Wygląd fizyczny:
Wyglądem nie różni się zbytnio od swoich pobratymców. Jego tusza, jak to przystało na krasnoluda - spora. Oczywiście pod powierzchnią częścią tłuszczu znajduje się dobrze rozbudowana tkanka mięśniowa.
Włosy stosunkowo długie, jednak co rzadko się zdarza - rzadko związane w warkocz. Jego atutem jest zadbana broda i gustowny wąs. Brwi krzaczaste, oczy brązowe. Brodę stara się systematycznie skracać, by nie sięgała poniżej jego klatki piersiowej.
Przeszłość i opis:
Urodzony w majętnej rodzinie - znanego właściciela kopalni rud żelaza. To właśnie ojciec nauczył go szacunku do krasnoludzkich wyrobów, które bez wątpienia są wytworem nieskazitelnym. Prowadził spokojne, beztroskie życie. Od najmłodszych lat, jak to przystało na prawdziwego krasnoluda, uczył się walczyć. Chociaż z drugiej strony... czy można to nazwać walką? Z reguły łapał się każdej ogromnej broni i niszczył swoje przeszkody. Trening polegał tylko na jak najsilniejszym uderzeniu. Właśnie na tym polegała taktyka jego "nauczyciela". Można by nawet rzec, iż ten trening zaowocował... tylko nie w umiejętności posługiwania się bronią, a w nabytą siłę. Między treningami walki, rozrabianiem z rówieśnikami, przeróżnymi naukami znajdował czas na chodzenie do karczm. Mimo, iż był jeszcze dzieckiem, wlewał w siebie ogromne ilości alkoholu. Po niedługim czasie, pomimo wczesnego wieku popadł w alkoholizm. W sumie on nie był tego świadomy, zaś jego rodzina nie widziała w tym żadnego problemu. Im krasnolud wlewał w siebie więcej trunków, tym bardziej był poważaną osobą.
Poza tym prowadził dość beztroskie życie i właściwie byłoby tak do dzisiaj, gdyby nie to, że zaczęło mu się po prostu nudzić. Nie, nie wymordowano mu rodziny, nie spalono domu i nie zaczął szukać zemsty. Po prostu, taki kaprys. Postanowił choć raz zdać się na siebie i za przyzwoleniem ojca przystąpił do niewielkiego klanu, który zwał się "oburęczny sztylet". Rodzina nawet cieszyła się, że postanowił zostawić majątek i udać się na bijaczkę. Walczący krasnolud to duma dla wysoko postawionego ojca.
I tym sposobem, jeszcze młody krasnolud, wywodzący się z gór porzucił majątek, nie wyrzekając się przy tym rodziny. Postanowił zdać się tylko na siebie.
Najpierw, wraz z swoimi nowymi braćmi wyruszyli w najmroczniejsze odmęty gór, by młody jeszcze Gorut nauczył się przetrwania w tych ciężkich warunkach. Na miejscu spotkał swojego pobratymca, lodowego krasnoluda, który zwał się Herad, to właśnie on pokazał mu zalety tarczy. Gorutowi, ten wielki kawał metalu przypadł do gustu wręcz nadzwyczajnie. Spędzał wiele godzin na nauce bronienia się tą najcięższą spośród tarcz. Natomiast w wolnych chwilach uczył się języka imperialnego, który miał pomóc w przyszłości młodemu bohaterowi. Ponoć interesy z ludźmi to czysty zysk. Tymczasem i tam Gorut prowadził dość beztroskie życie, dopóki nie zaczęły się "wypady w góry". Niedługo później, podczas licznych wędrówek młody zbrojny natrafiał na wiele przeszkód, z którymi sobie radził znakomicie, jak na prawdziwego krasnoluda przystało. Po około trzech latach, Gorut był gotowy na podróż do wielkiego świata. Wraz z klanem wyruszyli do krain zamieszkanych w większości przez ludzi. Jednak nie to było najtrudniejszym aspektem ich podróży, bowiem, by trafić do krainy, do której zmierzali musieli najpierw przedrzeć się przez tereny niezależne, na których nie trudno spotkać watahy orków, plądrujące okoliczne ziemie. Za dnia dwoili marsz, by skrócić jak tylko się dało, czas ich podróży. Podróż trwała kilkanaście dni, nie wiadomo ile dokładnie, gdyż młody bohater zdążył już kilkakrotnie zgubić rachubę. Cała przeprawa była bardzo spokojna, nie licząc kilku wilków i orków. Wedle map, po kilku następnych dobach znajdowali się już na terenie należącym do ludzi, z czego wszyscy byli nad wymiar szczęśliwi, z racji łatwej podróży. Z tej okazji, gdy zapadł zmrok, postanowili urządzić ucztę, upamiętniającą ten wielki sukces. Błoga zabawa trwała, każdy, bez wyjątku, chodził pijany. Czternastu krasnoludów, bo tylu ich było, zataczało się, głośno śpiewając, przeklinając, co rusz kłócąc się z byle powodu. Gorut już na samym początku zabawy wypił za dużo, a zaowocowało to tym, że zanim wszystko się rozkręciło, on leżał pijany pod wozem z ładunkiem. Zabawa była na tyle udana, że nikt nie spostrzegł się, że są otoczeni przez kilkudziesięciu, wyćwiczonych w boju orków. Usłyszeli tylko krzyk, nawet Gorut przebudził się na chwilę, lecz nim minęły trzy sekundy, spał ponownie.
Młody krasnolud obudził się nazajutrz z potwornym bólem głowy. Przez pierwsze chwile zastanawiał się, ile wypił. Nie był pewien, gdyż po czwartym, krasnoludzkim samogonie stracił kontakt ze światem żywych. Powolnym, mozolnym ruchem wytoczył się spod wozu. To co zobaczył, przeraziło go na tyle, że wstał na sekundę, by po chwili opaść na cztery litery.
Był w szoku, nie spodziewał się takiego widoku.
Okolica wyglądała strasznie, wszędzie leżały ciała martwych krasnoludów. Jego przyjaciele, jego bracia. Jednego Gorut był pewien, to była sprawka orków. W końcu kto inny miałby siłę poćwiartować krasnoluda w kwiecie wieku? Młody bohater chodził jak dziecko we mgle, nie wiedział co robić, przyklękiwał od czasu do czasu przy truchle swoich towarzyszy, by uronić łzę smutku i goryczy.
Nie pamiętał ile czasu błądził w takim stanie. Dopiero później nadszedł czas na działania. Nie zwlekając długo, pozbierał to, co było w okolicy, a co mogło mu się przydać. Nie było tego wiele, bowiem niemalże wszystko zostało zrabowane. Na koniec podbiegł do przywódcy klanu, do osobnika, który niewątpliwie był jego niedoścignionym wzorem, i zerwał mu amulet z szyi. Nie był to żaden magiczny przedmiot, była to rzecz raczej symboliczna. Mały łańcuch, na którym zawieszony był malutki sztylet z długą rękojeścią.
To zdarzenie zmieniło jego życie diametralnie, poczuł, że nie jest już gówniarzem, a prawdziwym krasnoludem.
Wyruszył przed siebie, w stronę ludzkich miast. Pełen goryczy, żalu, a nawet złości. Musiał się czymś zająć, by nie zwariować.
DOŚWIADCZENIE
Aktualne: 0
Otrzymane: 0
Ogólne: 0
ATRYBUTY
Nazwa / Wartość / Stopień Pół stopnia
Kondycja:......: 22 / 11 6
Refleks:.........: 13 / 7 4
Siła:..............: 18 / 9 5
Zręczność:.....: 15 / 8 4
Charyzma:......: 9 / 5 3
Inteligencja:....: 12 / 6 3
Percepcja:......: 13 / 7 4
Wola..............: 12 / 6 3
Karczma świeciła pustkami,.i nie ma się co dziwić dziś w mieścinie był dzień wolny, także większość stałych klientów doprowadziło się do stanu błogiej nieświadomości jeszcze przed zachodem słońca. Krasnolud będący karczmarzem również lekko nieobecnymi ruchami przywracał drewnianym stołkom pionową pozycję, gdy masywne drzwi otworzyły się cicho a do środka wkroczył człowiek.
Zamknięte – odparł nieco łamanym imperialnym gospodarz, jednak gość dość prędko zaskoczył go mówiąc gładko po krasnoludzku, że szyld na wejściu mówi co inaczej, a i zapłaci dość dobrze za strawę i piwo.
Po pół godzinie siedząc już nad kuflem piwa i ciepłym gulaszem uwagę wędrowca przykuł mały przedmiot wbity w solidny drewniany strop. - Co to? - Zapytał z ciekawości. Karczmarz jedynie się uśmiechnął.
O CZTERECH TAKICH CO WYLALI PIWO
Mówiłem Ci, że nie wyciągniesz go gołą ręką. - Zaśmiał się pod wąsem Godhir – Wisisz mi już trzecie piwo.
- Stul swój brodaty pysk, jeszcze go mogę wyciągnąć – warknął Agham próbując złapać w swoje grube palce wystający fragment monety.
Gorutheim Friann Gronmar Amdrigar z trójką kompanów z klanu oburęcznego sztyletu znajdowali się akurat w górskiej mieścinie zwanej Nowym Garfangiem. Czy istniał gdzieś Stary Garfang nie mieli pojęcia, ani ochoty by się tego dowiadywać, gdyż priorytetem było to że usadzili swoje dupska w karczmie, a przed nosami mieli po kuflu piwa. Agham najstarszy z czwórki wędrujących klanowiczów po raz kolejny męczył się ze swoją słabością do zakładania się o najróżniejsze głupoty. Tym razem Godhir, pełniący rolę przodownika grupy, Oburęczny Sztylet z dziada pradziada, założył się o to że niemożliwym jest by wyciągnął monetę która wbije w drwa trzeci z kompanów Goruta – Deriann. Deriann, cóż był najbardziej uzdolnionym bojowo krasnoludem jakiego dotychczas udało się Gorutowi poznać, jednak nie miał zamiaru się dzielić swoją wiedzą, ani myślami, ani pojedyńczymi słowami. Agham nazywał go nawet pieszczotliwie Milczkiem, czego Deriann nie raczył nigdy skomentować, przez co przydomek ten mu pozostał.
- Dobra to stawiam kolejkę jeżeli Ty go wyciągniesz! - wrzasnął zrezygnowany krasnolud waląc pięścią w ścianę.
- Podziękuję, bo pewnie sam będę musiał Ci postawić kufel gdy mi się nie uda. - odparł spokojnie Godhir bawiąc się jednym z kilkunastu warkoczyków uplecionych w swojej brodzie. Co jak co, ale o swoją jasną brodę Godhir dbał jak nie jeden krasnolud.
- Phi! - prychnął cwanie widząc reakcję przodownika – boisz się wyzwania? Gorut, może Ty? O kufelek złocistego?
-Jak nie, jak tak, kurwa! Co to dla mnie!?-
Zaśmiał się, jak to na prawdziwego krasnoluda przystało. Nie czekając długo wstał od stołu, zaczerpnął ogromny łyk piwa, po czym wspiął się na krzesło, a z niego ostrożnie przeszedł na stół. Stał tak chwilę, spoglądając na swoich kompanów z góry.
-Na pohybel skurwysynom!-
Zakrzyknął śmiejąc się przy tym rzewnie, po czym złapał prawą ręką monetę, lewą ręką - dłoń tej prawej, by po chwili zacząć ciągnąć co sił. Gorut wierzył w swoje siły, jednak wolał nie ryzykować, toteż pomógł sobie całym ciałem, próbując wręcz zawisnąć na tej monecie.
Twarz Goruta momentalnie poczerwieniała i spięła się. Jednak jego wygląd wcale nie obchodził. Liczyła się przednia zabawa, no i wygrana.
Zresztą... wśród krasnoludów, to tylko przedstawicielki płci pięknej powinny dbać o wygląd. No, może pominąwszy brodę
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Agham szybko zeskoczył ze stołu ustępując miejsca, co wyszło mu dość zręcznie, aczkolwiek ominął on jedno piwo gdy siłował się z pieniążkiem, także był o jeden kufel trzeźwiejszy.
Złapanie monety było trudne, żeby nie powiedzieć wprost wkurwiająco irytujące. Pieniążek niewielki, palce krasnoluda grube. Pasować do siebie nie pasowały.
Kilka chwil zajęło Gorutowi znalezienie odpowiedniego sposobu na pochwycenie monety. Deriann w tym czasie zdołał opróżnić swój kufel i odsunął się nieco od balansującego na stole kompana. Agham wystawił język, i machał nim to w lewo to w prawo, jak to miał w zwyczaju gdy zakład szedł po jego myśli.
Raz! Dwa! Trzy! I palce znowu ześlizgnęły się z monety, a sam Gorut zastygł na stole z szeroko rozpiętymi ramionami by utrzymać równowagę.
- Nie odlatuj mistrzu - z nieukrywaną radością zażartował Agham - poddajesz się?
- Ale no, chyba się skubana poruszyła - mruknął Godhir co od razu spowodowało że język Aghama wycofał się w głąb brody. - Próbuj dalej Gorut.
-Jasne, że się poruszyła! -
Drugie podejście, równie harde. Najpierw dopasowanie palców, które nijak nie chciały się dopasować. Później ponowne pochwycenie ręki ręką. A później zsynchronizowane pociągnięcie z zawieszeniem.
Teraz wyjdzie na pewno, to było bardziej oczywiste od tego, że Gorut się dzisiaj nażłopie jak świnia.
No, może przesadziłem...
Grunt, że krasnolud wierzył w swoje siły. W końcu czymże jest jedna, głupia moneta w obliczu krasnoludzkiej doniosłości? Niczym, dosłownie.
Tak więc ciągnął, co sił. Do skutku.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Złapał tak że zabolały go palce. Zacisnął zęby po czym zawiesił się całym ciężarem na wystającym kawałku monety.
- Kurwa no - zaklęcie pod nosem Aghama dobiegło do uszu Goruta gdy ten zaczał kulić nogi. Potem zagłuszyło go pierdnięcie, które wydostało się ze ściśniętych pośladków które Gorut znał od urodzenia, gdyż były to jego własne.
Następnie było głośnie huknięcie przy akompaniamencie trzaśnięcia. Gorut spadł plecami na stół, zawartość stołu spadła na ziemię. Mówi się że nastała cisza, jednak w karczmie ktoś zaklął, ktoś zaśmiał się a ktoś zawołał o jeszcze kolejkę.
- Jasny chuj! - wrzasnął Agham choć Gorut nieco oszołomiony nie mógł poznać czy to okrzyk radości czy zdziwienia. Chyba uderzył głową dość poważnie bo przez chwilę zdawało się że Deriann się do niego odzywa, ale okazało się że to Godhir.
- A żeś przyjebał, będzie o czym gadać w klanie.
Wtem do ich uszu dobiegło dość skrzekliwe i niosące woń spirytusu wołanie rozpaczy.
- Coście pierdoły narobiły!
Pierwsze co, to zobaczył, czy wyciągnął monetę. Następną rzeczą, którą sprawdził, to to, czy porozlewał wszelkie piwa. Dopiero później, mimo gromkiego oszołomienia spróbował zejść z ławy.
-Cicho kurwa, cicho! Ten kto się zaśmieje, łapy poprzetrącam, jak babcię Aghama kocham!-
Krzyknął dość zaczepnie, próbując lekko stłumić wstyd.
-Nigdy, kurważ jego mać, upadającego krasnoluda nie widzieli? Toć to szaleństwo!-
Zaklął powtórnie pod nosem, zaś jego wyraz twarzy mówił sam przez siebie. Wielkie zdenerwowanie i poirytowanie.
Oczywiście nie złościł się na siebie, lecz na tego szubrawca, Aghama, który zwykł wymyślać jakieś durne zakłady.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
- Od mojej babci to sie odpierdol, kobietyś nie widział na oczy ni razu a tu mi od razu o wielkiej miłości wychodzisz! - Warknął Agham, lecz szybko w głos wtrącił mu się ten skrzeklikwy który jak się okazało należał do stojącego niedaleko nich krasnoluda którego twarz wydawała się tak ciastowata, kleista i tłusta jak gulasz który na talerzach mieli goście karczmy siedzący pod ścianą. Co do gulaszu to znajdował się on jeszcze w brodzie nieznajomego, co spowodowało że twarz Godhira wygięła się w znacznym grymasie.
- Piwo wylewać! - wrzasnął - toć alkohol święty jest i bogowie zesłali nam go by życiu i rzyciom dziewek kolorów dodać! Niech wam brody zsiwieją! Kutasy zwiędną i sraczka dopadnie!
Nieznajomy wrzeszczał plując i rozsiewając zapach spirytusu po twarzach czwórki, choć mówił dość wyraźnie a usta otwierał na tyle szeroko by pokazać że zęby to raczej nosi w kieszeni.
- I tak stawiasz - szepnął do Goruta Agham, gdy nieznajomy kontynuował swoje wrzaski.
- A cobyście zdechli o suchym pysku! A niech was lawina pochłonie, albo olbrzymy górskie na miazge przerobią! Język niech wam spuchnie a dotknie jedynie odbytu od
Odbytu jednak sprecyzować nie zdążył gdyż Deriann wyprowadził pięść prosto w nos nieznajomego.
- Hola panowie, burdy to na zewnątrz jeśli łaska. - Odezwał się karczmarz omijając padniętego wzdłuż izby pijaczka. Spojrzał jednak nań gdy położył piwo na stole przy łysawym krasnoludzie pod ścianą po czym mruknął - a z ręsztą....
Gorut słysząc, jak Agham się złości jeno tylko się uśmiechnął. Udało mu się go podpuścić, a to go lekko usatysfakcjonowało.
Piwo... winnem mu piwo... kurwa... przecież musiałbym wydać swoje pieniądze... kurwa... pieniądze, pieniądze, pieniądze...... czy honor? Ja pierdolę.... co robić, co robić, co robić... Kurwa, postawię mu te pieprzone piwo... Ale z pewnością wyrwałbym tą monetę, gdyby nie to, że hm... że w tej sali jest tak duszno! Jasne, że kurwa tak by było!
Walczył ze sobą, aż przez zęby wycedził kilka słów.
-Piwo dla mojego butnego przyjaciela, a dla mnie coś mocniejszego! Najlepiej w podwójnej dawce! Konkretne powody, to i półśrodki nie mają sensu!-
Krzyknął, po czym donośnie zaczął się śmiać. Gdy tylko przestał, a chwilę to trwało, spojrzał na Derianna i kiwnął mu delikatnie głową, ukazując wdzięczność. Mimo, iż Gorut, jak każdy krasnolud nienawidził się uzewnętrzniać, to tutaj był skory podziękować. W końcu, Ci kompani to nie tylko zwykli krasnoludzi, a również jego bracia. Darzył ich szacunkiem, a to mu wystarczyło, by nie być wielce butnym.
A co do leżącego, wielce wygadanego krasnoluda: młody bohater wiedział, że nie musi w ogóle interweniować. Derann znał się na tym co robi, o wiele lepiej niż wszyscy w tej karczmie razem wzięci.
Poza tym zamierzał się dzisiaj zabawić, poszaleć, a nie walczyć z jakimiś niedopitkami.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Spojrzenie na Derianna zaowocowało jedynie spojrzeniem. Milczek ani skomentował sytuacji wzrokiem, ani nie odpowiedział najprostszym z grymasów. Sam jednak też podniósł jeden palec dając do zrozumienia karczmarzowi że prosi o piwo. Dołączył się do zamówienia i Godhir ustalając zamówienie na 3 piwa i coś mocniejszego dla Goruta.
- Ale się awanturował - rozpoczął rozmowę Agham - choć po jego wyglądzie można stwierdzić że zlizywałby to piwo z podłogi nie zważając na drzazgi.
- Zmieńmy stolik - zasugerował Godhir po czym cała czwórka oburęcznych sztyletów zajęła miejsce nieco bliżej wyjścia.
Kilka chwil później karczmarz przybył z kuflami piwa i jednym do połowy napełniony jakimś winem, zapewne wymieszanym ze spirytusem.
- Za szkody szanowni panowie zapłacą? - zapytał kładąc zamówienie przed krasnoludami - Stół jest do wymiany jak widać, no i jeden kufel się zepsuł.
- Weź pan te monetę co w stropie tkwi a resztę dopłacimy z własnej kieszeni - powiedział z humorem Godhir.
- Albo jakiś zakład cobyśmy nie musieli płacić? - wtrącił się Agham już z pianą na wąsie.
Wyraz twarzy gospodarza raczej nie popierał tego pomysłu, także drużynowy hazardzista jedynie mruknął cicho i ponownie zamoczył usta w kuflu.
-Za szkody zapłaci o tamten, który leży na deskach-
Powiedział, spoglądając się srodze na karczmarza. Może Gorut by zapłacił, gdyby nie to, że jest cholernym skąpcem.
-Ile się należy, za to piwo i, mam nadzieję, coś mocniejszego?-
Zapytał, jakby mając nadzieje, że ten karczmarz w końcu odczepi się. A na wypadek gdyby się nie odczepił... no cóż, karczmarza bić, to grzech. Po prostu będą zmuszeni opuścić lokal. Co jak co, ale wydawać pieniądze na czyiś stół? Absurd!
Gorut czekając na reakcję karczmarza począł przyglądać się łysawemu krasnoludowi. Ot tak, z ciekawości.
A gdyby tak założyć się z Aghamem o to, że pokonam go na rękę? Pewnie bym wygrał, ale co by było, gdybym przegrał? Znów musiałbym mu stawiać piwo, a tego nie zniosę...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
- Ty mi tu bykiem nie patrz - gospodarz odwzajemnił niezbyt przyjemne spojrzenie - tamten po pierwsze nie zepsuł stołu, a po drugie nie wygląda na takiego co śmierdzi pieniądzem, a jeśli już to czym innym. Jest was czterech to każdy da po pięć monet i będzie spokój. Jeszcze po jednej za piwo i dwie za winko. W sumie dwadzieścia trzy jeśli się nie mylę, a się nie mylę.
- Gorut, grubasie, to ty rozwaliłeś stół to ty powinieneś zapłacić najwięcej! - Wrzasnął Agham - I nie wywijaj się że to przez zakład, oferma jesteś i tyle. Płać!
Godhir złapał się dłonią za twarz wyrażając swoje niezadowolenie. Nie lubił sporów w swojej grupie, i mimo jako lider powinien zainterweniować, wiedział że nie ma to sensu także milczał.
Milczał też Deriann, choć jako jedyny dał karczmarzowi sześć monet bez zbędnego stękania i marudzenia. Można by powiedzieć że był spokojny jak górskie jezioro. Albo chędożone górskie jezioro o cholernie lodowatej wodzie, jeśli o zdanie pytać Aghama.
Trzecim milczącym był karczmarz, choć patrzył niezbyt przyjemnym wzrokiem czekając na wyjaśnienie.
Narozrabiał, to i teraz musiał zapłacić.
-Masz tutaj, hm... dwanaście monet za stół, a resztę Ty płacisz Agham, to przecież Ty wymyśliłeś ten durny zakład!-
Krzyknął, spoglądając się na Aghama, po czym momentalnie wyjął cały swój majątek. Najpierw odliczył, wedle umowy, dwanaście krasnoludzkich monet i przesunął je w stronę karczmarza, po czym dołożył jeszcze trzy.
-A tutaj trzy za piwo i wino.-
Położył z wielkim żalem, przytrzymując jeszcze przez chwilę na nich dłoń.
-Kurwa, jak tak dalej pójdzie to zbankrutuję przed zachodem słońca! I to przez Ciebie i te durne zakłady! Nigdy, ale to przenigdy się z Tobą o nic nie zakładam, kurważ jego mać.-
Powiedział, jakby chcąc sobie ulżyć. W końcu oddał, aż piętnaście wspaniałych, cennych krasnoludzkich monet... rozbój w biały dzień. No cóż, dzisiaj szczęście się do niego nie uśmiechało.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
[gdybyś miał karmę teraz straciłbyś jej punkt ze względu na wadę skąpiec]
- A niech ci będzie Gorut - powiedział Agham - dopłacę te brakujące monety - Po czym zwrócił się do Godhira płacącego za swoje piwo - Zakład że nasz ulubiony Gorutheim się jeszcze ze mną założy?
Godhir jedynie skomentował sprawę uśmiechem po czym poczekał aż karczmarz odejdzie z pieniędzmi i pozwolił by kufel przelał nieco swojej zawartości w jego krasnoludzkie gardło. Wino którym uraczono Goruta było dość dobre, choć w kręgach ludzkich zapewne nazwane by było owocową gorzałą, bo pod względem zawartości alkoholu bliżej mu było właśnie do gorzały niżeli wina. Agham z lekką zazdrością patrzył na trunek Goruta, zapewne myśląc o tym że mógł się założyć nie o kufel browaru, a kufel wińska, ale cóż, było minęło.
- Dobra panowie trzeba by zacząć omawiać to po kiego, my tu przybyli. - Zaczął pewnie Godhir - Mówiąc krótko sprawę trze.. KURWA MAĆ! - Wrzasnął donośnie gdy dosłownie znikąd na jego brodzie wylądował dość spory kawałek czegoś co pewnie było mięsem, choć raczej w połowie przetrawionym, a w najlepszym wypadku jedynie przeżutym. Wściekłość w jaką wpadł spowodowała że tym razem on uderzył w stół tak mocno że jego własny jak i kufel Aghama przewróciły się i wylały resztki swojej piwnej zawartości. Gorutowi udało się jednak w porę złapać własną szklanicę z winem. [test refleksu - sukces] Najlepiej na sprawie wyszedł Darienn który swoje piwo trzymał pewnie w garści.
Sekundę po tym jak Godhir odwrócił się w poszukiwaniu winowajcy upaskudzenia jego pięknej brody, a Gorut westchnął zadowolony ze złapania kufla. I nawet Agham nie zdążył zakląć porządnie a znów rozległ się przed nimi ten skrzeczący i niosący woń sfermentowanych owoców głos:
- Na jużci znowu wylali! Bestie! Coście są kurwa Terrorysty?! Zachowajcie bogowie od takich co nie potrafią zatroszczyć się o dar alkoholu! - wrzeszczał krasnolud, choć nieco bardziej piszczał przez nos, zapewne dzięki spotkaniu z pięścią Darienna.Krótego zręcznie ominął wzrokiem i wrzasnął w stronę Goruta - Ty, dawaj mje to wino bo jak go ulejesz na podłogę to poproszę wójta coby dzisiejszy dzień był żałobą dla Nowego Garfangu!
-Toż Ci los, kurważ jego mać!-
Krzyknął, po czym odkładając na chwilę wino na stół, wstał. Nie dość, że ów osobnik obrażał jego, to w dodatku jego przyjaciół. Tego było już za wiele. Podszedł powoli i spokojnie do mniemanego pijaczyny.
-Powiadasz, że wina chcesz? Mojego wina!?-
Kończąc dialog zaakcentował wyraźnie słowo "mojego". Jednak na tym nie koniec historii. Wraz ze słowem "wina" poleciała również jego dłoń. Starał się uderzyć co sił w nos. Tak, żeby po tym ciosie już pijaczyna nie wstał. Niezmiennie od przebiegu sytuacji, młody bohater rozpoczął kolejny, monotematyczny dialog.
-Nikt nie będzie mi, i moim kompanom przerywał w rozmowach! Czy to do Ciebie dotarło?! Prędzej mi brzuch zmaleje i broda osiwieje, niźli oddam Ci MOJE wino!-
Ponowny akcent słowa "moje". No cóż, pod tym względem Gorut był dość wrażliwy. Tymczasem najpierw musiał zająć się pijaczyną, a później osobą, która nieumiejętnie rzuca mięsem. Co prawda burdy nie zamierza wszczynać, aczkolwiek rachunki trza wyrównywać.
-Krasnolud siedzi, pracuje sumiennie, męczy się i czasem potrzebuje relaksu, a tu nawet w tak świętym miejscu jakim jest oberża nie może doznać spokoju?! To ma być życie kurwać jego mać!? Czy ten jebany, pfu, świat nie jest już wystarczająco pojebany!?-
Darł się na całą karczmę. Musiał to z siebie wyrzucić. W sumie mało go to obchodziło, gdyż, najprawdopodobniej, wraz z kompanami stanowił tutaj najbardziej liczną grupkę. Prawo większości.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
- Wy niszczyciele błogosławieństw fermentacji! - Wrzeszczał dalej pijak gdy Gorut wstawał od stołu. Gdy zaś wypowiadał kolejne zdanie wprost w twarz brudasa ten zaczął coś o dupkach, ale nie skończył gdyż dostał prosto w nos. Twarz krasnoluda nie tylko wyglądała na ciastowatą niczym nieupieczony chleb, ale i taka była w dotyku. Krótkim co prawda dotyku z zaciśniętą pięścią, ale na tyle długim by wziąć uwagę na miękość twarzy, jak i tłustość gdyż odczuwalny był lekki poślizg uderzającej dłoni w lewo. Cała natomiast twarz jak i głowa cofnęły się znacznie do tyłu by później pociągnąć za sobą całe ciało pijaczyny. Który padł. Co prawda nie na łopatki a na dupę, ale to ze względu na to że plecy podparły się o niski kamienny kontuar i pozostawiły krasnoluda w pozycji typowej utraty władzy w nogach. Gorut miał zamiar poprawić jeszcze cios, jednak zauważył że po brodzie oponenta spływa coś co wyglądało na wymiociny przez co cofnął rękę z obrzydzenia.
- Ciszej kurwa, tu ludzie chcą piwo wypić! - dobiegło z jednego końca oberży.
- Taki świat pojebany a ty jeszcze morde drzesz - zawtórował mu ktoś z drugiej strony.
- Siadaj Gorut - powiedział Agham - nie róbmy burdy, bo nie warto. Ciekawe czy gdyby Darienn wylał swoje piwo, ten cwaniaczek by się obudził, zakład?
Darienn jednak nie zaskoczył nikogo i pozostał milczącym. Godhir natomiast hazardzistę olał gdyż lustrował spojrzeniem sąsiednie stoliki sprawdzając kto gdzie posiłkuje się jakimś mięsnym daniem, jednak widać było że nikogo nie znajduje.
Gorutheim słysząc odzew, jaki dostał po wypowiedzeniu swoich słów jedynie zaczął się śmiać. Prawdziwa cięta riposta, godna uznania.
-Jak jeszcze raz wspomnisz coś o zakładach, to Ci wyleję następne piwo, zakład?-
Zażartował, po czym zmierzył do siedzenia, by ponownie umieścić nań swoje cztery litery.
-Siadam, siadam, nie musisz powtarzać.-
Powiedział, po czym przetarł rękawem o nos, chwycił prawą ręką za wino i opróżnił nieco kufel.
-To na czym skończyliśmy? Mieliśmy się dowiedzieć jaki jest cel naszego spotkania.-
Przypomniawszy sobie o obrzydliwej twarzy pijaczyny zaczął wycierać rękę o spodnie. Mimo, iż brzydliwy w ogóle nie był, wolał się wytrzeć. W końcu rzadko dotyka się rzeczy równie paskudnych.
Może teraz będzie spokój... przynajmniej na chwilę.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
- Mówiłem że bez moich zakładów nie wytrzymasz - powiedział Agham pokazując swój gruby język. Gorut pomyślał sobie że gdyby zgubił się i szukał kogoś znajomego Aghama opisał by tylko jako wiecznego hazardzistę który nie potrafi trzymać języka za zębami. Dosłownie. Zakłady i czerwony jęzor wystający z czarnej brody. List gończy za Aghamem w jednym zdaniu. Znaleziono by go szybko. Bardzo. Gorut mógłby się o to założyć.
Wino smakowało nieco gorzej, albo to kubki smakowe Goruta schowały się nieco głębiej w paszczę na widok powalonego przed momentem brudnego pijaczka. Jakim cudem kubki smakowe mogły to zobaczyć nie mając połączenia ze zmysłem wzroku pozostało jednak niewiadomą, którą i tak zalało wino. Smaczne czy nie, ważne że utrwalało w głowie ten przyjemny szum.
- Cel naszego spotkania jest taki żeby siąść i napić się po podróży - powiedział Godhir wyłapując nieścisłości z wypowiedzi Goruta - A co do podróży do Nowego Garfangu, to klan kazał znaleźć niejakiego Ermga Kamiennego Łokcia. A ściślej mówiąc Ergma Kamiennego Łokcia z Nowego Garfangu, jednak pochodzenie pominąłem gdyż jesteśmy już na miejscu.
Gorut nie przepadał za tym że o celach klanowych wypraw Oburęczny Sztylet powiadamiał w środku a nie na początku wyprawy. Ale cóż, zasady były przestrzegane od wieków i jakoś się spisywały także nie miał co marudzić. Z resztą pewnie i tak szlag by trafił większość zadań gdyby okazało się że są z gatunku tych 'albo się uda i wrócimy poharatani, albo się nie uda i zginiemy w połowie'. Szczęście Goruta póki co pilnowało go na tyle by nie dostawał on żadnych zleceń z wielkim narażeniem życia. Albo to kwestia tego by jego ojciec nie cofnął zniżki na żelazo w swojej kopalni dla klanu.
- Ergm zaś jest jednym z honorowych członków klanu - kontynuował Godhir - Ale później trochę o nim ucichło. Dostaliśmy jednak wiadomość od niego że chce się spotkać w jakimśtam celu, choć nie ukrywam od otrzymania wiadomości a wyruszenia naszej czwórki minęło dość sporo czasu. Rzekłbym że jest to lekki wstyd dla Oburęcznego Sztyletu, ale cóż nie zawsze żołądek pełny a karczmy otwarte.
A potem zamilkł i z widocznym zawiedzeniem spojrzał na pusty kufel, który był pełny nim go oczywiście przewrócono.
Gorut nie raczył zaripostować słów Aghama. Toteż zaczerpnął po raz kolejny łyk wina, które notabene nie było tym samym winem, które pił przed chwilą.
-A wiemy coś więcej na temat tego Ergma? Gdzie przebywa? I czy, aby na pewno nie znasz celu tego spotkania? Bo wiesz, kurwać jego mać, jeżeli przybyliśmy tutaj taki kawał tylko po to, by nam powiedział, jak bardzo się stęsknił to będzie trochę chujowe.-
Ponownie sięgnął do kufla, z którego wypił większą ilość średniego trunku.
No właśnie, średniego, bowiem mocny to jest tylko krasnoludzki spirytus. Najbardziej pożądany trunek wśród krasnoludów.
Raz w życiu zdarzyło się napić Gorutheimowi wódki żytniej, którą to ludzie zwykli nazywać mocnym alkoholem. Właśnie po tym zdarzeniu krasnolud stracił wiele szacunku do rasy człowieczej. Bowiem jak ktoś może być twardy i wytrzymały, skoro wymoczyny nazywa mocnym alkoholem? Absurd
Ponownie sięgnął do kufla, jakby chcąc doścignąć swojego kompana. Następnym razem, o ile ten będzie miał miejsce, raczej zamówi chłodny browar. Bowiem czeka go zadanie, a głupio byłoby upić się przed wykonaniem. Straciliby do niego szacunek.
Tymczasem rozmyślając na temat alkoholi, Gorutheim doszedł do wniosku, że najbardziej to lubi pić piwo. Najdłużej się pije, w kosztach wcale nie jest takie drogie... A i smakuje nie najgorzej.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
- No raczej. - Wtrącił się Agham - Jak Kamienny Łokieć ma problem, bo nie może się w ten łokieć polizać to się wkurwię. Dziadunio mój, pilnujcie bogowie jego ducha, tą sztukę potrafił, przez co straciłem toporek za młodu bom myślał żem to odziedziczył.
- Okaże się jak go znajdziemy, podobno wiadomość miała dość poważny wydźwięk ale co w niej było dokładniej nie dane mi było poznać. - Godhir splunął z wyraźnym niezadowoleniem. A miał powody do spluwania gdyż niestety jego klanowym przełożonym został jego wuj którego Godhirek denerwował dość porządnie gdy Agham zaczynał zakładać się o toporki. Rodzinne spory u krasnoludów raczej nie mają drastycznego przebiegu, jednak tutaj widoczna została niechęć którą odczuwała niestety lub stety cała czwórka.
Gorut dodatkowo odczuwał parcie na pęcherz, a czy spowodowane to było wypitą ilością płynów czy niewygodnym siedziskiem to już inna sprawa. Mówiąc krótko zachciało się mu lać. Wina zostało do wypicia niewiele także plan na najbliższą przyszłość prezentował się tak by najpierw opróżnić szklanicę, a później pęcherz.
-To od kiedy zaczynamy go szukać? Od jutra?-
Powiedział, po czym sięgnął po kufel. Z żalem wypił całość, do dna.
Poczekał chwilę na odpowiedź, po czym wstał od stołu i rzekł.
-Zaraz wracam, kurważ jego mać. Pęcherz nie sługa-
Po czym oddalił się powolnym, lekko chwiejnym krokiem w stronę wyjścia. Gdy tylko mijał karczmarza, rozpoczął monolog.
-Mości karczmarzu, kurważ jego mać, przygotuj mi coś do jedzenia. Byleby to było syte i nie kosztowało więcej, niż trzy chędożone monety. Bowiem tyle właśnie, kurważ jego mać, mam, a głodny nie chcę stąd wychodzić.-
Powiedział, po czym dodał półtonem, tak, by jego kompani go nie usłyszeli.
-Tylko nie kładź potrawy pod moją nieobecność.-
Gorut najzwyczajniej w świecie bał się, że podczas, gdy on będzie wydalał mocz, jego kompani zmniejszą objętość jego żywności.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
- Zobaczymy, można dzisiaj coś popytać, ale nie śpieszy się szczerze mówiąc - oznajmił spokojnie Godhir gdy Gorut odchodził od stołu.
Karczmarz przyjął zamówienie mówiąc że rzuci coś jadalnego za 2 monety a za trzecią może dać piwo bo to jadalne 'coś' dość suche i najlepiej smakuje z piwem. Gorut znał już takie potrawy i lubił je bo najlepsze w nich było to piwo. Agham wtrącił się w rozmyślania o posiłku i zawołał o jeszcze trzy te cosie z piwami co zamawiał Gorut, tak by każdy z nich się najadł.
Gorutheim zaś wyszedł z karczmy i skręciwszy w lewo i schowawszy się za rogiem spokojnie wyjął swój kran i spuścił z siebie dawkę zbędnych płynów opryskując niskie krzaczory. Z każdą kroplą opuszczającą pęcherz, pojawiała się ulga.
Czekał jeszcze chwilkę, aby dokończyć to, co zaczął. Teraz włączyło mu się krótkie filozofowanie.
Czemu, jak wypiję cały bukłak chędożonej wody, który mieści dokładnie trzy kufle, to idę lać dopiero później i to wszystko wyszczam na raz, a jak się napiję trzy piwa, to nie dość, że muszę kurwa latać po dziesięć razy, to i jakoś tak bardziej leję?
Chwila zastanowienia i oczywisty odpowiedź: piwo to magiczny napój. Dużo osób tak mówi, teraz dopiero pojął dlaczego.
Po wydaleniu tego, co jeszcze niedawno w siebie wlewał podciągnął spodnie tak, by nie chadzać się nagi po karczmie. Odwróciwszy się na pięcie zmierzył ponownie do karczmy, a konkretniej do swojego stolika.
Dobra, skoro mamy jeszcze dziś szukać tego Łokcia, Łydkę, czy jak mu tam, to dzisiaj na tym piwie kończę libacje. Im szybciej skończymy te cholerne zadanie, tym szybciej będziemy mieli czas wolny. Dlatego, kurważ jego mać, zaraz po zjedzeniu postaram się ich zagonić do szukania tego... tego... Kostka? Kurwa, zapomniałem na śmierć jak się nazywa... Zresztą, chędożyć to. Przecież to nie jest istotne.
Gdy tylko znalazł się przy swoim stoliku, zakrzyknął, oznajmując o tym, że już wrócił.
-Wróciłem! Niestety nikogo po drodze nie pobiłem, więc wciąż możecie oberwać!-
Zażartował, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Co jak co, ale jego własne żarty bawiły go potwornie.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Gdy Gorut powrócił do stołu minął wychodzącą dwójkę bywalców. Głośny żart krasnoluda jednak przeszedł bez większego echa i nikt w karczmie, jak i trójka kompanów powstrzymała wszelakie komentarze. Jedynie Agham się lekko uśmiechnął choć czy to ze względu na żart czy to że gospodarz przyniósł kolejne cztery piwa to już inna sprawa.
- Zaraz będzie żarcie - oznajmij spokojnie kładąc kufle przed czwórką oburęcznych sztyletów.
- To co z tym Ergmem? - zapytał Agham sięgając po najbardziej spieniony kufel. - Wiemy dokładnie czym się zajmuje albo co porabia, czy jeno wiemy że tutaj sobie zamieszkuje?
- Niestety tylko to że jest w Nowym Garfangu. - odparł Godhir i przerwał gdyż karczmarz postawił przed nimi dość spore miski z jakąś kaszą i kawałkami warzonego mięsa.
- Wiem że to nie mój interes, ale wy też za ładnie się nie zachowujecie w obcym mieście, czy ja dobrze słyszałem że szukacie Ergma Kamiennego Łokcia? - rzucił gospodarz z dość widocznym zainteresowaniem, i nieco mniej widocznym powstrzymywanym uśmiechem.
- Tak, a co? Wiesz gdzie go znajdziemy?
- Ha! - Zaśmiał się dość głośno oberżysta, i oznajmił z szerokim uśmiechem - Już się poznaliście przecież. - Po czym odsunął się i wręcz z teatralnym ukłonem wskazał na Ergma Kamiennego Łokcia. A raczej Pijaczka o pulchnej twarzy, bo ten właśnie znajdował się w miejscu które pokazywał gruby palec gospodarza. Mówiąc krótko poszukiwany sam ich odnalazł. Choć raczej nie wiedział że ci czterej którzy wylali piwo szukali właśnie jego. Mówiąc szczerze ogólnie wyglądał na takiego co mało wiedział.
- To ja panów zostawiam - powiedział karczmarz, po czym poszedł posprzątać puste kufle z sąsiednich opuszczonych przed momentem stołów.
-Zaraz będzie żarcie. To słowa, które wręcz uwielbiam, kurważ jego mać-
Podrapał się po nosie, zmarszczył na chwilę czoło i wstrzymał chwilową chęć kichnięcia. Żarcie nachodziło, piwo stało, rozmowa trwała, czas mijał Gorutowi miło. Bardzo miło.
Dopóki karczmarz nie zaczął gadać. To co usłyszał, wręcz go zszokowało.
Uderzyłem członka klanu? O ja pierdolę -Kurważ jego mać!-
Krzyknął tylko, siedząc wciąż przy stole.
-Podnieśmy go, przynajmniej do pozycji siedzącej-
Właściwie jedynie użył liczby mnogiej w swych słowach, bo wcale nie kwapił się do podniesienia ów pijaczyny. Choć nie chcąc drażnić swoich towarzyszy, podniósł się powoli, jakoby miał iść na wyrok śmierci.
Nie za bardzo uśmiechało mu się babrać w zarzyganym krasnoludzie. Tym bardziej, że nie był pewien jego osobowości. Być może karczmarz robił sobie z nich żarty. No, ale jeśli to są żarty, to nie skończą się one dobrze dla oberżysty.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Zszokowanie wiadomością karczmarza dotknęło całej drużyny, także chwilę między brodami buszowała niezręczna cisza. No może przy Dariennie czuła się ona jak u siebie, choć zdziwienie go nie ominęło wszak uderzył go jako pierwszy, czego w klanie się powinno nie robić, chyba że pod wpływem wielkiej sprawy lub mocnego alkoholu.
- Przecież siedzi - stwierdził Agham - czort z tym że na podłodze, ale siedzi. Błagam bracia zjedzmy w spokoju i wypijmy nim znowu się pijaczek doczepi.
- Przyznam Ci rację Aghamie - stwierdził Godhir - choć trza by jednak doprowadzić Ergma do stanu rozmowności, czyli pewnie poczekać aż wytrzeźwieje. No nic zjemy to go zabierzemy. Dowiemy się od karczmarza gdzie zamieszkuje, albo inaczej się dowiemy. Powinien nas przenocować za darmo jako członków klanu, a jak nie to chociaż za chęć udzielenia mu pomocy. Chyba że macie jakieś inne idee?
- Mi pasi. - Skomentował Agham. Darienn przytaknął.
Nawet Ergm charknął na potwierdzenie. Choć potwierdzało to jeno przejście ze stanu chwilowej nieprzytomności do wzmocnionego alkoholem snu.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum