TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Otwarty przez: DaMi
2009-03-09, 20:10
Uroczysko
Autor Wiadomość
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-09, 20:24   

Przed długą, upiornie długą chwilę jedynym dźwiękiem, jaki dało się usłyszeć w okolicy były tylko dwa przyspieszone oddechy łowcy i druidki. Choć może to tylko takie dziwne wrażenie? Nikt nie zatrzymał czasu. Nikt nie wyciągnął go w nieskończoność. Nikt nie stłumił dźwięków wiatru, lasu i przyrody. Nikt...

Nikt ich nie zaatakował.

- To drzewo.. - Marcus wykonał kilka kroków do przodu w dół piaszczystej ścieżynki - ..jak żyję.. nie widziałem takiego.

Szeptał, nie wiedzieć czemu.

Nie wiedzieć jednak dlaczego, Kayana słyszała go doskonale. Może to stres tak wyostrzył jej zmysły? Możliwe. Może to właśnie dzięki temu (a może dzięki kilku krokom odruchowo postawionym zaraz za łowcą?) zauważyła przedmiot zainteresowania towarzysza.

W pierwszej chwili, można by powiedzieć, iż drzewo po prostu umarło. Obeschło, utraciło liście, zaczęło gnić i rozkładać się od środka, stając się domem i rajem objawionym dla niezliczonych milionów owadów. Ot, normalna sprawa w każdym lesie. Drzewa rosną, dojrzewają, potem giną, czy to łamane wiatrem, czy to toczone przez przyrodzie tylko znane choroby czy szkodniki. Przewrócone gniją, stając się nierozerwalną częścią ściółki i stając pożywieniem dla kolejnych pokoleń drzew. Perpetuum mobile. Tak w nieskończoność.

To drzewo było inne.

Nie było zgniłe. Było zepsute. Kayana nie umiała określić uczucia, jakie nią owładnęło. Może to instynkt druidzki nią kierował? Może kobiecy szósty zmysł? Ale po prostu wiedziała. Na pierwszy rzut oka wiedziała, że rośliny tej nie spotkało nic, ale to absolutnie nic naturalnego.

Drzewo – niegdyś zapewne buk, lub dąb, dawniej było rozłożyste i zdrowe. Teraz jednak wyglądało jak poskręcana, pomarszczona ręka starca, który spłonął podczas snu w swoim mieszkaniu. Smoliście czarne, jakby tylko ono, pośród setek roślin stanęło w płomieniach i w nich umarło. Poskręcane nienaturalnie, jakby ktoś usiłował wyhodować zeń dziwaczną karykaturę bonzai. Ziemia wokół niego była równie... spalona. Czarna, porosła zgniło-żółtą trawą. Gałęzie drzewa, powyginane we wszystkich kierunkach przywodziły na myśl długie szpony potwora, chcącego zagarnąć szerokim uściskiem całą ścieżkę, po której podróżowali. Pozbawione liści, pozbawione owoców, pozbawione.. życia.

- I czarny mór niepodzielnie zawładnął wszystkim.

Kayana nieomal wrzasnęła ze strachu, słysząc głęboki, spokojny ton głosu nieznanej jej osoby. Dłuższą chwilę szukała jego źródła, zanim nie zorientowała się, że te elfik wypowiedział to dziwacznie brzmiące zdanie.

- On... się odezwał! - Marcus na chwilę zapomniał o ich znalezisku, przyglądając się z szeroko rozwartymi oczyma na elfika – Miałaś rację, on naprawdę się odzywa!
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-10, 22:33   

Druidka niemalże bez zastanowienia zbliżyła się do drzewa. Każdy krok dodawał nowy szczegół w obrazie drzewa; ochydnie przebniły liść, czy gałąż, która wygladała jakby po prostu z drzewa wyssano życie..

Widok tak makabryczny wstrząsnął by chyba każdym, kto przywiązał się do lasów Źródeł Natury. Trudno więc opisać słowami, co Kayana poczuła w tym momencie. Dla elfów to był dom, dla zwykłych miłośników natury po prostu uciecha. Ale dla Druida zapobieganie czemuś takiemu było obowiązkiem.

Najgorsza chyba była jednak świadomość, że to nie koniec. Do końca podróży pewnie coś ją zdoła zaskoczyć.

- Bogowie...

Tylko to jedno słowo szeptem wyrwało się z drżących warg druidki. Wszystkie myśli i słowa, które mogły by coś porzekazać, wyjaśnić.. Po prostu uleciały.

Taaak.. To dobre słowo na to co czuła druidka.

Pustka.


- Mówiłam ci.. - Powiedziała ochryple, odwracając się na moment ku łowcy. Spojrzenie jednak skupiła na Malcu. Na tej małej, nic nie rozumiejącej zagadce, zagadce, która stanowiła oś tych wydarzeń.

Ale jak on się w to wmieszał? Kto wię.. czas pokaże.. Może..


- Chyba nie mamy wątpliwości czyja to robota. - Mruknęła, odwracając się ku martwemu drzewu. Widok był dla niej bardziej makabryczny, niźli ciało człowieka, czy elfa. Los Saraila był dla druidki niczym w porównaniu z tym; tym bardziej, że Elf na tamto zasłużył.

Ten widok jednak swoją niecodziennością po prostu powalał..

Zamilkła.. Po prostu nie wiedziała co zrobić..
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-11, 19:35   

Marcus skakał przez chwilę wzrokiem, to na Kayanę, to na elfika, to na drzewo. Jak gdyby nie wiedział, któremu z nich poświęcić najwięcej swojej uwagi.

- To chyba nie wszystko... - rzekł, a druidka niemal w tym samym momencie zauważyła powód do kolejnych niepokojów.

Drzewa. Krzewy. Trawa. Ściółka.

Ptaki.

Wyschnięte, jak gdyby ktoś wyjątkowo spragniony wyssał z nich każdy możliwy płyn. Krew, limfę, wodę... leżały teraz pokotem, niczym truchła po wyjątkowo zaciętej bitwie. Malutkie, opierzone, zeschnięte i sflaczałe worki mięsa. A wokoło wznosił się niemy pomnik ich klęski.

Im dalej spojrzeć za owo feralne drzewo, tym większym okazywał się obraz zniszczeń, jakich na naturze tu dokonano. Drzewo było tylko 'słupem granicznym' oddzielającym życie od śmierci. Budowę od zniszczenia. Dalej była już tylko cisza.

Dziesiątki podobnych drzew, setki podobnych krzewów, niezliczone kępy traw, ciała malutkich zwierząt. Wszystkie poddane dokładnie temu samemu, bezmyślnemu działaniu.

- Jesteśmy pół godziny drogi od wioski... - szepnął Marcus - ...pół godziny drogi przez... przez to. Bogowie, kto mógł coś takiego zrobić? Kayana? Kto?

Pytanie pozostało głuche i bez odpowiedzi. Druidka sama w myśli zadawała sobie to pytanie setki razy. Kto? Nekromanci? Owszem, oni wysysali energię z istot żywych.. ale drzew? Nigdy. Zresztą nawet - po co? Nic nie przychodziło bohaterce do głowy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-12, 02:50   

- Nie wiem, Marcusie.. Nie wiem.. - łza spłynęła po policzku, po chwili jej śladem podążyła kolejna. Kayana uroniła parę łez, powstrzymała jednak szybko atak histerii..

Z każdym spojrzeniem, widok przypominał po prostu pole bitwy. Pustka, cisza, otulająca leżące na ziemi martwe ciała, zatopione częściowo w olbrzymich kałużach krwi, wymiocin, szyn..

Tak właśnie "czuła" ten widok Kayana. Po prostu niezmierzone, potworne morze śmierci, gdzie każdy dźwięk był nienaturalny, gdzie każda pozytywna myśl znikała niczym ćma wpadająca w ognisko.

A teraz jeszcze miała przez to przejść..

- Przykro mi, ale naprawdę nie wiem.. Niemniej.. - Jej głos zadrżał, trzęsącymi się dłońmi sięgnęła po bukłak z winem, ledwo odkręcając pojemnik. Popiła, próbując pozbyć się suchości w gardle. - Niemniej, nie było to cokolwiek ludzkiego. To jakaś nieznana mi, chaotyczna magia, czy też Bogowie wiedzą co innego. Nie, po prostu nie wiem..

Niewiedza, Powolna rozpacz, świadomość, że nic nie można zrobić. Powoli, te wszystkie czynniki przekształcały się w nieokrzesany, barbarzyński wręcz gniew w sercu druidki.

Gniew jednak całkiem bezsilny. Przynajmniej narazie.

- Ruszajmy, im szybciej dojdziemy do wioski, tym lepiej.

Wioska.. Właśnie, wioska.. Kayana teraz uświadomiła sobię, co mogło pozostać z wioski, jeśli owa tajemnicza moc dotarła aż tam..

Był tylko jeden sposób, by się o tym przekonać..

- Ruszajmy.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-13, 09:36   

Marcus, zupełnie jakby czytał w myślach Kayany zdołał tylko szepnąć.

- Oby to coś nie dotarło do wioski.. oby tylko wioska była cała.. do diabła! Pospieszmy się.

Nic dodać, nic ująć. Łowca natychmiast narzucił własne tempo. Kayana, wychowana w dziczy, umiejąca się w niej poruszać jak mało kto, musiała naprawdę wyciągać nogi, by w miarę nie pozostawać w tyle. Z jednej strony niejako imponowało jej to. Marcus naprawdę znał się na rzeczy i czuł się wśród przyrody, jak w domu.

Zupełnie, jak ona.

Po drugie, skupienie na marszu, pilnowanie towarzysza i uważanie na grunt pod własnymi nogami pozwalały skupić myśli na wszystkim, tylko nie na... śmierci.

Ta otaczała Kayanę nieustannie. Im głębiej w las, tym więcej drzew, jak to mawiają. Śmierć krążyła wokoło, unosiła się nad nimi i nie spuszczała ich nawet na moment ze spojrzenia swoich pustych oczodołów.

Była tu. Dało się ją wyczuć w każdym martwym drzewie. W każdym bestialsko pozbawionym życia zwierzęciu. W każdym suchym źdźble trawy. Śmierć jak to śmierć. Jej motywy były niejasne. Zabijanie dla samego zabijania.

- Stratio... - imię elfiej bogini wyrwało Kayanę z nagłego zamyślenia.

Znów nie umiała opanować drgnięcia przestrachu. Tym razem słowo to wypowiedziało kilkanaście osób jednocześnie. Kobiety, mężczyźni, dzieci. Głosy ich drgały słyszalnym strachem. Cieniutkie nitki beznadziei i rezygnacji również był tak wyraźne, że aż namacalne. Modlitwa. Ktoś, gdzieś tam, monotonnie, ze strachem wzywał imienia elfiej bogini. Wrażenie było przerażające.

Tym bardziej, iż kilkanaście różnych głosów na raz przeszło w jednej chwili przez gardło elfika.

Marcus przystanął, patrząc ze strachem na swojego 'pasażera', którego cały czas trzymał na plecach.

- Myślisz, że to go boli? - zapytał nagle.

Właściwie nawet dobre pytanie. Stan, w jakim elfik notorycznie się znajdował świadczył o tym, iż jego tajemnicza 'moc' nie jest dla niego czymś przyjemnym. Z drugiej jednak strony nigdy nie dawał po sobie poznać, że wieszczenie sprawia mu jakiś szczególny ból.

- Tak czy inaczej, jesteśmy na miejscu... - dodał ciszej Marcus, wskazując lekki pagórek przed nimi - ...za tym wzniesieniem będzie dało się już dojrzeć Amen'Tae.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-13, 18:46   

Druidka nie znała odpowiedzi na pytanie łowcy, nie odpowiedziała więc. Po prostu z żalem zmierzyła elfika wzrokiem, zapominając na chwilę o otaczającej ją makabrze.

- Jeśli on powtarzał ich myśli, to znaczy, że żyją. - Przełknęła głośno ślinę. Strach w głosie elfika - w głosach mieszkańców, przeszywał do głębi.

Choć to oczywiste, musiało się tam stać coś naprawdę okropnego. Całkiem możliwe, że wioska była centrum tej plagi. Fakt, że natężenie śmierci wokół nich rosło z każdym krokiem, tylko upewnial Kayane w tym przekonaniu.

Mimo to, wiedziała, że musi tam dojść. I jeśli zdoła pomóc.

Pokazać ile jest warta.

- Nie zwlekajmy.

Niemalże biegiem ruszyła wprzód, lekko wyprzedzając łowcę.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-15, 21:14   

- Kayana!

Krzyk Marcusa został daleko w tyle za nią. Druidka nie mogła dłużej zwlekać. Trzeba było przyznać, iż ten dzień trwał wyjątkowo długo. Przygoda z elfikiem sprawiła, iż tej nocy nie spała wiele. Potem doszedł do tego stres związany ze spotkaniem z Golgrangerem oraz przeszukiwanie miejsca masakry. To wszystko razem złożyło się na dwa efekty. Po pierwsze, była zmęczona.

Po drugie, chciała dotrzeć do tego przeklętego miasteczka jak najszybciej.

Chciała zobaczyć.

Gdy tylko stanęła na szczycie wzniesienia, nie potrafiła zmusić swoich nóg do dalszego marszu. Musiała się zatrzymać, choćby na chwilę. Powód? Proste, ludzkie osłupienie. Może właściwie słowo 'osłupienie' nie pasowało tutaj tak w stu procentach. Wszak druidka spodziewała się czegoś podobnego. Mimo to efekt i tak robił piorunujące wrażenie.

- Na wszystkich bogów... - łowca stanął tuż za nią tak, że mogła poczuć ciepło jego ramienia tuż przy swoim.

Amen'Tae było martwe. W przenośnym i dosłownym tego słowa znaczeniu. Cisza, jaka otulała miasteczko była wręcz porażająca. Na ulicach, oraz na powietrznych mostach nie widać było żywej duszy. Martwej, nawiasem mówiąc, też nie. Z grubsza mieścina bardzo przypominała ostatnią wioskę, w jakiej gościli. Różnica ograniczała się do tego, iż Amen'Tae nie było otoczone ostrokołem, co zezwalało na jasne określenie rozmiarów szkód. Czarne drzewa, zeschnięta trawa, dziesiątki martwych ciał...

Marcus głośno przełknął ślinę.

Nawet z takiej odległości mogli zauważyć, iż nie były to tylko ciała zwierząt. Ci z mieszkanów wioski, którym nie udało się uciec (schować? Ukryć??) przed tajemniczym zagrożeniem również spoczywali na piachu głównego placu wioski. Rozrzuceni jak szmaciane lalki, stanowili wykrzyknik kończący urwane w pół wrzasku zdanie.

Nawet słońce na moment przygasło, schowane za kłębiącymi się coraz mocniej chmurami.

- ...miej miłosierdzie dla nas... - elfik znów wychwycił wieloosobowy przekaz, monotonnie powtarzając w niemożliwy do wypowiedzenia sposób słowa nie mające dla niego najmniejszego nawet znaczenia - ...i okaż swą łaskę, swym wiernym...

Ciche westchnięcie.

- Świątynia. Muszą być w świątyni. To jedyny kamienny budynek w mieścinie. Widzisz tę kopułę?

Faktycznie, biała, wypolerowana, kamienna kopuła wybijała się aż nazbyt wyraźnie z pełnego czerni, smrodu i śmierci krajobrazu. Ukryta częściowo za rozłożystym drzewem nie była widoczna w pełnej swej krasie, lecz świeciła jasno, niczym latarnia na pełnym, wzburzonym morzu.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-16, 08:57   

Co tu dużo mówić. Po prsotu spodziewała się takiego widoku, jednak taki obraz wstrząsnął by po prostu każdym, kto ma odrobinę ciepla w sercu.

Kayana chyba momentami miała go za dużo. Lecz teraz czuła się po prostu tak, jakby ktoś wbił w owo serce sopel lodu.

Po prostu nie czuła niczego. Poza żalem, który próbował wybić się ponad uczucie pustki i odrętwienia.

Nie obejrzawszy się nawet na łowcę, czy elfa, skinęła głową. Najwidoczniej świątynia w jakiś sposób zdołała uchronić mieszkańców miasta przed tak okrutnym losem.

Zza pasa wyrwała sztylet. Świadomość, że niewiele nim może wskurać, nie docierała do niej. Po prostu zimny metal w jej dłoni dawał jej strzępy pewności siebie.

Powolnym krokiem ruszyła, schodząc zboczem wzgórza. Szła pierwsza; Ranny łowca na dodatek z elfem na plechach nie mógł by jej osłonić, ona jednak nie zamierzała pozwolić, by coś mu się stało.

Nie pozwoli, by ktoś jeszcze zginął. Szczególnie On.

Zerknęła ukradkiem na pierwsze ciało, które napotkała, nie zatrzymując się jednak, by określić stan zwłok. Po prostu zorientowałą się w jakim stanie jest i co mogło być przyczyną śmierci przelotnie.

Zmierzała do światyni nie zatrzymując się.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-16, 09:11   

Jedyny rozsądny wniosek, jaki nasuwał się na myśl na temat świątyni był taki, iż to kamień uchronił znajdujących się wewnątrz ludzi. Cokolwiek się tu nie wydarzyło, w aż nazbyt oczywisty sposób działało na istoty żywe. Kamień dzięki jakimś sobie tylko znanym czynnikom ocalał. A wraz z nim ludzie.

Choć czy aby na pewno?

Dobywszy sztyletu, druidka ruszyła w dół pagórka, kierując się w głąb wioski. Na przekór własnej silnej woli i własnej odporności, na przekór wreszcie swoim doświadczeniom, które niejedno już widziały, musiała przyznać, że idzie się jej.. źle. Nogi nieprzyjemnie miękkły jej w kolanach, przy każdym kolejnym kroku. Przed oczami pojawiły się wściekle otępiające mroczki zmęczenia. Sporo dziś przeszła.

A zdawało się, że to nic, w porównaniu z krajobrazem, jaki ją otaczał.

Dwa trupy elfów, jakie mijała po drodze, były w podobnie upiornym stanie, jak dotychczas spotykane trupy zwierząt. Zupełnie pozbawione płynów ustrojowych, przypominały wyschnięte i porzucone na śmietniku przyrody worki. Pofałdowana, pergaminowo sucha skóra wyglądała, jak przeżuta przez jakieś robactwo, opadając falami na ciało elfów. Niegdyś piękni i młodzi, dziś wyglądali jak wiekowi starcy, jak baloniki dziecięce, z których ktoś paskudny spuścił bez ostrzeżenia powietrze.

Nie zatrzymała się. Wiedziała, co jest przyczyną zgonu. Nawet nie miała ochoty ich oglądać.

Świątynia była wykonana w całości z kamienia, wykańczanego białym marmurem. Zbudowana na planie idealnego kwadratu, wieńczona była szeroką, lśniąco białą kopułą. Nic nadzwyczajnego, każdy krasnolud architekta położyłby na ziemię samym śmiechem. Na ziemiach elfów jednak, gdzie kamień stanowi rzadkie i cenne źródło budulca (że o marmurze nie wspominając), było to prawdziwe osiągnięcie architektoniczne. Wysokie na cztery metry dwie kolumny, stylizowane na powabne elfki, wyrzeźbione z niezwykłą starannością, pilnowały wielkich, dwuskrzydłowych drzwi prowadzących do wnętrza budynku.

Dwie kołatki miały kształt głów ocelotów.

- Jestem tuż za tobą - Marcus, trzymając gotowy do strzału łuk pojawił się tuż za nią, rozglądając się z niepokojem wokoło.

Cisza, jaka ich otaczała, była wręcz porażająca. Aż dźwięczało w uszach.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-16, 11:58   

Druidka z podziwem obserwowała świątynie, która rosła w oczach z każdym krokiem. Niewiele takich budowli w swoim życiu widziała. Żyjąc od małęgo wśród elfów, przyzwyczajona była do wątłych, skromnych, acz naturalnych drewnianych elfickich budowli. Struktur z kamienia nie widziała od bardzo dawna.

Ostatnią, jaką widziała, była również świątynią. Tam gdzie szkolili ją Druidzi, w ich kręgu, znajdywała się ładna świątynia, wzniesiona ku czci Stratii. Choć była zbudowana ze zwykłego kamienia, na młodej Kayanie robiła niemałe wrażenie. Była wtedy pewna, że podobnej w lasach źródeł natury nieznajdzie.

A ty prosze. Ba, ta świątynie była na dodatek z Marmuru.

W tej sytuacji druidka doceniła wartość światynie jeszcze mocniej.

Ostatni ratunek dla ocalałych w środku. Oaza na Morderczej Pustyni.

Kropla dobra na morzu śmierci.

Druidka zbliżyła się spokojnie do wielkich drzwi. Uniosła ręce do kołatki, jednak dłoń zamarła w połowie ruchu.

Ci w środku mogą spanikować. mogli nawet nałożyć pułapkę na drzwi.

Opuściła ręke. Musiała zaryzykować.

- Jestem Druidką. Przybywam, by wam pomóc. Wpuścicie mnie do środka. - Krzyknęła, rozrywając upiorną ciszę.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-19, 10:35   

Chwila poświęcona na zastanowienie się. Dwuskrzydłowe, grube i wykonane z solidnych bel drewna, zbrojonego metalowymi okuciami wyglądały całkiem niewinnie. Z innej jednak strony, Kayana nie była łotrzykiem i pojęcia nie miała, czy nie są one bronione przed intruzami pułapką jakiegoś typu. Tym bardziej magiczną, której gołym okiem, bez gruntownego przeszkolenia się nie wykryje. Ostatecznie wobec tego zdecydowała się na stary jak świat, najskuteczniejszy sposób na otwieranie drzwi.

Poprosiła.

Gdy tylko jej głos rozniósł się po okolicy, w pierwszej chwili myślała, że znalazła się w jakimś upiornym śnie. W ciszy, jaka panowała wokoło, jej własny głos brzmiał sztucznie i nienaturalnie. Zupełnie, jakby na okolicę ktoś założył bardzo duży i bardzo gruby głos, tłumiący wszelkie dźwięki. Sama aż zadrżała na ten efekt.

Zadrżała tym mocniej, gdy zza masywnych drzwi dobiegły ją aż nazbyt wyraźne jęki, stłumione szlochy i z trudem ukrywane, urwane okrzyki przerażenia. Męskie, kobiece, dziecięce w ogromnej, stłoczonej ilości, pragnące aż nadto wyraźnie wyrwać się z kamiennych oków świątyni. Głównie kobiece.

Kayana zawołała we wspólnym, toteż niedługo potem w takim właśnie języku przyszła odpowiedź.

- Idź precz, przeklęta kreaturo! Nie nabierzesz nas dwa razy na tę samą sztuczkę. Wracaj w cień tam, gdzie twoje miejsce. Nie mają przystępu do świątyni Bogini istoty takie jak ty! - głęboki, elfi głos wybił się ponad resztę.

Słychać było go na tyle wyraźnie, by jasno określić, iż elf stoi dokładnie po drugiej stronie drzwi, blisko kołatki lewego skrzydła.

- ..w taki sam sposób zabili Mylaniosa.. - nad podziw wyraźnie stwierdził elfik dziwnym, nie znanym Kayanie, kobiecym głosem - ..zastukali do domu, udali głos jego żony, a gdy otworzył.. potem znaleźliśmy tylko jego głowę..

Marcus syknął przez zęby z wyraźnym wyrzutem, patrząc na swego podopiecznego spode łba.

- Kiedyś dostanę przez niego zawału. Co się odezwie to.. - urwał nagle.

Kayana również nagle straciła zainteresowanie świątynią i swoim rozmówcą. Usłyszała tak samo wyraźnie, jak łowca.

Chichot.

Jakaś mała, obdarzona wysokim głosikiem istotka, chichotała w najlepsze. Istotka, czy może istotki, gdyż śmiech słyszalny był właściwie z kilkunastu miejsc dookoła nich. Z koron drzew, zza ich pleców, przed nimi...
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-19, 11:48   

Druidka westchnęła z cicha pod nosem, rozmyślając, co jeszcze jest w stanie zrobić. Reakcja elfika, choć nagła, zaskoczyła ją, jak zwykle, jednak nie tak jak Marcusa. Nerwy miała napięte do granic. Była gotowa na wszystko.

Tak jej się w każdym razie zdawało.

Gdy dotarły do niej pierwsze chichoty, szybko stłumiła iskierkę paniki w swoim sercu. Czuła, że pozostało jej mało czasu.

Najwyraźniej to coś co się chowało w mieście, igrało z nimi od początku.

Dźwięki dochodziły ze wsząd, nie mogła więc ustalić, skąd dochodzi ten makabryczny śmiech. Ale wiedziała, że nic dobrego z stania tu nie wyniknie.

Musieli dostać się do środka.

- Posłuchaj mnie. - Druidka nie przejmując się możliwością pułapku, zbliżyła usta do krawędzi drzwi. Głos miała łągodny, starała się zachować spokój, i swój, i rozmówcy.

- Jeżeli nas teraz nie wpuścicie zginiemy. Jeśli powiedziałeś prawdę, cokolwiek zaatakowało wasze domy, nie bedzie miało tu wstępu. Na Stratie, jakby tak było, czy myślisz, że zwykłe drzwi by to zatrzymały? To nie drzwi, lecz moc bogini trzyma was przy życiu.

Obejrzała się przez ramię. Mimo napięcia, zachowała spokojny głos.
Mówiła dalej.

- Uwierz mi. Musisz mi uwierzyć, inaczej zginiemy. Jestem Druidką, mam obowiązek pomagać w potrzebie, i właśnie dlatego tu przybyłam. Jeśli kłamie, nie wejde do środka. Więc proszę cie, w imię Stratii, Bogini natury i harmonii, wpuśćcie nas!

Umilkła na chwilę, po czym dodała ciszej.

- Inaczej zginiemy..
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-19, 21:56   

Kilka sekund, które w tych okolicznościach zdawały się godzinami, rozmówca po drugiej stronie drzwi milczał, walcząc wyraźnie ze sobą pod siłą argumentów Kayany.

- Nie wierz jej! - kobiecy głos, choć przytłumiony przez drzwi, brzmiał aż nazbyt wyraźnie, przesycony lękiem i gniewem.

- Nie wierz! Kłamie! Jeśli tylko otworzysz te drzwi... - kolejny, kobiecy głos.

Cokolwiek nie znajdowało się wokoło, teraz śmiało się już bez ogródek do rozpuku.

- Arborze! Nie rób tego! - tym razem kilka osób jednocześnie podniosło podobny okrzyk.

Marcus zdjął malca ze swoich pleców i delikatnie położył go na ziemi. Elfik tym razem - zupełnie do siebie niepodobnie - nie siedział grzecznie, gapiąc się w niebo, tudzież rysując coś palcem w pyle. Wiercił się, kręcił głową we wszystkie strony, a jego oczy rozszerzone był w grymasie, który Kayana mogłaby uznać za grymas skrajnego przerażenia. Aż dziw, że zauważyła to dopiero teraz.

Elf zza drzwi odezwał się ponownie.

- Jeżeli.. jeżeli nie kłamiesz.. jeżeli faktycznie jesteś druidką.. to wiesz z pewnością co, obok Aetheru, Rebisu i Vitriolu wchodzi w skład maści regenerującej?

Kayana - mimo zagrożenia, w jakim się znalazła - nie mogła powstrzymać się od lekkiego uśmiechu. Doskonale wiedziała, iż elf wymienił wszystkie składniki maści. Niczego nie brakowało, jeśli chodzi o składniki roślinne. No, może lekki błąd tkwił w tym, iż Rebisu w maści znajdowała się podwójna dawka, nie pojedyncza. Kwestia marginesu błędu obejmowała również to, iż elf nie wspomniał nic o tłuszczu zwierzęcym, służącym za bazę pod maść.

- Kayana... - szept Marcus wyrwał ją z zamyślenia - ...jest źle.

Pomiędzy dwoma drzewami, jakieś sto metrów od nich śmignął cień. Dosłownie. Druidka nie dojrzała nic, co mogłoby go rzucać. Wyglądało to tak, jakby to cień sam w sobie dostał sił i ruszał się bez udziału niczyjej woli.

Gdzieś nad nimi, na dachu świątyni zachrzęściły kamienie. A może to tylko gra wyobraźni?

- Kaja, Kaja, Kaja... - elfik, wytrzeszczając i tak już wytrzeszczone oczy spojrzał gdzieś, wysoko, w stronę dachu świątyni, odzywając się nagle dobrze bohaterce znanym głosem.

Marcus drgnął. Ale na to chyba nie było teraz czasu.

Milczał, skupiając się na pełnej śmierci okolicy.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-20, 02:18   

Druidka, mimo napiecia, nie straciła spokoju. Nie drgnęłą nawet, gdy elfik odezwał się myślami Łowcy, ani też słowami owego. Trzeba było działać.

I to szybko.

- Nie ma innych składników, w każdym razie roślin. Maść jest na tłuszczu zwierzęcym, może o to ci idzie, ale cholera mnie to teraz obchodzi. Mam tej maści trochę przy sobie, ale jeśli nas teraz nie wpuścisz, nawet ona mi nie pomoże. - Druidka w końcu nie wytrzymała, jej głos drgnął, załamawszy się. W jej oczach był strach, gdy odwracała się, zerkając na cienie.

Strach, a jednak coś jeszcze. Nagle poczuła wielką ochotę stanąć przed świątynią, ze sztyletem w dłoni, z zaklęciami na ustach. Miała ochotę walczyć, zranić, pokąsać to cholerstwo, które za tym wszystkim stało, choćby trochę. Odpłacić za te wszystkie śmierci, za ludzi przy wozie, za trupy w wiosce, za całe to zło wokoło..

Powstrzymała się jednak w porę. Na to przyjdzie jeszcze czas.

Zbliżyła się do elfika, przesunęłą młodego pod drzwi. Knykcie zbielały jej całkowicie, dopiero teraz zorientowała się, że nie wypuściła sztyletu. Gotowa na wszystko, czekała.

Na to przyjdzie jeszcze czas.

Później..

Albo teraz.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-20, 11:57   

Elf za drzwiami umilkł.

- Arborze, ona kłamie! - krzyk tej samej kobiety co przed chwilą znów przeciął gęstniejące z każdą chwilą powietrze.

Zasuwa za drzwami szczęknęła głucho. Jedna. Pytanie, czy było ich więcej?

- Sprowadzisz śmierć na nas wszystkich! Nasza krew znajdzie się na twoich rękach, przeklęty druidzie!

Elfik nie bez pewnych oporów dał się przesunąć pod samiutkie drzwi. Kayana ze zdziwieniem zauważyła, iż drżą jej ręce. Lekko, ale jednak. Na tyle, by to zauważyć i zacząć się niepokoić.

- Bądź przeklęty, Arborze! Nie pozwolę ci otworzyć tych...

Dalszy głos kobiety utonął w przeraźliwym, upiornie wysokim krzyku drapieżnego ptaka, zakończonego ostrą, jeszcze wyższą nutą.

- Kayanaa! - Marcus odwrócił się nagle, mierząc z łuku wysoko ponad głowę druidki, gdzieś, w stronę dachu świątyni.

Druga zasuwa drzwi szczęknęła. W powietrzu świsnęła wystrzelona strzała. Coś na dachu zaskomlało cicho, ale nie spadło na dół. Sądząc po wyrazie twarzy łowcy... wciąż żyło.

- Do środka!

Kayana stała odwrócona plecami, ale instynktownie wyczuła, iż drzwi są otwarte.

I że musi się spieszyć.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-20, 12:24   

Wszystko stało się w pare chwil.

W pierwszej chwytała już elfika, wrzucając go niemal do środka. Jej usta wzniosły krzyk, który słyszała głucho przez tętniący w uszach strach i adrenaline.

- Marcus. Do środka, Natychmiast!!

Druga chwila. Szybki obrót, doskoczenie do łowcy. Nie zamierzała pozwolić, by coś mu się stało. Nawet własnym kosztem. Jedną ręką szarpnęła za jego ramie, ciągnąć go do drzwi, drugą, wykorzystując odbicie od łowcy, na ślepo cieła w stronę w którą strzelał Marcus. Bardziej dla zasłony, niż efektu.

Trzecia. Szybki skok za łowcą, niemalże równolegle od ziemi, mocne, szybkie wybicie, wzmocnione strachem, w stronę drzwi. Kolejny, głuchy krzyk.

- Zamykaj. JUŻ!!

Czwarta..

Cisza.. Otworzyła oczy..
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-20, 15:15   

Atak nadszedł z góry. Istota, czymkolwiek by ona nie była, siedziała zaczajona na dachu świątyni już od paru chwil. Widział ją elfik Strzelił do niej Marcus. Kayana jednak w górę nie spojrzała.

- Bądź przeklęty druidziee! - wrzasnął ktoś tuż za Kayaną.

Dźwięków nagle przybyło. Elfy z wnętrza świątyni krzyczały, jęczały, tłoczyły się w fali nagłego strachu. Szarpnięcie elfika i wrzucenie go niemal do wnętrza budynku zajęło Kayanie raptem sekundę. Już w następnej chwili..

- Do środka, już!! - krzyk druida.

..jej dłoń spoczęła na ramieniu Marcusa, zwijając się w odwrotnym półobrocie i mocnym szarpnięciu połączonym z asekuracyjnym..

Wrzask. Błysk. Krew.

Za dużo na raz. Kayana poczuła nagle, jak jej głowa odlatuje do tyłu, a po policzku rozlewa się fala obezwładniającego ciepła. W pierwszej chwili nie czuła nawet bólu. Ten przyszedł stopniowo. Przed oczami tańczyły otępiające mroczki. Ktoś krzyczał.

Coś ciepłego zlewało żywym strumieniem z boku głowy aż na szyję i dekolt. Ale nie czuła bólu. Jeszcze nie.

- Kayana!!

Marcus szarpnął się gwałtownie. Druidka usłyszała szczęk dobywanego miecza, który łowca nosił zawsze przy sobie. Coś zaskomlało. Coś dyszało ciężko tuż przy niej.

Krew zalewała oczy. Nic nie widziała. Mogła tylko z trudem walczyć o zachowanie świadomości.

- Do środka na demony i diabły!!

- Zamykaj wrota!!

Marcus szarpnął kobietą. Druidka poczuła, że otoczenie wokół niej nagle się ograniczyło w kilku ścianach. Znaleźli się wewnątrz świątyni. A ona nadal nic nie widziała. Bok głowy rwał otępiającym bólem. Krew zaczęła się wylewać już za kołnierz szaty.

- Idą!! Zamykaj!! Druidzie!!

Huk. Szczęk dwóch zasuw.

- Pomocy! Kayana! Kayana, powiedz coś! - to Marcus, tuż przy niej, mocno chwytający ją za ramiona.

Czuła jego bliskość. Ale ból ogłupiał. Nie pozwalał skupić wzroku na czymkolwiek. Wszystko wirowało, szalało, odpływało... wypowiedzenie jednego składnego zdania zdawało się wyczynem ponad jej siły.

Ale żyła.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-20, 16:43   

Kayana przestała słyszeć głosy. Tętno bólu zagłuszało wszystko, krew zamykała oczy.

Pomimo swego stanu, zdała sobie sprawę jak głupi błąd zrobiła. Dziecinny wręcz. Nawet druidów uczą, że nie wolno odwracać się plecami do zagrożenia.

Idiotyzm.

Na dodatek może kosztować ją życie.

Marcus..

Nie wiedziała, czy zdołała to wypowiedzieć, czy też może była to ostatnia jej wyraźna myśl.

Odruchowo spróbowała wymacać swoją torbę, chociaż otworzyć ją, dać sygnął temu druidowi, że znajdzie tam to co może jej pomóc.

Jej najprawdopodobniej ostatnią szansę.

Palce wylądowały na torbie; taką w każdym razie miałą nadzieje. Czuła, że się ruszają, nie wiedziała jednak czy otwiera torbę, czy tylko porusza nimi w powietrzu.

Po chwili zamarły. Po prostu zabrakło jej sił. Już nie walczyła o świadomość. Miała dość.

Chciała odpocząć. Nie wiedziała, że może się nieobudzić.

Odpłynęła.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-20, 19:33   

Ktoś krzyczał. Ktoś płakał. Ktoś kaszlał rozpaczliwie, jakby za moment miał wypluć na kamienną posadzkę płuca. O taak... kamienna posadzka. Jej straszliwa, bezduszna... nieruchomość, przyprawiała Kayanę o jeszcze większe zawroty głowy. Mimo to twardość i chłód, jakie w sobie zawierała, nie pozwalała druidce 'odpłynąć' tak, jakby tego chciała. Na jej nieszczęście, organizm miała dość silny. Nieszczęście, gdyż w efekcie w miarę kontaktowała z otoczeniem.

Z ciepłym, lepkim płynem, jaki zalewał jej bok głowy i nieprzyjemnie chlupotał za kołnierzem. Z bólem, jaki obezwładniającą falą rozlewał się po całym ciele, promieniującą, gorzką falą. Pomimo kurczowo zaciśniętych zębów, nie umiała powstrzymać jęku bólu. Cały świat wirował. Jej głowa była pełna bólu i otępiającego chaosu. Tak bardzo chciała... tak bardzo chciała...

- ..niech to się na moment zatrzyma! - aż drgnęła, słysząc swój głos.

Głos, wypowiadany przez elfika. Co do tego nie miała wątpliwości. Jej myśli były tak silne, że z pewnością musiał je wychwycić. Nie zazdrościła mu. W tym miejscu właściwie każdy myślał tak głośno, iż jego mała główka musiała być pełna przekazów, których nigdy nie będzie w stanie zrozumieć.

- Druidzie!!

Krzyki powtarzające to jedno słowo wpadały wraz z falami kolejnego bólu do jej głowy. Jedni krzyczeli je z wyrzutem. Inni, błagając o pomoc. Jak Marcus.

- Jestem.

Głos elfa zza drzwi brzmiał na tle pozostałych krzyków niczym widok oazy pośrodku pustyni. Szelest materiału. Otwierana torba. Stuk szkła. Flakoniki. Ogłupiała od obrażeń Kayana rozróżniała właściwie tylko dźwięki. Powoli wracała do świata żywych. Rozróżniała coraz więcej bodźców, jakie do niej docierały, miała się coraz lepiej a pierwszy szok przechodził. Mimo to do pełnej formy sporo jej brakowało. Gdyby tylko cios nie trafił w głowę, pewnie nie byłoby tak źle... brak uwagi mścił się okrutnie.

- Zaraz porozmawiamy. Wytrzymaj jeszcze chwilę, siostro...

"Siostro". Dla każdego druida, inny druid zawsze będzie bratem. Zawsze będzie bliższy niż prawdziwa rodzina. Miłość do natury łączy ich podobnie mocno, jak miłość do natury łączy paladynów.

Kayana poczuła, jak lepka, ciepła substancja zostaje rozsmarowana w miejscu rany, przynosząc niemal natychmiastową ulgę. Ból odpłynął. Aż za dobrze wiedziała, że ktoś użył na niej maści przeciwbólowej.

Przytomność wracała z każdą sekundą. Wzrok się stabilizował. Ba, byłaby nawet w stanie z trudem się odezwać.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-20, 19:43   

Druidka przestała poruszać się niespokojnie, stopniowo uspokajając swoje poturbowane ciało. Choć krew wciąż zalepiała jej oczy, próbowała je otworzyć, świadoma, że ból powoli ustępuje.

Mglisty, nierozumiejącym wzrokiem spojrzała w sufit. Potrzebowała jeszcze chwili.

Wraz z przytomności powróciły w miarę logiczne myśli. Niemalże natychmiast przypomniała sobie, że nie była tam sama..

- Marcus.. - wychrypiała, zamykając spowrotem oczy. - Co z nim? Co z małym? Gdzie jest Marcus.

Maść działała coraz skuteczniej. Nie otępiała, jedynie łagodnie tłumiąc ból.

Dopiero teraz, samotna łza spłynęła z jej oka, niknąc wśród wpół zakrzepłej krwi.

Kolejna już dzisiaj łza. Zbyt wiele było zła wokoło.

Otworzyła oczy.

- Arborze.. - Jakiś cudem jej myśli przypomniały sobie imie druida. - Dziękuje ci..

Powieki znów opadły. Nie odpłynęłą w sen.

Po prostu leżała. I Słuchała, co się dzieje.

Na pytania przyjdzie pora później.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-20, 19:56   

Czyjaś dłoń łagodnie spoczęła na jej czole.

- Jestem tutaj. Nic mi nie jest. Mały też się ma dobrze... - szept Marcusa działał na nią jeszcze bardziej uspokajająco niż wszelkie maści, jakie tylko mogła sobie wyobrazić.

Delikatna, smukła dłoń, należąca ponad wszelką wątpliwość do elfa zaczęła spokojnymi, rytmicznymi, okrężnymi ruchami masować pok jej głowy. Jakaś dziwna myśl przebiegła jej przez głowę krzycząc, iż każda normalna, ciężko ranna osoba podczas takiego zabiegu musiałaby drzeć się z bólu. Tak jednak się nie działo. Zajmował się nią druid z krwi i kości. I choć na ranę naciskał z rosnącą siłą, ona nie czuła nic, oprócz przyjemnego masażu. Zioła leczące w połączeniu z przeciwbólowymi działały jak prawdziwe cuda.

Otworzenie oczu nie było łatwe. Stopniowo jednak Kayana odzyskiwała również i ten zmysł. Najpierw dotarł do niej widok kamiennego, wysoko sklepionego sufitu. Potem, zauważyła dwie kamienne kolumny, pomiędzy którymi leżała. Potem, twarz Marcusa, wyrażająca skrajne zaniepokojenie, która jednak, po spotkaniu z jej wzrokiem pojaśniała lekko ulgą. Na końcu zaś spojrzała na własnego wybawcę.

Elf miał długą, pociągłą twarz. Zastygła ona właśnie w grymasie bezbrzeżnego skupienia, totalnie zaabsorbowana zabiegiem leczącym. Ciemne oczy druida był lekko zwężone, nie spuszczające rany nawet na sekundę. Ciemne włosy, sięgające ramion, falowały w rytm kolejnych ruchów druida. Ciemnozielona szata należała do gatunku prostych, pozbawionych wszelkich zbędnych ozdób.

Na widok jej stabilizującego się wzroku elf uśmiechnął się lekko, ale nie do końca przyjaźnie. Jakby z niepokojem, czy dobrze robi, lecząc obcą mu osobę.

- Nic specjalnego, siostro - rzekł z udawanym spokojem, który jednak kobieta instynktownie niemal wyczuła.

Arbor był wręcz namacalnie spięty.

- Bardzo mnie ciekawi z kolei, oprócz tego, jak się tu znaleźliście, rzecz jasna, jakim cudem przyprowadziliście do Amen'Tae małego Timorisa? - spytał zaraz po zakończeniu zabiegu.

Kayana czuła się, jak uderzona obuchem. Była nadal osłabiona. Ale teraz skupienie wzroku i myśli nie przynosiło jej szczególnego problemu.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-20, 20:57   

- Tak myślałam.. - Mruknęła, przymykając oczy. - Wiedziałam.. Że on musi być stąd.. - Mimo ulgi, jaką przyniosły leki, wciąż mówiła z trudem.

Spojrzała czule na Marcusa. Teraz dotarły do niej emocje, jakie nim targały. Widocznie, podczas tego krótkiego okresu czasu, jaki spędzili razem, Łowca zdąrzył zrzyć się z druidką tak mocno, jakby znali się od lat.

Nie dziwne więc było, że działało to również w drugą stronę.

Ten jego uśmiech. Lekko kpiący, naturalny, uspokajający. Zawsze taki sam.

Zaśmiała się z cicha pod nosem.

- Chętnie opowiem ci wszystko ze szczegółami, zarówno historię z... Timorisem - Zerknęła niepewnie na elfika. W końcu chociaż jedna zagadka z nim związana mniej.

- .. Jak i całą resztę.. Ale najpierw.. - Spróbowała unieść się na łokcie. - chce się obmyć. Nie przystoi przecież taplać się we własnej krwi, nieprawdaż?
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-22, 00:01   

Elfi druid uśmiechnął się delikatnie, ledwo zauważalnie. Bardzo po swojemu. Bardzo po elfiemu. Oszczędność w gestach i uczuciach widoczna we wszystkim. Jak zawsze.

- Powiedzieć, iż chłopiec 'jest stąd' byłoby pewnym nadużyciem, siostro.. - rzekł spokojnie - ..ale na potrzeby chwili można powiedzieć, iż tu go wychowano.

Na wzmiankę o obmyciu się, na twarzy elfa pojawił się wyraźniejszy grymas, którego Kayana nie potrafiła dokładnie sklasyfikować. Coś pomiędzy pobłażliwością, zakłopotaniem, a kpiną.

- Na chwilę obecną taki luksus, jak kąpiel, znajduje się daleko poza naszym zasięgiem. Mamy pewne zapasy wody, lecz w całości jest to woda pitna, skąpo racjonowana. Obawiam się, iż będziesz musiała przywyknąć. Sama widziałaś, co jest na zewnątrz... w najbliższym czasie, obawiam się, że mycie pozostanie jedynie w sferze marzeń.

Zaiste, teraz dopiero druidka dokładniej widziała, iż wnętrze świątyni wypełnia prawdziwa masa elfów. Nie widziała dokładnie ani szczegółów budynku, ani poszczególnych twarzy, ale instynktownie wyczuwała na sobie dziesiątki ciekawskich spojrzeń, oraz słyszała podniecone szepty, niewątpliwie skierowane w jej stronę. W stronę kogoś, kto przybył z zewnątrz. Kogoś, kto - być może - będzie w stanie im pomóc.

Arbor westchnął.

- Z braku innego zajęcia myślę, że najlepiej byłoby zacząć od wyjaśnień.. - rzekł, nadal siląc się na napięty i sztuczny spokój.

W sposób oczywisty dało się zauważyć, iż gotów jest do walki, i wcale nie zdecydował się uwierzyć Kayanie na słowo.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Kayana 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Gru 2007
Posty: 211
Wysłany: 2008-04-24, 20:17   

Druidka westchnęła cicho, przecierając oczy. Tym, co pomimo leśnego stylu życia ceniła najbardziej, była Higiena. Niezbyt jej się uśmiechała perspektywa siedzenia bezczynnie, na dodatek ze strupami własnej krwi na twarzy.. I nie tylko.

Teraz jednak, niestety, miała większe zmartwienia.

Ale po kolei.

Ułożyła się wygodniej, szukając czegoś na podporę. Głowa wciąż cieła stłumionym bólem, więc nie chciała pogarszać sytuacji.

- Pare dni temu wyruszyliśmy w podróż z Aenseidhe, niewielkiej elfiej osady. Nie mamy określonego celu wędrówki, jestem druidką, nie śpieszy mi się nigdzie. Podobnie z moim towarzyszem. - Uśmiechnęłą się lekko w stronę Marcusa.

- Wczoraj w nocy poza pojawieniem się małego nie zdarzyło się nic nowego. Młody wypadł z lasu, osłabiony, pocharatany. Miał poranione całe stopy, więc użyłam ziół leczniczych. Goją się nieźle.

- W każdym razie, próbował jeszcze od nas uciec. Szybki był, musiałam posłużyć się magią, żeby go złapać. Niemniej - Spojrzała na małego z troską. - nic do niego nie dociera. Nie da w żaden sposób się z nim porozmawiać. Niemniej posiada pare zaskakujących cech. Wiedzieliście, że potrafi czytać w myślach praktycznie każdego? I wypowiadać te myśli, nawet po pare naraz?

Nieczekając na odpowiedz, potarła skroń zdrowej strony głowy. Mówiła dalej:

- Nazajutrz, czyli to bedzie dzisiaj rano, ruszyliśmy dalej. Mieliśmy nadzieje, że wy zdołacie pomóc małemu, lub chociaż się nim zaopiekować.

Umilkłą na chwilę, patrząc Druidowi w oczy.

- Najpierw trafiliśmy na opuszczoną karawane, pare godzin temu. Nie było tam żywego ducha. Jedynie ciała. Arborze, to wyglądało na Krąg Ziemi.. Wozy oplecione bluszczem całkowicie, mocno. Jedno ciało nosiło ślady jakby po zaklęciu, wokół szyi opuchlizna najpewniej po jakiejś toksynie.

Umilkła znów. Tym razem na dłużej.

- Jedno ciało oplecione pnączami, ciernistymi. Całkowicie. Kolce wbiły się w całe jego ciało. Głęboko i całkowicie. Wyglądał jak sito.

Cisza..

- Niektóre ciała były zasypane w drodze, zupełnie, jakby ktoś użył "Szczeliny". Wozy wiozły jakieś tkaniny, wzieliśmy co użyteczne. Może to coś nam powie.

Sięgnęła do torby, wyciągając opasłe tomiszcze, które znalazła w wozie. Podała je Arborowi, ciągnąc dalej.

- Ruszyliśmy dalej zmierzając do tej wioski. Kilkaset metrów stąd zaczeły się pierwsze ślady, martwe, dotkniete jakąś zarazą drzewa, ciała ptaków i innych zwierząt, porozrzucane jak lalki... W wiosce elfy. Całe mnóstwo.

Umilkła, dając znać spojrzeniem, że to koniec jej opowieści. Nie widziała wiecej niczego istotnego.

Zresztą, i tak byli w martwym punkcie.
_________________

 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2008-04-24, 22:16   

Jedyną rzeczą, jaka nadawała się na podgłówek była torba podróżna druidki. Nie należała ona do szczególnie wygodnych, gdyż była napęczniała od wszelakiej maści zdobyczy i łupów, ale z grubsza rolę swą spełniała. Zawsze to było przyjemniej, mieć głowę nieco wyżej na czymś stabilnym i móc widzieć lepiej swego rozmówcę.

Wraz z podwyższeniem głowy lepiej też widziała to, czego istnienia do tej pory mogła się tylko domyślać – dziesiątki stłoczonych pod kamiennymi ścianami świątyni elfów, czekających pilnie na każde jej słowo, doskonale słyszalne w ciszy, jaka zapadła. Widok brudnych, żałośnie wystraszonych elfów nie działał budująco. Dumne istoty zostały w tym wypadku zmuszone do walki o przetrwanie przez nieznaną, potężną siłę. W takiej sytuacji duma przestaje mieć znaczenie, a liczy się wola przeżycia i umiejętności. Przykro było patrzeć na ogromne, pełne strachu i nadziei oczy tych, którzy mienili się panami Źródeł Natury. Nie było w nich nic z dumy i waleczności. Pozostała jedyna błagalna prośba o ratunek.

Kayana zaczęła swoją opowieść. Walcząc z narastającym bólem głowy i mimowolnym zmęczeniem mówiła płynnie i szybko, opowiadając to, co najważniejsze, nie pomijając niczego.

Dopiero w momencie, gdy zaczęła mówić o karawanie, głośny krzyk rozpaczy i szloch przerwał jej opowieść. Jakaś nieznana bohaterce elfka upadła na kolana na kamienną posadzkę, skrywając twarz w dłoniach, bujając się w przód i w tył, szlochając spazmatycznie i krzycząc, jakiś rozpaczliwy wyrzut całemu światu. W ciszy, jaka nagle zapadła, słychać było wszystko, nawet szelest materiału jej sukni. Elfy siedzące najbliżej mogły jedynie położyć jej dłonie na plecach i liczyć na to, że się uspokoi.

Zanim padło jakiekolwiek pytanie, Arbor sam wytłumaczył zajście:

- Karawana o której mówisz była u nas przez dwa dni. Nieco sprzedali, wyruszyli wczoraj w południe z zamiarem udania się do innych wiosek. Chyba Aenseidhe też było w ich planach. Mąż tej kobiety – wskazał szlochającą podbródkiem – zgodził się za opłatą służyć za przewodnika. Krąg ziemi... podejrzewasz, że stoi za tym jakiś druid? - zapytał z zauważalną nutką strachu w głosie.

Kobieta nie krzyczała już. Szlochała tylko, jęcząc żałośnie, leżąc właściwie na posadzce, z rozłożonymi, zakrzywionymi w szpony palcami, jak gdyby chciała nimi zedrzeć kamienne płytki.

- Mówisz, że Timoris wpadł na was ostatniej nocy? To by się nawet dziwnie łączyło z tutejszymi zajściami. Ciemność nadeszła bowiem w środku nocy, niespodziewanie. Ci co zdążyli, schowali się tutaj... ale, ale, mów dalej - dodał po chwili druid.

Księgę odłożył na moment gdzieś obok siebie. Wyraźnie zafascynowały go bowiem wiadomości o stanie roślinności, jaką zauważyła Kayana.

- Powiedz mi coś więcej, siostro – rzekł zachęcająco – co rozumiesz pod pojęciem "zaraza"? W jakim stanie były ciała?
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group