"I chociaż widziałem jak upadały ludy, jak o ruiny światów rozbijały się nacje, i chociaż smakowałem ich wszystkich krwi i myśli wiem tylko jedno. Żyjemy w ciekawych czasach."
-Gideon
Człowiek z kilkoma złotymi pierścieniami na palcach prawej dłoni, w której trzymał świecznik z 9 świecami idzie kamiennym, zimnym korytarzem mijając kolejne takie same drzwi. Jego twarz jesto pozbawiona emocji, jego spojrzenie jest lodowate, a jego dłonie drżą w alkoholowym delirium. Wchodzi on pewnie do jakiejś komnaty, jego długa do ziemi szata, wzbija do góry mnóstwo kurzu, widać, że dawno nikogo tu nie było. Człowiek zamyka drzwi i odpala od świecznika kilka stojących na szafce przy dzwiach świec. Przechodzi na środek pokoju i odstawia świecznik na biurko. Jedno przelotne spojrzenie po pomieszczeniu. Człowiek podchodzi do regału z księżkami i szuka tej jedynej książki. Patrzy po tytułach, szuka, a jego dłonie coraz bardziej drżą. Znalazł. Wyciąga księgę w grubej oprawie, zmuchuje z niej kurz koloru czerownego. Siada za biurkiem, wyciąga z kieszeni swej szaty dużą butelkę alkoholu o dość dźwięcznej nazwie: 'Sweet Sin'. Odkręca nakrętkę, jego ręce coraz mocnej drżą, więc szybko przechyla butelkę do ust i pije. Odstawia butelkę i otwiera książkę. Są tu jakieś słowa na wstepie... "Gideon" mówi sam do siebie, a na jego czole pojawia się kropla potu. Ręce mu już nie drżą, waha się, czy przerzucić stronę. Decyduje się, działa, czyta tytuł księgi na głos: "Krew i stal, opowieść o Bohaterach niedokończona", następna strona pusta zaplamiona, ręce mu na powrót drżą, bierze kolejny łyk alkoholu, przerzuca stronę, czyta....
Akt I
Esendia. Miasto marzeń, dla wielu ludzi. Cywilizacja, kultura, wolność, światło. Na ulicach tego miasta możnabyło spotkać zarówno magnatów, jak i zwykłą miejską biedotę, kupców o pękatych sakiewkach i ulicznych rabusiów, poszukiwaczy przygód i...
Po jednej z głównych ulic miasta w kierunku promenady handlowej wędrował człowiek o smutnych oczach. Jego skóra, jego włosy i jego spojrzenie zdradzały, że nie jest on z tego miasta, ani nawet z tych ziem. Mijał on przechodniów, prowadzać swego konia, który nie miał jeszcze siodła, a już musiał nieść tobołki swego pana, które nierównomiernie rozłożone na jego grzbiecie sprawiały wrażenie ciężkich i niewygodnych. Jakim to zbiegiem okoliczności po tej samej ulicy, o tym samym czasie szedł podobny jemu człowiek, lecz inny zarazem. Spojrzenie zamyślane, oczy zdradzające myśli, myśli zbyt wiele. Dłonie nie do miecza, a do czarów i pióra. Idzie, idą obaj, lecz z dala od siebie, nie widząc się, nie słyszą. Jaki to los musi być przewrotny, że poprzecinał historię tych ludzi tymi samymi nożami.
Słońce jest już czerwone zbliża się koniec dnia. Chmury lekko suną po niebie z zachodu na wschód, a na północy widać już ciemną plamę nocy, lub też mroku jak kto woli. Ulica po której idą Poszukiwacze Przygód jest szeroka, uczęszczana przez wielu. Są tu ludzie i zwierzęta, obce rasy i... Muad zauważył na środku ulicy podest, wokół którego zebrało się mnóstwo osób. Taleth także dojrzał ów podest, lecz był znacznie dalej od niego niż Muad, chociaż coś mu podpowiadało, że jak się obok niego zatrzyma, to coś się wydarzy niecodziennego.
"Ludzie, ludzie!! Ludzie, ludzie!!" Krzyczał człowiek o śniadej skórze, który stał na podeście. "W Esendii szerzy się wielkie zło, któremu my, ludzie, musimy się przeciwstawić." Jego głos był doniosły, zdawało się Bohaterom, że słyszą go ludzie z końca tej długiej ulicy. "Mroczny pomiot zagląda do okien waszych domów, zagląda w oczy waszym dzieciom, zagląda w oczy wam, a WY TEGO NIE WIDZICIE!!" Na podeście stało jeszcze dwóch ludzi ubranych w zielone stroje i czerwone opaski na prawym ramieniu z jakimś dziwnym znakiem. Sam krzyczących jegomość nosił biały strój, lecz opaska z jego ramienia była taka sama. Obok podestu było jeszcze kilku ludzi z takimi opaskami, lecz każdy z nich był ubrany inaczej, jakby to rzec - po swojemu. "Zbliżają się czasy, gdy ludzkość będzie musiała przeciwstawić się złu jakie budzi się z długiej nocy! Powiadam wam, nie będzie żywego na świecie, który nie odczuje bluźnierczej mocy, jaka się zbliża." Manifestował człowiek w bieli.
Ostatnio zmieniony przez Pythonius 2007-06-04, 20:52, w całości zmieniany 2 razy
Mag ruszył w stronę podestu. Znów słuchał jakichś krzyków fanatyków, powoli zaczęło to mu grać na nerwach. No ale nie tylko po Esendii pałętają się wariaci. Rzucił okiem na swoją obrączkę klnąc na siebie, że nie ma nawet pojęcia, co to jest. Liczył na to, że intuicja go już nie zawiedzie i nie wplącze Maga w kłopoty.
Zbliżywszy się do podestu starał się przebić przez tłum tak, żeby wszystko mógł widzieć. Słyszeć już slyszał nadto...
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Zbliżył się do tłumu, słuchając mowy odzianego w biel. Jak dla niego była to zwykła zgraja ludzi i nie-ludzi którym życie ucieka między palcami, bo nie są wstanie nim zawładnąć. Zbliżając się coraz bliżej i bliżej, wiodąc za lejce Hersira, słowa ów proroka nabywały sensu. Chociąż i tak, wydawała mu się zbyt leniwa.
Gdy był już dość blisko, chciał odejść. Jednak skusił się bo nawiązać kontakt z mówcą.
"Zbliża się!? Właśnie już tu jest matole! A wy nic nie robicie..." - wykrzyczał nie nadużywając swojego głosu.
Czekał na reakcje tłumu, od dawna szukał wśród tego motłochu jakiś bardziej odważnych typów. Niby wpływy i znajomości miał, ale pierwszą linię trzeba dobrze zasilić.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Taleth i Muad mniej więcej w tym samym czasie przedzierali się przez tłum zbliżając do podestu. Taleth zatrzymał się jednak pierwszy i gdy już dobrze widział człowieka w bieli i jego pomocników przez słowa ów proroka, czy jakkolwiek inaczej nazwać możnaby tego człeka, przebił się jakiś inny głos. Bohater odwrócił się i ujrzał dziwnie wyglądającego człowieka, który dostał się pod podest wraz ze swym bardzo dużym koniem.
Muad powiedział swe słowa i zwrócił nimi uwagę na samego siebie. Człowiek w bieli również dostrzegł Bohatera, tylko że on nie krył oburzenia wynikającego ze słów Kawalerzysty. "Patrzcie ludzie! Oto cień ujawnia się! Już jest wśród nas. Człowiek, który nosi w sobie piętno splugawienia!" Wykrzyczał człek z pianą na ustach, a w kierunku Muada swe kroki zaczęli stawiać ludzie z opaskami na ramieniu. Muad dostrzegł ich trzech, po chwili był i czwarty. "Zło trzeba tepić, trzeba pozbyć się odmieńców, którzy chcą zniszczyć naszą cywilizację. To są diabły, to są demony. To są sługusy władców mroku! Koniec z nimi!" Pienił się prorok, ale ludzie byli mu dość obojętni, bardziej patrzyli na to co się za chwilę stanie z Muadem, niż na samego proroka.
Nagle Muad poczuł na swych plecach jakieś szturchnięcie, a później znajomy głos: "Znów się pakujesz w kłopoty." Powiedział męski głos, którego Muad nie zidentyfikował w pierwszej chwili. Patrzący na Muada Taleth jednak już widział tą postać, która przeszła obok Bohatera. Mag także znał tego człowieka, rozmawiał z nim kiedyś, lecz czego teraz chciał od tego ulicznego awanturnika? Muad odwrócił się instynktownie i wtedy stało się jasne.
Teril Morlen.
Był on ubrany w mundur ukryty pod płaszczem, który zrzucił i wyciągnął szybko buławę. "Pojmać ich!" Wykrzyczał, a Muad i Taleth zaobserwowali, jak wielu przechodniów zrzuca płaszcze pod którymi są mundury straży miejskiej. Strażników było wielu, a każdy z nich szybko dobył swą broń i ruszył w kierunku ludzi z opaskami.
"Zdrada! Tak się traktuje tych, którzy chcą ocalić swój świat!" Wykrzyczał człowiek w bieli i zeskoczył z platformy próbując wmieszać się w tłum. Bezskutecznie. Po chwili do każdego człowika z opaską na ramieniu podbiegło od trzech do czterech strażników miejskich, którzy szybko obezwładnili ludzi w opaskach.
"Poszło lepiej niż się spodziewałem, moje źródło sprawdziło się... i to dwukrotnie." Teril rozejrzał się po okolicy i błyskawicznie wypatrzył Taletha, którego przywitał półuśmiechem.
"Widzę, że osoba, której pomagam jest bezbłędna w pewnych sprawach." Muad usłyszał te słowa, a Taleth zobaczył na ustach Terila, którego jakby nie patrzeć znał, choć przelotnie. "Nie mam wiele czasu na rozmowy, przepraszam za to. Masz może wolny wieczór? Pewna osoba chciałaby się z Tobą zobaczyć i z nim..." wskazał na Taletha "także." Teril skinął na Taletha prosząc go do siebie, aby mógł się on przyłączyć do rozmowy.
Teril Morlen.jpg
Plik ściągnięto 12729 raz(y) 5,6 KB
Ostatnio zmieniony przez Pythonius 2007-06-05, 00:06, w całości zmieniany 1 raz
Wyszczeżył zębiska gdy zobaczył Terila. Właśnie nie miał gdzie się podziać, a tu nagle on się znajduje. Nie interesował go już ani niby-prorok ani jego psy. Zainteresował się teraz samą osobą przyjaciela i tego co mówi. Chciał najpierw podziękować lub przynajmniej skomentować trening Gerada, ale słysząc to co on mówi, wolał się powstrzymać.
"Wolny? To zależy co masz na myśli wolny... ale.." - zobaczył że wskazał na dziwnego kolesia tam dalej i przerwał na chwilę. Popatrzył się przenikliwie na ów "z nim". Wydawał mu się podejrzanie, szczególnie teraz, gdy może świało mówić iż Amaist Ragan Berley lub jakkolwiek go nazwać żyje... Nie był z tego powodu szczęśliwy. Szczególnie że mag dopioł swego. Ale nie chciał go za to zabijać. Nie teraz.
Nie czekając aż trzeci podejdzie spytał odrazu Terila.
"Coś związanego z dużym B?" - spytał tajemnie i liczył na zrozumienie.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Mag szybko przypomniał sobie, kiedy miał doczynienia z człowiekiem, który właśnie go zawołał. Nie wahając się długo podszedł do rozmówców w celu przyłączenia się do konwersacji. Bohater zawsze wiedział, że czas to pieniądz, toteż nie zadawał zbędnych pytań, wsłuchiwał się jedynie w rozmowę.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
"Nie wiem czy ta sprawa dotyczy jak to powiedziałeś dużego B." Oznajmił Teril, gdy zbliżał się do nich Taleth. "Nie znam szczegółów, ale..." Mag podszedł do dwójki ludzi, z których to tylko jednego miał możliwość spotkania. Przynajmniej tak mu się wydawało, bo ta twarz i te imię były mu już znane. "Widzę, że nadal pan zwiedza Esendię." Powiedział Oficer do Taletha. "Byłem zaskoczony, gdy usłyszałem słowa pewnej prośby, ale widać ktoś orientował się lepiej w przeznaczeniu ludzi niż ja. Dziwię się trochę, że zastałem was obu za jednym razem. Przejdę może do meritum, bo jak oznajmił pan Quilde: 'czas jest tu największą zapłatą'. Proszę." Teril wyciągnął dłoń w której trzymał karteczkę i podał ją Muadowi. "Miałem to przekazać właśnie tobie, właśnie o tej porze i co dziwne w obecności tego pana. Wybaczcie me roztargnienie. To jest Muad" - wskazał na Kawalerzystę "a to Taleth" - wskazał na Maga. "Obaj panowie jesteście poszukiwaczami przygód i chyba wspomniany Quilde ma dla was pewną propozycję. Chyba coś bardzo ważnego, skoro ofiarował tyle wiedzy w zamian za dostarczenie tej jednej wiadomości."
Żołnierze straży już powiązali manifestantów i ustawili ich pod ścianą budynku. Tłum się zaczął rozchodzić, a po podeście zaczęły skakać jakieś dzieci.
Odebrał szybko karteczka i już chciał przeczytać gdy usłyszał imie nieznajomego. Trochę go to zainteresowało. Tak więc zaczekał chwilę, nim przeczytał wiadomość. Spojrzał z ukosa na Taletha i rzekł do Terila głosem, który wyrażał swoiste zaciekawienia.
"Ten Taleth?..." - brzmiało to raczej jak stwierdzenie niż pytanie. Powitania i te inne wolał pozostawić na inną okazje, jeżeli taka miała nastać kiedykolwiek. Przebił Taletha wzrokiem doszukując się w nim jakiś znanych cech. Nie trwało to długo, gdyż szybko spóścił wzrok i powędrował ku karteczce.
Ten drugi fenomen był bardziej intrygujący i interesujący.
Quilde Quilde Quilde.. jak masz na imię? - przeleciała mu myśl.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
"Miło mi" Mag ukłonił się Muadowi, uścisnął dłoń Kawalerzysty i szybko przeszedł do sprawy.
"Mamy się z nim spotkać teraz?" Zapytał. Spojrzał z nadzieją na kartkę, którą trzymał nowo poznany człowiek. Zastanawiał się, cóż to za ważna sprawa...
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Zaproszenie
Muad'Dib i Taleth, poszukiwacze przygód
Są niezwłocznie proszeni o dotarcie do niebieskiego namiotu,
stojącego na środku promenady handlowej
Propozycja pracy, za którą zapłata cenniejsza jest od złota
Im zadanie zostanie szybciej wykonane, tym nagroda będzie cenniejsza
Ważne, aby stawić się wspólnie
- Quilde
Muad przeczytał tekst zapisany na karteczce, a Taleth tylko rzucił na niego okiem. Nie było tu zbyt wielu słów, a charakter pisma był kaligraficznie doskonały. Zawartość treściwa, choć enigmatyczna.
"Wybaczcie, ale muszę już ruszać w swoją stronę. Nie wiem nic o tym czego Quilde od was chce, pewnie napisał coś o swych zamiarach, nie czytałem jednak. Do zobaczenia." Powiedział szybko Teril, lekko ukłonił się i udał się w kierunku oddziału straży miejskiej, która już przygotowała pojmanych do 'transportu'. Takim sposobem Muad został raptem sam z nieznajomym Magiem, a Taleth z bardziej niż dziwnym człowiekiem, od którego czuć było zapach kłopotów.
Tymczasem...
W czerwonym słońcu po ulicach miast szedł Mroczny Elf, który jeszcze kilkanaście godzin temu musiał udawadniać swą siłę podczas inicjacji zabójców. Pelios miał jeszcze na sobie ślady krwi, które jednak zamazały się na jego ubraniu i nikt z przechodniów nie był w stanie ich zobaczyć. Włóczenie się bez celu raczej nie było najlepszą rzeczą dla Skrytobójcy, ale jak na razie żadnych ciekawych rzeczy nie ujrzał i nie doświadczył, gdy tu nagle...
Pelios widział jak zbliża się w jego kierunku dziwnie ubrana osoba. Bohater był czujny, ale nie spodziewał się, że ten człowiek ubrany w kaftan, paskowe spodnie, szpiczaste buty, noszący czerwony pas na dużym brzuchu się do niego odezwie. Usta poruszyły się jegomościa, a pokryta czarnymi kręconymi włosami broda śmiesznie się poruszyła.
"Wybacz mości panie. Mam list do wielmożnego Peliosa, mrocznego elfa o wielkiej sławie. Mój pan prosi uprzejmie o niezwłoczne spotkanie." Człowiek skłonił się w pół i wyciągnął dłoń w której trzymał karteczkę. Pelios był zdziwiony, ale nie wyczuwał żadnego zagrożenia ze strony tego człowieka.
Ostatnio zmieniony przez Pythonius 2007-06-11, 20:06, w całości zmieniany 1 raz
"Hmm" Mruknął, co w tym znaczeniu miało ukazywać jego zdziwienie.
"Jakieś kurde coś chce. I to nie odemnie, tylko od nas." - popatrzył się przenikliwie na Taletha. W tym wszystkim wyczuwał woń podstępu, ktoś chciał go wykiwać. Nie wiedział jednakże kto. Ale nie da się! Musi tylko stwarzać pozory, że na wszystko się zgadza. Gdy już go nie było, szukał wzrokiem za Terilem. Szkoda mu było, że tak się zwinął.
Schował kartke i już chciał iść, ale przypomniał sobie o magu. Szpieg? Czy może prawdziwy? Zawsze się przyda..
"Wielmożny pan Quilde chce nas widzieć na środku promenady handlowej. Lepiej nie każmy mu czekać. A tak poza tym. Musisz mi coś opowiedzieć." - w jego głosie można było usłyszeć nutke rozbawienia. Chciał już iść, ale poczekał na pierwszy gest maga.
Szpieg? Czy prawdziwy? Niebieski namiot?
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
"Wielkiej sławie...?" powtórzył z niedowierzaniem. Nie był zbyt pocieszony tym faktem. Dotychczas starał się nie rzucać w oczy, a że kłopoty same go znajdowały...
W jego obecnej profesji zbytnia sława wskazana nie była.
Odebrał jednak list z wyraźnym skrzywieniem na twarzy.
"Możesz odejść" rzucił mijając śmiesznego człowieczka. Wrócił do bezcelowego włóczenie się po mieście. Wkrótce mogło jednak ono nabrać celu.
Zapoznał się z zawartością owej tajemniczej karteczki.
"Nie mamy zatem na co tu czekać. Ruszajmy" odparł Mag i uczynił krok naprzód. Przystanął jednak na chwilę by przypomnieć sobie, w którą stronę należy iść, aby trafić do namiotu. Z wahaniem, po krótkiej chwili zapytał: "Co mam ci opowiedzieć?".
Nie wiedział, czy może ufać temu człowiekowi. Rodziły się w nim podejrzenia, chociaż na razie nie dał po sobie tego poznać. W końcu widywał jeszcze dziwniejszych ludzi...
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Zaproszenie
Ślę Ci pozdrowienia Peliosie
Jeżeli czytasz tą wiadomość, to znak, że mój sługa się spisał
Chciałbym Cię prosić o to, abyś niezwłocznie dotarł do mojego
miejsca pobytu. Niebieski namiot na środku promenady handlowej,
na pewno trafisz. Spodziewaj się prostego zadania, za które otrzymasz
coś wartego więcej niż złoto.
- Quilde
Przeczytał Pelios wiadomość. Tak się składało, że promenada była dość blisko miejsca gdzie się obecnie znalazł Bohater, ale imię nadawcy nie było znane Skrytobójcy, co mogło budzić pewne podejrzenia.
Muad w przeciwieństwie do Taletha wiedział gdzie jest promenada handlowa i wiedział, gdzie na niej znajdują się namioty. Większość tych, które widział Kawalerzysta była dość skromnej wielkości, co nie sugerowało wielkiej zamożności owego Quildea, ale jednak czuć było w tym coś niecodziennego.
Kierował się wciąż w kierunku promenady i ów namiotu. Nie śpieszył się jakoś. Miał tutaj narazie kogoś, kto może mu się przydać. Oczywiście zdawał sobie również sprawę z dziwnego zaproszenia i tego fantu nie zamierzał zostawiać samego sobie. Jednak w takich sprawach wiedział jak radzić sobie.
"Co masz mi powiedzieć pytasz? Hmm" - burnkął
"To nie takie proste, ale chociaż. Powiedzmy, że Teril powiedział mi, że wiesz dość sporo na temat, eee tych niebian, co jakiś czas temu zrobili wielkie bum w dzielnicy biedoty w Esendii. A ja jestem, eee od tego, by ustalić co i jak dokładnie się zdarzyło. Ponieważ sądzi się, iż pewien gog maczał w tym palce." - nie zamierzał zdradzać swojego prawdziwego celu. Tajemniczość musi być po jego stronie.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
"Wygląda na to, że robota sama mnie znajduje. Chyba nie mam na co narzekać" odparł zgniatając kartkę w dłoni.
Poszukał wzrokiem odpowiedniego kierunku.
"Nie zaszkodzi sprawdzić"
Ruszył spokojnym krokiem w stronę promenady. Zastanawiał się cóż takiego cennego ma mu do zaoferowania owy Quilde, a także skąd go właściwie zna. Choć to drugie ostatnimi czasy coraz mniej go dziwiło.
Taleth zrównał krok z Kawalerzystą. Zastanawiał się, co odpowiedzieć. Po chwili rozległ się jego głos:
"Skoro Teril mówił, że dużo o tym wiem, to zastanawiam się, co dokładnie miał na myśli. Widziałem jedynie z daleka dzielnicę biednych, faktycznie nieźle tam musieli zabalować. Jednakże wtedy byłem zajęty trochę inną sprawą, w której maczał palce ów gog..." urwał Mag. Starał się nie mówić nic więcej, póki nie usłyszy konkretnych pytań.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Mroczny Elf jak chciał, tak ruszył prosto do promenady, do której drogę już znał, aż za dobrze. Kilka chwil spędzonych na spacerku i... no tak. Wychodząc zza zakrętu Pelios zobaczył znajomą twarz. 'Muad' chciałoby się powiedzieć z westchnieniem. Zdawało się Bohaterowi, że jego kolega go nie zauważył jeszcze, ponieważ był zbyt zaabsorbowany rozmową z jakimś innym człowiekiem, który szedł przy nim, a obaj kierowali się.. na promenadę. Coś mówiło Peliosowi, że idą oni do pewnego niebieskiego namiotu, który podobno stał na środku ów promenady. Muad miał ze sobą jakiegoś konia. Zobaczył Pelios, który jakby nie patrzeć był oddalony od ów mężczyzn o jakieś 30 metrów. Brukowana ulica, a na niej cienie domów i przechodnie. Podejście do tych ludzi mogło być całkiem zabawne.
Muad i Taleth również kierowali się w kierunku promenady. Mag zrównał się krokiem z Kawalerzystą, który sprawiał jak na razie wrażenie dziwaka. Promenada była niedaleko z tego co wiedział Muad. W teorii powinni się na niej znaleźć obaj w przeciągu 5 minut.
"Czemu mnie to nie dziwi" odparł sam do siebie jak to miał w zwyczaju, po czym ruszył nieco przyspieszonym krokiem za Muadem. Nie chciał się na razie ujawniać, miał zamiar wpierw uczynić coś innego.
Idąc za człowiekiem starał się wtopić w tłum, pozostać niezauważonym. Wzrokiem szybko odnalazł sakiewkę kompana. Podszedł bliżej. Prawą ręką wyciągnął po kryjomu sztylet, tak by nikt go nie zauważył. Gdy podszedł już na wystarczającą odległość, szybkim ruchem podciął rzemyk trzymający sakiewkę. Miała upaść prosto na lewą dłoń mrocznego elfa.
Zerknął na maga z ukosa. Przebił go na wylot oczami i syknął:
"Tehitaler... nieprawdaż?" - rzucił niespodziewanie, tak by wywołać pewne wrażenie na magu. Miał nadzieje, że trafił dobrze, jeśli nie to nie było słowa nawet. Mimo to, spojrzał się teraz na Taletha wyzywająco, jakby oczekiwał od niego głębszych odpowiedzi na tak iście niebezpieczny temat, jak to się okazuje.
Domyślał się, że mag nie wie nic o Coghtalu, czy jak mu tam było, nie pamiętał teraz dokładnie. Jednak wiedza o gogu znajdującym się w Esendii była wystarczająca.
W tym o to momencie, między jego prowokacją a odpowiedzią, zastanowił się, ile tak naprawde może wiedzieć Taleth...
Nie śpieszył się tak bardzo na promenade w tej chwili. Trzymał spokojnie kuca za lejce prowadząc go i nie odwracając głowy od maga. Zerkał prawda co jakiś czas co na przodzie, ale nie to zwarcało jego uwagę.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Mag skinął głową:
"Zgadza się... Widzę, że posiadasz niemałą wiedzę na różne tematy" przyznał. Jego twarz nie zmieniła wyglądu. Nie zwrócił uwagi na spojrzenie, zapytał spokojnie z nadzieją: "Może powiedziałbyś, co wiadomo ci na ten temat i wyjaśnił, do czego zmierzasz?".
Mag tylko przez chwilę wpatrywał się w twarz towarzysza. Większą uwagę przywiązywał do okolic, mianowicie obserwując miejscowych i czekając, aż znajdą się obaj na promenadzie.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Zaiste Pelios dostrzegł sakiewki Muada, nawet trzy, zawieszone przy pasie.
Mroczny Elf zakradł się do swego 'kolegi' niezauważenie, a przy ostatnich krokach płynnie wyciągnął swój sztylet, kolejny krok, cięcie i...
Muad, Taleth i kilku przechodniów nagle zainteresowało się pewnym Mrocznym Elfem, który wyciągniętym sztyletem coś majstrował dość niezgrabnie przy sakiewce pierwszego ze wspomnianych. Zrobiło się niemałe zamieszanie. Bohater poczuł na sobie dość wiele niekoniecznie miłych spojrzeń, a o odcięciu sakiewki niezauważenie mógł już zapomnieć.
Kawalerzysta rozpoznał przy pierwszym spojrzeniu ów Mrocznego Elfa, a to, że znał jego imię zaczynające się na literę 'P' i kończące na 'S' do końca rozwiązały ewentualne niewiadome związane z tym osobnikiem. Taleth natomiast musiał być dość zdziwiony, że ktoś taki próbuje okraść jego nowo poznanego 'kolegę'. Mroczny Elf ze sztyletem i tłum przechodniów wgapiony w niego. Mag nie miał wątpliwości po czyjej stronie jest 'społeczeństwo'.
Obejrzał się, a gdy to zrobił, emocje wzięły górą. Wybuch ogromnym śmiechem. Nie mógł się powstrzymać. Fakt, że spotkał kompana nie był śmieszny aż tak bardzo, jednak cała sytuacja, wyraz twarzy i ta konsternacja w oczach drowa - to było piękne. Możliwe, że było to tylko jego złudzenie, chociaż dobrze się przy nim bawił.
Chwila minęła, nim się otrząsnął, a wtem:
"Pelios, druhu, przecież ty nie umiesz kraść." - chciał rozładować ewentualne napięcie i troszeczke pobawić się przy tej okazji. Dawno nie widział tej czarnej mordy, a sporo przeszli razem.
"No, dobrze że jesteś, w dobrym stylu... hehe." - musiał zahihotać jeszcze.
_________________ - Tak - powiedział - To jedna z dróg. - Kiwnął Głową.
- Tak. Oni nazwą mnie.. Muad'Dib, Ten Kto Wskazuje Drogę.
Tak... tak właśnie będą mnie nazywać.
Mag zrobił taką minę, jakiej dawno nie zdarzyło mu się zrobić. Widać na niej było niesamowite zdziwienie.
"Chyba oni są jeszcze bardziej porąbani niż sądziłem" pomyślał sobie, jednak zostawił to dla siebie. Stał jak wryty nie wiedząc, co powiedzieć. Wymamrotał sobie pod nosem jeszce raz to imię... "Pelios"
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Szybko zmazał z twarzy wyraz zażenowania po czym spokojnym ruchem schował z powrotem sztylet.
"Cóż...na to wygląda." burknął wyraźnie niezadowolony. Wzrok powędrował na kuca prowadzonego przez człowieka.
"Widzę, że sprawiłeś sobie środek transportu, czyżbyś się gdzieś wybierał, może z dala od tego przeklętego miasta ?" spytał z nadzieją wskazując kciukiem na zwierzę.
Zainteresował go również nieznany mu jeszcze kompan Muada.
"Mag..." pomyślał, zaś myśl ta wcale mu się nie spodobała. Dotychczas każdy jakiego poznał chciał go bądź zabić, bądź oszukać. Chociaż Merti...cóż w jego przypadku było zupełnie na odwrót. Pelios miał jednak wrażenie, że Merti również by go zdradził....gdyby mroczny elf go nie ubiegł.
Póki co udawał, iż maga nie zauważył. Było mu wystarczająco głupio po nieudanej kradzieży.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum