„Mówią że żywi legną, mówią że umarli wstaną, mówią że jeden będzie rządził, a gdy wiatr złowrogim jękiem wieczną noc swym tchnieniem zwiastując ucichnie oznaczać to będzie że „Czarny wiatr” swą pradawną melodie zagrał”
Sędziwy starzec kościstą ręką zamknął z głuchym łoskotem księgę patrząc na tytuł „Kroniki Hurona – księcia Lutrii”. Przymknął lekko oczy patrząc w przyszłość, a lekki uśmiech wykrzywił tą napiętnowaną czasem twarz. Wstał energicznie zaprzeczając jakoby jego ciało ze względu na wiek nie posiadało zapasów energii. Szybkim krokiem dotarł do otwartych drzwi swej komnaty po czym szepnął w głąb korytarza, a echo poniósł jego krzyk:
- Seridonie!
Czara wiatrów
Namron Vi'ekh od kilku dni przemierzał już Puszcze Wiecznej Nocy, i choć wszyscy którzy tam zawitali twierdzą że nie można tam przeżyć kilku godzin nie spotykając potencjalnego zagrożenia to dziwnym trafem ten drow nie uświadczył żadnego zwierzęcia tudzież innego przedstawiciela swej rasy na swej drodze w ciągu całej swej długiej wędrówki. Może ślepy los a może oko boskie kierowało krokami bohatera, w końcu może tatuaże umieszczone przez druidów na twarzy Namrona dały o sobie znać. Nie było to w istocie ważne, jednak fakt że nadal żył był bardzo dziwny i ciekawy zarazem.
Namron w swej wędrówce oddalił się znacznie od miejsca w którym stara chata jego opiekuna stworzyła ognisty całun jego mentorowi. Zmierzał na południe i sądząc z wyglądu otaczającej go natury dotarł gdzieś w okolice granicy z lasem leśnych elfów. Drzewa nie były już monumentalne choć nadal ogromne, a i od czasu do czasu widać było pojedyncze skupiska ziemi oświetlone dzięki przedzierającym się przez gęstwinę liści promieniom słonecznym. Dla elfa promienie te przedstawiły się jak ogniste miecze tnące mroczną zbroje jego domu. Szedł zamyślony więc może i tych zmian w otoczeniu nawet by nie zauważył gdyby nie manifestacja jego żołądka powodująca lekki skurcz przywracający go do rzeczywistości i przypominający że dwa dni temu skończyły mu się zapasy i jadł tylko trochę korzonków i kilka leśnych jagód, które to nie mogły zapewnić odpowiedniej ilości energii dla tego młodego i energicznego elfa.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Namron rozejrzał się ze zdziwieniem Nie podobało mu się , że zawitał na granicę mrocznej puszczy. . Bał się, ale zagłuszył w sobie to uczucie. Nigdy jeszcze nie zawędrował tak daleko od domu. I znów uderzyła go ta prawda - on już nie miał domu. Zostały mu tylko jego własne umiejętności, ekwipunek i słodkie wspomnienia. Niestety, żadna z tych rzeczy nie napełni mu żołądka. Dlaczego, do cholery, wziąłem tak mało jedzenia! To, że więcej nie było nie powinno mnie tłumaczyć. A ja jestem GŁODNY!!! Elf ledwo powstrzymał się przed wykrzyczeniem tej myśli na głos. Było ciężko, to prawda. A on musiał sobie jakoś radzić. Drow przykucnął i zaczął nasłuchiwać szumu strumienia. Wiedział, że najlepiej będzie zapolować, tylko dobra dziczyzna mogła zaspokoić jego głód. A najlepiej robić to przy wodopoju i z zasadzki. W końcu trochę wiedział o zwierzętach i łowach. Zaczął również rozglądać się po ściółce lasu: w końcu nie wszędzie płynie strumień, a być może niedawno przechodziło jakieś jadalne zwierzę. Słyszał, że w lesie elfów dość popularne (i smaczne!) są jelenie…
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Namron został dobrze wyszkolony i dobrze znał swą sztukę. Rozpoczął od nasłuchiwania. Znał prawie każdy dźwięk lasu, prawie każdy odgłos zwierzyny lecz jego wysiłki przyniosły tylko śpiew liści ogromnych drzew które go otaczały. Las nie dał mu żadnego drogowskazu do miejsca najlepszego na łowy, a skoro to zawiodło drow postanowił poszukać śladów. Węszył w koło szukając połamanych źdźbeł trawy, odcisków nóg czy odchodów pozostawionych przez potencjalny posiłek. Nie znalazł nic poza kilkoma starymi śladami zająca czy susła, nic co wskazywało by na to że w okolicy są zwierzęta. Było to odkrycie dość intrygujące i w obecnej sytuacji elfa denerwujące.
W trakcie poszukiwań brzuch wydał jeszcze kilka razy swe odgłosy doprowadzając swego właściciela do zdenerwowania, bo nie dość że był głodny to w dodatku co chwila ktoś mu o tym przypominał. Te ciągłe nawoływania spowodowały że przeoczył kilka śladów które zauważył przechodząc tą samą drogę powtórnie. Były to delikatne ślady które nawet wprawny łowca mógł przeoczyć. Malutkie stado jelonów, trochę mniejsze od jeleni zwierzęta o znacznie grubszej skórze i znacznie szybsze od swych braci. Zamieszkiwały właśnie pogranicze Puszczy. Mięso tych stworzeń nie było zbyt smaczne jednakże w obecnej sytuacji żołądek Namrona wydał zdecydowany odgłos aprobaty.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Elf tracił już nadzieję. Brak szumu strumienia, śladów i możliwości zaspokojenie głodu. Wtem uśmiech losu – tropy jelonów. Szczęście chyba sprzyjało drowowi. Nie dość, że przeszedł nie nękany przez puszcze, to teraz jeszcze żarcie…
,,Dzięki ci bogini za twe hojne dary.’’ Pomyślał Namron. Już cieszył się na myśl o dobrej pieczeni. A czas miał pokazać, czy nie cieszy się przedwcześnie.
Jednak pojawił się kolejny problem – jak podejść tak szybkie i ostrożne stworzenia ze zdradzającym pozycje burczeniem brzucha? Elf nie zastanawiając się długo wyjął miecz i odciął niewielki fragment swojego paska, poczym włożył go do ust i zaczął żuć. Smak ohydny a i głodu nie zaspokoi, ale oszuka żołądek. Prowizorycznie zabezpieczywszy się w ten sposób przed zdradliwym dźwiękiem wydobywającym się z jego trzewi, zdjął z pleców łuk, naciągnął cięciwę i nałożył strzałę. Były to być może przedwczesne przygotowania, ale mogły zdecydować o skutkach polowania.
Wykonawszy owe ,wydawało by się, prozaiczne czynności uważnie zaczął przyglądać się tropom jelonów. Zbadał ich świeżość, w którą stronę prowadziły, chciał też określić przybliżoną liczbę zwierząt w stadzie. Nie zapomniał też o kierunku wiatru, który mógł zdradzić pozycję myśliwego. Wspomożony ową wiedzą ruszył szlakiem stada.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Bogini tej deklaracji raczej nie przyjęła gdyż już od bardzo dawna do nikogo się nie odzywała i wielu twierdziło że odeszła w niebyt, czy było to prawdą czy tylko bajaniem nie miał drow zamiaru tu rozsądzać, jednak myśl że może jednak bogini patrzy na jego kroki i prowadzi go dodawała otuchy bohaterowi.
Gdy czynności wobec swej bogini zostały spełnione Namron postanowił wypróbować sztuczkę która właśnie wpadła mu do głowy, włożył do ust odcięty kawałek paska i tak jak podejrzewał smak był okropny, cierpki, lekko słony za sprawą substancji służącej do wyprawienia skóry która była zużyta do produkcji paska. Nie wiedział na razie czy sztuczka się udała gdyż poza okropnym smakiem nic innego nie czuł, a żołądek ponownie zagrał swój alarm. Może po prostu jeszcze nie zareagował na oszustwo a może nie dał sie nabrać.
Bohater przeżuwał swój pasek w międzyczasie ściągając z pleców łuk po czym szybki ruchem naciągnął cięciwę by po chwili umieścić na niej strzałę, tak przygotowany powrócił do studiowania śladów.
Na pierwszy rzut oka ślady nie były zbyt świeże, lecz były dla wprawnego wzroku łowcy dość wyraźne. Gdy zbadał je dokładniej znalazł jedne o głębokości ok 5mm i dwa inne tropy znacznie mniejsze i znacznie płytsze.
Namron ruszył śladem stada czując na twarzy bardzo delikatny wietrzyk który wiał mu prosto w twarz.
Ślad co jakiś czas ginął lecz po chwili poszukiwania łowca odnajdywał go na nowo. Tak poruszał się ciągle tropem jelonów aż do momentu gdy znalazł krzyżujące się z jego tropem inny jakby bardziej wyrazisty ślad.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Namron o mało nie zwymiotował, kiedy poczuł smak paska. Ale czego się nie robi z głodu. Po pewnym czasie smak wydał mu się mniej gorszy. Ba sól była całkiem niezła. Jednak ów eksperyment nie spełnił swojego zadania. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że żołądek wykaże jakiś instynkt samozachowawczy i nie zacznie burczeć w traksiepodchodzenia zwierzyny.
Po zbadaniu śladów elf uśmiechnął się. Wyglądało na to, że to samica z młodymi. Pojedyncze osobniki są bardziej czujne, ale i tak mają mniejsze szanse na wyczucie myśliwego. Młode nie liczyły się, one jeszcze nie będą czujne, im w głowie tylko zabawa i trawa. Za to ich mięso było delikatniejsze. Gorzej, jeśli to nie matka z dziećmi, a samiec ze swym haremem. W tedy polowanie nie będzie już takie proste… Jednak wiatr sprzyjał drowowi, a to było najważniejsze – zły kierunek wiatru byłby najgorszym wrogiem łowcy.
,,Interesujące…’’ pomyślał Namron na widok nowych śladów. Mogły to być świeższe ślady owych jelonów. Mogło to być również coś innego, być może smaczniejszego lub groźniejszego. Priorytetem stało się zbadanie owych nowych śladów pod kontem stworzenia, które je zostawiło i świeżości tych śladów. Potem zdecyduje się, co dalej robić.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Namron pochylił się na nowym tropem. Dokładne badanie wykazało że przygięta trawa jeszcze się nie podniosła zaś wgniecenia były bardzo podobne do znanych mu już śladów wzdłuż których szedł. Nawet ilość osobników się zgadzała co wskazywało że chyba to stado miało tu swe żerowisko. Namron po przejściu kilku kroków znalazł coś znacznie ciekawszego, a mianowicie odchody.
Zatrzymał się przy nich uświadamiając sobie że już od dłuższego czasu nie słyszał śpiewu swego żołądka. Chyba jednak sztuczka z paskiem zdała swój egzamin powodując uśmiech na twarzy drowa.
Nie czas był pu temu by zacząć świętowanie gdyż nie wiadomo było jak długo oszustwo będzie sie jeszcze sprawdzało. Czas by powrócić do śladów i znalezionych odchodów, czas podjąć decyzje, czas na działanie.
Lekki wiatr poruszył liśćmi, łowca poczuł go na prawym policzku zaś zmysły łowcy zarejestrowały natychmiast ten fakt.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Namron szeroko się uśmiechnął. No cóż, los sprzyjało mu dalej – dogonił jelony, a brzuch jednak zaczął współpracować. Miał tylko nadzieję, że szczęście nie zawiedzie go w najważniejszym momencie i na końcu strzały znajdzie się jelon, a nie drzewo. Wiatrem się nie martwił; póki nie wieje od niego, nie będzie mu przeszkadzał.
Na początku odchodom przyjrzał się tylko pobieżnie – Na pewno były świeże, a nie obchodziło go, jaką trawę jadły wczoraj. Jednak potem poświęcił im chwile uwagi, zwracając uwagę na wielkość. Szukał potwierdzenia teorii, że to łania z młodymi, a to mogło dać mu odpowiedź. Potem jeszcze raz rzucił okiem na żerowisko poczym ostrożnie zaczął skradać się za jelonami.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Namron uklęknął badając łajno jelona. Było ciepłe, miękkie, lekko brązowe i specyficznie pachniało jakimś kwaśnym zapachem. Niestety badanie odchodów nie dało odpowiedzi od jakiego osobnika one pochodzą, wskazało jednak że jelony były tu zaledwie przed godziną a może nawet wcześniej.
Łowca ruszył w dalszą drogę tym razem wkładając w swe kroki makisum ostrożności. Czas upływał, zaś drow podążał swym tropem. Kontrolował wiatr który nadal mu sprzyjał wiejąc ciągle z tej samej strony. Przed bohaterem była teraz trochę większa gęstwina, a gdy łowca przedarł się przez nią ukazał mu sie już od dłuższego czasu oczekiwany widok. Niewielka polanka na której pasły się trzy jelony.
Wprawna ocena znawcy wskazała jednak że jest to byk z dwie łaniami. Odległość została automatycznie zmierzona przez bystre oczy łowcy. Łanie były oddalone o ok 200 metrów i zwrócone do niego zadami, zaś byk znajdował się w odległości 100 metrów stojąc do bohatera profilem pokazując całe piękno swego ciała. Był on jednak bardzo czujny, nie pozwalał sobie na ciągłe skubanie trawy, co jakiś czas unosząc wysoko ogromny łeb i wciągając niesione przez wiatr zapachy. Był piękny, poroże duże rozłożyste, ciało sprężyste i dostojne. Namron zapatrzył się analizując każdy mięsień, każdy skrawek jego ciała, był wręcz zauroczony jego dostojeństwem.
Jedyne co przeszkadzało łowcy w oględzinach tego cudnego stworzenia były padające na polane co jakiś czas wiązki słońca przebijające się przez korony drzew poruszane odczuwanym przez Namrona wietrzykiem który w górze musiał być znacznie silniejszy. Dla niektórych te smugi światła mogłyby być piękne, jednak dla drowa były wręcz obrzydliwe.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Elf zamarł bez ruchu i mimowolnie napiął swoją broń. W każdej chwili mógł zostać zauważony.
,,Pięknie. Co prawda wolał bym łanie, mają pewnie delikatniejsze mięso, ale ty też się nadasz. Nie ma co wybrzydzać, szczególnie w moim przypadku, nieprawdaż koziołku?’’ pomyślał Namron. Lepszej sytuacji nie można by sobie wymarzyć. No, może gdyby jelon stał trochę bliżej… Ale to nie bajka. Drowa zaczął martwić wiatr. Co prawda nie był zbyt silny, ale mógł w pewnym stopniu zmienić tor lotu strzały, szczególnie na tym dystansie. Może gdyby miał lepszy, mocniejszy łuk… Ale nie miał. ,,O Olothio, daj mi siły, o władco Losie, zmiłuj się nad swym dzieckiem.’’ Modlił się w duchu Łowca. Może nie miało to zbyt wielkiego wpływu na strzał, al. Pomogło prostemu przesądnemu elfowi uspokoić się i nabrać pewności siebie.
Namron cieszył się jak dziecko, czół przyśpieszone bicie swego serca. Hamował jednak swoje emocje, tu mógł pomóc tylko spokój. Wybrał odpowiednie miejsce w które będzie mierzył. Na cel wziął środek płuca na wysokości serca – wiatr powinien znieść strzałę tak, aby trafiła w serce, a i strzała w samym płucu powinna okazać się śmiertelna. Trzeba było znaleźć dogodną okazję. Poczekał, aż samiec opuści głowę po wietrzeniu niebezpieczeństwa i zacznie skubać trawę, poczym podniósł łuk, przez jakieś sześć sekund celował i wypuścił strzałę.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Tak dogodność sytuacji była zaskakującą jak i ostatnie wydarzenia. Drow naprawdę mocno korzystał ze szczęścia, można by pomyśleć że go nadużywał. No ale w końcu nie on miał na niego wpływ. Teraz miał sprawdzić swe zdolności strzeleckie.
Uspokoił swe ciało, uspokoił oddech, zobaczył oczami wyobraźni bijące serce byka. Wybrał miejsce na ciele kozła, dokładnie przymierzył biorąc poprawkę na wiatr. Nabrał powietrza i w momencie gdy miał wypuścić strzałę jeden z snopów światła przedarł się przez liście odbijając się od jakiegoś przedmiotu leżącego jakieś 10 metrów od czającego się elfa. Odbite światło trafiło prosto w oczy Namrona. Nagły błysk oślepił drowa powodując że poruszył swym łukiem w trakcie strzału co spowodowało że strzała pomknęła lekko w prawo trafiając byka w zad. Choć strzał był celny jednak rana zadana jelonowi nie była śmiertelna. Kozioł wydał ryk i ruszył galopem w kierunku zarośli, łanie zaś zaalarmowane przez swego pana ruszyły za nim z taką samą prędkością.
Widać jego szczęście odwróciło się od niego. Drow stracił swój obiad bezpowrotnie. Powodem fiaska było przeklęte słońce którego tak nienawidził oraz przedmiot leżący niedaleko elfa. Z tej odległości Namron stwierdził że jest to jakiś kawałek metalu.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
,,K*rwa mać’’ Były to pierwsze słowa, które nasunęły się na myśl Elfowi. Spojrzał w niebo ,, Zapamiętam to sobie, Bogini’’ Pomyślał z wyrzutem. Żeby tak ładnie go podprowadzić, a potem pozwolić obiadowi uciec. Strzała też przepadła bezpowrotnie, pewnie już złamana.
Chociaż może da się jeszcze coś uratować. Teraz byk będzie zostawiał wyraźne ślady, a ze strzałą w zadzie nie powinie zajść zbyt daleko. Chyba, że zainteresuje się nim jakiś inny drapieżnik. Ale teraz trzeba było chwilę odczekać. Tymczasem była okazja, ab przyjrzeć się temu dziwnemu przedmiotowi, który był powodem niepowodzenia. ,,Śmietnika w domu nie mają, sk*rwiele. Zepsuli mi polowanie, jak tylko dorwę tego kto to zostawił, to mu nogi z dupy powyrywam.’’ Elf jakoś stracił powody do zadowolenia, więc jego nastój był podły. Powoli podszedł do tego kawałka metalu. ,,Żeby to chociaż był coś cennego, gotówka by się przydała.’’ Z rozrzewnieniem wspominał dawne czasy. Stary świetnie wyprawiał skóry, które sprzedawali na targu w mieście, a za zdobyte pieniądze zaglądali do burdelu…
Drow oblizał się lubieżnie. Jednak to nie czas na wspominki. Podniósł ten metalowy przedmiot. ,,Co to do ch*lery jest?’’
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Łowca klął na czym świat stoi patrząc za zanikającym bykiem. No przynajmniej plan został. Ślady będą wyraźne i przy jego zdolnościach nie powinno mu nastręczyć zbyt wiele trudności odnalezienie swej zdobyczy, choć droga mogła być długa.
Jednak w tym momencie Namron skupił się na powodzie jego porażki. Postanowił sprawdzić co to było. Ruszył wolnym krokiem w kierunku metalu. W międzyczasie powrócił myślami do dni gdy polował, skórował, sprzedawał, bawił się. Te czasy były może i monotonne lecz ile było przyjemności w chwilach między polowaniami.
Myśli te były bardzo zajmujące, do tego stopnia że pierwszą rzeczą z realnego światajaka dotarła do Namron było uczucie opadania. Grunt około metra od metalu nagle znikł spod nóg bohatera, a myśli o młodej drowce całującej jego napięte pożądaniem ciało znikły wraz z liśćmi i gałązkami które leciały teraz w dół razem z ciałem łowcy.
Namron musiał przyznać że albo Bogini się od niego odwróciła albo koło szczęścia przekręciło się i teraz pech był jego bratem.
Po upadku drow odczuł znaczny ból w plecach, który był spowodowany upadkiem ze znacznej wysokości. Gdy pył osiadł Namron patrząc w górę mógł ocenić że by powrócić do świata musiałby wspiąć się jakieś 5 metrów , co dodatkowo utrudniły wręcz idealnie gładkie ściany. Przywodziło mu to na myśl pułapki jakie i on zastawiał na zwierzynę, lecz przynętą tu był sztylet leżący nie daleko drowa.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
- AAAAAAAAAAAAAAA!!! – Były to pierwsze słowa które nasunęły się drowowi w trakcie lotu. Potem nastały ciemność i ból.
Kiedy otrząsnął się z oszołomienia niezbyt podobało mu się to, co ujrzał. ,,Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Tylko ja jestem mądrzejszy od zwierzęcia.’’ Rozejrzał się po jaskini. Co prawda szanse, że znajdzie się kawałek liny były nikłe, ale zawsze pozostaje matka nadzieja. Kiedy jego wzrok padł na sztylet, w głowie zaświtał pewien pomysł… Szybko podniósł ostrze i porównał je ze swoim mieczem. Tak… To mogło się udać. Co prawda sporo ryzykował, ale zawsze to lepsze niż czekanie w pułapce.
Wyciągnął cztery strzały z kołczanu i wbił jedną z nich najgłębiej jak mógł około pół metra nad ziemią, dobijając ją rękojeścią miecza. Drugą wbił kolejne pięćdziesiąt centymetrów nad poprzednią, delikatnie przesuwając ją w bok. Podobnie postąpił z resztą strzał, aż do wysokości dwóch metrów. Potem w lewą rękę chwycił sztylet, w drugą miecz i wbił je w ścianę pułapki. Rozpoczęła się wspinaczka do góry. Główny ciężar starał się utrzymać na rękach, nogami zaczepiał się o wbite strzały w miarę możliwości posiadając trzy punkty podparcia. ,,Żeby tylko dotrzeć na górę, a urządzę konstruktorów tej pułapki…’’
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Namron sięgnął po leżący nieopodal sztylet. Chwytając go w dłoń poczuł jak świetnie leży w ręce, idealne wyważenie sai dawało poczucie pewności że kowal przyłożył się do swej roboty i będzie zawsze podążał tam gdzie chce jego właściciel. Nóż miał świeże ślady ostrzenia, zaś rękojeść wykonana była z idealnie wyprawionej skóry jelona, dzięki czemu była wytrzymała i dobrze pochłaniała pot dając komfort w czasie walki. Przy okazji chyba była dowcipem bezwzględnego losu który zamienił polowanie na jelona w polowanie na łowce.
Namronowi nie było jednak do śmiechu. Przyglądając się sztyletowi łowca zaczął układać plan ucieczki z tego przymusowego miejsca odpoczynku.
Sięgnął po strzały i zaczął je wbijać do ściany, szło bardzo opornie jako że ziemia była twarda i częściowo wysuszona. Na początku kawałki ziemi wykruszały sie pod ostrzami strzał, jednak z pewnym wysiłkiem zaczęły się zagłębiać w ziemi. Dobicie strzał rękojeścią miecza dawało pożądany efekt umacniając je w ścianie. Po pewnym czasie prowizoryczne "schody do nieba" wydawały się już stabilne, no może stabilność to była lekka przesada ale na więcej łowca nie mógł liczyć.
Mocno chwycił miecz i sztylet i wbijać je w ścianę zaczął wspinać się stawiając stopy na szczeblach swej drabiny.
Pierwszy krok, łowca zachwiał się lekko lecz szybko odzyskał równowagę. Wyrwał delikatnie sztylet by za moment wbić go po samą rękojeść wybierając na miejsce uchwytu punkt nad kolejną strzałą. Miecz w rękach drowa powtórzył zadanie wykonane wcześniej przez nóż.
Kolejny krok, stopa delikatnie postawiona na kruchej strzale i cały wysiłek od początku. Najpierw uchwycenie równowagi, potem delikatne wyciągnięcie sztyletu i wbicie go znacznie wyżej nad kolejnym szczeblem drogi do wolności. Miecz cały czas kopiował ruchy noża.
Kolejny krok i kolejna powtórka już dwukrotnie wykonywanych czynności. łowca już z większą pewnością siebie postawił nogę na strzale, szybko wyrwał sztylet ze ściany. I właśnie wtedy los znów z niego zażartował. Głuchy trzask łamanego suchego drewna i natychmiastowa utrata równowagi, miecz nie był w stanie utrzymać bohatera. krótki lot w dół i kolejny ból pleców, tym razem jakby dotkliwszy.
Drow leżał na ziemi pokrytej liśćmi i gałązkami patrząc w górę w kierunku wolności. Widział poruszane wiatrem korony drzew i szumiący wśród nich wiatr, lecz to wszystko było poza jego zasięgiem. Wolność tak ważna dla łowcy, była mu odebrana. Nie ból pleców lecz właśnie utrata tego co jednoznacznie kojarzyło się z nim była najbardziej bolesna.
Jak okrutnie los z niego zadrwił, łowca który wpadł w pułapkę. Zdecydowanie poruszanie się po lesie z głową w chmurach nie było najlepszym pomysłem. Marzenia trzeba było zostawić na chwile przy ognisku z pieczenią smażącą się na ogniu a nie w trakcie polowania. Teraz drow będzie musiał za to zapłacić, za błędy zawsze trzeba płacić, tak życie uczy nas pokory.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Bum. Czy tego już kiedyś nie było? Koło fortuny najwyraźniej odwróciło się od elfa. Ale chyba toczyło się z zadziwiają szybkością.
,Być może uda się tym razem’’, jednak Namron z każdym upadkiem czegoś się uczył. Skoro jedna strzała nie utrzymała ciężaru elfa, to może sprawę załatwią dwie strzały. No cóż, prawdopodobnie nie była to najlepsza opcja, ale i tak dawała szanse. Wszystko było lepsze od czekania na nieznane, Na twórcę owej pułapki czy zwabione zapachem dzikie zwierze. A niewiadomo co było groźniejsze, w końcu znajdowali się na granicy mrocznej puszczy. Być może prawdą było, że marzenie w lesie nie było dobrym pomysłem w lesie. Ale trzeba owe marzenia kiedyś spełnić. A do tego trzeba było wolności.
Elf wbił kolejne strzały tuż obok poprzednich, mocno je przybijając. Na miejsce złamanej wbił dwie inne, a po krótkim zastanowieniu dodał jeszcze trzecią.
,,Nie wolno mi się poddawać. Drow walczy, ale się nie poddaje, jak powiedział pewien legendarny dowódca podczas wojen z leśnymi elfami na propozycje poddania się jego oddziału. Lub, co bardziej prawdopodobne, powiedział gówno. Co i tak na jedno wychodzi.’’ Spojżał w górę, na korony drzew. ,,Jeśli Ty , Bogini, nie chcesz mi pomóc, Będę musiał poradzić sobie sam. Lub z pomocą Aesira, podobno jest łaskawy dla swych wyznawców’’ pomyślał Namron i wbił oba ostrza w ścianę.
Rozpoczęła się kolejna wspinaczka.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Namron ruszył ponownie do wykonywania swego planu, determinacja uzyskania wolności był ogromna w tym łowcy. Dla pewności dodał po jednej strzale do każdej już umocowanej a miejsce które okazało się zbyt słabe dla jego ciała wbił aż 3 strzały.
Cała ta praca zajęła sporo czasu gdy w końcu wszystko było gotowe Namron mógł przystąpić do wspinaczki. I tak jak to było poprzednio wszystkie czynności wykonywał ze zręcznością i pewnością którą uzyskał w poprzedniej próbie.
Gdy był na drugim szczeblu zobaczył kątem oka jakiś cień przemykający przy krawędzi pułapki. Po chwili poczuł jakby ktoś natarczywie wpatrywał mu się w plecy. Czy to instynkt czy wybujała wyobraźnia łowca sam nie wiedział. Stał na strzałach zwrócony w kierunku ściany wręcz wisząc na sztylecie. Ręce bardzo już bolały od wysiłku, tak jak i plecy od ciągłego upadania, dodatkowo ogólne wyczerpanie nie pomagała w jego przedsięwzięciu.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Powoli w górę, ale udawało mu się wydostać pułapki. Nagle cień, i to znajome denerwujące uczucie na karku. Nauczył się, że nikomu nie można ufać. Tutaj mógł to być tylko leśny elf lub inny drow, prawdopodobnie twórca tej pułapki. I szczerze powiedziawszy, niezbyt podobała mu się żadna z tych opcji. To wyraźnie nie była pułapka na zwierzęta, tylko na elfy. Ale skoro ten ktoś nie wpakował mu jeszcze strzały w plecy, to albo nie miał łuku, albo nie wiedział, co myśleć o mrocznym elfie wspinającym się po strzałach na pionową ścianę.
Przypominało mu to pewną historie, w której leśny elf podróżujący w towarzystwie niedoszłego ludzkiego króla i krasnoluda, kiedy walczyli w wielkiej bitwie. również wspinał się po wystrzelonych przez siebie strzałach na grzbiet dziwnego wielkiego szarego stworzenia, zwanego przez nich olifantem, by później zabić je jednym strzałem ze swego łuku. Ale to tylko bajka, A elf już nauczył się, co znaczy rozproszenie swej uwagi. W końcu dlatego tu wylądował.
- Ej, ty tam na górze! Tak, ty! Może byś mi z łaski swojej pomógł, a?! – Namron nie zamierzał czekać, aż ten osobnik zastanowi się co robić dalej.
Tylko dlaczego miał niemiłe wrażenie, że to kobieta?
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Namron nie przerwał swej drogi ku wolności. W tej sytuacji i tak nie miał zbyt wielu opcji. Był prawie pewny że ktoś tam jest lecz skoro nie sterczało mu z pleców żadne pierzaste drewno znaczyło to że ten ktoś chce go żywego lub w ogóle nie żywi do niego chęci mordu. Udało mu się wejść na trzeci szczebel, ten który ostatnim razem nie spełnił zadania, gdy za jego pleców odezwał się cichy lekko piszczący głos z wyczuwalną irytacją.
- Ech, elfką to Ty nie jesteś, a miałem nadzieje na jakieś przyjemne chędożenie młodego ciałka – powiedział osobnik znajdujący się za plecami łowcy zaprzeczając domysłom drowa jakoby była to kobieta. Namron usłyszał szelest szat jakby ktoś energicznie wstał i za chwilę kroki które z każdym biciem ciała przybliżały tego osobnika do miejsca gdzie przyklejony do ściany stał Namron. - Więc chcesz pomocy tak? - jakby zaciekawienie - Hymmm a co ja z tego będę miał chłopcze - znów zmiana tonu głosu, teraz był on twardy, zdecydowany - bo zabawę mi już odebrałeś. - powiedział z lekkim westchnieniem mężczyzna stojąc już nad drowem.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Więc to jednak nie kobieta. Intuicja jednak zawiodła tym razem łowcę. Ale sprawa nie przedstawiała się najgorzej. Nieznajomy dopuszczał możliwość pomocy, co stanowiło już spory plus. Co prawda była to pomoc interesowna, ale zawsze coś. Nie można się spodziewać zbyt wiele, szczególnie po drowie.
- No cóż, ja także z chęcią dorwałbym jakąś elfkę. A co do zapłaty, to cóż, zbyt wiele nie posiadam, ale to co mam stanowi jakąś wartość. Mogę ci też oddać moje pieniądze. I zawsze możesz sprzedać mnie jako niewolnika. – Powiedział drow zatrzymując się chwile na owym trzecim stopniu. Nie przypuszczał, że wspinaczka będzie tak ciężka. Pomoc nieznajomego bardzo by mu się przydała.
Miał tylko nadzieje, że ten zrezygnuje z ostatniej opcji.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
- Hahahahaha - zaśmiał się nieznajomy - Twoje pieniądze są mi w ogóle nie potrzebne, ale coś wymyślimy chłopcze coś wymyślimy - mówił z ironią w głosie - no chodź chłopcze nie będziesz tak przecież stał do dnia Flumelia - dodał wyciągając rękę do łowcy która okazała się biała a nie jak podejrzewał Namron czarna i raczej należała do człowieka, który co by nie mówić był w dziwnym jak na ludzi terenie.
Gdy łowca usłyszał ostatnie słowa nieznajomego tracąc ostatnie rezerwy siły brzuch postanowił przypomnieć się swemu właścicielowi o tym że go zaniedbuje długim i bardzo głośnym hymnem.Usłyszawszy to nieznajomy dorzucił krztusząc się śmiechem:
- Ooooo i pewnie nakarmić Cię muszę co chłopcze? - zapytał potrząsnąwszy niecierpliwie ręką - no koniec tych żartów, właź, nie każ staruszkowi tak się zginać, lata już nie te i w krzyżach łupie.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Natron o mało nie spadł, widząc kolor skóry nieznajomego. ,,Co on tutaj robi? Człowiek na granicy elfów leśnych i mrocznych. Jak mu się udało przeżyć?’’ To jednak nie był czas na zastanawianie się nad pobytem tutaj staruszka. Najważniejsze, że ten chciał mu pomóc. Był to rzadko spotykany uśmiech losu. Koło fortuny najwyraźniej znów wykonało obrót. ,, Dzięki ci, Aesirze. Winienem był zostać twoim paladynem.’’ Pomyślał drow wkładając sztylet w zęby i chwytając rękę człowieka.
- Chyba nie za mocno, skoro jeszcze waści możesz się zabawiać z elfkami. Dziękuję za pomoc. A co do posiłku, to faktycznie od dwóch dni nie jadłem niczego porządnego. Akuratnie polowałem, kiedy wpadłem w tę pułapkę na ponętne panie.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Staruszek stęknął głośno podciągając elfa.
- No chłopcze postarałbyś się, młodość w twych żyłach powinna wystarczyć byś wyszedł, a z moją pomocą to przecież dziecinna zabawa. - mówił. Trzeba było przyznać że człowiek mówił bardzo wiele. Gdy wreszcie drow stanął na swych nogach staruszek zaczerpnął głośno powietrza, po czym z takim samym dźwiękiem je wypuścił. Od razu także rozpoczął swój potok słów. - No i się napracowałem chłopcze. Ciężki jesteś, nie jesz Ty przypadkiem zbyt wiele, a może za mało seksu, wiesz że on dobrze wpływa na kondycje oraz spalanie zbędnych kalorii. - w trakcie gdy człowiek mówił Namron mógł mu się przyjrzeć.
Człowiek był średniego wzrostu lekko przygarbiony, o dobrodusznej twarzy wyrażającej bezinteresowną dobroć, która choć wyglądała na dotkniętą czasem była zadziwiająco gładka. Teraz drow przypomniał sobie że identyczna była jego pomocna dłoń. Staruszek ubrany był w szary strój z kapturem który miał naciągnięty na głowę, nie skrywał on jednak twarzy, lecz reszta ciała był schowana wraz z dłońmi które znikły w szerokich rękawach.
- No więc chłopcze chodź ze mną, zapraszam do siebie na kolacje. - człowiek nadal nie przerywał swego monologu - Ale ze mnie gapa nie przedstawiłem się, jestem Serrurn i mieszkam tu niedaleko stąd. A Ty jak masz na imię? - zapytał jednak nawet nie zaczekał na odpowiedź - chodź chodź ze mną, mam gulasz z dziczyzny z marchewką, cebulą i grzybami. Wczoraj jednego jelona upolowałem. Ale czemu Ty tak milczysz, jakiś małomówny jesteś, za długo pewnie w lesie siedziałeś - starzec cały czas mówił kiedy obrócił się plecami do drowa i ruszył w kierunku krzewów, po chwili odwrócił się i zamachnął się na łowcę ponaglając by ten ruszył za nim - No a Ty dokąd szedłeś, ja tu mieszkam już od jakiś 10 lat i kilka elfek już mi dotrzymywało towarzystwa ale wszystkie po pewnym czasie uciekały, nie wiem w sumie dlaczego. No idziesz czy będziesz tak stał i patrzył. - słowa starca po prostu wylatywały mu z ust niekiedy bez składu i ładu, wyglądało na to że człowiek nigdy nie przestanie mówić.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Łowca gwałtownie przerwał potok słów staruszka:
- Jestem Namron Vi’ekh, Serrunie. Zbyt wiele nie jem, co mocno odczuwam w obecnej chwili i cieszę się na zaproszenie. Z chęcią zjem trochę dobrego gulaszu z jelona. Ale co do seksu, to prawdopodobnie masz rację, uprawiam go zdecydowanie za mało. Nad czym zresztą mocno boleje. Niestety, nie było ostatnio okazji aby zbędne kalorie w ten sposób spalić. I osobiście również nie rozumiem, z jakiego powodu owe elfki uciekły. – Odpowiedział staruszkowi elf chowając sztylet i miecz poczym ruszył za mężczyzną. ,,Co to za dziwny człowiek. Jeśli wszyscy ludzie są tacy, to nie dziwie się, że ich państwa tak szybko upadają. Zresztą nieważne, nie zabawie tu chyba długo. Ten człowiek to najdziwniejszy osobnik jakiego widziałem.’’ Myśli chaotycznie tłoczyły się w głowie drowa. – Szedłem przed siebie. Dotychczas mieszkałem z pewnym myśliwym, który kilka dni temu umarł. Więc wyruszyłem poszukiwaniu przygód. A powiedz mi, jak udało ci się przeżyć tak długo na granicy dwóch wrogich sobie plemion elfów?
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Widząc że drow ruszył za staruszkiem ten już się nie odwracał. Chwilę słuchał Namrona choć widać było że się tym męczy. Na pytanie ile z tego zapamiętał, a co chyba nawet ważniejsze usłyszał ciężko byłoby odpowiedzieć, pozostanie to słodką tajemnicą Serrurna. W momencie w którym usłyszał o przygodach jakby sie nagle ożywił i gdy łowca zaczerpnął powietrza ten wykorzystał chwilową przerwę tamtego i sam zaczął mówić. - Przygoda, ach przygoda, taka słodka kochanka choć nie tak jak elfka. - powiedział bardzo poważnie - Jakież to było cudowne zajęcie, poszukiwanie jej i tańczenie do jej muzyki. Oj ile to ja się kiedyś przygód naszukałem, ile dróg zszedłem ile krain widziałem i dziwactw wszelakich to by długo wyliczać, a może chcesz? - zapytał z nadzieją, jednak po sekundzie podjął swą przemowę dalej - eeee pewnie nie, wy młodzi nie macie czasu, wam to tylko w głowie bijatyki, złoto, klejnoty i niekiedy jakaś dziewka, też kiedyś taki byłem, oj tak, było wspaniale, oj było. - przerwał na chwile jakby przypominał sobie zamierzchłe czasy, po czym jakby ciszej i ze smutkiem mówił dalej - Teraz jednak zamieniłem tą kochankę na grzane wino na werandzie, jakąś księgę na kolanach i młodą kobitkę u boku, to jedno zostało mi ze starych dobrych czasów. - potrząsnął lekko głową jakby się budząc - Już niedługo i będziemy u mnie. .
Namron zaczynał podejrzewać że staruszkowi usta nigdy się nie zamykają było to dość męczące i denerwujące ale czego nie robi sie dla zaspokojenia głodu.
- Pytałeś o sposób przeżycia, oj tak, przeżycie jest ważne jak wtedy gdy zapuszczałem się do kopalni krasnoludów w poszukiwaniu największego diamentu świata ale ... ale nie o tym miałem mówić, no wiec chłopcze to bardzo proste. Nie wchodzę im w drogę, a niech się sami zabijają, ja wole wtedy obmacywać jakąś elfkę - oblizał lubieżnie usta - ale ostatnio jakby mi ich zabrakło, a dziś zamiast elfki Ciebie znalazłem i znów noc w samotności spędzę, oj tak. Nie obrażaj się ale jednak gustuje w pięknej płci i Ciebie do łóżka nie zaproszę, oj nie.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum