TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: DaMi
2008-05-11, 13:37
Rozdroże
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-23, 00:36   Rozdroże

Nigdzie człowiek nie znajdzie przyjemnego, spokojnego miejsca, bo nie ma takiego miejsca na świecie. Możesz się łudzić, że gdzieś taki kąt jest, ale jeżeli tam wreszcie dotrzesz, ktoś wśliznie się korzystając z chwili twojej nieuwagi i wypisze ci na ścianie tuż pod nosem jakieś plugastwo.
- Jerome David Salinger — Buszujący w zbożu



Rozdroże
- Kroniki Reggirta



Dzień zapowiadał się na paskudnie ciepły.

Nie to, żeby człowiekowi w jakiś sposób to przeszkadzało. Po prostu odzwyczaił się od tego. Gdy opuszczał Królestwo, panowała wczesna wiosna. Kolejne tygodnie spędził na terytorium krasnoludów. Wysoko w górach nie ma zbytnio znaczenia pora roku. Wiatr zawsze wieje jednakowo mocno. Zimno bywa niepomiernie. Jedyną nowością w pogodzie bywa kierunek owego wiatru i temperatura wahająca się od "zimnej", poprzez "lodowato zimną", skończywszy na "skurwysyńsko zimnej". Jak same krasnoludy żartują, u nich lato owszem, pojawia się.

Trwa od 9 lipca, od 7:00 rano, do 10 lipca, około 18:00 wieczorem.

Toteż nie w sposób się dziwić, iż promienie słońca, liżące od jakiegoś czasu jego kark i plecy, przynosiły znacznie więcej przyjemności niż zazwyczaj. Było ciepło. Było sielsko. Pogoda dodawała otuchy... choć może nie tylko ona?

Vai. Myśl o niej towarzyszyła Reggirtowi właściwie od momentu, gdy tylko się rozstali wtedy, przed jego podróżą z Altharisem. Co robiła? Na czym polegały te sprawy, które musiała załatwić? I wreszcie - czy stawi się o czasie w miejscu, które uzgodnili?

Karczma o mało odkrywczej nazwie Granica, leżąca dokładnie na pograniczu Ziem Niczyich i Królestwa..

Wicher powłóczył nieco kopytami. Od wielu dni byli w drodze. Szczęściem, podróż przez Tereny Niezależne przebiegała spokojnie. Do Granicy Reggirtowi pozostała już niecała godzina spokojnego truchtu. Było wczesne przedpołudnie, słońce leniwie nadawało rytm spokojnemu dniowi. Toczące się po niebie chmury zwiastowały rychły deszcz.

A dróżka, odwiecznym zwyczajem dróżek - wiodła spokojnie wśród traw gdzieś, przed siebie. I tak dziw, iż komuś chciało się ją utrzymywać w tej zapomnianej przez Aesira okolicy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ostatnio zmieniony przez DaMi 2008-04-23, 10:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-23, 00:50   

Ostatnio czas biegł wojownikowi cholernie szybko... Zbyt szybko, choć prędkość odczuwania czasu taka a nie inna miała również swoje dobre strony.

Jeszcze kilka dni temu stał i badał kamienną ścianę w tunelach pod Amonam, gdzie słabe światło i wąskie ściany nadawały wielu wątpliwości myślom Reggirta. A gdy ten skupiał się na myślach czas płynął mu wyjątkowo wolno. Potem tylko chwila by znaleźli dostęp do świątyni Bronixa i poszukiwanego rogu. Następna chwila i ucieczka przed walącą się kopalnią, by potem w dosłownie minutę załatwić sprawę odbioru zapłaty za znalezisko. Kilka słów z Altharisem by pożegnać go i wrócić na miejsce spotkania z Availi.

- No Wicherku, za niedługo powinniśmy być na miejscu - powiedział do swojego wierzchowca, który od dłuższego czasu był jego jedynym rozmówcą. - A przydało by się nieco podgonić tempa bo z tego co widzę to możemy znowu zmoknąć... Choć chyba tylko mi przeszkadza bycie mokrym.

Reggirt zmusił wierzchowca do nieco szybszego kłusu by do motywu deszczu i jazdy konnej dodać:

- Szczerze przyznam, że gdy z ciebie paruje ta cała wilgoć, zapach nie jest zbyt przyjemny. Zresztą... Nie jestem lepszy... Obaj zwyczajnie śmierdzimy.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-23, 10:34   

Koń, czując lekkie trącenie piętą nie raczył nawet podnieść wyżej łba. Dopiero mocniejsze ściśnięcie go udami i trącenie ostrogami w miękkie musiało udowodnić - jak zawsze niepokornemu - Wichrowi, iż to ta paskudna, dwunożna istota na nim siedząca jest panem i że chcąc nie chcąc musi jej słuchać.

Przyspieszenie miało również inną zaletę - przynosiło odrobinę ochłody. Powietrze z każdą chwilą robiło się coraz bardziej duszne i lepkie. Reggirt czuł, jak pod pancerzem koszula klei mu się nieprzyjemnie do pleców.

Do smrodu konia zdążył się już na tyle przyzwyczaić, że nie zwracał na niego większej uwagi.

Wszystko wskazywało na to, iż zdążył w ostatniej chwili. Ponura, gigantyczna ściana chmur, jaka wzrosła cieniem na linii widnokręgu zdawała się być coraz bliżej. Szykowała się solidna wichura. Szczęściem, 'bezpieczna przystań' również była już w zasięgu wzroku.

Niska, lekko przegniła palisada otaczała cały teren wokół karczmy. Nie dziwiło to Reggirta specjalnie. W miejscu takim jak to można było spodziewać się wszystkiego. Od bandy przygranicznych rabusiów, po oddział orczych maruderów. Szczęściem, nikt nie zmuszał wojownika do brania karczmy siłą. Podwójne wrota był bowiem otwarte, zaś pilnujący ich pojedynczy, uzbrojony we włócznię i półpancerz strażnik zdawał się bardziej przejmować nadchodzącą burzą niż ewentualnością ataku.

Reggirt podjechał bliżej. Przez otwartą bramę widział już dziedziniec przed budynkiem karczmy i wyposażoną w wyjątkowo niski strop stajnię. Koni w niej nie brakowało. Najwyraźniej Granica przeżywała właśnie najazd gości. Po dziedzińcu również kręciło się kilka uzbrojonych postaci.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-23, 13:18   

Przynajmniej udało się jako tako uchronić przed deszczem. A chłód przyniósł bohaterowi orzeźwienie pewno tak dobre jak rozruszanie Wichra, który często nie wiedział jak sobie radzić z nadmiarem energii.

Wojownik wjeżdżając na dziedziniec zeskoczył z konia by spokojnie rozejrzeć się po towarzystwie kręcącym się przed karczmą. Możliwe że spotka wśród nich kogoś znajomego, a raczej pewną bardzo dobrą znajomą.

Powoli prowadził Wichra do nisko stropowej stajni by odnaleźć stajennego i zostawić u niego czarnego ogiera, oczywiście za odpowiednią opłatom.

Gdy jest możliwość zobaczenia ilości koni w stajni, Reggirt rzuca okiem jak wiele ludzi teoretycznie siedzi teraz w Granicy, a i czy znajdzie wśród zwierząt wierzchowca Vai.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-24, 22:16   

Bezpieczna przystań

Strażnik przy bramie zmierzył nowego gościa wzrokiem. Przez chwilę otworzył usta, jakby chciał go o coś zapytać, lub w jakiś sposób powitać, lecz zaraz po sekundzie zamknął je z powrotem, niczym ryba. Sam domyślił się, iż jeździec najwyraźniej żadnego typu powitaniem nie jest zainteresowany.

Reggirt minął bramę, wjeżdżając na dziedziniec. "Towarzystwa" jakie tam obecnie się znajdowało, żadną miarą nie można było uznać za znajome. Gdyby miał zgadywać, wojownik rzekłby, iż ma przed sobą oddział najemników. Około dziesiątki uzbrojonych mężczyzn, głównie ludzi, choć jednego leśnego elfa również dostrzegł. Większość miała na sobie dość prosty, ale niezwykle praktyczny ekwipunek. Nie było wśród nich ciężkozbrojnych. Była to raczej grupka przystosowana do szybkich, sprawnych akcji, polegająca bardziej na zwinności i mobilności, niż na sile przebicia. Generalnie na nowicjuszów nie wyglądali, choć Reggirt nie bez pewnej dumy zauważył, iż pewnie mało kto z nich miałby odwagę zapuścić się do serca fortecy Adremelecha.

Stajenny – odwiecznym zwyczajem stajennych – pojawił się w momencie, gdy już się wydawało, że uda się cichcem zostawić konia bez opłaty.

- Witam dobrodzieja! - rzekł, pokazując imponującą przerwę między przednimi zębami – Konik na jedną noc, czy dłużej mości pan zostaje? Jak na jedną, to się 5 srebrnych należy! - dodał, jak gdyby niezwykle dumny z panujących tutaj cen.

Patrząc na jego ubranie, wykonane ze zgrzebnego lnu, słomę wystającą z dziurawych butów i słomiany, koślawy kapelusz można było rzec, iż te 5 srebrnych monet stanowi dla niego co najmniej równowartość tygodnia życia.

Pobieżne spojrzenie po znajdujących się w stajni koniach nie przyniosło jakiś odkrywczych efektów. Konia Vai nigdzie nie było... choć to akurat niekoniecznie musiało oznaczać problemu. Być może po prostu zmieniła wierzchowca.

Bo w to, że się spóźniła – na ściśle umówiony termin i miejsce spotkania, jakoś Reggirt uwierzyć nie chciał.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-25, 15:12   

Stajenny który wyskoczył z znikąd zaskoczył nieco wojownika gdyż ten bardziej skupiony był na rozglądaniu się po stajni niż szukaniu owego pracownika.

- Pięć srebrnych? - powtórzył, jakby na potwierdzenie po czym sięgnął po sakiewki po taką liczbą monet wybitych na srebrze - Raczej na jedną noc, choć gdyby coś się zmieniło dam panu znać. - Oznajmił podając monety stajennemu.

Ale szczerze wątpił, żeby coś zatrzymało go na dłużej. Niestety przybył by znowu spotkać się z Vai i powiedzieć że znowu musi odejść. Że musi znaleźć kogoś kto nauczy go walczyć z magią, a raczej z jednym konkretnym magiem, który od dobrych kilku lat krąży po jego głowie niczym sęp nad bliskim śmierci człowiekiem nad pustynią.

Ta myśl o Elzadarze powoli go zabijała, każda łysa głowa w tłumie , każdy płomyk najmniejszej chociażby świeczki, każde spojrzenie na poparzone ramiona, prawie natychmiast kojarzyły się z tym człowiekiem.

Czy jego śmierć spowoduje koniec tego zamętu? Możliwe że nie... ale przynajmniej Reggirt będzie pewny, że ten człowiek nie chodzi bezkarnie po ziemiach Sorii...

- Co to za grupka? - zapytał z ciekawości stajennego na odchodne mając na myśli najemników zebranych pod karczmą.

Niezależnie od odpowiedzi ruszył w stronę wejścia do 'Granicy', gdzie miała czekać Vai.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-26, 00:34   

Pięć srebrnych monet zabrzęczało radośnie na dłoni stajennego. Reggirt mimowolnie poczuł ulgę, iż nieco pieniędzy wydaje. Noszenie przy sobie ponad dwustu monet stało się dość męczącym i irytującym zajęciem. Monety ani do lekkich, ani do wygodnych w transporcie zdecydowanie nie należały.

- A ja nie wim! - rzekł równie radośnie co przed chwilą stajenny – Podróżni, jako i inni. W tych rejonach widać wielu takich. Maruderzy. Zabijacy. Najemnicy. Szukają roboty i zaczepki, jako i inne tego typu grupy. W karczmach jeno nocują i dobrze się zachowują, chyba, że się ich do bitki sprowokuje. Ot, płacą dobrze to się ich nocuje – dodał z bezceremonialną szczerością.

Reggirt jednak już udał się w swoją stronę. Ogarnięty zarówno myślami o Vai jak i myślami o Elzadarze, dotarł do drewnianych drzwi karczmy.

"Granica". Ha, zaiste, dwuznaczna nazwa! Ot, kolejna granica, jaką przekraczał wojownik, na drodze ku swemu jedynemu, odwiecznemu celowi.

Karczma nie miała typowego kształtu "pudełka". Reggirt wchodząc do środka mimo woli stanął na wolnym od wszelkich mebli placyku po środku gospody. Dopiero po jego prawej oraz po lewej jego stronie na niewielkim podwyższeniu rozstawiono okrągłe stoliki, do których podostawiano krzesła w czwórkach. Takich to zestawów było z tego co szybko wyliczył wojownik około dwunastu. Gdzieś tam po lewej ręce w głębi karczmy stał kontuar ograniczony z jednej strony ścianą, a z drugiej drewnianym filarem. Całość karczmy zbudowana była na planie litery 'u" gdzie na jednym z najbardziej wysuniętych punktów stała lada karczmarza.

Jeśli chodzi o klientów, póki co karczma ziała pustkami. Po prawej stronie wojownika, przy stoliku siedział i sączył piwo samotny, starszy człek. Przy kontuarze stał i leniwie czekał na zamówienie barman. Poza tym karczma ziała pustką, zupełnie nie proporcjonalną do pełnej stajni. Najwyraźniej albo wszyscy znajdowali się w pokojach, albo każdy łapał na zewnątrz chwile świeżego powietrza przed burzą.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-26, 01:00   

Karczma.

Ot taka jak w miastach tylko że zupełnie inna, przynajmniej pod względami zapotrzebowania... Przygotowana do przyjęcia znacznie większej liczby gości, a to ze względu na to , iż większość z nich nie będzie pijaczynami mieszkającymi dwie ulice dalej, gdzie czeka nań żona z wałkiem, patelnią czy po prostu pięściami by dać mu do zrozumienia, gdzie sie szlaja wieczorami, jak rano do roboty trzeba będzie wstać, na co małżonek odpowie że już więcej nie będzie pił, urywając w środku zdania i nie wypowie nigdy końcówki która brzmi 'dzisiejszego dnia'. Tak więc większość takich pijaczków którzy zawitają do "Granicy" są skazani na wynajem pokoju, bo inaczej wyrzuceni poza karczmę mogliby skończyć nieciekawie.

Reggirt podszedł do lady by zawołać karczmarza i poprosić o piwo.

- Byle zimny - dodał, choć po chwili sam się zdziwił swojemu poleceniu, ze względu jaką niechęcią pałał ostatnio do niskich temperatur.

Zapłaciwszy należną kwotę zajął jeden ze stolików, w ten sposób by móc patrzeć na wnętrze lokalu, jak i wejście do niego. O ile przez te drzwi powinna za niedługo wejść Vai, to przynajmniej oczekiwaniem poogląda bywalców, wśród których możliwe już znajdowała się jego towarzyszka, a przegapił ją jakimś trafem.

Byle zdążyła przed burzą.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-26, 01:25   

Karczmarz bez słowa zrealizował zamówienie. Znał najwyraźniej ten typ klientów. Mrukliwych, nieskorych do rozmowy. Zapatrzonych we własne myśli i cele. Znajdujących się we karczmach tylko przejazdem. Karczmach, które stanowią tylko potrzebny środek w drodze do ich własnego, najważniejszego celu.

Trzy srebrne monety zapłaty potoczył się wdzięcznie po ladzie.

[zaktualizowano]

Zimne piwo. Pieniste. Ba, wręcz ociekające pianą po brzegach kufla było dokładnie tym, czego właśnie Reggirt potrzebował. Wszelkie ponure myśli o Elzadarze, wszelkie myśli o ojcu i o zemście... nie da się ukryć, iż trzymały się głowy wojownika od wielu, wielu lat. Czyżby tylko alkohol był w stanie się ich pozbyć.

Nie.

Nawet pod wpływem alkoholu myśli te jedynie wracały ze zdwojoną siła. Wracały na tyle mocno, by inne, mniej agresywne rozmyślania nie miały doń dostępu. Bo czyż zemstę należy uznać za słuszną? Czy śmierć odkupi inną śmierć? Czy nie lepiej, bardziej ludzko jest wybaczyć? Reggirt nie rozważał tego w takich kategoriach.

Reggirt sączył zimne, pieniste piwo. Rozkoszował się ledwo wyczuwalnym smakiem drożdży, cieszył zauważalną goryczką, rozkosznie wypełniającą gardło. Reggirt obserwował spode łba samotnego starca, leniwie sączącego własny trunek. Reggirt wreszcie z niepokojem nie spuszczał oczu z drzwi wejściowych. Te jednak pozostawały zamknięte. Vai nie przybywała.

Gdzieś, w oddali, daleko poza ścianami karczmy, przetoczył się głuchy grom nadchodzącej burzy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-26, 12:53   

Piwo ochłodziło nieco przełyk jak i nerwy wojownika. Mimo tego po połowie kufla niepokój dał o sobie znać.

Vai. Nie było jej mimo tego, że nastał już czas spotkania. W ogóle nikt nie wchodził do karczmy, mimo tego że za drzwiami lada moment rozpęta się ulewa.

Choć to Reggirt sądził że będzie tym spóźnionym, i że to on będzie musiał się tłumaczyć dlaczego tak późno pojawił się w granicy. Choć to jedynie kilka godzin poślizgu.

Wojownik dokończył kufel prawie jednym haustem by powoli podnieść się i udać w kierunku lady.

- Jeszcze jedno piwo - powiedział do karczmarza kładąc przed nim trzy srebrne monety. - Dzieje się tu na granicy coś ciekawego? - zapytał gdy otrzymał drugi kufel.

Może rozmowa z karczmarzem umili mu czas. Może zapyta go o Vai, ale to później.

- Dam jej jeszcze nieco czasu - pomyślał.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 11:58   

Na prośbę o kolejne piwo karczmarz zareagował niezwykle sprawnie, jak gdyby kufel miał już od jakiegoś czasu pod ręką i spodziewał się, że klient poprosi o więcej. Ot, magia doświadczonego polewacza. Choć może to było coś w Reggircie, co nakazywało się spodziewać, że wypije więcej?

Trzy monety wdzięcznie potoczyły się po ladzie.

Zaktualizowano

Na dźwięk pytania karczmarz drgnął zauważalnie. Pstrokate ubrania, jakie na sobie nosił zafalowały z niepokojem zupełnie, jak gdyby pytanie wywołało w jednej chwili kilka nieprzyjemnych skojarzeń.

- To zależy co bywały w świecie człek uzna za ciekawe i warte jego uwagi – odparł dyplomatycznie.

Kufel z pienistą cieczą stuknął radośnie o drewno kontuaru tuż przed wojownikiem.

- Okolica jest spokojna. Nawet orki się nie pojawiają, zajęte swoimi walkami na dalekiej północy. Większość plemion siedzi teraz jak mysz pod miotłą, wszyscy niemal wojownicy wyszli walczyć z elfami, a wioski pozostał ledwo bronione. Takie grupy jak ta, tu nocująca, planują to wykorzystać. Splądrują parę wiosek, potem na nas ruszy misja odwetowa zielonoskórych i tak w kółko. Nic się nie dzieje, jeśli chodzi o sprawy graniczne.

Karczmarz westchnął, tęsknie patrząc na kufel Reggirta i najwyraźniej zastanawiając się, czy sam nie powinien się napić.

- Jeśli zaś chodzi o sprawy lokalne, to mamy w okolicy paskudnego zwyrodnialca. Od trzech dni szukamy choćby śladu po nim. Jedna z klientek mojej gospody została zamordowana i to... khem, mówię panu, w wyjątkowo trefny sposób. Rozpruto jej brzuch i klatkę piersiową, jak karpiowi i... khem, aż źle mi się o tym mówi, ale wyrwano jej serce.

Splunął soczyście na ścierkę, wracając do szorowania jakiejś szklanki.

- Od trzech dni szukamy skurwysyna. Ale załatwił to czysto. Nikt nic nie słyszał. Nikt nic nie widział. Znaleziono ją nad ranem w jej własnym łóżku. Mówię panu, jak się goście o tym dowiedzieli, zmyli się momentalnie tego samego dnia. Bard, kartograf, paladyn... oddział strażników, jaki u mnie nocował po dwóch dniach śledztwa nie doszedł do niczego. Mówię panu, paskudna sprawa.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-29, 14:29   

Po raz kolejny przełyk został schłodzony bursztynowym napojem, którego nie brakowało w żadnej z karczm, choć w każdej smakował inaczej.

Smak piwa w 'Granicy' można było uznać za łagodnie chłodny, choć czuć było w tej łagodności nieco cierpkiego posmaku. Reggirt pił już lepsze browary, choć częściej trafiał na gorsze.

Wiadomość o śmierci w granicy, zaniepokoiła wojownika. Zaszlachtowana kobieta. Oczywiście myśli szybko przyniosły wyobraźni Reggirta widok martwej Vai. Choć martwej to za łagodne słowo. Rozprutej. Jak to ujął karczmarz niczym karp.

Bez serca.

- Jak... jak ona wyglądała? - zapytał, choć wiedział, że wątpliwe było by Availi znalazła się w karczmie kilka dni przed terminem. Jednak musiał się upewnić. - Zanim, no wie pan...
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 16:31   

Nie wiedzieć, czy to wina drugiego piwa czy też niepokojąco brzmiących wieści, Reggirt poczuł nagle, jak serce przyspiesza mu pod koszulą, pompując krew i adrenalinę jak szalone. A co, jeśli to Vai?

Karczmarz nie podniósł nawet wzroku znad mytej szklanicy.

- Jak wyglądała? Jak kobieta, wie pan... - mruknął wymijająco - ...ładna nawet. Młoda. Czarniutkie włosy, ładne kształty... ot, baba. Ładnie było na nią spojrzeć. Pewnie z ojcem podróżowała, bo siedział z nią jeden starszy facet. Spali jednak, wyobraź pan sobie, w osobnych łóżkach. A nad ranem ją znaleźliśmy...

Splunął soczyście, ale chyba z braku lepszego zajęcia, gdyż szklanka miała nawet więcej niż dość szorowania.

- Pochowaliśmy ją niedaleko. Starszy facet odjechał. Zaraz po nim ten paladyn. I tyle. Po mordercy ani widu ani słychu.

Opis "ładna, młoda, czarne włosy" mógł oznaczać absolutnie każdego. Mimo to Reggirt sięgając po kolejny łyk piwa zauważył z pewnym zdziwieniem, iż lekko drżą mu palce.

Gdzieś na zewnątrz po niebie przegalopował suchy, dudniący grzmot zbliżającej się nawałnicy.

- Ocho - żywo zauważył karczmarz, kwitując sytuację tyleż jednym, co wymownym słowem.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-29, 16:47   

Ładna, młoda, czarne włosy....

Kolor włosów Vai odbiegał nieco w odcienie czerwieni, choć nie wiadomo czy włosy ofiary po prostu nie były ubabrane krwią przez co barwa ich nabrała innego odcienia.

Reggirt nerwowo zaczął postukiwać palcami o ściankę kufla, wyraźnie dając do zrozumienia, że jest zdenerwowany.

Grzmot.

- Cholera - powiedział bardziej do siebie niż do karczmarza, lecz kolejne słowa były skierowane już do gospodarza. - Faktycznie paskudna sprawa. Paskudna o tyle, że sam czekam na ładną młodą dziewczynę, choć wątpię by przybyła tutaj kilka dni temu. Nie widział dobrodziej kogoś takiego dzisiejszego dnia?

Chciał zamówić coś do jedzenia. Jakiś gulasz, czy bigos... jednak obecna sytuacja odbierała wszelaki apetyt, i pewnie apetyt nie wróci, póki Reggirt nie dowie się dokładnie co się dzieje z Availi...
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 16:59   

Karczmarz przerwał mycie szklanki. Najwyraźniej sam uznał, iż starożytny, barmański nawyk jest w tym określonym wypadku zbędny. Szkło po prostu oślepiało i wyraźnie wybijało się ponad rzędy innych mu podobnych, lekko zakurzonych, jakie stały rzędem za postacią karczmarza.

- Nie, z całą pewnością nikogo poza tą jedną nieszcześnicą tu nie było przed dobre parę dni - stwierdził z przekonaniem - nie przyglądam się dobrze klientom, ale tutaj, na granicy, nie ma też ich specjalnie wielu, toteż wiem, mniej wiecej, kto i kiedy mnie odwiedza.

Szklanka ze stukiem spoczęła obok innych, uzupełniając brakujący rządek.

- Nawiasem mówiąc, na imię mi Asur - dodał, tonem usprawiedliwienia i wyjaśnienia.

Drzwi do karczmy otworzyły się z rabanem. Reggirt drgnął, jak gdyby spodziewając się, że Vai stanie w progu i rzuci mu się na szyję. Niestety, do środka wśród salw niepokojąco głośnego śmiechu i szczęku uzbrojenia wtoczyła się grupka najemników z podwórza. Reggirt szybko doliczył się czterech ludzkich zabijaków, dwóch elfów i jednego półelfa. Wszyscy uzbrojeni i wszyscy rzucający nerwowe spojrzenia wokoło.

- Karczmarzu! Piwa! Ziąb i dmie na zewnątrz, trza się rozgrzać! - zawołano.

- Zaraza... - mruknął pod nosem Asur, ale zaraz zabrał się do realizacji zamówienia.

Trudno było nie zauważyć, iż towarzystwo nie jest mu na rękę.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-29, 17:16   

- Szlag - mruknął pod nosem Reggirt komentując zdobyte informacje. Co prawda fakt iż zamordowaną była Vai zmalała wielce, jednak wciąż myśli trapiły wojownika.

Do tego weszła siódemka najemników, którzy wyglądali na chętnych sprania mordy komukolwiek, a że karczmarz ich będzie poił i karmił to potencjalnymi celami byli klienci.

Reggirt jedynie przysunął do siebie nogą opartą o ladę Sayę z ostrzem w środku, by dalej sączyć piwo, i walczyć z własnymi myślami.

Siedząc przy barze, stanie się pewnie obiektem ataku, jednak nastrój miał na tyle poszarzały by bez żadnych skrupułów odszczekać każde słowa w swoim kierunku.

Możliwe, też ze zdobędzie się nieco informacji na byle jaki temat. Choć informacji nigdy za wiele. A nuż zahaczą one o Elzaddara... co prawda szansa nikła, ale zawsze...
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-29, 17:24   

"Siedmiu wspaniałych" póki co nie kwapiło się do wszczynania walki. Ograniczali się jedynie do rzucania groźnych i zaczepnych spojrzeń na lewo i prawo, oraz rzucania mięsem i sprośnymi dowcipami.

Póki co mężczyzny zaopatrzonego w solidnie wyglądający dwuręczny miecz nie zaczepiali. Dwuręczne miecze z zasady mają w sobie coś takiego, że wzbudzają respekt.

Nie wiedzieć czemu.

- Idzie sobie ork, krasnolud i elf przez pustynię.... - zaczął się kolejny durny dowcip.

Karczmarz uwijał się wokoło, nosząc misy i kufle. Zamówienia lały się niczym deszcz, który powoli, lecz głośno i rytmicznie zaczął wybijać swoją odwieczną melodię o dachówki i okna karczmy. Kolejny grom rykiem rannego smoka przetoczył się po nieboskłonie.

Reggirt miał nadzieję, iż Altharis nie moknie.

- Jeśli czeka pan na kogoś, z kim umówił się pan w Granicy - rzucił Asur wykonując kolejny kurs od kontuaru do stolika - mogę panu zaoferować pokój. Za złotą monetę będzie wszystko jak trzeba, nawet balię z wodą dorzucę do kąpieli. Widno, że jest pan zdrożon i z daleka. Jeśli trzeba dam też znać strażnikom przy bramie by zaczepili każdego odpowiadającego wyglądem do tej kobiety...

Uprzejmość karczmarza naprawdę potrafiła chwycić za serce nie gorzej niż kończone powoli drugie piwo. Reggirt.... cóż, Reggirt nie miał wiele innych opcji do wyboru.

- ...no a elf dał mu dupy! - siódemka najemników zaniosła się chóralnym śmiechem.

Tylko elfy się nie śmiały.

Nie wiedzieć czemu.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-04-29, 17:34   

Słuchając jednym uchem kawału Reggirt uśmiechnął się pod nosem po puencie. Faktycznie kawał ciekawy.

- Pokój? - powtórzył za Asurem, by poukładać sobie w głowie wszystkie słowa które drugim uchem usłyszał od karczmarza. - Nie, dziękuję... przynajmniej na razie...

Pobyt w pokoju nie zapowiadał się ciekawie, co prawda wojownik mógł by się obmyć i położyć, choć wątpliwe byłoby coby zasnął.

- Zjadłbym coś ciepłego... - powiedział do karczmarza po chwili - jakiś gulasz czy coś w tym stylu, no i trzecie piwo do tego.

Ostatnie. Choć kupione tylko temu by popijać sobie przy posiłku, rzadko kiedy wojownik brał więcej niż dwa kufle...

Sakiewka znowu była troszkę lżejsza...
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-30, 18:24   

Asur zwijał się jak fryga. Po chwili zza kontuaru wyszła również dziewka służebna, która momentalnie rzuciła się w wir pracy i pomocy. Nie w sposób nie było zauważyć, iż kobieta należała do gatunku tych ładniejszych. Pełny biust w interesujący sposób opięty był przez ciasny gorset, zaś długi blond warkocz łagodnie opadał jej na krągłe ramię. Nie dało się ukryć, iż kelnerka nie była szczupła. Lecz jej kształty dalekie były od otyłości. Raczej przykuwała uwagę miłymi dla oka krągłościami i pełnią kształtów, niż odrzucała brzydotą.

Nie uszło to też uwadze najemników.

Lejące się strumieniami piwo szybko poprawiało – i tak bojowy – nastrój. Śmiechy z coraz bardziej sprośnych żartów stawały się głośniejsze nawet od dźwięków nawałnicy.

- A to znacie? Idzie sobie córka młynarza przez las, patrzy, a tam...

- Zaraz panu coś podam, przepraszam za to, że musi pan czekać. Razem z piwem osiem monet się należy. Srebrnych, rzecz jasna... - Asur wyskoczył jak diablik z pudełka tuż obok Reggirta.

Wojownik kątem oka wychwycił, jak blond kelnerka, zanosząca akurat półmisek z parującym jeszcze jedzeniem zbrojnym jest przez jednego z nich obejmowana w pasie. Wywinęła mu się, z dającą się zauważyć wprawą wobec takich zaczepek, ale i tak nie obyła się bez uszczypnięcia w pupę.

Pisnęła i zachichotała, ale raczej tylko dlatego, że pisnąć i zachichotać wypadało, by nie rozdrażnić lekko podpitych mężczyzn. Nerwowym ruchem odgarnęła kosmyk włosów opadający na czoło i możliwie szybko i dyskretnie oddaliła od ich stołu.

Zaraz po tym półmisek jagnięciny i ziemniaków, wraz z trzecim już kuflem piwa spoczął przed Reggirtem.

Deszcz ostro zacinał w dachówki i okiennice. Wiatr wył potępieńczo w szczelinach drzwi. Za oknem, choć było popołudnie, zapanował mrok. Nawałnica rozpętała się nad Granicą na dobre.

- ...a młynarzówna na to: kuśka! - kolejny rechot przetoczył się po sali.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-05-01, 00:12   

Vai. Gdzie jesteś? Gdzie do cholery Cię zapodziało?

Myśli. Znowu miliony myśli naraz, tyle że tym razem wszystkie krążą wokół tej jednej osoby, tej przy której wojownik jest w stanie zapomnieć o całym świecie. O sobie, o Elzaddarze, o zemście, o Broln, o Otchłani, o Cohenie, i o wszystkim co do tej pory miało na niego jakikolwiek wpływ.

Miłość. Taka o jakiej opowiadał Aereas gdy Reggirt pytał go o matkę. Tyle, że tym razem kobieta, którą dotyczyła, zaginęła, a nie zginęła... a jeśli...

Gwałtownym ruchem Reggirt walnął pięścią o stół i przeklnął na cały głos:

- Szlag! - To krótkie słowo pozwoliło przerwać natarczywe myślenie, a krótkie spojrzenie na pełny talerz obok zaciśniętej dłoni pozwoliło nieco uciec od Vai.

Reggirt przesunął monety po ladzie, by te znalazły się bliżej karczmarza.

Następnie smętnymi ruchami zaczął mieszać w jagnięcym gulaszu patrząc jak tłusty sos spływa do powstałych w kartoflach dolinach niczym rzeka po przerwaniu tamy.

W końcu powoli zabrał się do jedzenia, co chwila popijając posiłek piwem.

Żarty w głębi karczmy nie wywoływały uśmiechu, który tak łatwo i tak często gościł na twarzy Reggirta.

Availi.

Tylko ona przyprowadzi z powrotem uśmiech.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-01, 15:08   

Osiem srebrnych monet podążyło wprost ku garści karczmarza.

[zaktualizowano]

Jagnięcina, ziemniaki, piwo. Wszystko smaczne i pożywne. Wszystko miękkie, ciepłe – za wyjątkiem piwa, rzecz jasna – i mile łechczące podniebienie. Raczej wypadałoby rzecz – wszystko takie by było, gdyby nie fakt, iż Reggirtowi... czegoś brakowało.

Czegoś? Czy kogoś?

Drugiej osoby, z którą można by zjeść ten pieprzony obiad. Z którą można by porozmawiać o banałach pomiędzy jednym kęsem a drugim. Którą można by chwycić za dłoń i po prostu ją potrzymać przez moment, ciesząc się jej kształtem, delikatnością i ciepłem. Na którą można by po prostu patrzeć.

Szlag!

Wybuch Reggirta nie zdziwiłby nikogo, kto wiedziałby, co działo się właśnie w duszy wojownika. Dziwił zaś niepomiernie każdego, kto tego nie znał.

Wszyscy w karczmie zdziwili się niepomiernie.

O ile jednak Asur był przyzwyczajony do nerwowego zachowania klientów karczmy, o tyle grupka najemników skwitowała przekleństwo kolejnymi śmiechami. Śmiechy te jednak z całą pewnością nie należały do tego samego gatunku, co te przed chwilą. Były niepokojące, urwane i złośliwe. Śmiechy pełne ochoty do zaczepki.

- Hej, człowieku! - ktoś krzyknął.

Reggirt, siedzący plecami do towarzystwa, nie wiedział, kto.

- Hej, przysiądź się może do nas, taki nudny wieczór! Co będziesz sam piwo pił! W kompanii raźniej!
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-05-02, 00:13   

Myśli kłębiły się na tyle szybko by na okrzyki zza pleców wojownik chcieć odpowiedzieć tylko jedno:
- Hej koledzy, odpierdolcie się ode mnie łaskawie...

Ale nie odpowiedział. Powstrzymywał się by nie wybuchnąć. I niebyłby to jak dotychczas wybuch radości czy wybuch śmiechu.

Była by to cholernie wielka eksplozja strachu, którą po męsku trzeba było zakamuflować gniewem. Strach o to że coś się stało Vai. A gniew na samego siebie, że nie było się wtedy przy niej.

Wojownik odsunął od siebie w połowie pusty talerz i w dwóch trzecich pełny kufel piwa. Następnie wyciągnął złotą monetę i zwrócił sie posępnie do Asura:

- Daj mi klucz do pokoju.

Daj mi. Tryb rozkazujący, który wskazywał na to, że wojownik nie miał zamiaru dłużej ukrywać swojego humoru. Gdy tylko otrzyma klucz rusza w kierunku pokoju, nie zwracając uwagi na żadne słowa komentarzy.

I gdyby pojawił się nagle znikąd Adremelech i wrzeszczał coś o oddaniu ostrza, wojownik przeszedłby obok demona dalej ciągnąc za sobą miecz i plecak.

Nawet gdyby Elzaddar pojawił się nagle w karczmie Reggirt zapewne zebrałby w sobie tylko odrobinę radości by z lekką ironią powiedzieć coś w stylu 'A idź pan w chuj. Pozabijamy się jutro.'

Chyba, że akurat łysy piromanta miałby w swoich łapskach Vai. Choć wątpliwe było coby Elzaddar uwziął się na Reggirta tak samo jak on na niego. Spotkali się zaledwie trzy razy i dla odwiecznego wroga, bohater był zapewne tylko jakimś chwastem którym się trzeba martwić tyle co kolejną zmarszczką na łysej czaszce. Wątpliwe by mag kojarzył imię Reggirta, a co dopiero powiązał go z Vai.

Poszukiwania przeciwnika były jednostronne. Dzięki temu wojownik jeszcze żył.

Jak długo?
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-02, 10:31   

- He-eej!

Reggirt na kolejne zaczepki nie reagował. Czy raczej reagował - w sobie oczywisty sposób. Odsunął od siebie niedokończony posiłek i zażądał pokoju. Tak, "zażądał".

- Schodami na górę. Drzwi numer pięć - zakomunikował Asur, odbierając monetę i zostawiając na kontuarze prosty kluczyk z przyczepioną doń tabliczką.

Tabliczka, jak nietrudno się było domyśleć, nosiła na sobie pięć w miarę równych zadrapań, mających symbolizować numer pokoju. Przynajmniej dla tej części klienteli, która miała pięć palców.

Reggirt chwycił klucz, przewiesił przez ramię plecak, podniósł oparty do tej pory o krzesło pakunek w który zawinięty była Saya Masamune, odwrócił się...

- Co, uważasz się za lepszego? Nie pasuje ci towarzystwo? Nie jesteśmy godni, byś z nami siedział, hę?

Dwóch osobników. Człowiek i elf. Obaj w lekkich skórzanych pancerzach. Człowiek z bojowym mieczem u pasa, elf z mieczem elfim. Bez tarcz, ale i z drugiej strony nie wyglądali na takich, którzy by dodatkowej osłony potrzebowali. Wyglądali raczej na takich, którym tylko solidna bójka zdoła poprawić humor tego wieczora.

A to wszystko Reggirt zauważył w ciągu ułamka sekundy.

- A może inaczej, zrobiłeś się mięciutki i uciekasz do pokoju jak myszka? Może się boisz, człowieku?

Stali dokładnie obok siebie, ramię w ramię, jakieś półtora metra od niego. Między nimi przejść się nie dało. Przejście obok było dość problematyczne. Tym bardziej, że wcale nie mieli ochoty go przepuszczać.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2008-05-02, 13:20   

Dwóch śmiałków stojących przed wojownikiem wybrało raczej zły moment na pogaduchy ze zdenerwowanym wojownikiem. Możliwe coby trzecie piwo wzbudziło taką agresję? Raczej nie. Po prostu bohater w tej chwili czuł się niczym niebo za oknem, które potrzebuje się wyładować piorunami.

Saya jak i plecak opuściły w jednej chwili dłonie Reggirta, by prawa szybko zacisnęła się w pięść i poszybowała w kierunku nosa elfa z prędkością błyskawicy.

Elf jak to elf. Pewno zwinny i zdoła uciec przed ciosem, ale delikatna rasowa budowa w wypadku trafienia szybko pośle go na deski.

Reggirt wiedział że w walce na pięści nie jest przodownikiem, ani że walka bez opanowania skończy się nieciekawie. Teraz miał to w dupie.

Ciekawe jak prędko usłyszy pierwszy grzmot.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-05-02, 13:48   

Elf jak to elf. Typowy przedstawiciel swojej rasy był dość wątłej budowy ciała, lecz z pewnością był zwinny i szybki.

Reggirt był szybszy.

Zanim jeszcze plecak i Masamune dotknęło ziemi, jego prawa pięść pomknęła wprost ku twarzy stojącego przed nim najemnika. Elf odruchowo uchylił się całym ciałem do tyłu. Pięść Reggirta minęła jego nos o centymetry. Tylko centymetry, lub aż centymetry. Zależnie, jak na sprawę spojrzeć.

Powoli pojawiający się na ustach elfa uśmiech zadowolenia zniknął jednak jak ręką odjął. Dosłownie. Ułamek sekundy później druga, lewa pięść wojownika zatoczyła łuk i wbiła się w ciało najemnika dokładnie poniżej linii żeber, w okolice nerek. Elf jęknął głucho, zaskoczony siłą i precyzją ciosu.

I tak winien się cieszyć, że część uderzenia zebrała na siebie zbroja.

Trafiony zgiął się wpół targnięty bólem, niezdolny choćby do wstania i próby odgryzienia się.

- Hej chłopaki! Coś się dzieje!

Wbrew pozorom kompani elfa wcale nie rzucili się na Reggirta, nie rozszarpali go na sztuki i nie zgwałcili analnie. Wszyscy jednak jak jeden mąż rzucili się, by stać bliżej bójki i móc ją komentować. Sześciu chłopca.

Ciekawe, czy ustawili między sobą kolejkę walk z Reggirtem?

- Kurwa... - stęknął, wciąż zgięty elf.

- Panowie! Bez bójek! - ryknął Asur.

Jego krzyk utonął jednak w kolejnym grzmocie szalejącej nawałnicy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group