Namron postanowił zapolować na dziewczynę w staromodny sposób gdzie jego bronią miał być jego czar, urok i elokwencja. Miał nadzieje że wyposażony w takie atrybuty nie będzie miał problemów w zdobyciu jej przychylności. Jej piękno musiało urzec drowa do tego stopnia że gwałt z miejsca został odrzucony jak i dość marny zysk ze sprzedaży elfki do zamtuza. Takie podejście było bardzo szlachetne, lecz by to się udało drow musiał zrobić dobre wrażenie by dziewczyna zainteresowała się nim, gdyż sądząc z urody miała zapewne wielu adoratorów, a może już nie była wolna. No cóż jak nie spróbujesz to się nie dowiesz, Namron chciał się dowiedzieć. Postanowił dać jej czas na przygotowanie się do spotkania z jego osobą. Wycofał się cicho w głąb lasu po czym beztrosko ruszył z powrotem w znane mu miejsce. Ciężko mu było zobaczyć cokolwiek przez otaczające go zarośla, gdyż nawet kilka kroków w głąb lasu powodował że zarośla szczelnie zasłoniły widok na kąpiącą się dziewczynę. Po kilku krokach do uszu Namrona przestały docierać pluski wody jakie wcześniej wydawała myjąca się drowka. Łowca od razu skojarzył fakty wynikające z braku tych dźwięków. Dziewczyna musiała przerwać zabiegi pielęgnacyjne i wyjść z rzeki. Gdy Namron wyszedł z zarośli jego przypuszczenia się potwierdziły, dziewczyny już nie było. Głazy stały tam gdzie je zostawił, rzeka płynęła nadal swym korytem niezmiennym od lat, ale miejsce wokół kamieni było puste. Nie było też nic słychać, drow musiał założyć że dziewczyna mu po prostu zwiała lub sie ukryła.
W obecnej sytuacji podchody wielkiego łowcy kobiecych wdzięków chyba się skończyły, cóż może następnym razem los będzie łaskawszy.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Przeklęte gałęzie, nic przez nie widać. Nagle do uszu łowcy przestały dobiegać pluski. Kidy doszedł do brzegu, szybko zauważył, so się stało. Drowka zwiała. Namron westchnął. Nie tak to sobie wyobrażał. Ale z głowy spadł mu kolejny problem. Mógł teraz skupić się na zadaniu. Jak to mówią, baba z wozu, koniom lżej. Przynajmniej nie musiał martwić się zalotami. Co prawda marne to pocieszenie, ale zawsze coś. Elf ostrożnie wszedł do wody i ruszył na drugi brzeg, łuk trzymając wysoko nad głową. Cięciwa ważna rzecz, trzeba o nią dbać. Kiedy dotarł już na suchy ląd, rozejrzał się, szczególną uwagę zwracając na podłoże. W końcu Serrurn powiedział, że drow do wioski dojdzie po śladach swoich pobratymców. Możliwe, że też po śladach elfki. W końcu ruszył dalej na północ, czy też prowadziły tam ślady, cz też nie.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Łowca nieszczerze zadowolony z braku zwierzyny ruszył w kierunku rzeki. Dotarcie na jej brzeg zajęło raptem chwile, a za momencik jedną nogą już był w wodzie. Nie był zadowolony z tego co poczuł, woda była zimna, od razu do głowy wpadła myśl, jak ta dziewczyna mogła kąpać się w tak zimnej wodzie. Zanim wszedł całkiem do rzeki przypomniał sobie o łuku. Z obawy o zawilgocenie cięciwy podniósł go wysoko nad głowę po czym ruszył przed siebie. Już po chwili jego przyrodzenie skurczyło się do niewielkich rozmiarów zaprzeczając niedawnemu pożądaniu. Namron szedł uporczywie naprzód, woda jak zauważył sięgała mu lekko powyżej pasa, jednak po chwili dotarł do miejsca w którym kąpała się drowka. Tam woda sięgała mu już niewiele poniżej krocza. Namron nie zatrzymał się tylko parł do przodu i za chwile stał na suchym lądzie.
Po wejściu na brzeg odczuł wyraźną ulgę, zaraz też rozejrzał sie w poszukiwaniu śladów. Od razu zauważył miejsce w którym z wody wyszła elfka. Było tam znacznie więcej wody. Ślad wskazywał że ruszyła w prawo w górę rzeki. Jej trop był wyraźny, widać było że nie starała się ukryć kierunku w którym się udała. Oprócz tropu dziewczyny były także inne ślady bytności najprawdopodobniej mieszkańców wioski, jednak im już elf się nie przyjrzał dokładnie gdyż właśnie od strony w którą udała sie dziewczyna do uszu Namrona dotarł rozkaz.
- Hej Ty łamago, moja strzała ma ochotę upuścić Ci co nieco krwi więc bez gwałtownych ruchów bo mogę jej nie powstrzymać. Obróć się do mnie, tylko bardzo powoli. No już! - padł twardy rozkaz choć głos był aksamitny, wręcz uwodzicielski. Namron wiedział kto mierzy do niego z łuku, wiedział bardzo dobrze.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Ładne stópki miała ta zwierzyna. Szkoda tylko że to ona jego upolowała, a nie odwrotnie. No cóż, zdarza się. Ale drowka zyskała za to w jego oczach. Okazała dużo rozsądku i odwagi. Szkoda, że dopiero po wyjściu z kąpieli. I te piersi… Zaskoczyła łowcę, ale brodząc w wodzie nie mógł wykryć napastniczki. Rzeka dawała świetne możliwości polowania. Ale nie był to czas sprzyjający dywagacją na temat teorii łowów i podchodów. Trzeba było jakoś obrócić sytuację na własną korzyść. A przy groźbach wydawanych TAKIM głosem, to może nie być łatwe. Szczególnie, że kobiety mają na ogół gorszy charakter. Co prawda mniej zabijają, za to trudniej wytłumaczyć im, że nie jest się wrogiem, a przyjacielem. Ale bez ryzyka nie ma zabawy…
- To spuść ją z cięciwy, Pani mego życia, i zamień na inną. Bo grozi ci, że mnie ustrzelisz, a to by nie było zbyt miłe, dla mnie szczególnie. – powiedział drow uśmiechając się delikatnie i obracając się w stronę dziewczyny. – Poza tym dlaczego, o Pani, nazywasz mnie łamagą? Czyżby to było tutejsze powitanie? Macie tu raczej dziwne zwyczaje, traktować przybyszy w ten sposób.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Łowca odwracając się zobaczył ją stojącą między drzewami. Nadal była naga i mokra, włosy zlepione wodą miała zakręcone wokół szyi. Jedyna rzecz jaką miała to łuk, ale jaki, wykonany jak na pierwszy rzut oka wręcz idealnie, można by rzec że jest dziełem sztuki, oraz skórzanyi kołczan ze strzałami. Łuk był wymierzony w pierś Namrona. Drow widząc ją w takim ubraniu nie mógł oprzeć się pożądaniu jakie ogarniało jego ciało. Nogi cudownie zbudowane, szczupłe, piersi pełne ze sterczącymi sutkami, brzuch płaski umięśniony, ręce naprężone od naciągniętego łuku. Teraz zrozumiał dlaczego tak szybko dziewczynie udało się schować, po prostu nie traciła czasu na ubieranie, co wskazywało na rozsądek dziewczyny. Patrzyła na łowce dzikim wzrokiem.
- No bo łamaga z Ciebie jest i tyle. Po pierwsze dałeś się zlokalizować. jak dziecko. Jak się chce pooglądać kobiety to trzeba nie dać się zauważyć, a po drugie poruszasz się jak łamaga a nie łowca, za którego jak mi się zdaje chcesz uchodzić - powiedziała wskazując ruchem łuku na ten trzymany przez łowce. - przynajmniej wiesz że trzeba o niego dbać. - dodała. Teraz Namron zrozumiał skąd te działania elfki, zauważyła go, zauważyła kiedy stanął na suchej gałęzi, choć wtedy nie dała tego po sobie poznać.
Przez chwile stała przyglądając sie łowcy, a z każdą chwilą na jej twarzy pojawiał się coraz szerszy uśmiech, nagle wypaliła - Napatrzyłeś się? Teraz moja kolej broń na ziemie, ciuchy obok. No rozbieraj sie i to ze wszystkiego i radze Ci się pośpieszyć. No czekam - zakończyła potrząsnąwszy łukiem.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
No cóż, Namron teraz dopiero mógł w pełni doceniać urodę elfki. Jednak sytuacja nie sprzyjała kontemplacji jej wdzięków. Można było ocenić także jej dziwny łuk, ale spojrzenie bardziej przyciągała strzała znajdująca się na cięciwie. Łowca jednak zakrył oczy dłonią, by nie stawiać elfki w mimo wszystko niezręcznej sytuacji. Ostatnie słowa drowki mocno go zaskoczyły. Chciała się zemścić, oglądając go nagiego?
- Rozumiem, Pani, że jesteś zbulwersowana, ale żeby tak od razu, na początku znajomości przechodzić do sedna sprawy? Tak się nie godzi… - mówił drow i przykucnął, jak gdyby chciał położyć na ziemi łuk, usilnie zastanawiając się nad wyjściem z tej jakże niezręcznej sytuacji. - W dodatku jeśli ułożę tu broń, to cięciwa i tak nawilgnie. A nie mam drugiej w zapasie. – odsłonił oczy i spojrzał na dziewczynę, przekrzywiając głowę.
- ŁAP!!! – krzyknął nagle rzucając łuk w stronę dziewczyny, a sam odskoczył w lewo i zaszarżował, mając nadzieję, że powali ją samym pędem na ziemię i będzie mógł wykorzystać przewagę swojej masy.
Żeby tylko nie trafiła…
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Dziewczyna uśmiechnęła się słysząc słowa Namrona, ona w niezręcznej sytuacji, to raczej drow będzie za chwile w niej, widok kucającego drowa jeszcze poszerzył jej uśmiech. Była pewna swej przewagi, czekała tylko na pokaz ze strony łowcy. Widok lecącego w jej stronę łuku wywołał u niej zdziwienie, jednak nie na tyle by ze spokojem nie zareagowała na taki atak.
- Idiota! - powiedziała elfka do siebie choć możliwe że Namron także to usłyszał. Skorygowała namiar na odskakującego elfa i po chwili strzała pomknęła na spotkanie swego celu, a za chwile od niej odbił się jego łuk - ała, za to powinnam Cię zabić - dosłyszał na granicy przytomności gdyż nagły i bardzo silny ból szarpnął ramieniem Namrona. Łowca zgubił krok i już po chwili zaorał twarzą w ziemie. Strzała w kontakcie z ziemią złamała się ale także wbiła się jeszcze mocniej wychodząc na plecach. Ból był okropny, Namronowi zrobiło się ciemno przed oczami. Niewiele brakowało a straciłby przytomność, jednak pozostał w realnym świecie. Oddychał głęboko starając się uspokoić. W końcu ból na tyle się zelżał że w końcu mógł się zorientować co sie wokół niego dzieje.
Już po chwili wiedział że niewiele się zmieniło, tylko teraz drowka stała z naciągniętą strzałą jakieś pięć metrów od niego, a on leżał na ziemi ze strzałą w ramieniu, a z ból rozrywał jego ciało.
- Idiota!, Kretyn, łamaga - wyliczała dziewczyna - coś Ty sobie myślał, że kogo masz przed sobą, jakąś idiotkę? To nie przypadek że oberwałeś w ramię, gdybym chciała Cię zabić już byś nie żył. No powiedz durniu coś Ty chciał zdziałać tym idiotycznym atakiem? Będziesz posłuszny łamago?
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
- Spróbować trzeba było. – Powiedział Namron leżąc na ziemi. Ból słabł, a do drowa wracały zmysły. Szanse na to, że go trafi wynosiły jakieś osiem na dziesięć. Dostatecznie mało, żeby zacząć działać. No cóż, trzeba będzie się trochę podkurować. Swoją drogą nie jest tak źle, trafiła go tylko w ramię. Łowca zdał sobie sprawę, że jednak przeżyje, choć może to nie było najlepsze wyjście.
- Powiedzmy, że testowałem twoje umiejętności, Pani. A co sobie myślałem? No cóż, kiedy Olothia stwarzała drowa, przyszła do niego i powiedziała: ,,Mam dla ciebie dwa nowe narządy – mózg i chuja. Niestety, będziesz mógł używać tylko jednego z nich na raz’’. Mężczyzna nie myśli, kiedy kobieta trzyma go na muszce. Szczególnie, kiedy jest naga. Mówił elf starając pooli i ostrożnie usiąść. - Ale za to teraz sama będziesz musiała się pofatygować i mnie rozebrać. W dodatku najpierw, Pani, będziesz musiała wyjąć mi strzałę.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
- Taaak spróbować trzeba było, no i spróbowałeś, tylko czego spróbowałeś - powiedziała przez zęby podnosząc jego łuk, po czym rzuciła go do rzeki - jesteś miernotą, po prostu nic nie wartym śmieciem, nawet przegrywać nie potrafisz. Nie mam ochoty przebywać w towarzystwie kogoś takiego jak Ty ani chwili dłużej. Powinnam Cię teraz zabić, ale w sumie skoro tak wzywasz naszą milczącą boginie to zostawię Cię na łasce Olothi, ona niech zdecyduje.
Drowka odwróciła sie od łowcy w momencie w którym on starał sie usiąść. Ból był okropny, Namron miał mroczki przed oczami, płytki oddech i szalejące serce w piersi. W końcu udało mu się usiąść. Zobaczył jak elfka szła w stronę lasu, po raz pierwszy i chyba po raz ostatni mógł zerknąć na jej zgrabny tyłeczek. Tyle zostało mu ze spotkania z elfką, no i oczywiście strzała w ramieniu o której nie należy zapominać. Zresztą Namronowi trudno byłoby to zrobić a to za sprawą bólu promieniującego od ramienia na całą prawą stronę ciała.
Dziewczyna na granicy krzewów schyliła się po czym podniosła sie ze swym ubraniem w rękach, a za moment krzewy skryły dziewczynę przed oczami Namrona.
On sam siedział starając się pozostać w realnym świecie, co wymagało od niego naprawdę wielu sił i uporu, jednak wciąż żył.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
- Więc trzeba było mnie zabić. – Powiedział przez zęby Namron patrząc na odchodzącą elfkę. A wrzucenie łuku do wody zdecydowanie nie było dobrym pomysłem. Nigdy nie zostawiaj przeciwnika za plecami, nawet rannego. Trzeba było wrócić do Serrurna i zażądać wypróbowania mocy pierścienia. Może się zgodzi, a może nie, ale nie widać było innego wyjścia. Jedyne, co zostawało teraz łowcy, to wyciągnąć sobie strzałę i opatrzyć ranę. Na pewno nie było to zbyt łatwe. Elf chwycił strzałę za wystający grot i pociągnął. I przygotował się na nadejście ciemności.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Plan był prosty, najpierw strzała potem opatrunek i powrót kilka godzin przez Puszczę. Istna sielanka można by rzec. No ale jak to z pomysłami bywa w końcu trzeba je zacząć realizować.
Łowca postanowił rozpocząć od wyszarpnięcia strzały. Było to dość trudne, lecz po kilku próbach w końcu udało mu się złapać za grot. Chwile poczekał uspokoił oddech po czym jednym mocnym szarpnięciem wyrwał strzałę z głośnym krzykiem bólu padając na ziemie. Niestety w ten sposób musiał ją pociągnąć do góry co spowodowało dodatkowe powiększenie rany z której już po chwili z dużą prędkością zaczęła płynąc krew. Obrazowo rzecz ujmując krew tryskała z ciała Namrona.
W tej chwili łowca już wiedział co się stało. Strzała uszkodziła tętnice lecz dopóki pozostawała w ciele tamowała ona wypływ krwi, teraz krew mogła swobodnie wypływać tłoczona przez rozszalałe serce.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Ptaszki śpiewały, woda szumiała, elf krzyczał z bólu a krew lała się strumieniami. Typowy dzień w mrocznej puszczy. W gruncie rzeczy Namron nie przejął by się takim widokiem, gdyby nie jedna mało sprzyjająca okoliczność. To była jego krew. I to on krzyczał. Jednak łowca musiał wciąć się w garść, jeśli nie chciał zginąć. W tej chwili żałował, że nie jest gogiem. Wystarczyło by pchnięcie mieczem, a znalazł by się z powrotem w swoim królestwie. Niestety, rzeczywistość była inna. Pierwszą, dość absurdalną myślą było wepchnięcie sobie strzały z powrotem. Jednak szybko zreflektował, że raczej niewiele by mu to pomogło. Zszycie rany raczej również nie wchodziło w grę, nie dał by rady zszyć tego sam. Zostawały tylko bandaże. El ściągnął koszulę i zaczął jak najmocniej obandażowywać ranę. Miał tylko nadzieję, że nie wykrwawi się, zanim nie dojdzie do chaty staruszka. W nim była cała nadzieja Drowa.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ptaszków jak na złość nie było słychać, choć woda szumiała kołysząc do snu Namrona który raczej usnąć teraz by nie zdołał. W głowie zaczęły mu pojawiać sie majaki, bo skąd do głowy mogły mu przyjść tak niedorzeczne myśli jak istnienie rasy gogów, i że oni są nieśmiertelni? Co za niedorzeczność, skąd takie myśli, musiał tracić już zmysły chyba. Nagła całkiem inna myśl zaświtała w głowie łowcy - bandaże. Łowca chciał szybko zdjąć koszule niestety ta jakby specjalnie stawiała mu opór. Raz prawie bezwładna ręka oraz ogromny ból nie pomagały w tej czynności, krew klejąca koszule do ciała dodatkowo jeszcze to utrudniała. Po długim czasie szarpaniny, bólu i dalszej utraty krwi w końcu był półnagi. O ile to wszystko byłoby prostsze gdyby posłuchał dziewczyny za to teraz walczył o życie w nierównej walce z uciekającą krwią.
Namron wyciągnął bandaże i rozpoczął bandażowanie rany. Szło mu to bardzo opornie, lecz w końcu mu się udało. Odsapnął ciężko, był wykończony i czuł że jest mu bardzo zimno. Siedział na ziemi ciężko dysząc i starając się uspokoić. Ból w ramieniu lekko zelżał, czy za sprawą opatrunku czy może łowca się już trochę przyzwyczaił do tego uczucia.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Szło opornie, ale poszło. Teraz trzeba tylko wrócić do chaty Serrurna. Tylko czy staruszek pomoże? Chyba nie było wyboru, jeśli nie, to Namron zginie. Jedynie pocieszenie to, że już raz uratował elfowi życie, poza tym powinno mu zależeć. Martwy drow nie przyniesie mu owej miski. Łowca powoli przekręcił się na czworaka. Dotkliwie odczuł brak łuku – nie było się czym podeprzeć. Na szczęście był w lesie, więc o jakiś kij nie było trudno. Poszukał wzrokiem jakiegoś dość długiego i mocnego, który mógł choć częściowo utrzymać jego ciężar. Podczołgał się do niego, a potem do najbliższego drzewa. Oparł się o oni i postarał się wstać. Powoli, ręka za ręką wstać do pionu. Potem kilka kroków wzdłuż pnia, a w końcu rajd do następnego drzewa. I znów to samo – oprzeć się o korę, trochę odpocząć, i ruszyć do kolejnego. Najgorzej prawdopodobnie będzie w rzece, ale i tam są kamienie. Byle się nie przewrócić, a będzie dobrze…
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Namron obrócił się na czworaka, rozejrzał sie wokół. Zobaczył odpowiednio długi i gruby kij, by mógł udźwignąć jego ciało. Doczołganie się tam nastręczyło wiele trudu i bólu. Gdy w końcu osiągnął swój cel na jego bandażach urosły już pierwsze krwiste kwiaty, oznaczało to że długo te bandaże nie dadzą rady tamować naporu jego krwi. Było to wszystko spowodowane wysiłkiem który zwiększał tętno, a przez to ilość wypływającej z rany krwi. Dotarcie do drzewa było kolejnym wyzwaniem, które okazało się wykonalne gdyż już po pewnym czasie był pod drzewem. Powstanie było wręcz proste, w sumie dużo łatwiejsze niż poruszanie sie na czworakach, przynajmniej ranna ręka nie była forsowana. Namron stał oparty o pień wysokiego drzewa ciężko oddychając i zastanawiając się dlaczego od razu nie wstał. Od zmiany pozycji stracił na chwilę orientacje, przed oczami przelatywały mu co chwile czarne mroczki lecz nie trwało to długo. W końcu wzrok się wyostrzył równowaga wróciła do normy, Namronowi nawet przez chwilę wydawało się że wszystko jest prawie dobrze oprócz bólu ramienia. Jednak wraz z powrotem zmysłów, mózg zarejestrował zimno które z każdą chwilą było coraz większe. Skóra pokryła się gęsią skórką, a jego ciałem wstrząsały dreszcze. Sił było coraz mniej. Czy starczy na powrót do chaty starca? Prawdopodobnie będzie miał okazje się o tym przekonać.
Ruszył w drogę powrotną do chaty Serrurna, droga choć daleka i ciężka wydawała się łowcy najlepszym rozwiązaniem. Pierwszy problem pojawił sie już po kilku krokach. Rzeka ze swym silnym nurtem była groźnym przeciwnikiem.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Prąd. No cóż, można było przewidzieć, że przeszkodzi elfowi w przeprawie. Na szczęście były też kamienie. Ciężkie, musiały wytrzymanie jeden potop. Być może pomogły by też łowcy utrzymać się na nogach. Podszedł do najbliższego kamienia, od południowej strony. Tutaj miał się o co oprzeć, nabrać trochę sił. I podobna sytuacja jak w lesie: od kamienia do kamienia, krótki odpoczynek i do następnej skały. Jednak prąd mógł być zbyt silny, szczególnie jak na osłabionego drowa. Namron w takim wypadku decyduje się spłynąć kawałek w dół rzeki, z odchyleniem ku przeciwnemu brzegowi.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Namron dzielnie przebijał się przez wodę mając za podporę głazy, te same które wcześniej skrywały dziewczynę przed jego wzrokiem. Zimna woda dodatkowo jeszcze wpłynęła na bohatera który teraz dygotał cały, szczękając zębami. Gdy był już prawie przy przeciwnym brzegu, noga objechała na śliskim kamieniu. Drow będąc osłabionym nie dał rady odzyskać równowagi i padł całym swym ciałem w wodę. Ciało rzucone prądem rzeki uderzyło o kamień wywołując ogromy ból w ramieniu. Czarna mgła zasłoniła oczy. Wilgotne macki rzeki porwały ciało wciągając je pod kamienie. Bohater nie miał już sił by walczyć naporem rzeki. Był okropnie zmordowany. Poddał się woli natury. Zasnął.
Wszechogarniająca ciemność i błogość ogarnęły ciało bohatera. Mrok wkradał sie w każdą część mózgu powodując powolne odchodzenie w niebyt. Drow czuł jak się zapada, jak tuli go woda, jak kołysze go w swym łonie, czuł że jest mu dobrze, czuł spokój. Był teraz szczęśliwy, bez bólu, zimna, bez kłopotów. Niestety miał już nigdy się z tego snu nie obudzić.
Umarł kolejny bohater Sorii, nikt jednak po nim płakać nie będzie, nikt o nim nie napisze ballady, nikt nie wspomni przy kuflu piwa. Kolejny bezimienny bohater pokonany przez przygodę i własna pyche.
_________________________________________________
Namron za sesję otrzymuje 60 pktów doświadczenia.
Sesja zakończona śmiercią bohatera.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum