TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Nigdziebądź
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-10-21, 18:59   

O tak, Nathian miał prawo czuć niepokój. Poddenerwowanie. Strach? Żadne z tych uczuć nie było obce chłopcu. Wszak to nie ujma na honorze, przyznać się, że serce bije w przyspieszonym rytmie, a pot cierpliwą, zimną stróżką szuka sobie drogi ze skroni, aż po policzek, by zakończyć żywot za ochraniaczem szyi zbroi.

Nathian rozejrzał się nerwowo wokoło, lecz nie zauważył nic odbiegającego od normy. W korytarzu nikogo nie było. Ot, nadal widział drzwi do pokoju rodziców, do obu pokoi dziennych, zejście w stronę schodów. Świeczniki, uwieszone po obu stronach korytarza były zagaszone, lecz pomimo tego było dość jasno. Sztuczne słońce za oknem dostarczało dość światła, by nie przejmować się choć tym jednym aspektem całej sprawy. Drewniane listewki ciągnące się od podłogi aż po wysokość piersi lśniły czystością tak, jak to zawsze mama Nathiana lubiła. Dało się w korytarzu odczuć jej rękę. Często sama pomagała służbie w porządkach.

Nie mając nic innego do wyboru, chłopiec położył dłoń na klamce od drzwi do pokoju rodziców, by pewnym ruchem nacisnąć ją i popchnąć drewno do przodu. Ustąpiły bez oporu.

Ciało leżało na podwójnym, rodzicielskim łóżku, z lubieżnie rozrzuconymi na boki nogami i rękoma. Pościel i prześcieradło były totalnie zakrwawione. Nie dziwota. Kobieta, rozebrana do naga, miała poderżnięte gardło.

Nathianowi żołądek zamienił się w małą, lodową grudkę. Nic jednak nie jadł już od jakiegoś czasu. Nie miał nawet czym wymiotować.

Kobieta nie była jego matką. Na dobrą sprawę nawet jej nie kojarzył. Mimo to leżała tutaj, na łóżku rodziców, rozebrana i zmasakrowana. Całą twarz i dekolt miała pokryte skrzepami posoki. Resztę ciała - z upływu krwi - miała nienaturalnie białe. Jej nagość nie budziła podniecenia, choć przed wzrokiem chłopca nie krył się nawet szczegół jej ciała.

Nathian nie był w stanie nawet na moment mrugnąć, jakby bał się, że ona zniknie.

Poza nią i łóżkiem nie znajdowało się tu wiele. Szafki nocne po obu stronach łoża. Szeroka, zajmująca całą ścianę szafa na ubrania. Drewniana skrzynia z metalowymi okuciami, w której ojciec trzymał swoje osobiste rzeczy. Na ścianie przy drzwiach wisiały haczyki na klucze. Normalnie znajdowały się tam klucze do piwnic i do drzwi frontowych. Teraz jednak znajdowała się tam tylko mała, złożona na pół kartka.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-10-21, 20:20   

Zimny pot towarzyszył Nathianowi praktycznie od momentu wejścia do cmentarza w Dorienburgu. Teraz wydawało mu się to tak dawno, choć nie minęło od tego momentu zbyt dużo czasu. Lecz to co dzisiejszego dnia widział i czuł przechodziło ludzkie wyobrażenie, nie dziwne, że powoli tracił rachubę czasu.

Koszulka już od dawna była całkowicie mokra. Jej wymiana lub po prostu zwykła kąpiel, dla wielu rzecz najprostsza na świecie, dla Nathiana wydawała się tak odległa. Codzienność ludu to nie dla niego. Czuł, że nie zazna spokoju jeśli wyjdzie cało z cmentarza i wróci do Delverta. Miał dziwne przeczucie, że to dopiero początek i powoli się z tą myślą oswajał.

Nawet to, że zobaczył trupa na pościeli nie zrobiło na nim takiego wrażenia, jak powinno. Bo juz nie można było bardziej spocić koszulki i bardziej napiąć nerwów Nathiana.

Podszedł niepewnym krokiem do łoża. Miał w pogotowiu miecz bo nigdy nic nie wiadomo, wolał być gotowy na wszystko, nawet na to, że dziewczyna nagle ożyje i rzuci się na niego z wrzaskiem.

Postarał się określić kim może być nieboszczyk. Zakrwawione ciało wcale nie uprzyjemniało i ułatwiało tego zadania. Z daleka nic sobie nie przypominał, lecz może bliższe oględziny pozwolą mu się dowiedzieć czegoś więcej.

Na widok kartki serce Nathiana podskoczyło, mimo przykrej sytuacji w pokoju widok tego skrawka papieru dał mu choć cień nadziei. Ten widok oznaczał przynajmniej jakiś postęp. Dlatego niewiele się namyślając podszedł do wieszaka na klucze i zdjął stamtąd kolejną wskazówkę, oglądając jej zawartość pospiesznie.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-10-22, 23:40   

Nathian skierował się w stronę łoża, a każdy kolejny krok, który zmniejszał dystans między nim a ciałem sprawiał, iż rosła w chłopcu ochota do zwymiotowania. Czym innym było zabić nieumarłego w zaśmiardłej, pokrytej pyłem i kurzem jaskini, czym innym było zabić w obronie własnej przygodnie napotkanego bandytę w Dorienburgu a czym innym...

Oczy miała otwarte. Szeroko rozwarte, zastygłe w grymasie skrajnego bólu i przerażenia. Może gdyby nie ta zamrożona maska, pokrywająca jej twarz, można by uznać ją za atrakcyjną. Niewielki, lekko zadarty nosek, drobne, kształtne usta, obecnie rozwarte w grymasie łapania przedśmiertnych haustów powietrza, duże oczy, koloru łagodnego błękitu... włosy, okalające jej głowę złocistą aureolą, malowniczo rozsypane po poduszce.

Nathian zadrżał.

Całość psuła jedynie zastygła, rdzawo brunatna plama zakrzepniętej krwi, która brała swój początek od paskudnie rozprutego gardła dziewczyny, a rozlewała się właściwie po całej puchowej pościeli łóżka. Mimo tego makabrycznego widoku, Nathian poznał nareszcie kobietę. To była Sylvia, jedna ze służek w kuchni posiadłości. Rzadko ją widywał, pewnie dlatego nie poznał jej od razu. Teraz jednak nie miał żadnej wątpliwości. Zakończyła swój żywot właśnie tutaj. Naga. Na zrytej, wymiętoszonej pościeli, noszącej na sobie ślady zarówno krwi, jak i ostatniej walki o życie, jaką stoczyła umęczona nieszczęśniczka. O życie... i nie tylko o nie.

Obok strachu, w żyłach Nathiana pojawiło się jeszcze jedno, upiorne, nienazwane uczucie.

Gniew.

Trup dziewczyny nie rzucił się na niego z wrzaskiem. Leżał, niemy, a w tej ciszy znajdowało się więcej słów, niż niejeden biegły w swym zawodzie poeta byłby w stanie wyrazić najpiękniejszym nawet poematem.

A kartka papieru? Zawierała w sobie wiadomość równie enigmatyczną, co i poprzednia:

"Poczuj to, co ja czuję"
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-10-26, 09:02   

Nathian z daleka starał się udawać bohatera, niczym Sir Trevor, lecz zawsze miał słabość do czyjegoś cierpienia. Nie znosił widoku bólu u kogoś kogo zna i lubi. Dlatego widok służki sprawił, że kolejny cios spadł na jego psychikę. Z początku myślał, że to po prostu jakaś obca kobieta, jednak teraz dopiero zauważył Sylvię. Od razu do pamięci przyszły mu wszystkie przyjemne wspomnienia, związane z dziewczyną.

Poczuł gniew.

Z zaciśniętymi zębami i pięściami podszedł do wieszaka i podniósł kartkę. Treść tym razem dała mu cokolwiek do zrozumienia. Czuł w tym momencie gniew, zatem ten, który pisał tą kartkę również odczuwa to nieprzyjemne uczucie. Lecz kto to mógł być? Ydeon? A może sam Pan...

Tego Nathian nie wiedział, dlatego postanowił zostawić służkę i wyruszyć w dalszą drogę. Pocieszał się tą myślą, że to nie dzieje się naprawdę i może tamtego dnia udało się jej uciec przed magami.

Teraz nie pozostało mu nic innego jak wcisnąć znalezioną kartkę obok drugiej i udać się do jednego z pokoi dziecinnych. Pożegnał jeszcze ostatnim spojrzeniem Sylvię i zamknął drzwi do sypialni.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-10-28, 18:24   

"Zobacz, co ja widzę."

"Poczuj, co ja czuję."

...treść bezsensownych, z pozoru liścików, jednemu mogła by powiedzieć wiele, innemu nie mówiła nic. Kto je pisał? Co konkretnie miał na myśli? Jak miało się to do sytuacji Nathiana, który w jednej chwili znajdował się w ponurym lochu, a obecnie przemierzał korytarze własnej rodzinnej rezydencji?

Zaiste, na świecie jest tyle pytań, na których poszukiwanie odpowiedzi nie szkoda czasu, sił, zdrowia, ani... życia.

Gdy wychodził z pokoju rodziców, jego krokom towarzyszyła cisza. Do tej pory korytarz i klatka schodowa rozbrzmiewały dalekim echem kroków, szeptami, krzykami, odgłosami przyspieszonych oddechów, czy uderzeń. Teraz jednak nad domostwem ktoś rozpostarł niewidzialny kir, który nie pozwalał uszom Nathiana odbierać najsłabszych nawet dźwięków. Uczucie ciszy, dzwoniącej w uszach wręcz przytłaczało.

Wywoływało...

...co?

Drzwi do pierwszego pokoju dziecinnego były otwarte. Bohater otwierał je z przekonaniem, iż za nimi zastanie kolejne ciało, kolejną makabrę, tudzież zastanie go seria następnych mamideł. Z ulgą wobec tego powitał fakt, iż nic takiego nie miało miejsca.

"Pokój dziecinny" nawiasem mówiąc, było określeniem nieco nad wyrost. To było bowiem pokój, który kiedyś, w latach chłopięcych należał do Nathiana, a który z czasem, po latach, przejęła jego matka. Obecnie znajdowała się tam stara maszyna do szycia, jej szafa pełna garderoby, stara skrzynia na osobiste drobiazgi, tudzież niewielki, szklany stolik, na którym Nathian zauważył niedokończony, ledwo co zaczęty haft na planie koła.

Cisza wypełniała każdy centymetr sześcienny domu. Jego. Jego głowy.

Budowała niepokojące uczucie osamotnienia.

Nathian ze zgrozą uświadomił sobie, że chyba lepiej było nawet słyszeć te wszystkie omamy, niż wsłuchiwać się jedynie w bicie własnego serca. Każdy krok, jaki stawiał na drewnianej podłodze, brzmiał tu jak wystrzał.

Co gorsza, w pokoju nigdzie nie było liściku.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-10-30, 20:53   

Aby odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie kręciły mu się po głowie trzeba było jeszcze sporo czasu. Teraz skupił się na odnajdywaniu kartek oraz sytuacji w jakiej je znalazł. Coś czuł, że ten kto napisał te krótkie myśli nieprzypadkowo ułożył je w odpowiednich pokojach.

"Poczuj to co ja czuję"

Czuł wtedy gniew.

Skupił się na momencie w którym znalazł pierwszą kartkę. Póki co nic nie przychodziło mu na myśl co mógł takiego zobaczyć, dlatego skupił się na znalezieniu kolejnej wskazówki.

Nathian był bardzo zdziwiony nagłą zmianą sytuacji, jeszcze przed chwilą słyszał kroki, a teraz jak z bicza strzelił wszystko ucichło. Ta cisza była bardzo przytłaczająca, już bardziej wolał słyszeć kroki, oznaczało to przynajmniej, że coś się dzieje. Nigdy nie lubił zupełnej ciszy, między innymi nie lubił zbyt długo przesiadywać w domu. Teraz wręcz go drażniła.

Gdy przekroczył próg jego wzrok automatycznie przebiegł po znanych przedmiotach, jednak nigdzie nie było upragnionego świstka. Oznaczał on jakikolwiek postęp, dlatego tak usilnie starał się odnaleźć kolejne elementy układanki. Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka nic nie znalazł to jednak pokusił się na głębsze zbadanie pomieszczenia.

Podszedł do okna, ciekawiło go co tym razem zobaczy. Może po raz kolejny ujrzy sylwetkę człowieka? Teraz w domu nastała zupełna dziwna cisza, więc miał dziwne przeczucie, że coś ważnego dzieje się na dworzu. Dlatego z lekko bijącym sercem podszedł do szyby i wyjrzał na zewnątrz.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-11-01, 11:49   

Cisza, paradoksalnie, wwiercała się w jego uszy, niczym paskudny, oślizgły robak, pragnący wygryźć sobie drogę aż do jego mózgu, by zatruć go odchodami strachu i niepewności. Przytłaczała Nathiana, mamiła go setkami dźwięków, które pojawiały się jedynie w środku jego umysłu. Stwarzała nierealne poczucie ciągłego zagrożenia.

Chłopak, wchodząc do środka pokoju, nie umiał powstrzymać jakże ludzkiego, bojaźliwego odruchu, by spojrzeć przezornie za siebie przez ramię. Szczęśliwie, w progu nie stał nikt. Przynajmniej póki co.

Brak liściku, do tej pory tak łatwego do zauważenia, również mógł zastanawiać. Czyżby tym pomieszczeniem i tą ciszą nikt nie chciał mu nic przekazać? Może było ono nieistotne? Może należało udać się w dalszą drogę? Po co tracić czas na przeszukiwania? A jeśli to pułapka?

Odgłos stawiania ciężkich butów na drewnianej podłodze był jedynym, jaki towarzyszył Nathianowi w drodze od drzwi do okna. Z bijącym sercem wyjrzał przez nie...

...by zobaczyć dokładnie to, co jakiś czas temu. Ten pokój sąsiadował z pierwszym, w którym się obudził, toteż iż okna wychodził z tej samej ściany budynku i rzutowały widokiem na ten sam krajobraz. Pola. Drzewo. Trakt. Ku niezmiernemu zawodowi Nathiana, nic się tu nie zmieniło. Obraz był identyczny i tak samo statyczny, jak piętnaście minut temu. Nawet tajemniczej ludzkiej postaci nie zaobserwował.

Gdy odwracał się od okna, jego uwagę przykuł inny widok.

Na stoliku leżał niedokończony haft, obrysowany na planie koła. Jego mama często haftowała w taki sposób serwetki, obrusiki, a nawet drobne, misternie wyszywane obrazy. Chyba i tym razem było podobnie.

Linia haftu na białym tle układała się bowiem w... runy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-11-01, 18:55   

Cisza sprawiała, że Nathian czuł się tutaj strasznie samotny, nie wiedział czego tak naprawdę się boi, ale chyba najbardziej tego, że już nigdy nie wydostanie się z tego chorego majaka. Podczas gdy słyszał kroki i jakiekolwiek inne odgłosy niewywołane przez niego samego sprawiały, że się bał, jednak to był strach zupełnie innego rodzaju. Wtedy miał przeczucie, że przynajmniej może coś zrobić, teraz ogarnęła go bezsilność. Jednak otuchy dodawał mu fakt, że nie zbadał jeszcze wszystkich pokoi i przynajmniej nie kręci się w kółko.

Zawiódł się patrząc w okno, miał nadzieję, że zobaczy coś innego niż przed chwilą. Był prawie pewny, że znów ujrzy coś dziwnego, co natychmiast przykuje jego uwagę. Nic się od poprzedniego momentu nie zmieniło. Wszystko wyglądało na nienaruszone, drzewo, dom, stajnia.

Niewiele się zastanawiając poszedł wgłąb pokoju rozglądając się wokoło. Jego uwagę przykuł stolik przy którym jego matka haftowała w wolnych chwilach obrusy. Niedokończony wzór z początku nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Dopiero kiedy dostrzegł wyszyte na nim runy, serce zaczęło mu szybciej bić.

Natychmiast podszedł do stoliczka i szybko porwał materiał oglądając go łapczywie. Był przekonany, że będzie on napisany w języku gogów. Miał nadzieję, że tym razem wskazówka będzie łatwiejsza do zrozumienia od tych napisanych na kartkach.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-11-02, 11:49   

Nathian skierował swoje kroki w stronę stolika. Przez chwilę walczył z ogarniającym go uczuciem beznadziei. A co, jeśli na hafcie nie znajdzie się nic wartego uwagi? Albo jeszcze inaczej, co, jeśli będzie to kolejna, nic nie warta wskazówka? Zawsze, co prawda, miał jeszcze sporą część domu do przeszukania.

Domu, o którym przecież wiedział, że nie istnieje. Że został spalony, zrównany z ziemią. Domu, którego mieszkańcy zostali brutalnie wymordowani w imię...

...czego?

Schwytania go. Schwytania i...

Zgodnie z przypuszczeniem, runy, jakie znajdowały się na hafcie, wyszyte czerwoną nicią na białym tle, były runami z języka gogów. Wyszyte z nie dającym się opisać kunsztem, charakterem "pisma" przypominały te z dwóch poprzednich kartek papieru. Czerwień run odbijała się, niczym krew, na nieskalanej bieli reszty haftu. Tym razem wiadomość wcale nie była bardziej wymowna od poprzednich.

"Usłysz to, co ja słyszę"

Zaiste. Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę wszechogarniającą ciszę. Zobacz, usłysz, poczuj, to, co ja. Tylko w jakim celu?

Jedyną odpowiedzią, jaka docierała do uszu chłopca, była cisza wypełniająca całe domostwo.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-11-04, 19:12   

Nathian czuł uczucie bezradności tylko przez chwilę. Póki co wiedział co ma robić, tak mu się przynajmniej wydawało. Zostało jeszcze wiele pokoi do zbadania. Jego zadanie było póki co proste, zajrzeć do wszystkich zakamarków wyimaginowanego domu i przeszukać go w poszukiwaniu kolejnych wskazówek.

Cisza, gniew...

Kartki wymagały jeszcze, żeby coś zobaczył, jednak wtedy kiedy znalazł świstek nie wydarzyło się nic sygnalizującego przesłanie kartki. Nagle zaświtała mu w głowie myśl o postaci, którą zobaczył pod drzewem, może to o nią chodziło?

Nathian odrzucił te przemyśliwania na potem. Stwierdził, że nadrzędną sprawą póki co jest określenie kim mniej więcej jest osoba, która pisała te kartki. Pierwsze skojarzenie jest najlepsze, dlatego chłopak od razu ukierunkował się na Ydeona.

Ydeon mógł czuć gniew. Przecież nie udało mu się pokonać swojego wroga, dlatego został strącony do tego wymiaru i musi tu gnić na wieki. Słyszał ciszę, przecież wokół niego nic się nie dzieje. Co kilkaset lat może pojawi się jakiś śmiałek. Jedynie człowiek - świnia dotrzymywał mu towarzystwa.

Nathian miał nadzieję, że znajdzie kolejne kartki, które potwierdzą chodź trochę jego dotychczasowe domysły. Jednak póki co wszystko wskazywało na nauczyciela. Pozostawało mu udać się po kolejne wskazówki, dlatego wpakował haft obok dwóch kartek i udał się w stronę drugiego pokoju dziecinnego. Miał zamiar zbadać wszystkie bo nauczony tym, że nie warto patrzeć tylko powierzchownie, postanowił również rozglądać się bardzo uważnie. Nie miał zamiaru popełniać żadnego błędu.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-11-07, 10:27   

Cisza i gniew. Oba te słowa zdawały się być rozwiązaniem dwóch zagadek. Co jednak mogły oznaczać słowa "zobacz co ja widzę"? Cóż takiego widział autor wiadomości, by okazało się to takie ważne dla Nathiana? Jak wydostać się z tego miejsca?

Mocne postanowienie, by nie popełnić ani jednego błędu i by uważnie przeszukiwać każde z pomieszczeń musiało mieć jakieś podstawy.

Z momentem, gdy Nathian opuścił pokój "ciszy", odgłosy domu wróciły do normy. Wojownik drgnął, słysząc, jak tuż obok niego, przez cały korytarz aż ku schodom z tupotem i rumorem zbiegła jakaś osoba. I choć wytężał wzrok z całych sił, to w korytarzu, prócz drewna i świeczników nie był w stanie dostrzec niczego wartego uwagi. A już tym bardziej kogoś biegnącego.

Serce podeszło Nathianowi do gardła dopiero w momencie, gdy ruszył w stronę ostatniego, czwartego pokoju na piętrze. Na moment przed tym, gdy jego dłoń spoczęła na klamce, zza cienkiego drewna jego uszu dobiegł jeszcze jeden, mrożący krew w żyłach dźwięk.

Szloch dziecka.

Nathian, nieco uspokojony panującą do tej pory w domostwie ciszą, teraz znów zauważył, że jego dłonie delikatnie drżą. Przed chwilą słyszał dźwięki bitej i dręczonej kobiety, by później zobaczyć jej nagie i zmasakrowane zwłoki. A skoro teraz słyszał dziecko... młodzieniec zadrżał na samą myśl, co może czekać go za tymi drzwiami.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-11-07, 15:54   

Zaraz po wyjściu z pokoju Nathian usłyszał ponownie odgłosy ludzi biegających po domu. Z początku przeląkł się tego co słyszał, za każdym razem gdy trzasnęły drzwi aż podskoczył z wrażenia. Wszystko działo się dookoła niego a on nic nie widział. Właśnie! Nic nie widział!

Wpadł na pewien genialny w jego przekonaniu pomysł. Zaraz po pojawieniu się w tym wspomnieniu był pewien, że cofnął się w czasie. Po prostu czuł się tak jakby wszystko wróciło do normy i to co przeżył na cmentarzu nie istniało. Widział wtedy postać pokojówki. Kiedy zaś spojrzał na swoje ciało i przekonał się o obrażeniach jego uwaga się odwróciła, a pokojówka po prostu zniknęła. Zatem to powinien zobaczyć!

Zamknął oczy i oparł się o ścianę wsłuchując się w odgłosy go otaczające. Skupił swoje myśli i najpierw z największym trudem postarał się oczyścić umysł ze zbędnych pomysłów, a potem wyobraził sobie, że właśnie wstał z łóżka i idzie nabrać wody do cebrzyka żeby się umyć. Oddychał przy tym szybko dlatego już po chwili poczuł się dziwnie lekko. To nadmiar tlenu jaki do niego napływał. W pewnym momencie stwierdził, że jest gotowy do otwarcia oczu. Zrobił to powoli, jakby bojąc się, że jego koncepcja nie zadziała. Jednak wciąż starał się utrzymywać niepotrzebne myśli na wodze.

Gdy zobaczył pokojówkę w swoim pokoju robił to nieświadomie, po prostu był zbyt zaskoczony żeby logicznie rozumować, teraz musiał się przymuszać żeby oczyścić umysł.
Miał nadzieję, że wszystko zadziała.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-11-08, 15:09   

To ciekawe, jakie myśli potrafi przynieść ze sobą zdesperowanemu umysłowi stres. Naprawdę, niejeden uczony spędził całe swoje życie badając ludzkie reakcje, zaś i tak, koniec końców, spotykał się z jakąś sytuacją, która go zdumiewała. Człowiek, jak żadna inna istota obdarzona wolą istnienia daje się wpakować w jakieś określone ramy. Tym bardziej, jeśli rozpatrywać go przez pryzmat sytuacji uznawanych powszechnie ze wszech miar za stresujące i stresogenne.

Nathian oparł się ciężko o ścianę, zamykając oczy i próbując oczyścić umysł ze wszelkich zbędnych myśli. Skupił się na wolności. Na swobodzie. Na banalnych dźwiękach towarzyszących każdemu jego porankowi. Udając, iż kroki na schodach wcale go nie interesują, marzył o tym, by samemu udać się z wodą do łaźni. By zjeść śniadanie. Napić się mleka. Zapomnieć o oszlamionych wydzieliną łapach zombie, które nosił w plecaku.

Zapomnieć o wyrazie twarzy Ralfa, który umierał na jego ramionach.

Zapomnieć o widoku spalonej do ziemi rodzinnej okolicy.

Zapomnieć o widoku innego wymiaru. O ścianie. O magach. O Ydeonie.

Nathiana faktycznie przez moment ogarnęła euforia. Niemal zdołał sam siebie przekonać, że to jest możliwe. Że wystarczy otworzyć własne oczy i że wszystko będzie jak dawniej. Że to był tylko zły sen, po którym przebudzi się i uwierzy, że takie rzeczy, jak zombie, magowie i bezsensowna, brutalna śmierć pokojówki to tylko złe widmo rodem z mrocznych opowieści o bohaterach, bajanych nierzadko przy kominku i kuflu piwa.

Otworzył oczy.

Pusty korytarz. Białe, nieruchome słońce wpadające przez okna. Troje otworzonych drzwi. Ostatnie zamknięte. Klatka schodowa. I szloch dziecka...
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-11-08, 17:24   

Nathian próbował oczyścić swój umysł, skupił się na tych banalnych rzeczach, które towarzyszyły mu każdego poranka. O wszystkich miłych wspomnieniach ze swojego dzieciństwa. Chciał za wszelką cenę znów zobaczyć to co się dzieje w tym wyimaginowanym domu. W jaki sposób wtedy widział pokojówkę?

Przez moment uwierzył, że mu się uda. Był już prawie pewien, że gdy otworzy oczy zobaczy ludzi krzątających się po pokojach. Jednak nic z tego. Spotkał go gorzki zawód. Słyszał otaczające go dźwięki, od których wibrowało mu w uszach, od których powoli robiło mu się niedobrze. Bolała go głowa.

Gorzki smak napłynął do ust. Był bardzo zły, powoli jego psychika nie wytrzymała ciągłych majaków, schiz, trupów i smrodu. W drzwi, z których dobiegał go szloch dziecka przywalił oszczędnego kopniaka. Był rozgoryczony, ale nie miał zamiaru łamać sobie nogi.

Nie pozostało mu nic innego jak skupić się na swoim zadaniu i dążyć do znalezienia kolejnych wskazówek, póki co tylko to mu pozostawało. Obszedł już trzy pokoje, następne przed nim. Na parterze nie było zbyt dużo małych pomieszczeń. Na dole znajdowały się spore pokoje, w których zwykle przesiadywali rodzice. Przynajmniej to było pocieszające.

Starając się uspokoić otworzył drzwi do kolejnego pokoju dziecinnego. Jednocześnie przygotowywał się na to co może tam zobaczyć. Bał się, że będzie to ciało dziecka. Drżały mu dłonie.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-11-10, 12:26   

Słodka gorycz porażki.

Aż dziwne, jakie myśli i reakcje może przynieść człowiekowi do głowy porażka. Świadomość, że pomimo chęci - nie udało się. Że zwycięstwo będące na wyciągnięcie ręki teraz jest tak potwornie daleko... i że być może nigdy nie uda się go odzyskać?

Kopnięte drewno drzwi odezwało się głuchym echem pustki nieomylnie dając mu do zrozumienia, że za nimi znajduje się pusta przestrzeń pokoju. Poza tym nic się jednak nie stało. Ot, Nathian postanowił właśnie w taki a nie inny sposób rozładować tkwiące w nim emocje.

Kwilenie dziecka nie umilkło.

Gdy otwierał drzwi, spodziewał się najgorszego. Krwi, ciał, porozrywanych członków... wiedział, co może go spotkać za tą granicą drewna i stalowych zawiasów.

Pokój był niewielki. Porównywalny wielkością do pierwszego, w którym się obudził. Podobnie jak tam, również tu źródłem światła było duże, podwójne okno. Podobnie jak tam, stała tu duża, dwudrzwiowa szafa, pojedyncze łóżko oraz stolik z otaczającymi je dwoma krzesełkami, wielki kufer pod parapetem okna. Ot, sielanka. Skąd jednak dziecko?

Nathian wstrzymał na moment oddech, skupiając się. W pokoju nie było nic, ale to nic nadzwyczajnego. Czuł w powietrzu śmierć. Czuł ją całym sobą. Była tutaj. Tańczyła u powały wraz z uczuciem osamotnienia i beznadziei. Tylko gdzie czerpała swój początek?

Płacz.

Przytłumiony. Jakby zza... drewna? Z zamknięcia?
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-11-22, 15:08   

Uderzenie w drzwi nogą ulżyło mu choć trochę. Obniżył się poziom frustracji. Całe szczęście, że nie postanowił uderzyć w drzwi z całych sił. Dębowe drewno z pewnością wytrzymałoby pojedynek z jego stopą co przyprawiło by Nathiana o kolejną dawkę negatywnych emocji.

Otwierając drzwi spodziewał się wszystkiego najgorszego. Krwi, flaków i szaleńców z toporami, jednak nic takiego nie znalazł po drugiej stronie progu. Wszystko wydawałoby się najzupełniej w świecie normalne gdyby nie płacz dziecka, który dochodził jakby spod ziemi. Każdy jego nerw dawał mu do zrozumienia, że śmierć jest blisko. Od przeciągłego płaczu i grozy sytuacji włosy stanęły mu dęba.

Mimo to zebrał się w sobie i krok za krokiem udał się w stronę szafy. Rozglądał się nerwowo, jakby za chwilę, miało na niego wyskoczyć coś okropnego. Przed drzwiami do starego mebla zasłonił się tarczą, odruch. A nóż dziecko nagle kłapnie zębami i skoczy ku jego gardłu? W tym świecie nic nie jest tak jak być powinno i chcąc nie chcąc Nathian musiał się do tego dostosować.

Z bijącym sercem zajrzał do szafy.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-11-27, 11:32   

Z bijącym sercem zajrzał do szafy...

Każdy krok, który – od drzwi wejściowych – wykonał w jej kierunku, przybliżał go źródła płaczu. Stojąc tuż przy niej, z sercem bijącym, zdawałoby się, w okolicach gardła, nie miał już żadnej wątpliwości, że źródło dźwięku znajduje się tuż przed nim. Na wyciągnięcie ręki. Nathian nie przypominał sobie, by w jego domu rodzinnym znajdowało się jakieś niemowlę. Owszem, jedna ze służących jakiś czas przed napadem zaszła w ciążę, lecz poprosiła ona o możliwość spokojnego urodzenia w swoim domu rodzinnym i powrotu do pracy, na co Merrik przystał bez kłócenia się, wysyłając ją na swoisty 'urlop'. Skąd więc dziecko?

Co ono mogło symbolizować?

Usłysz, zobacz, poczuj to, co i ja.... jak do tego wszystkiego miało się dziecko?

Z odruchowo przygotowaną do bloku tarczą, Nathian położył dłoń na klamce od szafy. Gdy uchylał jej pierwsze skrzydło, wydawało mu się, iż skrzypienie drewna w magiczny sposób brzmi niczym kwilenie niemowlęcia. Choć może to tylko zmęczone zmysły podsuwały mu same usłużnie kolejne omamy.

Szafa była pusta.

Oba skrzydła mebla zostały uchylone. W środku znajdowała się pusta, ograniczona drewnem przestrzeń w wymiarach 2 metry wysokości na 1,5 szerokości i jakiś 1 metr głębokości. Aż nadto, by zmieścić tam dziecko. Dziecka jednak nie było.

Nathian już miał odwrócić się i wyjść z pokoju, gdy nagle, jego uwagę przykuł jeszcze jeden element całości. Z wnętrza szafy, ze złączenia tylnej i górnej ścianki, z samego rogu mebla, zaczęła wyciekać krew. Kilka cieniutkich, wartkich strumyczków, mknących przez cały przeciwległy bok szafy.

A dziecko umilkło.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-12-28, 16:36   

Stojąc przed szafą był praktycznie pewien, że za tą dębową deską znajdzie kwilące dziecko. Tyle przynajmniej podpowiadały mu zmysły, pewnie w "normalnym" świecie okazałoby się to prawdą, jednak nie tutaj. Nie w tym miejscu.

Jakież to zdziwienie ogarnęło Nathiana gdy za drzwiami ujrzał pustkę! Pustkę również miał w głowie. Czuł, że chwile, które tu przeżył na długo wbiją się w jego pamięć. Jeśli oczywiście jakimś cudem uda mu się stąd wydostać.

Nathian popatrzył chwilę na wnętrze mebla, jego uwagę zwrócił róg szafy z której nagle zaczęła sączyć się jakaś ciecz. To była krew. Co to miało oznaczać? Musiał koniecznie zobaczyć co dzieje się za ścianką z której lała się ciecz.

Przyłożył ostrze miecza do spojenia dwóch drewnianych płyt łączących szafę i gwałtownie szarpnął mając nadzieję, że klej i kołki puszczą pod naporem siły. Właściwie nie wiedział po co to robi. Może to nadzieja na znalezienie kolejnej wskazówki popychała go do przodu? Może wyrzuty sumienia, które rodziły się w nim kiedy wsłuchiwał się w płacz dziecka? Teraz to nie było najważniejsze.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-12-29, 21:41   

Miecz z głuchym uderzeniem, niechybnie zwiastującym pustą przestrzeń pomiędzy szafą a ścianą oparł się o tylnej płycie mebla. To nawet nie była deska, a zwykła dykta. Wygięła się przy byle oparciu miecza, zaś nawet minimalne użycie siły sprawiło, iż kolejne kołki i sklejka poczęły puszczać jedna po drugiej.

Krew, jak woda cieknąca po szybie podczas ulewy, mozolnie torowała sobie drogę w dół ścianki. Kolejne strumyczki łączyły się, inne rozdzielały, tworząc fantazyjne esy i floresy.

Ścianka puściła. Kolejna, tym razem obfitsza fala krwi spłynęła z góry.

Wszelako, kwilenie dziecka umilkło. Nathian naprał całym ciałem na ściankę, chcąc ją wyważyć. Brakowało mu jednak miejsca. Pomiędzy dyktą a ceglaną ścianą był najwyżej centymetr przerwy. Szybko dotarło do chłopca, iż jeżeli cokolwiek tam było, to najwyżej jakiś misternie przymocowany worek z krwią. Z całą pewnością na tak wąskiej przestrzeni nie dało się ukryć ciała. A już na pewno ciała dziecka, które miało by dość sił, by płakać.

Kolejna sztuczka...

Zygzaki krwi na strzaskanej dykcie zaś, zastygły. Nathian drgnął mimowolnie widząc, jak znów ktoś pogrywa z nim w durnia.

"utrać to, co ja utraciłem..."

Głosił napis, namazany krwią na ściance szafy, w piśmie demonów.

Głuche, ciężkie kroki jednej osoby odbiły się po korytarzu domostwa. Ktoś wchodził po schodach na piętro. Ciche brzęknięcia metalu zwiastowały, iż osobnik ów miał na sobie co najmniej pancerz.

A już na pewno broń.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-12-30, 09:55   

Pomimo tego, że Nathian miał wystarczająco dużo siły, aby wyważyć ściankę szafy to nie udało mu się to. Nie przejął się tym wcale ponieważ utwierdziło go to w przekonaniu, że nic wartościowego tam nie ma. Jednak wciąż w głębi duszy czuł ukłucie bólu na myśl o płaczu dziecka jaki jeszcze nie tak dawno można było usłyszeć.

Nathian czuł się głupio, a jednocześnie był bardzo podekscytowany widząc jak na ścianie pojawiają się napisy w języku gogów. Czuł się bezsilny wobec siły tego, kto władał tą dziwną iluzją. Żadne jego działanie nie mogło wpłynąć na to co się za chwilę wydarzy, mógł jedynie oglądać kolejne dziwności i czytać wskazówki.

"utrać to, co ja utraciłem..."

Na ściance była krew, czyżby to o nią chodziło? Jednocześnie przypominało się kwilenie dziecka, ale to raczej nieprawdopodobne by demon mógł utracić jakiekolwiek dziecko. Chociaż?

Z rozmyślania wyrwał go odgłos kroków na schodach. Zapewne uzbrojonego człowieka. Jednocześnie przestraszyło to Nathiana, który był już dosyć zmęczony, a spotkanie uzbrojonego męża w takim miejscu nie wróży niczego dobrego. Zarazem był podekscytowany, bo nareszcie zaczynało się coś dziać.

Miał kilka sekund na przygotowanie się do przyjęcia gościa. Uszykował broń i poprawił trójkątną tarczę. Stanął przy ścianie, tak aby jegomość zaraz po wejściu do pomieszczenia nie mógł go zobaczyć. Nie sądził żeby te zabiegi w czymkolwiek mu pomogły jednak robił to z przyzwyczajenia. Jeśli ten nieznajomy od razu wejdzie do tego pomieszczenia to znaczy, że już od dawna wie o istnieniu Nathiana.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2009-01-09, 20:17   

Nathian z bijącym sercem ustawił się w pozycji obronnej. Tarcza blisko siebie, ręka nerwowo zaciśnięta na rękojeści miecza, oczy utkwione martwo w drzwi przed siebie. Obłędnie głośny szum krwi w skroni od czasu do czasu przerywany odgłosami zza ścian i drewna.

Krok. Ciężki. Osoba stawiająca takie kroki idzie w sposób zdecydowany, wiedząc, czego chce i dokąd, oraz w jakim celu idzie. Musi swoje ważyć, ale nie jest gigantyczna. Raczej pewna siebie. Ciche brzęknięcia metalu nieomylnie wskazują na uzbrojenie, lub pancerz. Tylko to.

Aż to.

Kroki, posuwające się miarowo od schodów, miarowo przesuwały się wzdłuż korytarza, by wreszcie zatrzymać się przed drzwiami do pomieszczenia, w którym znajdował się Nathian.

Cisza.

Odgłos spływającej kropli potu po skroni chłopca w tej ciszy wydawał się być wręcz szumem rwącej rzeki.

- Wiem, że tam jesteś...

Cichy, chropowaty, jakby przemocą wyrywany z gardła szept niemożliwej do zidentyfikowania istoty wydobył się zza drzwi.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2009-01-10, 11:30   

Z każdą chwilą w ciele Nathiana narastało podniecenie. To już nie był strach, może obawiał się jedynie tego, że nie będzie w stanie pokonać swojego przeciwnika. Długie przebywanie w strachu i panice odbiło się wyjątkowo na psychice chłopaka, teraz traktował to jako najnormalniejszą rzecz na świecie. Nie było to dobre... Ale to już nie jego wina.

Kroki dudniły na korytarzu, pewny siebie uzbrojony mężczyzna zbliżał się nieuchronnie do drzwi pokoju Nathiana. Jego ruch i słowa wypowiedziane zza drzwi zdradzały jego przewagę mentalną nad chłopakiem. To tak jakby był od razu na wygranej pozycji.

Ogarnął go gniew, miał ochotę sprawić by tamten poczuł strach.

Nie wiedział czy da radę pokonać barierę drewnianych drzwi pokoju, nigdy nie próbował ich wyważyć dlatego trochę bał się urazu. Wiedząc, że napastnik jest tuż za nimi Nathian postanowił wysadzić drzwi od środka. Ale przed tym zerknął, w którą stronę się otwierają. Jeśli do środka postanowił czekać na ruch napastnika, jeśli na zewnątrz, to wziął krótki rozbieg i z siłą natarł tarczą na drewno. Zamek nie powinien stawić oporu.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2009-01-16, 19:01   

Szczęśliwie dla Nathiana drzwi otwierały się na zewnątrz. Nic zasadniczo nie stało na przeszkodzie, by wykonać swój plan...

Chłopak nie zastanawiał się długo. Z krótkiego zamachu, prostym kopniakiem przysadził prosto w drzwi. Co prawda drzwi w jego rodzinnym domu wykonane były pod tym względem dość solidnie, ale nie mógł wiedzieć, jak sprawa będzie się miała w... tej wizji, czy jakkolwiek by to nazwać. W sumie ryzykował niemało. Jego noga mogła równie dobrze przejść na wylot przez drzwi, co i dotkliwie się otłuc, o ile nawet nie złamać.

Zamek z trzaskiem porównywalnym do małej eksplozji grudki prochu wyłamał się, zaś drzwi jak prawdziwy taran odskoczyły w korytarz. Ułamek sekundy później Nathian zobaczył, jak drzwi uderzają... w coś i odskakują, zaś tajemnicza postać za drzwiami ze słyszalnymi krokami cofa się do tyłu, zaskoczona takim obrotem spraw.

Nathian natychmiast skoczył za drzwiami, w głąb korytarza. Z mieczem gotowym do cięcia minął je by...

- Sprytnie.

Głos usłyszał tuż przed sobą, lecz nie zobaczył nikogo.

Zamiast tego, drzwi powróciły.

Z siłą zdolną powalić wołu, osobnik ów odepchnął je od siebie w taki sposób, iż drewno trafiło wprost w Nathiana. Bohater aż sapnął, czując solidne uderzenie, cudem zatrzymane na tarczy i przedramieniu ręki dzierżącej miecz.

Zachwiał się. Ale utrzymał.

I tak obaj zamarli, dzieleni jedynie paroma centymetrami drewna i odgłosami posapywania i siłowania się.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2009-01-16, 21:23   

Nathiana zaskoczyła prostota jego pomysłu a zarazem jego skuteczność. Bał się o swoją nogę, skoro ma tylko dwie, jednak nawet przy solidnych drzwiach zamek otwierany w zewnętrzną stronę nie powinien stanowić większego problemu. To dlatego, w domach rzadko kiedy są drzwi otwierane do środka. Coś niecoś Nathian o tym wiedział i wykorzystał to.

Gdy usłyszał huknięcie, gdy drzwi uderzyły o coś, miał już zakrzyknąć tryumfalnie, jednak coś tu było nie tak. Nie widział swojego napastnika!

Całe szczęście, że zdążył zaprzeć się porządnie o podłogę bo inaczej napastnik z pewnością powaliłby go na ziemię wykorzystując jego własną broń - dębowe drzwi. Przez moment zabrakło Nathianowi tchu, gdy drewno z jękiem oparło się na tarczy.

Podczas tej przepychanki chłopak wpadł na kolejny genialny (miał nadzieję) pomysł. Jego niewidzialny przeciwnik z wyraźną siłą musiał pchać drzwi do przodu, a sam mieć oparcie w podłodze, nie ma chyba człowieka który by ustał w normalnej pozycji wyprostowanej w takiej sytuacji.

Dlatego Nathian skoncentrował całą swoją siłę na jednym pchnięciu, nie miał zamiaru przewrócić napastnika, po prostu pchnął drzwi i w następnym ułamku sekundy odskoczył w prawo wgłąb korytarza jak najdalej potrafił i tym samym przestał działać siłą. Miał nadzieję, że jego przeciwnik nie spodziewając się niczego poleci razem z drzwiami w stronę pokoju, a wtedy Nathian będzie miał świetną pozycję do ciosu. Jeśli można trafić coś niewidzialnego.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2009-01-21, 20:18   

Jak pomyślał, tak zrobił.

Nie musiał widzieć swojego przeciwnika, by wiedzieć, iż ów ułomkiem nie jest. Dość rzec, iż śmiało mógł konkurować z bohaterem na tym polu. W kwestii siły fizycznej trafił swój na swego. Dało się wyczuć, iż obaj napierają na cienką deskę drzwi z całych sił i że żaden nie ma zamiaru ustąpić choćby na krok. Nathian, aby zrealizować swój zamiar musiałby... niejako pokonać sam siebie i wspiąć się na wyżyny, na których do tej pory nie było mu jeszcze dane się znajdować, jeżeli chciał wyjść z tej sytuacji zwycięsko.

Naparł z całych sił,a drewno, którego dotykał, aż zatrzeszczało z wysiłku.

Nathian szybko zrozumiał, iż gdyby próbował przepchnąć swojego przeciwnika, mogłoby się to okazać niemożliwe. Obaj byli równie silni i zawzięci. Tutaj jednak nie chodziło o przepchnięcie całkowite wroga. Jedynie o zdobycie paru centymetrów wolnej przestrzeni. Jedynie o możliwość prześlizgnięcia się...

Mrukliwe, gniewnie sapnięcia zza drugiej strony drzwi dawały do zrozumienia, iż wróg wcale nie zamierza na to zezwolić.

Nathian natarł w jednym, zdecydowanym ataku. Drzwi zatrzeszczały w zawiasach, ale bohaterowi udało się wykonać jeden krok do przodu... drugi... miejsca ciągle było mało, ale bohater czuł, iż nie da rady zdobyć więcej miejsca. Musiał zdecydować się teraz.

Drzwi huknęły z rozmachem, gdy Nathian przeturlał się w głąb korytarza. Ledwo, ledwo. Zamykające się drzwi z impetem uderzyły go w prawą nogę, powyżej kolana. Fala bólu nakazała mu przeturlanie się po podłodze... ale udało się. Jego przeciwnik nie zadał ciosu, poleciał za drzwiami.

Był wysoki. Uzbrojony w długi miecz i tarczę, ubrany w jakiś zwykły skórzany pancerz, lub brygandynę. Lniane spodnie, koszula... Nathian zadrżał, spoglądając wyżej.

Jego przeciwnik nie miał twarzy. W jej miejsce ziała czarna plama, jakby wykonana z czystego mroku, formująca coś na kształt cienia głowy.

- Ścierwo... - zasyczał czarny kształt, ruszając na Nathiana.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group