Rohin już chciał zmusić się do powiedzenia czegokolwiek i pozwolić by każdy wydobyty przez niego dźwięk drapał go wychodząc z płuc jednak powstrzymał się. Nie chciał budzić Elizy, a i ochota na spytanie Vaera gdzie jest Eocair nie była wystarczająco silna.
Wojownik zabrał swój miecz i zszedł schodami na dół by opuścić budynek. Konie w spokoju trzepały głowami co chwila brodząc kopytem w jednej z kałuż, które po nocnej ulewie rozsiały się po okolicy niczym wysypka na plecach chorego na ospę dzieciaka.
Troll również leżał martwy na prawo od bramy i nic nie wskazywało by miało się to zmienić, choć pewnie w najbliższym czasie żołnierze postarają się go przetransportować gdzieś dalej by smród gnijącego ciała jak i wszelakie pasożyty zostawiły ich w spokoju.
Gdessna’ohan.
Wojownik poczuł nagle wielką ochotę by zobaczyć jak porankiem wyglądają wody wszechoceanu, więc udał się powoli w stronę z której wydobywał się przyjemny szum…
Kilka drzew. Kilka krzaków. Kilka skał i głazów spoglądało jak Rohin zmierza w kierunku magicznego szumu oddalając się coraz bardziej od budynku strażnicy.
Gdessna’ohan.
Nie wiedział że jego stopy już sunęły po kamienistej plaży wydobywając z kamyczków powolną melodię szurania ozdobioną serią stuknięć. Nie zwracał nawet uwagi na to że fale przed nim zaczynają się piętrzyć i wznosić coraz bardziej, by z każdym jego krokiem coraz bardziej przypominać sylwetkę kobiety.
Zatrzymał się gdy fala dosięgła jego stóp.
Gdessna’ohan.
Powinien teraz zorientować się że istota ukształtowana z wody niczym żywiołak należy do tych tajemniczych NICH, o których wspominano kilka razy. Powinien się zorientować że w pulsującej cieczy pojawiły się dwa ślepia, tak samo błękitne jak powłoka mieniąca się na oczach leżącego w strażnicy Magebora.
Gdyby woda była spokojna na tyle by Rohin mógł się w niej przejrzeć zauważył by że białka jego oczu również zaczyna pokrywać błękitna barwa.
- ROHIN STÓJ!!! – krzyk Eocaira rozbiegł się po kamienistej plaży, jednak ominął on uszy wojownika.
Gdessna’ohan.
Woda nie była zimna mimo dość wczesnej pory dnia. Zaczęła otulać wojownika przyjemnym ciepłem gdy zanurzył w niej całe stopy.
Gdessna’ohan.
Kolejne kroki coraz bliżej dziwnej istoty. Woda zaczęła sięgać pasa, po nogach rozszedł się niemożliwie przyjemny dreszcz… Biorąc pod uwagę fakt jak zareagowało nań krocze wojownika, można by go nazwać podniecającym.
Nie widział jak na końcu plaży wspiąwszy się na większy głaz Eocair zaczyna jakąś inkantację rozpaczliwie wręcz krzycząc jej słowa.
Gdessna’ohan.
Gdy woda dosięgła piersi schowane w niej serce zaczęło walić głośniej niż wojenne bębny, jednak nie przyśpieszyło ani trochę…
Gdyby ktoś zwolnił czas, zauważył by jak od strony Eocaira powoli rozbrzmiewa fala dźwięku, wyrzucając w górę kolejne kamyki by później wzburzyć wodę tak samo jak wcześniej robił to w kotle za pomocą jakiś ziół.
Ale dźwięk nie ocknął Rohina, tylko przewędrował stłumiony gdzieś nad nim, gdyż wojownik już cały zanurzony był w wszechmorzu, spoglądając wciąż w błękitne punkty przed jego twarzą.
Wtem jakby za uderzeniem pioruna zorientował się że coś jest nie tak. Woda miast delikatnie pobudzać całe jego ciało zaczęła go ściskać i rwać jakby znalazł się w środku walczącego stada trolli. Szarpał się i wymachiwał kończynami we wszystkie strony, starając choć odrobinę zbliżyć się do powierzchni.
Woda jednak niczym najsilniejszy przeciwnik zatrzymywała każdy jego ruch i miażdżyła powoli zaczynając od palców… Gdy ucisnęła stopy i dłonie wyrzucił z siebie resztki powietrza, które wystrzeliły przed jego twarzą niczym krasnoludzkie działo.
Zdawało mu się że się uwolni, gdy błękitne światła przed nim zaczęły gasnąć. To było złudzenie. Cały świat wokół, który obecnie ograniczył swe rozmiary do niezmierzonej ilości wody oświetlanej śladowymi ilościami słonecznego światła zaczął gasnąć. Było coraz ciemniej.
Już nie poczuł gdy woda zmiażdżyła jego korpus.
Nie widział jak Eocair załamany siedział na plaży. Nie wiedział jak na te informacje zareagują patrolujący strażnicę kompani. Płaczącej Elizy. Gaela który jak za dotknięciem magicznej różdżki zapomni o użalaniu się nad straconą kończyną. Nie widział również jak Vaer sięgnął po swój amulet otrzymany w zakonie, o którym już nigdy Rohinowi nie opowie. Nawet Magebor w końcu się ocknie, jednak poczuje w otaczającej go atmosferze czyjąś śmierć.
Rohin zginął i nikt nie wiedział dlaczego.
Zupełnie jakby prowadzący go przez życie duch uznał że pierdoli taką robotę.
Wojownik jednak wiedział że wkrótce będzie pragnął wody. Choćby najmniejszej kropli. W piekle to on będzię wołał Gdessna’ohan mimo że to od dawna zapomniany język.
Gdessna’ohan.
Nasza Woda.
====
Sesja zakończona śmiercią bohatera.
Rohin otrzymuje 2500 punktów doświadczenia + bilet w jedną stronę do piekła.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum