TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Nigdziebądź
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-01, 17:37   Nigdziebądź

Mawiano, że miał cztery metry wysokości. Mawiano, że spłodził go płomień, a powiła noc. Na sam dźwięk jego imienia drżeli najodważniejsi. Nawet serca paladynów porażał strach na myśl, że mieli by kiedyś stawić mu czoła. Pierwszy spośród wybranych przez Amoka, jednego z Trzech. Mawiano, że w momencie, gdy upadł, rażony mieczem Świętego, zatrzęsły się góry, zagotowały wody, a gwiazdy zaczęły spadać z firmamentu... mawiano i bajano... Zawsze jednak po cichu i w ukryciu. Jakby z obawy, że nawet pokonany, wciąż gdzieś istnieje i słyszy, co się o nim mówi...
- Bajki i Klechy - "Alaunor Therin var Gaarde Święty i demon Ydeon", nieznanego autora



Nigdziebądź
- kroniki Nathiana



Bolała go głowa.

W pierwszej chwili, gdy pochłonęła go ściana poczuł, jak się topi. Dosłownie. Miał wrażenie, iż lepkie i gęste cegły wypełniają mu usta oraz płuca. Nie mógł złapać oddechu. Czuł, jak traci grunt pod nogami, a rzeczywistość umyka jego zmysłom w jakimś trudnym do opisania, słodkim niebycie.

Ciągle czuł coś na kształt smaku cegły daleko na końcu języka.

Teraz zaś bolała go głowa i powoli odzyskiwał świadomość. Czuł, że leży na czymś ciepłym i miękkim. Nie było to jednak przyjemne uczucie, leżenia na kocu czy głębokim dywanie. Czuł się raczej, jakby leżał na czyichś wnętrznościach. Ciepło było duszne, zaś miękkość nieprzyjemnie lepka. Miał wrażenie, że szum, jaki słyszy w uszach to nie jego własna krew, a szum dalekiego oceanu.

Oceanu jednak w pobliżu nie było. Było na to zbyt duszno.

Przez zamknięte oczy wiedział, iż - gdziekolwiek by nie był - było tu umiarkowanie jasno.

Pozostawało jednak te oczy otworzyć i dowiedzieć się wreszcie co się stało. Odrętwienie jakie odczuwał po teleportacji szybko przechodziło i chyba nic nie stało na przeszkodzie, by to uczynić.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-01, 19:47   

Nathian jeszcze nie otwierał oczu. Powoli przemyślał w głowie wydarzenia sprzed kilkudziesięciu minut, przynajmniej tak mu się zdawało. Jak to się zaczęło? Ach tak, od jego zlecenia na cmentarne zombie. Kto by pomyślał, że pozorne zadanie, którego celem było wzbogacenie się, doprowadzi go aż tutaj. Teraz nie sprzeda łap i jeszcze na dodatek był wyczerpany.

Powoli odzyskiwał świadomość. Obmacał dokładnie swoją głowę, sprawdzając z jakiego powodu go boli, ale przypuszczał że był to skutek uboczny teleportacji. Ból powinien przejść w niedalekiej przyszłości.

Pierwsza myśl jaka przyszła mu do głowy to artefakt. Od razu na jego dźwięk zyskał nowe siły. Musi przecież powstrzymać maga. Od razu nabrał chęci i sił do działania. Energicznie przetarł oczy i rozejrzał się po komnacie.

Nie wiedział czego się spodziewać, nie miał pojęcia gdzie wyśle go ten przedziwny teleport. Dlatego skupił się teraz na badaniu otoczenia. Zaraz potem splunął, aby pozbyć się paskudnego posmaku cegły i sprawdził czy czegoś nie złamał albo skręcił poruszając delikatnie wszystkimi członkami ciała.

Powoli odzyskiwał świadomość.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-02, 10:06   

Gdy odrywał dłonie od podłoża chcąc dotknąć głowy poczuł, jak ciągnie się za nim w powietrzu jakaś półgęsta maź. Póki co nie zwracał na nią uwagi. Brudną dłonią dotknął skroni. Nie krwawiły. Sam ból zaś stopniowo uspokajał się. Nudności, jakie lekko męczyły bohatera również ustępowały i najwyraźniej faktycznie były związane z nietypową teleportacją.

Nathian postanowił otworzyć oczy.

Wokoło panowało ciepłe, lekko czerwone światło. Nie w sposób było odkryć, co jest jego źródłem. Właściwszym byłoby stwierdzenie, że sama komnata emitowała je w jakiś przedziwny sposób. O ile słowo "komnata" było tu na miejscu. Dosadniej byłoby rzec "coś".

Nathian poczuł się, jakby znajdował się we wnętrzu czyjegoś żołądka lub innego organu. Ściany, sufit (znajdujący się dobre cztery metry nad nim) czy podłoga wykonane były z miękkiej, ugniatającej się pod jego ciężarem substancji. Pulsowały lekko czerwonawą poświatą, oraz calutkie pokryte były lepką, śluzowatą mazią, obecnie obficie pokrywającą również ubrania bohatera. Nie śmierdziało. Zapach był raczej neutralny. Mimo to psychologiczne wrażenie bycia upaćkanym w czymś takim niewątpliwie nie należało do przyjemnych.

Komnata miała wymiary z grubsza dobrych ośmiu na ośmiu metrów. Nathian leżał pośrodku jej, zaś w ścianie północnej zauważał wąski, lecz równie wysoki korytarz, wiodący dalej i wykonany z identycznego materiału.

Przy ścianie zachodniej zaś leżał trup. Nathian jednak z pozycji w której się znalazł nie przyglądał mu się, tylko zajął badaniem własnego stanu. Wszystko jednak zdawało się być w porządku... nie licząc rozszalałego bicia serca i szumu krwi w skroniach. Bohater czuł przenikające przez jego ciało fale ciepła i dreszcze emocji... ale to chyba był wpływ nowej sytuacji, w której się znalazł.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-07, 18:28   

Nathianowi nawet nigdy do głowy nie przyszło żeby mogło istnieć coś równie przedziwnego jak pomieszczenie, w którym się znajdował. Ciężko to nazwać pomieszczeniem, bo to raczej kojarzy się z wykonaniem przez człowieka. A to było jakby nierealne.

Podłoga sprawiała, że robiło mu się niedobrze. Gdzie też mógł wysłać go ten teleport? Miał nadzieję, że szybko pozna odpowiedź. Całe szczęście, że nic mu się nie stało. Złamana czy zwichnięta noga nie wróżyła by mu nic dobrego na przyszłość.

Dopiero po chwili zwrócił uwagę na trupa. Prawdopodobnie to od niego rozchodził się ten przykry zapach zgnilizny. Wpierw pochylił się i zbadał pomimo obrzydzenia podłoże na którym stał. Dotknął jej i powąchał próbując zidentyfikować nieznane. Po tym badaniu przeszedł do nieboszczyka.

Podszedł do niego z niezbyt tęgą miną na twarzy. Nie lubił grzebać przy umarłych, jednak życie nauczyło go, że warto czasem przeszukać takowego. Jemu i tak już na nic się nie przyda to co ma przy sobie. Zbadał go dokładnie i zwrócił szczególną uwagę na twarz, być może widział ją już wcześniej. Poszukał na ciele jakiś znaków szczególnych.

Po tym niezbyt przyjemnym dla niego rozeznaniu postanowił przejść przez tą komnatę w kierunku korytarza prowadzącego w nieznane.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-07, 23:01   

Twarz trupa nie mówiła Nathianowi nic.

Zasadniczo to cały trup nie mówił chłopcu nic.

Siedział, czy właściwie półleżał oparty o organiczną ścianę, niczym strudzony po całym dniu wędrówki człowiek, który tylko na chwilę zagrzał tu miejsce, chcąc odpocząć i złapać oddech do kolejnego marszu. Głowa ciężko opadała mu na piersi... i dziwnym był fakt, że zupełnie mu nie odpadła. Trup bowiem musiał leżeć tu od dawna. Zapach zgnilizny? Był właściwie niewyczuwalny. Trup był stary, suchy i czysty. Bohaterowi coś musiało się chyba wydawać, wszak zapach panujący w pomieszczeniu określono wcześniej jako "neutralny".

Trup musiał być kiedyś mężczyzną lat nie więcej niż trzydziestu. W każdym razie na to wskazywała budowa jego ciała. Ta - nawiasem mówiąc - była zbliżona bardzo do budowy Nathiana. Można by rzecz wręcz, iż mieli szyte dokładnie na siebie ubrania. Ubrania na ciele co prawda dawno temu już zgniły i rozpadły się w strzępy brudnych szmat, ale wisząca na nim brygantyna zdawała się być całkiem dobrej jakości. Nawet trójkątna tarcza leżąca tuż przy nim, pomimo tego, że zabrudzona, nie wydawała się być nadgryziona zębem czasu. Nie w sposób było tego powiedzieć o długim mieczu, który leżał przy nodze trupa, przełamany w pół, niezdatny do użytku.

Poza tym, noszonym na sobie ekwipunkiem, trup nie posiadał zbyt wiele. Właściwie lepiej byłoby powiedzieć, że nic nie posiadał. O ile rozpruty, ziejący pustką plecak można by uznać za "coś".

Nathian, przed pójściem dalej, musiał zadecydować, co uczyni ze swoim znaleziskiem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-08, 07:44   

- To jeszcze pewnie od tego bólu głowy zdawało mi się, że w komnacie panuje smród zgnilizny. - szepnął sam do siebie badając nieboszczyka.

Oczy błysnęły mu na widok trójkątnej tarczy leżącej obok niego. Dzięki swoim zdolnościom wyceny wiedział, że w sklepach takie nowiutkie cacko sprzedaje się za 32 złote monety. Ta tarcza wydawała się leżeć tu już od dosyć dawna, mimo to wyglądała na w pełni zdatną do użytku. Dlatego niewiele myśląc dłużej, Nathian zostawił przy trupie swoją wysłużoną tarczę drewnianą, a przypasał sobie lewej ręki tarczę trójkątną po ówczesnym przetarciu jej z kurzu i obejrzeniu jej stanu. Ale raczej nie rozpadnie się po pierwszym mocniejszym ciosie, dlatego postanowił zabrać ją ze sobą.

Na sobie miał zbroję skórzaną, dlatego dlaczego nie miałby wziąć brygantyny? Być może to w przyszłości uratuje mu życie. Postanowił zdjąć pancerz z suchego ciała umarlaka. Jednak tym razem obejrzał dokładnie wszystkie części pancerza. Tarcza była tylko i wyłącznie ze stali, dlatego jest twarda nawet po tak długim oczekiwaniu na kogoś kto ją przyodzieje.

Obejrzał dokładnie zbroję ze wszystkich stron szukając jakiś uszczerbków i niedociągnięć. Pancerz na ciele wojownika musi być w tak samo dobrej kondycji jak on sam. Nathian był bardzo niepewny. Musiał być pewien, że ta brygantyna będzie w stanie obronić jego ciało nawet podczas silnego natarcia.

Jeśli uznał, że wszystko jest w porządku to zamienił pancerze i tak samo jak tarczę zostawił ją obok nieboszczka. Nie potrzebował zbędnego balastu, poza tym i tak zbroja zabrudziłaby się w szlamie z łap zombie. Wolał na razie go zostawić, ponieważ smród, który wcześniej czuł najprawdopodobniej wydobywał się z jego plecaka.

Uradowany z nowych znalezisk postanowił zostawić już w spokoju trupa i wyruszyć w dalszą drogę. Rozejrzał się jeszcze raz po komnacie, dokładnie badając czy nie pominął niczego równie ciekawego jak skarby tego zmarłego wojownika. Nie było mu wstyd za to co zrobił. Przecież jemu i tak się to na nic nie przyda.

Udał się w kierunku korytarza, który był jedynym wyjściem z tego przedziwnego miejsca.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-08, 20:27   

Oczywiście, odrzucić na bok psychiczne aspekty swego czynu było dość łatwo. Trup nie potrzebował tych rzeczy, zaś Nathian jak najbardziej. Zabranie ich wydawało się być słuszne z niemal każdego względu, od praktycznego począwszy, na ekonomicznym skończywszy.

Gorzej było z aspektem czysto fizycznym. Co tu dużo mówić, grzebanie przy ciele, nawet tak starym i "suchym" jak to, nie należało do żadnej przyjemności.

Trójkątna tarza okazała się być znakomitym znaleziskiem. Pomimo wieku, ząb czasu nie zdołał się na niej solidnie odgryźć i z pewnością nadawała się do użytku w jeszcze niejednej bitwie. Nieco szwankował pas, na którym można było ją przewiesić przez plecy - jeden z zawiasów chodził dość luźno, ale nie był to na razie szkopuł, którym należało się przejmować.

Ze zbroją sprawa była o tyle skomplikowana, że należało jakoś ją z trupa ściągnąć. Nathian nigdy nie miał do czynienia z brygantyną, toteż system sprzączek i pasów sprawił mu nie lada kłopot. Konieczność bardzo bliskiego kontaktu z trupem obrzydzała go niemal w równym stopniu, co walka z zombie.

*plask*

Aż podskoczył ze strachu na dźwięk uderzenia czegoś twardego w coś bardzo miękkiego. Głuche, mokre plaśnięcie. Z trudem uzmysłowił sobie, że to głowa trupa, w wyniku mocowania się ze zbroją, odpadła od ciała i wylądowała na cielistej podłodze, wydając taki dźwięk.

Stracić głowę w takiej sytuacji...

Główne płyty pancerza były w stanie bardzo dobrym. Sprzączki należałoby w większości wymienić i przede wszystkim odpowiednio zakonserwować, ale póki co trzymały mocno i dało się je spiąć, toteż Nathian uznał, że również to trofeum weźmie dalej ze sobą.

[zaktualizowano]

Gdy dokończył tego dzieła, powolnym krokiem ruszył w stronę korytarza. Jakież jego było zdziwienie, gdy w połowie drogi jego uszu dobiegł dziwaczny krzyk, zakończony świńskim pochrumkiwaniem.

- ŚWINIA !! KWIIIIIK !!

Korytarz po niecałych kilku metrach przechodził w komnatę, podobną do obecnej. Nathian póki co nie widział jej jednak w całości. Ani tym bardziej nie widział źródła dziwacznego dźwięku.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-08, 20:48   

Nathian ucieszył się ze swojego znaleziska. Nie lada gratka znaleźć takie przedmioty. O ile przy zamienianiu tarczy nie było problemów o tyle zdjęcie brygantyny z trupa nie było miłe. Starał się za wszelką cenę nie patrzeć na jego ciało, a głowa odpadająca z plaskiem na ziemię przyprawiła go o dreszcze i zimny pot na plecach. Potrzebował tych przedmiotów lecz czuł, że nie będzie miał przez to dobrych snów.

Z pełnych grozy rozmyślań wyrwał go dziwny krzyk. Co to mogło być? Co za świnia? Co jeszcze czekało go w tym przedziwnym wymiarze?

Na języku czuł jeszcze posmak cegły więc splunął siarczyście za siebie. Musi wziąć się w garść. Cokolwiek tam go spotka musi zachować zimną krew i mieć głowę na karku. Jak na złość przed oczami pojawił mu się obrazek sprzed kilku chwil. Zrobiło mu się niedobrze.

Chwiejnym krokiem powoli posuwał się w głąb pomieszczenia poprzez korytarz. Wysokie sklepienie denerwowało go, wciąż czuł się nieswojo.
Gdy doszedł do kantu "ściany" korytarza, wyjrzał ostrożnie zza niego. Wolał nie ryzykować, dlatego starał się zachować jak największą rozwagę i skupienie. Trup na wejście nie wróżył nic dobrego.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-08, 20:59   

Trupy na wejście rzadko kiedy wróżą cokolwiek dobrego.

Póki co jednak Nathian pozostawiał za sobą ciało z myślą, że zostawia za sobą śmierć a zmierza ku życiu. Kto wie? Może i tak mogło być w istocie.

- ŚWINIA !!

Kolejny kwik, zakończony bardzo wysoką nutą zarzynanego prosięcia nieomal sprawił, że wojownik podskoczył ze strachu i zdziwienia pod samo wysokie sklepienie korytarza. Ostrożnie wyjrzał zza rogu komnaty rozglądając się wokoło...

Chrumkanie warchlaka było w pierwszej chwili wszystkim, co dotarło do jego głowy. Przed swoimi oczami miał bowiem... prosię. Nie do końca zwykłe prosię, ale jednak.

Zwierzak ten bowiem stał na tylnych raciczkach. Ubrany był - tak! Nathian ledwo wierzył własnym oczom! - w lekki skórzany pancerz, zaś w przednich łapkach trzymał oburącz nabitą kolcami maczugę. Zasadniczo, patrząc na pysk, czy też może ryj prosiaka, możnaby rzecz, że ma w sobie coś z człowieka. I nawet nie chodziło tu o rozmiary, gdyż istota była wzrostu przeciętnego człowieka i dość skromnej budowy ciała, co o mimikę. W jej oczach, w jej ryjku i w jej śmiesznie oklapniętych uszach było coś ze zmęczonego życiem człowieka. Choć nie w sposób było zrozumieć, czy istota "rozumowała" i była świadomą inteligencją.

Póki co spojrzała badawczo na przybysza z rogu sali podobnej wielkości co poprzedniej, jeno pozbawionej korytarzy czy drzwi i wrzasnęła na cały głos:

- ŚWINIA !! - i zachrumkała, nie ruszając się ani o centymetr.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-08, 21:13   

Nathian był tak skupiony na marszu i otoczeniu że niespodziewany krzyk czy raczej kwik tego "świnipodobnego" humanoida sprawił że krew w żyłach mu się zburzyła. Czuł jak serce łopocze niczym ptak w klatce. Krew pulsowała mu w skroniach, jednak za wszelką cenę starał się utrzymać równowagę wewnętrzną.

Po strachu nadeszło zdziwienie. Gdy wreszcie spojrzał na to coś, co wydawało te dziwne odgłosy był pełen zdumienia. Nigdy w życiu nie widział nic podobnie zdumiewającego. To odziane w ludzkie ubrania stworzenie sprawiło, że aż otworzył szeroko oczy.

Jednak widok broni jaką potwór dzierżył w dłoniach jeśli można to tak nazwać ostudziła jego emocje momentalnie. Wiedział już czego może się tu spodziewać. Dlatego postanowił nie ryzykować i jednym sprawnym ruchem całego ciała ustawił się w pozycji obronnej.

Lewa ręka z nowym nabytkiem - tarczą trójkątną powyżej szyi, zaś prawa z mieczem, schowana zdradziecko za tarczą gotowa do nagłego ataku. Zaparł się prawą nogą o podłoże jak tylko mógł najwygodniej na wypadek niespodziewanej szarży.

Jednak skoro monstrum nie ruszyło na niego do tej pory więc raczej nie miało aż tak niecnych celów. Jednak Nathian wolał być gotowy na wszystko, a przede wszystkim na walkę.
Świnia wydawała się rozumieć ludzką mowę dlatego Nathian przemówił doń twardym głosem:

- Co tu robisz potworze! Coś ty za jeden!

Prawdę mówiąc nie spodziewał się odpowiedzi, ale wolał się jednak spytać wcześniej, bo jakoś nie widział stąd wyjścia innego niż to z którego przyszedł, więc rozmowa z tym tworem czyjejś chorej wyobraźni na pewno w czymś może mu pomóc.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-09, 10:13   

Jak widać ten, kto powiedział, że w życiu widział już wszystko, mógł się naprawdę setnie zdziwić. Życie potrafiło zaskakiwać. Cudze chore fantazje i magiczne aberracje również, jak widać było na przykładzie.

Nathian wkroczył do pomieszczenia, sugestywnie przygotowując się do walki. Stalowa płyta tarczy opadła nieco niżej tak, by górną krawędzią zasłaniała to jakże wrażliwe miejsce, jakim jest szyja. Miecz nadal pozostawał w pogotowiu, gotów w każdej chwili do ukąszenia przeciwnika. Paski brygantyny lekko skrzypiały, błagając o troskliwe zaopiekowanie się nimi przy najbliższej okazji.

- Co tu robisz potworze! Coś ty za jeden! - słowa Nathiana odbiły się pustką od ścian sali.

Była bliźniaczo podobna do tej, którą dopiero zostawił za sobą. Brak drzwi czy jakiegokolwiek korytarza dalej frapował jednak. Podobnie jak brak trupa. Choć z drugiej strony nikt nie mówił, że zaraz się tu nie pojawi jakiś... Ciało wojownika nie było ogryzione przez jakąkolwiek istotę, co kazało sugerować, że świnia nie gustuje w mięsie ludzkim, aczkolwiek nic nie stało na przeszkodzie, by zdecydował się wbić maczugę prosto w czaszkę intruza.

Póki co jednak dziwaczny stworek wpatrywał się swoimi małymi, czarnymi i okrągłymi jak groszki oczkami prosto w Nathiana sponad swojego szczeciniastego ryjka.

- Świnia? - rzekł pytająco, już ciszej, niż ostatnim razem.

Nie ma to jak inteligentny dyskurs.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-09, 10:24   

Nathian zerknął nerwowo na potwora, co to miało wszystko znaczyć? Może to jest jakiś strażnik, który zareaguje tylko na odpowiednią komendę lub coś podobnego. Nie wiedział co ma myśleć, ale podejrzewał, że jeśli zaatakuje "świnię" już raczej nie wydostanie się z tego przeklętego miejsca.

Kim był zatem ten wojownik, którego truchło znalazł w poprzedniej komnacie? Nekromanta mówił, że tylko Nathian może przejść przez tą ścianę. Więc albo się mylił albo musiało być stąd jeszcze jakieś wyjście o którym chwilowo nie wiedział.

Szkoda, że nie zwrócił uwagi na jego ciało. W jaki sposób umarł? Trafiony bronią tej szkarady czy raczej z pragnienia.

Rozmowa z potworem raczej nie miała sensu, jednak bał się zaatakować, wolał nie robić nic pochopnie bo będzie tego żałował w przyszłości.

- Rozumiesz ludzką mowę, szkarado? Odpowiadaj! - syknął do warchlaka powoli go okrążając z lewej strony. Nie tyle co by mieć lepszą pozycję do walki, ale żeby obejrzeć ścianę, którą zasłaniała mu krawędź korytarza. Miał wielką nadzieję, że będą tam drzwi, lub jakieś przejście. Cokolwiek.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-09, 17:12   

Kolejny krok w głąb sali. Kolejne wielkie nadzieje. Płonne.

Sala była pusta. Nie licząc istoty oraz Nathiana. Najzwyczajniej w świecie pusta. Nie było w niej nic... a w każdym razie nic Nathian nie widział ani nie zauważał. Jeno bioniczna, organiczna tkanka pokrywająca podłogę, ściany, oraz sufit.

No i świnia.

- ŚWINIA !! - zaryczał stworek widząc, jak Nathian zbliża się do niego.

W zasadzie ciężko mu było się dziwić. Nie dość, że znikąd pojawia się tutaj zbrojny człowiek, to jeszcze w pozycji bojowej zaczyna zmieniać swoje położenie. Stworek miał prawo czuć się zaniepokojony.

Nabijana kolcami maczuga zakreśliła kilka nerwowych łuków w powietrzu, wyraźnie mówiących bohaterowi, by nie zbliżał się już więcej.

- Rozumiesz ludzką mowę, szkarado? Odpowiadaj! - zapytał Nathian.

Zapytał właściwie w pustkę, choć...

- Rozumie, oczywiście, że rozumie. Sam kiedyś był człowiekiem. Niestety, obecnie jego możliwości prowadzenia konwersacji są dość mocno ograniczone.



Nathian odwrócił się gwałtownie, zaskoczony. Głęboki, lekko chrypiący głos mężczyzny był tak wielkim szokiem, że młodzieniec wbrew sobie poczuł, jak zimna stróżka potu spływa mu po skroni.

Widmo było wysokie. Miało może dwa metry wysokości. Zarazem było niezmiernie szczupłe, sprawiając wrażenie, jakby ledwo stało. Choć może to wina materii, jaka je otaczała? Podobnie jak cień, spotkany w krypcie pod Dorienburgiem, widmo nie było do końca materialne. Jego kontury drgały, ruszane niewidzialnymi podmuchami powietrza, a poły czarnej materii pozorującej płaszcz falowały dziwacznie, asymetrycznie. W zasadzie nawet to nie dziwiło.

Po zobaczeniu "świni" niewiele rzeczy mogło zdziwić.

- Witaj w tej sferze, przybyszu - widmo skłoniło się.

O ile ten dziwaczny ruch ciała niematerialnej, lewitującej kilka centymetrów nad podłogą istoty można było uznać za ukłon.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-14, 18:46   

Nathian pomimo ostrzegawczych ruchów potwora nadal okrążał go starając dostać się do rogu komnaty, gdy nagle...

Na dźwięk głosu nieznajomego chłopak aż podskoczył z przerażenia. Był bardzo skupiony na obserwacji poczynań świni więc ochrypły szept był dla niego jak kubeł zimnej wody wylany na twarz. Jednym susem dopadł do rogu organicznej ściany, tak aby móc widzieć obu nieznajomych jeśli można uosobić obie szkarady.

Nathian nie bardzo wiedział co odpowiedzieć na słowa tej dziwnej postaci. Nie miał pojęcia co to za jeden. Ale nie było tutaj żadnego innego wyjścia dlatego poprowadzenie konwersacji z nieznajomym było póki co jego jedynym wyjściem. Mimo to wolał nie opuszczać broni.

- Co to za miejsce? Kim jesteście? Pamiętam tylko, że przeszedłem przez ścianę i znalazłem się tutaj. - wolał ominąć fragmenty o magach, nie wiedział po co, był po prostu przezorny.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-14, 19:14   

Instynkt wojownika wziął górę. Natychmiastowy obrót i dotknięcie plecami do nieprzyjemnie ciepłej, śliskiej, organicznej ściany. Nathian czuł, jak odrobina śluzu ścieka mu po włosach w dół karku, aż między łopatki.

Wzdrygnął się mimowolnie.

- Pytania, dużo pytań... - szeptem odpowiedziało widmo - ...jak zwykle. Dziwne. Choć raz mogliby tu wysłać kogoś, kto wie...

Duch lewitował kilka centymetrów nad ziemią. Zza niematerialnego kaptura ziało w stronę chłopca dwoje zimnych, głęboko niebieskich oczu, przeszywając go na wylot chłodem swoich spojrzeń. Wojownik mimowolnie czuł, iż nie ma przed sobą zwykłego cienia, z jakim miał już okazję walczyć, tylko coś znacznie... potężniejszego. Starszego. Nie wiedzieć czemu, Nathian podświadomie czuł, iż ma przed sobą starca. Przynajmniej w psychicznym tego słowa znaczeniu.

- Kim jestem? - jakby z rozbawieniem spytało widmo - To skomplikowane pytanie. Nazywaj mnie Nauczycielem. Będę twoim przewodnikiem po tym miejscu, o ile tylko tego zechcesz. Taka jest moja rola.

- ŚWINIA!! - wydarł się nagle imp, wymachując groźnie maczugą.

Zza kaptura widmo zachichotało cicho, z nieskrywaną złośliwością.

- Tak... twój poprzednik właśnie rzekł, byś mi nie ufał... - odparł wprost - ...wciąż nie może pogodzić się z faktem, iż jemu się nie udało. Choć przecież to nie on był winien, tylko ci, co go tu umieścili. Wysłali nieodpowiednią osobę, nieznajomy... najwyraźniej uznali, iż ty lepiej się do tego nadasz.

Nathian, choć zadał pytania i spodziewał się konkretnych odpowiedzi, mimo woli usłyszał jeszcze więcej zagadek. No i wciąż nie odpowiedziano mu na pytanie, czym właściwie było to cieliste miejsce.

- Jak cię zwać, nieznajomy? - zapytało widmo - Podaj imię, byle jakie, tak, bym miał się jakoś do ciebie zwracać...
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-15, 16:35   

Nathian czuł że jest mu niedobrze. Siedział od kilku godzin na cmentarzysku przepełniony strachem i obrzydzeniem. Był wyczerpany, śmierdział od potu i stęchłych łap zombie, które wystawały mu z plecaka. Jeszcze na koniec trafił tutaj. Do wypełnionej organiczną breją sfery, gdzie musi dodatkowo przemęczać wykończony mózg durnymi pytaniami i zagadkami.

A może to tylko sen? Może zemdlał zanim doszedł do ściany przed nekromantą? I niedługo obudzi się w łóżku u kowala Delverta, przyniesiony przez Sir Trevora, który dzielnie pokonał obu swoich przeciwników?

- Skąd mam wiedzieć co on powiedział, przecież go nie rozumiem. A swoją drogą bardzo mądrze powiedział. Nikomu nie wolno ufać, gdybym zastosował się do tej zasady wcześniej prawdopodobniej nie rozmawiałbym z tobą w tej chwili. - wysyczał przez zęby do widma.

- Nazywaj mnie Servo, nauczycielu. A teraz najważniejsze pytanie jakie chcę ci zadać. Co muszę zrobić żeby wydostać się stąd żywy i z artefaktem w dłoni. Bo na pewno będzie jakaś próba, skoro jemu się nie udało - tu skinął na prosiaka.

Kiedyś marzyłem, żeby zabijać nieumarłych i potężne potwory w nieznanych nikomu pieczarach. Chciałem ratować niewinnych ludzi i odkrywać tajemne skarby.- pomyślał zerkając to na świnię to na widmo - Teraz wiem jak bardzo się myliłem. Tęsknię za domem, jeśli mam coś takiego. - łza spłynęła mu po poliku.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-16, 15:01   

- Servo, Servo... - powtórzył Nauczyciel, smakując w niematerialnych ustach to imię - ...może być Servo. Lepsze takie, niż żadne. Nie musisz być szczery. Nie musisz mi ufać. Sam szybko przekonasz się, co będzie dla ciebie lepsze.

Demonik o kształcie świni przestał wymachiwać maczugą. Położył po sobie oklapnięte, trójkątne uszy i - spuściwszy nos w dół, z nieco przerażoną miną - odsunął się daleko, aż w przeciwległy kąt pomieszczenia. Jak najdalej od Nauczyciela.

Fakt faktem, nawet Nathian musiał przyznać, że czuł się bardzo nieswojo w jego towarzystwie. Może to wciąż świeże wspomnienie po walce w krypcie nie pozwalało mu zebrać myśli choć na chwilę logicznie?

- Próba? - powtórzył Nauczyciel - Nie... ta strefa nie jest nastawiona na "próby". Tu nikt nikogo nie testuje. Jeśli będzie ci przeznaczone, po prostu stąd wyjdziesz. Jeśli zaś ci, którzy cię tu wysłali się mylą... wtedy twój los stanie się podobny do tego, którego zbroję nosisz, lub którego widzisz tutaj - skinął korpusem w stronę świni - aby tu przetrwać nie wystarczy być silnym czy sprawnym. To nie egzamin. Tu po prostu albo się żyje, albo nie. Jest to bezpośrednio związane z pierwotnym twórcą tego miejsca...

Ostatnie słowa Nauczyciela znów zabrzmiały tajemniczo. Zanim jednak Nathian miał okazję pytać dalej, widmo rzekło:

- Myślę jednak, że łatwiej ci będzie to zrozumieć, gdy zobaczysz, co znajduje się w kolejnej komnacie.

To powiedziawszy, ruszył na północ. Dokładnie naprzeciwko korytarza, którym przybył tu Nathian... doszedł do ściany i po prostu przez nią przeszedł. No tak. Ale on był niematerialnym widmem. Nikt nie powiedział, że Nathian też tej sztuki dokona.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-16, 22:27   

" Przeznaczenie, od niedawna ciągle to słowo obraca się wokół mnie. Czy naprawdę będę w stanie zdobyć artefakt nie umierając lub zmieniając się w prosię? - pomyślał zerkając z troską na impa"

Splunął siarczyście na organiczną podłogę. Im szybciej stanie naprzeciwko temu co go tutaj czeka tym lepiej. Wolał nie myśleć co się stanie jeśli zamieni się w świnię. Wolał już umrzeć niż zostać tutaj.

Żwawym krokiem podszedł do ściany za którą zniknął przed chwilą nauczyciel. Może wystarczy przez nią przejść tak jak poprzednio? Albo po prostu rozwalić tą breję. Spojrzał nerwowo na prosiaka. Jakby domagając się jakiegoś ludzkiego odruchu. Skinięcia głową lub czegokolwiek.

Potem odwrócił się z powrotem do ściany i wziął głęboki oddech. Najpierw spróbował jej dotknąć. Nie było to zbyt przyjemne, ale musiał spróbować. Jeśli nic szczególnego się nie wydarzy to po prostu przywali w ścianę mieczem. Nie wygląda na jakąś szczególnie solidną. A spróbować zawsze warto.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-18, 15:54   

Po prosiaku szczególnie ludzkich odruchów spodziewać się nie należało. Jego małe, paciorkowate oczy wlepione były okropnie w Nathiana sponad jego szczeciniastego ryjka. Prosiak kwiknął urwanie widząc, jak bohater również zbliża się ku ścianie.

Organiczna, pokryta dziwnym śluzem breja. Breja, która według wszelkich prawideł już dawno powinna była sama się rozpłynąć w niebyt. Roztopić. Spłynąć. A którą niewiadoma siła trzymała w pionie i tworzyła zeń ciało stałe.

Nathian ostrożnie, jakby bojąc się kontaktu dotknął rękawicą miejsca, w którym zniknął Nauczyciel. I w tym momencie ściana rozstąpiła się. Po prostu. Rozsunęła się cicho, w akompaniamencie jedynie organicznego plaśnięcia na obie strony.

Za nią bohaterowi ukazał się szeroki na pięć metrów, a wysoki na ponad dziesięć korytarz, którego końca nie było widać. Wykonany z podobnie organicznej substancji, różnił się jednak znacznie od poprzednich.

Jego ściany pokryte były podobnymi runami i znakami, jakie Nathian widział już na ścianie, w którą pierwotnie wszedł nie tak dawno temu. Podobnie jak wtedy, również teraz bohater nabrał pewności, iż jest w stanie znaki te odczytać...
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-18, 18:46   

Mimo to, że prosiak nie dodał mu otuchy pokazując cokolwiek przyjaznego, to i tak jego spojrzenie podniosło go trochę na duchu. Ostrożnie, bardzo powoli skierował rękę do ściany...

Serce zamarło mu na chwilę przed dotknięciem, nie wiedział dlaczego, ale się bał. Może tego, że tutaj utknie, może zamiany w prosiaka, a może śmierci.

Odetchnął z ulgą kiedy organiczna brama rozstąpiła się przed jego dłonią. Szeroko otworzył usta na widok kolejnego korytarza. Znów pojawiały się te dziwne runy. Wtedy, gdy za poleceniem nekromanty przeszedł przez ścianę poczuł, że dzieje się coś dziwnego. Jakby w kilka sekund nauczył się całego języka. Teraz czuł to samo. Czuł, że może przeczytać to co jest tam napisane.

Ogarnęła go dziwna ciekawość. Miał ogromną ochotę obejrzeć te ściany. Może to pułapka? Jednak szybkim krokiem podszedł do najbliższych run i łapczywie zaczął czytać to co jest tam napisane.

Dziwnie się czuł, ale ciekawość była zbyt duża żeby mógł się oprzeć.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-19, 22:55   

Nathian, wiedziony jakże typową dla przedstawicieli swojego gatunku ciekawością, postanowił zbadać bliżej nieznane... czy też może znane mu doskonale runy pokrywając ścianę. Gdy tylko znalazł się przy niej, uświadomił sobie, iż runy, to nie jedyne, co dostrzega. Dopiero teraz, uważnie się przyglądając zauważył, iż runy pokrywały tylko dolną połowę ściany. Powyżej, od wysokości 150 centymetrów znajdowało się... coś.

"Coś" może nie było najtrafniejszym określeniem oddającym sens sprawy, ale powiedzmy sobie szczerze - jak inaczej określić falującą, kolorową powierzchnię chaosu? Zajmowała ona cztery metry w pionie i sześć w poziomie. Była ogromna. Wyglądała jak żywy, falujący obraz. Obraz, który obecnie gotował się od środka. Jego powierzchnia co i rusz wybrzuszała się i wybuchła gęstymi, oleistymi bąblami kolorów.

"KREACJA"

Duże runy umieszczone tuż pod "obrazem" głosiły właśnie to słowo. Kreacja... kreacja czego? Tytuł krążył po umyśle Nathiana jak oszalały. I wtedy chłopak zamarł z wrażenia. Jakby wywołane siłą jego myśli, kolory przestał chaotycznie ruszać się. Przestały wywoływać wymioty swą feerią. Zaczęły płynnie przemieszczać się, każdy na swoje miejsce. Wreszcie powierzchnia ściany uspokoiła się i wydała na świat swoje długo i w bólach rodzone dziecko.



Obraz przedstawiał skrzydlatą postać, z szeroko rozpostartymi skrzydłami i ramionami. Bynajmniej nie był to dobry duszek. Istota wyposażona była w głęboko czerwoną skórę oraz rogi wystające sponad zębatego pyska. Demon, gdyż nim niewątpliwie była ta maszkara, oświetlony był w zastanawiający sposób od spodu. Obraz pokazywał go jednak tylko od pasa w górę umięśnionej potężnie klatki piersiowej, toteż źródło światła pozostawało zakryte. Całość wyglądała nieco, jakby demon wydobywał się ze skały, jaka znajdowała się przed nim. Jakby się... rodził.

Pod napisem "KREACJA" również znajdował się rząd run. Nathian mógł je przeczytać, lub ruszać dalej. Nie wiedzieć czemu, podobnych stref obrazu i run było w korytarzu więcej.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-20, 08:36   

Nathian po podejściu do ściany dopiero teraz zwrócił uwagę na tą dziwną substancję która pokrywała górną część ściany. Jedyne słowo jakie skojarzyło mu się na widok tej "Kreacji" był chaos. Babcia zawsze opowiadała że na początku był chaos, lecz mały chłopiec nigdy nie mógł sobie tego wyobrazić.

Chłopak obejrzał ze zdziwieniem a jednocześnie przerażeniem na tworzący się kształt demona. Jednak nic poza tym się nie stało. Nie wiedział co ma myśleć.

Lecz jednak, gdy odwrócił się w stronę dalszych części korytarza i spostrzegł, że jest takich "ekranów" więcej od razu do głowy przyszło mu jedno. W tym korytarzu jest pokazana w wizualny i piśmienny sposób jakaś historia. Nie wiedział o czym mówiła, ale zaraz się dowie.

Zerknął na podpis pod "KREACJĄ". Spodziewał się jakiegoś krótkiego opisu i dat, które powiedzą mu co się wydarzyło.

Gdy odczytał runy zawarte pod obrazem udał się do kolejnego w kolejności ciągu run i postarał się wywołać kolejny obraz jaki tam się znajdował.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-20, 13:48   

Ciąg znaków znajdujący się bezpośrednio pod obrazem zwykłemu człowiekowi nie powiedziałby zapewne nic. Ot, znaczki. Pozbawiony sensu ciąg kresek, kółek, innych figur geometrycznych. Może jakaś bardziej inteligentna postać zauważyłaby, iż niektóre z tych symboli ma tendencję do powtarzania się. Że razem tworzą coś w rodzaju słów, zaś te razem - zdań. I tylko to, gdyż poza tym wnioskiem nie miałoby miejsce żadne inne odkrycie. Tak niewątpliwie wyglądałaby sytuacja zwykłej osoby.

Nathian jednak do końca taki zwykły nie był.

Już podczas spotkania z magiem poczuł, iż instynktownie rozumie treści zapisane tym dziwnym pismem. Zupełnie tak, jakby posługiwał się nim odkąd tylko sięgał pamięcią. Jakby sztuka jego rozumienia została mu przekazana wraz z mlekiem matki. Tajemne, niedostępne dla zwykłych śmiertelników pismo gogów i demonów...


"I przyszedł czas - głosił napis - że Pan Zastępów wzrósł gniewem, skierowanym na swych pomocników. Pięciu ich było, a każdy mógł równać się w boju z całą armią śmiertelnych. Istoty te były najbardziej zaufanymi poplecznikami Pana i sprawowały komendę nad jego armiami. Stało się jednak tak, iż zawiedli, a w Wielkiej Bitwie główny trzon armii został zdruzgotany, zaś tron Pana zachwiał się w posadach. Zapałał tedy Pan gniewem, a gniew Jego był straszny. I zstąpił ze Swego tronu, a ogień i pożoga postępowały za nim. Kolejno pięciu swych oficerów rozpłatał, głów pozbawił i wystawił na żer wilkom i krukom, aby te pożywiły się ich martwymi ciałami.

I rzekł wtedy Pan:

- Zamiast pięciu, stworzę jednego. Jednego, utworzonego na mój obraz i podobieństwo, a uczynię go najdoskonalszym z mych tworów. On to będzie mym zaufanym bratem i jego uczynię najpotężniejszym spośród moich Zastępów. On też stanie na ich czele i poprowadzi je do boju, a wróg i sam Aesir zadrżą na sam dźwięk jego imienia!

I Pan zamknął się w swym pałacu na siedem dni i siedem nocy. Nie wychodził zeń i ni jadła, ni napoju nie wołał. Tylko wichry potężnej magii oplotły cała budowlę, aż każdy demon i każdy imp uciekli z niego w popłochu. Ósmego dnia rano, gdy wichry się uspokoiły wrócili, a wracając zobaczyli dzieło Pana, zaś widząc je - zadrżeli ze strachu przed jego potęgą.

Wyrzeźbionego z Wulkanu. Zrodzonego z Magmy. Płomiennego Ducha. Miecz Zastępów. Pierwszego Wybrańca.

Ydeona."



Imię Ydeon nic Nathianowi nie mówiło... ale treść notki kazała czuć do niego szacunek. Kimkolwiek by nie był. Najwyraźniej przewidywania bohatera okazały się słuszne, zaś korytarz ten stanowił coś w rodzaju Sali Pamięci, czy czegoś podobnego ku czci owego Ydeona.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Lazaru 
Poszukiwacz Przygód
Nigdziebądź.



Wiek: 32
Dołączył: 27 Paź 2007
Posty: 229
Wysłany: 2008-07-26, 09:40   

Dziwne to było uczucie czytać te runy. Nathian czuł się bardzo dziwnie. Tępo czytał znaki wyryte na ścianie jednak w głowie następowało zrozumienie tego co "czyta". Rozumienie rozumieniem jednak przeczytany tekst nic dla niego zrozumiałego nie wniósł. Pierwszy raz słyszał taką historię i nie znał żadnych z nią powiązanych. Nie umiał określić kiedy to się działo i czy w ogóle się to wydarzyło.

Miał nadzieję, że następne inskrypcje przybliżą mu choć trochę wydarzenie tu zawarte.

Nigdzie nie widział nauczyciela. Może zamiast czytać to wszystko powinien się udać w głąb korytarza i go poszukać. Jednak wolał zostać tutaj. Nie spieszyło mu się do zmiany w świnie.

Dlatego podszedł do kolejnej inskrypcji i obejrzał obraz oraz przeczytał podpis pod nim.
_________________
Oo
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-07-30, 18:09   

Przy kolejnym obrazie sytuacja powtórzyła się. Wystarczyła chwila wpatrywania się w bulgoczącą, płynną powierzchnię oleistego chaosu, by z wielokolorowej masy wyłonił się obraz. Obraz utrzymany w idealnej jakości. Niczym najprawdziwsze w świecie zdjęcie.

Kto wie, może faktycznie nie było to malowane niczyją ręką.

Tym razem runy, przemieszczając się od nic nie znaczącej frazy po zupełnie zrozumiałe słowa utworzył wyraz: "POTĘGA"



Obraz zaś wyłonił potężną postać umięśnionej, rogatej bestii, ubranej w trudny do opisania pancerz, będący krzyżówką między zbroją płytową a pierścieniową. Nagi tors istoty wyglądał masywnie i potężnie, zaś wprawne oko autora obrazu nie skąpiło nawet takich detali, jak krople potu nań się znajdujące. Demon, czymkolwiek by nie był, budził respekt i strach samą posturą. Zaś w walce musiał być jeszcze groźniejszy.


"I rzekł Pan do swego umiłowanego sługi:

- Weź sześć razy po sześć sług z mych zastępów. A ten, kogo wybierzesz niech ci nie odmówi, pod groźbą kary. Weź ich i uczyń z nich swoich uczniów i niewolników. A z nimi pogrom mych wrogów.

Był to bowiem czas, gdy Wróg coraz mocniej napierał na Pana i Bramy miały wkrótce zostać zdobyte. Nikt jednak się nie lękał wiedząc, jak wielki i potężny jest Pan, jak daleko rozpościera się Jego władza.

I wybrał Ydeon sześc razy po sześciu pomniejszych demonów i uczynił z nich swoich niewolników. Krwi i potu z nich nie szczędził. Impy przez siedem dni i siedem nocy nieprzerwanie tworzyły dla niego broń i pancerz, a sam Pan obdarzył go ułamkiem swoich mocy.

I gdy uznał Ydeon, że przygotowania został zakończone, zebrał swych niewolników i rzekł im:

- Idźcie za mną. A niech Wróg nasz drży i kuli się ze strachu. Albowiem myśli i żyje w przekonaniu, iż zwycięstwo ma w zasięgu ręki, tymczasem dziś spotka na polu bitwy swoją śmierć. Idźcie i nikogo nie szczędźcie! Pokładajcie sił i wiarę w naszym Mistrzu! Dusze tych, których dziś zabijemy zostaną złożone mu w ofierze!

I mówi pismo, że w ten oto sposób wypełniły się pradawne runy oraz słowa Pana. <Przyjdzie w najgorszą chwilę czas zemsty i krwawej rzeźni wśród mych wrogów>. Ydeon oraz jego niewolni podczas Bitwy o Bramę zabili dziesięć razy po dziesięć, po trzynaście Paladynów Wroga. Krew ich, choć walczyli o godzinę drogi od tego miejsca, dotarła aż pod Bramę. Ydeon sam pokonał Wielkiego Mistrza Zakonu, stojącego na czele tej bitwy, zaś jego głowę rzucił pod nogi Panu.

- Zaprawdę, najdoskonalszym jesteś, pośród sług moich - rzekł Pan.

Sława i strach, jaki otaczał imię Ydeona wzrósł od tamtego czasu jeszcze bardziej. Nie było zaś nikogo w zastępach Wroga, który by nie drżał w myśli na samo wspomnienie nazwy Bitwy o Bramę."


Kolejny enigmatyczny zapis. Nadal imię Ydeon, czy też nazwy takie jak Pan, Bitwa o Bramę, czy Wróg nie mówiły Nathianowi nic. To jednak nie był koniec obrazów. Chłopak widział na swojej drodze jeszcze dwa.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group