Bohater: Lamid Pore
Profesja:Bard
Typ: Humanoid // Rodzaj: Człowiek // Rasa: Soryjczyk
Doświadczenie: 0/7100
Wygląd fizyczny: Średniego wzrostu oraz średniej wagi. Falowane czarne włosy opadające na ramiona podkreślają jego smukłą ale nie chudą sylwetkę. Twarz o łagodnych powszechnych rysach nie odznaczająca się niczym szczególnym.
Historia:Lamid urodził się w rodzinie muzyków Ojciec grał na gitarze jako okrężny bard a matka śpiewała w akompaniamencie gitary. Rodzina Pore'ów była znana wśród bogatych mieszczan częstą wynajmowani przy okazjonalnych przyjęciach i balach dorobili się porządnego taboru którym podróżowali po Imperium. Lamid urodził się po dorobieniu sie majątku. Po porodzie matka straciła słuch muzyczny zaś syn wykazywał się znakomitym zmysłem postrzegania dźwięków. Brak odpowiedniego nauczyciela nie pozwolił mu na osiągnięcie kariery królewskiego śpiewaka. Ojciec uczył go gry na gitarze. Gdy Lamid miał 10 lat jego matka przeżywała ciężkie chwile w swoim życiu. Gra Tokiena jej męża nie była wystarczająca aby utrzymać rodzinę. Całą winę za życiową porażkę zrzuciła na syna i wyparła się go. Ojciec z niechęcią przyglądał się postępowaniu żony. Postanowił ją opuścić zostawiając jej cały majątek poza dwoma gitarami. Jedną przekazał snowi a na drugiej grał sam zarabiając na miskę jedzenia i na bukłak picia. Picie to doprowadziło go do upadku. Lamid nigdy się o tym nie dowiedział ale gdy ten pił wodę w bukłaku ojca na ogół bytował trunek alkoholowy. Gdy ten jako dwunastolatek udawał się już spać do karczmiennego pokoju ojciec dalej śpiewał i grał dla pospólstwa nie skąpiąc sobie wina i innych trunków. W wieku piętnastu lat Lamid obudził się w karczmiennym pokoju jak co rano lecz tego dnia był sam na ogół zawsze spotykał ojca. Poszukiwania ojca zakończyły się bez żadnego wyniku. Jedyne co mu pozostało to gitara. Nie rozstawał się z nią i kontynuował działalność w pojedynkę. Gdy mu się nie powodziło kradł sakiewki pijakom. To pozwoliło mu dożyć 18roku życia. Potem Lamid śladem ojca rozpoczął lubowanie się w alkoholowych trunkach. Na szczęście nie wpłynęło to na jego umiejętności gry. Nie gra najgorzej i ludzie potrafią się bawić przy jego muzyce, ale nie jest wystarczająco dobry żeby zostać kimś sławnym. Żyje wśród karczmiennych wydarzeń przeżywając z dnia na dzień bez konkretnych planów i zamierzeń.
Nazwa /……………… …Wartość / Stopień Pół stopnia
Charyzma (Ch)……………….18/
Inteligencja (In)…………....14/
Kondycja (Ko)……………….10/
Percepcja (Pe),……………..16/
Refleks (Re),…………………16/
Siła(Si), ………………………..10/
Wola (Wo), ………………….10/
Zręczność (Zr)……………….16/
Szybkość: 8
Udźwig: 10
Lekki / Średni / Duży / Maks.: 20 / 40 / 60 / 100
Aktualny: 0
Cechy
Biegłość w zbroi lekkiej (wyuczona)
Dodatkowe pieśni (wyuczona)
Złoty język (wyuczona)
Nuta szczęścia (wrodzona)
Nuta uwodziciela (wrodzona)
Lepkie ręce (wyuczona)
Wszechstronność
Niedoskonałość
Późny wieczór, albo wczesna noc. Zawsze ciężko jest to ustalić... niemniej któreś z tych określeń właściwie oddaje aktualną porę dnia... albo oba oddają. Zresztą, nieważne.
Młody bohater podążał jedną z ulic miasta... miasta którego nazwy zapamiętać nie mógł. Jednak z drugiej strony: czy nazwa była istotna? Ważniejszą zdolnością jest dobra orientacja w podróży po tym mieście, a w tym Lamid Pore nie miał żadnych problemów, bowiem mieszkał tutaj już przez dwa tygodnie. Mimo, iż lekko odurzony alkoholem - doskonale wiedział, gdzie się w chwili obecnej znajdował i jaki jest cel jego podróży. Otóż jakieś trzy minuty temu opuścił jedną z karczm, która nazywała się "Pod Złotym Biustem Heleny", w której nawet udało mu się zarobić parę nędznych monet swoim "graniem do piwa". Teraz zmierzał do kolejnej karczmy. Ta kolejna, nosiła nazwę "Na zaułku". Jak łatwo domyślić się po nazwie - właśnie w takim miejscu się znajdowała.
Przed nim było jeszcze około dwudziestu minut drogi.
Na lewym barku miał zarzuconą gitarę, a raczej skórzany pasek, za pomocą którego utrzymywany był instrument. Na prawym z kolei niósł resztę swojego skromnego dobytku.
Wszystko wyglądałoby jak co dzień, gdyby nie to, że w małym zaułku, który był po jego lewej stronie, usłyszał kobiecy głos. Przemawiał do niego słowami "Lamid... Chodź tutaj, potrzebuję cię".
Gdy młody muzyk obrócił się, zobaczył jedną ze znajomych kobiet, która udało mu się poznać w pewnej karczmie. W jakiej? Nie pamiętał.
Z tej odległości nie mógł dokładnie przyjrzeć się jej kształtom. Jednak z tego co pamiętał, była niczego sobie.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Człowiek idący w "nieznane" nie miał żadnych powodów do ominięcia nawołującej kobiety. Ruchem ręki odgarnął w bok włosy z czoła. Opuścił gitarę do ziemi równie sprawny i szybkim ruchem. Przystanął z instrumentem przy nodze. Obróciwszy się zbadał istotę od góry w dół badał ją wzrokiem przez cały czas gdy płynnym krokiem zbliżał się do niej. Gdy stał już na wyciągnięcie ręki położył jedną z dłoni na jej biodrze i powiedział:
-Czym mogę służyć, złotko?-powiedział głosem który przypominał nocne karczmienne igraszki.
Lamid dostrzegł, że owa kobieta, w trakcie jego dość mozolnej wędrówki bardzo się niecierpliwi. O ironio losu, gdy to już stali naprzeciw siebie i niewiasta, której imienia nie pamiętał, chciała przemówić, na widok, a raczej na uczucie cudzej ręki na jej, bądź co bądź, perfekcyjnym biodrze - zaniemówiła.
Dekolt, który był dosyć skąpy, ukazywał jej biust, który bez wątpienia był nadzwyczajnie jędrny i kształtny. Owa kobieta poza walorami przednimi posiadała również długie, częściowo odkryte nogi, zielono-żółte oczy i, co rzadko idzie w parze z pięknym ciałem - ładną twarz.
Niestety, młody bard nie mógł się powstrzymać i co rusz zerkał na jej biust, mimo, iż usilnie starał się tego nie robić. [Test woli - porażka]
Ta, mimo, iż zniesmaczona tym, co wyprawiał Lamid, nie zdjęła mu ręki ze swojego ciała, ani nie uderzyła go otwartą dłonią w twarz. Wręcz przeciwnie, otworzyła usta, co świadczyło o tym, że zaraz zacznie coś mówić.
-Złotko... Tak się mówi, gdy się imienia nie pamięta... No, ale cóż zrobić, tacy są mężczyźni i nic na to nie poradzę.-
Mimo, iż w tym momencie Lamid Pore był pewien, że owa kobieta zrobi pauzę chcąc podkreślić tą część zdania - nie zrobiła tego.
-Otóż pamiętam jak to pięknie grałeś na swojej gitarze... I mam dla Ciebie pewną propozycję... Tylko nie kłam, proszę.-
Mówiąc "proszę" kąciki jej ust przybrały tak bardzo uroczy kształt, że młodemu bardowi niemalże zaparło dech w piersiach. -Otóż muszę wiedzieć, czy potrafisz też śpiewać... piękniutki Lamidzie.-
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Lekko zaskoczony pytaniem uśmiechnął się swoim uwodzicielskim uśmieszkiem:
-Czy ja umiem śpiewać?-zapytał tak jakby się urażony mimo tego nie przestawał się uśmiechać.
-Czyżbyś nigdy nie słyszała mojego śpiewu? Moje pieśni uwiodły nie jedno serce, a i nie jedne nogi wprawiły do tańca. Mógłbym Ci zaśpiewać - zmniejszył odległość tak aby przystawać do kobiety. Jego dłoń przewędrowała z biodra dalej na plecy tuż nad pośladkami następnie delikatnie przyciągnął ją do siebie - pieśń w której na pewno nie będę kłamał,a ona będzie o tobie.
Gdy dziewczyna usłyszała słowa, z których dość jasno wynikało, że młody bard potrafi śpiewać - odetchnęła z ulgą. Gdy zobaczyła, że ten się do niej zbliża na dość intymną odległość - nie zareagowała. Najwidoczniej Lamid był jej potrzebny i mimo, iż z jej wyrazu twarzy można było odczytać niepokój - to stała wciąż w bezruchu. Lecz gdy poczuła jego ręce na swoim ciele, pojawił się, jakże kobiecy, odruch bezwarunkowy.
[Test unik = niepowodzenie] ręka zwinięta w "liścia" powędrowała na twarz barda, zaś sama dziewczyna odskoczyła na bok.
-Opanuj się do jasnej cholery.-
Mówiła już lekko poirytowana, mimo, iż w oczach Lamida - wydawała się przez to jeszcze bardziej atrakcyjna.
-Jest robota, na której możesz, swoim śpiewem i grą zarobić mnóstwo, ale to mnóstwo monet. A jeżeli będziesz przyjemniejszy... to może i ja ukaże swoją wdzięczność.-
Jej ton spadł, jakby znowu była spokojna.
-To pozwolisz mi się wysłuchać?-
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Policzek trochę piekł co nie powodowało przypływu radości.
-Pieniędzmi mnie nie kupisz- odpowiedział do dziewczyny po czym odwrócił się. Zrywnym ruchem zarzucił gitarę na plecy po czym powiedział:
-a wysłuchuj się- po czym ruszył swawolnym krokiem przed siebie. W stronę ściślej nie nazwanej karczmy. Pieniądze były na wyciągnięcie ręki Lamida. Ten miast pieniędzy szukał chwilowych przyjemności. Styl życia jaki prowadził nie doskwierał mu ani nie był szczytem jego marzeń, lecz brak motywacji do zmiany powodował, że jego życie toczyło się z dnia na dzień bez planów i dalekich prespektyw.
-Może pieniędzmi nie, ale sławą owszem-
Powiedziała, po czym jakby robiąc pauzę kontynuowała po chwili.
-Każdy żąda władzy i sławy... A ta przyniesie Ci wiele, ale to wiele korzyści, między innymi... pozwoli wykorzystać Twoje lędźwie.-
Kolejna pauza, kontynuowała, tym razem mówiąc jakby nieco głośniej.
-Nie prosiłabym Cię o to, gdyby nie ten cholerny Calom, który to musiał zapić się w trupa...-
Użyła brzydkiego słowa, ale to nie to było najważniejsze. Użyła nazwiska, którego to młody bohater nie spodziewał się usłyszeć. Bowiem te nazwisko należało do jednego z najwspanialszych muzyków tego miasta.
Czyżby Lamid Pore miał go zastąpić? Choć jeden występ? To by rozszerzyło poważnie jego wpływy.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Nie przerywając swobodnego kroku Lamid zapytał z czystej ciekawości zaintrygowany głośnym nazwiskiem:
-co, gdzie i kiedy miałbym śpiewać? zaznaczam z góry ze na pogrzebach, stypach i innych smutnych uroczystościach nie gram.- wymyślił na poczekaniu zasady swojego muzykowania. Chciał pokazać że nie tak łatwo jest z nim współpracować.
-Eh... mężczyźni-
Westchnęła nieco młoda dziewczyna, przypominając nieco jedną z rozpieszczonych damulek. Po chwili jednak zmyła te wrażenie z Lamida.
-Co... To Ty tu jesteś muzykiem, i to Ty decydujesz. Mogą być to Twoje wywody sercowe, skoczne piosenki, albo marsze żałobne. Dobrze byłoby, gdybyś się jednak nie ograniczał do jednego typu... zmienianie nastroju byłoby odpowiednie.-
Powiedziała iście schematycznie, nie zatrzymując się na długo.
-Gdzie? Nie domyślasz się? Nie widziałeś największej w tym mieście sceny?-
No i tutaj bohater zdał sobie sprawę, że nic o jakiejś wielkiej scenie nie słyszał. No, ale chyba kobieta go nie chciała wykiwać. A bynajmniej nie miał takiego wrażenia.
-Teraz... a dokładniej: za godzinkę. Może półtorej.-
Poczekała chwilę, jakby mając pewność, że tymi, bądź co bądź, dogodnymi warunkami, przekona swojego rozmówce.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
-Ehh no to prowadź, ale będziesz mi za to winna niezłą kasę- odparł jakby obrażony ni z tond ni zowąd.
-Muszę to zobaczyć ale nie gwarantuje, że zagram, nie nalezę w końcu do elitarnych muzyków- odparł z niepewnością w głosie czy aby na pewno pokona tremę. Chodź powinien się już dawno jej wyzbyć to ostatnimi czasy niewielu go tak na prawdę słuchało.
Eh Ci muzycy. Niespokojni z natury... a jacy zadufani w sobie!-
Powiedziała, po czym w jej ręce znalazł się pokaźny mieszek. Teraz młody bohater zaczął zastanawiać się, jakimi monetami jest On wypchany. Kobieta okazała się być jakąś wróżbitką, albo kimś w tym rodzaju. Albo po prostu miała szczęście. Grunt, że znakomicie odczytała intencję Lamida.
Odsznurowała starannie owinięty mieszek, po czym wysypała część jego zawartości na dłoń. Okazało się, że są w nim Imperialne Monety.
Chcąc nie chcąc, młody grajek zaczął szacować co mógłby za taką ilość kupić. Po krótkich, ale jakże trafnych przemyśleniach, stwierdził, że na porządny dom w samym centrum miasta by mu wystarczyło.
-A ja Ci gwarantuję, jeżeli zanudzisz publiczność, to nie dostaniesz choćby złamanej monety, z tego mieszka.-
Jej ton się nieco zmienił. Jednak Lamidowi wciąż przyświecała myśl o tym, by dać z siebie wszystko i posiąść na własność ten skromniutki mieszek.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Temu człowiekowi nie zależało na pieniądzach. Nie zależało mu na niczym. W sumie to chciałby się teraz napić. Może byłoby to zimne piwo w zaciszu karczmy w której gra? W sumie mógłby uwieźć jakąś kobietę, ale może warto iść do tej "szerokiej publiczności"? Lamid nie wiedział gdzie ma iść i dlatego poddał się biegowi wydarzeń.
-No to prowadź- powiedział do kobiety, a po chwili przerwy dodał- Masz może jakieś wino? Strasznie mi w gardle zaschło.- Powiedział z suszą w głosie.
-Wina?-
Zmarszczka pojawiła się na jej czole.
-Słuchaj, Ty chyba jeszcze nic nie zrozumiałeś.-
Czyżby napadł ją gniew?
-To jest nie lada zadanie, to jest Twoja życiowa szansa, a Ty chcesz mi się spić alkoholem? Każdy łyk wina pogarsza Twoją koncentrację...-
Mówiła, jakby już spokojniej. Ale Lamid wiedział, że szanse na spędzenie z nią nocy sięgały zera. Dziewczyna była mocno poirytowana.
Ruszyła swoim zgrabnym krokiem, a za nią młody bard. Szli w znanym już Lamidowi kierunku - do tego zaułka, z którego uprzednio wyszła tajemnicza postać, która okazała się być piękną kobietą.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Lamid szemrał pod nosem i wlókł się za kobietą.
"Standardowe zrzędzenie bab. Gada taka i gada a czemu to ma służyć, a w ogóle jak mam śpiewać o suchym gardle? Co ona sobie wyobraża? Durna baba"
W myślach przeklinał kobietę ale pomimo tego szedł wraz z nią w nieznane mu raczej miejsce.
Podróż trwała zaledwie kilka minut. Szli, nie zamieniając między sobą nawet jednego słowa, pomiędzy przeróżnymi domostwami bądź kamienicami.
Podróż wydawałaby się rutyną, gdyby nie to, że w pewnym momencie, po przejściu za pobliski róg, oczom Lamida ukazała się, najprawdopodobniej, scena.
A widok ten porażał. Wielki, ogromny tył "sceny", z licznymi karetami dla tak zwanych "wipów", czyli rozpuszczonych, nie lubiących tłoku szlachciców. Sama konstrukcja była niezwykle kolorowa, co przyciągało wzrok wszystkich wysoko postawionych przechodniów. Piękny całokształt oświecały pochodnie, których na prawdę był ogrom.
Pierwsze pytanie, które wpadło Lamidowi do głowy brzmiało "To na pewno tutaj?", drugie zaś "Skoro tak to wygląda od tyłu, to, aż strach myśleć, jak to wygląda od frontu", kończąc na krótkiej, ale jakże przemyślanej myśli "Jakim cudem wcześniej o tej scenie nie wiedziałem?".
Piękna dziewczyna, która porównana została do zrzędzącej baby szybko pomogła młodemu bohaterowi ograniczyć ilość pytań, krótkim zdaniem twierdzącym -No i jesteśmy-
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
-No i co dalej?- zapytał nieporuszony tym widokiem. Nie rajcowały go takie ogromne sceny a tym bardziej gra na takich scenach. Nie miał nic przygotowanego. Nie wiedział co ma grać i jakiego typu ma to być koncert. W sumie nie wiedział nic a czuł że będzie główną postacią.
-Jak to co dalej?-
Spytała. Lamid chyba przyzwyczaił się do jej lekkiego zrzędzenia.
-Wchodzisz na scenę, robisz koncert... na miarę swoich możliwości...-
No i w tym momencie kobieta pękła.
-Pierdoleni muzycy. Jedna, pierdolona gwiazda się zapija w trupa, a ja muszę szukać na gwałt jakiegoś zastępcy...-
Do przeklinania, które mimo wszystko do niej nie pasowało, młody bohater zdążył się przyzwyczaić. Ostatnim zaś zdaniem, upewniła go w przekonaniu, że jest osobą odpowiedzialną za pomyślny przebieg koncertu. Albo w ogóle za przebieg.
-No, ale cóż zrobić... życie. Słuchaj, nie zawiedź mnie, a po koncercie podeślę Ci dziewczynę, która ulży Twoim lędźwiom.-
Zrobiła pauzę, czekając na reakcję Lamida, po czym dodała jedno, ale bardzo ważne zdanie.
-Jak księżyc będzie po środku nieba, przyjdź tutaj. A teraz się przygotuj-
Tym zdaniem określiła mniej więcej ile czasu ma młody bohater na przygotowanie się. A było tego czasu około trzech kwadransów.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Lamid rozejrzał się dookoła w celu rozeznania co gdzie się znajduje. Przy okazji szukając jakiegoś alkoholu. Gdy nic ciekawego nie znalazł postanowił przejść na drugą stronę sceny, aby zobaczyć co tam się dzieje.
W planach nie miał zamiaru przygotowywania swojego instrumentu lub też swojego głosu. W ogóle nie przejmował się wyjściem na scenę gdziekolwiek by to było.
Alkohol znalazł. I to było całkiem sporo. W końcu znalazł się za sceną, a tutaj dobrobyt, aż kwitnął.
Była beczka, a obok niej kufle. Lamid podszedł do niej, wziął leżący obok drewniany "kubek" i wypełnił go czerwonym trunkiem. Czyli to jednak wino.
Niezmiennie, ze swoją zdobyczą w ręce poszedł na drugą stronę sceny. Najpierw chwile mu zajęło zastanawianie się, którędy będzie najłatwiej przejść. Następnie przejście tą drogą. Jednakże po jakichś trzech minutach, gdy to obchodził scenę ujrzał coś, co go mocno zdziwiło.
Był tam ogromny plac, a na nim stał ogrom ludzi. Co najdziwniejsze, byli cicho. Ale to może wina tego, że koncert się jeszcze nie zaczął?
Lamid dostrzegł również, że budynki po tej stronie, którą mógł dostrzec były dziwnie ułożone. Chyba chodziło o akustyczność tego miejsca. Młody bohater miał teraz do wyboru. Wrócić za scenę, czy próbować przedzierać się przez masę ludzi, by stanąć przed nią.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Może i Lamid nie miał dobrego punktu widokowego, ale ta część tłumu, którą dostrzegł okazała się być... bardzo specyficzna.
Najpierw zaczął czytać transparenty, na których widniały napisy "Każdy ma prawo do miłości!", "Raz z kumplem to nie grzech!", "Zezwolić na związki homoseksualistów!", "Każda mniejszość zasługuje na szacunek!" oraz "Nie jesteśmy od Was gorsi!".
Jego szczęka opadła do wysokości kolan. Czy to prawda, że miał koncertować dla parady równości? Najwidoczniej tak.
Chcąc nie chcąc, młody bohater poza zwróceniem uwagi na liczne transparenty, dostrzegł również kto trzymał te bilbordy. Byli to, ubrani w nadzwyczaj obcisłą skórę, faceci. Często stojący parami.
-O kurwa-
Wyrwało się Lamidowi z ust.
Ten widok nie należał do przyjemnych, toteż grajek odwrócił się na pięcie i pośpiesznym krokiem pobiegł z powrotem w stronę karczmy.
Gdy tylko minął scenę, jego oczom ukazała się ponownie ponętna kobieta, która namawiała go do spektaklu.
-A Ty gdzie? Zaraz, to nie tak!-
Kończąc swoje zdanie musiała krzyczeć w stronę pleców Lamida, które to nieubłaganie oddalały się od tego miejsca.
Czy ta historia wydarzyła się naprawdę? Czy może była jedynie chorym wymysłem biednego barda? A może to sprawka wrednej i zawistnej konkurencji?
Tak czy siak, żadna z tych wizji nie wydawała się być miła, a tym bardziej - przyjemna.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum