TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Farewell
2012-05-20, 14:23
Wszystko zostaje w rodzinie
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-20, 19:16   Wszystko zostaje w rodzinie

„Leżysz zabity i jam też zabity,
Ty – strzałą śmierci, ja – strzałą miłości."

- Jan Andrzej Morsztyn, Do trupa



Wszystko zostaje w rodzinie
Kroniki Dalina



Miarowy stuk w kopalni rozbrzmiewał po całej okolicy. Dalin, jak co dzień, przodował w pracy, z godnym podziwu wysiłkiem zdzierając kolejne połacie drogocennych minerałów. Nie wiedział, ile to trwało. Nie czuł się zmęczony.

- Kochanie, może zrobisz sobie przerwę? - słodki, doskonale znany głos rozległ się tuż za nim. Odwrócił głowę.

Branda. Uśmiechnięta, szczęśliwa, piękna. Szła ku niemu, wyciągając ręce przed siebie, gotowe do uścisku. Jednak, im była bliżej, tym coraz mniej przypominała ukochaną Dalina. Uśmiech wykrzywił się w paskudnym grymasie, ręce wydłużyły się i poczerniały, a wzrok nie był już beztroski i miłościwy.

- Zabiłeś mnie. Pozwoliłeś mi tu umrzeć, w czeluściach kopalni.

Jej głos, do tej pory pełen słodyczy, obecnie był wysokim, niemożliwym do zniesienia skrzeczeniem, piskiem, od którego ściany zaczęły się trząść, a pochodnie spadały i gasły.

- Kochałam cię! Kochałam cię całym moim sercem, a ty... ty to wykorzystałeś!

Ziemia trzęsła się coraz bardziej wraz z tym, jak Branda coraz głośniej zaczeła krzyczeć.

- Nie zasługiwałeś na mnie! Jak już mieliśmy umrzeć, to tylko razem!

Głośny rumor spadających kamieni i skrzyp obalających się podpór były jedynym dźwiękiem, który był w stanie przebić się przez jej głos.

- Razem!

Dalin spojrzał w górę. Ostatnią rzeczą, którą pamiętał, był ciężki kamień, lądujący na jego głowie.



* * *



Obudził się zlany potem. Pierwszy raz od wielu dni nie śniło mu się coś takiego. Aż do dzisiaj.

Leżał w łóżku, w pokoju, do którego udał się spać dnia poprzedniego. Był tu stolik, zydelek oraz mała szafka z szufladami, gdzie schowana była większość jego rzeczy, za wyjątkiem topora, niemieszczącego się nigdzie, leżącego na stole. Ostatnia noc była huczna, jednak nie na tyle, by odczuwać efekty silnego kaca, jak dnia poprzedniego. Pamiętał, że wraz ze szwagrem i elfami wynajęli pokoje u pewnej miłej krasnoludki, która ponoć gościła uprzednio samego Koleusa i Illiz. Ubrania Dalina leżały przewieszone przez stół, w stosunkowo jeszcze dobrej kondycji, zarówno fizycznej, jak i chemicznej. Mówiąc wprost: ani nie były zniszczone, ani nie śmierdziały spoconym krasnoludem na kilometr. No, może troszeczkę.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-02-20, 21:59   

Dalin leżał na uszku, a pod spływał z niego strumieniami. Za raz po przebudzeniu wyciągnął prawą rękę i wykrzyknął, a może bardziej wrzasną wkładając w to cała siłę jaką miał w płucach:

- BRANDA! To nie tak miało być! Przepraszam...

Ostatnie słowo wypowiedział już szeptem, gardło nie miało siły ciągnąć straszliwego dramatycznego okrzyku, a łzy same cisnęły mu się do oczu. Leżał tak przez chwile, dając płynąć łzą, a przez głowę przelatywały mu myśli niczym huragan.

"Ja Dalin biorę Ciebie Brando za żonę i ślubuję Ci na wieczny kamień, wierność i miłość dopóki znów nie zjednoczę się z kamieniem. Allur irn Karlun [...]Wszystko jest skałą "

Słowa przysięgi małżeńskiej, rozbrzmiewały mu w głowie. Jakże żałował, że nie był w tedy w kopalni razem ze swoim złotkiem. Wszystko było, by prostsze, gdyby oboje umarli razem w tedy trzymając się w ramionach. Każdy dzień od tego strasznego wypadku był nie ustaną męka, istnym piekłem na ziemi. Wtedy, gdy pochował żonę, wielokrotnie się zastanawiał czy nie skończyć ze sobą, nie rzucić się w czarne czeluście kopalni i już na wieki złączyć się ze swoim złotkiem. Jednak jakaś jego cząstka wiedziała, że Branda nie chciała by, aby z jej powodu pozbawiał się życia. Paradoks, szaleństwo nie musi być logiczne... To wszystko stanowczo za dużo jak na jednego krasnoluda.

W końcu łzy przestały płynąć i tak już wiele wylał. Opuścił rękę i otarł zamazaną twarz. Pora działać. Znów miał jakiś cel: pomóc szwagrowi i dorwać tego skurwiela Dogrima zakałę krasnoludzkiego rodu. Ostatnie lata przeżył egzystując pomiędzy popijawami, może nadszedł czas by odmienić swoje życie.

Wstał i rozprostował swoje kości. Postanowił się trochę ogarnąć. Wyciągnął z szuflady przypory do golenia. I zaczął szukać jakieś miski i odrobiny wody. Pora umyć się porządnie twarz i włosy, oraz przyciąć trochę niesforną brodę i wąsy.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-23, 20:09   

Wspólna śmierć była chyba jedynym panaceum na miłosną rozterkę, która targała Dalinem. Niestety, los mu na to nie pozwolił, bez skrupułów odbierając mu ukochaną. Teraz, gdyby umarł, może i połączyłby się z nią gdzieś w innych planach materialnych. Wspólnie pod sztandarem Brimmigara bawiliby się, hulali, pili litry najlepszego, krasnoludzkiego miodu pitnego i wirowali w tańcu, a wszystko przy akompaniamencie głośnej, skocznej muzyki.

Nic z tego. Tutaj, póki jeszcze żyje, musi walczyć o każdy dzień życia. O każdą kroplę wody, o najmniejszy okruszek chleba. Tutaj pojęcie bezinteresowności nie istniało. No, jedynie w rodzinie, a i nawet wtedy nie można było być pewien, że rodzony brat postawi ci za darmo kufel złocistego ot tak, po prostu, z miłości.

Ten świat był szary, ponury, złowrogi. Jednak, mimo to, Dalin nie pragnął śmierci. Wiedział, że Branda nie chciałaby tego. Że wolałaby, żeby kontynuował on swoją podróż, niźli po prostu odbierał sobie życie. Otarł zmęczoną, poharataną i mokrą od łez twarz. Wstał. Póki miał cel, nie zamierzał siedzieć w miejscu i użalać się nad sobą. Przeciągnął się, wyciągnął zestaw do golenia. W kącie zauważył miskę z zimną wodą, lekko pokrytą mydlinami. Poprzedniego wieczora miła, starsza pani zaniosła mu ją na piętro, wraz z szarą bryłką mydła leżącą z boku. Nie zdążył się jednak wymyć. Rozebrał się i momentalnie padł na łóżko, zmęczony i podpity.

Podsunął zydel pod zbiorniczek z wodą i skrupulatnie przystąpił do obmywania swojej twarzy, a następnie sklejonych brudem włosów. Szare mydło może i nie pachniało wytwornie, ale było skuteczne w działaniu. Zaraz potem wyciągnął przybory do golenia i przyciął lekko swoją brodę wraz z wąsami. Nie skracał, jedynie uporządkowywał co poniektóre odstające kłaczki rudych włosów, a te bardziej niesforne, odstające odcinał. Na końcu sam wszedł do miednicy, myjąc się w całości. Mimo, że woda była lodowata, to z niemałą ulgą poczuł, jak jego ciało wraca do normy sprzed paru dni.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-02-23, 22:33   

Proste czynności pozwalały odgonić nawał myśli. Ręce w zasadzie same pracowały wykonując ruchy wyuczone przez lata. Dalin osiągnął wewnętrzny spokój. Opanowanie brody było pierwszym krokiem do świeżości, następnie trzeba oczyścić resztę ciała. Poczuł na ciele lodowatą wodę, niosła ze sobą zapowiedź świeżości. Krasnolud szorując się dokładnie począł rozmyślać o minionych dniach.

A wydarzyło się wiele... Wykrył spisek, przelał krew i poznał nowych towarzyszy.
Caranthir, Pelio, Illiz, Koleus, Traubor , Ovis.
Caranthir, Starszego elfa nie znał zbyt dobrze, ale czuł do niego sympatie obaj byli przecież wdowcami i to ich łączyło.
Z Pelem walczył w ramie w ramie nic nie może zbliżyć bardziej. Musiał przyznać spisał się znakomicie.
Illiz... Nie znał się na elfich standardach, wydawała się krucha nie to co Branda. Jednak miała przydatne zdolności, gdyby nie elfka kopalni mogło być wiele gorzej. Przyjrzał się swojej ranie, próbując ocenić czy goi się dobrze.
Koleus, można powiedzieć nie mieli okazji na bliższą znajomość. Wojownik okazał się typowym elfem z powiedzonek, pochędożył i spierdolił. Ciekawe co się z nim dzieje?
Traubor. Do tej pory nie mógł uwierzyć w to co o nim usłyszał, gdyby nie widział twarzy Dunna kiedy to mówił. Utonąć w gównie - to brzmi jak jakaś kolejna karczemna opowiastka.
Ovis wyrośnie z niego poczciwy krasnolud, wystarczyło go tylko wyrwać z pod złego wpływu.

W końcu się umył i zaczął rozglądać się za czyś do wytarcia. Jak już się osuszył ubrał się, starając ukryć zbroję pod ubraniem, dobry fortel daje przewagę w walce. Następnie spakował swój cały dobytek do plecaka oprócz topora, który przymocował do jego troków. Mieli w końcu ścigać Dogrima, wolał być gotowy do drogi. Przed wyjściem jeszcze ogarnął pokój i poszedł szukać reszty. Miał nadzieje na śniadanko i kufel zimnego piweczka w "brudnym kuflu".
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-25, 21:43   

W czasie zażywania kąpieli Dalin pozwolił sobie na powspominanie ostatnich dni, oraz na przypomnienie sobie o nowych znajomych, których poznał w i w drodze do Kamieńca. Elfia rodzinka, żyjąca z handlu obwoźnego. Najstarszy, Caranthir, podobnie jak i on, cierpiał z powodu śmierci żony. Musiał sam odnaleźć się w świecie, troszcząc się o dwójkę swoich dzieci. Pelio, profanujący język krasnoludzki, spisał się jednak doskonale w czasie wali w podziemiach. Illiz przejęła kobiecy fach i miast odbierać życie, ratowała je. Ostatni z krwawych elfów pozostał dla niego tajemnicą. Siedział cały wieczór cicho, by następnie wykorzystać upicie elfki i zmyć się z wioski, tak szybko, jak się w niej pojawił. Jeszcze mniej wiedział o nerwowym Trauborze, który umarł śmiercią tragiczną. I nieco... nietuzinkową. Tak, legenda o gównianym nurku, którą zasłyszał już tamtego wieczora, nie zniknie z ust bywalców Brudnego Kufla jeszcze przez długi czas.

I jeszcze Ovis. Młody, nieco strachliwy krasnolud, który w głębi był rozsądnym, godnym towarzyszem. Dalin czuł, że wyrośnie z niego porządna osoba. Wystarczy tylko pokierować go we właściwą stronę.

Rzucił okiem na swoją ranę, ciągle piekącą pod prawym ramieniem. Przekrwawiony opatrunek zdjął podczas kąpieli i musiałby zapewnić sobie kolejny, jeśli nie chce ryzykować rozerwaniem zakrzepniętej rany. Gdy tylko skończył się myć, sięgnął po mały, szmaciany ręcznik, który odnalazł w jednej z szuflad. Wytarł się i ubrał, zakładając zbroję pod spód, by była niewidoczna. Nowy, świeży strój podróżny nadawał się do tego idealnie, skutecznie maskując dodatkowy element ubioru. Zaraz potem spakował wszystkie swoje rzeczy do torby podróżnej nie licząc broni, którą to przywiązał z boku, na zewnątrz plecaka.

Przed samym wyjściem uporządkował pokój, zaścielił łóżko i zasunął zydel. Wyszedł, kierując swe kroki w dół, po schodach, na parter. Tak jak zapamiętał, za ladą siedziała miła, starsza pani, jak zwykle zajęta jakimiś papierzyskami. Na widok Dalina podniosła głowę znad sterty dokumentów i nieco zachrypniętym głosem spytała:

- O, dzień dobry. Wstałeś ostatni, cała reszta zdążyła już pójść do karczmy.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-02-26, 11:48   

Dalin schodząc na dół poprawił swój strój. Musiał przyznać, ze był to świetny zakup. Idealnie nadawał się na długą podróż i przy okazji skrywał zbroję. Fundusze krasnoluda są skromne musiał uważać na co je wydaje, a przez ostatnie lata wydawał wszystko na alkohol. To niesamowite jak można się zmienić zakładając nowe ubranie i parę razy pociągając szczotką. Czuł się świeżo i pewnie, nie wyglądał już jak łapserdak, bardziej przypominał tego krasnoluda z dawnych lat, który starał się o serce pewnej złotowłosej panny. Może nadszedł czas na nowe rozdanie kart z losem...

- Dzień dobry! - Rudzielec uśmiechnął się. - A więc jak zawsze o mnie zapomnieli?! Trzeba im się przypomnieć! Dziękuje za gościnę.

Dalin miał szampański humor, ruszył raźno ku wyjściu. Zamierzał szybko dołączyć do reszty i zjeść pożywne śniadanko, a przy okazji może się trafi kufel zimnego spienionego piwka.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-28, 19:34   

- Proszę bardzo - krasnoludka kiwnęła głową, odprowadzając gościa wzrokiem.

Dalin otworzył drewniane drzwi i wyszedł na zewnątrz. W tym momencie mógł żałować, że Kamieniec znajduje się całkowicie pod ziemią, bez ani jednego punktu, z którego przebijałyby się miłe, budzące do życia promienie porannego słońca. Tutaj nie mógł wiedzieć, czy jest już czas na obudzenie się, czy może na pójście spać. Czy powinien udać się na śniadanie, czy może na wieczorny podkurek? Jedynym punktem odniesienia było aktualne nasilenie wałęsających się mieszkańców w wiosce i hałas, jaki wydawali. Z tego, co mówił Brend, to Gwynn posiada już kontakt z niebem, co też przełożyło się na zwiększenie ilości przyjezdnych, którzy w normalnych, podziemnych warunkach nie mogliby przeżyć ani doby.

Wiedział, jak dojść do karczmy. Przez pewien okres w życiu był to najważniejszy priorytet po ciężkiej, wyczerpującej pracy w kopalni. Pchnął drzwi do środka, a ciężki odór wczorajszej popijawy uderzył go. Pozytywnie.

Na środku sali, niedaleko kontuaru, siedział Brend oraz trójka czerwonych elfów. Kończyli właśnie śniadanie, odkładając na bok brudne talerze i zabierając się za napitek. Na widok Dalina szwagier machnął ręką i krzyknął.

- No nareszcie jesteś! Chodź, jedz szybko i jedziemy w drogę!
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-02-28, 23:56   

Nie Dalinowi nie brakowało słońca, był w końcu krasnoludem. Słyszał o krasnoludach, którzy żyli tak głęboko, że w życiu nigdy nie widzieli powierzchni. Rudzielec miał wielką nadzieje, że będzie mu dane zobaczyć te słynę Burzum, było by to niesamowite przeżycie. Podziemiom mogą przetrwać tylko najtrwalsi i najsilniejszy, inne rasy po prostu nie były na to gotowe. I dobrze, nie trzeba ich niańczyć. Ludzkie imperium rozrastało się, gdyby nie trudne warunki pewnie krasnoludzkie dominia zapełniły się tymi ciekawskimi istotami. Dawno temu Dalin słyszał legendę o początkach obu ras.

Otóż ongiś u zalania dziejów w półmroku wejścia do jaskini obudziło dwóch braci. Skąd się wzięli tego nikt nie wie. Powiadano, ze zrodzili się ze skały albo że bogowie ich tam umieścili. W każdym razie jednego z nich zwabiło światło i wyszedł na zewnątrz. Od słońca wyrósł za wysoki i nie mógł już wrócić do podziemi. Odszedł więc dając początek rasie ludzi. Drugi z braci zszedł w głąb kopalni. Zachował naturalny wzrost i dał początek krasnoludom...

Dalin nie wiedział ile w tym prawdy każda rasa ma swoje podania i mity. To nie różniło się od innych specjalnie. Co do godziny krasnoludy radziły sobie z tym, obserwując aktywność fosforyzujących grzybów. Po zmianie intensywności wydzielanego światła można stwierdzić w której części cyklu się znajdują. Nie odzwierciedlały może rytmu dobowego, ale pozwalały na kontrolowanie czasu. Brak światła sprzyjał nawet zmiennym godziną pracy krasnoludów. Stare porzekadło krasnoludów mówi przecież: Praca musi trwać.

W końcu dotarł do karczmy. Wkroczył do środka, poczuł cudowną woń alkoholu i spostrzegł szwagra z elfią rodziną.

- Dzień dobry! Miło, że poczekaliście!

Uśmiechnął się i podszedł do stołu. Zdjął plecak i usiadł na jakimś krześle.

- Co tam macie na śniadanie? - Wyciągnął ręce w celu nałożenia sobie posiłku, a następnie zabrał się za jedzenie z zamieram napełnienia jak największej liczby żołądków. - Jak widzisz ja już jestem gotowy! - Poklepał jedną ręką plecak. - Załatwiłeś transport, czy będę musiał wypróbować nowe buty? - Ściszył głos. - A załatwiłeś już sprawy kopalni?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-02-29, 22:37   

Brend uśmiechnął się niepewnie, opierając się na oparciu krzesła.

- A bo wiesz... ledwo co usiedliśmy, a już podsunęli nam talerze pełne żarcia. Nic to, siadaj, będziemy co najwyżej długo sączyć pienistego.

Dalin podszedł do stolika, rozsiadając się na wolnym miejscu. Odłożył ciężki, nieporęczny plecak i szybko zlustrował stół. Pokryty był on kupką brudnych talerzy, odłożonych przez wszystkich za wyjątkiem Illiz, która wciąż jadła, powoli i wykwintnie, elegancko posługując się sztućcami. Dodatkowo każdy miał przed sobą gliniany, brązowy kubek wypełniony syczącą substancją. Każdy, prócz samego Dalina.

- Ja też już jestem w pełni przygotowany - uśmiechnął się szwagier, wskazując małą torbę podróżną opartą o jeden z filarów podtrzymujący konstrukcję budowli. - Resztę mam na wozie, którym tu przyjechałem, i nim też udamy się w drogę. Co do kopalni to tak, wszystko sobie omówiliśmy. Papiery muszę uzupełnić w mieście, w budynku administracji, nic na to nie poradzę.

W trakcie, gdy dwójka krasnoludów rozmawiała, młoda, niska i niezbyt powabna krasnoludka podstawiła pod nos bohatera sporych rozmiarów talerz, zapełniony grubymi skibami chleba, ciężkim, sycącym twarogiem, pokrojoną na plasterki kiełbasą i dwoma czerwonymi rzodkiewkami, co razem tworzyło apetycznie wyglądającą kompozycję, zmuszając Dalina do generowania pokaźnej ilości śliny na sam widok śniadania. Zaraz obok talerza kobieta postawiła gliniany kufel identyczny z poprzednimi, wypełniony taką samą zawartością. Na końcu położyła nóż i widelec.

- Smacznego życzę - dodała na odchodne.

W tym też momencie Illiz skończyła ostatni kawałek kiełbasy, odkładając talerz na bok.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-02-29, 23:05   

- Miło słyszeć, że wszystko gotowe!

Dalin omiótł wzrokiem posiłek, solidny krasnoludzki posiłek. Aż chciało się jeść. Uśmiechnął się do kelnerki.

- Dziękuje. Czy Dunno jest w lokalu?

Wojownik miał zamiar pożegnać się z przyjacielem, miał też do niego małą prośbę związaną z pustym małym bukłakiem. Śniadanie zaczął od wypicia małego łyka z kubeczka tak dla odświeżenia, następnie pokroił rzodkiewkę na małe kostki i wymieszał z twarogiem. Potem wystarczyło naprzemiennie jeść chleb, twarożek z rzodkiewką i kiełbasę oraz od czasu do czasu popijać. I tak aż do wyczyszczenia wszystkiego z talerzy. Po posiłku wytarł twarz.

- Nie ma co pyszne śniadanko. Kurna ruszajmy szybko! Pożegnam się tylko z Dunnem i w drogę.

Wstał i rozejrzał się za karczmarzem.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-03-05, 18:08   

Dalin nie musiał nawet pytać o znajomego. Ujrzał go kątem oka za kontuarem, grzebiąc pod ladą. Był niemal cały schowany, a jedynie charakterystyczna czupryna wystawała zza stołu. To wystarczyło, by było wiadomo, kto się tam chował. Karczmarz prawdopodobnie inkasował zarobione pieniądze, które zwykł trzymać w tamtym miejscu. A przynajmniej robił tak w tym czasie, gdy Dalin wraz ze swoją kompanią zajmowali się wydobywaniem miedzi w tej wiosce. Stare, dobre czasy.

Krasnolud przystąpił do konsumpcji. Chłodne piwo wypite na sam początek odświeżyło go wewnętrznie, tak jak zimna kąpiel zrobiła to z jego zewnętrznością. Posiłek był, mówiąc krótko, pyszny. Dunno umiał zadbać o swoich ulubionych gości.

Gdy tylko zjadł, wstał i udał się do lady. Wraz za nim podążył Brend. Dokładnie, gdy dotknęli palcami popękanej, brudnej lady, głowa karczmarza podniosła się. Początkowo lekko zdziwiona, a sekundę później rozpromieniona w uśmiechu.

- Hej, chłopaki!
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-03-05, 19:13   

Posiłek jak Dalin służenie podejrzał był pyszny. Zimne piwo dopełniło efekt. Dalin wiedział, że nie ma nic lepszego jak zimny browar na dobry początek dnia. Jak tylko zjadł wstał, zarzucając sobie plecak na jedno ramie i poszedł do karczmarza. Znalezienie gospodarza w jego własnym lokalu nie nastręczało wiele problemu.

- Czołem Dunno wpadłem się przywitać i zarazem przegnać. Dziękuje Ci za gościnę, biesiady u Ciebie zawsze są genialne, kurewsko dobrze można się napić. - Krasnolud uśmiechną się na samo wspomnienie ostatniej popijawy. - Niestety musimy ruszać, sam wierz interesy same się nie dopilnują. Mam do Ciebie ostatnią prośbę.

Zsuną na ziemie plecak i zaczął czegoś szukać. Po chwili wyciągnął mały bukłak i położył go na ladzie.

- Możesz napełnić go jakimś piweczkiem, w razie jakby suszyło mnie po drodze.

Wyciągnął rękę w stronę starego przyjaciela, ale zaraz ją cofną.

- Do diabła pieprzyć konwenanse!

Wykrzyknął i spróbował pochwycić Dunna w niedźwiedzi uścisk. Nie ma nic lepszego jak serdeczne gesty i braterstwo krasnoludów.

- Dbaj o siebie.

Powiedział będąc jeszcze w uścisku i poklepując jednocześnie przyjaciela po plecach. Po wymianie serdeczności zwrócił się do szwagra.

- Myślę że możemy już ruszać Brend. Chyba, że musisz coś jeszcze załatwić?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-03-08, 23:03   

Karczmarz przerwał wykonywaną pracę, odkładając szufladę pełną drobniaków na bok. Dalin obszedł ladę znajdując wolną szparę, przez którą mógł przejść za kontuar. Dopiero wtedy mógł pochwycić się z Dunnem w silny, męski uścisk. Brend był mniej ostentacyjny przy żegnaniu się - podał tylko prawicę, którą ten bez wahania uścisnął. Nic też dziwnego: obaj znali się nieco krócej, niż sam oberżysta z Dalinem.

- No pewnie, już ci napełniam - odparł, odwracając się na krótką chwilę. Złapał za beczułkę z trunkiem i wlał jej zawartość do pustego bukłaka, oddając go krasnoludowi.

[...]Karta postaci zaktualizowana

- Załatwcie to szybko, postawcie tę wioskę na nogi!

- Bez obaw, dwa, trzy dni i tu jesteśmy! - odparł szwagier.

Poszli. Przed wyjściem pożegnali się jeszcze z elfami, wciąż siedzącymi przy stoliku i rozmawiającymi w tylko sobie znanym języku. Drzwi otwarły się głośno, a dwójka krasnoludów znalazła się na zewnątrz.

- Nic załatwiać już nie muszę, gadałem z chłoptasiem od stajni i ten powinien nam już go podpiąć do wozu, przygotować do jazdy. Idziemy?
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-03-09, 09:06   

Dalin pochwycił napełniony mały bukłak i natychmiast schował go do plecaka. Na koniec rzucił jeszcze dziękuje i ruszył w stronę elfów. Wojownik żegnał się z nimi zachowując większy dystans, w końcu znał ich krótko i nie byli krasnoludami. W przypadku Caranthira i Pelia wystarczył silny uścisk dłoni, jednak w przypadku elfki nie wiedział co zrobić. Krasnoludki nie różniły się od mężczyzn, no może poza tym, że rodziły dzieci. Niczym nie ustępowały chłopą. Wszyscy byli równi wobec kamienia, to jest naturalne. Jednak Dalin dawno temu słuchał wywodów krasnoludzkiego filozofa Senegioda znanego z tego, że mieszkał w beczce po piwie. Głosił w tedy, że inne rasy żyją w błędnym przeświadczeniu, że kobiety są słabsze i gorsze od mężczyzn, przez co budowali inne relacje społeczne. Opowiadał też ku ogólnemu rozbawieniu o gestach jakie opracowały różne rasy, aby podkreślić tą inność. Rudzielec krzywo uśmiechnął się do Illiz, starając przypomnieć sobie jak najwięcej owych gestów. W końcu wybrał jeden z nich. Zaczerwienił się lekko na twarzy w końcu to było głupie, jednak się przemógł w końcu zawdzięczał elfce tak wiele. Skłonił się nie zgrabnie i chwycił ją za dłoń następnie ją pocałował. Wyszło dosyć nie zgrabnie, to w końcu był jego pierwszy raz. Po czym zmieszany ruszył do wyjścia bez słowa. Na zewnątrz zwrócił się do szwagra:

- Tak ruszajmy! Nie ma co zwlekać! Trzeba dorwać tego pieprzonego Dogrima! Tfu! - Na samą myśl o oszuście splunął na ziemie. - Prowadź! A przy okazji wiesz może co teraz robi młody Ovis?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-03-16, 23:58   

- Ovis, Ovis... Strzeże wejścia do kopalni, by nikt, póki co, nie dowiedział się, jakie tam bogactwa się znajdują. Tak, robi to dobrowolnie, obiecałem mu nawet zapłatę.

Szli tak dosłownie kawałek; wszak stajnie znajdowały się raptem parę metrów od karczmy. Rzut kamieniem, przez co już od początku widzieli, jak jakiś młodszy od nich krasnolud najpierw mozolnie otwiera bramę, by zaraz potem wyprowadzić znany już Dalinowi wóz, zaprzężony w dwa konie. Był to prosty, jedynie podróżny wóz, składający się z miejsca dla woźnicy i zadaszonej, tylnej części, w której można było wygodniej usiąść. Zazwyczaj szwagier miał swojego "chłopca", który zawoził go we wszelkie miejsca, jednakże tym razem nikogo takiego nie było. Persona, która wyciągnęła wehikuł ze stajni, po otrzymaniu srebrnej monety uciekła w tylko przez siebie znaną drogę, zostawiając dwójkę krasnoludów z wozem.

Jeszcze nim wyruszyli, Brend skrupulatnie sprawdził stan wozu. Wędrował od tyłu do przodu, od lewa na prawo, w ciszy, jedynie czasami pomrukując, niczym pieszczotliwy kot, zadowolony z głaszczącej go dłoni pana. Żadnej szramy nie było, nic z wewnątrz nie zniknęło. Można było ruszać.

Zasiedli oboje z przodu, Brend po lewej, trzymając lejce, a Dalin po jego prawej stronie, jedynie przyglądając się pracy szwagra. Wyjechali powoli z wioski, mijając biedne, prymitywne chatki zlepione z byle czego. Być może, gdy wydobycie drogocennego kruszcu zacznie się na dobre, wioska ta stanie się świetnie prosperującym miastem, otwartym na innowacje i liczącym się z innymi, ważniejszymi miejscowościami?

Czas pokaże. Póki jednak co wyjechali z wioski, wkraczając na dość wąską, oświetloną pochodniami trasę. Tę, którą Dalin szedł parę dni temu. Głucha cisza zapadła, przerywana jedynie przez miarowy tętent koni.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-03-17, 10:54   

- Szkoda, że nie zdążymy się z nim przegnać! Poczciwy z niego chłopak, mam nadzieje, że nie popełni dawnych błędów.

Odrzekł krasnolud i szedł dalej. Przy stajniach spokojnie czekał na znajomy wóz, a potem obserwował jak szwagier skrupulatnie go sprawdzał. Typowe zachowanie Brenda, wszystko musiało być idealnie i zapięte na ostatni guzik. Nie dziwi to jednak patrząc na jego zawód, dla jubilera było to zachowanie wręcz naturalne. Jego perfekcjonizm potrafił wyprowadzić z równowagi, nawet Dalin, który znał go dobrze, nie zawsze wytrzymywał. Bo ile można sprawdzać jeden wóz, a z każdą minutą Dogrim był co raz dalej.

- Kurwa skończyłeś już! Ile można!

Warknął zirytowany rudzielec, gdy szwagier już skończył. Zdjął plecak i odczepił od niego topór następnie plecak wrzucił pod zadaszoną część. Sam zaś usiadł na koźle obok szwagra kładąc sobie topór na kolanach, w czasie podróży będzie go podtrzymywał jedną ręką, nigdy nie wiadomo co się wydarzy lepiej być przygotowanym. W końcu ruszyli pozostawiając za sobą Kamieniec. Dalin przyglądał się zabudowaniom, nie wyglądały imponująco może otwarcie kopalni coś zmieni. Jak się zastanowił jego kondycja finansowa też nie była za wesoła, gdy tylko oddali się od miasta postanowił w końcu to wyjaśnić.

- Brend muszę Ci coś powiedzieć... - Zająknął się i zaczerwienił, takie wyznanie nie przychodzi łatwo dumnemu krasnoludowi. - ...tego oo ... Pamiętasz jak pożyczyłem od Ciebie drobne w karczmie, że niby miałem tylko grube....Te go no...Kurwa...Tak naprawdę nie mam nic. Zero. Skończony bankrut.

W końcu wydusił to z siebie, wyraźnie mu ulżyło. Czekał na reakcje szwagra.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-03-19, 20:55   

- Bez obaw, nie będzie nas tylko dwa dni, zaraz tu wrócimy - odparł Brend, popędzając konie. - I wybacz za obstrukcję; od jakiegoś czasu mam taki nawyk, by zawsze sprawdzać towar, który otrzymałem, bądź dałem na przechowanie. Przynajmniej mamy pewność, że nie rozpadnie się nam w połowie drogi, a to zawsze jakiś plus.

Plecak poleciał na tył wozu, topór zaś znalazł sobie miejsce na kolanach wojownika. Nie zwykł rozstawać się z bronią wtedy, gdy nadarzała się okazja, że będzie zmuszony jej użyć. Póki co jechali po drobniejszych, rzadko uczęszczanych drogach, na których ilość drogocennych ładunków, które można by było splądrować, była bliska zeru. Niemniej jednak niebezpieczeństwo istniało zawsze. I to trzeba było mieć na uwadze.

Dalin pierwszy przełamał długotrwałą ciszę. Wspomniał o pustce we własnej kiesie, o drobnej, ale zawsze, pożyczce. Szwagier tylko uśmiechnął się, silnie poklepując plecy krasnoluda.

- Daj spokój, każdy z nas siedział kiedyś w finansowym dołku. Pamiętasz pogrzeb Brendy? Wydałeś na nią oszczędności swojego życia, sobie pozostawiając zaś nic. I ja mam cię karać za ten gest, ze przejaw prawdziwej miłości do mojej siostry? Weź przestań. Jesteśmy rodziną, bądź co bądź. Ja podrapię ciebie, ty podrapiesz mnie. Pojedziemy do miasta, załatwimy wszystkie sprawy i zarobimy krocie na kopalni. O tamtym długu zapomnij, kto by się przejmował takimi groszami, kiedy walczymy o znacznie poważniejszą stawkę?
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-03-20, 19:00   

Twarz Dalina spoważniała na samo wspomnienie pogrzebu żony. Wojownik wydał wszystkie swoje pieniądze, efekt był imponujący. Grobowiec wykuto w skale według najstarszych krasnoludzkich tradycji. Jego wnętrze pokryto białym marmurem, z którego również wykonano pomnik. Najwspanialszym efektem pracy krasnoludzkich mistrzów rzemiosła było stworzenie sieci szybów z pryzmatami, które odbijały światło z powierzchni, aby oświetlić pomnik.
W głębi serca Dalina ucieszyło, że szwagier go rozumiał, w końcu wszystko zostaje w rodzinie.

- To trzeba było zrobić. - Odparł i zapatrzył się w dal. zastanawiał się, czy dane mu będzie powrócić z wygnania i znów zobaczyć miejsce spoczynku Brandy. - Masz racje to grosze, nic w porównaniu z tym co możesz zyskać na eksploracji kopalni. Problem w tym , że ja nawet tego kurwa nic nie mam. Chciałem, żebyś wiedział. Szczerość to podstawa.

Zamilkł i wsłuchał się w stukot kół powozu.

Po jakimś czasie rzekł:

-Brend, musisz uważać w mieście! Dlatego chuja Dogrima jesteś największym zagrożeniem. Może próbować jakiś numerów!
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-03-20, 22:10   

- Szczerość to podstawa, masz rację.

Szwagier westchnął, popędzając konie. Niezmienna droga ciągnęła się niemiłosiernie. Wciąż tylko szarość ścian, sufitu i podłoża, po którym regularnym stukotem przemieszczały się końskie kopyta wraz z kołami wozu, chropowato furkoczące, jakby popierając wszędobylską, obecną nudę. Widoki nie zmieniały się. Jedynie korytarz momentami to rozszerzał się, to znów zwężał, bez ładu i składu.

- Spokojnie. Pobyt w mieście na mój koszt. Opłacę wszystko, co będziemy potrzebować przez ten jeden, dwa dni, czyli pewnie tylko posiłki i nocleg. Jednak, jakbyś czegoś potrzebował, nie bój się uderzyć do mnie od razu. Jesteśmy w końcu rodziną. U nas takich rzeczy się nie wypomina.

- Tak, będę musiał uważać. Mam tylko nadzieję, że ten cały Dogrim nie wie, jak wygląda moja facjata ani że wybieramy się w podróż za nim. Poza tym przecież mam ciebie. Pomogłeś mi w kopalni, ufam ci jak nikomu innemu.

Krasnolud podniósł głowę ku górze, lekko się uśmiechając.

- Cieszę się, że jesteś.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-03-20, 23:52   

Krasnoludem zawrzało, uniósł się resztką swojej dumy:

- Kurwa nie wezmę od Ciebie nic ponad to co będzie nam potrzebne do załatwienia tej sprawy. Nie jestem pieprzonym darmozjadem!

Zacisnął zęby, aby nie bluzgać bez potrzeby. Starał się przeczekać złość.

- Trochę za późno kużwa sam Cię przedstawiłem temu skurwielowi. Możemy mieć tylko nadzieję, że nie skojarzył Cię z próbą kupna kopalni. Pamiętasz te dwie mikstury, które znaleźliśmy u tego chuja? Sprawdziłem je. Jedna to zwykła wzmacniająca zręczność, za to druga jebana trucizna. Jak to się nazywała? - Podrapał się po brodzie. - Esencja Araghat! Masz pomysł jak ją wykorzystać? - Również podniósł głowę i uśmiechną się do Brenda. - Też się cieszę, że Cię spotkałem! Podróż od razu przyjemniejsza i ciekawsza!

Szturchnął szwagra łokciem w bok i rubasznie się roześmiał. Dalin wiedział, że gdyby nie to spotkanie dalej by wiódł swoją egzystencje od kieliszka do kieliszka bez większego celu. Kto wie może w życiu wojownika nadszedł czas na zwrot...
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-03-21, 16:51   

- Nie jesteś, nie pasożytujesz na innych. Zapomniałeś, że tam, w Kamieńcu, pomogłeś mi bez nawet drobnej wzmianki o jakiejś zapłacie, wynagrodzeniu? No właśnie. Nie tułasz się bez powodu po karczmach i nie przepijasz swoich ostatnich pieniędzy, przynajmniej nie teraz. Teraz nasze drogi się skrzyżowały i razem będziemy siebie wspierać.

Gdzieś na horyzoncie dało się zauważyć odległe, mętne rozwidlenie dróg, pomiędzy którymi leżał spory głaz, w którym, jak Dalin pamiętał przechodząc niedawno jeszcze tą drogą, wyryte były kierunki, oznaczone zarówno i pismem, jak i niekoniecznie zrozumiałym, ale łatwym do zapamiętania piktogramem. Jadąc dalej prosto nie napotkaliby na nic przez długi czas, a dopiero po paru godzinach zaczęliby mijać pojedyncze, drobne wioski, na samym domowym miasteczku Dalina kończąc. Natomiast przy skręcie w lewo droga przejdzie w szerszy, częściej użytkowany trakt, prowadzący w rezultacie do Gwynn.

- Mam nadzieję, że nie. Chociaż pewna infamia na mój temat mogła pójść w obieg po wiosce, więc trzeba będzie być przygotowanym na wszystko.

Krasnolud podrapał się w brodę po usłyszeniu nazwy trucizny.

- Esenca Araghat? Nawet nie wiem, co to jest. Ale jak trucizna, to wlewasz ją chyba komuś do napitku i patrzysz jak ten zwija się w konwulsjach, co nie?
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-03-21, 19:31   

- Kurwa nie zamierzam wlewać tego świństwa nikomu do kufla, no chyba że wleje temu pieprzonemu Dogrimowi prosto w jego kłamliwy gardziel. Słyszałem, że skrytobójcy korzystają właśnie z tego typu główna smarując sobie broń. Kurwa, ale to nie jest droga dla prawdziwego wojownika tylko jakiegoś jebanego drowa. - Podniósł demonstracyjnie topór z kolan. - To jest dusza wojownika, jego istota. Liczy się tylko ty i twoje ostrze. - Mijając rozwidlenie spytał. - Chyba zbliżamy się do głównego traktu?
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-03-22, 22:53   

- A, skoro tym się smaruje broń to tak, możesz tego użyć do walki. Chociaż fakt, gdzie w tym honor i szacunek do przeciwnika, uciekając się do takich sztuczek?

Wóz minął skrzyżowanie trzech dróg, kierując się, jak pamiętał Dalin, na północ.

- Ale skoro ten kupczyk miał w asortymencie takie zdradliwe mikstury, to musimy tym bardziej na niego uważać. Może mieć takich flakoników więcej, a i sztylet ukryty gdzieś w rękawie. Trzeba będzie na niego cholernie uważać. A i jak wziął sobie do pomocy kilku swoich koleżków, to może się zrobić bardzo, bardzo nieprzyjemnie. Pamiętaj, że wojowników to nas jest półtora, bo ja siebie za jednego całego nie uważam i raczej nigdy nie będę. Jeśli zrobi się goręcej, trzeba będzie uważać. Nawet odpuścić, a sprawę wygrać nie mieczem, a prawem.

Konie wjechały na wybrukowany trakt wesoło prychając, jakby z radości, że nie muszą już ciągnąć wozu po beznadziejnej, nierównej i krzywej drodze. Ta była rozmyślnie wyrównana, przez co prędkość powozu również się zwiększyła.

- Za jakąś godzinę wjedziemy na główną trasę prowadzącą już bezpośrednio do miasta, która z kolei zajmie nam z dwie, może trzy godziny. A wracając do tamtej... esencji. Zawsze możesz ją sprzedać na targu, myślę, że z jedną złotą monetę wyciągniesz bez problemu, a jak dobrze się potargujesz, to i dwie. Wystarczy tylko rozeznać się w towarze, jego jakości i wielkości rynku zbytu. Pójdziesz do jakiejś ciemniejszej uliczki, tam na pewno znajdzie się taki, co z chęcią wbiłby bliźniemu zatruty sztylet pod żebro. Chociaż teraz czasu zbytnio na to nie będziemy mieć. Więc póki co trzymaj w plecaku. Może okaże się, że się jeszcze do czegoś przyda. A jak nie to odsprzedaj komuś, jak już załatwimy całą tę sprawę z kopalnią i tym nieszczęsnym Dogrimem.
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2012-03-22, 23:19   

- Tak ten chujek mógłby chować w rękawie zatrute ostrze. A już raz oprychów wynajął, ale nic się nie martw potrafię władać toporem. W kopalni poradziłeś sobie nieźle. - Dalin szturchnął szwagra pod bok. - Za to ja na prawie w ni chuja się znam. Powiedz czy ten skurwiel może Ci jakoś zaszkodzić przy próbie dochodzenia praw własności? Trzeba uwzględnić, że ma w mieście swojego, kogoś kto potrafi rozpoznać jakoś rudy. - Rudzielec roześmiał się rubasznie na wzmiankę o sprzedaży trucizny. - Kurwa Brend ty byś nawet diabłu widły sprzedał. Masz łeb od interesów nie maco.
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2012-03-23, 22:28   

- Dzięki - krótkie, ale wyraziste słowo opuściło usta szwagra. Uśmiechnął się, słysząc komplement.

- Dochodzenie praw własności... no wiesz, mam przy sobie papiery podpisane w Kamieńcu. Jak je ureguluję w mieście, to nie ma chujka, gość będzie mógł mi naskoczyć. Właściwie już teraz jestem właścicielem kopalni, tylko ten dokument, mizernie spisany w wiosce, może być łatwy do podważenia. Jak tu wyrobią mi papiery to mogą nam naskoczyć... prawnie.

Dalin wiedział, o co chodzi. Nawet jeśli uda im się załatwić wszystkie administracyjne sprawy, to i tak nie będzie to oznaczać, iż będą zabezpieczeni. Prędzej czy później mogą napotkać na grupkę bardzo smutnych panów z błyszczącymi przedmiotami w dłoniach, a wtedy żadne papiery nie pomogą.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group