TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Otwarty przez: DaMi
2009-03-09, 20:10
Uroczysko
Autor Wiadomość
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-25, 08:41   

- Nie wierze, by stał za tym jakiś druid. - rzekła, patrząc smutnym wzrokiem na płaczącą elfkę. - Mam przynajmniej taką nadzieje. Nie wiem, co by musiało mu odwalić, by uczynić coś takiego.

Druidka opuściła wzrok, znów milknąć na pare chwil.

- Arborze, te drzewa były po prostu.. Jakby ktoś wyssał z nich całe życie. Wysokie pnie, które pewnie tkwią w tych lasach mnóstwo lat po prostu wyschły, przegniły, zapadły się w siebie.. Naprawde nie wiem jak to inaczej opisać.

Zajrzałą mu w oczy.

- To samo było z zwierzętami, oraz mieszkańcami tej wioski. Jakby ktoś wysączył z nich całe życie... Skóra sucha jak pergamin, kości łamiące się pod własnym ciężarem.. Nie potrafi inaczej tego opisać..

Głos zadrżał jej słowa na chwilę ugrzęzły w gardle. Znów zapadła chwila ciszy. Czuła na sobie spojrzenia wszystkich elfów w świątyni.

- O ile karawana wyglądała na robote jakiegoś maga ziemii, i to naprawdę potężnego, to to, co zaszło w okolicy Amen'tae, wygląda bardziej na jakąś inną dziedzinę.. Może nawet nekromancję..

- Chociaż więcej by mi powiedziało to, co mnie zaatakowało - Przyłożyłą mimo wolnie dłoń do rany. - Nawet nie widziałam, jak to wyglądało. Jedynie ten chihot.. Co to było, do cholery??
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-26, 00:36   

Arbor milczał dłuższą chwilę, jak gdyby rozważając w myślach kolejne słowa Kayany. Na twarzy elfa wykwitł wyraz zupełnej nieobecności. Myślami odpłynął gdzieś daleko, w sobie tylko znane rejony podświadomości. Mimowolnie Kayana musiała zauważyć, iż ma przed sobą kogoś, kto przeżył w tej profesji dobre kilkaset lat. Kogoś, kto doświadczeniem przewyższa ją o całe dekady. Nie był to dla niej nowością – wszak właśnie jemu podobni elfowie przygotowywali ją do bycia druidem. Mimo to, pewien szacunek dla wieku i mądrości, gdzieś zakorzeniony w odruchach pozostawał.

- Zaiste... - rzekł po dłuższej chwili nieobecności Arbor - ...zaiste dziwne wieści przynosicie. Efekt niszczenia przyrody, o którym mówisz, wygląda mi na pewien sposób regeneracji energii magicznej. Na Stratię, żałuję, że sam nie mogłem się temu przyjrzeć i lepiej ocenić zjawiska! Mimo to jestem niemal pewien, iż niszczenie przyrody nie jest tutaj celem, a jeno środkiem. Czymś w rodzaju źródła mocy. Im więcej żywych istot się zniszczy, tym więcej się stworzy, rozumiesz?

Pytanie w oczywisty sposób było retoryczne, zaś sam Arbor wcale nie wymagał od Kayany natychmiastowej odpowiedzi. Wręcz przeciwnie, kontynuował swój monolog, jak gdyby dyktował słudze notatki, mające służyć za materiał pod przyszłą książkę, nie zważając zupełnie na otaczających go elfów i ludzi, jeno zagłębiając się w bezmiar własnych przemyśleń.

- Nie jest też łatwo powiedzieć, co opanowało Amen'Tae. Wiemy raptem kilka rzeczy. Po pierwsze, wszystko zaczęło się ostatniej nocy. Przetrwali tylko ci, którzy byli w domach, bezpiecznie zamknięci. Będący na zewnątrz zginęli właściwie od razu.. strażnicy, przypadkowi przechodnie.. wszyscy, bez wyjątku. Przyroda, co warto odnotować, nie ucierpiała. Efekt jej niszczenia pojawił się nieco później, dopiero nad ranem. Nad ranem z resztą zelżały też ataki na niewinnych. Wielu skorzystało z okazji i skryło się w jedynym kamiennym budynku w okolicy, czyli świątyni. Widzisz jednak, siostro... za dnia to, co nas zaatakowało, nieznacznie tylko słabnie. Słabnie, osłabia uwagę, ale nadal jest niebezpieczne. Wraz z jego nadejściem, wioskę otacza mrok i gęsta mgła. Wdziera się wkażdy kąt, w każdą szparkę i niepodzielnie oznacza panowanie zagrożenia. Ciężko to opisać. Sama zostałaś zaatakowana, choć nie widziałaś napastnika. I tak miałaś szczęście, siostro..

Marcus chrząknął znacząco.

- Ja widziałem. Jedna z tych istot siedziała na dachu świątyni – rzekł cicho – postrzeliłem ją, a ta zaskomlała z bólu. Sądzę, iż można je zranić zwykłą bronią..

Druid przerwał mu bezceremonialnie.

- Aby ranić, trzeba mieć czym i trzeba mieć jak. A tak się składa, że nie mamy ani specjalnie dużo broni, ani ludzi, by nią władać. W świątyni znajdują się kobiety, dzieci i starcy. Większość mężczyzn poległa, próbując wydostać się poza zasięg ciemności i sprowadzić pomoc. Żywności i wody również nie ma za wiele. Przy obecnym stanie, wystarczy jej ledwie na dwa, góra trzy dni. Nie możemy sobie pozwolić na walkę.

Cichy szmer rozległ się po świątyni. Najwyraźniej pogląd, jakoby walka była daremna był tutaj dość powszechnie akceptowany.

- Co gorsza, nie znamy źródła zagrożenia. Nie wiemy, co je spowodowało, ani jak je zatrzymać – krótko podsumował sytuację Arbor.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-28, 21:17   

- To samo przyszło mi do głowy. - Mruknęła, przymykając oczy. - Im więcej negatywnej energii dookoła, tym wiecej siły mają te kreatury. Dwie rzeczy są jedynie pewne; Ten proces postępuje, i bedzie postępował. A tymi kreaturami coś musi kierować, same przecież nie pojawiły by się z nikąd i bez przyczyny, a zniszczenia w lesie to na pewno nie ich sprawda.

- Marcus ma rację. - Tym razem to Kayana wpadła w słowo Druidowi. Nie zamierza pozwolić, by ten traktował łowcę "z góry" bo nie należał do kręgu, czy z jakichkolwiek innych powodów. Wiedza wiedzą, ale to Marcus ocalił ją przed tym cholerstwem, a przez Arbora byli narażeni tak długo. - Jeśli można to draństwo zranić normlanymi metodami, to zawsze jest dobra wiadomość, zawsze pozostaje nadzieja. Niemniej jednak wciąż nie powiedzieliście mi CO to jest? Wygląd? Broń? To jest przecież ważne..
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 11:57   

Arbor nie zraził się zbytnio wejściem mu w słowo. Nawet jeśli, doskonale to maskował. Uśmiechnął się tylko lekko, znów powracając do swojego nauczycielsko – mentorskiego tonu głosu.

- Tutaj zdania są podzielone. Z relacji tych, któży przeżyli wynika, iż istoty przybierają różne kształty. Jedni mówili o insektach. Inni o orkach, co mi osobiście wydaje się przesadzone. Jeszcze inni o pokracznych humanoidach a nawet o latających nietoperzach. To brzmi dziwnie, ale mam na ten temat swoją teorię. Wydaje mi się, iż istoty te przybierają różne kształty w zależności od tego, kogo atakują. Zupełnie, jakby w jakiś sposób starały się przybrać optymalnie przerażającą formę, by obezwładnić ofiarę.

Marcus zachichotał lekko.

- Atakując Kayanę ani chybi staną się pustymi butelkami po winie – rzucił, puszczając 'oczko' w stronę druidki.

Arbor chrząknął znacząco, gromiąc wzrokiem łowcę.

- Nie żartuj z tego, człowieku. Stwory te wybiły ponad połowę ludności Amen'Tae. Są niezwykle skuteczne. Mrok i mgła nie przeszkadzają im w żaden sposób, zaś same potrafią poruszać się wyjątkowo cicho. Atakują z zaskoczenia i najczęściej tak, że z reguły wystarcza im jeden cios. Potwierdzoną próbę zranienia jednego z nich znam tylko jedną. Właśnie waszą.

Marcus syknął cichutko przez zęby.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-29, 16:42   

Druidka odpowiedziała łowcy uśmiechem. Takie żarty, choć pozornie bardzo nie na miejscu, rozładowywały w niej emocję, rozluźniały lekko, mimo położenia w jakim się znaleźli.

- Dziwne to w sumie. - Zastanowiła się po chwili, przerywając milczenie. - Jeśli chciały nas zaskoczyć, mogły równie dobrze zaatakować cichcem, a nie dawać znać, że nadchodzą. Są dwie możliwoście. Albo przybrały taką strategię, by nas zdezorientować, albo po prostu.. Napawają się strachem ofiary, gdy ona już wie, że nadchodzą. To pewnie je pobudza.

- Niemniej, jesteśmy w martwym punkcie. Nie przychodzi mi narazie nic, co moglibyśmy uczynić, by się stąd wyrwać. - Spojrzała na Druida. - Nie licze nawet na to, że wiecie, ile jest tych istot. Nie zamierzam jednak trwać z założonymi rękoma. Trzeba działać. Przynajmniej coś wymyślić.

- Macie tu może coś, co były by nam pomocne? Plan miasta, a może po prostu wiecie o jakiejś możliwej drodze ucieczki?
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 16:51   

Arbor westchnął.

- Planu miasta jako takiego nie mamy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by go stworzyć. Potrzebuję tylko czegoś do pisania. Podczas ucieczki jakoś nie wpadłem na to, by ze sobą zabrać.

Gdzieś z głębi sali uszu Kayany doszedł rozpaczliwy jęk jakiegoś elfa.

- Póki co jednak, przyda mi się twoja pomoc tutaj. Ucieczka wydaje się być jedynym wyjściem. Ale aby umożliwić ucieczkę, ktoś musiałby zająć istoty czymś innym...

Kolejny jęk rozdarł powietrze.

Arbor szepnął coś cicho pod nosem. Mogło być to przekleństwo. Mogła to być modlitwa do Stratii. Kayana nie usłyszała dokładnie.

- Znowu... - szepnął - ...mam tu ciężki przypadek. Zioła uśmierzające ból działają tylko kilkadziesiąt minut na nią. Brak mi już ziół leczących. Obawiam się, że kobieta do rana umrze. Była jedną z pierwszych, jakie zostały napadnięte i tylko cudem udało jej się wyrwać. Ale tu, w świątyni, moje zapasy środków leczniczych są już na zupełnym wyczerpaniu.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-29, 16:56   

Mięśnie Druidki natychmiast się spieły. Choć głowa wciąż dawała się we znaki i zrobiła to z najwyższym trudem, Wstała.

- Plan miasta poczeka. - Rzekła pewnie, schylając się po swoją torbę. - Prowadź do Rannych. Teraz to jest najważniejsze.

Ruszyła za Arborem, znosząc spojrzenia, które wwiercały się jej w plecy. Pomimo swojego stanu, teraz nie dbała o swoje zdrowie.

Miała swoje zasady. A tej, której teraz się trzymała, powinien trzymać się każdy Druid.

Najpierw inni. Potem ja.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 17:09   

Druid spojrzał uważnie na kobietę, jak gdyby oceniając stan jej zdrowia.

- Nie przemęczaj się - rzekł z troską - daj zioła mi, ja się tym....

Zarówno spojrzenie Kayany, jak i dłoń Marcusa, która pewnie pomogła jej wstać ucięła wszelką dyskusję, stawiając elfa przed faktem dokonanym. "Prowadź" i nie miej nic do gadania.

Tępy ból pulsował gdzieś w okolicach uderzenia. Kobieta czuła, że nawet pomimo użycia silnych ziół, jeszcze przez jakiś czas będzie pokryta opuchlizną. Mimo to zasady były silniejsze.

W akompaniamencie coraz głośniejszych jęków stawiała kolejne, nieco chwiejne kroki, pomiędzy rzędami siedzących na posadzce i nie spuszczających z niej oczu elfów. Teraz dopiero mogła się przekonać, w jakiej sytuacji znajdują się mieszkańcy Amen'Tae. Głodni, wystraszeni, pogrążeni w beznadziei i braku jakichkolwiek szans na ratunek. Nie dziwiło więc, iż widok dwojga ludzi, którzy przedostali się z zewnątrz budził takie emocje.

Skoro można się tu dostać, można też uciec.

Kobieta wyglądała fatalnie. Jak źle połatana piłka, z której uciekło całe powietrze. Ślady po ataku były bardzo wyraźne. W większości prowizorycznie obandażowane. Jeden opinał całe lewe ramię, drugi szczelnie zakrywał głowę w rejonie twarzoszczęki, inny omotany tkwił wokół lewego uda oraz poniżej linii żeber. Coś, co ją dopadło, nie szczędziło sił, by ją zabić. Opatrunki w znakomitej większości naznaczone był krwią. Widać było, iż starano się ją operować w polowych warunkach i przy aż nazbyt wyraźnym braku środków ku temu.

Mimo to właśnie te opatrunki trzymały ją przy życiu. Bolesnym życiu.

- Tak to wygląda... - szepnął Arbor kładąc dłoń na jej czole - ...nie jestem w stanie jej pomóc. Nie mam jak. Jestem w stanie stworzyć magiczne jedzenie, ale ona nie przyjmuje pokarmu... liczne rany cięte, liczne ślady po szarpaniu i ugryzieniach, nieznana mi antytoksyna hamująca procesy krzepnięcia krwi... mogę rzec, iż rzucono na nią dosłownie wszystko. Sam nie wiem, jakim cudem uszła z życiem i sama dotarła do świątyni. Tutaj ją znaleziono.

Omotane bandażami ciało jęknęło rozdzierająco, jakby na potwierdzenie tych słów.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-29, 17:25   

Druidka spojrzała smutno na biedną elfkę, świadoma, jak paskudnego losu udało jej się uniknąć. Marcus wyratował ją z nielada kabały.
Przez myśl przemknął jej obraz jej samej, leżącej na tym łożu, zakrwawioną, słabą, umierającą. Powstrzymałą falę gorąca jaka uderzyłą jej w gardło; Ta zawsze uprzedzała łzy, druidka w pore się więc opanowała.

Rozejrzałą się za jakimś stołkiem, przysuwając go do łoża pacjentki. W parę chwil z torby zniknęła większość ekwipunku; Druidka, jak na jej cech przystało, nosiła przy sobie wszak mnóstwo medykamentów. Tutaj pomocny mógł być każdy.

Bo Druidka nie zamierzała pozwolić kobiecie umrzeć. Bedzie o nią walczyć do końca.

Igły, nici, zioła, maści, bandaże... Wszystko po kolei lądowało na stołku, zakłucając lekko ciszę, jaka zapadła. Druidka ułożyła przedmioty w prowizorycznym porzadku, na porządną segregację nie było czasu. Trzeba było działać.

Walczyć o życie.

- Marcusie, zostań, kto wie.. Może bedziemy potrzebować trzeciej pary rąk..

Zajrzałą Arborowi w oczy. Nie potrafiła ukryć smutku, jaki się na jej twarzy zmalował. Właściwie nie zamierzała nawet chamować własnej mimiki. Kogo to teraz obchodziło..

- To wszystko, co posiadam. Wystarczy czy nie; Nie zamierzam poddać się tak łatwo.

Do roboty!
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 17:34   

Stołka, jak na nieszczęście, w pobliżu nie było. Długie, szerokie ławy, jakie biegły wzdłuż świątyni co prawda nadawałyby się na podstawkę pod medykamenty, ale przesunąć ich niezbyt się dało. Kayana musiała improwizować i rozłożyć przyrządy na własnej torbie podróżnej.

Arbor zmierzył najpierw ją, potem wszystkie środki lecznicze głębokim spojrzeniem. Przez chwilę wyglądał, jakby nie wierzył własnym oczom.

- Powiedz mi, że masz jeszcze ekstrakty lecznicze, to cię ozłocę, siostro... - szepnął - ...dokładnie tego mi brakowało. Jeśli zaczniemy zaraz... może się udać!

Druid uklęknął przy kobiecie, delikatnie zaczynając rozwijanie bandaży.

- Człowieku, chwyć ją mocniej nieco za barki. Nie chcę, by się wyrywała. Zacznijmy od podania jej mikstur, jeśli macie. To wzmocni proces gojenia się wewnętrznych obrażeń. Nie zaszkodzi też podanie jej kolejnej porcji maści przeciwbólowej. Potem będziemy po kolei odwijać bandaże, zaszywać co będzie do zaszycia, pokrywać maścią regenerującą i ziołami leczącymi.

Brzmiało to rozsądnie. Gdyby szkolona w leczeniu Kayana miała robić to sama, zapewne użyłaby tej samej strategii.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-29, 17:41   

Druidka skinęła głową, sięgając po wyłożoną wcześniej miksturę. Wiedziała, że taka ma sporą wartość, zarówno materialną jak i bardzo cenione były jej właściwości. Wiedziała, że może ją taka wyratować z nielada opresji.

Nie żałowała jednak mikstur. Ani maści, ani nici, ani ziół.

Skinęła głową na plan Druida. Trochę to potrwa, ale może się udać.

Musi się udać!!

Po prostu robiła to, czego uczyła się całe życie. Leczyła. Ratowała życie.

- Bierzmy się do pracy, Arborze. - druidka już pochylałą się nad pacjentką. Wiedziała, że każda chwila jest cenna.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-30, 18:25   

[Stracono na całokształt zabiegu:
2x Bandaż - powstrzymuje krwawienie
Słabe Zioła Lecznicze - Leczy 2k10 pktów życia (cel musi być nieruchomy, zajmuje 1 turę)
2xMaść lecznicza (10 porcji) - +1 regenracji na 6h, szybsze gojenie się rany
Lekka mikstura Leczenia - (2k10)
Igła i sterylizowane nici (10m)]



Elf skinął głową. Tu nie było nic więcej do dodania. Po prostu zaczęli.

Kayana przyglądała się w życiu wielu zabiegom. Sama miała dość dobre pojęcie, jak to druidka, o przeprowadzaniu tych najprostszych. Owinięcie bandaży, nastawienie zwichnięcia, tego typu rzeczy. Mimo to do tej pory ani razu nie brała udziału w naprawdę ciężkim zabiegu. Musiała toteż polegać przede wszystkim na wskazówkach Arbora. Kobiecie niezbyt odpowiadała rola 'pielęgniarki' w tych działaniach, ale przyznać musiała – Arbor leczył znacznie lepiej od niej.

Druid gestem nakazał Marcusowi przytrzymanie głowy elfki, po czym delikatnie wlał jej do ust miksturę leczenia. Stopniowo, pozwalając jej z trudem przełykać, czekając aż jej stan się unormuje. Efekty pojawiły się niemal natychmiast, gdyż ranna uspokoiła się wyraźnie, przestała tak często i głośno jęczeć, a na twarzy wykwitły jej pierwsze rumieńce.

To był jednak tylko początek.

Zabieg technicznie rzecz biorąc był monotonny. Mimo to z całą pewnością nie należał do prostych. Ani przyjemnych.

Już po odwinięciu pierwszego bandaża, umieszczonego na barku, prosto w twarz Kayanę uderzyła ciężka woń jakby pleśni i rozkładu. Od razu domyśliła się, iż – jak to zwykle bywa po ugryzieniach – w ranę zaczynało wdawać się zakażenie. Rana zapewne musiała swędzieć i mrowić. Stopniowo traciło się czucie w rejonie ugryzienia, po czym... ręka nadawała się tylko do amputacji. Na szczęście na to nie była jeszcze pora. Pomoc mikstury magicznej przyszedł w porę i Kayana z doświadczenia wiedziała, że sytuacja jest jeszcze do odratowania.

Mimo to widok posiniałej, miejscami szarej pręgi, jaka wykwitła wokół głębokich śladów po kłach jakiejś nieznanej Kayanie istoty nie należał do najprzyjemniejszych. Druidka domyślała się, że gruba kula, jaka nagle znalazła się w jej gardle musi być pozostałością po zjedzonych rankiem racjach żywnościowych.

- Maść lecząca – rzekł Arbor, wyrywając ją z zamyślenia i wskazując druidce słoiczek podbródkiem oraz odwinięty bark pacjentki.

Sam zaś zajął się rozcieraniem ziół w swoim moździerzu. Praca tylko śmigała mu w dłoniach. Lek przygotowywał niezwykle sprawnie i szybko, nie tracąc zarazem ani na moment pozy i wyrazu twarzy nauczyciela, zupełnie, jakby chciał Kayanie jakoś zaimponować.

Schemat przebiegał prosto. Gdy było to niezbędne, Arbor zaszywał głębsze ślady ugryzień. Na zaszytą ranę Kayana nakładała maść regenerującą. Bezpośrednio na nią lądowały roztarte zioła. Całość uzupełniało obłożenie świeżym – gdy była taka potrzeba – bandażem. Ciężki odór niechętnie ustępującej śmierci i rozkładu mieszał się w powietrzu z zapachem lekarstw i ziół. Zapachem życia.

Cała świątynia milczała, z podziwem przyglądając się mistycznemu niemal zabiegowi.

Operacja jednak trwała. W ciągu godziny duet druidów poradził sobie zgrabnie z barkiem, udem i głębokimi bruzdami poniżej linii połamanych dolnych żeber. Na koniec został najgorszy rejon – twarzy, do tej pory szczelnie owinięty bandażem.

Wąziutka stróżka potu spływając po policzku i zjeżdżając mroźnym dreszczem po dekolcie dała druidce znać, iż leczenie bywa bardziej męczące od samego chorowania.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-30, 20:11   

Wyraz twarzy druidki nie zmienił się podczas zabiegu. Determinacja, która wcześniej na niej widniała, teraz zniknęła na miejsce maksymalnego skupienia.

Rola Pomocnicy Arbora nie przeszkadzała jej, może nawet była trochę na ręke. Dzięki pomocy Druida, oraz jego wskazówką presja i poczucie odpowiedzialności nie były tak uciążliwe.

Pot sprelił jej czoło, drgnęłą lekko, gdy kropla spłyneła po szyi, znikając ze dekoltem. Otarła wolną ręką czoło. Milczała.

Po prostu leczyła. Za wszelką cene starałą się uratować kobiecie życie. Wszystko czego się nauczyła, wszystko co potrafiła, sprowadzało się właśnie do takich chwil. Żaden egzamin, żadne lekcje nie dawały tyle co prawdziwe ratowanie życia.

Jej ręce i czas. To były odważniki na wadze życia i śmierci tej kobiety.

Prosty wyścig z czasem.



Odetchnęłą lekko, zerkając na twarz poranionej. Najcieższe jednak na końcu.

- Tutaj musimy być bardzo delikatnie. - Mruknęła, bardziej do siebie niż do Druida. Ten zdawał sobie przecież z tego doskonale sprawę. - Nie ma czasu do stracenia, zaczynajmy odrazu.

Raz jeszcze otarła czoło rękawem.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-01, 15:10   

Bandaż kleił się od strupów krwi. Aby go oderwać od twarzy kobiety trzeba było najpierw nieco go namoczyć w wodzie, ale nawet to nie wystarczyło, by elfka nie wrzasnęła z bólu przy odchylaniu go. Niestety, jedyne zioła uśmierzające ból, jakie posiadała Kayana, zostały zużyte już wcześniej na stopy Timorisa. Teraz druidka mogła tylko żałować, że nie ma ich więcej. I patrzeć, jak kobieta zwija się z cierpienia, pojękując z cicha. Łzy, jak grochy, spływały jej po paskudnie zmasakrowanym policzku.

Marcus westchnął, odwracając na moment wzrok i oddychając głęboko. Kayany nie dziwiło jego zachowanie. Sama już od dawna czuła na nowo dokładnie, co zjadła dziś rano. Widok aż za bardzo przypominał jej znalezione całe lata temu ciało Saraila.

Kobieta otrzymała solidne uderzenie w bok głowy. Uzbrojona w ostre, lekko zakrzywione ku końcowi pazury łapa przeorała jej skórę od ucha aż po końcówkę brody. Rana była głęboka, sięgająca bez większego problemu kości. Sine pręgi i suchy odór aż zbyt wyraźnie zwiastowały niepokojące powikłania w ranie. Goiła się z trudem. Mikstura swoje robiła, lecz nie załatwiła całej sprawy. Niezbędna byłą pomoc również od zewnątrz.

Bandaż. Maść lecząca. Roztarte zioła. Szycie.

Ręce Kayany drżały. Widok zwijającej się z bólu kobiety też nie pomagał. Przy każdym przeciągnięciu nici przez skórę kobieta z sykiem wciągała powietrze, jakby jej płuca miały za moment eksplodować. Pot lał się z druidki strumieniami. Z ulgą powitała ostatnie szwy i zawiązanie zgrabnej pętelki na końcu nici.

Chyba się udało.*

- Śpi. To dobrze – cichy głos Arbora zwiastował koniec operacji.

Razem musiało to trwać dobre dwie godziny.

- Nam też by się przydało... - również cicho skwitował sprawę Marcus.

Na twarzy łowca był dziwnie blady. Chyba nigdy do tej pory nie asystował w takim zabiegu.

*(udany rzut na zręczność przy zszywaniu na pierwszą godzinę operacji przeciw ST15 i za drugą godzinę przeciw ST 18)
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-05-02, 10:36   

Druidka westchnęła głośno, słysząc szept Druida. Choć, patrząc na stan w jakim teraz była elfka, świadoma, że nic już wiecej nie mogą zaszyć czy zasklepić, dopiero jego słowa sprawiły, że Do druidki dotarł w końcu ten fakt.

Udało się.

Otarła raz jeszcze mokre i szkliste od potu czoło, westchnęła drugi raz. W końcu na jej twarzy pojawił się pierwszy, leciutki uśmiech.

- Udało się - Powiedziała pewnie, jakby starajać się do tego przekonać wszystkich wokół, którzy mieli wątpliwości. Nawet część siebie.

Udało się.

Musiało się udać.


Uśmiechnęła się troszkę mocniej do Arbora, tym uśmiechem dziękując za całą pomoc.
- Udało się. - Dodała trochę ciszej. - A teraz wybacz, bracie, ale Marcus ma rację. Padam z nóg.

Bo faktycznie padała z nóg. Przez 2 godziny maksymalnego skupienia nie czuła ani trudów po podróży, ani nawet rana nie dawała jej się we znaki. Teraz, spotęgowany okrutnym zmęczeniem, ból powrócił jeszcze bardziej natarczywy i otępiający niż poprzednio.

Usypiający wręcz.

- Nie potrzebujemy wiele, możemy spać w naszych podróżnych posłaniach, jeśli na nic innego warunki nie pozwolą. - Choć nie pogardziła bym jakimś większym łożem,dodała w myślach.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-02, 10:51   

Arbor skinął głową.

- Żałuję, że nie mogę zaoferować wam nic więcej. Tyle, co wolny kąt na rozłożenie posłań - rzekł przepraszającym tonem.

Wskazał gestem miejsce za jedną z kolumn, dość odsłoniętą od reszty świątyni. W sam raz na posłanie, lub... dwa.

- Rozumiem, że chcecie spać... blisko siebie? - zapytał, w dość niedyskretny, ale bardzo typowy dla prostolinijnych druidów sposób.

Poczekawszy na odpowiedź odezwał się znowu.

- Odpocznijcie. W tym czasie ja przejrzę tę księgę, którą mi dałaś. Wspominałaś też coś o papierze, czymś do pisania i o planie miasteczka? To też da się zrobić, o ile masz przyrządy do pisania.

Westchnął, rozkładając bezradnie ręce.

- Wybacz, siostro, że tylko tak mogę okazać swoją wdzięczność. Naprawdę, uratowałaś tej kobiecie życie. Wszyscy jesteśmy ci bardzo wdzięczni.

Cichy pomruk jaki obiegł świątynie nie mógł być niczym innym, jak tylko potwierdzeniem słów druida.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-05-02, 11:04   

Druidka spuściłą głowę, nie chcąc pokazać rumieńca, jaki rozlał się jej na policzki. Jak do tej pory, ich relacje z Marcusem nie były stykane z osoabi trzecimi. Odkąd podróżowali w lesie razem, nikt nigdy nie wtrącał się w ich wzajemne relacje. Timorisa przecież nie można zaliczyć do tych "wtrącających się".

Nie mniej, opinia innych nie powinna ją wiele obchodzi. Mimo to rumieniec nie ustąpił.

- Tak.

I to wystarczyło. Nie chciała nic wiecej dodawać. I nie zamierzała.

Po chwili walki z bałaganem w torbie, do której wcześniej niedbale wrzuciła resztę pozostałych jej medykamentów, wyciągnęła papier, pióro i kałamarz, który znalazła w wozie. Z uśmiechem wręczyła je Arborowi.

- Akurat ty powinieneś wiedzieć, że nie mogłam postąpić inaczej. Od tego wszak jesteś, nieprawdaż?

Zerknęłą na otaczający ich tłum. Choć ratując elfkę na pewno zyskała zaufanie, nimi wciąż musiały targać watpliwości. Skoro przybyła Druidka z zewnątrz, uratowała najmocniej poranioną, to może uda jej się wyrwać ich stąd.

Cóż.. Bardzo by tego chciała.. Ale nie chciałą by się na niej zawiedli.

Z cichym westchnieniem zaczęła rozkłądać posłanie.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-02, 13:31   

- Od tego oboje tutaj jesteśmy. Zawsze byliśmy, siostro - Arbor z lekkim ukłonem przyjął z rąk druidki przybory do pisania wraz z piórem i atramentem.

Dotykał ich z czułością niemal, jak gdyby witał się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi. Od razu dało się wyczuć, że elfowi w warunkach zamknięcia w świątyni najbardziej brakowało właśnie tego. Możliwości pisania, czytania i gromadzenia wiedzy. W hierarchii Kręgu musiał być starszym hierofantem lub jakimś nauczycielem.

Kayana jednak nie zastanawiała się nad tym. Udała się wraz z Marcusem na wybrane im miejsce. Łowca do tej pory nie komentował jej dotychczasowych poczynań. Zbyt wiele par oczu było na nich skupionych, by móc swobodnie rozmawiać.

Za kolumną było... nawet przytulnie. Przede wszystkim jednak - ustronnie.

- Pozwól mi - rzekł Marcus odpinając od swego plecaka dwa koce.

Kayana mówiąc o "rozkładaniu posłania" musiała mieć właśnie to na myśli. Do tej pory razem z Marcusem nocowali pod jego kocami. Ona wszak nie miała żadnego. Spali prosto - z torbą pod głową, przykryci kocem, przytuleni do siebie jak najbliżej. To ostatnie, rzecz jasna, miało na celu zachowanie możliwie największej ilości ciepła.

Choć bez iskierek erotyzmu też się nie obywało.

Marcus półleżał już na jednym kocu, obserwując uważnie każdy ruch druidki.

- Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem - rzekł nie od razu - z moim ramieniem gładko sobie poradziłaś, ale to... wstyd przyznać, ale po pierwszej godzinie myślałem, że zemdleję. A ty szyłaś ją jak gdyby nigdy nic. Naprawdę mi zaimponowałaś.

Proste słowa uznania. A ile potrafią znaczyć.

- Bardzo zmęczona? - spytał z dość dziwnym wyrazem czułości na twarzy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-05-02, 14:38   

Druidka z kolejnym lekkim rumieńcem rozczorchrała lekko swoje włosy. Głównie po to, by niektóre ów rumieniec zasłoniły.

Choć Łowca i tak je na pewno zobaczył.

- Wiesz.. - Mruknęła, siadając koło niego. - Jest tak jak mówiłam. Jestem Druidką, powinnam mieć takie rzeczy we krwi..

Położyła się, za głowę kładąc torbę. Westchnęła ciężko, wpatrzona w kamienny sufit, nasłuchując odgłosów światyni. A raczej jej ciszy. Upiornie ciężkiej ciszy.

Śmierć wisi w powietrzu.

Przytuliła się do Marcusa. Przekręciła na bok, lekko wwiercając głowę w jego ramię. Nie odezwała się słowem, choć jej myśli krzyczały. Tyle było niewiadomych.

Leżała tak długą chwilę. Była wyczerpana, a mimo to nie mogła usnąć.

Milczała.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-02, 19:06   

Marcus wcale nie oponował, gdy wwiercała się w jego ramię. Delikatnie objął ją w talii, jedną rękę kładąc na wgłębieniu tuż nad jej biodrem, drugą poprawiając koc okrywający ją aż po ramię. Chwilę potem leżała zakleszczona w jego uścisku kompletnie. Głowa leciutko podskakiwała jej na jego piersi w rytm kolejnych, silnych uderzeń serca łowcy.

Biło równo. Idealnie równo.

- Cieszę się... cieszę się, że jestem tutaj... - rzekł wreszcie.

Cieszył się? Na przekór śmierci, jaka ich otaczała? Na przekór ryzyka? Na przekór tego, że był ranny? Na przekór, że ich los był niepewny? Na przekór.... wszystkiemu?

Te proste zdanie wywołało kolejną falę płomieni na jej twarzy.

Odpowiedzieć jednak nie zdążyła.

Zasnęła.

* * *


Trudno jej było określić, jak długo spała. Dość rzec, że gdy się obudziła, w świątyni panowała kompletna cisza.

Posadzka była lodowato zimna. Dłuższą chwilę zajmowało jej zrozumienie, dlaczego. Po prostu podczas snu zjechała z koca. I z Marcusa. Tego, nawiasem mówiąc, nie było nigdzie w pobliżu. A już na pewno nie w zasięgu ramion.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-05-02, 19:23   

Druidka otworzyła powoli wciąż klejące się od snu oczy, ziewając przy tym niczym smok. Podniosa się na rękach, prostując z traskiem obolałe kości, rozejrzała się uważnie na boki. Brak łowcy u boku nie zaskoczył jej, często, w lesie, gdy się budziła, Marcusa nie było w pobliżu.

Teraz na pewno był. Nie mógł przecież odejść z światyni.

Nie wiedzieć czemu, nagle, gdzieś na dnie jej zaspanego wciąż umysłu rozbłysła iskra niepewności.

Zgasła jednak tak szybko, jak zapłonęła. Narazie.

Z kolejnym potężnym ziewnięciem, usiadła, prostując odruchowo rozczochrane włosy. Pogrzebała chwilę w torbie, po czym wyciągnęła zdobyte wcześniej lusterko, z którego obserwowałą ją jej własne krytycznie spojrzenie.

Przydałby się jakiś grzebień. I trochę wody na tą krew.

Krew. Jej własna krew.

Dopiero teraz coraz wyraźniej zaczęła przypominać sobie końcowe elementy wczorajszego dnia. Pierwsze martwe drzewo, ciała w wiosce. Desperacka ucieczka do świątyni, cios i jej głupota, która nieomal kosztowała ją życie.

Zabieg. Długi, męczący, ale, dzięki Bogom, udany zabieg. Płomyk nadziei.

A potem..

Oddech druidki na chwilę przystanął. Po chwili uśmiechnęła się tylko, i znów zapłonęła rumieńcem.

Cieszę się... cieszę się, że jestem tutaj...

- Co za głupol..

Zdziwiła się słysząc własny głos, który wyrwał ją z myśli. Szarość rzeczywistości podkreślały tylko otaczające ją kamienie świątyni.

Wstała, raz jeszcze się rozglądając. Przypomniała sobie, że nawet nie wiedziała, o której poszli spać.

Ani która godzina jest teraz.

Poprawiwszy ogólnie strój, wspomagając się przy tym lusterkiem, poszła w głąb świątyni, w poszukiwaniu grzebienia. I Marcusa przy okazji.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-02, 19:39   

Spojrzenie w lusterko generalnie nie zaskoczyło Kayany. Spodziewała się podobnego widoku. Spodziewała się zmierzwionych, potarganych i bezradnie poskręcanych włosów, które już od jakiegoś czasu żyły własnym życiem i totalnie nie przejmowały się swoją właścicielką oraz jej wolą. Spodziewała się rozespanych oczu, lekkich worków pod nimi i nieobecnego wzroku. Spodziewała się opuchlizny z boku głowy. Szczęściem, papka z ziół leczących swoje robiła - brak było już blizn i wyraźniejszych śladów uderzenia. Mimo to opuchlizna musiała zejść swoim, naturalnym rytmem i na to nikt oraz nic nie mógł obecnie poradzić.

Słowem, Kayana nosiła obecnie pod okiem sporej wielkości śliwkę. No, opcjonalnie jabłko.

Pognieciony strój poprawić było łatwiej, niż poprawić wygląd. No nic, na bezrybiu i rak...

Cisza. Pusto.

Gdy tylko Kayana wstała i ruszyła w głąb świątyni, uderzyła ją kompletna pusta w tym miejscu. Nie było nikogo. Abrora, Timorisa, elfów, cierpiącej kobiety....

Marcusa.

Nikogo.

Tylko kamień, drewniane ławki, zamknięte wrota i skromnie ozdobiony kwiatami ołtarz Stratii.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-05-02, 19:47   

Resztki snu zeszły z jej powiek, narastało zaniepokojenie. Poprzednia iskierka zapłonęłą ponownie, teraz rosnąc już w solidny jęzor tańczącego ognia.

Czyżby.. Wyszli?

A może..

Co prawda zostawiła przy kocach torbę, jednak, na całe szczęście, nie odtroczyła sztyletu od pasa. Teraz błysnął krótko w jej ręce, podczas gdy ona uważnie, niczym sokół patrzący za ofiarą, badała każdy szczegół otoczenia. Otwarte drzwi? Krew na podłodze? Ruch cienia w kącie sali? A może jednak jakieś ślady, coś co dało by jej nadzieje, że nie stało się najgorszę.

Że Zginęli. Wszyscy.

I że ona została sama.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-02, 19:56   

Krwi brak. Śladów brak. Drzwi zamknięte. Nawet cienie nie chciały tańczyć po kątach. Po prostu cisza. Cisza i pustka.

Samotność.

Opuszczenie.

Bezradność.

Szum krwi w skroniach.

Ogłupiający ból rozpaczliwie mocno bijącego serca.

- To bateria. Im więcej zginie, tym więcej powstanie. Tak - Arbor stał dokładnie naprzeciwko ołtarza Stratii, wpatrując się gdzieś, wysoko, ponad ołtarz.

Stał tam, tyłem do Kayany, choć jeszcze pięć sekund temu z całą pewnością go tam nie było.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-05-02, 20:07   

Druidka drgnęła. Nie z powodu nagłego pojawienia się Arbora, nie z beznamiętnego głosu.

Po prostu w sekundę uderzyła ją odpowiedź. Ochydna prawda, od której świadomości najprościej chciało się wymiotować. I płakać.

Głos jej nie drżał. Choć płonęłą w niej teraz wściekłość, po prostu zachowałą lodowatość tonu. A mimo to krzyknęła, tnąć cisze jaka zapadła.

- To ty!? To wszystko twoja sprawka!? - Po chwili jeszcze głośniej. - Gdzie jest Marcus!?
_________________

 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group