„Nie ma drogi która nie prowadziłaby do celu, nie ma drogi którą nie dałoby się powrócić, nie ma drogi która gdzieś się nie kończy, poza drogą do śmierci”
Na zachód
Dzień był słoneczny, wręcz upalny, niebieskie niebo nagie pozbawione osłony choćby jednej chmurki nie zapraszało do pieszych wędrówek proponując mieszkańcom miasta Broln raczej zimny kufel piwa w cieniu wielu karczm tej metropolii. Piwo jak i inne trunki były w tych czasach bardzo popularne, a to za sprawą niedawnych wydarzeń i ich wpływu na psychikę i życie jego mieszkańców. Atak jaki nastąpił na to miasto był zuchwały i bardzo efektywny wyrządzając ogromne straty w wieży magów ale jeszcze większe w sercach ludzi tam żyjących. Wszystko się zmieniło, a może niewiele, dość że karczmy przeżywały teraz pełny rozkwit, a handel alkoholem był naprawdę bardzo opłacalny. Jak już zostało powiedziane piesze wędrówki były tu raczej mało popularne no chyba że do kolejnej przystani alkoholowej.
Ten trend nie objął jednak Lor'qua'ayg "Eurus" Goldshield, młodego adepta sztuki magicznej który zmierzał do bram miasta magów z zamiarem jego opuszczenia. Nie zwracał on już uwagi na otaczającą go architekturę którą poznał dogłębnie przebywając w tym mieście przez okres nauki. Szedł równym spokojnym krokiem. Co ciekawe im bliżej był bramy tym więcej osób było na ulicach, jednak i tak były to nieliczne osoby w stosunku do czasów gdy tu przybył w oszukiwaniu nauki. Wreszcie dotarł w okolice bramy, widział tam tłum ludzi którzy przyglądali się jakimś wydarzeniom rozgrywanym w miejscu w którym jak pamiętał była kolejka prowadząca do miasta dla osób podążających pieszo. Widać było że dzieje się tam coś naprawdę ciekawego gdyż wszyscy zainteresowali się tym wydażeniem tracąc na jakiś czas zainteresowanie przebyciem ostatniego odcinka ich drogi przed dotarciem do celu jakim było Broln.
Także Lutthor "Zefir" Halat, młody człowiek chcący posiąść umiejętności najlepszych wojowników Sorii nie zwracał uwagi na lejący się żar z nieba. Podążał on gościńcem prowadzącym z Orienburga, stolicy państwa do Broln miasta magów, podobno jednego z najwspanialszych miast tej krainy, choć inni zachwalali także inne miasta ludzkie, jak właśnie De’sadie potocznie tak właśnie nazywała się stolica ich państwa czy też Esendia, miasto tańczących świateł. Tak naprawdę każde miasto miało swój urok i swe slumsy, każde było piękne i ohydne zarazem i każde warte zwiedzenia. Nie po to jednak wojownik wybrał się w świat by zwiedzać, ruszył w świat by nie stać w miejscu, by działo się cokolwiek i zalać smutek po rozstaniu z przyjacielem.
Szedł jednak na razie udeptaną droga którą podążało niewielu. Ostatnimi czasy mało ludzi zmierzało do tego miasta. Pogłoski o wielkim ataku na tą stolicę magii rozeszło się po królestwie ludzkim z prędkością wiatru który mknie przez otwarte stepy, ugina źdźbła traw na przestronnych łąkach i porusza liśćmi drzew. W tej chwili wokół nie było nikogo, choć przecież był tak blisko miasta, szedł sam. Słońce mocno prażyło padając prosto z góry na gościniec, i choć szedł przez las nie miał się gdzie ukryć przed palącymi promieniami żółtej kuli. Jeszcze niedawno jak wszedł między drzewa poczuł przyjemny chłód który teraz pozostał tylko przyjemnym wspomnieniem. Cisza jaka otaczała bohatera była jakaś sztuczna pełna napięcia i gęsta niczym błoto. Zefir nie czuł się dobrze wśród tej ciszy, czuł się zagrożony do tego stopnia że pomimo upału na rękach pojawiła się gęsia skórka. Napięcie rosło czekając na moment w którym zostanie uwolnione, czekało na wybuch.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
"Już czuję tą wspaniałą atmosferę Broln. Ale gdzie się podziali wszyscy ludzie?..."
Rozmyślał.
"Ciekawe co się tam dzieje..."
Jako, że i tak miał sporo czasu postanowił to sprawdzić. Nie spiesząc, powoli szedł w stronę centrum zainteresowania wszystkich w okolicy.
Lutthor lubił szlak, którym podążał od niedawna. Był pozbawiony miejskiego zgiełku, hałaśliwych ludzi, a na trakcie mógł się czuć raczej bezpiecznie, bowiem z tego co najpierw usłyszał, a później zobaczył, niewiele osób podróżowało tą drogą, więc nie musiał się obawiać ataku bandytów, czy innych ludzi podróżujących gościńcem. Z drugiej strony, to, że nikogo nie było mogło wróżyć, że w okolicy znajdują się jakieś niezbyt przyjazne stworzenia, ale nikt go o tym nie poinformował, a o rewelacjach w "lesie między wsiami" dało się dowiedzieć nawet jeszcze zanim cokolwiek nastąpiło. Wszystko więc wskazywało, że Zefir znalazł w tym miejscu spokój i chciał iść dalej tym miejscem. Nie miał dokładnego celu, ale mówią, że najlepsze chwile w życiu, to te, gdy nie wiesz co Cię dalej czeka. Odetchnął świeżym powietrzem zamykając na chwilę oczy i rozejrzał się. Podobała mu się pogoda i okolica. Czuł wewnętrzny spokój. Nie przeszkodziła mu w tym uczuciu nawet nagła cisza.
_________________ ҳ̸Ҳ̸ҳ All those who has given their lives to uphold their beliefs ҳ̸Ҳ̸ҳ
Zdarzenie jakie rozgrywało sie przed bramą zaiste musiało być ciekawe gdyż żeby coś zobaczyć trzeba było wyminąć kilka furmanek pozostawionych bez opieki ich właścicieli oraz tłum ludzi skierowanych w tamte miejsce. Gdy w końcu udało mu się dotrzeć do miejsca z którego mógł się rozejrzeć zobaczył bardzo niecodzienną sytuacje. W otoczeniu kilku strażników stał elf z obnażonym krótkim mieczem w pozycji gotowej do ataku. Na jego broni widać było jeszcze ślady krwi i jedną cienką strużkę tego rubinowego płynu spływającą w dół. Obok elfa na ziemi siedział człowiek trzymając się za rękę z której obficie płynęła krew, zaś przy nim stał inny mężczyzna cały czas krzyczący groźby i przekleństwa pod adresem elfa. Szybko jednak jeden ze strażnik zabrał rozwrzeszczanego człowieka kierując go w stronę miasta i odprowadzając pod swą kontrolą. W niewielkiej odległości od osób tam będących stała srebrnowłosa elfka ogromnej urody. Mówiła coś w kierunku kapitana straży, a ten zwracał się właśnie do niej. W pewnym momencie na wyraźny rozkaz dowódcy strażnicy opuścili swe miecze a on ponownie zwrócił się do srebrnowłosej elfki.
Las otaczał Lutthora z obu stron zapraszając swym cieniem do odpoczynku i przeczekania czasu gdy słońce idealnie wręcz oświetlało drogę biegnącą do miasta. Cisza nadal gęstniała, wojownik nie słyszał nawet ptaków czy owadów. Ze pewnym zdziwieniem zauważył że nie atakują go żadne owady, ani muchy, ani komary, nic. Całkowita cisza i spokój. Wojownik czuł potrzebę krzyku, przerwania ciszy i napięcia jakie go otaczało.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Zefir nie czuł się dobrze. Rozejrzał się wokół siebie, wyciągnął ręce przed siebie i spojrzał na nie. Następnie z lekkim podenerwowaniem zadecydował, że nie zamierza zostawać w tym miejscu, między innymi dlatego, że pora była jeszcze zbyt wczesna na odpoczynek, jednak przede wszystkim dlatego, że czuł wewnętrzny niepokój. Ufał instynktowi i nie chciał się zatrzymywać. Znał dobrze to uczucie i wiedział, że nie wróżyło niczego dobrego, dlatego zebrał zimną krew w sobie i ruszył w stronę miasta.
_________________ ҳ̸Ҳ̸ҳ All those who has given their lives to uphold their beliefs ҳ̸Ҳ̸ҳ
Kiedy do Eurusa dotarły wszystkie wiadomości stwierdził, że nie ma tu za wiele do roboty. Pomimo iż nie widywał elfów zbyt często w tych stronach, nie były to istoty szczególnie interesujące go w tej chwili, aczkolwiek jego ciekawska natura kazał mu czekać na rozwój wydarzeń.
"Ciekawe po co tu przybyły?"
Po chwili zastanowienia postanowił dokładniej przyjrzeć się wydarzeniom i dowiedzieć się w miarę możliwości co się tu stało. Zapytał o to najblizszego człowieka.
Sorki ale nie mam pojęcia co Ty chcesz zrobić - oni się tam prawie tłuką i rozmawiają ze strażą więc na rozmowę to raczej bym nie liczył.
A po drugie to gdzie Ty w końcu idziesz z powrotem do miasta czy całkiem opuszczasz je łącznie z podgrodziem, czy zostajesz i przyglądasz się sytuacji.
Sorry źle się zrozumieliśmy, juz poprawione.
Ostatnio zmieniony przez pierreau 2008-10-07, 12:15, w całości zmieniany 1 raz
Eurus stał patrząc w kierunku tego co rozgrywało się pod czujnym okiem straży jak i gapiów zmierzających do miasta. Młody mag widział jak od strony miasta przybył jakiś mały człowieczek podszedł do leżącego na ziemi i po zbadaniu przedstawił swój osąd:
- Za dużo krwi wypłynęło z niego, raczej nie da rady przeżyć następnej godziny! - usłyszeli wszyscy wraz z Euruem.
Chwile trwała cisz po czym srebnowłosa odeszła kawałeczek i po chwili mag ujrzał jak kobieta klęka wyciąga rękę nad ziemię i coś szepce, a brązowe nici wraz ze srebnymi zaczynają wić się między ziemią a jej dłonią. Mag dokładnie widział jak nitki te splatane wprawną dłonią elfki zamieniają się w krzak jakiejś rośliny. Wszyscy wokół maga wstrzymali oddech by wypuścić go z głośnym odgłosem ulgi po usłyszeniu słów maginy:
-Proszę, Panie, podaj mu te owoce, powinny wzmocnić jego siły i zwrócić część życia, które ubyło mu razem z krwią. Nie wiem, czy ich efekt będzie wystarczający, aby uzdrowić go kompletnie, jednak dzięki nim powinien przeżyć i ozdrowieć na tyle, by jego życiu nie groziło już żadne niebezpieczeństwo. Później proszę Panie, zajmij się nim należycie. - powiedziała podając małemu człowieczkowi zerwane własnoręcznie owoce.
Zapytana przez maga kobieta która stała obok szybko streściła mu zajście:
- Bo widzicie, oni w jakąś bójkę się wdali, ponoć ją obrażono - wskazała na elfkę - i tamten tum na ziemi rękę ucioł i pewnie by się biedaczyna wykapała cała gdy ta mu tych śliwek nie dała, ale co ter znimi będzie to ni wim pewnikiem do pudła ich zamkną albo i gorzej bo to napaść była, a czy ją tam obrażono to jo ni wiem, ale po wyglądzie to mi ta panusia wygląda na takom co to o wszystko sie obraża i na wszystko fuczy - zakończyła kobieta pozostawiając magowi wnioski do wyciągnięcia.
W tym momencie cały orszak składający się ze straży, elf, srebrnowłosej i kapitana przeszedł obok zmierzając do miasta.
W tym czasie wojownik cały zdenerwowany napięciem jakie otaczało go wokół zebrał się w sobie by ruszyć do miasta. Przeszedł kilka kroków gdy usłyszał z krzaków po prawej stronie traktu odgłos jakby popiskiwania. Nie mógł tego dźwięku skojarzyć z żadnym zwierzęciem stąd odgłos ten go zaciekawił jednak intuicja nadal kazała mu się stąd wynosić. Napięcie rosło choć wydawało się że nie ma tu już miejsca i albo zaraz coś się stanie albo rozwieje się bez żadnego efektu niczym mrok przepędzony światłem poranka.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Zefir zatrzymał się w pół kroku. Odwrócił się w kierunku dziwnego pisku. Atmosfera, która wokół niego panowała była nerwowa i ta rozsądniejsza część rozumu mówiła "uciekaj idioto, znowu wpakujesz się w tarapaty". Ale żadna część ciała nie drgnęła. Nie dlatego, że się bał. Nie czuł strachu, oczywiście zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, które mogło na niego czekać, zawsze był na nie gotów, Zefir żył jak udomowiony kot, , który mimo że mieszka wiele lat w tym samym domu, zawsze jest czujny i gdy tylko coś lub kogoś usłyszy od razu stroszy uszy. Nie czuł jednak lęku. To co powstrzymywało go przed ucieczką, to druga część, która zdominowała jego życie, nieraz była darem, nieraz była przekleństwem, ale to była ta właściwa. Była żądna przygody, poznania świata, spotkania i doznania czegoś niezwykłego. Oczywiście bardzo możliwym było, że to co w psiknęło w krzakach to tylko kolejny nieznany Lutthorowi zwierz, ale on sam o tym doskonale wiedział, ale czuł, że niedługo może go spotkać coś co zapamięta na dłużej. Może nie teraz, ale Zefir miał po prostu taki zmysł, intuicję. I już.
I tak też był tym razem. Dusza odkrywcy odezwała się w Zefirze. Być może dlatego tak bardzo kochał poznawać rzeczy, że przez całe dzieciństwo i większość życia spędził na smutnych, szarych, takich samych ulicach i brakowało mu tego. Kucnął i bardzo powolnym krokiem zaczął się zbliżać w stronę krzaków wyciągając ostrożnie prawą rękę w ich stronę, tak jakby chciał dać psu coś do jedzenia.
_________________ ҳ̸Ҳ̸ҳ All those who has given their lives to uphold their beliefs ҳ̸Ҳ̸ҳ
Eurus ze szczególnym zainteresowaniem przyglądał się czarującej elfce. Ten czar był... ciekawy.
"Gdyby rzeczywiście była taka, że się o wszytsko obraża to by nie uratowała tego człowieka. Chcociaż może się mylę, tak naprawdę jest żądna krwi i poprostu chce go wyleczyć aby później zadać mu jeszcze większy ból."
Powiedział do kobiety opowiadającej mu o wydarzeniach. To ostatnie zdanie było wręcz ociekające ironią.
Nie tracąc wiecej czasu postanowił skierować się do bramy miasta. W końcu jeśli zabiorą elfy do aresztu to i tak z nimi nie porozmawia, a jak to mówią "czas to pieniądz". Wprawdzie w jego przypadku brzmiało to trochę inaczej - "Czas to wiedza". W końcu wyruszał na wyprawę aby ją zyskać.
Po drodze na zewątrz miasta rozmyślał na czym świat stoi, że uczciwi ludzie teraz pójdą do więzienia pomimo iz pomogli temu rannemu. Przykro mu było z powodu elfów ale nie miał zamiaru się mieszać, bo co on by tam mógł zdziałać.
W głębi duszy miał cichą nadzieję że kiedyś będzie na tyle potężny by przeciwstawić się takim aktom - jego zdaniem - bezprawia, a raczej głupoty. Wiedział że do tego prowadzi długa i kręta droga, ale postanowił nią przejść bez względu na niebezpieczeństwa - taki los wskazała mu moneta tego dnia kiedy uciekł od ojca.
Zefir spojrzał a następnie ruszył w kierunku dźwięku który dobiegał z krzaków w dość nietypowy sposób a mianowicie na mocno zgiętych kolanach. Czy chciał wywabić kotka z krzaków czy może jakiegoś nieznanego stwora z zębami wielkości jego nogi, grunt że ruszył do krzaków. Gdy w końcu dotarł do nich dźwięk nadal cicho dochodził zza nich. Nadal nie rozpoznawalny i nadal delikatny, intrygujący i pełen napięcia. Teraz jeszcze dodatkowo pełen piękna z nutką wabika.
- Phi, może i nie ale poważna jest strasznie, dumna jakby była jaką księżniczką albo co – odparła kobieta po czym odwróciła się plecami do Eurusa pokazując mu szeroki i tłusty tyłek, ruszając do swego wozu kołyszącym się chodem.
Eureus ruszył przed siebie, między małymi, brudnymi budowlami zwanymi przez niektórych domami a przypominających rudery z najgorszych dzielnic slumsów. Ludzie tu mieszkający nie mieli pieniędzy, pracowali przy odbudowie wierzy lub w innych miejscach miasta, zatrudniani do najgorszych prac, do tych do których mieszkańcy miasta nie chcieli nawet się zbliżyć. To podgrodzie było brudne i cuchnące, pełne resztek, odpadów i śmieci. Eureus mógł przyjrzeć się temu miejscu jak i ludziom i to co zobaczył bardzo mu się nie podobało ale też nic nie mógł poradzić. Takie było życie, bezwzględne i pełne cierpienia i nędzy.
Jednak dość szybko mag wyszedł poza obszar tego typu zabudowań zmierzając w kierunku lasu który znajdował się w niewielkiej odległości od bram. Słońce stało wysoko na niebie i mocno świeciło powodując że idący raźnym krokiem mag spocił się i lekko zmęczył, jednak nie na tyle by tracić czas na odpoczynek, droga dopiero się rozpoczęła a do zachodu było jeszcze daleko
Nagle cieniopłaszczka lotem koszącym ścięła obu bohaterów równo o głowę.
Eureus i Zefir umierają
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum