Nathian podszedł do kolejnego już obrazu w tym przedziwnym korytarzu. Gdy po chwili bulgocząca materia ujawniła mu majestatyczny wizerunek demona, chłopiec, aż otworzył usta z zachwytu. Na tak wielkim obrazie demon zrobił na nim niesamowite wrażenie. Potężnie zbudowany, w pełnej zbroi górował nad wątłym wojownikiem. Przypatrzył się jeszcze chwilę, podziwiając szczegóły malowidła, po czym poświęcił swoją uwagę napisowi.
Tak jak poprzednio, przeczytanie hieroglifów nie wniosło Nathianowi nic oprócz tego, że wiedział co tam jest napisane. Pewnie jakiś historyk uznałby to za niesamowite dzieło sztuki i niesamowity skarb kulturowy, ale dla chłopca było to obojętne. Ważne było dla niego teraz to, aby wydostać się z tego wymiaru w jednym kawałku, z artefaktem w dłoniach.
Ale mimo to wolał przeczytać co jest pod kolejnym, trzecim już obrazem. Może to się mu przyda. Albo da jakąś odpowiedź na kilka z setek pytań jakie kłębiły mu się nieustannie w głowie podczas tych kilku dni samodzielnej podróży.
I kolejne kroki w stronę niesamowitego skarbu kulturowego. Myśli Nathiana były tyleż chaotyczne, co chyba niecelne. Wątpliwym się chyba wydawało, by chłopak znajdował się w muzeum, które za kilkaset lat zostanie odkryte i sprawi, iż naukowcy z jakiegoś uniwersytetu zdefektują sobie spodnie z radości.
Muzea nie zamieniają zwiedzających w impy.
Muzea swoje widma mają tylko w legendach.
W muzeach wreszcie obrazy po prostu wiszą na ścianach. Nie są z nich rodzone. Nie tworzą się z czystej materii chaosu pod wpływem wzroku zwiedzających. Nie wypływają z trudem tworzenia na powierzchnię wielokolorowej, pofalowanej bąblami mazi.
*
Kolejny obraz podpisany był jako "UPADEK".
Utrzymany w barwach sepii wielki obraz przedstawiał... Otchłań. W każdym razie to słowo przychodziło Nathianowi na myśl, go tylko go zobaczył. Urwisko, wysokie skały ukazane z lotu ptaka. Pod nimi, wiele set metrów w dół rozciągała się tylko sfera pofalowanej, niestabilnej materii... jakby wielokolorowego dymu, jakże podobnego do tego, który rodził obrazy na ścianach. Mimo to w tej materii tkwiło zagrożenia. Jakaś trudna do wytłumaczenia... groza, która powodowała, iż włoski na karku i przedramieniu podniosły się, a jego skóra pokryła się gęsią skórką. Gdzieś w centrum tego wszystkiego, zawieszona pomiędzy urwiskiem a kłębowiskiem chaosu mała, czarna postać zdawała się niema umykać zmysłom. Upadała.
Runy pod spodem również miały swoją historię.
"Po pierwszym od wieków zwycięstwie, hordy Pana postępowały. Kolejne twierdze Wroga upadały, a wydawało się, że przed potęgą Słowa, Miecza i Gniewu żadna istota żyjąca nie zazna ratunku ni schronienia. Wrogowie padali przed niezliczonymi zastępami demonów niby zamki z piasku przed postępującą falą przypływu.
Ydeon zaś szedł na ich czele.
I przyszedł czas, iż wojna, toczona od eonów i początków liczenia czasu miała się ku końcowi. Zadrżał Wróg na swym jaśniejącym tronie, słysząc granie rogów bitewnych u bram swojego Pałacu.
I oto on. Wróg. Pan Zastępów. Pogromca Zarr'Tahira. Przywódca Zakonu. Plugawy Psalm Jasności zmuszony został do wyjścia na pole bitwy i do osobistego wzięcia w niej udziału. Mimo trudnej godziny jego moc wciąż była wielka.
Mimo to Ydeon, natchniony mocą Pana i Władcy ufnie podjął się walki, mając przeciw sobie najtrudniejszego przeciwnika, jakiego tylko Soria i całe Uniwersum mogło mu postawić.
A na czas ich pojedynku całe armie zamilkły, patrząc na ich zmagania.
Ydeon rozrąbał Wrogowi tarczę, zdruzgotał mu hełm i zmiażdżył mu stopę. Ten zaś w odpowiedzi przebił go zdradziecko mieczem.
Mroczna była godzina upadku Ydeona. W chwili, gdy zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki, Bóg pokonał go i zadecydował o jego losie. Wiedział, że przy tworzeniu demona brała udział najważniejsza, najistotniejsza cząstka mocy jego Twórcy, oraz że jak długo istnieje ten, tak długo Ydeon nie może zostać ostatecznie zniszczony. Toteż zadecydował o jego Strąceniu ku Czeluściom. Tak też się stało.
Czarny jest dzień, gdy hordy odstąpiły od Wrót Pałacu. Czarny jest dzień Upadku Ydeona. Czarny jest Dzień Gniewu Pana.
Czekamy na powrót Pierwszego z Równych i na jego ponowne przewodniczenie armiom.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian zerknął na obraz przedstawiający postać spadającą w otchłań. Tym razem zatrzymał się przy nim na dłużej. Nie wiedział dlaczego, ale groza która biła od tego pejzażu nie pozwalała mu oderwać od niego wzroku. Czuł jak serce kołacze mu w piersi, mimo tego, że był to tylko obraz, jeśli można to tak nazwać.
Po chwili zerknął na podpis. Ponownie użył swojej nadprzyrodzonej zdolności, aby rozszyfrować co jest wyryte na ścianie. Po przeczytaniu mimowolnie poczuł ulgę. Jakby ten, który pokonał Ydeona uwolnił go od jakichś złych myśli. Musiał się koniecznie wyspać, bo już powoli majaczył.
Zaciekawiło go ostatnie zdanie podpisu. Mimo tego, że znał język gogów to nie mógł tego zrozumieć. Nie miał pojęcia w jakim jest to języku, dlatego ogarnęła go ciekawość.
Obejrzał jeszcze raz dokładnie napis i obraz, zwracając uwagę na to, czy czegoś nie przeoczył a potem udał się do kolejnej mozaiki z zamiarem przeczytania jej. Nie spodziewał się niczego co go mogło zaskoczyć.
Jako, że Nathian, mimo prób, nie dojrzał nic nowego ani nic specjalnie odkrywczego na już raz zbadanej ścianie, młodzieńcowi nie pozostało nic innego, jak dotrzeć do ostatniego czwartego już obrazu, oddalonego od niego o kilkanaście kolejnych metrów wgłąb korytarza.
I znów dobrze znana bohaterowi powierzchnia chaosu, jak zbyt gęstej i zbyt kolorowej zupy wybrzuszyła się, by urodzić na światło dzienne kolejny, surrealistyczny twór. Obraz o wymiarach pięć na osiem metrów, zauważalnie mniejszy od poprzednich, ale nadal - przerażająco plastyczny.
Tytuł umieszczony pod nim szczególnie ozdobnie wyrytymi runami głosił:
"OCZEKIWANIE"
Przedstawiony na nim widok wydawał się Nathianowi przerażająco podobny. Był to korytarz, ciągnący się w nieskończoność wgłąb obrazu, wysoki może na trzy metry, szeroki na cztery. Jego ściany i podłoga świeciły się wewnętrznym, jasnym światłem, zaś artysta uchwycił na nich nawet takie szczegóły, jak tajemnicza, organiczna maź po nich ściekająca.
Nathian nie miał złudzeń, obraz przedstawiał wnętrze korytarzy, w jakich się właśnie znajdował.
"Gdy tylko Pan dowiedział się o klęsce jego najpotężniejszego dzieła, cisza i mrok zapadły na jego Czarnym Tronie. Impy mu służące uciekły z przerażeniem, spodziewając się ognia i piorunów, wrzasków gniewu i zniszczenia, ale tymczasem Pan umilkł w zamyśleniu. I rzekł wreszcie do swych sług.
- Znajdźcie jego ciało, jako że czuję, iż choć pokonany, ciągle żyje. Stworzyłem go, korzystając z najistotniejszej cząstki mojej mocy. Jak długo żyję, tak długo i on istnieć będzie.
I impy przemierzały Otchłań przez długich siedem dni. Aż wreszcie znalazły Go i przyniosły Panu. A oblicze Pana zadrżało widząc zmiażdżone członki swego syna, pogruchotane kości, rozszarpane skrzydła. I rzekł wtedy Pan.
- Utwórzcie mu grobowiec, godny jego jestestwa. Nie ozdabiajcie go tylko w klejnoty, a stwórzcie go na podobieństwo ciała tak, by mógł tam spoczywać nawet przez wieki. Nieprzyjaciel bowiem uderzył mocno i uderzył celnie. Nie mogę przywrócić mego dzieła do pełni sił. Nie do mnie już należy władztwo nad jego odrodzeniem. Nasz Wróg jest przebiegł w tym, co czyni... nie jest jednak wszechmocny. Wiem, jak można sprawić, by syn mój odzyskał dawną potęgę.
I stało się wedle życzenia Pana i powstał grobowiec na kształt ciała, gdzie złożono Ydeona, pozwalając mu się regenerować, oraz gdzie złożono jego ekwipunek, natchniony mocą samego Pana.
I zostało napisane.
- Oto wy będziecie Tel'Nahr. Wy będziecie Oczekujący. Wy zasiejecie Ziarno z Nasienia na ludzkim łonie i wy oczekiwać będziecie Plonu. A gdy nadejdzie czas Żniw, zbierzecie jego Owoce, oczekując nadejścia Pana.
I oto jest. I oto Tel'Nahr. I oto Oczekujemy. I oto Ziarno zostało zasiane, a czas Żniw jest bliski.
Czekamy na powrót Pierwszego z Równych i na jego ponowne przewodniczenie armiom.
Jeśli chodzi o ostatnie runy, teraz, po lekturze tego tekstu Nathian nabrał pewności, iż słowo "Tel'Nahr" oznacza nieprzetłumaczalną grę słów. Coś w rodzaju "wielu-którzy-czekają" lub "czekając-w-wielości". Z grubsza termin "Oczekujący" był chyba najtrafniejszym sposobem jego przetłumaczenia.
Gorzej jednak, że korytarz się zakończył kolejną, organiczną ścianą. Nathian dotarł do jego końca, który okazał się być ślepym zaułkiem.
- Teraz wiesz już wiele o miejscu, w którym się znalazłeś - Nauczyciel, pojawił się nie wiadomo skąd, tuż obok Nathiana, wpatrując się, a przynajmniej kierując głowę, w stronę obrazu.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian zdziwił się najbardziej na widok ostatniego z obrazów. Już samo to, że przedstawiał korytarz w którym się znajdował wydawało się dziwne. Aż otworzył usta z wrażenia. Nigdy nie widział czegoś podobnego. Żaden ze znanych mu obrazów nie odwzorowywał rzeczywistości w tak realistyczny sposób. Aż musiał obejrzeć się dookoła.
Potem przeczytał rozważnie opis poniżej. Z kolejnymi wyrazami źrenice co raz bardziej się rozszerzały. Teraz już mógł jakoś określić czas kolejnych obrazów.
Skoro "Oczekiwanie" to ostatni z obrazów, może znaczyć to tylko jedno, że ten demon musi tu gdzieś być! Jak na zawołanie, serce zaczęło mu szybciej bić. Demony nie miały najlepszej sławy, niewielu o nich słszało, a jeszcze mniej widziało.
Jak na zawołanie znienacka pojawił się nauczyciel. Nathian, aż odskoczył od niego z wrażenia. Szybko ustawił się jednak w pozycji bojowej.
Widział tu do tej pory tylko dwie postacie. Świnie i nauczyciela. Świnia podobno była człowiekiem, w dodatku jaki demon dałby się przemienić w coś takiego. A do nauczyciela pasowało wszystko. Utracił moc i w ciele ducha tuła się po podziemiach. Zatem odpowiedź jest prosta. Nathian miał przed sobą Ydeona...
- To ty! - więcej nie mógł powiedzieć, głos uwiązł mu w gardle.
Gdyby Nauczyciel miał usta, zapewne uniósłby teraz ich kąciki do góry w dziwacznej parodii uśmiechu. Nathian był tego właściwie pewien.
Zdecydowanie.
Póki co jednak miejsce głowy i twarzy widma zajmowała nieprzenikniona ciemność, której granice wyznaczały eterycznie falujące krawędzi kaptura jego nieistniejącej szaty. Dwa zimne ogniki płonęły w miejscu oczu równie beznamiętnie, jak w pierwszej chwili, gdy tylko je Nathian zobaczył.
Mimo to w głosie Nauczyciela dało się wychwycić pewne nutki zadowolenia, czy też czegoś na kształt ironicznego śmiechu.
- Wiesz wiele na temat tego miejsca. I wielu innych rzeczy się domyślasz. To dobrze. Ci, którzy nie myśleli, po trafieniu tutaj, szybko kończyli... - rzekł dość zimno.
Jego postać falowała minimalnie, unosząc się kilka centymetrów nad ziemią.
- Kiedyś równy swą potęgą największym bytom, teraz widmo, które ledwo jest w stanie utrzymać swą półmaterialną powłokę. Czy to nie ironiczne? - w głosie Nauczyciela zgrzytnęły zauważalne nuty goryczy - Czekający od eonów na tych, którzy mieli mu pomóc odzyskać to, co utracił... i co dostał w zamian? Bandę idiotów, wysłanych na pewną śmierć. A wśród nich ciebie. Tak, to naprawdę jest ironiczne.
Nauczyciel roześmiał się chrapliwie.
- Taka zaleta mojej sytuacji, iż mogę raz na kilkanaście lat z kimś porozmawiać. No i taka, że myślisz. A wbrew pozorom zdarza się to u podobnych tobie awanturników rzadko.
- Gdzie nauczyłeś się Mowy? - zapytał po chwili.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian aż zgrzytnął zębami na widok ironii widma. Jeśli ktoś cieszy się w takiej sytuacji nie wróży to zbyt dobrze. Nathian mógł przysiąc, że jego byt zależy teraz tylko i wyłącznie od kaprysu Ydeona. Ciekawe, zabije go od razu czy może przemieni w kolejnego świniaka.
Chciał ztąd uciekać za wszelką cenę, jak najdalej od cienia. Jednak za jego plecami nie było wyjścia, a przed nim czekało jego przeznaczenie. Walka nie miała żadnego sensu. Mimo tego, że demon wyglądał tak jak wyglądał, to ciągle miał cząstkę mocy Pana, czyli na pewno był bardzo potężny. Nathian wychowany w prostocie, zawsze obawiał się nadprzyrodzonych mocy, demonicznych stworzeń i innych paranormalnych zjawisk.
Skoro atak nie miał sensu, ucieczka tak samo, to pozostało mu jedynie porozmawiać z demonem i zdać się na los.
- Z czego się śmiejesz Ydeonie. Czyż nie jestem jednym z tych awanturników? Jedyną moją zaletą jest to, że nie rzuciłem się na ciebie z krzykiem na ustach. Swoje wiem i nie mam zamiaru gnić jak tamten przy wejściu, ani ten kawałek dalej.
Głos uwiązł mu w gardle. Ciężko dobierał słowa. Nie chciał ani rozzłościć demona ani zbytnio mu pochlebiać.
Nathian zastanowił się, czy może mu powiedzieć całą prawdę o mowie gogów.Ydeon mówił coś, że tylko wybrany może otrzymać artefakt. Jeśli mu powie wszystko to albo demon uzna, że przysłali go ci, którzy mieli go uwolnić. albo że jest godzien wejścia tutaj. Ostatecznie zignoruje to.
Mowa gogów to nie byle co, zwłaszcza dla człowieka. Dlatego wymówka, że jej się nauczył to kompletna bzdura. Nie pozostawało mu nic innego jak odpowiedzieć szczerze na pytanie ducha.
- Mowy nauczyłem się w dziwny sposób. Na ścianie przez którą przeszedłem aby się tu dostać wygrawerowane były runy. Zanim przeszedłem całkowicie na drugą stronę, zdążyłem na nie spojrzeć. Mimo, że z początku wydawały mi się obce, nagle po prostu je poznałem. Tak jakbym znał je od dawna. Nie umiem tego prościej wytłumaczyć.
Zaczął powoli, kawałek po kawałeczku się wycofywać. Nic mu to nie da, ale nie mógł powstrzymać ludzkiego odruchu.
Z mroku spowijającego wnętrze kaptura dobiegł uszu bohatera niski, wcale radosny chichot. Zastanawiającym był w sumie fakt, czy to, co umysł Nathiana brał za dźwięk, był nim w istocie. Wszak widmo nie posiadało formy na tyle fizycznej, by oddychać płucami, wciągać i wydychać z siebie powietrze, tudzież generować dźwięk ustami i strunami głosowymi. Należało założyć, iż generuje go w jakiś inny sposób, lub używa dziwnej formy telepatii, by być rozumianym.
Choć kto by się przejmował szczegółami technicznymi, mając przed sobą istotę, która eony temu była w stanie podjąć równą walkę samotnie z Bogiem Światła?
- I co by ci przyszło z rzucenia się na mnie z krzykiem, mój drogi śmiertelniku? - rzekł wreszcie Nauczyciel, ze świstem wciągając powietrze do wnętrza kaptura, a zimne światełka oczu rozgorzały mu, jak węgielki w ognisku pod wpływem wiatru.
Nathian mimowolnie poczuł dreszcz, widząc, jak te dwa, niewielkie, pulsujące ogniki świdrują go badawczo. Zupełnie, jakby Nauczyciel był w stanie widzieć na wskroś przez ciało chłopca, widząc nawet jego serce i myśli.
- Tak... nie brak ci sił i odwagi. Kto wie, może nawet byś mnie pokonał w tej obecnej, żałosnej formie, kto wie? - zapytał retorycznie Nauczyciel - Ale, mój drogi, cóż z tego, skoro i tak bym nie zginął... tak długo jak istnieje mój Stwórca, tak długo istnieję ja. Ot, zapewniłbyś nam obojgu miłą rozrywkę, jaka zdarza się raz na żywot prawdziwego bohatera.
Chichot powtórzył się, równie nisko i równie radośnie, z nieskrywaną przyjemnością, co poprzednio.
- Nigdy wcześniej nie miałeś styczności z Mową? Po prostu ją zobaczyłeś i zrozumiałeś? - powtórzył demon, słysząc dalsze słowa Nathiana - Ciekawe. Naprawdę ciekawe. Cóż... zobaczymy, co w tobie tak naprawdę siedzi, śmiertelniku... bo jeśli nie chcesz skończyć, jak tamci...
Widmo zafalowało, rozmigotało i... znikło.
- ...musisz iść przed siebie - głos rozbrzmiał zewsząd i znikąd jednocześnie.
A ściana kończąca korytarz rozjaśniała falą kolorów i energii, którą Nathian znał już z poprzedniego pomieszczenia.
Wystarczyło przez nią przejść.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
" Ciekawe kim jest ten Pan - rozważał w myślach słowa Ydeona - Gdzie się znajduje na ziemi. Skoro jest tak potężny, to dlaczego nigdy o nim nie słyszał?
Za każdym razem, gdy cień zaczynał się śmiać, Nathian mimowolnie stawiał krok do tyłu. Wcale nie pocieszyła go wieść o tym, że nawet jeśli zdoła go w tej chwili pokonać, potwór odrodzi się na nowo. A w końcu i jemu zacznie brakować sił.
Już teraz był wyczerpany. Nie wiedział, która jest godzina, ale czuł się fatalnie. Praktycznie cały dzień z ciężkim mieczem w ręku walczył z potworami i ludźmi niegodziwymi. Kiedyś o tym marzył, teraz doświadczał jak bardzo się mylił. Zazdrościł Sir Trevorowi tej wyrafinowanej powagi i skuteczności. Czy on w ogóle się nie bał? Może to jego bóg dawał mu taką moc...
Nathian nigdy nie wierzył w żadnego boga. Rodzice zabierali go do świątyń Aesira jednak chodził tam tylko z przymusu i modlił się, żeby się od niego odczepili. Teraz, w tak trudnej sytuacji zapragnął się pomodlić, lecz żadna z modlitw znanych w dzieciństwie nie przychodziła mu do głowy. W tak trudnej sytuacji myślał tylko o tym, jak wybrnąć z niej w jednym kawałku.
Jednak po chwili znalazł ukojenie. Uklęknął na bionicznej podłodze i zagłębił się w modlitwie. Ciężko dobierał słowa, aby Aesira zarazem błagać jak i przepraszać. Prosił o siłę, przepraszał za niewierność. Poświęcił na to kilka chwil.
Przynajmniej tyle mógł zrobić. Jednak dzięki czuł się dziwnie lekki i rześki na duchu.
Szybkim krokiem podszedł do ściany i jednym susem wskoczył do środka.
Czy wiara w któregokolwiek z bogów miała w miejscu takim jak to najmniejszy nawet sens? Czy nawet serce najmężniejszego z paladynów nie zadrżałoby ze strachu, widząc, jaka siła miała swój udział w tworzeniu tych sal i korytarzy? Wiedząc, co te miejsce zamieszkuje? Wiedząc, że czeka na powrót swoich mocy?
Czy słowa, dawno temu wyuczonych modlitw, miały tu jakikolwiek wydźwięk, poza pustymi frazami?
To był zbyt trudne kwestie, by zaprzątać sobie głowę rozmyślaniami nad nimi. Nathian robił to, co uważał za słuszne. Pomodlił się. Krótko, szybko, słowa same plątały mu się w głowie. Mimo to, gdy podnosił się z klęczek, faktycznie poczuł chwilową ulgę. Być może dlatego, iż znalazł coś innego, niż śmierć i okropności, na czym mógł skupić swoje myśli.
Być może w tym właśnie tkwił sekret spokoju paladynów? Potrafili skupić swoje myśli na modlitwie tak bardzo, iż nie dotykały ich okropieństwa, jakich byli często świadkami.
Organiczna masa wessała Nathiana w swoje wnętrze, niczym czuła kochanka. Nathian znał już to uczucie, z poprzedniego "przejścia", toteż teraz był znacznie spokojniejszy, a samo przepłynięcie przez bioniczną masę było znacznie szybsze i bezproblemowe.
Gdy znalazł się już po drugiej stronie, ku jego zdumieniu wystrój korytarzy zmienił się.
Nathian znalazł się w długim i wąskim korytarzu wykładanym litym kamieniem. Szeroki na trzy, zaś długi na kilkanaście metrów korytarz bardziej przypominał wnętrze katakumb, niż przed chwilą co widziane organiczne masy. Tylko pulsująca za jego plecami ściana, którą ledwo co opuścił potwierdzała, iż nadal znajdował się w grobowcu Ydeona i że nie śni.
Kamienie pokrywające sufit, ściany i podłogę, były wielkie i idealnie wyprofilowane. Mimo to nie mogły być zwykłymi kamieniami - one również emitowały lekkie światło tak, iż całość korytarza była dobrze widoczna.
Łącznie z ubranym w ciężki pancerz szkieletem rycerza, stojącym na baczność niecałe dziesięć metrów od Nathiana.
- Ilu sług tworzyło broń i pancerz Mistrza? - rozległ się głos, choć szkielet nawet nie drgnął.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathiana pokrzepiła ta modlitwa, dzięki niej chodź na chwilę przestał się bać, zapomniał o śmiertelnym niebezpieczeństwie jakie praktycznie nieustannie towarzyszyło mu dzisiejszego dnia. Był to najdziwniejszy dzień jaki przeżył w swoim młodym życiu, a zarazem najniebezpieczniejszy. Mimo tego, że nie otrzymał tylu ran co podczas walki z nieumarłym przedwczoraj. To wiedział dobrze co przeżył, i co jeszcze go czeka. Dlatego był z siebie bardzo dumny, że nie uląkł się zła jakie było przed nim i udało mu się dotrzeć aż tutaj. Wyjaśnić choć kilka z pytań jakie wciąż kłębiły się od przedwczoraj. Był to punkt zwrotny w jego życiu.
Po przejściu przez organiczną ścianę jego oczom ukazał się widok inny niż przedtem. Była to dla niego miła odmiana, bo miał już dość tamtej brei, która za każdym razem gdy dłużej się na nią spojrzał przypawała go o mdłości.
Najdziwniejszym elementem korytarza był szkielet odziany w zbroję. Już Nathian miał zamiar podejść do niego gdy ten przemówił do niego ludzkim głosem. Gdyby nie to, że przeżył dzisiaj już tyle, pewnie by z krzykiem zaczął uciekać. Jednak po dzisiejszym dniu niewiele go już zdziwi.
Szkielet zadał pytanie. Pierwsze wrażenie Nathiana było takie, że gdzieś już słyszał na nie odpowiedź. Głowę miał wypchaną, wieloma sprawami, dlatego odkrycie odpowiedzi na pytanie zajęło mu kilka chwil. Przypomniał sobie obraz z demonem, który zrobił na nim takie wrażenie. Wyobrażenie sobie go w myślach automatycznie przyniosło odpowiedź.
- Broń i pancerz Yde.. Mistrza wytworzyło sześciu po sześciu czyli trzydziestu sześciu sług - odpowiedział rozważnie Nathian. Wolał nie wymawiać imienia demona bo jeszcze jego najwyraźniej sługa mógłby się obrazić i zaatakować go. Ze zniecierpliwieniem wyczekiwał odpowiedzi od nieumarłego.
Szkielet nie drgnął nawet, gdy szybka odpowiedź Nathiana rozległa się w korytarzu.
Zasadniczo należało uznać, iż był to dobry znak. Strażnik nie dobył broni, nie ruszył z dzikim wrzaskiem na chłopca, nie zaatakował, nie pozbawił go głowy. Nawet nie drgnął. Zupełnie, jakby mu się nie chciało, a swoją funkcję wykonywał z nudnego, automatycznego przyzwyczajenia.
O ile można było w taki sposób mówić o kilkuwiekowym szkielecie wojownika.
Póki co jednak z braku jego reakcji należało wysnuć wniosek, iż odpowiedź była prawidłowa.
- Ile dni szukano ciała Mistrza, po jego upadku?
Kolejny głos i kolejna zagadka.
Dla kogoś, kto umie czytać, równie banalna, co poprzednia.
Jedynym warunkiem poprawnej odpowiedzi była tu znajomość mowy gogów.
Ciekawym było, czy osobnik zamieniony w świnię spotkał swój los właśnie tutaj, czy dopiero głębiej w podziemiach?
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian ucieszył się, że strażnik nie wykonał żadnego agresywnego ruchu. Wolał nie mieć do czynienia z niczym czego nie znał i nie wiedział czy w ogóle można pokonać w równej walce.
Mimo tego, że odpowiedział na to pytanie, był bardzo roztrzęsiony. Przeczytane wiadomości plątały mu się całkowicie i miał trudności ze znalezieniem odpowiedzi. Zacisnął kurczowo spocone ręce na rękojeści miecza.
Po chwili padło kolejne pytanie... Wydawało by się, że dla kogoś kto zna mowę gogów nie powinno sprawić ono żadnych kłopotów, jednak w grę wchodził jeszcze jeden czynnik - strach. Zimne krople potu spływały chłopcu po plecach.
Nigdy nie był dobry w zapamiętywaniu, teraz na dodatek nie miał czasu na zastanawianie się. Postarał się jednak zebrać myśli. Po chwili skupienia i wyciszenia wyobraził sobie obraz przedstawiający korytarz, przez który tak niedawno przechodził oraz podpis pod nim.
Ochrypłym głosem wydukał :
- Szukali go przez siedem dni!
Nathian skulił się nieznacznie po odpowiedzi, jakby był pewien, że za chwilę szkielet zaatakuje go. Wyczekiwał reakcji strażnika.
Nathian wypowiedział na głos swe słowa, licząc, iż są one prawidłową odpowiedzią na pytanie strażnika, lecz mimo tego podświadomie skulił się, w oczekiwaniu ciosu. Ciosu, który, rzecz jasna, nie spadł. Podobnie jak przed chwilą, szkielet bowiem jak stał - tak stał.
I ani myślał się ruszać z miejsca.
Zamiast tego uszu Nathiana dobiegły kolejne słowa.
- Znasz mowę i rozumiesz ją. Znasz tedy również historię, jaka stoi za tym miejscem. Stąpaj dalej ostrożnie i z godnością, albowiem znajdujesz się w Miejscu, Które Oczekuje.
Właśnie tak to zabrzmiało. Dosłownie słowo to brzmiało "Tel'a'Nahr", czyli "miejsce czekania" lub też "miejsce w którym czekają". Nathian uświadomił sobie, iż - choć płynnie zna nową mowę - to jednak nie jest w stanie do końca wyłapać pewnych niuansów gramatyki owego języka.
Abstrahując jednak od spraw językowych, szkielet strażnika drgnął i - chybotliwie przestępując z nogi na nogę - w akompaniamencie lekkiej chmury kurzu oraz skrzypu mocowań zardzewiałej zbroi, ustąpił młodzieńcowi miejsca. Przejście w głąb korytarza, zakończonego drzwiami stało otworem.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian ucieszył się, że może przejść już dalej. Kolejny mały krok dalej, kolejny krok ku wyjściu z tego przeklętego wymiaru. Cały strach i obawy w jednym momencie prysły niczym bańka mydlana. Udało mu się, droga wolna!
Chmura kurzu, jaka uniosła się ze zardzewiałej zbroi szkieleta świadczyła o tym, że nie wielu śmiałkom udało się przejść ten etap, jeszcze mniej osób w ogóle tutaj zaszło. Znaczyło to, że Nathian był na jak najlepszej drodze do tego, aby jego zadanie się powiodło.
Świadomość tego, że dokonał tak wiele jednego dnia dodała mu nowych sił, które teraz były mu bardzo potrzebne. Był bardzo wyczerpany po takim dniu, pełnym skrajnych emocji i przygód.
Dlatego szybkim krokiem oddalił się od zbroi, która ponownie stanie tu, aby bronić sekretu tego miejsca. Prawdopodobnie na następnego poszukiwacza będzie musiała czekać bardzo długo.
Nathian zerknął badawczo przed siebie, ponieważ przedtem szkielet zakrywał większość korytarza, teraz gdy go minął, miał pełen widok na to co go czeka za chwilę. Czuł mimowolnie, że zbliża się do czegoś wielkiego, że być może już za niedługi okres czasu nareszcie opuści to miejsce. Serce zaczęło mu szybciej bić gdy pomyślał o tym słodkim dla niego momencie.
Czuł, że po tej przygodzie, radykalnie zmieni się jego stosunek do chwil, w których ma choć trochę czasu dla siebie na odpoczynek czy jakąkolwiek rozrywkę. Jego największym marzeniem w tej chwili była kąpiel i czysta pościel w łóżku. To wszystko dotychczas wydawało mu się błahe. Teraz nabrało zupełnie innego znaczenia.
Szkielet jak się zatrzymał, tak nie drgnął. Jeno tańczące w powietrzu obłoczki kurzu pozostawały niemymi świadkami tego niezwykłego ruchu, który wprawił je w taniec. Nathian zapewne niewiele się mylił myśląc, iż strażnik nie ruszał się zbyt często. Refleksja, jakoby był pierwszym poszukiwaczem przygód od dziesięcioleci, czy też może nawet wieków, który dotarł tak daleko, choć śmiała, zapewne nie była wcale aż tak błędną.
Gdy mijał strażnika, ślepe oczodoły szkieletu nawet nie drgnęły. Ognik tańczący w nich jeszcze przed minutą, teraz zgasł, jak się wydaje - na dobre.
A w każdym razie na długo. Co do tego Nathian był pewny.
Dalsza część korytarza zawiodła nieco młodzieńca. Choć przyglądał się uważnie ścianom, sklepieniu i podłodze, nie ujrzał na nich nic z tego, co w duchu miał nadzieję zobaczyć. Kamienne płyty straszyły zimnem i niewzruszonym spokojem tak, jak przed minutą.. i jak straszył zapewne od samego początku swego istnienia.
A masywne, wykonane z doskonale odlanej metalowej płyty drzwi, wieńczące korytarz, jak stały zamknięte głucho, tak stały. Samotnie stercząca z nich klamka aż prosiła, by choć przez moment ogrzać ją ciepłem własnej dłoni i sprawdzić, co znajduje się dalej.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian był bardzo dumny z tego, że udało mu się zajść aż tak daleko. Jednak widok kolejnych drzwi wskazywał na to, że czekają go kolejne mniej lub bardziej przykre przygody. Przecież niczego innego nie można było się spodziewać w takim miejscu. Z drugiej jednak strony, widok tej masywnej, drewnianej bariery sprawiał, że w sercu chłopca zrodziła się ciekawość.
Dlatego Nathian niewiele myśląc stanął przy drzwiach z zamiarem otworzenia ich, pożegnał jeszcze przedtem spojrzeniem strażnika, miał przy tym nadzieję, że ogląda go już po raz ostatni.
Z bijącym sercem otworzył drzwi. Po takim dniu wrażeń, chyba już nic go w tym momencie nie zdziwi. Podczas jednej doby widział tyle przedziwnych i strasznych rzeczy, co wielu przez całe życie nie oglądało. Jednak wciąż był gotowy na ewentualną walkę, nie wiadomo co może czaić się po drugiej stronie.
Przypuszczał, że albo spotka się z duchem demona albo kolejną już zagadką. Ale po raz pierwszy zapragnął spotkania z nauczycielem, ponieważ zwiastowałoby to rychły koniec tej potwornie męczącej wędrówki po tym wymiarze.
Dodatkowe napięcie wprowadzał pełny pęcherz Nathiana, który odezwał się nieprzyjemnym uciskiem w dolnej partii brzucha. Lecz teraz nie czas na to. A przecież nie weźmie przykładu ze słynnego na całą Sorię Tuliana. Nie miał zamiaru sikać po nowych skórzanych spodniach.
Drzwi, pomimo swej masywności i niewątpliwej ciężkości, dało się poruszyć dość łatwo. Mechanizm zamka nie zgrzytnął i nie zaciął się, gdy tylko dłoń Nathiana nacisnęła na klamkę. Zawiasy nie zawyły przeraźliwie i nie zastygły w bezruchu, gładko i bezszelestnie zezwalając na zerknięcie za stalową płytę. Ani chybi była to zasługa magii tego miejsca. Pomimo upływu czasu wszystko zdawało się działać jak należy zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem.
Nawet wiekowy szkielet strażnika.
Chłopiec uchylił drzwi, by chwilę później znaleźć się po ich drugiej stronie.
* * *
- Paniczu.. paniczu.. - cichy głos wdzierał się w świadomość Nathiana jak niechciany, natrętny odgłos brzęczącego owada.
Pokojówka na dworku jego rodziców jakby bojąc się jego reakcji szeptała niemal jego imię, byleby tylko go nie zdenerwować. Niby słońce ciepłymi promieniami padające przez okno na jego twarz dawało znać, że jest już dość późna pora jak na pobudkę, ale kto mógł przewidzieć reakcję panicza? Pościel na jakiej leżał była przecież taka miękka, taka ciepła.. kto rozsądny w takich warunkach chciałby zaczynać nowy dzień?
Tak, zmysły go nie myliły. Znajdował się w pościeli. W swoim pokoju. W dworku rodziców. Klara, pokojówka właśnie go budziła. Zaczynał się nowy dzień.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian był pewien, że nic go już nie zdziwi. Gotowy na walkę, wybuchy, magów, nieumarłych, ogień, grozę... ale nie gotowy na to co się stało po otwarciu tych przedziwnych drzwi. W jaki sposób znalazł się w swoim domu w pachnącej mydłem pościeli? Co to miało wszystko zdarzyć. Powiedziałby, że to wszystko to był jeno niesamowicie realny sen, ale to było niemożliwe. Po prostu nie zgadzało się to z rzeczywistością.
Chłopak spojrzał na pościel tępawo. Nie bardzo rozumiał o co tutaj chodzi. Wpadł w jednej chwili na pomysł jak sprawdzić czy to sen czy może jakimś magicznym sposobem przeniósł się w czasie.
Podniósł powoli rękę i dotknął głowy w miejscu gdzie powinna być blizna po cięciu łapą zombie. Potem obejrzał dokładnie brzuch, bo tam też powinna znajdywać się zabliźniona rana.
Ale skoro pokojówka Klara tutaj jest... to znaczy, że pewnie gdzieś w domu są jego rodzice! Nawet jeśli to jest jakiś dziwny majak to być może będzie w stanie zobaczyć się ze swoimi rodzicielami, których tak bardzo mu brakowało. W jednej chwili nabrał tyle energii, że momentalnie wyprysnął z łóżka. Nawet zwykle nielubiana pokojówka teraz wydała mu się wspaniała i piękna niczym anioł. Dlatego objął ją w silne ramiona i zawirował po pokoju z uśmiechem na ustach. Pocałował ją w policzek i postawił na ziemi.
Czuł się zupełnie tak jakby to wszystko działo się naprawdę, miał szczerą nadzieję, że tak jest. Bardzo chciał naprawić swój błąd. Jeśli dano mu taką szansę, to nie pozwoli na śmierć swoich rodziców. Teraz już wie co ma robić.
Jednym susem doskoczył do stojaka z ubraniami i zaczął się przebierać z determinacją. Chciał jak najszybciej zobaczyć Merrika.
Czy sen może być aż tak realny? Czy zmysły mogą zostać aż tak zmylone? Co jest rzeczywistością a co iluzją? Co jest naprawdę?
Czy też może inaczej: które naprawdę jest naprawdę?
Nathian, gdy tylko się poruszył, chcąc sprawdzić swoje blizny, natychmiast uświadomił sobie jedną rzecz. Był w pełnym rynsztunku bojowym. Miał na sobie zbroję, którą zabrał z trupa znalezionego Za Ścianą. Przy łóżku leżał jego plecak, tarcza i miecz. On sam czuł na sobie brud i pył, jakim pokrył się jeszcze w krypcie pod Dorienburgiem.
I tak. Jego ręka zaznaczona była śladami szponów zombie, zaś na brzuchu wyczuwał zgrubienie, jakie pojawiło się tam po walce ze sługą tamtego paskudnego starucha. Pod żadnym pozorem nie było mowy o zawróceniu czasu.
Ale czy na pewno?
- Paniczu.... dlaczego panicz spał w zbroi? Bogowie, co się stało? - głos Klary brzmiał nutami nieskrywanego szoku - Dlaczego? Dlaczegoooooo...? Ja n-nie chcęę...! Niech stąd odejdą! Ratunku!! Nieeeee...!! - jej głos staczał się w dół, jak szmaciana piłeczka, ku nutom szlochu i beznadziei.
Nathian zerwał się gwałtownie z łóżka, mierząc kobietę wzrokiem i...
...młoda, ładna kobieta, jaką tak dobrze pamiętał - znikła. Przed sekundą stała w progu, budząc go, potem dziwiąc się niepomiernie, a teraz zniknęła bez śladu najmniejszego nawet. W miejscu, gdzie jeszcze przed sekundą się znajdowała, teraz widział tylko otwarte drzwi do swojego pokoju.
Wszystko na pozór było takie, jakim to zapamiętał. W pokoju, obok łóżka znajdowała się szeroka, dwudrzwiowa szafa, jego komoda, krzesło, oraz biurko. Przez okno do środka wpadało łagodne światło. Nathian wiedział, iż na piętrze obok jego pokoju znajduje się również sypialnia rodziców, oraz dwa pokoje dzienne. Niżej, na parterze, znajdował się salon, kuchnia, łaźnia, spiżarnia i gabinet ojca.
Gdy wstawał, jego uwagę przykuła złożona na pół kartka papieru, leżąca na jego biurku.
Gotów był przysiąc, iż tamtego dnia, gdy ojciec wysłał go z misją do miasta, tej kartki tam nie było.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian aż otworzył szeroko oczy widząc siebie w pełnym rynsztunku bojowym, wszystko było tak jak w momencie otwarcia tych drzwi. To na pewno jakaś przeklęta magia, drzwi musiały być obłożone jakąś klątwą. To wszystko to jakiś jeden wielki koszmar!
Na początkowe jęki Klary nie zwrócił żadnej uwagi, bo sam był równie zdziwiony na widok swojego inwnetarza. Jednak po chwili, gdy pokojówa zaczęła krzyczeć odwrócił gwałtownie głowę lecz jej już nie było.
Bał się wyjątkowo, przeszywający dziewczęcy krzyk aż zmroził mu krew w żyłach. Zawsze bał się a zarazem dziwił wszystkiemu co ma związek z magią. Serce biło mu szybciej niż w krypcie kiedy walczył z zombie, przynajmniej wiedział tam co ma robić, a tutaj czuł się bezradny niczym dziecko.
Jego uwagę zwróciła kartka leżąca na nocnej półce, jak pamiętał, nie było jej tego dnia tutaj. Dlatego podniósł ją, rozłożył i obejrzał dokładnie co tam jest napisane. Być może to jakaś wskazówka, która powie mu jak się wydostać z tego koszmaru do "rzeczywistości".
Wszystko ucichło, jak ucięte nożem. Urwało się wpół dźwięku, pozostawiając po sobie jeno dźwięczącą w uszach ciszę. Ciszę, przerywaną jedynie nieprzyjemnie głośnym biciem własnego serca.
Nathian poczuł, jak w dół pleców mknie mu lodowato zimna stróżka potu, wywołująca dreszcz w całym ciele. Czuł pulsującą w skroniach, szalejącą krew. Z niepokojem zauważył, iż trzęsą mu się dłonie. To było chyba gorsze nawet od walki z zombie. Tym razem był we własnym domu. Słyszał, widział, odczuwał... takie rzeczy, jakich żadna czująca istota nie powinna była znać.
To nie było przyjemne uczucie.
Nathian niepewnie sięgnął po złożoną kartkę. Rozwinął ją, skupiając wzrok na zapisanej w niej treści. Od razu zauważył, iż zapisano ją Mową. Runy języka gogów zostawił na niej ktoś obdarzony wyjątkowo równym i miłym dla oka, kaligraficznie wręcz bogatym pismem. Runy były równiutkie i czytelne. Głosiły ni mniej, ni więcej jak:
"Zobacz, co ja widzę.
Pokonaj siebie."
Gdy tylko przeczytał owe słowa, uszu Nathiana dobiegły odgłosy biegania po piętrze. Kilka osób, mocno i wyraźnie tupiąc nogami o drewno biegało we wszystkie strony po korytarzach piętra, od sali do sali. Przez chwilę wydawało mu się, iż słyszy ich przyspieszone oddechy, oraz trzaski zamaszyście zamykanych drzwi.
Za progiem do jego pokoju nie było jednak nikogo.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nathian obejrzał kartkę kilka razy, lecz za każdym razem mówiła mu tyle samo, czyli nic. Spodziewał się czegoś takiego, jednak ciągle pozostawał niesmak. Miał nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej.
Słysząc kroki poderwał gwałtownie głowę od tekstu, to nie było normalne w tym domu. Dlatego szybko zwinął świstek papieru i pośpiesznie włożył go do bocznej kieszeni plecaka, tak by nie ubrudziła się szlamem zombie. Nie wiadomo na co mu się jeszcze przyda.
Chciał koniecznie sprawdzić co się dzieje. Czyje to tak pośpieszne kroki. Zwykle w jego domu panowała nieskazitelna cisza. Ojciec bardzo nie lubił zgiełku, dlatego służba poruszała się bardzo powoli, a wszystkie rozmowy prowadziła szeptem. Dzięki temu Merrik mógł skupić się na lekturze lub na paleniu fajki w spokoju.
Szybko zgarnął to co miał z łóżka i szybkim krokiem udał się w stronę drzwi, przy oknie jednak zerknął na zewnątrz.
Dobył z sykiem miecza i uszykował tarczę. Bo miał bardzo dziwne przeczucie, że właśnie spotka się bliżej z ludźmi Servo. Nie wiedział dlaczego, ale cały czas miał wrażenie, że właśnie zobaczy dzień w którym magowie wkroczą do jego domu z innej perspektywy. Jeśli był późny wieczór to znaczy, że wszystko się zgadza. Szybkim ruchem otworzył drzwi i nadstawił tarczę automatycznie, z przyzwyczajenia. Nie wiadomo co się może stać w tym przedziwnym wymiarze.
Ostatnio zmieniony przez DaMi 2008-10-19, 11:20, w całości zmieniany 2 razy
Kartka zmięta na dwoje zgodnie z zamierzeniem spoczęła na wyznaczonym jej przez młodzieńca miejscu. W bocznej kieszeni plecaka raczej nie groziło jej nic ze strony szlamu. Nasuwała sie w tym miejscu refleksja, czy Nathian kiedykolwiek będzie miał okazję zyskać obiecaną nagrodę za zabicie nieumarłych i czy noszenie tego paskudztwa tuż przy sobie będzie opłacalne. Lepiej żeby było.
Bo co jak co, ale zakup nowego plecaka czekał go z pewnością. Co do tego nie miał najmniejszych nawet wątpliwości.
Zanim udał się na korytarz, chwilkę poświęcił na wyjrzenie przez okno. Przez sekundę serce szybciej mu zabiło, gdy jego oczom ukazał się jakże znajomy widok. Rozłożysta lipa, rosnąca w ogrodzie, pod którą, na ławce, tak lubił siadywać jego ojciec. Zielona trawa. Piaszczysta, ale doskonale ubita i rozjeżdżona przez powozy droga prowadząca od domu dalej, aż do gościńca. Zielona ściana lasu na linii horyzontu. Złociste pola, które zaczynały się już tutaj, a ciągnęły całymi stajami, przechodząc z czasem w rżyska, na których pasły się konie Ralfa.
Ralf... myśl o zamordowanym bestialsko stajennym, który umarł Nathianowi w ramionach natychmiast sprowadziła bohatera na ziemię. Chwilę później zauważył jeszcze jeden element, który sprawił, iż serce mu zamarło.
Obraz za oknem był statyczny.
Słońce świeciło jednostajnie i miarowo. Lipa jednak nie rzucała cienia. Co więcej, jej liście i gałęzie nawet nie drgnęły, choć pora roku była dość wietrzna. Jakby tego było mało...
Pod drzewem ktoś stał. Przez ułamek sekundy, Nathian gotów byłby przysiąc, że widział wyraźnie ludzką sylwetkę tuż przy pniu lipcy, wpatrującą się w jego okno. Trwało to jednak tak krótko, iż bohater nie był w stanie ani określić, kim owa postać była, ani tym bardziej - czy naprawdę ją widział.
Kroki biegających ludzi szalały po całym korytarzu. Ktoś wbiegał i zbiegał ze schodów. Gdzieś trzasnęły drzwi. Uszu bohatera dobiegał przyspieszony, kobiecy oddech, przechodzący w spazmatyczny jęk rozpaczy. Jęk kogoś, kto ucieka, choć wie, że nie starczy mu sił.
Gdy tylko wyszedł z pokoju, zapadła cisza.
Naprzeciwko widział drzwi prowadzące do sypialni rodziców. Po jego prawej stronie znajdowało się dwoje drzwi do dwóch pokoi dziennych. Idąc w lewo doszedłby do schodów na parter.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"- To jakaś jedna wielka zchiza kurwa mać" - pomyślał Nathian cały roztrzęsiony -" co się tutaj w ogóle dzieje"
Gdy zobaczył ludzką sylwetkę pod drzewem aż podskoczył z wrażenia. Najdziwniejsze było otoczenie domu. Jakby narysowane, nierealne. Jednak on tutaj w jakiś sposób był i widział inne postaci.
Postanowił jednak pójść dalej, może w kolejnych pokojach znajdzie jakieś podpowiedzi, bo póki co kartka która znalazł na nocnej szawce niewiele mu mówiła. Może to jakaś cząstka z całego opisu. Trzeba to koniecznie sprawdzić.
Dlatego po wyjściu ze swojego pokoju udał się w kierunku drzwi od pokoju rodziców. Miał przy tym baczenie na to co się dzieje dookoła niego. Mógł przysiąc, że czuje na plecach mrowienie tak jakby ktoś ciągle na niego patrzył. Jednak pomimo przeciwności, krok za krokiem podążał w kierunku pokoju. Czuł, że to tam znajdzie coś interesującego.
Koniecznie musi potem zejść na dół, żeby zobaczyć co się tam dzieje, a na dworzu działy się naprawde dziwne rzeczy. Bał się tego, ale przecież nie będzie siedział bezczynnie bojąc się jakiegoś koszmaru.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum