmęczonego, krasnoludzkiego umysłu.
- Dobrze się czujesz? Wszystko w porządku? Chodź, oprzyj się na moim ramieniu i spróbuj teraz wstać.
Dalin czuł jak po jego ciele rozchodzi się fala ciepła, a zaraz za nią bliźniacza fala bólu. Krasnolud był na to przygotowany i nie wydał z siebie żadnego dźwięku, gdy jego ciałem wstrząsnęły drgawki mięśni. To niesamowite, że mikstura regenerująca ciało sprawia tyle bólu, jednak efekt był piorunujący. Po straszliwej ranie pozostała tylko cieniutka czerwona linia. Rudzielec podświadomie czół, że nie długo odzyska pełną sprawność.
- Hm gorzkie. - Odparł. - Cóż chyba dobrze.
Następnie zeskoczył z łóżka na równe nogi, wbrew logice. Czy to z pewności, że już czuje się lepiej? Czy może z powodu oszołomienia miksturą? W każdym razie zachował tyle przytomności umysłu by w razie utraty równowagi próbować złapać się czy oprzeć się o łóżko. Jak tylko upewni się, że u stoi stabilnie spojrzy na medyczkę. Uśmiechnął się. Kobieta przyniosła mu silny środek lecznicy musiał jej podziękować.
- Dziękuje Ci! - Pochylił głowę, gdy miał ją nakrytą na pewno by ja odsłonił. - Zdobycie mikstury musiało Cię sporo kosztować. Brak mi słów! Kurwa, nawet mnie dobrze nie znasz.
Krasnolud wyraźnie był poruszony z wielkim szacunkiem patrzył na medyczkę. Wytrwał chwile w niby ukłonie. Następnie spróbował samodzielnie zrobić krok, jeśli uzna, że to nie możliwe poczekał na pomoc Doni.
- A teraz znajdźmy mojego szwagra.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Krasnolud odstawił kubek i zeskoczył sprawnie na ziemię. Medyczka po raz kolejny zaszokowana była jego gwałtownym, trudnym do przewidzenia zachowaniem. Odruchowo wstała i wystawiła doń rękę. Noga, mimo niemal całkowitego zasklepienia, szarpnęła ostrym bólem, przypominając sobie o tym, że dopiero od parunastu sekund rana zasklepiła się czysto wizualnie i jej konsekwencje wciąż dało się odczuć. Dalin zachwiał się i musiał się ratować przed upadkiem szybkim złapaniem krawędzi łóżka. Donia podskoczyła do niego, łapiąc go za ramię.
- Spokojnie, nawet mikstura leczenia potrzebuje chwili czasu - odpowiedziała szeptem. - I zachowuj się cicho, nie chcesz chyba zbudzić całego szpitala?
Zrobił powolny krok do przodu. Najpierw zdrową, prawą nogą, a zaraz potem lewą. Szło mu to początkowo z trudem, jednak z asekuracją medyczki raz po raz kroki były coraz pewniejsze, a ból mniejszy. Krasnolud czuł, że jak tak dalej pójdzie, to po paru kolejnych minutach całkowicie przyzwyczai się do tego uczucia i będzie w stanie chodzić już o własnych siłach. Póki co jednak pozostawał pod opieką kobiety.
- Dobra, to idziemy powoli. Raz, dwa...
Wyszli z pomieszczenia przez frontowe drzwi naprzeciwko łóżka Dalina. Inni leżący, którzy nie spali, przyglądali się temu w milczeniu. Przekroczyli framugę i weszli do ciasnego korytarza, który przecinał się z inną, oświetloną drogą. Parli dalej naprzód, aż natrafili na kolejne drzwi ułożone w taki sposób, że były lustrzanym odbiciem do tych prowadzących do pomieszczenia z którego przyszli, mając za promień symetrii drugi korytarz będący idealnie w połowie.
Tam również ułożone były łóżka, identycznie jak te, gdzie Dalin przeleżał trzy dni. Noga powoli powracała do sił.
- To te łóżka tutaj - przerwała szeptem ciszę, wskazując otwartą dłonią na pierwszy rząd pod lewą ścianą. Znajdowało się tu łącznie pięć posłań, każde goszczące jakąś osobę. Wciąż dzielił ich zbyt duży dystans by zaobserwować coś więcej, jednak już stąd dało się zauważyć, że coś jest nie tak. Zamiast śnieżnobiałej pościeli, jak na wszystkich łóżkach wokół, trzy z nich przykryte były czarnym materiałem, zachodzącym na całe ciało, z głową łącznie.
Drobna, lodowata kropla potu spłynęła po plecach Dalina.
Wszystko zaczynało się jakoś układać. To niesamowite, ale życie zawsze jakoś się układa, nie zależnie co się wydarzy. Powoli odzyskiwał władzę w nodze, z każdym krokiem przezwyciężał ból, który stawał się co raz mniejszy. Parę godzin temu sądził, że czeka go długotrwała rekonwalescencja, jednak niespodziewana pomoc postawiła go na nogi. Szedł w milczeniu.
- Oh.
Szepnął, gdy dotarł na miejsce. Czarnego materiału nie trzeba było mu tłumaczyć. Śmierć. Zimna kropla potu spłynęła mu po karku, by następnie zjechać wzdłuż kręgosłupa. Towarzyszyły jej ponure myśli w głowie. Krasnolud powoli zbliżał się do granicy załamania nerwowego, jeśli spełni się najgorszy scenariusz...
" Nie! Nie! Nie!"
Przełamał straszne myśli się w głowie, jednocześnie kręcąc głową. Popatrzył na Donię, w jego spojrzeniu można było dostrzec ciężar zgryzot. Powoli pokuśtykał do łóżek, których nie było czarnego materiału, pora się wreszcie przekonać.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Noga była coraz sprawniejsza. Krasnolud pokusił się nawet o zaprzestanie dalszego podpierania się o okoliczne obiekty i wyszło mu to nad wyraz dobrze. Początkowo lekko się zachwiał, jednak później szedł tylko coraz pewniej, coraz śmielej. Do czasu, gdy zobaczył widmo śmierci. I najgorszy możliwy scenariusz, jaki może mieć miejsce.
Krzyczał w myślach, powoli podchodząc do posłań. Zlustrował je dokładnie wzrokiem, mimo panującego mroku. Pierwsze, trzecie i czwarte przykryte były ciemną płachtą. Pozostałe, póki co, przykuły większą uwagę krasnoluda.
W bliższym łóżku leżał krasnoludzki chłopiec. Wyglądał może na trzydzieści lat, chociaż jego twarz pokryta rozmaitymi krostami i plamami mocno utrudniała zidentyfikowane tożsamości. Piąta osoba była, ku rozpaczy Dalina, człowiekiem. Dorosłym, wychudłym strasznie wysokim mężczyzną o podłużnej twarzy i żółtej cerze. Jego nogi wystawały daleko poza granice łóżka, które przystosowane było dla nieco niższych krasnoludów.
Cała ta dwójka spała. Medyczka podeszła cicho do wojownika, kładąc mu rękę na ramieniu. Wiedziała, co się stało.
- Przykro mi... Możemy mieć tylko nadzieję, że przenieśli go omyłkowo na inny oddział - spojrzała na pozostałe trzy ciała, a potem zwróciła się z pytającym wyrazem twarzy w stronę samego Dalina.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum