Pelios domyślał się, że obrażenia utrudnią mu funkcjonowanie, niejako jednak nie spodziewał się podobnych problemów.
Zerknął na wyjętą dopiero co fiolkę. Stracił już dość czasu.
Pospiesznie odkorkował fiolkę i wypił jej zawartość. Rozważył rzucenie pustego, szklanego pojemnika w goga, porzucił jednak ten pomysł. Niewiele by tym zdziałał zważywszy na zbroję swego oponenta.
Oby dodatkowy zastrzyk zwinności choć trochę zrekompensował utracone siły. Przede wszystkim nie mógł dać się ponownie trafić. W obecnym stanie jednak podskakiwanie i odskakiwanie od oponenta było niewykonalne. Zajmowało zbyt wiele czasu, dawało możliwość skutecznego kontrataku.
Trucizna już krążył w żyłach goga o ile na to także nie był odporny. Pelios miał zamiar jednak wstrzyknąć mu jeszcze przynajmniej ze trzy dawki.
Przygotował się, uspokoił. Postanowił wkroczyć do akcji w odpowiednim momencie.
Raz...dwa...trzy...
Liczył uważnie następujące po sobie ataki goga o ile te miały miejsce, o ile nic im nie przeszkodziło. Chciał wpasować się w odpowiedni rytm walki. Starał się przewidzieć ruchy, zauważyć kiedy cios padnie na niego. W odpowiednim momencie wkroczył do akcji. Wskoczył w wir walki, tak by już za chwilę wykorzystać po raz kolejny swój sztylet.
Trafisz mnie. Tracie cię. Nie to tak nie może być. Wiedział, że szanse wahają się i są stale nie równe, jednak musiał mieć przewagę po swojej stronie. Może i go bolało i był zmęczony, ale co z tego, skoro on nadal walczy i nie daje się łatwo.
I oto chodziło. Zabawa na całego.
Więc co dalej? Ty mnie raz, a ja cię dwa! Trzeba było siepać i ciąć dalej. W tym był najlepszy, choć z różnymi skutkami. Nie warto było stosować sztuczek. Czysta, brutalna, siła przyłożona tam gdzie trzeba. Czas pokaże..
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Pelios poczuł smak gorzkiej mikstury, gdy Natyra nacierała na goga. Miecz jej szedł dość płasko, aby wpasować się idealnie w korpus. Zaiste, cel został osiągnięty. Uderzenie trochę zarzuciło gogiem, ale nie przewrócił się on i mógł przyjąć kolejne uderzenie, tym razem schodzące po lewym barku.
Pusta fiolka po miksturze Peliosa spadała, gdy z goga wytryskiwały dwie czerwone strugi. Muad jedną miał chwilę później na twarzy, a Natyra na ręku. Mroczny Elf zbliżył się o krok do walczących, był za plecami Ishala, który musiał wiedzieć o tym, że jest flankowany. Miast tego skierował swą uwagę na Kobietę. Wykonał wobec niej dość dziwny manewr, jakiś przerywany i powtarzany atak, jakby wiązał on cios. Pierwsze cięcie przechodzące po kobiecej piersi, drugie chybione. Strój Anielicy został rozcięty pod jej prawą piersią. Materiał zsunął się trochę ukazując krwisty ślad na jędrnej piersi, w części widocznej od góry i teraz jeszcze w części od dołu. Jednak na tym atak się nie kończył, gog skupił się teraz na Muadzie, który już kierował swe ostrza na przeciwnika. Nim jednak pierwszy khutar sięgnął celu Kawalerzysta poczuł na swej klatce piersiowej uderzenie miecza. Pchnięcie było mocne, bolesne, zagłębiające się w skórę. Zbroja jednak nie została ominięta, na szczęście dla śmiałka. Po chwili jednak nim miecz miał się cofać do końca, tylko lekko się odchylił, aby znów uderzyć, ale tym razem Muad się już wywinął i miecz przeleciał obok niego. Wykorzystawszy sytuację podwójne cięcie było nader wskazane. Oba ostrza powędrowały do goga, ale żadne go nie trafiło. Uchylił się i ostrza przeleciały obok. Dopiero gdy Muad je wycofywał, jedno z nich zahaczyło o kark goga tnąc go między kręgosłupem, a obojczykiem. Drugie ostrze natomiast zostało zbite z lotu.
Ishal...przyspieszył ? Czy to oznaczało, że dotychczas jedynie się z nimi bawił ? Nie to niemożliwe. Nikt przy zdrowych zmysłach nie bawiłby się z trójką raniących go napastników, szczególnie mając taką determinację i złość na twarzy.
Umysł Peliosa nie radził sobie jednak najlepiej z podzielnością uwagi, toteż pozostawił rozmyślania na później. Teraz skupił się na unikaniu ciosów swego oponenta. Tak, to było obecnie najważniejsze, nie dać się trafić, jednocześnie trafiając samemu tyle razy ile tylko da radę.
Sztylet przystąpił do działania. Styl akrobatycznych ataków ostatnio zawiódł, Pelios nie miał jednak w arsenale nic co dałoby mu większą szansę w tej potyczce. Przykucnięcie, wybicie, ułożenie sztyletu wzdłuż przedramienia, obrót w powietrzu i opad z silnym oburęcznym pchnięciem nakierowanym w odsłonięte fragment szyi Ishala. Byleby trafić, siła nie była istotna, istotne było tylko zranienie i kolejny zastrzyk jadu.
Nie podobało mu się to. Twarde, stalowe przyjęcie na klatkę odbije się w jego pamięci zapewne na stałe. Dawno nie obrywał takich razów. Mimo wszystko, nie myślał o tym teraz. Jego umysł pozbył się już na początku walki niepotrzebnych myśli czy emocji. To była walka. A podczas walki można i nawet umrzeć. Jedyne co tak na prawdę poczuł po tym uderzeniu, to był napływ energii, której nie mógł jak dotąd uwolnić.
Krew, teraz domagał się krwi. Satysfakcja, to było to czego żądał. Choć mijały sekundy, maleńkie chwile z jego życia, to w nim było pewno walczących żywiołów, które gryzły się nawzajem.
Głębszy oddech..
Nie może sobie już więcej pozwolić na błędy. Zabawa jest, ale zwycięstwo też musi być. Postanowił na tą chwilę zmienić strategie. Zbytnio jednak nie odbiegała od narzuconego stylu walki. Celował tym razem w nogi, a dokładniej w ranę po bełcie. Przewrócone zwierze, ma marne szanse na przeżycie.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Pelios atakował jak zawsze pierwszy, wciąż był tutaj najszybszy, chociaż pewnie i najpoważniej ranny, chociaż na jego ciele była tylko jedna rana. Jedna, ale jak znacząca. Zaczął się on obracać wykonując akrobatyczny atak, swą najlepszą bitewną sztuczkę. Miał o tyle szczęście, że w takim ustawieniu flankował swego przeciwnika. Trafienie zdawało się pewne, a jednak... Pelios pchając sztylet chybił o centymetry i broń nawet nie drasnęła zbroi goga. Była to porażka na całej linii, chociaż nie było to wcale najgorsze ze wszystkich dostępnych feralnych rzeczy. Gdy Pelios już wiedział o zawodności swego działania, do akcji włączyła się Natyra, wraz z rozświetlonym srebrnym blaskiem mieczem. Wykonała jedno, jedno cięcie w pionie. Uderzenie spotkało Ishala przy jego prawym obojczyku, spadło na pierś, na brzuch i dalej na biodro. Mocny i skuteczny atak, poprzedzony chwilą celowania. Gdy tylko Anielica odjęła miecz, a Muad kierował ostrza w nogi wroga, wszystkich oślepił blask. Jedno mrugnięcie okiem i goga nie było. Wszyscy obejrzeli się dookoła, ale tylko Kawalerzysta zdawał się widzieć stojącego kilka metrów dalej przeciwnika, który sięgał po swe berło i sekundę później już je miał w dłoni. Człowiek widział zakrwawioną karmazynową postać. Odcienie czerwieni od karmazynu, po kolor krwi i rubinu obejmowały niemal całe ciało. Liczne zadrapania, uszkodzenia zbroi, rany i jarzące się złowrogo oczy. Drużyna nie wyglądała znacznie lepiej, ale mimo wszystko i tak się lepiej trzymali wizualnie od przeciwnika.
Pelios po tym jak blask przeminął szybko rozejrzał się dookoła, ale nie zauważył wroga. Instynktownie patrzył za swe plecy, ale tam go nie było. Nie wyglądało także, aby towarzysze Mrocznego Elfa go wyśledzili wzrokiem, chociaż Skrytobójca mógł się mylić.
"Skurwiel.." - przeszło mu przez myśl. Spojrzał się na Ishala i na jego berło. To nie wyglądało zbyt miło. Drań będzie miotał ogniem miast walczyć jak przystało. Ale czy trzeba było mu się dziwić? Nie, wystarczyło ukatrupić.
Rzucił się pędem, jednak nie prosto na goga, lecz bardziej na skałę na prawo od niego, tak by ogień nie mógł go dosięgnąć. Oczywiście straci na jakiś czas bydlaka z oczu, ale tym się nie przejmował. Pozostało jeszcze wiele kart nieodkrytych w tej walce.
Mimo wszystko, nie chciał wykorzystywać wszystkich sztuczek. W pamięci miał nadal Thoma, więc trzeba było pozostawić odrobinę sił i na niego. Takie było przynajmniej założenie..
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Znowu...
Wyjątkowo irytująca zdolność...ale jakże przydatna. Jeśli umożliwiał ją jakiś magiczny przedmiot będący w wyposażeniu goga drow musiał go mieć. Jednak nim zacznie się dzielić skórę na niedźwiedziu, trzeba go wpierw upolować.
Nigdzie nie było go widać, to zaś mogło oznaczać jeno dwie rzeczy. Skrył się za którąś ze skał, bądź ujawnił swą nową zdolność - niewidzialność. To drugie, choć prawdopodobne drow póki co odrzucił. I tak nie wiedział jak zachować się w takim przypadku.
Skrytobójca nie miał jednak zamiaru chodzić pomiędzy skałami i nawoływać goga, aż tak głupi nie był. Skoro oponent bawi się w podchody, trzeba odpowiedzieć tym samym i podejść go nim on podejdzie ciebie.
Szybko skierował swe kroki na południowy wschód do południowego brzegu skałki. Nie wychylił się jednak by sprawdzić co dzieje się za nią, na razie przywarł do jej zachodniej strony i obserwował reakcję towarzyszy oraz okolicę ogółem.
Pelios ruszył jako pierwszy na południe, znacząc tym ścieżkę dla pozostałych. Obejrzał się na swych towarzyszy, którzy gnali jednak nie za nim, a w zupełnie przeciwnym kierunku. Mroczny Elf obejrzał się dokładniej i ujrzał oponenta, który był między skałami na północny zachód od niego. Reszta drużyny pobiegła na północ znikając z jego widoku, a Mroczny Elf nie do końca.
Muad widział jak Natyra biegnie przez chwilę blisko niego, widział także jak Pelios oddala się na południe tracąc tak dobrą okazję do osłonięcia się. Muad się zatrzymał pozostając poza widokiem goga i vice versa, a Anielica była jeszcze dalej. Gdy się Bohater zatrzymał usłyszał świst.
Pelios, gdy tylko zatrzymał się w wybranym przez siebie miejscu ujrzał goga, który celował do niego za pomocą swego berła. W gardle Skrytobójcy zrobiło się sucho, serce zdawało się wyskakiwać z klatki piersiowej, oddech stanął. Mroczny Elf się bał. Strach był większy, gdy głowica berła rozjaśniała. Bohater widział przez chwilę blask i jaśniejącą kulę, która się do niego zbliżała. Nie był na to przygotowany, to nie był zwykły atak.
Muad obejrzał się na południe i pociągnął wzrokiem za świetlistą kulą. Leciała na Peliosa.
<Odgłos wybuchu>
A gdy dotarła nastąpił wielki wybuch rozświetlający wszystko złotym, pomarańczowym i czerwonym ogniem. Wzniosły się tumany kurzu i dymu, które poleciały wysoko do góry. Eksplozja była tak wielka jak wtedy, gdy ostatnim razem gog skorzystał z tego magicznego cudu. Kawalerzysta przez chwilę nie wpadł na to, że gdzieś w centrum tego wybuchu musi być... Pelios.
Wybuch rozerwał skałę i wyrąbał w ziemi spory krater. W dymie widać było liczne drobne kamyki i większe skałki, które spadał z wysokości wzniesione wybuchem lub już leżały na ziemi. Wśród zniszczeń Muad dostrzegł osmolone części jakiegoś ciała. Zakrwawione, rozerwane na kilka sztuk. Czy to była iluzja?
- Rozpierdolę was wszystkich! - Krzyknął Ishal, a jego głos zdawał się być piskiem dla ogłuszonych wybuchem uszu Bohatera i Anielicy. Tylko oni byli w stanie słyszeć jego głos, będąc tutaj, gdyż Pelios zginął.
Spojrzał tylko z ukosa na kawałek mięsa czy truchła. Mimo, iż to był nadal przyjaciel, nie przejął się zbytnio. Widywał go już w różnych stanach skupienia, kolejne na prawdę nie zrobiło różnicy. To była tylko chwila, jednak dość cenna i pożyteczna.
Dzięki całemu zajściu, wiedział, że Ishal marnuje swoje siły i pokazuje dokładnie, że chce w taki sam sposób z nimi skończyć. Szkoda tylko, że pozycja w jakiej sie znajdował, nie była na jego korzyść. Głupi krzykacz..
Mały oddech. I biegiem zza skały rzucił się pędem na spotkanie z plującym gogiem. Nawet nie spodziewał się, że jego przeciwnik będzie robił takie błędy, a mimo to, nie ma zamiaru dać mu jakiejkolwiek ulgi.. Okazałby się głupcem i ignorantem, za takiego się nie uważa.
Jego cel był prosty, musiał całym swoim impetem i khutarami uderzyć w rękę, w której Ishal dzierżył berło. Jednak gdy nie wyjdzie mu to, siłę biegu i tak wykorzysta, starając się powalić go uderzeniem barku.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Rozerwane ciało Mrocznego Elfa było dobrze widoczne. Sama obecność towarzysza w kilku częściach nie napawała optymizmem i chęcią kontynuowania walki, ale niechęć podzielenia jego losu była dobrym motorem napędowym.
Natyra nie ruszyła do boju, tylko zaczęła rzucać na siebie zaklęcie. Muad nie wiedział jakiej magii używa, ani tego jaki będzie skutek tego zaklęcia, ale najpewniejszym było to, że posłuży ono do uleczenia utraconych mocy, bądź nadania nowych. Anielica nie rzucała nigdy zaklęć tworzących gromy, kule ognia, czy gradobicia i nic nie wskazywało na razie, aby było teraz inaczej. Muad natomiast nie widząc przeciwnika ruszył do kolejnej konfrontacji. Był ranny, ale wciąż nie tracił wiele ze swej szybkości. Wybiegł zza kamienia i ku swemu zdziwieniu nie ujrzał tam goga bezpośrednio w miejscu, gdzie ten stał. Gog się odsuwał i aby się do niego dostać, należało dobiec. Wbiegnięcie ciałem w niego jednak po wytraceniu prędkości na zakręcie nie było zbyt rozważne o czym Kawalerzysta wiedział. Pozostała mu jedynie więc możliwość zaatakowania swego oponenta, który w jednej dłoni trzymał berło, a w drugiej długi miecz.
Atak. Muad wykonał atak dwiema broniami. Pierwsze ostrze zgodnie z jego życzeniem trafiło w rękę goga, ale mimo uderzenia nie wypuścił on swego berła. Drugi atak o dziwo także był skuteczny. Gog został trafiony w bok, tuż nad biodrem, chociaż Bohater chciał trafić w rękę. Po tym ataku Ishal przewrócił się na plecy. Był ledwo przytomny, ale oręż dzielnie trzymał w swych dłoniach.
Nareszcie. Wprawdzie Ishal był w pozycji nie ciekawej z jego perspektywy, to jednak jemu nadal to nie odpowiadało. Oto leży gog na plecach, w jednej łapie wymachuje ognistym berłem, a w drugiej mieczem dwuręcznym. To jak jak przewrócić żuczka na pancerzyk i spróbować go puknąć tak by ciebie nie złapał. Skojarzenie dziwne, choć adekwatne do sytuacji.
Mimo wszystko, cel pozostawał nadal ten sam - berło. Musiał szybko odebrać je przeciwnikowi, bo raz że będzie nie dobrze, a dwa że po to ta cała zabawa. Skupił się jeszcze raz na ręce. Uważał jednak by nie oberwać dwurakiem, dlatego obszedł goga kawałek tak by lepszy zasięg mieć do berła. Wziął też małą poprawkę, na wszelki wypadek, gdyby ten chciał strzelać leżąc.
Nie tracił więcej czasu..
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Tak, gog leżał, ale jeszcze żył. Był ledwo co przytomny z tego co zauważył Muad, ale żył, a póki żył mógł zabić... i pewnie miał na to ochotę. W każdym razie na szczęście Kawalerzysty, przeciwnik był obecnie w gorszej sytuacji jak on. Natyra już wybiegała zza kamieni, chyba zadowolona z takiego, a nie innego obrotu sprawy, ale nim zdążyła się zbliżyć, czy chociażby zaśmiać z powodu przewagi sił nad leżącym przeciwnikiem, Muad już działał. Wykonał krok na lewą stronę i ciął. A gdy uderzył swym orężem po raz pierwszy trafił w nadgarstek goga. Dłoń została odcięta. Berło spadło na ziemię, wciąż trzymane przez przez zaciśniętą dłoń pół-demona. Po chwili jednak drugi oręż spadł. Trafienie leżącego przeciwnika nie sprawiało Muadowi kłopotów, nie był on godny już tego, aby nazywać go zagrożeniem. Drugim swym cięciem Bohater pozbawił oponenta części ręki zaczynającej się w łokciu, a kończącej na kikucie odrąbanej dłoni. Ishal zawył złowieszczo, a jego wzrok był przepełniony tak gorącą nienawiścią, że długotrwałe patrzenie w te ślepia, mogłoby spowodować zapłon patrzącego.
Uśmiechnął się tylko cierpko w stronę Ishala. Nie trzeba było posuwać się za daleko. Wróg, a raczej przeciwnik jest już nie szkodliwy, tak więc nie ma potrzeby bawić się dalej. Schował spokojnie swoje khutary bacznie obserwując goga. Całkowicie jakby nic się nie stało zabrał się dalej do roboty. Musiał go teraz rozbroić kompletnie, więc zaczął od berła, które było głównym fantem w tej ich zabawie.
Następnie przymierzył się do miecza Ishalowego. Jednak poczekał, aż gog straci więcej sił, a Anielica podbiegnie trochę. Nie musiał się spieszyć, jego cel osiągnięty. Bezsensowny mord, to nie było to, czego potrzebował.
Czas czynów skończony, teraz trzeba użyć siły perswazji.. ale tej, mniej krwawej..
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Muad sięgnął po berło i podniósł je wraz z dłonią, która na nim zalegała. Była mocno zaciśnięta, niczym przytwierdzona. Anielica stała tuż obok, a gog wykrwawiał się... i właśnie stracił przytomność. Ciało leżało w kałuży krwi, to była już agonia, dość powolna, bo mająca objawy w uciekających z ran kropel krwi. Twarz Ishala zrobiła się blada. Usta miał wciąż otworzone i widać było zaciśnięte zęby. Gdyby chwilę temu ktoś wsadził tam palec, to pewnie teraz miałby go odgryzionego.
- No... kurwa ubita. - Stwierdziła Natyra pochylając się nad umierającym gogiem. Spojrzała na jego twarz. Miał na niej napisane swą mimiką: "Zemszczę się i zabiję!" albo coś w tym stylu. - Ty, Muad. Może chujowo tak teraz o tym mówić, ale chyba, do jebanego groma, zauważyłeś, że twojego chłopczyka - elfa rozpierdoliło na dość drobne kawałki. Nie to, abym się niepotrzebnie martwiła, ale... to trochę chujowe było. Nie sądzisz? - Zagarnęła do Bohatera jego towarzyszka. Zaiste Pelios był, jakby nie patrzeć, w kawałkach i bynajmniej nie oznacza to, że rozkleił się z wrażenia. Gdzieś jego szczątki walały się po okolicy. Nie było to zbyt miłe dla psychiki, ale co tam, Muad w końcu nie należał do wrażliwych... jak widać.
"Zdarza się.." - burknął do Natyry widocznie nie zaśmiecając sobie umysłu tym, że Pelios znowu nie żyje. Możliwe, że go to nie obchodziło. Jednak, strata przyjaciela zawsze jest odczuwalna w ten czy inny sposób. Fakt, że to był drow, morderca i sadysta bez poczucia humoru, ale on, mimo wszystko podpisywał go jako 'przyjaciel'. No cóż, najwyżej weźmie sobie jego czaszkę na pamiątkę..
"Cholera..." - rzekł na wiatr patrząc na berło i na Ishala.
"Ja pierdole przesadziliśmy.. powiedz mi, niby jak TERAZ mamy wyciągnąć od niego informacje, jak przywołać Coaghtala tym berłem?" - skrzywił się kończąc wypowiedź. Sytuacja według niego była patowa, ale miał nadzieje, że Anielica nie pokazała jeszcze wszystkich swoich talentów.
Swoją drogą, zaczął gapić się trupa jako swój łup wojenny. Hmm ciekawy miecz...
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
- Ja pierdole przesadziliśmy.. powiedz mi, niby jak TERAZ mamy wyciągnąć od niego informacje, jak przywołać Coaghtala tym berłem? - Odbiło się dwukrotnie echem po okolicy, a gog wyzionął wtedy ducha.
- Muciek... co ty kurwa chcesz przywołać? - Zapytała z dość dziwną miną Anielica, patrząc na Bohatera jak na obłąkanego debila, który wyrwał się z kajdan, aby terroryzować świat swymi dziwactwami.
- Czy mi się przesłyszało, czy do jebanego kurwa wrżniętego w odbyt Peliosowo-brudnego chuja, chcesz przyzwać Coaghtala? Tego jebanego skurwysyna, co w otchłani zwie się jebanym Niszczycielem? Czy aby, kurwa na pewno Pelios przed śmiercią nie podzielił się z tobą swym umysłem? Skąd w ogóle do jasnej cholery taki jebnięty pomysł, aby ten gog był do czegoś takiego zdolny i o co kurwa chodzi? - Anielica wyrażała swe niezrozumienie dla Bohatera i jego wyrwanych zza języka słów, kolejnymi wiązankami mieszającymi się z pytaniami. Nie wiedziała o co tutaj chodziło i Muad wiedział, że ona nie wie.
"Heh.. to cudo - wskazał na berło - może przywołać Coaghtala." - zaczął szukać na broni jakiś wskazówek które mogłyby mu się przydać. Nie przestawał jednak rozmawiać.
"Ishal, ten co tu leży, został podobno wysłany by zabić Thoma i zabrać mu mapę.. moją mapę. Jako, że nie jest on magicznie uzdolniony, dostał właśnie oto to berło by bestia się nim zajęła." - przez chwilę sam nie wierzył swoim słowom, ale są tu a nie gdzie indziej.
"Także.. cholera nie wiem.. można to było inaczej rozegrać, ale ryzyko by było większe.." - mówił tak, i nagle coś mu się przypomniało. To było niedorzeczne by o tym zapomnieć. Widocznie chęć posiadania mapy i tego do czego ona tak prowadzi, była tak silna, że zapomniał, że jest ranny..
Spojrzał się na Anielice i spokojnym głosem poprosił..
"Dasz rade uleczyć mnie? Dostałaś dość mocno.."
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
- Kurwa, Muciek, ty łajzo jebana. - Szepnęła Anielica kręcąc głową i zakrywając twarz dłońmi. - Ja pierdole, sto tysięcy bohaterów na świecie, a mnie musiał uwolnić ktoś taki... chuj, życiecie jest brutalne. - Odsłoniła twarz i spojrzała na Muada z politowaniem. - I jeszcze pewnie powiesz, że to wszystko powiedziały ci małe chochliki, które nawiedzają w tych górach paskudnego mrocznego elfa i zdziwaczałego człowieczka, co lubi ujeżdżać koniki, hm? - Pochyliła głowę na bok, ukazując swój profil.
- W każdym razie mogę cię uleczyć. - Powiedziała raźnie z uśmiechem na twarzy. - Może po prostu popierdoliło ci się w główce pod wpływem obrażeń i odnowienie sił witalnych dobrze ci zrobi. - Mówiła cały czas się uśmiechając i marszcząc nosek. Mimika sympatyczna, tylko wymowa myśli trochę rażąca. - Uleczyć? - Zapytała słodko mrużąc oczy.
"Tak, poproszę.." - powiedział jedynie tyle. Nie sądził, by dokładanie czegoś było dość stosowne. Tak, on nigdy nie był dobry w myśleniu, w planowaniu i kombinowaniu to owszem. Widać, popełnił jakiś błąd, albo to tylko urok Anielicy taki wpływ ma na niego.
"Pewien demon, który nas uleczył, powiedział nam to wszystko.. ale teraz to już prawie bez znaczenia.." - wtrącił i czekał na odpowiedź..
Spojrzał na ciało, podejrzewał, że taki o to Ishal, musiał mieć przy sobie parę ciekawych i znaczących dla niego przedmiotów. Poczekał najpierw, aż siły powrócą, by mógł przetrząsnąć zwłoki w poszukiwaniu czegoś przydatnego..
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Anielica nałożyła ręce na rany, a z dłoni jej uniosła się srebrzysta poświata. W tym lodowatym otoczeniu ten ciepły dotyk był niezwykle kojący i miły. Muad zamknął oczy chcąc, aby przyszedł sen. Był zmęczony, a gdy zamykał oczy czując ciepło... uczucie było wręcz niesamowite.
- Już - Natyra zakończyła. Muad czuł się jak wyrwany ze snu. Gdyby tylko Natyra nie była tak urodziwa, to pewnie zrodziłaby się w nim żądza dania komuś w pysk. Powstrzymał się jednak i miast agresji, zrodziła się w nim wdzięczność.
- Czy mogę wiedzieć, o jakim demonie mówisz? Byłeś ranny, może miałeś zwidy. Coś ci się popierdoliło jak zwykle, chyba już znasz te stany. - Natyra wciąż nie wierzyła do końca słowom Muada, a przynajmniej on miał takie wrażenie, że ona nie wierzy. W sumie to niedużo osób mu kiedykolwiek wierzyło w czymkolwiek. Od kiedy przybył Puszczy Mrocznych Elfów, spotykał się z podważaniem swych słów. Eskalacja tego nastąpiła przy odwiedzinach Imperium, wtedy to w ogóle czasami mógł mieć wrażenie, że nikt nie wierzy mu, że nazywa się on Muad.
Po chwili Bohater przeszukiwał tobołki Ishala. Gog miał ze sobą racje żywnościowe, bukłak, sakiewkę, a w niej 13 platynowych monet, srebrny miecz, którym walczył, berło, którym ciskał ogniste kule i plecak, a nim prócz wspomnianych racji kilka magicznych mikstur, tak z 6 i 4 kryształy, które pewnie nadają się do użytku. Ponad to Muad znalazł w plecaku goga drugie berło, trochę krótsze. Rączka jego była szara, a głowica czarna z jakąś inskrypcją i wizerunkiem potwora, który na myśl przywodził nie nic innego jak Niszczyciela. Ostatnimi rzeczami, które miał gog były jego strój i zbroja. Pierwsze to już tylko przesiąknięte krwią szmaty. Zbroja natomiast mimo uszkodzeń zdawała się być w miarę interesująca. Niestety dla Bohatera była ona stanowczo zbyt duża. Aby móc z niej normalnie korzystać, to wpierw musiałby on albo urosnąć, albo przerobić ją u kowala. Obie opcje nie były zbyt realne obecnie, chociaż jakby się poświęcić trochę.
- Ty, Muciek, patrz co znalazłam. - Natyra, gdy Muad przeszukiwał pozostałości po Ishalu udała się do szczątków Peliosa. Szła teraz z pięknym sztyletem w dłoni. Kieł Kataxxu, tak, to na pewno on. - Chyba mocne to jest, bo wygląda na nieuszkodzone. - Powiedziała oglądając znalezisko. Stała 3 kroki od Kawalerzysty, który mógł się temu przyjrzeć w miarę dobrze. Anielica spojrzała na wygrzebane przez Muada rzeczy. - Cholernie ładnie się obłowiliśmy tym. Można się podzielić rzeczami i spokojnie je spieniężyć lub wykorzystać do zabaw. Na pewno są porządne. - Stwierdziła.
"Racja.. jednak co do zbroi, to mimo jej wartości, nie będziemy mieli z niej pożytku, a szkoda.." - burknął, po czym spojrzał na kieł trzymany przez Natyre.
"To co trzymasz, to Kieł Kataxxu, jednego z dzieciaków Baltaka bodajże, razem z Peliosem ubiliśmy go już dawno, bardzo dawno temu." - zerknął na łupy. Oprócz berła jednego i drugiego to dużego biznesu na tym się nie zbije. Fakt, dużo się nie napracowali, a prawdziwa zapłata będzie gdy łeb Thoma zwali się na glebę. Heh, sam w to nie wierzył w tej chwili. Teraz to wszystko wydawało się tak bliskie, a zarazem tak dalekie. Otrząsnął się..
"Wybierz sobie coś.." - wskazał na łupy. To było ważne, docenić tych którzy żyją, i tą bez której by go to nie było. To było na miejscu, tak uważał bowiem. Trzeba doceniać ludzi i nie-ludzi, póki żyją, bo może być za późno..
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Natyra odłożyła sztylet na kupkę zebranych skarbów po czym sięgnęła z niej berło, którym gog miotał ognistymi kulami. - Skoro tym da się zabić mrocznego elfa, to wezmę na wypadek, gdyby się znów tutaj pojawił. - Powiedziała podnosząc magiczny przedmiot. - Dzielimy się monetami i miksturami, no i jeszcze tymi kryształami? Chyba wszystkie służą do wzmacniania mięśni, a te mikstury... cholera wie. Jeżeli mają gorzki,migdałowy posmak to na pewno leczą rany, jeżeli mają smak lub zapach gnijących jabłek... to lepiej ich nie pić. - Wyjaśniła i wzięła jedną z sześciu mikstur. - Słodki zapach, cholera, nie wiem co to może być. - Jeszcze jedna fiolka i jej zawartość wyglądała tak jak ta, którą trzymała Anielica. Pozostałe cztery były również jednorodne, ale już z innej serii. Kobieta sięgnęła po dwie od razu, odkorkowała i powąchała. - Migdały, gorzkie. Mikstury leczenia jak nic. Chcesz dwie lub trzy? - Zapytała, przy okazji identyfikując zawartość czterech fiolet, o ile można jej było zaufać. - Inne rzeczy można wyrzucić, czy coś. Hm... może zakopać je tutaj, a i nuż się kiedyś przydadzą. Dziura po wybuchu jest w końcu, więc można z niej skorzystać. No i jeszcze sprawa twojego chłoptasia. Zakopujemy go, czy zostawiamy? - Kolejne pytanie kobiety.
"Wezmę dwie, a reszta na pół." - rzekł i zaczął przeszukiwać łup. Chwycił za buława, której wygląd mówił, iż to właśnie ta ma przywołać demona. Zaczął zastanawiać się czy to na prawdę działa, i czy zadziała.
"Zakopujemy czy zostawiamy.. - powiedział zamyślony - w mojej kraju palimy ciała przyjaciół, jednakże jesteśmy tu. Drowy z tego co wiem, a mało wiem to żyją w ziemi.. Ale z drugiej strony, nie obchodzi mnie już to. Zabiorę tylko jego łeb na pamiątkę."
"Nie mamy czasu na zabawę w skarby, a to co ma przy sobie Thom, jest o wiele cenniejsze dla mnie, dla ciebie może też będzie..." - mówiąc to, powoli zbierał swoją cześć łupu. Gdy nadeszła pora na kieł, przypomniał sobie konsekwencje, jakie niesie ze sobą trzymanie go blisko siebie. Będzie musiał zrobić coś ze szmat Ishala..
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Muad zabrał ze sobą dwie mikstury magiczne, a Natyrra wzięła kolejne dwie. Pozostały jeszcze dwie pozostałe eliksiry. Muad wziął jedną, a Anielica nie. W końcu nie wiedziała co to jest.
- Czy ja dobrze usłyszałam? Chcesz zabrać głowę Peliosa? - Zapytała z niedowierzaniem Anielica, a Muad w tym czasie zabierał Kieł Kataxxu i szare. Potężne przedmioty, nie ma co. Z pierwszym wiązała się przeszłość i wspomnienie przygody, która o mało co nie zakończyła się przypłaceniem życia. Podróże w dalekich stronach świata, pod palącym słońcem i nad jałową ziemią. Pelios, Muad i ten trzeci gdzieś w podróży w nieznane. Drugi przedmiot natomiast nie miał swej przeszłości związanej z Kawalerzystą. Miał jednak przyszłość. Rachunek wszak był prosty. Jeżeli Ishal z tym berłem miał pokonać Thoma, a sam padł przed Natyrą i Muadem, to oni z tym berłem również pokonają maga. W rachunku jednak pojawiała się pewna zmienna, czy raczej niewiadoma. Przy pierwszym obliczeniu wśród liczb, były cyfry Mrocznego Elfa, a przy drugim obliczeniu nie będzie ich już raczej. Wynik więc wciąż jest tajemnicą.
- Kurwa, Łajzo! Ty jebana, zboczona świnio. Na chuj ci głowa tego mrocznego elfa? Ja to kurwa rozumiem, że zabiera się głowy pokonanych wrogów, czy jebana psia mać wie kogo, ale nie kurwa głowy osób z którymi się podróżowało. - Oburzyła się Anielica. - Wiem, że Pelcio był zjebaną szmatą i ostatnim chujem we wsi, na którego chciałoby się wejść, ale mimo wszystko to był towarzysz. Chyba jarzysz w tym swoim małym móżdżku co to znaczy, kurwa, towarzysz. Czy jak ja zginę, to też do jasnej cholery weźmiesz sobie moją głowę? Jeżeli tak, to pierdolę to. Wracam sama, gdziekolwiek, tylko, aby się z takim jełopem nie zadawać. Więc jak... kurwa. Bierzesz sobie główkę koleżki, czy nie? - Zapytała dość uprzejmie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum